sari5
11.06.12, 11:01
i rzucilam sie na meza z piesciami:( dalam sie sprowaokowac. zwykla rozmowa przerodzila sie w jego ataki na mnie. mowil mi mnostwo przykrych slow. uderzal tam gdzie boli mnie najbardziej- tak wyrachowana perfidia. probowalam rozmawiac, tlumaczyc mu, ze wiem jakie sie za tym kryja mechanizmy psychologiczne.slowa,slowa, slowa. tlumaczenie jak krowie na rowie, a on z zimna krwia docinal mi dalej. probowalam sobie to jakos tlumaczyc, ze nie powinnam dac sie prowokowac,odciac sie jakos od tych pomyj, ktore na mnie wylewa. ale niestety teoria sobie, a emocje i nerwy sobie. i jak trafil w moj czuly punkt to nie wytrzymalam i sie na niego rzucilam. poczulam sie po prostu juz bezsilna i nerwowo nie wytrzymalam. teraz zle sie z tym czuje i moze nawet bym go przeprosila, ale to tylko utwierdzi go w przekonaniu, ze to ja jestem tam zla. nie wiem co robic:( zadne slowa do niego nie trafiaja, bo jak chce byc wredny to jest wredny...