Dodaj do ulubionych

Toksyczna Matka ?

29.05.13, 14:11
Witam.
Sama nie wiem, po co to piszę, chyba potrzebuję potwierdzenia swoich przypuszczeń.
Właściwie to nie wiem od czego zacząć, może od tego że odkąd pamiętam to zawsze miałam pod górkę w kontaktach z moją Mamą. Od małego trudno mi było ją zadowolić, co bym nie zrobiła, to nie było dla niej wystarczające. Nawet gdy zrobiłam coś dobrze, to ona nie pochwaliła mnie, tylko chwaliła się mną przed innymi. Jest osobą nerwową, jako małe dziecko nie raz dostałam porządne lanie np. sznurem od żelazka. Najgorsze zaczęło się gdy rodzice się rozwiedli gdy miałam 10 lat. Mimo tego że ułożyła sobie życie na nowo, cała jej uwaga skupiała się na mnie. Musiałam być idealna, co jest nierealne. Z uwagi na to że była nerwowa a ja nie chciałam jej krzywdzić, z czasem nauczyłam się tak naginać prawdę żeby jej celowo nie zdenerwować. Nie kłamałam ale np nie mówiłam wszystkiego, obie wtedy byłyśmy zdrowsze. Miała wobec mnie i moich potencjalnych mężów wygórowane oczekiwania.
To co mi przeszkadza teraz, to fakt że często czuję się winna. Podam przykład. Moja Mama zawsze jest zazdrosna o moje kontakty z Ojcem. Z nim spotykam się znacznie rzadziej, co 2 , 3 miesiące, z nią co tydzień albo i częściej. Mimo to ciągle słyszę narzekania, że jej nie szanuję bo się spotykam z Ojcem i rozlicza mnie z każdej minuty z nim spędzonej. Efekt jest taki że często nie mówię jej że się z nim spotkałam i okłamuję ją że byłam u kogoś innego.To się tyczy również kontaktów z teściami. Nawet jeśli byliśmy u nich 2 godziny a u niej połowę dnia to i tak nie raz usłyszałam że to jest brak szacunku w stosunku do niej, bo to przecież ona jako moja Matka jest najważniejsza. Uprzedzę pytania: czy muszę o wszystkim mówić Mamie? Otóż tak, jest bardzo dociekliwą osobą i nie sposób ją zbyć.
Teraz jestem już dorosła i mam własną rodzinę. Niepokoi mnie to, że widzę u siebie niektóre zachowania mojej Matki. Nie chcę krzywdzić swojego dziecka, bardzo je kocham, staram się z tym walczyć ale nie jest to łatwe i czasami na nie krzyknę lub dam klapsa. Później strasznie źle się z tym czuję i staram się nadrobić okazując dziecku jak bardzo je kocham i przepraszam je za to.
Poradźcie, co zrobić? Czasami myślałam żeby zerwać kontakty ale to chyba nie tędy droga. Jestem jej jedynym dzieckiem, jak zresztą można być tak okrutnym.
Obserwuj wątek
    • sebalda Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 14:41
      Na gadanie matki się uodpornić, a nad nerwami w stosunku do dziecka ciężko pracować. Dzieci nie wolno bić! Nie i koniec! Nie ma wyjątków! Dobrze, że potrafisz przeprosić, ale jeśli to się często powtarza, Twoje przeprosiny nie są nic warte, taka jest prawda. W żadnym razie nie wolno Ci bić dziecka, obiecaj to sobie, gdy ponoszą Cię nerwy, wyjdź, policz do 50, stosuj techniki rozładowania napięcia, oddechy, cokolwiek.
      Czy z matką rozmawiałaś kiedyś szczerze? Powiedzialaś, jak się czujesz, jak tak Cię traktuje? Jeśli nie, zrób to, jeśli tak i to nie przyniosło skutku, na pytania o spotkania z ojcem lub teściami nie odpowiadaj, powiedz, że w związku z jej reakcjami nie masz zamiaru o tym rozmawiać wcale. I tyle.
      • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 14:58
        Oczywiście, że rozmawiałam ale to jak grochem o ścianę. Przez jakiś czas jest spokój a później znowu wyskakuje z pretensjami. Najgorsze jest to że oboje z mężem na prawdę się staramy w niczym jej nie urazić ale i tak zawsze znajdzie coś do czego może się przyczepić. Nie odpowiadać na pytania? To działa na nią jak płachta na byka, od razu zaczyna się wściekać. Cierpi tez na manię prześladowczą, wszyscy są zawsze przeciwko niej i knują za jej plecami.
        • sebalda Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 15:29
          Nie odpowiadać na pytania? To działa na nią jak p
          > łachta na byka, od razu zaczyna się wściekać.
          Jak się wścieka, wstajesz i wychodzisz. Proste. Wybiegnie za Tobą i Cię pobije? Zrobisz tak parę razy, to się następnym razem zastanowi przed wściekiem.
          Nie chodzilo mi zresztą o nieodpowiadanie, ale o powiedzenia w krótkich żołnierskich słowach, że nie będziesz z nią o tym rozmawiała, bo wiesz, jak ją to złości, a Ciebie denerwuje jej złość i nie masz przyjemości jej znosić (znaczy złości, nie matki, bo to faktycznie byłoby niegrzeczne i dawało jej argument do ręki).
          • verdana Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 15:57
            Widzę dwa problemy - jeden to nieumiejetnośc postawienia sie matce i powiedzenia jej "Widuję sie z ojcem, bo go kocham tak samo jak Ciebie. I chcę się z nim widywać, tak samo jak z Tobą, nie jest dla mnie mniej wazny. Jak Ci się to nie podoba, to Twój problem, ale nie sądź ,z ę jakiekolwiek Twoje pretensje spowodują, że z ojcem sie nie spotkam. Przy wybuchu matki , jak słusznie mówi Sebalda, nalezy wstać i wyjść. Ale obawiam sie,z e to sa rady nierealne, chyba potrzebujesz terapii, która pozwoli Ci zastosować w życiu to, co juz wiesz- że jesteś od zawsze manipulowana przez matkę. Co gorsza, jeśli nawet być robiła to, co mama chce, znajdzie co innego, by być niezadowolona.
            A druga sprawa - nie, nie jesteś podobna do matki dając czasem klapsy i czasem krzycząc. Mam tu zdanie odrebne, to znaczy w bardzo rzadkich, sporadycznych klapsach nie widzę tragedii, tragedię widzę w wymaganiu od dziecka doskonałości. A problem w tym, zę Ty miałaś być doskonałą córką, w teraz nie mozesz sobie darować, zę nie jesteś doskonałą, zawsze spokojną matką. Otóż matka nie musi byc doskonała, musi byc kochająca i lubiąca własne dziecko.
            • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 16:14
              Tak to prawda. Nie potrafię jej się przeciwstawić. Parę razy próbowałam ale czułam się potem jeszcze bardziej podle. Często niestety robię coś trochę pod jej dyktando, żeby nie było afery a później sama jestem na siebie zła. Błędne koło.

              Co gorsza, jeśli nawet być robiła to, co mama
              > chce, znajdzie co innego, by być niezadowolona.

              To też prawda, a jednak ciągle się staram.
        • sandrad2 Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 16:11
          > Najgorsze jest to że oboje z męż
          > em na prawdę się staramy w niczym jej nie urazić ale i tak zawsze znajdzie coś
          > do czego może się przyczepić.


          Przestać obchodzić się z nią jak z jajkiem. Walić prawdą między oczy i niech TO ONA się zastanawia co z FAKTAMI zrobić i jak przewartościowac swoje życie by JEJ w nim było dobrze.
          Twoja matka używa przemocy emocjonalnej - a niestety Ty się dajesz w ten krąg wciągać i urabiasz tez męża by się nie wychylał.
          Niech się matka obrazi raz, trzeci i dziesiąty. Za którymś z kolei razem zrozumie, że jeśli nie zmieni swojego zachowania - to straci kontakt z córką i wnukami. To ona ma interes dbać o te kontakty , a dzieci nie są niewolnikami żeby MUSIEĆ się dopasowywać do potrzeb rodzicielki.
          Nie jestes już dzieckiem, nie musisz jej "słuchać" pod groźbą kary.
          Możesz się na nią wypiąć. Lub dać wyraźny sygnał, że jesteś w stanie to zrobić. Zostawiając jej najpierw namiary na psychologa by z nim przedyskutowała swoje problemy i fobie.

          Sorry, ale musisz być bardziej dorosła. I bardziej dojrzale reagować.
          Trochę się dziwię, że nie stawiasz matce granic tylko grasz w jej grę. Bo masz za plecami męża, więc tworzycie sporą siłę. Gdybyś tylko chciała się emocjonalnie od matki uniezależnić.....
          Czy aby na pewno chcesz?

          • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 16:42
            Sorry, ale musisz być bardziej dorosła. I bardziej dojrzale reagować.
            > Trochę się dziwię, że nie stawiasz matce granic tylko grasz w jej grę.

            W niektórych przypadkach stawiam granice, np wtedy gdy ona mówi źle o naszych relacjach z mężem. Wiem że nasza rodzina jest teraz najważniejsza ale jednocześnie zawsze coś z tych jej gadek zostaje mi w głowie.
            To co tu opisałam to tylko szczyt góry lodowej. Opisałam tylko to co w tej chwili boli mnie najbardziej. Właśnie ostatnio postanowiłam, że więcej nie będę kłamać na temat kontaktów z ojcem i efektem tego jest ten post.
        • tully.makker Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 22:30
          Oczywiście, że rozmawiałam ale to jak grochem o ścianę. Przez jakiś czas jest s
          > pokój a później znowu wyskakuje z pretensjami.

          No i bardzo dobrze, ze rozmawialas. Tylko ze chyba jednak bardzo naiwne jest sadzic, ze wyprobowany przez lata sposob postepowania z ludzmi da sie z ienic jedna, czy nawet kilkoma rozmowami. Aczkolwiem, ja tu widze pewna nadzieje - jednak jak piszesz po rozmowie jakas poprawa jest. jesli nie chcesz odcinac kontaktu z toksyczna matka, konsekwentne zwalczanie nieprawidlowych zachowan, poprzez regularnie powtarzane rozmowy, no i oczywiscie trening behawioralny - prawidlowe zachowania nagradzamy uwaga i zyczliwoscie, przy zachowaniach nieprawidlowych odcinamy kontakt. Nie chodzi tu o robienie awantur, tylko krotki komunikat: Prosilam cie, zeby s tak nie robila, bo sprawiasz mi przykrosc. Do widzenia.
      • szamanta Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 20:00
        sebalda napisała:

        > Dobrze, że potrafisz przeprosić, ale jeśli to się często powtarza, Twoje przeprosiny nie są nic wa
        > rte, taka jest prawda.
        W żadnym razie nie wolno Ci bić dziecka, obiecaj to sobi
        > e, gdy ponoszą Cię nerwy, wyjdź, policz do 50, stosuj techniki rozładowania nap
        > ięcia, oddechy, cokolwiek

        Prawda ,popieram
    • altz Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 16:21
      Nieładnie robisz, nie mówiąc prawdy. To jest naprawdę brak szacunku do matki.
      Matka się pyta o spotkanie z ojcem, trzeba mówić zgonie z prawdą, że byłaś i się z tego cieszysz, że lubisz spotkania z ojcem i ich potrzebujesz.
      Matka, że jej nie szanujesz, potwierdzaj, że trudno ją szanować, gdy ma pretensję o spotkania z ojcem i że Ci dość napsuła krwi, ale mimo to też chcesz się z spotykać. Przypominać, jak Ci powiedziała. Matka się chwyci za serce, poudaje z dwa razy i przestanie, jeśli zobaczy, że nie osiąga efektów. Rodziców też trzeba sobie wychować, ale potem jaka jest satysfakcja! :-)
      Mów prawdę, choćby nie wiem, co. Prawda oczyszcza atmosferę. :-)
    • aqua48 Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 16:27
      ze-gata napisała:

      > Poradźcie, co zrobić? Czasami myślałam żeby zerwać kontakty ale to chyba nie tę
      > dy droga. Jestem jej jedynym dzieckiem, jak zresztą można być tak okrutnym.

      Matka skutecznie zaszczepiła Ci poczucie winy oraz przekonanie, że masz robić wszystko po jej myśli, żeby jej nie ranić. Chyba potrzebna Ci terapia, żeby sobie z tym poradzić.
      Na jej wypytywanie o to gdzie byłaś i ile czy tam spędziłaś wyobraź sobie, że sprzedawczyni ze spożywczego zdaje Ci pytania o sprawy intymne - w jaki sposób uprawiacie seks z mężem oraz ile razy. Traktuj te matki dociekania o wizyty tak samo jak potraktowałabyś sprzedawczynię - mówiąc grzecznie ale stanowczo: Wybacz, ale to wyłącznie moja sprawa. Obrazi się? Trudno. Kablem już nie oberwiesz i tak na prawdę matka nie może Ci już nic zrobić, nie ma nad Tobą władzy, dlatego tak krotko trzyma Cię na pasku powinności.

      • bez_przekazu wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 19:33
        nie mieliscie takiej matki to skad u was takie porady? nie wiecie,jak to jest kochac toksyczna matke,jaka to trudna milosc, wyniszczajaca. latwiej postawic sie mezowi niz wlasnemu rodzicowi.
        ja mialam podobna matke, co autorka. i teraz nawet, mimo,ze mam juz 50 lat, ciezko mi sie jej postawic. tzn. przyszloby mi z latwoscia,bo jest stara i wymaga mojej pomocy,ale z szacunku do niej nie potrafie zachowac sie tak,jak potrafia to zrobic inni. dlatego smierc takiej matki jest wybawieniem, dla niej i dla corki.szkoda, bo moglo byc inaczej,ale nie bedzie, bo matce zycie sie nie ulozylo i bedzie sie to odbijac na corce.
        • ze-gata Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 19:46
          Zaczęłam czytać "Toksycznych rodziców". Ten cytat dokładnie opisuje jak się czuję:
          W przypadku bezpośrednio kontrolujących rodziców nie ma szans na kompromis. Kiedy dorosłe dziecko próbuje przejąć kontrolę nad swoim własnym życiem, ceną jaką za to płaci jest poczucie winy,stłumiony gniew i głębokie poczucie własnej niewierności.

          bez_przekazu - widzę że dobrze znasz moją sytuację, ostatnie zdanie jest przerażające ale czasami miewałam nawet takie myśli że lepiej byłoby mi bez niej, przez to oczywiście też czuję się winna.
          • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 20:09
            :) bo to bylo poniekad o mnie. z ta roznica, ze moi rodzice sie nie rozwiedli,ale zyli tak,ze lepiej byloby,gdyby to zrobili.
            od porownywania sie z matka nie uciekniesz.ja usilnie wmawiam sobie,ze mam charakter ojca juz niezyjacego, aczkolwiek nie mam sie tez za bardzo czym chwalic. niestety, wizualnie tez starzeje sie jak matka. do tego dochodzi konflikt mojego meza z moja matka.
            mam nadzieje,ze uda ci sie przynajmniej ocalic twoj zwiazek przed ingerencja matki,ale bedzie to trudne. i wspolczuje ci,ze jestes jej jedynym dzieckiem.

            ze-gata napisała:

            >bez_przekazu - widzę że dobrze znasz moją sytuację, ostatnie zdanie jest przera
            > żające ale czasami miewałam nawet takie myśli że lepiej byłoby mi bez niej, prz
            > ez to oczywiście też czuję się winna.
        • altz Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 19:48
          bez_przekazu napisał(a):
          > nie mieliscie takiej matki to skad u was takie porady? nie wiecie,jak to jest k
          > ochac toksyczna matke,jaka to trudna milosc, wyniszczajaca. latwiej postawic si
          > e mezowi niz wlasnemu rodzicowi.
          Skąd to wszystko wiesz? Twoja matka kontra reszta świata? ;-)
          Ludzie mają różne problemy, a jeśli nie piszą o tym, to niekoniecznie oznacza, że ich nie mają.
          Ja nie nazywam rodziców toksycznymi, mam mocniejsze określenia. ;-)
          Na takie nieposłuszeństwo i swoje zdanie trzeba zapracować latami i w końcu się tego nauczyć. Mnie to zajęło 20 lat, a może nawet 30, jeśli się zastanowię. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo!
          Bonus jest taki, że innym w rodzinie jest już łatwiej, więc uważam, że warto to zrobić choćby dla innych i choćby inni odwodzili mówiąc, że matka to jednak matka, a ojciec, to ojciec i nie można tak robić.
          • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 20:13
            przebijam - mnie zajelo 50 lat:)
            "moja matka-kontra swiat" - tak, dokladnie tak bylo.zawsze wszystko wiedziala najlepiej i zawsze byla waleczna, nawet kiedy to nie mialo sensu. i dlatego teraz jest sama. przepraszam, ma tylko mnie.

            altz napisał:

            > bez_przekazu napisał(a):
            > > nie mieliscie takiej matki to skad u was takie porady? nie wiecie,jak to
            > jest k
            > > ochac toksyczna matke,jaka to trudna milosc, wyniszczajaca. latwiej posta
            > wic si
            > > e mezowi niz wlasnemu rodzicowi.
            > Skąd to wszystko wiesz? Twoja matka kontra reszta świata? ;-)
            > Ludzie mają różne problemy, a jeśli nie piszą o tym, to niekoniecznie oznacza,
            > że ich nie mają.
            > Ja nie nazywam rodziców toksycznymi, mam mocniejsze określenia. ;-)
            > Na takie nieposłuszeństwo i swoje zdanie trzeba zapracować latami i w końcu się
            > tego nauczyć. Mnie to zajęło 20 lat, a może nawet 30, jeśli się zastanowię. Ni
            > kt nie obiecywał, że będzie łatwo!
            > Bonus jest taki, że innym w rodzinie jest już łatwiej, więc uważam, że warto to
            > zrobić choćby dla innych i choćby inni odwodzili mówiąc, że matka to jednak ma
            > tka, a ojciec, to ojciec i nie można tak robić.
          • igge Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 20:20
            ja też mam, miałam identycznie taką mamę, rzeczywiście trudno pozbyć sie poczucia winy i zaprzestać prób uszczęśliwienia osoby, która nas rani, ale im jestem starsza tym odrobinę lepiej wyzwalam się spod jej wpływu i kontroli, były dwa lata przerwy, które dobrze mi i jej chyba zrobiły, zero kontaktów jako konsekwencja jej bardzo nieładnego zachowania, słów w stosunku do mnie i dzieci. teraz raz lepiej raz gorzej ale świetnie to już raczej nigdy nie będzie, powoli zdaję sobie z tego sprawę i boję się lat, kiedy na starość będę musiała sie nią opiekować. moja mama jest w słowach (a wdzieciństwie i w gestach) agresywną osobą i to wcale na starość nie mija, ma już 67 lat a potrafi ostro przywalić w słowach i nawet wyzwiskach mojemu mężowi np
            • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 20:39
              to tak jak moja. musisz miec wyrozumialego meza,ze to wytrzymuje.moj tez wytrzymywal prze 20 lat,ale mu przeszlo....o co ma do niego zal, bo to tak,jakby mnie opuscil.

              igge napisał:

              > ja też mam, miałam identycznie taką mamę, rzeczywiście trudno pozbyć sie poczuc
              > ia winy i zaprzestać prób uszczęśliwienia osoby, która nas rani, ale im jestem
              > starsza tym odrobinę lepiej wyzwalam się spod jej wpływu i kontroli, były dwa l
              > ata przerwy, które dobrze mi i jej chyba zrobiły, zero kontaktów jako konsekwen
              > cja jej bardzo nieładnego zachowania, słów w stosunku do mnie i dzieci. teraz r
              > az lepiej raz gorzej ale świetnie to już raczej nigdy nie będzie, powoli zdaję
              > sobie z tego sprawę i boję się lat, kiedy na starość będę musiała sie nią opiek
              > ować. moja mama jest w słowach (a wdzieciństwie i w gestach) agresywną osobą i
              > to wcale na starość nie mija, ma już 67 lat a potrafi ostro przywalić w słowach
              > i nawet wyzwiskach mojemu mężowi np
              • ze-gata Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:02
                W mężu mam wielkie wsparcie bo to tak na prawdę wszystko skupia się na mnie. Z mężem poprztykali się ze 2 razy a tak to wszystkie żale zawsze wylewa na mnie.
                • sandrad2 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:07
                  >z mężem poprztykali się ze 2 razy a tak to wszystkie żale zawsze wylewa na mnie.

                  TO PO JAKĄ CHOLERĘ JEJ NA TO POZWALASZ????!!!!
                  POBUDKA!!!
              • sandrad2 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:03
                rany boskie czytać się tego nie da.
                po co się nad sobą rozczulacie jak nic nie chcecie tak naprawdę zmienić?
                i jeszcze "żal" do byłego męża że się odpępowił wreszcie od chorej relacji? -nigdy nie powinien do niej dołączać- w tym sedno.
                to, o czym mówicie, to nie jest miłość do rodzica. to jest "współuzależnienie" od niego i toksycznej więzi.
                i dlatego ta depresja i samotność teraz.
                bo życie poświęcacie na karmienie chorej relacji z chorą osobą. zamiast powiedzieć jej "albo się leczysz- albo żyj na wyłącznie własny rachunek, amen".
                • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:13
                  ale madra. a ile trwa przecietna kuracja uniezalezniajaca? kilka lat,albo i do konca zycia.
                  jeszcze raz prosze-niech nie wypowiadaja sie osoby,ktore nie maja takich matek,bo to bez sensu.

                  sandrad2 napisała:

                  > rany boskie czytać się tego nie da.
                  > po co się nad sobą rozczulacie jak nic nie chcecie tak naprawdę zmienić?
                  > i jeszcze "żal" do byłego męża że się odpępowił wreszcie od chorej relacji? -n
                  > igdy nie powinien do niej dołączać- w tym sedno.
                  > to, o czym mówicie, to nie jest miłość do rodzica. to jest "współuzależnienie"
                  > od niego i toksycznej więzi.
                  > i dlatego ta depresja i samotność teraz.
                  > bo życie poświęcacie na karmienie chorej relacji z chorą osobą. zamiast powied
                  > zieć jej "albo się leczysz- albo żyj na wyłącznie własny rachunek, amen".
                  • pade Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:23
                    Bez przekazu, Ty sobie w ogóle nie poradziłaś, a nie zajęło Ci to 50 lat. Dalej jesteś współuzależniona. A oduzależnienie zajmuje ok. roku (intensywnej terapii). I nie masz prawa nikomu mówić, że może lub nie może wypowiadać się w tym wątku. Nie jesteś jedyną osobą na świecie, która ma kontrolującą matkę, tylko, osobą, która sobie z tym po prostu nie poradziła. Przykro mi, nie chcę Cię dobijać, ale tak to z boku wygląda.
                    Idź wreszcie do psychologa, terapia naprawdę Ci pomoże. Samo nic się nie zmieni. A męczenników nikt nie docenia.
                    • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:31
                      no i dobrze.matka ma 78 lat,niedlugo umrze,szkoda mi kasy na psychologow:)
                      pade napisała:

                      > Bez przekazu, Ty sobie w ogóle nie poradziłaś, a nie zajęło Ci to 50 lat. Dalej
                      > jesteś współuzależniona. A oduzależnienie zajmuje ok. roku (intensywnej terap
                      > ii). I nie masz prawa nikomu mówić, że może lub nie może wypowiadać się w tym w
                      > ątku. Nie jesteś jedyną osobą na świecie, która ma kontrolującą matkę, tylko, o
                      > sobą, która sobie z tym po prostu nie poradziła. Przykro mi, nie chcę Cię dobij
                      > ać, ale tak to z boku wygląda.
                      > Idź wreszcie do psychologa, terapia naprawdę Ci pomoże. Samo nic się nie zmieni
                      > . A męczenników nikt nie docenia.
                      • pade Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:46
                        Nie na psychologów Ci szkoda, a na siebie.

                        Męczennic się nie żałuje, od nich się ucieka.
                        • pade Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:52
                          ha, dałam się nabrać, jesteś DDA, terapia dla Ciebie jest bezpłatna
                          widać czerpiesz jakies profity z bycia nieszczęśliwą, smutne:(

                          ps. mam w otoczeniu bliską osobę w trakcie terapii DDA, zaczyna wreszcie żyć, oddychać, czuć
                          polecam Ci ze szczerego serca
                          nie warto się męczyć, w imię czego zresztą?
                          czy Twój syn, nie byłby szczęśliwszy, gdyby wiedział, że matka wreszcie zajęła się sobą? że daje sobie radę?

                          współczucie nie zaspokoi Twojego głodu miłości,
                          nie ma zamienników
                          • altz Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 11:56
                            pade napisała:
                            > ha, dałam się nabrać, jesteś DDA, terapia dla Ciebie jest bezpłatna
                            > widać czerpiesz jakies profity z bycia nieszczęśliwą, smutne:(

                            Podobno nie ma czegoś takiego jak DDA, ale profity jakieś faktycznie muszą być.
                            Córką się zajmuje matką, nie powie nic złego, nie utnie kontaktów, nie skrytykuje, bo się opiekuje matką, jak dzieckiem. Jest dobra i szlachetna.
                            Chyba trzeba siebie lubić co najmniej jak matkę i przede wszystkim cenić, żeby się postawić, rozmawiać jak równy z równym i skończyć te gierki.
                            Psycholog na to nie pomoże, jeśli się tego samemu nie chce.
                • ze-gata Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:16
                  To na prawdę nie jest takie proste, byłaś w takiej sytuacji ? Ja staram się utrzymać równowagę, nie chcę jej ranić a jednocześnie nie zamierzam się jej poddać. Tak na prawdę z wiekiem jest coraz lepiej ale nadal są chwile kiedy jest mi ciężko na duszy. Wiem natomiast że teraz najważniejsza jest moja rodzina i zawsze wystąpię w jej obronie. Terapię proponowałam ale usłyszałam że ona jest zdrowa a ja mogę się iść sama leczyć jak tak bardzo chcę. Poza tym zdaję sobie sprawę z tego, że ją też ktoś musiał kiedyś skrzywdzić i dlatego jest teraz taką osobą.
                  • sandrad2 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:30
                    i owszem, powinnaś sama iść na terapię. Bo nie umiesz się odpępowić od matki.
                    nie jesteś osobą niezależną, jesteś marionetką na uwięzi, której emocje zależą od humoru matki - i to będzie miało wpływ na twoją nową rodzinę.
                    albo odetniesz się od matki albo za ileś lat będziesz w sytuacji bez_przekazu
                    (po kiego diabła co tydzień do niej biegniesz?? zostaw jej przestrzeń by ją sobie zagospodarowała kim innym, wyjedź za granicę jak inaczej nie umiesz jej odmówić spotkań)
                    • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:38
                      a dlaczego ma sie "odpepowiac,odcinac itp od matki"?
                      ona nie ma sie od niej odcinac, bo sobie tylko krzywde zrobi.ona ma sie pogodzic z tym,ze matka taka jest ,jak jest i dbac o swoja rodzine. relacje powinna utrzmywac w takim stopniu, w jakim jest to niezbedne. "schody" zaczna sie kiedy matka zacznie sie starzec,czyli mniej wiecej za 10 lat.

                      sandrad2 napisała:

                      > i owszem, powinnaś sama iść na terapię. Bo nie umiesz się odpępowić od matki.
                      >
                      > nie jesteś osobą niezależną, jesteś marionetką na uwięzi, której emocje zależą
                      > od humoru matki - i to będzie miało wpływ na twoją nową rodzinę.
                      > albo odetniesz się od matki albo za ileś lat będziesz w sytuacji bez_przekazu
                      > (po kiego diabła co tydzień do niej biegniesz?? zostaw jej przestrzeń by ją so
                      > bie zagospodarowała kim innym, wyjedź za granicę jak inaczej nie umiesz jej odm
                      > ówić spotkań)
                      • pade Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:25
                        bo jest dorosłą kobietą, nie dzieckiem
                        i wcale nie trzeba godzić się z tym, co nas rani, wcale
                        • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:32
                          a czy ja gdzies napisalam ,ze trzeba?
                          pade napisała:

                          > bo jest dorosłą kobietą, nie dzieckiem
                          > i wcale nie trzeba godzić się z tym, co nas rani, wcale
                  • czarna12.3 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:31
                    "Terapię proponowałam ale usłyszałam że ona jest zdrowa a ja mogę się iść sama leczyć jak tak bardzo chcę".
                    Tak właśnie jest- jeśli nam jest źle, cierpimy z czyjegoś powodu to dobrze jest skorzystać z porady psychologa, idźmy na terapię.
                    • sandrad2 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:35
                      tak właśnie - chcemy, by ktoś się zmienił- to musimy zmienić najpierw samego siebie i to jak się zachowujemy i jak reagujemy na tę osobę. Jesli my się zmienimy - ona nie ma wyjścia, musi się dostosować lub odejść z relacji. Ale MY możemy zmienić tylko siebie.
                      I jeśli jesteśmy emocjonalnie zdrowi- to pracujemy NAD SOBĄ, uważając na drugiego człowieka , ale nie robiąc z niego centrum swojego wszechświata i dyrygenta/władcy moich własnych emocji.
                      • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:41
                        tiaaaa, my sie zmieniamy,odwalamy cala ciezka robote , a druga strona se lezy i pachnie.skad ja to znam.
                        naczytaly sie dziewczynki porad psychologow i powtarzaja bezmyslnie, jesli juz ktos ma sie tu zmieniac to matka tej nieszczesnej autorki, ale ona jest za stara.
                        sandrad2 napisała:

                        > tak właśnie - chcemy, by ktoś się zmienił- to musimy zmienić najpierw samego si
                        > ebie i to jak się zachowujemy i jak reagujemy na tę osobę. Jesli my się zmieni
                        > my - ona nie ma wyjścia, musi się dostosować lub odejść z relacji. Ale MY moż
                        > emy zmienić tylko siebie.
                        > I jeśli jesteśmy emocjonalnie zdrowi- to pracujemy NAD SOBĄ, uważając na drugie
                        > go człowieka , ale nie robiąc z niego centrum swojego wszechświata i dyrygenta/
                        > władcy moich własnych emocji.
                        • sandrad2 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:45
                          a Ty całe życie grasz w "tak, ale" (przecież się nieeee daaa, matka już taka jeeeest, to normalne że jest nienormalnie, po co mam coś zmieniać książkę poczytam i starczy, itd). I masz tego skutek w domu.
                          uświadom to sobie.
                          zamiotłaś problem pod dywan zamiast go rozwiązać. a czasem potrzeba drastycznych rozwiązań. wolałaś dostosować się do problemu. więc on się nie skończy. nawet ze śmiercią matki.
                          • ze-gata Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:57
                            Błagam, nie strasz mnie. Ja chcę to zmienić i nie chcę być taka jak ona. Między innymi po to napisałam tego posta.Myślę że już dużym krokiem naprzód jest to, że zdaję sobie sprawę z problemu i podjęłam już pewne decyzje.

                            sandrad2 napisała:

                            > a Ty całe życie grasz w "tak, ale" (przecież się nieeee daaa, matka już taka je
                            > eeest, to normalne że jest nienormalnie, po co mam coś zmieniać książkę poczyta
                            > m i starczy, itd). I masz tego skutek w domu.
                            > uświadom to sobie.
                            > zamiotłaś problem pod dywan zamiast go rozwiązać. a czasem potrzeba drastyczny
                            > ch rozwiązań. wolałaś dostosować się do problemu. więc on się nie skończy. naw
                            > et ze śmiercią matki.
                            • sandrad2 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 22:09
                              im wcześniej zburzysz dotychczasowy układ i wykujesz w skale nowe normy relacji -> tym więcej Ci z życia zostanie.
                              sama tego nie dokonasz bo chodzisz ścieżkami jakie wykuła w skale matka, nie masz jeszcze własnych. boisz się je mieć.
                              tu potrzebna jest interwencja/pomoc z zewnątrz osoby "mądrzejszej" i zdystansowanej.
                              tak jest dużo szybciej.
                              a życie biegnie biegnie biegnie...
                              ani się obejrzysz.
                              po 45tce baterie zaczną siadać i się poddasz niewolnictwu bo nie będzisz już miała sił ani chęci dopiero wtedy g... ruszać.
                              • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:34
                                pieknie napisane i prawdziwe:)
                                sandrad2 napisała:

                                > im wcześniej zburzysz dotychczasowy układ i wykujesz w skale nowe normy relacji
                                > -> tym więcej Ci z życia zostanie.
                                > sama tego nie dokonasz bo chodzisz ścieżkami jakie wykuła w skale matka, nie ma
                                > sz jeszcze własnych. boisz się je mieć.
                                > tu potrzebna jest interwencja/pomoc z zewnątrz osoby "mądrzejszej" i zdystanso
                                > wanej.
                                > tak jest dużo szybciej.
                                > a życie biegnie biegnie biegnie...
                                > ani się obejrzysz.
                                > po 45tce baterie zaczną siadać i się poddasz niewolnictwu bo nie będzisz już mi
                                > ała sił ani chęci dopiero wtedy g... ruszać.
                    • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:39
                      tiaaaa, moim zdaniem taniej jest kupic ksiazke.
                      moze i matka przeczyta?
                      czarna12.3 napisała:

                      > "Terapię proponowałam ale usłyszałam że ona jest zdrowa a ja mogę się iść sama
                      > leczyć jak tak bardzo chcę".
                      > Tak właśnie jest- jeśli nam jest źle, cierpimy z czyjegoś powodu to dobrze jes
                      > t skorzystać z porady psychologa, idźmy na terapię.
                      • czarna12.3 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:56
                        bez_przekazu napisał(a):

                        > tiaaaa, moim zdaniem taniej jest kupic ksiazke.
                        > moze i matka przeczyta?
                        Miła " bez _przekazu", książki czytam i to ze zrozumieniem, ale dzięki pracy z psychologiem.
                        > czarna12.3 napisała:
                        >
                        > > "Terapię proponowałam ale usłyszałam że ona jest zdrowa a ja mogę się iść
                        > sama
                        > > leczyć jak tak bardzo chcę".
                        > > Tak właśnie jest- jeśli nam jest źle, cierpimy z czyjegoś powodu to dobr
                        > ze jes
                        > > t skorzystać z porady psychologa, idźmy na terapię.
                        >
                        >
                        • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:34
                          a ja czytam dzieki samej sobie:)
                          czarna12.3 napisała:

                          > bez_przekazu napisał(a):
                          >
                          > > tiaaaa, moim zdaniem taniej jest kupic ksiazke.
                          > > moze i matka przeczyta?
                          > Miła " bez _przekazu", książki czytam i to ze zrozumieniem, ale dzięki pracy z
                          > psychologiem.
                          > > czarna12.3 napisała:
                          > >
                          > > > "Terapię proponowałam ale usłyszałam że ona jest zdrowa a ja mogę s
                          > ię iść
                          > > sama
                          > > > leczyć jak tak bardzo chcę".
                          > > > Tak właśnie jest- jeśli nam jest źle, cierpimy z czyjegoś powodu t
                          > o dobr
                          > > ze jes
                          > > > t skorzystać z porady psychologa, idźmy na terapię.
                          > >
                          > >
                  • wies-baden Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:40
                    Oczywiście... i ten kabel jest jak najbardziej uzasadniony ( to jakiś hardcore , czy przynajmniej wytłumaczyła się z tego?). Przede wszystkim nie pozwól jej na ocenę twoich relacji z mężem; ucinaj je krótko i zapewniaj, że jesteś szczęśliwa (chciałabym wierzyć, że ona to mówi z troski o ciebie a nie dlatego, że walczy ze światem).
                    • ze-gata Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:42
                      Tak właśnie robię i też mam nadzieję że to wynika z troski o mnie.
                      • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:44
                        to porzuc te nadzieje. to wynika z zazdrosci,ze tobie zwiazek sie powiodl.

                        ze-gata napisała:

                        > Tak właśnie robię i też mam nadzieję że to wynika z troski o mnie.
                        • ze-gata Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:49
                          Dzięki za poprawienie humoru. Jak mi kiedyś będzie przez nią źle, to sobie przypomnę to zdanie :)

                          bez_przekazu napisał(a):

                          > to porzuc te nadzieje. to wynika z zazdrosci,ze tobie zwiazek sie powiodl.
                          >
                          > ze-gata napisała:
                          >
                          > > Tak właśnie robię i też mam nadzieję że to wynika z troski o mnie.
                          >
                          >
                    • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:43
                      kabel to kiedys normalna, tez bylam nim bita i goniona wokol okraglego stolu.
                      teraz dzieci maja fajnie, bo kabel jest przytwierdzony na stale do zelazka.
                      oczywiscie,ze matka przede wszystkim robi to z troski o zwiazek corki!
                      wies-baden napisała:

                      > Oczywiście... i ten kabel jest jak najbardziej uzasadniony ( to jakiś hardcore
                      > , czy przynajmniej wytłumaczyła się z tego?). Przede wszystkim nie pozwól jej n
                      > a ocenę twoich relacji z mężem; ucinaj je krótko i zapewniaj, że jesteś szczęśl
                      > iwa (chciałabym wierzyć, że ona to mówi z troski o ciebie a nie dlatego, że wal
                      > czy ze światem).
                    • sandrad2 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:50
                      > Przede wszystkim nie pozwól jej n
                      > a ocenę twoich relacji z mężem; ucinaj je krótko i zapewniaj, że jesteś szczęśl
                      > iwa

                      a nie skuteczniej powiedzieć wreszcie wprost "doż ku..nędz... nie wtrącaj się do mojego życia, zajmij się swoim bo masz w nim co naprawiać " . to język zrozumiały dla agresorów, na pół roku zamilknął a jak znowu zaczną to konsekwentnie powtórzyć.
                      • ze-gata Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 21:54
                        To chyba faktycznie będę musiała powtórzyć bo już kiedyś tak powiedziałam i chyba na trochę pomogło.

                        sandrad2 napisała:

                        > a nie skuteczniej powiedzieć wreszcie wprost "doż ku..nędz... nie wtrącaj się d
                        > o mojego życia, zajmij się swoim bo masz w nim co naprawiać " . to język zrozu
                        > miały dla agresorów, na pół roku zamilknął a jak znowu zaczną to konsekwentnie
                        > powtórzyć.
                        • sandrad2 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 22:03
                          czyli co? matka się wtrąca, obraża Cię, gnębi emocjonalnie, czepia - a Ty tydzień w tydzień grzeczniutko biegniesz do niej i spowiadasz się ze wszystkiego o co tylko zapyta lub ze strachu ściemniasz ile wlezie(dając dzieciom piękny przykład)?
                          DLACZEGO do niej co tydzień jeździsz mimo, ze kontakt z nią Ci szkodzi. Jesteś masochistką? lubisz być poniewierana? lubisz takie emocje? jesteś przekonana że to normalne i najlepsze co dziecko od matki mogło dostać? bez nich życie by było puste?
                          gdybyś się nie zajmowała matką i toksycznością waszego związku - czym byś się musiała zająć? co w swoim życiu poukładać? czy nie unikasz tego - wybierając zajmowanie się "przerabianiem" w kółko matki z uporem Syzyfa?
                          masz swoją rodzinę. mąż toleruje Twoje bieganie tydzień w tydzień do mamusi?
                          • ze-gata Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 22:06
                            Dlaczego mnie atakujesz? Przecież to ja jestem tu pokrzywdzona.
                            • sandrad2 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 22:18
                              a tego nie wiemy czy Ty jesteś "pokrzywdzona".
                              może pokrzywdzony jest mąż, którego żona nie odcięła pępowiny od matki?
                              może dziecko, na którym wyżywasz nieprzerobione frustracje?
                              może matka, której nie znosisz ale uparcie przychodzisz do jej domu i wciskasz jej jakieś kity gdy o cos pyta?

                              nie rób z siebie ofiary.
                              jesteś dorosła i odpowiedzialna za to co tworzysz.
                              także za relacje z matką.
                              ona "jedzie" na szantażu poczuciem "pokrzywdzenia" - chociaż Ty tego nie rób.
                              bo jeśli ustawiasz się w wygodnej pozie "ach przecież to mnie krzywdzą!" - to za 30 lat Twoja córka napisze tutaj to, co Ty.
                              krzywdzisz sama siebie uparcie trzymając się złych relacji.
                              matka tkwi na uwięzi nienawiści do exmęża, Ty gibasz się na uwięzi matki.
                              myśl...myśl....
                              przyszłaś na forum po coś konkretnego? czy by się użalić nad sobą.
                              bo jeśli chcesz coś skorzystać, to uruchomisz myślenie i przetworzysz dane.
                              a jeśli chciałaś tylko skorzystać na "wyłudzeniu" współczucia smutną historią - to strzelisz focha że Cię "atakują".
                          • ze-gata Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 22:08
                            Napisałam już wcześniej że z upływem lat jest coraz lepiej, pewnie dlatego że parę razy się postawiłam. Raz po raz problem jednak powraca, stąd moje uzewnętrznienie na forum. Coś we mnie pękło i chcę coś zmienić w swoim życiu. Szukam rozwiązań.
                            • verdana Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 22:25
                              Rozwiązanie jest jedno. A moze dwa.
                              Pierwsze - to terapia. Polecam. Bez teroapi czarno to widzę.
                              Drugie - uświadomić sobie po pierwsze - ze zdanie "Nie chcę jej ranić" uniemożliwia jakikolwiek ruch z Twojej strony. Twoja matka nie chce przecież Twojego szczęścia, ona chce Cię mieć na własność, jako osobę zalezną, podległą, kochającą niezaleznie od okoliczności i taką, na której mozna sie wyzywać. Chce niewolnicy. Kazdea próba uniezaleznienia sie zrani matkę, bo zabierze jej to, czym zyje - czyli córkę, jako własność. Więc albo decydujesz się nie ranić i juz zawsze żyć z matką, oceniającą i kontrolującą kazdy ruch, albo ja zranisz.
                              Po drugie - przyjąć smutną prawdę, ze matce nie zalezy na Tobie, tylko na swojej władzy. Nie zalezy jaj kompletnie na Twoim szczęściu, tylko abyś była posłuszna. Nie ma co liczyć na zmianę , matce nigdy nie będzie na Tobie , jako na oddzielnej osobie zalezeć. Jesteś własnością, a nie córką - i kochaną córka nigdy nie bedziesz, jak byś sie nie starała.
                              • sandrad2 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 22:36
                                > Jesteś własnością, a nie córką - i kochaną córka nigdy n
                                > ie bedziesz, jak byś sie nie starała.

                                To bym przeredagowała. Autorka jak najbardziej jest córką, ale w "świecie" i w rozumieniu matki , córka = własność którą matka ma prawo rządzić. Jak widać długo jej się to udaje a córka się ciągle nie zorientowała, że to nie miłość a walka o władzę i rząd dusz.


                                • ze-gata Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 23:00
                                  Focha strzelać nie będę bo już jestem dorosła :) Szukam rozwiązania problemu i chyba potrzebowałam kopa w tyłek chociaż nie powiem że trochę zabolało.

                                  Chcecie mi powiedzieć że moja matka nigdy mnie nie kochała a tylko byłam jej marionetką?

                                  Sandra2 - czy ty na co dzień zajmujesz się zawodowo takim doradzaniem? Pytam, bo bardzo mądrze piszesz.
                                  • sandrad2 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 29.05.13, 23:49
                                    nie nie, żadna zawodowa nie jestem.
                                    często "czymś" zajmujemy głowę i emocje - by się nie wgłębiać w samą siebie.
                                    albo jako ucieczka od rozwiązania swoich własnych problemów , albo z wkodowanego przekonania że ważniejsze zająć się kimś innym bo ja sama nie jestem warta tego żebym się sobą zajęła.
                                    więc dlaczego Ty zajmujesz się ciągle swoją dorosłą/samodzielną matką?
                                    "oddajesz się" jej , by mogła sobie poużywać.
                                    PO CO.
                                    co z tego masz? co to u Ciebie zaspakaja?
                                    życie mamy jedno, jeśli oddasz się na żer matce "by jej było miło" - to Cię niewiele zostanie dla siebie samej, rodziny, własnych dzieci.
                                    nie ma się co oszukiwać - trzeba dbać o swoje interesy.
                                    a nie dbasz o nie uważając, że MUSISZ się dostosowywać do potrzeb matki lub kłamać.
                                    Zapytaj siebie za każdym razem czego CHCESZ.
                                    zapomnij, że istnieje słowo "muszę". posługuj się słowami "chcę", "nie chcę".
                                    TY decydujesz.

                                    nie wszyscy ludzie "umieją" kochać. nie wszyscy są do tego zdolni. czasem rodzina, dzieci, mąż - to nie z miłości a z wkodowanego systemu bo wypada, przymusu, leczenia własnych braków kimś innym.
                                    a osób zaburzonych, lub nieszczęśliwych z sobą samą -i "mszczących" się na innych za swoje własne niedostatki, naprawdę jest niemało. Naprawdę nie zauważyłaś wokoło matek zazdrosnych o to, że córkom jest lepiej niż miały one same? czekających na czołobitność córy za to że spłodziły , bo inaczej foch i spazmy szantażu ?
                                    Rozmawiałaś kiedy z ojcem tak od serca- dlaczego odszedł? Czy on też z tych ludzi z którymi się nie da rozmawiać o uczuciach bo nie rozumieją co to takiego?
                                    w poprzednich pokoleniach nad dziećmi mało kto się rozczulał, rodzice mieli WŁADZĘ i z niej korzystali, upajali się tym że mają dzieci-podwładną służbę która musi ich słuchać. A jeśli matka miała swoje deficyty, brak miłości, nie umiała utrzymywać nieprzemocowych więzi, pewnie w domu też ją lali, jeszcze cham-mąż śmiał bezczelnie odejść zamiast nieść swój małżeński krzyż i zostać by się miała na kim wyżywać do śmierci, ... sorry autorko, padło na Ciebie, byś rekompensowała cudze braki. byłaś za mała żeby spieprzać z tego układu, teraz jesteś większa, więc myśl jak dorosła jak to swoje obecne życie widzisz. Bo będziesz się "babrać" w matce a nie zauważysz, że inne ważne rzeczy i relacje Cię omijają lub się psują. Najlepiej by było z dobrym fachowcem odkodować wyuczony schemat. Bo samej to Ci z 20 kolejnych lat może zająć..



                                    • ze-gata Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 00:09
                                      Pamiętam rozmowę z ojcem jak rodzice się rozwodzili. Powiedział mi tak: teraz jesteś jeszcze mała ale jak dorośniesz to wszystko zrozumiesz. Faktycznie, po paru latach sama stwierdziłam że tak jak tata, jakbym mogła to bym się z nią rozwiodła.
                                      • sandrad2 Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 00:35
                                        no tak, ale ojciec "standardowo" zostawił Cię jednak z nią bo "schemat" działa że dzieci zostają z matką a nie ojcem . nie wiemy na ile Ciebie wspierał emocjonalnie, czy tylko sam się uwolnił i po cichu się godził byś płaciła frycowe. jeśli z rozmów pamiętasz tylko tę gdy miałaś 10 lat to za bardzo się nie wysilił. możliwe też, że w waszej rodzinie się nie rozmawiało, tylko wykonywało polecenia lub przekazywało informacje. wiele osób rozmawiać o uczuciach nie potrafi oraz nie chce, nie uważa za stosowne.

                                        napisałaś "gdybyś mogła to byś się z nią rozwiodła".
                                        dlaczego uważasz, że nie możesz?
                                        fakt spłodzenia Ciebie - daje komuś prawo robić z Toba co mu się podoba?
                                        co stoi teraz na przeszkodzie do "rozwodu"? (nie mówię wyłącznie o tej fizycznej)
                                        jesteś dorosła, masz męża, nową rodzinę i co?
                                        MUSISZ ze wszystkiego opowiadać się mamie? MUSISZ u niej być co tydzień?
                                        Jesteś wolną samodzielną osobą czy nie?





                                      • delecta Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 08:20
                                        -gata napisała:

                                        > Pamiętam rozmowę z ojcem jak rodzice się rozwodzili. Powiedział mi tak: teraz j
                                        > esteś jeszcze mała ale jak dorośniesz to wszystko zrozumiesz.
                                        Całego wątku nie doczytam ale jak widzę taki tekst jak dorośniesz to wszystko zrozumiesz. , to mnie skręca.
                                        Jak dorośniesz......... a dopóki jeszcze nie dorosłaś, to męcz sie z matką. A nie trzeba było zaoiekować się córką w swoim domu? Córce nie było potrzebne zrozumienie za ileś tam lat, tylko wsparcie, opieka ze strony ojca. Też nic nie wart gość.
                                    • pade Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:36
                                      > często "czymś" zajmujemy głowę i emocje - by się nie wgłębiać w samą siebie.
                                      > albo jako ucieczka od rozwiązania swoich własnych problemów , albo z wkodowaneg
                                      > o przekonania że ważniejsze zająć się kimś innym bo ja sama nie jestem warta te
                                      > go żebym się sobą zajęła.
                                      > więc dlaczego Ty zajmujesz się ciągle swoją dorosłą/samodzielną matką?
                                      > "oddajesz się" jej , by mogła sobie poużywać.
                                      > PO CO.
                                      > co z tego masz? co to u Ciebie zaspakaja?
                                      > życie mamy jedno, jeśli oddasz się na żer matce "by jej było miło" - to Cię nie
                                      > wiele zostanie dla siebie samej, rodziny, własnych dzieci.
                                      > nie ma się co oszukiwać - trzeba dbać o swoje interesy.
                                      > a nie dbasz o nie uważając, że MUSISZ się dostosowywać do potrzeb matki lub kła
                                      > mać.
                                      > Zapytaj siebie za każdym razem czego CHCESZ.
                                      > zapomnij, że istnieje słowo "muszę". posługuj się słowami "chcę", "nie chcę".
                                      > TY decydujesz.

                                      DOKŁADNIE!!!

                                      to może być matka, "niegrzeczne" dziecko, mąż, przyjaciółka z problemami od zawsze, ktokolwiek
                                      pomagając tej osobie, zajmując się nią, "zmieniając" ją, uciekamy od czegoś, od siebie, od własnych problemów
                                      warto sobie zdać z tego sprawę, bo zmiana perspektywy powoduje zmianę w zyciu, na lepsze:)
                              • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:41
                                ha ha, no jasne czekalam na taka porade, to juz sie staje nudne.
                                verdana napisała:

                                > Rozwiązanie jest jedno. A moze dwa.
                                > Pierwsze - to terapia. Polecam. Bez teroapi czarno to widzę.
                                >
                            • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:39
                              nie,nie dlatego, musze cie rozczarowac. ona sie starzeje, a starosc to slabosc, wiec nie schlebiaj sobie tylko staraj sie ja zrozumiec:)
                              i nie walcz.
                              ze-gata napisała:

                              > Napisałam już wcześniej że z upływem lat jest coraz lepiej, pewnie dlatego że p
                              > arę razy się postawiłam. Raz po raz problem jednak powraca, stąd moje uzewnętrz
                              > nienie na forum. Coś we mnie pękło i chcę coś zmienić w swoim życiu. Szukam roz
                              > wiązań.
                          • pade Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:28
                            podpisuję sie pod Sandrad2, ostra jest, ale ma rację
                        • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:38
                          czyli jestes jak Twoja matka?

                          ze-gata napisała:

                          > To chyba faktycznie będę musiała powtórzyć bo już kiedyś tak powiedziałam i chy
                          > ba na trochę pomogło.
                          >
                          > sandrad2 napisała:
                          >
                          > > a nie skuteczniej powiedzieć wreszcie wprost "doż ku..nędz... nie wtrącaj
                          > się d
                          > > o mojego życia, zajmij się swoim bo masz w nim co naprawiać " . to język
                          > zrozu
                          > > miały dla agresorów, na pół roku zamilknął a jak znowu zaczną to konsekwe
                          > ntnie
                          > > powtórzyć.
                      • bez_przekazu Re: wszyscy nie wiecie,o czym piszecie 30.05.13, 10:37
                        to jest juz chamskie. tak sie do matki nie wolno odzywac. nie wolno walczyc ta sama bronia:)
                        sandrad2 napisała:

                        > > a nie skuteczniej powiedzieć wreszcie wprost "doż ku..nędz... nie wtrącaj się d
                        > o mojego życia, zajmij się swoim bo masz w nim co naprawiać " . to język zrozu
                        > miały dla agresorów, na pół roku zamilknął a jak znowu zaczną to konsekwentnie
                        > powtórzyć.
    • azalia30 Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 22:49
      PrzyKry to wątek. Ja mam podobną sytuację. Podjęłam niedawno decyzję o zerwaniu kontaktów z matka. WIem, że to najlepsza dla mnie decyzja, ale w praktyce bardzo przykra i równie wyczerpująca emocjonalnie co kontakt z mamą. Piszę to żebyś była na to gotowa w przypadku kiedy dojrzejesz do podobnej decyzji. Ja mam pomoc teraPeuty, co i tobie sugeruję. Inaczej domownicy by że mną oszaleli.
      • paris-texas-warsaw Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 22:57
        1. Twój post z 22:06 h... Nikt Cię nie atakuje, a zadaje pytania...

        2. Często w wypowiedziach pojawiaja sie określenia "nie chcę jej ranić", "z szacunku do niej" itp. To jest wierutna bzdura. Tam gdzie przez chore emocje człowiek czegos nie może zrobić, niech zaprzęgnie swój umysł i "rozgryzie te sytuację;, zaciśnie zęby i podejmie jakieś postanowienia.
        Więc:
        a. Mowienie komuś, że się było u ojca/teściów etc. nie jest ranieniem. Masz prawo chodzić gdzie chcesz.
        b. Szacunek nie polega na wypełnianiu czyichś oczekiwań odnośnie wizyt/braku wizyt/kontaktu z osobami trzecimi/spowiedzi na temat wlasnego życia.
        c. Przeanalizuj punkty a i b, zastanów się nad nimi i niech przynajmniej Twój umysł to zasymiluje.
        d. Podejmij decyzje, jak bedziesz postępować, gdy znowu postanowisz coś zrobić rzekomo, żeby "nie ranić", "z szacunku" itp. Np. postanawiam zignorować pytanie, np. postanawiam powiedzieć prawdę i zmienić temat, np. postanawiam powiedzieć, że kablem nie dam sie juz zlać a takie pytania bedziesz "zlewać", np. cokolwiek innego, byś zrozumiała, że jesteś panią Twojego życia.
        e. Zrób zgodnie z podjetymi decyzjami, choćbyś czuła, że umrzezsz. NIE UMRZESZ< ZAPEWNIAM!
        • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 23:04
          Odnośnie tego braku szacunku, to zapytałam mamę jak w takim razie chciałaby być traktowana bo ja nie zamierzam zerwać kontaktów z ojcem? Nie umiała mi odpowiedzieć na to pytanie. I tak jest zawsze kiedy coś jej się nie podoba i wylewa żale.
        • paris-texas-warsaw Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 23:05
          I rada sandry z 21:50 h tez świetna:) Wg mnie powiedzieć takiej osobie "spierda...", "kur..., daj mi spokój, odpie... się", jest często najskuteczniejszy. Bo to zmienia dotychczasowe utarte ścieżki relacji, troche wprawia w osłupienie i jest zaskoczeniem. Sama piszesz, że kiedyś pomogło. Tez czasem łatwiej powiedzieć "spierda..." niż "nie chce abyś mnie ciagle wypytywała....". Nie wiem, jak to oceniaja spece od komunikacji,. ale przekaz "spierda..." może być "prawdziwszy, bliższy naszemu sercu niż wyuczona formułka i przez to pewnie skuteczniejszy...
          • paris-texas-warsaw Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 23:14
            I jeszcze jedno...
            Z krótkiego opisu zachowan Twojej matki wysnuć można wniosek, że do końca nie jest normalna. I jesli to sobie uświadomisz, tak do bólu, tak do końca, że będziesz o tym w 100 % przekonana, to łatwiej bedzie może zrozumieć, że normalne zachowania nie będą miały normalnego skutku u nienormalnej osoby. Stąd Twoje normalne zachowania skazane sa na porażkę. Ale na razie mam wrażenie, że nie jesteś do końca przekonana, kto jest bardziej chory - Ty czy Twoja matka... i stąd wg mnie ta niepewność w działaniu/ zastanawianie się, co zrobić (w kontaktach z normalnymi ludźmi po prostu człowiek "jest" a nie musi opracowywać strategii działań i przemówień jak na spotkaniach zarządu firmy lub prośbach o datki na rzecz akcji charytatywnych...
            • zuzi.1 Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 23:16
              forum.gazeta.pl/forum/w,210,141350841,141350841,toksyczne_matki_istnieja_prosze_o_odp_zyczliwych.html
            • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 23:20
              Święta racja. I to był na prawdę tylko krótki opis, mogłabym przytoczyć jeszcze więcej przykładów nienormalnych zachowań ale z szacunku dla matki poprzestanę na tym co już napisałam.
              Trochę mi smutno, bo myślałam że ona to wszystko robi z troski o mnie i że mnie chociaż trochę kocha a wy piszecie coś zupełnie odwrotnego.
              • blond_suflerka Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 23:31
                ze-gata napisała:

                > Trochę mi smutno, bo myślałam że ona to wszystko robi z troski o mnie i że mnie
                > chociaż trochę kocha a wy piszecie coś zupełnie odwrotnego.

                Toksyczna matka kocha tyle tylko, że na swój chory sposób. Tak naprawdę toksyczna matka to nieszczęśliwa osoba, która w taki chory sposób nauczyła się wyżywać na innych za swoje nieszczęście. Gdyby zrobiła porządek ze swoimi emocjami, w ogóle zrozumiała, że ma problem byłaby szansa na normalne życie i normalne relacje a póki tego nie robi to jest tak jak opisujesz i tak jak opisują to miliony dzieci toksycznych matek.
                Piszesz o trosce-a powiedz-tak wygląda według Ciebie troska o drugiego człowieka? Ty troszczysz się tak o kogoś? Albo chciałabyś, żeby ktoś w ten sposób troszczył się o Twoje dzieci na przykład? Toksyczna matka troszczy się o swoje potrzeby emocjonalne, oczywiście robi to podświadomie. Przeżywa duży lęk przed samotnością i boi się, że Cię straci za każdym razem kiedy jesteś od niej daleko a blisko z kimś innym. Tak toksyczna matka pojmuje miłość, najpewniej sama została zraniona(w dzieciństwie?) i takiej miłości jest się wyuczyła. Stąd awantury, że spotykasz się z ojcem czy teściami.
                • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 23:36
                  " Gdyby zrobiła porządek ze swoimi emocjami, w ogóle zrozumiała, że ma problem byłaby szansa na normalne życie i normalne relacje "
                  I w tym właśnie problem. Ona myśli że jako jedyna jest idealna i nie ma świadomości że coś jest jednak nie tak.
                  • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 23:39
                    Kurcze, że ja się tak dawałam przerabiać przez te wszystkie lata.
                    Ile razy słyszałam, że jestem kiepska i nie dam sobie rady, że ktoś tam jest zaradny, a ja nie.
                    Były też i gorsze epitety. Dopiero teraz zaczynam sobie to wszystko uświadamiać, jakby mi się jakaś klapka w mózgu otworzyła.
                    • blond_suflerka Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 23:45
                      Wszystko co piszesz to standard w tego typu relacjach. Poczytaj wątek do którego link dała Zuzi, poszukaj innych gdzie ten problem jest opisywany a było ich sporo.
                      Na tym to polega, że toksyczna matka uzależnia swoje dziecko od siebie, wmawia mu, że jest beznadziejne i ono uwiązane do niej i przekonane o własnej beznadziejności nie podejmuje róznych wyzwań, nie wierzy w swoje możliwości, boi się ruszyć gdzieś dalej bez akceptacji matki, itd, itd. Temat rzeka. W każdym razie czekanie, że ona zmieni się sama z siebie, że oto któregoś dnia obudzi się fajna to strata czasu. Trzeba walczyć o siebie, dopiero jak się wypiszesz z chorego układu to wtedy jest szansa, że może matka coś zmieni bo zostanie odcięta od tych korzyści, które ma teraz.
                      • zuzi.1 Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 23:56
                        suflerka, czy Ty jestes psychologiem? pytam z ciekawosci :-)
                        • blond_suflerka Re: Toksyczna Matka ? 29.05.13, 23:58
                          Nie jestem;) A do Ciebie Zuzi, to ja się z mailem wybieram tylko, że już nie dzis(dziś zaczęłam pisać) tylko w najbliższych dniach bo muszę się skupić, żeby jeden temat dokończyć ale nie tak publicznie;)
                          • zuzi.1 Re: Toksyczna Matka ? 30.05.13, 00:02
                            znaczy się know-how czerpiesz z życia i książek, coś jak ja... ;-) ok, spokojnie, rób swoje i w wolnej chwili napisz
                            • blond_suflerka Re: Toksyczna Matka ? 30.05.13, 00:13
                              :) To napiszę. Dobranoc!
          • bez_przekazu Re: Toksyczna Matka ? 30.05.13, 14:44
            tobie naprawde przydalaby sie psychoterapia.
            paris-texas-warsaw napisała:

            > I rada sandry z 21:50 h tez świetna:) Wg mnie powiedzieć takiej osobie "spierda
            > ...", "kur..., daj mi spokój, odpie... się", jest często najskuteczniejszy. Bo
            > to zmienia dotychczasowe utarte ścieżki relacji, troche wprawia w osłupienie i
            > jest zaskoczeniem. Sama piszesz, że kiedyś pomogło. Tez czasem łatwiej powiedzi
            > eć "spierda..." niż "nie chce abyś mnie ciagle wypytywała....". Nie wiem, jak t
            > o oceniaja spece od komunikacji,. ale przekaz "spierda..." może być "prawdziwsz
            > y, bliższy naszemu sercu niż wyuczona formułka i przez to pewnie skuteczniejszy
            > ...
      • bez_przekazu Re: Toksyczna Matka ? 30.05.13, 14:43
        takie sa wspolczesne corki.bedziesz kiedys zalowac.
        azalia30 napisała:

        > PrzyKry to wątek. Ja mam podobną sytuację. Podjęłam niedawno decyzję o zerwaniu
        > kontaktów z matka. WIem, że to najlepsza dla mnie decyzja, ale w praktyce bard
        > zo przykra i równie wyczerpująca emocjonalnie co kontakt z mamą. Piszę to żebyś
        > była na to gotowa w przypadku kiedy dojrzejesz do podobnej decyzji. Ja mam pom
        > oc teraPeuty, co i tobie sugeruję. Inaczej domownicy by że mną oszaleli.
        • aqua48 Re: Toksyczna Matka ? 30.05.13, 15:43
          bez_przekazu napisał(a):

          > takie sa wspolczesne corki.bedziesz kiedys zalowac.

          > azalia30 napisała:
          > Ja mam podobną sytuację. Podjęłam niedawno decyzję o ze
          > rwaniukontaktów z matka. WIem, że to najlepsza dla mnie decyzja, ale w praktyc
          > e bardzo przykra i równie wyczerpująca emocjonalnie co kontakt z mamą.

          "Takie", czyli jakie? Nie dające sobą manipulować, wbijać się nieustannie w poczucie winy i mające kontrolę nad własnym życiem, a nie podejmujące decyzji wyłącznie z myślą czy zadowolą nimi matkę?

          Ja myślę, że to nie Azalia ma/będzie żałować, tylko jej matka. I słusznie.

          • bez_przekazu Re: Toksyczna Matka ? 30.05.13, 17:12
            przeciez napisalam "chamskie".
            aqua48 napisała:

            >
            > "Takie", czyli jakie? Nie dające sobą manipulować, wbijać się nieustannie w poc
            > zucie winy i mające kontrolę nad własnym życiem, a nie podejmujące decyzji wyłą
            > cznie z myślą czy zadowolą nimi matkę?
            >
            > Ja myślę, że to nie Azalia ma/będzie żałować, tylko jej matka. I słusznie.
            >
            • aqua48 Re: Toksyczna Matka ? 30.05.13, 20:20
              bez_przekazu napisał(a):

              > przeciez napisalam "chamskie".

              Za chamskie zachowanie uznajesz obronę psychiki przed niekończącą się manipulacją?
    • differentview Re: Toksyczna Matka ? 30.05.13, 08:32
      > o przecież ona jako moja Matka jest najważniejsza. Uprzedzę pytania: czy muszę
      > o wszystkim mówić Mamie? Otóż tak, jest bardzo dociekliwą osobą i nie sposób ją
      > zbyć.

      po pierwsze- nie musisz o wszystkim mowic mamie, ot po prostu mozesz nie miec ochoty o czyms mowic, mamusia to nie komisja sledcza i nie zeznajesz pod przysiega
      po drugie mozesz, jesli chcesz, mowic prawde i olewac jej reakcje ;ona moze byc zazdrosna, dociekliwa, obrazalska ale Ty nie musisz na to reagowac i temu ulegac; zmien swoj stosunek do tego to i matka sie zacznie zmieniac albo obrazi sie na amen i bedziesz miala spokoj;
      sama sobie odpowiedz na pytanie czy to co robisz jest brakiem szacunku wobec niej? nie kieruj sie jej chorym postrzeganiem rzeczywistosci tylko kieruj sie wlasnym zdrowym rozsadkiem; nie robisz nic zlego a mimo to tlumaczysz sie, ze nie jestes wielbladem- po co to robisz? a co do szacunku- gdzie jest szacunek Twojej matki do Ciebie ? chcialaby byc szanowana a sama nie potrafi szanowac Ciebie np Twoich pozytywnych uczuc do ojca
      pytasz- jak mozna byc tak okrutnym zeby zerwac kontakty z matka
      a nie zadajesz sobie pytania- jak mozna byc tak okrutnym zeby traktowac dorosla corke jak swoja wlasnosc i kazac sie jej tlumaczyc z wlasnych uczuc
      masz kompletnie zmanipulowany przez nia umysl i zaszczepione poczucie winy, ktore zaczynasz odczuwac jak tylko zrobisz cos w zgodzie ze soba no bo to sie mamusi moze nie spodobac
      • sanciasancia Re: Toksyczna Matka ? 30.05.13, 17:23
        > po pierwsze- nie musisz o wszystkim mowic mamie, ot po prostu mozesz nie miec o
        > choty o czyms mowic, mamusia to nie komisja sledcza i nie zeznajesz pod przysie
        > ga
        Ja tak robię, ale wbrew pozorom nie jest to takie proste.
        Nie umiem kompletnie (i nie lubię kłamać), więc mogę tylko nic nie mówić, co się w moim życiu dzieje. Nic, bo czegokolwiek nie opowiem, to jak w prawie Mirandy, zostanie to wykorzystane przeciwko mnie. I tak opowiedziałam mamie o problemach mojej najbliższej koleżanki ze swoją mamą (mama jest dużo starsza i ma poważne problemy ze zdrowiem) i usłyszałam, że moja najbliższa koleżanka jest dużo lepszą córką niż ja.
        Nie mówienie niestety nie jest wyjściem. Robienie rzeczy po cichu też, bo rodziny są naczyniami połączonymi, trzeba pilnować wszystkich do okoła, żeby trzymać język za zębami.
        Trzeba się niestety nauczyć matki reakcję olewać i przenieść środek ciężkości na swoją relację z najbliższą rodziną
    • dydaki Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 08:54
      " Moja toksyczna więź z matką. " i nad tym popracuj.
      • bez_przekazu Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 10:45
        a co ma tytul do rzeczy? na jedno wychodzi. ja staram sie jej uswiadomic,ze nie zmieni juz matki, nawet terapia (w ogole proponowanie przez niektore panie na tym forum wyslanie matki w jej wieku na terapie jest smieszne,by nie powiedziec-glupie).
        matka,jak juz wczesniej napisalam sama sie zmieni.
        dydaki napisała:

        > " Moja toksyczna więź z matką. " i nad tym popracuj.
        • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 12:04
          Tytuł ma do rzeczy wiele. Na przykład to, że dziecko toksycznej matki jest od urodzenia tresowane tak, żeby najważniejsza była matka, jej emocje, jej potrzeby, jej choroby, itd. Dziecko tak jest uczone, że wszystko co robi ma robić pod kątem matki. Matka się zdenerowała i nakrzyczała na dziecko? Dziecko słyszy'widzisz co zrobiłaś? tak mnie zdenerowałaś, że serce mnie boli i nie pansuje nad sobą'. Matka ma problemy w życiu? Dziecko słyszy' całe życie się męczę, całe życie pod górkę, jestem ze wszystkim sama a ty co? co robisz kretynie?' Dziecko chce wyjść na imprezę? Matka od razu chora i trzeba zostać. To tylko kilka przykładów a takich sytuacji jest wiele. Sytuacji w których to matka obarcza winą za wszystko co możliwe dziecko. Ono jest zawsze winne, ona nigdy. I nawet potem kiedy dziecko(dorosle już orientuje się jaką ma matkę to mówi 'mam toksyczną matkę'. Z tych trzech słów deklaracji dwa dotyczą mamy a jedno krótkie dziecka. Znowu mama jest najważniejsza i centrum uwagi. Symbolicznie tytuł ma więc wiele do rzeczy.

          Poza tym, już nie symbolicznie a psychologicznie-nie chodzi o to, żeby zmieniać mamę. To marzenie wielu dzieci toksycznych rodziców-'dam im książkę, wyślę na terapię, porozmawiam, wytłumaczę' i wtedy oni zrozumieję, będą wreszcie kochani, będą mnie wspierać i kochać'. Ale każdy psycholog i mądry człowiek powie, że nie tędy droga. Chodzi o to, żeby zmienić siebie. Żeby w terapii nastąpiło właściwe przejście dojrzewania, żeby stać się wreszcie zdrowym dorosłym ze wszystkimi tego konsekwencjami. A konsekwencje są takie, że bierze się odpowiedzialność za swoje życie, że przestaje się być emocjonalnie zależnym od chorych akcji matki, że zaczyna się być autonomiczną jednostką. Wtedy mama albo się zmieni albo relacja się zakończy. A jeśli z jakichś powodów tej relacji nie można zakończyć to takie dorosłe dziecko ma narzędzia dzięki którym radzi sobie w tej relacji. Nie wpada w doła po każdej uwadze matki, nie przejmuje jej emocji, nie daje się manipulacjom, itd.
          • zuzi.1 Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 12:46
            blond suflerka napisała:"dziecko toksycznej matki jest od urodzenia tresowane tak, żeby najważniejsza była matka, jej emocje, jej potrzeby, jej choroby, itd. Dziecko tak jest uczone, że wszystko co robi ma robić pod kątem matki. Matka się zdenerowała i nakrzyczała na dziecko? Dziecko słyszy'widzisz co zrobiłaś? tak mnie zdenerowałaś, że serce mnie boli i nie pansuje nad sobą'. Matka ma problemy w życiu? Dziecko słyszy' całe życie się męczę, całe życie pod górkę, jestem ze wszystkim sama a ty co? co robisz kretynie?' Dziecko chce wyjść na imprezę? Matka od razu chora i trzeba zostać. To tylko kilka przykładów a takich sytuacji jest wiele. Sytuacji w których to matka obarcza winą za wszystko co możliwe dziecko. Ono jest zawsze winne, ona nigdy."

            Dokładnie tak jest. Czesto jest również tak, że nie tylko dziecko/-ci takiej toksycznej matki są tak tresowane i manipulowane, ale również mąż. Wówczas cała taka rodzina jest współuzależniona od zaburzonej matki i żyje po to, aby matce nieba przychylic i aby mamusia choc przez chwilę zamiast marsowej miny na twarzy, nieco rozluźniła mięsnie twarzy ;-) Taka marsowa mina i fochy to są podstawowe sposoby manipulacji otoczeniem toksycznej matki.
            Autorko idź na terapię, bo sama jestes za "miętka" i zbyt zmanipulowana, aby sobie szybko z tym problemem poradzic, a życia szkoda na przerabianie problemów samodzielnie przez najbliższe 10 lat, bez gwarancji sukcesu. Na takie matki działa idealnie słowny kubeł zimnej wody na leb, zawsze, gdy przekracza granice swoim zachowaniem, ale żeby się na to zdobyc potrzebna jest terapia. Zrobiłas krok do przodu już poprzez sam fakt, ze uswiadomiłas sobie z jakim problemem masz do czynienia, a teraz potrzeba Ci fachowej pomocy i żelaznej konsekwencji w postępowaniu z taką zaburzoną matką. I nie zgodzę się ze stwierdzeniem, ze tego rodzaju matki kochają swoje dzieci, ale w swój chory sposób, moim zdaniem takie matki kochają przede wszystkim SIEBIE, a cała reszta rodziny sluży im jedynie za użyteczne przedmioty na drodze do realizacji ich własnych potrzeb i życia bez wysiłku...
            • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 13:14
              zuzi.1 napisała:

              > Dokładnie tak jest. Czesto jest również tak, że nie tylko dziecko/-ci takiej to
              > ksycznej matki są tak tresowane i manipulowane, ale również mąż. Wówczas cała t
              > aka rodzina jest współuzależniona od zaburzonej matki i żyje po to, aby matce n
              > ieba przychylic i aby mamusia choc przez chwilę zamiast marsowej miny na twarzy
              > , nieco rozluźniła mięsnie twarzy ;-) Taka marsowa mina i fochy to są podstawow
              > e sposoby manipulacji otoczeniem toksycznej matki.

              Racja, jeszcze mąż. I to skupienie na matce trwa właściwie cały czas. Po iluś tam awanturach człowiek zaczyna żyć w ciągłym napieciu kiedy i co spowoduje kolejne pretensje. Zaczyna być jak radar-jaki nastrój ma matka, co ewentualnie może wyzwolić atak, co i jak trzeba robić, żeby jakoś się ochronić czyli prawie non stop myśli krążą wokół matki i nie ma w ogóle ani czasu ani przestrzeni, żeby zadbać o siebie, w ogóle pomyśleć o tym co by się chciało od życia. I nawet po wyprowadzce to myśli wokół mamy gdzieś krążą bo też nie wiadomo jak pewne sprawy rozgrywać jak postępować, żeby było ok. Czyli znowu poświęcania jej czasu i energii i konieczność nadmiernej kontroli samego siebie.

              I nie zgodzę się ze stwierdzeniem, ze tego rod
              > zaju matki kochają swoje dzieci, ale w swój chory sposób, moim zdaniem takie ma
              > tki kochają przede wszystkim SIEBIE, a cała reszta rodziny sluży im jedynie za
              > użyteczne przedmioty na drodze do realizacji ich własnych potrzeb i życia bez w
              > ysiłku...

              A ja myślę jeszcze inaczej. One siebie nie kochają bo przecież kochanie siebie inaczej wygląda. Tzn. zdrowe kochanie. One są po prostu głodne miłości i zainteresowania i to u nich poszło w tę chorą, destrukcyjną stronę. I myślę, że kochają swoje dzieci ale znowu tą chorą miłością. Zaborczą, niszczącą, symbiotyczną. Pod tym jest przede wszystkim lęk i ogromne deficyty. To jest zresztą bardzo smutne, że zarówno mama i jak te dzieci chcą być kochane i chcą mieć dobre relacje ale to się nie udaje przy takim skrzywionym postrzeganiu siebie i świata. Mama nie dostała w dzieciństwie tego co powinna otrzymać, potem nie miała w związku z tym możliwości dać tego swoim dzieciom(no bo skąd jak sama nie miała?) a dzieci z tymi deficytami tworzą kolejne pokolenie nieszczęsliwych. Te czasy mają wiele minusów ale jednym z plusów jest to, że wiedza psychologiczna jest tak dostępna i wreszcie można przerwać ten pokoleniowy łańcuszek nieszczęść.
              • differentview Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 13:32
                > One są po prostu głodne miłości i zainte
                > resowania i to u nich poszło w tę chorą, destrukcyjną stronę. I myślę, że kocha
                > ją swoje dzieci ale znowu tą chorą miłością. Zaborczą, niszczącą, symbiotyczną.
                > Pod tym jest przede wszystkim lęk i ogromne deficyty. To jest zresztą bardzo s
                > mutne, że zarówno mama i jak te dzieci chcą być kochane i chcą mieć dobre relac
                > je ale to się nie udaje przy takim skrzywionym postrzeganiu siebie i świata.

                zgadzam sie- na najglebszym poziomie one sa faktycznie spragnione milosci i nieszczesliwe- dlatego tez tak trudno dziecku wyzwolic sie z relacji z taka matka- bo pojawia sie ogromne poczucie winy; dziecko jak nikt inny potrafi wyczuc ten bol wlasnej matki bo bylo na nia najbardziej otwarte i zupelnie od niej zalezne; chyba najwazniejszy moment w przerwaniu takiej relacji to uswiadomienie sobie, ze postepujac asertywnie dzialamy rowniez dla dobra matki, choc ona tego na poczatku nie bedzie widziec i uzyje wszystkich znanych sobie sposobow by przywrocic stary schemat bo tylko w nim czuje sie bezpiecznie
                • aqua48 Ważny wniosek: 30.05.13, 14:06
                  differentview napisała:

                  > zgadzam sie- na najglebszym poziomie one sa faktycznie spragnione milosci i nie
                  > szczesliwe- dlatego tez tak trudno dziecku wyzwolic sie z relacji z taka matka-
                  > bo pojawia sie ogromne poczucie winy;

                  Tak mi się nasunęła opinia wyczytana gdzieś tu, w innym wątku, że synów się rodzi dla świata, a córki dla siebie. Otóż to jak najbardziej błędne przekonanie, wynikające być może stąd, ze córkę łatwiej podporządkować sobie niż syna. ale jakże charakterystyczne właśnie dla toksycznych matek... Ich już zapewne nie zmieni nic, ale dla nas ważny wniosek do wyciągnięcia.
                  Nie zawłaszczać dzieci, nie żyć ich życiem, mieć własne sprawy, to podstawa, żeby nie być toksyczną, albo choćby zgorzkniałą na starość matuchną, która zawsze jest niezadowolona i uważa, że "poświęciła wszystko dla niewdzięcznych dzieci". Ot co!
                  • blond_suflerka Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 14:31
                    aqua48 napisała:

                    > Tak mi się nasunęła opinia wyczytana gdzieś tu, w innym wątku, że synów się rod
                    > zi dla świata, a córki dla siebie. Otóż to jak najbardziej błędne przekonanie,
                    > wynikające być może stąd, ze córkę łatwiej podporządkować sobie niż syna. ale j
                    > akże charakterystyczne właśnie dla toksycznych matek...

                    Tu chyba chodzi pewne różnice pomiędzy naturą kobiecą i męską. Dla mężczyzny ważniejsza od miłości jest niezależność a dla kobiety ważniejsza od niezależności jest miłość. Więc u kobiety będzie ten głód miłości wygrywał i ona będzie do tej matki wracać pomimo kolejnych razów a u mężczyzny ta potrzeba niezależności będzie większa a to z kolei nie jest żadną pożywką dla chorych jazd matki.
                    • aqua48 Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 14:42
                      blond_suflerka napisała:

                      > Tu chyba chodzi pewne różnice pomiędzy naturą kobiecą i męską.

                      Czyli synom można od biedy pozwolić odejść i uniezależnić się, ale do córki trzeba przypiąć się jak kleszcz? Ja tak nie uważam.
                      • blond_suflerka Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 14:45
                        aqua48 napisała:

                        > Czyli synom można od biedy pozwolić odejść i uniezależnić się, ale do córki trz
                        > eba przypiąć się jak kleszcz? Ja tak nie uważam.

                        Absolutnie nie można i nie to napisałam. Mnie chodziło o to, że przez te różnice łatwiej właśnie uwiązać przy sobie córkę a trudniej syna. Oczywiście zdarzają się synkowie mamusi ale mam wrażenie to prędzej jest taka opcja, że syn coś tam działa i konsultuje z matką a córka zaprzestaje działań i jest tylko dla niej.
                        • bez_przekazu Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 17:22
                          nie rozumiem. moim zdaniem przy wychowywaniu syna wystarczy pamietac,ze kiedys bedzie zyl z inna kobieta. to wszystko.

                          blond_suflerka napisała:

                          > Oczywiście zdarzają się synkowie mamusi ale mam wrażenie to prędzej jest taka opcja, że syn coś ta
                          > m działa i konsultuje z matką a córka zaprzestaje działań i jest tylko dla niej
                          > .
                          • blond_suflerka Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 19:05
                            bez_przekazu napisał(a):

                            > nie rozumiem. moim zdaniem przy wychowywaniu syna wystarczy pamietac,ze kiedys
                            > bedzie zyl z inna kobieta. to wszystko.

                            Nie wystarczy. Na tej samej zasadzie córka alkoholika niby pamięta, jak okropnie było w domu i niby pamięta, żeby związać się z przeciwieństwem ojca a potem i tak wchodzi w związek z partnerem toksycznym(alkoholikiem, przemocowcem albo mężczyzną niedostępnym emocjonalnie). Bo świadoma pamięć to jedno a podświadomy zakodowany program to drugie. Po to jest terapia i praca nad sobą, żeby sobie zmienić to co jest pod spodem.
                          • aqua48 Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 20:24
                            bez_przekazu napisał(a):

                            > nie rozumiem. moim zdaniem przy wychowywaniu syna wystarczy pamietac,ze kiedys
                            > bedzie zyl z inna kobieta. to wszystko.

                            A przy wychowywaniu córki już nie trzeba pamiętać, że będzie kiedyś żyła z kimś innym?

                            Moim zdaniem to nie wszystko, dzieciom niezależnie od płci trzeba dać prawo do wolności i kształtowania życia wg ich potrzeb, a nie trzymać je kurczowo przy sobie, kontrolować i "wisieć" na nich mentalnie krytykując wszystkie poczynania niezgodne z własnym widzimisię.
                      • bez_przekazu Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 17:19
                        co za bzdety.
                        masz syna?
                        aqua48 napisała:

                        > blond_suflerka napisała:
                        >
                        > > Tu chyba chodzi pewne różnice pomiędzy naturą kobiecą i męską.
                        >
                        > Czyli synom można od biedy pozwolić odejść i uniezależnić się, ale do córki trz
                        > eba przypiąć się jak kleszcz? Ja tak nie uważam.
                    • bez_przekazu Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 17:18
                      nie,tu chodzi o znacznie prostsza rzecz.kobiety kobietom zgotowuja ten los,czyli, kobieta kobiecie wychowuje mezczyzne.takie proste, a takie trudne.
                      blond_suflerka napisała:

                      > aqua48 napisała:
                      >
                      > > Tak mi się nasunęła opinia wyczytana gdzieś tu, w innym wątku, że synów s
                      > ię rod
                      > > zi dla świata, a córki dla siebie. Otóż to jak najbardziej błędne przekon
                      > anie,
                      > > wynikające być może stąd, ze córkę łatwiej podporządkować sobie niż syna.
                      > ale j
                      > > akże charakterystyczne właśnie dla toksycznych matek...
                      >
                      > Tu chyba chodzi pewne różnice pomiędzy naturą kobiecą i męską. Dla mężczyzny wa
                      > żniejsza od miłości jest niezależność a dla kobiety ważniejsza od niezależności
                      > jest miłość. Więc u kobiety będzie ten głód miłości wygrywał i ona będzie do t
                      > ej matki wracać pomimo kolejnych razów a u mężczyzny ta potrzeba niezależności
                      > będzie większa a to z kolei nie jest żadną pożywką dla chorych jazd matki.
                      • blond_suflerka Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 19:09
                        bez_przekazu napisał(a):

                        > nie,tu chodzi o znacznie prostsza rzecz.kobiety kobietom zgotowuja ten los,czy
                        > li, kobieta kobiecie wychowuje mezczyzne.takie proste, a takie trudne.

                        A dlaczego robi to jedna kobieta drugiej kobiecie? Właśnie dlatego, że sama ma problem ze swoją kobiecością, ze swoim człowieczeństwem i ze swoim macierzyństwem. Poza tym-syn nie jest żadną rzeczą do przekazania drugiej kobiecie. On jest odrębną, autonomiczną jednostką. Tym samym ona to robi swojemu synowi, nie żadnej kobiecie. Jak jest kiepską, zaburzoną matką to robi to synowi, po prostu.
                      • aqua48 Bez przekazu na prawdę tak myślisz? 30.05.13, 20:32
                        bez_przekazu napisał(a):

                        > nie,tu chodzi o znacznie prostsza rzecz.kobiety kobietom zgotowuja ten los,czy
                        > li, kobieta kobiecie wychowuje mezczyzne.

                        Dziwne rzeczy mówisz. Mam dwóch synów. Dorosłych. I zapewniam Cię że nie przyszło mi do głowy, żeby ich wychowywać DLA jakiejkolwiek kobiety.

                        Ja moje dzieci wychowuję dla nich samych. Tak żeby im w świecie było dobrze, żeby mieli solidne podstawy zachowania, oraz wykształcenia, takie na których sami będą budować swój światopogląd i dalsze umiejętności. Starałam się ich po prostu wychować na wartościowych, dobrych ludzi. a to z kim się zwiążą i co będą robili zależy już wyłącznie od nich samych i oni będą konsekwencje swoich poczynań i wyborów ponosić. Ja mogę im tylko doradzać. a ponieważ moje dzieci myślą samodzielnie to czy postąpią wg moich rad, czy nie jest ich sprawą.
                  • bez_przekazu Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 14:42
                    przeczytalas to w moim poscie. to ja napisala,.gdyby bylo wiecej matek synow, takich,jak ja, nie byloby takich forow, jak to. dlaczego-nie chce mi sie tlumaczyc.
                    aqua48 napisała:

                    unęła opinia wyczytana gdzieś tu, w innym wątku, że synów się rod
                    > zi dla świata, a córki dla siebie. Otóż to jak najbardziej błędne przekonanie,
                    > wynikające być może stąd, ze córkę łatwiej podporządkować sobie niż syna. ale j
                    > akże charakterystyczne właśnie dla toksycznych matek... Ich już zapewne nie zmi
                    > eni nic, ale dla nas ważny wniosek do wyciągnięcia.
                    > Nie zawłaszczać dzieci, nie żyć ich życiem, mieć własne sprawy, to podstawa, że
                    > by nie być toksyczną, albo choćby zgorzkniałą na starość matuchną, która zawsze
                    > jest niezadowolona i uważa, że "poświęciła wszystko dla niewdzięcznych dzieci"
                    > . Ot co!
                    • blond_suflerka Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 14:48
                      bez_przekazu napisał(a):

                      > przeczytalas to w moim poscie. to ja napisala,.gdyby bylo wiecej matek synow, t
                      > akich,jak ja, nie byloby takich forow, jak to. dlaczego-nie chce mi sie tlumacz
                      > yc.

                      No bo dla matki córka to przedłużenie jej samej a syn to odrębna posta,ć stąd w dysfunkcyjnych domach-córka będzie okropnie traktowana przez toskyczną matkę bo matka tak naprawdę nienawidzi siebie i swojego życia a córka jako jej przedłużenie dostaje to samo co ona(matka). A syn z kolei prędzej będzie zastępstwem partnera, też uwiązany i zmanipulowany ale nie traktowany tak okrutnie.
                      • bez_przekazu Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 17:15
                        zupelnie co innego mialam na mysli.gdybym szla twoim tokiem rozumowania, to tak naprawde powinnam bym byla znienawidzic caly rod meski, w tym syna, bo mialam ojca,ktorego niewiele obchodzilam.do tego pijacego. i dlatego wlasnie staralam sie wychowac syna tak, aby byl wsparciem dla innej kobiety.a tym samym szczesliwym.i tak jest, czego dowodem jest wlasnie od dwoch lat ta kobieta.
                        blond_suflerka napisała:

                        > bez_przekazu napisał(a):
                        >
                        > > przeczytalas to w moim poscie. to ja napisala,.gdyby bylo wiecej matek sy
                        > now, t
                        > > akich,jak ja, nie byloby takich forow, jak to. dlaczego-nie chce mi sie t
                        > lumacz
                        > > yc.
                        >
                        > No bo dla matki córka to przedłużenie jej samej a syn to odrębna posta,ć stąd w
                        > dysfunkcyjnych domach-córka będzie okropnie traktowana przez toskyczną matkę b
                        > o matka tak naprawdę nienawidzi siebie i swojego życia a córka jako jej przedłu
                        > żenie dostaje to samo co ona(matka). A syn z kolei prędzej będzie zastępstwem p
                        > artnera, też uwiązany i zmanipulowany ale nie traktowany tak okrutnie.
                    • pade Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 15:10
                      .gdyby bylo wiecej matek synow, t
                      > akich,jak ja, nie byloby takich forow, jak to

                      Bez_przekazu, to jakis żart?

                      • bez_przekazu Re: Ważny wniosek: 30.05.13, 18:24
                        uodprnilam sie juz na twoje zlosliwosci.
                        nie ,to fakt. moge ci podac nr telefonu do narzeczonej mojego syna, ktora ci opowie,jaki z niego fajny facet.

                        pade napisała:

                        > .gdyby bylo wiecej matek synow, t
                        > > akich,jak ja, nie byloby takich forow, jak to
                        >
                        > Bez_przekazu, to jakis żart?
                        >
                • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 14:28
                  differentview napisała:

                  > zgadzam sie- na najglebszym poziomie one sa faktycznie spragnione milosci i nie
                  > szczesliwe- dlatego tez tak trudno dziecku wyzwolic sie z relacji z taka matka-
                  > bo pojawia sie ogromne poczucie winy; dziecko jak nikt inny potrafi wyczuc ten
                  > bol wlasnej matki bo bylo na nia najbardziej otwarte i zupelnie od niej zalezn
                  > e; chyba najwazniejszy moment w przerwaniu takiej relacji to uswiadomienie sobi
                  > e, ze postepujac asertywnie dzialamy rowniez dla dobra matki, choc ona tego na
                  > poczatku nie bedzie widziec i uzyje wszystkich znanych sobie sposobow by przywr
                  > ocic stary schemat bo tylko w nim czuje sie bezpiecznie

                  A ja jeszcze bym dodała, że chyba jedyny minus uświadomienia sobie przez dziecko toskycznego rodzica całego mechanizmu, jest to, że zyskuje on również tę świadomość o której napisałam ja i o której piszesz Ty a mionowicie to, że ta matka jest tak naprawdę głęboko nieszczęśliwą osobą. Kiedy człowiek nic nie wie to w pewnym sensie łatwiej jechać mu na złości a kiedy już się dowie, kiedy zrozumie ten ciąg przyczynowo skutkowy, kiedy zobaczy przed sobą agresorkę czy manipulantkę w jej prawdziwym obrazie czyli również to co tam pod spodem się dzieje, to przychodzi pewien rodzaj smutku, bezradności jakiegoś kolejnego ciężar do udźwignięcia. Oto ktoś kto pozornie jest tylko czarny ma też swoją białą stronę, skrzywdzonego dziecka, które tupiąc i krzycząc domaga się miłości i zainteresowania. Jak dla mnie to jest chyba najtrudniejsza sprawa do przepracowania. Bo jeśli owa mama się nie zmieni(już po terapii dziecka kiedy ono przestaje grać w jej grę) to niestety trzeba, oddawszy uprzednio jej odpowiedzialność za jej życie, patrzeć na jej autodestrukcję. No albo nie patrzeć ale mieć świadomość jej dalszej autodestrukcji. To jest bardzo przykre.
                  • differentview Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 14:56
                    > Bo jeś
                    > li owa mama się nie zmieni(już po terapii dziecka kiedy ono przestaje grać w je
                    > j grę) to niestety trzeba, oddawszy uprzednio jej odpowiedzialność za jej życie
                    > , patrzeć na jej autodestrukcję. No albo nie patrzeć ale mieć świadomość jej da
                    > lszej autodestrukcji. To jest bardzo przykre.

                    nie wiem jak to wyglada statystycznie ale mysle, ze w wiekszosci wypadkow zmiana w dziecku wywoluje zmiane w toksycznej matce; jesli np taka matka manipuluje wywolujac poczucie winy albo niszczac samoocene i pewnego dnia zobaczy, ze to po prostu juz nie dziala, jej slowa nie przynosza zadnego skutku tylko wywoluja wzruszenie ramion- no to nie ma sily zeby nie nastapila zmiana; ja uwazam, ze dziecko uwalniajac sie z chorej relacji tym samym daje matce szanse na zmiane- uswiadamia jej cos, motywuje do rozwoju- jesli ona zaprze sie w sobie i odrzuci ta szanse- no to trudno, taki jest jej wybor i chocby skaly s...y nic nie poradzisz
                    • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 15:17
                      differentview napisała:

                      > nie wiem jak to wyglada statystycznie ale mysle, ze w wiekszosci wypadkow zmian
                      > a w dziecku wywoluje zmiane w toksycznej matce; jesli np taka matka manipuluje
                      > wywolujac poczucie winy albo niszczac samoocene i pewnego dnia zobaczy, ze to p
                      > o prostu juz nie dziala, jej slowa nie przynosza zadnego skutku tylko wywoluja
                      > wzruszenie ramion- no to nie ma sily zeby nie nastapila zmiana; ja uwazam, ze d
                      > ziecko uwalniajac sie z chorej relacji tym samym daje matce szanse na zmiane- u
                      > swiadamia jej cos, motywuje do rozwoju- jesli ona zaprze sie w sobie i odrzuci
                      > ta szanse- no to trudno, taki jest jej wybor i chocby skaly s...y nic nie porad
                      > zisz

                      Zgadzam się z Tobą, że ta zmiana jest również dla dobra matki i jest szansą dla niej, żeby ona również się zmieniła. Natomiast kiedy sytuacja dalej trwa to dziecko jest też niejako czynnikiem wspierającym chorą postawę matki. Coś jak z opcją kat-ofiara.
                      I też nie wiem jak to wygląda statystycznie ale na pewno jest wiele matek, które nic a nic nie zrozumiały pomimo zmiany dziecka. To są te wszystkie przypadki kiedy następuje całkowity zanik kontaktu bo wydoroślałe dzieci stwierdzają, że druga strona dalej robi swoje i tym samym asertywnie ją zostawiają. Ciekawe czy ktoś w ogóle takimi statystykami dysponuje albo inaczej czy są badania, które mówią w ilu procentach zmiana dziecka powoduje zmianę matki a w ilu matka pozostaje zaburzona.
                  • pade Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 15:21
                    Kiedy człowiek nic nie wie to w
                    > pewnym sensie łatwiej jechać mu na złości a kiedy już się dowie, kiedy zrozumi
                    > e ten ciąg przyczynowo skutkowy, kiedy zobaczy przed sobą agresorkę czy manipul
                    > antkę w jej prawdziwym obrazie czyli również to co tam pod spodem się dzieje, t
                    > o przychodzi pewien rodzaj smutku, bezradności jakiegoś kolejnego ciężar do udź
                    > wignięcia.

                    W takich realcjach złość jest ostatnim uczuciem, które się okazuje toksycznemu rodzicowi. Raczej "jedzie się" na poczuciu winy i wstydzie. Złość się tlumi albo wyładowuje gdzie indziej w mało konstruktywny sposób.

                    Co do córek i synów. Dla matki syn jest nowością, czymś odrębnym, nieznanym, dlatego matki maja do synów większy respekt i pozwalają na większą niezalezność. Córka jest właśnie tym nieszczęsnym przedłużeniem, kolejnym wcieleniem, za pomocą którego można zrealizować niespełnione marzenia albo zaspokoić własne potrzeby.
                    To wszystko dzieje się oczywiście na poziomie podświadomości, rzadko jest celowe i świadome.

                    O tych wszystkich chorych realcjach mozna poczytać w książce Miłość to wybór, o terapii współuzależnień. Bo współuzależnienie powstajenie tylko w domach gdzie jest alkohol. Jest wszędzie tam, gdzie potrzeby emocjonalne dziecka nie są zaspokajane. Warto się zaponać z tym tematem, żeby rozpoznać mechanizmy, które kierują rodzicem, dzieckiem a później partnerką/partnerem. Ten sam temat porusza Pia Mellody w książce Toksyczne związki.
                    • bez_przekazu Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 18:27
                      wymyslilas to wszystko czy przerobilas na wlasnym przykladzie? kuzwa,moj syn nie byl dla mnie zadna nowoscia tylko faktem, tym bardziej realnym,ze czulam przeze 9 miesiecy ,ze to bedzie wlasnie syn i tylko syn. idz moze sie przewietrz na spacerze.
                      pade napisała:

                      > Dla matki syn jest nowością, czymś odrębnym, nieznanym, dl
                      > atego matki maja do synów większy respekt i pozwalają na większą niezalezność.
                      > Córka jest właśnie tym nieszczęsnym przedłużeniem, kolejnym wcieleniem, za pomo
                      > cą którego można zrealizować niespełnione marzenia albo zaspokoić własne potrze
                      > by.
                      > To wszystko dzieje się oczywiście na poziomie podświadomości, rzadko jest celow
                      > e i świadome.
                      >
                      > O tych wszystkich chorych realcjach mozna poczytać w książce Miłość to wybór, o
                      > terapii współuzależnień. Bo współuzależnienie powstajenie tylko w domach gdzi
                      > e jest alkohol. Jest wszędzie tam, gdzie potrzeby emocjonalne dziecka nie są za
                      > spokajane. Warto się zaponać z tym tematem, żeby rozpoznać mechanizmy, które ki
                      > erują rodzicem, dzieckiem a później partnerką/partnerem. Ten sam temat porusza
                      > Pia Mellody w książce Toksyczne związki.
                      • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 19:02
                        bez_przekazu napisał(a):

                        > wymyslilas to wszystko czy przerobilas na wlasnym przykladzie? kuzwa,moj syn ni
                        > e byl dla mnie zadna nowoscia tylko faktem, tym bardziej realnym,ze czulam prze
                        > ze 9 miesiecy ,ze to bedzie wlasnie syn i tylko syn. idz moze sie przewietrz na
                        > spacerze.

                        Spokojnie. To co napisała Pade jest prawdą, tylko nie trzeba tego czytać dosłownie bo to są rzeczy, które dzieją się na poziomie podświadomym. Oczywiście, że świadomie syn nie był czymś odrębnym, tak samo jak świadomie nikt swoich dzieci nie niszczy. A to co się dzieje z tzw. automatu za sprawą pewnych przekonań podświadomych to zupełnie inna historia.
                      • pade Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 20:42
                        Nigdzie nie pójdę, bo leje od rana:)
                        Każde zdanie napisane przez Ciebie na tym forum, świadczy o tym, jak bardzo jesteś poraniona. Z jednej strony budzisz moje współczucie, z drugiej irytujesz.

                        Resztę skomentowała Blond_suflerka, więc ja się już nie będę powtarzać.
                        • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 21:04
                          Pade, Ty jesteś z południa Polski?
                          • pade Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 21:18
                            południowego zachodu:)
                            • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 22:38
                              Myślałam, że centrum i zrobimy tu kiedyś spotkanie forumowych fachowców;)
                              • pade Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 23:28
                                A Ty jesteś z Warszawy?
                                Nie ma sprawy, pociągi u mnie jeżdżą, nawet mąż mnie chetnie zawiezie:D
                                Gdzie i kiedy?:)
                                • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 31.05.13, 11:03
                                  :D Tak, wawa. Co do terminu i miejsca to nic nie wymyśliłam bo pomysł wpadł mi do głowy wczoraj w bliżej nieokreślonych ramach. Bo jak napisałaś, że cały dzień u Ciebie leje to się zdziwiłam bo nie wiem czemu myślałam, że Ty jesteś z wawy.
                    • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 23:23
                      pade napisała:

                      > W takich realcjach złość jest ostatnim uczuciem, które się okazuje toksycznemu
                      > rodzicowi. Raczej "jedzie się" na poczuciu winy i wstydzie. Złość się tlumi alb
                      > o wyładowuje gdzie indziej w mało konstruktywny sposób.

                      A tutaj się nie zgadzam. Oczywiście, pewnie każdy ma trochę inne doświadczenia w tej kwestii ale z tych przypadków, które ja znam to tam złość występuje/występowała. Ona oczywiście miesza się z tym o czym piszesz-poczucie winy, wstyd ale zdecydowanie się w tej mieszaninie uczuć pojawia. Ta złość przychodzi na gorąco po różnych jazdach matki/rodzica, przychodzi też w momentach kiedy takiemu dziecku dużo się wali i ma ono świadomość, że to przez matkę. Może pojawić się uczucie nienawiści, jakiegoś zniechęcenia, zobojętnienia, odrazy. Za chwilę czy za jakiś czas wraca zależność, poczucie winy właśnie, jakaś bezradność i wstyd również za siebie, że z matką źle ale bez niej też nie tak świetnie jak powinno być.
                      A o tym jechaniu na złości to chciałam powiedzieć, że właśnie w tych chwilach kiedy się ją odczuwa to można tak na gorąco parę rzeczy zrobić, rozpocząć, poczuć w sobie ten bunt. Czy z tego wyjdzie coś długofalowego to inna sprawa ale jednak coś się tam zaczyna dziać.
                      Natomiast jak już człowiek zaczyna być wszystkiego świadomy, to mam wrażenie, tej złości jest mniej albo w ogóle.
                      Tak trochę abstrahując od tematu-nie masz wrażenie, że mniej Cię ludzie wkurzają niż przed pracą nad sobą. Że świadomość tego skąd może się brać ich kiepski humor czy uszczypliwość sprawia, że trudno się złościć na kogoś kto i tak ma pod górę co pokazuje swoim zachowaniem? Masz tak?
                      • pade Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 23:35
                        Mnie w ogóle wszystko mniej wkurza:) Od czasu rozpoczęcia pracy nad sobą, oczywiście.
                        Bo już wiem, co, jak i dlaczego. Co czuję, skąd to się bierze, jakie jest moje nastawienie, itp.
                        To jest jak ponowne narodzenie, albo jak przebudzenie:)

                        Być może masz rację z tą złością. Ja ją tak mocno tłumiłam, ze chyba w ogóle przestałam ją odczuwać w pewnym momencie. Za to po latach podnosiłam głos przy byle okazji...
                        Dla mnie najbardziej destrukcyjnym uczuciem było poczucie winy. Gdy sie go pozbyłam, świat nabrał barw, a uczucie przygnębienia, wiecznego zresztą, minęło jak ręką odjął.
              • zuzi.1 Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 13:57
                blond suflerka napisała:"Racja, jeszcze mąż. I to skupienie na matce trwa właściwie cały czas. Po iluś tam awanturach człowiek zaczyna żyć w ciągłym napieciu kiedy i co spowoduje kolejne pretensje. Zaczyna być jak radar-jaki nastrój ma matka, co ewentualnie może wyzwolić atak, co i jak trzeba robić, żeby jakoś się ochronić czyli prawie non stop myśli krążą wokół matki i nie ma w ogóle ani czasu ani przestrzeni, żeby zadbać o siebie, w ogóle pomyśleć o tym co by się chciało od życia. I nawet po wyprowadzce to myśli wokół mamy gdzieś krążą bo też nie wiadomo jak pewne sprawy rozgrywać jak postępować, żeby było ok. Czyli znowu poświęcania jej czasu i energii i konieczność nadmiernej kontroli samego siebie."

                To prawda. Takie zaburzone osoby nie zawsze się awanturują. Czasem nie ma żadnych awantur, ale są za to manipulacje chorobami, słabościami, marsową miną, i ciągłym zawłaszczaniem przestrzeni swoją osobą i jej potrzebami, problemami. Po latach takich zachowań wszyscy z rodziny chodzą koło takiej "słabej" toksycznej matki na paluszkach, żeby przypadkiem nie urazic, bo zaraz będzie płacz i okazywanie, że ktoś ją zranil swoim zachowaniem. Takie osoby często po prostu wysługują się innymi, dzięki czemu same nie muszą się zbytnio przemęczac, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi wszystko co trzeba, nie angażując do pracy toksycznej matki, żeby coś jej się przypadkiem nie stało i żeby się nie nadwyrężyła. Jest to naprawdę sprytna strategia na życie...
                • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 19:13
                  zuzi.1 napisała:

                  > To prawda. Takie zaburzone osoby nie zawsze się awanturują. Czasem nie ma żadny
                  > ch awantur, ale są za to manipulacje chorobami, słabościami, marsową miną, i ci
                  > ągłym zawłaszczaniem przestrzeni swoją osobą i jej potrzebami, problemami.

                  Racja. Nie zawsze chodzi o awantury. Tu właściwie chodzi o całokoształt. O wszystko co mówi taka zaburzona matka-werbalnie i niewerbalnie. Mama posmutniała bo córka idzie na imprezę, mama siedzi przygarbiona w fotelu bo syn trzy godziny konferuje przez telefon z dziewczyną, mama dzwoni co pół godziny do dziecka, które jest poza domem bo się denerwuje czy jest bezpieczne, itd. Cała masa sygnałów, tak jak piszesz, od złości, przez lekką irytację, inny ton, smutek, chorobę, żeby pokazać otoczeniu co mamie służy a co nie.
              • zuzi.1 Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 14:09
                blond suflerka napisała:"To jest zresztą bardzo smutne, że zarówno mama i jak te dzieci chcą być kochane i chcą mieć dobre relacje ale to się nie udaje przy takim skrzywionym postrzeganiu siebie i świata. Mama nie dostała w dzieciństwie tego co powinna otrzymać, potem nie miała w związku z tym możliwości dać tego swoim dzieciom(no bo skąd jak sama nie miała?) a dzieci z tymi deficytami tworzą kolejne pokolenie nieszczęsliwych."

                Z drugiej strony, te matki przez całe swoje życie, nie zrobiły często nic, aby sobie pomóc i aby ich relacje z dziecmi były lepsze. Zerowa samoświadomosc. Rozumiem, ze 50 lat temu nie było takich możliwosci, ale już co najmniej od kilku dobrych lat takie możliwosci są, wiedza psych. jest dostępna na wyciągnięcie ręki, często za darmo, a pomimo tego, takie osoby nie podejmują żadnego wysiłku intelektualnego, aby coś w swoim życiu zmienic samodzielnie czy też z fachową pomocą. Nie szukają, nie chcą nic zmienic, nie dopuszczają do siebie, ze coś z nimi jest nie tak, winni są wszyscy inni, tylko nie one. Bardzo wygodne podejscie do zycia i zwalniające z jakiegokolwiek starania się i wysiłku w kierunku zmian.
                • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 19:49
                  zuzi.1 napisała:

                  > Z drugiej strony, te matki przez całe swoje życie, nie zrobiły często nic, aby
                  > sobie pomóc i aby ich relacje z dziecmi były lepsze. Zerowa samoświadomosc. Roz
                  > umiem, ze 50 lat temu nie było takich możliwosci, ale już co najmniej od kilku
                  > dobrych lat takie możliwosci są, wiedza psych. jest dostępna na wyciągnięcie rę
                  > ki, często za darmo, a pomimo tego, takie osoby nie podejmują żadnego wysiłku i
                  > ntelektualnego, aby coś w swoim życiu zmienic samodzielnie czy też z fachową po
                  > mocą. Nie szukają, nie chcą nic zmienic, nie dopuszczają do siebie, ze coś z ni
                  > mi jest nie tak, winni są wszyscy inni, tylko nie one. Bardzo wygodne podejscie
                  > do zycia i zwalniające z jakiegokolwiek starania się i wysiłku w kierunku zmia
                  > n.

                  Prawda. No ale jest też druga strona medalu. Dziś jest łatwiej ale to nie znaczy, że wszyscy się leczą i jest 100% sukcesów. Człowiek czasem jest poraniony, tak zasklepiony w swoim bólu, tak złamany przez innych i życie, że nie ma w sobie siły, odwagi, nadziei na to że to jeszcze można odkręcić, że jeszcze może być inaczej.
                  Kiedyś przeczytałam gdzieś takie fajne(?) zdanie-'nie ma takich rodziców na świecie, którzy budzą się rano i mówią 'spieprzymy swoim dzieciom życie'. to jest zawsze wynik czegoś, jakiś nieświadomy proces, brak umiejętności i miłości w sobie'. Oczywiście to nie ma być usprawiedliwieniem dla tych rodziców ale rzuca inne światło. Prawda jest przecież taka, że oni nie są szczęśliwi od tego, że unieszczęsliwiają swoje dzieci. Cały czas siedzą w tym swoim syfie. Ile by na to dziecko nie krzyczeli, jak bardzi nie wyzywali czy dołowali to i tak czują się nieszczęśliwi i samotni. Oczywiście, trzeba się ratować i nie wolno być workiem treningowym dla swoich rodziców ale można spojrzeć na to z innej strony.
                  DDD czy DDA często dopóki nie zrozumieją w czym rzecz to krzywdzą siebie. Trwają w niedobrych związkach, ulegają uzależnieniom, dają się wykorzystywać, nie dbają o swoje potrzeby, itd. Gdyby zapytać czy chcieli i chcą, żeby tak właśnie wyglądało ich życie na pewno powiedzą, że nie. Czy ktoś na świecie ma taki pomysł na siebie, zeby spędzić 10 lat w związku z przemocowcem? No nie. To się zawsze dzieje niechcący z powodów o których nie raz tu było pisane. I myślę, że podobnie jest z rodzicami właśnie. Oni też niechcący krzydzą swoje dzieci. To zdanie brzmi okropnie ale myślę, że jest w nim sens.
                  • zuzi.1 Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 23:00
                    blond suflerka napisała:
                    "Kiedyś przeczytałam gdzieś takie fajne(?) zdanie-'nie ma takich rodziców na świecie, którzy budzą się rano i mówią 'spieprzymy swoim dzieciom życie'. to jest zawsze wynik czegoś, jakiś nieświadomy proces, brak umiejętności i miłości w sobie'. Oczywiście to nie ma być usprawiedliwieniem dla tych rodziców ale rzuca inne światło. Prawda jest przecież taka, że oni nie są szczęśliwi od tego, że unieszczęsliwiają swoje dzieci. Cały czas siedzą w tym swoim syfie. Ile by na to dziecko nie krzyczeli, jak bardzi nie wyzywali czy dołowali to i tak czują się nieszczęśliwi i samotni. Oczywiście, trzeba się ratować i nie wolno być workiem treningowym dla swoich rodziców ale można spojrzeć na to z innej strony.
                    DDD czy DDA często dopóki nie zrozumieją w czym rzecz to krzywdzą siebie. Trwają w niedobrych związkach, ulegają uzależnieniom, dają się wykorzystywać, nie dbają o swoje potrzeby, itd. Gdyby zapytać czy chcieli i chcą, żeby tak właśnie wyglądało ich życie na pewno powiedzą, że nie. Czy ktoś na świecie ma taki pomysł na siebie, zeby spędzić 10 lat w związku z przemocowcem? No nie. To się zawsze dzieje niechcący z powodów o których nie raz tu było pisane. I myślę, że podobnie jest z rodzicami właśnie. Oni też niechcący krzydzą swoje dzieci. To zdanie brzmi okropnie ale myślę, że jest w nim sens."

                    Zgadzam się z tym co napisałaś. Takie matki/rodzice nieświadomie, niechcący, pod wpływem błędnych matryc zakodowanych w głowie podczas dysfunkcyjnego dzieciństwa, krzywdzą potem swoje dzieci. Strasznie to przykre ;(
              • zuzi.1 Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 14:20
                blond suflerka napisała:"A ja myślę jeszcze inaczej. One siebie nie kochają bo przecież kochanie siebie inaczej wygląda. Tzn. zdrowe kochanie. One są po prostu głodne miłości i zainteresowania i to u nich poszło w tę chorą, destrukcyjną stronę. I myślę, że kochają swoje dzieci ale znowu tą chorą miłością. Zaborczą, niszczącą, symbiotyczną. Pod tym jest przede wszystkim lęk i ogromne deficyty."

                B. możliwe, że częsc toksycznych matek tak ma. Jednak wydaje mi się, że inna częsc ta b. narcystyczna, kocha, ale głównie siebie i swoje potrzeby, a nie własne dzieci.
                • bez_przekazu Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 14:46
                  nie mozna bylo tego wszystkieo napisac w jednym watku? czytac sie nie chce...
                  • igge Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 18:25
                    mi dużą ulgę (już w dorosłości, zresztą wcześnie się wyprowadzilam, żeby przed mamą uciec) sprawiały okresy ucięcia kontaktów po jakiejś grubszej awanturze. Nie czułam tęsknoty (jaką czuję za mężem jak go nie ma) kiedy się nie spotykałyśmy, tygodnie, miesiące, w końcu 2lata - tylko wielką ulgę i spokój. I jeszcze takim momentem przełomowym około 3 lat temu było kiedy zupełnie przestałam czuć poczucie winy, że czegoś dla niej nie zrobiłam, albo nie posłuchałam sie, że nie mogę zafundować jej wczasów na Karaibach, że wbrew jej nadziejom jestem szczęśliwa z mężem (to że jest ktoś kto daje mi więcej miłości niż kiedykolwiek od niej dostałam i kogo cenię wyżej od niej i raczej się nigdy nie kłócę zawsze ja strasznie denerwowało) a jej zdaniem nie mam prawa bo np za mało zarabia, albo że zerwałam kontakt i ona np że możliwe, że sama spędza Boże Narodzenie. Ten brak poczucia winy w stosunku do matki jest kluczowy i bezcenny, daje wolność. I jeszcze prawo nie ukrywania pewnych sparaw przed nią, żeby jej nie zrobić przykrości : np odwiedzin u rozwiedzionego ojca i jego nowej partnerki, przyjmowania odwiedzin teściowej i zwyczajnego lubienia teściowej, kupowania jej też prezentów (zawsze staram się, żeby dostawały mniej więcej to samo bo moja mama cierpi, że ktoś ją może mniej kochać niż drugą babcię.) Da się w miarę poprawne,choc przerywane relacje utrzymać, bez wulgaryzmów i popadania w takie samo slownictwo co toksyczna mamusia. Można ją traktować z przywiązaniem i wdzięcznością i z akceptacją faktu, że taka będzie do końca życia, cieszyć się z jej wspaniałych wypieków i obiadków a jednocześnie trochę , sorry,"olewać". Nie przejmować się jej złośliwościami, wyrzutami i próbami wpędzania w poczucie winy. Mieć jakiś emocjonalny dystans. TYlko, że ja już nie wiem, czy nadal ją kocham czy nie i ostatnio czasami czuję dla niej przerażającą obojętność w sytuacji gdy powinnam czuć gorące wspułczucie (takie jak czuję dla córki czy syna, męża jak ich coś boli, przejmuje) Nie wiem czy to dobre, ale może po tylu latach szarpania się psychicznego - nieuniknione. Ale w chorobie i na starość zaopiekuję się nią ze współczucia i poczucia obowiązku - nie ma oprócz mnie nikogo. Liczne przyjaciołki nie zastąpią jej rodziny.
                • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 22:46
                  zuzi.1 napisała:

                  > B. możliwe, że częsc toksycznych matek tak ma. Jednak wydaje mi się, że inna cz
                  > ęsc ta b. narcystyczna, kocha, ale głównie siebie i swoje potrzeby, a nie własn
                  > e dzieci

                  No tak, pewnie w tym zbiorze 'toksyczne matki' są różne typy osobowości. Tyle tylko, że narcyz też nie kocha siebie miłością zdrową, też jest zaburzony i najczęściej jednak też ma to związek z dzieciństwem. Tym samym też nie robi tego swoim dzieciom czy bliskim specjalnie, 'po prostu' inaczej nie umie.
                  • zuzi.1 Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 22:51
                    blond suflerka napisała:"No tak, pewnie w tym zbiorze 'toksyczne matki' są różne typy osobowości. Tyle tylko, że narcyz też nie kocha siebie miłością zdrową, też jest zaburzony i najczęściej jednak też ma to związek z dzieciństwem. Tym samym też nie robi tego swoim dzieciom czy bliskim specjalnie, 'po prostu' inaczej nie umie."

                    Zgadzam się z Tobą.
                    • blond_suflerka Re: Zmień tytuł wątku na: 30.05.13, 23:11
                      Proszę, jakie to forum jest pokojowe. Ja się zgadzam się z Tobą, Ty ze mną, wszystko gra, nikt się nie kłóci;)
    • pade Do autorki 30.05.13, 21:17
      przeczytaj;
      dzielnicarodzica.pl/42097/40/artykuly/mama_i_tata/aktywna_mama/Najwieksza_zmora_dziecka_toksyczna_matka;jsessionid=pqfUeLgVbDfpSvOxVLSMoHfK?cid=453
      • ze-gata Re: Do autorki 30.05.13, 21:36
        Dziękuję wszystkim za opinie i rady. My ślę że będą mi bardzo pomocne.
        Nie spodziewałam się aż takiego odzewu:)
        • zuzi.1 Re: Do autorki 30.05.13, 22:47
          Autorko, ten temat b. często pojawia się na forum ŻR i Psychologia, czytaliśmy już wiele wątków na ten temat, od osób, które są kompletnie nieświadome w czym tkwią i od tych, którym "otwierają się oczy". Wiele osób z forum ma na ten temat dużo przemyśleń, także dobrze trafiłas ;-) Teraz tylko, żebyś trafiła na dobrego terapeutę, który pomoże Ci uporac się z tym problemem. W niedługim czasie powstanie mam nadzieje na ten temat wątek zbiorczy z odwołaniem do wątków, które pojawiły się na forum i odpowiednią literaturą. Probem toksycznych matek jest dosc czesty, nigdy bym tego nie przypuszczała, ze az tak częsty, gdyby nie forum. Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci siły i konsekwencji w uwalnianiu się z toksycznej relacji z mamą.
          • pade Re: Do autorki 30.05.13, 23:37
            Zuzi, ja pamiętam o książkach:) Czekam jedynie na wenę twórczą, bo mnie zniżka formy dopadła:)
            • zuzi.1 Re: Do autorki 30.05.13, 23:40
              Ja też pamiętam, ustalmy tak, ze zrobimy ten wątek w miarę mozliwosci czasowych itp., ok ;-)
              • pade Re: Do autorki 30.05.13, 23:42
                ok:)
          • differentview Re: Do autorki 31.05.13, 06:47
            > Probem toksycznych matek jest
            > dosc czesty, nigdy bym tego nie przypuszczała, ze az tak częsty, gdyby nie foru
            > m.

            to prawda, ze internet i takie fora pokazuja skale zjawiska; wlasciwie czasem mozna odniesc wrazenie, ze w ogole nie ma fajnych matek, ktore madrze kochaja i lubia swoje dzieci i sa tez szczesliwymi, dowartosciowanymi, spelnionymi na roznych polach kobietami:)
            najczesciej albo jakies kontrolujace wszystko tyranki, psychopatki, ktore konsekwentnie podkopuja samoocene dziecka, zyciowe ofiary, ktore terroryzuja otoczenie swoimi slabosciami i domagaja sie wspolczucia, narcystyczne egoistki zajete soba i traktujace dziecko tylko jako sposob na dowartosciowanie, wspoluzaleznione, ktore nie wyobrazaja sobie odejsc od meza alkoholika albo przemocowca
            z ojcami nie lepiej- albo nieobecny, ktory wymiksowal sie z bycia ojcem a placenie alimentow uwaza za zamach na jego kase i do konca swoich dni bedzie walczyl o to ze swoja ex; albo taki, ktory zarabia ale na tym konczy sie jego rola jako ojca albo domowy tyran albo zdominowany i zahukany przez zone pantoflarz i nieudacznik albo alkoholik;)
            nic tylko zostac psychoterapeuta- na brak pracy nie bedzie mozna narzekac;)
            • blond_suflerka Re: Do autorki 31.05.13, 11:09
              Mam bardzo podobne odczucia. Wokół naprawdę zdecydowana większość ludzi ma jakichś takich zaburzonych rodziców.
              Tak jak piszesz-albo matka z jakimś problemem albo ojciec, którego nie ma i choćby ta mama była najlepsza to brak ojca jednak wychodzi w dorosłości. A 'najlepsze' w tym wszystkim jest to, że jak się poczyta fora to jest wiele podobnych opisów na przykład w kwestii wyzywania dzieci. To zadziwiające ile tzw. normalnych osób zmienia się w domu w potwora i potrafi powiedzieć dziecku, że jest szmatą, dziwką czy grubą krową.
            • tully.makker Re: Do autorki 31.05.13, 11:09
              wlasciwie czasem m
              > ozna odniesc wrazenie, ze w ogole nie ma fajnych matek,

              No tak mysle, ze nie ma, ojcow tez. To relacja wobec ktorej jest tak wiele sprzecznych oczekiwan, ze chyba nie da sie tego get right, zwlaszca w pelni.
              • zuzi.1 Re: Do autorki 31.05.13, 11:29
                O fajnych matkach się zazwyczaj nie pisze, pisze się o tych problemowych, może stąd takie wrażenie. Rzeczywiscie forum pokazuje dużą skalę zjawiska toksyczności matek/rodziców. Poza tym, często jest tak, że w takiej matce czy ojcu są jakby 2 osoby, jedna fajna i druga mniej fajna, mało która osoba jest taka jednoznacznie ok, lub jednoznacznie zła. Są zazwyczaj 2 w 1.

                Rzeczywiscie psychoterapeuci mogą miec pełne ręce roboty, oby tylko potencjalni klienci zaczęli uświadamiac sobie swoje problemy a nie wypierac je za wszelką cenę i chciec je leczyc.
                • dniuy Re: Do autorki 31.05.13, 15:32
                  Dzieci fajnych rodziców mają mnóstwo ciekawych zajęć i spełniają się w życiu codziennym, rodzinnym, towarzyskim, związkowym. Nie muszą leczyć swoich bolączek przesiadywaniem na forach dyskusyjnych. Więc z automatu tutaj rzadko zaglądają. Tak to widzę.
              • pade Re: Do autorki 31.05.13, 11:31
                Ale to jest szersza kwestia, mentalna, pokoleniowa. Nasi rodzice, dzieci urodzone po wojnie, albo nawet w czasie wojny, to ludzie w większości okaleczeni emocjonalnie, przez straty członków rodziny, przez walkę o przetrwanie. Któż wtedy myślał, że dziecko ma prawa, potrzeby, inne niz koszula na grzbiet i jedzenie? My urodzilismy sie w innej rzeczywistości, bardziej stabilnej, bezpiecznej, ale skoro rodzice nie mieli wzorców, cóż mogli przekazać?
                Trendy wychowawcze się zmieniają, dążymy do lepszej rzeczywistości, do czasów gdy liczy się człowiek. Czy mały, czy duzy, jest ważny. Ja jestem pelna nadziei, że będzie coraz lepiej, że naszym dzieciom będzie łatwiej, jesli przekażemy im dobre wzorce.
                • tully.makker Re: Do autorki 31.05.13, 15:54
                  Nie zgadzam sie. Moja matka, dziecko wojny, doskonale zdaje sobie sprawe z deficytow emocjonalnych z tym zwiazanych. ma mnostwo toksycznych cech, takze wyplywajacych z roznych okolowojennych deprywacji, ale zawsze stawiala zaspokojenie potrzeb emocjonalnych dziecka na glownym miejscu.

                  To nie wojna okaleczyla ludzi, to okaleczeni ludzie spowodowali wojne.
                  • pade Re: Do autorki 31.05.13, 16:12
                    Tully, ale to jest forum, tu jest wymiana myśli, poglądów. Niekoniecznie musimy się ze sobą zgadzać, to nie jest kwestia racji czy prawdy. Każda z nas pisze jak widzi problem, i tyle:)
                    To, że Twoja mama jest taka a nie inna, ani nie świadczy o tym, że nie mam racji, ani, że ją mam.
                    To było po prostu takie luźne spostrzeżenie z mojej strony:)
    • czarna12.3 Re: Toksyczna Matka ? 31.05.13, 23:02
      Polecam majowy numer " Charakterów".
      • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 04.06.13, 20:40
        Wczoraj miałyśmy z mamą rozmowę, która wynikła po kolejnym spotkaniu z ojcem. Cóż, ze strony mamy nic nowego. Usłyszałam nawet że jeśli dalej zamierzam tak postępować, to możemy się wcale nie spotykać. Zamierzam częściowo się do tego zastosować i ograniczyć nasze spotkania do niezbędnych, a potem zobaczymy co będzie. Liczę na jakąś zmianę z jej strony.
        Ja podczas tej rozmowy czułam się znacznie pewniej i lepiej.
        Dzięki waszym radom. Jeszcze raz dzieki :)
        • zuzi.1 Re: Toksyczna Matka ? 04.06.13, 22:13
          " Usłyszałam nawet że jeśli dalej zamierzam tak postępować, to możemy się wcale nie spotykać. Zamierzam częściowo się do tego zastosować i ograniczyć nasze spotkania do niezbędnych, a potem zobaczymy co będzie. Liczę na jakąś zmianę z jej strony. "

          Tak, toksyczne matki nie mają kompletnie żadnych problemów z zerwaniem relacji z własnym dzieckiem, które nie zamierza "tańczyc" tak jak one by chciały. To jest norma dla takich pań. Ja bym na Twoim miejscu nie liczyła na jej zmianę, chyba bardziej na zaostrzenie jej stanowiska i dalsze zacietrzewienie. Dobrze, że zaczynasz sobie z nia radzic, oby tak dalej, trzymam za Ciebie kciuki ;-)
          • blond_suflerka Re: Toksyczna Matka ? 04.06.13, 22:23
            Ja myślę, że problemu nie mają ale pozornie. Bo przecież one karmią się zależnością dziecka i tak chętnie z tego nie rezygnują. Także mówią 'możemy się wcale nie spotykać" ale to w podtekście jest szantaż i czekanie, że dziecko będzie za matką biegło i prosiło o te spotkania i relacje czyli piękne odwrócenie ról kto tu jest winny i kto kogo powinien przepraszać i prosić o kontynuowanie relacji;)
            • zuzi.1 Re: Toksyczna Matka ? 04.06.13, 22:28
              Oczywiscie zgadzam się z Tobą suflerko, tylko znam takie sytuacje, że gdy dziecko jednak nie prosi się o kontakty, taka matka potrafi nie kontaktowac sie z dzieckiem wcale np. przez kilka lat. Takie osoby potrafią byc wyjatkowo uparte i zacietrzewione. Jasne, ze liczą na to, że to dziecko przyjdzie do nich na kolanach z przeprosinami, błagając o kontakt ;)
              • blond_suflerka Re: Toksyczna Matka ? 04.06.13, 22:36
                Racja Zuzi. Niechętnie relacje zrywają ale ja już trzeba to trzeba:D Nie wpadną na to, że może być coś zmienić w swoim postępowaniu tylko będą się upierać, że to niedobre dziecko nie odzywa się do matki. I nie wiadomo dlaczego;)
                • zuzi.1 Re: Toksyczna Matka ? 04.06.13, 22:45
                  Dokładnie tak ;)
                  • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 04.06.13, 23:03
                    Czytając wasze posty, coś mi się przypomniało. Tak jest właśnie z rozmowami telefonicznymi. Mama ma wolne co drugi dzień i tak się utarło że ja do niej dzwonię w te dni. Jeśli czasami zapomnę albo zwyczajnie nie mam czasu i nie zadzwonię to ona też nie zadzwoni a później ma o to pretensje. Moja odpowiedź na ten zarzut: ty też znasz numer do mnie. Oczywiście brak telefonu z mojej strony uważa za brak szacunku.
                    A ja głupia czuję się winna.
                    Nigdy więcej.
                    • zuzi.1 Re: Toksyczna Matka ? 04.06.13, 23:09
                      Toksyczni ludzie mają schizę na punkcie braku szacunku do nich, własciwie wszystko co robisz nie po ich myśli, stanowi ich zdaniem objaw braku szacunku do nich ... :-)
                      • differentview Re: Toksyczna Matka ? 05.06.13, 08:02
                        > Toksyczni ludzie mają schizę na punkcie braku szacunku do nich, własciwie wszys
                        > tko co robisz nie po ich myśli, stanowi ich zdaniem objaw braku szacunku do nic
                        > h ... :-)

                        moze maja schizy bo podswiadomie wiedza, ze ich zachowanie na zaden szacunek nie zasluguje; a moze to ich ktos nie szanowal i teraz kazdym sposobem- terrorem czy szantazem emocjonalnym chca uzyskac to czego nie mieli
                        • ze-gata Postanowiłam napisać list. 05.06.13, 08:36
                          Co sądzicie na ten temat.
                          Ponieważ nasze rozmowy zazwyczaj kończyły się awanturami i nigdy tak naprawdę nie powiedziałam mamie co czuję bo zajęta byłam odpychaniem zarzutów, postanowiłam napisać do niej list i opisać w nim swoje uczucia.
                          Boję się tylko że słowo pisane może być później wykorzystane przeciwko mnie. Mama lubi czepiać się słówek i dorabiać do nich swoje ideologie.
                          • differentview Re: Postanowiłam napisać list. 05.06.13, 08:49
                            ale czego wlasciwie Ty sie boisz? niby jak moze to byc wykorzystane przeciwko Tobie? ze powie, ze to nieprawda co mowisz, ze powie- jak smiesz tak mnie krytykowac, ze sie obrazi, ze zrobi Ci awanture- owszem wszystko to z duzym prawdopodobienstwem zrobi- tylko CO Z TEGO? nadal chcesz sie tlumaczyc, ze nie jestes wielbladem?
                            list mozesz napisac ale raczej w tym celu zeby sobie pewne rzeczy uporzadkowac w glowie; jesli liczysz, ze mama powie- o moj boze, jaka ja bylam zla matka, kochana coreczko, przepraszam za wszystko- to mozesz sie przeliczyc
                            • joanna35 Re: Postanowiłam napisać list. 05.06.13, 08:54
                              jesli liczysz, ze mama powie- o moj boze, jaka ja bylam zla matka, ko
                              > chana coreczko, przepraszam za wszystko- to mozesz sie przeliczyc
                              Masz prawie jak w banku, jeżeli w skrytości ducha tego oczekujesz, ze tak będzie. Chociaż podobno "prawie" czyni różnicę i ja Ci życzę, zeby ta różnica zaistniała:-)
                          • joanna35 Re: Postanowiłam napisać list. 05.06.13, 08:51
                            Pomysł z listem jest dobry, bo chociaż może czepiać się słówek to nie będzie Ci wmawiać czegoś czego nie powiedziałaś. I dlatego musisz sobie dokładnie przemyślec co chcesz napisac i poświęcić na to trochę czasu, nie wysyłac/dawać mamie pierwszej wersji.
                          • sandrad2 Zacznij się leczyć i to szybko 05.06.13, 10:35
                            Bo jesteś też toksyczną osobą. Żadna normalna by nie znosiła takiej zależności i tresury. Gdyby tylko osiągnęła pelnoletność to wyfrunęlaby z domu i ustaliła relacje z innymi na swoich warunkach.
                            a co widac z Twoich opowieści?
                            Że "Twoje" warunki to:
                            -obowiązkowe dzwonienie do matki i nienawidzenie jej za to że TY sama dzwonisz
                            -obowiązkowe odwiedzanie matki by się z nią użerać i nienawidzenie jej za skutki tych odwiedzin
                            -tresowanie swojego męża i dziecka by utrzymywali niechciane toksyczne kontakty
                            -błaganie matki durnymi listami, schizami, pozami by cię nie odrzucała i byś nadal mogła do niej dzwonić, przychodzić, trzymać się jak rzep
                            -zajmowanie sie ciągle tym co matka mówi, robi, czuje
                            -nieszanowanie jej zadnia-mowi ci wprost że jak ci się nie podoba to masz wypierd..... a Ty ciągle przyłazisz do niej, ciągle Ci się nie podoba, ćiągle CHCESZ się jej trzymac i za cholerę nie zamierzasz zerwać kontaktów.
                            Sorry. Jesteś jak UZALEŻNIONA "ŻONA ALKOHOLIKA".
                            Spieprzysz życie sobie i swojemu dziecku. O ile mąz się nie wkurzy wcześniej na tyle, że znajdzie sobie inną nieuzależnioną kobietę w której życiu jest miejsce na cokolwiek innego niż mamusia mamusia mamusia mamusia.......

                            Niestety z rozwoju wątku widać, że TY NIE CHCESZ PRZESTAĆ BYĆ UZALEŻNIONA. Potrzebujesz mamusi jak pijak wódki i wszystko, kazdą rozmowę, każdą sytuację przekręcisz tak by tą wódką się ciągle intensywnie zajmować.
                            Matka mówi Ci wprost "albo pijesz albo wynocha" . A Ty twierdzisz "ja nie zamierzam pić!" a rownocześnie "może tak troszkę, może liścikiem kontakt do dostawcy odzyskam, a odwiedzę browarek, a tylko jeden kieliszek to przeciez niedużo..."

                            Przestań "chlać" swoją matkę. Zrobisz tym przysługę sobie i jej.
                            • sandrad2 Re: Zacznij się leczyć i to szybko 05.06.13, 10:48
                              I jeszcze na marginesie ostatnich newsów:
                              Rodzina dwoje dzieci przetrzymywała za szafą przez 5 lat. Pozostałe 5 dzieci zyło w tym samym mieszkaniu "normalnie". Ich "normą" było że tych dwoje ma siedzieć za szafą i nie wychodzić na zewnątrz, że są niedożywieni, nie używaja toalety, itd.
                              A czy dla Ciebie ich zachowanie jest normalne?
                              Taki stan rzeczy?
                              Brak sprzeciwu? Brak przeciwdziałania niewątpliwej krzywdzie części rodzeństwa?

                              Dzieći można wytresować do wszystkiego.
                              Ty zostałaś wytresowana do bycia "emocjonalnym workiem treningowym" dla matki.
                              Jesteś już dorosła, samodzielna, zarabiasz, masz wsparcie męża.
                              Więc zastanów się czy i dlaczego nadal chcesz tolerowac "normę" narzuconą dawno temu przez matkę. Dlaczego nie zmieniasz tej normy, gdy każdy z boku patrzący mówi Ci, że to nienormalne...

                            • pade Re: Zacznij się leczyć i to szybko 05.06.13, 10:58
                              Dlaczego wypowiadasz się w taki agresywny sposób? Jakbyś była wściekła na autorkę?
                              • sandrad2 Nie ma się/i innych/ co oszukiwać 05.06.13, 11:12
                                Toksyczni rodzice wychowują toksyczne dzieci.
                                Albo przerwie ten ciąg pokoleniowy albo nie.
                                Narzekanie tylko na matkę, gdy samemu się idealnie wpisuje i dopasowuje w schemat toksycznych relacji jest nie fair. Okopanie się na stanowisku ofiary, niestawianie samemu granic a nienawidzenie innych, że je przekraczają to destrukcyjna gra w kotka i myszkę, którą, nie ma się co oszukiwać, niektórzy po prostu lubią i żyć bez niej nie umieją.
                                A Wy tu dodatkowo całą grupą klepiecie po pleckach "tak tak to wyłącznie mamusia zła a ty dobra i jedyna pokrzywdzona". Pobudka. Albo się autorka weźmie ostro za siebie albo będzie za jakiś czas kopia swojej matki, bo dla niej ciągle TO jest NORMALNOŚĆ.
                                • sanciasancia Re: Nie ma się/i innych/ co oszukiwać 06.06.13, 18:36
                                  > Narzekanie tylko na matkę, gdy samemu się idealnie wpisuje i dopasowuje w schem
                                  > at toksycznych relacji jest nie fair. Okopanie się na stanowisku ofiary, niesta
                                  > wianie samemu granic a nienawidzenie innych, że je przekraczają to destrukcyjn
                                  > a gra w kotka i myszkę, którą, nie ma się co oszukiwać, niektórzy po prostu lu
                                  > bią i żyć bez niej nie umieją.
                                  To jak proponujesz ułożyć relacje między matką a córką?
                              • ze-gata Re: Zacznij się leczyć i to szybko 05.06.13, 11:12
                                To chyba taka terapia szokowa jest.
                                Pisząc ten list chciałam zrzucić z siebie ból, wyrazić uczucia (nigdy wcześniej tego nie zrobiłam) i zamknąć ten temat. Sądziłam że to mi pomoże bo kiszę wszystko w sobie i się z tym męczę. Najwyraźniej się mylę.
                              • joanna35 Re: Zacznij się leczyć i to szybko 05.06.13, 11:24
                                To nie jest pierwszy wątek, w którym wypowiada się w takim tonie.
                            • blond_suflerka Re: Zacznij się leczyć i to szybko 05.06.13, 11:43
                              sandrad2 napisała:

                              > Bo jesteś też toksyczną osobą. Żadna normalna by nie znosiła takiej zależności
                              > i tresury. Gdyby tylko osiągnęła pelnoletność to wyfrunęlaby z domu i ustalił
                              > a relacje z innymi na swoich warunkach.

                              No ale właśnie chodzi o to, że po wychowywaniu przez taką mamusię nikt nie pozostaje normalny. Tzn. to dorosłe dziecko w wieku 18 lat jest po prostu zaburzone i z tego punktu widzenia trzeba rozpatrywać dlaczego nie zachowuje się jak normalny 18-latek.
                              Co do reszty-ton faktycznie jest agresywny ale myślę, że to cała prawda z której wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Cieszę się, że Autorka wątku nie odebrała tego jako atak tylko jako terapię szokową bo szkoda by było z powodu takiego a nie innego tonu nie usłyszeć tych ważnych słów.
                              Taki atakujący ton może trochę otrzeźwić, pozwolić spojrzeć inaczej na dotychczasowy układ i mam nadzieję, że Autorka weźmie z tego wątku wszystko czego jej potrzeba. Trochę klepania po ramieniu, trochę ciepłych słów, trochę takiej terapii szokowej a wszystko to będzie skutkowało podjęciem pracy nad sobą i szczęśliwym życiem.
                              • zuzi.1 Re: Zacznij się leczyć i to szybko 05.06.13, 11:51
                                Ja się z sandrad zgadzam, napisała to co i ja uważam, w mocnych żołnierskich słowach. Nie ma się o co obrażac. Dopóki autorka nie przejrzy do końca na oczy, nie wzmocni się samodzielnie to i nie rozprawi się ze swoim uzaleznieniem od matki i z samą matką. To musi trochę potrwac. Musi dojrzec, przetrawic wszystkie informacje, uświadomic sobie pewne sprawy i zadziałac tak, aby wyjsc z tej toksycznej relacji. Jeżeli po tym wszystkim nie zrobi jednak z relacją z matką porządku, wówczas sama będzie sobie winna, że dalej chce tkwic w toksycznym szambie. Myślę, że autorka jeszcze nie przeszła wszystkich niezbędnych stanów, aby dokonac definitywnej zmiany relacji z matką. Mam nadzieję, że Jej się to uda.
                        • zuzi.1 Re: Toksyczna Matka ? 05.06.13, 11:41
                          Jest to b.prawdopodobne, że ktoś nie szanował ich i dlatego teraz są przeczuleni na tym punkcie.
                          • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 06.06.13, 08:27
                            Sandrad-2 nie niałaś racji z tym listem.

                            spec.pl/rodzina/relacje-rodzinne/rodzicow-sie-nie-wybiera-jak-radzic-sobie-w-toksycznych-relacjach

                            • sandrad2 Re: Toksyczna Matka ? 06.06.13, 12:04
                              Z czym nie mam racji? Z tym, że jesteś absolutnie uzależniona emocjonalnie od matki? Że nie umiesz się od niej odciąć? Że relacja z matką jest najwazniejsza dla Ciebie, wazniejsza niż choćby relacja z męzem i dzieckiem?

                              Twierdzisz, że od dawna mówisz matce, że się źle zachowuje. Matka odwala histeryczną scenę,a Ty pokornie jeździsz do niej dalej, kłócisz się i jeździsz, i dzwonisz, i robisz nadal to samo co robiłaś. I twierdzisz, że rozmowy nic nie dają. Zastanowiłas się dlaczego nic nie dają? Bo ludzi poznaje się po tym co ROBIĄ a nie co gadają...
                              Może dlatego, że chcesz wymusić zmianę na matce uznając że ona jest toksyczna (więc role rozdane-Ty ta dobra), a nie zamierzasz sama się zmienić i swojego zachowania, swojej reakcji na zachowanie matki, swoich "norm".
                              Wymysliłaś po długich przemyśleniach, że napiszesz list do matki. Ok. I co dalej?
                              Wystarczyło, że jedna osoba w wątku (ja) "huknęła" na Ciebie krytykując pomysł i od razu porzuciłaś pomysł jako beznadziejny. Teraz wyszperałaś w sieci jakiś tekst i co robisz? - zaczynasz wchodzić w konfrontację ze mną i próbowac mi cos udowadniać, zamiast zajmowac się swoim konkretnym problemem. Ciebie nie ma, myślenia o całości i wadze problemu nie ma, jest urażone ego które okazuje się ważniejsze niż życiowy problem.
                              Zastanów się jaki masz kręgosłup i pomysł na siebie. Czy jesteś osobą świadomą, niezależną, czy nie?
                              Jeśli działasz na zasadzie : matka na Ciebie nawrzeszczy i zwyzywa to robisz szybko pokornie wszystko co ona chce, anonimowa osoba na forum skrytykuje jakis pomysł to go od razu porzucasz, mąż nawrzeszczy głośniej niż matka to posłuchasz jego, za chwilę matka podniesie wrzask to polecisz wykonywać jednak jej polecenia, wyczytasz coś gdzieś szczątkowe informacje i zaczynasz je wykonywać bo uznajesz je za prawdę objawioną....
                              Kim jesteś. Co chcesz osiągnąć.
                              Wiesz czy nie wiesz? Czy jesteś marionetką na uwięzi innych ludzi, kto mocniej pociągnie za sznurek tego niewolnica się stajesz.
                              Byłaś u psychologa czy nie?
                              Sięgnęłas po konkretną literaturę i zacząłas mozolną niestety pracę "z samą sobą" i wdrażasz zmiany czy tylko czytasz po łebkach urywki z sieci i oczekujesz gotowej recepty by ominać wysiłek?

                              Nawet jak napiszesz list to nic to dla Ciebie nie zmieni jesli sama nie chcesz się zmienić. "Poskarżysz" się w nim matce, a i tak do niej pojedziesz, zrobisz co Ci każe, zniesiesz pokornie jej fochy i wyzwiska, bo jak na razie nie masz pełnej władzy nad sobą- oddałas tę władzę matce, i gotowa jesteś oddać ją tym co na Ciebie mocniejsza presję beda wywierać. Cała możliwa moc listu w którą teraz wierzysz, że "załatwi" problem za Ciebie będzie psu na buty warta.
                              Na razie jestes na etapie oczekiwania zmian u innych a niechęci do zmiany samej siebie.
                              Ale pamiętaj, że to jest Twoje życie. I to TY decydujesz o relacjach jakie tworzysz.
                              Podejmując osobistą odpowiedzialność za siebie i swoje własne działania bądź niedziałania - świadczysz o swojej dojrzałości.
                              • tully.makker Re: Toksyczna Matka ? 06.06.13, 12:17
                                Z komunikacja dziewczyno to masz jednak powazny problme. Chyba juz dzieci wiedza, ze atak prowadzi wylacnzie do tego, ze atakowany sie broni, wiec jesli chcemy cos osiagnavc, cos przekazac, cos zakomunikowac, to atakowanie jest metoda z gruntu nieskuteczna. Co chcialas osiagnac? Zeby watkodajka okopala sie na swoich pozycjach wocec twojego agresyywnego i zlosliwego tonu? No to zapewne ci sie to udal.

                                Nie wiem, jakie byly twoje intencje, ale jesli mialas choc cien checi na pomoc watkodajce, to efekt osiagnelas wrecz przeciwny. Chyba ze chodzilo o to, zeby sobie ulac jadu, albo blysnac. To pierwsze rzeczywiscie sie udalo.
                                • sandrad2 Re: Toksyczna Matka ? 06.06.13, 12:52
                                  Co zrobi autorka z moim postem to chyba jej sprawa a nie Twoja? Dlaczego uważasz ja za takie cielę, które sobie nie poradzi z "przegryzieniem" zawartości tekstu tylko dostanie spazmów i się załamię? Ja jakoś w nią wierzę bo ma potencjał, a Ty widzę wsadzasz ją od razu do worka "jesteś ofiara to nią będziesz do śmierci i wierz w to, że bez trzymania się innych ofiar i wzajemnego poklepywania po pleckch nic nie zdizałasz w życiu".

                                  Tully, masz masę swoich niepoukładanych problemów rodzinnych. Może się nimi wreszcie konkretnie zajmij zamiast wyrywać się by innych instruować jak mają mówić/chodzić/mysleć/rozmawiać? Z czym masz problem że wtrącasz się w cudze relacje nie mając porządku w swoich?
                                  • tully.makker Re: Toksyczna Matka ? 06.06.13, 13:35
                                    Z czym mam problem? Z zgresywnymi kretynami plci obojga, ktorszy wyzywaja sie na slabszych, zwlaszcza korzystajac z anonimowosci w internecie. W tym z przemocowcami psychicznymi, ktorzy lepiej ode mnie wiedza co jest dla mnie dobre i co powinnam zrobic.

                                    Dotarlo?
                                    • sandrad2 Re: Toksyczna Matka ? 06.06.13, 13:36
                                      I dlatego się z nimi wiążesz? Może jednak LUBISZ takie związki dlatego takie właśnie wybierasz.
                              • pade Sandrad2 06.06.13, 12:48
                                Wiesz co, a ja powiem tak, co z tego, że masz rację, co z tego, że to wszystko co napisałaś jest prawdą, skoro zrobiłaś to w taki sposób, że aż ręce opadają?
                                Ja wiem, że czasami trzeba wstrząsnąć, że dopiero ból otwiera oczy, ale przeciez Ty nie znasz autorki. Skąd wiesz jakiej jest konstrukcji psychicznej? Żaden terapeuta nie postąpiłby w ten sposób. Bo do tego trzeba wyczucia, czy ktoś jest gotowy na taką prawdę, to raz, a inna sprawa, że za duzo w Twojej wypowiedzi agresji. Ona nie spowoduje "wytrzeźwienia" tylko wycofanie.
                                Prawdę można dozować w bardziej umiejętny sposób, stopniowo, polecić lekturę, rozmowę z terapeutą. A nie walić nią między oczy! Bo to boli! Rozumiesz?
                                Dla każdego dziecka więź z matką jest najistotniejsza, dla doroslego dziecka, wychowywanego przez toksyczną matkę również. Uświadomienie sobie, że ta więź jest toksyczna, jaki ma wpływ na życie dorosłego dziecka jest bardzo trudne i bolesne. To jest proces. Dłuuugi, żmudny i bolesny proces.
                                Nie mozna oczekiwać, że się kimś wstrząśnie i ten ktos powie: ok, juz dojrzałam, wiem co dla mnie dobre a co nie, dzięki.
                                • sandrad2 Re: Sandrad2 06.06.13, 13:24
                                  Dlaczego zakładasz, że na tym forum siedzą sami terapeuci, których zadaniem jest przeprowadzac terapię foremkom??? Dlaczego świta Ci w głowie myśl , że osoby tu się wypowiadajace mają predyspozycje i prawo do tego by "terapię" autorce robić?
                                  A jak trafisz na osobę naiwną która ślepo zastosuje któres "rady" osoby przypadkowej?
                                  Na tym forum jest specjalista sztuk 1. Jej wypowiedzi są wyróżnione kolorem. Jakby ktos nie zauważył.
                                  Cała reszta, to wszelkiej maści przypadkowi ludzie i rózni mniej lub bardziej popaprani, młodzi niedoświadczeni i starzy nieraz życiem wkurzeni,
                                  którzy sobie często nie radzą z zyciem, więc traktują forum jak worek na swoje wewnętrzne "śmieci" lub trening radzenia sobie z współ- i z uzależnieniami wszelkiej maści,
                                  lub taka "wyżalnię" , albo nawet "zastępstowo" zamiast terapii by mieć złudzenie że "coś się z zyciem robi" .
                                  Patrząc po składzie forum to w większości osoby z problematycznych rodzin i takie które niejedne schizy maja za sobą i przed sobą, jedni sobie poradzili z problemami po długich latach, inni sobie nie poradzili. Ale jak widac wielu po przeczytaniu kilku książek uważa już że "posiadło wiedzę" i mogą jako "terapeuta" występować.
                                  Czy ktoś powiedział autorce, że to wyłącznie ona sama jest władna sobie pomóc o ile chce zmian. Bo może wcale nie chce. Ona musi rozeznać SWOJE potrzeby ktore moga się różnić od potrzeb(i wyobrażenia o idealnym życiu) radzącej foremki.
                                  Nie ma się co oszukiwać- nieprofesjonaliści tutaj bardzo często mówią między wierszami o sobie, swoich potrzebach, swoich niedostatkach, zaspakajają swoje braki. I nader często problem autorki jest problemem pobocznym w czyjejs wypowiedzi.
                                  Taka nuda na forum gdy nikt z ciekawym problemem nie przyjdzie i masa wypowiedzi gdy jakiś chwytliwy temat.
                                  Np te braki płynące z niskiego poczucia wartości i "spełniania" się na forach jako "charytatywna instytucja pomocowa", to tak fajnie dowartościowuje człowieka, jak ma nieciekawe życie własne a na forach może błyszczeć z masa mądrych "rad" dla innych, i grzać się w świetle uznania. Bezpiecznych rad, bo wystarczy wyłaczyć komputer by z odpowiedzialności za treść rad się zwolnić.

                                  To jest forum dla kazdego przypadkowego człowieka który ma ochotę tu coś napisać- a nie kozetka profesjonalnego psychologa. Autorka na tym etapie na jakim jest - nie powinna o tym zapominać. Ona ma mieć własny kręgosłup a nie przejmować kręgosłupy foremek.
                                  • pade Re: Sandrad2 06.06.13, 13:48
                                    A gdzie załozyłam, że na forum są sami terapeuci? Możesz mnie zacytować?

                                    > Np te braki płynące z niskiego poczucia wartości i "spełniania" się na forach j
                                    > ako "charytatywna instytucja pomocowa", to tak fajnie dowartościowuje człowieka
                                    > , jak ma nieciekawe życie własne a na forach może błyszczeć z masa mądrych "rad
                                    > " dla innych, i grzać się w świetle uznania. Bezpiecznych rad, bo wystarczy wył
                                    > aczyć komputer by z odpowiedzialności za treść rad się zwolnić.

                                    Różne powody kierują ludźmi, zgadza się. Czasami zajmujemy się problemami innych, by nie myśleć o własnych, albo gdy napotkamy jakąś trudność, albo gdy chcemy sobie zrobić przerwę w pracy nad samym sobą. Dlaczego z góry zakładasz, że ktoś może nie mieć autentycznej chęci pomocy drugiemu człowiekowi przez chociażby podzielenie się własnymi doświadczeniami, albo podpowiedzią gdzie szukać pomocy, co przeczytać?
                                    Mnie np. dowartościowuje świadomość, że wreszcie nie kręcę się w kółko, że jednak mozna coś zmienić, tylko trzeba wiedziec jak. I szukam tu również wskazówek. Owszem, boli mnie, że tak późno, że tyle czasu straciłam, że jeszcze dużo pracy przede mną, a pewnych rzeczy nie da się nadrobić, ale cieszę się, że trafiłam na to forum, bo bardzo mi pomoglo w pracy nas sobą.
                                    Co do odpowiedzialności...Wypowiedzi na forum to sugestie, pytania pomagające zajrzeć w siebie, opisy pewnych mechanizmów, zjawisk. Czlowiek z problemem dostaje caly ten pakiet i wybiera, co chce. Nikt tu nikogo do niczego nie zmusza, chociaż czasem ponoszą nas emocje:)
                                    Tyle, że ponosimy odpowiedzialność za swoje słowa i tu i w realu i trzeba sobie zdawać sprawę, że po drugiej stronie siedzi człowiek, z krwi i kości.

                                    > Patrząc po składzie forum to w większości osoby z problematycznych rodzin i tak
                                    > ie które niejedne schizy maja za sobą i przed sobą, jedni sobie poradzili z pr
                                    > oblemami po długich latach, inni sobie nie poradzili. Ale jak widac wielu po pr
                                    > zeczytaniu kilku książek uważa już że "posiadło wiedzę" i mogą jako "terapeuta"
                                    > występować.

                                    Nie zauważyłam tu nikogo takiego, poważnie.

                                    > Czy ktoś powiedział autorce, że to wyłącznie ona sama jest władna sobie pomóc o
                                    > ile chce zmian. Bo może wcale nie chce. Ona musi rozeznać SWOJE potrzeby ktor
                                    > e moga się różnić od potrzeb(i wyobrażenia o idealnym życiu) radzącej foremki.

                                    O tym to akurat ja sama kilka razy wspominalam, może nie akurat w tym wątku, ale pisałam na pewno.
                                    Ja Ci tylko chciałam zwrócić uwagę, że wypowiadasz się w sposób agresywny, tylko na to, a jak widać uruchomiłam kolejną lawinę emocji. Po prostu zabolał mnie ton, w jakim pisałaś do autorki. Jak widać duzo jeszcze pracy przede mną:)
                              • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 06.06.13, 13:24
                                Z tym, że napisanie listu to zły pomysł. Szukać głęboko na to dowodów nie musiałam, wystarczyło wpisać hasło w wyszukiwarce.
                                A ja po prostu czuję że muszę to z siebie wyrzucić, inaczej się uduszę. Czuję że jest mi to potrzebne do zakopania duchów przeszłości, inaczej nigdy nie pozbędę się tego balastu i nie uwolnię się z tej chorej relacji z matką. Przecież to nie jest krótki proces, wymaga przejścia kilku stopni a ty oczekujesz że w jednej sekundzie go zakończę. Zawsze myślałam, że jestem słaba, teraz czuję się silna, bo wreszcie otworzyły mi się oczy i już wiem z czym miałam do czynienia. Żałuję tylko że to stało się tak późno, zmarnowałam tyle lat swojego życia ale teraz będzie już tylko lepiej.
                                I wcale nie porzuciłam pomysłu po twoim "huknięciu", tu się mylisz i nie znasz mnie niestety. Mylisz się w wielu stwierdzeniach na mój temat. A tekst znalazłam od razu wczoraj tylko nie miałam czasu go wrzucić. Po literaturę sięgnęłam i czytam, bo chcę coś z tym fantem zrobić, zmiany również zaczynam od siebie co nie znaczy że liczę również na pomoc matce.
                                Zresztą nie zamierzam się dalej tłumaczyć.
                                Co do twoich wpisów, to radziłabym ci uważać na przyszłość, bo możesz komuś zrobić krzywdę swoją pseudoanalizą. I tak sobie myślę, czy ty też nie masz ze sobą jakiegoś problemu, czy czasem nie przechodziłaś albo przechodzisz przez to samo ?
                                • sorvina Re: Toksyczna Matka ? 06.06.13, 13:30
                                  Napisz list dla siebie - nie wysyłaj tylko spal - to też pomaga.

                                  Albo techniką gestaltowską wybierz sobie jakiś obiekt w pokoju - np. wazon i mów do niego jakby stała tam mama. Mów to czego nie miałaś nigdy odwagi powiedzieć - raczej w formie tego co czujesz, faktów, niż interpretacji.

                                  Najważniejsze jest to co zachodzi w tobie. Mam prawdopodobnie jest niegotowa na zrozumienie czegokolwiek, więc powiedzenie tego JEJ, niekoniecznie ma sens. Ale wyrzucić z siebie to warto. Niektórym pasują też metody z radykalnego wybaczania czy stworzonej na jego postawie gry satori - gdzie piszesz, mówisz i w ten sposób wyrzucasz z siebie żale i pretensje, by spojrzeć na sytuację z szerszej perspektywy.

                                  Metod jest wiele, coś na pewno warto zrobić.
                                • sandrad2 Re: Toksyczna Matka ? 06.06.13, 13:35
                                  > Zresztą nie zamierzam się dalej tłumaczyć.

                                  NO EUREKA! Tylko dlaczego dopiero teraz uznałaś, że nie musisz mi się tłumaczyć? a najpierw się grzecznie karnie pokornie wytłumaczyłaś uważając że jednak musisz?
                                  Czy nie to samo robisz jak matka zadzwoni?

                                  Każdy na forum może pisać co mu ślina na język przyniesie. A inni ani nie muszą tego czytać, ani komentować, ani brac do siebie jako świadczacego o nich. Jeśli to jednak robią to chyba z WŁASNEGO WYBORU a nie cudzego? Jestes odpowiedzialna za siebie i kierujesz swoimi emocjami czy nie. Świecisz światłem własnym czy odbitym od innych?

                                  I naprawdę, nie MUSISZ mi się ani z niczego tłumaczyć ani mi odpowiadać. Robisz to BO CHCESZ lub nie robisz tego BO NIE CHCESZ. Przestaw tryb myślenia.

                                  • zuzi.1 Re: Toksyczna Matka ? 06.06.13, 17:00
                                    Sandrad w dużej mierze zgadzam się z tym co piszesz, ale Twój sposób pisania jest powalający. Tak jak napisała pade, nikt nie wezmie sobie do serca tego co piszesz, bo sposób w jaki to jest napisane woła o pomstę do nieba ;( Jasne, ze mozna pisac konkretami, tak aby wywołac burzę mózgu adresata, ale Ty zdecydowanie przesadzasz. Jestes w tym co piszesz za bardzo agresywna.

                                    Chyba nie do końca rozumiesz jak funkcjonują osoby z toksycznych/dysfunkcyjnych rodzin. Tacy ludzie mają problemy z własnymi granicami, tożsamością, nie wiedzą często co można a co nie, co robią dobrze, a co nie, nie wiedzą co lubią, kim do końca są, bo przez całe lata przemocą/manipulacjami łamano ich granice i naruszano ich człowieczeństwo i bycie odrębną istotą. Więc przestań pisac do autorki z wyrzutem, że robi to co robi i robi to nie tak, bo autorka jest dopiero na początku swojej drogi do wolnosci i wyzwolenia się od toksycznych zaleznosci rodzinnych, a nie na końcu tej drogi. Jeżeli chcesz się dokształcic w temacie, to proponuję przeczytaj książki "Powrót do swego wewn. domu" i "Mechanizmy przemocy w rodzinie z pokolenia na pokolenie", wówczas zrzoumiesz na jakim etapie swojego życia jest autorka wątku. Bo jak na razie to co autorce zarzucasz, to tak jakbyś zarzucała niemowlakowi, że nie umie kawy parzyc. Jak dojrzeje, to się nauczy, możesz byc pewna. Ale ta droga do zrozumienia i dojrzałości trochę trwa, nie da się nadrobic straconych kilkunastu/-dziesięciu lat w kilka m-cy. Nikt nie jest w stanie dojrzec i nparwaic swoich dysfunkcji wynisionych z toksycznego domu w takim tempie.
                                    • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 11.06.13, 22:42
                                      Dziewczyny, dzięki za wsparcie i kopa w tyłek. Dzięki wam i pani susan f. zrobiłam dziś milowy krok w walce o siebie. Przeprowadziłam konfrontację, jej efekt uznaję za satysfakcjonujący.
                                      Choć czeka mnie jeszcze sporo pracy to na pewno weekendy będę miała już wolne ;-)
                                      • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 28.12.13, 16:49
                                        Witam ponownie.
                                        Minęło już ponad pół roku od konfrontacji.
                                        I wiecie co, to pomogło, aż się czasami dziwię i zastanawiam kiedy wszystko wróci do starej "normy" ale nie, miesiące mijają i nic się nie zmienia.
                                        Zastanawiam się czasem jak tego dokonałam i co tak pozytywnie wpłynęło na moją matkę.
                                        Może się wystraszyła że straci rodzinę, może coś zrozumiała.
                                        Tak tylko chciałam napisać, może komuś to pomoże w takiej samej walce, naprawdę da się z tym wygrać.
                                        • sootball Re: Toksyczna Matka ? 28.12.13, 17:53
                                          To bardzo dobrze, gratuluję :)
                                          A czy mogłabyś napisać coś więcej - np. jak wyglądała konfrontacja, co się zmieniło?
                                          • ze-gata Re: Toksyczna Matka ? 28.12.13, 21:25
                                            Tak jak planowałam, napisałam list ale nie po to by go wysłać, tylko po to żebym o niczym nie zapomniała powiedzieć. Opisałam w nim wszystko co mnie boli i jak widzę dalsze nasze kontakty, postawiłam warunki na jakich możemy się dalej spotykać. Oczywiście był bunt i oskarżenia, wielka awantura. Nie polemizowałam tylko wyszłam. Sądziłam że nic to nie da i byłam gotowa na zerwanie kontaktów. Po kilku dniach mieliśmy imprezę rodzinną więc siłą rzeczy się spotkaliśmy. Trochę dziwnie, bo nie było już na ten temat żadnej rozmowy ale osiągnęłam swój cel. Jest wreszcie tak jak chciałam a ja czuję się wolna.
                                            • igge Re: Toksyczna Matka ? 28.12.13, 22:10
                                              cieszę sie bardzo, że tak Ci się udało. Warto jednak próbować zmieniać sposoby funkcjonowania w relacjach z najbliższymi. Serd pozdr
                                              • zuzi.1 Re: Toksyczna Matka ? 28.12.13, 22:48
                                                brawo ze-gata za odwagę !!! może z tego też wynikac, że Twoja mama to osoba o umiarkowanym poziomie toksycznosci i dobrze, że tak to przyjęła i tak szybko zareagowała na to co jej powiedziałaś, to dobrze rokuje na przyszłosc, pozdrawiam zuzi.1
                                                • aqua48 Re: Toksyczna Matka ? 30.12.13, 20:15
                                                  Gratuluję, powodzenia w dalszych kontaktach z matką. Oby się ustaliły na poziomie odpowiadającym Wam obydwu. Wszystkiego dobrego!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka