Dodaj do ulubionych

Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyjście?

13.02.13, 11:31
Spróbuję napisać o wszystkim w wielkim skrócie. Nie mogę liczyć na niczyją pomoc i powiem szczerze nie widzę końca swoich problemów. Obwiniam się o to, że swoimi decyzjami doprowadziłam do tej sytuacji. Krótko mówiąc mam trójkę małych dzieci, najstarsze chodzi do I klasy, młodsze nie dostały się do przedszkola pomimo, że 5-latki mają obowiązek przyjąć (starsza ma 5lat). Tak więc muszę siedzieć w domu. Niestety mąż ma syndrom DDD. Nie liczy się ze mną kompletnie, a przy tym wymaga traktowania jak dziecko. Jesteśmy małżeństwem już 10 lat, przez ten czas zadłużył nas na kolosalną kwotę. Obecnie wynajmujemy mieszkanie i grozi nam eksmisja. Na rodzinę nie możemy liczyć, bo z obydwu stron są toksyczne i oczywiście nie chcą tego zaakceptować. Moja matka na dodatek ma różne fobie, nie chce się leczyć. Już dawno odeszłabym od męża, ale nie mam dokąd. Wyszłam za niego, widząc że ma ogromne problemy społeczne, jednak tłumaczyłam sobie, że jak znajdzie pracę i się rozwinie, uwierzy w siebie. Sama mam matkę bardzo toksyczną, ale się pozbierałam. Mąż ma ogromny potencjał intelektualny, nie wzięłam jednak pod uwagę tego, że jego problemy nie pozwolą mu na znalezienie sobie pracy. Nigdy nie mogliśmy liczyć na pomoc kogokolwiek, obydwoje mamy wyższe wykształcenie i żadnych perspektyw przed sobą. Syn bardzo chorował, jest alergikiem, brak przedszkoli i pomocy rodziny i przede wszystkim brak pieniędzy zdeterminował nasze życie. Nie planowaliśmy aż trójki dzieci, przy trzeciej ciąży miałam ogromną depresję, od 11 lat nie przespałam ani jednej nocy, z dziećmi jestem prawie 24h na dobę. Jestem wykończona. Mąż pomaga w domu, ale nigdy nie chciał się zgodzić na to żebym ja poszła do pracy, uważał że więcej zarobi. I rzeczywiście był taki czas że nawet mu szło (prowadzi działalność gosp. - finanse).
Trzy lata temu, kiedy pozbierałam się porodach, namówiłam męża na terapię małżeńską. Okazało się jednak, że warunkiem rozpoczęcia naszej terapii jest terapia indywidualna męża. Mężowi jednak mało spodobała się terapia, przerywał kilka razy, szukał innych terapeutów. W końcu zostało zdiagnozowane DDD. Dwa lata temu miał rozpocząć terapię grupową, nie poszedł. Przez te wszystkie lata oszukiwałam się, że w końcu znajdzie pracę i los się odmieni, a jednocześnie robiłam mu straszne awantury. Sama byłam i jestem postrzegana za osobę, która nie docenia tego co ma (powtarza mi to cała rodzina), mąż za to jest postrzegany pozytywnie, bo jest spokojny i ekolwentny. On sam nie chce rozmawiać, zostawia mnie ze wszystkim samą. Dzieci przez to wszystko przechodzą ze mną. Dużo z nimi rozmawiam i staram się z wszystkich sił uczyć ich szacunku i miłości. W obecnej sytuacji jest to ogromnie trudne, no bo jak tłumaczyć zachowanie ojca. Najgorsze jest w tym to, że grozi nam mieszkanie z moją matką, nie tolerującą mnie, alergii mojego syna. Matki ogromnie toksycznej, z różnymi fobiami. Z drugiej strony mąż DDD i brak pieniędzy. Już wiele razy myślałam żeby skończyć ze sobą, ale ponieważ jestem człowiekiem, który walczy do końca - nie zrobiłam tego. Obwiniam się o to, że wyszłam za mojego męża i że mam trójkę dzieci i nie mogę im stworzyć takich warunków życia jakie bym chciała. Szukałam pomocy u różnych psychologów, myśląc że mam depresję. Dowiedziałam się, że depresji nie mam, ale mój mąż skutecznie mnie blokuje. Nie mam gdzie od niego odejść.
Znalazłam to forum i dałam mężowi do przeczytania wątek o DDD. Po raz kolejny przyznał mi rację (zawsze mi przyznaje i przeprasza, jednak za kilka minut popełnia te same błędy) i umówił się w ośrodku. Nie wiem natomiast co teraz robić, jaki skutek dla moich dzieci będzie mieszkanie z moją matką. Bardzo się tego boję. Ona walczy o moje dzieci, bo uważa że je źle wychowuję (tzn nie tak jak ona chce) i równocześnie nie pozwoli złego słowa powiedzieć o moim mężu. Po mnie oczywiście jeździ jak po łysej kobyle. Czy widzi ktoś jakieś wyjście z tej beznadziejnej sytuacji?
Napisałam to wszystko bardzo chaotycznie,ale tak wiele myśli ciśnie mi się na raz. Próbuję to też zrobić szybko, no bo dzieci..., no i ciężko mi też ogarnąć te wszystkie lata. Analizuję to cały czas i jestem wściekła na samą siebie, że byłam taka głupia.
Obserwuj wątek
    • paris-texas-warsaw Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 12:07
      Co jest ważne w małżeństwie / rodzinie???
      1. Psychiczna siła.
      2. Zdrowie.
      3. Dobre dogadywanie się małżonków.
      4. Pieniądze starczające na przeżycie.
      Ad. 1. Chyba tej psychicznej siły Wam brakuje. Kiepsko było w domach rodzinnych, teraz dużo kłopotów. Więc wzmacniajcie się, idźcie na terapie, wspólne albo indywidualne. Też z uwagi na dzieci.
      Ad. 2. O zdrowiu wiele nie piszesz oprócz kłopotów dziecka. Ale w takich nerwach i bez normalnego wypoczynku w nocy w końcu choroba może Cię dopaść. Zadbaj o siebie. Nie wiem, czy dzieci nocami nie śpią, ale trzeba je jakoś "ustawić" i zacząć się wysypiać.
      Ad. 3. Musicie się porozumieć, co do prowadzenia domu, zarabiania, dalszego mieszkania.
      Ad. 4. Z czego Wy żyjecie? Mąż nie pracuje i Ty nie pracujesz, macie długi i grozi Wam eksmisja. Jeśli już jest taka konieczność, to niech tylko jedno z Was siedzi w domu z dziećmi, a drugie pracuje. GDZIEKOLWIEK. Ty przecież też możesz iść do pracy, a nie tylko użalać się, że mąż nie pracuje. Bez pieniędzy nie da się przeżyć chyba w Waszej sytuacji z trójką małych dzieci.
      Tych wszystkich spraw nikt za Was nie załatwi. Nie ma magicznych zaklęć. To naprawdę zależy od Was. A jeśli nie możesz liczyć z różnych powodów na męża, to licz na siebie. Nie wiem, jakie mieszkanie ma Twoja matka, ale musiałoby być naprawdę duże, żeby mogła się do niej wprowadzić bezproblemowo 5 osób. Zwłaszcza przy jej - jak to określiłaś - toksycznym charakterze. Ja bym chodziła po domach i sprzątała, jakbym innej możliwości zarabiania pieniędzy nie miała. Bo to jest wyższa konieczność.
      • kkrakowianka Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 12:30
        Ze zdrowiem też nieciekawie. Jeszcze przed ślubem zostałam potrącona przez samochód na przejściu dla pieszych. Były lata rehabilitacji, zwolnienie z pracy. Dwa m-ce temu wykryty guz na jajniku, na szczęście nie złośliwy. Poza tym zwyrodnienia i ból kręgosłupa. Pracy jakiejkolwiek mąż ostro szuka od kilku tygodni, chodzi po firmach - różnych, no ale nigdzie nie ma. Najgorsze jest to, że już nie bardzo może chodzić, bo mu spuchło kolano. Terminy do specjalistów też oczywiście są. Pieniędzy zero. Mąż się obudził, ale za późno.
        Ja do pracy nie mogę iść, bo dzieci przecież nie wyślę w kosmos. Nie mam ich z kim zostawić nawet na godzinę.
        A jeżeli chodzi o dogadywanie się, to jakby się dało, to nie było by tych problemów. To ja mówię i ciągle coś próbuję organizować i tłumaczyć, mój mąż najczęściej nie wie co powiedzieć. No i wszystko chce sam, takie ma ambicje. Niestety też przez wiele lat mnie oszukiwał, także finansowo. Zmęczona dziećmi i nie przespanymi nocami nie byłam w stanie prowadzić śledztwa, zresztą ufałam mu.
        • paris-texas-warsaw Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 12:42
          Ale jak mąż jest w domu, to niech on się zajmie dziećmi, a Ty idź do pracy. Macie jeszcze jakieś oszczędności na opłaty i jedzenie?
          • kkrakowianka Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 13:05
            Nie jest tak że mąż oficjalnie siedzi w domu. Prowadzi działalność gosp. i często pracował w domu, często jednak wychodził. Wymagał ode mnie zajmowania się dziećmi, żeby mieć wolną rękę w pracy. Nie byłam w stanie weryfikować czy on pracuje, czy mnie i siebie oszukuje.
            Na jego usprawiedliwienie muszę powiedzieć, że prawo polskie i ustawodawstwo ciągle dokłada swoje. W marcu mieliśmy dostać kilkanaście tyś. zł zarobionych uczciwie (mój mąż niestety jest idealistą i nie potrafi oszukiwać i uważa, że wszyscy inni będą dla niego tak samo dobrzy), ale między czasie zmieniono ustawę i zgodnie z prawem nie dostanie nic. Tak samo z mieszkaniem komunalnym. Pieniądze wtopione w wynajem nas pogrążył. Pewne rzeczy, a właściwie splot tego wszystkiego o czym pisałam dał taki efekt, a nie inny.
            Łatwo powiedzieć - idź do pracy. Tylko rzeczywiście mąż chodzi po różnych hipermarketach, hurtowniach i nic. Praca owszem jest, ale w większości dla nagabywaczy i domokrążców, a do tego mąż się zupełnie nie nadaje. ja zresztą też nie jestem w stanie naciągać kogokolwiek na coś. Już mam dość odkręcania wszelkich umów podpisanych przez moją matkę, która nie potrafi odmawiać, a potem żałuje że się zgodziła.
            • paris-texas-warsaw Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 13:14
              Prowadzić działalność może każdy, liczy się, czy są z niej pieniądze. Miał zarobić, nie zarobił, prawo zmienili, chodzi i nic się nie udaje. No i co dalej? Tak może być jeszcze długo. To dzielcie się czasem, raz Ty szukaj pracy, raz on (pracy czy kontraktów związanych z działalnością - w każdym razie czegoś, z czego są pieniądze).
              Jak opisujesz to, że Ciebie oszukiwał, nie pozwalał iść do pracy, itd. to wydaje się jakbyś sama była zaburzona i na mężu opierała się w życiu. Jeśli on nie chodzi na terapię, to Ty idź na swoją. Piszesz, że masz wyższe wykształcenie, a do sprawy utrzymania domu i prowadzenia WŁASNEGO życia podchodzisz jakbyś była zahukaną dziewczyna bez matury. POBUDKA!!!!!!!!!!
            • krokodil123 Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 13:15
              " Łatwo powiedzieć - idź do pracy. Tylko rzeczywiście mąż chodzi po różnych hiper
              > marketach, hurtowniach i nic. Praca owszem jest, ale w większości dla nagabywac
              > zy i domokrążców, a do tego mąż się zupełnie nie nadaje"

              Ale to właśnie chce ci powiedzieć paris.
              Jak mężowi się nie udaje znaleźć pracy to szukaj ty-może tobie się uda.
              Jak on patrzy w ogłoszeniach czy jest coś dla niego niech szuka i dla ciebie.
              Kto pierwszy ten lepszy.
              Ciekawa jestem dlaczego 5-latek się nie dostał do przedszkola (czy gdzie tam teraz dzieciaki bywają) , znowu chyba jakaś złośliwość ludzka czy martwych przepisów stanęła wam na drogę.
    • tully.makker Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 13:13
      Musisz isc do pracy. Szukasz wymowek,a prawda jest taka, ze masz podobne leki co maz. macie troje dzieci, takie rodziny maja pierwszenstwo w przyjeciu do przedszkola. Pochadz po okolicznych, dowiedz sie, czy gdzies sie nie zwolnilo miejsc, blagaj o przyjecie dziecka. moze sie uda.

      Bez tego, jak sobie poradzicie?
      • kkrakowianka Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 13:32
        Dziewczyny chyba nie czytacie tego co napisałam. Mąż wychodzi rano, wraca wieczorem. W domu ze mną są prawie 6-latka i prawie 4-latka. W przedszkolu byłam, prosiłam (chodzi o Kraków) i dziewczyn nie przyjmą, bo mają listę (ok 100 dzieci). A każdy wie jakie kryteria i jakie przekręty są w przyjęciach do przedszkola. Z mężem się nie dogadam, bo ON nie chce, nie ja.
        Ja to wszystko rozumiem, także to o czym piszecie. I na głupi rozum niezrozumiałe jest to w jakiej jestem sytuacji. Ale nie wiem, czy miałyście przyjemność żyć z kimś DDD. To jest zupełnie abstrakcyjne życie, a ponieważ ja sama pochodzę z takiej rodziny podjęłam niewłaściwą decyzję. Mogłabym zająć się pieczeniem ciast i tortów, również artystycznych. Ale moglabym to robić na lewo, bo znowu sanepid ma kryteria jak dla mnie (i nie tylko) z kosmosu. Jednak po tylu latach jestem już mocno zdołowana tym wszystkim co jest wokól mnie i ciągłymi tłumaczeniami co powinnam zrobić. Tylko to wszystko jest oderwane od rzeczywistości, to tylko teoria. Rozumiem co powinno się zrobić, do tego nawet wykształcenie nie jest potrzebne, czasami jednak pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć.
        • krokodil123 Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 13:40
          "Dziewczyny chyba nie czytacie tego co napisałam. Mąż wychodzi rano, wraca wieczorem."

          A możesz napisać co twój mąż robi cały dzień wychodząc rano a wracać wieczorem?
        • paris-texas-warsaw Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 13:41
          No to on jest DDD (znaczy z dysfunkcyjnej rodziny?) i Ty też. Więc jemu z Tobą żyje się tak samo łatwo, jak Tobie z nim. A dzieciom pewnie najłatwiej... Ale ja nie o tym... Więc rób te torty, zacznij od tego. Jak masz wyższe wykształcenie, to możesz tez dawać korepetycje. Na poziomie podstawówki, to pewnie z każdego przedmiotu, zakładam. Albo zajmować się czyimś dzieckiem, choćby wieczorami/ nocą. Wtedy stawki wyższe. Torty mogłabyś tez robić w jakimś zakładzie, a dzieciom znaleźć opiekunkę, albo dalej szukać przedszkola.
          • kkrakowianka Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 14:07
            Dziękuję dziewczyny za rady, widzę że jednak nie rozumiecie problemu, no ale nie spotkałam jeszcze nikogo kto by rozumiał drugiego. Nawet po wypadku musiałam walczyć o odszkodowanie, bo na nieszczęście wjechała na mnie mnie dość znana obecnie kobieta i poprzez swoje znajomości próbowała wmanewrować mnie, że jej weszłam pod samochód. A miałam do drugiej strony 2m. Myliłam się myśląc, że to forum jest inne, bez jadu o wymądrzania się. No ale lepiej dokopać drugiemu niż pomóc, czy wesprzeć.
            Z tą opiekunką też fajny pomysł, tylko że ja opiekunce musiałabym dać więcej, niż bym zarobiła gdzie indziej.
            • paris-texas-warsaw Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 14:19
              Nikt nie chce Ci dokopać. Może trochę się wymądrzamy, ale na tym polega dawanie rad - trzeba przedstawić własny osąd sytuacji i jakieś rozwiązania. Ty oczywiście możesz uznać je za głupie, tak jak dla mnie bezproduktywne jest pisanie, że świat i ludzie są źli, bo znana pani nie chciała iść do więzienia albo płacić Ci odszkodowania z jej OC.
              I raczej Twoja sytuacja jest jasna na tyle, że większość osób jest ją w stanie zrozumieć. Wsparcia specjalnego nie dostaniesz, bo jedynym wsparciem jakim Ci jest teraz potrzebne to Twoja własna siła, która jakoś musisz z siebie wydobyć i pieniądze, które jakoś musicie zarobić. I to samo jest potrzebne trójce dzieci.
              • paris-texas-warsaw Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 14:25
                A wg mnie im szybciej dogłębnie zobaczysz, że sama doprowadziłaś się do sytuacji, w której jesteś, tym szybciej z niej wyjdziesz.
            • krokodil123 Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 14:32
              No kurczę, bardzo ci współczuję z tym wypadkiem ale ja się nie pytałam kto na ciebie najechał co w obecnej sytuacji wybacz ale jest mało istotnie a się pytałam co dokładnie robi twój mąż wychodząc rano a wracając późno wieczorem.
        • sabciasal Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 16:55
          przepraszam, ale jakim cudem nie dostałaś tego przedszkola - dla 6 latki. nie wiem o jakich przekrętach mówisz. rekrutacja była elektroniczna, wizyta w przedszkolu i ich jakaś lista 100 osób nie ma znaczenia. wskazujesz kilka przedszkoli i faktycznie możesz nie dostać tego najbliżej. Ale na 6 latka żadnego? przepraszam, ale to niemożliwe.

          skoro z mężem nie możesz sie dogadać, to sobie to odpuść. nie pomaga ci przy dzieciach (to faktycznie zastanawiające skoro nie pracuje, to robi godzinami poza domem), to twoim celem powinno być umieszczenie dzieci w przedszkolach, żebyś mogła skupić się na pracy czy domu./ bo 24 h z 3 dzieci to dla mnie horror.
          jedynym oparciem dla siebie i dzieci jesteś ty, nie twoja matka, nie mąż. to czy jest DDA, DDD czy ijne pomaga ci zrozumieć jego zachowanie, ale nie pomaga w życiu,. to nie skupiaj sie na jego terapii, raczej on się nie zmieni. skup się na sobie i tym, co TY możesz zrobić w tej sytuacji.
    • hamerykanka Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 14:53
      Najwyrazniej weszlas tu, zeby ktos cie poglaskal i powiedzial ze jestes dzielna a maz to swinia.
      Prawda jest taka, ze dostalas pare rad, ale bawisz sie w gre "tak, ale". Zapytana dlaczego sama nie zaczniesz szukac pracy, wymyslasz pare powodow, wlaczajac guz na jajniku-z tego co wiem guzy na jajniku nie powoduja niezdolnosci do pracy ani nie daja za nie renty.
      Bez pieniedzy (czyt. pracy) nie zrobisz nic. I sytuacja sie nie poprawi, jesli jedno z was nie zacznie zarabiac tyle, by utrzymac wasza piatke.
      Nie planowalas trojki dzieci? A co zrobilas, by tych dzieci nie miec? Jakos tak dziwnie jest, ze im mniej pieniedzy i nizsze wyksztalcenie, tym czesciej czytam jak to antykoncepcja zawodzi..
      Z postu tez wynika, ze mialas zamiar zyc z pensji meza, sama nie pracowac. W dzisiejczych czasach to luksus, na ktory jak widac, was nie stac.

      Powinnas zapytac na forum pomocne emamy, jak napisac podania o pomoc w roznych instytucjach. Pojsc do przedszkoli i szukac miejsca dla dzieci. Zaczac cos robic, a nie tylko krzywo patrzec na meza i oczekiwac ze on sie nagle zmobilizuje i zacznie zarabiac grube tysiace.
      • tully.makker Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 15:15
        > a maz to swinia.

        No maz swinia, ale to bym bardziej kolejny powod, zeby wziac sprawe bytu swojego i dzieci we wlasne rece. Mi sie nie wydaje, zeby ludzie na ciebie nalezsdzali - po prostu probujemy ci uswiadomic, ze jakkolwiek bezradna bys sie nie czula, musisz zaczac dzialac, malymi kroczkami, bo inaczej bedzie tylko gorzej.
        • paris-texas-warsaw Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 19:49
          Krakowian[u]ko, przeczytałam sobie Twoje posty o rozważaniach dot. rozwodu sprzed trzech kwartałów. Wyjaśniłaś tam, że mąż wychodził z domu, udawał, że idzie pracować, a faktycznie spał w samochodzie, albo sobie rozmyślał nad życiem.
          Kobieto, obudź się! On nie jest bardziej zaburzony niż Ty. Jeśli Ty wykonujesz polecenia tak zwichrowanej osoby jak on, słuchasz się, gdy zabrania Ci iść do pracy, itd. to musisz być jeszcze bardziej zaburzona niż on. On ma przynajmniej jakąś siłę sprawczą nad Tobą, której Ty sama nie masz.
          Ciekawa jestem, ile lat przepracowałaś w swoim życiu i czy przypadkiem przeprowadzki do Twojej matki nie uważasz za najlepsze rozwiązanie, bo ona by Was w rezultacie pewnie musiała nie tylko gościć u siebie w domu, ale w rezultacie i żywić. Miej zlitowanie nad dziećmi i szukaj pracy!
    • andevi Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 13.02.13, 23:54
      Sytuacja dramatyczna - czy jest wyjście?
      Jest. I przede wszystkim w to uwierz!
      Może celowo zostałaś doprowadzona do tego momentu, gdy wszystko zdaje się walić i palić, by w końcu spadły Ci klapki z oczu?
      Przestań przyglądać się DDD męża i na siłę wysyłać go na terapię. On jest już o te dwa kroki dalej od Ciebie: poszedł po diagnozę, zaczął chodzić na terapię. No, to znaczy, że uznał, że ma problem. A Ty? Jeszcze Ci do tego daleko. A jesteś DDD: manipulującą, kontrolującą, bohatersko dzierżącą władzę w domu, nie znoszącą sprzeciwu itd, itp., wszystkie schematy DDD mogłabym wymienić, bo się Ciebie dotyczą. Zacznij od siebie i jak paris mówi, idź na terapię sama!
      A dlaczego jako jedyne wyjście z sytuacji widzisz przeprowadzkę do toksycznej mamuśki
      ? Czy nie widzisz tu uzależnienia od niej? W innym miejscu mówisz, ze musisz/musiałaś odkręcać decyzje fiansowe podjęte przez nią. Dlaczego bierzesz na siebie odpowiedzialność za decyzje dorosłej osoby? Wchodzenie w rolę rodzica wobec własnego rodzica to też symptom DDD.

      Piszę to wszystko z pozycji osoby, która sama ma diagnozę DDD. Męża autystyka i DDD, i troje malutkich dzieci w wieku 6 lat, 3 lata i 9 miesięcy. Starszy synek ma diagnozę autyzm klasyczny. Mąż pracuje, o wiele poniżej swych kwalifikacji zawodowych (jest doktorem ekonomii, a pracuje jako telefonista). Ja pracuję dorywczo we własnym zawodzie, dając lekcje prywatnie. Troje dzieci jest ze mną w domu. Rodziny nie mamy, toks z obu stron, zerwaliśmy kontakty dla własnego zdrowia psychicznego. Za to świadomie budujemy kontakty społeczne z sąsiadami, mamy kilkoro przyjaciół. Sąsiadka pilnuje mi dwójki, gdy muszę jednego do szkoły zawieźć. Jedna z moich byłych uczennic, w wieku pod '70, babciuje moim dzieciom - mamy od niej zawsze ubranka, zabawki, sprzęty dla dzieci, używane. Umawiam się z innymi mamami dzieci w podobnym wieku.
      Relacja z moim mężem jest trudna, nie tylko ze względu na jego zaburzenia. Relacja ze mną jest zupełnie niemożliwa, tak jestem pokręconą, poranioną, zniszczoną osobą. Ale: możliwa jest między nami miłość, możliwe jest zaufanie i szacunek. I tego Tobie również z całego serca życzę!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 14.02.13, 00:38
      Rozumiem, że za Wami trudna przeszłość. I rozumiem, że trudna codzienność. Problemy finansowe są przytłaczające. Brak pracy bardzo destabilizuje, demotywuje oraz pokazuje bezradność wobec przeciwności losu.
      Ale myślę, że to co dodatkowo utrudnia Pani odnalezienie się w rzeczywistości to tendencja do gry w " tak , ale ". Właściwie nie widzi Pani żadnego wyjścia ze swojej sytuacji. Żadna rada czy propozycja nie jest dobra, bo zawsze znajduje się dla niej negatywna przeciwwaga. To jest bardzo demotywujące. Z takiej perspektywy świat zawsze wygląda na wrogi i nieprzychylny.
      Może spróbuje Pani wybrać coś z podanych propozycji. NP; wymuszenie przyjęcia dzieci do przedszkola. Skoro czuje się Pani osobą walczącą, to niech to stanie się dla Pani priorytetem. Prawo, zdaje się, stoi za Panią. Wpisy w Pani wątku nie były agresywne, raczej przyjazne jak na możliwości tego forum. Pani odbiera je jako atakujące. Czy nie warto zwrócić na to uwagę ? Na sposób odbierania rzeczywistości. Bo to staje się Pani kulą u nogi. Bo być może widzi rzeczywistość Pani jako wyjątkowo dla Pani nieprzychylną. Ale to jest zniekształcone widzenie, które Pani zawęża perspektywę a to nie pozwala na racjonalne decyzje. Myślę też, że całe zło umieściła Pani w mężu. A ponieważ czuje się Pani od niego zależna, to dodatkowo to Panią krępuje w działaniu. I ubezwłasnowalnia. Warto może zacząć działać na własną rękę. Może też pomoże Pani i mężowi. Na początek dzieci do przedszkola. Niech się to stanie priorytetem. Jak Pani poczuje swoją skuteczność, to inne sprawy staną sie bardziej możliwe do załatwienia. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • danaide Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 16.02.13, 18:55
      Zacznę od sprawy najmniej w tym momencie istotnej. Agresywności tego forum. Ono nie jest bardzo agresywne. Jest mądralińskie i czasem mało empatyczne. Gdybyś podczytywała inne wątki, umiałabyś wstawić swój wątek w odpowiedni kontekst. Sama założyłam kiedyś własny i uznałam, że jest tam sporo agresji. Ale było i tak, że parę osób musiało się dowartościować i tak, że mnie, skopanej, trudno było przyjąć inne argumenty niż te podawane w delikatnej formie i tak w końcu, że parę rad było do rzeczy. Spróbuj więc odrzucić formę i zająć się treścią, może znajdziesz coś między wierszami dla siebie.

      Kiedy patrzę na Twoją sytuację widzę przede wszystkim kogoś skopanego, zapętlonego, zmęczonego i nie wierzącego w siebie. To jest tak, że jak się wiele rzeczy spiętrzy naraz to traci się punkty odniesienia i nie wiadomo co jest czarne, co jest białe. Jeśli piszesz na forum to znaczy, że może nie masz do kogo się zwrócić o radę i pomoc. Widzę też kogoś, kto ma duże szanse stać się samotną matką z czwórką dzieci (wliczając męża). Czuję, że próbujesz go bronić, osłaniać, usprawiedliwiać i że Cię to gubi, prowadzi donikąd w walce o normalność.

      Istnieją Ośrodki Interwencji Kryzysowej, są w każdym mieście. Zadzwoń na infolinię, czynna 24h. Oni współpracują z kim się da, mają psychologów, prawników i mogą Cię nakierować na inne elementy systemu pomocowego.
      • kkrakowianka Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 17.02.13, 10:22
        Dziękuję danaide. Rzeczywiście piszę drugi raz na forum o swoich problemach i żałuję. Bo oprócz praktycznych rad kilku osób, jest całe mnóstwo ludzi którzy chcą dokopać, wyładować się, albo po prostu osób mało inteligentnych patrzących przez pryzmat tylko swojego życia. I przyznam się szczerze, że przed swoim wypadkiem też taka byłam. Wydawało mi się, że moje życie będzie zależało tylko od moich decyzji. Skończyłam studia wbrew wszystkiemu i wszystkim, pracowałam już właściwie od dziecka, także zarobkowo. Niestety kilkuletnia walka o zdrowie, jakiekolwiek odszkodowanie (chociażby żeby przeżyć, bo wtedy również straciłam pracę)już wyizolowały mnie i zdołowały. W moim życiu nastąpiły bardzo niefortunne zbiegi okoliczności (i sam wypadek i pomyłki lub niekompetencja lekarzy i w końcu to, że byłam młoda i sama musiałam temu wszystkiemu podołać). Już wtedy psychika siada. Myślałam że się odbiję,wydawało się, że mąż myśli podobnie. Ze damy radę i coś osiągniemy. To są problemy do pokonania, ale jak się jest samemu z tym, to ciężko. Czasami wystarczy odrobina ludzkiej życzliwości, ale i tej tu zabrakło. Syn urodził się z problemami neurologicznymi, była rehabilitacja i ciągłe wizyty u różnych lekarzy, do tego obecnie jest alergikiem. Dwa lata temu w przedszkolu był zaledwie 30 dni (w skali całego roku), miał kilka razy zapalenie płuc, oskrzeli itd. I ja sama musiałam przez cały czas siedzieć w domu, bo dzieci chore. Córka też miała zaraz po urodzeniu problemy, lekarze nie do końca wiedzieli o co chodzi. Płakała, a właściwie wyła przez cały czas. I nie, nie były to kolki. Kolki to miała moja druga córa. Nosiłam ją średnio przez 10h dziennie, nie można jej było wziąć nawet na spacer. W nocy oczywiście podobnie. Dopiero po kilku miesiącach zelżało. Akurat pechowo mieszkałam w takim miejscu, gdzie sąsiedzi patrzyli na siebie wilkiem. Blok był masakrycznie akustyczny, więc każdy miał do każdego pretensje. Jedni że nie mogą robić imprez, drudzy że sąsiedzi są za głośno. Rotacja była ogromna. Niewiele mieszkań, ale ciągle sąsiedzi się zmieniali. No i teraz też ważne jest to ile ma się pieniędzy, gdzie wyjeżdża, patrzymy przez pryzmat posiadania. A brak pieniędzy i choroba niesamowicie izolują. Trudno z tego wyjść. Poświęciłam się myśląc, że jak wyizoluję męża każąc siedzieć mu z dziećmi w domu (bo jedna osoba musiała siedzieć w domu), to on już się nigdy nie pozbiera. Czasami po prostu tak jest łatwiej. Nawet on robił zakupy. Ja tylko dzieci i dom. Rezultat jest opłakany. Mąż się nie pozbierał, a ja przez moment nawet bałam się robić samodzielnie zakupy.
        Te wszystkie poradnie kryzysowe, można sobie darować. Oczywiście ktoś tam jest, wysłucha, ale na tym koniec. Żadnych konkretów. Trzeba przyjść kolejny raz i kolejny, a ja po prostu nie mam jak. Akurat mieszkaliśmy wcześniej w takiej dzielnicy, że brakowało przedszkoli, syn dostał się do prywatnego i to z listy rezerwowej. Było tylko na pół dnia, ale przynajmniej taniej. Teraz mnie nie stać na prywatne dla dwójki. I do wiadomości dla mądralińskich, żeby walczyć o przedszkole, bo mi się należy. Na początku dzwoniłam nawet do kuratorium. Jednak dowiedziałam się, że nie jestem jedyna, a rzecznik praw jakiśtam złożył odwołanie od ustawy, bo miejsc w przedszkolach nie są w stanie zagwarantować. Po prostu nie mam sił na ciągłą walkę.
        Mąż obecnie powinien leżeć, bo ma uszkodzone kolano. Dostał we czwartek szynę, ale ją ściągnął i wędruje po mieszkaniu, zajmując się oczywiście wszystkim czym nie powinien. Czyli domem. I nie potrafi odpuścić i zająć się pracą. A myślałam że przynajmniej to go zmusi do zmiany dotychczasowych zachowań. Przynajmniej ja mogę robić samodzielnie zakupy:)
        I wiem, że go bronię, tak samo bronię moją matkę i usprawiedliwiam. Ale jestem tym bombardowana wokół przez resztę rodziny. Owszem jestem pewnie DDD, i na pewno odeszłabym od męża gdybym miała gdzie. Przynajmniej na czas, żeby się ocknął. Bo widzę wyraźnie, że musi osiągnąć dno, żeby iść do góry. Tylko u niego dna nie widać i tego bardzo się boję. Przemoc psychiczna jest dużo gorsza od przemocy fizycznej. A ja muszę mieć dużo siły dla dzieci, które w obecnej sytuacji potrzebują dużo ciepła i fizycznej bliskości. Niestety mój mąż też jest jak dziecko i mogę śmiało powiedzieć, że mam czwórkę dzieci. Też pragnie dotyku, przytulania jak dziecko, a nie potrafi rozmawiać o problemach i ich rozwiązywać. Właściwie to mi się wydaje, że mój 7-letni syn jest bardziej dorosły niż mąż. Na pewno jest bardziej konsekwentny. I tak na prawdę wystarczyłoby mi wsparcie kogoś życzliwego, bo w tym momencie nie mamy nawet żadnych znajomych. Ja co prawda mam, ale są to dziewczyny, które pracują, żyją inaczej. Nas nawet czasami nie stać na przejazd komunikacją do centrum miasta. A co dopiero żeby pójść do jakiejś knajpy, czy gdzieś wyjechać. Z takimi ludźmi nie utrzymuje się kontaktu. I niestety w Polsce takich ludzi się miesza z błotem, że są nieudacznikami, bo sobie narobili dzieci, długi i najlepiej żeby nie istnieli, tak jak ludzie starsi i kobiety w ciąży w komunikacji miejskiej, bo wtedy trzeba ustąpić miejsca. Nie potrafimy poświęcić komuś bezinteresownie czasu, bo nie ma z tego żadnych profitów, no i oczywiście czasu. Cwaniactwo i kradzież nazywane są przedsiębiorczością. Uczciwość jest kompletnie nieopłacalna. Tylko raczej się o tym nie myśli, bo to niebezpieczne. Miałam już tu nie pisać, ale post danaide skłonił mnie do tego. Jest życzliwa i w ten sposób chciałam jej też bardziej wytłumaczyć moją sytuację, a może zrobiłam źle, kolejny raz. Znowu napisane chaotycznie, bo w biegu i tyle spraw i myśli na raz. I w sumie już mnie nie interesuje czy ktoś zrozumie moją sutuację, czy nie. Musze sobie sama pomóc i mogę tylko na siebie liczyć.
        • paris-texas-warsaw Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 18.02.13, 11:32
          Bardzo mądre podsumowanie postu. Nikt Ci nie pomoże, jak Ty sobie nie pomożesz. Pomyśl, że na świecie są Twoje własne dzieci, które mają znacznie gorzej niż Ty. Od małego patrzą na ojca, którego toczy jakiś destrukcyjny proces – zdjęcie tej szyny z nogi to już jakieś apogeum w Waszej sytuacji. Sama w swoim poście kilka razy piszesz „myślałam, wyobrażałam sobie”. No i widzisz – źle myślałaś, źle oceniałaś, źle kalkulowałaś. Wg mnie to Ty sama nie jesteś w stanie ocenić realistycznie swojej sytuacji, i jeszcze masz za złe światu, że i świat nie rozumie Twojej sytuacji (ja jednak myślę, że rozumie lepiej niż Ty…). I tak samo możesz źle myśleć, licząc, że jak mąż „osiągnie dno” to się od niego odbije. Wg mnie nawet bardziej prawdopodobne jest, że jego życie nadal będzie szło po dotychczasowej trajektorii, choć tego oczywiście nie życzę. Ale warto taką opcję brać pod uwagę. Bo przy zarządzaniu ryzykiem trzeba brać tez najgorsze możliwe sytuacje i na nie się przygotować, bo to tylko przy dobrych sytuacjach „jakoś to będzie”.
          W zasadzie z tego co opisujesz, to Wasze dzieci wychowują się w atmosferze wykluczenia społecznego, ale nie mają pewnie tak przyjemnie jak underclass w Wielkiej Brytanii, bo w Polsce nie te fundusze. Skutki za to mogą być takie same – wyuczona bezradność przekazywana z pokolenia na pokolenie, problemy, kompleksy. Opisujesz, jak po jakimś czasie zaczęłaś bać się robić zakupy, co może można podciągnąć pod jakąś fobię społeczną. Być może trzymasz się męża i zaburzonej matki, bo tak Ci łatwiej, niż utrzymywać kontakty z innymi ludźmi. Nie jest do końca prawdą, że trzeba mieć pieniądze na restauracje i wyjazdy, by spotykać się z ludźmi, z którymi kontakt traktujesz jak jakąś konfrontację, kto gdzie pojechał. Można chodzić do parku z dziećmi, można zapraszać do domu (choć nawet wtedy trzeba może mieć więcej pieniędzy niż na bilet tramwajowy, bo herbatą i kanapkami wypada poczęstować…). Wasze wyizolowanie ma destrukcyjny wpływ na dzieci. To wykluczenie społeczne obejmuje kilka obszarów i ma dwie główne przyczyny, pewnie się przenikające – Wasze zaburzenia funkcjonowania psychicznego i brak pieniędzy. Problemy z biegiem czasu mogą się pogłębiać - zarówno odcięcie od nawet przeciętnych sposobów spędzania czasu z uwagi na brak pieniędzy (bo brak na bilet, żeby pojechać do centrum Krakowa), nie leczone choroby (zarówno fizyczne jak i dysfunkcje psychiczne), dalsze odizolowanie od ludzi.
          Więc jeszcze raz. ZLITUJ SIĘ nad tymi dziećmi, jak nie nad sobą. Idź do pracy, brak przedszkola nie jest wytłumaczeniem. Widocznie w obecnych warunkach trzeba zarobić więcej by opłacić np. opiekunkę/prywatne przedszkole. Tak jak trzeba spłacić długi. I idź do lekarza/terapeuty, jeśli nadal boisz się wychodzić z domu Sytuacje takie jak Wasza są bardzo trudne do faktycznego ich rozwiązania np. przez ośrodki kryzysowe i inne tego typu instytucje lub osoby z zewnątrz, bo ich faktyczne rozwiązanie wymaga m.in. znacznego nakładu środków pieniężnych. Zarówno na bieżące potrzeby 5 osób jak i spłatę zaległości. A świat nie jest aż tak wyrozumiały, by te pieniądze wytrzasnąć i dać za darmo. Jak się ma pieniądz to można siedzieć cały czas w samochodzie i rozmyślać nad życiem, a jak się nie ma pieniędzy, to nawet samochód mogą zlicytować, a jak widzisz i zarządzić eksmisję.
        • danaide Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 18.02.13, 14:46
          Paris to napisała, ja napiszę jeszcze raz, ale inaczej. Zmiana jest możliwa. Dokonasz jej Ty. I tylko Ty, nie oglądając się na nikogo. Na pewno nie dokona się ona sama z siebie. Nie dokona jej także Twój mąż. Powiedz to sobie i uwierz w to: on nie.

          Znam niektóre z rzeczy, o których pisałaś. Znam poczucie gdy stoisz przed ścianą, gdy się rozbijasz i gdy leżysz. Wiem jak to jest, jak brakuje wokół jednej życzliwej duszy, jednej pieprzonej życzliwej duszy. Jak to jest nie mieć w bloku komu podrzucić dziecka (kiedy byłam ostatnio w swoim starym mieszkaniu i wylądowałam na klatce momentalnie 2 sąsiadki były przy mnie, w kamienicy w której mieszkam nikt nigdy nie zapukał - jasne, trzeba prosić, a tu zonk, ponad połowa mieszkań to firmy, pustostany na inwestycję, mieszkania wynajęte). Wiem jak to jest gdy nie można wyjść, do lekarza, po lekarstwo, do psychologa, po jedzenie. I pomimo tego, że miałam za co żyć leżałam i wyłam. A dziecko stało obok.

          Raz w życiu coś Cię złamało i myślisz, że się nie podniosłaś. Odwróć. Nie podniosłaś się, bo tak myślisz.
          Dam Ci najprostszą radę z możliwych, dam Ci ją, bo sama muszę pamiętać o jej stosowaniu: Przestań myśleć. Działaj.
          Przeczytałam ostatnio jedną książeczkę o zmianie i początek jest taki: ciągle myślimy o czymśtam i to nas zżera. Zżera naszą energię. Ta energia jest Ci potrzebna do zmiany, do działania, nie będziesz jej miała więcej od myślenia, będziesz jej miała mniej. Przestań myśleć. Jeśli jeszcze masz siły na myślenie - może musisz mocniej walnąć w ścianę?

          Tak stało się. Tak, wypadki, choroby, niedyspozycje psychiczne, brak pracy. Tak, nie było koło Ciebie ludzi. Tak, zawiódł mąż, zero oparcia w matce. Stało się.
          Nie myśl o tym.

          Pomyśl o tym co masz. Powiem Ci co masz. Masz troje dzieci? No masz, ja mam jedno, ale to jest tylko punkt wyjścia. Nie powiem Ci, że dzieci dają siłę. Ty sobie sama masz dać siłę. Siła ma być w Tobie, z Ciebie. Głupia nie jesteś. Piszesz gramatycznie, logicznie, ładnie i bez byków. Ciasta piec potrafisz (ja nie potrafię, zrobiłam raz w życiu biszkopt - na papierze ksero!!! a potem leciałyśmy z małą kupić torcik, malutki, bo drogie dziadostwo, na urodziny). Szukaj dalej. Sama. Siądź z kartką i szukaj.

          Masz jakieś pomysły działania. Usiądź i zapisz. A potem zrób coś z listy - najprostszego. Kiedyś naprawiłam szufladę, która dyndała dwa lata. Tak się ucieszyłam, że w weekend powiesiłam 3 półki, szafkę i lustro, choć zabierałam się do tego jak do jeża. Więc zacznij od najprostszego, to da Ci to małego kopa, żeby iść dalej.

          Męża masz. Super. Masz z kim zostawiać dzieci. Ja nie mam. Bo widzisz, tak się składa, że od dziś Ty wychodzisz, a on siedzi. Porozmawiaj z nim - jak z dzieckiem, skoro nim jest. Może on lubi być w domu? Może świadomość, że on ma znaleźć pracę i Was utrzymać jest ponad jego siły? Może powiedz mu - ja się biorę do roboty, a Ty siedzisz. Dlaczego nie?
          Ach, ego, duma, mężczyzna, role społeczne. Pomyślałaś tak? To nie myśl. A jeśli nadal jest Ci trudno - cóż, czekaj dalej, może nie rozbiłaś się jeszcze wystarczająco mocno.

          Toksyczna matka/rodzina? Ja ograniczyłam kontakty do niezbędnego minimum. Skoro jest mi tak łatwiej, by utrzymać moją malutką rodzinę na powierzchni i nie tonąć - robię to. Tu przyjdą ci do głowy różne myśli, wypada, nie wypada i co na to opinia. Ale przecież - nie myślimy.

          OIK/poradnia. Twoje tak, ale. Że nie dla Ciebie, że trzeba przyjść.
          Ja zadzwoniłam. I cóż, do mnie przyszli. Przez dwa lata siedziałam kompletnie sama w domu z dzieckiem i nagle, szast prast, mam kartotekę na policji (i numer do dzielnicowego w razie potrzeby), mam kartotekę w OPS (i panią psycholog od trudnych spraw rodzicielskich do pogadania). Sami między sobą się pokoordynowali, żeby znaleźć najlepsze z możliwych rozwiązań. Plus terapia indywidualna. Czasem do pogadania.

          Z rzeczy praktycznych (jak już mamy męża posadzonego w domu i teraz my działamy)? Nie wiem, jest forum emama/pomocne emamy, może tam coś znajdziesz - pomocy faktycznej, może coś masz na wymianę (np. te ciasta=). Masz troje dzieci, ja bym się zabijała o walające się rzeczy - wypchnij to na allegro, potraktuj to poważnie, jak przymiarkę do pracy, grosz do grosza i też może się coś zebrać. Może nie od razu na długi - na początek na budowanie wiary w siebie. Jeśłi wierzysz w swoje ciasta, lubisz to i czujesz, że inni też mieliby z tego pożytek - wejdź w to. Sanepid nie sanepid. Nie myśl o sanepidzie. Przyjdzie czas na myślenie o sanepidzie. Zacznij działać, potem pomyślisz o takich detalach.

          Parę lin, które Cię wyciągną. Widziałaś "Zaklinacza koni"? Kristin tłumaczy Robertowi jak to wszystko jej się wymyka i ona tak trzyma, trzyma mocno, żeby się wyrwało... A co mówi Robert? Zgadłaś: "Puść".
          I jeszcze strona energiawewnetrzna.pl Znalazłam niedawno, psycholog z Krakowa (dawniej szkoleniowiec w firmach, więc nieco inne podejście niż psychoanaliza wg nfz - ale polecam równolegle) ma misję i wrzuca cudne artykuły do sieci: o zmianie, lękach, nadziei, odnajdowaniu się w życiu. Skoro już (czasem) musisz siedzieć w domu, masz lekturę do odrobienia.

          Możesz pisać, także na priva: danaide@gazeta.pl
          • paris-texas-warsaw Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 19.02.13, 12:13
            Pomyślałam sobie, że jak masz zdolności do tortów artystycznych, to może masz w ogóle zdolności artystyczne i nawet jak czegoś nie robisz, to łatwo możesz się nauczyć. Ja znam kogoś kto robi z pólfabrykatów w warunkach zupełnie domowych jako sposób na spędzanie czasu ale i dorobienie sobie biżuterię srebrną, inną osobę robiącą maskotki i breloczki-minimaskotki, a także ze dwie panie robiące na szydełku piękne rzeczy (sama kilka kupiłam i zamówiłam coś specjalnego na jakąś okazję). To możesz rozprowadzać nawet przez te koleżanki, które pracują Przyniosą szkatułkę do pracy i inne kobitki sobie wybierają i kupują. Albo przez stronę www. Nawet sanepid się nie przyczepi. Nawet działalność gospodarcza męża już założona. Tak samo obrusy np. lniane - wykańcza człowiek mereżką albo obrębia słupkami na szydełku materiał za 50 zł i sprzedaje za 150 zł.
            • paris-texas-warsaw Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 19.02.13, 12:20
              I jeszcze znam kogoś, kto tak w wolnych chwilach robi rzeczy z gliny, takie różne - zawieszki, broszki, krzywe miski - sama nie jestem fanem, ale widziałam jak ludzie kupowali takie krzywe miski po 30 zł albo i więcej, pomalowane jakimiś bazgrołami:) Na rękodzieło zawsze jakiś amator się znajdzie, zwłaszcza że można robić na czyjeś konkretne zamówienia - a to patera na jabłka, a to patera na gruszki, a w zimie na mandarynki;)
              • kkrakowianka Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 20.02.13, 09:43
                Bardzo dziękuję za pomysł. Ale powiem szczerze, że jestem noga artystyczna. Torty zrobię, bo uwielbiam piec, ale przy modelingu cukrowym się muszę napracować. Za to uwielbiam piec przeróżne ciasta, ciasteczka etc. Muszę chyba postawić wszystko na ostrzu noża.
                I chyba przeprowadzę się do mojej matki, ale bez męża. On ciągle lawiruje i z terapią i z pracą. Niestety każe mi siedzieć w domu razem z dziećmi (teraz znowu są chore). Już sama nie wiem co gorsze, czy matka, czy mąż. Argumentem przeciwko przeprowadzce jest niestety stan mieszkania mojej matki. Nieremontowane z 30 lat jest w stanie fatalnym, a syn ma alergię na kurz i roztocza i musi mieć bardzo precyzyjnie określone warunki zamieszkania, żeby nie chorować. No a mnie na to na pewno nie stać.
                • hatsu33 Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 20.02.13, 14:04
                  Chyba najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że trzeba niestety przyjąć do wiadomości fakt, że najbliższa osoba, czyli mąż, nie pomoże. Razem miało być lepiej, a jest gorzej. Że trzeba liczyć tylko na siebie. Z tej perspektywy, chyba lepsza jest wyprowadzka do matki, bo wykonasz pierwszy krok do samodzielnych decyzji, bo nie będziesz patrzyć codziennie na męża i mieć nadzieję, że może jednak zrobi to, co powinien; bo może decyzja o tej czasowej separacji z mężem stanie się dla Ciebie motywacją i siłą do dalszego działania - czyli osiągnięcia niezależności finansowej.
                  Poza tym, będziesz mogła spojrzeć na swoje małżeństwo z dystansu.
                  Mam nadzieję, że zadbasz o finanse dla dzieci, czyli mąż będzie łożył na wychowanie dzieci. A może jemu też jest potrzebna "prawna motywacja"?
                  • kkrakowianka Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 21.02.13, 08:45
                    Alimenty dla dzieci muszą być zasądzone, bo nawet jak mąż będzie miał jakieś pieniądze, to i tak komornik od razu weźmie. Szkoda, że w Polsce jest tak marne prawo upadłościowe. Mają to zmienić, ale i tak nie wiadomo jak będzie wyglądało ostatecznie. I nie liczę tu na spłatę naszych długów, ale jakieś sensowną możliwość spłacania. Na razie to wszystko u nas w powijakach w porównaniu z innymi krajami. Śmieję się czasami, że powinien był naoszukiwać, nakraść, a potem gdzieś "schować". Potem by odsiedział jakiś czas, a najprawdopodobniej nie (bo tak niestety najczęściej jest) i przynajmniej nie mielibyśmy problemów finansowych. A tak kicha.
                    Jeżeli chodzi o nasze długi, to czarno to widzę. Będziemy je spłacać całe życie całe życie i dodatkowo żyć w biedzie. Chyba, że zdecydujemy się wyjechać np. do Irlandii. Znajomy wylądował tam z mniej więcej takimi samymi długami, spłacił je pracując przy ludziach starszych, w kilka lat. No i jakoś jest to możliwe, tylko że tam są dodatki na dzieci etc. Zresztą pewnie same wiecie jak to jest. Co będę o tym pisać. Ale jakoś nie potrafię wyjechać z Polski, nie podoba mi się tu wiele rzeczy, ale jakiś głupi sentyment mam do tego kraju.
                    • yoma Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 21.02.13, 09:21
                      No nie zdzierżyłam...

                      Do pracy nie pójdę, bo mam guz jajnika.
                      Poza tym do pracy nie pójdę, bo mnie kiedyś przejechała celebrytka, a ja miałam 2 m do drugiej strony, cokolwiek to znaczy.
                      Mąż świnia, bo łazi po mieszkaniu i się nim zajmuje zamiast szukać pracy. (Gdyby tę pracę znalazł, tobyś jęczała, że nie zajmuje się mieszkaniem.)
                      Syn do przedszkola nie pójdzie, bo alergik.
                      Świat jest wstrętny, bo mieszkanie akustyczne, sąsiedzi nie chcą zajmować się cudzymi dziećmi i patrzą wilkiem.
                      Tortu nie upiekę, bo jestem noga artystyczna.
                      Forum jest wstrętne i pluje jadem, bo wysyła mnie do pracy zamiast razem ze mną siąść na dupie i użalać się nade mną.
                      Do matki nie pójdę, bo toksyczna i ma syf i grzyb.
                      Polska jest wstrętna, bo nie ma dodatków na dzieci.
                      Do Irlandii nie pojadę, bo kocham Polskę (taaaa... a Irlandia czeka z wyciągniętymi rękami na użalającą się nad sobą matkę trojga małych, chorowitych dzieci).

                      Wyrzuć może chwilowo ze słownika wyrażenie "forum pluje jadem" i zamiast tego zastanów się trochę nad sobą.
                      • krokodil123 Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 21.02.13, 10:28
                        Oj tam, oj tam....jakaś przewrażliwiona jesteś :)))
                        • yoma Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 21.02.13, 10:38
                          Oraz jadowita, mądralińska, nierozumiejąca i co tam jeszcze :)
                          • kocham_bratki Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 21.02.13, 10:53
                            O kurczę... a już myślałam, że to tylko ja się mylę.

                            Kkrakowianko, ja również jakoś nie zauważyłam, żeby Forumowicze "pluli jadem", za to dobitnie Ci pokazują, że boisz się zmian jak diabeł święconej wody.

                            Swego czasu na forum "Rozwód..." dostałaś konkretne rady. Wdrożyłaś którąś z nich, czy tam też siedzą sami "mądralińscy"?

                            Ty zaczynasz od wykrętów, chyba masz nadzieję, że ktoś za Ciebie odwali całą robotę i zorganizuje życie.

                            Wprost fascynuje mnie, że jesteś w stanie zainwestować tyle energii w budowanie całej piramidy wymówek, zamiast skierować ją na rozwiązanie swoich problemów. Wg mnie to sabotowanie działań własnych lub wybieranie takich, o których z góry wiadomo, że będą nieskuteczne.
                            • danaide Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 21.02.13, 20:53
                              Tak, boi się zmian, co w tym złego? Tylko idioci niczego się nie boją.
          • bialerano Do Danaide 21.02.13, 11:08
            Danaide,
            Napisałaś niesamowicie dobry i skuteczny dla mnie post - tak bardzo potrzebowałam krzepiąco-energetyzującej rady!
            Jako typ rozwalający "włos na cztery miliony", zbyt często siedzę i myślę. Tymi myślami wielokrotnie doprowadzam się do dołka i marazmu.
            I w toku myślenia nie pomyślałam, aby spróbować nie myśleć, tylko zrobić cokolwiek przydatnego.
            Niby to takie proste....

            Mam opory przed przekazywaniem otoczeniu swoich problemów - obawiam się rad typu: "Weź się w garść", "Uwierz w siebie", "Pracuj nad samooceną" - Ty napisałaś konkretnie CO zrobić w trudnej sytuacji....

            Pamiętam wypracowania z liceum oceniane na 3, opatrzone komentarzem: "Popracuj nad stylem", "Styl!!!". Ogromnie drażniły mnie takie uwagi, podobnie jak drażnią teraz ogólnikowe wymienione wyżej. Mimo starań, nigdy nie otrzymałam konkretnej odpowiedzi, jak pracować nad stylem. Szlag mnie trafiał...

            Twój post jest fajnie napisany, konkretny, mnie dał oparcie.

            Dziękuję i pozdrawiam! :)
            • danaide Re: Do Danaide 21.02.13, 20:49
              Dzięki=) Nie chciałabym, żeby wyszło, że wiódł ślepy kulawego, ale... Podaję rzeczy, które sama testuję na sobie, które pozwalają mi funkcjonować na bieżąco i polecam, może coś z tego wybierzesz dla siebie (mam nadzieję, że nie usuną jako reklam, ale gdzie wymieniać się taką wiedzą?):
              - energiawewnetrzna.pl (wspomniany);
              - praca (the work of) Katie Byron - od której wzięłam to, że cierpienie bierze się z myślenia i że myślenie można odwracać (ale na tym na razie poprzestałam=);
              - "Jak ruszyć z miejsca" Elżbiety Kalinowskiej;
              - idea, że zmiana zależy od nas i nikt niczego za nas nie zrobi - to chyba z opisów książeczek chyba z półek NLP=).
              • paris-texas-warsaw Hej:) 22.02.13, 10:31
                Ktoś w "realu" mi powiedział, że sobie tak siedzę w ciepełku przy komputerku i piszę np. zarób żeby i na życie i na opiekunkę wystarczyło... A ja jakoś Krakowianko w Ciebie uwierzyłam, że Ci się uda zebrać i będzie dobrze:) Ale jednej rzeczy zapomniałam napisać: podziwiam za ogarnianie tej trójki dzieci mimo wielu przeciwności, wg mnie to są większe osiągnięcia niż podpisywanie kontraktów na grube miliony:) I pomyślałam sobie, że jak kiedyś będę jechała do Krakowa (teraz niestety jestem trochę w Warszawie unieruchomiona, a bardzo lubię Kraków...), to zamówię u Ciebie jakieś artystyczne ciasto nawet bez certyfikatu sanepidu i sobie pod Wawelem przy Smoku zrobię piknik:) Jakbyś kiedyś była w Warszawie i chciała, żeby Ci pokazać fajne (i darmowe!) miejsca, gdzie można miło spędzać czas z dziećmi, to daj znać w tym wątku - ja chętnie Ci pokażę:)
                • kkrakowianka Re: Hej:) 23.02.13, 09:33
                  Paris pewnie nawet się nie spodziewałaś, ale ten ostatni post to dla mnie najmilszy prezent urodzinowy (bo dzisiaj mam urodziny) i nadzieja na przyszłość. Usiadłam przy laptopie i wchodziłam na forum, spodziewałam się kolejnego kopa, a tu taka niespodzianka. Tym bardziej, że od tygodnia walczymy z dziećmi z wirusami, wczoraj ja sama niestety poddałam się wirusom, a w nocy jedna z córek miała 40C. Jestem zdołowana, ale teraz z kolei przez głupią, przyziemną rzecz: wirusy. Dziękuję, dałaś mi siłę na dzisiaj. Zapraszam do Krakowa, ja z kolei bardzo lubię Warszawę:)
                • mamasiasiulki Re: Hej:) 08.06.13, 00:31
                  Znalazłaś tę robotę? Udało się jakoś ogarnąć? Jestem z Krakowa - szkoda, że nie zajrzałam tu wcześniej, może byśmy się jakoś w realu spotkały :-) A matkę mam toćka w toćkę podobną. Wygrzebiecie się Dziewczyno, tylko trzeba wziąć się w garść. Ja wyszłam z podobnego bagienka, Mąż - z typowej pijackiej melinki. Obecnie jesteśmy na swoim, pokończyliśmy studia, pracujemy na UJ-ocie. Da się, choć fakt - trochę trzeba szczęścia, trochę pomocy innych ludzi. Fakt, że i teraz mamusie próbują umilać nam życie, ale trzymając je krótko i na odległość dajemy radę. Napisz, jak tam - jeśli tu jeszcze zaglądasz. Nie chcę niczego obiecywać, ale gdybym jakoś mogła Ci pomóc to pisz, nie zawsze pewnie będę mogła lub chciała, ale zawsze rozważę :-) Buziaki i nie daj się, a do matki nie wracaj! Dla dzieci i dla siebie.
                  • kkrakowianka Re: Hej:) 08.06.13, 09:18
                    Na razie dalej się kisimy, chociaż mąż zaczął konkretniej działać. Niestety z pracą jest bardzo ciężko. Już prawie miał pewną pracę w dwóch firmach, ale w pierwszej okazało się że chcieli go wykorzystać w robieniu przekrętów finansowych (sami je robili już od dłuższego czasu w bardzo znanym banku), a w drugiej była reorganizacja, na skutek której sam menedżer, który miał go zatrudnić, rozstał się ze swoją firmą po wielu latach pracy. Starsza córka dostała się do przedszkola, młodsza oczywiście nie - napisaliśmy odwołanie. Mamę na razie mam z głowy, pojechała do siostry, ale ta znowu obrażona, bo teraz jej jęczy.
                    Jeżeli chodzi o terapię, to zaczynam dochodzić do wniosku, że cała ta zgraja psychologów i psychiatrów bardziej potrzebuje pomocy. Z DDD męża się pozbyli i wysłali go na Babińskiego, a tam robił jakieś testy, który wyszły jakieś niemiarodajne i jeżeli chce to może je sobie zrobić po upływie co najmniej 2 m-cy.
                    Pracy fizycznej mąż nie może podjąć, bo ma poważne uszkodzone kolano, przed nim artoskopia, no ale wiadomo jakie terminy. A na dokładkę dzieci mają teraz szkarlatynę (a już cieszyłam się, że przynajmniej syn pojedzie na zieloną szkołę - jedyny wyjazd za miasto, bo w wakacje znowu nigdzie nie pojedziemy). No i mamy nakaz eksmisji, bo niby mamy gdzie mieszkać. Fajnie jest:)
                    • saskhia Re: Hej:) 07.12.13, 06:25
                      Kiedyś zdarzyło się że też nagle zostałam w domu z małym dzieckiem i drugim w wieku 7 lat(chodził do 1 klasy) . Jestem osobą lubiącą działac , nie umiem nic nie robic- muszę robic. Wyjśc nie miałam wiele , rodziców nie było blisko- znajomych również.....myślałam tak myślałam i wymyśliłam. Na nianię nie było mnie stac , z córką też nie chciałam się rozstawac....chmmm myślę...skoro tak to ja będę nianią :) dałam ogłoszenie w necie że chętnie zajmę się 1 dzieckiem u mnie domu ( czyli mamusia lub tatuś przywozi mi dziecko do domu i je tutaj odbiera) Piszesz że masz kłopoty z przedszkolem- myślę że nie tylko Ty. Myślę że jest wiele takich rodzin które poszukują wyjścia. Ty możesz pomóc im (opiekując się ich dzieckiem) oni mogą pomóc Tobie -dając Ci zajęcie za które zapłacą. Uważam że jest to doskonałe wyjście -nawet sanepid się nie przyczepi :) życzę powodzenia.....
            • nathasha Re: Do Danaide 24.02.13, 21:21
              Zgadzam się, swietny post Danaide. Szczerze mowiac po przeczytaniu kilku odpowiedzi krakowiance miałam podobne co ona odczucie, może nie jadu ale takich rad "na odczepke". I jak napisala ze potrzebuje po prostu życzliwej duszy to było mi tak strasznie przykro ze nie mieszkam w Krakowie i nie mogę jej pomoc. A Ty jej napisalas przede wszystkim z własnego doświadczenia, madrze i spokojnie. I bez zadęcia. Krakowianko, uda się, posłuchaj Danaide. Trzymam mocno za Ciebie kciuki i tez kupie to ciasto:)
          • love-letter Re: Sytuacja dramatycznaDDD - czy jest jakieś wyj 08.06.13, 00:17
            > I jeszcze strona energiawewnetrzna.pl Znalazłam niedawno, psycholog z Krakowa (
            > dawniej szkoleniowiec w firmach, więc nieco inne podejście niż psychoanaliza wg
            > nfz - ale polecam równolegle) ma misję i wrzuca cudne artykuły do sieci: o zmi
            > anie, lękach, nadziei, odnajdowaniu się w życiu

            NFZ nie zawsze oferuje psychoanalizę. Chyba że miałaś na myśli psychoterapię, którą wiele osób myli z psychoanalizą. Psychoanaliza (terapia psychodynamiczna) to jedna z form pracy terapeutycznej; od której się zresztą odchodzi i wg wszelkich badań najlepsze rezultaty przynosi psychoterapia poznawczo-behawioralna.
    • lily-evans01 Wszystko rozumiem, ale... 26.02.13, 21:33
      Co do tej prawie 6-latki bez przydziału do przedszkola, to jakaś przesada.
      Albo coś autorka zmyśla, albo powinna przyszykować się nie za długo na grzywnę i wizytę policji za nie dopełnianie obowiązku przedszkolnego pięciolatka. I dziwię się, że nikt jeszcze nie monitował w tej sprawie.
      Jeśli dziecko nie otrzymało miejsca w przedszkolu publicznym, to tylko z tej przyczyny, że miejsc jest mało, co wszyscy wiemy - i przedszkola często odsyłają te najstarsze dzieci do punktów przedszkolnych w szkołach, co wcale nie jest takie złe w tym wypadku, bo dziecko przynajmniej zajmie się czymś rozwijającym, zamiast przez całą dobę oglądać użalających się nad sobą rodziców.
      W wypowiedzi autorki widzę mnóstwo lęków, fobii, nadinterpretacji pewnych zdarzeń i sytuacji - a to przeszkadza w normalnym życiu, a także w poszukiwaniu pracy.
      Radzę dowiedzieć się, co i jak z tym miejscem dla pięciolatki w przedszkolu/szkole - wystarczy telefon do wydziału oświaty i już jedna sprawa będzie załatwiona. I będzie jakieś poczucie sukcesu.
      Radzę też udać się na własną terapię do bezpłatnego psychologa plus psychiatra i coś przeciwlękowego, może na parę miesięcy, żeby w ogóle móc żyć i działać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka