Dodaj do ulubionych

Teściowa...

05.05.11, 11:39
Od kilku lat - odkąd dzieci są na świecie mam problem w relacjach z teściową. Miałyśmy kilka spięć parę lat temu, ale od dawna jest już spokój, między innymi dzięki mojej pracy nad sobą. Jednak w relacjach z nią nie ma serdeczności, kontakty są sztuczne, trudne, choć poprawne - tak bym je nazwała. Dzieci są wobec niej w porządku, choć niestety o wiele więcej ciepła okazują moim rodzicom. Mnie teściowa strasznie irytuje. Jest to osoba, z którą pewnie nigdy bym nie zawiązała bliższych relacji gdyby nie to że nas życie połączyło. Nie rozumiem jej postawy życiowej, podejścia do wielu spraw, ale tym się nie przejmuję i nie wpływa to na nasze stosunki. Wpływa niestety na nie jej stosunek do dzieci, do mnie jako matki. Niby nie mówi nic przerażającego, nie krytykuje wprost. Ale kiedy przyjdzie to zawsze coś usłyszę, np. ale oni nieznośni, jak u mnie byli to byli tacy grzeczni (byli z wizytą godzinną 2 tyg. wcześniej). Albo: no tak, matka wróciła to dziecko od razu inne, ze mną był taki ułożony. Ja nie wiem jak mam reagować. Próbowałam jej kiedyś tłumaczyć, że dzieci przecież zachowanie zmieniają wielokrotnie w ciągu dnia, że przy nas też są raz grzeczne raz niegrzeczne. Ona potem żali się mężowi że ją krykuję, jej zdaniem nie mam prawa nic jej powiedzieć - ona swoje dzieci wychowała, a ja jeszcze ani jednego - dopiero zaczynam. Jednym z dzieci opiekowała się kiedy pracowałam jakiś czas temu. Wtedy to rozumiała bo sama to odczuwała. Przestała sie opiekować i wiedza wyparowała, znowu mówi to samo. Nie jest z nią możliwa żadna rozmowa o dzieciach bo podważa to co mówimy, np. mąż mówi, że syn się ostatnio zmienił, że częściej płacze. Ona mówi: przecież wcale nie płacze. Widzi dzieci rzadko, raz na tydzień, raz na dwa. Dlaczego nie może nam zaufać tylko musi zaprzeczyć. Przecież mąż nie mówi że on cały czas płacze, tylko że częściej, w określonych sytuacjach. Teściowa mówi też, że ja te dzieci zmieniam, że jak mnie nie ma to one do niej lgną, a jak jestem to nie. Ponieważ to się ciągle powtarza, to mam ochotę na nią nawrzeszczeć, nie mogę tego słuchać po prostu. Ale tego nie robię z uwagi na dzieci i męża - w środku się gotuję. Jaki ona ma cel, po co to w ogóle mówi? Jak ja mam reagować? Nie rozumiem tej kobiety i jej nie lubię. Mieszkamy bardzo blisko siebie i chciałabym, żeby to się jakoś ułożyło. Jak to zrobić, jeśli normalna dyskusja jest niemożliwa (teściowa ją ucina tekstem - co ty wiesz o życiu itp.). Z mężem rozmawiałam na ten temat milon razy - on z matką też. Twierdzi, że doskonale mnie rozumie, ale ona się nie zmieni i to ja powinnam wykazać się dobrą wolą i dostosować się do niej. Nie zwracać uwagi, nie próbować tłumaczyć. Czy tak faktycznie powinnam zrobić? Z własnymi rodzicami zawsze rozmawiam, dyskutuję. Mamy bardzo dobre, otwarte relacje, zawsze tak było. Teściowa ze swoimi dziećmi żyje w zakłamaniu, obłudzie - tak ja uważam. Ona im wielu rzeczy nie mówi, a oni jej. Dodam jeszcze, że teść jest zupełnie inną osobą, właśnie otwartą i taką zwyczajną. Ale jest przez nią stłamszony, nie miesza się w życie rodzinne.
Obserwuj wątek
    • velluto Re: Teściowa... 05.05.11, 12:04
      maakita napisała:

      > Dzieci są wobec niej w porządku, choć niestety o wiele więcej ciepła okazują moim rodzicom.

      Dlaczego "niestety"? nie ma obowiązku lubienia wszystkich dookoła w tym samym stopniu.

      > Widzi dzieci rzadko, raz na tydzień, raz na dwa. Dlaczego nie może nam zaufać tylko musi zaprzeczyć.
      Bo podobnie jak wy - prezentuje SWÓJ punt widzenia.

      > Teściowa mówi też, że ja te dzieci zmieniam, że jak mnie nie ma to one do niej lgną, a jak jestem to nie. Ponieważ to się ciągle powtarza, to mam ochotę na nią nawrzeszczeć,
      > nie mogę tego słuchać po prostu.

      No i co? babina stwierdza fakty (być może chcąc podkeślić swoje relacje), nie rozumiem skąd taka histeria u ciebie na tym tle?


      > Jak ja mam reagować? Nie rozumiem tej kobiety i jej nie lubię.
      Nijak nie reagować, bo nic się nie dzieje. Sama się nakręcasz.

      > Mieszkamy bardzo blisko siebie i chciałabym, żeby to się jakoś ułożyło. Jak to zrobić, jeśli normalna dyskusja jest niemożliwa (teściowa ją ucina tekstem - co ty wiesz o życiu itp.).

      Nie, nie chciałabyś "żeby się ułożyło". Chciałabyś, żeby było "po twojemu". Zdecyduj się na coś. Nie lubisz jej - nie musisz, ale bądźże choć w minimalnym stopniu logiczna - jak przy takim nastawieniu ma się coś ułożyć, i właściwie po co?
      Żeby się ułozyło - sama musiałabyś zmienić swoje podejście. Ty, nie ona.


      • maakita Re: Teściowa... 05.05.11, 12:21
        No nie, dla mnie nietaktem jest wypowiadanie sie na tematy gzie nie mam pełnej wiedzy. Jeśli ktoś opowiada mi o swoich kłopotach z dzieckiem, które widzę raz na tydzień to nie zaprzeczam, tylko raczej słucham i staram się coś poradzić na podstawie tego co usłyszałam i ewentualnie korzystam ze swoich doświadczeń. I tego bym raczej oczekiwała od serdecznej babi a nie mądrzenia się.
        Być może chcę żeby było po mojemu w tym sensie, że tej postawy nie rozumiem, nie akceptuję.
        • velluto Re: Teściowa... 05.05.11, 13:50
          maakita napisała:

          maakita napisała:

          > No nie, dla mnie nietaktem jest wypowiadanie sie na tematy gzie nie mam pełnej
          > wiedzy.
          Nie dyskutujecie o fizyce kwantowej, a o rzeczach, które ocenia się subiektywnie.

          > I tego bym raczej oczekiwała od serdecznej babi a nie mądrzenia się.
          Babcia nie musi spełniać twoich oczekiwań. Ani ty jej.

          > Być może chcę żeby było po mojemu w tym sensie, że tej postawy nie rozumiem, nie akceptuję.
          No więc masz problem ze swoim podejściem, nie z teściową. Tu nie ma co rozumieć - ona jest innym człowiekiem ma prawo do innego podejścia, innego spojrzenia, innego sposobu wypowiadania się. Z jej perspektywy sprawy wyglądają inaczej i najnormalniej w świecie to komunikuje. To ty masz z tym problem. Namiarowy i wydumany.

          Nie lubisz jej, wkurza cię - twoje prawo, tylko nie dorabiaj do tego ideologii, bo i po co?
          • maakita Re: Teściowa... 05.05.11, 14:27
            No ciekawe rzeczy prawisz. Muszę to przemyśleć.
    • kol.3 Re: Teściowa... 05.05.11, 17:44
      Teściowa jest wredna i lubi Ci przysr..wać, a potem jeszcze na Ciebie skarży. Rozluźnij z nią kontakty albo odpłacaj jej pięknym za nadobne..
    • zuzi.1 Re: Teściowa... 05.05.11, 19:41
      Jakbym czytała o swojej teściowej... wiesz co, daj sobie z nią spokój, ogranicz swoje kontakty z nią do minimum, po co masz się denerwowac, wysyłaj do niej dzieci z mężem, Ty nie muszisz się zmuszac do słuchania jej "mądrości" życiowych, daj sobie z nią po prostu spokój, ta kobieta jest po prostu głupia i wredna i.... TO SIĘ NIGDY NIE ZMIENI. Więc zacznij dbac przede wszystkim o SWOJE dobre samopoczucie, skoro ona Cię denerwuje, ogranicz spotkania z nią do koniecznego minimum. Nie zrozumiesz jej, bo zapewne nie ma racjonalnego wytłumaczenia jej postępowania, chyba, że: to starcze złogi w mózgu powodują własnie takie wredne zachowania, może wredna była od zawsze, a na Tobie sobie teraz jeszcze pogrywa. Koszmarna baba. Rozumiem Cię i bardzo Ci współczuję. Nie licz na to, że ona się zmieni, jest jaka jest i inna nigdy nie będzie. Ona nawet zapewne nie zrozumiałaby Twoich argumentów, moim zdaniem Twoja teściowa to prosta i głupia kobieta,BARDZO TOKSYCZNA, nieuczuciowa, z mężem pantoflarzem, dobrze, że chociaż mąż mówi Ci, że Cię rozumie. Olej tą panią i żyj swoim życiem, a ją traktuj jak powietrze, wdychasz jej głupie gadanie (jak najrzadziej) jedną dziurką a drugą wydychasz :))) i nie daj się denerwowac
    • marianka_marianka Re: Teściowa... 05.05.11, 20:45
      Momentami wypisz wymaluj moja teściowa.
      Zgodzę się, że trudno nauczyć starego psa nowych sztuczek, ale trzeba przynajmniej próbować. Metoda zdartej płyty.
      Jeżeli Twoja teściowa jest z gatunku ograniczonych to niewiele da się zrobić i wówczas ogranicz kontakty a w odpowiedzi na zaczepki dawakj krótkie kontry i zmieniaj temat.
      Natomiast jeżeli jest z gatunku "lepiej kumatych" to uwierz mi da się utemperować.
      Moja teściowa odstawiała szopki jakich nie powstydziłby się w adwencie Kościół Mariacki,
      musiałam się wstydzić za jej zachowanie na imprezach rodzinnych, bo próbowała rozstawiać nawet moich gości po kątach;-) Oczywiście ona wszystko robiła w imię naszego dobra - jakże by inaczej?
      Teściowa wchodzi do Twojej rodziny tak samo jak Ty do jej. Ty się nie wtrącasz do jej sposobu rządzenia we własnym domu, a to prawo musi działać w dwie strony.
      Ogranicz kontakty i naucz się odpowiadać : ja uważam inaczej. Na głupie pytania reaguj głuchotą i zmianą tematu. I daj sobie prawo do irytacji. Największy głupek zauważy, że nie masz ochoty na kontynuowanie konwersacji;-)
      Moja teściowa aktualnie zastanawia się zanim coś powie w rozmowie ze mną i to uważam jest sporym sukcesem.
      • zuzi.1 Re: Teściowa... 05.05.11, 21:41
        A moja teściowa to się mnie już chyba nawet trochę boi, bo wie, że ze mną (w słowach) nie przelewki. Słownie potrafię dopiec równie celnie, jak ona... Właściwie dzięki niej i obronie przed nią musiałam się stac mistrzynią celnej riposty :)))) Ale babcia jest mega twarda i nieustępliwa, typ niezłej baby, a w kontaktach z osobami z zewnątrz udaje aniołka i taką słabiutką :)))) bidulka.... Ale miała pecha..., że jej się synowa z równie twardym charakterkiem i wygadana trafiła ;))))) W końcu ktoś nad babci charakterkiem zaczyna panowac i babci rózki się coraz bardziej chowają do środka. Czyli każdą zołzę da się utemperowac... nawet najgorszą teściową :)))))
        • marianka_marianka Re: Teściowa... 05.05.11, 21:48
          moja też się boi, ale bardziej historii z cyklu: "co ludzie powiedzą":-)
          Myślę, że warto się trzymać zasady, aby sobie na glowę nie dać wejść i tyle.
    • malamelania Re: Teściowa... 05.05.11, 22:50
      >Dlaczego nie może nam zaufać tylko musi zaprzeczyć.

      Ludzie mają własne zdanie. Teściowe też.
      Ludzie mają inne zdanie, niż my. To normalne.

      Ponieważ to się ciągle powtarza, to mam ochotę na nią nawrzeszczeć,
      > nie mogę tego słuchać po prostu.

      Histeryczka z Ciebie.

      Z mężem r
      > ozmawiałam na ten temat milon razy - on z matką też. Twierdzi, że doskonale mni
      > e rozumie, ale ona się nie zmieni i to ja powinnam wykazać się dobrą wolą i dos
      > tosować się do niej. Nie zwracać uwagi, nie próbować tłumaczyć.

      Masz mądrego męża, posłuchaj go :)

      • zuzi.1 Re: Teściowa... 05.05.11, 23:13
        Oj tak tak, ale żeś mądrości napisała, tak to jest jak ktoś z jakimś toksycznym zjawiskiem nie miał do czynienia, a się wypowiada.....
        • malamelania Re: Teściowa... 06.05.11, 15:21
          tak to jest jak ktoś z jakimś toksycznym
          > zjawiskiem nie miał do czynienia, a się wypowiada.....

          Chyba o sobie piszesz....gdybyś miała do czynienia z prawdziwie toksycznym zjawiskiem, wiedziałabyś, że problemy wymienione w starterze to duperele. Niektórzy ludzie nie potrafią sobie z duperelami radzić, więc rozdmuchują je do rangi dramatu. W końcu po to jest forum....
          • zuzi.1 Re: Teściowa... 06.05.11, 16:00
            Po raz kolejny Twoja wypowiedź świadczy jednoznacznie o braku doświadczeń w tej materii....Obyś się kiedyś nie przekonała na własnej skórze, wówczas zobaczymy, czy tego typu posty jak autorki wątku po raz kolejny nazwiesz duperelami. Znasz coś takiego jak przemoc psychiczna, albo inaczej zawoalowana przemoc psychiczna?
    • notting_hill Re: Teściowa... 06.05.11, 09:55
      Teściowa zwyczaj z Tobą konkuruje, co jest dość powszechne, tyle że mało wyciągnięte na jaw. Jest zazdrosna o Twoją pozycję jako matki i żony jej syna, więc z tej wewnętrznej niepewności sypie różnymi zjadliwymi uwagami, podlanymi zazwyczaj sosem, że ona przeciez chce dobrze. Miałam dokładnie taką samą teściową i za każdym razem się gotowałam wewnętrznie, do dziś to we mnie zresztą siedzi, chociaż od rozwodu minęło już 5 lat...
      Faktycznie, trochę pomaga "rozumowe" rozebranie tego problemu- uświadomienie sobie, że ona to robi z lęku, wewnętrznej niepewności, ogólnie niskiej samooceny i w taki sposób w pewnym sensie chroni swój obraz jako "królowej- matki". Jest to w sumie godne współczucia i tak do tego podjedź.
      Rani nas to, co ma dla nas znaczenie. Zapewne w tym przypadku oznacza to, że Ty też nie jesteś zbyt pewna w swojej roli matki i potrzebujesz wsparcia, a tu ktoś tę Twoją pozycję bez ustanku podważa. Jak sobie uświadomisz ten mechanizm, trochę Ci odpuści. Zablokujesz wtedy taką możliwość, żeby te komunikaty w Ciebie celnie i boleśnie trafiały.
      • mamamira Re: Teściowa... 06.05.11, 10:29
        Nie wdaje się w niepotrzebne dyskusje bo na końcu i tak teściowa musi mieć zawsze racje,szkoda nerwów.
    • tully.makker Re: Teściowa... 06.05.11, 10:34
      Ja dlugo bylam odporna na debilizmy mojej tesciowki, ale ostatnio zwalila mnie z nog - wprawdzie bylo to bardziej smieszne, ale taki zaburzony kontakt z rzeczywistoscia w przyszlosci moze okazac sie grozny: otoz tesciowa ma to do siebie, ze rozpieszcza wnuka (naszego wscieklaka), na wszystko mu pozwala i nawet jesli nie smie otwarcie negowac zasad wychowawczych, ktore wprowadzamy, to jakos po cichu oplotkami stara sie je ominac. Przyklad - karmienie dziecia przed TV, zamiast, jak to jest u nas w domu, dziec je sam przy stole jak wszyscy domownicy. No i ostatnio tesciowa zarzucila nam, ze to MY karmimy dziecko przed TV, a ona kaze mu siadac do stolu. Co smieszniejsze, bylo to jakies 15 minut po tym, jak podjela probe i zostala przez swojego syna za to zganiona.

      Ale ja jednak radze sie z tego smiac i nie brac czyis problemow do siebie.
    • mgd3 Re: Teściowa... 06.05.11, 12:36
      maakita napisała:

      > Teściowa mówi te
      > ż, że ja te dzieci zmieniam, że jak mnie nie ma to one do niej lgną, a jak jest
      > em to nie.

      A faktycznie lgną? Może jest tak, że dzieci bardzo lubią babcię, tylko wiedzą, że ty jej nie cierpisz i starają się przy Tobie tego nie okazywać?
      • maakita Re: Teściowa... 06.05.11, 13:02
        Osobiście nigdy nie widziałam, żeby do niej lgnęły, ale być może tak jest, cieszyło by mnie to - to ich babcia. Tesciowej chodzi o to, że gdy np. wracam z pracy czy sklepu dzieci już na nią w ogóle nie patrzą tylko lecą do matki. A jak mnie nie ma to z nią siedzą. No jak mam jej to wytłumaczyć, że to jest chyba normalne.. No nie wiem już, naprawdę
    • bonamibo Re: Teściowa... 06.05.11, 13:51
      Akceptujesz to, że teściowa zajmowała się waszym dzieckiem, ale nie to, że się wtrąca. Teść "lepszy", bo się nie wtrąca, ale też nie opiekuje się dzieckiem (przynajmniej nie tyle co teściowa). Teściowa nie jest idealna, ale ty masz podejście przewrażliwionej panienki. Jeśli się często widujecie, to takie wtrącanie się jest trudne do uniknięcia, zwłaszcza że z pomocy korzystacie (np. karmienie dziecka). Wyluzuj trochę, uśmiechnij się na jej "krzywdzące" komentarze. Przynajmniej spróbuj. Po co komentować np. tekst : "syn się ostatnio zmienił, że częściej płacze". Poza tym, odwiedziny co tydzień czy dwa, to częste raczej niż rzadkie.
    • bonamibo Re: Teściowa... 06.05.11, 13:53
      Poza tym twoi rodzice i teściowie to oddzielni, różni ludzie. Bezcelowe jest dążenie od ujednolicenia kontaktów.
    • maakita Re: Teściowa... 06.05.11, 21:33
      Dziękuję wszystkim za odpowiedzi, zawsze to jakiś materiał do przemyśleń. W sumie ciekawe to jest każdy to widzi i ocenia jak chce. Z całą pewnością zachowanie teściowej nie jest przemocą psychiczną (!!!), a dla mnie to wszystko nie jest żadnym dramatem. Ja to określiłam jako problem, z którym trudno mi jest sobie poradzić. Część z was mówi, że każdy ma prawo do własnych sądów i do ich wypowiadania. Niby tak jest, ale nie do końca. Uważam, że każdy ma prabo do własnych sądów, ale nie trzeba od razu ludziow w twarz tego mówić, szczególnie jeśli samemu nie ma się pełnej wiedzi. Ja przecież nie podważam tego co mówi ona o swoim życiu, o mężu czy jej sprawach. Bo wiem mniej nż ona. Tak samo postępuję wobec innych osób i uważam to za słuszne. Właśnie szczególnie dlatego że są to sprawy subiektywne, a nie obiektywne. Każdy ma prawo do własnych sądów ale nie powinien wszystkiego mówić, nie rozumiem po co to robić. To tak jakbym ja chciała jej przysr... na każdym kroku, że nie ma racji w tym czy w tamtym - bo ja wiem lepiej. Ja wiem swoje - ona swoje. Po co te dyskusje? Czuję, że powinnam to wszystko olać, ale to zachowanie jest dla mnie tak niepojęte, że nie jestem w stanie tego zrobić i pewni tu tkwi problem.
      • zuzi.1 Re: Teściowa... 07.05.11, 11:59
        Pisząc o przemocy psychicznej nie miałam na myśli zachowań Twojej teściowej w stosunku do Ciebie. Z tego co napisałas rzeczywiscie nie wynika, by cos takiego w waszych relacjach miało miejsce. Zadałam pytanie małejmelani szersze, czy zna takie pojęcia. W niektórych sytuacjach opisanych na forum jeśli chodzi o relacje pomiędzy synowa a teściową dochodzi nawet do w pewnym sensie przemocy słownej (emocjonalnej) jednej lub drugiej strony, często ciągnącej sią całymi latami (do ciągłego ignorowania (deptania wręcz) emocji czy zdania, jednej lub drugiej strony, grania na nerwach itp) .

        Osoba, która nigdy nie miała jakichkolwiek doświadczeń z toksyczną teściową czy teściem nie jest w stanie zrozumiec tego typu dziwnych zachowań, o których piszesz w swoim poście. Wiec stąd może ocena, że to "duperele". "Duperele", które kładą się cieniem na obustronne relacje długookresowo....i z którymi ciężko jest sobie poradzic zarówno wewnętrznie emocjonalnie jak i w codziennym funkcjonowaniu razem. Cieżko mi się zgodzic z twierdzeniem małejmelani, że są to duperele. Jasne, że to nie jest tragedia ani dramat, ale jednak jest to coś co negatywnie wpływa na obustronne relacje i ciągnie się latami. Myslę, że jako matka dzieci nie jestes rozhisteryzowaną nastolatką, która z nudów wymyśla sobie błahe problemy z teściową i swoimi "duperelami" celowo zaśmieca forum. Skoro piszesz o kilkuletnich problemach w kontaktach z teściową, oznacza to, że to nie są dla Ciebie duperele, tylko sprawy ciągnące się przez dłuższy czas, które nie dają Ci wciąz spokoju...
        • bonamibo Re: Teściowa... 07.05.11, 13:42
          Jeszcze doradź autorce psychoterapię. Realne życie jest takie, że dobre stosunki między synową a teściową istnieją, gdy te widują się rzadko i nie mają wobec siebie jakichś specjalnych oczekiwań.
          • zuzi.1 Re: Teściowa... 07.05.11, 15:58
            Swoją poradę napisałam autorce wątku w pierwszym poście i bynajmniej nie doradzałam psychoterapii, tylko "ostre cięcie" w obustronnych kontaktach i dbanie o autorki własne samopoczucie :))
        • malamelania Re: Teściowa... 07.05.11, 14:37
          > Pisząc o przemocy psychicznej nie miałam na myśli zachowań Twojej teściowej w s
          > tosunku do Ciebie. Z tego co napisałas rzeczywiscie nie wynika, by cos takiego
          > w waszych relacjach miało miejsce

          Urocza próba odwrócenia kota ogonem :D

          Zadałam pytanie małejmelani szersze, czy zna
          > takie pojęcia.

          Zna, zna. Otwórz googla, poczytaj, to i Ty poznasz. Może wtedy przestaniesz wmawiać ludziom, że wszystkie zachowania głupie, wredne lub zwyczajnie nieżyczliwe należy kwalifikować jako przemoc psychiczną. Do tego określenia trzeba spełniać jeszcze kilka warunków, których tu nie widzę.

          W niektórych sytuacjach opisanych na forum jeśli chodzi o relac
          > je pomiędzy synowa a teściową dochodzi nawet do w pewnym sensie przemocy słowne
          > j (emocjonalnej) jednej lub drugiej strony, często ciągnącej sią całymi latami
          > (do ciągłego ignorowania (deptania wręcz) emocji czy zdania, jednej lub drugiej
          > strony, grania na nerwach itp) .

          Ale ten wątek nie jest o innych sytuacjach, opisywanych na forum. Jest o tej konkretnej.

          >Cieżko mi się zgodzic z twierdzeniem małejmelani, że są to duperele

          A mnie bez trudu przychodzi zgodzic się z Tobą w tej kwestii :P :) wycofuję się z określenia "duperele" :)

          > . Jasne, że to nie jest tragedia ani dramat, ale jednak jest to coś co negatywn
          > ie wpływa na obustronne relacje i ciągnie się latami.

          Tak, dlatego - ponieważ małe są szanse, że teściowa się zmieni - autorka musi pracowac nad własną odpornością i asertywnością. I pogodzic się z tym, że te relacje nigdy nie będą dobre, a wzajemne zrozumienie się nie pojawi. Spokojnie da się z tym żyć i przetrwać, trzeba tylko więcej pewności siebie - tego chyba autorce brakuje. I tu tkwi źródło problemu, moim zdaniem.

          • zuzi.1 Re: Teściowa... 07.05.11, 15:52
            "Tak, dlatego - ponieważ małe są szanse, że teściowa się zmieni - autorka musi pracowac nad własną odpornością i asertywnością. I pogodzic się z tym, że te relacje nigdy nie będą dobre, a wzajemne zrozumienie się nie pojawi. Spokojnie da się z tym żyć i przetrwać, trzeba tylko więcej pewności siebie - tego chyba autorce brakuje. I tu tkwi źródło problemu, moim zdaniem."

            I tu się z Tobą zgadzam w pełni :) Resztę, pominę milczeniem :)))
      • amb25 Re: Teściowa... 09.05.11, 13:54
        a skad wiesz jak Tesciowa odbiera Twoje wypowiedzi? Moze tak samo jak ty jej?
    • znowuniedziela Re: Teściowa... 07.05.11, 13:06
      moja droga-ja zauważyłam jeden, bardzo ciekawy punkt Twej wypowiedzi-mianowicie, że Ty pracując nad sobą zmieniłas trochę te stosunki, że sie mniej swarzycie... To dobry punkt odneisienia.
      Ty nie musisz lubić tesciowej, a ona najwyraźniej Ciebie nie lubi ...
      Nie każdy każdego lubi, i punktem, na ktory musisz zwrócic uwage, jest fakt, że ona naprawdę wie więcej o życiu,skoro sobie uświadomiła, że Ciebie nie lubi, podkopuje Twój autorytet, usiluje Ci wmówić, że niczego nie wiesz oi włóasnych dzieciach, że je źle wychowujesz, że wszystko jest nie tak, jak to ona robiła-czyli ona jest doskonała, a Ty beznadziejna ... Musisz pojąć i przyjąć do wiadomości, że ona Ciebie nie lubi i Ty jej tez nie-nie musisz tego zmieniać, o nie musisz. Uświadom sobie, żer relacje dobre z tesciowymi to rzadkość, nie ejst to reguła, Ciesz się, ze dzieci mają jednych miłych dziadków, a babcia nr dwa jest taka sobie, to wystarczy. Jeśli zależy mężowi na kontaktach-niech chodzi z dizećmi tam sam, nei widuj sie z nia, zapweniam, polepszy ci się humor i nastawienie do życia, a babie mówiąc tylko dzień dobry(bez dyzkusji, ona i tak zawsze ma rację) zrobiśz prezent. Sobie większy :))
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Teściowa... 11.05.11, 11:28
      Dlaczego tak bardzo zależy Pani na zdaniu teściowej na temat Pani macierzyństwa i relacji z dziecmi? Przecież ma Pani na ten temat swoje zdanie. Wygląda ono na stanowcze, realnie oceniające sytuacje, które pani opisała jako przykłady, zna Pani swoją rolę jako matki i synowej. Mąż zdaje się Pani sprzyja i Panią popiera. Po co Pani jescze wzmocnienie od kogoś kogo Pani nie lubi i nie ceni. Co Pani chce udowodnić sobie lub teściowej ? jej opinie wynikają z jej doświadczenia, przyjętego światopogladu, różnicy pokoleniowej, wartości jakie wyznaje w wychowywaniu dzieci. na Pani opinę w tych sprawach mają wpływ dokładnie te same rzeczy.
      Wydaje się, że są 2 wyjscia.
      Pominąć milczeniem, myśleć swoje, zachowując poprawne stosumki. Każda z Was wtedy zostaje przy swoim poglądzie i ma poczucie , że wobec tej drugiej ma rację.
      Kłócić się, komentować , grzecznie ale stanowczo przekazywać głośno swój pogląd w danej sprawie. Nie dać się zbyć, , nie chwiać się w swoich poglądach, bez względu co powie teściowa. To przecież jest dozwolone. Można się tak zachowywać. Jeśli takie wyjście jest dla Pani lepsze, bo daje poczucie kontroli nad teściową, proszę je wdrożyć bez zastanawiania się i mnozenia dylematów. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • maakita Re: Teściowa... 11.05.11, 22:31
        Bardzo dziekuję Pani Ekspert za odpowiedź. Wydaje mi się, że problem polega na tym, że pochodzimy z matką mego męża z tak bardzo różnych światów, nie wiem czy istnieje jakiś temat, na który mamy podobne zdanie. Dodam, że mąż podobnie - w niczym się z matką nie zgadza. Z tym, że dopóki mówi ona o życiu, swoich sprawach to mnie to zupełnie nie obchodzi i niech sobie mówi co chce - ja się w to nie mieszam i nigdy swojego zdania nie wypowiadam chyba że mnie o to poprosi. Ale już w momencie kiedy ocenia ona nasze decyzje, miesza się w wychowanie i to w sposób apodyktyczny - a nie jako wyjście do dyskusji, to nie mogę tego znieść. Moim zdaniem nie ma prawa tego robić. Ona prawdopodobnie uważa, że ma pełne prawo, jako babcia dzieci i osoba z większym doświadczeniem życiowym. Z własną matką czy ojcem też czasem się nie zgadzam, wiele razy wyrażali swoje opinie na temat podejścia do któregoś z dzieci, ale to się zawsze przeradza w conajmniej godzinną dyskusję. Dochodzimy do jakichś wniosków wspólnych, czasem ja im przyznaję rację a czasm oni mi. A tu dyskusji nie ma - ona po prostu wie lepiej bo swoje przeżyła, swoje dzieci wychowała. Każda próba dyskusji (a potrafię dyskutować z szacunkiem dla drugiej osoby) kończy się śmiertelną obrazą i płacz w słuchawkę do męża. Dlatego też opisane przez Panią wyjście nr 2 odpada niestety i pozostaje mi wyjście nr 1. I tak właśnie postępuję od wielu lat, jednak wciąż nie akceptuję takiej postawy teściowej (sama wyznaję zasadę, że człowiek uczy się całe życie i wiele razy na własnej skórze przekonałam się o jej słuszności) i narasta we mnie bunt. Powinnam to po prostu zaakceptować, przyjąć do wiadomości, że jej nie zmienię, a dla dobra rodziny nie ma sensu wdawać się w dyskusję. No ale ciężkie jest to bardzo. Dziękuję!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka