Dodaj do ulubionych

mąż mi się psuje

27.01.12, 22:16
Zawsze uważałam się za szczęściarę, która ma męża-partnera. Wspólnie dbaliśmy o dom - czasem on robił więcej, czasem ja. Jakoś to się samo układało - czasami nie było nic na obiad, czasami koty fruwały po podłodze, ale generalnie dawaliśmy radę. Teraz mamy niemal rocznego dzieciaka. Oboje pracujemy. Mały chodzi do żłobka. No i jest coraz gorzej. Mąż zaczyna się zamieniać w swojego tatuśka, który palca w domu nie zegnie. Ile jest sprzątania przy takim maluchu to każda mama wie. Wszystko robię sama: piorę, prasuję, zmywam gary, wyrzucam śmieci, myje podłogi, odkurzam, zmieniam pościel, etc. Zakupy robimy na zmianę. Mąż czasem gotuje (2-3 razy w tygodniu). Rozmawiałam z nim już wielokrotnie o podziale obowiązków domowych, ale on po prostu stosuje bierny opór. Kiedyś to na mnie nie działało, jeśli była jego kolej prania to ja nie kiwnęłam palcem dopóki on tego nie zrobił (jak mu się kończyły czyste gacie to w końcu wstawiał to pranie). Teraz na to nie mogę sobie pozwolić. Mówię: pozmywaj podłogi. Tak, tak. Mija tydzień (!) syf masakryczny, ale jego to nie rusza. A ja nie wytrzymuje i robię to sama. Przy małym dziecku nie mogę sobie pozwolić na brudne podłogi czy pustą lodówkę. Co robić? Czuję się zajechana. Pracuję tak samo jak on, po pracy zasuwam w domu, w weekendy studiuje na podyplomówce. Mało śpię, nie mam czasu ugotować nic porządnego. Jem jakieś gotowce, sosy z torebki i inne syfy. A jemu to wszystko zwisa. Zaczyna się to odbijać na moim zdrowiu - ciągle mam zawroty głowy, leci mi krew z nosa, jestem wykończona. A on tego nie widzi, nie chce widzieć. Jak do niego dotrzeć? Mam wrażenie, że uczucie wygasa. Jak się przecież kogoś kocha to się ma do niego choć trochę empatii. A on leży na kanapie a ja słaniając się sprzątam zabawki, prasuję ciuchy, zmywam gary... A on nic. Jak brakuje wrażliwości dla tej drugiej strony to co? Chyba jest źle nie?
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: mąż mi się psuje 27.01.12, 22:19
      Nie rozmawiaj. Rzuć w niego szmatą czy stertą ciuchów. Poważnie.
      • din-din Re: mąż mi się psuje 27.01.12, 22:28
        Oj czasem mam ochotę rzucić czymś zdecydowanie cięższym. Jestem już bliska kresu wytrzymałości. Mam sobie pozwolić na wybuch?

        triss_merigold6 napisała:

        > Nie rozmawiaj. Rzuć w niego szmatą czy stertą ciuchów. Poważnie.
        • triss_merigold6 Re: mąż mi się psuje 27.01.12, 22:31
          Szmatą, mokrą z komunikatem "sprzątnij qr... ten syf". Ani słowa więcej, żadnych "bo ty nigdy, a ja się staram, bo ty zawsze...". A potem wyjdź z domu, nie odbieraj telefonu i postaraj się wytrzymać poza domem przynajmniej półtorej godziny.
        • altz Re: mąż mi się psuje 27.01.12, 22:53
          Fajny czas, dziecko małe, jeszcze nie ucieka i nie ma wielkich wymagań, a już się można dogadać.
          Kup starter do telefonu, wymień i wyjedź do jakieś koleżanki nie mówiąc nic mężowi, wyjedziesz w piątek, wrócisz w niedzielę, odwiedzisz znajomą. Potem porozmawiacie. Niewiele ryzykujesz, to i tak się rozpadnie to małżeństwo, jeśli nic nie zrobicie.
    • blue_romka Re: mąż mi się psuje 28.01.12, 16:11
      A jakie znasz sposoby dotarcia do człowieka? Innego niż rozmowa nie wymyślono. Tylko jak dla mnie problem sprzątania jest u Was wtórny, pierwotnym jest wspomniany przez Ciebie brak empatii ze strony męża, zwykłej ludzkiej troski, może nawet wygasające uczucie. I o tym bym przede wszystkim rozmawiała, a nie o brudnej podłodze.
      • sebalda Re: mąż mi się psuje 28.01.12, 16:37
        Może to zmiana priorytetów. Diametralna zmiana. Wcześniej pewne rzeczy olewaliście, jemu tak było dobrze, mial taką wyluzowaną, fajną dziewczynę. Teraz zaczęłaś zwracać uwagę na pierdoły (w jego mniemaniu), czepiasz się, wymagasz od niego nie wiadomo czego, nie jesteś już taka wyluzowana. Facet nie rozumie, że narodziny dziecka muszą jednak te priorytety nieco przesunąć.
        A jak z wychodzeniem? Może macie mniej swobody, szczególne mąż?
        Jak z bliskością w łóżku? Niech zgadnę, Ty zmęczona po dniu pracy w pracy i w domu, zestresowana, bo sama zasuwasz, a on na tej kanapie i pewnie jeszcze pokrzykuje, kiedy skończysz, Ty rozgoryczona, czasami wolisz, żeby zasnął na tej kanapie, bo kochać się z takim leniem, który ma w nosie Twoje zmęczenie za bardzo nie masz ochoty? A on mówi, że jesteś oziębła? Tak tylko dywaguję, bo to częste schematy w domach, gdzie rodzi się dziecko, a facet coś musi, żona skupiona na dziecku, zmęczona, już nie taka wyluzowana jak kiedyś.
        Pomyśl trochę o sobie, może nie wyjeżdżaj od razu, ale czasami wyjdź na cały wieczór. I postaraj się pogadać z nim od serca, ale nie w gniewie i pretensjach.
        • aqua48 Re: mąż mi się psuje 28.01.12, 17:49
          Przede wszystkim idź do lekarza, bo długo tak nie pociągniesz, jesteś przepracowana. I zapowiedz mężowi, że jeśli nie weźmie na siebie choćby części obowiązków od zaraz to będzie musiał płacić za gosposię. Bo lekarz na pewno każe Ci się oszczędzać. A pani przyjdzie dwa-trzy razy na tydzień posprząta, nagotuje, zmieni pościel. A Ty w tym czasie odpoczniesz w sanatorium. Nie macie naprawdę nikogo bliskiego kto by mu przemówił do rozumu? Wykończysz się dziewczyno przy takim nierobie.
        • din-din Re: mąż mi się psuje 29.01.12, 01:20
          Chyba trafilas w sedno. Nigdy nie pomyslalam wi ten sposob. Moze faktycznie zmiana ktora dla mnie byla naturalna dla niego taka nie jest. Moze jemu tez sie zona popsula...Dzieki sebalda. Musze to przetrawic.
    • kropeczka455 Re: mąż mi się psuje 29.01.12, 00:05
      din-din napisała:
      > Mąż czasem gotuje (2-3 razy w tygodniu).

      >Jem jakieś gotowce, sosy z torebki i inne syfy.

      Nie rozumię ? Czy on gotuje z torebek ??
      • din-din Re: mąż mi się psuje 29.01.12, 01:12
        Niestety oboje tak gotujemy...

    • kol.3 Re: mąż mi się psuje 29.01.12, 08:28
      On nic nie robi, ale gotuje 2-3 razy w tygodniu (z torebek), pralkę wstawi, zakupy zrobi.
      Ty jesteś przepracowana, bo gotujesz( z torebek) i ogarniasz całość domu bo mąż wg Ciebie nic nie robi.
      Sama piszesz że poprzednio (bez dziecka) często nie mieliście nic na obiad, koty fruwały po domu.
      I nagle zmieniłaś się w czyścioszkę. Może mąż nie rozumie co się dzieje, dawniej Ci nie przeszkadzało, że jest brudno, teraz nagle przeszkadza i robisz afery.
      Byłabym ciekawa jak mąż to widzi.
      • sebalda Re: mąż mi się psuje 29.01.12, 12:08
        ALe ja pisałam ironicznie. To naturalne, że kobieta sie zmienia z wyluzowanej babki w osobę bardziej odpowiedzialną i uważną po narodzinach dziecka. No jak ona ma nie zważać na koty na podlodze, jak dziecko wszystko bierze do buzi? W domu z malym dzieckiem standardy czystości muszą się zmienić, to naturalne. Ale facetowi na ogół trudno to zrozumieć, bo nie dość, że w domu większy rygor, to żona skupia się bardziej na dziecku (to też normalne, bo dziecko tego do pewnego momentu bardzo potrzebuje) i narzeka, że zmęczona. Dziwne, że zmęczona, skoro pracuje zawodowo, pracuje w domu, zajmuje się dzieckiem, ma poczucie winy, że za malo się nim zajmuje, bo tak mają wszystkie pracujące matki. Myślący i kochający facet móglby spróbować wysilić się trochę i zrozumieć, pomóc, wesprzeć, ale najwygodniej się sfochować.
        Dlatego trzeba mu przemówić na spokojnie i do rozumu, i do serca, jeśli coś tam jeszcze ma;)
        • kol.3 Re: mąż mi się psuje 29.01.12, 20:15
          Ja miałam na myśli mniej więcej to samo co i Ty.
          Naprawdę trudno takie sprawy oceniać na odległość, bo sytuacje w wątkach są przedstawiane w barwach biało-czarnych, a w życiu rzadko tak bywa.
          Mam w rodzinie przypadek faceta, który zarabia krocie pracując oczywiście od rana do nocy, żona nie pracuje, ma niewielkie obowiązki wobec własnej matki, dodatkowo nic nie robi w domu, a ciągle przedstawia siebie jako osobę ciężko zapracowaną, a pana jako lenia 100%, który po pracy około 21 wieczorem powinien posprzątać, wyprać, porobić w ogrodzie itp. Na gosposię pani się nie zgadza, bo nie lubi gospoś.
          Dlatego trzeba przyjąć, że czasem, oprócz leworęcznych facetów, istnieją leniwe flądry, które nie ogarniają w domu najprostszych spraw.
          • roz.maryn Re: mąż mi się psuje 30.01.12, 14:01
            "....Mały chodzi do żłobka. No i jest coraz gorzej. Mąż zaczyna się zamieniać w swojego tatuśka, który palca w domu nie zegnie. Ile jest sprzątania przy takim maluchu to każda mama wie..."

            Ile masz tego sprzątania przy takim maluchu?
            5%, 10% więcej?
            Trzech takich maluchów miałem i jakoś drastycznego wzrostu poziomu brudu w domu nie zauważyłem.
            No chyba, że 3 razy dziennie jedziesz na szmacie żeby w domu laboratorium było, a to już zupełnie inna sprawa. A może gdy mały w żłobku, Wy w pracy to tynk wam na podłogę spada?

            Czasem mimo wielkiego wysiłku nie potrafię zrozumieć niektórych kobiet.
            • urquhart Re: mąż mi się psuje 30.01.12, 14:15
              roz.maryn napisał:
              > Ile masz tego sprzątania przy takim maluchu?
              > 5%, 10% więcej?

              Ale potrzeby mamy pod wpływem hormonów się zmieniły.
              Porządek potrzebny jest nie tyle maluchom co mamie jako wyraz potrzeby kontroli. A to nawet maluchom co raz częściej szkodzi.
              medycyna24.pl/kobiety-choruja-czesciej-bo-sa-w-dziecinstwie-zbyt-czyste
              • sebalda Re: mąż mi się psuje 31.01.12, 13:15
                Wcięło mi post, więc powtórzę w skrócie, jeśli to będzie powtórzenie, przepraszam.
                Podstawowa higiena a sterylność to dwie różne rzeczy. Tłumaczenie lenistwa pseudonaukowymi teoriami jest bardzo wygodne. Niektórzy albo udają, że nie wiedzą, albo są mocno niedouczeni, ale dawniej dzieci masowo umierały z powodu dyzenterii, czyli czerwonki, najprościej ujmując spowodowanej najczęściej tragicznymi warunkami sanitarnymi.
                Przy raczkującym dziecku nie tyle jest więcej sprzątania, ile to sprzątanie musi się odbywać systematycznie. Dotąd kobiecie nie zależało na posprzątaniu już, natychmiast, bo można to było zrobić jutro, pojutrze, teraz nie można sobie pozwolić na odkładanie, stąd jej zniecierpliwienie, a u męża foch, bo wcześniej tak nie było. Tera ona jest czepialska, to on ma ją gdzieś, jej przeszkadza brud, to niech se sama sprząta, jemu nie przeszkadza. Dla niego to ona się zepsuła.
                Mogę dołączyć badania z prawdziwego zdarzenia na temat ograniczenia rozprzestrzeniania się chorób dzięki prostym zabiegom sanitarnym, jak ktoś sobie życzy, zawodowo mam do nich dostęp.
                • elizabeth7 Re: mąż mi się psuje 31.01.12, 13:37
                  Dokładnie jest tak jak piszesz. Jak ktoś pisze, że przy rocznym dziecku ma się 5-10% zajęć wiecej niż bez dzieci to albo nie ma dzieci albo jest takim własnie tatusiem opisanym w głównym wątku. Niespełna roczne dziecko to dziecko zwykle ząbkujące od kilku już miesięcy i uczące się chodzić. Dziecko, które wszystko co w zasięgu rączek wkłada do buzi, liże i mamle, przebywające więcej na czworakach (lub pupie) niż na nogach, dziecko którego nie można spuścić z oka bo coś ściągnie lub się wdrapuje na co możliwe. Takiego dzieciaka wogóle nie zajmniesz bajką w TV, a jedną zabawką nie dłużej niż 5 minut. Taki wiek.
                  Można wrzucić w kojec, siąść przed TV i na dziecko nie zwracać uwagi, mały się w końcu przyzwyczai. Wtedy te 5-10% to będzie czas na zmianę pieluch (jak śmierdzi z kojca), przygotowanie i podanie butelki z piciem, pezygotowanie i podanie kolecji (najlepiej w butelce), umycie (niekonieczne) i położenie spać.
                • kropeczka455 Potrzebny jest umiar i zdrowy rozsadek 31.01.12, 17:16
                  sebalda napisała:
                  > Mogę dołączyć badania z prawdziwego zdarzenia na temat ograniczenia rozprzestrz
                  > eniania się chorób dzięki prostym zabiegom sanitarnym, jak ktoś sobie życzy, za
                  > wodowo mam do nich dostęp
                  NEGATYWNE SKUTKI NADMIERNEJ HIGIENY: To prawda, że "częste mycie skraca życie"!

                  Sterylność współczesnego świata

                  Wielu naukowców twierdzi, że współczesne życie stało się zbyt czyste. Powstała nawet tzw. "teoria higieny", która zakłada, że człowiek żyjąc w tak odkażonych, antybakteryjnych i wyperfumowanych czasach coraz częściej zaczyna chorować, łapać różne infekcje. Nasz układ odpornościowy, nie musząc już walczyć z różnymi bakteriami i zarazkami, po prostu przestaje prawidłowo funkcjonować. Życie w coraz bardziej sterylnych domach sprawia, że organizm człowieka nie napotyka już na wystarczające wyzwania, nie uczy się, jak uniknąć choroby. W rezultacie, niegdyś nieszkodliwi intruzi, tacy jak kurz, sierść kota czy psa, często wyzwalają nadmierne reakcje naszego układu odpornościowego.

                  Czy czystość nam szkodzi?

                  Badacze wciąż debatują nad przyczynami epidemii alergii, którą zaobserwować możemy we współczesnych czasach. Gwałtownie wzrasta częstotliwość występowania pewnych chorób takich, jak astma, wyprysk, alergie układy oddechowego, zapalenie stawów czy stwardnienie rozsiane. Co ciekawe, choroby te dotykają najczęściej kraje wysoko rozwinięte, a są rzadkie lub zupełnie nie występują w biedniejszych częściach świata. Naukowcy ciągle szukają przyczyn takie stanu rzeczy. Wielu z nich twierdzi, że to właśnie współczesna medycyna i tak powszechne odkażanie wszystkiego doprowadziły do wzrostu zachorowań. Wyniszczając wszelkie zarazki, usuwamy bowiem również te mniej groźne, które odpowiadają właśnie za ochronę przed alergiami. Niektórzy badacze nawołują wręcz, aby przywrócić niektóre bakterie we właściwe im miejsca, czyli do naszych organizmów.

                  Nie wszystkie zarazki i bakterie są groźne!
                  www.papilot.pl/medycyna/12103/NEGATYWNE-SKUTKI-NADMIERNEJ-HIGIENY-To-prawda-ze-czeste-mycie-skraca-zycie.html
                  • urquhart nadgorliwość i nadopiekuńczość też szkodzi 31.01.12, 18:04
                    kropeczka455 napisała:
                    > Badacze wciąż debatują nad przyczynami epidemii alergii, którą zaobserwować moż
                    > emy we współczesnych czasach. Gwałtownie wzrasta częstotliwość występowania pew
                    > nych chorób takich, jak astma, wyprysk, alergie układy oddechowego, zapalenie s
                    > tawów czy stwardnienie rozsiane. Co ciekawe, choroby te dotykają najczęściej kr
                    > aje wysoko rozwinięte, a są rzadkie lub zupełnie nie występują w biedniejszych
                    > częściach świata. Naukowcy ciągle szukają przyczyn takie stanu rzeczy

                    Rozwinę ten offTop może komuś pomoze. Mam swojeje zdanie na podstawie własnych doświadczeń a nie jedynie medalnych doniesień. Tułałem się przed wielu laty po wielu lekarzach z egzemą i skórnymi alergiami zamim trafiłem na sympatyczną dermatolog która prosząc żeby zostało to miedzy nami bo może za to wylecieć zaproponowała wywalenie wszystkich maści i niezwykłą owe czasy kurację: zero mycia, ręce najwyżej raz dzienne glicerynowym płynem nigdy mydłem. Pomogło po paru miesiącach i od dawna nie mam śladu. Dziś powoli staje się to powszechną wiedzą.
                    Podobnie w stosunku do dzieci, piewsze kąpane codziennie i hodowanie sterylnie chorowało ciąglę na astmę i alergię, wiec jeszcze bardziej małzonka była sterylna, lekarze nie mogli znaleźć przyczyny. Co do drugiego dziecka, żonę udało mi się przekonać do owej korelacji i do drastycznego obniżenia standartów higienicznych, rzadkiego mycia i efekt: nie ma żadnych podobnych alergicznych chorób. Zresztą najbardziej chyba przekonało ją jak zobaczyła u siostry dzieciaki w (tym taki pełzak o którym mowa) które nie wiedzą co to alergia śpią z psami na ich legowisku w kurzu i wyżeraja im z misek karme i żyją :)
                    • sebalda Re: nadgorliwość i nadopiekuńczość też szkodzi 31.01.12, 18:14
                      Celowo zrobiłam rozróżnienie: sterylność i podstawowe zasady higieny.
                      Bardzo dobrze wiem (zawodowo i praktycznie), że sterylność jest szkodliwa. Ale musi być złoty środek i w domu nie może być dowolny syf, gdy dziecko jest male i na etapie raczkowania. Przecież nikt się chyba nie zgodzi z tezą, żeby myć się raz na tydzień.
                      Przytaczacie jakieś mało wiarygodne dane, ja mam dostęp do bardzo dobrze zaprojektowanych i przeprowadzonych przez najważniejsze towarzystwa naukowe badań, nie wymyślam sobie teoryjek. Ale kogoś tak przekonanego o swoje nieomylności i tak nie przekonam.
    • franulina Re: mąż mi się psuje 31.01.12, 14:43
      Ach, skąd ja to znam.
      Ja tylko postrzegam całą sytuację nieco inaczej: dotychczas obowiązków było mało i dzieliliśmy je pół na pół (a nawet mąż miał trochę więcej, bo gotował codziennie, a ja nie sprzątałam każdego dnia). Teraz, po urodzeniu się dziecka, obowiązków jest więcej i wszystkie te, które doszły, są na mojej głowie. Muszę powiedzieć, że był to dla mnie potężny szok. Pamiętam jedną sytuację, dość symptomatyczną: dotąd mąż robił pranie i rozwieszał, a każde z nas układało swoje rzeczy do szaf. No i po urodzeniu dziecka, przy jednym z pierwszych prań, mąż przyniósł mi stertę dziecinnych rzeczy i po prostu walnął na łóżko. Nawet bez pytania, komentarza, czegokolwiek. Po prostu nawet mu do głowy nie przyszło, że układanie rzeczy dziecka do szafy może być jego obowiązkiem.
      Takich momentów było dużo, dużo więcej. Ja dziecko kąpię, przewijam, kładę spać, biorę na spacer, karmię (to na razie oczywistość, bo mały jest przy piersi), ja się z nim bawię, ja sprzątam, zmywam, zmieniam pościel, wynoszę śmieci, prasuję, ja wstaję do małego w nocy. Szczerze mówiąc, na razie nie ochłonęłam z szoku. Przeszła mi pierwsza wściekłość, trochę negocjuję warunki, ale niewiele się zmieniło. Ciekawe, że byłam przekonana, że mój mąż-partner z czystej przyzwoitości będzie brał na siebie różne rzeczy - a tu gucio. Rozczarowanie było wielkie. A dodam, że nie jestem na urlopie macierzyńskim, tydzień po porodzie siedziałam już przy zleceniach i nadal pracuję zawodowo, na ile mi sytuacja pozwala. Zarabiam teraz mniej niż mąż, ale bez tych pieniędzy na pewo byśmy się nie utrzymali.
      Jeśli mogę się jeszcze pożalić, to okropnie uwiera mnie też brak symetrii w zarządzaniu czasem. Mąż wychodzi kiedy chce i po prostu mnie o tym informuje. Oczywiście, nie szlaja się po imprezach ani nic takiego, ale jak musi dokądś pójść, to idzie. A ja muszę wszystko negocjować. Dzisiaj wyszłam do urzędu i do banku i po półtorej godziny zadzwoniłm, że chciałabym jeszcze coś załatwić. No i było gadanie, że on nie może tyle czasu siedzieć z dzieckiem, że on ma pilną pracę i mogę przedłużyć mój pobyt poza domem, ale pod warunkiem, że nie będę nigdzie wychodzić przez trzy najbliższe dni. Ach, gotuje się we mnie, jak słyszę takie teksty. Przecież staram się szanować czas męża, nie nadużywam (mam wrażenie) jego pomocy. Jak dwa razy wybuchła o to awantura, to mi oświadczył, że przeciętny mąż wychodzi z domu na dziewięc godzin dziennie, a on przecież jest dużo więcej. I to jest prawda, tylko że on w tym czasie pracuje, co na jedno wychodzi. A nie każda żona z miesięcznym dzieckim siada do roboty.
      No dobra, mój post nie jest konstruktywny, przepraszam, ale tak mnie poniosło.
      • urquhart mój post nie jest konstruktywny 31.01.12, 15:15
        franulina napisała:
        > No dobra, mój post nie jest konstruktywny, przepraszam, ale tak mnie poniosło.

        Z niekonstruktywnych postów, nie wiem czy to jakoś pocieszające ale mężczyżni statystycznie postrzegają ten okres jako znacznie gorszy w ich życiu niż ich partnerki, bo nie maja w zamian żadnego pozytywnego wzmocnienia jakim jest dla kobiety miłość macierzyńska i jej hormony.
        Wredne to jak cholera.
        www.emocje.net.pl/chcesz-miec-szczesliwe-malzenstwo-odpusc-sobie-macierzynstwo/
        • sebalda Re: mój post nie jest konstruktywny 31.01.12, 16:40
          A ja myślę, że gdyby facet podszedl do narodzin dziecka tak jak podchodzi do instrukcji obsługi nowego gadżetu elektronicznego, czyli dokładnie zapoznał się z wszelkimi aspektami tegoż, to wszystkim byloby łatwiej. Jestem głęboko przekonana, że gdyby facet rozumial i szanował zmiany, jakie zachodzą w życiu rodziny, zamiast się boczyć na żonę, że nie jest już taka wyluzowana, że nie poświęca mu tyle czasu co dawniej, że ciągle zmęczona, na jakiś czas by się zmobilizował, pomógł, okazał zrozumienie i wyrozumiałość, z postaci pierwszoplanowej na chwilę zszedł z piedestału swojej wyjątkowości, żonę otoczył po prostu troską i opieką, taka żona w zamian szybko dałaby mu niejedno pozytywne wzmocnienie:) Już choćby z samej wdzięczności, ale też dzięki temu, że nie byłaby taka zmęczona i sfrustrowana.
          Ale to wymaga odrobinę wysiłku, a dla wielu panów to stanowczo za dużo.
          Podkreślam, ten czas jest wyjątkowy, ale tez przejściowy, dziecko rośnie, potem nie wymaga już takiej nieustannej uwagi i troski, można nieco odpuścić, z czasem coraz bardziej. Za to zbudowane w tym czasie zaufanie żony do męża procentuje na całe życie.
        • sanciasancia Re: mój post nie jest konstruktywny 31.01.12, 17:32
          > Z niekonstruktywnych postów, nie wiem czy to jakoś pocieszające ale mężczyżni s
          > tatystycznie postrzegają ten okres jako znacznie gorszy w ich życiu niż ich par
          > tnerki, bo nie maja w zamian żadnego pozytywnego wzmocnienia jakim jest dla kob
          > iety miłość macierzyńska i jej hormony.
          Bo nie ma czegoś takiego jak miłość ojcowska do małego dziecka?
          Jakoś i mnie i męża strasznie nasze wspólne dziecko cieszy. Trudno byłoby mi określić kogo bardziej.
          • urquhart Re: mój post nie jest konstruktywny 31.01.12, 18:20
            sanciasancia napisała:
            > Bo nie ma czegoś takiego jak miłość ojcowska do małego dziecka?
            > Jakoś i mnie i męża strasznie nasze wspólne dziecko cieszy. Trudno byłoby mi o
            > kreślić kogo bardziej.

            Według Fromm'a jest przecież tak, iż kobieta kocha dziecko za to, że jest, instyktownie, natomiast mężczyzna kocha je za to, kim jest, wiec to relacja która może sie rozwinąć kiedy dziecko jest starsze. I tak ja to przeżywałem.
            Piszą jednak że grupa mężczyzn o kobiecej psychice reaguje na malucha podobie jak kobieta wiec jest im łatwiej (test Sandry Lipsitz Bem).
            • sanciasancia Re: mój post nie jest konstruktywny 31.01.12, 18:48
              Powiem chłopu, który robi w najbardziej zmaskulinizowanej dziedzinie o jakiej słyszałam, że ma kobiecą psychikę, bo reaguje na córkę, równie entuzjastycznie, jak ja. Pewnie się ucieszy, jest za równością. A poza tym strasznie się martwią, że wśród nich jest tak mało kobiet. Może np. zostanie "honorową kobietą" w projekcie.

              Na dziecko się po prostu trzeba otworzyć. I może faktycznie kobiecie jest łatwiej niż mężczyźnie, bo na jej korzyść działają hormony, a na jego niekorzyść normy społeczne. A prawda jest taka, że im więcej mężczyzna otwiera się na dziecko, tym więcej zyskuje, bo "projekt dziecko" i obserwacja, jak młody człowiek rośnie, może być fantastyczną przygodą z psychologii, psychologii rozwojowej, neuronauki itp. Tylko się trzeba otworzyć na doświadczenia określane jako kobiece. A, że synonimem kobiecego jest deprecjonujące, to mamy siedmiominutowych tatusiów, począwszy od zapłodnienia aż do wybycia dziecka z domu.

              ps. Fromma, nie Fromm'a.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka