07.11.13, 11:06
Witam,
Nie wiem od czego zacząć...Posypało mi się małżeństwo. Zaproponowałam mężowi terapię małżeńską. Nie chce. Rozwód. Też nie. Nie mogę dalej tak trwać w zawieszeniu. Nie wem na czym stoję. Kłócimy się o byle co, właściwie to ja zaczynam, ale w tej kłótni on też mi wypomina. Nie potrafi ze mną rozmawiać. Pasuje mu gdy ja się nie odzywam i zgadzam na wszystko. Gdy się nie zgadzam na coś to trzaska drzwiami, wychodzi, ale nie rozmawia. Wraca potem do domu i mówi " Nie kłóćmy się". Czyli co? Mam na wszystko się godzić?
Chciałabym żeby mąż więcej ze mną przebywał ( z nami -swom dzieckiem), rozmawiał, żebyśmy współnie coś robili...żebyśmy byli rodzną, mieli wspólne życie. Mówiłam to mu, ale chyba nie rozumie. Czepiam się kiedy pracuje po godzinach lub chodzi na zajęcia sportowe, bo chcę żeby był z nami. Może kogoś ma? Kiedy ja proponuję wspólny sport to on nie chce, bo tego nie lubi. Ogólnie lubi inną muzykę, film, sport... uważa, że każdy ma prawo robić co lubi, a druga osoba ma to zaakceptować. Ok, ale moim zdaniem prowadzi to do tego, że żyjemy w dwóch osobnych światach.
Zauważyałm też, że w domu jakby się męczymy. W pracy czuję się wolna, mam dobry nastrój. Widzę, że o też w innym towarzystwie jest wesoły, nie tak jak w domu. Próbowałam z nim o tym rozmawiać, ale on nie ma ochoty.
W zeszłym roku chodził na zajęcia sportowe, gdzie chodziły też dziewczyny. Wkurzało mnie to, że tam świetnie się bawi, a w domu nie. Pozwalałam mu na to, choć nie podobało mi się to. Potem okazało się, ze jedna zaczęła pracować u niego w firmie. Powiedział mi o tym po miesiącu i jakby z obawą o moją reakcję. Ja udałam, ze mnie to nie interesuje, choć było inaczej. Nie chcę, zeby pomyślał, ze jestem zazdrosna z byle powodu. Wiem, ze mu się podoba. Teraz znowu chce chodzić na te zajęcią, gdzie będzie ona. Znów mam zgadzać się na to, żeby więcej spędzał czasu z innymi niż ze nmą? Nie. Zrobiłam mu awanturę, nie pozwoliłam iść. Teraz nie rozmawiamy ze sobą. Nie wiem co będzie. Co robić?
Obserwuj wątek
    • terazkasia Re: co dalej? 07.11.13, 11:17
      Hehe... czyżby tradycyjne "żona dowiaduje się ostatnia"?
      Bo niestety wygląda to jednoznacznie, a Ty robisz wrażenie osoby, która nie dopuszcza oczywistości, mimo że ma mnóstwo informacji wprost podanych na tacy.
      • ewapas22 Re: co dalej? 08.11.13, 19:31
        Czasem tak myślę, ale to wynika też z tego że czasem kłamie i nie mogę mu ufać.
    • izabelski Re: co dalej? 07.11.13, 11:38
      uważa, że każdy ma prawo robić co lubi, a druga osoba ma to zaakceptować

      a jakie wspolne zainteresowania was laczyly przed slubem?
      czy nadal je dzielicie?
    • filetta Re: co dalej? 07.11.13, 11:47
      Wasza codzienna walka kojarzy mi się z koluzjami, o których mowa w innych wątkach. Może to kwestia przyciągania i odpychania? Może wasz związek opiera się na wzorze sadystycznym? Poczytaj, pomyśl. Mi tamten wątek jeszcze bardziej uporządkował w głowie pewne obserwacje i refleksje.
      • triss_merigold6 Re: co dalej? 07.11.13, 11:56
        A mnie się kojarzy z tym, że facet chciałby mieć i rodzinę i prowadzić nieskrępowane życie kawalera.
      • blond_suflerka Re: co dalej? 07.11.13, 11:59
        No tak, koluzja fachowa nazwa ale tak naprawdę chodzi o to o czym wiele razy było tu pisane. Niedojrzały osobnik wiąże się z drugim niedojrzałym bo dojrzały niedojrzałego nie wybierze a nawet jeśli, to szybko się rozstanie;)
        Tutaj mąż rozdaje karty a Autorka jest na razie bierna.Wchodzi w taką rolę, którą rozpisuje mąż a ona cierpi w milczeniu. I to też rodzaj niedojrzałości-nieumiejętność dbania o siebie i swoje potrzeby.
    • blond_suflerka Re: co dalej? 07.11.13, 11:56
      Pierwsza kwestia-czy kiedykolwiek był to dobry związek i mieliście wspólne zainteresowania, spędzaliście razem czas i był to czas, który cieszył Was oboje? Jeśli tak to dobrze, to znaczy, że jest ewentualnie do czego wracać i do czego się odwołać. Trzeba przeanalizować w którym momencie to się zmieniło, co nie zagrało i próbować jakoś to odkręcić. Najlepiej byłoby na terapii ale możecie spróbować sami albo właściwie Ty sama bo mąż na razie nie widzi problemu. Tutaj potrzebna byłaby poważna rozmowa ale jednocześnie zmiana zachowania bieżącego. Warto do takiej poważnej rozmowy się przygotować i przeprowadzić ją w odpowiedniej formie. Tzn. zastanowić się co nie gra, co można odpuścić, co jest priorytetem, do czego możesz sie odwołać w kwestii Waszego wspólnego życia, itd.
      W związku każdy ma prawo do swojej przestrzeni, to prawda ale związek polega też na tym, że jest jakaś część wspólna. I bez tej wspólnej częście to właściwie nie ma związku tylko są współlokatorzy/rodzice dziecka.
      Z drugiej strony warto zorgazniować czas po staremu czyli zrobić coś co robiliście kiedyś. Nawet nie pytać tylko zorganizować, jest szansa, że się przełamie w trakcie;)
      Może być też tak, że natrafisz na mur nie do pokonanie. Że albo jest jakaś inna kobieta(to może być do pokonania ale nie musi) albo z uczuć męża w ogóle już nic nie zostało i on po prostu nie jest zainteresowany naprawą związku i zbliżeniem się do Ciebie.
      Mówisz, że on nie chce terapii ani rozwodu ale Ty masz prawo decydować w jakim chcesz być związku i jeśli Wasze wizje związku są dalekie od siebie to nie pozostaje nic innego niż się rozstać. To też świadczy o pewnej niedojrzałości męża, że nie obchodzi go, że Ty nie czujesz się w tym związku dobrze. On nie chce terapii i on nie chce rozwodu. No ale jestes Ty-taki związek Ci nie odpowiada i Ty cierpiesz. I jeśli on przechodzi nad tym do porządku dziennego i nie zamierza nic z tym zrobić to już masz poważny komunikat o tym co to za człowiek i jak wygląda jego podejście do teoretycznie ukochanej żony.
      I tu jest piłka po Twojej stronie. Jesli on nie chce zmieniać tego związku a Ty w tej relacji cierpisz, nie czujesz zadowolenia, itd to no czas na rozstanie. Nie ma innego wyjścia. No możesz oczywiście zostać i cierpieć dalej ale właściwie po co i dlaczego?

      No chyba, że chodzi tu o drugą opcję czyli nigdy nie byliście dobrym związkiem i jakoś to tak bezrefleksyjnie szło. Związek, ślub, dziecko a teraz jesteś starsza, dojrzalsza i zaczynasz rozumieć, że nie tak wygląda dobry związek i że masz prawo do szczęscia, itd. I wtedy rozstanie jest jeszcze bardziej oczywiste i wskazane.

      Możesz też iść sama na terapię. Po to, żeby lepiej rozeznać się w swoich uczuciach a także zobaczyć swoje błędy. To się przyda-w próbie naprawy tego związku(jeśli taką próbę podejmiesz), w rozstaniu(jeśli taką decyzję podejmiesz) i będzie też ważne dla Ciebie. Tak w ogóle. Po to, żeby Tobie było lepiej-czy w tym czy następnym związku. Żebyś na przykład następnym razem lepiej wybrała?
      • molly_wither do suflerki 07.11.13, 17:44
        Jestem pod wrazeniem Twoich odpowiedzi i wiedzy psychologicznej, wlasciwie to czytam juz tylko watki,gdzie sąTwoje porady. Mysle,ze spokojnie moglabys zastapić tutejszą pania ekspert:) (bez obrazy Pani psycholog,ale jakos Pani nie przekonuje mnie swoja wiedza i sposobem wypowiedzi,dosc archaiczny styl).
        • molly_wither do Ewy 07.11.13, 17:48
          Kochana, mysle,ze czeka Cie dluga droga do prawdy,ale mozesz ja skrocic (tym samym skrocic swoje cierpienia) korzystajac z porad uczestniczek FR (nie wszystkich:).
          Ja na pewno z czystym sumieniem moge poradzic Ci zwiekszenie dystansu wobec meza,wrecz zmiane o 180 st. To spowoduje na pewno u niego szok, a co najmniej da mu do myslenia.
          Zastosuj stara, sprawdzona metode "olewki". Nic tak nie wkurza faceta , jak brak zaintresowania jego osoba.
          • blond_suflerka Re: do Ewy 07.11.13, 20:28
            molly_wither napisał(a):

            > Ja na pewno z czystym sumieniem moge poradzic Ci zwiekszenie dystansu wobec mez
            > a,wrecz zmiane o 180 st. To spowoduje na pewno u niego szok, a co najmniej da m
            > u do myslenia.
            > Zastosuj stara, sprawdzona metode "olewki". Nic tak nie wkurza faceta , jak bra
            > k zaintresowania jego osoba.

            To jest dobra metoda ale dobrze jak to się dzieje naturalnie. Tzn. nie tak, że kobieta jest uzależniona od męża, uwieszona na nim, nie potrafi sama zadbać o swoje potrzeby czy rozwój i udaje obojętną i niedostępną. Wtedy jest to gra na chwilę. Do tego gra która może spowodować zwiększenie frustracji;)
            Lepiej jeśli naprawdę Autorka zajęłaby się sobą. Ustaliła czego potrzebuje, co sprawiłoby jej przyjemność, czego dawno nie robiła, itd-i po prostu się tym zajęła. Wtedy w naturalny sposób przestanie być tak zwrócona w stronę męża a jednocześnie zaspokoi jakieś swoje potrzeby czyli poczuje się lepiej, złapie szerszą perspektywę, wyluzuje co dodatkowo może wpłynąć na zmianę postawy męża.
            • molly_wither Re: do Ewy 09.11.13, 19:15
              Jak zwykle Blond_suflerko trafiasz w sedno i zaczynam Cie podejrzewac o jasnowidztwo:)
              To tez jakby o mojej obecenj sytuacji w zwiazku. Ale z drugiej strony czy to wina tej nieszczesnej kobiety,ze chce miec meza za przyjaciela i partnera? Ze chce dzielic z nim zainteresowania i pasje? zym w takim razie jest zwiazek z mezczyzna? Do czego sprowadza sie po wielu latach bycia razem? Do dzielenia wspolnego stolu i lozka? Jesli tak, to faktycznie - dla mezczyzny jest to wystarczajace, pasje realizuje poza domem, a dom i rodzina sluzy mu do zaspokajania podstawowych potrzeb. Tylko co z kobieta? Czy na sile ma szukac zajecia,kiedy maz realziuje sie poza domem i wraca do niego po to,aby zjesc i sie przespac?!
              Ja mysle na odwrot - to mezczyzni nie dojrzali do tego, by byc partnerami dla malzonek. Tak funkcjonowaly kiedys zwiazki, wspolczesne kobiety chca czuc,ze maz jest partnerem i przyjacielem. A moze za duzo wymagaja?
              Ja nie godze sie z takim modelem. Nie podzielam pasji mojego meza, ktora nagle "wyszla" ponad 5 lat temu i jestem nia zaskoczona. Dezorganizuje moje zycie malzenskie, sprawia,ze musze sie jej podporzadkowywac.No i zwyczajnie nie podoba mi sie. Sama nie mam pasji i nie czuje sie przez to "wybrakowana". Realizuje sie w pracy zawodowej,ktora daje mi tyle adrenaliny i emocji,ze nie szukam ich poza nią.
              • blond_suflerka Re: do Ewy 10.11.13, 13:01
                Poruszyłaś tutaj kilka kwestii.
                Po pierwsze-to nie jest wina żony, że chce mieć przyjaciela w mężu. To jest oczywistość i standard. Para/małżeństwo to jest właśnie szczególna bliskość w której ludzie w zasadzie są(powinni być) sobie najbliżsi czyli są zarówno przyjaciółmi jak i kochankami. Tym samym mają swoją wspólną część i są ze sobą właśnie dlatego, że chcą razem, w pewnej bliskości iść przez życie. No ale to nie wyklucza posiadania swojej przestrzeni a właściwie posiadanie tej swojej przetrzeni jest zdrową koniecznością;)

                Tutaj warto zastanowić się czym dla kogo jest związek. Dla niektórych(takich, którzy tworzą koluzje właśnie) związek jest treścią życia, niejako celem samym w sobie. Czyli jest mąż i właściwie wszystko kręci się wokoł męża, małżeństwa, dzieci. Nic więcej w ich życiu się nie dzieje. To jest sytuacja niezdrowa. Związek powinien być dopełnieniem SWOJEGO, WŁASNEGO życia. Czyli masz siebie, potrafisz o siebie zadbać, masz swoje plany, marzenia, to co lubisz, itd i partner jest tylko tego dopełnieniem(bardzo ważnym i znaczącym) ale nie całą treścią.

                Najgorzej jeśli kobiety(to jednak częściej kobiety robią) zrzucają na partrnera odpowiedzialność za wszystko. On ma nadać sens ich życiu, być towarzyszem non stop, zastąpić przyjaciół, własny rozwój, właściwie wszystko. To się nigdy nie udaje. Nie dosyć, że jest niesamowicie obciążającego dla takiego męża to jeszcze ta partnerka przestaje być atrakcyjna dla niego. Bo nie ma w niej już nic 'jej, jest tylko ona jako żona.

                Dlaczego kobieta zakochuje się w tym a nie innym facecie? No widzi faceta, poznaje go, rozmawia z nim, mają o czym gadać, on cos robi, czymś się interesuje, itd. No widzisz człowieka, który z jakichś powodów Cię ujął i zainteresował. Co się dzieje kiedy nagle ten człowiek przestaje mieć coś do powiedzenie i coś robić-tylko jest przy Tobie jako Twój mąż? Czy nadal jest atrakcyjny? No nie. No chyba, że dla kobiety zaburzonej, która nie chce partnera ale opiekuna. Kiedy partner czy partnerka przestaje miec cokolwiek do zaoferowania to przestaje być również atrakcyjna. I wtedy łatwo zwrócić się na zewnątrz. łatwo znaleźć kobietę, która przez to, że jest obca to ma swoją odrębność, jest ciekawa, itd.

                Cała sztuka to zachować w związku pewną równowagę. Jest część wspólna i część oddzielna. Ta odzielna część jest potrzebna, żeby partner dalej był atrakcyjny i ciekawy i żeby dalej można było utrzymać pewne napięcie seksualne w parze. Do tego niezbędna jest pewna doza odrębności, w pewnym sensie obcości. Czyli to, że partner cały czas ma coś do zaoferowania, robi coś, czyta, odkrywa swoje nowe odcienie. Jak zostaje się już tylko żoną czy mężem to szybko przychodzi moment nudy, pewnej rutyny, przewidywalności. Nie dzieje się nic nowego i łatwo wtedy sięgnąć po tę nowość na zewnątrz.

                Ważne jest też zrozumienie, że dojrzały emocjonalnie człowiek potrafi sam zadbać o swoje potrzeby(nie wszystkie ale w dużej mierze) i rozumie, że nie można tego scedować na partnera. Czasem kobiecie jest smutno albo ma dół i często pojawia się taki automatyczny odruch, że to przez partnera albo, że partner ma to naprawić. A człowiek jest autonomiczną jednostką i najpierw musi sam pomyśleć czego mu brakuje. Warto też wiedzieć co jest potrzebne do szczęścia. Nie ma tak, żeby małżeństwo załatwiło wszystko. Potrzebne sa jeszcze bliskie relacje z innymi, potrzebne jest sprawianie sobie przyjemności, poczucie sensu wynikające z pomagania innym, no wiele różnych rzeczy. Często ludzie o tym zapominają i żądają uczynienia ich szczęśliwymi tylko ze strony tej jednej części życia czyli związku.

                Pasji męża nie musisz podzielać ale fajnie gdybyś się cieszyła, że partnera coś cieszy. Oczywiście to jest złożona kwestia bo jak ktoś zapomina o rodzinie albo wydaje na to wszystkie pieniądze to jest kiepsko no ale jeśli takie rzeczy nie występują to dlaczego nie cieszyć sie jego radością? To kwestia pewnej dojrzałości i zrozumienia, że partnerzy nie stają się swoją własnością i nadal mają prawo do realizowania swoich marzeń.

                Żeby człowiek był szczęśliwy to musi być spełniony na wielu polach. Również pewnej działalności w grupie albo działalności własnej. Nie można być tyko pracownikiem, ojcem i mężem. Trzeba jeszcze mieć swoją własną część.
                To wszystko to temat rzeka. Na pewno takie podejście wymaga pewnej dojrzałości a ta z kolei pojawi się dopiero wtedy kiedy związek stworzy się z osobą, którą naprawdę się lubi i kocha.
                Bo czasem ludzie są w związkach bo potrzebują opiekuna, bo realizują jakiś schemat z dzieciństwa, ze strachu przed samotnością, itd itd. Powodów niedojrzałych może być wiele. I w takich związkach zazwyczaj będzie pewna szarpanina, przeciąganie liny. Na przykład on ucieka z domu a ona się frustruje. Albo on jest szczęśliwy w swojej pasji a ona odbiera to jako zagrożenie dla siebie.
                Najwazniejsze to dojrzeć, i tak też dojrzale wybrać partnera i konsumować swój związek.
                • pade Re: do Ewy 10.11.13, 14:02
                  > Tutaj warto zastanowić się czym dla kogo jest związek. Dla niektórych(takich, k
                  > tórzy tworzą koluzje właśnie) związek jest treścią życia, niejako celem samym w
                  > sobie. Czyli jest mąż i właściwie wszystko kręci się wokoł męża, małżeństwa, d
                  > zieci. Nic więcej w ich życiu się nie dzieje. To jest sytuacja niezdrowa. Związ
                  > ek powinien być dopełnieniem SWOJEGO, WŁASNEGO życia. Czyli masz siebie, potraf
                  > isz o siebie zadbać, masz swoje plany, marzenia, to co lubisz, itd i partner je
                  > st tylko tego dopełnieniem(bardzo ważnym i znaczącym) ale nie całą treścią.
                  >
                  > Najgorzej jeśli kobiety(to jednak częściej kobiety robią) zrzucają na partrnera
                  > odpowiedzialność za wszystko. On ma nadać sens ich życiu, być towarzyszem non
                  > stop, zastąpić przyjaciół, własny rozwój, właściwie wszystko. To się nigdy nie
                  > udaje. Nie dosyć, że jest niesamowicie obciążającego dla takiego męża to jeszcz
                  > e ta partnerka przestaje być atrakcyjna dla niego. Bo nie ma w niej już nic 'je
                  > j, jest tylko ona jako żona.
                  Zrzucenie odpowiedzialności za własne życie, zaspokojenie własnych potrzeb to cechy współuzależnienia.
                  Koluzja, wg mojego rozumowania jest wtedy, gdy partnerzy tworzą taką zależną relację, która niby ich uwiera, ale jednocześnie ich wzorce zaspokajania potrzeb wzajemnie się dopełniają. Np. gdy jedna strona dominuje, druga zaczyna ulegać,w celu zachowania "równowagi".
                  Ja u autorki nie widzę koluzji w związku. Raczej problem z odnalezieniem wlasnego ja, poczuciem wartości, brakiem celu w życiu.

                  Wszystko co napisałaś Blond jest opisem związku dojrzałego. Pięknym opisem:)
                  Jednakże z doświadczenia wiem, że dużo łatwiej jest pisać niz wykonać:)
                  • blond_suflerka Re: do Ewy 10.11.13, 14:41
                    pade napisała:


                    > Zrzucenie odpowiedzialności za własne życie, zaspokojenie własnych potrzeb to c
                    > echy współuzależnienia.
                    > Koluzja, wg mojego rozumowania jest wtedy, gdy partnerzy tworzą taką zależną r
                    > elację, która niby ich uwiera, ale jednocześnie ich wzorce zaspokajania potrzeb
                    > wzajemnie się dopełniają. Np. gdy jedna strona dominuje, druga zaczyna ulegać
                    > ,w celu zachowania "równowagi".
                    > Ja u autorki nie widzę koluzji w związku. Raczej problem z odnalezieniem wlasne
                    > go ja, poczuciem wartości, brakiem celu w życiu.

                    Ale mniejsza o nazwy. Podoba mi się ostatni trend psychoterapetów-mniejsza o nazwy, skupmy się na rozwiązaniu problemu. Te nazwy mają ułatwiać porozumienie, być pewnym skrótem.
                    Autorka nie jest szczęśliwa w związku i z jednej strony poddaje się temu-no bo mąż nie chce terapii ani rozwodu a z drugiej próbuje coś działać w mało konstruktywny sposób czyi awanturami. Mąż z kolei ucieka z domu, widzi awanturującą się żonę ale nie chce ani terapii ani rozwodu. To chyba obraz dwojki niedojrzalych ludzi, prawda?
                    Zresztą abstrahując od nazw-obojgu im nie jest dobrze w tym związku ale jakoś nie udaje im się temu zaradzić tylko idą w działania frustrujące albo ucieczkowe.

                    > Wszystko co napisałaś Blond jest opisem związku dojrzałego. Pięknym opisem:)
                    > Jednakże z doświadczenia wiem, że dużo łatwiej jest pisać niz wykonać:)

                    Pewna psycholog, którą bardzo cenię powiedziała pewną oczywistą w sumie rzecz. Na takie dojrzałe patrzenie na związek trzeba sobie zapracować czyli dojrzeć po prostu. A do tego często droga jest długa i kręta.
                    I tak to jest. Nie ma opcji, żeby tę dojrzałość posiadał dwudziestolek. No ale zauważ, że mowa tu o związku w kryzysie a kryzys jest po to, żeby coś ulepszyć, pokazuje, że sytuacja domaga się zmiany. Opisany ideał to coś do czego trzeba dążyć i nie ma lepszej mozliwości ku temu niż właśnie sytuacja kryzysowa. To po kryzysach (dobrze przepracowanych) wchodzi się na kolejny, wyższy etap dojrzałości. I dobrze jest przedstawić właściwy kierunek bo czasem ludzie nie wiedzą jak to rozwiązać.
                    • molly_wither Re: do Ewy 10.11.13, 17:35
                      Oczywiscie, w tym jednak ambaras,zeby dwoje chcialo naraz. Tzn. z reguly dwoje chce, tylko najwieksza robote zazwyczaj odwalaja kobiety i konczy sie to ich podporzadkowaniem i rezygnacja z wlasnego ja na rzecz zwiazku.
                      Psychologom nie wierze od czasu, kiedy w TV znana pani psycholog (starsza juz kobieta, a wiec wydawaloby sie doswiadczona przez zycie) oswiadczyła,ze zwiazek, w ktorym jest dobry seks nie ma prawa sie rozpasc. Ha ha ! Dobre!

                      -
                      "To jest miejsce tylko dla mężczyzn i tu zjadamy nasze byki"
                      • blond_suflerka Re: do Ewy 10.11.13, 18:09
                        molly_wither napisał(a):

                        > Oczywiscie, w tym jednak ambaras,zeby dwoje chcialo naraz. Tzn. z reguly dwoje
                        > chce, tylko najwieksza robote zazwyczaj odwalaja kobiety i konczy sie to ich p
                        > odporzadkowaniem i rezygnacja z wlasnego ja na rzecz zwiazku.

                        No to już każdy musi sam sobie odpowiedzieć. Być szczęsliwym i korzystać z dojrzałości czy zatrzymać się w rozwoju tylko dlatego, ze partner nie nadąża.
                        Nie wszyscy nadążają to fakt i wtedy wiele związkow się rozpada.
                        Ale też wielu nadąża albo też można znaleźć sobie partnera dojrzałego. Każdy ma wybór.

                        > Psychologom nie wierze od czasu, kiedy w TV znana pani psycholog (starsza juz k
                        > obieta, a wiec wydawaloby sie doswiadczona przez zycie) oswiadczyła,ze zwiazek,
                        > w ktorym jest dobry seks nie ma prawa sie rozpasc. Ha ha ! Dobre!

                        No ale powiedzieć, ze się nie wierzy psychologom to tak jakby powiedziec, ze się nie wierzy lekarzom albo ludziom. Ludzie sa rózni, tak jak psycholodzy. Różne rzeczy mówią, jeden z sensem, inny mniej. Można sobie wybrać;)
                  • molly_wither Re: do Ewy 10.11.13, 17:25
                    To chyba kazdy wie. A juz wykonac po kilkudziesieciu latach zwiazku, kiedy nie dostawalas zadnych sygnalow ,ze jest zle i nagle okazuje sie,ze MUSISZ miec pasje, bo inaczej zwiazek nie maracji bytu?!
                    Moj tesc po 30paru latach zycia w podobno kochajacym sie malzenstwie znalazl soebie "pasje", a mianowicie zaczal wyjezdszac do sanatoriow , a kiedy nie wyjezdzal wychodzil rano z domu i wracal wieczorem, i to byla ta jego pasja, na ktora godzila sie "z milosci" tesciowa.
                    Dziekuje,ale ja tak nie chce.

                    pade napisała:

                    > Wszystko co napisałaś Blond jest opisem związku dojrzałego. Pięknym opisem:)
                    > Jednakże z doświadczenia wiem, że dużo łatwiej jest pisać niz wykonać:)
        • blond_suflerka Re: do suflerki 07.11.13, 20:23
          Dziękuję bardzo ale kwestia zastępstwa Pani Ekspert to bardzo na wyrost;) Nie mam takiej wiedzy ani takiego doświadczenia. No ale rozumiem, że to trochę taka licentia poetica i dziękuję;)
          • molly_wither Re: do suflerki 09.11.13, 19:17
            Napisalam to,co czuje. Dzieki takim wypowiedziom,jak Twoje to forum ma racje bytu. I sens.

            blond_suflerka napisała:

            > Dziękuję bardzo ale kwestia zastępstwa Pani Ekspert to bardzo na wyrost;) Nie m
            > am takiej wiedzy ani takiego doświadczenia. No ale rozumiem, że to trochę taka
            > licentia poetica i dziękuję;)
        • babyaggie Re: do suflerki 11.11.13, 16:37
          Pani Ekspert ma styl akademicki a nie archaiczny... A Suflerka też mądrze pisze, to fakt.
          • molly_wither Re: do suflerki 12.11.13, 19:38
            Tego moga sie domyslec tylko te mądrale,ktore skonczyly studia. A z forum korzystaja osoby z roznym wyksztalceniem.Tak czy siak - forma przekazu Pani ekspert jest dla mnie dosc drazniaca ( a mloda juz nie jestem).
            babyaggie napisała:

            > Pani Ekspert ma styl akademicki a nie archaiczny... A Suflerka też mądrze pisze
            > , to fakt.
      • ewapas22 Re: co dalej? 07.11.13, 20:43
        Dziekuję. Pomyslę o tym.
    • mruwa9 Re: co dalej? 07.11.13, 18:38
      Ja tu nie widze logiki. Z jednej strony chcesz, zeby maz spedzal w domu wiecej czasu, a z drugiej strony robisz wszystko, zeby w takim domu nie chcialo sie nikomu przebywac, bo atmosfera gesta,bo bez przerwy inicjujesz awantury, jak sama przyznalas. Jestes zazdrosna o czas spedzany poza domem,zwlaszcza, jesli ten czas jest dobre i przyjemnie spedzony, ale tez nie robisz nic w tym kierunku, zeby w twoim domu rowneiz dalo sie milo spedzic czas.
      Wylania mi sie obraz zmierzlej, zazdrosnej baby, do ktorej nie da sie spokojnie odezwac, bo momentalnie wyskakuje z pazurami i atakuje, ze potem pozostaje albo odpowiedziec agresja na agresje albo odciac sie, trzasnac drzwiami wyjsc, zeby nie dac sie poniesc.
      Ja sie jakos mezowi wcale nie dziwie, ze do takiego domu nie chce mu sie wracac i ze woli nadgodziny lub inne zajecia, niz toksyczna, gesta atmosfere w domu.
      Chcesz cos zmienic- zacznij od spojrzenia w lustro i przeanalizowania, co TY mozesz zmienic U SIEBIE, zanim zaczniesz ciagac meza na terapie.
      Idz na terapie sama. Cocby po to, zeby nauczyc sie sluchac i rozmawiac.
      • blond_suflerka Re: co dalej? 07.11.13, 20:33
        Pytanie co było pierwsze. Mąż zaczął wychodzić z domu bo mu się znudziło małżeństwo i ojcostwo i wtedy Autorka nieumiejętnie próbowała jakoś to zmienić(awanturami na przykład). Czy może najpierw Autorka generowała kiepską atmosferę w domu i wtedy mąż zaczął uciekać.
        To jest dość ważne w tej historii.
        • ewapas22 Re: co dalej? 08.11.13, 19:36
          Dzękuję Ci blond_suflerko. Najwięcej skorzystałam z twoich uwag. Widać, że jesteś dojrzała i znasz się na rzeczy.
          • molly_wither Re: co dalej? 09.11.13, 19:25
            Ja mam nosa do ludzi, nie tylko w realu:)
            Nie umiem tylko tak skladnie przelewac mysli,jak robi to Suflerka. Ale,jesli moge cos dodac do wypowiedzi Suflerki: sa tacy mezczyzni,ktorzy uciekaja po jakims czasie z domu, w ktorym byla ciepla atmosfera.

            ewapas22 napisał(a):

            > Dzękuję Ci blond_suflerko. Najwięcej skorzystałam z twoich uwag. Widać, że jest
            > eś dojrzała i znasz się na rzeczy.
      • molly_wither Re: co dalej? 09.11.13, 19:22
        Ja protestuje! I mam dosc nakazywania kobietom,aby to one sie zmienil. Dlaczego kobiety robia to sobie? Jak chcesz sie zmieniac dla swojego faceta to sie zmieniaj na jego obraz i podobienstwo,ale daj spokoj innym kobietom,ktore chca zyc tak, jak chca!
        mruwa9 napisała:

        > Ja tu nie widze logiki. Z jednej strony chcesz, zeby maz spedzal w domu wiecej
        > czasu, a z drugiej strony robisz wszystko, zeby w takim domu nie chcialo sie n
        > ikomu przebywac, bo atmosfera gesta,bo bez przerwy inicjujesz awantury, jak sam
        > a przyznalas. Jestes zazdrosna o czas spedzany poza domem,zwlaszcza, jesli ten
        > czas jest dobre i przyjemnie spedzony, ale tez nie robisz nic w tym kierunku, z
        > eby w twoim domu rowneiz dalo sie milo spedzic czas.
        > Wylania mi sie obraz zmierzlej, zazdrosnej baby, do ktorej nie da sie spokojnie
        > odezwac, bo momentalnie wyskakuje z pazurami i atakuje, ze potem pozostaje alb
        > o odpowiedziec agresja na agresje albo odciac sie, trzasnac drzwiami wyjsc, ze
        > by nie dac sie poniesc.
        > Ja sie jakos mezowi wcale nie dziwie, ze do takiego domu nie chce mu sie wracac
        > i ze woli nadgodziny lub inne zajecia, niz toksyczna, gesta atmosfere w domu.
        > Chcesz cos zmienic- zacznij od spojrzenia w lustro i przeanalizowania, co TY mo
        > zesz zmienic U SIEBIE, zanim zaczniesz ciagac meza na terapie.
        > Idz na terapie sama. Cocby po to, zeby nauczyc sie sluchac i rozmawiac.
        • mruwa9 Re: co dalej? 09.11.13, 21:13
          to nie ma zadnego zwiazku z plcia.
          To samo dziala w druga strone, albo na linii rodzic- dziecko.
          Generalnie chodzi mi o to, zeby , zanim sie zacznie oczekiwac od innych zmian, popatrzec na wlasny wklad w zaistniala sytuacje. A autorka sama przyznala,ze wiekszosc awantur inicjuje sama.
          • molly_wither Re: co dalej? 10.11.13, 17:37
            tiaaaa, z "widzimisie", czy z frustracji? zapytaj ja.
            Jesli z powodu pierwszego to faktycznie, nie ma co dalej ciagnac watku,ale podejrzewam raczej to drugie. A frustracja zawsze bierze sie z niezgody na rzeczywistosc.

            mruwa9 napisała:

            > to nie ma zadnego zwiazku z plcia.
            > To samo dziala w druga strone, albo na linii rodzic- dziecko.
            > Generalnie chodzi mi o to, zeby , zanim sie zacznie oczekiwac od innych zmian,
            > popatrzec na wlasny wklad w zaistniala sytuacje. A autorka sama przyznala,ze wi
            > ekszosc awantur inicjuje sama.
    • t1ffany Re: co dalej? 07.11.13, 18:58
      Ogólnie lubi inną muzykę, film, sport... uważa, że każdy ma prawo robić co lubi, a druga osoba ma to zaakceptować. Ok, ale moim zdaniem prowadzi to do tego, że żyjemy w dwóch osobnych światach.

      Te dwa zdania to kuriozum. Masz pretensje do męża o to że lubi inną muzykę i filmy? Uważasz że przez to małżeństwo Ci się sypie?
      Gdybym była Twoim mężem też bym nie chciała wracać do domu. Co więcej, gdyby mi partner zabraniał chodzić na zajęcia sportowe, nawet na takie z przystojnymi panami wokół to od razu dostałby kopa w zad. Jak można dorosłej osobie zabraniać takich rzeczy? W mojej galaktyce można co najwyżej poinformować że źle się czuje w związku z tam obecnym towarzystwem i POPROSIĆ o nieuczęszczanie.


      Co robić?

      Zacząć zmiany od siebie.
      • triss_merigold6 Re: co dalej? 07.11.13, 19:01
        Nieeee, to zła odpowiedź. Należy znaleźć faceta, który będzie lubił i chciał spędzać z nami czas.
        • t1ffany Re: co dalej? 07.11.13, 19:16
          Dla mnie bycie z kimś kto nie lubi spędzać ze mną czasu to jest abstrakcja.
          Aczkolwiek udany związek wcale nie musi mieć wspólnego hobby, gustu muzycznego ani nawet wspólnych znajomych.
          • triss_merigold6 Re: co dalej? 07.11.13, 19:34
            Nie musi, ale im więcej elementow całkowicie osobnych, tym większe ryzyko rozpadu związku.
          • molly_wither Re: co dalej? 09.11.13, 19:29
            Tiaaaa, czyli wystarczy udany seks.

            t1ffany napisała:

            > Dla mnie bycie z kimś kto nie lubi spędzać ze mną czasu to jest abstrakcja.
            > Aczkolwiek udany związek wcale nie musi mieć wspólnego hobby, gustu muzycznego
            > ani nawet wspólnych znajomych.
        • molly_wither Re: co dalej? 09.11.13, 19:28
          Triss, jestes niezastapiona:)
          A facetom mozna doradzic: znajdzie taka partnerke, ktora bedzie z wami sie we wszystkim zgadzala.
          triss_merigold6 napisała:

          > Nieeee, to zła odpowiedź. Należy znaleźć faceta, który będzie lubił i chciał sp
          > ędzać z nami czas.
      • ewapas22 Re: co dalej? 08.11.13, 19:28
        Nie mam pretensji o inne zainteresowania, tylko wydaje mi się, ze moze być to przyczyna oddalania sie od siebie i nie rozumienia się.
        • mruwa9 Re: co dalej? 09.11.13, 00:19
          przyczyna albo skutek. Zwlaszcza, jesli, przy twoim aktywnym wspoludziale, atmosfera w domu jest tak gesta, ze mozna siekiere zawiesic, a juz na pewno nie chce sie w nim przebywac.
          • molly_wither Re: co dalej? 09.11.13, 19:31
            Ha ha! Doprawdy wybitne.

            mruwa9 napisała:

            > przyczyna albo skutek. Zwlaszcza, jesli, przy twoim aktywnym wspoludziale, atmo
            > sfera w domu jest tak gesta, ze mozna siekiere zawiesic, a juz na pewno nie chc
            > e sie w nim przebywac.
        • molly_wither Re: co dalej? 09.11.13, 19:30
          Nieprawda, najpierw jest oddalanie sie, a potem ucieczka w pasje.
          Roznica jest taka,ze to pierwsze latwo przeoczyc:)
          ewapas22 napisał(a):

          > Nie mam pretensji o inne zainteresowania, tylko wydaje mi się, ze moze być to p
          > rzyczyna oddalania sie od siebie i nie rozumienia się.
          • mruwa9 Re: co dalej? 09.11.13, 21:17
            niekoniecznie. Pasje mogly byc juz wczesniej, a potem/jednoczesnie mogla pojawic sie jej zazdrosc o te zainteresowania, a zwlaszcza czas , spedzany poza domem. Jakby psim obowiazkiem czlowieka pozostajacego w zwiazku, bylo spedzanie calusienkiego czasu pozazawodowego w domu, z partnerem, rodzina. Bez prawa do wlasnych zainteresowan i wlasnego czasu.
            • molly_wither Re: co dalej? 10.11.13, 17:39
              Sory,ale jesli ta pasja uaktywnia sie w weekendy to ja sie na nia NIE ZGADZAM.

              mruwa9 napisała:

              > niekoniecznie. Pasje mogly byc juz wczesniej, a potem/jednoczesnie mogla pojawi
              > c sie jej zazdrosc o te zainteresowania, a zwlaszcza czas , spedzany poza domem
              > . Jakby psim obowiazkiem czlowieka pozostajacego w zwiazku, bylo spedzanie calu
              > sienkiego czasu pozazawodowego w domu, z partnerem, rodzina. Bez prawa do wlas
              > nych zainteresowan i wlasnego czasu.
              • mruwa9 Re: co dalej? 10.11.13, 23:20
                a kiedy ma sie uaktywniac, jesli w tygodniu wiekszosc czasu pochlania praca zawodowa?
                Autorka watku , jak dla mnie, sprawia wrazenie bycia jak ten chlop z dowcipu: Panie Boze, sasiad ma sto swin, ja mam jedna swinie, spraw, zeby on tez mial tylko jedna swinie.
                • blond_suflerka Re: co dalej? 10.11.13, 23:40
                  Tutaj chyba pewnie zależy czy to każdy i cały weekend partner przeznacza na pasję czy tylko jakaś jego część albo co drugi.
                  Bo pewnie zrozumiałe jest to, że partnerka też chciałaby spędzić z nim trochę czasu. Tylko w sumie co wynika z takiego zabraniania? On chce iść a ona mówi-'nie zgadzam się' i co dalej? Skoro ona aż musi mu zabraniać wychodzenia w każdy weekend to znaczy, że on sam nie ma takiej potrzeby, żeby z nią być. Może zamiast zabraniać to lepiej chyba dowiedzieć się dlaczego? i o co chodzi.
                  • molly_wither Re: co dalej? 11.11.13, 12:32
                    W co drugi, bo "w co pierwszy" nie ma go ze wzgledu na delegacje. Co pozostaje?
                    blond_suflerka napisała:

                    > Tutaj chyba pewnie zależy czy to każdy i cały weekend partner przeznacza na pas
                    > ję czy tylko jakaś jego część albo co drugi.
                    > Bo pewnie zrozumiałe jest to, że partnerka też chciałaby spędzić z nim trochę c
                    > zasu. Tylko w sumie co wynika z takiego zabraniania? On chce iść a ona mówi-'ni
                    > e zgadzam się' i co dalej? Skoro ona aż musi mu zabraniać wychodzenia w każdy w
                    > eekend to znaczy, że on sam nie ma takiej potrzeby, żeby z nią być. Może zamias
                    > t zabraniać to lepiej chyba dowiedzieć się dlaczego? i o co chodzi.
                • molly_wither Re: co dalej? 11.11.13, 12:30
                  No tak, jesli kobieta pracujaca tez bedzie miala czas na swoje pasje tylko w weekendy to wowczas nastepuje powolny rozpad rodziny.
                  mruwa9 napisała:

                  > a kiedy ma sie uaktywniac, jesli w tygodniu wiekszosc czasu pochlania praca zaw
                  > odowa?
                  > Autorka watku , jak dla mnie, sprawia wrazenie bycia jak ten chlop z dowcipu:
                  > Panie Boze, sasiad ma sto swin, ja mam jedna swinie, spraw, zeby on tez mial ty
                  > lko jedna swinie.
                  • mruwa9 Re: co dalej? 11.11.13, 18:40
                    to wtedy ustala sie kompromisy, aby byl wilk syty i owca cala.
                    Jesli jedna strona nie ma zadnych zainteresowan i cala energie kieruje w obrzydzanie drugiej stronie jej pasji,zeby przypadkiem nie byl jej lepiej i przyjemniej w zyciu, to nic dziwnego, ze ta druga osoba ucieka z domu. Na przyklad w dwojnasob angazujac sie w aktywnosci pozadomowe.
                    • molly_wither Re: co dalej? 11.11.13, 19:58
                      Ech,szkoda gadac...
                      mruwa9 napisała:

                      > to wtedy ustala sie kompromisy, aby byl wilk syty i owca cala.
                      > Jesli jedna strona nie ma zadnych zainteresowan i cala energie kieruje w obrzyd
                      > zanie drugiej stronie jej pasji,zeby przypadkiem nie byl jej lepiej i przyjemni
                      > ej w zyciu, to nic dziwnego, ze ta druga osoba ucieka z domu. Na przyklad w dwo
                      > jnasob angazujac sie w aktywnosci pozadomowe.
    • barabelka Re: co dalej? 07.11.13, 19:04
      Idź z nim na te zajęcia, spędzicie razem wiecej czasu, może was to zbliży, a może dowiesz się, co tak naprawdę kręci męża.
      • zuzi.1 Re: co dalej? 07.11.13, 22:32
        wydaje mi się, że Twojemu mężowi nie zależy już zbytnio na Tobie, nie czuje potrzeby spędzania z Tobą czasu, wszystko inne jest lepsze od Ciebie, chyba coś się między Wami wypaliło, nie wiem, czy tu jeszcze jest co odbudowywac lub czy nie jest na to już za późno, może zbyt późno zauważyłaś, że coś jest nie tak z Wami, rada:przez jakiś czas zajmij się tylko i wyłącznie sobą, poczytaj mądre książki, znajdź sobie jakieś fajne hobby i uczęszczaj na nie najlepiej poza domem, a za jakiś czas zaproponuj mężowi ponownie pracę nad związkiem, gdy znowu odmówi, wówczas może już nie byc nic do naprawiania między Wami...
      • molly_wither Re: co dalej? 09.11.13, 19:34
        A po co jej ta wiedza?

        barabelka napisała:

        > Idź z nim na te zajęcia, spędzicie razem wiecej czasu, może was to zbliży, a mo
        > że dowiesz się, co tak naprawdę kręci męża.
    • tully.makker Re: co dalej? 08.11.13, 10:02
      Jeszcze raz wklejam zwrot o 180 stopni, sprawdona metode na ratowanie zwiazkow zagrozonych rozstaniem czy rozwodem pochadzaca z :Michelle Weiner Davis's divorce busting 180 degree list:

      Divorcebusting. com <Divorcebusting.com>

      1. Do not pursue, reason, chase, beg, plead or implore.
      2. No frequent phone calls.
      3. Do not point out good points in marriage.
      4. Do not follow spouse around the house.
      5. Do not encourage talk about the future.
      6. Do not ask for help from family members.
      7. Do not ask for reassurances.
      8. Do not buy gifts.
      9. Do not schedule dates together.
      10. Do not spy on spouse. It will drive you mad. GET a professional to
      do it if you feel it is needed to clear your mind.
      11. Do not say "I Love You".
      12. Act as if you are moving on with your life.
      13. Be cheerful, strong, outgoing and attractive.
      14. Don't sit around waiting on your spouse - get busy, do things, go
      to church, go out with friends, etc.
      15. When home with your spouse, (if you usually start the
      conversation) be scarce or short on words.
      16. If you are in the habit of asking your spouse spouse's
      whereabouts, ASK NOTHING.
      17. You need to make your partner think that you have had an awakening
      and, as far as you are concerned, you are going to move on with your
      life, with or without your spouse.
      18. Do not be nasty, angry or even cold - just pull back and wait to
      see if your spouse notices and, more important, realize what they will
      be missing
      19. No matter what you are feeling TODAY, only show your spouse
      happiness and contentment. Show spouse someone they would want to be
      around.
      20. All questions about marriage should be put on hold, until your
      spouse wants to talk about it (which may be a while).
      21. Never lose your cool.
      22. Don't be overly enthusiastic.
      23. Do not argue about how they feel (it only makes their feelings
      stronger).
      24. Be patient
      25. Listen carefully to what your spouse is really saying to you.
      26. Learn to back off, shut up and walk away when you want to speak out.
      27. Take care of yourself (exercise, sleep, laugh & focus on all the
      other parts of your life that are not in turmoil).
      28. Be strong and confident and learn to speak softly.
      29. Know that if you can do 180, your smallest CONSISTENT actions will
      be noticed much more than any words you can say or write.
      30. Do not be openly desperate or needy even when you are hurting more
      than ever and are desperate and needy.
      31. Do not focus on yourself when communicating with your spouse.
      32. Do not believe any of what you hear from them and less than 50% of
      what you see. Your spouse will speak in absolute negatives because
      they are hurting and scared.
      33. Do not give up no matter how dark it is or how bad you feel.
      34. Do not backslide from your hard-earned changes
      • tully.makker Dodam jeszcze 08.11.13, 10:04
        Mialas kiedyc psa? Kiedy pies zaczyna uciekac, metoda nie jest gonienie go - pies bedzie uciakal jeszcze szybciej. Odwracamy sie na piecie i oddalamy sie od psa w przeciwnym kierunku, ewentualnie wolalajc go od czasu do czasu. Pies pojdzie za toba.

        Ludzie, jako ssaki zyjace stadnie, specjalnie sie pod tym wzgledem od psow nie roznia. Im mniej bedziesz sie narzucala, tym lepiej - oczywiscie pod warunkiem, ze mezowi w ogole zalezy. Ale tego tez sie szybko dowiesz, gdy zaczniesz zyc swoim zyciem i poobserwujesz, co maz na to.
        • molly_wither Re: Dodam jeszcze 09.11.13, 19:40
          Zalezy od psa. Moj kiedys poszedl za innymi ludzmi.Tak wiec - nie polecalabym tej metody w stosunku do mezow. Zawsze moze sie udac za inna suka.

          tully.makker napisała:

          > Mialas kiedyc psa? Kiedy pies zaczyna uciekac, metoda nie jest gonienie go - pi
          > es bedzie uciakal jeszcze szybciej. Odwracamy sie na piecie i oddalamy sie od p
          > sa w przeciwnym kierunku, ewentualnie wolalajc go od czasu do czasu. Pies pojdz
          > ie za toba.
          >
          > Ludzie, jako ssaki zyjace stadnie, specjalnie sie pod tym wzgledem od psow nie
          > roznia. Im mniej bedziesz sie narzucala, tym lepiej - oczywiscie pod warunkiem,
          > ze mezowi w ogole zalezy. Ale tego tez sie szybko dowiesz, gdy zaczniesz zyc s
          > woim zyciem i poobserwujesz, co maz na to.
          • tully.makker Re: Dodam jeszcze 09.11.13, 21:35
            No tak, jak brak wiezi emocjonalnej, to w istocie pies moze pojsc za kims innym. W sumie sie nawet tak temu twojemu psu nie dziwie.
            • molly_wither Re: Dodam jeszcze 10.11.13, 17:41
              Co ty mozesz wiedziec o moim psie? Jestes zlosliwa i nie bede ci tlumaczyla moich zwiazkow z psem. Szkoda mojego czasu.


              tully.makker napisała:

              > No tak, jak brak wiezi emocjonalnej, to w istocie pies moze pojsc za kims inny
              > m. W sumie sie nawet tak temu twojemu psu nie dziwie.
      • molly_wither Re: co dalej? 09.11.13, 19:38
        I co teraz? Do tlumacza z tym? Kuzwa, w Polsce jestesmy!
        tully.makker napisała:

        > Jeszcze raz wklejam zwrot o 180 stopni, sprawdona metode na ratowanie zwiazkow
        > zagrozonych rozstaniem czy rozwodem pochadzaca z :Michelle Weiner Davis's divor
        > ce busting 180 degree list:
        >
        > Divorcebusting. com <Divorcebusting.com>
        >
        > life, with or without your spouse.
        > 18. Do not be nasty, angry or even cold - just pull back and wait to
        > see if your spouse notices and, more important, realize what they will
        > be missing
        > 19. No matter what you are feeling TODAY, only show your spouse
        > 33. Do not give up no matter how dark it is or how bad you feel.
        > 34. Do not backslide from your hard-earned changes
        >
        >
        • anomalia_pogodowa81 Re: co dalej? 12.11.13, 14:55
          >I co teraz? Do tlumacza z tym? Kuzwa, w Polsce jestesmy!

          W Polsce jesteśmy więc obcych języków uczyć się nie musimy? :D Paradne.
          • molly_wither Re: co dalej? 12.11.13, 19:39
            Z Ciebie jest nie tylko anomalia pogodowa.
            anomalia_pogodowa81 napisała:

            > >I co teraz? Do tlumacza z tym? Kuzwa, w Polsce jestesmy!
            >
            > W Polsce jesteśmy więc obcych języków uczyć się nie musimy? :D Paradne.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: co dalej? 09.11.13, 18:03
      ewapas22 napisał(a):

      > Czepiam się kiedy pracuje po godzinach lub ch
      > odzi na zajęcia sportowe, bo chcę żeby był z nami. Może kogoś ma? Kiedy ja prop
      > onuję wspólny sport to on nie chce, bo tego nie lubi. Ogólnie lubi inną muzykę,
      > film, sport... uważa, że każdy ma prawo robić co lubi, a druga osoba ma to zaa
      > kceptować. Ok, ale moim zdaniem prowadzi to do tego, że żyjemy w dwóch osobnych
      > światach.

      Można żyć częściowo w różnych światach. To nie jest powód do tragedii małżeńskiej. Proszę stworzyć swój świat i zainteresować nim męża. Stworzą się wtedy 2 zbiory, które mogą mieć część wspólną opartą właśnie na odmiennych zainteresowaniach, zachowaniach czy poglądach. To dopiero jest ciekawe. Jeśli interesujący świat dla Pani to tylko mąż, to to można odczuwać jako przeciążające. Rozumiem potrzebę spędzania wspólnego czasu, to z pewnością buduje więź, ale może trzeba zmienić spsób przyciągania .
      Rzeczywiscie bliżej mi do poglądu, że każdy w zwiazku ma prawo do swoich zainteresowań. Ba, nawet uważam, że ważne jest je pielęgnować , bo czasem to podstawa tożsamości i poczucia własnej wartości. Mogą stanowić ważny wkład dla związku i być jego paliwem.
      Pani też może rozwijać coś swojego i chyba nie chciałaby Pani aby mąż był cenzorem takich działań.

      > Zauważyałm też, że w domu jakby się męczymy. W pracy czuję się wolna, mam dobry
      > nastrój. Widzę, że o też w innym towarzystwie jest wesoły, nie tak jak w domu.
      > Próbowałam z nim o tym rozmawiać, ale on nie ma ochoty.
      > W zeszłym roku chodził na zajęcia sportowe, gdzie chodziły też dziewczyny. Wkur
      > zało mnie to, że tam świetnie się bawi, a w domu nie. Pozwalałam mu na to, choć
      > nie podobało mi się to. Potem okazało się, ze jedna zaczęła pracować u niego w
      > firmie. Powiedział mi o tym po miesiącu i jakby z obawą o moją reakcję. Ja uda
      > łam, ze mnie to nie interesuje, choć było inaczej. Nie chcę, zeby pomyślał, ze
      > jestem zazdrosna z byle powodu. Wiem, ze mu się podoba. Teraz znowu chce chodzi
      > ć na te zajęcią, gdzie będzie ona. Znów mam zgadzać się na to, żeby więcej spęd
      > zał czasu z innymi niż ze nmą? Nie. Zrobiłam mu awanturę, nie pozwoliłam iść. T
      > eraz nie rozmawiamy ze sobą. Nie wiem co będzie. Co robić?

      Czym innym jest natomiast ewentualna nielojalność w związku. Taka może się wybudować na zainteresowaniach partnera, ale to nie zainteresowania są winne , ale partner i jego kodeks moralny, zasady, wewnętrzny świat jaki ma.
      Więc lepiej zadbać o siebie stwarzając swój świat i kiwając palcem z niego do męża.
      Pza tym poza mężem są zawsze inni, którzy Pani zainteresowania i pasje będą podzielać. Tacy też są ważni o ozywiający.
      A czasem trzeba się w życiu podstymulować.

      Molly, przeczytałam Pani uwagę bez urazy. Archaiczny styl - powiada Pani. Zastanowię się.
      Choć oczywiście jest tak, że staram się aby odróżnaił się od stylu wątków "nieeksperckich" z założenia. Pozdrawiam.
      Agnieszka Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka