kkrakowianka
13.02.13, 11:31
Spróbuję napisać o wszystkim w wielkim skrócie. Nie mogę liczyć na niczyją pomoc i powiem szczerze nie widzę końca swoich problemów. Obwiniam się o to, że swoimi decyzjami doprowadziłam do tej sytuacji. Krótko mówiąc mam trójkę małych dzieci, najstarsze chodzi do I klasy, młodsze nie dostały się do przedszkola pomimo, że 5-latki mają obowiązek przyjąć (starsza ma 5lat). Tak więc muszę siedzieć w domu. Niestety mąż ma syndrom DDD. Nie liczy się ze mną kompletnie, a przy tym wymaga traktowania jak dziecko. Jesteśmy małżeństwem już 10 lat, przez ten czas zadłużył nas na kolosalną kwotę. Obecnie wynajmujemy mieszkanie i grozi nam eksmisja. Na rodzinę nie możemy liczyć, bo z obydwu stron są toksyczne i oczywiście nie chcą tego zaakceptować. Moja matka na dodatek ma różne fobie, nie chce się leczyć. Już dawno odeszłabym od męża, ale nie mam dokąd. Wyszłam za niego, widząc że ma ogromne problemy społeczne, jednak tłumaczyłam sobie, że jak znajdzie pracę i się rozwinie, uwierzy w siebie. Sama mam matkę bardzo toksyczną, ale się pozbierałam. Mąż ma ogromny potencjał intelektualny, nie wzięłam jednak pod uwagę tego, że jego problemy nie pozwolą mu na znalezienie sobie pracy. Nigdy nie mogliśmy liczyć na pomoc kogokolwiek, obydwoje mamy wyższe wykształcenie i żadnych perspektyw przed sobą. Syn bardzo chorował, jest alergikiem, brak przedszkoli i pomocy rodziny i przede wszystkim brak pieniędzy zdeterminował nasze życie. Nie planowaliśmy aż trójki dzieci, przy trzeciej ciąży miałam ogromną depresję, od 11 lat nie przespałam ani jednej nocy, z dziećmi jestem prawie 24h na dobę. Jestem wykończona. Mąż pomaga w domu, ale nigdy nie chciał się zgodzić na to żebym ja poszła do pracy, uważał że więcej zarobi. I rzeczywiście był taki czas że nawet mu szło (prowadzi działalność gosp. - finanse).
Trzy lata temu, kiedy pozbierałam się porodach, namówiłam męża na terapię małżeńską. Okazało się jednak, że warunkiem rozpoczęcia naszej terapii jest terapia indywidualna męża. Mężowi jednak mało spodobała się terapia, przerywał kilka razy, szukał innych terapeutów. W końcu zostało zdiagnozowane DDD. Dwa lata temu miał rozpocząć terapię grupową, nie poszedł. Przez te wszystkie lata oszukiwałam się, że w końcu znajdzie pracę i los się odmieni, a jednocześnie robiłam mu straszne awantury. Sama byłam i jestem postrzegana za osobę, która nie docenia tego co ma (powtarza mi to cała rodzina), mąż za to jest postrzegany pozytywnie, bo jest spokojny i ekolwentny. On sam nie chce rozmawiać, zostawia mnie ze wszystkim samą. Dzieci przez to wszystko przechodzą ze mną. Dużo z nimi rozmawiam i staram się z wszystkich sił uczyć ich szacunku i miłości. W obecnej sytuacji jest to ogromnie trudne, no bo jak tłumaczyć zachowanie ojca. Najgorsze jest w tym to, że grozi nam mieszkanie z moją matką, nie tolerującą mnie, alergii mojego syna. Matki ogromnie toksycznej, z różnymi fobiami. Z drugiej strony mąż DDD i brak pieniędzy. Już wiele razy myślałam żeby skończyć ze sobą, ale ponieważ jestem człowiekiem, który walczy do końca - nie zrobiłam tego. Obwiniam się o to, że wyszłam za mojego męża i że mam trójkę dzieci i nie mogę im stworzyć takich warunków życia jakie bym chciała. Szukałam pomocy u różnych psychologów, myśląc że mam depresję. Dowiedziałam się, że depresji nie mam, ale mój mąż skutecznie mnie blokuje. Nie mam gdzie od niego odejść.
Znalazłam to forum i dałam mężowi do przeczytania wątek o DDD. Po raz kolejny przyznał mi rację (zawsze mi przyznaje i przeprasza, jednak za kilka minut popełnia te same błędy) i umówił się w ośrodku. Nie wiem natomiast co teraz robić, jaki skutek dla moich dzieci będzie mieszkanie z moją matką. Bardzo się tego boję. Ona walczy o moje dzieci, bo uważa że je źle wychowuję (tzn nie tak jak ona chce) i równocześnie nie pozwoli złego słowa powiedzieć o moim mężu. Po mnie oczywiście jeździ jak po łysej kobyle. Czy widzi ktoś jakieś wyjście z tej beznadziejnej sytuacji?
Napisałam to wszystko bardzo chaotycznie,ale tak wiele myśli ciśnie mi się na raz. Próbuję to też zrobić szybko, no bo dzieci..., no i ciężko mi też ogarnąć te wszystkie lata. Analizuję to cały czas i jestem wściekła na samą siebie, że byłam taka głupia.