Dodaj do ulubionych

Czy ja narozrabiałam?

14.10.11, 13:45
Zaobserwowałam ostatnio, że moja sześcioletnia córka kopiuje mój stosunek do swojej babci, a mojej teściowej.
Mama męża jest nerwowa i nieufna, boi się życia, zabezpiecza się przed ludźmi. Zdecydowanie nie w chorobliwym natężeniu - po prostu ma taki charakter, a doświadczenia życiowe jeszcze to natężyły. Męża to wkurza, mnie raz wkurza, raz rozbraja, trudniej mi się wkurzać, bo mama okazuje mi tak niekłamaną sympatię i zaufanie i tyle dobrej woli w interpretowaniu każdego mojego zachowania na moją korzyść, że odbieram tę jej nerwowość jako stosunkowo niewielką uciążliwość. Tym niemniej wpływa to na moje podejście do niej - i ilekroć wypytuje, tylekroć jesteśmy wszyscy zdrowi, szczęśliwi, mamy mnóstwo pieniędzy, kaszlę, bo powietrze jest suche i wcale nie mam dużo roboty, choćbym padała na pysk. Nie tyle chyba ją chronię przed naszymi ewentualnymi problemami, ile mnie przed jej przesadną reakcją na te problemy.

Tyle tła, teraz do rzeczy. Przedwczoraj byliśmy u dentysty, moja córeczka miała zakładane dwie plomby w górnych ząbkach. Jak to ona, przesiedziała spokojnie z otwartym pyszczkiem, w samochodzie rzeczowo poinformowała, że ją "strasznie bolało", wyraziliśmy współczucie i tyle. Potem zadzwoniła do babci pochwalić się, że plomba zielona - i słyszana przez nas połowa rozmowy wyglądała tak "Cześć, babcia, byliśmy u dentysty", "Trochę tak, ale nie bardzo", "Nie, nie, tylko trochę".

Najpierw myślałam, że do nas przesadzała, ale potem do mnie dotarło, że ona chyba naśladuje mój sposób rozmawiania z babcią, że już załapała wzór "po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy". Problem polega na tym, że kiedy chodziło o moje babcie, ja zawsze się na takie podejście oburzałam, bo uważałam, że to w gruncie rzeczy brak szacunku. A teraz nie tylko sama to robię, ale jeszcze uczę tego dziecko.

Więc jak to jest - denerwować tę babcię, czy nie denerwować? Bo może jednak trzeba byłoby przejść na normalny sposób rozmawiania i kiedy mnie głowa boli jak cholera, to na pytanie jak się czuję, przyznać się do tego? Tylko że ja zawsze mam ambicję, żeby nie narzekać i rozmowy nie zmieniać w licytację nieszczęść i tak trochę na przekór zawsze twierdzę, że u mnie szafa gra. Ale jak to zobaczyłam, jak w lustrze, w zachowaniu mojej córki, to trochę zwątpiłam, czy to jednak nie jest lekceważenie rozmówcy.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 14:07
      Dlaczego nie denerwowanie nadmiernie nerwowej babci jest brakiem szacunku? To raczej szacunek dla jej przejmowania się drobiazgami - staramy się oszczedzić babci nerwów z blahego powodu. Z szacunku dla jej samopoczucia. Nie ma zdesztą zadnego obowiązku informowania babci/tesciowej/nikogo dokładnie o wszystkim.
      brakiem szacunku byłoby nie poinformowanie o powaznej chorobie czy problemie.
      A córka być moze przesadzała oba razy - i wtedy, gdy bez emocji poinformowała, ze strasznie bolało (nie sądzę, aby była wtedy idealnie spokojna w czasie borowania, nawet dorosły nie jest), jak i wtedy, gdy powiedziała, ze to nic takiego.
      • asia_i_p Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 14:18
        Czyli twoim zdaniem w normie jesteśmy?
        Bo ja - z braku poważniejszych problemów - zaczęłam się zastanawiać, czy po pierwsze nie odebrałam teściowej szansy na bycie wsparciem dla wnuczki, a po drugie (i dla mnie ważniejsze) czy nie odebrałam córce osoby, która w razie czego mogłaby być dla niej wsparciem. Bo nauczyłam, że wsparcie dostaje się od rodziców (i czasem, owszem, rodzicom udziela, córka jak wie, że czymś się denerwowałam przed pracą, potrafi spytać, jak poszło), a babci się tego wsparcia udziela. A różnie może być - moje obie babcie przeżyły moją mamę i po śmierci mojej mamy okazało się, że w rodzinie nie ma nikogo, komu mogłabym powiedzieć, że sobie nie radzę, bo ja sobie, z definicji, radziłam. Ja już z tego wyszłam, to znaczy znalazłam osoby, wobec których pozwalam sobie na nieradzenie sobie, choć z oporami, ale nie chciałabym, żeby moja Anka brnęła w ten sam kanał.
        • kara_mia Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 14:30
          czy nie odebrałam córce osoby, która w razie czego mogłaby być dla niej wsparciem.

          moim zdaniem idziesz w tym kierunku.
          Bo jak możesz być wsparciem dla córki, skoro ją uczysz, że nie można mówić prawdy o sobie to "ktoś się będzie martwić"
          jak jej się coś stanie to jak ma przyjść do ciebie, skoro na pewni cie to zmartwi?

          I moim zdanie uczy się takiego niewypowiedzianego "prawda jest zbyt straszna, żeby o niej jasno powiedzieć" bo gdyby prawda była do udźwignięcia to przeciąż by mama mówiła. A skoro nie mówi, to jest to widocznie zbyt straszne.

          I to nie jest nauka z książki, to jest nauka z życia.
          Znajoma dziewczynka znosiła znęcanie się w domu, bez szukania ratunku u swoich dziadków jednych i drugich, bo była nauczona "nie martwi się starszych", pewnie by i nie powiedziała, gdyby ją wykorzysta sąsiad.
          Prawda wyszła na jaw niestety w tragicznych okolicznościach.

          • asia_i_p Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 14:44
            Aż tak źle to nie jest.
            Córka jest świadkiem, jak zwierzamy się z mężem nawzajem sobie z jakichś problemów, przychodzi do nas z problemami.
            I nigdy nie usłyszała aktywnie, że ma babci nie martwić.

            Zaobserwowała - bo też nigdy tego nie formułowałam wprost ani w rozmowie z nią ani w rozmowie z mężem - że babcię się pocisza, uspokaja, umniejsza problemy. I to działa tylko w stosunku do babci.
        • aandzia43 Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 14:30
          > Bo ja - z braku poważniejszych problemów - zaczęłam się zastanawiać, czy po pie
          > rwsze nie odebrałam teściowej szansy na bycie wsparciem dla wnuczki, a po drugi
          > e (i dla mnie ważniejsze) czy nie odebrałam córce osoby, która w razie czego mo
          > głaby być dla niej wsparciem.

          A czy jesteś pewna, że ta babcia potrafiłaby być wsparciem dla twojej córki? Czy jej przewrażliwienie nie wpędzałoby dziecka w niepotrzebne zdenerwowanie zamiast uspokoić i wzmocnić? Zastanów się. Bo jeśli mimo przewrażliwienia babcia jest w stanie być wsparciem dla malucha, może warto pomyśleć o odkręceniu modelu "nie denerwujemy babuni, bo będzie chaos".

          Ja już z tego wyszłam, to znaczy zn
          > alazłam osoby, wobec których pozwalam sobie na nieradzenie sobie, choć z oporam
          > i, ale nie chciałabym, żeby moja Anka brnęła w ten sam kanał.

          A poza tą babcią mała nie ma wokół siebie innych dorosłych osób, które nei histeryzują z byle powodu, i wobec których może sobie pozwalać na "słabość"?
          • asia_i_p Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 14:51
            Są - ale nie ukrywajmy, niewiele takich, które aż tak moją córkę kochają i aż tak są na niej skoncentrowane jak babcia. Moje ciotki tak jak kochały całe życie mnie, tak i kochają moją córkę, mój ojciec za nią przepada, moje rodzeństwo też, ale mają swoje sprawy. Dla babci wnuczka jest główną radością i sensem życia. Więc babcia byłaby w stanie bardzo dużo dla wnuczki poświęcić - tylko rzeczywiście chyba nie potrafi inaczej reagować niż zamartwianiem się, nerwowym dopytywaniem i snuciem czarnych scenariuszy. Tak reagowała całe życie na problemy swoje i swoich dzieci i nie wiem, czy w wieku 60 lat z kawałkiem nagle nauczy się inaczej reagować na problemy wnuczki. A nie wiem, bo w bardzo ograniczonym zakresie dajemy jej próbować - a kto wie, a nuż akurat byłaby rozsądna?
        • sanciasancia Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 14:37
          Od nerwowej babci to się można nerwicy nabawić. Wsparcia żadnego i tak nie będzie.
          IMHO dobrze się stało.
    • kara_mia Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 14:13
      i wcale nie mam dużo roboty, choćbym padała na pysk.
      że już załapała wzór "po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy"

      jak piszą mądre poradniki i jakie jest życie: dziecko naśladuje rodziców w tym robią a nie w tym co mówią.
      Nauczyliście okłamywać babcię., bo to jest okłamywanie a nie "chronienie" – to i w przyszłości również będzie was okłamywać.
      Żelazne prawa natury.
    • maman3 Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 14:15
      Chyba nie narozrabiałas. Przeciez córka ładnie się zwraca do babci, nie lekceważy jej. Ja jestem taką mamą-kwoka, wszędzie widzę coś złego-gdy tylko ktoś zakaszle-martwię się, że wyląduje w szpitalu. Im więcej doświadczeń (tych złych), tym więcej strachu we mnie. Myślę, że babcią też będę taką samą. Moja mam traciła z nerwów władzę w nogach, gdy mój dużo młodszy brat był chory-też wolała znać "lepszą" prawdę :) . I tak jest do tej pory, ja również nie mówię jej wszystkiego-po co ma się martwić, jeśli nic złego sie nie dzieje?
    • kara_mia Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 14:17
      Ale jak to zobaczyłam, jak w lustrze, w zachowaniu mojej córki, to trochę zwątpiłam, czy to jednak nie jest lekceważenie rozmówcy.


      Jest.
      jak nie chcesz martwić, to nie rozmawiaj na ten temat i grzecznie zmień temat na inny.
      lub ogólnikowo-
      "nie najlepiej , ale porozmawiajmy o czym innym"
      "mam istotnie sporo pracy. może pogadamy jutro"

      nie ma obowiązku z detalami opisywać jaka jesteś zajechana, ale kłamstwo to brak szacunku.
      Gdyby do mnie tak dziecko powiedział" ach wszystko w porządku" a później by wyszło, że nie do końca - byłabym poważnie wściekała.
      może nie chcieć ze mną rozmawiać na jakiś temat ( byle grzecznie) ale nie może obrażać kłamstwami.
    • fioletowetulipany Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 14:39
      Prawda jest taka, że nieważne jak bardzo rodzic się będzie starać, pewne rzeczy zawsze przesiąkną w dziecko - zachowania, reakcje, powiedzonka i sposób traktowania poszczególnych osób. Człowiek nie jest w stanie nieustannie się kontrolować przy dziecku. Zresztą po co wyrabiać w dziecku fałszywy obraz siebie? Przecież skutkuje to tym, że któregoś dnia w dorosłości dziecko i tak go rozszyfruje i dozna bardzo niemiłego uczucia rozczarowania i oszukania. Rodzic traci wiarygodność. Nie lepiej być sobą?

      Co do konkretnej sytuacji, moim zdaniem nic takiego się nie stało. Jest coś takiego, jak białe kłamstwo...

      Z ciekawości jednak zapytałabym córkę, dlaczego nie powiedziało babci prawdy? Czy dlatego, że nie chciała babci niepokoić? Przy okazji być może dowiesz się, jak ocenia Twoje intencję ;)
      • anula36 Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 15:01
        Ten watek dal mi do myslenia :)
        Jestem przykladem dziecka ktore mialo wpojone ze nie nalezy martwic starszychbo zaraz dostana zawalu, wiec do dzis jako prawie 40 letnia kobieta prawie o niczym co sie dzieje w moim zyciu nie mowie moim rodzicom, nie maja pojecia o moim stanie zdrowia, chorobach, zyciu uczuciowym, ew problemach w pracy.
        Kiedys mnie to draznilo, a teraz w ogole sie tym nie przejmuje i bo od ich jojczenia wcale mi sie nie lepiej, a wsparcia i tak sie zadnego nie doczekam. Obecny stan uszczesliwia obie strony.
      • saga55-5 Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 15:05
        Ale czemu dziecku nie pokazać że sa tacy ludzie jak babcia ? W życiu będzie spotykała jeszcze gorszych.
        Wystarczy wytłumaczyć jej, na czym polega babci problem czy choroba ( jak zwał, tak zwał )
        Poza tym, może tak być, że jak córka bedzie starsza sama Ci wytknie że nie byłaś szczera z babcią.
        Dzieci obserwują nas na każdym kroku i powielają częściowo.
        Osobiście zawsze córce mówię tak, jak jest naprawdę. Oczywiście o sprawach, o których mogę mówić z 7-latką.
      • morekac Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 15:05
        Z ciekawości jednak zapytałabym córkę, dlaczego nie powiedziało babci prawdy? Czy dlatego, że nie chciała babci niepokoić? Przy okazji być może dowiesz się, jak ocenia Twoje intencję ;)

        Hm, może to rodzicom nie powiedziała prawdy. ;-)
        A poza tym ta prawda o bólu mogła być subiektywna: zaraz po wyjściu od dentysty pamiętała, że bolała (straszliwie), potem zaś stwierdziła, że jednak nie tak bardzo. Było do przeżycia. Albo zapomniała.
        • anula36 Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 15:11
          Albo chciala rodzicom pokazac jaka byla dzielna:) a potem cala sytuacja zeszla juz na 2 plan:)

          Tez bym zapytala z ciekawosci.
          • verdana Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 15:19
            Mozna też zwyczajnie porozmawiać z dzieckiem, co się babci mowi, a czego nie. Moje dzieci doskonale wiedzą, ze babci denerwowac nie nalezy, bo i tak jest kłębkiem nerwów. Nie jest to klamstwo, to chronienie drugiej osoby - jakos nie widzę żadnej cnoty w tym, aby kogos denerwować zupełnie bez powodu, w imię mowienia zawsze wszystkiego szczegółowo. szczególnie, gdy nie ma to zadnego praktycznego znaczenie.
            Owszem, moja mama wiedziała o podejrzeniu nowotworu u wnuka, ale nie wie, że dziecko ma 37 stopni, bo ma katar, albo że boli mnie trzeci dzień głowa. Ukrycie tego w pierwszym wypadku to wykluczanie babci z rodziny, w drugim - normalna sprawa, ze sie o wszystkim opowiadać nie musi.
          • asia_i_p Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 15:20
            Możliwe, że macie rację. Albo że, po uzyskaniu współczucia od rodziców uznała, że może dla odmiany trochę pokozaczyć przed babcią.
            Tak też do mnie dociera, że może, kurczę, ona babci powiedziała prawdę. Nigdy wcześniej nie narzekała u dentysty, a i teraz podczas tego borowania nie było żadnych objawów, żeby ją bolało - więc może po prostu dowiedziała się od koleżanek w szkole, że dentysta ma boleć i przedstawiła nam, że tak powiem "wersję oficjalną"? ;)

            No i spytałam - i jednak bolały trochę. A nam powiedziała, że bardzo, bo się "troszkę pomyliła". Ładu nie dojdziesz. ;) Ale swój stosunek do teściowej przemyśleć muszę.
            • sebalda Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 16:02
              A ja jestem za tym, żeby starsze, szczególnie kruche i schorowane osoby chronić. Z naszego mówienia całej brutalnej prawdy nic nie przyjdzie, wyżalic się możemy mężowi, przyjaciólce, a po co obarczać babcię? To nie brak szacunku, tylko troska, tak myślę.
              I nawet jeśli dziecko to zauważy, nauczy się empatii wobec bliskich, jeśli jest wystarczająco duże, żeby zrozumieć, najlepiej powiedzieć, dlaczego nie martwimy babci, żeby nie mysłało, że wobec wszystkich musimy ukrywac nasze problemy.
              Wczorajszy odcinek Dr House'a był trochę o tym. Ładne określenie, nie znałam go wcześniej: białe kłamstwo. Nie mylić z robieniem czegoś w białych rękawiczkach, bo to chyba coś zupełnie innego, choć jestem ciekawa, czy jednak nie od tego pochodzi. Powiedzieć pacjentowi, że są dwie metody leczenia: jedna niebezpieczna, ale bardziej skuteczna i pozwolić mu wybierać, podczas gdy ta druga metoda jest częściej nieskuteczna i pacjent może umrzeć? Czy okłamać go i powiedzieć, że jest tylko jedna metoda leczenia? Może to głupi przykład, ale dość charakterystyczny. O ile dzieciom zawsze wpajałam prawdomówność, dość wcześnie wyjaśniłam im, że czasami prawda może być dla kogoś niepotrzebnie bolesna, dlatego są WYJĄTKOWE sytuacje, gdy można coś przemilczeć lub podkoloryzować.
              • ewa9717 Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 16:26
                Przy okazji pewnie bym zahaczyła o tego dentystę, ale bez przesady. Fajna ta mała ;)
    • an_ni Re: Czy ja narozrabiałam? 14.10.11, 19:43
      chyba mamy ta sama tesciowa :D
      akurat nasza mieszka daleko, rozmowy telefoniczne sa sporadyczne, wiec nie wszystkie biezace sprawy sa omawiane, ale gdyby byly, to tak by wlasnie bylo - niepotrzebnie histeryczne reakcje tesciowej, glownie hipochondryczno - katastrofalne, ktorych nie toleruje i walcze z takimi przejawami u meza i corki - geny sa silne ;)
      stosowalabym twoja metode zeby nie wzbudzac u tesciowej nadmiernych reakcji i tego samego nauczylabym dziecko
      moja corka akurat ma swietna powierniczke w drugiej babci i wystarczy
    • wbka1 Re: Czy ja narozrabiałam? 15.10.11, 15:09
      Mamie mówię, bo jestem pewna jej dyskrecji. Teściowej nie mówię i nie dlatego, żeby jej nie martwić, ale nie chcę jej w ten sposób uszczęśliwiać. Nie ma symetrii w wysłuchiwaniu przez nią wydarzeń z życia naszej rodziny; nie znosi wręcz jak się jej opowiada o tym co nas cieszy, wtedy kończy rozmowę, wyłącza się. Natomiast jest przeszczęśliwa, jak coś jest nie tak, poza tym jeśli z upodobaniem opowiada o tym jak źle się dzieje u X-ów, to nie mam wątpliwości, że z lubością opowiadałaby o nas , gdyby jej powierzyć nasze tajemnice. Bywa i tak.
    • feronique To chyba jakaś felerna seria... 19.10.11, 01:16
      Wypisz wymaluj moja teściowa. Z tym że u mnie mąż to akceptuje i uważa za normę, a mnie cholera bierze. Jestem osobą dosyć wyluzowaną i spokojną i wychodzę z założenia (w dużym uproszczeniu), że dopóki nikt nie umarł/nie umiera, to naprawdę nie ma co się stresować. Moja teściowa z kolei uważa, że wręcz przeciwnie - jeśli nic złego się nie dzieje, to na pewno coś przeoczyliśmy, więc trzeba przeanalizować stan rzeczy raz jeszcze i znaleźć coś, nad czym można by ubolewać/panikować. Jest to w moim odczuciu podejście zupełnie niekonstruktywne i - w sytuacjach kryzysowych - absolutnie nic nie wnoszące.
      Wiem, że ona by bardzo chciała dobrze, ale niestety - gdy coś idzie nie tak, potrafi głównie biadolić, roztaczać czarne wizje oraz podejmować bezsensowne, chaotyczne i nieskoordynowane działania, zamiast w rzeczowy sposób doradzić czy pocieszyć. Nie wiem, czy Twoja ma tak samo, ale jeśli tak, to wierz mi - z pewnością nie odebrałaś córce osoby, która mogłaby być dla niej potencjalnym wsparciem w ciężkich chwilach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka