Dodaj do ulubionych

Brak motywacji

31.05.12, 10:25
Jestem mamą, dzieci w wieku 4 latka i 2. I czujęsię złą matką. Męczą mnie, mam dość sprzątania, obowiązki domowe mnie przytłaczają, z trudem wykonuję swoje obowiązki. Gotuję, z tym jest ok, małe mają codziennie obiad. Ale nienawidzę sprzątania, nie potrafię wziąć się w garść, ciągle coś odkładam na następny dzień. I mam odromne wyrzuty sumienia, że w domu bałagan, że nie potrafię się zorganizować. czuję się strasznym leniem. Dziewczyny dajcie mi kopniaka. Chcę się zmienić, ale nie mam motywacji. Codziennie to samo. Te same problemy, ten sam bałagan. Jestem do niczego. Nienawidzę siebie. Pomóżcie
Obserwuj wątek
    • twoj_aniol_stroz Re: Brak motywacji 31.05.12, 11:23
      A kiedy ostatni raz zrobiłaś coś dla siebie, żeby sobie zrobić przyjemność? Kiedy ostatni raz czytałaś dobrą książkę, poszłaś na spacer sama ze sobą, byłaś u fryzjera i kupiłaś sobie nowy, fajny ciuch? Hę? No ja się pytam?
      No! No to po mojemu zamiast wyżymać się niczym ścierkę do podłogi zaopiekuj się choć przez chwilę sobą. Zrób dla siebie coś. To nie jest tak, że mając dzieci masz stracić z oczu cały świat, nie dostrzegać swoich potrzeb i funkcjonować niczym niezawodny robot wieloczynnościowy. Tak, dzieci mają dostać coś do jedzenia, muszą być zaopiekowane, jak najbardziej trzeba się z nimi bawić, trzeba dopieszczać, ale żeby mieć na to siłę, to najpierw musisz Ty mieć naładowany akumulator radości. Jeśli Ty nie czujesz się dobrze, nie jesteś szczęśliwa, to jak masz dać energię, radość i szczęście dzieciom? Skąd niby masz to wziąć?
      Chrześcijańskie przykazanie miłości mówi: kochaj bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO! No! To teraz w ramach kopa w tyłek na rozpęd lekcja pierwsza czyli uczysz się kochać siebie po to by móc kochać swoich bliźnich w osobach swoich dzieci :) A praca domowa jest taka: wybierz jedną z rzeczy i zrób:
      1. idź sama na spacer
      2. 15 minut dziennie czytaj dobrą książkę
      3. idź do fryzjera
      4. idź do kina (nie na bajkę!!!)
      5. zrób sobie odprężającą kąpiel z pachnącymi olejkami
      6. zrób to co 6 lat temu sprawiało Ci radość
      Powodzenia!
    • franulina Re: Brak motywacji 31.05.12, 12:04
      Po pierwsze, podpisuję się pod tym, co napisała poprzedniczka. Obydwiema rękami!

      Po drugie: weź kogoś do pomocy. Ja wiem, że to czasem bywa trudne do zrobienia, ale rozważ kilka możliwości:
      - mąż/partner (jeśli jest, nie piszesz, czy jesteś sama, czy w związku). Nie radzę Ci stawiać sprawy ostro, jak to można wyczytać w wielu miejscach ("to też jego dzieci, niech się zajmuje!"), bo to ma nikły skutek i prowadzi do potwornej frustracji (nie radzę sobie z dziećmi, jestem uległa wobec męża...). Raczej metodą małych kroków, sugestii, próśb, wymian (dziś po południu popilnujesz dzieci, a ja zrobię ekstra kolację w sobotę, albo coś tam innego, na czym mężowi zależy).
      - babcia, jedna bądź druga.
      - opiekunka. Nie wiem, jaką masz sytuację finansową. W Warszawie pani do dziecka kosztuje ok. 10 zł za godzinę, pewnie można znaleźć taniej - jakąś uczennicę czy studentkę. Wzięcie pomocy na jeden dzień w tygodniu to wydatek ok. ośmiu dych, w miesiącu ok. 250 zł. Może Was stać?
      - pani do sprzątania. Generalne porządki w trzypokojowym mieszkaniu w Warszawie to ok. 80-100 zł. Ja mam taką pomoc, pani przychodzi raz na dwa tygodnie. To jest TAKA ULGA!!!! Serio, masz pachnący czystością dom i przez trzy-cztery dni nie musisz zmywać podłóg, o ścieraniu kurzu z półek w ogóle zapomniałam, tak samo o pastowaniu, wanna wyszorowana, więc tylko przecieram, kibel czysty, lustra pozmywane, w kuchni wszystko czyściutkie, łącznie z zapasem słoików pod sufitem. Ogarnięcie domu, w którym raz na dwa tygodnie ktoś robi generalny porządek to jest zupełnie inna bajka. Rozważ to koniecznie!
      - sąsiadka/ koleżanka: może masz możliwość wymienienia się opieką do dziecka? Dziś twoje dzieci u mnie, jutro moje u ciebie.
      - żłobek. przedszkole/ klubik.

      I teraz najważniejsze:
      Załatw sobie tyle wolnego czasu, żeby nie poświęcać go na sprzątanie. Albo nie tylko. Zorganizuj sobie czas dla siebie: na spacer, na zakupy ciuchowe, na wycieczkę, na plotki, na odwiedzenie rodziny - co tam chcesz, co Ci sprawi przyjemność i da odpocząć głowie.

      Inna droga: idź do pracy, najlepiej na pół etatu, jeśli jesteś związana z dziećmi. Może jest taka możliwość? Nawet jeśli cała Twoja wypłata pójdzie na opiekę do dzieci, to będzie to dla Ciebie higiena psychiczna. Serio, serio.

      Pozdrawiam ciepło i zapraszam na forum dla mam (emamy, niemowlę, małe dziecko).

      F.
      • asia.xyz Re: Brak motywacji 31.05.12, 22:42
        Moja kolezanka tez maiala problem z wyzutami sumienia za balagan szczegolnie jak sie u mnie napatrzyla. Ja jej powiedzialam krotko. Ja robie to co mnie odpreza i co mi sprawia przyjemnosc i wtedy kiedy mi sie chce a ze lubie sprzatac to mam czysto to taki skutek uboczny. Jak mi sie nie chce to nie sprzatam i nic nikomu do tego. I jej poradzilam zeby olala i cieszyla sie tym co robi. Mi sie zdarza ze jak mam cos ciekawszego to czasem i zakupow nie zrobie czy obiadu nie ugotuje i nikt z glodu nie umiera. Wysle sms-a mezowi zeby przynosl cos po drodze i tyle.
        I ogolnie staram sie z dzieciakami robic to co lubie czyli wjscia do parku, muzeum, teatr, spotkania w kubikach i z kolezankami. W ten sposob mozna naprawde cieszyc sie zyciem. Jesli to nie dla ciebie to idz do pracy. Dzieci beda mialy zajecie w przedszkolu a ty odskocznie. Powodzenia i grunt to sie sama nie doluj. Z balaganu jeszcze nikt nie umarl
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Brak motywacji 31.05.12, 23:34
      bellaana napisała:


      > nie potrafię wziąć się w garść,
      i
      Dziewczyny dajcie mi kopniaka. Chcę się zmien
      > ić, ale nie mam motywacji. Codziennie to samo. Te same problemy, ten sam bałaga
      > n. Jestem do niczego. Nienawidzę siebie.

      Przy takim postrzeganiu siebie, przy takim dialogowaniu ze sobą nie pomoże najlepsze SPA, najlepsza praca, najtrafniej dobrane odprężenie.
      Takie myślenie popsuje każdą przyjemność czy też racjonalną decyzję.
      Motywacji trzeba poprzeć zmianą myślenia o sobie , nie postrzeganie siebie jako kogoś kto zasługuje na kopniaka.
      Pani myśli " nie lubię sprzątać więc jestem leniwym brudasem" może i powinna zamienić na "nie lubię sprzątać i mam bałagan , ale za to jak świetnie gotuję " lub "nie lubię sprzątać i mam bałagan ale za to lubię gotować".
      Jeśli sama nie zapanuje Pani nad takimi automatycznymi myślami, może warto skorzystać z jakiegoś krótkoterminowej terapii grupowej. Może w jakieś kobiecej grupie przy kobiecych fundacjach. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • mskaiq Re: Brak motywacji 31.05.12, 23:58
      Myślę że te uczucia że jesteś złą matką i to że nic nie chce ci sie robić w domu
      kryją sie inne problemy, które w taki sposób się objawiają.
      Ty starasz się zmusić do obowiązków i pewnie nie raz już próbowałaś ale jest
      opór który jest silniejszy od ciebie.
      Musisz zobaczyć co ciebie złosci, co przeszkadza ci być dobra matką.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • bellaana Re: Brak motywacji 01.06.12, 08:42
      Dziękuję Pani Agnieszko. Ma Pani rację, to poczucie,że jestem złą matką, bo nie sprzątam, wisi nade mną jak złe fatum. Porządek warunkuje moje dobre samopoczucie,sprawia,że czuję się osobą wartościową. Dlatego teraz czuję się zerem. Nic nie sprawia mi przyjemności. Zresztą czuję, że nie zasługuję na nic dobrego. W związku z tym czuję się totalnie zdemotywowana. I czuję, że inni też mną gardzą. Jak zmienić to myślenie? Chcę żeby radość z żyia powróciła. Mam fajne dzieci,kochającego męża ...
      • aqua48 Re: Brak motywacji 01.06.12, 08:56
        bellaana napisała:

        > Dziękuję Pani Agnieszko. Ma Pani rację, to poczucie,że jestem złą matką, bo nie
        > sprzątam, wisi nade mną jak złe fatum. Porządek warunkuje moje dobre samopoczu
        > cie,sprawia,że czuję się osobą wartościową. Dlatego teraz czuję się zerem.

        No, kobieto, trochę kurzu i bałagan, albo idealny porządek w szafie nie kwalifikują Cię jako człowieka lepszego czy gorszego. Zastanów się i oblicz czy nie stać by Was było na panią do sprzątania przynajmniej raz na dwa tygodnie? Albo choćby taką, ktora przyjdzie co parę dni i poprasuje? Mnóstwo kobiet tak właśnie sobie radzi ze sprawami które je przerastają kiedy dzieci są małe, a zmęczenie i natłok obowiązków wszechogarniające.
        I koniecznie rób sobie raz na tydzień dzień, albo choćby pół dnia przyjemności, bez zastanawiania się i rozliczania czy na to zasługujesz czy nie. Bo zasługują Twoje dzieci i mąż, na matkę i żonę zadowoloną i wypoczętą. Zrób to najpierw dla nich, a jak już się przyzwyczaisz to i dla siebie.
      • twoj_aniol_stroz Re: Brak motywacji 01.06.12, 09:37
        Jest taki genialny zestaw płyt pt "wartość człowieka" do kupienia w internecie. To są rekolekcje ks Grzywocza. Wbrew pozorom o Bogu jest niewiele, więc spokojnie mogą tego posłuchać nawet ateiści. On w genialny sposób pokazuje jak buduje się niskie poczucie własnej wartości, co sprawia, że postrzegamy siebie tak a nie inaczej. Szczerze polecam :)
        A tak tu i teraz to odpowiedz sobie (nie nam na forum) co powoduje, że widzisz siebie przez pryzmat porządku w domu. Dlaczego to właśnie porządek jest tym co świadczy według Ciebie o wartości człowieka? Dlaczego fakt, że umiesz gotować jest mniej ważny od tego, czy masz lub nie masz porządku w domu?
        Kiedyś też bardzo krytycznie na siebie patrzyłam, nadal z resztą to robię, ale już to dostrzegam i z tym walczę. Ja jestem potworny bałaganiarz, ale to naprawdę potworny. Uświadomiłam sobie, że moim problemem jest po pierwsze niedostrzeganie bałaganu (ja tego naprawdę nie widzę, miotam się, mam mało miejsca w dużej kuchni, ale nie dostrzegam tego, że da się sprzątnąć blat i mieć miejsce - nie dostrzegam i już), a po drugie jakaś taka nieumiejętność efektywnego sprzątania. Objawia się to w prosty sposób: w wazonie są przekwitnięte kwiaty. Co ja zrobię? Ano wezmę wazon i powędruję z nim do kuchni po to by do śmieci przeładować te opadające kwiatki. Efekt: cała droga jest usłana płatkami niczym po procesji Bożego Ciała, dookoła śmietnika podobnie. Czyli roboty że hej. No i kiedyś jak urzeczona patrzyłam jak robi to koleżanka, która ma czyściutko w domu i uwielbia sprzątać. Otóż ona w tej sytuacji wzięła worek na śmieci, założyła go na te opadające kwiatki i wyciągnęła cały bukiet do worka. Ani pół płatka na podłodze jednym ruchem! Ależ to było odkrycie!
        No i dawniej ja siebie biczowałam, że mam bajzel, że nie posprzątałam, że inni mają czyściutko, a u mnie wieczny pieprznik. Dziś nauczyłam się w tym widzieć proste stwierdzenie faktu a nie oskarżenie. No faktem jest, że właśnie jak powyżej opisałam, mam pewne cechy takie a nie inne, ale mam też cechy pozytywne jak choćby właśnie umiem smacznie gotować, uwielbiam karmić ludzi i sprawia mi to autentyczną radochę, robię genialne dżemy i soki, po które ustawiają się kolejki rodziny i przyjaciół, a ostatnio odkryłam jeszcze jedną frajdę: nalewki i teraz wszystko co mi w łapy wpadnie przerabiam na pyszne naleweczki :D A sprzątanie? A przychodzi raz w tygodniu genialna pani Grażynka, która nie uciekła z domu na widok totalnego bałaganu wszędzie, ale sukcesywnie pomieszczenie po pomieszczeniu uporała się z tym syfem, nawet pokonała spiżarnię, co po mojemu, było niemożliwe ;) I teraz ona ogarnia chałupę solidnie raz w tygodniu, a ja mogę się zająć tym co uwielbiam robić, czyli przetworami, robieniem na drutach i paroma jeszcze rzeczami. Dzieci mają trochę obowiązków bieżących, ja też nauczyłam się pilnować choć trochę porządku i jest dobrze :)
        Tobie własnie tego zyczę: żebyś nauczyła się patrzeć na siebie na zasadzie stwierdzania faktu a nie oskarżenia i powoli ucz się kochać siebie taką jaka jesteś :)
    • amb25 Re: Brak motywacji 01.06.12, 10:07
      Ja mam to samo plus nie cierpie gotowac.
      ALe nigdy nie myslalm sobie jako o czlowieku, ktory jest do niczego. Raczej myslalm jak czlowieku, ktrory podjal zla decyzje - oj czemu ja sobie nie wzielam meza ktory przynajmniej lubi gotowac....
    • franulina Re: Brak motywacji 01.06.12, 11:54
      Twoje przeżycia są mi bardzo bliskie, bo przechodziłam przez to samo, zanim zaszłam w ciążę. To był taki okres, kiedy miałam problem z zabraniem się za cokolwiek - wszystko przeciekało mi przez palce, czas gdzieś się ulatniał nie wiadomo gdzie. Bałagan w domu to było jedno wielkie oskarżenie: nic nie robisz, leniwa kobieto! On mnie zresztą też paraliżował. Powinnam, dajmy na to, załatwić coś w urzędzie, więc sobie postanawiałam, że "jak tylko posprzątam" to się tym zajmę. I nie sprzątałam, bo nie byłam w stanie, więc wszystko inne też leżało odłogiem. Myślę, że znajdowałam się wtedy w stanie na pograniczu depresji, miałam też straszny stres w pracy (jestem tłumaczką, pracuję we własnym rytmie), spowodowany tą własnie sytuacją. Wyglądało to tak: wstawałam rano, żeby usiąść do tłumaczenia. A wszędzie syf. No to sobie myślałam: "ogarnę tu i się zabieram do roboty". Ale nie byłam w stanie, no to otwierałam gazetę, albo książkę, albo internet, albo umawiałam się z koleżanką na kawę. Trwało to ileś dni, potem zbliżał się termin oddania tłumaczenia, więc zarywałam noce (cały czas w syfie), zawalałam terminy, szukałam usprawiedliwień, nie otwierałam poczty, nie odbierałam telefonów, no koszmar po prostu.
      Mój mąż przez kilka lat proponował mi zatrudnienie pani do sprzątania, za którą był gotowy płacić, bo widział, co się dzieje. A ja się nie chciałam zgodzić, bo miałam wdrukowane, że pani domu powinna dbać o czystość. Moja mama jest pedantką, mieszkanie u niej po prostu lśni i przez całe życie słyszałam, że kto zatrudnia panią do pomocy, to "jest jakiś dziwny" i "chyba po prostu leń". Łatwiej mi było pójść do psychologa niż zatrudnić sprzątaczkę.
      Aż zaszłam w ciążę, wyczekaną, po leczeniu, i wreszcie poczułam się usprawiedliwiona: bo przecież "nie powinnam się wysilać". Ciąża była trudna - nie zagrożona, ale miałam mnóstwo dolegliwości, bolały mnie plecy, drętwiały nogi itd.
      No i pani do sprzątania przyszła. To był CUD! OBJAWIENIE! W końcu było w mieszkaniu w przybliżeniu tak, jak u mojej mamy, a ja zamiast zamartwiać się syfem wzięłam się do tych wszystkich rzeczy, które leżały odłogiem. Nie mogę uwierzyć, że przez taką idiotyczną sprawę straciłam dobre trzy lata życia. Sprzątaczka pomogła mi bardziej niż psycholog. Serio.

      No. Się wygadałam.


      Pozdrowienia,

      F.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka