Dodaj do ulubionych

nie wytrzymalam

11.06.12, 11:01
i rzucilam sie na meza z piesciami:( dalam sie sprowaokowac. zwykla rozmowa przerodzila sie w jego ataki na mnie. mowil mi mnostwo przykrych slow. uderzal tam gdzie boli mnie najbardziej- tak wyrachowana perfidia. probowalam rozmawiac, tlumaczyc mu, ze wiem jakie sie za tym kryja mechanizmy psychologiczne.slowa,slowa, slowa. tlumaczenie jak krowie na rowie, a on z zimna krwia docinal mi dalej. probowalam sobie to jakos tlumaczyc, ze nie powinnam dac sie prowokowac,odciac sie jakos od tych pomyj, ktore na mnie wylewa. ale niestety teoria sobie, a emocje i nerwy sobie. i jak trafil w moj czuly punkt to nie wytrzymalam i sie na niego rzucilam. poczulam sie po prostu juz bezsilna i nerwowo nie wytrzymalam. teraz zle sie z tym czuje i moze nawet bym go przeprosila, ale to tylko utwierdzi go w przekonaniu, ze to ja jestem tam zla. nie wiem co robic:( zadne slowa do niego nie trafiaja, bo jak chce byc wredny to jest wredny...
Obserwuj wątek
    • sorvina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 11:30
      >nie wiem co robic:( zadne slowa
      > do niego nie trafiaja, bo jak chce byc wredny to jest wredny...

      Ja widzę 2 opcje:
      - terapia małżeńska, która może pomóc jeśli facet nie jest podły z premedytacją, tylko nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo rani (bezrefleksyjnie powiela wzorce z domu). A uwierzy tylko gdy powie mu to jakiś autorytet - fachowiec. Może pomóc wypracować inne metody komunikacji i radzenia sobie z emocjami w związku. Oczywiście małżonek musi chcieć. Czasem takie osoby zmusza tylko realna groźna rozwodu.
      - gdy pkt 1 nie jest możliwy - odejść
      Jeśli mąż stosuje wobec ciebie przemoc psychiczną i uważa, że to jest ok, to nie przekonasz go, że jest inaczej. Nie nauczysz dorosłej osoby empatii! Znam takie osoby, nawet świętego w końcu wyprowadzą z równowagi. Ile można słuchać wbijanych szpil, gdy bliska osoba wie gdzie boli najbardziej. Jeśli jednak jesteś już w takim stanie, że tracisz panowanie nad sobą i rzucasz się z pięściami, przydała by Ci się terapia i przerobienie nazbieranych emocji.

      Obserwowałam kiedyś taką parę, tylko, że rolę zimnego agresora pełniła żona. Ciosała kołki na głowie męża, a on cicha woda, ustępował dla świętego spokoju, aż się w nim nazbierało i po kilku godzinach ciągłych wymówek w końcu wybuchał. Wtedy on był tym złym, podłym co się na niej wyżywa. Jednak pomimo, że uważam, że miał moralne prawo bronić się przed jej agresją tak jak potrafi, to po ochłonięciu powinien zrozumieć, że to jego wcześniejsza uległość i nieszanowanie swoich granic na bieżąco, doprowadzały do eskalacji konfliktu. A tak po takiej awanturze on znów miał kaca moralnego i jakiś czas pozwalał po sobie jeździć. Żona i tak by nie uznała jego prawa do stawiania granic jej jazdom emocjonalnym, ale wtedy, szanując siebie mógłby odejść, zamiast się łudzić, że coś się zmieni. Z czasem zmieniło się tylko na gorsze, bo takie zachowania się wzmacniają.

      Wiesz już, że nazwanie manipulacji po imieniu nie działa. Mąż ma to gdzieś. Pytanie co zamierzasz z tym zrobić. Nie jak do niego trafić, tylko co zamierzasz zrobić z tym, że do niego nic nie trafia.
      • sebalda Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 14:25
        Uderzenie kogoś jest naganne i gdy mówimy, że to on sprowokował, dajemy tym samym takie samo prawo jemu: on też kiedyś nam powie, że nas na przykład opluł, bo go sprowokowałyśmy. Dlatego takie zachowanie jest pod każdym względem złe, złe z racji samego zaistnienia, z racji naszego nieopanowania (a ja świetnie to rozumiem, bo wiele razy byłam doprowadzana słowami do skraju rozpaczy) i z racji tego, że daje argumenty do ręki osobie, ktora de facto sama jest agresorem, ale bardziej wyrafinowanym.
        Jeśli mleko już się rozlało, trzeba ponieść konsekwencje. Uważam, że nalezy męża przeprosić, ale z wyraźnym zaznaczeniem, że przepraszasz za sam wybuch niekontrolowanej złości, natomiast Twoje prośby i tłumaczenia w kwestii stosowanych przez niego zagrywek i słów pozostają w mocy.
        No i nigdy, przenigdy więcej nie daj się tak sprowokować, musisz to sobie solennie obiecać.
        • sorvina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 14:43
          Uderzenia w tej sytuacji nie można usprawiedliwić, ale można zrozumieć. Moim zdaniem trzeba widzieć to wszystko we właściwych proporcjach. Mąż stara się udowodnić, że wybuch złości był niczym nieuzasadniony, że tylko żona ma problem, a tak nie jest. Żona nie powinna przyjąć na siebie winy za całość sytuacji - zachowanie męża. Natomiast jeśli widzi, że przestaje kontrolować emocje do tego stopnia, że ucieka się sama do przemocy fizycznej, to ma problem z którym musi coś zrobić. Mogła np. stwierdzić "nie będę z tobą w ten sposób rozmawiać, jeśli nie przestaniesz - wychodzę i po chwili wyjść. Jak się nie dało do drugiego pokoju bo facet podążał za nią, to na zewnątrz na spacer. A potem się zastanowić po co ONA jest w związku, w którym facet ją tak traktuje. Bo on się pewnie nie zmieni, ale ona swoje podejście i zachowanie zmienić może.
          Nie ma ofiar, są tylko ochotnicy. Autorka może nie jest w stanie zmusić męża do zmiany zachowania, ale tylko na własne życzenie z taką osobą jest.
        • sorvina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 14:52
          Sebalda, pytanie tylko po co uczyć się żyć z takim wrednym agresorem? Opisujesz wskazówki jak nie dać się podejść, jak nie dać mu argumentów. A ja mam pytanie - po jaką cholerę z kimś takim w ogóle budować związek? To ma być małżeństwo czy pole bitwy?
          Mąż może sobie roić różne rzeczy, dawać sobie przeróżne prawa, to nie znaczy, że mamy mu w tym przytakiwać. Przeprosić za własną agresję - owszem, ale bez poczucia winy. To, że stwierdzenie, że ktoś się prosił o jakąś reakcję jest nadużywane przez przemocowców, nie znaczy, że nie pasuje do pewnych sytuacji, gdy ktoś wychodzi z siebie by sprowokować drugą osobę. Powinien ponieść tego konsekwencje, aczkolwiek nie przemocą na przemoc.
          • sebalda Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 15:35
            Sorvino, zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś, ale uważam, że mamy tutaj za mało danych, żeby rozstrzygać. Wiemy tylko, że jest konflikt, że żona czuje się atakowana i podczas kolejnego ataku posunęła się do rękoczynów. I ja też uważam, że tego nie można usprawiedliwiać, ale w pewnych okolicznościach można zrozumieć. Tyle, że my ty okoliczności nie znamy. Nie wiemy, skąd konflikt, na jakim tle, jakie słowa padły i jakie rany tymi słowami zostały zadane. Dlatego nie możemy od razu radzić: rozwiedź się!
            Ja tylko uczulam, że nie można sie posuwac do rękoczynów, bo to niczego nie rozwiązuje, a tylko daje satysfakcję temu, któremu udało się sprowokować. Dlatego, żeby wyjśc z twarzą i nie słyszec za każdym razem (a tych razów jeszcze pewnie trochę będzie, bo nawet gdyby autorka postanowiła się rozstać z mężem, to sprawa rozwodowa się ciągnie) bo to TY MNIE UDERZYŁAŚ! I nawet nie przeprosiłaś!, trzeba przeprosić, ale tylko i wyłącznie za to, za nic innego.
            I powiedzmy sobie szczerze: co byśmy odpowiedziały mężczyźnie, który opisałby taką sytuację? Damski bokser? Agresywny drań?
            • sorvina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 16:05
              No tak. Ja wyszłam z założenia, że skoro żona starała się wytłumaczyć mężowi mechanizmy jakie stosuje, to już trwa to od jakiegoś czasu i ona próbowała to zrozumieć i coś z tym zrobić. Bezsilność i nerwy wzięły górę. Teraz przyznała, że chodzi na terapię, ale skupia się na niej TYLKO na tym jak zmienić męża. Właśnie zastanawia mnie to podejście:w ogóle nie skupia się na sobie, nie wspomina by się choć zastanawiała nad odejściem. Czuje się tylko sfrustrowana, że mąż się nie zmienia. Przypomina to kobiety kochające za bardzo.
              Moim zdaniem przy długotrwałej przemocy powinno być na poważnie rozważane odejście.
              Jeśli go nie ma to coś jest nie tak z instynktem samozachowawczym i tak naprawdę nadal chce się coś w tym związku ugrać. W jakiś sposób to co się dzieje jest wygodne (bo np. znane i oswojone).

              > I powiedzmy sobie szczerze: co byśmy odpowiedziały mężczyźnie, który opisałby t
              > aką sytuację? Damski bokser? Agresywny drań?

              Ja akurat znam odwróconą sytuację i potrafię zrozumieć faceta, któremu żona urządza piekło. Ale nie usprawiedliwiam go, gdy na co dzień nic nie robi, od żony nie odważy się odejść, a jak już luba doprowadzi go do białej gorączki to rzuca meblami po ścianach. Za pierwszym razem powinno przyjść otrzeźwienie i zmiana. Za któryś razem to jest już akceptacja sytuacji w tym własnej przemocy.
      • mama_myszkina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 16:22
        Jednak pomimo, że uważam, że miał moralne prawo bronić się przed jej agresją tak jak potrafi, to po ochłonięciu powinien zrozumieć, że to jego wcześniejsza uległość i nieszanowanie swoich granic na bieżąco, doprowadzały do eskalacji konfliktu.

        Rozumiem, że identyczne sądy wydajesz kiedy to kobieta unika zaczepek męża i w koncu dostaje od niego w gębę?

        Ignorowanie agresji to jest sposób radzenia sobie z nią. Jeśli widzisz w tym prowokację, to może poczytaj trochę o temacie.

        'Stawianie granic' jak to określasz w sytuacji, kiedy jedna strona najeżdża na drugą prowadzi do tego samego - do eskalacji konfliktu.

        • sorvina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 18:47
          mama_myszkina napisała:

          >Rozumiem, że identyczne sądy wydajesz kiedy to kobieta unika zaczepek męża i w koncu dostaje od niego w gębę?
          >Ignorowanie agresji to jest sposób radzenia sobie z nią. Jeśli widzisz w tym prowokację, to może poczytaj trochę o temacie.

          Z tego co rozumiem, rozmawiamy tutaj o sytuacji gdy jedna strona manipuluje i konsekwentnie rani i drażni drugą aż ta straci panowanie nad sobą i "broni się" podniesieniem ręki, a nie "kiedy to kobieta unika zaczepek męża i w koncu dostaje od niego w gębę".
          Nigdzie nie pisałam, że ignorowanie agresora jest prowokowaniem do agresji, raczej, że jest przyzwalaniem na nią. Nie wyciąganiem żadnej konsekwencji. Nie w perspektywie jednego dnia, ale często miesięcy czy nawet lat.

          >'Stawianie granic' jak to określasz w sytuacji, kiedy jedna strona najeżdża na drugą prowadzi do tego samego - do eskalacji konfliktu.

          W ogniu awantury tak, nie powinno się jej ciągnąć przy takich emocjach. Ale w opisywanej przeze mnie sytuacji wcześniej było bardzo wiele momentów sprawdzania, na ile można było sobie pozwolić wobec drugiej osoby, a druga osoba nie reagowała, tłumiła w sobie emocje, a potem one narastały do takiego stopnia, że przy znacznie większej dawce złośliwości z drugiej strony straciła nad sobą kontrolę.

          Jeśli kobieta/mężczyzna widzi, że wchodzi w rolę ofiary, powinna zacząć szukać przyczyn. Chwała autorce, że poszła na terapie. Niestety nie doprowadzi jej daleko skupianie się na tym jak zmienić męża, zamiast co ją trzyma, co stanowi jej podatność i jak się wzmocnić.
          • mama_myszkina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 22:26
            Wierz mi, że Twoje 'pozwolenie' lub 'niepozwolenie' na agresję mało obchodzi agresora. Jak ktoś chce awantury, to zarówno milczenie jak i 'stawianie granic' będzie dobrym pretekstem.
            • sari5 Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 22:37
              mama_myszkina napisała:

              > Wierz mi, że Twoje 'pozwolenie' lub 'niepozwolenie' na agresję mało obchodzi ag
              > resora. Jak ktoś chce awantury, to zarówno milczenie jak i 'stawianie granic' b
              > ędzie dobrym pretekstem.

              WLASNIE!!! ja sobie moge mowic, ze sobie czegos nie zycze i co z tego jesli to robi? a odejsc nie jest tak latwo. on nie chce nic zmienic, ani sie wyprowadzic, wiec co? ja mam byc ta frajerka i ulatwic mu zycie? zostawic mu dom i wyniesc sie gdzie? pod most?
              • sari5 Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 22:44
                nie, nie skupiam sie nad tym jak zmienic meza. probuje pracowac nad SWOIM nastawieniem, a on mi to tylko utrudnia np wysmiewa te moje psychologiczne wywody, terapie itp to ze ja cos robie z soba jest dla niego dowodem, ze slusznie, bo to ze mna cos nie halo. on jest z siebie zadowolony, a ja mam sie odpierd...i dac mu swiety spokoj. super-tylko ze ja tez chce swietego spokoju, i jak mam go do tego zmusic, zeby sie odwalil? ilez mozna powtarzac w kolko:nie zycze sobie, zebys sie wypowiadal na moj temat, krytykowal non stop moj wyglad , charakter itp a on w kolko to robi. to co mam zrobic zeby sie zamknal?
              • sorvina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 23:27
                sari5 napisała:

                > WLASNIE!!! ja sobie moge mowic, ze sobie czegos nie zycze i co z tego jesli to
                > robi?

                A co robisz po tym jak nadal to robi? Czy ponosi jakiekolwiek konsekwencje swojego zachowania? Czy ma nadal obiad na stole i seks ? Nie chodzi mi o karanie, tylko o zwykłe szanowanie swoich uczuć.

                >a odejsc nie jest tak latwo. on nie chce nic zmienic, ani sie wyprowadzic
                > , wiec co? ja mam byc ta frajerka i ulatwic mu zycie? zostawic mu dom i wyniesc
                > sie gdzie? pod most?

                Jeśli po rozwodzie zostanie w domu będzie musiał Cię spłacić. Jeśli będziesz nagrywać jego ataki, zbierzesz dowody na rozwód z jego winy i będziesz miała szansę na alimenty, jeśli po rozwodzie twoja sytuacja finansowa się pogorszy.
                Pozostanie z nim by zrobić mu na złość nie jest dobrym pomysłem. Odchodząc nie ułatwisz mu życia, bo straci ulubioną metodę do podnoszenia sobie samooceny. Odejść niekoniecznie będzie łatwo, ale czy tak bardzo trudniej niż wytrzymywać to wszystko dzień po dniu? Fakt, że czujesz, że nie masz dokąd odejść i on o tym wie, sprawia, że ty jesteś słabsza a on pewniejszy.

                > nie, nie skupiam sie nad tym jak zmienic meza. probuje pracowac nad SWOIM nasta
                > wieniem, a on mi to tylko utrudnia np wysmiewa te moje psychologiczne wywody, t
                > erapie itp to ze ja cos robie z soba jest dla niego dowodem, ze slusznie, bo to
                > ze mna cos nie halo. on jest z siebie zadowolony, a ja mam sie odpierd...i dac
                > mu swiety spokoj. super-tylko ze ja tez chce swietego spokoju, i jak mam go do
                > tego zmusic, zeby sie odwalil? ilez mozna powtarzac w kolko:nie zycze sobie, z
                > ebys sie wypowiadal na moj temat, krytykowal non stop moj wyglad , charakter it
                > p a on w kolko to robi. to co mam zrobic zeby sie zamknal?

                Skoro tak jest to nie dziel się z nim swoimi uświadomieniami z terapii.
                Kurcze, wiem jak to boli. Mnie matka wysłała do wariatkowa by udowodnić, że to ze mną jest coś nie tak. Całe szczęście psychiatrzy i psycholodzy nie dali się zmanipulować, wręcz byli pierwszymi osobami, które powiedziały mi, że ze mną wszystko ok.
                Owszem, nie miałam od razu środków na wyprowadzkę. Ale sama świadomość, że to szykuję, że nie jestem bezsilna i skazana na te szykany przez całe życie, dodawała mi sił. A rodzinie mówiłam całkowite minimum. Nie wiedzieli nic o mojej terapii, pracy nad sobą, nie mogli się o nic konkretnego przyczepić. Więc łatwiej było mi znosić ich przytyki. Ale jeśli ktoś jest tak toksyczny by nas niszczyć, nic nie jest warte tego by z nim zostać. Owszem, pewnie już mnie wydziedziczyli. I CO Z TEGO. Skoro po wyprowadzce mogłam odbudować samoocenę i przestać żyć w lęku, że znów mnie będą gnoić.
                • sari5 sorvina 11.06.12, 23:41
                  z rodzicami to ja mam dokladnie te same doswiadczenia, co Ty. i tez ucieklam od nich, odcielam sie, wiec znam ten bol bycia ta najgorsza w rodzinie. te hektolitry toksycznego jadu saczonego do ucha. pozytek taki, ze troche zahartowana jestem;) ale i tak jest ciezko.
                  aha i nie usprawiedliwiam swojego zachowania. to ze nie wytrzymalam uznaje za swoja porazke:( bo przeciez teoretycznie wiem, ze nie powinnam byla dac sie sprowokowac, ale nie jestem cyborgiem.
                  • sorvina Re: sorvina 12.06.12, 09:39
                    Sari5 - po tej informacji więcej rozumiem. I jeśli mogę coś doradzić - musisz mocno popracować nad swoją samooceną i poczuciem niewinności. Miałaś latami wbijane, że coś z tobą nie tak, że zasługujesz na takie traktowanie. Świadomie możesz się z tym nie zgadzać, ale podświadomie przywykłaś do takiego zachowania i czujesz się w nim swojsko. Chcesz tylko tym razem wygrać z mężem, tak jak chciałaś przekonać rodziców by ci dali spokój, by odpuścili. Podejrzewam, że jesteś w stanie znosić więcej rzeczy niż przeciętny człowiek, ale to wcale nie jest powód do dumy. Bo tam gdzie ktoś inny spojrzałby na twojego męża jak na kosmitę i stwierdził - lecz się człowieku, ty starasz się dzielnie wytrzymać, wytłumaczyć, i pretensje masz do siebie, że wszystkiego nie zniosłaś. A podłość nie jest od tego by ją znosić lecz by się przed nią chronić.

                    Zauważyłam, że po zbudowaniu większego poczucia własnej wartości rodzinka czuła we mnie siłę i zaczęła bać się odezwać. Bo oni tak naprawdę są słabi czują się silnie tylko przy słabszych od siebie psychicznie osobach i chcieli by, zawsze była do dyspozycji. Dlatego niszczyli moją samoocenę. Ale ja ją podniosłam i przy mnie stracili pewność siebie. Niestety w tym przypadku problemy psychiczne i tak wygrały, ale widziałam różnicę. I widzę ją przy innych, a zaraz po wyjściu z domu przyciągałam przemocowców :/

                    Jest taka fajna płyta z afirmacjami "Moje prawo do istnienia" Dariusza Logi. Jest świetna dla wszystkich DDA, DDD itp. Przez rok czasu nie byłam w stanie jej wysłuchać, tak bardzo moja samoocena była denna. Ale w końcu moja podświadomość zaczęła akceptować podstawowe myśli - że mam prawo żyć, cieszyć się życiem. Sporo mi dała literatura DDA, bo większość moich zachowań i postaw sprowadzała się do współuzależnienia. Przerobienie tego też mi dużo dało.

                    Teraz jak patrzę wokół siebie - buduję relacje na zupełnie innych podstawach co kiedyś. O przemocy psychicznej dawno zapomniałam.
              • mama_myszkina Re: nie wytrzymalam 12.06.12, 02:56
                No, to tak jak w tym kawale: Mąż miał zły dzień w pracy, szef go ochrzanił. Idzie do domu, gotuje sie w nim i już myśli, jaką to awanturę urządzi żonie. Kopniakiem otwiera drzwi, żona nic. Wydziera się 'dawaj babo obiad!', żona nic. Daje obiad, milczy. Mąż coraz bardziej wkurzony rozkazuje 'jak podajesz, na kolanach!'. Żona klęka, podaje obiad w milczeniu. Mąż nabuzowany do granic, mówi: 'Pod stółi szczekaj!'. Żona posłusznie weszła pod stół i szczeka. Na to mąż chwytająć kij od szczotki: 'NA SWOJEGO SZCZEKASZ???!!!'

                Widzisz, mąż bardzo chciał, żeby żona 'postawiła granice'. Jak sie nie dało, to znalazła się inna metoda na awanturę. Życie zaś, niestety, nie odbiega zbytnio od schematu z kawału... .
                • sorvina Re: nie wytrzymalam 12.06.12, 09:26
                  mama_myszkina - gdzie w tym kawale widzisz stawianie granic przez żonę? To jest raczej pełne poświęcenia znoszenie w milczeniu po raz n-ty, piękna mentalność ofiary.

                  Póki jeszcze po wyprowadzce chciało mi się utrzymywać kontakt z rodzicami i stawiać granice, zdarzały się scenki w rodzaju: przed świętami wielkanocnymi odwiedzam dom rodzinny by zgodnie z tradycją upiec duuużo uwielbianego przez wszystkich mazurka kajmakowego dla całej rodziny. A rodzice mają dużą kuchnię, wszelki sprzęt itp. Od razu widać, że mama "ma fazę". Chodzi poddenerwowana po całym domu i szuka pretekstu by się przyczepić. Ja zaczynam pichcić w kuchni, a mama po 5 min przychodzi i zaczyna nadawać. Mówię, że przyszłam upiec ciasta a nie wysłuchiwać jej jej żalów i pretensji, niech da mi w spokoju skończyć te ciasta, albo sobie pójdę. Pichcę dalej. Mama po 10 min wraca, widać, że jest totalnie nakręcona i wali z armaty na wróbla (argumenty w stylu ty nigdy nawet ciepłego słowa mi nie powiedziałaś, przez ciebie wszystko nawet moje rozstępy). Oddzielam kawałek niewyrobionego ciasta dla rodziców, jak chcą niech sobie robią sami, pakuję się i wychodzę. Mamusia niepocieszona zostaje w szoku. A ja, pomimo ogólnego niesmaku wywołanego przez sytuację, czuję się dobrze, ze sobą. Nie czułam się bezsilna, bo nie uważałam, że jedyne co mogę zrobić to słuchać jej błagając by się zamknęła. Gdybym nadal z nimi mieszkała to wyszłabym na kilka h do koleżanki.

                  Gdy agresor ma fazę to się z nim nie pogada, wszystko jest pretekstem by atakować dalej. Dla mnie stawianie granic jest określanie na co pozwalam i jakie konsekwencje są za przekroczenie ich i realizowanie tego. W ten sposób chronię siebie - nie zmuszam się do znoszenia więcej niż potrafię. Agresor nie dostaje tego co chciał + coś traci. Jeśli stwierdzi, że konsekwencje mu się nie podobają to może zacząć nad sobą pracować. Inaczej widać jego intencje i można podjąć decyzję, czy chce mi się to znosić. Być jak ten strażak, co to żyje od pożaru do pożaru, czy też stwierdzić, że w tej relacji jest więcej złego niż dobrego i odejść. Mnie się nie chciało regularnie wysłuchiwać inwektyw, tym bardziej, że gdy się nie dawałam poziom agresji rósł.

                  W życiu tak jak w dowcipie, zanim mąż będzie w takim stanie, że żonę potraktuje jak psa, nie raz okaże jej brak szacunku, tylko w mniejszym zakresie. Bo jeśli ma w sobie takie tendencje to one wyjdą, wcześniej czy później. WTEDY trzeba stawiać granice, obserwować czy to coś daje wyciągać konsekwencje. Przy takiej scence jak w dowcipie pozostaje nagrać i wzywać policję.
                  • mama_myszkina Re: nie wytrzymalam 12.06.12, 13:10
                    sorvina napisała:

                    > mama_myszkina - gdzie w tym kawale widzisz stawianie granic przez żonę? To jest
                    > raczej pełne poświęcenia znoszenie w milczeniu po raz n-ty, piękna mentalność
                    > ofiary.
                    >

                    Czego nie zrozumiałaś?

                    W tym kawale chodzi o sprowokowanie. Mąż chciałby, żeby żona się postawiła. Ona się nie stawia. Cokolwiek jednak zrobi, awantura wybuchnie i tak.

                    Trochę dziwne, ze musze dorosłej kobiecie tłumaczyć taki kawał... .
                    • sorvina Re: nie wytrzymalam 12.06.12, 13:40
                      Widać inaczej podchodzę do tego kawału. Skupiamy się na czymś innym. Zgadzam się z tobą, że agresorowi chodzi o jedno i każde zachowanie wykorzysta jako pretekst do oklapu. Tylko ja nie myślę na zasadzie - nic nie da się zrobić, jestem bezradna, co powiem zawsze będzie źle. Tak jest zawsze i co tu zrobić. Automatycznie kieruję myślenie w stronę - co można zrobić by się ochronić. W tym kawale mąż chciał wywołać pyskówkę, a nie zdrowe postawienie granic, przez szanującą się osobę. Znam wiele kobiet, które usłyszawszy coś takiego albo dostałyby ataku śmiechu, albo spojrzały na faceta jak na karalucha i szybko by stracił rezon. Ale ja jakoś ostatnio otaczam się tzw. zołzami, które sobie nie pozwolą ;)

                      >Cokolwiek jednak zrobi, awantura wybuchnie i tak.
                      Jeśli cokolwiek zrobi będzie graniem w grę wg zasad narzuconych przez męża, to jak najbardziej. Bo czy milczy przełykając złość, czy ulega - wchodzi w schemat. Czy płyniesz z prądem, czy pod prąd - nadal się męczysz i jesteś mokra. Rozwiązaniem jest wyjście na brzeg. Ja nie potrafiłam tego dłuuugo. Jak tu nie bronić siebie gdy mnie tak podle atakują. Musiałam podnieść mocno samoocenę by być w stanie np. na oskarżenia odpowiadać na ludzie - tak, oczywiście, poza tym porywam dzieci i molestuje staruszki - coś jeszcze ? Cokolwiek co przerywa schemat.
                      Ale tu mówię o już szykującej się pyskówce. Nadal jestem za reagowaniem na bieżąco i niepozwalaniem by sytuacja narastała do takiej skali.
            • sorvina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 23:09
              > Wierz mi, że Twoje 'pozwolenie' lub 'niepozwolenie' na agresję mało obchodzi ag
              > resora. Jak ktoś chce awantury, to zarówno milczenie jak i 'stawianie granic' b
              > ędzie dobrym pretekstem.

              Wiem, miałam 2 takich agresorów w domu. Wszystko było powodem do zrównania mnie z ziemią. Wiem co to znaczy chcieć z bezsilności kogoś pobić by się w końcu zamknął i przestał opowiadać te wszystkie podłości, a on nie chce się zamknąć i idzie za tobą do twojego pokoju i nie masz chwili spokoju. Ale jeśli moje niepozwolenie na przekraczanie moich granic ich nie obchodzi, to ja wyciągam konsekwencje pt. nie buduję z tymi ludźmi relacji (bo na jakąkolwiek formę naprawy relacji - terapię rodziną itp. nie mieli ochoty). Owszem - urządzili mi piekło i jestem czarną owcą w rodzinie, ale nie pozwolę się tak traktować. Nie mogę sprawić by ktoś się zmienił, ale mogę chronić siebie.
              Natomiast naturalną koleją rzeczy po wyprowadzce z domu, na początku terapii przyciągnęłam sobie faceta ze skłonnością do patologicznej zazdrości i wylewania swoich frustracji na otoczeniu. Tyle, że tutaj od razu moja reakcja była - nie życzę sobie takiego traktowania. Albo coś z tym zrobisz, albo szukaj partnerki, której to odpowiada. Poskutkowało.
    • mama_myszkina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 14:21
      Zamiast bawić się w psychologa i robić mężowi psychoanalizę moze sama idź na terapię. Dowiesz się czegoś o sobie, a być moze zmiana w Tobie zaowocuje zmianą w mężu.
      • sebalda Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 14:26
        Z zaznaczeniem "BYĆ MOŻE".
    • sari5 Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 14:55
      ja chodze na terapie i co? na wuja mi ta cala wiedza psychologiczna, bo zycie i tak sie nie zmienia od tego:(
      • nat.wroclaw Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 15:02
        Sari, odbierasz poczte na koncie gazetowym? Mopge do Ciebie napisac na pw?
      • angazetka Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 15:17
        Od samej wiedzy faktycznie nic się nie zmienia - trzeba ją zastosować.
        • sari5 Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 15:29
          tak zastosowac, ciekawe jak , jak druga strona stawia opor.
          • sorvina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 15:31
            > tak zastosowac, ciekawe jak , jak druga strona stawia opor.

            Skup się na terapii SIEBIE. Swoich emocji, nauki asertywności i dojrzenia do decyzji o odejściu, jeśli mąż nadal będzie uważał, że wszystko jest ok. Bo na razie jak współuzależniona skupiasz się na mężu, a nie na sobie i sama robisz z siebie ofiarę.
          • mama_myszkina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 16:25
            To po co trwasz w takim układzie? Jesteś wolnym człowiekiem, masz wolny wybór. Jeśli zamiast na zrozumieniu siebie i powodó swoich decyzji życiowych skupiasz się na zastosowaniu wiedzy wyniesionej z terapii do zmieniania osób wokół Ciebie, które sobie tego nie życzą, to rzeczywiście, rozczarowanie murowane.
      • mama_myszkina Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 16:23
        Bo terapia bez pracy nad soba nic nie daje. Jeśli oczekujesz, że terapeuta zmieni Twoje życie na lepsze bez żadnego wysiłku z Twojej strony, to się rozczarujesz.
    • sari5 Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 15:11
      tak odbieram. napisz, jak masz ochote:)
    • smutekmamwekrwi Re: nie wytrzymalam 11.06.12, 17:48
      Z góry napiszę, że nie czytałam wcześniejszych odpowiedzi, zaraz to zrobię. Chciałam jednak napisać swoją opinię, bo jakiś rok temu byłam w bardzo podobnej sytuacji.
      Przede wszystkim przeprosiłam męża za uderzenie, ale tylko dlatego, że pokazałam swoją słabość, powinnam być wtedy silniejsza i mądrzejsza. Nikt nie ma prawa stosować wobec drugiej osoby przemocy - czy to fizycznej czy psychicznej. I tak jak doskonale rozumiem sytuację, w której facet dowala raz za razem tak, że nie mamy sił mu oddać (słownie) i znam tą bezsilność... Ale to jest sytuacja, która powstała w wyniku czegoś, to są problemy, które się nawarstwiły.
      Jestem z mężem w trakcie terapii, od pół roku mąz mieszka za granicą i przylatuje co 2 tygodnie min. po to, żeby iść do psychologa. Ze mną oczywiście. Wcześniej próbowaliśmy wiele razy wybaczyć sobie te krzywdy, zacząć wszystko od nowa, udawać, że nic się nie stało, ale prędzej, czy później w kłótni, czy przy bardziej stresujących sytuacjach jedno z nas powracało do najgorszych momentów, potrafiliśmy sobie wypominać wszystkie złe rzeczy, nawet te, które nie miały najmniejszego znaczenia w danej sytuacji. Każdy był zaopatrzony w swoje :szpile: i w odpowiednim momencie wbijał tak, żeby najbardziej bolało. I naprawdę ciężki i trudny czas za nami, ale póki co (tfu tfu i odpukać w niemalowane i jeszcze raz tfu tfu przez lewe ramię) nauczyliśmy się rozmawiać, ba, nawet kłócić bez tych szpilek. Nie ma teraz motyli w brzuchu, jest za to spokój i pewność, że jednak to ten facet miał być jedynym i z jakiegoś powodu go wybrałam. I wcale nie dlatego, że właśnie on potrafi mnie zranić najbardziej, bo tak dobrze mnie zna. Z mojej strony zresztą tak samo.
      Ja myślałam o rozwodzie, jednak mąż się nie zgodził, poszliśmy na terapię, która była ostatnią próbą dla nas. Udało się i bardzo się cieszę.
      Tobie też tego życzę, czasem jesteśmy w takiej pętli, że sami nie umiemy jej rozplątać. Wtedy warto skorzystać z pomocy kogoś z zewnątrz, który inaczej spojrzy na nasze problemy
    • sari5 Re: nie wytrzymalam 12.06.12, 09:56
      sorvina bardzo Ci dziekuje, za to co napisalas. ogromnie mi to pomaga uporzadkowac sobie co nieco w glowie. o tych rodzicach to wypisz wymaluj jak moi, a sadzilam ze tak wyjatkowo wrednych ludzi ze swieca szukac. wiecznie sa na fazie pt agresja i szukaja tylko pretekstu do ataku. co do meza-pracuje nad soba jak sie odciac przede wszystkim psychicznie od toksycznych tekstow, ale przyznam kiepsko mi idzie jak widac. brakuje mi chyba wiedzy i narzedzi. psycholog na terapi zbytnio pomocny nie jest, bo tylko slucha moich wywodow i g...z tego wynika:( dalej jestem z problemem sama.

      a i jeszcze-moj maz nie jest taki zawsze, tylko w klotniach. tak normalnie na codzien to baaardzo mnie kocha podobno. natomiast w klotni wyciaga najciezsze dziala i uwaza, ze miedzy nami juz nic nie ma i mnie juz nie kocha.i taka hustawka trwa od lat albo wielka milosc albo nienawisc.

      dziekuje wam wszystkim za pochylenie sie nad moim problemem:) bylo by mi milo gdyby Pani ekspert napisala jak to widzi?
      • sorvina Re: nie wytrzymalam 12.06.12, 10:39
        > a i jeszcze-moj maz nie jest taki zawsze, tylko w klotniach. tak normalnie na c
        > odzien to baaardzo mnie kocha podobno. natomiast w klotni wyciaga najciezsze dz
        > iala i uwaza, ze miedzy nami juz nic nie ma i mnie juz nie kocha.i taka hustawk
        > a trwa od lat albo wielka milosc albo nienawisc.

        Sari, wiesz, że to brzmi jak "mój mąż jest ogólnie wspaniałym człowiekiem i mnie kocha, tylko jak wypije to się awanturuje i bije, ale poza tym jest kochany". Nie, nie jest. To nie jest wspaniały człowiek z defektem, który czasem mu się włącza i odbiera kontrolę, to jest człowiek, który ma taki sposób na radzenie sobie ze frustracją i własnymi problemami - twoim kosztem. Gdyby kochał, to by poszedł na terapie a nie wmawiał Ci, że to z tobą jest problem. Jemu jest tak wygodniej. A nawet gdyby coś z sobą zrobił to nie będzie tym kochanym facetem z faz miesiąca miodowego tylko kimś pośrodku. Bo w przerwach jest tak fajny, jak w momentach agresji podły. To dwie strony medalu.
        I chyba mylisz silne emocje z miłością. Po prostu jesteś przyzwyczajona z domu do takiej huśtawki, ale to nie miłość, tylko huśtawka emocji, gdzie poczucie ulgi gdy wejdziesz w fazę zadośćuczyniania , jest przyjemne, ale nie ma nic wspólnego z bliskością. Ktoś kto kocha i szanuje, nie krzywdzi. A twój mąż wprost twierdzi, że nie kocha, na co liczysz?

        Poszukaj terapeuty, który zna dobrze temat dorosłych dzieci toksycznych/dysfunkcyjnych rodziców, taki od DDA powinien. I może metodę silnie działającą na emocje i zaślepienia. Z niekonwencjonalnych - polecam regresing niehipnotyczny u licencjonowanego dobrego terapeuty - bardzo pomaga. Na jednej sesji więcej nabrałam dystansu do rodziny niż przez rok zwykłej terapii. Silnie wyciąga emocje, ale pomaga się z nimi uporać.
    • gosia198123 Re: nie wytrzymalam 12.06.12, 10:49
      Ja również miałam takiego przemocowca w domu. Również dawałam się niestety sprowokować. Mąż chodził za mną jak ogonek, a gdy wychodziłam z domu wyrzucał mi, że zostawiłam dzieci:/ Miarka się przebrała gdy któregoś jak zwykle fatalnego dnia poszarpaliśmy się - on mnie trzymał za nadgarstek a ja próbowałam się wyswobodzić i odznaczyłam na jego ręce swoje paznokcie. On mnie w tym momencie puścił i wykrzyczał co mu zrobiłam, że pójdzie na obdukcję i co najgorsze poszedł do naszej córki i pokazał jej co mu zrobiłam mówiąc jej że jestem nienormalna. A, zadzwonił jeszcze do swojej mamy i powiedział że rzuciłam się na niego z pazurami. To był ostatni raz. Spakowałam rzeczy swoje i dzieci i wyniosłyśmy się do moich rodziców. Minęło pół roku i jesteśmy w trakcie rozwodu.
      • sebalda Re: nie wytrzymalam 12.06.12, 14:02
        Trochę się dziwię, że na terapii nie doszłaś jeszcze do sedna problemu przemocy psychicznej w związku. Tym sednem jest nieoczywistość, niejawność, perfidia tego rodzaju działań. Wklejam dwie zupełnie odrębne wypowiedzi z różnych wątków na temat przemocy psychicznej, przeczytaj i spójrz na to, co się dzieje w Twoim domu z odpowiedniej perspektywy:

        „Kobieta, która wyszła za mąż za takiego faceta, na ogół przez wiele lat jest przekonana, że ma w domu troskliwego, sympatycznego, zaradnego faceta, który troszczy się o nią i dzieci, jest uroczy i sympatyczny - a co pewien czas wybucha - bo musi. Bo ona zrobiła coś naprawdę głupiego, bo on się stara, a ona znowu wszystko popsuła, bo on jest inteligentny i tylko dzięki niemu wszyscy mają dom, a ona może najwyżej coś zepsuć i gdyby jego nie było, to świat by się zawalił.
        To nie jest przypadek pijanego faceta, lejącego żonę, bo zupa była za słona. To przypadek uroczego zazwyczaj faceta, któremu udało się wmówić żonie, że bez niego nie jest nic warta i że przesolenie zupy to nie przypadek, a bezmyślne marnowanie ciężko zarobionych pieniędzy. Po awanturze (bez przemocy fizycznej) o za słoną zupę taka kobieta jest przekonana, ze maż naprawdę ma rację, a piekło robi z troski o rodzinę - a ona, jak zwykle, nawaliła, głupia taka.
        Często trzeba lat albo czegoś przełomowego, aby kobieta w ogóle mogła zorientować się, że jest ofiarą przemocy, a nie troskliwości.
        Obwinianie jej o to, że żyje wiele lat z takim facetem, to kompletne niezrozumienie mechanizmu tego typu przemocy, która zostawia w całości ciało, a robi wodę z mózgu.
        Problem w tym, że gdy kobieta się ocknie, ma do wyboru - zostać z facetem, do którego właśnie straciła zaufanie, uczucie i szacunek, albo całkowicie zmienić swoje życie, licząc się z tym, ze resztę życia spędzi samotnie. I tu powiem coś, co chyba nie dla wszystkich jest oczywiste - sporo osób nienawidzi samotności i woli znane zło od bycia samotnym. To jest wybór, wcale nie całkowicie irracjonalny, szczególnie wtedy, gdy w domu nie ma dzieci".

        „Też żyję w takim związku. Niby faceta na rękach nosić - zarabia dobrze, gotuje, zajmuje się dziećmi, tylko dlaczego w tym związku czuje się jak g..wo i bardziej jak jego córka niż żona? Wiecznie poirytowany, moje zdanie ma za nic, bo on wie lepiej, szczytem było jak stwierdził w szkole przy jakiejś matce, że gdyby nie on i jego obiady, to bym z głodu umarła!!!
        I jestem zła na siebie, bo nie potrafię powiedzieć NIE, boje się jego gwałtownych reakcji i nie potrafię z nim dyskutować, bo zaraz stwierdza, że: mi się wydaje, że przesadzam, że jestem wariatką (byłam na terapii), źle wychowuje dzieci, bo im na wszystko pozwalałam itp. Boje się odezwać. Kropla goryczy się przelała, jak tydzień temu dostałam opierd. za źle odrobioną z dzieckiem pracę domową.
        Zastanawiam się nad separacją, ale boję się podjąć tego kroku, szalenie szkoda mi dzieci, boję się zmian, ale nie jestem już w stanie w tym wytrwać. Gdy wracam do domu, łzy same mi lecą. Trzy lata temu byłam w takim stanie i pomogła mi terapia - zaczęłam więcej wymagać dla siebie i była poprawa. Ale mam coraz mniej szacunku dla niego jako dla człowieka - cholerny manipulant z niskim poczuciem wartości własnej, który w każdej sytuacji musi być górą. Nawet w tej najbardziej banalnej".

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka