zonkaama
26.02.14, 08:45
Nie wiem, jak ogarnąć swoje życie i emocje, mając tendencję do ciągłe zamartwiania się na przyszłość. Sytuacja wygląda mniej więcej tak:
BYŁO
- ślub, małżeństwo - potyczki z Piotrusiem Panem (wiem, wiem na własne życzenie)
- ciąża
- rak piersi (leczenie z wszystkimi jego dobrodziejstwami - full serwis - mastektomia, chemia, lampy, hormony)
- niepełnosprawność dziecka ("skaleczone neurologicznie")
- koszmarny kryzys małżeński, napięcia na linii moi rodzice - mąż
- nowotwór ojca
- kilka lat względnego spokoju
JEST
- spektakularna wpadka i ciąża
- zdiagnozowane problemy psychiatryczne męża - leczenie farmakologiczne przerwane - nietolerancja psychotropów przez organizm, kłopoty z wdrożeniem innych leków
- przerzuty u taty
BĘDZIE
- jak zdrowie - noworodka, taty, męża i moje?
- co z mamą - która nie dogaduje się z zięciem, a sama nie jest na tyle zaradna, by utrzymać dom, na dodatek ma pod opieką matkę z Alzheimerem?
Z reguły potrafiłam stawić czoła wszelkim przeciwnościom, ale teraz już czuję, że przekroczyłam pewien próg, na dodatek huśtawka hormonów w ciąży nie sprzyja racjonalnemu podejściu do sprawy... Poza tym nie mam oparcia w nikim... Tymczasem np. mama oczekuje ode mnie bym to ja informowała tatę o wynikach badań (głównie przekazywanie złych wiadomości), leczeniu, jeździła z nim do ośrodka odległego 150 km, wieszając psy na mężu, który tego nie robi, bo nie może... Jeszcze trzy miesiące do rozwiązania. Nie wiem, jak stres może odbić się na dziecku. Boję się o tatę, bo wiem, jak źle wygląda sprawa. No, w ogóle wszystko jest źle...