mag1982
20.01.14, 09:15
Mamy problem z sąsiadami a raczej to oni mają problem z nami. Pozwolę sobie wkleić część swojego wątku z ematki, żeby się nie powtarzać.
"Był u nas dzisiaj syn sąsiadów z dołu i ogólnie z jego gadania dało się wywnioskować, że nie zajmujemy się dzieckiem tylko przeganiamy je z jednego kąta mieszkania w drugi żeby utrudnić im życie. Od kiedy zgłosili nam kiedyś, że im głośno testowaliśmy już trzy rodzaje kapci. Najbardziej sprawdzają się takie skarpeto-kapcie tzn są najcichsze, ale niestety Młoda ma zaczątki płaskostopia i koślawi paluchy więc ma zalecone przez ortopedę buty profilaktyczne. Miała z firmy "Dawid" ale teraz je eksploatuje w przedszkolu bo są wyjątkowo głośne. Po domu chodzi w zwykłych Befado bo wydawało mi się, że są cichsze od tych profilaktycznych ale im i tak za głośno. Córka rzeczywiście nie chodzi tylko biega, jest energiczna. Sąsiad zaproponował, że mam się zająć dzieckiem i np. poczytać, tylko, że u nas dłuższe czytanie przejdzie wieczorem jak Młoda jest zmęczona bo w dzień co chwilę coś jej się przypomina i po coś biegnie. To samo przy kolorowaniu czy malowaniu. Spokojnie siedzi tylko przy bajce ale nie mogę jej cały czas bajek włączać."
Córka ma niespełna trzy lata. W tygodniu chodzi do przedszkola, chyba, że jest chora, Ponieważ jestem na zwolnieniu bo za kilka tygodni rodzę drugie dziecię to w momencie gdy córka ma katar też jej nie posyłam. I o to też sąsiad miał pretensje, tzn. że niby chodzi do przedszkola a w zeszłym tygodniu była tylko dwa dni. Nawet jeśli zostaje w domu a nie ma temperatury wychodzimy na spacer, żeby trochę rozładowała akumulatorki tylko przeważnie kończy się na tym, że wracamy i ucina sobie drzemkę a potem wojuje do 23. Przy czym nie da rady jej przetrzymać, żeby poszła spać wcześniej wieczorem. Jak jest padnięta potrafi zasnąć idąc. Padła też propozycja, żebyśmy sobie wszędzie położyli dywany, ale ja nie widzę tego jeśli chodzi o kwestię utrzymania czystości przy dwójce małych dzieci, szczególnie w korytarzu. Sąsiedzi są ludźmi koło osiemdziesiątki a ich syn pracuje w domu. Ja naprawdę staram się zrozumieć ich tym bardziej, że oni mieszkają tu kilkadziesiąt lat a my wprowadziliśmy się dopiero w zeszłym roku. Chciałabym jakoś rozwiązać tą kwestię, bo nie czuję się komfortowo we własnym mieszkaniu. Jak tylko córka coś zrzuci albo zaczyna skakać (w innym miejscu niż dywan w dużym pokoju) od razu robię się spięta.
Po tej wizycie zeszłam na dół i rozmawiałam z sąsiadką, bo syna nie było. Wyjaśniłam, że naszym celem naprawdę nie jest utrudnianie im życia. Ogólnie rozstałyśmy się w pokojowej atmosferze ale nie chcę tego zaprzepaścić. Rozważam podklejenie butów dziecka filcem ale obawiam się, że będzie się odklejać i że Młoda będzie się ślizgać. Niedługo urodzi się druga córka i obawiam się, że może mieć kolki jak starsza.
Wiem, że moje problemy są dość błahe w porównaniu do poruszanych ostatnio na forum, ale przynajmniej są prawdziwe. Jeśli więc ktoś w Was ma propozycję jak rozwiązać kwestię tupania córki (rodzaj kapci, patent na wyciszenie podłogi) to chętnie skorzystam.