rowina_010
07.07.12, 18:46
Mamy 24-letniego syna. Do teraz mieszka z nami w mieszkaniu (w zasadzie ze mną, bo mąż mieszka w innym mieście). Zrezygnował ze studiów, bo uznał, że do niczego nie sa mu potrzebne. Znalazł sobie pacę, w której wytrzymał miesiąc. Od tego czasu zmienial zajęcia kilka razy, nigdzie nie zagrzewając na dłużej miejsca. Na dobrą sprawę - jest na naszym utrzymaniu. Nie pomaga w żaden sposób. Ale nie to jest najgorsze. Syn od jakiegoś czasu pije. Na początku sporadycznie, ale teraz niestety, coraz częściej. Większość czasu spędza poza domem, jak wraca, zawsze robi awantury. Pretensje ma wtedy o wszystko. Już niejednokrotnie usłyszałam od niego wiele przykrych rzeczy, ale starałam się to lekceważyć. Znosiłam te awantury, ale ostatnio miarka się przebrała. Mówiąc wprost: syn mnie uderzył. Wrócił (jak coraz częściej ostatnio) pijany, jakby tego było mało, chciał jeszcze pieniądze, które do teraz, przyznaję, zawsze mu dawałam. Tym razem odmówiłam, postanowiłam, że już nigdy więcej nie dam pieniędzy na alkohol, już na pewno nie w moim domu. Najpierw mnie szaprał, potem jeszcze kilkakrotnie uderzył. Nie chce tego opisywać w szczegółach, ale potem uciekł (wiedział, że na nastepny dzien miał przyjechać na kilka dni mąż). Fakt faktem, że starałam się ukrywać przed męże to, co robi syn. Mąż szukał syna, ale nie znalazł, i z jednej strony się ciesze, bo mąż powiedział, że za to wszystko ,,połamie tego sukinsyna''. Mąż mówi, żebym wyrzuciła syna z domu (jak pisałam wcześniej, mąż mieszka w innym mieście), że ma radzić sobie sam, bo dzieckiem nie jest. Syna od tej awantury do teraz nie ma, i nie mam bladego pojęcia, gdzie przebywa. I mimo tego wszystkiego co robi, martwię się o niego (chociaż jest dorosły). Z jednej strony też chciałabym, żeby się wyniósł, ale wiem też, że jak wróci, wcale tego nie zrobi. Pewnie też to, że pije coraz częściej, ma wpływ na to wszystko, co się ostatnio wydarzyło. Niestety.
Przepraszam, że się tak bardzo rozpisałam, ale sama już nie mam pojęcia, co robić.