Dodaj do ulubionych

kryzys malżeński

28.12.11, 12:03
Nie wiem nawet, jaki tytul nadać temu wątkowi. Może przepiszę treść SMS-ów, które ostatnio w rozpaczy wysylalam kuzynce-powierniczce:

"...Jest mi dziś wieczór ciężko na sercu. Jestem calymi dniami sama, nie ma do kogo ust otworzyć. W. dużo pracuje, nawet na L4, nawet w weekendy.Wraca wieczorem, je i idzie do komputera, malo się odzywa. Nie ma go. Czuję się porzucona i zaniedbywana. Czuję, że spycha na mnie dzieci. Czuję jakby nie mial potrzeby ze mną być ani do mnie gadać. Jestem SAMA..."

"...Najbardziej mnie wkurza, że W. nie widzi problemu. Wróci, zwali zakupy w kuchni oczekując zachwytu, zrobi sobie kanapkę i znowu pójdzie do komputera. Wróci na obiad, może pobędzie z dziećmi chwilę bynajmniej się do mnie nie rozgadując, po czym znowu wymyśli że musi gdzieś jechać albo coś zrobić i znowu będę sama. Ja nie mam męża, nie mam partnera, tylko jakiegoś wspólnika i to cichego..."

"Mam go dość. WYgląda na to, że mu nie przeszkadza to jak jest. Szarpię się bo jest nieznośnie, ciche dni, sytuacja zawieszenia, nie mam z kim o tym pogadać i kiszę wszystko w sobie. Wsparcia niet, zrozumienia niet, zaufania niet. Jakiś fatalny dolek..."

"... Nie rozumie mnie, przysparza stresów zamiast dodawać otuchy. Jest problemem a nei rozwiązaniem. Związek dusz zerowy. Nie wiem co będzie.."

A teraz fakty. Mamy po 30-parę lat, 11 lat po ślubie, dwójka malych dzieci. Ja wlaśnie kończę niemal 2-letni wychowawczy i po Nowym Roku wracam do pracy (dzięki Bogu!). Mieszkamy w malej wsi pod miastem w domu zbudowanym w większości za kredyt. Mąż pracuje w branży budowlanej, na kierowniczym-wyrobniczym stanowisku. Ja jestem z zawodu sekretarką. Oboje mamy wyksztalcenie wyższe.

Po wyżej wypisanych sms-ach już widać o co chodzi. Przechodzimy jakiś kryzys. Brakuje mi duchowego związku, wymiany myśli, zwierzeń, bliskości umyslowej/uczuciowej, bycia w parze...zostala taka wydmuszka. Od ladnych paru miesięcy się nie kochaliśmy, ostatnio nawet nie sypiamy razem (ja przy dzieciach; notabene: powiedzialam kiedyś mężowi, że lubię z nimi spać mimo że budzą mnie w nocy, bo to są istoty które mnie kochają i obdarzają czulością). Zastosowalam wymówkę o nocnym wstawaniu i przenioslam się ze spaniem do pokoju dzieci, żeby tylko nie musieć spać z mężem w tym samym lóżku, bo wykańcza mnie ta obcość-odleglośc między nami. I już nie mam sily tlumaczyć mu kolejny raz, że powinniśmy więcej ze soba rozmawiać, że chcę wiedzieć co mu siedzi w glowie, leży na sercu itd., że potrzebuję większej bliskości duchowej, świadomości, że mu na mnie zależy, że chce do mnie wracać , ze mną być i rozmawiać, że jestem dla niego ważna. Już nie mam sily kolejny raz mu "truć". Bo nic z tego nie wynika. Oddaliliśmy się od siebie, ale on nie jest w stanie nic z tym zrobić, chyba pasuje mu tak jak jest. Przecież jest dobrze. Mamy dom, wspaniale dzieci, czasem coś ugotuję, przyjdzie ktoś znajomy. Kiedyś czulam się winna że nie mam ochoty na zbliżenia, ale teraz - o nie! - nie będę się oddawać obcemu czlowiekowi, nei będę sobie zadawać gwaltu.

Jak to pokonać, tą odleglość, tą obcość? Jak to zrobić, żeby mu się chcialo BYĆ ZE MNĄ? Czy to możliwe że stres w pracy i obawy o finansowy byt rodziny tak bardzo go zjadaly? A może to ta zbliżająca się 40stka? (ma 37 lat). A może mnie nigdy nie kochal, a ja jego? Już sama nie wiem. Tylko że teraz zaczyna się robić niebezpiecznie, bo mnie zaczyna być go dość, mi też się odechciewa czekać, zagadywać, prosić, mieć nadzieję że coś się w nim ocknie.

A może mnie zdradza...?

Wiem, że kocga nasze dzieci, potrafi się nimi zająć. Ale JA chyba nie istnieję....

Romantyczne wyjazdy we dwoje - nie dzialaly już dawno temu. Nie rozwiązywaly mu języka, nie przyciągaly do mnie, nie dodawaly fantazji... Razily mnie zorganizowaną sztucznością.

Gadam i gadam do tego komputera, jak do ściany. Żyję sama. Może powrót do pracy coś zmieni?? Tam spotkam ludzi. A może to jeszcze bardziej nas od siebie oddali? W końcu czasu będzie dla siebie i dla domu .... mniej, będziemy jeszcze bardziej zalatani.

Smutno mi. Kiedyś bylo tak wspaniale. Wychodzilam za dobrego, mądrego, pogodnego, towarzyskiego czlowieka, z przekonaniem że jest Wyjątkowy. A teraz coraz częściej lapię się na myśli, że jest ... żalosny.
Obserwuj wątek
    • kroliczyca80 Re: kryzys malżeński 28.12.11, 12:56
      Brzmi jak romans, ale może to "tylko" znużenie, monotonia lub wir wzajemnych pretensji.
      Z jednej strony oczekujesz bliskości, z drugiej wynosisz się spać do pokoju dzieci. Sprzeczne komunikaty... Chociaż rozumiem, że to z żalu. Chyba trzeba pogadać z mężem, co?
      • wiu Re: kryzys malżeński 28.12.11, 18:23
        Prosilam o tą bliskośc dlugo, wiele razy. Próbowalam rozmawiać wiele razy i zawsze się kończylo paskudną świadomością, że to na marne. Przenioslam się do dzieci, bo nie potrafilam już dalej tak funkcjonować jak dotychczas. W przeciwieństwie do mojego męża mi przeszkadza dzielenie lóżka z kimś ... odleglym? obcym? Już przeszkadza.
    • aniazavonlea Re: kryzys malżeński 28.12.11, 13:30
      Facet pracuje na Wasze utrzymanie, na dom. Ma w głowie poczucie obowiązku i odwieczny
      instynktowny obowiązek utrzymania rodziny, Robi to ! a w domu pani z wymaganiami, ona nie
      chce już tylko domu, jedzenia, ona chce jeszcze faceta-przyjaciółkę. masz babo placek, wymagania rosną...no cóż, jak dla mnie facet się wywiązuje. po prostu spróbuj wykazać inicjatywę i wykazać się umiejętnościami miękkimi, organizacja emocjonalną swojej rodziny:))
      porozmawiaj z mężem,o sobie, o nim, zorganizuj wyjście.

      Moim zdaniem masz ciągłe oczekiwania a sama niewiele z siebie dajesz, no bo co ty zrobiłaś poza przeniesiem się do dzieci ze spaniem żeby wnieść iskrę do Waszego małżeństwa a mąż zmęczony nie uciekał od Ciebie? masz dużo a szukasz co tu jest źle, bo dzieci zdrowe, mąż w domu, dom stoi...może facet widzi niezadowolona kobietę i też mu się nie chce..
      • marzeka1 Re: kryzys malżeński 28.12.11, 13:45
        Pomysł "idę spać do dzieci, bo one mnie kochają" w sytuacji, gdy chcesz zmienić wasze relacje nie jest dobrym pomysłem.
      • wiu Re: kryzys malżeński 28.12.11, 18:26
        Nie samym chlebem żyje czlowiek. Nie wychodzilam za mojego męża po to by mieć utrzymanie. Dla mnie malżeństwo to coś więcej niż codzienność, to związek psychiczny. I ja tego związku się domagalam, czekalam, zagadywalam, wypytywalam. I bylam zbywana.

        Rozumiem, że rozróżniasz tylko jeden rodzaj znużenia - ten do którego ma prawo mój mąż.

        Ja widzę wycofanego faceta i ... mi się też już nie chce.
        • pendzacy_krolik Re: kryzys malżeński 28.12.11, 20:20
          brawo! i tak trzymaj! choc niewielu facetow tak rozumuje.wiec,albo sie z tym pogodzisz,albo....


          wiu napisał:

          > Nie samym chlebem żyje czlowiek. Nie wychodzilam za mojego męża po to by mieć u
          > trzymanie. Dla mnie malżeństwo to coś więcej niż codzienność, to związek psychi
          > czny. I ja tego związku się domagalam, czekalam, zagadywalam, wypytywalam. I by
          > lam zbywana.
          >
          > Rozumiem, że rozróżniasz tylko jeden rodzaj znużenia - ten do którego ma prawo
          > mój mąż.
          >
          > Ja widzę wycofanego faceta i ... mi się też już nie chce.
        • joanna35 Re: kryzys malżeński 28.12.11, 23:20
          Sprobuj spojrzeć na siebie oczami męża, jaką on Ciebie widzi? jesteś tą samą dziewczyną, z którą sie żenił? Odpuść mi i zajmij się sobą - wygladem, zainteresowaniami. Wyjdź do ludzi, nawiąż nowe znajomosci, reaktywuj stare. Nie zrzędź, nie czepiaj się. Wg. mnie nie zdradza Cię.
      • pendzacy_krolik Re: kryzys malżeński 28.12.11, 20:19
        jak czytam takie anie, to nie dziwie sie,ze jest tyle nieszczesliwych kobiet w tym kraju. to wlasnie takie kobiety robia zla "reklame" innym kobietom,ktore w niczym nie zawinily,ze czasowo sa uziemione z powodu urodzenia dziecka,wstyd!

        aniazavonlea napisała:

        > Facet pracuje na Wasze utrzymanie, na dom. Ma w głowie poczucie obowiązku i od
        > wieczny
        > instynktowny obowiązek utrzymania rodziny, Robi to ! a w domu pani z wymaganiam
        > i, ona nie
        > chce już tylko domu, jedzenia, ona chce jeszcze faceta-przyjaciółkę. masz babo
        > placek, wymagania rosną...no cóż, jak dla mnie facet się wywiązuje. po prostu s
        > próbuj wykazać inicjatywę i wykazać się umiejętnościami miękkimi, organizacja e
        > mocjonalną swojej rodziny:))
        > porozmawiaj z mężem,o sobie, o nim, zorganizuj wyjście.
        >
        > Moim zdaniem masz ciągłe oczekiwania a sama niewiele z siebie dajesz, no bo co
        > ty zrobiłaś poza przeniesiem się do dzieci ze spaniem żeby wnieść iskrę do Was
        > zego małżeństwa a mąż zmęczony nie uciekał od Ciebie? masz dużo a szukasz co tu
        > jest źle, bo dzieci zdrowe, mąż w domu, dom stoi...może facet widzi niezadowol
        > ona kobietę i też mu się nie chce..
        • aniazavonlea Re: kryzys malżeński 28.12.11, 21:31
          A co tu reklamować? Pogięło cię?

          Nie każdy facet potrafi zmęczony po pracy jeszcze perorować i uprawiać tokowanie jak w pierwszym roku małżeństwa. Trochę zrozumienia. Ja osobiście z sekretarką tez mogę tylko o kawie gadać i pazurkach, może więc niech pani zacznie rozwijąć się
          • eryk2601 Re: kryzys malżeński 21.01.12, 22:18
            Może sekretarka nie podejmuje poważniejszych tematóww, bo nie chce wysłuchiwać takich mądrości jakie ty tu wypisujesz.
            Do autorki wątku:czy wcześniej miałaś z M inne relacje, umieliście pogadać, pójść na spacer, przytulić się, wyżalić sobie nawzajem?Jeżeli kiedyś było normalnie, a teraz tak jak piszesz to gdzięś jest problem.
            Piszesz, że wielokrotnie próbowałaś rozmawiać...spróbuj jeszcze raz.Z facetami czasami trudno się skomunikować.Nie obwiniaj go, tylko szukaj rozwiązania.Czy zgodziłby się na terapię?Może jest tak, że ma poważne problemy, w pracy?, finansowe?zamknął się przed tobą, bo nie chce się do tego przyznać.Istnieje też możliwość, że kogoś ma.
            Pogadaj, powiedz, że chcesz go mieć obok siebie.
            I może nie czekaj tak wiecznie na niego, tylko pokaż, że masz życie poza nim.Jak wróci z pracy to idż na piwo z przyjaciółką, do kina, zrób coś dla siebie.
    • lewapinger Re: kryzys malżeński 28.12.11, 17:45
      pani ma spokojne życie rodzinne, znudziło sie, zachciało się motylkòw w brzuchu. A żeby pobudzić motylki pani przeniosła się do łòżka dzieci zamiast odziać się w nowy seksowny czerwony peniuar, szpilki i wieczorem stukajàc obcasami zaskoczyć męźa spontanicznym "lodem".
      Szok.
      Pomysłowości więcej i spontonu babo.
      • pendzacy_krolik Re: kryzys malżeński 28.12.11, 20:21
        jezu,ale ty glupia jestes...
        lewapinger napisała:

        > pani ma spokojne życie rodzinne, znudziło sie, zachciało się motylkòw w br
        > zuchu. A żeby pobudzić motylki pani przeniosła się do łòżka dzieci zamiast
        > odziać się w nowy seksowny czerwony peniuar, szpilki i wieczorem stukajàc
        > obcasami zaskoczyć męźa spontanicznym "lodem".
        > Szok.
        > Pomysłowości więcej i spontonu babo.
        • aniazavonlea Re: kryzys malżeński 28.12.11, 21:47
          a ty tylko oceniać potrafisz, otwórz nieco horyzonty
    • woda_woda Samotność we dwoje? 28.12.11, 17:50
      Gorsza, niż w pojedynkę.
      Lekarstwem byłoby znaleść sobie jakiś własny cel w życiu, bo raczej nie sprawisz, aby ktoś, komu jesteś obojętna nagle zaczął się tobą interesować.
      • pendzacy_krolik Re: Samotność we dwoje? 28.12.11, 20:22
        dlatego musi wrocic do aktywnosci zawodowej.bedzie jej ciezko,ale podniesie sie jej samoocena. i maz zauwazy,ze ma kogos w domu , o kogo musi sie bac.

        woda_woda napisała:

        > Gorsza, niż w pojedynkę.
        > Lekarstwem byłoby znaleść sobie jakiś własny cel w życiu, bo raczej nie sprawis
        > z, aby ktoś, komu jesteś obojętna nagle zaczął się tobą interesować.
    • pendzacy_krolik Re: kryzys malżeński 28.12.11, 20:16
      raczej zdradza. wracaj do pracy, zadbaj o siebie, pokaz mu,ze nie jest ci niezbedny do zycia, i zobaczysz co z tego bedzie. a moze to faktycznie kryzys i wyczerpanie.bo zycie ciezkie jest.ale to nie znaczy,ze facet ma cie miec w nosie. szanuj sie, bo nikt cie nie bedzie szanowal.

      • zaba.baba Re: kryzys malżeński 29.12.11, 00:33
        Uwazam, ze opuszczanie malzenskiego loza jest bardzo nierozsadne, zwlaszcza, ze pozniej trzeba do tego loza wrocic, jesli nie chce sie stracic rodziny.
        Z tego, co piszesz, nie ma miedzy Wami zadnych powaznych problemow, poza tym, ze narasta "cisza".
        Im szybciej zaczniecie rozmawiac - rozmawiac, a nie obrzucac sie pretensjami - tym lepiej.
        Kazdy dzien zwloki powieksza "mur", jaki zaczal tworzyc sie miedzy wami.
        Mezczyzna relaksuje sie w lozku. Jesli tego nie ma, chodzi coraz bardziej spiety i coraz trudniej nawiazac z nim kontakt.
        Jesli zalezy Ci na tym malzenstwie, to ....chyba warto przygotowac jakis dobry obiad-kolacje i po prostu powiedziec mezowi, ze tesknisz do niego, ze ....pragniesz go!
        (dzieciaki na ten wieczor do dziadkow)
        Jesli to dobrze zorganizujesz, jesli w ogole bedziesz organozowac Wam nieco wspolnych przyjemnosci, jesli okazesz mezowi troche ciepla i zrozumienia, badac jednoczesnie mala kobietka, ktora on musi sie opiekowac, to mysle, ze bedzie po kryzysie - czego Wam zycze :)
    • esteraj Re: kryzys malżeński 29.12.11, 09:21
      wiu napisał:
      ups, myślałam, że jesteś kobietą;-)

      >I już nie mam sily tlumaczyć mu kolejny raz, że powinniśmy więcej ze sob
      > a rozmawiać, że chcę wiedzieć co mu siedzi w glowie, leży na sercu itd., że pot
      > rzebuję większej bliskości duchowej, świadomości, że mu na mnie zależy, że chce
      > do mnie wracać , ze mną być i rozmawiać, że jestem dla niego ważna. Już nie ma
      > m sily kolejny raz mu "truć".

      Wiu, na pewno sądzisz, że to Ty ciągle prowokujesz rozmowy, że to Ty dążysz do Waszej bliskości.
      A teraz chwilę się zastanów jak wyglądały Wasze rozmowy. Czy nie był to stek żali i pretensji skierowanych do męża?
      Powiesz, że przecież pytałaś się co on czuje i czego potrzebuje...
      Czy było to czyste zainteresowanie?
      Czy w głębi nie myślałaś o tym, żeby zaczął Ci się zwierzać, bo w ten sposób czułabyś się dla niego ważna i doceniona?
      Zauważ, że w tych Twoich próbach rozmów, głównym celem jest zaspokojenie Twojego ego.

      Odwróć na chwilę sytuację.
      Twój mąż proponuje rozmowę, po czym wysłuchujesz jaka to jesteś niedobra, nieczuła, że się nim nie interesujesz, że on czuje się zaniedbany, że.... A na koniec dostałabyś listę oczekiwań, co powinnaś zrobić i co w sobie zmienić.
      Jesteś inteligentną kobietą i zapewne wyrozumiałą, więc istnieje szansa, że kolejnego dnia stosujesz się do wymagań męża. Czy zrobisz to jednak z chęcią? Czy ta lawa narzekań sprawi, że zaczniesz go bardziej kochać?
      Może jednak pomyślisz, że masz dość przebywania z osobą, która Ciebie nie akceptuje, która nie widzi Twoich potrzeb?

      To kolejne słowa na poparcie powyższej tezy:
      Dla mnie malżeństwo to coś więcej niż codzienność, to związek psychiczny. I ja tego związku się domagalam, czekalam, zagadywalam, wypytywalam. I bylam zbywana.

      wiu napisał:
      > Od ladnych paru miesięcy się nie
      > kochaliśmy, ostatnio nawet nie sypiamy razem (ja przy dzieciach; notabene: pow
      > iedzialam kiedyś mężowi, że lubię z nimi spać mimo że budzą mnie w nocy, bo to
      > są istoty które mnie kochają i obdarzają czulością). Zastosowalam wymówkę o noc
      > nym wstawaniu i przenioslam się ze spaniem do pokoju dzieci, żeby tylko nie mus
      > ieć spać z mężem w tym samym lóżku

      Bardzo źle zrobiłaś.
      Odejście od wspólnego łoża, to jak koniec małżeństwa.
      Pozwoliłaś, żeby żal i chłód na dobre rozrósł się w Twoim wnętrzu. Powstał gruby mur. Czy jest szansa, żeby jakoś się przez niego przebić?
      Owszem, uważasz, że tylko czułość męża mogłaby to sprawić.
      Zadajesz dobre pytania:
      > Jak to pokonać, tą odleglość, tą obcość? Jak to zrobić, żeby mu się chcialo BYĆ
      > ZE MNĄ?
      Każdy człowiek potrzebuje miłości. Może Twój mąż czuje się również zagubiony, o ile oczywiście nie znalazł sobie kochanki (nie chcę prorokować, ale tak długa posucha nie wróży dobrze)
      Zamiast obrażać się na niego i oddalać powinnaś przytulić się do niego, wziąć jego rękę by Ciebie objął, sprowokować go do pocałunków... Gesty więcej wyrażają niż słowa.
      Pomyślisz, że byłoby to wymuszone, bo przecież Ty chciałabyś, żeby on tak sam od siebie...
      To nie tak, bo w ten sposób mogłaś mu pokazać czego oczekujesz, co Ci się podoba, czego pragniesz (oczywiście jeśli w podtekście nie będzie żalu, że on sam powinien się domyślić).
      Kobiety zwykle uważają, że mężczyzna powinien wiedzieć czego chce kobieta, a on przecież nie jest wróżem. Dopóki mu się tego nie pokaże i nie powie, to jest nikła szansa, że zachowa się tak jak nam się marzy.
      • joshima Re: kryzys malżeński 29.12.11, 11:40
        esteraj napisała:

        > Odwróć na chwilę sytuację.
        > Twój mąż proponuje rozmowę, po czym wysłuchujesz jaka to jesteś niedobra, niecz
        > uła, że się nim nie interesujesz, że on czuje się zaniedbany, że.... A na konie
        > c dostałabyś listę oczekiwań, co powinnaś zrobić i co w sobie zmienić.
        Wiesz co? Nie wiem jak autorka wątku, ale ja bym się ucieszyła. Lubię jasne sytuacje a mój mąż niestety pozostawia wiele w sferze domysłów. I nie chodzi o to, żeby się natychmiast następnego dnia dostosować, ale żeby sobie na bieżąco pewne sprawy wyjaśniać. No ale ja to ja.

        > Odejście od wspólnego łoża, to jak koniec małżeństwa.
        Eee bez przesady. No chyba, że zakłada się opcję celibatu do końca trwania związku.

        > Kobiety zwykle uważają, że mężczyzna powinien wiedzieć czego chce kobieta, a on
        > przecież nie jest wróżem.
        No nie jest, ale sam się nie odezwie, tylko oczekuje, że kobieta będzie wiedzieć czego on chce. No trochę niesymetrycznie, nie uważasz?
    • moniapoz Re: kryzys malżeński 29.12.11, 11:41
      witam
      przeczytałam cały wątek i w zasadzie zgadzam się z większością...ale.... no właśnie mam jedno ale. jakoś drażni mnie, że to na głowie kobiety ma być całe dbanie o związek, a facet tylko dlatego, że pracuje może wracać wieczorem do domu i się nie odzywać, bo przecież on utrzymuje rodzinę. no bez przesady....nie róbmy z faceta jakiegoś takiego bezwolnego stwora, który musi być dopieszczony, a sam nic nie widzi i nic go nie obchodzi.
      nawet jak autorka marudziła, narzekała i źle wyrażała swoje potrzeby to co on na to ?
      zaakceptował sytuacje i nic nie robi (lub faktycznie znalazł sobie kochankę na boku)
      czemu to tylko ona ma tu stawać na rzęsach, żeby było dobrze....



      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • joanna35 Re: kryzys malżeński 29.12.11, 11:44
        Bo jej doskwiera ta sytuacja?
        • moniapoz Re: kryzys malżeński 29.12.11, 12:01
          no właśnie...jej przeszkadza, a czemu jemu nie ?
          na pewno zauważył, że coś jest nie tak....a jak zauważył i nic nie robi to chyba mu nie zależy ?
          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • joanna35 Re: kryzys malżeński 29.12.11, 12:11
            Może ma inne potrzeby? Może po całym dniu kontaktów z innymi ludźmi chce mieć spokój? W przeciwieństwie do Autorki, której świat ogranicza się do dzieci i przez to jest spragniona rozmów z dorosłymi. Nie wiem, ale z pewnością wie Autorka. Wiem natomiast, ze zmiany należy zawsze zaczynać od siebie.
            • moniapoz Re: kryzys malżeński 29.12.11, 13:31
              jakoś nadal tego nie czuję :) małżeństwo to nie ma być życie obok siebie ....ona pójdzie do pracy, będzie tam mogła rozmawiać z dorosłymi, a on co...nadal będzie chciał mieć spokój ?

              no ale oczywiście zgadzam się w 100 % z Tobą, że zmiany należy zacząć od siebie....:)

              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • esteraj Re: kryzys malżeński 29.12.11, 13:10

      Może być taka sytuacja, że kiedy potrzeby męża są zaspokojone, to on nie widzi problemu. Nie jest świadomy braku odczuwanego przez partnerkę. To tak jak w przysłowiu, że syty głodnego nie zrozumie.
      Bunt, który zastosowała Wiu, też nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Ona zamknęła się na męża, a on na nią.
      Skoro przestał zabiegać o bliskość, to w jakiś sposób ten brak bliskości musi sobie rekompensować. Pytanie jak? Czy to ucieczka w pracę, czy jednak inna kobieta?

      Dobrze byłoby zapytać się go o konkretne decyzje w sprawie przyszłości. Czy jego celem jest dalej rodzina, czy myśli o zakończeniu małżeństwa, czy nadal kocha i nie potrafi tego wyrazić, czy trzymają go dzieci i majątek. Niech się jakoś określi. Należałoby wymusić jakieś deklaracje i skończyć z nijakością.

      joanna35 napisała:
      "Może ma inne potrzeby? Może po całym dniu kontaktów z innymi ludźmi chce mieć spokój? W przeciwieństwie do Autorki, której świat ogranicza się do dzieci i przez to jest spragniona rozmów z dorosłymi. Nie wiem, ale z pewnością wie Autorka. Wiem natomiast, ze zmiany należy zawsze zaczynać od siebie."

      Słuszne słowa.
      Wielu mężczyzn wyraża swoją miłość przez zapewnianie bytu rodzinie.
      Kobiety natomiast uważają, że posprzątany dom i obiad na stole to również wyraz miłości.
      A tu chodzi o to, że mężczyzna potrzebuje kochanki (czyli czułej kobiety i chętnej w łóżku), a kobieta kochanka, który będzie ją ubóstwiał i obdarzał czułością.
      • moniapoz Re: kryzys malżeński 29.12.11, 13:35
        >A tu chodzi o to, że mężczyzna potrzebuje kochanki (czyli czułej kobiety i chętnej w łóżku), > a kobieta kochanka, który będzie ją ubóstwiał i obdarzał czułością.

        czy to aby nie jest zbytnie uproszczenie i sprowadzenie wszystkiego do seksu (o ile miałaś to na myśli co ja zrozumiałam :)
        ja oczywiście się zgodzę że ta sfera życia w małżeństwie jest ważna, ale coś poza tym też musi istnieć i tego zdaje się brakuje autorce wątku.....

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • joshima Re: kryzys malżeński 29.12.11, 13:55
          moniapoz napisała:

          > ja oczywiście się zgodzę że ta sfera życia w małżeństwie jest ważna, ale coś po
          > za tym też musi istnieć i tego zdaje się brakuje autorce wątku.....
          A tak konkretnie to co?
          • moniapoz Re: kryzys malżeński 29.12.11, 14:14
            ja bym to nazwała chyba dość naiwnie bliskością duchową - mąż powinien być także przyjacielem a nie tylko osobą utrzymująca dom, która wieczorem przychodzi do domu i ani be ani ce...bo jest zmęczony, oczywiście to nie oznacza, że ma być przyjaciółką z która będzie się godzinami gadać o pierdołach :)




            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • joshima Re: kryzys malżeński 29.12.11, 15:04
              moniapoz napisała:

              > ja bym to nazwała chyba dość naiwnie bliskością duchową
              A tak konkretnie to co to znaczy? Nie czepiam się tylko jestem ciekawa.
              • moniapoz Re: kryzys malżeński 30.12.11, 20:43
                dla mnie związek to nie tylko seks, ale także emocje i dzielenie się z partnerem troskami, radościami i myślami, wzajemne wspieranie się itd.
                i to jest ta strona duchowa, równie ważna jak sfera erotyczna.
                co więcej oczekuje, że facet będzie również stroną aktywną w związku i chciałabym go traktować jak partnera właśnie a nie tylko osobę która utrzymuje dom i z którą uprawiam seks .
                tyle teorii ...niestety wiem, że w życiu to bywa zupełnie inaczej....

                ------
                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • aniazavonlea Re: kryzys malżeński 31.12.11, 11:34
                  Właśnie równie ważna jest sfera seksualna jak i rozmowa no nie? To czemu kobieta uzywa seksu żeby ukarać faceta i się przenosi do innego pokoju zamiast porozmawiać?
                  Facet przed małżeństwem nie miał na utrzymaniu 3 osób a teraz ma, więc może się zmienił jest skupiony na innych rzeczach.
                  Proszę zamień się z nim na miesiąc, utrzymuj cały dom, ponieś odpowiedzialność kredytu np. frankach a później przyjdź do domu i zastań marudzącą żonę z wyrzutami, której ciągle źle?
                  Sądze że można rozmawiać z mężem i trzeba ale mąz nie jest od zaspakajania wszystkich potrzeb, możesz się umówić z koleżanka na kawę jak masz ochote pogadać. Zawsze też możesz wyjść za mąż za faceta ktory lubi gadać a nie umie zarabiać pieniędzy a Ty będziesz je zarabiać a on będzie mniej zmęczony.
                  • moniapoz Re: kryzys malżeński 31.12.11, 12:33
                    wlasnie tak jest: ja duzo pracuje, zarabiam na siebie i dom oraz dzieci, utrzymuje w zasadzie
                    w wiekszej nasze gospodrstwo i nie wyobrazam sobie, zeby tylko z tego powodu wieczorem jak wracam do domu odcinac sie od meza i nie interesowac sie jego zyciem - dla mnie praca nie jest zadnym wytlumaczeniem, tym bardziej zmeczenie, bo ziwazek ma byc chocby teoretycznie partnerski i facet tez musi sie starac a nie tylko rodzine utrzymywac.

                    a wyprowadzka z sypialni to tylko reakcja na to co dzialo sie wczesniej a nie kara sama w mowie o przypadku autorki watku, rozmawiac probowala wiele razy i wcale nie jest powiedziane ze zrzedzila (to juz dopowiedzialyscie sobie same)


                    ------
                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                  • tatibi Re: kryzys malżeński 27.01.12, 11:39
                    Z twojego pstu wnosze ze traktujesz osobe niepracujacej zony jako element infrastruktury. Nalezy potrzymywac go fizycznie przy zyciu i nic poza tym.
                    Taka zona na niewidzialnego pilota.
                    Małzenstwo to wspolnota przede wszystkim duchowa. Wyobraz sobie ze masz w domu rosline. Ale po pracy jestes tak zmeczona ze nie masz siły jej podlac, tak zwyczajnie zapominasz. I tak jak z ta zona roslina nic nie mowi tylko wiednie bo zawsze jest jakis powod zeby o niej zapomniec. Roslina w koncu zdycha a ty ja wyrzucasz na smietnik obiecujac sobie zadnych wiecej roslin chyba ze kaktus.
                    Reasumujac tam gdzie nie siejesz tam nie zbierasz. Jesli w pracy dajesz z siebie wszystko to masz tam nagrode (chocby utrzymanie stanowiska)ale w domu to juz nic nie trzeba z siebie wykrzesac. Zona ma obowiazek przełknac kazde milczenie i brak zainteresowania.Ja mysle ze wielu facetow tak ma ze jak sie ozenili to juz wystarczy tego dobrego.
    • esteraj Re: kryzys malżeński 29.12.11, 14:37
      Mężczyźni w zamian za miłość zdobywają seks. Kobiety w zamian za seks zdobywają miłość. ...
    • emily.2 Re: kryzys malżeński 29.12.11, 16:29
      wiu, myślę, że nadal On jest wyjątkowy i całkiem podobny do tego, który Cie zachwycił na początku waszej drogi. Tylko ta chwila macierzyńska i stagnacja domowa nieco odebrała Ci skrzydła. Teraz atrakcją poza masą obowiązków domowych (jeśli tak je mogę nazwać) jest powrót partnera do domu i wówczas całą uwagę kierujesz na niego, w oczekiwaniu zainteresowania Twoją osobą, zawodzi Cie jego brak egzaltacji. On natomiast zmęczony, w poczuci spełnienia obowiązku zawodowo-finansowego, marzy wówczas o "świętym spokoju", a jakiekolwiek impertynencje w jego kierunku odbiera jako atak. I tak banalnie stawiacie sobie mur narastających frustracji. Oboje oczywiście macie ogrom racji. Tylko, że taki czas goryczy to pewnie kolejna z prób/kryzysów, które trzeba przejść by po raz kolejny utwierdzić się w przekonaniu,że było warto. Uda się, jeśli zbudowaliście związek na prawdziwej miłości. Wracaj zatem do pracy,czym prędzej, organizuj sobie życie na zewnątrz jak tylko sie da(sport,kursy,język, przyjaźnie), by odwrócić troszkę uwagę od Niego, by tam w domu, ktoś zatęsknił za Tobą... a jeszcze Ci za tą wytrwałość i mądrość podziękuje ukochany. Jeśli się nie uda, Ty nie będziesz miała sobie nic do zarzucenia, gdyż zrobiłaś wszystko by "przywrócić" Was na właściwy tor. Cierpliwości życzę.
      • magurb Re: kryzys malżeński 30.12.11, 20:59
        zgadzam sie. wiu musisz zajac sie soba i zaczac myslec o sobie, zeby poprawic SWOJE zycie. ja cie bardzo dobrze rozumie bo jestem w podobnej sytuacji. u mnie chyba juz jest zapozno bo uslyszalam "nie kocham cie" ale uwazam, ze zbyt szybko zostaly wypowiedziane te slowa. jeszcze sie nie poddaje bo to swierza sprawa, ale nasze oddalenie trwalo 2 lata,
        • emily.2 Re: kryzys malżeński 31.12.11, 14:47
          Magurb nie jest za późno!!!!!!Toż to początek. Potrzeba takich słów, małych rewolucji, by otworzyć oczyska, trochę się przestraszyć. I ja usłyszałam "nie kocham Cię". Dziś jednak wiem, że miało zaboleć najdotkliwiej. Skutek takich słów od ukochanego był dla mnie wstrząsem. Ale uświadomiło, że skoro tak dotknęło to znaczy,że mi zależy. I zaczęłam zmiany - od siebie. A wierz mi magurb było warto!!!! Lepiej być ratownikiem niż topielcem;). Póki co małżeństwo dryfuje dwanaście lat...Dlatego walcz, walcz ,by potem się "napufać" szczęściem. I nie istotne na jak długo. Przy kolejnych kryzysach może to On będzie ciągnął cie w górę:)
          • magurb Re: kryzys malżeński 01.01.12, 15:40
            święte słowa. zmieniłam siebie, czuje się lepiej sama ze sobą i widze już zmiany w małżeństwie :)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: kryzys malżeński 04.01.12, 23:34
      To co Pani opisała to w istocie kryzys małżeński. Kryzys związany z Pani jawnym rozczarowaniem mężem i związkiem z nim. Po fazie zakochania i symbiozy niezbędnych stworzenia rodziny i pojawienia się dzieci, nadeszła faza rozczarowania. Te dwie fazy składają się na zasadę rzeczywistości. Ta z kolei sprzyja realności.
      Pewnie Pani mąż ma nadal w sobie te 2 aspekty, których Pani doświadczyła. Wyjątkowego ale też i rozczarowującego mężczyzny.
      Jeśli jest Pani gotowa powinna Pani widzieć i obcować z obiema jego częśćiami, z których każda dochodzi do głosu w innym czasie. To może Panią zbliżyć do męża, jako do realnej a nie idealnej osoby.
      Trzeba jednak pamiętać, że w mężu toczyć się może podobny konflikt jak w Pani. Jego wycofanie może oznaczać zniechęcenie Panią, rozczarowanie związkiem, Pani macierzyństwem. Przeczytałam i rozumiem, że Pani wielokrotnie próbowała rozmawiać o tym z mężem, ale i jego reakcją w tej sprawie Pani się rozczarowała.
      Może nie tędy droga.
      Trzeba postawić na siebie, ale nie po to aby dzięki temu sprowokować reakcje i zainteresowanie męża. Ale po to aby odczuwać autentyczną przyjemność z relacji z innymi ludźmi, z samą sobą, ze swoimi zainteresowaniami, ze swoją zmianą, z rosnącymi dziećmi.
      Wiem , jak ważna jest reakcja i aprobata bliskiej osoby. Ale to nie jest jedyna gratyfikacja. Pani sama może ją dla siebie poczuć. Może to ożywi Panią , a w następnej kolejności Wasz związek.
      Jeśli nie, to i tak zysk jest po Pani stronie. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • agnes2003 Re: kryzys malżeński 13.01.12, 08:47
        wiu - u mnie prawie to samo.
        A Pani Agnieszce dziękuje za te słowa... - cyt.
        >Trzeba postawić na siebie, ale nie po to aby dzięki temu sprowokować reakcje i
        > zainteresowanie męża. Ale po to aby odczuwać autentyczną przyjemność z relacji
        > z innymi ludźmi, z samą sobą, ze swoimi zainteresowaniami, ze swoją zmianą, z r
        > osnącymi dziećmi.
        > Wiem , jak ważna jest reakcja i aprobata bliskiej osoby. Ale to nie jest jedyn
        > a gratyfikacja. Pani sama może ją dla siebie poczuć. Może to ożywi Panią , a w
        > następnej kolejności Wasz związek.
        > Jeśli nie, to i tak zysk jest po Pani stronie
        • wiu Re: kryzys malżeński 19.01.12, 16:24
          Bardzo dziękuję wszystkim za wypowiedzi.
          Piszę te słowa pod koniec III tygodnia pracy. Pracy nie jest dużo, więc bywają całe kawały czasu, kiedy mam możliwość „chodzić po Internecie”. Wróciłam m.in. do tego wątku. Początkowo nie chciałam czytać odpowiedzi, bałam się ostrych słów, no i ten wstyd po wywnętrznieniu się… Ochłonęłam, uspokoiłam się, a powrót do pracy urozmaicił moje życie na tyle, że już nie kiszę się w tamtym/tym problemie jak w sosie własnym. Starszak w przedszkolu, młodsza z nianią – paskudnie to brzmi, ale odpoczynek od własnych dzieci też zrobił pewnie swoje. Żyję teraz trochę w takim pędzie – dzień mam załadowany od pobudki do spoczynku, w 100%. Nie nudzę się na pewno, to pewnie też odciąga trochę uwagę od problemu. Żyję w pędzie (żeby wszystko ogarnąć – dom i pracę) ale jest lepiej – codziennie rano (mówiąc brutalnie wprost) pozbywam się dzieci (ktoś inny się o nie martwi), ładnie ubieram i mknę autem do Dużego Miasta, gdzie w eleganckim biurze spokojnie wykonuję swoje niezbyt obciążające obowiązki. Nawet jeśli w biurze spotykam tylko ZNAJOMYCH a nie KOLEŻANKI/KOLEGÓW a tym bardziej PRZYJACIÓŁ, to zawsze są to sympatyczni ludzie znający mnie od lat, z którymi można porozmawiać o różnych pierdołach, a od czasu do czasu o sprawach ważniejszych.
          Czyli poprawiło mi się, ale do rzeczy.
          Tamta sprawa ucichła, najpierw dzięki cudownemu działaniu zapomnienia i rozładowania się (wygadania tutaj) a potem dzięki ekscytacji powrotem do pracy. Nawet zastanawiałam się, jak to opisać tu w tym wątku: że chyba pogodziłam się z tym jak jest, przyjęłam do wiadomości, że mąż nie będzie nigdy takim partnerem z marzeń, że będzie mi ofiarowywał tylko tyle ile może/ile teraz ofiarowuje, czyli wspólne gospodarstwo, dom, dzieci. Że romantyczna wizja małżeństwa mi się nie spełni. Że powinno mi wystarczać że jest DOBRZE. Że najwidoczniej mąż ma jakąś blokadę/ niedostatek w interesującym mnie kierunku ale poza tym jest przyzwoitym egzemplarzem. Tak sobie mówiłam.
          W międzyczasie wróciłam do małżeńskiej sypialni, ale z powodów powiedzmy organizacyjnych – musiałam zmienić sposób usypiania/spania dzieci na bardziej samodzielny. Moja obecność przy nich w nocy im nie służyła. Wróciłam więc do łóżka w którym spał mąż, nadal odległy ale mniej mi to przeszkadzało. A potem wróciłam do pracy. Uspokoiłam się. I … trzy dni temu …stało się. Niewiadomo skąd i dlaczego wróciło przyciąganie. Ni z tego ni z owego…kochaliśmy się. Chyba obojgu nam już tego brakowało. Z drobną komplikacją (bo antykoncepcja po 2 dzieci nabiera SZCZEGÓLNEGO ZNACZENIA), ale powiedziałam sobie – co tam, pozwól sobie na przyjemność, popłyń z falą. Ta fala nieco podmyła mur, który zbudowaliśmy, choć nadal nie zasiadamy z mężem w fotelach naprzeciw siebie i nie „spowiadamy się” sobie. Czy od złej strony zaczęłam/zaczęliśmy? Czy takie zaczynanie od nowa, zapomnienie o swoich żalach jest dobre? Czy to będzie kolejny zmarnowany raz..?
          A teraz trochę odnośnie wypowiedzi w tym wątku: utkwiły mi w pamięci zwłaszcza słowa esteraj, nawet podkreśliłam sobie to zdanie: „Czy w głębi nie myślałaś o tym, żeby zaczął Ci się zwierzać, bo w ten sposób czułabyś się dla niego ważna i doceniona? Zauważ, że w tych Twoich próbach rozmów, głównym celem jest zaspokojenie Twojego ego”.
          „Zamiast obrażać się na niego i oddalać powinnaś przytulić się do niego, wziąć jego rękę by Ciebie objął, sprowokować go do pocałunków... Gesty więcej wyrażają niż słowa…” – do tego trzeba kolejnej mobilizacji siły, sięgnięcia do głębszych pokładów dobrej woli. I powrót do pracy, „wyzwolenie się z domu” chyba mi to umożliwił. Zamierzam spróbować zmienić kąt, pod którym patrzyłam na męża. Bo rzeczywiście niemożliwe, żeby tak skrajnie zmienił się ktoś, kto kiedyś był Wyjątkowy. Wezmę głęboki oddech i spróbuję się znowu w tym swoim mężu zakochać. Chciałam, żeby mi się zwierzał bo wtedy poczułabym się doceniona. Jednak on nie jest takim typem, pewnie jak większość facetów. A ja potrzebuję zapewne do tego koleżanek i przyjaciółek (których nigdy nie bywało za wiele) a nie męża właśnie. Spróbuję dostrzec bardziej jego czyny, nie słowa. To że dźwiga de facto na sobie odpowiedzialność za finansowy byt rodziny (nawet nie wiem ile płacimy za jakie media, na kredyt – moja pensja ma iść na nianię i jedzenie). To, że ma ogromną czułość dla naszych dzieci i dzielnie się nimi zajmuje kiedy mnie nie ma wieczorami (pracuję 11:00-18:00 a wracam ok. 19:00, on odbiera starszaka z przedszkola i luzuje nianię z opieki nad młodszą a potem siedzi z dwójką 2 godziny będąc świeżo po robocie, a wiem jacy potrafią być wyczerpujący). To, że nadal mogę go pociągać…skoro zdarzyło się to co się zdarzyło. To, że poczuwa się do prac domowych kiedy już oboje jesteśmy w weekendy w domu.
          Mam nadzieję, że powyższy post oznacza, że przeszliśmy rewolucję a nie katastrofę.
          Wracając do pierwszych słów w wątku: wracając wieczorem po dniu pracy chyba lepiej zrozumiem jego potrzebę odosobnienia. Kiedy obydwoje będziemy poza domem większość dnia (roboczego), lepiej docenimy wieczory i weekendy. Finansowo będzie mu lżej na duchu, odkąd będzie wpływać i moja pensja. Może dzięki temu obydwoje się „odbijemy” do góry i … bardziej do siebie.
          Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za wasze wypowiedzi. Te wkurzające też… 
          • yoma Re: kryzys malżeński 19.01.12, 19:57
            No, brawo, dziewczyno :)
          • m_aggi Re: kryzys malżeński 20.01.12, 13:03
            Wiu gratuluję!

            Miło się czyta takie posty. Życzę powodzenia! Jesteś mądrą kobietą.
    • esteraj Re: kryzys malżeński 20.01.12, 12:20
      Gratuluję pozytywnej zmiany.
      Miło, że dostrzegłaś pozytywne cechy swojego męża, to pozytywnie nastraja.
      Duże znaczenie ma też powrót do pracy. Mąż nie jest już tak na celowniku, bo są inne rzeczy, które zaprzątają Ci głowę.
      Warto jest wracać do chwil, kiedy ludzie dopiero się poznają. Wzajemne przyciąganie, które wówczas się tworzy wynika z akceptacji drugiego człowieka i z bezinteresowności.
      W małżeństwie następują oczekiwania. Wydaje się, że z chwilą złożenia przysięgi nabyło się również prawo do bycia kochanym. Te oczekiwania wszystko niszczą.
      Człowiek najbardziej potrzebuje czuć się wolnym. Tylko będąc wolnym można prawdziwie kochać.
      Miłości nie da się wymusić, ale można sprawić by być kochanym...
      • emily.2 Re: kryzys malżeński 26.01.12, 16:25
        Re-we-la-cja!!!
        Trochę samokrytyki, pracy i proszę,nawet skutki seksowne:). I o taki wymiar tu chyba chodzi. Zatem energii, ciepła, dotyku Ci życzę i piękniej kobietko, rozkwitaj bo wiosna tuż tuż...przed wami wiele cudnych, przegadanych spacerów z winoroślami w tle.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka