przykazanie miłości

12.11.14, 00:25
Po przeczytaniu wątku “świątecznego” oraz większej części dyskusji na temat t formuł i zakresu odpowiedzialności za czyjeś dobre samopoczucie, przyszły mi do głowy 2 rzeczy.
Moja znajomość katechizmu jest słaba , ale pamiętam jedno z przykazań miłości : miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Nie więcej i nie mniej ale tak samo. Dbaj o bliźniego tak jak o siebie. Oczywiście nie da się wyliczyć wszystkiego co do centymetra i grosza, ale dziś zadbam nieco więcej o innego, jutro zadbam nieco więcej o siebie, tak aby dbać o innych i siebie po równo.
Jak przykazanie miłości głosi.
A czy na pewno dbanie od dobro kogoś kto ma 72 lata ma w oczach Pana Boga „większą wagę” od dbania o osobę 40 lat?
Po drugie,
Wydaje się być normalne, że jak ktoś ma talent do biznesu to jest bardzo bogaty w jego efekcie, jak ktoś, jest leniwy i nie ma umiejętności żadnej pracy zwykle bywa biedny ( również na starość) – jak dziecko pomoże to jest mnie biedny
Jak ktoś ma talent do języków i poświecił czas na ich uczenie się to mówi różnymi językami, osoba bez słuchy językowego i mało pracowita – mówi wyłącznie w języku rodzimym. ( również na starość) – jak dziecko pomoże to raz na czas posłuży za tłumacza
Osoba, która nie ma umiejętności do nawiązywani kontaktów z ludźmi i nie włożyła pracy w pielęgnowanie relacji, to czasem ma samotne święta, ( również na starość) – jak dziecko pomoże to raz na czas zaprosi na wigilie i wytrzyma trudność w kontaktach…
A czy na pewno sytuacja, jest słuszne ponoszenie konsekwencji przez dzieci wyborów poczynionych dawno temu przez poprzednie pokolenie?
    • zuzi.1 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 10:26
      A bierzesz po uwage, ze istnieja osoby z roznymi dysfunkcjami czasem ciezkimi, jesli starsze to moga byc niezdiagnozowane np. mutyzm wybiorczy, autyzm, asberger i wiele innych i z uwagi na to ograniczenie moga miec problemy przez cale zycie, w tym na starosc. Niekoniecznie to musi byc ich lenistwo, dobra czy zla wola, tylko czasem ograniczenie nie do przeskoczenia. Lamanie formul samo w sobie jest b. dobrym pomyslem, tylko niekoniecznie wowczas, gdy ma sie to odbywac kosztem najslabszego ogniwa.
      • adorra0 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 10:55
        Bardzo dobra uwaga. Życie nie jest takie czarno - białe jak to się co niektórym wydaje - po jednej stronie ci źli po drugie ci dobrzy. To wszystko co napisała Autorka watku, jest ok, jak nabardziej, ale obawiam się, że w pełni świadomie z takiej postawy może być rozliczane pokolenie obecnych 40+. Większość pokolenia 60 + będzie zaszokowana takim postawieniem sprawy.
        • adorra0 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 11:27
          Miałam na myśli pokolenie 45- nie 40+
    • ada1214 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 10:51
      Sadze, ze najwazniejsza jest rownowaga i zdrowy rozsadek.
      Spedzanie z kims czasu to jest dawanie siebie.
      Ten, jak i inne zasoby, moga byc ograniczone i wyczerpywalne.
      Wezmy na przyklad pieniadze, pomoc materialna starym rodzicom.
      Kazdy przyzwoity czlowiek pomoze finansowo, jesli jest taka potrzeba, ale moze dac tylko z tego co ma, tylko do pewnej sumy. Jesli rodzic poprosi o 2000 a Ty masz tylko 500, to niestety, oczekiwania rodzica nie zostana spelnione. Trzeba szukac innych rozwiazan.

      Jest dokladnie tak samo ze wszystkim innym, z kazdymi innymi zasobami.
      Nie wiem jak Zuzanna z tamtego watku, ale ja odchorowuje psychicznie, gdy ktos chce "mnie brac" gdy ja juz nie mam z czego dawac.
      • ada1214 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 10:55
        ps. no wlasnie, dobrze ze napisalas, kochaj blizniego swego jak siebie samego. Nie mniej ale i nie bardziej. Tak wiec zaspokajanie potrzeb innych, jak najbardziej, ale nie tak, by krzywdzic siebie. Druga sprawa, ze potrzeba a zachcianka to dwie rozne rzeczy.
        • pade Re: przykazanie miłości 12.11.14, 11:23
          Z tą równowagą to moim zdaniem jest tak, że jednym dajemy, czasem stale, a od innych bierzemy i niekoniecznie mamy okazję do oddania. I wtedy się wyrównuje.
          Stałe branie od innych nie jest w porządku. Tak samo jak nie jest w porządku wobec siebie stałe dawanie innym, można się "wyzerować" i wtedy jest kłopot, nie ma z czego dawać.
          • ada1214 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 11:42
            pade napisała:

            > Z tą równowagą to moim zdaniem jest tak, że jednym dajemy, czasem stale, a od i
            > nnych bierzemy i niekoniecznie mamy okazję do oddania. I wtedy się wyrównuje.

            Moge sie mylic, ale wydaje mi sie jednak ze ten bilans zawsze musi byc mniej wiecej rowny, inaczej nieuchronnie dojdzie do wypalenia, wyzerowania. Choc nie musi to byc dawanie i branie dokladnie tego samego: matka noworodka, czy w ogole dziecka, mozna rzec ze tylko daje, prawda? A dziecko tylko bierze i bierze. No ale nie jest tak, to dziecko rowniez daje- spelnia wszystkie te potrzeby matki, ktore przywolaly to dziecko na swiat.

            Natomiast czolowym przykladem jednostronnego dawania sa "przyjaznie" gdzie jedna strona jest ewidentnie wykorzystywana (np. przyjaciolka szuka kontaktu tylko jak potrzebuje pomocy) albo drastyczniej: opieka nad ciezko chorym rodzicem- to potrafi tak wypalic czlowieka, ze opiekun zaczyna chorowac psychicznie. Bo opiekujac sie kims ciezko chorym tylko dajemy- nie otrzymujac nic lub prawie nic w zamian, bo nawet niekiedy nie ma z takim czlowiekiem kontaktu. (uwaga: prosze nie odczytac tego przykladu jako sugestii, ze nalezy sie uchylac od takiej opieki, ja mowie tylko o stronie "technicznej")
            • pade Re: przykazanie miłości 12.11.14, 11:52
              To ja może podam na swoim przykładzie o co mi chodziło. Jakiś czas temu pomagałam jednej koleżance, wspierałam męża, wspierałam dzieci (pisze w skrócie, bo nie chcę wchodzić w szczegóły), troszkę się wyzerowałam:) Obecnie mam trudny czas i dostaję: pomoc męża, koleżanek, wsparcie od nich itd. Mąż to ta sama osoba (wymiana), ale koleżanki inne. Moje potrzeby zostają zaspokojone, wkrótce znów będę mogła więcej z siebie dawać:)
              Ale ja nie opisuję reguły, absolutnie. I wiem, jak bardzo męcząca jest relacja z osobą, która tylko bierze a jest bliska i trudno z nią zerwać kontakt. Mam taką relację, daję, a odbieram sobie gdzie indziej. Tyle, że nie daję "do upęku", tylko tyle, ile mogę.
              • ada1214 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 12:49
                pade napisała:

                Jakiś czas temu pomagał
                > am jednej koleżance, wspierałam męża, wspierałam dzieci (...)Obecnie mam trudny czas
                > i dostaję: pomoc męża, koleżanek, wsparcie od nich itd. Mąż to ta sama osoba (
                > wymiana), ale koleżanki inne. Moje potrzeby zostają zaspokojone,

                przyznaje Ci racje. To tez alternatywa, taka wymiana.
            • froshka66 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 11:55
              w moim rozmienieniu - ten mój przykładowy bliźni - to relacje dorosły - dorosły.
              relacje rodzic - dziecko ( ale dziecko "niedorosłe" np noworodek) to jest inaczej.
              Matka tylko daje - ale jej dziecko kiedy będzie miało dziecko to tez będzie mu dawało i się "wyrówna".
              Ale to o czym pisałam to np dorosła dziecko i dorosły rodzic (a nie niepełnosprawny w demencji - de facto jak dziecko )
              • vilez Re: przykazanie miłości 12.11.14, 17:25
                Moim zdaniem ludzi trzeba traktowac podmiotowo. A to oznacza: poważnie. Samo dawanie zakłóca tę powagę. Rujnuje równowagę, wprowadza nierówność w relacji. oczywiście, to nie oznacza wymierzanie centymetrem, kto ile dał. Oznacza: że jesteśmy gotowi dawać i brać.
                Dzieciom daje się wiecej z klucza. Jako osobom zależnym od nas. Podobnie osobom wymagającym pomocy- tutaj nie oczekujemy równowagi, tylko dajemy, ile możemy. Ale w jesteśmy gotowi wziąć, gdy sytuacja się odwróci.
                • froshka66 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 17:35
                  taki off top :
                  "Oznacza: że jesteśmy gotowi dawać i brać. "
                  Branie wymaga czasem więcej odwagi niż dawanie.
                  Taki cytat znalazłam :
                  Dawanie bez brania
                  Mieć do czegoś prawo ? to piękne uczucie. Niektórzy więc bardzo się starają, aby je utrzymać. Chętniej podtrzymują roszczenia, niż pozwalają się obdarować, jakby działali według zasady: lepiej żebyś ty czuł się zobowiązany, niż żebym ja miał się tak czuć. Często postawę taką tłumaczy się najlepszymi zamiarami i cieszy się ona dużym uznaniem. Znamy ją jako ideał osoby pomocnej.
                  jeśli koś chce tylko dawać, okazuje pewnego rodzaju wyższość i odmawia innym równego statusu.
                  Odmowa przyjmowania
                  Niektórzy chcą zachować niewinność, odmawiając przyjmowania. Nie są wtedy do niczego zobowiązani i często wydaje im się, że są kimś szczególnym lub lepszym. Żyją jednak na pół gwizdka, odczuwają pustkę i niezadowolenie.

                  • aqua48 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 17:52
                    froshka66 napisała:

                    > Dawanie bez brania

                    Chyba jest najlepsze. Życie nauczyło mnie dawać wtedy kiedy mam nadmiar i nie oczekiwać w zamian. Tylko takie dawanie ma sens. Chcącym się natychmiast zrewanżować mówię, że jeśli kiedyś ktoś będzie czegoś od nich potrzebował, wtedy niech pomyślą o tym co otrzymali. Ja dostaję dużo dobra, życzliwości i wsparcia kiedy potrzebuję. Nie waham się korzystać z tych podarunków.
                    • danaide Re: przykazanie miłości 13.11.14, 02:10
                      Przecież dawanie bez brania nie istnieje.
                      • froshka66 Re: przykazanie miłości 13.11.14, 17:11
                        ze smutkiem się muszę nie zgodzić.

                        Robisz komuś przyjemność , starasz sie, masz dane do tego, żeby wiedzieć, ze to go ucieszy.
                        Dajesz.
                        I co?
                        Zamiast :
                        ach jak wspaniale, to taka radość!! dziękuje!!
                        słyszysz:
                        1. I po co to wszystko, tylko niepotrzebny kłopot.
                        2. No, w końcu sobie przypomniałaś że masz matkę/ojca/siostrę i ruszyłaś tyłek żeby coś dla mnie zrobić
                        3. Co to? gryza Cie wyrzuty sumienia o coś, że mi takie prezenty dajesz?
                        itp
                        itp

                        jeden DAŁ, drugi tak naprawdę NIE WZIĄŁ
                        • messa-lina Re: przykazanie miłości 13.11.14, 17:59
                          Bo to jest tak, dawać możesz na dwa sposoby:

                          1) oczekując czegoś w zamian; niekoniecznie rewanżu materialnego. Można pragnąć: pochwały za swoje dawanie, dobrego słowa, radości widocznej na twarzy obdarowanego. Gdy tego nie ma - czujemy się zawiedzeni. Gdy słyszymy komentarze w stylu: "a po co ten kłopot", "co takiego zrobiłeś, że obdarzasz mnie prezentami" - również jesteśmy zawiedzeni. Nie otrzymaliśmy w zamian tego, czego chcieliśmy czyli wdzięczności.

                          2) bez oczekiwań (jest to dawanie dla samego dawania, bez oczekiwania na konkretną reakcję biorcy.

                          Są ludzie, którzy nie umieją, nigdy nie zostali nauczeni, bądź boją się brać. Czasem jest to obawa przed utratą niezależności, czasem strach przed tym - że trzeba się będzie zrewanżować, niewiara w bezinteresowne obdarowywanie. Nic z tym nie zrobimy, najlepiej się z tym faktem pogodzić.
                          • froshka66 Re: przykazanie miłości 13.11.14, 20:57
                            2) bez oczekiwań (jest to dawanie dla samego dawania, bez oczekiwania na konkretną reakcję biorcy.

                            może muszę jeszcze nad sobą popracować, ale póki co dawanie sztuka dla sztuki, kiedy np słyszę
                            i po co to było, niepotrzebnie...
                            skutecznie mnie zniechęca do dawania w przyszłości.

                            Nawet jak nie trafie z tym co daje i komuś sie to nie podoba
                            liczę na :
                            "dzięki za dobre chęci. trochę nie wyszło, ale dzięki za starania."

                            sama tak robię, to i od innych oczekuje.
                            Dawać po to, żeby inny wyrzucił oknem albo wyszydził - nie mam zamiaru.
                            Nie podoba się - nie musi, ale ja tez obowiązku robić za nieustająca matkę Teresę nie zamierzam.
                            • messa-lina Re: przykazanie miłości 14.11.14, 09:11
                              To jest przykre - zgadzam się.
                              Ale przecież nie ma obowiązku dawania prezentów. Ja też mam w swoim otoczeniu osoby, które w taki sposób reagują, nie cieszą się z tego, co dostają. Rzadko je obdarowuję, właściwie to prawie nigdy. W moim przypadku są to zazwyczaj starsze osoby. Zauważyłam, że wolą one by spędzić z nimi trochę czasu, posłuchać wspomnień, narzekań, czasem pomóc w sprawach, których nie ogarniają (np. zakup telefonu komórkowego, naprawa czy programowanie sprzętu itp.). W związku z tym, dostają ode mnie to - czego potrzebują, oczywiście w miarę moich możliwości.
                              Natomiast tych, którzy twierdzą, że nie potrzebują kompletnie nic i tak też się zachowują - zostawiam w spokoju.
                        • danaide Re: przykazanie miłości 17.11.14, 21:23
                          Nie wziął, bo nie dostał. Nie miał wyboru. A co jakby dostał? ;)
              • kj-78 Re: przykazanie miłości 13.11.14, 22:06
                "Matka tylko daje" - alez skad! Dziecko bardzo duzo daje, tylko nieswiadomie. Moje dzieci daja mi poczucie spelnienia, sensu w zyciu, dumy, wypelnienia pustki (jaka jawi mi sie zycie bez dzieci), mnostwa drobnych codziennych radosci, ktore staja sie moim udzialem dzieki posiadaniu dzieci. Posiadanie dzieci mnostwo mnie nauczylo w sferze uczuciowej, i w wielu innych. Dzieci daja strasznie duzo tylko dzieki temu, ze SA :)
                • froshka66 Re: przykazanie miłości 13.11.14, 22:08
                  Moje dzieci daja mi poczucie spelnienia, sensu w zyciu, dumy, wypelnienia pustki (jaka jawi mi sie zycie bez dzieci)

                  wydaje mi się, że bycie twoim dzieckiem to wielki ciężar.
            • danaide Re: przykazanie miłości 13.11.14, 02:06
              < matka noworodka, czy w ogole dziecka, mozna rzec ze tylko daje, prawda? A dziecko tylko bierze i bierze. No ale nie jest tak, to dziecko rowniez daje- spelnia wszystkie te potrzeby matki, ktore przywolaly to dziecko na swiat.

              Baaardzo dyskusyjna teza. Powiem, że zawsze doprowadzało mnie do szewskiej pasji takie stawianie sprawy: o, masz dziecko, dziecko WSZYSTKO (czytaj: wszystkie trudy, problemy itpd.) ci wynagrodzi.
              Z tego chyba bierze się całe to myślenie w stylu masz dziecko po to, żeby miał ci kto podać szklankę herbaty na stare lata.

              Jesper Juul w Twoim kompetentnym dziecku poruszył ten temat. I stwierdził, że dziecko nie ma nic do wynagradzania matce. Rodzic daje dziecku, dziecko dorośnie, będzie miało swoje dzieci i da im. Taki jest wg niego porządek. Co nie wyklucza dawania matce. Ale nie daje matce prawa do domagania się od dziecka zapłaty.
              No ja tam zamierzam się zaopatrzyć w solidny termos. Daję dziecku i nie liczę na zapłatą.

              Dla mnie w dawaniu ważne jest właśnie dawanie bez liczenia. Wierzę w tę energię, karmę, która wraca, z zupełnie niespodziewanych kierunków. A jak akurat nie dają nam obcy i bilans energetyczny się nie zgadza, to trzeba dać samemu sobie;)!

              Zastanawiałam się nad odgrzebaniem tego wątku o przyjaciółkach-pijawkach, ale dobrze, że powstał ten, bo podobna problematyka. Mam nadzieję, że nie zaprzeczę samej sobie jeśli powiem, że nie zamierzam rozliczać własnego dziecka, ale zdarza mi się rozliczać osoby trzecie;) Właśnie dlatego, że wiem, że niektórzy mają wredną tendencję do brania gdy są w potrzebie i chomikowania gdy w potrzebie są inni. Choć czasem trzeba sobie wyjaśnić pewne nieporozumienia, bo można źle zrozumieć czyjeś intencje.
              • danaide Re: przykazanie miłości 13.11.14, 02:33
                Już pamiętam co mnie tak zastanowiło w tamtym wątku (przyjaciółki-pijawki). Większość osób uważało, że skoro tamte osoby biorą, to z uwagi na brak w relacji (przyjaźni?) równowagi należy się od nich odciąć. Jednocześnie w tym wątku przyznajecie, że to "wyrównanie" może przyjść z innej strony. Autorka tamtego wątku na pewno dostanie od męża, ale tą nadwyżką ma prawo nie chcieć się dzielić z koleżankami. Chyba tylko jedna osoba zwróciła uwagę na fakt, że przecież dziś mąż jest, dzieci są, ale nie wiadomo co wydarzy się w życiu, może ona będzie potrzebować kogoś bliskiego spoza rodziny. Na korzyść wątkodajki działał fakt, że akurat w jej życiu coś się zadziało i przyjaciółki nie zdały egzaminu (co dowodzi ich pijawkowatości;). Ale historii gdy kobieta zostaje po wielu latach małżeństwa sama i nagle o-boże-co-ja-mam-ze-sobą-zrobić jest sporo. U mnie - pozahaczałam o siebie w różnych wątkach - działały różne elementy, miałam epizod związku, gdzie facet mi wystarczał, zmieniałam miasta i kraje zamieszkania, no i ogólnie byłam trochę jak teściowa Zuzanny... dziwna;). A moje obecne życie jest konsekwencją wielu wcześniejszych dziwactw w tym upartego płynięcia pod prąd. Obecnie pozwalam wodzie się nieść na całego!

                Ale jednak nie rozumiem do końca. Jaka jest zatem definicja przyjaźni, jeśli wiele osób zakładało tę ekwiwalentność? Przecież różni ludzi w różnym okresie życia mają różne rzeczy do dania - względnie nie mają wiele tudzież nic. 72-letnia dziwna teściowa nie ma zbyt wielu kart przetargowych. Rodzina jeszcze pomoże. A inne relacje? Czy dlatego, że ma niewiele do zaoferowania powinna zostać skreślona (i de facto została)?
                • aqua48 Re: przykazanie miłości 13.11.14, 09:30
                  danaide napisała:

                  > skoro tamte osoby biorą, to z uwagi na brak w relacji (
                  > przyjaźni?) równowagi należy się od nich odciąć. Jednocześnie w tym wątku przyz
                  > najecie, że to "wyrównanie" może przyjść z innej strony.

                  W dawaniu ważne jest aby dawać bez poczucia wykorzystywania i nie liczyć na rewanż. W sytuacji przyjaciółek złamano obie te zasady, relacja stała się toksyczna, autorka czuła się wykorzystana i dlatego należało się odciąć.
                  Podstawą jest to aby przerwać dawania właśnie kiedy rodzi się podejrzenie wykorzystania przez biorącego. Czyli daję dopóki mam nadmiar, kiedy on się kończy mówię dość, nie wypruwam sobie żył, nie poświęcam rodziny i nie mam potem żalu, że ktoś nie uczynił tego samego w stosunku do mnie.
                  • vilez Re: przykazanie miłości 13.11.14, 17:20
                    Moim zdaniem nie liczy się tam, gdzie ludzie są usatysfakcjonowani wzajemną relacją. wtedy daje sie i bierze bez poczucia bycia wykorzystywanym. Samo poczucie bycia wykorzystywanym staje się jakoś diagnozą relacji- bez względu na proporcje branie-dawanie.
                    • pade Re: przykazanie miłości 13.11.14, 17:37
                      weż już przestań:)
                      nie wiem co się dzieje, ale ostatnio ciągle się z Tobą zgadzam:D
                      O to również mi chodziło wyżej, że są ludzie, którym mogę tylko dawać i nie czuję się wykorzystana.
                      Dla mnie ważne było uświadomienie sobie, że mam wybór czy dam, czy nie. Że nie muszę się czuć spętana zobowiązaniami, konwenansami. To znacznie upraszcza życie.
                      • vilez Re: przykazanie miłości 18.11.14, 11:22
                        O, dopiero zauważyłam ten wpi :-)
                        No i ja się zgadzam z Tobą :-)
                    • verdana Re: przykazanie miłości 13.11.14, 21:14
                      Dokładnie tak.
                      Przez wiele lat byłam dla przyjaciółki osoba, do której można zadzwonić o każdej porze i ponarzekać. Ona była samotna, to było jej potrzebne. W zamian jednak tez dostawałam od niej pewne rzeczy, które były mi potrzebne - czasem radę, czasem wsparcie itd.
                      Po czym sytuacje sie zmieniła - ona nadal chciała mówić o sobie, ale wszystko, co ja mówiłam, było zbędne. Przerywała, mówiła "to mnie nie interesuje", "teraz ja mówię", "bo ty zawsze robisz te same głupstwa" .
                      Gdy w końcu zapomniała, że czekam na wyniki i bardzo sie nimi niepokoję, a zaczęła dzwonić z tym, jakie ma problemy w pracy, uznałam, ze jestem wykorzystywana. Właśnie kończę znajomość. Wcześniej też zapominała o moich problemach, nie interesowały jej, ale to przekroczyło , jak dla mnie punkt krytyczny.
                • danaide Re: przykazanie miłości 17.11.14, 21:30
                  Super. A co jeśli ktoś daje Ci coś czego nie potrzebujesz i uważa, że daje, a jak okazujesz niezadowolenie to jesteś niewdzięcznym gadem?
                  Tak tak, rozumiem, forma! Miałam kiedyś taką sytuację, że ktoś wciskał mi rady w sytuacji bardzo trudnej, kiedy wszystko się chwiało. Nawet moje rozpaczliwe próby utrzymania się na powierzchni były krytykowane - wymyśliłam sobie coś, co zajmowało mi umysł, a i tak źle. Bez wyczucia, bez empatii.

                  Jak to zakwalifikować. Podobnież do kiepskiego prezentu na Boże Narodzenie. Przecież ktoś się nastarał, więc powinnam być wdzięczna, a ja...
              • froshka66 Re: przykazanie miłości 13.11.14, 21:05
                pozwalam sobie zacytować:

                wyrównanie między braniem i dawaniem jest możliwe tylko wśród osób, które są sobie równe. Między rodzicami i dziećmi jest inaczej. Dzieci nie mogą rodzicom zwrócić nic równie wartościowego, jak to, co dostały. Chętnie by to zrobiły, ale nie jest to możliwe, tej różnicy nie da się zniwelować. Wprawdzie rodzice otrzymują także coś od dzieci, a nauczyciele są wynagradzani przez uczniów, lecz braku równowagi nie da się w takich relacjach całkowicie usunąć, można go najwyżej złagodzić. Dzieci pozostają na zawsze dłużnikami rodziców i dlatego trudno im się od nich uwolnić. Niezaspokojona potrzeba wyrównania wzmacnia z jednej strony więź z rodzicami, nasila jednak u dzieci tendencję do wyrwania się spod opieki rodziców, gdyż jeśli ktoś nie może dać tyle, co dostał, odchodzi.
                Z tej sytuacji jest jedno dobre wyjście: dzieci mogą przekazać dalej to, co otrzymały od rodziców, wychowując własne dzieci lub angażując się w pracę dla innych. Kto wykorzysta tę możliwość, może przyjąć wiele z tego, co rodzice mają mu do dania.
                To, co odnosi się do rodziców i dzieci czy nauczycieli i uczniów, znajduje zastosowanie również w innych podobnych sytuacjach. Gdziekolwiek wyrównanie poprzez zwrot i wymianę nie jest (już) możliwe i odpowiednie, możemy pozbyć się ciężaru winy i zobowiązania, przekazując dalej to, cośmy otrzymali. (?)
                • miedzymorze Re: przykazanie miłości 16.11.14, 23:16
                  Chyba sie nie zgadzam. Rodzica dostają od dzieci niezachwianą bezwarunkową miłość, której nawet patologia czasem nie niszczy, więc to nie jest tak, że zostaja dłużnikami...

                  pozdr,
                  mi
                  • vilez Re: przykazanie miłości 18.11.14, 11:41
                    Podpisuję się.Ponadto- moim zdaniem, w w miarę normalnie funkcjonujących rodzinach dzieci nie mają poczucia, ze są "nierówne" rodzicom. Wiedzą oczywiście, że rodzic jest wychowawcą, w sensie że spełnia swoją rolę. Ale nie ma to chyba wiele wspólnego z poczuciem nierówności. Oraz poczuciem bycia dłużnikiem. Dziecko może się czuc nawet wyższe nad rodzica oraz miec poczucie, że mu dużo (za dużo) daje.

                    Nie zgadzam się też z tym, że niezapsokojona dłużność: wzmaga więź. więź nie pochodzi z pochodzi z poczucia długiu, ale z wzajemności. Z bycia z sobą. Z wzajemnego bycia z sobą.

                    Zupełnie zaś nie zgadzam się - i to fundamentalnie- z widzeniem tego jako rachunku. Zwrot, wymiana, dłużność, przekazanie należności dalej... Zupełnie nie.
                    Albo tego nie czuję. Mnie by takie coś wykańczało. Takie poczucie, że mam "dług", że mi coś dano, więc ja muszę oddać. A jak nie mogę oddać, to mam przekazac dalej. Ani ja nikomu niczego nei musiałam oddawac, ani moje dzieci nie muszą nie muszą nikomu, ani ja nie czuję, że coś "dawałam" moim dzieciom, co one będą komuś/czemuś winne.

                    Chcemy mieć dzieci, bo one nam dają poczucie spęłniają, bo gna nas biologia, bo kochamy druga osobę tak, że chcemy mieć z nią dzieci. No i mamy. I jestesmy w obopólnym dawaniu- wynikajacycm z relacji, z bycia razem. Jak ludzie są razem, to sobie wzajemnie dają. Nei ma żdancuyh rachunkó?, długów. Są, owszem problemy w tym bycou razem, różnojakie: także z dawaniem i braniem. Ale nadal to wymyka się rachunkowi. Jak jest problem, to jest problem, w konkrecie: ktoś nie kocha, nie lubi, ktoś wykorzystuje, nie iskrzy, ma poplatane jakies sprawy. Ale- obliczalnośc w rodzinie to chyba ostatnia rzecz, którą bym podnosiła. I którą bym czuła.

                    Chyba, że nie zrozumiałam Twojego postu... :-)
      • celestyna444 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 11:01
        Zgodnie z pierwszym postem, jezeli dziecko może dać niewiele, tylko 500, to jest leniwe, nie chce mu się pracować, nie zna języków i brakuje mu talentu do biznesu. Niech się to biedne dziecko ogarnie!
        • maria512 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 13:49
          Ja mam matke narcyza jak sie patrzy,dobrze ,ze moj maz mnie rozumie i razem stawiamy czola ,Jednak jestem inalidka 1 grupy ,chodze o 2 kulach,no i nerwy mam na postronkach.Doszlam do wniosku ,ze nawet w moim dziecinstwie nie sprawdzila sie jako matka. Teraz chce zbym jej oddala uczucia chyba ktorych ja nigdy nie odczulam.Chcialaby zebym jej gotowala prala i doradzala jak sie ma ubrac i czy dobrze jej w kapeluszu.to nie sa zarty..wrocila do mnie mieszkac po 30latach niebytu ,mieszkala u narzeczonego,a ten zmarl i zostala usunieta z mieszkania jego.Pytam Was Forumowiczki jak ja mamsie zachowywac w stosunku do niej,nie odzywamy sie teraz bo to w tej chwili wydaje sie najlepsze.
          • adorra0 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 15:13
            maria512 napisała:

            > Ja mam matke narcyza jak sie patrzy,dobrze ,ze moj maz mnie rozumie i razem sta
            > wiamy czola ,Jednak jestem inalidka 1 grupy ,chodze o 2 kulach,no i nerwy mam n
            > a postronkach.Doszlam do wniosku ,ze nawet w moim dziecinstwie nie sprawdzila s
            > ie jako matka. Teraz chce zbym jej oddala uczucia chyba ktorych ja nigdy nie o
            > dczulam.Chcialaby zebym jej gotowala prala i doradzala jak sie ma ubrac i czy d
            > obrze jej w kapeluszu.to nie sa zarty..wrocila do mnie mieszkac po 30latach nie
            > bytu ,mieszkala u narzeczonego,a ten zmarl i zostala usunieta z mieszkania jego
            > .Pytam Was Forumowiczki jak ja mamsie zachowywac w stosunku do niej,nie odzywam
            > y sie teraz bo to w tej chwili wydaje sie najlepsze.

            Mam dwa pytania
            1. A jak Ty chciałabys/chcesz się w stosunku do niej zachowywać?
            2. Dlaczego zamieszkała z Tobą, dlaczego sie na to zgodziłaś?
            • adorra0 pomyliłam wątki, przepraszam 12.11.14, 15:15
            • maria512 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 18:02
              zAMIESZKALA ZE MNA BO NIE Miala praktycznie gdzie, do syna nie bylo nawet mowy.Okazuje sie ,ze nie znalam swojej matki cale zycie wychowywalam si e wlasciwie u Dziadkow.Myslalam,ze jest inna kobieta ,ze w obliczu mojej choroby ,matka bedzie raczej mnie pomocna. Chciaz i tak jestem samowystarczalna,ale zadac ode mnie gotowania obiadkow ,ajak nie, to jest obrazona tu juz uwazam ze jest bez sumienia.Kiedy o kuli sprzatam mopem przedpokoj,odwraca sie bez skrupulow udajac ,ze nie widzi tego. a-tak w ogole ksiazke napisac to bylby hit.Wiadomo ,ze nie pomozecie mi telepatycznie,tylko tak pisze ze moze ktoras z was mi doradzi a moze ktos jest w podobnej sytuacji ze swoja matka,ktora jest niby do przekazywania milosci dzieciom.
              • aqua48 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 18:15
                maria512 napisała:

                > zadac ode mnie gotowania obiadkow ,ajak nie, to jest obrazona tu juz uwazam ze jest bez sumienia.

                Mogę ci tylko doradzić abyś nie spodziewała się, że Twoja matka nagle się zmieni, jeśli całe życie była inna i zacznie obdarzać Cię miłością i serdecznościami. Obrazą się nie przejmuj. Sprawę sprzątania, gotowania, prania, dokładania się do rachunków itp. powinnyście były ustalić po jej wprowadzeniu. Jeśli tego nie zrobiłaś ustalcie teraz. Rozmawiaj grzecznie, ale rzeczowo, nie wdawaj się w rozpamiętywanie przeszłości, wzajemne żale czy pretensje.
                • maria512 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 18:30
                  dzieki bardzo za dobre slowo,nie moge pojac do konca ze to matka tak robi,Jej siostra jest oddana swoim dzieciom,czasami i mnie pociesza no trudno z tym zyc naprawde. Dopiero teraz to widze kiedy matka jest na codzien ze mna .na odleglosc byla inna ,nie no mnie sie tak wydawalo.
                  • aqua48 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 19:01
                    maria512 napisała:

                    > nie moge pojac do konca ze to matka tak robi,Jej s
                    > iostra jest oddana swoim dzieciom,czasami i mnie pociesza no trudno z tym zyc n
                    > aprawde.

                    Nie rozpamiętuj, nie żałuj, nie wpędzaj się niepotrzebnie w zły nastrój, matki nie zmienisz. Pogódź się, że jest taka jaka jest. Natomiast korzystaj z tego, że masz przynajmniej fajną ciotkę i z nią utrzymuj serdeczne kontakty skoro z matką się nie da. To już jest dużo - wiele osób ma rodziców do niczego i żadnej rodziny do której mogliby się zwrócić. Pisałaś, że wychowywali Cię dziadkowie - to o nich myśl jak o swoich rodzicach.
                    • maria512 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 19:17
                      dzieki Ci aqua ,za odzew za rady,wiem ze jestem wrazliwa ,znerwicowana i stad moze ten zal,.Ale musze Ci powiedzie ze dzieci mam fajne,rozumieja mnie z jednej strony chociazo babce nie chca sie zle wypowiadac ,co szanuje.Jednak wiedza jaka jest.
                      • aqua48 Re: przykazanie miłości 13.11.14, 09:43
                        maria512 napisała:

                        > Ale musze Ci powiedzie ze dzieci mam fajne,rozumieja mnie z jednej
                        > strony chociazo babce nie chca sie zle wypowiadac ,co szanuje.Jednak wiedza ja
                        > ka jest.

                        To tym bardziej skup się na dzieciach i ciesz ich radościami. Matka albo się dostosuje do pogodnej atmosfery w domu, albo zakisi we własnych pretensjach. to jej sprawa. Pomagaj jej w tym w czym chcesz i czego ona na prawdę potrzebuje, w innych sprawach odpowiadaj, że sobie doskonale poradzi sama. Albo zaproponuj usługi wymienne niech robi to co Tobie sprawia kłopot, a jej nie np. - Ty jej gotujesz ona Tobie sprząta. Ty pierzesz jej rzeczy, ona wiesza pranie. Pamiętaj, że teraz OBIE jesteście mocno dorosłymi kobietami, nie układaj współmieszkania z nią jak dziecko podległe rodzicowi. Ale bądź grzeczna, nie rób awantur, nie wszczynaj kłótni, odzywaj się grzecznie, nawet jeśli ona tego nie robi, zobaczysz, dzięki temu to Ty będziesz miała satysfakcję z powodu tego że jesteś w porządku.
        • froshka66 Re: przykazanie miłości 12.11.14, 16:43
          dawanie innej osobie dorosłej - to nie obowiązek, to jest możliwość.
          skoro : "to jest leniwe, nie chce mu się pracować, nie zna języków i brakuje mu talentu do biznesu.", nie musi się ogarniać, bo może jemu tak pasuje .
          nie musi dawać więcej...
    • vilez Re: przykazanie miłości 12.11.14, 17:20
      Bardzo zasadne kwestie.
      Dla mnie nie ma gradacji cierpienia. Cierpienie to cierpienie. Czy się ma lat 7 czy 40 czy 70. Każde się liczy. Zwłaszcza zaś cierpienie już istniejące.
      Uważam, że osoba, która nie zaspokaja swoich potrzeb psychicznych na poziomie elementarnym, nie jest w stanie dawać innym dobra w dłuższej perspektywie- taki układ gdzieś się posypie. W tym znaczeniu, jak najbardziej biblijne ujęcie o kochaniu bliźniego jak siebie, jest prawdziwe.

      Mnie najbardziej uderzyło w tamtych wątkach, że osoba jest oceniania/obwiniana za sam fakt WYRAŻENIA swego bólu. Jakby nie miała prawa odczuwać negatywnych emocji. I nie miała prawa ich analizować.

      Zgadzam się też z Froshką, że nie nalezy brac odpowiedzialności za cudze usytuowanie., tuy: wypracowany dorobek. oczywiście, to nie wyklucza POMAGANIA tej osobie (np. w wyjściu z problemu). Ale pomaganie, to nie branie odpowiedzialności. Tutaj jest naprawdę koniecznie rozróżnienie między tymi obszarami. Podobnie jak nie należy brać odpowiedzialności za usytuowanie innych osób w rodzinei względem "bohatera" sytuacji. Co znowu nie oznacza, że nie należy pomagać w rozsupywaniu zawikłań (jeśli są).
      Można proponowac rozwiazania, pomoc w pztryjzrenoi się sytuacji. Ale nie należy WYKONYWAĆ za kogoś zadań, które może on wykonać sam, które do niego należą. I których byc może ten ktoś zwyczajnie chce.
      No i nie należy wpychać go w klatkę "gotowych rozwiązań". Bo może się okazac, że ta osoba może/chce więcej/inaczej, niż się nam wydawało.

      Mnie się tu kluczowa wydaje rozmowa. Rozmowa też jest dawaniem. Także rozmowa o uczuciach/odczuciach.
Pełna wersja