Dodaj do ulubionych

zycie nie-rodzinne

31.01.14, 12:50
Witam,
Chcialabym podzielic sie moim problemem i prosic o rade.
Mam 39 lat, moj partner 33. Jestesmy ze soba od 3 lat. Trafilismy na siebie dosc pozno w zyciu, oboje uprzednio tkwiac zbyt dlugo w zwiazkach bez przyszlosci.
Wielka milosc od pierwszego wejrzenia, mnostwo podobienstw, wspolnych spraw, tematow, fizyczne zauroczenie. Po roku zamieszkalismy razem i tak jest do tej pory. Z boku sielanka.

Ale... od jakiegos czasu meczy mnie co dalej, dokad to zmierza. A konkretnie... mam 39 lat i popadam w panike, ze to ostatni dzwonek na rodzine, dzieci.
Co istotne, to w poprzednich zwiazkach nigdy nie czulam parcia ani potrzeby. Co wiecej, bylam przekonana, ze dzieci miec nie chce.
Moj partner mial podobnie, tez nigdy wczesniej nie myslal, ze chcialby miec dzieci.
Odkad zamieszkalismy ze soba to owszem gadalismy sobie i zartowalismy w roznych rozmowach o "wiciu gniazda", wspolnej przyszlosci. Ale przez kolejne lata nic sie w tej sprawie nie zmienilo. Mi zaczyna to coraz bardziej uwierac.
Mam swiadomosc, ze on jest jeszcze mlody i ma mnostwo czasu. Wsrod naszych znajomych 30 latkow, nikt jeszcze o dzieciach nie mysli, wszyscy poki co pracuja, podrozuja. I ja czuje, ze coraz bardziej zaczynam od tego odstawac. Mysle, ze moj partner zupelnie sie tego nie spodziewal. Ja wygladam bardzo mlodo jak na swoj wiek, ludzie daja mi najwyzej 30 i on byl w powaznym szoku jak sie dowiedzial ile mam lat. No ale wtedy byl juz nieco zakochany ;)

Przez ostatni rok to moje miotanie sie, pragnienie rodziny, malzenstwa, dziecka i jego brak deklaracji w tym kierunku wprowadzilo kryzys w naszym zwiazku.
Do tego dochodzi jeszcze jego konflikt z matka, ktora mnie nie akceptuje. W sumie tak naprawde nie wiem co bylo pierwsze, czy wrogosc matki do mnie przyhamowala jego entuzjazm co do wiazania sie mnie, czy bylo to tylko na dokladke.
Czulam, ze ja dojrzalam do czegos i potrzebuje nastepnego kroku/etapu w tym zwiazku a widzialam, ze on nie jest na to gotowy i moze nigdy gotowy nie bedzie.

Bylo ciezko, ja zaczelam miewac napady paniki i wscieklosci (hormony? tlumiony zal i frustracja?) Czasem wydawalo mi sie, ze on celowo zwleka i gra na czas, czasem widze, ze zwyczajnie nie jest gotowy na dzieci. Czasem przeraza mnie, ze moze on po prostu nie jest gotowy na dzieci ZE MNA.
Bylam u kresu wytrzymalosci, bo dla mnie ten zwiazek, ten mezczyzna to wreszcie bylo to, czego pragnelam. Wydawalo mi sie, ze wreszcie spotkalam te swoja polowke i bylam pewna, ze to z nim wlasnie chce ulozyc sobie zycie. Przez dlugi czas wydawalo mi sie, ze on czuje podobnie i nie moglam zrozumiec dlaczego sie waha i dlaczego zwleka. Bardzo mnie to bolalo, bo czulam, ze on nie jest do konca ze mna uczciwy i szczery, ze moze czeka jeszcze ze trafi mu sie cos lepszego.
Poszlismy na terapie dla par, chodzimy juz od pol roku. Duzo sie poprawilo, wiele mechanizmow dostrzeglismy, zrozumielismy, ze tak naprawde to chcemy tego samego i tak naprawde to ten zwiazek dla obojga znaczy bardzo wiele, tylko kazde z nas na inny sposob to okazuje. Konflikt z matka nie zostal rozwiazany, ale przynajmniej juz teraz widze, ze nie jestem o to obwiniana i on o wiele bardziej dojrzale patrzy na te sytuacje.
Zaczelismy rozmawiac o dzieciach. Zeby zaczac starania.
I niby powinno juz byc "zyli dlugo i szczesliwie" ale ja nie wyobrazam sobie zajscia w ciaze z kims kto wciaz ma opory by sie mi oswiadczyc.
Tak, wiem, to takie staromodne. Ale to jednak jest cos co jest dla mnie bardzo wazne.
Pochodze z rozbitej rodziny i nie wyobrazam sobie sprowadzenie na swiat dziecka jesli oboje nie jestesmy w 100% pewni, ze chcemy ze soba spedzic zycie.
Wierze, ze taka deklaracja, prawnie przypieczetowana ma wage i jest dla mnie dowodem powagi uczuc i zamiarow.

Oczywiscie doskonale zdaje sobie sprawe, ze slub niczego nie gwarantuje. Ale tez mam glebokie przekonanie, ze mezczyzni, ktorzy przed malzenstwem sie aktywnie opieraja nie daja poczucia bezpieczenstwa.
Zbyt wiele par widzialam w 10-15 letnich zwiazkach, gdzie mezczyzna zwlekal ze slubem, bo to zwyczajnie nie byla TA kobieta. One cierpliwie i w nadziei czekaly a oni po prostu trzymali je sobie jako opcje rezerwowa.

On planuje odstawienie pigulek, a ja nie jestem w stanie tego zrobic bez oswiadczyn. Co gorsza, nie jestem w stanie mu wprost powiedziec, ze chce malzenstwa, bo dla mnie to prawie jak zebranie o to.

Na ostatniej sesji terapii dotarlismy wlasnie do tej sciany. On uwaza, ze daje mi mnostwo dowodow na to, ze chce ze mna budowac swoja przyszlosc, ale ja tych dowodow nie dostrzegam. Terapeutka zapytala mnie co dla mnie byloby dowodem jego zamiarow i jego milosci. Chcialam wykrzyczec "oswiadcz sie do cholery wreszcie!" No ale nie moglam tego przeciez powiedziec.
Po prostu nie wierze, ze facet, ktory z kobieta chce byc i miec dzieci, nie mysli o malzenstwie. To, ze on sie nie oswiadcza biore za dowod, ze jednak sie waha. Bo mowic mozna duzo i ladnie, ale tak naprawde to czyny sie licza.
Wiem, ze on w domu tez nie mial najlepszego wzorca do malzenstwa i twierdzi, ze w "papierek" nie wierzy. No ale wiekszosc facetow tak twierdzi, dopoki nie spotka tej jedynej.
I tak sobie trwamy w tym pacie.
Obserwuj wątek
    • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 13:13
      W całości rozumiem Twoje rozumowanie, bo tak samo patrzę na wszystkie opisane tu kwestie.
      Myślę jednak, że:
      1. istotne jest, że jesteście w trakcie terapii, czyli cos generalnie "nie gra",
      2. dla mnie zawsze nielogiczne było, gdy ktoś mówił, że "papierek" nic nie zmienia, a jednak się przed nim by opierał. To można myśleć, że mógłby potraktować zawarcie małżeństwa jak zrobienie Tobie przyjemności i jednak się zgodzić.
      3. mimo, że uważam, za "psujące urok" rozmowy o tym, że ktoś miałby się oświadczyć, to jednak w kontekście kilkuletniego związku, Waszego wieku, planów związanych z dzieckiem, rozważyłabym rozmowę o tym. Jednak z uwagi na drażliwość tematu i to, że potem jednak wspomina się "jak wyglądały oświadczyny" zrobiłabym to bez terapeutki.
      To tak na szybko mi przychodzi do głowy. Zaznaczam, że jestem dość konserwatywna w poglądach, trochę taki konserwatywny liberał;)
      • pozioma_z_lisciem Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 13:40
        paris-texas-warsaw napisała:

        > 1. istotne jest, że jesteście w trakcie terapii, czyli cos generalnie "nie gra"

        widzisz, na terapii znalezlismy sie bo nie gra wlasnie ta kwestia, czyli tzw powazne plany na przyszlosc, ktore zatruwaja milosc. Ja zaczelam miec pretensje, ze takowych planow nie ma i czulam sie przez to nieszczesliwa. On twierdzi, ze nie moze planow robic jak ja mam ciagle pretensje i jestem niezadowolona. Wpadlismy w bledne kolo, ktorego nie moglismy sami przelamac.

        > 2. dla mnie zawsze nielogiczne było, gdy ktoś mówił, że "papierek" nic nie zmie
        > nia, a jednak się przed nim by opierał. To można myśleć, że mógłby potraktować
        > zawarcie małżeństwa jak zrobienie Tobie przyjemności i jednak się zgodzić.

        Zeby sie zgodzic, to musialby najpierw wiedziec, jakie to dla mnie wazne. A mi, jako kobiecie czekajacej na oswiadczyny, niesamowicie trudno wprost powiedziec: chce wziac z Toba slub.
        Probowalam, na wiele sposobow, uzywajac roznych slow.
        I tak naprawde do konca nie wiem, czy on sie zupelnie nie domysla, ze o to chodzi. Czy tez wrecz przeciwnie, wie czego ja chce ale tego z jakiegos powodu nie robi.

        > 3. mimo, że uważam, za "psujące urok" rozmowy o tym, że ktoś miałby się oświadc
        > zyć, to jednak w kontekście kilkuletniego związku, Waszego wieku, planów związa
        > nych z dzieckiem, rozważyłabym rozmowę o tym. Jednak z uwagi na drażliwość tema
        > tu i to, że potem jednak wspomina się "jak wyglądały oświadczyny" zrobiłabym to
        > bez terapeutki.

        No wiec wlasnie, jak wyzej, wydaje mi sie, ze probowalam rozmawiac o tym, na tyle na ile moglam, bez brutalnego wylozenia kawy na lawe w stylu "chce slubu". On nie jest durny facet i wydaje mi sie, ze trudno sie nie domyslac. Ale z drugiej strony to facet, wiec moze rzeczywiscie nie kuma o co chodzi ;)

        A tak na serio, nie chce miec poczucia, ze te oswiadczyny wyzebralam, wymusilam, czy ze zgodzil sie dla swietego spokoju. Chce, zeby on chcial i zrobil to z wlasnej nieprzymuszonej woli ;) A na to niestety raczej nie mam wplywu.....
        • sorvina Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 13:48
          Kiedyś mi partner powiedział - jak to dobrze, że nie jesteś taka jak inne kobiety i mówisz wprost o co ci chodzi, bo jak słucham moje koleżanki z pracy, które narzekają, że ich facet znów się nie domyślił, to nie dziwię się, że potem oboje są w takim związku nieszczęśliwi.
          Facet, nawet najmądrzejszy to nie wróżka. Jak czegoś chcesz to to powiedz i nie zakładaj złej woli po drugiej stronie, to naprawdę męczy i zniechęca.
          Nie zawsze trzeba mówić wprost - chcę byś zrobił to i to, czasem wystarczy opisać swoje stanowisko i potrzeby w danym temacie ogólnie, lub na czyimś przykładzie - tak jak paris proponuje. Ale oczekiwanie, że on się domyśli i reagowanie pretensjami, gdy się nie domyśla to podstawowy błąd komunikacyjny, który z nie jednego fajnego związku zrobił piekło. I wtedy partner może zadawać sobie nie tyle pytanie - czy kocham tą kobietę i chcę z nią spędzić życie, ale czy dam radę wytrzymać z takimi niedojrzałymi zachowaniami jeśli ona z niech nie wyrośnie.
          • pozioma_z_lisciem Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 17:59
            wiesz, generalnie jestem bardzo swiadoma swoich potrzeb, swoich emocji i nie czekam ze facet sie czegos domysli. Oprocz tego jednego tematu. Nawet o potrzebie macierzynstwa dosc latwo mi z nim rozmawiac, mimo, ze dlugo byl to temat trudny i wstydliwy.
            No ale slub to zupelnie co innego! ;) Tu mam chyba jakis betonowy archetyp wpudowany, ze to chlop musi zrobic ten ruch.
            • sorvina Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 18:14
              Wiele kobiet tak ma. Warto tylko pamiętać, że kiedyś normy społeczne były bardziej jednolite i to było normalne, że się oczekuje, że kobiecie zależy. Teraz nie jest takie pewne, że to taka ważna sprawa dla kobiety. W końcu mówiłaś, że zależy Ci przede wszystkim na dziecku. Partner deklaruje, że małżeństwo ok - tylko on nie czuje presji czasu i nie wie, że ty czujesz.
              Także proponuję powiedzieć mu o tej potrzebie.
              Czasem kobitki starają się "mówić na okrągło", ale jednak mówić np. rzucają mimochodem, że koleżanka narzekała, że nie wzięła ślubu wcześniej, bo potem z brzuchem czy małym dzieckiem było niewygodnie i męcząco. Albo bardziej osobiście, że nie sądziła, że to okaże się takie ważne, ale teraz myśląc o dziecku bardziej pragnie ślubu itp. - mimo wszystko bez stawiania bezpośrednich pytań czy oświadczania się za mężczyznę. Pozostawia to mu miejsce na wyjście z ostateczną inicjatywą samych oświadczyn czy rozmowy na temat ślubu.
              Pytanie jak bardzo domyślny jest partner i ile chcesz czekać.
    • zuzi.1 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 13:13
      autorka napisała:"On planuje odstawienie pigulek, a ja nie jestem w stanie tego zrobic bez oswiadczyn. Co gorsza, nie jestem w stanie mu wprost powiedziec, ze chce malzenstwa, bo dla mnie to prawie jak zebranie o to.

      Na ostatniej sesji terapii dotarlismy wlasnie do tej sciany. On uwaza, ze daje mi mnostwo dowodow na to, ze chce ze mna budowac swoja przyszlosc, ale ja tych dowodow nie dostrzegam. Terapeutka zapytala mnie co dla mnie byloby dowodem jego zamiarow i jego milosci. Chcialam wykrzyczec "oswiadcz sie do cholery wreszcie!" No ale nie moglam tego przeciez powiedziec.
      Po prostu nie wierze, ze facet, ktory z kobieta chce byc i miec dzieci, nie mysli o malzenstwie. To, ze on sie nie oswiadcza biore za dowod, ze jednak sie waha. Bo mowic mozna duzo i ladnie, ale tak naprawde to czyny sie licza.
      Wiem, ze on w domu tez nie mial najlepszego wzorca do malzenstwa i twierdzi, ze w "papierek" nie wierzy. No ale wiekszosc facetow tak twierdzi, dopoki nie spotka tej jedynej.
      I tak sobie trwamy w tym pacie."

      Skoro dla Ciebie ten papierek i formalne małżeństwo jest TAK BARDZO WAŻNE, że nie wyobrażasz sobie sprowadzania na świat dziecka bez bycia w formalnym małżeństwie, to mu to po prostu WYRAŹNIE I KONKRETNIE POWIEDZ PROSTO W OCZY SAM NA SAM, A POTEM POWTÓRZ NA TERAPII, i wtedy daj mu czas na przemyślenia (określ mu akceptowalne ramy czasowe na zastanowienie się nad tematem) a potem, w zaleznosci od jego decyzji, zaproponuj wóz albo przewóz, tj. albo się pobieracie i tworzycie formalną rodzinę, staracie się o dziecko itp. bo tylko w takiej sytuacji będziesz miała poczucie bezpieczeństwa, albo zwracacie sobie wolnosc i niech każde z Was spełnia się na swój własny sposób i wedle swoich potrzeb. Dobrze Cię rozumiem, bo ja mam podobnie, nie wyobrażam sobie powoływania dzieci na swiat będąc z związku nieformalnym. Ale każdy podchodzi do tego tematu w inny sposób. Jeżeli Twój mężczyzna nie chce lub boi się małzeństwa, z Tobą czy z kimkolwiek innym, to nie jest Wam po prostu po drodze i NIC NA SIŁĘ...
      • ibelin26 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 13:27
        Tobie zależy na rodzinie, jemu - niekoniecznie tzn. jemu jest dobrze tak jak jest.
      • pozioma_z_lisciem Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 13:29
        zuzi, prawda jest taka, ze przez ostatni rok dokladnie to mnie powstrzymuje przed powiedzeniem wprost, woz albo przewoz. Jesli tak postawie sprawe to musze liczyc sie z tym, ze to moze oznaczac koniec zwiazku. Ja wiem, ze to takie chowanie glowy w piasek i karmienie sie nadzieja, troche jak kobiety, ktore nie chca uwierzyc w zdrade meza, bo jak uwierza, to musza cos z ta wiedza zrobic.
        Jesli mu powiem "Slub albo rozstanie" to potem musze byc konsekwentna i odejsc, jesli on sie na slub nie zgodzi. A na to chyba jeszcze nie jestem gotowa, bo poza kwestia slubu to jest naprawde doby facet i zwiazek.
        Calkiem mozliwe, ze z czasem ta kwestia coraz bardziej bedzie zatruwac milosc, zreszta ja uwazam, ze dlatego wyladowalismy na terapii, bo dla mnie to juz zartuwa radosc ze zwiazku, radosc z planow.

        Biore tez pod uwage, ze sa ludzie, ktorzy sa uparci, nie lubia byc zmuszani ani szantazowani do decyzji. Mam swiadomosc, ze jesli go podstawie pod murem to decyzja bedzie na "nie" nie koniecznie dlatego, ze on nie chce byc ze mna, ale dlatego, ze zostal przycisniety do muru.

        Ale z drugiej strony, ile mozna cierpliwie czekac...

        Zreszta, powiedzmy sobie szczerze i do bolu realistycznie, w moim wieku juz raczej nie mam szansy na to by odejsc, przebolec rozstanie, znalezc kogos nowego, zbudowac zwiazek i jeszcze miec czas na dziecko w tym nowym zwiazku. Taka jest brutalna rzeczywistosc.
        • sorvina Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 13:35
          Pewnie, że przed tobą może być trudna decyzja, ale sama wiesz, że zegar biologiczny tyka.
          Na razie nie wiadomo czy partner jest bardzo przeciwny małżeństwo, bo taka zdecydowana potrzeba partnerki nie była mu przedstawiona. Na razie nie zależy mu na papierku po prostu a partnerka czeka aż on się domyśli, że jej zależy, że "powinien".
          Każdy dzień bez wyjaśnienia tej kwestii powoduje, że w tobie narasta żal i wątpliwości i z czasem mogą one zabić miłość. A może się okazać, że jak partner dostanie kilka dni do namysłu to dojdzie do wniosku "a czemu nie". Ale jak poczekasz zbyt późno, to może wtedy ty już nie będziesz chciała, bo wewnętrznie zmęczona uznasz, że to nie to samo, że powinien sam chcieć itp.
        • miacasa Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 13:46
          > Zreszta, powiedzmy sobie szczerze i do bolu realistycznie, w moim wieku juz rac
          > zej nie mam szansy na to by odejsc, przebolec rozstanie, znalezc kogos nowego,
          > zbudowac zwiazek i jeszcze miec czas na dziecko w tym nowym zwiazku. Taka jest
          > brutalna rzeczywistosc.

          To nie stawiaj spraw na ostrzu noża, brak ślubu nie musi oznaczać rozstania, może oznaczać brak wspólnych dzieci.

          Odniosę się do Twojej sytuacji od innej strony. Każdy miesiąc uszczupla Twój ograniczony rezerwuar komórek jajowych, dodatkowo antykoncepcja hormonalna stosowana długotrwale (wg literatury przedmiotu powyżej 5 lat) powoduje strukturalne zmiany w szyjce macicy, upośledzając produkcję śluzu szyjkowego (bardzo istotną przy zapłodnieniu) oraz niekorzystnie wpływając na jej rozwieranie w porodzie. To, że młodo wyglądasz nie przekłada się na Twój wiek biologiczny a on tu jest kluczowy dla sukcesu prokreacyjnego. Nie czekaj - ROZMAWIAJ ze swoim ukochanym, nie jest smarkaczem, chyba rozumie, że nie będziesz miała dużo czasu na starania o dziecko. Jeśli pragnienie posiadania dziecka się u Ciebie uaktywniło tak silnie to nie minie Ci z wiekiem. O ślubie mów wprost, o pieniądzach, opodziale obowiązków w opiece nad dzieckiem też. Trzymam kciuki by się Wam powiodło.
        • zuzi.1 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:18
          Autorko, najpierw się zastanów czego dokładnie TY SAMA chcesz, ten wóz albo przewóz to miałam na mysli dopiero wówczas, gdy facet się jednoznacznie określi, czy chce tego ślubu z Tobą czy nie, nie wczesniej, jako rodzaj szantażu, bo to by było bez sensu i zupełnie niepoważne. Żeby on się mógł konkretnie określic, MUSI wiedziec jakie są Twoje przyczyny, dla których tak bardzo zależy Ci na ślubie, bez tego, będzie podejmował decyzję nie wiedząc o wszystkim co jest istotne i ważne dla Ciebie. Gdy usłyszysz po tych jego przemyśleniach jego ostateczną decyzję w temacie, wówczas będziesz miała czas zastanowic się nad tym co dalej z Wami, z Waszym związkiem, czy jednak jestes w stanie zrezygnowac ze ślubu i zdecydowac się na staranie się o dziecko, czy jednak nie. Możesz mu powiedziec, że teraz Ty przemyslisz tą sprawę przez określony czas i dasz mu znac, co dalej zamierzasz zrobic.

          "Biore tez pod uwage, ze sa ludzie, ktorzy sa uparci, nie lubia byc zmuszani ani
          > szantazowani do decyzji. Mam swiadomosc, ze jesli go podstawie pod murem to de
          > cyzja bedzie na "nie" nie koniecznie dlatego, ze on nie chce byc ze mna, ale dl
          > atego, ze zostal przycisniety do muru."

          Ale to, że mu wyraźnie powiesz, że masz taką potrzebę jak formalny ślub i jest ta potrzeba dla Ciebie bardzo ważna, bo daje Ci jakieś wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa, to nie będzie szantażowanie go, czy zmuszanie czy stawianie pod murem. Stawianie pod murem to będzie dopiero wówczas, gdy uznasz np. po jego decyzji odmownej, że nie zamierzasz jednak kontynuowac tego związku i wymiksowujesz się z niego. Wówczas facet może czuc się postawiony pod murem, że jednak z uwagi na jego decyzję, Ty się wymiksowujesz.

          I rozważ co jest dla Ciebie istotne i ważne, z czego jesteś w stanie zrezygnowac a z czego nie, wysłuchaj jego argumentów na to, dlaczego tak bardzo wzbrania się przed ślubem. Czyli przemysl wszystkie za i przeciw i wówczas podejmij decyzję. A może , gdy mu powiesz tak wprost, on uzna te Twoje argumenty za istotne i jednak zdecyduje się na ten ślub. Nie zakładaj od razu czarnych scenariuszy, jak na razie nie powiedziałaś mu wprost o tym co i dlaczego jest dla Ciebie ważne, coś tam naokoło mowiłas, ale nie konkretnie. I powiedz mu to w taki sposób od serca, co czujesz, jak się z tym czujesz i dlaczego jest Ci tak trudno starac się o dziecko bez slubu. I wysłuchaj go dokładnie co on ma do powiedzenia na temat tego co jego wstrzymuje od podjęcia tej decyzji.
        • princy-mincy Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 17:39
          Ale skad on ma wiedzieć, ze dla Ciebie ślub jest taki ważny?
          Powiedziałas mu to kiedyś, ze chcesz by wasze dzieci urodziły sie w związku małżeńskim a nie w konkubinacie?
          Jesli nie mowilas- powiedz i poczekaj aż Ci sie oświadczy.

    • sorvina Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 13:31
      A bywa też tak ja u mnie, że partnerowi nie zależało na ślubie, bo nie wierzył w instytucje małżeństwa po koszmarnym rozwodzie swoich rodziców. Natomiast związek traktował bardzo serio, uważał, że liczy się to co naprawdę jest między ludźmi, a nie papierek. Też tak miałam, że po jakiś 3 latach czułam, że skoro się nie oświadcza, to nie traktuje tego związku poważnie. Ale nie płakałam w kąciku, tylko po prostu porozmawiałam z nim na ten temat. Był zaskoczony, bo nie wiedział, że to dla mnie ważne. Jemu to nie było do niczego potrzebne, ale uszanował, że ja taką potrzebę mam i się oświadczył. Co ciekawe - mi to wystarczyło. Jesteśmy zaręczeni od 5 lat i przy naszych priorytetach - edukacja i rozwój, jakoś nigdy nie ma dość pieniędzy by w końcu ten ślub wziąć. I jakoś przestał on mieć znaczenie. I tak żyjemy jak stare dobre małżeństwo, a miłość i to ile dla siebie znaczymy, okazujemy w inny sposób. Ale nie mamy dzieci, więc jest trochę inaczej.

      Nie każdy przywiązuje takie samo znaczenie do instytucji małżeństwa. Dla osób z rozbitych rodzin może się ona kojarzyć albo bardzo niechętnie, albo wprost przeciwnie - być jakąś iluzoryczną gwarancją stabilności i miłości. Powiedzenie, że tobie zależy na małżeństwie, to nie żebranie o bycie z tobą u osoby, której nie zależy (to ty tak to w swojej głowie widzisz, to nie jest fakt), ale zakomunikowanie swojego stanowiska i potrzeby w tym temacie. Jakbyś codziennie błagała a on nie chciał, to by było żebranie.

      Niby twierdzisz, że małżeństwo nic nie gwarantuje, a jednak chcesz na papierku budować swoje poczucie bezpieczeństwa. Ilu mężczyzn zdecydowało się na ślub choć nie byli pewni, ale jakoś tak ona chciała i latka mijały, i szybciutko się rozeszli, gdy spotkali "tą właściwą". Ślub nie oznaczał nic poza większym uleganiem presjom społecznym. Może twój facet po prostu ma silniejszy kręgosłup i chce pozostać wierny swoim przekonaniom? Czasem jest tak, że nie tyle inna kobieta jest "tą jedyną", ile mężczyzna potrzebował dojrzeć do założenia rodziny.

      Można mieć dobry związek i niechęć do instytucji małżeństwa z powodów osobistych. Jeśli nie jesteś pewna czy łączy was naprawdę miłość a nie on jest z tobą, bo chwilowo nie znalazł nikogo innego, to to jest prawdziwy problem a nie brak oświadczyn.
      Bo albo masz rację i nie ma co pchać się dalej w ten związek. Albo twoja niska samoocena i lęk przed porzuceniem sprawia, że widzisz sytuację w krzywym zwierciadle. Warto dobrze zbadać co jest prawdą w tym przypadku, bo możesz zniszczyć fajny związek przez swoje kompleksy i lęki.

      Imho raz pogadaj, powiedz, że tobie zależy, że w przypadku dziecka jest wiele "ZA". Zobacz jaka będzie reakcja. Oddziel fakty, od swojej interpretacji. Może łatwiej będzie to zrobić na terapii.
      • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 13:36
        Myślę, że warto powiedzieć o swoim podejściu do ślubu, ale nie mówić "wóz albo przewóz" czy cos w tym stylu. To stawia kobietę w pozycji desperatkii jest czymś w rpodzaju szantażu. Powiedzieć i wyciągnąć wnioski.
        • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 13:50
          Może są faktycznie osoby, którym "nie przyjdzie do glowy", że kobieta czeka na oświadczyny, ale wtedy warto "naprowadzić" może...
          I tez sprawdzić, czy we wszystkich innych kwestiach faktycznie jest się traktowanym jak przyszły (obecny?) małżonek. Pod rozwagę wzięłabym:
          1. czy znasz rodzinę, przyjaciół tego mężczyzny, czy tam przedstawia Cię jako kogos bardzo ważnego dla niego, czy razem spędzacie święta, wakacje, etc.
          2. czy nie dzieli rzeczy na swoje, Twoje,
          3. czy nie żałuje Ci pieniędzy,
          4. czy zawsze możesz na niego liczyć, czy w sytuacjach trudnych pomoże Tobie, Twoim przyjaciołom i rodzinie,
          5. czy jednak jakieś plany snuje - np. gdzie warto byłoby kupić domek letniskowy, czemu nie przyjmie jakiejś propozycji pracy (bo np. rozstałby się z Tobą). Te rozmowy o dziecku, to jednak wyglądają, że traktuje Cię bardzo poważnie, bo ślub jak ślub, ale dziecko to łaczy znacznie bardziej.
    • damodia będę brutalna - chcesz mieć dzieci czy nie? 31.01.14, 13:47
      chcesz mieć dzieci - to je rób, już, zaraz, nie czekając na formalne papierki.
      co zrobi facet to już jego sprawa - a ty będziesz miala wytęsknione dziecko i ojca dla niego.

      oficjalny papierek "żona" ci wcale nie zagwarantuje, ze facet dziecka będzie chciał, że się nie będziecie żreć, nienawidzić, że nie znajdzie sobie kochanki, że się nie rozstaniecie, że nie stwierdzisz że masz faceta dosć,
      oświadczyny nie sa gwarancja że związek przetrwa do śmierci malżonków.

      z jednej strony Tobie niby są oświadczyny potrzebne, żeby się dopiero wtedy na dzieci decydować, a z drugiej strony niejeden związek się zmienia w gorsze po sformalizowaniu, bo się już nikomu starać o partnera nie chce jak się ma go "zaklepanego".

      masz niskie poczucie swojej wartości, dlatego tak bardzo potrzebujesz papierów, sformalizowania, wąskich zasad co w jakiej kolejności. Bo one w Twojej głowie stanowią o Twojej "wartości" , te cudze oświadczyny.
      Owszem, to fajne. Ale z perspektywy życia oceniając - psu na buty jeśli ludzie się dogadywac nie umieja albo nie chcą.

      Masz na oku innego faceta? Innego kandydata na ojca dla dziecka? Rozejrzyj się, przemyśl swoje szanse.
      Ten z którym jesteś ma dobre geny? nie ma patologii i chorob genetycznych w rodzinie?
      To rób to dziecko i ciesz się że masz z kim. Jesli on tylko nie protestuje.

      Cokolwiek dalej będzie między wami dziecko będzie miało pelnoprawnego ojca i matkę, którzy razem czy osobno- jeśli beda się szanowac i z sobą rozmawiać- to krzywdy dziecku nie zrobią. Bo nawiększa traumę to mają dzieci gdy ich rodzice się kłócą i żrą i nastawiają wrogo jedno przeciwko drugiemu.

      Chyba, że wyobrażasz sobie życie samotne bez dziecka, brak spelnienia w tym temacie macierzyństwa. W tym wieku już nie ma czasu na wybrzydzanie.

      Więc albo wykorzystujesz fakt posiadania względnie stałego faceta i kandydata na ojca- i się rozmnażasz nie oglądajac się na papierki,
      albo pokazujesz panu drzwi i szukasz na gwałt kolejnego kandydata, który dzieci będzie chciał.
      • pozioma_z_lisciem Re: będę brutalna - chcesz mieć dzieci czy nie? 31.01.14, 17:21
        brutalnie wiec odpowiem, nie chce dzieci dlatego, ze jestem desperatka z tykajacym zegarem i musze koniecznie pomnozyc swoj material genetyczny. Jesli mam miec dziecko dla siebie jako samotna matka to wole go nie miec wcale, bo zbyt dobrze wiem co znaczy wychowanie sie w niepelnej rodzinie.

        damodia napisała:

        > oficjalny papierek "żona" ci wcale nie zagwarantuje, ze facet dziecka będzie c
        > hciał, że się nie będziecie żreć, nienawidzić, że nie znajdzie sobie kochanki,
        > że się nie rozstaniecie, że nie stwierdzisz że masz faceta dosć,
        > oświadczyny nie sa gwarancja że związek przetrwa do śmierci malżonków.
        >

        Jasne, i napisalam, ze to doskonale rozumiem. Ale w razie czego, malzenstwo gwarantuje mi jakies prawne minimum. Z malzenstwa jednak tak szybko sie nie rezygnuje jak z wolnego zwiazku (jakies statystyki nawet na to sa)

        > masz niskie poczucie swojej wartości, dlatego tak bardzo potrzebujesz papierów,
        > sformalizowania, wąskich zasad co w jakiej kolejności. Bo one w Twojej głowie
        > stanowią o Twojej "wartości" , te cudze oświadczyny.

        Bardzo szybko i kategorycznie postawilas znak rownosci potrzeba papierka=niskie poczucie wartosci. Na postawie jednego posta i nie widzac mnie na oczy. Jestes w bledzie. Ludzie nie potrzebuja slubu tylko i wylacznie z powodu niskiej wartosci.


        > Masz na oku innego faceta? Innego kandydata na ojca dla dziecka? Rozejrzyj si
        > ę, przemyśl swoje szanse

        A co to za sztuka znalezc chetnego dawce spermy? To chyba nie w tym rzecz...


        > Cokolwiek dalej będzie między wami dziecko będzie miało pelnoprawnego ojca i ma
        > tkę, którzy razem czy osobno- jeśli beda się szanowac i z sobą rozmawiać- to kr
        > zywdy dziecku nie zrobią. Bo nawiększa traumę to mają dzieci gdy ich rodzice
        > się kłócą i żrą i nastawiają wrogo jedno przeciwko drugiemu.
        >

        No ja akurat nie mam takiej pewnosci, ze dziecku bedzie wszystko jedno czy rodzice sa razem czy osobno, byle sie nie klocili. Rozstanie rodzicow, chocby nie wiem jak pokojowe to jednak jest dla dziecka powazna trauma.
        • pogodoodporna Re: będę brutalna - chcesz mieć dzieci czy nie? 31.01.14, 17:40
          pozioma_z_lisciem napisał(a):

          > Ale w razie czego, malzenstwo gwa
          > rantuje mi jakies prawne minimum.

          Jednym slowem "kochajmy sie jak bracia, ale liczmy sie jak zydzi ". Zartuje, nie bierz tego do siebie, ale nie moglam sie powstrzymac :-)
        • damodia Kobieto , ogarnij się. 31.01.14, 17:44
          Masz jakieś ciężkie nieprzerobione traumy z domu.
          Tkwiłaś wcześniej długie lata w związku NIEPRZYSZŁOŚCIOWYM.
          Zmieniłaś to na związek z facetem sporo mlodszym, z ktorym to- w związku będąc od 3 lat nawet nie porozmawiałaś o tym, że zalezy Ci na ślubie i dzieciach bo lata ci za chwilę na rozmnażanie nie pozwolą.
          Specjalnie sobie wybrałas mlodszego, nieśpieszącego się faceta, żeby znowu skupiac się na przeżywaniu "a on ma czas, a ja nie mam, dokąd to zmierza, czemu on się nie domyśli, czemu sam z siebie się nie oświadczy, będę się pieklić w domu by go ukarać że się nie domyśla o co mi chodzi!' .
          Wybrałas go znowu po to, żeby nie mieć przyszłościowego związku i żeby -broń boże - dzieci nie zrobić?
          Może specjalnie go wybrałaś, żeby RODZINY NIE ZAŁOŻYĆ.
          Bo Twoje traumy sa na tyle duże, że podświadomie zawsze wybierzesz kogoś kto Cię nie chce na żonę.
          I dlatego tak się zapierasz przed dzieckiem, machasz jak chorągiewką jaką to krzywdę dziecku, które ma rodziców nieślubnych zrobisz, itd.
          Masz traumę z dziecińtwa, nie umiesz tworzyć dojrzałych związków, nie umiesz rozmawiać ani upomnieć się o swoje prawa w związku z partnerem, latami tkwisz przy facetach którzy cię nie chcą "przyszłościowo", itd.
          To z kim Ty chcesz rodzinę zakładać?
          I kiedy?
          Co robiłaś przez 39lat , że sobie nie przerobilaś tematu "zalezy mi na ślubnej rodzinie więc szukam chłopa chętnego do ożenku i posiadania potomstwa" ? I po pierwszych miesiącach spotkań obczaić, dopytać, czy facet się do tego nadaje czy nie.

          Zamiast tego wiążesz się w luźne układy kumpelsko-seksualne , siedzisz w nich latami nie odzywając się na wszelki wypadek że ty przecież chcesz ślubu, .. a gdy już przyzwyczaisz faceta, że tak jak jest -jest fajnie i normalne- to zaczynasz się pienić i awanturować, bo o coś Ci chodzi , ale nie powiesz mu o co, bo to ujma na honorze!
          Sorry, ale nawet po ślubie charakter Ci się nie zmieni. A wiecznie sfochowanych, oczekujących domyślania się osób w związku szybko zaczyna się mieć dośc.

          • triss_merigold6 Re: Kobieto , ogarnij się. 31.01.14, 18:11
            Święta prawda. Laska sama wybiera nieperspektywiczne układy, żeby broń Boże nie związać się tym ślubem i dzieckiem. Na uporanie się z dzieciństwem miała 20 lat, zwalanie swoich decyzji na rozwód rodzicow to żenada i uciekanie.
          • pozioma_z_lisciem Re: Kobieto , ogarnij się. 31.01.14, 19:22
            jezu, ilez w Tobie agresji? Lepiej Ci jak sie troche wyladowalas?
            po raz kolejny otwieram buzie ze zdumienia jak mozna w tak slepy sposob objechac kogos, o kim sie nie ma bladego pojecia.

            Czy Twoim zdaniem prawo bytu i zwiazku maja tylko ci doskonale ogarnieci i poukladani?
            Kazdy ma jakas swoja traume i swoj bagaz. To, ze mam swiadomosc swojego nie oznacza, ze uzywam go jako wymowki do wszystkiego. Mam swiadomosc i na tyle na ile bylam w stanie to naprawilam to praca nad sama soba i nie tobie oceniac co robilam przez ostatnie 39 lat.
            Raczej nikt nie ma magicznego przelacznika, zeby sobie wszystko sprawnie wylaczyc w wieku 21 lat i potem radosnie ruszyc w zycie. Cos zostaje i kwestia tego by umiec z tym zyc i znalezc czlowieka, ktory bedzie to akceptowal.

            Kazdy ma prawo do swoich pragnien i preferencji, czy to do partnera zaradnego finansowo, czy religijnego, czy tego co uznaje waznosc slubu. Dla mnie akurat wazne jest malzenstwo i nie jest to chyba az takie strasznie wygorowane zadanie, a wykpiwanie tego przez ciebie jakimis ciezkimi traumami z dziecinstwa jest kompletnie nietrafione.

            Zalozylas i pojechalas sobie na jakis blednych teoriach wyczytanych pomiedzy wierszami. Przy poziomie agresji jaki bije z Twoich postow nie mam jednak najmniejszej ochoty ani sprostowac ani z Toba dalej dyskutowac.
            • triss_merigold6 Re: Kobieto , ogarnij się. 31.01.14, 19:31
              Deklarujesz, że małżeństwo jest dla Ciebie ważne, a po raz kolejny tkwisz w konkubinacie.
              Gratuluję konsekwencji.
              • pozioma_z_lisciem Re: Kobieto , ogarnij się. 31.01.14, 19:39
                Tym razem sytuacja jest odwrotna. W poprzednim zwiazku to moj ex chcial malzenstwa i dzieci. Oswiadczyl sie po roku bycia razem. Ja wtedy (_z nim_) nie czulam takiej potrzeby, nie chcialam ani malzenstwa ani dzieci. I to ja od niego odeszlam gdyz stwierdzilam, ze to nie fair marnowac jego czas i jego zycie, skoro nie moge mu dac tego co dla niego wazne. On gotow byl czekac w nadziei ze zmienie zdanie. Wiedzialam, ze sam nie odejdzie bo liczyl, ze instynkt maciezynski sie w koncu we mnie odezwie. Odezwal sie, ale przy innym facecie.
                • sorvina Re: Kobieto , ogarnij się. 31.01.14, 20:01
                  Możesz mieć więc tendencję by sytuację z partnerem oceniać jako lustrzaną, a tak być nie musi. Jest jeszcze wiele innych scenariuszy.
            • damodia Re: Kobieto , ogarnij się. 31.01.14, 19:39
              Kazdy ma prawo do swoich pragnien i preferencji, czy to do partnera zaradnego
              > finansowo, czy religijnego, czy tego co uznaje waznosc slubu. Dla mnie akurat w
              > azne jest malzenstwo


              Zwyczajnie KŁAMIESZ. Co gorsza okłamujesz samą siebie całe życie.
              Ktoś, dla kogo ważne jest małżeństwo nie wiąże się w NIEPRZYSZŁOŚCIOWE ZWIĄZKI z partnerami , którzy małżeństwa nie chcą, nie tkwi przy nich latami żyjąc z nimi w prawie-związku.
              Niech to do Ciebie wreszcie dotrze, że nie partnerzy są "źli" i nie oni destrukcyjnie działają torpedując twoją "potrzebę ślubu". Tylko sama to robisz.
              Ważny jest dla ciebie porządek w domu więc leżysz przed tv wśród rozrzuconych ciuchów i chipsów na zaciapanej podłodze? Ważna wiara, więc żyjesz w konkubinacie? Ważna znajomosc języków więc się ich nie uczysz? Pragniesz czerwonego koloru więc kupujesz ciuchy niebieskie i żółte? I do kogo pretensje że nie masz tego "co ważne"?

              Ot, kryzys wieku średniego, masz panikę przed nadchodzacą starością więc chcesz zmusić faceta, którego tak naprawdę nawet zbytnio nie lubisz i cię wkurza, do tego by sobą zaspokoił Twoja obsesję zamążpójścia i rodzenia dzieci "ślubnych" w glorii "żony".
              To go zmuszaj.
              Ale nie opowiadaj na forach jaki to on niezdecydowany i niegramotny. Popatrz w lustro, jak sama dotąd byłaś "gramotna".
              • triss_merigold6 Re: Kobieto , ogarnij się. 31.01.14, 19:46
                Osobiście uważam, że życie jest proste i kobieta która naprawdę chce mieć ślub i dzieci, ma ów ślub i dzieci (pomijam problemy zdrowotne jak niepłodność). Jesli niemal do 40-tki nie zdążyła, to znaczy że jej specjalnie nie zależało i nie starała się.
              • pozioma_z_lisciem Re: Kobieto , ogarnij się. 31.01.14, 19:47
                jeszcze raz powtarzam zejdz ze mnie kobieto i przestan sie wyladowywac jakimis kompletnie wyssanymi z palca bzdurnymi teoriami.
                Nie masz bladego pojecia o moich bylych partnerach i czego oni akurat chcieli, ani o tym czy moje zwiazki sa/byly prawie, pol czy na cwierc.
                A juz napewno nigdzie nie napisalam, ze mojego partnera zbytnio nie lubie czy mnie wkurza.
                Przestan wymyslac i wypisywac bzdury o czyms o czym nie masz najmniejszego pojecia, tylko dlatego, ze moj watek nawinal ci sie pod klawiature.
                • damodia Re: Kobieto , ogarnij się. 31.01.14, 20:03
                  ja nie mówię o twoich bylych partnerach tylko o twoim postępowaniu. nie zauwazyłaś?
                  całe swoje życie małżeństwa nie chciałaś i unikałaś, a teraz machasz chorągiewką, że "małżeństwo jest dla mnie bardzo ważne czemu on się nie domyśli". no śmiech na sali. bo starość na horyzoncie i koniec czasu na dzieci. a może tylko urażone ego, że facet ci się do tej pory nie oświadczył. i aż go na terapię zaciągnęłaś by do tych oświadczyn zmusić...
                  to, że tego faceta nie lubisz i zbytnio nie cenisz widać w twoich postach. co najwyżej jestes od niego uzależniona. bo jest trudny i niegramotny wiec fajnie sie będzie w małżenstwie wzajemnie szarpac i napieprzac jak rodzinna tradycja nakazuje twierdząc, że to zły facet był. Ty jesteś bez skazy, to on ma Twoje potrzeby zaspokoić, jego potrzeby w tym układzie niewiele znaczą.
                • rurek00 Re: Kobieto , ogarnij się. 03.02.14, 09:23
                  Posty damodia nie są agresywne, a dużo w nich prawdy. Fakt, że odbierasz je jako atak, dużo mówi o tobie. Prawda niestety bywa bolesna i niewygodna. Może uświadomi ci to pewne rzeczy, których nie dopuszczasz do siebie.
        • blond_suflerka Re: będę brutalna - chcesz mieć dzieci czy nie? 31.01.14, 17:47
          pozioma_z_lisciem napisał(a):

          > Jasne, i napisalam, ze to doskonale rozumiem. Ale w razie czego, malzenstwo gwa
          > rantuje mi jakies prawne minimum.

          Bardzo ciekawa jest taka postawa niektórych kobiet. Jak podejrzewasz, że facet z ktorym jesteś jest takim człowiekiem co to potrzebuje papierka, żeby zachować się przyzwoicie to dlaczego w ogóle z nim jestes i jeszcze chcesz wyjść za niego za mąż?
    • 8norka6 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 14:00
      Nie masz innego wyboru jak powiedzieć wprost: Słuchaj Kochanie, mam 39 lat na karku, a chcę mieć dziecko, to ostatni dzwonek dla nas, bo nie chcę rodzić po 40-tce. Nie wyobrażam sobie powoływać na świat dziecka, nie będąc po ślubie. Ślub jest dla mnie bardzo ważny, więc ustalmy datę i jutro idziemy do USC, bo ja już dłużej NIE MOGĘ czekać. I koniec. Nie wierzę, że facet, który kocha i chce z Tobą być, odmówi. Zaręczyny nie są potrzebne do ślubu.
      • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 14:08
        tez dobry sposób, sprawdzam, jak w pokerze
        • verdana Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 14:23
          Facet chce mieć dziecko, nie chce ślubu. Dziecko bardziej wiąże ludzi, niż ślub. Ja bym go zapytała, dlaczego tego ślubu nie chce - może ma racjonalne powody? Przy czym problem polega na tym, ze ślub nie gwarantuje absolutnie niczego, nawet trwałości związku. Jesli od niego uzależnia się posiadanie dziecka, to nalezy zastanowić sie, dlaczego? Czy dlatego, że ślub ma być dowodem miłości? Powaznego myślenia o związku? Trwałości? Czy po prostu nie chce się być "panną z dzieckiem"?
          Facet, który chce dziecko, a nie chce slubu nie musi być wcale do skreslenia - wystarczy zapytać, co za tym stoi. Może niechęć do ceremonii, może brak kasy na wesele, może niechęć do zapraszania mamy? Nie zawsze brak uczuć i chęć zostawienia sobie możliwości odejścia.
          • sorvina Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 14:56
            Może się obawiać (z powodu swoich doświadczeń i obserwacji), że po ślubie przestaną o siebie nawzajem dbać, że wejdą w jakieś dziwne społeczno-rodzinne role, zamiast po swojemu budować swoją relację itp. itd. Może być wiele powodów. Niektóre to lęki, które warto przerobić, a inne są równie istotne i uprawnione jak pragnienie wzięcia ślubu bo dziecko przez autorkę. Dlatego zamiast czekać aż się domyśli i z góry interpretować w oparciu o SWOJE wyobrażenia, lepiej porozmawiać.
          • tully.makker Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 15:19
            Racjonalny powodem dla ktorego kobieta planujaca dziecko chce miec slub sa bardzo proste - ona stanie w sytuacji potencjalnie trudnej - byc moze bedzie wymagac opieki podczas ciazy, byc moze po mporodzie straci prace, albo obniza sie znaczaco jej dochody. W przypadku malzenstwa, obowiazkiem meza jest zatroszczenie sie o malzonke, a takze zobowiazania finasowe wobec niej. W przypadku wolnego zwiazku - mezczyzna ma wylacznie zobowiazania wobec dziecka, wobec jego matki - praktycznie zadnych.

            Ja sama mam dwoje dzieci w wolnym zwiazku i jestem zadowolona z takiego rozwiazania, ale uwazam oczekiwania watkodajki za absolutnie sluszne. Dodam takze, ze moj partner wyrazil gotowosc do wziacia slubu, gdybym tylko miala taka potrzebe, co za tym idzie, decydujac sie z nim na dzieci miala podstawy do przekonania, ze rozumie wiazace sie z tym zobowiazania, nie tylko wobec przyszlego potomstwa, ale i wobec mnie jako ich matki.

            Niestety, biologia i patriarchat tak to zorganizowaly, z ekobieta ponosi wiekszosc biologicznych i spolecznych kosztow rodzicielstwa i slusznie powinna oczekiwac od swojego partnera, ze bedzie gotow podjac stosowne zobowiazania, takze na grunscie prawnym, by czula sie, ze inwestycje w potomstwo ponosza oboje. Inaczej to bylby jakis przypadek genetycznego pasozytnictwa.
            • verdana Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 15:28
              A tu mam poważne wątpliwości - posiadanie dziecka, albo ślub z facetem, którego uznaje sie za kogoś, kto nie zatroszczy się w ciąży o partnerkę jest bardzo złym pomysłem i tak. Jesli nie ma się na tyle zaufania, aby wierzyć, że facet pomoże niezaleznie od ślubu, ślubu za żadną cenę nie nalezy brać!
              • tully.makker Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:33
                Jesli facet wzbrania sie przed podjeciem takich zobowiazan prawnych, to coz, tak, nalezy miec sluszne watpliwosci, czy rzeczywiscie bedzie z wlasnej woli dotrzymywal zobowiazan.
                • sorvina Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:38
                  Na razie facet się nie wzbrania. Temat nie jest w ogóle poruszany.
                  • triss_merigold6 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:48
                    Pan twierdzi, że papierek nie jest mu potrzebny, tak?
                    • sorvina Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:54
                      Z tego co zrozumiałam to były ich deklaracje z czasu przed decyzją o posiadaniu dziecka. Później temat nie był ponownie poruszany. A twierdzenie "papierek nie jest mi potrzebny" nie oznacza koniecznie "nigdy w życiu". Oznacza, że priorytety są inne.
                      • triss_merigold6 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 17:00
                        Niech pani powie wprost, aczkolwiek sugeruje zajście w ciążę najpierw.
                        Zgadzam się z Tully, że deklaracja zgody powinna być nawet jeśli facetowi na ślubie bardzo nie zależy. Niestety pani autorka ma za mało czasu żeby stawiać warunki czy ultimatum. To się robi będąc pewną wygranej.
          • pozioma_z_lisciem dlaczego on nie chce 31.01.14, 17:53
            Z tego co do tej pory twierdzil, to nie jest mu to do niczego potrzebne, nie gwarantuje trwalosci niczego, nie wierzy w papierki. Ale tez nie jest tak, ze on slub wyklucza i kategorycznie odrzuca. Kiedys przylapalam go jak gapil sie w sklepie na pierscionki zareczynowe, kiedys cos tam przebakiwal, ze pewnie slub tez trzeba bedzie, zeby dzieci mialy normalnych rodzicow ;) Ale dla niego nie jest to warunek konieczny do niczego.
            Kasa akurat nie jest problemem, bo tego nam nie brakuje, zreszta zadne z nas nie ma marzen o weselu na 300 osob.
            W terapii wyszedl jego ogromny strach przed "nieodwracalnym". I slub, dziecko, zdecydowanie sie na jedna kobiete do konca zycia jest dla niego czyms nieodwracalnym.
            Widze, ze dzieki terapii ten strach sie znacznie zmniejszyl, na tyle by o dziecku rozmawiac i zaczynac cos planowac.
            • triss_merigold6 Re: dlaczego on nie chce 31.01.14, 18:00
              Bitch please, każdy niemal facet ma takie lęki, nie trzeba terapii, żeby uzyskać taką wiedzę. Zanim on sobie przepracuje, Ty zaliczysz menopauzę, a z efektów terapii skorzysta młodsza.
            • blond_suflerka Re: dlaczego on nie chce 31.01.14, 18:12
              No więc tak-masz dobry związek, kochacie się, facet ma lęki przed dzieckiem i małżenstwem ale chodzicie na terapię i jest lepiej-i czego Ty tak naprawdę chcesz?
              Co miałoby się stać, żeby było Ci lepiej?
              Terapia działa za wolno? Cały ten związek jest mniej wart niż sam akt ślubu? No bo jest Wam dobrze, facet chce pracować nad swoimi lękami, chodzicie na terapię-i to wszystko jest mniej ważne od faktu, że Ty chcesz slubu? A może to Ty pracuj na terapii nad ta koniecznością papierka?
              Jest wielu samotnych ludzi, którzy marzą o miłości i jej nie mają. Jest wiele par z kłopotami gdzie często facet nie zgadza się na terapię i nie chce pracować nad związkiem czy sobą.
              Nie chodzi o to, żeby brać byle co i kogokolwiek no ale sama piszesz, że facet jest fajny i związek też. Naprawde chcesz, żeby sam fakt braku slubu zabierał Ci teraz kolejne dni i tygodnie na żal i płacz? Ta jedna rzecz jest ważniejsza od Waszej miłości i szczęscia, że udało Wam się spotkać?
              Nie czaję bazy;)
              • triss_merigold6 Re: dlaczego on nie chce 31.01.14, 18:21
                Laska chce mieć bajkowo i psiejsko czarodziejsko i żeby on chciał bez kopania. I jeszcze do niej nie dotarło, że jest za stara na stawianie takich warunków młodszemu facetowi, który ma czas i zero ciśnienia biologicznego.
                • blond_suflerka Re: dlaczego on nie chce 31.01.14, 21:41
                  No tak ale Ty piszesz, że ona nie ma czasu na warunki i ma decydowac się na cos co nie do końca jej odpowiada. A ja piszę o tym, żeby ona przekierowała uwagę na to co naprawdę istotne. I wtedy rzecz nie będzie w tym, że ona nie ma prawa stawiac wymagań co do swojego szczęscia i potrzeb(bo przecież ma) ale w tym, że zrozumie co jest naprawdę istotne i rzeczy nieistotne odpuści.
                  Albo ten związek wcale nie jest taki fajny i wtedy nie ma się co dziwić pewnym wątpliwościom czy wkurzeniu na brak ślubu bo wtedy ten brak ślubu to tylko jeden z elementów kiepskiego całokształtu albo jest tak jak tutaj napisano-Autorka ma lęk przed bliskością i nawet jak partner jest świetny i związek rokuje to ona i tak przyczepi sie do czegoś co rzekomo nie daje jej w pełni z tego szczęscia korzystać(w tym przypadku i aktualnie ślub).
    • bahomet_1001 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 14:55
      Witaj w klubie ;)
      Całkiem niedawno opisywałam tu swoją historię - ja chcę ślubu, on nie mówi wprost, że nie chce, nawet wręcz przeciwnie, ale kręci, odkłada, nie teraz, później. Tak samo jak Ty, wpadłam w głęboką frustrację, od pół roku między nami atmosfera siadła, są ciągłe awantury, z reguły prowokowane przez moją bezsilność i bezradność. Różnica między mną a Tobą jest taka, że ja mówiłam wprost, że mi chodzi o ślub, a także to, że mi ślub ma "zabezpieczyć" inną potrzebę niż Tobie. I też mówiąc o ślubie, wychodząc pierwsza z inicjatywą takich rozmów, czułam się, że żebrzę.
      Ale od miesiąca się mi zmieniło. Ślub nadal jest ważny i bez niego raczej nie zrobię kroku naprzód w naszym związku. Ale zaczęłam inaczej z nim rozmawiać. Bez żądań, bez roszczeń. Zaczęłam mu mówić spokojnie i bez negatywnych emocji DLACZEGO to jest dla mnie takie ważne, DLACZEGO ze ślubem poczuję się bezpieczniej. Zaczęłam też pytać DLACZEGO on nie chce, co go powstrzymuje, jakie on ma uczucia w tym temacie. Nie jest mi łatwo się z nim porozumieć, bo on ma ogromną blokadę przy mówieniu o swoich uczuciach i potrzebach. Ale czuję, że będąc spokojną, nie strasząc go rozstaniem, nie grożąc konsekwencjami braku ślubu, zdecydowanie lepiej nam się rozmawia na ten temat. I może któregoś dnia do czegoś dojdziemy :)
      W Twoim przypadku, myślę że nic nie osiągniesz, jeśli nie powiesz swojemu mężczyźnie o co Ci chodzi. Bez gróźb i stawiania sprawy na ostrzu noża. Ale mówiąc o swoich uczucia, o swoich potrzebach i dlaczego to dla Ciebie takie ważne. Myślę, że rozmawiając w ten sposób możesz pozbyć się uczucia żebrania. Ale jednocześnie daj mu prawo nie chcieć tego ślubu i zastanów się jak chcesz dalej żyć, jeśli on rzeczywiście ślubu nie chce. Mnie frustracja okołoślubna przeszła w momencie, gdy wsłuchałam się w siebie, gdy dokładnie rozpoznałam dlaczego ten ślub jest taki ważny, gdy dałam prawo mojemu M. do tego, że ślubu może nie chcieć i gdy pogodziłam się z myślą, że być może, jeśli w tej kwestii nic się nie zmieni, to czeka nas rozstanie. I gdy bardziej uwierzyłam w siebie.
    • a.nancy Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 15:08
      > Chcialam wykrzyczec "oswiadcz sie do cholery wreszci
      > e!" No ale nie moglam tego przeciez powiedziec.

      dlaczego nie?

      może masz rację i on nie jest pewien. a może nie masz racji i on naprawdę nie rozumie, o co ci chodzi. jeśli nie zaczniecie o tym rozmawiać, to się nie dowiesz jak jest.

      > w "papierek" nie wierzy. No ale wiekszosc facetow tak twierdzi, dopoki nie spo
      > tka tej jedynej.

      e tam, mity :P
      • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:01
        Jeszcze wydaje mi się, po przeczytaniu postu Bahometa, której historię pamiętam (niby też dziecko miało być, choć to nie priorytet, facet chałupę rozbudowuje obok wścibskiej matki), że zazwyczaj takie problemy są wynikiem jakichś głębszych problemów. Ja nie kupuję do końca wytłumaczenia, że jest terapia w związku, bo facet nie mówi o przyszlości, bo kobieta narzeka na teraźniejszość. Też na sprawę w pewien sposób naprowadza post Verdany i Sorviny. Ktoś nie chce ślubu, bo nie ma pieniędzy na ślub, bo nie chce zaprosić matki, bo ma za soba koszmarny rozwód rodziców. I właśnie po to wg mnie są pewne sytuacje w życiu sprawdzające, jak właśnie oświadczyny, śluby, etc. by sprawdzić właśnie również w nich danego kandydata na życiowego partnera. Bo po co facet, który nie zarobi na ślub, facet, który boi się zaprosić matki, facet straumatyzowany rozwodem. To trochę jak proszenie się o problemy. Nie wiem, czy umiem, to dobrze wytłumaczyć.
        • verdana Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:08
          Hm, a po co kobieta, która nie zarobi na ślub, kobieta straumatyzowana, albo bojaca się własnej matki? Jakoś to trochę inczaej brzmi, prawda?
          • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:29
            O kobietach jeszcze łatwiej by mi się pisało, bo zaraz swój przykład bym dała, i swoich postów - o złej matce, nieumiejętności sprzątania, etc. Dawne zwyczaje np. lustrowanie rodziny kandydata/kandydatki na małżonka miały w sobie wiele mądrości.
            Może nawet w poprzednim poście złe pytanie, "po co?". Bardziej chodzi o świadomość, w co czlowiek się pakuje:) Jeszcze ślubu nie ma, a tu terapie, batalia o ślub, już problemy z matką faceta. To samo w sobie faktycznie jest problemem, ale można też traktowac jako ostrzeżenie/znak.
            • zuzi.1 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:39
              Paris napisała:"Bardziej chodzi o świadomość, w co czlowiek się pakuje:) Jeszcze ślubu nie ma, a tu terapie, batalia o ślub, już problemy z matką faceta. To samo w sobie faktycznie jest problemem, ale można też traktowac jako ostrzeżenie/znak."

              Zgadzam się z tym. Myślę, że trzeba spojrzec na ten związek również od tej strony.
          • sorvina Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:47
            Ja w trakcie rodzinnego piekła rozwodowego nawet nie chciałam myśleć o ślubie, bo oznaczało to zastanawianie się czy rodzice się pobiją w trakcie ceremonii, czy może lepiej zaprosić tylko jedno - pytanie które. Z czasem emocje opadły, brat jakoś przez wesele przeszedł.
            Gdyby mi te kilka lat temu partner nagle powiedział - mamy wziąć ślub zaraz, jak nie chcesz tzn, że mnie nie kochasz, nie zależy ci, albo jesteś jakaś problematyczna - to bym mu wystawiła walizki za drzwi w trybie natychmiastowym. Bo czym innym jest przedstawienie swoich potrzeb i wspólne zastanowienie się o co komu naprawdę chodzi ze zrozumieniem sytuacji drugiej strony - czy o bezpieczeństwo finansowe - tu można się zabezpieczyć i bez ślubu, czy potrzeba by być czymś więcej niż luźnym związkiem - wtedy można wypracować kompromis i np. ślub bez problematycznej rodziny i kosztownej pompy; a czym innym wpierw milczenie a potem szantaż i reagowanie z poziomu fochów, stereotypów, mitów i do tego kompleksów i traktowania wszystkiego osobiście.
            Być może partner ma coś do przerobienia po swojej stronie, ale nie jest to dla niego priorytet bo nie wie jak partnerce zależy na małżeństwie - dla niego wszystko jest ok - są razem, małżeństwo nie jest mu potrzebne.

            Na razie nie wiemy czy partner autorki jest przeciwny ślubowi z autorką jako takiemu.
            A jeśli jest niechętny to może niekoniecznie przeciwko ślubowi ale jakiemuś jego elementowi - np. wydawaniu dziesiątek tysięcy złotych na weselisko, spędowi rodzinnemu w niefajnej atmosferze itp. Jest wiele pytań, które pozostają bez odpowiedzi a autorka już snuje stawiające faceta w negatywnym świetle wizje. Nie zdziwiłabym się gdyby to przekładało się na okazywanie niechęci na co dzień, co dodatkowo go zniechęca.

            Autorka musi zastanowić się czego chce. To, że z ekonomicznego punktu widzenia rzeczywiście ślub jest korzystny dla kobiety planującej dzieci, to nie znaczy, że to, że facet nie chce ślubu i nie pomyślał o jakiejś innej formie zabezpieczenia interesów autorki oznacza, że jej nie kocha. On mógł zupełnie na to nie patrzeć z tej perspektywy bo np, dla niego oczywiste jest, że ludzie sobie pomagają i są wobec siebie w porządku.

            Na zajęciach z terapii partnerskiej mówiliśmy o tzw. kodeksie partnerskim. To rodzaj takiego omówienia przez parę jak wyobraża sobie związek - różne jego elementy od spędzania czasu razem, przez sprawy formalne i finansowe. Wtedy wychodzą wszystkie "on/ona powinien" i można to obgadać i albo wypracować rozwiązanie satysfakcjonujące oboje, albo uznać, że nam nie po drodze. Najczęściej jednak ludzie nie ustalają takich rzeczy, każde z nich ma swoje wizje tego co dobre i oczywiste i potem pojawiają się pretensje, że druga osoba się nie domyśli, że nie wie, że już czas. Gdy realia się zmieniają - np. ma pojawić się dziecko, pewne rzeczy trzeba obgadać na nowo.

            Weźmy pod uwagę, że normy społeczne się zmieniły. Kiedyś rzeczywiście tylko "ułomne" jednostki nie brały ślubu. Teraz jest wiele innych możliwości wyboru, które niekoniecznie źle świadczą o jednej ze stron. Mężczyzna powinien zarobić na ślub a jak nie to coś z nim nie tak? A może jest na tyle rozsądny, że wie, że dziecko to wydatki, że lepiej mieć na większe mieszkanie, a może nie jest bogaty z domu i niekoniecznie na mieszkanie/dziecko zarobi w ciągu kilku lat a nie chce się zapożyczać na wesele, skoro oficjalnie bez niego jest ok, skoro partnerka nie mówi, że jest inaczej.

            Serio, bez rozmowy między autorką a jej partnerem, to można tak długo gdybać i każdy scenariusz jest równie prawdopodobny.
        • zuzi.1 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:33
          Paris napisała:"zazwyczaj takie problemy są wynikiem jakichś głębszych problemów. Ja nie kupuję do końca wytłumaczenia, że jest terapia w związku, bo facet nie mówi o przyszlości, bo kobieta narzeka na teraźniejszość. Też na sprawę w pewien sposób naprowadza post Verdany i Sorviny. Ktoś nie chce ślubu, bo nie ma pieniędzy na ślub, bo nie chce zaprosić matki, bo ma za soba koszmarny rozwód rodziców. I właśnie po to wg mnie są pewne sytuacje w życiu sprawdzające, jak właśnie oświadczyny, śluby, etc. by sprawdzić właśnie również w nich danego kandydata na życiowego partnera. Bo po co facet, który nie zarobi na ślub, facet, który boi się zaprosić matki, facet straumatyzowany rozwodem. To trochę jak proszenie się o problemy. Nie wiem, czy umiem, to dobrze wytłumaczyć.'

          Odnosnie tego kawałka Paris się zgadzam, czasem takie wycofane podejscie męzczyzny może oznaczac jego głębsze problemy, wynikające np. zaburzonej sytuacji rodzinnej, relacji z matką itp. objawiające się potem jako lęk przed bliskoscia, niechec do budowania z żoną wspólnoty w związku, niechęc do ślubu etc. I taka sytuacja z niechęcią do slubu może pokazac, że jest jakiś problem, mężczyzni rzadko kiedy chcą wprost i i szczerze mówic o tego typu sprawach, czesci z tych spraw sobie nie uświadamiają, a o częsci nie chcą zwyczajnie nikogo informowac nawet najbliższej osoby.

          Nie zgadzam się jednak z tym:"Bo po co facet, który nie zarobi na ślub", na ślub mogą zarobic obie strony, nie musi za tą kwestię byc odpowiedzialny tylko mężczyzna. Co prawda niemożnosc, nieumiejętnosc zarobienia na slub obu stron związku może świadczyc o ich braku zaradnosci, a dwóm osobom niezaradnym życiowo i nieprzedsiębiorczym żyje się na pewno b. cięzko i warto o tym też pamiętac, lepiej jest gdy wiązą się ze sobą osoba zaradna z niezaradną lub obe zaradne, niż gdy dwie osoby niezaradne, bo wtedy może byc cięzko przeżyc do pierwszego, a o posiadaniu dzieci w takim układzie można co najwyżej pomarzyc...
          • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:52
            O zarobieniu na ślub było w kontekście podania tego problemu przez Verdanę, nie jako problem sam w sobie i w mojej ocenie.

            Dodam, że zarówno przypadek ten tutaj i Bahometa, to bardzo ciekawe przypadki, gdyż stadium rodziny jest tu bardzo młode/ rodzina w fazie tworzenia, ale osoby ją tworzące są metrykalnie na tyle dojrzałe, by mieć świadomość wielu czynników. W obu wątkach kwestia terapii się pojawia, która bardzo dobitnie o tym świadczy.

            Zuzi, ale jaka lektura by tu pasowała?:)))

            Ps. Dodam, że poczułam z dwa dni temu chęć na ten wewnętrzny dom:))))
            • zuzi.1 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 17:23
              Jaka lektura? ;) dobre pytanie, na pewno nie zaszkodzi, gdy Autorka przeczyta ten "Powrót do swgo wew. domu", książka załączona w wątku koksika, moze sobie coś uświadomi odnośnie własnych mechanizmów myślenia, komunikacji, wyborów etc. Co do innych książek to musze pomyslec, wydaje mi się, ze powinny byc to książki o poprawie komunikacji w związku, dot. zwiększenia poczucia własnej wartosci, asertywnosci. Tak na szybko, to np. "Czas kobiet" Iwona Majewska-Opiełka, "Asertywnosc sięgaj po to czego chcesz nie raniąc innych" Robert Alberti; i "Zdrowy egoizm" Rachael Richard Heller;"Grzeczne dziwczynki ida do nieba, a niegrzeczne tam gdzie chcą" Ute Ehrhardt;"Grzeczne dziewczynki zjadają wilka" Ute Ehrhardt; i na koniec ta, pod kątem dziecka, które mam nadzieję wkrótce się pojawi:-) "Twoje kompetentne dziecko" Jesper Juul.
              • pade Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 21:46
                Najbardziej pasowałaby "Kobieta asertywna" Stanlee Phelps i Nancy Austin:)
    • rurek00 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:15
      Zwyczajnie w świecie powinnaś mu powiedzieć, że ślub jest dla ciebie ważny i wytłumacz mu dlaczego. To nie jest żebranie. Nie wiem jak wyobrażasz sobie ten związek, jeśli boisz się takiej rozmowy. Nie musisz zaraz dawać mu ultimatum, tylko niech się zwyczajnie określi co o tym myśli. Będziesz wiedziała na czym stoisz, i się potem możesz zacząć zastanawiać czy ci to pasuje czy nie.
    • triss_merigold6 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 16:55
      Na Twoim miejscu, ze względu na wiek olalabym kwestię ślubu, bo każdy upływajacy miesiąc zmniejsza Ci płodność. Pan ma czas, Ty nie i jestes na słabszej pozycji.
      • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 18:25
        A ja nie wierzę, że jest ogólnie świetnie, tylko jest kwestia niewyartukułowania (czy jakies takie trudne slowo:)), a chodzi para pół roku na terapię. Po trzech spotkaniach skonczyłyby się chyba tematy ogólne, które pewnie każda para może sobie wymyślić;) Nie ze mną takie numery:)))
        • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 18:32
          I o ile lubię rady Sorviny, to wydaje mi się, że bardzo ważnym elementem życia jest kultura i pewne kwestie są fajne, bo właśnie niedopowiedziane. Nie dlatego fajnie się dostaje kwiaty, bo sie o nie prosi. Ja np. nawet nie lubie takich chodzacych z koszami kwiatów, żeby facet cos kobiecie kupił, bo uważam, że wyciąganie portfela psuje taką sytuację:)
          I jeśli chodzi o terapie partnerskie, to mimo, że nie przechodziłam, to podejrzewam też, że może być taki pewien negatywny efekt... Jak się gada, wywnętrznia przy terapeucie, to w pewnym momencie można czuć zohydzenie do osoby terapeuty, terapia jest jakimś rodzajem gwałtu i nienaturalną sytuacją. Obawiam się, że podobne efekty mogą występować też na terapiach partnerskich, tylko, że o ile od terapeuty można się uwolnić, potraktować go jak "narzędzie" i jakoś "wyrzucić", to z partnerem ciężko to zrobić. Ciekawe, czy ktoś ma podobe spostrzeżenia, albo coś wie w temacie:)
          • sorvina Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 18:58
            Jeśli za dużo zostawia się "w niedopowiedzeniu" trzeba brać poprawkę na to, że druga osoba nigdy się nie domyśli. Gdzieś krążyła taka rada dla kobiet "jak mężczyźnie o czymś nie powiesz, to on o tym nie będzie wiedział". Gdyby ludzie mniej liczyli na sceny jak z filmów a więcej rozmawiali, byłoby mniej rozczarowań. Magię można zbudować na czymś innym.

            Warto pamiętać, że autorka dopisała, że nie mamy tutaj sytuacji gdzie para nic nie wspominała o ślubie, ale gdzie oficjalną wersją jest "ślub kiedyś tak, teraz myślimy o dziecku". Dla faceta sprawa jest jasna. Ona chce zmienić priorytety związku. Oczekiwanie, że on się domyśli, że ona tego chce, to liczenie na naprawdę duży cud.
            Owszem, najfajniej by było, gdyby on już teraz wyszedł z tą inicjatywą, ale czy tak wiele to zmieni, że ona pewne rzeczy nazwie po imieniu? Ja też się bałam, że jak sama zacznę rozmowę o ślubie, to będę miała wrażenie, że go wymusiłam, że to nie będzie to. Ale po jednej krótkiej rozmowie na luzie gdzie powiedziałam, że mi zależy dałam partnerowi czas. A on sobie 2 miesiące by jednak nie było, że zaraz po rozmowie się oświadcza, bo go zmusiłam, i by wszystko przygotować. I wcale nie byłam mniej wzruszona. Bo najważniejsze, że on chce być ze mną. Reszta to konwenanse i wyobrażenia. A nie musi być jak w bajce, którą sobie wymyśliłyśmy mając 11 lat by było cudownie.

            A twoja uwaga odnośnie terapii - jeśli się koncentruje tylko na tym co jest źle, do naprawy, a nie na tym co fajnego w związku by to pielęgnować i wzmacniać to tak, można z czasem znienawidzić terapeutę i partnera. Ale terapeuta, który by tak prowadził terapię to d...a a nie terapeuta. Jednak jeśli autorka nie jest szczera i uczciwa z terapeutą i partnerem i stwierdza, że dla niej jest wszystko ok skoro zdecydowali się na dziecko, to skąd jedno i drugie ma wiedzieć, że nie jest ok?
            A ogólnie nigdy nie odbierałam terapii jako rodzaju gwałtu, czegoś nienaturalnego. Raczej jako pomocy, kontaktu z osobą zaufaną i życzliwą, tylko mądrzejszą ode mnie w danym temacie. Za wyjątkiem momentów gdy mi wywalało poczucie wstydu za coś i projektowałam tą niechęć na terapeutę wyobrażając sobie co pewnie o mnie myśli itp. Ale to były moje rojenia a nie fakty. Im lepiej czuję się z sobą, tym mniej mi przeszkadza odsłanianie się.

            Tak sobie myślę obserwując ten wątek, że wiele się we mnie zmieniło przez te lata. Kiedyś nie potrafiłabym powiedzieć mężczyźnie otwarcie - chcę być z tobą. Bo czułabym się gorsza, że to źle o mnie świadczy, że on mi tego wcześniej nie powiedział itp. Teraz tak nie myślę. Chcę czegoś - sięgam po to. Pragnę kogoś, mówię mu to. I nie oznacza to, że jestem w jakiś sposób słabsza, uzależniona, łatwa - jak kiedyś to widziałam. Znam swoją wartość i wiem, że On też ją zna. Gdyby jakieś takie sztuczki/pierdoły miały decydować o tym czy on mnie pragnie/kocha/ceni, to kiepski by był to związek i nie wart wysiłku.
        • pozioma_z_lisciem Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 19:04
          paris-texas-warsaw napisała:

          > A ja nie wierzę, że jest ogólnie świetnie, tylko jest kwestia niewyartukułowani
          > a (czy jakies takie trudne slowo:)), a chodzi para pół roku na terapię. Po trze
          > ch spotkaniach skonczyłyby się chyba tematy ogólne, które pewnie każda para moż
          > e sobie wymyślić;) Nie ze mną takie numery:)))

          Alez ja nigdzie nie napislam, ze jest ogolnie swietnie i tylko problem w pierscionku. Po trzech latach to juz wystarczajaco duzo czasu by rozowe okluary spadly i zobaczyc partnera takim jakim jest i zaczyna sie docieranie do siebie.
          Zreszta, uwierz, ze po trzech spotkaniach wcale nie koncza sie tematy ogolne, a przynajmniej nie u mojego faceta. On potrafi tematy ogolne ciagnac latami i jest mistrzem w unikaniu rozmow o konkretach i o tym o co tak naprawde chodzi. Jest doskonaly w wieloznaczynch wypowiedziach i unikaniu rozmow o konkretach, wlasnych emocjach, pragnieniach. Niemal sila zaciagnelam go na te terapie i przez pierwsze trzy miesiace "chodzil bo musial" i nie bylo mowy o rozpoczeciu prawdziwej pracy. Dopiero od niedawna wlasciwie otworzyl sie, nabral zaufania do terapeuty i jest mozliwa rozmowa.
          • sorvina Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 19:13
            pozioma_z_lisciem napisał(a):

            >On potrafi tematy ogolne ciagnac latami i je
            > st mistrzem w unikaniu rozmow o konkretach i o tym o co tak naprawde chodzi. Je
            > st doskonaly w wieloznaczynch wypowiedziach i unikaniu rozmow o konkretach, wla
            > snych emocjach, pragnieniach.

            Ty w temacie ślubu robisz dokładnie to samo, tylko oczekujesz zgodnie z wzorcem kulturowym, że on powinien wykazać inicjatywę i zdecydowanie. Ale nie okazuje, co nie oznacza, że mu na tobie nie zależy. Może mieć taki charakter, nieprzerobione tematy z własną rodziną, z których nie zdaje sobie w pełni sprawy. Pytanie czy to powód by go skreślić. Może za kilka lat sobie temat poukłada. Jeśli nie chcesz tyle czekać, sama wyjdź z inicjatywą jednocześnie rozważając co gdy się zaprze, że jeszcze nie. Czy decydujesz się na dziecko bo czas, a nad resztą pracujecie dalej, czy szukasz partnera, który sam od razu jest zmotywowany, ale to też ci może trochę zająć. No i jak forumki wspomniały, nie wiadomo czy ty sama na pewno masz intencje bycia w związku z osobą, która jest gotowa i otwarta do bycia z tobą. Bo to wymaga też odpowiedniego poziomu samooceny i zdrowych wyobrażeń na temat związków, a sama możesz mieć tutaj coś do przerobienia.
            • triss_merigold6 Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 19:35
              Szczerze mówiąc, taką terapię w wykonaniu pary, której nie łączy ani ślub, ani dzieci, uważam za stratę czasu. Zaawansowany syndrom ZSMP - Zmienię Sobie Marka Później. Oczywiście, można się w to bawić jak ktoś ma czas i chęci, zamiast określić oczekiwania wprost, ale autorka owego czasu już nie ma.
              • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 19:45
                Jeszcze mi przyszlo do głowy o terapii. Nie tylko takie zohydzenie, ale jakby terapeuta był u mnie w domu. To jednak nie jest naturalny kontakt:)

                I jeszcze myślę sobie, że czasem jest tak, że niektórych tematów się z niektórymi osobami nie porusza, bo one jakoś te tematy "blokują", czuje się ich skrepowanie, unikanie. Tak jak ten facet na terapii - kluczył przez trzy miesiące. To nie chodzi tylko o to, że mówimy czego chcemy. Niektórym zwyczajnie nie chce się powiedzieć być może....
              • sorvina Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 19:50
                Pewne rzeczy wychodzą tylko w związku. Co przerobią to ich, jeśli się rozstaną, to kolejny związek zaczną z zupełnie innego poziomu. Są partnerzy po to by z nimi być i tacy, którzy raczej pokazują nam nasze ograniczenia i wzorce. A w przypadku osób "po przejściach" taka terapia to bardziej zaawansowana forma docierania się, gdzie terapeuta pomaga wyłapać problemy komunikacyjne i inne problemy, które rzutują na związek, a których oni sami nie widzieli.

                A biorąc pod uwagę ilość rozwodów w polsce, to syndrom ZSMP występuje i przed i po ślubie. Tylko "po" więcej kosztuje.
              • blond_suflerka Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 21:45
                Para, której nie łączy nic poza chęcią bycia razem jest najbardziej rokująca właśnie;)
                Także terapia jak najbardziej ma sens i nie można mówić, ze jak ktoś nie ma slubu albo wspolnego kredytu to już nie jest związek i w związku z tym nie nalezy traktować poważnie w jego pracy nad związkiem. Pewnie niejedno małżeństwo z papierkiem jest gorsze jakościowo od pary bez ślubu, która idzie na terapię po to, żeby obojgu im było lepiej.
                • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 22:16
                  Wiecie, tak chwilę sobie to jeszcze przemyslałam. W sumie to zgadzam się co do przyczyn stanu rzeczy generalnie chyba z Triss, choć jej rad co do zachodzenia w ciążę na hurrrra nie podzielam:) To co pisze w ostatnim poście Suflerka, to wg mnie zupełnie nijak się ma do tej sytuacji.
                  Faktycznie, najlepiej, jak ludzi łączy chęć bycia razem, ale nie taka nadmierna, za wszelką cenę, pod presją czasu, jak tu. Do tego Autorka wybrała terapię, niż zwyczajne powiedzenie o ślubie, a na terapii tez tego nie mówi. To po co ta terapia? Do tego sama pisze, że nie jest różowo. A para jest w komfortowej z pozoru sytuacji, bo mają siebie, pieniadze, i czas, którego nie ograniczają dzieci;))) Powstaje pytanie, co będzie, jak pojawi sie proza życia;) Jeśli nie byłoby tej presji czasu i ciąży, to chyba naturalną koleją rzeczy byłoby rozstanie, by szukać kogoś z kim normalnie może się układać życie bez terapii. Jeśli terapia jest potrzebna w sumie na początku związku, to chyba jest to takie sklejanie na siłę. Po pół roku terapii wspólnej, Autorka boi się spytać o ślub, bo może to by oznaczało koniec związku.
                  Nie wiem juz nic, za trudne te tematy na forum:))))
                • algavre.live Re: zycie nie-rodzinne 31.01.14, 22:30
                  Ja z kolei dziwię się, że niektóre Forumki są oburzone, że kobieta chce wziąć ślub zanim pomyśli o dziecku.Przez całe wieki taka była na ogół kolejność, prawda? Raczej sytuacja odwrotna powinna być dziwna - choć teraz to taka moda właściwie:żyć w konkubinacie,/ lepiej brzmi, niż kochankowie/. Owszem, zarówno papierek, jak i cała ceremonia są ważne, zwłaszcza dla kobiety. Tylko mężczyzn mamy jakby mniej dojrzałych i bojących się ograniczeń. Duży plus dla partnera autorki, że zdecydował się chodzić na terapię. Ale ja, ponieważ lubię mężczyżnie mówić otwarcie o swoich problemach, obawach itp. nie ukrywałam pytań, jakie miałabym do niego, nawet w obawie co usłyszę w odpowiedzi. Lepiej wiedzieć wcześniej, można wtedy czemuś zaradzić, albo podjąć odpowiednie decycje, niż gryźć się i spalać emocjonalnie.
                  • kol.3 Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 09:23
                    Mężczyzn mamy takich jakie i kobiety. Mężczyźni są nieodpowiedzialni, a panie im to znakomicie ułatwiają. Mało to jest siedmio-dziewięcioletnich znajomości, wspólnego zamieszkiwania, kiedy pani boi się wspomnieć o ślubie, bo pan się obrazi i odejdzie. Zwyczaj wspólnego zamieszkiwania, kiedy nie wiadomo jakie są zamiary partnera (a właścwie wiadomo, że żenić się nie chce), często prowadzi do gorzkich rozczarowań.
                    • algavre.live Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 10:41
                      Zwyczaj wspólnego zamieszkiwania, kiedy nie wiadomo jakie s
                      > ą zamiary partnera (a właścwie wiadomo, że żenić się nie chce), często prowadzi
                      > do gorzkich rozczarowań


                      O to, to...święta prawda! Córka chodzi z chłopakiem 3,5, kończy studia mgr i dyskusję z Nim na temat ich wspólnego ewentualnego mieszkania /bo On też coś gadał o próbach;)/ skończyła: do tematu wrócimy, jeśli na tyle będziemy pewni, że chcemy być ze sobą, że się zaręczymy i będą konkretne plany małżeńskie. W innym przypadku mowy nie ma.
                      • blond_suflerka Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 12:03
                        algavre.live napisała:

                        > O to, to...święta prawda! Córka chodzi z chłopakiem 3,5, kończy studia mgr i dy
                        > skusję z Nim na temat ich wspólnego ewentualnego mieszkania /bo On też coś gada
                        > ł o próbach;)/ skończyła: do tematu wrócimy, jeśli na tyle będziemy pewni, że c
                        > hcemy być ze sobą, że się zaręczymy i będą konkretne plany małżeńskie. W innym
                        > przypadku mowy nie ma.

                        Kwestia niechęci do małżeństwa to nie jest wcale kwestia niedojrzałych mężczyzn tylko zmian kulturowych. Młodzi napatrzyli się na swoich rodziców, którzy właśnie siedzieli ze sobą często nieszczęsliwi ale uwiązani i nie mają ochoty powtarzać tego błędu.
                        Oczywiście można się zastanawiać na ile zaburzone jest to bycie na kontrze do błędów rodziców natomiast to nie jest tak, że faceci nie chcą się żenić a te biedne kobiety się na to godzą. Przecież jest wysyp feminizmu i kobiet pewnych siebie, świadomych swoich potrzeb. Chyba nigdy wcześniej kobiety nie były tak decyzyjne jak teraz.
                        Natomiast oczywiście-jeśli dla jakiejś kobiety małżeństwo jest ważne to musi szukać takiego też faceta i ma prawo tę swoją potrzebę zrealizować.
                        • triss_merigold6 Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 12:14
                          Pisząc młodzi masz na myśli ludzi 30+? No sorry, w tym wieku wypada już funkcjonować niezależnie od wzorców z domku, bo te nie są ani jedynymi z którymi człowiek się spotyka, ani przesądzającymi. Z lękowym nastawieniem spokojnie można sobie poradzić.
                          A te rzekomo świadome i decyzyjne kobiety wcale nie są pewne siebie, to właśnie te biedule, które zgadzają się na role kryzysowych narzeczonych i czekają aż facet sam dojrzeje. On sobie dojrzewa, a owoce zbiera inna pani - bardziej zdeterminowana i konkretna.
                          • blond_suflerka Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 12:29
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Pisząc młodzi masz na myśli ludzi 30+? No sorry, w tym wieku wypada już
                            > funkcjonować niezależnie od wzorców z domku, bo te nie są ani jedynymi z którym
                            > i człowiek się spotyka, ani przesądzającymi. Z lękowym nastawieniem spokojnie m
                            > ożna sobie poradzić.

                            Tak, chodzi o ludzi w okolicach 30. To chyba od tego pokolenia zaczął się wysyp związków nieformalnych. I tak jak pisałam-może to kwestia zaburzonego bycia na kontrze a może po prostu chęc innej organizacji swoich związków. To przecież czas równouprawnienia, związków partnerskich, itd. Nigdy wcześniej nie był takiego podziału obowiązków, opieki na dziećmi, facetów aktywnych w tej związkowej przestrzeni.
                            Tym samym chcę napisać-wiele się zmieniło. Również kwestia podejścia do konieczności a właściwie braku konieczności formalnego związku.
                            Co do kwestii przepracowania rodzinnych wzroców-wiek nie ma tu nic do rzeczy. Raczej świadomość i gotowość do zmiany. Pewnie wielu 30-latków otwartych na zmianę i korzystających z pomocy coacha czy terapeuty jest bardziej świadomych siebie od ludzi starszych z pokolenia ich rodziców.
                            A może to nie jest nic co oni uważają za coś do przepracowania? Ja też jestem z tej frakcji, że małżenstwo nie jest konieczne. A jeśli już to jako jakaś emocjonalna potrzeba przynależności do kogoś, natomiast na pewno nie po to, żeby się prawnie zabezpieczać albo dlatego, ze rzekomo związek bez papierka jest mniej warty czy wazny.

                            > A te rzekomo świadome i decyzyjne kobiety wcale nie są pewne siebie, to właśnie
                            > te biedule, które zgadzają się na role kryzysowych narzeczonych i czekają aż f
                            > acet sam dojrzeje. On sobie dojrzewa, a owoce zbiera inna pani - bardziej zdete
                            > rminowana i konkretna.

                            Nie piszą o tych rzekomo silnych bo to słabość ale o tych naprawdę silnych. Przeciez kobiety, które mają partnerskie zwiazki, podział obowiazków, swoje własne sprawy, prace, zainteresowania, itd to fakt, prawda?
                            Pewnie, ze jest jeszcze trochę? czy dużo? tych słanych no ale zmiana trwa i tych silnych będzie więcej.
                          • pogodoodporna Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 12:30
                            triss_merigold6 napisała:

                            > A te rzekomo świadome i decyzyjne kobiety wcale nie są pewne siebie, to właśnie
                            > te biedule, które zgadzają się na role kryzysowych narzeczonych i czekają aż f
                            > acet sam dojrzeje. On sobie dojrzewa, a owoce zbiera inna pani - bardziej zdete
                            > rminowana i konkretna.

                            Otoz to. Znam pania, ktora byla osiem lat w zwiazku z takim "niezdecydowanym", rozstali sie bo nie mogli dojsc do porozumienia w identycznej kwestii jak u zalozycielki watku. A rok po rozstaniu pan chwalil sie juz obraczka na palcu i kazdemu pokazywal zdjecia usg majacego przyjsc na swiat dziecka. Widac inna kobieta nie byla tak wyrozumiala i szybko przekonala pana co jest dla niego dobre ;-)
                            • blond_suflerka Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 12:31
                              No ale silne kobiety też znacie?;)
                              No pewnie, ze jedna jest niepewna siebie i nie umie organizowac sobie ważnych dla siebie spraw ale dla równowagi już inna to umie. Same chyba jesteście silnymi kobietami, tak? Czyli takie istnieją, prawda?;)
                              • triss_merigold6 Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 12:35
                                Owszem, to ja. Po dwóch małżeństwach spokojnie od lat żyję w konkubinacie i mam w tym konkubinacie drugie dziecko, ale... mam 100% pewności, że jeśli zechcę wziąć ślub, to ten ślub weźmiemy. W sumie i tak weźmiemy jeśli tylko zacznie się to nam opłacać podatkowo, a mała będzie już w państwowym przedszkolu.
                                • blond_suflerka Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 12:46
                                  No i własnie o tym mowa. Skąd więc od razu zaprzeczenie, że silnych kobiet nie ma. Są.
                                  Nie wszystkie te bez slubu to te pokrzywdzone przez decyzje faceta.
                                  • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 13:02
                                    Tu nie chodzi pewnie tylko o ślub, a o brak pewności co do uczuć. Jeśli Pozioma byłaby na 100 % pewna uczuć, to ślub pewnie nie byłby taki ważny, bo rozumiem, że sypia z tym facetem i nie zalożyła dziewictwa aż do ślubu. A jeśli nie ma pewności co do tych uczuć, to się zaczyna zastanawianie nad ślubem, a zresztą jak nie ma pewności co do uczuć, to pewnie faktycznie nie są tak silne jak by sie chciało. Bez powodu nikt nie ląduje na terapii, tam musi coś faktycznie nie grać, a nie tylko jakieś tam powierzchowne sprawy. Mądrze prawię????
                                    • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 13:05
                                      No i trochę myślę, że nie ma co przeceniać "siły". Każdy chce być kochany, nawet prezydent Francji, a nawet każda z jego kochanek;) To podstawowe chyba marzenie i silnych i słabych. Teraz jest chyba takie myślenie, że jak silny i dojrzały, to się obejdzie bez miłości. Będzie żył praca i milionami. A to jest chyba wręcz przeciwnie....
                                • mantis_after_dinner O rany! triss 01.02.14, 17:21
                                  zakumaj (i przy okazji uszanuj), ze nie kazdy ma tak jak ty.

                                  Czasami niestety przekonania wyniesione z dziecinstwa i jakies konwenanse tkwia tak gleboko ze nie da sie ich przeskoczyc.
                                  Mam kolezanke, ktora jeszcze do niedawna byla w podobnej sytuacji. Dziewczyna w zyciu ustawiona, bardzo dobrze zarabiajaca (spokojnie bylaby w stanie utrzymac cala rodzine), juz dawno wyprowadzila sie z rodzinnej miejscowosci, mieszka w duzym miescie europejskim, a tez czekala latek ladnych kilka az facet sie domysli.
                                  Stracila cierpliwosc w wieku podobnym do watkodajki i odtsawila te pigulki.

                                  Tylko co z tego, skoro teraz na gwalt jednak slub przed urodzeniem dziecka, bo jednak w rodzinnej miejscowosci to tak sie glupio pokazac. Nie wiem czemu tak ma - tez nie umiem tego zrozumiec. Wiecej - podejrzewam, ze ona sama nie wie.

                                  Ale zrozum, ze nie wszyscy sa z Warzsawy, nie wszyscy na zimno kalkuluja, ze jak A to B i nie wszyscy umieja przeskoczyc rzeczy zakorzenione im w dziecinstwie. Moze nie chca? Nie wiem. Nie mnie rozstrzygac.
                                  Dobrze jedynie byloby zeby watkodajka znala konsekwencje swojego zwlekania i tyle.
                                  Bo widze ze tutaj jest, jesli dziecko to najpierw slub.
                                  Tyle ze jak jeszcze sobie troche poczeka na slub, to juz nie bedzie B.
                        • algavre.live Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 15:40
                          Zmiany kulturowe to także niedojrzali mężczyżni. Rodzice chlopaka córki są normalnym, dobrym małżeństwem, więc ma dobry przykład związku, a jednak chce mieszkać z dziewczyną, bez deklaracji konkreknej /oprócz uczuć, bo te oczywiście deklaruje:)/, jego kilkoro kolegów tgak robi, więc on też. Czyli jednak moda. I sądzę, że teraz jest więcej kłótni i rozstań, nie tylko przez modę na wolne związki, tylko ze względu m.in. na charaktery ludzi, na swoiste rozpasanie i brak zasad moralnych.
                          • fituq Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 16:01
                            a z kim mieszkają ci chłopcy jesli nie z dziewczynami?
                            dawniej dziewczyny do slubu nie pozwalały na seks.
                            naturalna konsekwencją było, że panowie chodzili na dziwki jak chcieli seksu wcześniej, a jak chcieli miec "porzadną kobietę" to się zaręczali i żenili.
                            teraz jest moda na nie bycie dziewicą, 20letnia dziewica to już wstyd wśrod kolezanek bo znaczy, że jej nikt nie chciał rozdziewiczyc.
                            kilkunastolatki mają zaliczonych po kilku chłopaków.
                            dziewczyny nie maja oprow przed seksem na 1, 2 , 3 randce z kimś kogo praktycznie nie znają. seks "dla sportu/dla zabawy" z pierwszym lepszym stał się codziennością niektórych. kiedyś nikt się tym nie chwalił, teraz dawna "cnotliwość" jest powodem drwin.
                            niektóre kobiety podążając za modą ugrzezły jedną nogą w konkubinatach, chętnie same korzystają z faktu, że mogą się bzykac z kim chcą bez piętna zła moralnego,
                            a potem się w którymś kolejnym współspaczu zakochuja
                            i przypominają sobie nagle że one zawsze chciały "moralne" być
                            i on się musi oświadczyć bo ona potrzebuje byc żoną....
                            no ssoooorrryyy. albo naprawdę mamy zasady albo ich nie mamy.
                            bo zasady o ktorych sobie przypominamy tylko gdy nasze potrzeby chcemy zaspokoić to o kant d... rozbić.
                            trzeba poznac siebie i wiedzieć kim się samemu naprawdę jest.
                            a później wymagac od innych.
                            • kol.3 Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 18:26
                              Jak dla mnie kobiety są po prostu niepraktyczne.
                              O zasadach bym tyle nie mówiła, bo z zasadami jest krucho od co najmniej 3000 lat, tylko poprzednio więcej się zamiatało pod dywan.
                      • verdana Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 16:11
                        Hm, to działa w obie strony. Syn chciałby ślubu, narzeczona nieszczególnie - chyba głwnie nie ma ochoty na załatwianie wszystkiego. Oboję są pewni, zę chcą być ze sobą. Więc nie sprowadzajmy wszystkiego do nieodpowiedzialnych facetów.
                        • algavre.live Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 16:40
                          Poprzedni mój wpis powinien pojawić się pod postem Suflerki. Szybkość spowodowała, że jest gdzie indziej.

                          <"Więc nie sprowadzajmy wszystkiego do nieodpowiedzialnych facetów">

                          Nie wszystko, ale mężczyżni dorastają obecnie wyjątkowo późno, dziewczęta, hm..raczej wcześnie ;) A chłopiec mężczyzną teraz staje się po 40-tce /znam ten przykład na sobie/ i może lepiej wtedy niech zabiera się za poważne deklaracje, które będzie świadom spełnić - choć oczywiście nie ma reguł. A i jest tak, że facet nigdy nie dojrzeje...:)
                          Ostatnimi laty zmieniły się priorytety - teraz młodzi chcą wszystko szybko /nawet sposób mówienia musi nadążać za czasami:)/, bez zobowiązań, kariera, podróże, zabawa...To co jest naprawdę ważne zostaje dostrzeżone, jak niekiedy jest za póżno...Z mojego własnego podwórka: mieliśmy przez 27 lat małżeństwa sporo argumentów, żeby się rozwieźć, ale postanowiliśmy w nim trwać, walczyć, w imię różnych haseł:) Udało się i jest ok. Trudności i przebyta droga tylko umocniły naszą rodzinę. Ale nie szliśmy po linii najmniejszego oporu i nie uciekaliśmy przed trudnościami, choć trzaskania drzwiami - "mam dość" było sporo:):)
                  • ada16 Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 09:30
                    A partner chce tego dziecka?'
                    moze on mysli o dziecku a potem o slubie dlatego , ze prawie 40-tka moze miec problem z ciążą, slub mu zycie skomplikuje i ewentualną ewakuację? w kierunku modszej=płodnej partnerki?
                    • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 09:51
                      Ada, to jest genialne, co piszesz. To jest własnie ta analogia miedzy tą historia i Bahometem. Bahomet jest jednak starsza, naturalnie kwestia dziecka powoli zanikła, i jak widzimy w opisie z wczoraj kwestia ślubu upadła, choć jest "męczona". Uwielbiam, jak są fakty, ale ciężko mi z tego cos wydobyć i nagle przychodzi ktoś taki jak TY:)
                      • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 09:53
                        ... bo ludzie działają dla swojej korzyści, i w gruncie rzeczy racjonalnie (przy założeniu, że nie maja pełnej informacji), tylko z zewnątrz tego nie widać:)
                    • triss_merigold6 Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 12:22
                      No to chyba logiczne...
                  • triss_merigold6 Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 11:39
                    Ależ potrzeba sformalizowania związku przed decyzją o prokreacji wcale mnie nie dziwi, jest jak najbardziej racjonalna i uzasadniona. Tyle, że pani ma 39 lat, czyli obudziła się o dobre 10 za późno.
                    • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 11:51
                      Tak, mi chodziło o racjonalność działań facetów Bahometa i Poziomej. Nie mogłam jakos załapać, że ktoś chce dziecko, a ślub jakoś tak łukiem omija. Rozumiem, że jak się uda z dzieckiem (bo wiek kobiet taki "na granicy"), to i ślub sie zrobi łatwiej. A jak z dziecka nici, to po co dodatkowy balst w postaci ślubu i całej ewentualnej okołorozwodowej szarpaniny. Za słaby ze mnie strateg, za bardzo wierze w "miłość" i chyba stąd takich gier nie umiem od razu wychwycić... Chyba Pozioma najlepiej na to tak spojrzeć:(
                      • pogodoodporna Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 12:13
                        paris-texas-warsaw napisała:

                        > jakos załapać, że ktoś chce dziecko, a ślub jakoś tak łukiem omija. Rozumiem,
                        > że jak się uda z dzieckiem (bo wiek kobiet taki "na granicy"), to i ślub sie zr
                        > obi łatwiej.

                        Szczerze, to watpie, zeby mezczyna bojacy sie slubu (czyli trwalych zobowiazan jakby nie patrzec) za priorytet stawial sobie posiadanie dziecka, ktore jak wiadomo jest obowiazkiem duzo powazniejszym.

                        > Za słaby ze mnie strateg, za bardz
                        > o wierze w "miłość" i chyba stąd takich gier nie umiem od razu wychwycić... Chy
                        > ba Pozioma najlepiej na to tak spojrzeć:(

                        Ja chyba tez z tych naiwnych, bo tez najbardziej to wierze w uczucie :-)
                        Fakty sa takie- pan nie pali sie do malzenstwa i decyzje o slubie trzeba na nim wymuszac. A dlaczego sie nie pali ? To proste, bo nie jest zainteresowany wspolnym zyciem do smierci. Jesli ludzie sa naprawde w sobie zakochani, to zrobia absolutnie wszystko, zeby wiezi jakie ich lacza byly trwale, rowniez w sferze spoleczno- prawnej. I nie chodzi tu nawet o natychmiastowa formalizacje w urzedzie/kosciele, ale o pelna gotowosc do podjecia takich krokow. O otwarte komunikowanie takiej gotowosci, o nie wzbranianie sie przed slubem.
                        Jakos dziwnie czesto mozna zauwazyc, ze niechec do formalizacji zwiazku mija jak za dotknieciem reki gdy sie trafia na te "wlasciwa osobe", wtedy i oswiadczyny sa naturalne, i plany na przyszlosc sa oczywiste, i ciaza jest upragniona...
                        • triss_merigold6 Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 12:19
                          A powiedziałaś konkretnie, że chcesz tego ślubu, tak otwartym tekstem?
                          Jak chciałam mieć drugie dziecko, a mój partner nie chciał, to mu trułam d..ę przez dobre dwa lata i to nie spokojnymi rozmowami. Cel osiągnęłam. :)
                          • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 12:54
                            No i wyjaśnia się niechęć matki faceta.... Pierwsze pytanie, to przeciez zawsze "ile ma lat", w drugie to pewnie "gdzie pracuje":))) Jednak instynkt zachowania gatunku działa mimo wielu dziwnych wynalzków techniki:)
                            Ps. Dobrze, że jest to forum, to trochę mnie w zakresia zycia uświadomicie, ja tylko sprzatanie, gotowanie:))))))))))))))))))))
                      • pozioma_z_lisciem Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 21:23
                        przyznam, ze taka kalkulacja tez mi nie przyszla do glowy.... Nie podejrzewam go o tego typu kombinacje. No ale, jak mowia znamy siebie i innych tylko na tyle na ile nas sprawdzono.
            • zuzi.1 Re: zycie nie-rodzinne 02.02.14, 21:11
              sorvina napisała:"Może mieć taki charakter, nieprzerobione tematy z własną rodziną, z których nie zdaje sobie w pełni sprawy. Pytanie czy to powód by go skreślić. Może za kilka lat sobie temat poukłada. Jeśli nie chcesz tyle czekać, sama wyjdź z inicjatywą jednocześnie rozważając co gdy się zaprze, że jeszcze nie. Czy decydujesz się na dziecko bo czas, a nad resztą pracujecie dalej, czy szukasz partnera, który sam od razu jest zmotywowany, ale to też ci może trochę zająć. No i jak forumki wspomniały, nie wiadomo czy ty sama na pewno masz intencje bycia w związku z osobą, która jest gotowa i otwarta do bycia z tobą. Bo to wymaga też odpowiedniego poziomu samooceny i zdrowych wyobrażeń na temat związków, a sama możesz mieć tutaj coś do przerobienia."

              Dokładnie tak, zgadzam się z tym. Czasem nie zdajemy sobie sprawy co tak naprawdę leży u podłoża naszych wyborów, zachowań. Wydaje nam się, że wiemy co, ale prawda jest zupełnie inna. Żeby dotrzec do źródeł problemów pewne sprawy najpierw nalezy sobie uświadomic, aby móc na nie świadomie wpływac, poprzez zmianę podejscia i myslenia. Takie problemy możesz miec autorko zarówno Ty, jak i Twój partner, każde z was nieco innego rodzaju problemy i sprawy do przerobienia. Po tym co piszesz o matce partnera i o tym, że nie odzywa się z nią już od długiego czasu, jestem przekonana, że temat jego matki, jej zachowań i charakteru, jej prób mieszania w jego własnym, dorosłym życiu ma wpływ na to jak ten mężczyzna się zachowuje. Przeczytaj książki "Powrót do swego wew. domu" John Bradshaw, jest załączona w wątku koksika i książkę "Kobiety, które kochają za bardzo" Robin Norwood.
              • zuzi.1 Re: zycie nie-rodzinne 02.02.14, 21:15
                www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=3&ved=0CEIQFjAC&url=http%3A%2F%2Fwww.twoipsycholodzy.pl%2Fczytelnia-art%2Fkzb-am.pdf&ei=habuUojtMOW57Aa05oHQBw&usg=AFQjCNGYCt5QZcMO4O-nxP_R4zm42L5bjQ&bvm=bv.60444564,d.ZGU&cad=rja
    • alis123 Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 17:18
      Na dziecko się zgadza, tabletki chce odstawiać, więc wyszłabym od tego. Powiedziałabym coś w rodzaju : "Ale jak sobie wyobrażasz dziecko, gdy my tak bez ślubu?" "Uważam, że nie jestem gotowa odstawić tabletek, bo chcę, żeby dziecko było ślubnym". Przy okazji powiedziałabym facetowi, że jeżeli chce mieć dzieci ze mną, musi się spieszyć, bo jeśli się nie zdecyduje teraz to będzie za późno i będzie miał do wyboru:
      1) być ze mną i nie mieć rodziny
      2) mieć dzieci z kimś innym
    • drie Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 19:46
      Pozioma a nie myslisz, ze facet moze i sie domysla, ale nie wychodzi z oswiadczynami ze wzgledu na matke? Sytuacja ktora teraz macie to dla niego kompromis. Matka Cie nie akceptuje, ale on z Toba jest. Jakby sie oswiadczyl to musi stawic czolo organizacji slubu: matke zaprosic, a to moze sie roznie skonczyc. Wiec moze kombinuje, ze jak dziecko bedzie to latwiej bedzie ten slub u matki przepchnac.

      Nie wiem, takie gdybanie. Ale znam bardzo podobna sytuacje i to mi przyszlo na mysl.
      • triss_merigold6 Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 19:49
        Gościu ma 33 lata. Zgoda mamusi na ślub nie powinna być dla niego szczególnie istotna.
        • drie Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 20:05
          Nie powinna co wcale nie znaczy ze tak jest. Jak wyzej, dopiero na terapii rozpracowali troche temat matki. Nie wiem jak wazne to jest dla partnera. Nie doczytalam wszystkich postow.
      • pozioma_z_lisciem Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 21:18
        drie napisała:

        > Pozioma a nie myslisz, ze facet moze i sie domysla, ale nie wychodzi z oswiadcz
        > ynami ze wzgledu na matke? Sytuacja ktora teraz macie to dla niego kompromis. M
        > atka Cie nie akceptuje, ale on z Toba jest. Jakby sie oswiadczyl to musi stawic
        > czolo organizacji slubu: matke zaprosic, a to moze sie roznie skonczyc. Wiec m
        > oze kombinuje, ze jak dziecko bedzie to latwiej bedzie ten slub u matki przepch
        > nac.
        >
        > Nie wiem, takie gdybanie. Ale znam bardzo podobna sytuacje i to mi przyszlo na
        > mysl.


        Tak, tez biore ten czynnik powaznie pod uwage. On oczywiscie goraco zaprzecza jakoby sytuacja z matka miala jakikolwiek wplyw na nasz zwiazek. Z jednej strony twierdzi, ze matka nie bedzie mu partnerki wybierac, ale z drugiej strony wiem, ze ich rodzina zawsze byla bardzo blisko (matka byla i nadal jest blisko zwiazana z jego ex)
        Sytuacja gdzie on z matka od roku nie rozmawia jest dla wszystkich bardzo trudna i oczywiscie mam swiadomosc, ze urzadzanie slubu w takiej atmosferze moze byc malo przyjemne.
        • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 21:27
          Ale nie odzywa się do matki, bo matka była przeciw jego związkowi z Tobą? I on Ci o tym mówił?

          Jeśli matka utrzymuje kontakty z jego byłą, to wg mnie jest to generalnie bardzo nielojalnie wobec syna, chyba, że to jakiś układ "przeciwko Tobie", albo Twojemu partnerowi jest to zupełnie obojetne. Różne są układy, ale wg mnie przyjaźnienie się rodziny z eksdziewczynami/facetami może wprowadzać pewien zamęt....
          • pozioma_z_lisciem Re: zycie nie-rodzinne 01.02.14, 21:58
            paris-texas-warsaw napisała:

            > Ale nie odzywa się do matki, bo matka była przeciw jego związkowi z Tobą? I on
            > Ci o tym mówił?

            Eh.. jakby to wytlumaczyc bez wdawania sie w zbyt wiele szczegolow... Matka zarzuca mu, ze bardzo sie zmienil odkad jest ze mna (na gorsze oczywiscie), ze ich stosunki sie pogorszyly, wyrzekl sie rodziny, odkad zamieszkal ze mna. On stwierdzil, ze nie ma ochoty tego wysluchiwac, powiedzial matce zeby przestala nastawiac go przeciwko mnie no i nastapila wielka obraza ze strony matki, skutkiem czego nie odzywaja sie do siebie.
            On dlugo mi o niczym nie mowil bo nie chcial sprawiac mi przykrosci i nie chcial, zebym ja sie do matki zrazila. W koncu powiedzial, bo trudno bylo dluzej ukrywac ze nie rozmawiaja, no i ja tez slepa nie bylam, ze cos jest nie tak. Nie wiem czy powiedzial mi o wszystkich zarzutach matki, czy zapodal tylko lajtowa wersje ;)

            >
            > Jeśli matka utrzymuje kontakty z jego byłą, to wg mnie jest to generalnie bardz
            > o nielojalnie wobec syna, chyba, że to jakiś układ "przeciwko Tobie", albo Twoj
            > emu partnerowi jest to zupełnie obojetne. Różne są układy, ale wg mnie przyjaźn
            > ienie się rodziny z eksdziewczynami/facetami może wprowadzać pewien zamęt....

            Zgadzam sie, aczkolwiek nie jest to jakis uklad przeciwko mnie (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo). One mocno sie ze soba zzyly gdy oni byli jeszcze ze soba. Ex wychowala sie bez matki, matka mojego nie miala corki tylko syna, wiec jakos tak przylgnely do siebie. Wiem, ze nadal sie odwiedzaja, utrzymuja bliski kontakt, ex wyplakuje sie matce mojego faceta ze swoich sercowych klopotow.
            Dziwny to uklad, ale rozumiem, ze one te wiez zbudowaly zanim ja sie pojawilam i w sumie nie mam prawa narzucac kobiecie z kim sie przyjazni. Mojemu facetowi tez sie ta zazylosc zbytnio nie podoba, no ale tez wychodzi z zalozenia, ze zabronic im nic nie moze.
    • pozioma_z_lisciem co do terapii 01.02.14, 21:43
      Wiele osob jest zdziwionych, ze w tak krotkim zwiazku poszlismy na terapie i uwaza, ze tu z pewnoscia jest pies pogrzebany. Czyzby wynikalo to z tego, ze w Polsce pojscie do psychologa wciaz traktowane jest jako cos ostatecznego, wstydliwego? Ze na terapie to chodza tylko ludzie powaznie skrzywieni emocjonalnie, malzenstwa z dziecmi i 20 letnim stazem?
      Nie zgadzam sie z tym zupelnie. Do dentysty tez idziecie jak juz twarz spuchnieta z bolu i ostry stan zapalny? Mozna pojsc wczesniej a wtedy i czesto zab da sie uratowac i skonczy sie na malej plombie.
      Uwazam, ze pojscie na terapie wczesniej niz pozniej ma swoje ogromne plusy. Nie ciagnie sie za soba kilkunastu lat frustracji i narosnietych, tlumionych zali.
      Terapia nie ma na celu sklejanie czegokolwiek na sile. Jak nie ma czego sklejac to i terapeuta nic nie pomoze. Terapia, przynajmniej ta, na ktora my chodzimy ma za zadanie prace na zwiazkiem ale i w rownym stopniu bierze pod uwage nas jako jednostki. Mamy jedno spotkanie w tygodniu razem a potem kazdy jedno spotkanie w pojedynke. Wiec te pol roku to nie jest jakis zawrotny czas.
      Juz na pierwszej sesji terapeuta powiedzial nam, ze utrzymanie zwiazku za wszelka cene nie jest celem terapii i bardzo wiele par po terapii rozstaje sie definitywnie. Musielismy zdac sobie z tego sprawe, ze w trakcie lub po terapii okaze sie, ze jednak nie jest nam razem po drodze.

      Zanim poszlismy na terapie bylismy w zwiazku, gdzie mimo ogromnego uczucia, checi bycia razem, namietnosci, w pewnych sprawach jednak trudno bylo nam sie zrozumiec i dogadac.
      Rodzilo to konflikty i frustracje. Moglismy wiec rzucic wszystko w cholere i szukac sobie kogos innego, tudziez Mr or Miss Perfect. Moglismy tez trwac dalej czekajac az konflikty i frustracje z czasem przezra zwiazek i go zniszcza. Albo moglismy sprobowac naprawic to co nie dziala. Oboje stwierdzilismy, ze ten zwiazek ma bardzo wiele zalet i ze chcemy o niego walczyc. To byla podstawa. Kwestia techniczna jak ludzie z kryzysem w zwiazku sobie radza. Jedni jada na wakacje w tropiki, inni sprawiaja sobie dziecko, inni ida na terapie.
      • kol.3 Re: co do terapii 02.02.14, 07:50
        Na forum piszesz, na terapię chodzicie, a ze sobą nie porozmawiacie, żeby było wiadomo jakie są oczekiwania obu stron, a komunikacja to podstawa związku. Ty nie powiesz, że chcesz ślubu, żeby nie wyszło, że się napraszasz. On sam powinien to wiedzieć.
        Aż się dziwię, że przez te kilka lat, tworząc związek i planując wspólną przyszłość, nie porozmawialiście porządnie, jak widzicie swoje życie.
      • kol.3 Re: co do terapii 02.02.14, 07:51
        Co ma dać terapia, skoro nie chcesz otwarcie powiedzieć co Cię boli?
    • danaide Re: zycie nie-rodzinne 02.02.14, 08:06
      Przepraszam, czytałam po łebkach i może coś mi umknie.

      Ostatnio słyszałam o czterech pytaniach kartezjańskich i pomyślałam, że nie zaszkodzi spróbować, przy czym od razu powstała dla mnie pewna trudność - jak określić Twój cel? Czy Ty sama wiesz co jest właściwie dla Ciebie celem? Dziecko z tym facetem? Dziecko i życie po grób z tym facetem? Dziecko z kimkolwiek bądź ale ze ślubem? Facet i życie po grób nawet bez dziecka? Maksimum, ślub i dziecko i do śmierci nas, minimum ślub czy minimum dziecko? Nie wiem czy masz to jasno określone, bo zważywszy że masz 39 lat i może się okazać, że nawet jak już Twój facet wspaniałomyślnie odstawi pigułki (choć zapewne to nie on łyka...) nici z ciąży, to jednak masz straszny dylemat, żeby wykrzyknąć jak dziecko "Chcę ślubu tu i teraz i zaraz!" (i to po półrocznej terapii - co nie jest wbrew pozorom tak dużo, jeśli obie strony miały wcześniej nieprzepracowane problemy). Czyli - czego tak naprawdę chcesz?

      Bo myślę, że jak już sama będziesz wiedziała, wiele spraw stanie się łatwiejsza.

      A tak z własnego podwórka, co do chowania dziecka w pojedynkę - pomyśl tylko czy to jest facet, którego chciałabyś nadal oglądać nawet jak się rozstaniecie i czy rzeczywiście poniesie ciężar odpowiedzialności za dziecko kobiety, z którą, elegancko powiem, już nie jest - niestety verdana ma rację, dziecko potrafi związać mocniej niż ślub. I powiem zupełnie już trywialnie, dziś Ty nie potrzebujesz obrączki, a już na pewno nie tak drogiej jak jedna trzecia jego pensji, a za parę lat Twoje dziecko nie potrzebuje leczenia u prywatnego lekarza (jest państwowy), nowych ubrań (jest lumpeks), zabawek (ma po rodzinie) czy jedzenia ze słoiczków, bo mama może ugotować. Itd. Pod chodnikiem jest plaża czy może na odwrót?
      • pozioma_z_lisciem Re: zycie nie-rodzinne 02.02.14, 19:26
        danaide napisała:

        > Przepraszam, czytałam po łebkach i może coś mi umknie.
        >
        > Ostatnio słyszałam o czterech pytaniach kartezjańskich i pomyślałam, że nie zas
        > zkodzi spróbować, przy czym od razu powstała dla mnie pewna trudność - jak okre
        > ślić Twój cel? Czy Ty sama wiesz co jest właściwie dla Ciebie celem? Dziecko z
        > tym facetem? Dziecko i życie po grób z tym facetem? Dziecko z kimkolwiek bądź a
        > le ze ślubem? Facet i życie po grób nawet bez dziecka? Maksimum, ślub i dziecko
        > i do śmierci nas, minimum ślub czy minimum dziecko? Nie wiem czy masz to jasno
        > określone,

        To akurat mam bardzo jasno okreslone: udany zwiazek z tym facetem jest dla mnie najwazniejszy. Nie chce dziecka za wszelka cene i z kimkolwiek. Nie chce slubu za wszelka cene i z kimkolwiek. Chce slubu i dziecka z tym wlasnie mezczyzna.
        Niektorzy tu twierdza, ze to za duze wymagania w moim wieku. Ze majac 39 lat powinnam sie cieszyc ze facet w ogole chce ze mna byc i sypiac? Smutne to troche i raczej nie chce sie z tym pogodzic.
        Oczywiscie mam pelna swiadomosc, ze z dzieckiem moze sie juz nie udac, ze za dlugo czekalam. Ale na to w duzym stopniu nie mam juz wplywu.
        Nigdy wczesniej nie chcialam miec dziecka i dlatego do tej pory go nie mialam. Proste.
        Jak pisalam, w poprzednim zwiazku ex bardzo naciskal na dzieci i slub, ja tego z nim nie czulam. Ani z zadnym innym partnerem wczesniej.

        > A tak z własnego podwórka, co do chowania dziecka w pojedynkę - pomyśl tylko cz
        > y to jest facet, którego chciałabyś nadal oglądać nawet jak się rozstaniecie i
        > czy rzeczywiście poniesie ciężar odpowiedzialności za dziecko kobiety, z którą,
        > elegancko powiem, już nie jest

        Tego nigdy tak naprawde nie mozemy byc przeciez pewni. Moj ojciec byl totalnym nieudacznikiem jesli chodzi o dzieci z moja matka. Ale w drugim malzenstwie jest zupelnie inaczej i z tamtym dzieckiem ma o wiele lepszy kontakt.
        Nie, nie jest to facet ktory robi maslane oczy do dzieci, cudzych dzieci wrecz nie lubi. Ale jest bardzo odpowiedzialny (moze nawet za bardzo) za to czego sie podejmuje, za swoich najblizszych.

        > I powiem zupełnie już trywialnie, dziś Ty nie potrzebuj
        > esz obrączki, a już na pewno nie tak drogiej jak jedna trzecia jego pensji, a z
        > a parę lat Twoje dziecko nie potrzebuje leczenia u prywatnego lekarza (jest pań
        > stwowy), nowych ubrań (jest lumpeks), zabawek (ma po rodzinie) czy jedzenia ze
        > słoiczków, bo mama może ugotować. Itd. Pod chodnikiem jest plaża czy może na od
        > wrót?
        >

        Sorry, ale tutaj zupelnie nie podazam za Twoim tokiem myslowym i nie rozumiem co masz na mysli...?
        • danaide Re: zycie nie-rodzinne 02.02.14, 19:54
          > To akurat mam bardzo jasno okreslone: udany zwiazek z tym facetem jest dla mnie
          > najwazniejszy. Nie chce dziecka za wszelka cene i z kimkolwiek. Nie chce slubu
          > za wszelka cene i z kimkolwiek. Chce slubu i dziecka z tym wlasnie mezczyzna.

          Ano nie masz. Masz dwa cele, które mogą się pokrywać, a mogą wykluczać i nie zależy to tylko od Twojej oceny (btw: udany czyli jaki?). Czyli masz dwa cele - i dlatego tak się miotasz. Więc teraz rozpisz sobie na kartce 4 pytania - w kwadracie - i najwyżej daj znać do jakich wniosków doszłaś.

          > Sorry, ale tutaj zupelnie nie podazam za Twoim tokiem myslowym i nie rozumiem c
          > o masz na mysli...?

          Jak powiedział Freud: wszystko widać na początku. Albo innymi słowy: czytaj znaki, jeśli masz problem poproś innych o pomoc w interpretacji (ja nie prosiłam=).

          Miałam kiedyś znajomego, miał dziewczynę, na której bardzo mu zależało. A jej - na dzieciach przed 30tką. Kiedy on się wahał, ona go rzuciła. On przerobił sobie swój lęk, zresztą pomógł mu starszy kumpel, który sam się akurat z powodzeniem rozmnażał. Wrócili do siebie, mieli dwoje dzieci, nie wiem co dalej z długo i szczęśliwie, ale doraźne cele na pewno zostały osiągnięte - konkretnymi słowami i czynami.
          • paris-texas-warsaw Re: zycie nie-rodzinne 03.02.14, 09:32
            Dzięki, że tak wyczerpujaco napisałaś o terapii. Ja zgłaszałam co do niej tyle wątpliwości, ale cięzko mi napisać, czemu jakoś to negatywnie widzę. Może to faktycznie stereotypy i brak nowoczesnego podejścia do takiej formy pomocy?
            W tym temacie przychodzi mi na myśl wypowiedź terapeuty z takiego starego wątku Postoleku (samych opisów Postoleku nie polecam, bo wg mnie sa bardzo drastyczne, przynajmniej dla mnie). Tam terapeuta tłumaczy, czemu mylne jest spojrzenie, że związek czasem jest zły, a czasem dobry, lub partner. Że to całość, i nie można patrzeć, że "jakiś" element nie gra. Gra albo nie gra całość. Duże na mnie wrażenie ta wypowiedź zrobiła. On to dokładnie tłumaczy.

            Wczorajk czytam "Małego księcia", a tam, że dorośli zawsze pytają o wiek...

            Myślę, że mimo wszystko, z uwagi na frustrację i niepokój, lepiej wprot spytać, jak Twój partner widzi "Was", bo lepiej się na darmo nie martwić, a jak martwić, to z konkretnego powodu;)

            Jakoś tak Cię wirtualnie polubiłam:) Może dlatego, że młodo wyglądasz i masz dużo czasu;) Tego czasu baaaaardzo zazdroszczę:))))
    • pozioma_z_lisciem c.d. 22.04.14, 21:31
      Witam ponownie.
      Po czesci pod wplywem sugestii tutaj, po czesci zeby wiedziec iz zrobilam wszystko co mozna, powiedzialam mojemu partnerowi o tym, jak wazny jest dla mnie slub. Powiedzialam mu wprost, ze jest to dla mnie bardzo istotne jesli planujemy miec dzieci.
      To bylo na poczatku lutego, od tamtej pory odbylismy wiele rozmow, w ktorych dokladnie i doslownie wylozylam kawe na lawe, moje argumenty itp. Niestety ale realnie nic to nie zmienilo w sytuacji.

      Praktycznie kazda rozmowa w ciagu ostatnich dwoch miesiecy to nieco inne jego stanowisko. Raz mowi, ze oczywiscie ma swiadomosc, ze to dla mnie wazne, oczywiscie, ze myslal o slubie, zareczynach. Innym razem twierdzi, ze to dla niego wielkie zaskoczenie, ze o tym mowie. Raz mowi, ze tez chce slubu, tydzien pozniej, ze nie jest mu to do niczego potrzebne. Raz w czulych slowkach przekomarza sie ze mna gdzie to moglby sie oswiadczyc i jak mialby wygladac nasz slub, potem w innej rozmowie stwierdza, ze to kolejny problem i sprawa, ktora trzeba bedzie zorganizowac zalatwic, a na to nie ma teraz miejsca w jego zyciu.
      Kilkakrotnie w przeciagu ostatnich miesiecy prosilam go o konkretne stanowisko w tym temacie. A to z cierpliwoscia i wyrozumialoscia, a to ze stanowczoscia. Niestety, on nie jest w stanie jakos spojnie i konsekwentnie sie wyrazic.

      Z jednej strony mowi, ze chce a z drugiej wyciaga coraz to nowe przeszkody. A to, ze organizowanie slubu zajmie duzo czasu i trzeba na to pol roku (choc zadne z nas nie chce wielkiego weseliska, chcemy tylko kameralnej ceremonii w urzedzie). A to, ze teraz nie mamy pieniedzy (bzdura totalna, oboje dobrze zarabiamy, jest kasa na koncie oszczednosciowym, planujemy kolejne wakacje. Poza tym cermonia w urzedzie plus obiad z rodzicami to nie jest zadna fortuna). Problemem jest tez to, ze przeciez on nie zna rozmiaru mojego palca!

      W zasadzie w tym momencie juz wiem, ze nic z tego nie bedzie. Patrze jak sie wije w coraz to kolejnych wymowkach i zwodzi i budzi to we mnie coraz wieksza niechec. Mysle, ze gdyby on byl w stanie sie przynajmniej oswiadczyc to zdecydowalabym sie na starania o dziecko. Taki kompromis. Ale on nawet nie chce/nie moze sie oswiadczyc wiec w obecnym stanie rzeczy decyzja o dziecku z nim wydaje mi sie duzym bledem. Jego faktyczne (nie slowne) wzbranianie sie przed slubem, krecenie, wymigiwanie sie wzbudza we mnie duza doze nieufnosci.

      Tak naprawde wciaz nie wiem co sie kryje za jego oporem przed slubem i on nie chce mi tego szczerze powiedziec. A uwazam, ze przynajmniej na tyle zasluguje.
      Probowalam z nim rozmawiac, wielkorotnie na spokojnie, w atmosferze milosci i wsparcia, dowiedziec sie jak on to widzi, jakie sa jego za i przeciw. Ale niczego sie nie dowiedzialam. Zapiera sie, ze przeciez chce, ze mu cos wmawiam, ze jestem ta z ktora chce spedzic zycie. Nic juz z tego nie rozumiem. Gdyby przynajmniej byl w stanie podac mi jakies konkretne powody, naprawde probowalabym zrozumiec. Znalezc jakis wspolny grunt i kompromis. Ale tego tez nie ma. Mam wierzyc, ze on chce slubu podczas gdy on sie nawet nie oswiadczy i wymysla coraz to kolejne drobnostki jako przeszkody.

      Jeszcze dwa tygodnie temu gadal o tym, ze pojdziemy pierscionek wybierac w swieta, panowala miedzy nami sielanka, miod malina i z dziubkow sobie spijalismy. A potem swieta spedzil przed telewizorem.
      Poczytalam sobie watek 26 latki czekajacej na oswiadczyny i rady, zeby patrzyc na to co facet robi a nie sluchac tego co gada.
      Puscily mi nerwy totalnie i wykrzyczalam mu, zeby sie wypchal tym calym slubem i zakladaniem rodziny bo napewno nie bede o to zebrac.
      Coz, przynajmniej teraz juz wszystko jest jasne.
      • triss_merigold6 Re: c.d. 22.04.14, 22:13
        No to już wiesz: pan ślubu nie chce, a przynajmniej nie chce go teraz i z Tobą. Nie słuchaj tego co mówi, patrz na to, co robi.
      • vilez Re: c.d. 22.04.14, 22:33
        facet nei chce ślubu, to jasne. To raz,

        Poza tym, już dla ciekawości, po jaką ..olerę ci pierścionki, wesele, cała ta checa. Ciekawam, co by powiedział na prosty slub bez tych wszystkich fidrygałków.
        • zuzi.1 Re: c.d. 22.04.14, 22:38
          Daj sobie z nim spokój dziewczyno. Będziesz zdrowsza ;)
          • triss_merigold6 Re: c.d. 22.04.14, 22:46
            Na jakiej podstawie tak radośnie stwierdzasz, że autorka jak da sobie spokoj z tym facetem, to będzie zdrowsza? Bedzie samotną bezdzietną kobietą, która przegapiła swój czas, szczery rozrachunek ze sobą będzie raczej bardzo bolesny.
            • zuzi.1 Re: c.d. 23.04.14, 00:05
              Wątpię czy będzie samotną i bezdzietną kobietą, gdy odpusci sobie tego partnera. Dziewczyna wie już dokładnie czego chce, więc myślę, że da sobie radę. Ten człowiek nie jest po prostu dla niej, źle zainwestowała swoje uczucia. Ale człowiek zazwyczaj uczy się na błędach a strach jest złym doradcą.
        • pozioma_z_lisciem Re: c.d. 22.04.14, 23:32
          vilez napisała:

          > facet nei chce ślubu, to jasne. To raz,
          >
          > Poza tym, już dla ciekawości, po jaką ..olerę ci pierścionki, wesele, cała ta c
          > heca. Ciekawam, co by powiedział na prosty slub bez tych wszystkich fidrygałków
          > .

          Alez przeciez wyraznie napisalam ze nie chce wesela i calej tej checy. On doskonale o tym wie! I akurat paradoksalnie zgadzamy sie co do formy jakiej bysmy chcieli, tylko kameralny slub w urzedzie z najblizsza rodzina, ktora potem zabralibysmy na obiad. Rozmawialismy o tym parokrotnie. Nie jestem z tych co musza miec sukienke za pare tysiecy, wymyslne zaproszenia i cala reszte podobnych pierdul i on doskonale o tym wie.
          Marudzil i wymyslal o tym ile czasu zajmie organizacja wiec wprost mu powiedzialam, ze wystarczy zarezerwowac termin w urzedzie, zaprosic rodzicow i sprawa zalatwiona. No chyba, ze to jemu marzy sie wesele na 300 osob, ale jakos nie podejrzewam.
          • paris-texas-warsaw Re: c.d. 23.04.14, 12:20
            Cześć, Pozioma:) Ja uważam, że bardzo dobrze, że jasno sprawę postawiłaś, bo masz jasną sytuację. Dodam, że wg mnie najlepsze, co można zrobić, to dać sobie spokój z takim partnerem, a tak uważałam odkąd napisałaś o Waszej wspólnej terapii juz po 2 czy 3 latach związku, i to związku w pięknych okolicznościach przyrody, czyli mając czas, pieniądze, i nie mając dzieci:) Mnie od poczatku nie przekonywały teksty o fajności terapii i być może "nowoczesnym podejściu";) Sama chodzę na terapię i niestety coraz bardziej widzę, że tylko ktoś nie do końca "normalny" może się utrzymać na terapii, bo dla innego tematy zaraz by się skończyły. To jak w życiu - ktoś normalny na temat dziwnych problemów wypowie się w 2 zdaniach, a ktoś z jakimś skrzywieniem w tym zakresie bedzie temat wałkował do umordowania.
            Ja na Twoim miejscu poszłabym jeszcze sama do terapeuty, żeby "wyciagnąć" od niego co się da na temat tego, czemu tak się stało, jak on to widzi etc. Nawet jeśli pewne spotkania odbywał tylko z Twoim partnerem i wprost nie powie Ci o jego problemach z uwagi na tajemnicę zawodową, to i tak coś z takiego spotkania dla siebie wyciągniesz - na przyszłość oczywiście.
            Powiem jeszcze tak - sam fakt terapii już świadczy o głębokości zaburzeń partnera (pomijam Ciebie;)), a kluczenie na temat ślubu itp. to inny objaw tych zaburzeń. "Związek" jego matki z eks w tle też nie był ekstra prognostykiem (na kit tej kobiecie taka przyjacióleczka 25 lat młodsza?). W sumie to chyba lepiej, że tego ślubu nie masz i masz wolną rękę. Wg mnie otwartość na nowe związki jest w głowie, więc taka cecha razem z młodym wyglądem na pewno nie skazują na samotność, a wręcz przeciwnie:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka