Dodaj do ulubionych

Czy to moja wina ?

24.06.11, 22:01
Witam Was

Mam nadzieje że Wy jako osoby które mnie nie znają pomogą mi zrozumieć to wszystko na co nie potrafie sobie odpowiedzieć.

Jestem z facetem 10 lat, mamy wspólne dzieci ( dwoje 7,2 lata) .Od jakiegos czasu (ok 5 lat temu) zaczęły sie jakieś dziwne problemy uczuciowe między nami, ja prosiłam żeby mi okazywał wiecej uczucia a on wiecej uciekał w pracę.Ja samotnie walczyłam z jego całą rodziną o swój w niej status bo zawsze byłam ta gorszą tylko dlatego że nie mamy ślubu. Brak naszego slubu był spowodowany tym, że nie moglibysmy wziąśc kredytu na budowe domu bo ja miałam małe zarobki a on pracował i mógł wziąśc kredyt tylko na siebie. Ja dostałam działkę pod budowe i przepisałam ja na niego żeby mógł sie budować bo to było jego marzeniem. 1,5 roku temu kredyt został wzięty a ślubu a nawet o pierscionku moge tylko pomarzyć i słyszec " że nie zasłuzyłam"
Od roku trwa budowa, zaczęły sie też oczywiscie problemy finansowe bo ja od 3 lat nie pracują, bo urodziłam córkę i siedze w domu gdyz nie mam rodziców, a jego rodzina mnie nie toleruje wiec i na pomoc jego mamy i babci dla moich dzieci nie mamy co liczyć, mieszkamy sami.
Odkąd urodziła sie córka ciągle słyszałam że "zrobiłam sobie dziecko to mam sie nim opiekować" nie wstawał w nocy, mimo mojej choroby po porodzie musiałam sobie sama radzić, stracił zupełnie uczucia dla mnie i dzieci, zajął sie tylko praca i nic poza tym nie widział. W grudniu 2010 roku córka bardzo powaznie zachorowała, ponad miesiąc leżałam z nią w szpitalu i nawet wtedy nie miałam w nim wsparcia, on miał sie zając synem a okazało sie że zostawił go samego na 8 godzin w domu bo poszedł do pracy a mu sie nie chciało rano go na świetlice do szkoł zawieść. Wszelkie sprawy domowe, opieka nad dziecmi i jakiekolwiek problemy zostały na mojej głowie,nie narzekałam, on pracował ( zarabia 1700 zł) i mimo iz na wiele rzeczy brakowało radziłam sobie i nie wymagałam.Jedynie czego wymagałam to "uczucie" a ja sie przytualałm a on mnie odpychał, o sexie nie wspomne że zaczął spac w innym pokoju.Tyle o nim....teraz o mnie

Ja przez ten czas kiedy miedzy nami sie tak bezuczuciowo układało zaczynałam szukac rozmów z innymi, bo z nim nie mogłam sobie porozmawiac gdyz moje problemy dla niego były nieistotne. poznałam wtedy (4 lata temu) chłopaka z którym pisałam sobie, rozmaiwlaismy ,raz sie spotkalimsy tak typowo pogadać i On sie dowiedział..oczywiscie była wojna itp....moje prosby, rozmowy na temat uczuć i rozmów których mi z nim brak nie dały rezultatu...bo byłam ja winna bo jak mogłam z jakimś innym pisać. Przez ten ostatni czas 4 lat po tym zajsciu siedziałam w domu, wspierałam go w budowie, zajmowałam sie dziecmi i na nic nie narzekałam...nawet jak pojechał sobie z kolegami na narty zaraz po moim wyjściu z córką ze szpitala...tez nie narzekałam bo mi powiedział " on pracuje i jemu sie odpoczynek nalezy" a ja siedziałam..czasem pojechałam sobie do koleżanki na 1 weekend żeby on zobaczył jak to jest siedziec w domu sam z dziecmi,oczywiscie potem konczyło sie to wojną jaką ja jestem matką itp.
Nie miał dla mnie czasu na nic, moje potrzeby i potrzeby dzieci przestały sie liczyć, pracował a nerwy z pracy przynosił do domu, obrywało sie mnie i dzieciom...3 m-ce temu poznałam chłopaka z którym mogłam sobie pogadac, wyżalic sie, umiał mi doradzić...i powtóra z histrorii on sie dowiedział i kolejna wojna która tym razem skonczyła sie agresją wobec mnie ( uderzył mnie) a moje tłumaczenia że musze z kims pogadać....czy wyjśc z kimś na piwo ...nie dotarły. Dla niego jestem zdrajcą i dziwką. A ja juz mam brak siły na to proszenie sie o jego zainteresowanie, uczucie....

On nigdy nie pamieta o moich urodzinach, imieninach, rocznicach....zero zainteresowania, nawet dzien dziecka, urodziny dzieci to dla niego mało istotne...poprostu szystko kręci sie wokół niego...i tylko jego potrzeby sa ważne...a jak ja potrzebuje troszke zainteresowania i znalazłm go w innych ludziach to jestem ta zła.

Nie bronie sie bo pewnie moja w tym wina tez tkwi, ale czy to cos złego że chce czuc sie kobieta a nie tylko matka i robotem w domu ?

Powiedzcie mi co mam zrobic, zgubiłam sie w tym zyciu...

Przepraszam że to takie długie ale chciałam jakos opisac żebyscie mili jasnoc i obiektywnie na to spojrzec.
Licze na szczere odpowiedzi.

Dziekuje M.
Obserwuj wątek
    • bellagnos Re: Czy to moja wina ? 24.06.11, 22:17
      Wina Twoja to i może jest że nie po kolei wszystko od początku stąd brak szacunku...
      Ja jestem osobą która bardzo jest za rodziną i z reguły zachęcam do zgody ale w tym przypadku..hmm brak miłości, przemoc psychiczna a teraz i fizyczna , radzę zabrać dzieci i uciekać . Wiem łatwo powiedzieć ale myślę ze są domy samotnej matki tam dostaniesz wsparcie, na jakiś czas mieszkanie i pomogą poszukać pracy. Jesteś normalną kobietą, która potrzebuje miłości na którą jak najbardziej zasłużyłaś. Od ojca dostaniesz alimenty, no chyba że on oprzytomnieje ale nie sądzę ..
    • bablara Re: Czy to moja wina ? 24.06.11, 22:34
      "...Ja dostałam działkę pod budowe i przepisałam ja na niego żeby mógł sie budować bo to było jego marzeniem..."
      Na poczatek proponuje zlapac cos ciezkiego i solidnie sobie przylozyc , a pozniej usiasc i zaczac sie zastanawiac jak to odkrecic. Kobieto jak moglas swoja dzialke przepisac na niego, bo facet marzyl o budowie domu. Jedyne namacalne zabezpieczenie dla Ciebie. Moze ze wzgledu na to jak sie zachowuje da sie to jakos odkrecic? A poza tym jesli nie masz wyjscia to ,rzeczywiscie szukaj domu samotnej matki.
    • bordeerkaa Re: Czy to moja wina ? 24.06.11, 22:38
      1.On Cię nie kocha
      2.Nie poslubi Cię (i dobrze) - kredyt to była chyba tylko wymówka, spokojnie mogliście być małżeństwem, ale z rozdzielnością majątkową
      3.Czemu mu glupia przepisalaś działkę? Już jej raczej nie odzyskasz
      4.Ci dwaj faceci na boku - trzeba bylo lepiej sie kryć, do romansowania potrzeba nie tylko dupy, ale przede wszystkim rozumu
      5.Gdybys potrzebowała "rozmowy" to znalazłabyś sobie przyjaciółkę, myslę że potrzebowalaś raczej adoracji, zainteresowania ze strony jakichś portek (nie dziwię się wcale i nawet popieram)
      6.Żeby kobieta mogła pracować nie potrzebuje rodziców i teściów, są żłobki, przedszkola - jako teoretycznie samotna matka masz wszędzie pierwszeństwo, już od roku mogłabyś pracować (gdybyś naprawdę chciała)
      7.Zasada jest taka: po pierwszym incydencie przemocy fizycznej zabieramy dzieci i idziemy w piz*u, chociażby do domu samotnej matki. Wszędzie lepiej, niż w "domu" z przemocowcem.
      8.Nie zdziwilabym się, gdyby miał już niejedną panienkę na boku w ciągu tych lat
      9.Odejdź jak najszybciej, zorganizuj sobie wszystko, załatw miejsce w ośrodku, spakuj się i wio od tego pseudomężczyzny. Szkoda mlodości, szkoda dzieci, wszystkiego w sumie szkoda dla takiego "zwiazku".
      10.Powodzenia...
    • bellagnos forum 24.06.11, 23:41
      www.forum.niebieskalinia.pl/viewtopic.php?t=2388&postdays=0&postorder=asc&start=0 poczytaj jak inne dziewczyny sobie radzą, na tym forum zapewne dostaniesz wskazówki.
    • ho_credo Re: Czy to moja wina ? 25.06.11, 10:08
      może i działkę można byłoby odzyskać,gdyby to była darowizna i udało się udowodnić rażącą niewdzięczność obdarowanego ....a przesłanki są- przemoc fizyczna,psychiczna.....
      bądź silna i nie daj się stłamsić ,a będzie dobrze....
    • marteczka271 Re: Czy to moja wina ? 25.06.11, 12:28
      Własnie jesli chodzi o pracę jego to dla kasy z nim nie jestem bo jego zarobki ledwo starczają na opłaty - wynajmujemy mieszkania a dom miałbyc alternatywą ..no i co z tego- dom sie buduje a rodzina rozpadał ...ale to moja wina jak on twierdzi - bo jestm prostakiem...bo mysle prosto zamiast myslec inaczej, tylko jak on brak kredyt hipoteczny wiedząc że z praca juz było kiepsko to nie myslał...wpakował mnie i siebie w minę , a teraz chce ten budowany dom sprzedac...tylko wtedy pod młotek idzie tez moja działka która dostałam od wujka,

      propnuje mu rozstanie bo takie zycie to nie zycie, gdzie on całymi dniami gdzies przebywa, wieczoram nic w domu nie robi tylko ja od rana do nocy przy dzieciach...a on zachowuje sie jak kawaler. Gdziekolwiek bym nie poszła to on zaraz że ide do kochasia...i żadne tłumaczenie nie pomaga tylko sa wojny i awantury, przez to syn w szkole stał sie agresywny a ja nie radze sobie z nerwami... on moze sie wyprowadzic bo ma dom rodzinny wiec ma gdzie iśc a ja nie mam, a finansowo bym sobie jakos poradziła bo teraz tez sobie radze, a na dzieci i tak musiałaby dawać..tylko on nie chce, bo ma honor i nie przyzna sie że to jego tez wina tylko wszystko co ja zrobie jest złe. nawet na niejedna rozmowe w sprawie pracy nie miałam jak iśc bo on zawalił i dzieci nie było z kim zostawić...

      Po wojnie..jest kilka dni ciszy, potem kilka dni udawania że jest ok...do nastepnego razu kiedy ja chce gdzieś wyjśc i sie wyciszyc bo skoro nie mam uczucia w domu to chociaz wyjście z koleżanką mi pomaga...wiem że to juz koniec ale nie umiem sie spakowac i odejśc bo nie mam gdzie iść....

      Jeśli chodzi własnie o moje przyjaciółki - to nieststy włąsnie jak mam taki problem żadna nie ma czasu i umywa ręce, mino swoich duzych domów każda odmawia jakbym chciała chociaz na jakis czas u nich oczywiscie za jaką sopłata, nie chce nic za darmo...ale to sa własnie "pseudoprzyjaciółki" bo ja nie raz rzucam dla nich wszystko jak potrzebuja pomocy ale odwrotnie to zostaje sama....a włąsnie w przyjacielach płci męskiej dostaje wsparcie..i pewnie jakbym porposiła napewno którys pomógłbym mi chociaz przewiź ubrania.
      • marianka_marianka Re: Czy to moja wina ? 25.06.11, 14:42
        Z tą działkę to sobie w stopę strzeliłaś...
        Ale nadzieja jest na cofnięcie darowizny.

        Zgodnie z art. 898 § 1 kodeksu cywilnego (dalej: k.c.) „Darczyńca może odwołać darowiznę nawet już wykonaną, jeżeli obdarowany dopuścił się względem niego rażącej niewdzięczności”. Zatem powodem odwołania darowizny nie mogą być zastrzeżenia darczyńcy co do sposobu gospodarowania przedmiotem darowizny. Obdarowany musi się dopuszczać rażącej niewdzięczności . W wyroku Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z dnia 14 kwietnia 2005 r. (syg. akt I ACa 60/05) stwierdzono, że przez pojęcie „rażącej niewdzięczności" należy rozumieć tylko takie czynności obdarowanego - działania lub zaniechania, które są skierowane przeciwko darczyńcy z zamiarem nieprzyjaznym. Chodzi tu przede wszystkim o popełnienie przestępstwa przeciwko darczyńcy np. przeciwko zdrowiu, życiu, czci, mieniu oraz o naruszenie przez obdarowanego obowiązków wynikających ze stosunków osobistych łączących go z darczyńcą - np. odmowa udzielenia pomocy w czasie choroby.

        Poradź się prawnika w kwestii działki, wydaje mi sie że szansę są, bo Twój partner zachowuje się co najmniej niewłaściwe - bicie, poniżanie, znęcanie się psychiczne, ograniczanie wolności.
        Wyrzuć go z domu i załóż natychmiast sprawę o alimenty.
          • mama.rozy Re: Czy to moja wina ? 25.06.11, 22:34
            z sygnaturki wynika,że masz więcej dzieci
            z nim tylko dwoje,tak?
            ja się podpisuję pod tym,co juz napisano-zmykaj z tego domu,dopóki możesz
            poszukaj prawnika-można znaleźc darmowe porady-jak się z tego najlepiej wykaraskac
            pomyśl o dzieciach
            na resztę masz alimenty?
            • marteczka271 Re: Czy to moja wina ? 26.06.11, 12:51
              Tak, mam jeszcze 2 dzieci z poprzedniego związku małżeńskiego. O tamte dzieci sie nie martwie bo mają ojca który sie nimi opiekuje, pomaga wiec nie mogę nic zarzucić, bardziej boje sie o ta młodszą dwójkę bo zaczyna sie agresja w domu i dzieci to widzą.Już sama nie wiem co mam robic, licze że sie może zmieni choc teraz to juz w to wątpie.
      • burana45 Re: Czy to moja wina ? 27.06.11, 14:49
        dziekolwiek bym nie poszła to on zaraz że
        > ide do kochasia...i żadne tłumaczenie nie pomaga tylko sa wojny i awantury"

        syndrom faceta który sam skacze na boki i jzu wie ze :
        1. jest to wbrew pozorom bardzo łatwe i nie wymaga półrocznych przygotowań z zapisami na trzeci kwartał
        2. jeszce łatwiejsze jest ukrycie tego tak, zeby druga połowka sie nie dowiedziala
    • kropeczka455 Re: Czy to moja wina ? 26.06.11, 13:58
      marteczka271 napisała:
      > Tak, mam jeszcze 2 dzieci z poprzedniego związku małżeńskiego. O tamte
      > dzieci sie nie martwie bo mają ojca który sie nimi opiekuje,
      > pomaga wiec nie mogę nic zarzucić

      > Nie bronie sie bo pewnie moja w tym wina tez tkwi, ale czy to cos złego że chce
      > czuc sie kobieta a nie tylko matka i robotem w domu ?
      > Powiedzcie mi co mam zrobic, zgubiłam sie w tym zyciu...

      TAK TWOJA WINA BO dawno się w życiu zgubiłaś!!!
      Może powinnaś zastanowić się nad sobą, co z Tobą jest nie tak. Może egoistycznie myślisz tylko o sobie. Czemu facet nie chciał ślubu z Tobą?? Co było tego przyczyną, może traktował wasz związek na chwile wiedząc ze masz dwoje dzieci które są u ojca. Nie chce pomagać aby nie powtórzyła sie sytuacja ze pozostawisz mu dzieci i znajdziesz następnego faceta który Cie zrozumie jaka jesteś biedna, jak bardzo chcesz być kobietą a nie matka i robotem.Tworzysz nowy związek, rodzisz dwójkę następnych dzieci i dalej szukasz pocieszenia u innych mężczyzn. TO PATOLOGIA!!
      Rozpadło sie Twoje pierwsze małżeństwo, 2 dzieci wychowuje ich ojciec. Nie pracujesz wiec zapewne nie płacisz na nie alimentów przerzucając trud wychowawczy i finansowy na ich ojca. Czy nie martwi Cie co tamte dzieci jedzą, czy maja się w co ubrać. Starsze dzieci nie maja matki którą się nimi na opiekuje. Całe szczęście dla dzieci ze maja dobrego ojca.

        • kropeczka455 Re: Czy to moja wina ? 27.06.11, 09:06
          easyblue napisała:
          > TO PATOLOGIA!!
          > Tak, to patologiczne myślenie z twojej strony.
          czytaj uważnie co pisze autorka wątku

          marteczka271 napisała:
          > Jestem z facetem 10 lat, mamy wspólne dzieci ( dwoje 7,2 lata)
          > Właśnie jeśli chodzi o pracę jego to dla kasy z nim nie jestem bo jego zarobki
          > ledwo starczają na opłaty - wynajmujemy mieszkania
          > on pracował ( zarabia 1700 zł) i mimo iz na wiele rzeczy brakowało
          > radziłam sobie i nie wymagałam.
          > Od roku trwa budowa, zaczęły sie też oczywiście problemy finansowe bo ja od 3 lat nie pracują,
          ……………………………….
          A to ciekawe że facet zarabia 1700zł, wynajmują mieszkanie, żywią i ubierają 4osoby i jeszcze się budują dom przy tak małym dochodzie ????
          ……………………
          10 lat jest z facetem, a wiec jej synek Patryk miał 3latka a córeczka Aleksandra 1 roczek kiedy ich dla bycia kobietą zostawiła ojcu. Nie pracuje od 3lat a co z alimentami na dzieci.
          ……………………
          Spłodzone zostało kolejne dziecko Oskar (10-08-2004)
          > poznałam wtedy (4 lata temu) chłopaka z którym pisałam sobie,
          > rozmawialiśmy ,raz sie spotkaliśmy tak typowo pogadać i
          > On sie dowiedział..oczywiscie była wojna

          w tym czasie Oskar miał 4 latka jak znowu autorka rozpoczęła poszukania aby kolejny facet potwierdził jej kobiecość

          a potem rodzi kolejne dziecko - Marysia ( 20-04-2009)
          > ...3 m-ce temu poznałam chłopaka z którym mogłam sobie pogadac,
          Historia sie powtarza Marysia ma 2 latka i Matka Polka znowu szuka .. czego??
          Wiec jak ocenić zachowanie autorki??? Czy to nie jest patologia.
          Facet przechodzi do rękoczynów jest to bardzo złe i naganne.
          Ale może z jego strony jest to bezsilność i panika z którą sobie nie radzi w obawie ze MATKA POLKA znowu zostawi ojcu dwójkę dzieci bo następny frajer dostrzeże w niej kobietę???
    • easyblue Re: Czy to moja wina ? 26.06.11, 20:04
      On się nie zmieni. Więć z rozmachem kopnij go w tyłek.
      Trudno, bywa i tak, że nie da sie ratować związku. Teraz pomyśl, jak ułożyć sobie życie od nowa. Na pewno będzie trudno, ale na pewno dasz sobie radę. A jak poznasz następnego faceta, to nie TY jego adoruj, ale niech on CIEBIE adoruje:) TOBIE też sie należy, a raczej przede wszystkim Tobie!
      Powodzenia!
        • marteczka271 Re:do burana45 01.07.11, 10:24
          taaaa - bezrobotna z dwójka dzieci kopnie w tylek jedynego faceta który ja utzrymuje ?????

          jzu to widze


          Po 1 jak już napisałąm za jego pensje nie daje rady ( opłaty, mieszkanie, dzieci) mam zasiłek rodzinny i od niedawna zaczęłam dodatkową pracę wiec moje dochody na tą chwile sa w granicach 1200 zł , jak On by sie wyproowadzaił dał by 600 zł alimentów to miałabym sama tyle na 3 co mam teraz na 4 , a facet otrafi zjeśz, prac, uprasowac trzeba...wiadomo idzie wszystkiego wiećej.

          Nie bede opisywać skąd On ma kase na budowe itp, bo to jest poza granicami tej dyskusji.
    • kropeczka455 Re: Czy to moja wina ? 27.06.11, 09:29
      marteczka271 napisała:
      > Powiedzcie mi co mam zrobic, zgubiłam sie w tym zyciu...
      Pora wydorośleć i naprawić życiowe błędy. Jasno wytłumaczyć facetowi ze nie będziesz tolerowała przemocy. Może terapia dla Was dwojga aby odnaleźć się wzajemnie zarówno Ty jak i on. Musicie chcieć tego obydwoje. Życie z przemocą w domu to dramat dla dzieci.
      Trzeba zakasać rękawy i wziąć sie do pracy.
      Najwyższa pora usamodzielnić się finansowo, zadbać o dzieci. Przestać myśleć o egoistycznie o sobie a zacząć myśleć o dzieciach tych które są przy tobie jak i te które są z pierwszego małżeństwa pod opieka ojca. One tez potrzebują ciepła matczynego i oczywiście od matki alimentów na utrzymanie.
    • jadwiga1350 Re: Czy to moja wina ? 27.06.11, 15:22
      Brak naszego slubu był spowodowany tym, że ni
      > e moglibysmy wziąśc kredytu na budowe domu bo ja miałam małe zarobki a on praco
      > wał i mógł wziąśc kredyt tylko na siebie

      Czy możesz wytłumaczyć mi, co to znaczy? Bo czytam już któryś raz i nie rozumiem.
      • easyblue Re: Czy to moja wina ? 27.06.11, 18:15
        Pewnie wmawial dziewczynie bzdury, że ożeniłby się z nią, ale...
        Rodzina patrzyła na nią bokiem, bo rozwódka, facet miał przytulne gniazdko na parę lat, póki mu się nie znudziła. Pewnie myk z działką i nie braniem ślubu to jej zasługa.
        • marteczka271 do kropeczki.... 01.07.11, 10:16
          TAK TWOJA WINA BO dawno się w życiu zgubiłaś!!!
          Może powinnaś zastanowić się nad sobą, co z Tobą jest nie tak. Może egoistycznie myślisz tylko o sobie. Czemu facet nie chciał ślubu z Tobą?? Co było tego przyczyną, może traktował wasz związek na chwile wiedząc ze masz dwoje dzieci które są u ojca. Nie chce pomagać aby nie powtórzyła sie sytuacja ze pozostawisz mu dzieci i znajdziesz następnego faceta który Cie zrozumie jaka jesteś biedna, jak bardzo chcesz być kobietą a nie matka i robotem.Tworzysz nowy związek, rodzisz dwójkę następnych dzieci i dalej szukasz pocieszenia u innych mężczyzn. TO PATOLOGIA!!
          Rozpadło sie Twoje pierwsze małżeństwo, 2 dzieci wychowuje ich ojciec. Nie pracujesz wiec zapewne nie płacisz na nie alimentów przerzucając trud wychowawczy i finansowy na ich ojca. Czy nie martwi Cie co tamte dzieci jedzą, czy maja się w co ubrać. Starsze dzieci nie maja matki którą się nimi na opiekuje. Całe szczęście dla dzieci ze maja dobrego ojca.


          Odpowiadając na Twoje sugestie, nie jest tak że dzieci wychowuje tylko on, z racji tego iż po rozstaniu z nim wpadłam w poważna depresje i leżałam w szpitalu On sie nimi zaopiekował przy pomocy swojej mamy. Ja po leczeniu nie czułam się na siłach żeby z nimi non-stop sama przebywac wiec wspólnie podjelismy decyzję że dzieci zostaną tam,potem zaczęła się szkoła wiec ja nie chcąc im zmieniac otoczenia nie brałam ich do siebie w czasie tygodnia a były u mnie w weekendy, wiec nie masz racji sugerując iż pozbyłam sie dzieci, do komunii świętej oboje przygotowywalismi, wszelkie wizyty u lekarza itp to nalezało do mnie, zebrania, zakup we wrzesniu książek i przyborów tez do mnie ( tak uzgodniliśmy) wiec nie oczerniaj mnie jak nie znasz całes sytuacji, czasami mimo bólu serca rozstaniem z dziecmi wybiera sie dla nich mniejsze zło.
      • marteczka271 Re: do jadwigi 01.07.11, 10:29
        Brak naszego slubu był spowodowany tym, że ni
        > e moglibysmy wziąśc kredytu na budowe domu bo ja miałam małe zarobki a on praco
        > wał i mógł wziąśc kredyt tylko na siebie


        Ja jako samotna matką i 4 dzieci na utrzymaniu miałam dochów w granicach 1200 zł , On wtedy zarabiał 4000 zł....ale dla banku nasz dochód współny podzielony na ilośc osób był nie możliwy zeby wziąść kredyt 200 tyś. Dlatego o ślubie mowy nie było bo nawet intercyza w takich przypadkach nie pomaga. Wiec od niego ciągle słyszałam że do kredytu a potem slub wezmiemy żeby było formalnie dla mnie i dzieci i żebym czuła sie bezpiecznie oddając mu działke pod budowe...no i od 1,5 roku temat ślubu ucichł.
    • 1mzeta Re: Czy to moja wina ? 01.07.11, 13:44
      Z dziećmi czy bez ja bym się z takiego związku ewakuowała.
      No i ten argument "sama sobie dziecko zrobiłaś"- teraz pomyśl- własne dzieci ma w nosie, ciebie też- po co z kimś takim być- to tak jak być samemu- przynajmniej człowiek sobie nerwów nie szarpie,że niby jest ktoś kto powinien pomagać, a jednak go nie ma. To ja bym już wolała sama być- przynajmniej mam świadomość wtedy- jestem sama- radzę sobie sama i nie wnerwiam się,że nie mam pomocy kogoś kto żyje pod tym samym dachem.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka