Dodaj do ulubionych

Oszaleję...

29.06.13, 19:18
Jest problem. Przyajmniej ja to widzę jako problem.
Chodzi o to, że nie potrafię się przemóc w relacjach teściowa - moje dzieci. Konkretnie:
Denerwuje mnie każda chwila, kiedy teściowa przebywa w pobliżu moich dzieci. Ten fakt mnie po prostu stresuje do niewyobrażalnego stopnia. Zawsze staram się kontrolować sytuację - nie pozwalam, żeby została z nimi sama. Nie ma mowy na przykład, żeby starszego wzięła na spacer. Nie potrafię dopuścić do takiej sytuacji. I nie wiem, czy kiedykolwiek będę potrafiła. Na samą myśl o tym, że mój syn będzie z nią sam na sam, zaczynam się "trząść" w środku. Tak jakby wszystkie moje wnętrzności wychodowały skrzydełka i nauczyły się latać.
Nie wiem co z tym fantem zrobić.. Nie umiem tego zwalczyć.. Pomocy..?..
Obserwuj wątek
    • joanna35 Re: Oszaleję... 29.06.13, 20:00
      Dlaczego?
    • e-kasia27 Re: Oszaleję... 29.06.13, 20:16
      A jaka jest Twoja teściowa?


    • kol.3 Re: Oszaleję... 29.06.13, 21:19
      Pytanie czy jest podstawa do obaw o dzieci pozostawione pod opieką teściowej. Czy teściowa dała powód do braku zaufania do niej jako do osoby opiekującej się wnukami.
      Jeśli to Twoja fobia to należałoby się poradzić lekarza.
      Zdarzają się na forum opisy przypadków kiedy teściowa denerwuje synową kompletnie bez powodu - jak widać ludzie lubię sobie wymyślać problemy.
      • bialerano Kol3... 29.06.13, 21:52
        Myślisz, że lekarz wyeliminuje jakoś przyczynę problemu? ;)

        A poważnie, tak bywa, że relacja teściowa-synowa nie gra....
        Z powodu różnic charakterologicznych, różnic postaw życiowych, różnic w postrzeganiu rzeczywistości/problemów, wzajemnie irygującego sposobu bycia, ale bez żadnych złych intencji. Bywa, że jest to relacja nawiązana "na siłę", powstała w wyniku "dobrodziejstwa inwentarza", I tu jest problem, wcale nie wymyślony. I wówczas jest dobrze, jeśli uda się zachować stosunki dyplomatyczne....Bez robienia z tego problemu wylewającego się "na zewnątrz".


        Sama jestem w takiej relacji. Nasze wieloletnie (kilka dekad) kontakty mają dosyć oficjalną, acz poprawną formę.
        Mimo, że teściowa jest osobą obiektywnie fantastyczną, jest postrzegana jako osoba młoda duchem (i ciałem) i elastyczna, ma w sobie coś, co sprawia, że nie lubię i nigdy nie lubiłam towarzystwa ani jej, ani jej męża. W pełni rozumiem, że problem leży bardziej po mojej stronie. Mimo próby przełamania się, nigdy to się nie udało. Każdy kontakt powoduje psychiczny dyskomfort i mój, i mojego męża. I dlatego nie ma kontaktów z dziećmi bez nas. Mimo marzeń po stronie teściów, które wielokrotnie były nam bezpośrednio przekazywane, co być może spotęgowało naszą decyzję.

        Autorce wątku polecam, aby kontakty były jak najlepsze z zachowaniem trybu dyplomatycznego. Tylko bez samobiczowania pt. "dobro dzieci" itd. Taka jest Wasza/Twoja decyzja i tyle. Mam wrażenie, że można wychować dzieci bez deficytów emocjonalnych, gdy dzieci kontaktują się z dziadkami w obecności rodziców, przy okazji świąt, spotkań rodzinnych i innych. Odnoszę wrażenie, że moje dzieci kochają swoich dziadków, lubią ich towarzystwo, a nasze towarzystwo w niczym im nie przeszkadza. A jeśli dziadkom przeszkadza... To niestety muszą się dostosować.

        Życzę siły, wytrwałości i przekonania o słuszności decyzji.
        • elzlomero Re: 29.06.13, 22:03
          Dokładnie tak jest i u nas, z tym, że to nie teściowa, a teść.
          Nie cierpię gościa! Teściowa jest ok. Na samą myśl, że mógłby zostać z dzieckiem sam, coś we mnie wstępuje. Jest nieodpowiedzialnym facetem, któremu bym nie powierzyła muchy, a co dopiero dziecko!!
          Wasze dzieci!! Wy za nie odpowiadacie! Róbcie, jak uważacie!! Wiecie, co dla dzieci najlepsze!
          • verdana Re: 29.06.13, 22:29
            Nie, gdyby matki wiedziały co dla dzieci najlepsze, to na tym forum nie byloby połowy wątków.
            Czy boisz sie,z e teściowa jest nieodpowiedzialna i skrzywdzi dzieci? Czy też po prostu nie lubisz teściowej? Czy moze jesteś zazdrosna o uczucia dzieci?
            Trudno coś powiedzieć, skoro nie wiemy, dlaczego nie chcesz, aby babcia została sam na sam z wnukami.
            • 71tosia Re: 30.06.13, 00:23
              byloby mniej gdyby mlode kobiety mialy wiecej pewnosci siebie w roli matek, wtedy i tesciowe bylyby mniej ''zagrazajacy" ich macierzynstwu.
          • kol.3 Re: 30.06.13, 08:20
            No ale piszesz wyraźnie, że teść jest nieodpowiedzialny, zatem Twoja niechęć do zostawiania dzieci z teściem jest zrozumiała. Natomiast w przypadku wąkodawczyni nie wiadomo o co chodzi.
            • elzlomero Re: 30.06.13, 22:21
              kol.3 napisała:

              > No ale piszesz wyraźnie, że teść jest nieodpowiedzialny, zatem Twoja niechęć do zostawiania dzieci z teściem jest zrozumiała. Natomiast w przypadku wąkodawczyni nie wiadomo o co chodzi.

              Co do moich obiekcji, to tylko kilka napiszę, bo mogłabym się zagalopować, a to przecież nie jest "mój" wątek.
              Otwarta studnia, tzn. bez pokrywy, w której już się kilka kotów utopiło. Nie daj boże, dziecko podejdzie, bo teść nie dopilnuje. Teść ma bardzo poważne problemy ze wzrokiem, niewiele widzi. Ale jak to na wsi, pan gospodarz, remontuje swój ciągnik (którym nomen omen jeździ). Niechby dziecka nie zauważył, a ono by stało na drodze, którą by jechał dziadek??! Wszystko wszędzie zostawia, bałagan niesamowity. Nigdy nie wiadomo co dziecko znajdzie. Najstarszy wnuk (jeszcze jako maluch) odpalił ciągnik i szarpnęło, bo był kluczyk w stacyjce (nikt go nie pilnował na podwórku). Teraz opowiadają to sobie jako anegdotę, jaki to chłopiec jest sprytny. Nie wiem, czy byłoby im do śmiechu, jakby się coś stało.
              Jedna ze szwagierek robiła pulpety, zagapiła się przed TV i mięso się spaliło. Dosłownie garnek czarny, śmierdzi spalenizną. Teść spróbował. Nie! nic nie czuć, da się zjeść. Byli wielce oburzeni, jak stwierdziłam, że ja tego dzieciom nie dam. Starszy synek zjadł coś innego, młodszy ziemniaki ze śmietaną i musiało wystarczyć.
              Nie będę opisywać, bo różnie bywa. Bywa i miło. Nie mówię, żeby całkowicie nie, ale konkretnie teściowi, to bym dziecka nie powierzyła!
              • enith Re: 30.06.13, 23:03
                Ta sytuacja to hardkor. Twój teść jest kompletnie nieodpowiedzialny i zostawianie z kimś takim dziecka byłoby równie nieodpowiedzialne. Dobrze robisz. A ja, nie dalej jak wczoraj przeczytałam w wiadomościach, że pozostający pod opieką babci dwuletni chłopczyk wyszedł z posesji i powędrował wydeptaną ścieżką w kierunku torów kolejowych, gdzie wszedł wprost pod nadjeżdżający pociąg. To dopiero tragedia.

                W przypadku autorki wątku nie wiemy jednak, za jakie "przewiny" tak organicznie nie cierpi ona teściowej i czy chronienie przed nią dzieci jest uzasadnione.
                • elzlomero Re: 01.07.13, 10:36
                  enith napisała:

                  > Ta sytuacja to hardkor. Twój teść jest kompletnie nieodpowiedzialny i zostawianie z kimś takim dziecka byłoby równie nieodpowiedzialne. Dobrze robisz. A ja, nie dalej jak wczoraj przeczytałam w wiadomościach, że pozostający pod opieką babci dwuletni chłopczyk wyszedł z posesji i powędrował wydeptaną ścieżką w kierunku torów kolejowych, gdzie wszedł wprost pod nadjeżdżający pociąg. To dopiero tragedia.

                  Chciałam tylko dodać, że teściowie mieszkają tuż przy lesie, więc aż strach pomyśleć co by było gdyby... Z jednej strony mają las, a z drugiej strony, za stodołą mają jeziorko. Wyobraźnia podpowiada tysiące możliwości. :/
                  Dlatego, jak jedziemy w odwiedziny, to MUSI być ktoś z dzieckiem/dziećmi. Czy to będziemy my, czy siostry męża, czy to teściowa. Ale zawsze ktoś musi być. Nawet psy gospodarskie nie traktują nas jak swoich. Przyjeżdżamy tylko w niedzielę i święta. Nie pozwalam się zbliżać, bo nigdy nie wiadomo. Nie na darmo szczekają i warczą.
        • wies-baden Re: Kol3... 30.06.13, 07:34
          Twój mąż też ma dyskomfort po spotkaniu ze swoimi rodzicami?
        • kol.3 Re: Kol3... 30.06.13, 08:31
          Bardzo rozbudowana teoria z której wynika że jak się nie ma problemu to się go tworzy. Bywają teściowe wrogo nastawione do synowych " z urzędu", - w ślad za tym idzie robienie nieprzyjemności, krytyczne uwagi, zerowe zaangażowanie przy wnukach, pretensje i złośliwości bez powodu itd.
          Bywają też teściowe, które starają się aby przyszła synowa stała się bardziej córką niż synową, ale okazuje się że też źle bo różnice charakterów i to tajemnicze " coś" co sprawia że się jej nie lubi itd.
          Jako kandydatka na teściową coraz bardziej skłaniam się ku temu, że opłaca się być raczej zołzą. Przynajmniej wiadomo za co zołzy się nie lubi.
    • 71tosia Re: Oszaleję... 30.06.13, 00:19
      czy tesciowa dala powody do braku zaufania? Czy ta niechec jest tylko w stosunku do tescowej czy tez takze w stosunku do innych. Bez kontaktu z dziadkami dzieci mozna oczywiscie wychowac tylko czy warto bez powaznego powodu i tylko dla własnego komfortu psychicznego ten kontakt ograniczac? Dla dzieci obecnosc babci i dziadka w ich zyciu jest niezwykle wazna.
      • bialerano Re: Oszaleję... 30.06.13, 09:22
        Ja rozumiem autorkę wątku.
        Wydaje mi się, że jeśli kontakty jej dzieci z dziadkami w wariancie "sam na sam" wywołują u niej taki dyskomfort, to najlepszym rozwiązaniem jest zmiana formy na wspólne spotkania.

        Nie rozumiem dlaczego "Obecność babci i dziadka w ich życiu jest niezwykle ważna" tylko wówczas, gdy dzieci zostają z nimi same?

        Czasem naprawdę można fundamentalnie nie zgadzać się ze światopoglądem, postawami, nastawieniem własnych rodziców albo rodziców małżonka oraz dążyć do wykształcenia u dziecka zupełnie innych zachowań niż te, które reprezentują rodzice czy teściowie. Dodam, że i rodzice kochają swoje dzieci, i teściowie kochają swoje wnuki, niczego nie pragną bardziej, od ich dobra, generalnie są kochani, a to, co nam nie odpowiada robią nieświadomie i bez złych intencji. W momencie, gdy rodzice są obecni, mogą zmienić temat rozmowy, odwrócić uwagę dziecka, przerwać wizytę.

        Zilustruję to przykładem teoretycznym. Uczę moje dzieci, że w przypadku znalezienia czegoś wartościowego, należy przede wszystkim dążyć do odnalezienia właściciela. Tymczasem przychodzimy wszyscy do babci i w toku rozmowy babcia mówi, że chciała zrobić wnuczce prezent, bo miała wielkie szczęście, znalazła portfel, w którym było 500 zł. Bez dokumentów, więc NIE MA możliwości oddania zguby. A poza tym należy jej się znaleźne, a ludzie nie są uczciwi, nie dają znaleźnego, więc ona nie jest taka głupia, nie będzie szukać właściciela. Poza tym "nie będzie latać, żył wypruwać". Córki nie ma w pokoju, więc mówię, że uważam, że należy rozlepić ogłoszenia w miejscu znalezienia zguby, że 500 zł to kwota, za która dla kogoś może stanowić "być albo nie być"... Teściowa powtarza tekst, "że nie jest taka głupia", jej nikt by nie oddał. Kategorycznie nie zgadzam się na prezent. Ale gdyby córka była w pokoju, sprawiłabym jej chwilową przykrość, zabraniając przyjęcia prezentu, ale uniknęłabym sytuacji, że trzeba pieniądze odnieść do babci, tłumacząc, dlaczego nie chcemy (my rodzice, nie mam złudzeń, że dziecko przede wszystkim ucieszyłoby się z prezentu), aby je przyjęła i większej sprawy. Babcia nie ma złych intencji, mama nie ma złych intencji, ale sytuacja jest niełatwa. Dla wszystkich zaangażowanych osób, z dzieckiem przede wszystkim. Mnie przykład wydaje się drastyczny, ale mogłabym mnożyć podobne historie na kanwie doświadczeń. Mam świadomość braku złych intencji, miałabym dyskomfort, gdyby dzieci zostawały z dziadkami same. Utrzymujemy kontakty świąteczno-okazyjne, staramy się pomagać, o ile występuje taka potrzeba, ja żyję ze świadomością, że jesteśmy skrajnie innymi ludźmi i nasze światopoglądowe drogi się nie skrzyżują. I wolę na razie nie narażać moich dzieci na "mętlik w głowie", wiedząc, że gdy dorosną mogą obrać drogę bardziej zbliżoną do ich postaw i łudząc się, że jednak bliższa im będzie nasza droga.

        Może sytuacja autorki wątku jest podobna?



    • aaaniula Re: Oszaleję... 30.06.13, 09:37
      Jaka ulga, wiedząc, że nie tylko ja tak mam :-)
      • azja001 Re: Oszaleję... 30.06.13, 12:14
        Dzieci nie będą całe zycie przebywać w towarzystwie mamy i taty, którzy maja jedynie słuszne poglądy. No ludzie, robienie takich sztucznych problemów tylko dlatego że mamy inne światopoglądy z dziadkami jest po prostu infantylne. Też nie wielbię moich teściów całą sobą ale syn lubi z nimi być i nigdy nie wpadłabym na pomysł aby mieć jakis dyskomfort z tego powodu. Jestem na tyle pewna siebie jako matka że w moim domu obowiązują ustalone przez nas zasady a w domu dziadków, jeśli dziecku nikt nie wyrządza ewidentnej krzywdy, niech dziadkowie sobie rządzą.

    • enith Re: Oszaleję... 30.06.13, 16:18
      Czy istnieją jakiekolwiek obiektywne przyczyny, dla których nie chcesz dzieci zostawiać z teściową? Obiektywne typu: teściowa jest nieodpowiedzialna/pije/karmi dziecko produktami, których nie powinno jeść/przeklina itp.? Przy tego typu przewinach naprawdę trudno ci się nie dziwić, że trzęsie cię na samą myśl o zostawieniu pociech z taką osobą.
      Jeśli jednak nie ma takich obiektywnych przyczyn, uważam, że niezależnie od tego, jaki światopogląd ma teściowa, nie zgadzając się na samodzielne kontakty z dziećmi, krzywdzisz tak ją, jak i dzieci. Nie wychowujesz dzieci w kloszu, z biegiem czasu będą mieć kontakt z co raz większą ilością osób. RÓŻNYCH osób, o różnych poglądach, różnych zachowaniach, także tych, których nie akceptujesz. I co wtedy? Będzisz takich ludzi za każdym razem przepędzać ze środowiska swoich dzieci?
      Powyższy przykład ze znalezionymi pieniędzmi, moim zdaniem byłby świetną lekcją poglądową dla tamego dziecka, jak nie należy się zachowywać. Można było wskazać, że babcia nie chciała oddać pieniędzy, ale jednocześnie, że ich właściciel mógł być w finansowych tarapatach, że mogły być one potrzebne np. na leki itp. i pokazać córce, że choćby i nie przyniosło to skutku, należało chociaż spróbować znaleźć właściciela tego portfela. Tak chyba właśnie uczy się dzieci prawidłowych zachowań, na przykładach z życia wziętych, prawda?
      • bialerano Re: Oszaleję... 30.06.13, 17:21
        Dziękuję za ciekawą dyskusję.

        Najbardziej chodzi mi w niej, aby pokazać autorce wątku moje podejście do zagadnienia, że można zmienić formę kontaktów, jeśli dla jednej ze stron jest ona skrajnie dyskomfortowa. Że zdarzają się ludzie, którzy nie "oddają dzieci do babci". Zgadzam się z tym, że niektórzy mogą to uznać za brak pewności siebie, za infantylizm, za cokolwiek chcą. Wydaje mi się, że nie chowam dzieci pod kloszem. Subiektywnie uważam, że dzięki temu relacja jest zdrowsza, a kontakty częstsze. Gdybym wbrew sobie miała dzieci oddawać dziadkom, to pewnie dążyłabym do tego, aby ekstremalnie to ograniczać i, egoistycznie, wyeliminować wewnętrzne katusze.

        Pewnie, że byłoby lepiej, gdyby świat był idealny i gdybyśmy się w pełni akceptowali. Ale życie jest życiem.

    • smutna.mama Re: Oszaleję... 01.07.13, 07:15
      Powiem tak.
      Mieszkam z mężem w domu z teściową i jej rodzicami (a to już trudna sytuacja - 4 pokolenia)
      Od kiedy się z nim związałam, jestem ta zła i niedobra (chyba że w ogóle jestem).
      Ciągle tylko słuchałam na swój temat, mimo że mnie nie znała (dalej nie zna).

      W ciąży zmiana frontu, ale na jeszcze dziwniejszy. Traktowała mnie jak inkubator z jej (!) dzieckiem. Bo ONA musi dla dziecka kupić, bo ONA musi pomyśleć gdzie będzie spać, jak jeść kiedy i gdzie (Podziękowałam jej serdecznie - se poradzę - obraziła się). Na pytania sąsiadów o cokolwiek odpowiadała (autentycznie to syszałam), "nie wiem, bo niedługo NAM się dziecko urodzi i nie wiem czy będę miała czas".

      Tydzień po urodzeniu Młodego, teściowa zaczęła mnie wyganiać do pracy (!) - bo przecież ona się zajmie dzieckiem. Dodam do tego, że śmiertelnie się obraziła, jak powiedziałam, że łóżeczko nie będzie stało u niej w pokoju: miała taki plan - ja pójdę do pracy, to ona będzie się zajmować naszym synem, więc spać też powinien u niej (!) - bo jak się do niej przyzwyczai to z nami będzie płakał (trochę to wygląda jakby chciała nam zabrać dziecko?).

      A teraz do rzeczy.

      Teściowa ma trudny charakter - nie potrafi na spokojnie rozmawiać z nikim oprócz swojego brata. Generalnie nie potrafi rozmawiać..

      Po pierwsze teściowa pracuje. Nie ma jej w domu do 16, a po tym czasie wraca mąż i logiczne, że chce się dzieciakami nacieszyć - odpada oddawanie dzieci teściowej.

      Po drugie pali w domu papierosy. Raz była taka sytuacja: poszłam się wykąpać na szybko. Niania włączona więc wszystko słyszę. Umyta wracam do siebie, patrzę - dziecka nie ma! Idę do teściowej (jak nigdy - drzwi od pokoju zamknięte), wchodzę a tam Młody na kanapie w oparach (dosłownie) dymu, a ona nad nim z papierosem siedzi i tv ogląda. Co na wytłumaczenie? "Bo on tak ładnie spał, a ja chciałam na niego popatrzeć". U nas się nie pali (na piętrze). Usłyszałam w odwecie tekst "Dziecko się musi do papierosów przyzwyczaić".

      Po trzecie ma kota domowo-podwórkowego, który średnio 3 razy w miesiącu ma robaki. Kot nie dość że śpi na wszystkich kanapach, fotelach itp, to nawet po stole w kuchni chodzi..

      Po czwarte Młody ma uczulenie na: cytrusy (pomarańcze, itp), truskawki, maliny, orzechy (wszystkie). Poza tym bardzo źle reaguje (żołądkowo - jelitowo) na najmniejszą nawet porcję czekolady. Więc mówię "nie dawać". Idziemy na dół w "odwiedziny", a teściowa mu serwuje snickersa na dzień dobry. Zabrałam, oddałam i mówię "nie może tego jeść". Teściowa obrażona, bo ona mu kupiła, a ja nie pozwalam mu tego dać.

      Po piąte. Na podwórku jest oczko wodne. Duże i głębokie. Mąż ogrodził, ale logiczne, że Młody lepiej niech się nie zbliża (1,5- roczne dziecko ma gupie pomysły). Teściowa "chodź pokażę ci rybki" i niesie go w kierunku oczka (!). Mąż ryknął (dosłownie) "stój! On nie ma podchodzić do oczka!" Teściowa obrażona bo rybek mu nie może pokazać.

      Po szóste. Urodził się Młodszy. Teraz (mimo ciągłych próśb) za każdym razem słyszę tekst do Młodego - "ja K. zabiorę, K jest mój", "to ja to wezmę i dam K.", "mama teraz bardziej kocha K, bo on jest mniejszy".

      Po siódme (powinno być po 2 albo 3). Mam swoje zasady, które próbuję wpoić mojemu Smrodzikowi (w stylu "nie rzucamy zabawkami"). Tłumaczę mu to spokojnie, powoli, bez żadnych stresów. Przychodzi teściowa i jest tekst "bo mama będzie cię biła po dupie", "bo mama będzie na ciebie krzyczeć", "bo mama cię odda". W takich momentach przytulam oczywiście Młodego i mówię, że tak nie będzie, a teściową w grzeczny lub mniej sposób wypraszam.

      Więc podsumowując. Chciała zabrać mi bycie matką (!). Pali papierosy (mąż też pali, ale nie przy dziecku "bo się musi przyzwyczaić"). Jej kot jest coajmniej niehigieniczny co do małych dzieci. Próbuje go karmić tym, czego ja zabraniam, bo to dobre. Udowadnia swoją "odpowiedzialność" sytuacją z oczkiem (dalej nie zrozumiała, dlaczego nie może pokazać Młodemu rybek). Wmawia mu, że będę krzyczeć i go bić. I co najgorsze - staram się nie faworyzować dzieci, a za chwilę Młody będzie Młodszego bić, albo nie wiem co gorszego, bo wmawianie mu, że Młodszy jest bardziej kochany i wszystko mu zabiorą i dadzą Młodszemu w końcu do czegoś złego doprowadzi.

      I co Wy na to? Dalej ktoś uważa, że mój dyskomfort psychiczny jest nie na miejscu?
      • differentview Re: Oszaleję... 01.07.13, 07:33
        wyprowadz sie z jej domu i bedziesz miala spokoj
        • zuzi.1 Re: Oszaleję... 01.07.13, 14:15
          dokładnie, z taką teściową NIE WOLNO mieszkac w jednym domu, bo rozwali Wam rodzinę a Tobie zdrowie psych.
      • kr.opek Re: Oszaleję... 01.07.13, 08:06
        jak bym widziała siebie imoja mamę - papierosy, ignorowanie moich zakazów, karmienie słodyczami a później tekst - "bo z Z. taki niejadek, dlaczego ona nie je obiadu?" wwwwrrrrrrr.
        Tylko ja mam ten komfort, że mieszkam od niej 300km i choć chciałaby abym przywiozła do niej małą na wakacje - temat odpada, najbardziej ze względu na papierosy :/ "Przecież całe życie jej przed tym nie uchronisz" tak mi odpowiedziała, gdy zwróciłam jej po raz enty uwagę, żeby nie paliła przy niej...... Łoszaleć można! moim zdaniem powinniście się odizolować w jakiś sposób od teściowej - przeprowadzka nie wchodzi w grę? Wiesz, z rodziną to ładnie na zdjęciu się wychodzi, a po slubie z mamą najlepsze kontakty są, kiedy jest daleko i na telefon :) trzymaj się :)
        • smutna.mama Re: Oszaleję... 01.07.13, 08:40
          Wyprowadzka jest niemożliwa. Poza tym i tak już jesteśmy odizolowani. Góra jest cała nasza, mam swoją kuchnię, łazienkę. Tylko nie w tym sęk. Chodziło mi raczej o to czy moje zachowanie jest normalne. Bo tutaj wszyscy (w sensie z męza rodziny z nim włącznie) twierdzą, że najlepiej dziećmi zajmują się babcie. Problem w tym, że nie chcę, żeby moje dziecko wychowywała, a nawet próbowała wychowywać obca mi osoba. I nie mam za bardzo kogo się poradzić w tym temacie. Staram się jak najlepiej żyć z teściową (a nie jest to łatwe), ale nie wiem jak powiedzieć jej, że nie pozwolę pójść jej z Młodym na spacer. Znajduję jakieś wymówki, ale one też się kiedyś skończą.. Mam być szczera do bólu czy szukać wymówek? To drugie jest bez sensu.
          • kr.opek Re: Oszaleję... 01.07.13, 08:55
            to chyba szczera rozmowa, ale naprawdę szczera tylko pomoże. Powiedzieć teściowej dlaczego nie godzisz się na samotne spacery, co ci przeszkadza - masz prawo do tego, to Twoje dziecko i Ty o nim decydujesz.
            Kiedyś byłam świadkiem,, jak moja mama 1,5 rocznej Z. mówiła "jak bedziesz siusiać do pieluszki to babcia da klapsa w pupę" - niby w żartach, ale coś takiego powiedziała. Dla mnie KOSMOS!. Wtedy akurat pokłóciłam się z mama o to, powiedziałam, że jej czas na wychowanie swoich dzieci już minął u jeśli pozwoli, to JA będę decydować o tym, czy moje dziecko będzie bite czy nie i nie zyczę sobie takich komentarzy w jej kierunku". Obraza majestatu była, łzy itp, itd, ale podziałao. Postaw jasne granice, trzymaj sie ich. Być może teśściowa się obrazi, ale jej minie. Powodzenia.
          • differentview Re: Oszaleję... 01.07.13, 09:16
            > Wyprowadzka jest niemożliwa. Poza tym i tak już jesteśmy odizolowani. Góra jest
            > cała nasza, mam swoją kuchnię, łazienkę. Tylko nie w tym sęk. Chodziło mi racz
            > ej o to czy moje zachowanie jest normalne

            a mi chodzilo o to, ze wprowadzilas sie do niej do domu i uwazasz, ze to oczywiste i normalne a jednoczesnie chcesz odizolowac od niej dziecko- cos za cos- masz gdzie mieszkac musisz ja akceptowac taka jaka jest
            • smutna.mama Re: Oszaleję... 01.07.13, 09:27
              Ale ja nie chcę jej zmieniać. Nie życzę sobie, żeby próbowała wychowywać moje dziecko. Niech sobie jest jaka jest. Tylko w takim układzie niech się trzyma od moich dzieci z daleka. Co to jest za argument "bo to jej dom". Tak samo jak jej syna i jego dzieci. Wszyscy tam mieszkają od urodzenia. Ja nie, ale nikogo to nie upoważnia do podważania moich kompetencji jako matki.

              Co do szczerej rozmowy - wątpię, że coś to da (próbowałam), ale spróbuję jeszcze raz.
              • crises Re: Oszaleję... 01.07.13, 10:08
                Nierozłączną cechą teściowej jest takie zachowanie, jakie jest, jeśli więc chcesz, żeby przestała to robić, to znaczy, że chcesz ją zmienić.

                Tego typu niedogodności prawie zawsze wiążą się z mieszkaniem na kupie, więc to jest do zaakceptowania najwyżej jako krótkotrwała opcja przejściowa. Odpowiedzialni i poważni ludzie po prostu nie bawią się mamę i tatę, jeśli nie mają do tego warunków.

                Nie żeby to miało jakieś wielkie znaczenie, ale - niech zgadnę - nie macie wydzielonej notarialnie swojej części?
                • paris-texas-warsaw Re: Oszaleję... 01.07.13, 11:29
                  Napiszę w OT - zlikwidujcie to oczko wodne. Póki dziecko małe spuśćcie wode czy coś w tym stylu. Bardzo dużo dzieci ginie z powodu takich udogodnień na posesjach. Działka przy dziecku powinna być bezpieczna, to da i Wam komfort psychiczny. I tak dobrze, że je ogrodziliście. Wróćcie do oczka wodnego za 10-12 lat.
                  • crises Re: Oszaleję... 01.07.13, 12:14
                    Już widzę, jak teściowa godzi się na likwidację oczka wodnego na swojej posesji.

                    Szczerze mówiąc - na miejscu teściowej też bym się nie zgodziła.
                    • smutna.mama Re: Oszaleję... 01.07.13, 13:03
                      crises - albo jesteś wredną teściową, albo nie masz teściowej.

                      Nie chodzi o zmienianie teściowej. I wydaje mi się, że warunki mam do tego żeby mieć dzieci.
                      I nie, nie bawimy się w mamę i tatę. Właśnie chcę wychować moje dzieci tak jak uważam za stosowne. I nie zamierzam się dostosowywać do widzimisię teściowej tylko dlatego, że to jej dom. Dla mnie to jest gó... nie argument. Skoro ja jestem matką moich dzieci, to wydaje mi się, że inni się powinni dostosować do tego co mówią rodzice, a nie każdy sobie. Bo w takim układzie wychowywanie dzieci nie ma żadnego sensu.
                      • smutna.mama Re: Oszaleję... 01.07.13, 13:06
                        Aha i jeszcze. Nie każę nikomu nic zmieniać. Po prostu jako matka nie życzę sobie pewnych zachowań przy moich dzieciach. Skoro ktoś nie potrafi się do tego dostosować mimo miliardów próśb i upomnień, to chyba logicze, że czuję dyskomfort na myśl, że moje dziecko zostanie samo z taką osobą.
                      • differentview Re: Oszaleję... 01.07.13, 13:17
                        > I nie zamierzam się dostosowywać do widzimisię teściowej ty
                        > lko dlatego, że to jej dom. Dla mnie to jest gó... nie argument.

                        jak sie nie zamierzasz dostosowywac to sie wyprowadz- proste; albo mieszkaj nadal u niej i sie dostosuj; innego wyjscia nie ma- ona z pewnoscia nie bedzie sie zmieniala dlatego, ze Tobie tak sie podoba
                        • verdana Re: Oszaleję... 01.07.13, 13:32
                          To nie jest takie proste. Jeśli mieszkasz z teściową, to nie ma żadnych możliwości, aby nie wtracała sie ona do wychowania dziecka, które widzi codziennie. To po prostu nie jest mozliwe psychologicznie. Wyobrax sobie, ze Ty jesteś teściową, widzisz, jak Twoja synowa wychowuje dziecko - nie daje warzyw, pozwala na jedzenie słodyczy, nie pozwala wychodzić z domu - co tam będzie modne za te 20-25 lat. A Ty dajesz dziecku marchewkę i synowa mówi "Masz sie nie wtracać, wychowuję dziecko jak chcę" - a Ty sadzdzisz, ze to robi xle.
                          Potrafisz zabierać dziecku owoce i dawać lizaka zgodnie z zaleceniami synowe? Pewnie nie.
                      • crises Re: Oszaleję... 01.07.13, 18:43
                        Nie mam, zmarła zanim poznałam mojego obecnego męża.

                        Ale w poprzednim związku miałam toksyczną teściową - problem rozwiązywałam unikając kontaktów. Takie idiotyzmy, jak mieszkanie z nią, nigdy nie przychodziły nam nawet do głowy.

                        Usiłuję Ci uświadomić, co najwyraźniej do Ciebie nie dociera - w tym układzie będziesz zawsze mieszkać u kogoś.
    • wies-baden Re: Oszaleję... 01.07.13, 17:31
      To, że twój mąż mieszka w tym domu od urodzenia, nie znaczy, że to jest także jego dom!
      Jeśli dom jest zapisany na twoją teściową, to ona może ten dom sprzedać, pomachać wam rączką i wyruszyć w podróż dookoła świata, oczywiście uprzedzając was wcześniej i prosząc uprzejmie o wyprowadzkę. Jej dom, jej decyzja co zrobi z pieniędzmi ze sprzedaży domu, może np kupić sobie kawalerkę, zadłużając tę kawalerkę w pożyczce hipotecznej i finanse zredukować do zera. Myślisz, że coś by straciła, czy raczej zyskała?
      • kklekss Re: Oszaleję... 01.07.13, 18:38
        Dom przecież może być własnością rodziców teściowej , nie wiemy nic o tym . Syn wprowadził do domu swojej rodziny żonę i nie sadzę , aby to zrobił bez niczyje wiedzy i zgody.Tesciowa już swoje dzieci wychowała i powinna pozwolić młodej matce na to samo. Babcia jest ważna w życiu wnuczków i nie można jej zabronić kontaktów z nimi ale babcia też nie powinna mówić dziecku takich bredni w stylu'' mama da ci w dupę lub będzie krzyczeć na ciebie '' . Jeżeli chodzi o papierosy to taka babcia przegina paląc przy dzieciach. Łatwo jest pisać , ze dziewczyna nie mieszka u siebie , czyżby tu wypowiadały się same majętne osoby, które stać na własne mieszkanie i ich takie kłopoty nie dotyczą.
        • wies-baden Re: Oszaleję... 01.07.13, 19:26
          To prawda, dom może być własnością rodziców teściowej i oni mogą zrobić to samo, pożegnać sublokatorów. Babcia z kolei panoszy się, ale młodzi nie muszą z nią mieszkać, tym bardziej, że jest jakby niezrównoważona. Być może kiedyś będę miała synową, ale jeśli czułabym przez skórę, że kogoś tak bardzo irytuję, nie miałabym nic do stracenia, a może więcej do zyskania. Dzisiaj każdego stać na mieszkanie, pod warunkiem, że chce mu się pracować i nie jest przywiązany do miejsca, jak chłop pańszczyźniany do ziemi - nie musi to być od razu apartament na Mokotowie, ale małe mieszkanie w małej miejscowości, jak najbardziej. Wiesz, ja nie miałabym twarzy, żeby na kimś wisieć, kogo serdecznie nie lubię - ale to ja!
          • kklekss Re: Oszaleję... 01.07.13, 19:51
            Tak , zgadzam się w małej miejscowości praca czeka na każdego.
            • wies-baden Re: Oszaleję... 01.07.13, 20:02
              Można pracować w dużym mieście a mieszkać na obrzeżach, można też wynajmować...
              Z mieszkaniami podobnie jak z głodnymi dziećmi, wszyscy dobrze wiemy, że głodu nie ma, ale są niezaradni i nieodpowiedzialni rodzice.
    • smutna.mama Re: Oszaleję... 03.07.13, 18:12
      Wszystko super. ALE CO MA "CZYJOŚĆ" DOMU DO WYCHOWYWANIA DZIECI ??!! Jak bym wynajmowała mieszkanie w bloku to co przepraszam, wynajmujący mógłby przychodzić i palić przy moich dzieciach, bo mi mieszkanie wynajmuje? Po pierwsze teściowa sama chciała żebyśmy z nią mieszkali, bo chcieliśmy się wyprowadzić. Po drugie nie wydaje mi się, że "siedzę" kommuś na głowie. Tak samo płacimy rachunki, sami kupujemy wszystko co am potrzebne, więc mamy prawo tu mieszkać jak pełnoprawni ludzie, a nie jak robaki, bo to jej dom. Skoro teściowa zgodziła się tak na prawdę wynająć swojemu synowi piętro domu, to niech pilnuje swojego nosa, a nie wmawia mojemu dziecku, że będę je bić!

      Poza tym nie napisałam na forum, żeby bogacze mi pisali "się wyprowadź". Raczej chciałam wiedzieć, czy moje "debilizmy" myślowe na temat teściowej w stosunku do mojego syna są słuszne, czy nienormalne. A dowiedziałam się, że mam się wyprowadzić, bo to nie mój dom.

      Z większości wypowiedzi można wywnioskować, że powinnam zrzec się praw rodzicielskich na rzecz "mamusi", bo ona może robić co chce, bo to jej dom.
      • kr.opek Re: Oszaleję... 04.07.13, 09:07
        i ja się z Tobą zgadzam :)
    • smutna.mama Re: Oszaleję... 03.07.13, 18:19
      No i też nie chodzi o to, że jej nie lubię, tak dla zasady.
      Po prostu mnie wku...a (przepraszam, ale inaczej tego nie nazwę) jej stosunek do dzieci.
      Dlatego mam psychiczny dyskomfort na myśl, że któryś z Małolatów zostanie z nią sam. I tu moje pytanie: czy podstawy mojego myślenia mają ręce i nogi, czy nie. Koniec kropka. A to czyj to jest dom jest nieistotne!
      • napis_z_obrazka Re: Oszaleję... 03.07.13, 18:35
        Chodzi Ci o odpowiedz,kto ma racje?
        • smutna.mama Re: Oszaleję... 03.07.13, 18:36
          Raczej czy jako matka moich dzieci, mam prawo nie pozwolić na kontakty sam na sam, ponieważ mam takie a nie ine argumenty.
          • napis_z_obrazka Re: Oszaleję... 03.07.13, 18:42
            1. A co na to Twoj maz, ojciec dzieci?
            2. Jaki Argument przewazyl, ze zamieszkaliscie w domu Twojej tesciowej?
            Czytalam, ze poczatkowo mieliscie nie mieszkac wszyscy razem.
            • smutna.mama Re: Oszaleję... 03.07.13, 19:11
              napis_z_obrazka:

              Jeśli chodzi o mojego męża, był on wychowywany w takich warunkach - przez swoją babcię. W tej chwili chodzi do psychologa. Dla niego to trudna sytuacja. Wie, że jego matka robi źle, ale nie potrafi się jej przeciwstawić. Jeszcze.. JAki był argument, żeby tu zostać? Szantaż emocjonalny. Ze strony matki i dziadków. Teraz już się tego nie da odkręcić, bo zostaniemy bezdomni. Wszystkie oszczędności poszy w remont piętra... To był największy błąd jaki popełniliśmy, ale już za późno na płacz..
              • zuzi.1 Re: Oszaleję... 03.07.13, 19:23
                czy to piętro zostało na męża notarialnie przepisane, jeśli tak, to on niech się nie sprzeciwia mamusi dalej, a Ty zastosuj wobec tej niekulturalnej paniusi cos w rodzaju zamordyzmu, tj. na każde przekraczanie granic reaguj natychmiast krótką ciętą ripostą, kulturalnie ale tak żeby mamusi w buty poszło (najlepiej bez jakichkolwiek świadków) a w obecnosci męza bądz dla niej słodka jak miód, taki rodzaj manipulacji ;) Generalnie takich zachowań nie polecam i nie popieram, ale w szczególnych przypadkach (a tu z takim mamy własnie do czynienia) uważam za własciwe. To będzie takie wychowywanie tesciowej na starosc, ale musisz się uzbroic w cierpliwosc i miec stalowe nerwy. Generalnie kiedy tylko się da, ignoruj tą kobietę, tak, żeby to dokładnie odczuła. Niech ma, skoro sama prosi się o to swoimi zachowaniami. A odnośnie dzieci masz prawo je tak wychowywac jak Ci się podoba, i skoro nie chcesz ich samyc zostawiac w towarzystwie tesciowej to masz do tego prawo. Ja natomiast uważam, że nawet gdy tesciowa jest jaka jest, zazwyczaj, przebywanie z nią dzieci sam na sam, nic złego im nie wyrządzi. Ale jeżeli uważasz, że wyrzadzi, to rób tak jak uwazasz za słuszne. W końcu to są Twoje dzieci i męza, więc ostatnie słowo nalezy do Was. Temperuj zachowania tesciowej na każdym kroku, po jakims czasie jestem pewna, że kobieta nabierze dystansu do Ciebie i zacznie się obawiac Twoich reakcji, co ostatecznie przełoży się na uspokojenie jej zachowan....Czasem niestety nie ma innego wyjscia.
              • napis_z_obrazka Re: Oszaleję... 03.07.13, 19:30
                A kto powiedzial,ze zostaniecie bezdomni?;-)

                Jesli mozna zapytac: a jakie relacje ma teraz Twoj maz ze swoja babcia?
                Twoj maz jest jedynakiem?
                Na to wyglada, ze tesciowa powiela wzor rodzinny wychowywania wnukow przez dziadkow. W rodzinie Twojego meza jakos to sie udalo, bo owoc (Twoj maz,-) spodobal Ci sie jednak;-)! Moze dla Ciebie tez terapia, dlaczego wybralas takiego mezczyzne?
              • nena20 Re: Oszaleję... 03.07.13, 19:31
                coś za coś,
                mieszkasz u TEŚCIOWEJ,
                z jednej strony macie wygodę bo nie musicie wyprowadzać się na swoje (a to trochę kosztuje!)
                jedyny problem to palenie być może przesadza,
                oczko wodne i kota miała wcześniej? pewnie powinna w dniu urodzin wnuka zasypać a kota uśpić albo zakopać w ogródku
                nieco histeryzujesz i przenosisz wojnę o władzę na dzieci,
                oczywiście masz pełne prawo decydować z mężem o swych dzieciach, zawsze możesz wysłuchać a i tak swoje zrobić
                • paris-texas-warsaw Re: Oszaleję... 03.07.13, 20:05
                  forum.gazeta.pl/forum/w,898,143296007,143296007,Toksyczna_matka_toksyczna_babcia_.html
                  Czy to Ty malamyszko z wątku powyżej? Jak widzę syn sie urodził, więc wielkie gratulacje. Ciekawe, czy jednak mężowi udało się zdążyć do szpitala?:)
                  Chyba tyle się zmieniło, że męża wysłałaś do psychologa.
                  Ale pytania dziecinne nadal zadajesz. Jasne, że możesz wychowywać dzieci po swojemu, możesz zabraniać osobom trzecim się w to wtrącać. Tylko, że oprócz władzy ustawodawczej, zazwyczaj musi być jeszcze władza wykonawcza i sądownicza. Na razie masz tylko faktycznie władzę ustawodawczą. I z taką teściową, na działce i w domu dziadków, gdzie faktycznie rządzi teściowa, chyba nie masz sił by sowje racje przeforsować. Do tego w obecnym układzie dzieciom można przy okazji nieudolnego egzekwowania swoich praw wyrządzić większa krzywdę (bo co - powiedzieć, że babcia z parteru jest głupia i maja zakaz kontaktowania się?), niż wyrządza babcia. Więc rada jest jedna...
                  • smutna.mama Re: Oszaleję... 04.07.13, 16:40
                    Nie ja pisałam ten artykuł, ale dzięki, że mi go pokazałaś/łeś. Poczytałam i widzę, że nie tylko ja żyję w takim kotle. Co do ograniczania kontaktów: nie robię tego i nie zamierzam. Po prostu nie chcę zostawiać dzieci samych z teściową. Nadinterpretacja jest tu niewskazana.

                    Nic złego chyba w tym, że nie wysyłam Małolata do babci samego. Nie jest to niezbędne do wychowania go.

                    Dalej się niczego nie dowiedziałam, oprócz tego, że mam się wyprowadzić, także dziękuję za rady i ich brak i narazie.

                    Sama sobie poradzę :)
                    • azalia30 Re: Oszaleję... 04.07.13, 17:28
                      Ale kilka os. pisało przecież że podziela twoje obawy.ja również, uważam że dobrze myślisz.
                      • smutna.mama Re: Oszaleję... 04.07.13, 17:46
                        Wiem, wiem :)
                        Dlatego postanowiłam, że powiem teściowej, że nie potrzebuję jej pomocy i nie będę oddawać syna pod jej opiekę. Nie musi z nią byc sam, nie jest to konieczność.
                        Mój M to rozumie. Co do teściowej - najwyżej się obrazi. Nie interesuje mnie to. Skoro przeszkadza jej moja obecność, to znaczy, że coś jest nie tak.

                        A jeszcze chciałam nawiązać do tego co napisała nena20

                        "coś za coś,
                        mieszkasz u TEŚCIOWEJ,
                        z jednej strony macie wygodę bo nie musicie wyprowadzać się na swoje (a to trochę kosztuje!)
                        jedyny problem to palenie być może przesadza,
                        oczko wodne i kota miała wcześniej? pewnie powinna w dniu urodzin wnuka zasypać a kota uśpić albo zakopać w ogródku
                        nieco histeryzujesz i przenosisz wojnę o władzę na dzieci,
                        oczywiście masz pełne prawo decydować z mężem o swych dzieciach, zawsze możesz wysłuchać a i tak swoje zrobić"

                        Ja wiem, że wydaje się to wygodne (bo nie musimy się wyprowadzić, bo to kosztuje), ale władowaliśmy tyle pieniędzy w ten dom, że taniej wyszłoby na swoim :)
                        Co do oczka, kota, palenia: oczko i kot nie przeszkadzają, dopóki są daleko. Nie pokazuje się niespełna dwuletniemu dziecku "chodź zobacz rybki", bo za chwilę nauczy się przechodzić przez ogrodzenie i pójdzie zobaczyć rybki. A JA NIE ZAMIERZAM WYPRAWIAĆ POGRZEBU, bo teściowa pokazała rybki. Kot ma robaki, więc dziecko nie powinno mieć z nim styczności. A skoro ja proszę, żeby tego nie robiła, a ona po kryjomu przede mną to robi, to chyba mam obowiązek zakazać im kontaktów sam na sam. TO samo z paleniem. Mój M też pali, ale nie przy dzieciach! Nawet na spacerze odchodzi kilka kroków dalej. Także chyba jednak mam rację :)

                        Jeśli chodzi o kontakty dzieci z nią - nie ma problemu, ale pod moim okiem.

                        A podziękowałam tym, którzy dali mi przekonanie, że mam rację, jak i tym, którzy każą mi się podporządkować teściowej.
                        • labeg Re: Oszaleję... 12.07.13, 09:18
                          Wiesz co, chociaż rozumiem na czym problem polega - nie odpowiada ci zachowanie teściowej względem twoich dzieci, szczególnie starszego syna, nie widzę jak mozesz w praktyce zrealizować zamysł oddzielenia kontaktów dzieci z teściową mieszkając w jednym domu. O ile 1,5 roczniakowi, czy dwulatkowi powiesz : "nie wychodź na dwór/na parter beze mnie" i on to przyjmie, będzie siedział z tobą na piętrze, o tyle nie uda ci się juz taka sztuczka z np. 5-latkiem, który musi biegać. Podwórka jak wiadomo sa na parterze, czyli tuż przy mieszkaniu teściowej. Aby cały czas pilnować dzieci przed złym (twoim zdaniem) wpływem teściowej musiałabyś chodzić za nimi krok w krok. Jak to sobie wyobrażasz? Jak wytłumaczysz starszemu dziecku, że nie może być samo z babcią? Poza tym w życiu zdarzają się różne rzeczy, skąd wiesz czy nie zajdzie potrzeba, by teściowa zajęła się dziećmi? Jeśli teraz zaognisz sytuację "nic o nich beze mnie" teściowa może się wypiąć w sytuacji awaryjnej. Ustalcie zasady np. nie palimy przy dzieciach, ale na piśmie! Niestety teściowa to nie to samo, co sąsiad w bloku.
                          • anku1982 Re: Oszaleję... 12.07.13, 15:23
                            uważam, że trzeba robić wszystko i dotąd szukać rozwiązań różnych sytuacji, aby przez myśl nie przemknęło Ci że musisz/możesz zostawić dzieci z teściową, nie ma po prostu takiej opcji i nie rozważasz tego w sytuacji kryzysowej, będziesz miała spokojne sumienie.
                    • phere_nike smutna.mamo, 12.07.13, 12:22
                      ja cie rozumiem i popieram twoje myslenie. Z tego co opisujesz, tesciowa jest trudna. Masz prawo do wychowywania dzieci po swojemu, wpływania na to z kim zostaja a z kim nie. I to, czyj to dom, nie ma nic wspolnego z twoimi dziecmi. Trzymaj sie.
          • anku1982 Re: Oszaleję... 12.07.13, 15:16
            masz prawo jako matka nie pozwolić na kontakty z osobami, pod których opieką mogłaby się zdarzyć dziecku krzywda. Nawet jeżeli nie dzieje się krzywda, to rodzice decydują o dziecku, później przekazując mu stopniowo odpowiedzialność za samego siebie w różnych dziedzinach życia. Teściowa miała już swój czas decydowania, a czym innym jest radzenie się jej w różnych sprawach, wtedy też możesz brać radę pod uwagę bądź nie. U nas jest szczególna sytuacja, bo Młodym od 2,5 roku zajmuje się u nas mama męża, jak ona jest z młodym sam na sam, to decydują razem o swoim czasie, ale jak wracamy z mężem to o różnych rzeczach decydujemy my, czasem jest delikatna sugestia do dziecka, że np. jest późno i trzeba iść spać. Mieliśmy natomiast takie sytuacje, że szwagierka próbowała układać nam życie sugerując że Młody 3 lata to jest już wystarczająco duży, żeby przyjechał z samą babcią (no bo my pracujemy i przyjeżdżamy rzadko), bo jej córka w tym wieku jechała do babci bez rodziców na noc. Odpowiedziałam dobitnie że jej córka to jej córka, ona zarządza swoją rodziną, my swoją i dopóki nie uznamy że Młody jest gotowy, albo sam nie będzie domagał się takich "wakacji", to nie będę pozbywała się dziecka z domu na tydzień, bo szwagierka ma taki plan. To zawsze są decyzje rodziców.
    • 71tosia Re: Oszaleję... 16.07.13, 10:12
      ciekawe jak ty sobie to wyobrazasz dalej? Dzielisz dom z tesciowa, macie wspolne podworko ale dziecko bedzie mialo zabroniony 'niedozorowany' kontakt z babcia? Kilkulatek, nastolatek tez? Czy zrobisz mu takie pranie mozgu ze nie odwazy sie na takie kontakty, lub co gorsze nauczysz go niecheci do babci? Nie bedzie mogl tej babci mieszkajacej pietro nizej odwiedzac by nie denerowac mamusi? Oczko wodne, koty a nawet papierosy to raczej preteksty, glowna przyczyna to to ze nie lubisz tesciowej.
      Umiejetnosc 'dzielenia sie' dzieckiem, zaakceptowania jego odrebnosci, prawa do tego by lubilo nawet tych ktorych my nie lubimy to wazna czesc rodzicielstwa. Tobie jej brakuje.
      • anku1982 Re: Oszaleję... 16.07.13, 10:45
        zgodnie z Twoją radą powinna więc oddać najlepiej dziecko babci na wychowanie, bo każda babcia jest najlepszą babcią na świecie, może pójść też w innym kierunku broniąc dziecko przed potencjalną robaczycą, astmą lub alergią (papierosy) i ewentualnym utopieniem. Autorka nie pyta czy ma zakazać dziecku kontaktów z babcią, tylko pyta czy te kontakty powinny być wyłącznie w jej obecności. Uważam, że argumenty jakie przytoczyła (a nawet ich część) usprawiedliwiają jej wątpliwości i jak najbardziej powinna unikać sytuacji w których dziecko zostaje sam na sam z teściową.
        • 71tosia Re: Oszaleję... 16.07.13, 20:07
          Nawet gdyby babcia niepalila, kota nie miala a oczko wodno zasypala to by cos zmienilo? Jest nielubiana bo jest, sama obecnosc tesciowej jest nie fajna, jak pisze autorka. Kontakty w obecnosci matki? Bardzo watpie (sa?) skoro sam widok nielubianej tesciowej drazni.
    • attiya Re: Oszaleję... 17.07.13, 12:05
      zamknij oczy i wyobraź sobie, że za plus minus 30 lat chcesz z wnuczką iść na spacer a synowa mówi nie
      • anku1982 Re: Oszaleję... 17.07.13, 12:16
        dajesz takie rady, jakbyś nie przeczytała argumentów autorki tematu, jeśli babcia potencjalnie może stanowić zagrożenie dla dziecka OBOWIĄZKIEM rozsądnego rodzica, jest tak zorganizować spotkania z rodziną, aby dziecko do wieku, w którym nie potrafi zadbać o swoje bezpieczeństwo, nie pozostawało sam na sam z babcią. Powiedz jakie dasz rady matce dziecka, gdyby doszło do nieszczęścia?
        • ann.38 Re: Oszaleję... 17.07.13, 15:51
          anku1982 napisała:

          > dajesz takie rady, jakbyś nie przeczytała argumentów autorki tematu, jeśli babc
          > ia potencjalnie może stanowić zagrożenie dla dziecka OBOWIĄZKIEM rozsądnego rod
          > zica, jest tak zorganizować spotkania z rodziną, aby dziecko do wieku, w którym
          > nie potrafi zadbać o swoje bezpieczeństwo, nie pozostawało sam na sam z babcią
          > . Powiedz jakie dasz rady matce dziecka, gdyby doszło do nieszczęścia?

          Chodzi Ci o to oczko wodne? Jak dla mnie to: "chodź pokaże Ci rybki" czy "on ma się tam nie zbliżać" to na to samo wychodzi. Jeżeli oczko jest źle zabezpieczone, to ma zostać dobrze zabezbieczone i niech maluchy oglądają rybki do woli, a jak się nie da, to oczko powinno być zlikwidowane. Chyba, że ja coś źle zrozumiałam i oczko jest dobrze zabepziecozne, a babcia przesadza dzieci przez kratki. Jakiej rady chce Autorka? Nie podobają jej się pomysły, zachowanie babci, to albo powazna rozmowa, albo droga prawna, albo wyprowadzka. Rozmowy nie pomagają, a co do drogi oficjalnej, to na pewno nikt babci nie poleci oddać kota. Pewnie, że lepiej dla domowników i dla kota, aby zabrać go do weterynarza na odrobaczenie, odpchlenie i szczepienia. Może to zrobić autorka, skoro część domu należy do niej, to może i część kota też ;) Palić też babcia może w swoim domu, chyba, że piętro autorki jest wydzielone i prawnie należy do niej i męża. Z przebywanem babci z wnukami, to trudna sprawa. Babcia ma do tego prawo, ale oczywiście i matka ma prawo decydowąć kiedy i jak. Mnie się wydaje, że najlepsza jest wyprowadzka na swoje, wtedy jest jasna sytuacja, ale tego autorka nie chce zrobić. Chce tam zostać i żeby wszystko było po jej mysli. Ale jak widać tak się nie udaje. Zawsze tak jest przy wspólnym zamieszkiwaniu, jest wiele spraw na pogrnaczu tego do czego kto ma prawo, a w czym powinien ustapic.
          • smutna.mama Re: Oszaleję... 30.08.13, 19:53
            Cytując, po kolei:

            "Chodzi Ci o to oczko wodne? Jak dla mnie to: "chodź pokaże Ci rybki" czy "on ma się tam nie zbliżać" to na to samo wychodzi. Jeżeli oczko jest źle zabezpieczone, to ma zostać dobrze zabezbieczone i niech maluchy oglądają rybki do woli, a jak się nie da, to oczko powinno być zlikwidowane. Chyba, że ja coś źle zrozumiałam i oczko jest dobrze zabepziecozne, a babcia przesadza dzieci przez kratki."
            • smutna.mama Re: Oszaleję... 30.08.13, 20:12
              A jeśli chodzi o przyszłość - jeśli będę miała synową (albo dwie), to jeśli powie mi, że nie mam brać dzieci na spacer to się dostosuję. Albo zaproponuję wspólny spacer - tak jak to robi moja mama.

              A zostawiać dzieci z teściową nie muszę. Mam siostrę, u której mogę je zostawić w sytuacji jakiejkolwiek.

              Poza tym powtórzę jeszcze raz. NIENORMALNA jest sytuacja, kiedy teściowa mówi mojemu M, że albo będzie się widywać z dziećmi SAMA, albo wcale. Bo ona "chce być z nimi sama". No bez przesady!

              ;)
              • mamapodziomka Re: Oszaleję... 30.08.13, 21:36
                A gdybys wiedziala, ze twoja synowa cie nienawidzi, to nadal mialabys ochote spotykac sie z dziecmi w jej obecnosci? Pewnie juz nie calkiem ;))) Wg wszelkiego prawdopodobienstwa po prostu zapomnialabys, ze w ogole masz wnuki, albo zyczylabys sobie, zeby przywozil je do ciebie mlody bez zony.

                Nie jestem specjalnie zacieta, ale jako zywo nie woybrazam sobie spotykania sie regularnego z osoba, ktora mnie serdecznie nie znosi. Po co? Moze sobie nie znosic do woli, ale bez mojej obecnosci przy tym ;))
                • smutna.mama Re: Oszaleję... 30.08.13, 23:57
                  Ale ja przepraszam bardzo. Kto powiedział, że ja nie znoszę mojej teściowej?? Napisałam nawet, że żyję z nią jak najlepiej mogę, mimo że jest trudna. Ma pie...a na punkcie samotnego spotykania się z naszymi dziećmi, a my się na to nie zgadzamy, bo jest nieodpowiedzialna.

                  A kto tu mówi o nienawiści? Ja nie rozumiem po co to nadinterpretować...
                  • ann.38 Re: Oszaleję... 31.08.13, 10:15
                    Ale piętro jest Wasze w tym sensie, że jestście współwłaścielami i macie na to papiery, czy w tym sensie, że tam po prostu mieszkacie? Zresztą nie wiem, czy to jakaś róznica, bo pewnie osobnego wejścia nie da się zbudować, a nikt nie odkupi od Was części domu. Pisalaś, że bogacze Wam tu radzą, aby się wyprowadzić. Niezupełnie tak jest. Wyprowadzka z rodzinnego domu na swoje, to nie zawsze oznacza zakup willi z basenem. Jak jest potrzeba, to nawet przy małych dzieciach matki pracują i wtedy łatwiej się usamodzielnić. Co Ci z tego, że powiemy, że teściowa nie ma racji? Też uważam, że jak rodzice/tściowie pomagają, to nie powinni w zamian za to uprzykrzać dzieciom życia, ale co z tego, że ja czy ktoś inny tak uważamy? Pytałaś czy w wynajmowanym mieszkaniu właściiel przychodzi i pali tam papierosy. Otóż wynajem to coś innego. Jest umowa, odpowiednia opłata i najemca zyskuje w ten sposób tytuł prawny do lokalu. Wszystko jest okreslone w stosownych przepisach, a co nie jest określone, to i tak łatwiej egzekwować, bo pomiędzy obcymi ludźmi łatwiej stawiać granice. Jakiej oczekujesz tutaj rady/pomocy?
                    • azja001 Re: Oszaleję... 31.08.13, 13:05
                      A jak dzieci podrosną i będą chciały z babcią spedzic trochę czasu sam na sam to co wtedy zrobisz/ zabronisz kategorycznie? Myślę że jesteś jakaś zaborcza i na siłe wymyślasz dowody na nieodpowiedzialność teściowej.
                      Gdyby moja synowa miała do mnie taki stosunek i poprosiłaby mnie któregoś dnia o popilnowanie dzieci (na pewno to sie kiedyś przytrafi) to zwyczajnie odmówiłabym.
                      • jedynybasek5 Re: Oszaleję... 01.09.13, 01:48
                        Myślę że jesteś jakaś zaborcza i n
                        > a siłe wymyślasz dowody na nieodpowiedzialność teściowej

                        Ty myślisz w ogóle? Czytać potrafisz? Babka daje dziecku produkty, na które dziecko jest uczulone, manipuluje uczuciami starszaka poprzez teksty, że mama woli młodszego, będzie go bić itd. To jest ODPOWIEDZIALNOŚĆ?!!!! To się do psychiatry nadaje. No ludzie , dajcie spokój, w życiu bym nie pozwoliła na kontakt sam na sam z taką babunią.
                  • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Oszaleję... 31.08.13, 13:54
                    smutna.mama napisała:

                    > Ale ja przepraszam bardzo. Kto powiedział, że ja nie znoszę mojej teściowej??
                    >
                    > A kto tu mówi o nienawiści? Ja nie rozumiem po co to nadinterpretować...

                    Pani tego nie napisała ekspressis verbis, ale nietrudno to wywnioskować ze sposobu pisania o teściowej, używanych słów, zwrotów, opisów sytuacji. Stąd taka ocena przez innych. Mając do dyspozycji tylko słowo pisane i pokazany wycinek rzeczywstości nie sposób wyciągać wniosków na innej podstawie. Takie jest ryzyko.
                    Słowo "nienawiść" , które gdzieś tu padło, może jest wygórowane, ale niechęć jest wyczuwalna. Dodatkowo znając standard relacji teściowa - synowa, słowo "nie znoszę" może okazać się bliskie prawdy.

                    Również
                    > apisałam nawet, że żyję z nią jak najlepiej mogę, mimo że jest trudna

                    "Najlepiej jak mogę", to nie oznacza dobrze. Bo może nie " najlepiej " dla Pani to jest tak jak Pani tu opisała. A to nie oznacza nawet "neutralnie". To raczej jest "niechętnie".

                    Ma pie..
                    > .a na punkcie samotnego spotykania się z naszymi dziećmi, a my się na to nie zg
                    > adzamy, bo jest nieodpowiedzialna.

                    Jeśli kontakt babci z wnukami jest tak kontrolowany przez Panią, jak Pani opisała, to być może teściowa nie tyle chce przebywać sama z dziećmi, ale może nie chce przebywać z Panią i dziećmi jednocześnie.
                    Zresztą to jest część Pani problemu, który Pani opisała i na który oczekuje rozwiązania czy tez komentarza.
                    Oczywiście do rodziców należy decyzja z kim i w jakich okolicznościach przebywają ich dzieci.
                    Pani wraz mężem zadecyzdowa o ograniczonym czy też kontrolowanym kontakcie dzieci z matką męża. Reszta to są tego konsekwencjie. Jedna osoba ( Pani mama ) uznaje ten reżim, inna ( Pani teściowa ) próbuje się przeciwstawiać. Wszystkie opisane osoby mają prawo do takich zachowań i decyzji, ale muszą się liczyć z ich konsekwencjami. No i to jest Pani problem, bo prawo jednych, czasem narusza prawo innych. I nic nie można na to poradzić. Agnieszka Iwaszkiewicz


                    • jedynybasek5 Re: Oszaleję... 01.09.13, 01:43
                      Za takie teksty, że dziecko ma spać w pokoju babci, pffffffff , babcia by mogła pomarzyć a sam na sam z MOIM dzieckiem. Kiedy dziecko będzie na tyle duże, że będzie mówiło, ok, nie ma sprawy, jakby co by , to opowie mi co się działo. Ale jako malucha, i te papierochy, fffuuuj. Nienawidzę smrodu papierosów, nie pozwalam kategorycznie na palenie przy moim dziecku. Ogólnie wcale ci się nie dziwie, że nie chcesz zostawiać dzieci z teściową. Już na samym początku zachowywała się jakby chciała sobie zawłaszczyć do nich prawa, i to pewnie siedzi w Tobie do dziś. Zresztą, najlepszym powodem do tego, by nie pozwalać "pomagać sobie w wychowaniu babci" jest obecny stan psychiczny Twojego męża. Ta kobieta jest nieodpowiedzialna i szczerze- obrzydzenie mnie bierze na samą myśl, że brudny kot miałby łazić po stołach a potem miałoby tam pójść moje dziecko. Brrrrrrr . Jeśli babka stwierdziłaby, że nie będzie się w mojej obecności widywać z dzieckiem, to adios amigos. Baba z wozu, koniom lżej. Szczególnie taka baba. Ja też mam mamę i teściową, obydwie daleko daleko. Ale, obydwie znają też zasady. Nie ma absolutnie żadnego wtrącania się w wychowanie córki. Bo nie i koniec. Swoją szansę miały . Dawanie dziecku rzeczy, na które jest uczulone, to już w ogóle jest szczyt. Obrzydliwa kobieta i tyle. I powiem więcej- ja bym jej nienawidziła. I nie kryję się z tym wcale. A co, może wredna jestem. Kontakty z dzieckiem sam na sam, owszem, wtedy kiedy dziecko będzie na tyle duże, żeby odmówić czekolady, i powiedzieć, babcia nie pal przy mnie . Aż dziw mnie bierze, że Ty się zastanawiasz, czy aby dobrze myślisz. Wszystko jest z Tobą ok, tylko babka ma nie po kolei.
                      • azja001 Re: Oszaleję... 01.09.13, 10:50
                        jedynybasek5 napisała:

                        >Jeśli babka stwierdziłaby, że nie będzie się w mojej obecności widywać z dzieckiem, to adios amigos. Baba z wozu, koniom lżej

                        Adios to może ta pani powiedzieć swojej synowej, ona jest w swoim domu i zrobiła jej uprzejmość pozwalając jej tam mieszkać.
                        A tak poza tym to bije od ciebie agresją, przykro to czytać.
                        Tak ustawione relacje z babcią mogą tylko zaszkodzić dzieciom.


                        • aqua48 Re: Oszaleję... 01.09.13, 13:15
                          azja001 napisała:

                          > Tak ustawione relacje z babcią mogą tylko zaszkodzić dzieciom.

                          Żeby dobrze ustawić relacje trzeba chęci obu stron i obie muszą na jakieś ustępstwa pójść, a wcześniej zacząć się nawzajem SŁUCHAĆ ze zrozumieniem i mówić spokojnie argumentując swoje racje. Np. mamusiu nie chcemy, żebyś podchodziła z Antosiem do wodnego oczka, bo boimy się, że pod naszą chwilę nieuwagi sam tam pójdzie i wpadnie do wody. Za to damy Wam koc, posiedźcie sobie razem na trawie, naucz go zabawy w to i w to, albo weź go do wózeczka i pojedźcie na spacer.
                          Za dzieci odpowiedzialni są rodzice i oni narzucają pewne ustalenia, nawet najlepsi dziadkowie nie mogą dziecku w imię swojego widzimisię podawać pokarmów na które dziecko jest uczulone, albo proponować zachowań, których rodzice nie akceptują, bo kojarzą im się z zagrożeniem dla dziecka. Za to zamiast nieustannej kontroli rodzice mogą zaproponować dziadkom inne aktywności bezpieczne dla wnuka oraz atrakcyjne dla starszego pokolenia. Jakiś kompromis zawsze można wypracować.
                          • jedynybasek5 Re: Oszaleję... 01.09.13, 13:43
                            Bije ode mnie agresją, oj bije, bo nie cierpię wprost, kiedy ktoś włazi w moje kompetencje. Moje dzieci to MOJE dzieci, i zakazy, szczególnie takie, które mają wpływ na zdrowie mojego dziecka mają być respektowane i koniec kropka. Żebym nawet mieszkała z teściową w tym samym pokoju. Palenie, częstowanie alergenami, manipulacja - to wystarczy, żeby ograniczyć kontakty tylko do takich "w mojej obecności". I to, kto u kogo mieszka ma tutaj akurat najmniejsze znaczenie. Co więc proponujesz? Jak powinna myśleć autorka " Ok. poświęcę zdrowie psychiczne i fizyczne moich dzieci na ołtarzu , w ofierze, bo babunia mi wynajmuje mieszkanie? " Bo tłumaczenia nie pomagają, rozmowy nie pomagają, po dobroci źle, agresją źle. Wyprowadzić się ? Haha, łatwo się mówi tym, którzy nie mają potrzeby się wyprowadzać, albo akurat dokonali w życiu takich wyborów, które pozwoliły osiągnąć sukces materialny. Ale oświecę- nie każdy jest tak zaradny, i nie każdy pomimo ciężkiej pracy i chęci może sobie na to pozwolić. Życie. A dzieci to wartość nadrzędna, dla której poświęciłabym dobre stosunki z samym Bogiem, nie mówiąc o babci, dzuiadku i innych członkach rodziny, toksycznych zresztą.
                            • aqua48 Re: Oszaleję... 01.09.13, 14:11
                              Czasami warto zacisnąć zęby, zobaczyć we wrednej babci kobietę, inną, ale też należącą do gatunku ludzkiego, docenić, powiedzieć coś miłego i nie rezygnować ze swoich priorytetów, ale właśnie zaproponować coś neutralnego dla obu stron.
                              Zasada jest taka - jak ja ustąpię, to ta druga strona czasami się zreflektuje i też ustąpi. Nie działa to zawsze i zależne jest od zapiekłości wzajemnych pretensji, charakteru skonfliktowanych osób i długości konfliktu, ale niekiedy działa. Może mieszkając razem warto pomału próbować?
                              Matka mogłaby na przykład zaopatrzyć się w smakołyki, które dziecko je bez szkody, dać babci i powiedzieć, że jej przykro, że dziecko jest częstowane tym czego jeść absolutnie nie może, bo przecież miło dostać coś dobrego od babci, a tym może wnuka częstować bez obawy wystąpienia u dziecka duszności, czy wysypki.
                              Trochę dobrej woli z jednej i drugiej strony.
                              • jedynybasek5 Re: Oszaleję... 01.09.13, 15:16
                                Ja się zgodzę w 100 %. Tylko mam wrażenie, że autorka już próbowała, może nie dosłownie ten sposób, ale próbowała w miarę się dogadać. Ale sama wiem, że jeśli ktoś raz , drugi i trzeci naruszy moją nietykalność, w tym wypadku nietykalność moich metod wychowawczych jako matki, jeśli wejdzie na moje osobiste terytorium, np. nachalnie żadając aby MOJE nowonarodzone dziecko spało u niej w pokoju, bez wcześniejszego " a co Ty o tym myślisz, czy nie uważasz, że byłby Ci wtedy lżej, wygodniej". I na moje "nie, dziękuję" nie wracanie do tematu, to bardzo ale to bardzo trudno na nowo chociaż starać się o poprawne stosunki. Kiedy ktoś wkroczy z butami w takie ważne sfery mojego życia, to potem już każda błahostka będzie mi działać na nerwy. I naprawdę, nie mogę ni w ząb zrozumieć i mój mąż też, bo streściłam mu trochę sprawę, jak można uznać, tak jak niektóre z forumowiczek, że skoro autorka wynajmuje u teściowej mieszkanie, czy jakby tam tego nie nazwać, to tamta ma prawo negować jej metody wychowawcze. No nie ma prawa i już. U nas babcia, która fakt, przyjeżdża do nas , jest u nas itd., ale z drugiej strony bardzo dużo nam pomogła i też ktoś mógłby powiedzieć- sorry, ale tyle pomaga, to powinna mieć prawo do decydowania o pewnych rzeczach- więc, ta babcia MUSI nas zapytać o zdanie, jeśli np. chce zamiast kremu do pupy użyć mąki ziemniaczanej. Pali, owszem, ale nigdy w obecności dziecka. I POTRAFI się dostosować, zrozumieć, i dlatego mamy do niej pełne zaufanie, może zabierać młodą gdzie chce i na ile kiedy przyjeżdża do nas. Jak my jedziemy do niej do domu, to ona wychodzi z fajką na zewnątrz, żeby dziecku nie przeszkadzało. Te zasady to nie są jakieś wyssane z palca fanaberie. Każdy , komu choć odrobinę zależy na dobru i zdrowiu dziecka, powinien sam z siebie tak postępować, a nie jeszcze robić odwrotnie. Ja w pełni rozumiem autorkę i jej niechęć.
                                • zuzi.1 Re: Oszaleję... 01.09.13, 17:06
                                  Ja też rozumiem autorkę i zgadzam się z jedynybasek. Osiągnięcie kompromisu z osobą toksyczną jest b. rzadkie, bo aby był kompromis, obie strony musiałyby chciec do niego dążyc, a toksyczni ludzie dążą ale zazwyczaj jedynie do tego, aby realizowac własne cele kosztem innych, nie zważając na żadne konsekwencje, niszczą wszystko co się wokół nich znajduje, wszelkie relacje. Ma byc albo ich prawda, albo gó... prawda...
                                  • elle-joan Re: Oszaleję... 01.09.13, 18:37
                                    Ale macie coś konkretnego do zaproponownaia/doradzenia Autorce? Oczywiście, że nikt nie traci swoich praw do decydowania o dziecku z powodu zamieszkania w domu tesciowej. Tyle, że w takiej sytuacji trudniej jest cokolwiek egzekwować. Owszem, to rodzice decydują o wychownaiu dzieci, ale prawo nie chroni nas tak szczegółowo przed każdym słowem czy gestem innych osób. Nawet obca osoba może zwrócić nam uwagę albo czymś dziecko pczęstować. To nie jest karalne. Możemy po prostu nie reagować albo kazać się odczepić, co w domu teściowej jest dużo trudniejsze. Autorka może oczekiwać okreslonego zachowania babci, a babcia może tego nie respektować. Babcia może sprowadzić jeszcze więcej zwierzaków, palić od rana do wieczora i zainstalować nowe oczko wodne. Może też codziennie powtarzać, że chciałaby bawić się z wnukami bez obecności matki. Niestety. Czy może wziać bez zgody rodziców wnuka do swojego pokoju? Tego nie wiem, ale czy Autorka poda babcie do sądu, wezwie policję? Zatem można jeszcze ze sto postów napisać o tym, że przy dzieciach nie powinno się palić i że rodzice mają decydujący głos w sprawie dzieci, ale co dalej? A z domu rodzinnego wyprowadzają sie nie tylko bogacze.
                            • igge Re: jedynybasek5 01.09.13, 18:50
                              "Moje dzieci to MOJE dzieci" piszesz i :) obawiam się, że nie do końca masz rację:)
                              póki dzieci są małe to rodzicom powyższe może wydawać się jedyną prawdą ale w miarę dorastania malców coraz wyraźniej widać, że wychowujemy je dla świata i innych ludzi i przede wszystkim dla nich samych nie dla siebie. Dzieci nie są "moje" czy "babci", "teściowej"
                              są samoswoje i tylko czasowo powierzony ten skarb jest rodzicom i rzeczywiście rodzice mają najdłużej przywilej podejmowania decyzji w imieniu swoich małych dzieci i dla ich dobra.
                              Ale w trakcie podejmowania różnych decyzji łatwo o NADUŻYCIE WłADZY rodzicielskiej i podejmowanie decyzji tylko w swoim nie w dzieci interesie. Dzieci bardzo cierpią widząc nienajlepsze stosunki z dziadkami. O relacje z teściami warto dbać jeśli nie dla siebie i partnera to dla dobra dzieci. Niemniej jednak to rodzice sprawują władzę rodzicielską. o prawach dziadków jeszcze nie słyszałam. są z góry na przegranej pozycji i dlatego trochę mi ich żal
                              • jedynybasek5 Re: jedynybasek5 02.09.13, 09:37
                                Eh wiem, wiem, że MOJE to tylko takie , mhm, powiedzonko. Wiem, że jesteśmy włącznie z dzieckiem istotami społecznymi, dziecko jest ciągle wystawione na przeróżne interakcje. Więcej , musi być wystawione. Tylko, zadaniem nas, rodziców, jest chronić dziecko przed szkodliwym wpływem społeczeństwa, dotąd, dokąd dziecko samo nie będzie potrafiło się obronić. I tak- jeśli rodzic wie, że dziecko jest uczulone na to i na to, i babcia też wie, a ŚWIADOMIE łamie zasady, to babcia ŚWIADOMIE wyrządza krzywdę dziecku. Nie matce, ojcu, tylko dziecku. Dziecko w wieku 2-3, nawet 4 lat, nie za bardzo ma ochotę powiedzieć ( choć zdarzają się dzieciaki, które to potrafią) babciu nie mogę zjeść tego batona bo mam uczulenie. Jak będzie starsze, to spokojnie, bo wtedy odda nam komunikat zwrotny- babcia dała mi dzisiaj..., babcia powiedziała..., babcia pokazała mi..., ale teraz, po przemyśleniu na spokojnie, i próbie wczucia się, co babcia może czuć, kiedy synowa odmawia kontaktu sam na sam, rozumiem, że jest jej pewnie bardzo przykro. Ale rozumiem też matkę dziecka, która: w ciąży czuła , że babcia chciałaby niejako wypchnąć ją z roli matki, że jej decyzje są kwestionowane, że jej prośby są ignorowane, nawet w kwestiach tak ważnych jak zdrowie dziecka. I nie zgodzę się z Verdaną, która gdzieś wcześniej napisała, żeby autorka wyobraziła sobie siebie jako babcię, i że jej synowa podaje dziecku np. warzywa ( czy jakoś tak to było) a w jej odczuciu jest to zupełnie nie tak, i już. To porównanie uważam za bezsensowne. Bo, o ile różnice w podejściu do podawania cukru, słodyczy, mogą być, jak najbardziej. Warzyw i owoców tak samo. Kwestia metod wychowawczych, epoki, w której przyszło żyć tej synowej i tej teściowej. Ale nigdy, przenigdy nie wolno podawać dziecku ALERGENÓW bez zgody czy wiedzy rodzica. I na to nie ma żadnego marginesu słuszności. Bez względu czy było to 100 lat temu czy teraz, nie można przecież świadomie fundować dzieciakowi bólu brzucha, wysypki czy czym tam się objawia alergia. Sytuacja ciężka, bo dzieci wiele widzą i rejestrują. Ale matka nie broni się widywać, wymaga tylko, aby babcia zaakceptowała fakt, że będzie to w jej obecności. Ta akceptacja wymaga też dobrej woli babci- nie palić w obecności dziecka, to podstawa. Babcia , której zależy na dobru dziecka na te kilka godzin spokojnie poradzi sobie z nałogiem, bez wymówek, że to jej dom. A jeśli ma takie wymówki, to znaczy, że nie zależy jej na dobru dziecka. A skoro nie zależy jej na dobru dziecka, to... no cóż, jak w pierwszym moim poście :)
                                • igge Re: jedynybasek5 02.09.13, 10:30
                                  :)) To ciężkie relacje babciowosynowocorkowe. Nie wiem czemu ale dużo kobiet, całkiem dotąd rozsądnych, po urodzeniu wnuków dostaje "szajby" i z powrotem jako babcie wchodzą w rolę i kompetencje rodziców dziecka, wiedzą wszystko "lepiej". A przecież sprawy dotyczące zdrowia, żywienia, bezpieczeństwa są dość oczywiste i powinny dość łatwo dać sie uzgodnić.
                                  U mnie babcie są nadal, od lat, nadopiekuńcze w stosunku do wnuków i kwestię odżywiania dawno dawno temu odpuściłam, ale alergenów nigdy nie podawały, co najwyżej słodycze i śladową ilość warzyw, których chciałam, żeby było więcej. Do szału mnie też doprowadzało babcine bieganie za maluchami z talerzem, żeby je w biegu karmić i włączanie w czasie posiłków telewizora, żeby odwrócić dziecka uwagę od karmienia go. U nas w domu posiłki były bez tv i zawsze przy stole, nie w biegu. Najtrudniej jak się jest świeżą mamą i chce się mieć wszystko po swojemu i ma malutkie dzieci, jednak z czasem i z biegiem lat człowiek nabiera pewnej pobłażliwości dla babcinych wyczynów i jest w stanie obrócić wszystko w żarty i z uśmiechem być asertywnym, a czasem odpuścić, docenić "pomoc"/pomoc teściowej. Potem dzieci same nie dają się babciom wychowywać i pewne rzeczy mają trwale wpojone przez rodziców. Zwykle wtrącanie się babć jest w zasadzie dla dzieci niegroźne tylko działa na nerwy rodzicom, szczególnie mamom. Pamiętam jak syn miał 4 tygodnie i sama pojechałam z nim nad jezioro na 2 tygodnie. Trzeciego dnia niespodzianka: znienacka pojawiła się teściowa z teściem w uroczej, sielskiej wakacyjnej miejscowości. Bez zapowiedzi, bez uprzedzenia, bez żadnej prośby mojej o pomoc. Jak na pomoście potknęłam się - leciała przerażona łapać wnuka tzn wyrywać mi go z rąk. Mówiłam100 razy: " mamo, ja swojego syna nie upuszczę", ale nie słuchała, wchodzila w rolę matki zamiast babci nonstop. Żeby wykąpać niemowlę, ukradkiem w swoim pokoju kąpałam go dwie godziny przed czasem, żeby mi nie przeszkadzała ze swoją "pomocą". Tak działała mi na nerwy, że zaczęłam mieć problemy z karmieniem piersią i niemowlak zaczął krzyczeć i płakać regularnie. Chciała dobrze, a przeszkadzała mi strasznie w umocnieniu się w mojej nowej roli mamy pierworodnego syna. Generalnie do dzisiaj jest świetną teściową i cudowną babcią, ale wprowadzić jej się do nas jednak nie pozwoliłam mimo wielu ewentualnych korzyści i ogromnej sympatii jaką mam do niej i wdzięczności za wieloletnią pomoc. Dużo łatwiej "wybaczyć" jej dominującą osobowość i "niechęć" do ulegania naszym decyzjom dotyczącym dzieci - na odległość, mieszkając osobno. Jest dla mnie jak matka ale jej kilkuletnie pomysły z osobnym wejściem, piętrem, kuchnią etc i wielopokoleniowym mieszkaniem przeraziły i męża i mnie. dlatego współczuję autorce wątku ogromu pracy i nerwów jakie będzie musiała włożyć w budowanie poprawnych relacji z teściową. Powodzenia , pozdr serdecznie.
                          • igge Re: Oszaleję... 01.09.13, 18:25
                            zgadzam sie z aqua48. Wspólczuję przede wszystkim Tobie i mężowi ale i nieszczęsnej babci trochę też. Dla niej kontakt z maluchami jest superważny i może na bazie jej miłości do wnuków mogłaby ustąpić Tobie w kilku kwestiach, tych dotyczących zdrowia i bezpieczeństwa dzieci. Ty byś mogła odpuścić drobiazgi i pozwolić babci decydować w kwestiach mniejszej wagi. Wy macie prawo wychowywać swoje dzieci jak chcecie ale spróbuj dla dzieci i męża polubić trochę teściową. Dla Waszych dzieci dziadkowie to zaraz po Was najbliższe osoby na świecie. Pomyśl sobie, że Wy z mężem jesteście naprawdę najważniejsi dla dziecka i to Wy go wychowujecie nie dziadkowie oni nie mogą tego "popsuć". (Zobaczysz jak będą starsze, ja mam dwójkę nastolatkow, że rodziców styl wychowania przeważa i dziadkowie nie mają właściwie możliwości odnieść jakiegoś złego wpływu na wnuki nawet przy częstych kontaktach i zostawianiu ich sam na sam. Wasze pierwsze miejsce jest niepodważalne z natury) Palenie przy dzieciach wiadomo, że jest niedopuszczalne, koty można odrobaczyć i nie wpuszczać na piętro (??). Dziecku pokazać wspólnie rybki i zakazać samotnego zbliżania się do ogrodzonego oczka wodnego. Babci uzmysłowić, że w jej żywotnym interesie jest jak najbardziej przyjazne odnoszenie się do Ciebie. Ty w końcu jesteś matką największego babci skarbu - wnuków. I ona jest Ci za to na pewno wdzięczna. Nie pozwalaj babci na zabieranie Ci dzieci i kontakty sam na sam na razie, dopóki nie zmięknie i nie zrozumie, że dla dobra dzieci MUSICIE jakoś wynegocjować poprawne przynajmniej jeśli nie kochające stosunki międzypokoleniowe. Nie da się mieć dobre stosunki z synem i wnuczkami, a mieć w nosie i na dystans synową. Chodźcie razem na spacery z maluszkami i Ty postaraj się ocieplić jakoś atmosferę, pogadać neutralnie i szczerze, żartobliwie bez zacietrzewienia na różne sporne tematy. Wypracować jakieś zawieszenie broni i kompromis :) Ale nie musisz pytać na forum kto ma rację i czy wolno Ci nie dopuszczać babci do dzieci bo odpowiedź jest oczywista - wolno Ci, jesteś alfą i omegą dla swoich synów i Ty podejmujesz decyzję i masz mieć spokojną głowę, że dzieci są bezpieczne i zdrowe. Tyle, że dla dobra wszystkich członkow Waszej rodziny musisz umieć przełamać swoje uprzedzenia, nawet usprawiedliwione, do teściowej i dbać o Wasze perspektywicznie i w przyszłości jak najlepsze stosunki. Dlatego, że Twoim dzieciom na tym i mężowi będzie zawsze zależało. A Tobie pozwoli żyć szczęśliwiej. Może ta kobieta-babcia ma jakieś dobre strony, zalety??? Umie pysznie gotować dla dzieci np ??? Czyta bajki, opowiada o zwierzętach ciekawie? Jej zaletą jest, że zdecydowała się zaprosić Was do mieszkania w swoim kiedyś tylko domu. Ale teraz obie zarząDzające gospodynie jednego dwurodzinnego domu muszą polubić się skoro wyprowadzić i ograniczyć kontaktów się fizycznie nie da. Mieszkanie kilkupokoleniowe jest zawsze najtrudniejsze i najeżone pułapkami i trzeba teraz kontrolować emocje. Mów otwarcie i bezpośrednio z teściową o wszystkim co dla Ciebie ważne i powtarzaj cierpliwie i stanowczo choć ciepło, metodą zdartej płyty, że Ty podejmujesz decyzje dotyczące dzieci zdrowia i bezpieczeństwa. Nie ona. W końcu zrozumie tylko niebądź taka niechętna wobec jej wad, zaakceptuj je.
                            • paris-texas-warsaw Re: Oszaleję... 02.09.13, 14:33
                              Wg mnie takie wspólne, bo ja jednak nazwałabym je wspólnym, mieszkanie w tym przypadku ma więcej minusów niż plusów. Minusów zwłaszcza dla dzieci wychowywanych w wiecznych antagonizmach. Jeśli piętro jest Wasze i świeżo wykonczone, to bez problemu je pewnie wynajmiecie. Za te pieniądze wynajmijcie coś dla Was. Nie stracicie na tym finansowo, a będziecie mieli spokój psychiczny.
                              • ann.38 Re: Oszaleję... 02.09.13, 15:14
                                paris-texas-warsaw napisała:

                                > Jeśli piętro jest Wasze i świeżo wykonczone, to be
                                > z problemu je pewnie wynajmiecie. Za te pieniądze wynajmijcie coś dla Was. Nie
                                > stracicie na tym finansowo, a będziecie mieli spokój psychiczny.
                                Wiesz, to, że teściowa (czy ten kto jest włascicielem domu) pozwoliła im tam zamieszkac, to nie oznacza, że ma się zgodzić, aby wprowadzili tam obcych ludzi i sami brali za to pieniądze. Fakt, ż wyremontowali nie powoduje, że nabywają tam prawo własności czy chociażby decydowania o wynajmie. Mieszkają, to wiadomo, że muszą dbać i remontować, nie jest to coś szczególnego.
                                • paris-texas-warsaw Re: Oszaleję... 02.09.13, 15:45
                                  Było napisane, że góra cała ich...
                                  • ann.38 Re: Oszaleję... 02.09.13, 15:52
                                    paris-texas-warsaw napisała:

                                    > Było napisane, że góra cała ich...

                                    "ich" ale tylko w pewnym sensie

                                    "Co to jest za argument "bo to jej dom". Tak samo jak jej syna i jego dzieci. Wszyscy tam mieszkają od urodzenia. Ja nie, ale nikogo to nie upoważnia do podważania moich kompetencji jako matki."
            • lucerka Re: Oszaleję... 24.09.13, 12:39

              Więc chyba coś jest jednak nie w porządku, skoro on
              > a chce mieć z naszymi dziećmi kontakt TYLKO SAM NA SAM.

              Dzieci inaczej zachowuja sie jak matka jest w poblizu a inaczej sam na sam z babcia. Moze babcia ma wrazenie (chyba calkiem sluszne), ze ja kontrolujesz i dlatego nie chce Twojej obecnosci?

              Jak zobaczylam tesciowa z moim noworodkiem na rekach omalo zolc mi nie wyszla uszami, takze rozumiem co czujesz. Jednak pielegnowanie w sobie tych odczuc nie jest zdrowe, chyba, ze mozna zaryzykowac stwiedzenie, ze babcia jest ZAGROZENIEM dla wnukow?

    • maryska60 Re: Oszaleję... 03.09.13, 12:57
      Straszna ta Twoja teściowa. I nie łudź się, że się da zreformować. Znam ten typ - nie do ruszenia. Dlatego masz stuprocentową rację, żeby ją trzymać z daleka od siebie. A przede wszystkim od dzieci. Zawsze byłam przeciwna mieszkaniu z rodzicami (również z dziećmi), chyba że ludzie potrafią sobie ułożyć sielankowe warunki i mieć w miarę dobrą izolację (osobne mieszkania, nawet klatki schodowe). Tu tego nie ma. Ja bym uciekała, nawet za cenę gorszego mieszkania, trudniejszej sytuacji życiowej. Ale rozumiem, że tu jest jeszcze problem Twojego męża, który tego nie chce, który uważa, że babcia jest dla dzieci super. Może delikatnie, bez złości, wskazuj mu, co ci się nie podoba? Dawaj babci możliwość bycia z wnukami jak najwięcej, ale wyłącznie w Twojej obecności!! Może ją to zaspokoi?
      • zuzi.1 Re: Oszaleję... 03.09.13, 23:44
        Z książki o narcystycznych matkach:

        " The Engulfing Mother will not see any differences between you and her. She might insist that you like cabbage when in fact you hate it – but she loves it. Or, as happened to Amy on our forum, she might make you put on a jumper when she’s cold, despite the fact that you’re insisting that you’re warm enough. She truly cannot see the difference between her and you. If she loves cabbage or is cold, then you must too.

        They might also try to take over your children. Annie relates how her mother received news of the new baby’s birth by telling people, ‘My new baby was born today’. They might try and get the children to call them ‘Mamma’ and their mother by her given name. They probably will undermine their daughter’s parenting rules without scruple or concern. ‘I know Mummy said you can’t have sweets before dinner, but I’m telling you that you can. Don’t mind what Mummy says.’
        In this way the abuse continues to the next generation as this, of course, is totally confusing for the children.

        Read more: www.daughtersofnarcissisticmothers.com/chapter1success.html#ixzz2drtsOrim"
    • paul_ina Re: Oszaleję... 04.09.13, 10:21
      Wszyscy tak długo, to może ja postaram się krótko - masz rację. Nie zostawiaj dzieci z teściową, bo nie masz do niej zaufanie. A nie masz zaufania z jej winy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka