Dodaj do ulubionych

Po zdradzie...

05.01.14, 21:29
Mój mąż mnie zdradził i nie mogę sobie z tym poradzić. Napiszę od początku. Jesteśmy prawie 16 lat po ślubie, mamy dwoje dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym. Mąż jest alkoholikiem po terapii i od dwóch lat nie pije. Leczenie bardzo pomogło mu i sprawiło, że ja też czuję się inaczej. Mąż jest szanowany, ma dobrą pracę, nikt nie wie o jego problemie alkoholowym. Pił w "czterech ścianach" i zatruwał mi zycie. Odkąd nie pije schudł, biega i uprawia sport. Stał sie asertywny, wzrosło jego poczucie własnej wartości, po prostu nie ten człowiek. Niedawno dowiedziałam się, że kogoś ma (przez sms, który przeczytałam kiedy mąż go czytał). Bardzo się zmieszał, że to zobaczyłam, pisało tam m.in. "Cześć kochanie". Stwierdził, że nic poza rozmową nie łączy go z tą kobietą, ale ja w to nie wierzę. Przeprosił mnie, zerwał tą znajomość i twierdzi, że mnie kocha i to był błąd. Widzę, że się stara, nasze relacje zmieniły się na lepsze, tzn nie kłócimy się, spędzamy razem czas, rozmawiamy. Ja jednak czuje się strasznie. Wydaje mi się, że jestem beznadziejna, moja samoocena spadła bardzo i ciężko mi uwierzyć, że mu na mnie zależy. Boje się, że sytuacja znów sie powtórzy, że mu zaufam i znów sie zawiodę. Czuję sie gorsza, brzydka, nieatrakcyjna pod każdym względem. Dodam, że pracuję, w miarę zarabiam, chodzę na fitness a więc wychodzę z domu, nie jestem uzależniona od męża. Ale boli mnie to, że tak bardzo zawiódł mnie, że nigdy nie opuściłam go w potrzebie, wspierałam w chorobie alkoholowej, terapii a potem on oddalił sie ode mnie bo zatracił się w sporcie i dbaniu o siebie i swoje ego. Nie wiem jak mam dalej żyć czując się jak NIC, ciało, którym kieruję w codziennych sprawach. Czy to normalne po zdradzie? Czy to depresja? Męczę się w swojej skórze. Mąż to widzi, bo ostatnio to się nasiliło. Był cierpliwy ale już ma dość tego, że jestem smutna, nie rozmawiam z nim, zamykam sie w sobie. Nie wiem co bedzie dalej.
Obserwuj wątek
    • igge Re: Po zdradzie... 05.01.14, 22:03
      aggelti, serdecznie Cię przytulam. Twój mąż popełnił bląd, zawiódł, dał się bez sensu ponieść swojemu nowemu "ja". Niepotrzebnie czujesz się gorsza, brzydka etc to krzywe zwierciadło i reakcja na ból zadany przez najbliższego człowieka. Ty masz się czuć dobrze i pięknie i Ty masz się sobie podobać. Mąż oprócz widzenia w Tobie przyjaciela, wsparcia widzi tez w Tobie kochaną kobietę, którą mocno skrzywdził. Zapomnienie tego zranienia to długi proces. Będzie musiał cierpliwie i powoli odbudowywać Twoje zaufanie. Ale o swoją samoocenę możesz zadbać sama.
      Poza tym może jednak zaryzykuj i spróbuj zaufać mu jeszcze raz. Czemu nie wierzysz mu jak mówi, że to Ciebie kocha, z Tobą chce iść przez życie, potencjalnie lepsze trzeźwe nowe życie.
      Nie jesteś ani beznadziejna ani gorsza ani nieatrakcyjna, dbasz o siebie, a z wiekiem kobiety stają się ciekawsze, bardziej doświadczone, młodziutkie lalki barbi to często nudne na dłuższą metę towarzyszki, twój mąż zrywajac kontakt z nową znajomą pokazał Ci kto jest dla niego naprawdę ważny. Teraz musi cierpliwie poczekać aż otrząśniesz się z szoku i bólu po "zdradzie".
    • miacasa Re: Po zdradzie... 05.01.14, 22:11
      Męc
      > zę się w swojej skórze. Mąż to widzi, bo ostatnio to się nasiliło. Był cierpliw
      > y ale już ma dość tego, że jestem smutna, nie rozmawiam z nim, zamykam sie w so
      > bie.

      Jak to, mąż ma dość? To ile czasu minęło od tegoż sms-a?
    • lilith76 Re: Po zdradzie... 06.01.14, 00:25
      Zdradę wysnułaś po jednym "cześć kochanie", czy były jeszcze jakieś inne przesłanki, dowody?
    • pade Re: Po zdradzie... 06.01.14, 01:08
      A Ty chodziłaś na terapię dla współuzależnionych? Bo jeśli nie, to warto, naprawdę.
      • matisson Re: Po zdradzie... 07.01.14, 16:21
        Wiele osób nie docenia takich terapi a jednak w większości przypadków są one wręcz niezbędne do normalnego funkcjonowania!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Po zdradzie... 06.01.14, 19:01
      Zdrada, a nawet jej , mniej lub bardziej uzasadnione, podejrzenie zwykle niesie za sobą poczucie odrzucenia u osoby zdradzonej. Za tym spada poczucie własnej wartości . Krótko, ale w znaczący sposób opisała Pani ten proces u siebie. T
      Tyle tylko, że tak zaawansowane jego przeżywanie świadczy, że jednak jest Pani zależna od męża. To jego zachowania zaczynają poświadczać Pani wartość, Pani samopoczucie, Pani stan nastroju.
      W takiej postaci zależność jest dysfunkcyjna dla Pani. Mąż może zagalopował się w jakieś znajomości z kobietą, ale zawrócił z niefortunnej drogi.
      Natomiast Pani, trudno u siebie zatrzymać proces dewastujący się po takim a nie innym zachowaniu męża.
      Jeśli jest tak jak Pani opisała, to mąż już nie ma wiele do zrobienia. Teraz ruch należy do Pani i tylko Pani sama musi sobie pomóc. W odbudowie swojej samooceny.
      Zamiast zamykać się w sobie może pogadajcie o tym z mężem. Bez oskarżania, tylko jako relacja z tego co Pani przeżywa. Mąż może okaże się cierpliwszy w okazywaniu zrozumienia dla Pani, jeśli będzie wiedział co Panią konkretnie trapi. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • igge Re: Po zdradzie... 06.01.14, 20:32
        ja tylko chciałąm dodać, że jak już uniezależnisz swoją samoocenę, samopoczucie, nastrój od działalności małża to......jest to wielka ulga i radość i frajda i wolność i przestrzeń dla Ciebie
        Całkiem przyjemne odczucie.
        Sytuacja subiektywnie przeżywana jako odrzucenie (albo zwyczajnie będąca mniejszym lub większym odrzuceniem i w dodatku niemiłym zaskoczeniem) musi powodować ból. Ale po wypłakaniu się, wyrzuceniu z siebie przykrości, smutku, po przeżyciu żalu i rozczarowania - możesz dostrzec szansę na zmianę, na rozwój siebie i swojego związku z mężem. Przejście na inny etap, który może Ci się nawet spodobać. O ile lubisz wolność i pogodę ducha :)
    • aggelti Re: Po zdradzie... 06.01.14, 22:05
      Bardzo dziękuję za każdą odpowiedź.
      Mąż przyznał się do zdrady psychicznej, podobno do zdrady fizycznej nie doszło choć powiedział że dwa razy sami się spotkali wieczorem. Kategorycznie to już przerwał, choć ona powiedziała mu, że będzie na niego czekać bo go kocha (też ma męża).
      Chodziłam na terapię dla współuzależnionych, choć wiem, że nie uzdrowiła mnie do końca. Bardzo zależy mi na mężu, kocham go i chciałabym, żeby między nami było dobrze. On deklaruje to samo. Widzę jednak, że zamykam się w sobie, mam takie nastroje wtedy mąż ma tego dość i odsuwa się ode mnie, twierdząc, że nie wie już co ma zrobić i się wycofuje. Mi jest ciężko. Dokładnie tak jak powyżej napisano czuję się odrzucona a moja samoocena często (nie zawsze, mam takie "napady") jest równa zeru. Czasami czuję jakbym kierowała swoim ciałem z boku. Po prostu boję się, że sytuacja sie powtórzy. Ale wiem, że to co napisaliście jest prawdą. Muszę sie postarać i zaufać sobie.
      • miacasa Re: Po zdradzie... 06.01.14, 22:48
        Kategorycznie to już p
        > rzerwał, choć ona powiedziała mu, że będzie na niego czekać bo go kocha (też ma
        > męża).

        Zaraz, to ta koleżanka czeka aż tobie się nóżka szczęśliwie powinie i twój mąż pogna do niej? Nie dziwię się, że czujesz się podle. To będzie niepopularne co napiszę ale może jednak pani powinna skupić się na własnym małżeństwie i skoro nie rozumie, że twój mąż wybrał rodzinę, to może jej własny mąż powinien jej pomóc w tym zrozumieniu. Oczywiście wiem, że to mąż wierność ślubował i ona niczym tobie nie zawiniła ale...
        • aggelti Re: Po zdradzie... 06.01.14, 23:27
          Jej mąż pracuje w innym mieście i przyjeżdża na weekendy (można powiedzieć, że jest jej sponsorem). On o niczym nie wie ale ona kiedyś mojemu mężowi powiedziała, że mąż by jej nie wybaczył gdyby sie dowiedział. Ona miała już romans z dwoma żonatymi mężczyznami, jest z tego znana, w obu przypadkach faceci opamiętali się i wrócili do żon. Ja początkowo chciałam zadzwonić do jej męża ale uznałam, że to niczego nie zmieni. Sytuacja teraz wygląda tak, że oni żyją sobie "normalnie" bo jej mąż o niczym nie wie a my się "gryziemy". A ów kobieta powiedziała mojemu mężowi że on jest mężczyzną jej życia i będzie na niego czekać.
          Bardzo dziękuję za odzew. To mi pomaga.
          Czy po zdradzie można normalnie żyć?
          • noname2002 Re: Po zdradzie... 07.01.14, 00:10
            A ów kobieta powiedziała mojemu mężowi że on jest mężczyzną jej życia i będzie na niego czekać.

            A mąż w to wierzy, skoro kobieta jest znana z romansów z żonatymi?

            Niezależnie od tego może warto jeszcze żebyś pochodziła na tą terapię dla współuzależnionych? Może po prostu boisz się, że jak przestał pić, to jest mniej od Ciebie zależny albo atrakcyjniejszy dla kobiet? Przedtem było źle, bo pił, ale w pewnym sensie bezpieczniej?
          • pade Re: Po zdradzie... 07.01.14, 10:48
            Bardzo polecam Ci książkę Mellody Beatie Koniec współuzależnienia.
            Bez względu na to, czy mąż się będzie trzymał z dala od kobiet czy nie, za bardzo uzależniasz swój nastrój, swoje poczucie wartości od tego, co on robi. To jest po prostu niezdrowe. I ograbia Cię z tej wyjątkowości, którą posiadasz. Jesteś niezależną osobą, nie drugą połówką, nie częścią męża.
            A jak przeczytasz Koniec współuzależnienia, to następna w kolejce powinna być: Kobiety, które kochają za bardzo.
            • igge Pade :) mądra kobieta jesteś baardzo n/t 07.01.14, 12:04
              • pade Re: Pade :) mądra kobieta jesteś baardzo n/t 07.01.14, 23:26
                dzięki śliczne:)
          • igge Re: Po zdradzie... 07.01.14, 12:00
            to jest jakieś chol....e niesprawiedliwe, że Wy macie problem, a tamtej mąż nic nie wie :((( I ona jeszcze śmie mówić, że Twój mąż to jej facet życia, bezczelna małpa, sorry.

            Wierzę w to, że przetrwacie, że Twój mąż ma zbyt cenny skarb (Ciebie), by zaryzykować jego utratę. To że czuje się bezradny i odsuwa się kiedy Ty sie zamykasz w sobie to, cóż, zdarza się. Mój mąż też tak czasem reagował na mój zły humor, nastrój, płacz (bał się mojej negatywnej reakcji na ewentualną próbę przytulenia no i miał dość mojego złego nastroju).
            Twój mąż (zamorduj mnie za to co teraz powiem :() ma też niełatwy moment w życiu i jego "koleżanka" mu nie ułatwia marudząc, że na niego będzie czekać i że on taki wspaniały facet, druga połówka.
            Twój nastrój zmienia się, czasami jest lepszy i staraj się wydłużać te okresy normalności, sprawiaj sobie przyjemności, kupuj, jeśli możesz, drobiazgi, które cieszą, bierz pachnącą kapiel z nowo zakupionym fajnym olejkiem a potem proś (każ mężowi) męża o długi i rozkoszny masaż, wklepywanie balsamu do ciała, masaż stóp. Otrząśnięcie się z bólu, dojście do siebie musi potrwać, czas leczy rany :). Wydaje mi się, że zupełnie ok będzie po mniej więcej roku( ???), a do tej pory rozpieszczaj siebie, opiekuj się sobą na maksa. Znajdź coś, hobby, weekendowe zajęcia, nowy język, kurs szydełkowania :), coś co cię cieszy i zainteresuje na tyle by nie roztrząsać tej zdrady męża, nie wiem, wyjedź na parę dni w góry, odwiedź/zrób sobie spa, zmień garderobę, zapomnij o tym co Cię boli psychicznie. Uwierz mężowi, że to Ciebie kocha naprawdę i Ciebie wybrał, z Toba chce tworzyć rodzinę, że to był głupi i bezsensowny błąd, który wielu nieostrożnym ludziom się zdarza. Po zdradzie nadal można żyć szczęśliwie, normalnie, długo i spokojnie, naprawdę. Tylko dwoje ludzi musi tego bardzo chcieć i być dla siebie nawzajem.
            • aggelti Re: Po zdradzie... 07.01.14, 19:55
              Czytam i doceniam każdy komentarz. Tak wiele życzliwych osób się odezwało a ja właśnie takiego wsparcia potrzebuję. Czytałam książkę "Kobiety, które kochają za bardzo" (rewelacja, książka do wielokrotnego czytania) a tej pierwszej "Koniec współuzależnienia" nie i na pewno jeszcze dziś zamówię ją przez internet. Dziękuję za namiar.
              Przede mną teraz trudny czas ale postaram się zadbać o siebie i robić coś właśnie tylko dla mnie. Czas pokaże i zweryfikuje w jakim stopniu mi się to uda i jak potoczą się nasze losy. Jeszcze raz bardzo dziękuję za każdą uwagę...
              • pade Re: Po zdradzie... 07.01.14, 23:31
                Czytałam Koniec współuzależnienia, dlatego polecam, to naprawdę coś dla Ciebie.
                Mnie uświadomiła bardzo wiele rzeczy, niby oczywistych: jaka jest moja wartość, jakie są moje prawa, jak mam się o siebie troszczyć. Zdarzyło mi się nawet przy niej popłakać:)
                • zuzi.1 Re: Po zdradzie... 08.01.14, 11:51
                  To do tego co Ci poleciła pade polecę jeszcze tych kilka pozycji, w miarę możliwosci postaraj się przeczytac je wszystkie:

                  "Miłosc to wybór" Robert Hemfelt;
                  "Powrót do swego wewn. domu" John Bradshaw;
                  "Zdrowy egoizm" Rachael Richard Heller;
                  "Grzeczne dziwczynki ida do nieba, a niegrzeczne tam gdzie chcą" Ute Ehrhardt;
                  "Grzeczne dziewczynki zjadają wilka" Ute Ehrhardt;
                  "Czas kobiet" Iwona Majewska Opiełka;
                  "7 nawyków skutecznego działania"Stephen Covey;
                  "Asertywnosc sięgaj po to czego chcesz nie raniąc innych" Robert Alberti.
                  • aggelti Re: Po zdradzie... 08.01.14, 16:08
                    Przeczytam na pewno. To dobrze jeżeli popłaczę się przy tym, może to mi pomoże?
                    dziękuję bardzo za literaturę, sukcesywnie się za to zabiorę. Jeszcze raz bardzo dziękuję
                    • lena575 Re: Po zdradzie... 08.01.14, 17:20
                      ... albo czegoś nie rozumiem albo nikt mi tego nie wytłumaczył odpowiednio, bo nie rozumiem jak się ma wzrost samooceny do poczucia zaufania do drugiej osoby.
                      Dla mnie, gdy ktos nadurzył mojego zaufania to po prostu to zaufanie tracę i mówię w oczy "po prostu ci nie ufam". I wydaje mi się, że taki brak zaufania jest czymś racjonalnym a nie emocjonalnym. I nie ma to nic wspólnego z samooceną. Mogę mieć wysoką samoocenę ale zdrada (i jeszcze takie "perełki", że pani kocha i zawsze będzie na niego czekała - może to byc ostatnia z trzech rodzajów prawd ale pan to obwieścił) dałaby do mysleniai, ze może warto wycofać zaangażowanie z tego związku. Nawet jesli dałabym szansę to niekoniecznie miałabym obowiązek z obietnicy szansy się wywiązywać. Tym bardziej, że sprawa świeża, pan nie ma co fochów stroić, że cierpliwość mu się kończy.
                      Pan przyzwyczaił się do wsparcia i wybaczeń, warto powalczyć o siebie.
                      Ja (pomijając to, czy zaufam czy nie) postarałabym się coś wygrać na tym - np. wrzucic panu więcej zajęć domowych a sama zadbałabym o siebie. Pan zaangażowanie w dom może okazać jak mu zależy.
                      Powodzenia
                      • igge Re: Po zdradzie... 08.01.14, 17:41
                        poziom samooceny możliwe, że nijak się ma do zaufania jednak...
                        Po pierwsze bez zaufania nie można tworzyć/reperować związku, to trochę taki powtórny skok na głęboką wodę, w ciemność, nie wiedząc na 100% czy partner zasługuje na to zaufanie ale my/ja decyduję, że mu je chcę dać, inaczej związek bez sensu i bez szans na normalność
                        Po drugie jak mam adekwatną (czytaj wysoką :)) samoocenę to jakoś duuuużo łatwiej mi obdarzyć partnera zaufaniem bo wiem, że naprawdę zasługuję na jego miłość i dobry szczęśliwy związek z bliską osobą. Mam to podstawowe poczucie, że jestem stuprocentowo warta, żeby ktoś chciał stworzyć/naprawiać/ulepszać ze mną rodzinę. To czego ewentualnie nie dostaję od partnera mogę sobie dać sama. Bo lubię siebie i lubię sobą się opiekować. Ważniejsze jest, żeby samemu sobie się podobać a nie starać się podobać mężowi. Zasadniczo z adekwatną, dobrą samooceną mam jakby parasol ochronny nad sobą, siłę, aby z ufnością podchodzić do życia, świata, ludzi, partnera i mieć mocne przekonanie, że to ja decyduję o swoim życiu nie inni i że dam sobię radę z partnerem lub bez partnera, z innym, nowym partnerem na przykład. Że to moja decyzja z kim jestem i z kim chcę być i mniej ważne jest kto i jak mnie traktuje bo najważniejsze jest jak ja traktuję siebie i innych.
                        • lena575 Re: Po zdradzie... 08.01.14, 18:22
                          Wysoka samoocena na pewno potrzebna jest do tego by nie czuc się odpowiedzialną za zachowanie drugiej strony, by nie dać się "wkręcić" w poczucie winy za nieswoje postępowanie. Nie poprawi to jednak sprawy zaufania. Na zaufanie trzeba sobie teraz juz zasłuzyć. Zastanowić się (może i z mężem) jakich zachowań się wymaga i dać sobie czas. Może się okazać, że zaufania już nie będzie.
                          • aggelti Re: Po zdradzie... 08.01.14, 19:28
                            Hmm... Ja myślę, że jednak samoocena w moim przypadku ma związek z zaufaniem mężowi. Oczywiście mądre jest w tym przypadku nie ufać mu całkowicie ponieważ bardzo mnie zranił i zawiódł. Ale:
                            Kiedy ja czuję sie do niczego, beznadziejna, nieatrakcyjna, kiedy niejako w swoich odczuciach wypadam gorzej niż ta druga kobieta mimo, że łączy mnie z mężem wiele wspólnych lat nie dowierzam, że mąż może chcieć ze mną być. Mam takie chwile kiedy wydaje mi się, że to niemożliwe, żeby naprawdę wybrał mnie, bo przecież jestem mało warta itp. Kiedy mąż chce mnie przytulić ja doszukuję się w tym nieszczerości. To sprawia, że nie mam do niego zaufania, ponieważ wątpię w siebie. Oczywiście nie zawsze tak myślę, ale są takie chwile kiedy myśli tego typu dołują mnie i sprawiają, że chwile, które mogłyby być miłe, są smutne...

                            Wiem, że muszę nad sobą pracować, wiem, że macie rację pisząc o współuzależnieniu, dlatego chętnie przeczytam polecone książki. To będzie pierwszy krok w swoją stronę, choć wiem, że zdrada bedzie już zawsze skazą w naszym związku.
                            • zuzi.1 Re: Po zdradzie... 08.01.14, 19:45
                              Zrób jeden test: zrób się na "bóstwo", załóż sukienkę, szpilki, umaluj się i wyjdź do ludzi, chocby do parku/kina/teatru SAMA, bez ogona i OBSERWUJ i LICZ !!! ilu facetów się za Tobą obejrzy, to będzie Twój pierwszy mały krok do poprawy swojego poczucia wartosci ;-) Napisz nam ilu się obejrzało ;-))
                              • lena575 Re: Po zdradzie... 08.01.14, 20:45
                                Kompletna paranoja !! Jakie to ma znaczenie ilu facetów obejrzy się np. za mną? Co jeśli dziesięciu a co jeśli dwóch ? A co jeśli nikt? Od tego, kto sie obejrzy za mną miałoby zależeć moje poczucie własnej wartości? I jak oceniac tych, którzy się oglądają ... może z większością z nich nie chciałabyś miec nic wspólnego?
                                Poczucie własnej wartości oparte na tym co ktoś o mnie sądzi i czy mu się podobam to jest nieporozumienie.
                                Mam poczucie własnej wartości oderwane od osądów innych, o mojej wartości świadczy moja równowaga w życiu, to co robię i to jak żyję i że jest to ze mną spójne. Z facetem czy bez.
                                Odradzam opieranie poczucia na cudzych ocenach ...
                                • zuzi.1 Re: Po zdradzie... 08.01.14, 22:10
                                  Lena nie nadymaj się tak, bo pękniesz ;) miało byc samopoczucie a wyszło poczucie własnej wartosci, za szybko pisałam, wiadomo, że nalezy byc wewnątrzsterownym, a nie zewnątrzsterownym, nieraz było o tym na forum pisane, i poczucie własnej wartości musi wynikac ze środka z nas samych, a nie opierac się o zewnętrzne sprawy i rzeczy, to jest jasne. Ale, żeby poprawic sobie samopoczucie i uwierzyc w siebie, warto zrobic taki mały test, żeby zobaczyc, że nadal jest się atrakcyjną kobietą i nawet gdyby czas tego małżeństwa się jednak skończył, to nie będzie to ŻADEN koniec świata, bo tego kwiatu jest pół świata ;-) to miałam na myśli ;)
                              • igge Re: Po zdradzie... 08.01.14, 22:54
                                zuzi, taki test, dla mnie wypadłby słabiutko a jednak czuję się bardzo wartościowa, mam chyba adekwatną i dobrą samoocenę i nawet wydaje mi się że małż mnie kocha choć rok temu czy dwa powiedzial, że nie wie czy kocha:))
                                Proponuję, idąc Twoim tropem, test basenowy ilu facetów podrywa Cię w jacuzzi/saunie? W takim teście ja czułabym sie pewniej :)))
                                Generalnie pomysł, żeby samoocenę sobie podnosić liczbą facetów, którzy się za Tobą oglądają uważam za chybiony
                                I dobranoc bo małż woła do łóżka
                                • zuzi.1 Re: Po zdradzie... 09.01.14, 08:45
                                  Igge, zastanawiam się tylko dlaczego piszesz o sobie, brzydka, gruba baba, gdzie w tym jest ta adekwatna i dobra samoocena? czy to tylko taki żart z Twojej strony? Bo jeśli to nie żart, to co najmniej jakiś dualizm/niekonsekwencja.

                                  Są kobiety, które z lęku przed samotnością + z uwagi na bezpodstawnie niską samoocenę, pogłębioną przez np. mało interesującego się nimi partnera, boją się zrobic krok i wydostac się z niesatysfakcjonującego je związku, bo boją się zostac same po rozowdzie, więc w tym przypadku taki mały, trochę prymitywny test może im pokazac, że ich obawy są bezpodstawne i że dalej są w stanie się mężczyznom podobac i że mają szansę ułożyc sobie życie na nowy sposób, z kimś lepszym i b. wartosciowym. Każdy sposób jest dobry aby się wzmocnic i wyjsc z czegoś co nie przynosi nam satysfakcji. Nie warto się oszukiwac, że jest fajnie, gdy fajnie nie jest i trwac w związku na siłę.
                                  • sebalda Re: Po zdradzie... 09.01.14, 10:31
                                    Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, przeciwnie, sama byłam latami posądzana o zdradę, bezpodstawnie i boleśnie. Do tej pory mąż w kłótniach czasami krzyczy: ty musisz kogoś mieć, skoro jesteś taka butna! Ale to na marginesie.
                                    Jestem (w teorii) zwolenniczką wybaczenia (i zapomnienia) pierwszej zdrady. Oczywiście pod warunkiem bezwarunkowego przeproszenia (nigdy nie wolno zdradzającemu chocby pisnąć, że za zdradę odpowiedzialna jest osoba zdradzana), szczerego żalu za to, co się wydarzyło i pracy nad tym, by zdradzonej osobie wynagrodzić ból, poczucie bycia oszukaną, niechcianą, odtrąconą. Zdradzający musi się naprawdę postarać, wykazać w czynach (nie tylko w słowach), jak bardzo mu zależy. Zdradzający nie może stroić fochów i niecierpliwić się, że zdradzana osoba traci zaufanie i przez długi czas jest podejrzliwa i nieufna. Musi jej dać czas na poradzenie sobie z bólem i utratą zaufania. To wszystko jest trudne dla obu stron, ale możliwe do zrobienia, jeśli jest między nimi prawdziwe uczucie. Jestem zdania, że taka przeprawa ma szansę nawet związek poprawić czasami.
                                    Ktoś powie, że jeśli jest uczucie, to nie ma zdrady. Teoretycznie tak, ale...
                                    Facet odzyskał nowe życie, odbił się od dna, potrzebuje sprawdzenia siebie w różnych aspektach. I niestety adoracja obcej kobiety jest czasami jednym z tych sprawdzianów. Człowiek jest tylko człowiekiem, czasami może się potknąć, dać złapać na haczyk. A z tego, co autorka pisze, kobieta ma w tym wprawę, lubi najwyraźniej te gierki z żonatymi facetami.
                                    Oczywiście nie usprawiedliwiam zdrady, ale czasami pewne okoliczności można uznać za łagodzące. Powtarzam: wyłącznie przy pierwszym incydencie, nie piszę o recydywie.
                                    Lena fajnie pisze, ja też nastawiłabym się teraz na siebie, męża przestała dręczyć, ale jednocześnie zaczęłabym więcej od niego wymagać w ramach rekompensaty. Za długie karanie męża też nie jest dobre, bo ileż człowiek może się starać i być odtrącanym. No i koniecznie trzeba popracować nad swoją samooceną. Robić coś tylko dla siebie, szukać jak najwięcej przyjemności w życiu:)
                                    • igge Re: Po zdradzie... 09.01.14, 12:00
                                      Sebaldo, zgadzam się z Tobą w 100%
                                      Na marginesie dodam, że ja czerpałabym też dodatkowo z faktu, że byłam wsparciem dla trzeźwiejącego/pijącego męża ogromnie dużo punktów dla swojej samooceny. Byłabym dumna z siebie i uważałabym to za jedno z większych osiągnięć życiowych. Nie każdy byłby do tego zdolny, żeby nie uciec i nie stworzyć sobie łatwiejszego życia.
                                      Mi się wydaje, że to małżeństwo dostało jakby drugą szansę od losu i powinno ją wykorzystać.
                                      Głupi ten mąż, że zepsuł poczucie bezpieczeństwa kobiety tą bezsensowną zdradą.
                                      Ale może warto ponownie mu zaufać. Ostatni raz.
                                  • igge Re: Po zdradzie... 09.01.14, 11:39
                                    zuzi, OBIEKTYWNIE (i np wg mojej córki, która też mojego męża uważa za łysiejącego chudego staruszka i nie rozumie co ja w nim pięknego i zachwycającego widzę) jestem brzydka, gruba, stara :) no może odrobinę przesadzam i żartuję :) ale subiektywnie czuję się piękna, milutko zaokrąglona, i zupełnie tak samo młoda jak kiedy miałam 21 lat :))) Wiem też, że mogłabym stworzyć związek z innym facetem niż mój mąż (mam łatwość poznawania nowych ludzi i generalnie delikatnie mówiąc były takie okazje) ale chcę być z nim, jestem z nim szczęśliwa choć bywa dokuczliwy :). Obiektywna ocena, że ktoś jest stary, gruby i brzydki nie wyklucza, że takim samego siebie się lubi i znajomi plus najbliżsi go takim w pełni akceptują więc nie ma powodu do zmartwień i smutku. (ale 4 butelki serum na zmarszczkę na czole używam ostatnio i tak :)
                                    • zuzi.1 Re: Po zdradzie... 09.01.14, 15:49
                                      Dla mnie starosc zaczyna się dopiero po 75 a i w tym wieku są ludzie młodzi duchem i przez to młodsi ciałem ;) ale ok igge, rozumiem ;-)

                                      i coś Ci podrzucę, może to Cię zmotywuje trochę do działania :)
                                      www.plotek.pl/plotek/56,111483,15239987,Oni_tez_schudli_jak_uczestnicy_programu__Fat_Killers__.html#BoxPlotekMT

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka