froshka66
12.11.14, 00:25
Po przeczytaniu wątku “świątecznego” oraz większej części dyskusji na temat t formuł i zakresu odpowiedzialności za czyjeś dobre samopoczucie, przyszły mi do głowy 2 rzeczy.
Moja znajomość katechizmu jest słaba , ale pamiętam jedno z przykazań miłości : miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Nie więcej i nie mniej ale tak samo. Dbaj o bliźniego tak jak o siebie. Oczywiście nie da się wyliczyć wszystkiego co do centymetra i grosza, ale dziś zadbam nieco więcej o innego, jutro zadbam nieco więcej o siebie, tak aby dbać o innych i siebie po równo.
Jak przykazanie miłości głosi.
A czy na pewno dbanie od dobro kogoś kto ma 72 lata ma w oczach Pana Boga „większą wagę” od dbania o osobę 40 lat?
Po drugie,
Wydaje się być normalne, że jak ktoś ma talent do biznesu to jest bardzo bogaty w jego efekcie, jak ktoś, jest leniwy i nie ma umiejętności żadnej pracy zwykle bywa biedny ( również na starość) – jak dziecko pomoże to jest mnie biedny
Jak ktoś ma talent do języków i poświecił czas na ich uczenie się to mówi różnymi językami, osoba bez słuchy językowego i mało pracowita – mówi wyłącznie w języku rodzimym. ( również na starość) – jak dziecko pomoże to raz na czas posłuży za tłumacza
Osoba, która nie ma umiejętności do nawiązywani kontaktów z ludźmi i nie włożyła pracy w pielęgnowanie relacji, to czasem ma samotne święta, ( również na starość) – jak dziecko pomoże to raz na czas zaprosi na wigilie i wytrzyma trudność w kontaktach…
A czy na pewno sytuacja, jest słuszne ponoszenie konsekwencji przez dzieci wyborów poczynionych dawno temu przez poprzednie pokolenie?