Nieodzywanie si ę

25.12.14, 19:39
Co robić z osobą, z którą kontakt jest tylko "w jedną stronę"?
Zaproponuję coś do zrobienie wspólnie, czasem jak jej pasuje to się zgodzi. Ale nie zrewanżuje się podobną propozycją. Nie ma za bardzo potrzeby ze mną pobyć, pogadać. Dawniej jeszcze się zdarzało, od kiedy ma faceta to jakby się zapadła w egocentryczną dziurę.
Jak zadzwonię i wypytam o jakieś jej sprawy to krótko odpowie, ale sama z siebie nic nie opowie o sobie, ani specjalnie nie pyta o moje sprawy, tyle ile wypada by nie milczeć.
Zaproponowałam wspólny wyjazd, zgodziła się, zachorowałam więc przeprosiłam i odwołałam, równocześnie ponawiając propozycję na po świętach- nie skomentowała. Kilka dni później od innych dowiaduję się, że wyjechała za granicę do chłopaka na nie wiadomo jak długo. Mi w rozmowie ani słowa o tym nie powiedziała, domownikom ledwo dzień przed wyjazdem. To nie pierwszy raz kiedy ich nie uprzedza o swoich planach, stawia przed faktem dokonanym, alienuje się od nich. Chodzi milcząca, reszta ma się domyślać? czytać w myślach?
Wcześniej pytałam czy będzie w święta u rodziców (tradycyjnie kupujemy prezenty dla obecnych na wigilii) , twierdziła, że nie wie jeszcze czy będzie. Wyjechała, nie wysyłając nawet jednego smsa z informacją że jej nie będzie.. to, że wcześniej pytałam nic nie znaczy? Itd itp.
Od lat staram się mimo wszystko, mimo jej zamkniętego charakteru jednak odzywać się, podtrzymywać kontakt, wspierać w jej niełatwych relacjach z rodzicami z którymi mieszka i którzy podarowali jej swój dom, za co niespecjalnie jakoś jest im wdzięczna.
I chyba mi się cierpliwość skończyła.
Ileż można za kimś biegać by zechciał się odezwać ?
Nie przysłała na święta nawet smsa. Do nikogo z rodziny. A z pozostałymi kontakty ma jeszcze gorsze niż ze mną. Odpowiedziała tylko tym, kto jej przysłał pierwszy.
Nie zadzwoniła z życzeniami świątecznymi do starych rodziców.
Są załamani, dla nich to emocjonalnie życiowa klęska. A sami nie umieją zadzwonić za granicę, bo wtedy by już dawno za nią dzwonili. Zamartwiają się o nią.
Normą było zawsze, że w święta wszyscy się kontaktujemy gdziekolwiek byśmy byli... Ale do tej pory święta spędzała na miejscu.. w domu rodziców gdzie była wigilia i gdzie wszyscy przyjeżdżali lub dokąd dzwonili.
Czy mam wreszcie zrozumieć, że siostra nie chce kontaktu z nasza rodziną ,w tym ze mną ,
i "uszanować" jej wybór?
Przestać z nią utrzymywać kontakty?
Uznać ostatecznie, że swoim zachowaniem pokazuje że właśnie tego chce, że jest dorosła i bierze na siebie konsekwencje swojego zachowania?
Czy nadal dzwonić, proponować, pytać, usiłować "rozgadać", budować kruchą wspólnotę?
Czy zamilknąć tak samo i czekać na kontakt z jej strony, ryzykując, że tego kontaktu nie będzie wcale?
Pani Agnieszko ratunku. :(
    • marsylvik Re: Nieodzywanie si ę 25.12.14, 20:13
      Na początek przeczytać komiksy, które zrozumie tylko introwertyk. Choć ja bym je raczej nazwała komiksami, które pozwalają zrozumieć introwertyka.
    • vilez Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 08:52
      Powiem wprost: dajcie jej spokój.

      Nie każdy lubi powierzchowny kontakt. Nie każdy lubi się zwierzać. Ani meldować o każdym swoim ruchu.
      Nie każdy lubi marnować czas na rozmowy o niczym interesującym.
      Nie każdy przywiązuje wagę do świąt.

      Przelewasz na nią swoje oczekiwania. Chcesz, żeby brała za nie odpowiedzialność. Tymczasem ona bierze odpowiedzialnośc za siebie samą- i tak jest dobrze. Ona jest dorosła. Sama znajdzie drogę do kogo zechce.

      Wyczuwam jeszcze, że dla Ciebie problemem jest to mieszkanie, które jej rodzice podarowali.

      Co do rodziców- nie wierzę, że nie potrafią zadzwonić za granicę. A jeśli tak, to im pomóż się nauczyć.
      Ty daj siostrze spokój. Po prostu.
    • kol.3 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 10:11
      A próbowałaś z nią porozmawiać i powiedzieć że nie jest w porządku? Wyjechać od rodziców na święta za pięć dwunasta i nawet im życzeń nie złożyć? Ale domek od nich wzięła. To jest chamstwo i żadnymi cechami skomplikowanego charakteru nie da się wytłumaczyć. Ja na Twoim miejscu bym opieprzyła i przestała za nią latać.
      • vilez Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 11:07
        Czyli domkiem się kupuje uległość i podległość?
        Nie wiesz, z jakich powodów ta kobieta nie złożyła życzeń rodzinie. Może właśnie przestała grać w grę pt " święta"? Może ma inne - rodzinne- powody?Np. odcina się od toksycznych relacji? Ja np. czytając wpis autorki, jakoś ją rozumiem.
        • vilez Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 11:07
          tzn. rozumiem tę, na którą sie autorka skarży.
          • verdana Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 12:14
            Jednak jak się chce być niezależnym i liczyć się wyłącznie ze swoimi potrzebami, zdając sobie sprawę, że rodzicom będzie bardzo przykro - to się nie bierze kosztownych prezentów. Po prostu. Nie ma obowiązku brać od rodziców mieszkania, skoro sie ich na tyle nie lubi, ze nie ma się oporów przed zepsuciem im świąt.
            • vilez Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 12:39
              Ale nikt z nas nie zna uwarunkowań tej sytuacji. Zarówno okolicznośicach tego podarunku, jak i sytuacji okołowigilijnej.
              Nieozdzywanie sie do rodziny w święta o niczym nie świadczy. Albo inaczej: równie dobrze może świadczyć o złym (mienie w czterech literach), dobrym (jakieś zdrowienne procesy) lub neutralnym (inny styl życia).
              Natiomiast oczekiwania wobec owej osoby, ujawnione w poście startowym naprowadzają mnie osobiście raczej to drugie (czyli- świadczyć o czyms dobrym) lub trzecie (neutralne).
            • haneke_29 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 12:44
              No oczywiście, jeśli córka otrzymała drogi prezent to powinna godzić się na wszelkie jazdy swojej nawjyraźniej chorej rodzinki.

              Od samego początku nie rozumiem tych zwchwytów nad tobą i twoimi "przemyśleniami".
            • koronka2012 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 12:56
              Skąd wiesz, że rodzice nie chcieli jej tym domem uwiązać do siebie? czy to nie było przypadkiem tak, że rodzice oczekują w zamian opieki, stałej obecności w jej życiu, może chcą ją kontrolować mając pod bokiem? mówimy zdaje się o dość młodej dziewczynie, może najpierw pojawiła się darowizna, potem zdała sobie sprawę z konsekwencji, ale odkręcić tego już się nie da.

              Faktem jest, że zadzwonić do rodziców mogła - ale też prawdopodobne jest, że chciała uniknąć nawału wyrzutów i pytań i pretensji.

              nie wiemy jakie relacje panują w tej rodzinie, wiemy tylko, że dziewczyna stara się trzymać rodzinę na dystans. I albo ma po prostu taki charakter - a wówczas ciągnięcie za język, opowiadanie się i tłumaczenia są dla takiej osoby mega irytujące; albo ma swoje powody wynikające z natury relacji rodzinnych.
              • kol.3 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 19:53
                Nie ma przymusu by prezent przyjmować, a co za tym idzie opiekować się rodzicami na stare lata czy w ogóle kontaktować się z nimi. Jeśli rodzice chcieli ją zniewolić przy pomocy mieszkania/domu mogla mieszkania nie przyjmować. Byłoby uczciwie. Ale lepiej wziąć i wypiąć się i jeszcze dołożyć do tego ideologię.
            • marsylvik Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 13:16
              Dlaczego uważasz, że opisywana przez osobę trzecią kobieta chce być niezależna, chce liczyć się wyłącznie ze swoimi potrzebami, zdaje sobie sprawę, że jej zachowanie (albo raczej brak oczekiwanego od niej zachowania) sprawia komuś przykrość, czy tez czuje się w obowiązku brać od kogoś kosztowne prezenty oraz nie ma oporów przed zepsuciem komuś świąt? Na jakiej konkretnie podstawie tak uważasz?
              Zaznaczam, że nie mówię, że nie masz racji, bo tego nie wiem. Zastanawiam się tylko, co przeoczyłam, że zupełnie nie widzę podstaw do wydawania takiego sądu jak Twój.
              No i szczerze mówiąc trochę mi niespójnie wygląda Twoja postawa i zawartość Twoich "rad" w kontekście Twojego niedawnego apelu...
            • froshka66 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 15:20
              Jednak jak się chce być niezależnym i liczyć się wyłącznie ze swoimi potrzebami, zdając sobie sprawę, że rodzicom będzie bardzo przykro - to się nie bierze kosztownych prezentów.

              Jednak jak się chce być niezależnym i liczyć się wyłącznie ze swoimi potrzebami, zdając sobie sprawę, że rodzicom będzie bardzo przykro - to się nie prosi o pomoc i prezenty.

              Jak ktoś chce dać prezent , który mi się do czegoś przyda, to wezmę, i do niczego nie czuje się zobowiązana.
              Nie prosiłam, mogli nie dawać.
              Jak ja daje prezent , nie oczekuje w zamian za to łażenia z a d.. i zależności ode mnie.
              Daje bo chce, nie daje nie chce i tyle.
    • haneke_29 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 12:41
      >Co robić z osobą, z którą kontakt jest tylko "w jedną stronę"?

      Przestać być takim koszmarnym natrętem...

      We wszystkich znanych mi rodzinach, gdzie jedno z dzieci odcina się od rodziny, po nawet powierzchownym zgłębieniu tematu szybko wychodzą na jaw jakieś chore akcje na przestrzeni lat ze strony mamusi i tatusia. Piszę tutaj o matce i ojcu, bo nie uważam, żeby utrzymywanie kontaktu z dalszą rodziną byłoby jakimkolwiek obowiązkiem, szczególnie gdy się zupełnie nie ma na to ochoty.

      Btw, to twoje natręctwo też nie jest normalne...
    • robotkuchenny Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 13:14
      Najkana, nie przeżywaj, nie martw się o nią. Ona ma Was w d...... to i Ty spróbuj o niej nie myśleć. Są osoby tak skoncentrowane na sobie, że nawet im do głowy nie przyjdzie, że starzy rodzice czekają na jakąś wiadomość. Nie miała chłopaka to byłaś jej potrzebna do towarzystwa, jak kogoś poznała to Twoje towarzystwo jest już jej zbędne i Cię olewa. Po co ma myśleć o jakimś smsie do Ciebie jak jesteś jej w tej chwili całkowicie zbędna. Trudno, jej nie zmienisz a sobie nerwów napsujesz.
    • never24 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 13:16
      do autorki wątku :powiem brutalnie: olać taką osobę, nic jej nie proponować. sytuacja z rodzicami bardzo niefajnie świadczy o Twojej siostrze. pewnie, że dorosła osoba nie musi się tłumaczyć ze wszystkiego co robi, ale żyjąc w jakiejś grupie(bo siostra mieszka z rodzicami)trzeba też patrzeć na odczucia wszystkich osób z grupy(w tym wypadku z rodziny) a nie tylko na swój czubek nosa.to są takie elementarne zasady wspólnego funkcjonowania i nie ma to nic wspólnego z uległością, brakiem asertwnosci itp.Jeżeli relacje między siostrą a rodzicami są niełatwe(co to właciwie znaczy?),to po co siostra mieszka z nimi?zawsze można się wyprowadzić
      • aqua48 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 13:44
        never24 napisała:

        >Jeżeli relacje między siostrą a rodzicami są n
        > ie łatwe(co to właciwie znaczy?),to po co siostra mieszka z nimi?zawsze można si
        > ę wyprowadzić

        Własnie chyba to zrobiła? I dała sygnał, że nie życzy sobie serdecznych kontaktów, nie ma ochoty na zwierzenia ani nie interesują ją cudze problemy.. Moim zdaniem należy tę chęć uszanować. I absolutnie nie czynić żadnych kroków w imieniu rodziców.
    • marzeka1 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 13:35
      Nie zmusisz do kontaktu z kimś, kto tego nie chce- może to być dla Ciebie smutne/przykre/straszne, ale tak jest.
    • froshka66 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 15:15
      Kilka dni później od innych dowiaduję się, że wyjechała za granicę do chłopaka na nie wiadomo jak długo. Mi w rozmowie ani słowa o tym nie powiedziała, domownikom ledwo dzień przed wyjazdem. To nie pierwszy raz kiedy ich nie uprzedza o swoich planach, stawia przed faktem dokonanym, alienuje się od nich. Chodzi milcząca, reszta ma się domyślać? czytać w myślach?
      to chyba normalne, ze dorosła osoba o swoich planach informuje a nie dyskutuje.
      Ponadto informuje jedynie i wtedy, i tylko tego kogo ma ochotę...
      tej sytuacji "stawia przed faktem dokonanym" jest zupełnie normalnym zachowaniem dorosłej osoby
      • najkana Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 18:51
        Razem z dużym domem i dorobkiem życia rodziców wzięła też odpowiedzialnośc za zaopiekowanie się nimi. Wyjechała praktycznie bez słowa, nikomu z rodzeństwa nie przekazała by dopilnowali zdrowia starych rodziców, tego czy mają napalone w piecu, czy domowe zwierzęta są nakarmione, czy ktoś je wyprowadził na spacer (rodzice ledwo chodzą, w zimie na śliskiej drodze nie dadzą rady dużym psom).
        Po prostu bez słowa przekazania opieki nad rodzicami. I to w zimie, w najtrudniejszym dla rodziców momencie do przetrwania. A dom jest jej więc nikt nie powinien jej się do niego wtrącać. Wczoraj ciekły kaloryfery. Kto ma remontować jej dom? Wystarczyło, żeby komuś z rodzeństwa powiedziała o wyjeżdzie i poprosiła o dopilnowanie rodziców i zwierząt. Nie ma problemu, od lat wiele się "dla domu rodzinnego|" robiło bezinteresownie. Ale nie w taki sposób, że pokazuje jak bardzo rodziców ma gdzieś. I gdzieś ma całą rodzinę, dzięki której to przecież jej majątek rośnie. Szokuje mnie taki egocentryzm. Im bardziej powinna być komuś wdzięczna za to co dostała - tym bardziej go nienawidzi i odwraca się od niego? Przecież nie musiała brać darowizny od rodziców. To spory majątek. I nie chodzi o to, że inni dostali mniej, bo nigdy na to nie patrzyliśmy, ale o to, że jeśli się zdecydowała wziąć urządzony dom z "dożywociem" rodziców to niech się poczuwa do minimum troski o nich. Tymczasem w ostatnim czasie wyraźnie wyszło, że brać wzięła, ale zajmować się muszą wszyscy inni. Bo ona się zakochała, ma fochy, nie raczy się odezwać... Na głowie to postawione. Kiedyś myślałam, że może ma depresję, starałam się ją zabawiać, pomagać. Ale dotarło do mnie, że jak sama czegoś chce, to sobie to umie zorganizować i po to sięgnąć. Nie jest nieśmiała ani wycofana. Bywa agresywna słownie, z obcymi potrafi rozmawiać, być miła, a do domowników się nie odezwie. I z okazji tych świąt i okoliczności przed nimi, właśnie jasno zobaczyłam, że zawsze trzymając jej stronę najwyraźniej bardzo się pomyliłam. Dotarło do mnie, jak bardzo jest skupiona na sobie i jak bardzo także mnie ma w głębokim d...
        Wiem kiedy się odezwie. Jak będzie czegoś ode mnie potrzebować. Albo się schować znowu za moimi plecami przy konfliktach z innymi.
        Nie rozumiem po co przyjęła rodziców majątek? Mogła odmówić, nie mieszkać z nim, wynieść się dawno temu i radzi ć sobie po swojemu. Ktoś inny by się podjął obowiązków i staruszkami zajął.
        Niezadzwonienie do starych rodziców w wigilię to świństwo nad świństwami.
        • froshka66 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 18:59
          że jeśli się zdecydowała wziąć urządzony dom z "dożywociem" rodziców

          jeżeli taki były warunki, na które przystała a ich nie spełnia to nieładnie.
          należałoby napisać do nie grzecznie, że ze względu na niedotrzymanie umowy chcecie się umówić u notariusza na przepisanie własności na kogoś innego, wybranego przez rodziców.
          • marsylvik Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 19:10
            Najpierw należałoby o tym porozmawiać z rodzicami.
          • najkana Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 19:36
            Rodzice raczej na to nie pójdą, dla nich to straszny stres, że córka się nie odzywa, olewa, odrzuca ich, płaczą po kątach czują się winni. Tym bardziej starają się jej podsunąć pod nos co najlepsze, bo myślą że może ona chora i że to ich wina. Pozostałe dzieci umajone w kredyty na własne mieszkania, też z miesiąca na miesiąc nie zmienią całego życia dlatego, że siostrze się coś odwidziało i nie ma ochoty z rodzicami mieszkać, ani nie mają na tyle dużych domów by rodziców zabrać. Jej nowy facet ją podkręcił w takim egocentryzmie, pod jego wpływem zaczęła ignorować rodziców, przekonał ją że ma myśleć tylko o sobie i żyć tak, żeby się nie zmęczyć, że nic nie musi. A chyba się już przyzwyczaiła do miłego stanu posiadania majątku. Mam zresztą nieodparte wrażenie, że ona na razie robi sobie testy - jak zobaczy, że za granicą jej lepiej to oleje rodzinę zupełnie, niech jej majątek utrzymują. A jak okaże się, że jej tam z facetem się nie ułoży to sobie wróci do rodziców mieszkać bo dom przecież jej i znowu będzie pokazywać fochy jak jej tu źle. Jakby rozumowała tylko jednym wąskim kanałem i nie umiała spojrze ć na problem szerzej.
            A nas tu wcześniej szlag trafi, bo przez jej nieodzywanie się i niepodejmowanie żadnych decyzji wszyscy w zawieszeniu nie wiedzą co robić. Zwierzętom trzeba dać codziennie jeść, rodzicom zapewnić spokój na ostatnie lata życia, zorganizować zakupy. Rodzice bardzo przeżywają jej zachowania, nie byli święci, ale na litość teraz są zwyczajnie starzy, trzeba mieć minimum dystansu, ciężko harowali by dzieci miały lepiej niż oni. No to się doczekali wdzięczności.

            • kol.3 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 19:57
              No po prostu zwykła świnia bez dodatkowej psychologicznej teorii.
            • haneke_29 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 21:23
              Pytanie dlaczego o takich istotnych faktach napisałaś dopiero w trzeciej czy czwartej z kolei wypowiedzi.
              Problem opisany w starterze jest dość mocno odmienny od tego co piszesz teraz.
              Coś czuję, że stwierdzenie "rodzice nie byli święci" to bardzo duże uogónienie, dodatkowo jeszcze każesz do tego "braku świętości" u rodziców siostrze się dystansować, kiedy to ona mieszkała z nimi na co dzień a ty tylko wpadałaś z wizytami.

              Rozśmieszyło mnie też to, że najpierw rodzice nie są w stanie samodzielnie wyprowadzić psów (ok, to może być w zimę problem) teraz nagle okazuje się, że nawet jeść im nie dadzą, tacy są zniedołężniali...

              Podejrzewam, że teraz już prawdy się nie dowiemy, bo dam sobie rękę uciąć, że po krytyce twojego startera będziesz odmalowywała siostrę w coraz czarniejszych barwach...
              • haneke_29 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 21:28
                A i jeszcze kwestia tego, że rodzice nie mówiąć nic nikomu (a wynika to z twoich wpisów) przepisali cały dom i działkę (bo pewnie jakaś działka też jest) tylko i wyłącznie na twoją siostrę, no cóż macie problem również z rodzicami a nie z siostrą...
                • najkana Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 11:27
                  Ręce opadają jak się czyta wasze wymysły.
                  Zacznijcie w końcu czytać wątek i odpowiadać na temat, a nie judzić i podkręcać się swoimi własnymi interpretacjami tworząc jakąś inną historię. Swoją drogą jak się czyta odpowiedzi w tym wątku, to wyraźnie widać ile osób myśli tylko o majątku i ma niezłe jazdy w swoich domach, że nie umie inaczej tematu interpretować.
                  Rodzice mają 80-tkę. Więc ile może mieć corka to sobie policzcie mądralińscy którzy uznali, że córka jest młoda choć ani słowa na ten temat nie napisałam.
                  Pozostałe wymysły równie twórcze..

                  Gdyby siostra żyła sobie w swoim prywatnym domu to jej nieodzywanie nie byłoby aż takim problemem. Ale podjęła się, w zamian za rodzinny majątek, zająć rodzicami, dużym domem, zadbać o gospodarstwo. Rodzice stali się poniekąd jej zakładnikami, a wraz z nimi my wszyscy - póki rodzice żyją. Na pytania nie odpowiada, ignoruje. Więc co można wspólnie uzgodnić? Jaki sens był podejmować się zajmowania się rodzicami jeśli się nie lubi i nie chce wspólnoty z nimi? Jaki sens był brać rodzinny dom, jeśli wiadomo, że pozostałe dzieci będą do rodziców przychodzić w odwiedziny? Jeśli się chce być indywidualistą i być sobie samemu w domu tylko dla siebie, to się idzie na swoje. Wzięła, bo wiedziała że zarobić na swój będzie trudno. Inni musz ą. Rodzicom trzeba zorganizować lekarzy, zawieźć ich tam, przypominać czy wzięli leki, zwrócić uwag ą że chodzą w poplamionym swetrze, itd. Siostra jakby się wkurzała, że inni też się zajmują rodzicami (trudno żeby nie, jeśli ona się nie odezwie i nie mówi co zamierza, co zrobi, czy ma czas, jest słownie agresywna więc rodzice się boją ją o coś prosić wolą dzwonić po innych), że z innymi rodzice się lepiej dogadują. A jak mają się z nią dogadywać, jeśli mieszka z nimi a się do nich nie odzywa, nie rozmawia, wydaje rozkazy i jest zła, że nie są posłuszni, że się nie domyślili o co jej chodziło i nie zrobili właśnie tego o czym ona myślała...choć nie powiedziała.
                  CaŁY czas problem jest ten sam: nie odzywa się do rodziny, z roku na rok coraz odważniej pokazuje że tę rodzinę nienawidzi i nie chce mieć nic wspólnego, ustawiła się w pozie "ofiary" choć realnie dostała bardzo dużo. W relacjach z rodziną dąży do konfliktu, jak nastolatka przechodząca młodzieńczy bunt. Pozostali zaczynają się bać odwiedzać rodziców gdy ona jest w domu, bo przechodzi bez słowa rzucając "pioruny" spojrzeniem. Rodzice nie wiedzą, czy mają sami zorganizować kogoś do zadbania o gospodarstwo, czy ona z kimś to zalatwiła. Bo nie poinformuje ich. Gdy jej facet przyjechał też rodzicom nie powiedziała że będzie w domu z rodzicami mieszkał kilka tygodni. Nie mieliby nic przeciwko, ale kto z was by był zadowolony, gdyby mu dziś obcy facet wszedł do mieszkania i został na długo, korzystając z wspólnej łazienki? Postawiła przed faktem dokonanym, sprowadzając rodzicom na głowę faceta którego widziała wcześniej raz, kompletnie bez uprzedzenia, że ktoś do niej przyjedzie. I tym podobne kwiatki na okrągło. Ciągle skrajności i brak jasnego stanowiska.
                  Nie chciała by się jej "wtrącać" do gospodarstwa, ogrodu, to przestaliśmy przychodzić pomagać, za chwilę foch, że ona sama nie będzie robić, i np wyjeżdża gdzieś na weekend nie mówiąc nikomu żeby wpadł się zwierzętami zajął.
                  Przez jej obsesyjne nieodzywanie się, nieinformowanie domowników o niczym, tworzy i kumuluje problemy, wszyscy tkwią w zawieszeniu bo nie wiedzą o co jej chodzi. Krytyki nie przyjmuje-od raZU agresja. Przez przyjęcie darowizny domu w jej nieodzywanie się uwikłani są rodzice i chcący-niechcący pozostałe rodzeństwo póki rodzice żyją. Nie da się mieć dobrych kontaktów z kimś kto nie informuje o co mu chodzi. Nie wiem, czy to nieodzywanie jest jakąś chorobą, chęćią masochostycznej "zemsty" na domownikach, czy po prostu takim charakterem, że bierze to, co jej wygodnie, a jak ktoś jej już niepotrzebny to go zlewa i tępi.
                  • iskierka3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 11:41
                    80 to i tak przyzwoicie;) jesli pisze sie w sposob cos sugerujacy, nie nalezy sie dziwic odbiorowi. Slowa, ze siostra wyjechala do chlopaka sugeruja raczej osobe 25-30. Wiek i stan zdrowia rodzicow rowniez jest istotny, o czym slowa nie bylo. Jezeli siostra nie wywiazuje sie z umowy, to zdaje sie taka darowizne mozna cofnac? W dalszym ciagu nie rozumiem czemu rodzice przepisali wszystko i zlecili zajmowanie sie soba jedynemu wyrodnemu dziecku. Decyzja, jak widac zla bo wszyscy sa niezadowoleni. Trudno wymagac od siostry poswiecenia swojego zycia, w tym uczuciowego. Ale decyzja do odkrecenia.
                    • iskierka3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 12:08
                      Ale ale - jezeli siostra taka skryta to skad wiecie, ze faceta widziala tylko raz przed zaproszeniem go do domu?;) a gdyby bliska mi osoba zaprosila obcego sobie faceta na kilka tygodni to raczej martwilabym sie O NIA i jej stan psychiczny bardziej niz o dzielenie z typem toalety;) a jakby wyszla za maz to co? Musieliby ja dzielic juz dozywotnio, nie przewidzieli tego?
                  • marsylvik Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 13:00
                    najkana napisała:

                    > Ręce opadają jak się czyta wasze wymysły.
                    > Zacznijcie w końcu czytać wątek i odpowiadać na temat, a nie judzić i podkręcać
                    > się swoimi własnymi interpretacjami tworząc jakąś inną historię.

                    Z Twoich wcześniejszych opisów rzeczywiście tylko domyślać się można, co zresztą większość zrobiła. Każdy inaczej. A że ja akurat wiem, bo akurat niedawno ten temat przerabiałam, że domysły w większości są nietrafne, to starałam się dopytać. Tyle, że dopytywanie jest widocznie mniej skuteczne niż nietrafione domysły, bo na domysły odpowiedziałaś, a na pytania nie za bardzo ;)

                    Jeśli chciałabyś czegoś więcej niż potwierdzenia "tak tak, zła ta siostra, biedni rodzice" (kilka takich odpowiedzi już zresztą dostałaś), to dobrze by było odpowiedzieć przynajmniej na pytanie, czego właściwie oczekujesz, na czym polega Twój problem. To nadal nie jest oczywiste, nawet jeśli bardzo uważnie się czyta Twoje wypowiedzi. Trzeba się domyślać, a domysły to jak widać...
                  • vilez Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 14:07
                    Wiesz, co widzę? To jest cały worek problemów. Który Ty usiłujesz sprowadzić do jednej osoby winnej temu wszystkeigo: w NIĄ. Wyboja to od pierwszego Twojego postu. neiche c do ejj osoby oraz obwinianie za wszystkei nieszczęscia. I odpowiedzialność za wszystko.

                    Po drugie: jeżeli rozmawiasz z nią tak, jak tutaj z nami, to ja się nie dziwię, że ona wybiera milczenie lub agresję.. Bo i TY rozmawiasz agresywnie. Tak się nei rozwiazuje problemów. A to są, jak widać trudne problemy. Tryb obwiniajacy i spychologia odpowiedzialności temu nie służą.

                    Po trzecie- czy przyszło Ci kiedyś na myśl, że ją to wszystko przerosło? Że to moze być dla neij za trudne? Opieka nad dwoma starszymi, zniedołezniałymi osobami, goposdarstwo, dom i ona sama? Wy macie meżów do pomocy, a ona kogo ma?

                    Po czwarte, ona jest u siebie, czy nie? Bo jeśli jest, to jej partner ma prawo u niej bywać a nawet czasowo zamieszkać. Dorosła osoba nie musi się tłuamczyć z tego, że gości u siebie swojego partnera, nawet jak to się wiążę z utrudnieniami dla innych osób. Macie dom, więc miejsca jest dosyć. A wspólna łązienka na kilka tygodni - to jest do przetrzymania.
                    Zapewne, gdyby on się wprowadził na stałe, to pomyśleliby o remoncie, by były dwie łazienki.

                    Bardzo mi się nie podoba to, jak Ty to stawiasz- że ona nie może swobodnie U SIEBIE prowadzić swojego osobistego życia (a związek uczuciowy do takiego zycia w oczywisty sposób należy). JAk Ty to sobei wyobra żałas- że ona nigdy nie będzie z nikim mieszkać? Bo tak wynika z tego, co piszesz.
                    Gdy partner meiszkał u niej- źle, gdy wyjechała do niego- też źle. To CO ONA MA ROBIĆ, by Was zadowolić? Wychodzi na to, że powinna nie miec życia osobistego. Poświęcić się w całości domowi, rodzicom? A wszystko dlatego, że weszła w dożywocie? Straszny obraz sie z tego wszystkiego wyłania.
                    • vilez Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 14:08
                      Pardon, za szybko wysłałam, korejkta w pierwszym akapicie:

                      Wybija to od pierwszego Twojego postu. Niechęć do jej osoby oraz obwinianie za wszystkie nieszczęscia.
                  • pade Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 16:50
                    To macie po prostu problem z komunikacją w rodzinie. Wszyscy macie ten problem. Rodzice, bo nie rozmawiają z córką, nie pytają, tylko dzwonią z żalami do pozostałych dzieci. Ty, bo oczekujesz od siostry domyślania się i spełniania "powinności" i siostra, bo nie umie powiedzieć: chcę żyć tak i tak. Być może, tak bardzo wtrącaliście się w jej życie, a Wasze oczekiwania co do jej zachowania były tak nierealistyczne, że dziewczyna woli się nie odzywać, bo inaczej wybuchnie.
                    Warto się nauczyć mówić wprost, od siebie i o sobie. I nie oczekiwać od innych, że będą spełniać nasze oczekiwania, albo czytać w myślach.
        • vilez Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 19:49
          > Wyjechała praktycznie bez słowa...

          wcześniej zaś napisąłaś:
          > Mi w rozmowie ani słowa o tym nie powiedziała, domownikom ledwo dzień przed wyjazdem.

          Komuś jednak powiedziała, zatem nie - bez słowa. Poza tym, reszta dzieci tez jest zobowiązana pomagać. Może chciała sparwdzic Wasz kontakt z rodzicami? Nie wiem ... tak sobie gdybam.

          > Im bardziej powinna być komuś wdzięczna za to co dostała - tym bardziej go nienawidzi i odwraca się
          > od niego? Przecież nie musiała brać darowizny od rodziców. To spory majątek. I nie chodzi o to, że inni > dostali mniej, bo nigdy na to nie patrzyliśmy, ale o to, że jeśli się zdecydowała wziąć urządzony dom z
          > "dożywociem" rodziców to niech się poczuwa do minimum troski o nich.

          Mocno u Ciebie wybija ten majatek. Bardzo mocno. Może to jest klucz.

          > Tymczasem w ostatnim czasie wyraźnie wyszło, że brać wzięła, ale zajmować się muszą wszyscy inni.

          Jak wyzej napisąłam, wszyscy powinni pomagac. Moze daliście jej popalić tym, ze to ona ma to dożywocie? Może w ten sposób chcieliście ją "ukarać" - żeby to na jej głowie było wszystko: dbanie o dom, o rodziców...gdybym. Bo na to by trochę wskazywął poniższy fragment:

          > Wczoraj ciekły kaloryfery. Kto ma remontować jej dom?

          Czy to tak trudno pomóc? Siostra mojej mamy pomagała bardzo mamie w czasie choroby, mimo że było wiadomo, że majatek mamy odziedziczymy tylko my (brat ja, czyli dzieci). Równo z nami tyrała. Miała nie pomagać, bo jej "nie zapłacono" majątkiem?

          > Kiedyś myślałam, że może ma depresję, starałam się ją zabawiać, pomagać.

          Może ma. A może ma inne problemy?

          Za dużo tu mówienia o majątku. Zdaje sie to być kluczowe. Jesli mam rację, i to rzeczywiście JEST kluczowe, to kiepsko to świadczy o rodzinie. Poza tym- chyba rodzice czymś się kierowali, zawierając z nią umowę. Chyba nie było tak, że nie rokowała dobrze, a mimo tego się zdecydowali?

          Darowiznę można cofnąć, jeśli ktoś nie dotrzymuje umowy. Zatem, możesz Ty przejąć majątek. Zapewne zaopiekujesz się rodzicami jak należy.

          • kol.3 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 20:03
            Chciałabyś byś być w sytuacji, gdy Twoja siostra wzięła od rodziców darowiznę w postaci domu w zamian za opiekę, ale to TY musisz opiekować się starymi rodzicami, zajmować się domem siostry, sprzątać, oporządzać itp. Rozumiem, że robiłabyś to bezinteresownie, z zadowoleniem i śpiewem na ustach - niech się w tym czasie siostra bawi za granicą, Ty za nią czarną robotę będziesz latami odwalać.
            • vilez Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 21:47
              Sprawy są zwykle bardziej skomplikowane.
              A darowizny nie są na amen.
              • kol.3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 07:23
                Sprawy nie są skomplikowane, ta historia jest do bólu pospolita. Starsi państwo przy robieniu zapisów często rozumu nie mają, zapisują majątek jednemu dziecku zwykle temu, które kochali najbardziej a niczego od niego nie wymagali,, ale chcieliby żeby to drugie się opiekowało i oporządzało ich. Ten kto dostał majątek, ma rodziców gdzieś i doskonale wie że reszta rodzeństwa nie jest wyrodna i z szacunku do starych rodziców nie pozwoli im umrzeć z głodu w brudnym mieszkaniu.
                • vilez Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 09:05
                  Zawsze mnie zadziwia takie rozporządzanie majątkiem, które skłóca rodzeństwo. Tutaj, jak widać, mocno skłóciło. I to jest wina tych rodziców. Dziewczyna mogła być za młoda, by to wszystko rozumieć, ale mocno dorośli ludzie powinni to wiedzieć. Mogła nie przewidzieć, że takie dożywocie będzie dla rodziny pretekstem do kontrolowania jej życia, uwiązania itd. Tego nie wolno nikomu robić.
                  Ale skoro rodzice ponoć nawet "nie potrafią zadzownić za granicę...", to jakże mogli "przewidzieć", że niszczą tym komuś życie, nieprawdaż (sarkazm).

                  Żadna darowizna, cokolwiek, nie może przyywiązywać człowieka ani do miejsca ani do ludzi- w taki sposób, jak to wynika z tego watku: że się ma dziewczynie jej za złe, że wyjechała, że się nie spowiada: gdzie i z kim. Młoda dziewczyna ma prawo do zycia osobistego, do wyjazdu za granicę, do związku, do swoich problemów itd. Ma prawo żyć NORMALNIE - bez opowiadania się komukolwiek - ani rodzicom ani rodzeństwu.

                  Zaś do opieki nad rodzicami są zobowiązane wszystkie dzieci. To nie jest tak, że umowa dożywocia z jednym dzieckiem zwalnia pozostałe dzieci z obowiązku pomagania rodzicom.
                  Ponadto., rodzice jeszcze żyja, i są też zobowiazani dbać o posiadłość , w której mieszkają. Zaprawdę, cieknące kaloryfery powodem afery... Człowiek nie powinien ruszać się z domu, bo kaloryfery mogą cieknąć... Albo nie daj boże żarówki sie przepalą. Powinien siedzieć na czterech i czekać, czekać...na wszelki wypadek. I służyć.
                  Umowa dożywocia to nie niewolnictwo ani zrzeczenie się własnego życia na rzecz cudzego.
                  • iskierka3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 10:09
                    Podpisuje sie pod kazdym slowem Vilez!
                    • vilez Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 10:12
                      :-)
                  • blue_meerkat Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 10:13
                    Ladnie napisane vilez.
                  • kol.3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 10:16
                    Bardzo ładne odwracanie kota ogonem. Dziewczę nie ma 17 lat, tylko zapewne sporo więcej i nie jest niepełnosprawne umysłowo a raczej cwane. Poszła do notariusza i nie wiedziała co podpisuje.? Wciskanie kitu. Jeśli darowizna i obowiązki jej ciążą, zawsze można się wycofać. Natomiast ona majątek wzięła, a na obowiązki się wypięła a raczej przerzuciła je zgrabnie na rodzeństwo, wiedząc ze wyrodne nie jest i rodziców na łasce boskiej nie zostawi.
                    Rozumiem, że inwestujesz w cudze kaloryfery i zmywasz podłogi w cudzym domu.
                    • iskierka3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 10:28
                      Rodzice tez nie sa niepelnosprawni umyslowo i wiedzieli jakie obowiazki zamierzaja na barki corki zlozyc i czego zamierzaja wymagac w zamian. Nikt im tez pistoletu do glowy nie przystawial a zwykle to rodzice sprawniej manipuluja dziecmi niz odwrotnie. Albo miedzy rodzicami a corka jest ok a rodzenstwo stwarza nieistniejace dramaty, celem przedstawienia wyroznionej siostry w zlym swietle. kaloryferami sugeruje zeby zajal sie fachowiec wezwany telefonicznie przez mamusie lub tatusia, zdaje sie, ze mieszkaja w tym domu? Choc wierze, ze w kolejnym poscie okaza sie niesprawnymi fizycznie i intelektualnie stulatkami;) jakie zimno i glod? Litosci - dziewczyna wyjechala spedzic swieta z chlopakiem, zostawiajac dwoje ( na bank niestarych) rodzicow we wlasnym domu i majacych tez inne dzieci. Powinni ja jeszcze ubezwlasnowolnic z okazji niesprawiedliwego wzbogacenia sie;) nie bedzie sobie wyjezdzac z kim sie jej spodoba!;)
                      • kol.3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 16:37
                        Z doświadczenia wiem, że często cwane dzieci robią staruszkom pranie mózgu i w rezultacie stają się jedynymi beneficjantami majątku, który chętnie przyjmują, opiekę zrzucając na resztę rodzeństwa w myśl zasady, że ono też ma obowiązki względem rodziców. Znam takie przypadki do dziś rodzeństwa są w sądzie. Nikt nie twierdzi, ze pani ma być łańcuchem przytwierdzona do starych rodzicow i nie ma prawa do życia osobistego, ale wypadałoby o planach poinformować resztę rodzeństwa, czego tu nie było.
                    • vilez Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 11:13
                      Nie wiemy, ile ma lat, ale możemy się domyslać, że była młoda, gdy uskluteczniono to dożywocie. I że rodzice z pewnościa mieli znacznie więcej lat, i to oni [powinni być mądrzejsi i nie wikłac młodej córki w taką zależność.
                      Zapewne można się wycofać. Skąd wiesz, że ona nie do tego właśnie zmierza? Ja na jej miejscu bym zmierzała, patrząc na to, jakie wymagania stawia jej rodzina. To wszystko jest chore.
                      Jeden wyjazd to wypięcie się? A rodzeństwu wiele ubędzie, gdy sie RAZ zajmą rodzicami?
                      Zobacz: jeżeli JEDEN wyjazd to juz opuszczenie rodziców i wielka tragedia, to potwierdzasz tylko moja tezę o uwiązaniu jej i próbie kontrolowania jej.

                      Tak, wielokrotnie inwestowałam w utrzymywanie mieszkań moich rodziców. Dokładałam się do remontów, sprzątałam. Opiekowałam sie rodzicami bez patrzenia, kto powinien więcej, a kto- mniej. Podobnie i oni- inwestowali w moje i brata mieszkania, pomagali nam. Na tym to włąsnie polega.
                      Moja mama umarła przedwcześnie, i owszem, odzieczyliśmy co nieco. Ale nie to mieliśmy na horyzoncie- by coś odziedziczyć. Moja mama miała jeszcze żyć- długie lata, a jej majątku nie pragnęłam. Rodzice nie dzielili majątku za życia i nie przypisywali go jednemu z nas.

                      Ergo: majatek tu nie powinien mieć nic do rzeczy.
                  • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 12:25
                    Ale Ty zdajesz sobie sprawę, że darowizna nie polega na tym, że jedna strona daje a druga MUSI przyjąć?
                    Jeśli to jest darowizna z dożywociem to oczywiste jest, że jest to dar w zamian za opiekę nad rodzicami i trzeba być tego świadomym.

                    Generalnie zgadzam się, że w opisywanej sytuacji jest coś nie tak, tym bardziej, że masa rzeczy się nie zgadza, ale chciałam tylko odnieść się do tej darowizny, która człowieka czyni nieszczęśliwym - nie ma żadnego obowiązku by przjmować.
                    • vilez Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 13:13
                      Tak, jasne. Ale to nie może polegać na podporządkowaniu życia rodzicom i mieszkaniu/domowi. To byłoby uprzedmiotowienie człowieka.
                      • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 17:59
                        Nie może.
                        Ale człowiek ma prawo wyboru i nie musi niechcianej darowizny przyjmować.
                        • vilez Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 11:21
                          Nadal twierdze, że opieka nad kims nie powinna sie wiązać z uszczupolaniem swojego życia. Oczywiście, to może być OKRESOWE poświęcenie (sama tak miałam), ale nie- podporzadkowaniu komuś całego swojego życia. I np. wspólne spędzanie świat wcale nie jest oczywistością. Czy wylewność.
                          • hunkis Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 12:37
                            wypowiadasz się na jakiś inny temat
                            tu jest problem jasno podany:
                            nie-od-zy-wa-nie się
                            zostawienie rodziców bez słowa na nie wiadomo jak długo
                            gdy poniekąd ma się już zapłacona za to że się im opiekę zapewni
                            niekoniecznie osobistą ale zarządzi się by ją mieli
                            bo wzięło się ich majątek
                            w wątku nie ma nic o tym, że dziewczynie nie wolno wyjechac do chłopaka
                            jest za to o tym, że nie mówi nikomu o tym że wyjeżdża,
                            zostawia rodziców bez scedowanej opieki
                            nie tylko rodziców ale też zwierzęta
                            które w razie czego nie zadzwonią na pogotowie

                            był niedawno wyrok w sprawie córki,
                            która zostawiła starego niedołężnego ojca samego w mieszkaniu na 2 tygodnie
                            bez zapewnienia mu nadzoru kogoś innego sprawnego.
                            bez poproszenia sąsiadów by zaglądali czy z ojcem wszystko dobrze.
                            bez ilości pożywienia umożliwiającej zaspokojenie głodu.
                            dziewczyna wyjechała sobie na 2 tygodnie wakacji w ciepłe kraje.
                            ojciec zmarł z wycieńczenia.
                            nikt nie wiedział, że został sam bo nikomu nie powiedziała.
                          • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 12:40
                            Ależ oczywiście, ja temu nie przeczę.
                            Uważam tylko, że ewentualne warunki darowizny należy omówić i jeśli osobie obdarowywanej one nie pasują to nie powinna daru przyjmować.
                            A nie zgodzić się, przyjąć, a potem olać (nie mówię, że tak jest w omawianej historii, bo ona jest dla mnie niejasna).
                          • 71tosia Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 15:34
                            niestety opieka nawet na kotem czy psem polega na uszczuplaniu wlasnej wolnosci. Trzeba wyprowadzi, nakarmic nawet jak sie nie chce teg robic itd. Z dzieckiem nawet bardziej to nie jest OKRSESOWE poswiecanie sie tylko zobowiazanie na lata. Tak tez jest z rodzicami, nawet nie robiac darowizny rodzice MAJA prawo do opieki a nawet alimentow i dzieci maja wobec nich obowiazki ktore 'uszczuplaja' ich zycie. Wiec nie plec glupot.
                            Siostra autorki po prostu jest skrajna egoistka.
                        • ola_dom Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 13:13
                          pani.jezowa napisał(a):

                          > Ale człowiek ma prawo wyboru

                          No ma. Ale czasem trochę jakby nie miał. Nie wiem, jak to jest w przypadku opisywanym przez autorkę wątku, ale opiszę taką sytuację:
                          Matka ma 4 córki, z którymi mieszka w sporym domu na sporej działce. Każdą z córek kocha, choć jedną bardziej, drugą mniej, a jeszcze inną najbardziej. Ale bardzo o nie wszystkie dba i stara się jak najlepiej wyposażyć je na życie. Więc trzem córkom kupuje mieszkania, a dla czwartej szykuje dom, w którym mieszkają.
                          Co ma w takiej sytuacji zrobić czwarta, najmłodsza córka, która "nie załapała się" na mieszkanie? W dodatku nie jest TĄ córką, którą mama wymarzyła sobie na wspólne dożywotnie mieszkanie, bo tamta ukochana córka powiedziała, że ona nie zamierza mieszkać z matką, bo ma swoje życie (nie bez racji, zresztą) - a że przecież ukochanej córce odmówić najtrudniej, to oczywiście dostała piękne mieszkanie...
                          A najmłodsza została "na służbie", bo po pierwsze - gdzieś mieszkać musi, po drugie - żal matkę zostawić samą.

                          Powtarzam - nie mam pojęcia, czy tak właśnie wyglądało u autorki wątku. Ale powyższa historia nie jest w żadnym razie hipotetyczna - znam ją z życia aż nazbyt dobrze. Bo tak to czasem jest z tymi "wolnymi wyborami".
                          • gauad Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 13:36
                            Równie dobrze może być, że rodzice pozostałym dzieciom nic nie dali albo dali nieproporcjonalnie mało, a to dziecko które dostało majątek się wypięło.
                            U znajomych była taka tradycja w poprzednich pokoleniach, że majątek dostawała ta osoba która zostawała na gospodarstwie w domu rodziców.
                            Reszta nie dostawała nic. Tylko rodzice opłacali im wesele, niewielką kwotę na do widzenia i pokazywali drzwi. Musieli sobie sami radzić od zera. Ojciec znajomego w ten sposób dostał spory majątek, jego dzieci teraz mają piękne działki, pobudowały domy, rolnictwo przestało się opłacać ale majątek został i są ustawieni. Zaś ciotka znajomego nie dostała nic, wyszła za mąż i wyjechała, mąż zmarł, nie zdążyli się dorobić a ona do tej pory klepie biedę żyjąc w skromniutkiej kawalerce i musząc korzystać z finansowej pomocy dorosłego dziecka.
                            W wielu rodzinach rolniczych tak było. Gospodarstwo przekazywano jednemu z dzieci właśnie w zamian za mieszkanie z rodzicami i pracę na roli, reszta szła z domu bez majątku.
                            Inna znajoma dostała od rodziców podobnie dom i gospodarstwo, ją najbarzdiej ojciec lubił i jej chciał dać, chciał by została z nimi w domu. Ale wyjechała za granicę i tam wyszła za mąż, nie zamierzała wrócić. Ojciec się z nią rozmówił i majątek mu oddała. Zapisał temu, kto chciał zostać i gospodarstwem się zająć.
                            Jak historia sięga tak takie nierówne podziały były. I rodzice dawali swoje majątki tak jak chcieli, nie zawsze sprawiedliwie, ani nie zawsze temu kto zasłużył, nie zawsze obdarowany doceniał, nie zawsze ci co darowali mieli z obdarowanym dobrze.
                            • ola_dom Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 14:46
                              gauad napisała:

                              > Jak historia sięga tak takie nierówne podziały były. I rodzice dawali swoje majątki tak jak
                              > chcieli, nie zawsze sprawiedliwie, ani nie zawsze temu kto zasłużył, nie zawsze obdarowany
                              > doceniał, nie zawsze ci co darowali mieli z obdarowanym dobrze.

                              Jasne. I także nie zawsze obdarowani mieli dobrze z darczyńcą.
                              W opisywanej przeze mnie historii nie było akurat gospodarstwa ani roli. Tylko dom w ładnym miejscu na sporej działce = co nieco więc wart. A także mieszkania w Warszawie, warte także całkiem niemało. Więc można powiedzieć, że materialnie wyszło z grubsza po równo. Ale emocjonalnie, "obowiązkowo" i "dozgonnie wdzięcznościowo" - już nie.

                              Chodzi mi głównie o to, że nie zawsze "obdarowany majątkiem" ma dobrze i lepiej od reszty. Bo bywa różnie.
                            • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 14:57
                              Rodzice nie mają obowiązku dzielić majątku po równo, "sprawiedliwie" czy jakkolwiek inaczej.
                              Jeżeli dzieci są dorosłe, zdrowe (w sensie zdolne do samodzielnego życia i utrzymania się) to rodzice mogą zrobić z majątkiem to, co chcą.
                          • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 14:54
                            Najmłodsza córka może się wyprowadzić nie oczekując od matki mieszkania.
                            A obowiązek opieki nad matką i tak mają wszystkie cztery.
                            Nie ma obowiązku przyjąć domu, jeśli się go nie chce.
                            Ceną za wolność i możliwość podejmowania samodzielnych decyzji o sobie jest, w tym wypadku, to, że mama nie kupi mieszkania.
                            • ola_dom Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 15:16
                              pani.jezowa napisał(a):

                              > Nie ma obowiązku przyjąć domu, jeśli się go nie chce.

                              Pewnie. Także jak się ma 45 lat i całe dorosłe życie inwestowało w ten wspólny przecież dom - co normalne, skoro się w nim mieszka.
                              Nie mówię, że nie jest niemożliwe wyprowadzić się w tym wieku donikąd. Mówię tylko, że czasem jest to trudniejsze niż w innych okolicznościach i niż chciałoby się wydawać.
                              Bo oczywiście teoretycznie możliwe jest wszystko, zgadzam się w zupełności.
                              • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 19:11
                                Nie wyobrażam sobie mieszkania z rodzicami do 45 roku życia.
                                Dla mnie to by oznaczało, że nigdy nie dorosłam.
                                • ola_dom Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 19:21
                                  pani.jezowa napisał(a):

                                  > Nie wyobrażam sobie mieszkania z rodzicami do 45 roku życia.
                                  > Dla mnie to by oznaczało, że nigdy nie dorosłam.

                                  "Rodziny, domy wielopokoleniowe" - to coś takiego. Nie takie wcale rzadkie, jak się miało dom z ogrodem, a nie 48 m2 w M3.
                                  Czy nikt w nich nigdy nie dorósł - można by się zastanawiać...
                                  • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 19:30
                                    Można...
                                    Ja napisała o sobie o swoich poglądach.
                                    Dla mnie młody człowiek powinien wyprowadzić się z domu, nawet jeśli to pałac o stu pokojach i nauczyć żyć na własny rachunek, podejmować decyzje i przyjmować odpowiedzialność za nie.
                                    Inaczej nie dorośnie, nawet jeśli zostanie rodzicem, dziadkiem i dożyje setki.
                                    Ale nie dojrzeje.
                                    • ola_dom Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 19:58
                                      pani.jezowa napisał(a):

                                      > Dla mnie młody człowiek powinien wyprowadzić się z domu, nawet jeśli to pałac o
                                      > stu pokojach i nauczyć żyć na własny rachunek, podejmować decyzje i przyjmować
                                      > odpowiedzialność za nie.

                                      Oczywiście. Jasne, że tak jest lepiej - najlepiej.
                                      ALE - nie zawsze mieszka się z rodzicami, bo "tak jest wygodniej, bo fajniej mieszkać w pałacu o stu pokojach" i nie zawsze jest to życie na rachunek rodziców. Czasem tak jest wygodniej samym rodzicom. Których "nie można samych zostawić na starość", którzy nieraz żyją na rachunek dzieci, właśnie, bo mają głodowe emerytury. I tak dalej.
                                      • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 20:21
                                        Tylko, że jak człowiek ma 20 lat to jego rodzice na ogół nie są jeszcze na głodowej emeryturze.
                                        A wtedy by warto zacząć przejmować odpowiedzialność za swoje życie.

                                        Dorośnięcie nie wyklucza opieki nad schorowanymi rodzicami. Wręcz przeciwnie.
                                        Ale inaczej się to robi z własnej woli i poczucia, że tak chcę, czuję, uważam... niż gdy jest się "wkręconym" w układy rodzinne, z których człowiek nie umie się wyplątać, bo nigdy nie zaczął żyć na własny rachunek i mam tu na myśli nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim odpowiedzialność za własne czyny, świadome podejmowanie decyzji.,
                                        • ola_dom Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 20:43
                                          pani.jezowa napisał(a):

                                          > Tylko, że jak człowiek ma 20 lat to jego rodzice na ogół nie są jeszcze na głodowej emeryturze.

                                          Ale już wtedy miewają wobec dzieci oczekiwania, których - niektórym dzieciom - trudno jest odmówić. Co ciekawe - ukochanym, ulubionym dzieciom nie jest trudno - bo odmawiają i stawiają na swoim. Chyba mają tę siłę dzięki miłości rodziców, którą były obdarzane. Trudno jest tym dzieciom, które były czasem takim "popychadłem" albo rodzinną czarną owcą. Może mają nadzieję, że zostaną wtedy bardziej pokochane? Nie zostaną, ale one o tym wtedy nie wiedzą.

                                          > Ale inaczej się to robi z własnej woli i poczucia, że tak chcę, czuję, uważam..
                                          > . niż gdy jest się "wkręconym" w układy rodzinne, z których człowiek nie umie się wyplątać,
                                          > bo nigdy nie zaczął żyć na własny rachunek

                                          No właśnie - zostało się "wkręconym" w układy rodzinne. To wydaje mi się kluczowe.
                                          Zgadzam się absolutnie, że w takiej sytuacji niezmiernie trudno jest dorosnąć. Ale nie zawsze dlatego, że delikwent nie chce dorosnąć, bo woli zostać Piotrusiem Panem, gdyż tak mu się bardziej podoba. Nie może dorosnąć, bo został WKRĘCONY w taki układ, w którym ma na zawsze pozostać dzieckiem swoich rodziców.
                                          Siostra autorki wątku wcale nie zachowuje się jak osoba dorosła, choć można przypuszczać, że ma ok. 40 lat. Czy dlatego, że tak woli, czy może dlatego, że w takiej roli ją z góry "ustawiono"? A nieodzywaniem się, bojkotowaniem rodziny próbuje pokazać, że jest samodzielna, niezależna i nikt jej nie będzie mówił, co i jak ma robić? Idiotycznie pokazuje, kompletnie bezsensownie - ale może właśnie nie potrafi inaczej? Może właśnie przechodzi spóźniony o pokolenie bunt nastolatka?
                                          Za mało mamy danych o tej rodzinie i jej "historii", żeby jednoznacznie stwierdzić, co tam nie zagrało, ale nie wykluczałabym takiej ewentualności, jak wyżej.
                                          • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 23:18
                                            Ola, masz rację, z takiego "wkręcenia" niezmiernie trudno jest wyjść, nie każdy ma kompetencje by wyjść z tego dojrzale więc radzi sobie, broni siebie jak umie.
                                            Tak może być z siostrą autorki wątku.

                                            I masz też rację z tym, że ulubione dzieci odmawiają łatwiej.
                                            Te mniej ulubione próbują pracować na miłość.

                                            Strasznie trudno wyrwać się z takiego zaklętego kręgu, tym trudniej, gdy oczekiwania rodziców nie są wypowiadane wprost a bazują na poczuciu winy, wdzięczności, poświęceniu.
                                            • vilez Re: Nieodzywanie si ę 29.12.14, 09:28
                                              Zgadzam sie z Olą i Tobą.
                                              To, co Ola napisała, to wysoce prawdopodobny wariant.
            • panizalewska Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 11:08
              Kol3, u mojej mamy mniej więcej taka sytuacja. Ciotka dostawała zawsze dużo wszystkiego, bo taka kochana, prezenty z zagramanicy przysyła, jak jest raz na rok to do teatru dziadków zawodzie, albo na film "Pora umierać" ;-) a to moja mama zawsze jest przy ich boku, opiekuje się, robi za lekarza o każdej porze dnia i nocy, święta, imprezy szykuje, zaprasza, dogląda, zakupy robi itp itd. I kto jest najlepszy na świecie? Ciotunia z zagramanicy. No bywa. Podłość, że dziadkowie nie dostrzegają dwulicowości ciotki, która na punkcie majątku dalej ma straszne kompleksy.

              Ale u Autorki wątku nie musi tak być. Młodsza siostra mogła być gnojona w dzieciństwie i w ramach hgw jakiego "wynagrodzenia" została obdarowana majątkiem rodzinnym, ale też bez specjalnej chęci. Nikt z pistoletem u notariusza nie stał, to prawda, ale znam taki poziom niewoli psychicznej, że rodzinie się nie przeciwstawi nawet w tak dużych kluczowych sprawach, jak przepisanie domu z dożyciem. Zgodzi się dla świętego spokoju, bo wszyscy wsiada na nią, że przecież tak będzie dobrze, a tak naprawdę dziewczyna nie chce, ale nie powie, bo znowu zgnoją. Tylko potem czmychnie bez słowa, byle dalej od takiej rodzinki. Też bym czmychnęła, jeno bym nic nie podpisywała u notariusza, bo to jednak za gruba akcja :-P
              • kol.3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 16:44
                Moi znajomi byli w podobnej sytuacji, trójka rodzeństwa, najmłodsza wmowila rodzicom, że ona biedna, jej się należy, toteż rodzice zapisali jej 80 proc. sporego majątku. I co, ano cwana córeczka postanowiła rodzeństwo z pozostałych 20 proc. też ograbić, bo z jakiej racji, ktoś ma dostać a nie ona. Opieka jej nad rodzicami była teoretyczna, dużo gadania o miłości do rodziców, ale mamusia piorunem wylądowała w domu starców, tatuś takoż.
                Niestety dzieci bywają cyniczne i wyrachowane, a rodzicom brakuje rozumu.
        • marsylvik Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 19:52
          najkana napisała:

          > Razem z dużym domem i dorobkiem życia rodziców wzięła też odpowiedzialnośc za
          > zaopiekowanie się nimi.

          W sensie dosłownym, tzn taka była umowa, czy w sensie domyślnym?

          > Po prostu bez słowa przekazania opieki nad rodzicami.

          Czy rodzice są niedołężni?

          > A dom jest jej więc nikt nie powinien jej się do niego wtrącać.

          Nikt nie powinien w sensie nie wolno mu, czy nie ma takiego obowiązku?
          Dom jako nieruchomość, czy dom jako miejsce gdzie mieszka ona i Wasi rodzice, czy dom jako rodzina?

          > Ale nie w taki sposób, że pokazuj
          > e jak bardzo rodziców ma gdzieś. I gdzieś ma całą rodzinę, dzięki której to prz
          > ecież jej majątek rośnie.

          Piszesz z dużą pewnością o jej motywacjach. Do tego w taki sposób, jakby nagle Cię olśniło. Jeśli mi się to zdarza, tzn ocena czyichś motywacji nagle i mocno się zmienia, to zastanawiam się, czym ta zmiana jest spowodowana. I najczęściej dochodzę do wniosku, że... moimi własnymi emocjami, a nie zmianą w zachowaniu tamtej drugiej osoby albo moją wieloletnią ślepotą.

          > Szokuje mnie taki egocentryzm. Im bardziej powinna
          > być komuś wdzięczna za to co dostała - tym bardziej go nienawidzi i odwraca si
          > ę od niego?

          Akurat to jest jak najbardziej zrozumiałe. Jeśli ktoś powinien być wdzięczny, a niekoniecznie to naprawdę czuje, może zgodził się na coś wbrew sobie, bo wypada, bo powinien a wcale nie chciał i do tego czuje presję, żeby być z tego powodu wdzięczny i szczęśliwy, to często niestety tak to właśnie wygląda... Nie wiem o co chodzi, pierwszy Twój opis był zupełnie inny niż ten drugi, możliwe, że nadal nie napisałaś czegoś istotnego.

          > Nie rozumiem po co przyjęła rodziców majątek? Mogła odmówić, nie mieszkać z nim
          > , wynieść się dawno temu i radzi ć sobie po swojemu. Ktoś inny by się podjął o
          > bowiązków i staruszkami zajął.

          A pytałaś ją o to?

          > Niezadzwonienie do starych rodziców w wigilię to świństwo nad świństwami.

          Zależy. Od sytuacji. Od zwyczajów w rodzinie, od siły i rodzaju relacji. Waszej ani tym bardziej jej sytuacji nie znam. Możliwe, że Ty też nie znasz tak dobrze jak myślisz.
        • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 20:10
          Ale na czym polega Twój problem?

          1. Na tym, co opisałaś w pierwszym poście - brak symetrii w relacjach i spotkania tylko z Twojej strony?
          2. To, że ona dostała dom a Ty nie?
          3. Na tym, że trzeba zorganizować opiekę dla rodziców?

          Bo trochę niejasne to jest.
          W pierwszym poście przedstawiasz inny problem niż tutaj.
          To jest Twoja rodzona siostra, jej rodzice są Twoimi?
          • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 20:17
            Już doczytałam o siostrze i rodzicach, ale nadal nie wiem z jakim problemem tu przyszłaś.
            W pierwszym poście piszesz zupełnie o czym innym niż potem.
            • hunkis Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 20:45
              Ja to rozumiem tak:
              siostra przyjęła dom z rodzicami za opiekę
              reszta poszła z domu i zarabia na swoj dach nad głową
              siostra jest nieodzywającym się do nikogo milczkiem
              osobą nietowarzyską i niechętną kontaktom rodzinnym
              pewnie jak rodzice chorzy to nawet nie poinformuje reszty rodziny
              bo po co
              nie odzywa się też do rodziców z którymi mieszka
              bo nie potrzebuje
              zresztą oni gupi są
              i na pewno toksyczni
              wszyscy się martwią że pewnie biedna i chora taka milcząca
              chodzą na paluszkach by się nie zdenerwowała
              nie wiedząc, że ona tylko ich nie lubi :P
              i nie potrzebuje :P
              i najchętniej by zerwała kontakty
              i wszystkich z chałupy wygoniła
              ale jest problem bo ciągle w tym domu mieszkają rodzice
              i coś od niej chcą
              i coś wypada koło nich zrobić
              choć się wcale nie chce
              samą swoją obecnością drażnią
              i jeszcze czasem o coś pytają
              gdy ona chce sobie milczeć
              i reszta rodziny przyjeżdża do nich w odwiedziny
              i patrzą co ona robi
              i pewnie oceniają
              i ciągle te kontakty są
              i nie ma jak tej rodziny pogonić póki rodzice żyją
              żeby wreszcie do tego domu przestali przychodzić
              bo już nie jest ich
              i zostać jedynym panem na włościach
              z nowym ukochanym
              i wreszcie robić co się tylko samej podoba

              wstyd powiedzieć to wprost rodzinie
              spier.ala.jcie i najlepiej weźcie z sobą rodziców
              więc się robi ostentacyjne pokazówki i humory
              i się reszcie zostawi obowiązki
              niech zapieprzają a co
              cóż zrobić mogą
              rodzice też ich
              dom rodzinny to rodzinny
              żeby sami się wkurzyli i przestali odzywać
              wtedy nie bedzie że ona pierwsza :P







              • never24 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 21:39
                dobrze to podsumowałaś
                • iskierka3 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 21:55
                  Nie zgadzam sie z tym podsumowaniem. Tez widze tu za duzo wspominania o majatku. Ilez Ci rodzice moga miec lat, skoro maja mloda, jak wynika z opisu corke? I jesli potrzebuja pomocy, czy wyprowadzenia psow to chyba nie sa gluchoniemi ( obydwoje) i potrafia zadzwonic do innych dzieci? Czy miejscowego telefonu tez nie potrafia obsluzyc? Nie wierze w taki bajkowy scenariusz - dwoje bezradnych acz poczciwych staruszkow, majac liczne dobre a pracowite dzieci, oddaje caly majatek jedynej wyrodnej i zlej, placzac za nia po katach. Za bardzo to czarno biale. Notabene pomysl przepisania domu wraz z obowiazkiem opieki na mloda, samotna osobe jest wyjatkowo skutecznym tej osoby upupieniem, w dodatku zapewnia jej w pakiecie dozgonna milosc rodzenstwa. Pomysl do bani. Byc moze siostra zachowuje sie nie w porzadku, ale dla mnie z tej relacji to nie wynika.
                  • kol.3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 10:23
                    Rozumiem, że Ty nie przywiązujesz żadnej wagi do rzeczy materialnych, jesteś wprost zabójczo bezinteresowna. Akurat. Twoi rodzice zapisują majątek bratu, a brat mówi , Iskierko zmyj podłogi w moim domu, bo ja mam fantazję wyjechać na święta i nie mam aktualnie do tego głowy, takoż do zajmowania się starymi rodzicami, nie jestem niewolnikiem. Ty jesteś to możesz tyrać. I Ty już pędzisz, i jeszcze płacisz za naprawę kaloryferów z własnej kieszeni. I uważasz ze jest to ok. ;)
                    • iskierka3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 10:42
                      Jestem bardzo przeciwna manipulowaniu dziecmi, sianiem niezgody pomiedzy nimi i wymanieniem nie-niezbednych uslug za pomoca kasy. W sytuacji, ktora opisujesz - zakladam, ze rodzice przepisali dom na brata albowiem ja mam zapewnione mieszkanie, on nie. Lub tez w inny sposob zapewnili by dzieci nie czuly sie potraktowane niesprawiedliwie. Zazwyczaj rodzice bedacy w porzadku staraja sie nie wprowadzac tak razacych roznic miedzy dziecmi. Jesli zawsze faworyzowali brata i dom jest kolejnym tego przejawem w pierwszej kolejnosci mam pretensje do rodzicow, nie do niego. W przypadku normalnych relacji rodzinnych i sprawnych rodzicow 60-70 letnich, w ogole problem wyjazdu brata gdziekolwiek nie istnieje. W przypadku chorych i niesprawnych - tez nie uwazam go za niewolnika. Zajmuje sie nimi na codzien i naprawde, fakt ze przepisali dom jemu a nie mi, nie sprawia, ze przestali byc moimi rodzicami. Nie, nie mam problemu zajac sie pod nieobecnosc brata a i nawet umyc ta podloge, bo nie myje jej w CUDZYM DOMU, tylko myje ja RODZICOM. I to nie jest dom cudzy a rodzicow i brata, w ktory odciaza mnie w opiece codziennej. Pisze to wszystko zakladajac, ze brat stary i ustabilizowany. Przepisywanie domu W ZAMIAN ZA OPIEKE na mlodego wolnego chlopaka, uznalabym za akt, co najmniej bezmyslnosci, rodzicow.
                      • iskierka3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 10:43
                        Przepraszam za literowki, pisze z telefonu. Jestem przeciwna manipulowaniu, sianiu i wymaganiu;)
                      • vilez Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 11:53
                        Dokładnie tak, Iskierko. Takie rozporzadzanie majątkiem jak tu to sianie niezgody.
                        Podobnie jak idace za tym "zobowiazania" do opieki. Dzieci są w równym stopniu zobowiazane do tej opieki. Nakładanie tej opieki na tylko jedno z nich- u zarania jego życia- jest mocno nie ok.
                    • marsylvik Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 17:13
                      Opisana przez Ciebie historyjka jest dla mnie niewiarygodnie tendencyjna. Nie znam żadnego człowieka, który by miał opisane przez Ciebie intencje. Być może ktoś mocno psychopatyczny... Tylko czy przepisuje się majątek na to z dzieci, które wykazuje psychopatyczne skłonności? Nikt o zdrowych zmysłach nie oczekuje od psychopaty czułej opieki.

                      Moim zdaniem opisałaś nawet nie hipotetyczną historyjkę, a to, co sobie człowiek myśli w złości o innym człowieku, to, jak w złości i jadąc na poczuciu krzywdy tłumaczy sobie uzasadniając swoją złość na niego, niedostatecznie uzasadnioną przez sytuację. Prawdziwi ludzie tacy jak ten "brat" nie są. Bo są prawdziwi.


                      Gdyby ta hipotetyczna historia była czyimś opisem historii prawdziwej, to ja rozumiałabym ją tak:
                      Brat mówi, że chce wyjechać. Siostra uważa, że rodzicom umycie podłóg się należy, więc fakt wyjazdu brata uznaje za odmowę zapewnienia im opieki i zmuszanie jej do zrobienia tego w jego zastępstwie. Wmanipulowanie. Choć on przecież nic takiego nie powiedział, ani nie pomyślał, nic nie mówił ani o tym, że jesteś niewolnikiem, ani o tym, że podłogę trzeba umyć. Może, w najgorszym razie, powiedział, czując się zaatakowany, że "przecież nie jest niewolnikiem" chcąc jednak tylko usprawiedliwić siebie, zostać zrozumiany. A ona odebrała to jako atak, zmuszanie, coś w rodzaju "no skoro nie Ty, to na pewno ja, bo ktoś te podłogi musi umyć, więc na pewno uważasz mnie za niewolnika". Potrafię sobie wyobrazić, że po jakimś czasie wierzy święcie, że brat to powiedział i że on rzeczywiście uważa, że to ona ma obowiązki, a on nie ma żadnych, że jemu się tylko przywileje należą. Tylko że to nie są wcale ani słowa, ani myśli brata. Natomiast jest to oczernianie go przez nią, choćby nawet niezamierzone, choćby nawet w to święcie wierzyła. Bo ocenia go na podstawie tego, co zgaduje, czego się domyśla (choćby i na jakichś podstawach, ale to nadal tylko domysł), a nie tego, co rzeczywiście jest, co się naprawdę stało, co zostało powiedziane. To jej przekonanie o jego złych intencjach jest decydujące w tej jej ocenie owego brata, a nie same jego czyny czy słowa.

                      Dziwi mnie jednak, że Ty myślisz tak nie w złości na kogoś konkretnego, tylko o kimś, kto nawet nie jest prawdziwy. Tego nie potrafię za bardzo zrozumieć, ja tak tego nie przeżywam.
                      A Ty, potrafisz zrozumieć, że ktoś myśli inaczej niż Ty? Że nie doszukuje się złych intencji, albo doszukuje się ich rzadko, tylko pod wpływem silnych emocji, a kiedy one przechodzą, to znowu zakłada intencje dobre lub neutralne?
              • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 22:43
                A ja uważam, że coś jest tutaj kompletnie nie tak, ponieważ pierwotna wypowiedź autorki (i pytanie do Pani Agnieszki) jest zupełnie o czym innym, a późniejsze posty już głownie o pieniądzach, domu, majątku...
                Coś tu nie gra.
                • panizalewska Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 11:17
                  Wiele kobiet tak ma, ja zresztą też miewam, coraz rzadziej ;-) najpierw opisuje się problem, a potem się okazuje, że przelało się za całokształt i takie posty ni z zupy ni z oka. Zdarza się.
        • blue_meerkat Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 22:09
          "Szokuje mnie taki egocentryzm. Im bardziej powinna być komuś wdzięczna za to co dostała - tym bardziej go nienawidzi i odwraca się od niego?

          Hehehe, "powinna byc wdzieczna"? Czekam na rozwoj watku bo cos czuje ze wiem gdzie to wszystko zmierza.
          • iskierka3 Re: Nieodzywanie si ę 26.12.14, 22:17
            Nie rozumiem tez wzmianki o kaloryferach. To niby KTO ma je naprawic? Siostra? Rozumiem, ze dzwoni sie po fachowca. Rodzice, ktorzy nie sa w stanie tego załatwic powinni miec 85plus oraz otepienie.
            • 71tosia Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 15:38
              Autorka pisze ze maja 80+ i sobie nie radza ani z domem ani z gospodarstwem. Tak siostra ma obowiazek wezwac fachowca i za naprawe zaplacic
              • aqua48 Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 15:57
                71tosia napisała:

                > Autorka pisze ze maja 80+ i sobie nie radza ani z domem ani z gospodarstwem. T
                > ak siostra ma obowiazek wezwac fachowca i za naprawe zaplacic

                Ale jeśli jej nie ma to ktokolwiek z rodzeństwa (jeśli nie rodzice) może w przypadku awarii wezwać fachowca, a rachunek zań przedstawić siostrze do rozliczenia po jej powrocie. Co to za problem? Normalna przysługa rodzinna.
                • hunkis Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 16:10
                  no i co z tego że rachunek przedstawią, jeśli ona im pieniędzy nie zwróci?
                  • aqua48 Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 16:26
                    hunkis napisała:

                    > no i co z tego że rachunek przedstawią, jeśli ona im pieniędzy nie zwróci?

                    A skąd to wiesz? Poza tym są sposoby na tych co nie zwracają pieniędzy.
      • kinkygirl Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 00:36
        Dokładnie. Jeśli nie informuje pewnie ma powód. Ciekawe jaka byłaby reakcja gdyby rzeczywiście poinformowała o planach wyjazdowych z wyprzedzeniem. Sadząc po złamanych sercach rodzicow i rodzinnych dramatach - pewnie miała racje nie wdając sie w zbędne dyskusje.
        • aqua48 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 10:45
          A propos wypowiedzi Hunkis, może być i tak:
          siostra najmłodsza i ciągle samotna, reszta rodzeństwa starsza i zamężna/pożeniona,
          wyposażeni przez rodziców na start , powychodzili z domu rodzinnego, kiedy rodzice byli jeszcze silni i zdrowi,
          na nią przepisano dom rodzinny, żeby też coś miała, ale z opieką, bo nie było innego wyjścia, a ona przecież innych obowiązków nie ma i nie planuje, bo jest taka nieudana. Nie zwierza się, nie plotkuje, ma inne zainteresowania, głupie, zawód też jakiś taki nieżyciowy i ciągle wiąże się z nieodpowiednimi mężczyznami. A bracia i siostry myślą, że ich doświadczenia mogą być dla niej przecież świetnym przykładem i
          wtrącają się w jej życie uczuciowe dając niechciane rady, wyśmiewając mężczyzn na których jej zależy, nie biorąc poważnie tego co ona mówi, bo co tam wie, najmłodsza, nic nie przeżyła. obowiązków nie ma.
          ale ciągle przyjeżdżają i krytykują. To nie zrobione, jak w ich młodości, tamto nie tak.
          Rodzice coraz starsi i coraz trudniej z nimi się na co dzień dogadać, na głowie niepotrzebne i za duże gospodarstwo - zwierzęta do oporządzenia itp. ale słyszeć nie chcą żeby krowę sprzedać, bo jakże to tak. Domu też sprzedać się nie da, zamienić na mieszkanie dla rodziców i mieszkanko dla niej, jak planowała zgadzając się na dożywocie, bo wszyscy się sprzeciwiają - starych drzew się nie przesadza. Tu pracy dla niej nie ma, tylko to bezsensowne gospodarstwo ponad jej siły i chęci, chciała wyjechać i zacząć żyć po swojemu, ale bała się, że rodzeństwo na nią wsiądzie i rodzice zaczną lamentować. A ona chce tylko mieć to samo co starsi - niezależność i coś tylko swojego... Nawet jeśli jej mężczyzna jest po rozwodzie i nieakceptowany przez rodzinę.
          • najkana Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 11:32
            Znowu wymysły.
            Tu ma pracę, facet nie jest rozwodnikiem, reszta rodziny i żonata i nie żonata, oprócz domu ma działki które może sprzedać ale nie chce, sama potępiała kogoś z rodziny kto działkę sprzedał by na mieszkanie mieć, itd itp.
            • iskierka3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 12:31
              Niektore odpowiedzi sa jakie sa pewnie dlatego, ze ( przynajmniej dla mnie) Twoje wypowiedzi nie robia wrazenia obiektywnych ani nawet subiektywnych w stopniu lekkim i niezamierzonym. Przebija z nich wrogosc, poczucie niesprawiedliwosci i ogromna niechec do siostry. To rodzice w pierwszym rzedzie popelnili niewlasciwa decyzje, to oni - wbrew pozorom - maja siostre w garsci bo to ona ma wypelniac warunki umowy i ona moze byc z tego rozliczona. Jak nie wierze w wersje - cudowna rodzina z czarna owca, nie sadze tez by jedynie owa siostra byla nieskalana lilija. Ale jej poczucie krzywdy moze byc duzo wieksze niz Wasze. Macie cos czego nie da sie kupic - niezaleznosc. Ona nie ma. W wieku zapewne ok 40 nie ma prawa wyjechac bez rozliczania sie przed liczna rodzina, nie ma prawa przespac sie we wlasnym lozku z kim chce bez komentarzy, jest rozliczana z kazdego kroku. Wy mozecie jej zarzucic wszystko czyniac ja odpowiedzialna za caloksztalt dobrostanu rodzicow ( a nieslusznie), a ona co Wam moze? Zawsze dostanie odpowiedz, nawet domyslna - a Ty wzielas dom rodzicow, to masz obowiazek. Owszem, obie strony popelnily blad z ta darowizna ale rodzice sa za to w wiekszym stopniu odpowiedzialni - bo to oni byli strona aktywna, to oni byli starsi i powinni byc madrzejsi, to oni powinni miec na uwadze dobro swojego dziecka - a nie jest dobrem uwiazanie, nawet i w palacu i to oni wreszcie wiedzieli czego beda oczekiwac w zamian.
            • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 12:42
              To może zamiast komentować, że dziewczyny snują domysły napiszesz po prostu jak jest i na czym polega Twój problem, z którym tutaj przyszłaś? Bo to nie jest jasne.
              A nie podając pełnego obrazu sytuacji sama skłaniasz do domysłów.
              • kol.3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 16:47
                A co tu jest niejasnego?
                • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 17:57
                  To o czym autorka nie napisała a czego inne piszące usiłują się domyślać: wiek siostry, ilość rodzeństwa, stopień samodzielności rodziców, przyczyna darowizny akurat dla tego dziecka itd czyli tzw. realia tej sytuacji.

                  A poza tym to o co ja pytałam: na czym polega problem autorki, problem w związku z którym szuka tutaj pomocy? Na tym, że kontakt z siostrą jest jednostronny i że inicjatywa leży zawsze po stronie autorki czy na tym, że siostra dostała dom a autorka nie?
                  • kol.3 Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 21:53
                    Problem polega na tym, że siostra ma zapisany majątek w zamian za opiekę nad sędziwymi rodzicami. Zamierza wyjechać. Normalny człowiek w tej sytuacji zwraca się z pewnym wyprzedzeniem do rodzeństwa i mówi że musi wyjechać w związku z czym prosi o opiekę nad rodzicami w czasie swojej nieobecność, przy czym sam stara się w maksymalnym stopniu zostawić wszystko w porządku. Tutaj nic podobnego nie nastąpiło, zero komunikacji.
                    • pani.jezowa Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 22:33
                      Przeczytaj pierwszy post.
                      To nie jest problem jaki autorka opisała i jej pytanie do pani ekspert też nie ma z tym nic wspólnego.
                      A problem z siostrą i rodzicami nie został opisany na tyle by można było coś poradzić.
                      Większość osób snuje domysły na bazie własnych doświadczeń.
                      • hunkis Re: Nieodzywanie si ę 27.12.14, 22:51
                        ależ właśnie to jest opisane
                        różne sytuacje w których z siostrą nie ma komunikacji
                        lżejsze i cięższego kalibru
                        mimo prób nawiązania kontaktu ze strony innych nie ma odpowiedzi od siostry
                        przez sytuację z rodzicami i majątkiem siostry nieodzywanie się
                        staje się problemem życia i śmierci (rodziców i zwierząt)
                        oraz rozpieprza życie innym (choćby konieczność nagłego zmieniania swoich planów bo np siostra znika z domu rodziców na tydzień lub miesiąc nie uprzedzając o tym nikogo)

                        mieszkałam w akademiku z dziewczyną która się potrafiła całymi dniami nie odezwać.
                        tak zwyczajnie. bo nie miała potrzeby. dzieląc ze mną jeden pokój.
                        introwertyczna egocentryczka do przesady.
                        po 3 miesiącach zaczęłam wpadać w depresję.
                        jej milczenie i brak kontaktu były jakieś patologicznie chore.
                        odżyłam gdy zmieniłam lokatorkę.
                        brrr. nigdy więcej takich osobników blisko.
                        • marsylvik Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 00:30
                          hunkis napisała:

                          > introwertyczna egocentryczka do przesady.

                          Ciekawe, bo ja (będąc sama introwertyczką) znacznie częściej zauważam egocentryzm u ekstrawertyków, niż u introwertyków :P


                          Introwertyk się przynajmniej zastanowi zanim coś palnie, także nad tym, jak to zabrzmi dla innej osoby. No dobra, zastanowi się i nieraz się to skończy na zastanawianiu, bo w końcu nie powie nic, pomilczymy sobie razem :D
                          Ekstrawertyk nie dość, że nieraz chlapnie ozorem bez zastanowienia, to jeszcze ma za złe, że ktoś chce poczytać, pomilczeć, pomyśleć, pobyć sam. Zmusza do "rozrywki" - czyli męczących i hałaśliwych wyjść i oczekuje, że introwertyk będzie za znęcanie się nad nim wdzięczny. Nie doceni tego, że introwertyk włożył dużo wysiłku w to, żeby pójść z nim na imprezę, bo lubi tego właśnie ekstrawertyka, a nie imprezy, dla towarzystwa poszedł. Tylko jeszcze domaga się rewanżu. I to jeszcze koniecznie w takiej samej formie. No ja się mogę zrewanżować... pożyczając tę niesamowitą książkę którą ostatnio czytałam, robiąc wystrzałowy makijaż na wyjście (na które najchętniej nie pójdę), zostając z dziećmi, kiedy ekstrawertycy idą na imprezę. Tylko że ekstrawertyk nie dość, że nie doceni tego, że dzielę się tym, co najlepsze, to jeszcze gotów się obrazić, że go zbywam ;)
                          Albo, co gorsza, wyciągać mnie "z depresji", najlepiej wciągając gdzieś w tłum ludzi o_O

                          Ekstrawertycy często egocentrycznie oczekują, że introwertycy będą cenić proponowane im aktywności tak, jak ceniliby je ekstrawertycy a do tego będą się im rewanżować w ten sam sposób, w jaki ekstrawertyk "zainwestował w relację". "W ten sam sposób" dla egocentrycznego ekstrawertyka oznacza tak, jak ekstrawertyk lubi :)))

                          Ekstrawertyk ma oczekiwania... w przypadku kontaktu z introwertykiem zawiedzione... i ma za złe. Tyle się starał, a tu zero odzewu, żadnej wdzięczności! żadnej wzajemności! Zorganizował już ze trzy imprezy, dzwonił z 15 razy, a w drugą stronę nic! Nic sam z siebie nie zrobi! W końcu wybuchnie, bo ileż można, a co! wygarnie co mu leży na wątrobie! Chlapnie może trochę za szybko i za dużo, no ale przeprosi, no ale to w dobrych intencjach, prawda?

                          A introwertykowi się nie chce... już chyba ze trzy razy po imprezach się szwendaliśmy, a ten film na który introwertyk czeka, to kiedy? introwertyk zaczął coś mówić, ekstrawertyk mu przerwał, introwertyk grzecznie wysłuchał, znowu chce powiedzieć to co zaczął mówić, powiedział w końcu, tamten chyba nie usłyszał... może powtórzyć? ale w sumie po co, ekstrawertyk i tak go nie rozumie... za bardzo jest zajęty swoim tematem... lepiej będzie go posłuchać. Oj, ale on jest męczący, ciągle gada, ciągle czegoś chce... no i nie docenia moich starań... więc po co się wysilać, skoro to i tak na marne idzie? Po co w ogóle się odzywać, jak nikt nie słucha? O co on ma znów pretensje?! eee... on tak serio? ale przecież nic nie zrobiłem...
                          • hunkis Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 01:31
                            a konkretnie o co ci chodzi?
                            że nikt cię biednej pokrzywdzonej introwertyczki nie rozumie jak ty takie samo dobro?
                            jakiś przymus masz czepić się ekstrawertyka by mieć do kogo mieć pretensje czy jak?
                            nie prościej powiedzieć, że cię ten mówiący więcej niż jedno zdanie dziennie wkurza i nie chcesz z nim wcale kontaktu?
                            i nie łazić z nim na imprezy tylko zwyczajnie odmówić?
                            jak dorosły człowiek?
                            zdrowi na umyśle ludzie nie trzymają się tych relacji które ich męczą.
                            nie "poświęcają się" pójściem z kimś na imprezę.
                            a póki im języka nie urwało to są w stanie wyartykułować 'nie chce mi się z tobą gadać, nie lubię imprez'
                            możesz zabrać swoje klocki i okopać w prywatnym bunkrze nie tworząc chorych koligacji.
                            po co leziesz z innymi na imprezy, korzystasz z zaproszeń.
                            odmów raz i drugi, przestaną cię zapraszać i będziesz miała z głowy.
                            i oni też męczące towarzystwo nieodzywającej się marudy.
                            może jednak korzystasz z tego, że inni mają więcej energii.
                            ale korzystasz pasożytniczo.
                            nie robisz łaski, że raczysz skorzystać z czyjegoś zaproszenia.
                            zrozum to.
                            na twoje miejsce znajdzie pięciu innych.
                            którzy się zrewanżują
                            i docenią, że mieli towarzystwo do wyjścia, rozrywki, szansę na nowe znajomości.
                            udajesz kogoś kim nie jesteś "bo co ludzie powiedzą".
                            wobec opisanego ekstrawertyka po prostu jesteś oszustką, udającą koleżeństwo którego faktycznie nie ma.
                            i tyle.




                            • marsylvik Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 01:47
                              O to to to! To właśnie miałam na myśli :)

                              Ja o jednym, a on o drugim, trzecim, piątym i dziesiątym... i pooojeeeeechaaaał, już nie wyhamuje! :D
                              No właśnie, nie chce mi się. Nie chce mi się gadać z kimś, kto nawet nie próbuje zrozumieć, bo zastanowienie się zanim coś chlapnie jest dla niego za trudne :)
                              Jak będziesz chciała, to sobie przeczytasz drugi raz i albo zrozumiesz albo dopytasz. A jak nie będziesz chciała, to trudno. Nie jestem chora na umyśle, żeby taką męczącą rozmowę podtrzymywać ;)

                              Idę spać, z moim nieegocentrycznym ekstrawertykiem, tacy na szczęście też istnieją :D
                              A jutro sobie pomilczę z bliskim mi introwertykiem :)
                              • hunkis Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 01:53
                                Tak się składa, że nie jestem ekstrawertykiem.
                                ale nie jestem też egoistką która idzie cierpiętniczo na imprezę by się poświęcić dla dobra jakiejś zapraszającej.
                                na imprezę idę bo chcę.
                                jak nie chcę to nie idę.
                                nie mam tak rozbuchanego ego, żeby uważać iż beze mnie jakaś ekstraweryczka sobie nikogo innego do towarzystwa nie znajdzie i ja jej łaskę robię że zechcę jej towarzyszyć..
                                naprawdę trzeba mieć coś z głową żeby chodzić na imprezy w nimbie "poświęcenia się dla innych" ....
                                • pade Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 17:11
                                  ojoj, a skąd takie wnioski?
                                  Mnie ten podzial Marsylvik pasuje do wielu ludzi i ja ich akurat nie dzielę na ektra i intro, tylko na ludzi, którzy są uważni, zainteresowani innymi i takich, którzy są skupieni tylko na sobie.
                                  • hunkis Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 17:30
                                    hehehe, dopiero co wyżej napisałaś że należy mówić wprost o co człowiekowi chodzi.
                                    równocześnie popierasz kogoś, kto idzie na imprezę choć nie chce,
                                    tylko nie powie że nie chce, ale uważa, że robi komuś dobrze że zechciał przyjąć jego zaproszenie.
                                    czemu jej nie radzisz, by mówiła wprost że imprez nie lubi i idzie tylko dlatego że udaje miłą a w istocie cierpi katusze że musi na tej imprezie być..
                                    no trochę więcej konsekwencji.
                                    nie wątpię, że większość foremek uważa, iż to one robią dobrze a to ci inni są kiepscy.
                                    oni są inni. ani lepsi ani gorsi.
                                    nie ma przymusu przyjmowania zaproszeń od kogoś w czyim towarzystwie się człowiek męczy
                                    wystarczy odmówić
                                    w zgodzie z sobą
                                    nie udawać zainteresowanego gdy się nim nie jest.
                                    nie zgadzać się na towarzystwo dlatego że ono nalega. wystarczy "nie, dziękuję".
                                    bo czlowiek nie męczy wtedy i siebie ani innych.
                                    inni to też ludzie z uczuciami i potrzebami.
                                    można jasno komunikować co się chce i kim się jest.
                                    jeśli się szanuje innych ludzi.
                                    nie wystarczy gadka "ja jestem introwerykiem więc nie muszę"
                                    razem z gadką "ekstrawertycy są gorsi, hałaśliwi i męczący" .
                                    to zwyczajnie głupie stereotypy.
                                    • pade Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 17:47
                                      Wiesz, kiedyś czytałam o małżeństwie Holoubka i Zawadzkiej, i tam była zdaje się taka historia, że Zawadzka lubiła wycieczki i mąż jej w nich dzielnie towarzyszył, a tego, że ich nie cierpiał dowiedziała się po latach. On to robił DLA NIEJ. I sądzę, że o tym pisała Marsylvik, to żadne poświęcenie, to gest, dar. Nie przepadam za czymś, ale zrobię to dla kogoś, bo go lubię, bo chcę mu dać swoją obecność.
                                      Stereotypów i tych podziałów ludzi, które wybrzmiały w tym wątku też nie lubię. One coś mają ułatwić, wyjaśnić, ale są krzywdzące.
                                      • hunkis Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 17:59
                                        koleżanka to nie mąż.
                                        a jakby Gustaw puszczał żonę samą na wycieczki
                                        to by wróciła z kochankiem :P
                                        i tyle jego "daru dawania siebie".

                                        ja naprawdę nie potrzebuje, żeby jakaś koleżanka się dla mnie poświęcała
                                        towarzysząc na imprezie
                                        a potem uważała, że rewanżować się niczym nie musi
                                        bo przecież już wystarczająco mi dała że w ogóle ze mną poszła...
                                        to jest tak chore myślenie, że witki więdną.
                                        jak wielkie trzeba mieć ego, żeby myśleć o sobie w ten sposób
                                        "ja jestem darem dla ciebie więc doceń że zechciałam".,. :PP massakra
                                        • pade Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 18:02
                                          Strasznie cyniczne i agresywne jest to, co piszesz.
                                          • hunkis Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 18:24
                                            wciskanie melodramatycznych kitów to nie mnie
                                            hipokryzja zawsze wreszcie padnie na pysk
                                            jakoś się koleżanki od wyjść na imprezy już nie koleżankują
                                            a nawet rozeszły w złości.
                                            dlatego że takie niecyniczne i nieagresywne były?
                                            czy dlatego że oszukiwały w relacji i nie były szczere.

                                            od lat ma znajome z którymi się spotykam bo chcę.
                                            z kilkoma na tańce bo lubimy, z innymi w góry bo lubimy,
                                            z kolejną na piwko i meksykańskie żarcie.

                                            jakby mi któraś po latach powiedziała, że ona tego nigdy nie lubiła,
                                            ale szła wyłącznie żeby ze mną pobyć i męczyła się ale poświęcała się dla mnie
                                            - to bym ją za psycholkę uznała.
                                            zdecydowanie wolę otaczać się ludźmi o zdrowym podejściu do kontaktów towarzyskich
                                            albo chcą i robią, albo nie lubią i odmawiają.
                                            mają swoje życie, ale jakąś część mogą ze mną spędzić.
                                            ja im dają prawo do bycia sobą i tego samego chcę dla siebie.
                                            więc jak idę do kina to na film który się obu spodoba
                                            ani znajoma mnie nie ciągnie na proste komedyjki które lubi,
                                            ani ja jej nie zmuszam do katowania się psychodramami.
                                            jest mnóstwo rzeczy które spodoba się obu.
                                            otaczanie się poświęcającymi się dla mnie cierpiętnicami to jakiś specyficzny masochizm..


                                            • marsylvik Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 21:46
                                              hunkis napisała:

                                              > wciskanie melodramatycznych kitów to nie mnie
                                              > hipokryzja zawsze wreszcie padnie na pysk
                                              > jakoś się koleżanki od wyjść na imprezy już nie koleżankują
                                              > a nawet rozeszły w złości.
                                              > dlatego że takie niecyniczne i nieagresywne były?
                                              > czy dlatego że oszukiwały w relacji i nie były szczere.

                                              Z ciekawości, o kim piszesz? Ktoś tu pisał o jakichś koleżankach? Co to za historia?
                          • vilez Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 11:28
                            > Ciekawe, bo ja (będąc sama introwertyczką) znacznie częściej zauważam egocentryzm u > ekstrawertyków, niż u introwertyków tongue_out

                            Marsylvik, ja tez. Ze szczytującymi w wyrazie sangwinikami na czele. Empatia u sanwiników jest mizerna (skale osobowściowe, np.u Le Senna). Mnie sangwinik czy inny ekstrawertyk potrafi doprowadzić do przysłowiowej depresji (lub jasnej cholery, jakem choleryczka i introwertyczka ;) )

                            Dlatego nei widze niczego dziwnego w osobach skrytych. Są najzupełniej normalne. A oczekianie 'zwierzania się", pleplania o d..Maryni, spowiadania się, wydaje mi się tak odczapne, że aż chore.
                            Na szczeście wszyscy moi domownicy sa introwertykami. i dlatego chyba lubimy ze sobą przebywać .
                            Introwertyk sie odzywa, gdy ma coś konkretnego do powiedzenia, i tak jest fajnie :-)
                            • marsylvik Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 21:59
                              Ja podejrzewam, że tak naprawdę egocentryzm jest po równo rozdzielony wśród intro- i ekstrawertyków. Tylko introwertyk częściej go zauważa u ekstrawertyków (albo częściej go im przypisuje), a ekstrawertyk u introwertyków. Ja widzę częściej u tych ekstra-, pewnie dlatego, że z intro- mi się łatwiej porozumieć, bo nie muszę się w nich aż tak wczuwać, wystarczy, że ich zachowania i intencje osądzam po sobie.

                              O tym właśnie pisałam i muszę powiedzieć, że fascynujący jest dla mnie sposób w jaki moje słowa zinterpretował ktoś zupełnie ode mnie różny (choć nie wiem czemu, uważa się za introwertyka... mnie nic z jej podjeścia, poglądów itp nie pasuje na intro, no ale sama napisała, że "tak się składa, że ekstrawertykiem nie jest"). No ale z prób dogadania się, wyjaśnienia swojego punktu widzenia już zrezygnowałam, nie wierzę, że to się w tym przypadku może udać, więc jak klasyczny intro- wolę sobie tę dyskusję odpuścić, zamiast się dać wpuścić w bezsensowne tłumaczenia i zdenerwować :)
                        • rycerzowa Re: Nieodzywanie si ę 28.12.14, 01:21
                          Ludzie są różni.
                          Są introwertycy, czyli ci, którzy mają własny świat, są nadwrażliwcy, zamknięci w swojej skorupce, z obawy przed zranieniem, ale bywają też zwykli socjopaci, osobnicy niezdolni do empatii, skrajni egoiści-egocentrycy, albo też ludzie zaburzeni.
                          Socjopatów poznaje się po tym, że gdy mają w tym swój interes, potrafią być otwarci, zaradni, mili i czarujący.
                          "Zwykły" introwertyk otworzy się, gdy ma poczucie bezpieczeństwa, gdy znajdzie kogoś, z kim
                          może podzielić się swoimi przemyśleniami. "Zwykły" nie odnosi się do otoczenia z nienawiścią.

                          Co mnie zdumiewa, to stosunek otoczenia do takich egocentryków, socjopatów.
                          Otóż często próbuje się ich przekupić, podlizać się im, okazać im uczucie i zainteresowanie, w nadziei, że tym skruszy się ich serce.
                          A może wynika to z poczucia winy, albo odpowiedzialności, bo ja wiem...

                          Autorce wątku mogę opowiedzieć dalszy ciąg ich historii, bo miałam i mam okazję coś podobnego poobserwować.
                          (Jak ktoś tu zauważył, rodzice często przepisują majątek nie dziecku najlepszemu, ale właśnie temu, które na to najmniej zasługuje. Jakoś tak jest).

                          Siostra będzie wyjeżdżać, kiedy będzie chciała i na jak długo będzie chciała, nikogo o tym nie informując, z nikim nie ustalając zasad opieki nad rodzicami podczas jej nieobecności.
                          Tym mają się zająć inni, jak i niezbędnymi remontami w jej własnym domu. Łaskawie się na to zgodzi. W ogóle taki ktoś robi łaskę, że przyjmuje pomoc.
                          Za kilka lat jedno z rodziców umrze, i w zasadzie nie będzie już prawnej możliwości odwołania darowizny.
                          Zresztą, nawet gdyby była, żadne z rodziców się nie zgodzi.
                          "Przecież ona wróci, z nią nikt nie wytrzyma, nie poradzi sobie w życiu, a gdzieś musi mieszkać".
            • aqua48 Re: Nieodzywanie się 27.12.14, 15:46
              najkana napisała:

              > Znowu wymysły.

              Uderz w stół...

              A tak bez wymysłów to jaki masz TY problem z siostrą? Bo z tego co piszesz wynika, że problem leży głównie na linii rodzice i siostra. Rodzice zrobili darowiznę, ale siostra nie jest u siebie w domu. Za to ma niechciane obowiązki. Wszystkie jej poczynania są krytykowane. Nikt nie wie w tej sytuacji co jest czyje i za co jest odpowiedzialny.
              Może warto po Świętach usiąść razem na spokojnie, zrobić naradę rodzinną z rodzicami i siostrą i zastanowić się wspólnie jak sytuację wyprostować, czego chce siostra, czego oczekują rodzice, w czym może i chce pomagać rodzeństwo, kto ma być obarczony jakimi obowiązkami i przede wszystkim co każdy chce od siebie ofiarować bez nacisków, poczucia wdzięczności czy innych zobowiązań narzuconych z góry. Może faktycznie warto gospodarstwo sprzedać, schedę podzielić rodzicom kupić małe mieszkanko obok innego dziecka, a siostrze powiedzieć że skoro nie daje rady (opieka nad 80 latkami to nie zabawa i rozrywka) to, nie ma wyjścia musi jak inni dobrać kredyt na mieszkanie do tego co dostanie z podziału majątku. A potem ma prawo już do nikogo z rodziny nigdy ani słowem się nie odezwać.
              • hunkis Re: Nieodzywanie się 27.12.14, 21:52
                yyyy... a jakim prawem aqua chcesz sprzedawać i dysponować cudzym majątkiem?
                z tego co wyczytałam, majątek jest siostry.
                siostra wyjechała i jej nie ma
                wróci albo nie wróci
                tego nie wie nikt, bo nikomu nie powiedziała.

                więc z kim niby autorka ma tę rozmowę przeprowadzać? :P
                z cudzymi pobożnymi życzeniami?

                niedawno oglądałam program Jaworowicz:
                para samotnych staruszków zapisała swój dom młodemu znajomemu
                z dożywociem dla siebie
                miał być wikt i opierunek
                nowy właściciel pod pozorem remontu przeniósł staruszków do budynku gospodarczego
                do jednego pokoiku
                remontu nie zrobił,
                za to dom formalnie sprzedał swojej matce
                i wprowadził do tego domu swoją matkę.
                a staruszkowie utkwili w jednym pokoiku w budynku gospodarczym
                sąd pozew o zwrot darowizny oddalił.

                hallo, tu ziemia.
                gdyby siostra majątku nie chciała to by się go dawno zrzekła
                gdyby chciała się z kimś dzielić to by oddała część innym w zamian za dopilnowanie rodziców gdy jej nie ma
                a ty chcesz by swój majątek sprzedała i rozdała innym...
                pobudka.
                wystarczy, że poczeka kilka lat aż się rodzice przekręcą
                najwygodniej z daleka od nich
                i już nic nie będzie MUSIEĆ.




                • aqua48 Re: Nieodzywanie się 28.12.14, 14:09
                  hunkis napisała:

                  > yyyy... a jakim prawem aqua chcesz sprzedawać i dysponować cudzym majątkiem?

                  Ja nie chcę niczym dysponować, proponuję poczekać na siostrę i po jej powrocie zrobić rodzinną naradę wraz z nią. Nie na zasadzie wygarniania jej pretensji i tylko na zasadzie rozmowy i znalezienia lepszych możliwości opieki nad rodzicami skoro te nie działają. A każdy majątek (w tym i siostry) można po dojściu do porozumienia np. spłacić.

                  > więc z kim niby autorka ma tę rozmowę przeprowadzać? :P
                  > z cudzymi pobożnymi życzeniami?

                  Proponuję, żeby wreszcie zaczęli rozmawiać z siostrą.

                  > wystarczy, że poczeka kilka lat aż się rodzice przekręcą
                  > najwygodniej z daleka od nich
                  > i już nic nie będzie MUSIEĆ.

                  Tak, takie rozwiązanie też jest możliwe, ale wtedy trzeba porozmawiać z adwokatem na temat ewentualnego cofnięcia darowizny.
                  • hunkis Re: Nieodzywanie się 28.12.14, 14:14
                    > Proponuję, żeby wreszcie zaczęli rozmawiać z siostrą.


                    zaraz zaraz... wątek jest o tym, że to siostra z nimi nie rozmawia, nie odzywa się, ignoruje :D
                    a nie nieodwrotnie.

                    mają ją złapać, zamknąć w ciemnym pokoju bez jedzenia, żeby zmiękła i jednak zaczęła coś mówić? :D:D:D
                    • aqua48 Re: Nieodzywanie się 28.12.14, 15:23
                      hunkis napisała:

                      > zaraz zaraz... wątek jest o tym, że to siostra z nimi nie rozmawia, nie odzywa
                      > się, ignoruje :D

                      Wątek jest też o tym, że siostra się nie zwierza, nie słucha zwierzeń, nie reaguje dobrze (właściwie czyli z pokorą i obietnicami poprawy) na krytyczne uwagi rodzeństwa..A to jednak co innego niż rozmowa o problemach z opieką nad rodzicami i próba rozwiązania ich wspólnie.

                      > mają ją złapać, zamknąć w ciemnym pokoju bez jedzenia, żeby zmiękła i jednak za
                      > częła coś mówić? :D:D:D

                      Jeśli takie są Twoje propozycje rozwiązywania problemów z komunikacją w rodzinie to może zmień jednak forum. Na forum - humorum będą lepiej widziane.
                      • hunkis Re: Nieodzywanie się 28.12.14, 15:41
                        może jednak przeczytaj co napisała autorka:

                        krótkie wycinki

                        >Wyjechała praktycznie bez słowa, nikomu z rodzeństwa nie przekazała by dopilnowali zdrowia starych rodziców,

                        >Nie jest nieśmiała ani wycofana. Bywa agresywna słownie, z obcymi potrafi rozmawiać, być miła, a do domowników się nie odezwie.

                        >Na pytania nie odpowiada, ignoruje

                        m>ieszka z nimi a się do nich nie odzywa, nie rozmawia, wydaje rozkazy i jest zła, że nie są posłuszni, że się nie domyślili o co jej chodziło i nie zrobili właśnie tego o czym ona myślała...choć nie powiedziała.

                        >nie odzywa się do rodziny, z roku na rok coraz odważniej pokazuje że tę rodzinę nienawidzi i nie chce mieć nic wspólnego,

                        >Pozostali zaczynają się bać odwiedzać rodziców gdy ona jest w domu, bo przechodzi bez słowa rzucając "pioruny" spojrzeniem.

                        >wyjeżdża gdzieś na weekend nie mówiąc nikomu żeby wpadł się zwierzętami zajął.

                        >Krytyki nie przyjmuje-od raZU agresja.



                        jeśli siostra tak się zachowuje i nie chce rozmawiać to nie będzie.
                        oni mogą coś do niej gadać a ona odwróci się na pięcie i trzaśnie drzwiami.
                        i jeszcze każe im wyp.e.dalać z jej domu.
                        pobudka.
                        • aqua48 Re: Nieodzywanie się 28.12.14, 15:55
                          hunkis napisała:

                          > może jednak przeczytaj co napisała autorka

                          Czytałam to co napisała autorka i powiem, że wydaje mi się to jednostronnym opisem dużo bardziej złożonego problemu. Rodzinne konflikty zazwyczaj nie powstają w ten sposób, że jedna strona jest zła, a druga kryształowo szlachetna, tylko każdy ma coś za uszami.
                          Rozwiązać je natomiast można jeśli wszystkie jego strony zechcą POROZMAWIAĆ nie oskarżając się wzajemnie, tylko szukając punktu porozumienia i do tego autorkę zachęcam. Znasz lepszy sposób - pisz, nie ograniczaj się.

                          > pobudka.

                          Masz jakąś obsesję z tą pobudką?
                          • ola_dom Re: Nieodzywanie się 28.12.14, 16:06
                            aqua48 napisała:

                            > Rodzinne konflikty zazwyczaj nie powstają w ten sposób, że jedna strona jest zła, a druga
                            > kryształowo szlachetna, tylko każdy ma coś za uszami.

                            Ano właśnie. Bardzo możliwe, że "bohaterka" wątku jest osobą antypatyczną i egoistyczną. Ale wcale niekoniecznie wszyscy pozostali są nieskazitelni i cały rodzinny problem leży tylko w tej czarnej owcy. Czego się nie dowiemy, bo przecież znamy tylko relację autorki wątku, która nie jest w żadnym razie obiektywna - bo i nie ma jak być. A dodatkowo dawkuje informacje tak, jak jej akurat pasuje. Oczywiście - to jej wątek, jej sprawa i jej problem, więc ma prawo pisać co i jak o nim chce. Ale może raczej nie osądzajmy jednoznacznie sprawy, bo ona już na pierwszy rzut oka wydaje się być o wiele bardziej złożona, niż autorka chciała nam to przekazać.
                            • hunkis Re: Nieodzywanie się 28.12.14, 16:20
                              oczywiście że zapewne każdy ma coś za uszami
                              pytanie czy rozwiązaniem problemu
                              jest nieodzywanie się i jawne karanie innych milczeniem.
                              i to wszystkich jak leci
                              bo jakoś nie wierzę, że cała rodzina równie źle traktowała tylko jedną osobę
                              i co zrobić z osobą która takie metody stosuje
                              równocześnie przyjmując sporą darowiznę od tych "krzywdzicieli".
                          • hunkis Re: Nieodzywanie się 28.12.14, 16:09
                            > Rozwiązać je natomiast można jeśli wszystkie jego strony zechcą POROZMAWIAĆ


                            toż autorka od tego zaczęła i na tym skończyła, że ta siostra nie chce rozmawiać z rodziną.
                            mimo jej różnych podejść do niej.
                            do obcych się odezwie, ale nie do rodziny.
                            zwyczajnie wg mnie zachowuje się toksycznie - przemocowo.
                            a jak nie zachce sama rozmawiać to mogą jej naskoczyć.
                            bo majątek jest jej, a rodzice nie pójdą do sądu bo są starzy i umotani emocjonalnie zapewne wolą płakać niż postawić granice zachowaniom córki.
                            albo współuzależnieni od jej problemów z sobą.






                            • aqua48 Re: Nieodzywanie się 28.12.14, 16:35
                              hunkis napisała:

                              > toż autorka od tego zaczęła i na tym skończyła, że ta siostra nie chce rozmawia
                              > ć z rodziną.

                              Bo może ma powody takiego postępowania? Autorka wątku dalej pisze o tym, że siostra nie reaguje na KRYTYKĘ i nie zwierza się.
                              No, jeśli rozmowa z nią polega na krytyce, a zwierzenia były wykorzystywane przeciwko niej, to się wcale nie dziwię.

                              > do obcych się odezwie, ale nie do rodziny.
                              > zwyczajnie wg mnie zachowuje się toksycznie - przemocowo.

                              A moim zdaniem, wcale to nie jest oczywiste. Być może ona odbiera swą rodzinę jako toksycznych przemocowców. To że odzywa się do obcych osób świadczy tylko o tym, że jednak ma z kimś dobre, normalne relacje. Może warto taką niezależną, nieuwikłaną w konflikt osobę, z którą siostra rozmawia normalnie poprosić o mediowanie w rozmowach z siostrą?


                              • hunkis Re: Nieodzywanie się 28.12.14, 17:46
                                ty naprawdę myślisz, że osoba która się nie odzywa do kilku członków rodziny,
                                (a chyba tylko rodzice z nią mieszkają więc chyba nie wszyscy jej krzywdę robią?)
                                zgodzi się by wziąć z ulicy obcą osobę i za jej pośrednictwem się do rodziny jednak odezwać? :P
                                albo psychologa mediatora zaproponowanego przez tę rodzinę do której metodycznie się nie odzywa i pokazuje że ma jej dość?
                                siostra się odzywa do OBCYCH , a nie do znajomych rodziny..
                                to najłatwiej bo nie ma z takimi żadnych emocjonalnych więzi,
                                przybiera maskę bo wypada dobrze wypaść.
                                nie znają jej środka.
                                może ma dwie twarze, jedna na zewnątrz domu inna wewnątrz.
                                nieodzywanie się jest rodzajem biernej agresji.
                                i jak sama nie zechce iść do psychologa to nie zrobi z tym nic.
                                tak jak alkoholik nie porzuci nałogu jeśli sam nie zechce.
                                choćby pielgrzymki do niego chodziły z prośbami o zaprzestanie alkoholizowania się.
                                bardziej podejrzewam, że z etapu "jak udobruchać siostrę"
                                pora przejść do "jak się przed skutkami jej postępowania zabezpieczyć".
                                to już stara baba jest
                                z utrwalonymi zachowaniami.
                                nie będzie lepiej.
                                • aqua48 Re: Nieodzywanie się 28.12.14, 22:32
                                  hunkis napisała:

                                  > siostra się odzywa do OBCYCH , a nie do znajomych rodziny..
                                  > przybiera maskę bo wypada dobrze wypaść.
                                  > ma dwie twarze, jedna na zewnątrz domu inna wewnątrz.
                                  > nieodzywanie się jest rodzajem biernej agresji.
                                  > nie zrobi z tym nic tak jak alkoholik
                                  > to już stara baba jest z utrwalonymi zachowaniami.
                                  > nie będzie lepiej.

                                  Hmm piszesz o zupełnie obcej osobie tak przekonująco, i takie kategoryczne diagnozy stawiasz, że mam wrażenie, iż to co najmniej o Twoją własną siostrę chodzi. Nie zagalopowałaś się przypadkiem?
                                  • hunkis Re: Nieodzywanie się 29.12.14, 10:01
                                    równie dobrze to samo mogę przypisać tobie
                                    podkreśliłaś jedno słowo KRYTYKĘ
                                    interpretując od razu jako oskarżenia i potępienie
                                    autorka użyła też słowo DO OBCYCH
                                    więc z rowną pewnością jak ty
                                    mam prawo twierdzić, że to przypadkowi ludzie a nie dobrzy znajomi rodziny.
                                    rozumiem, że tylko sobie dajesz prawo do wąskotorowej interpretacji. :P
                                    albo albo. zdecyduj się.

                                    • aqua48 Re: Nieodzywanie się 29.12.14, 11:13
                                      hunkis napisała:

                                      > rozumiem, że tylko sobie dajesz prawo do wąskotorowej interpretacji. :P

                                      Pokazuję, że na podstawie tych samych faktów ocena sytuacji może być diametralnie różna niż tak kategorycznie i negatywnie przedstawiona przez Ciebie wizja z gruntu złej siostry. Pisałam wyżej, że w konfliktach rodzinnych zazwyczaj winne są dwie strony.
              • kol.3 Re: Nieodzywanie się 27.12.14, 21:58
                Jeśli jest prawnie zrobiona darowizna, nie jest tak łatwo ją odwołać - musiałoby się to odbyć na drodze sądowej poprzez udowodnienie córce niewywiązywania się z podjętych obowiązków (rażącej niewdzięczności). Starsi państwo jak czytamy wcześniej na to raczej nie pójdą. Córka na tym bazuje.
                • vilez Re: Nieodzywanie się 28.12.14, 11:35
                  No właśnie. Albo jest coś do udowodnienia, albo nie. Albo jest rażąca niewdzięczność, albo nie. Nie sądzę, by wykładnia prawna była taka, że jeżeli ktoś ma zycie osobiste, i wyjeżdza na święta do partnera, było takim przykłądem rażącej niewdzięczności.

                  Tutaj jest za mało danych, byśmy mogli oceniać, czy i kto w tej rodzinie jest socjo czy psychopatyczny. Autorka wybitnie szczędzi nam informacji dotyczących uarunkowań w tej rodzinie.
                  widzimy niefunkcjonująca dobrze rodzinę, i tyle tego. reszta jest naszą gdybologia dotyczącą ewentualnych wariantów sytuacji.
    • drogikocie Sprytne 29.12.14, 17:32
      Fajna, sprytna manipulacja- tak kogoś ukarać, żeby z zewnątrz wyglądało to na nagrodę.

      Siostra jest odcięta tym samym od współczucia od rodzeństwa (bo przecież ma leeeeepiej,ma dom!!! wprawdzie nie swój, bo nic nie może tam mieć poswojemu i kiedyś, moze na swięty nigdy, ale ma!!!)
      i od normalnej, ludzkiej pomocy

      Nic dziwnego, że zachowuje się jak zbuntowana astolatka i stara się nikomu nie mówić o swoich planach. Bo po co? Ma czekać na krytykę tych planów? Jeśli na żadną pomoc i zainteresowanie nie moze liczyć.

      BTW abstrahując od obowiązku opieki to nawet taka umowa darowizny z opieka nie zwalnia reszty dzieci z zainteresownaia rodzicami. Siostrze może cegła spaść na głowę, będzie leżała w śpiączce i co? Nadal będzie sama odpowiedizalna za wszystko, bo darowizna?

      W interesie reszty rodziny jest zadbać o dobrostan dozywotniej opiekunki, chocby po to, by była zdolna wykonywać swoje obowiązki.
      I sądzę, że jednak naprawa kaloryferów czy upichcenie rodzicom od czasu do czasu obiadu nie zniszczyłoby zycia innym dzieciom. Takie rzeczy robi się czasem nawet dla sąsiadów czy dalekich znajomych, bez żadnej opcji na gratyfikację finansową:P
      • vilez Re: Sprytne 29.12.14, 17:39
        Sądzę tak samo, Drogikocie. Rodzenstwo poczuło się zwolnione z obowiązku pomagania rodzicom, bo siostra ma dom". I co gorsze, poczuło się upoważnione do kontrolowania zycia młodszej siostry, która w ich mniemaniu, powinna swe życie poświęcić rodzicom i oobsłudze domostwa i gospodarstwa.

        Nie wyklucza to oczywiście aberracji postępowania owej młodszej siostry, ale z pewnościa nie jest tą aberracją jej introwertyzm.
        • drogikocie Re: Sprytne 29.12.14, 17:54
          Ja bym się na miejscu tych wszystkich dzieci zastanowiła jaki interes mają rodzice w pozbawianiu rodzeństwa nawzajem wsparcia i dobrych relacji. /Bo ani introsiostra nie może liczyć na wsparcie reszty, ani oni na jej przyjaźń/. Czy gdyby inne dziecko dostało tą rolę wyglądałoby to inaczej? I dlaczego?

          Bo generalnie czuję, że tam jest duzo walki o akceptację. Może Król i Królowa Rodzice fantastycznie się tym bawią?
          • vilez Re: Sprytne 29.12.14, 18:20
            Tak. To jest chore. Nie rozumiem.
            • drogikocie Re: Sprytne 29.12.14, 18:34
              Ja też nie rozumiem, ale mam wrażenie, że do każdego dziecka świetnie tam dobrano smycz

              I one na tych smyczach pomykają na gwizdek, nie próbując usiąśc same czy razem, i zastanowić się gdzie kogo obroża uwiera.
              • 71tosia Re: Sprytne 29.12.14, 20:31
                litosci rodzice ponad 80 letni, poplakuja po katach bo sobie nie radza ani organizacyjnie ani emocjonalnie, a ty ich opisujesz jak psychopatow pastwiacych sie nad biedna corka. Corka jest juz dawno dorosla ma obowiazek opiekowac sie rodzicami, gdyz do tego przyjeciem darowizny sie zobowiazala. Jezeli wyjezdza na dluzej - to niech zaplaci jakies opiekunce i POPROSI pozostale rodzenstwo o zwiekszona pomoc. To ona powinna prosic a nie oni. Dlamnie to na granicy smeisznosci tlumaczyc trudnym dziecinstwem kogos kto ma lat 50 ale nadal czuje sie beztroskim nastolatkiem.
      • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 17:53
        Litości. Nie ma obowiązku przyjmowania darowizn. Wg ciebie powinna dom wziąć ale obowiązków już nie. Mam nadzieję, że tę samą zasadę zastosujesz do siebie. Jak będziesz stara to wybudowany swoimi rękami dom dasz dziecku a sama przeniesiesz się do taniego domu opieki, żeby biedne dziecko nie czuło presji, że w domu nie może robić co mu się zachce bo jakaś stara matka ciągle się w nim plącze. Poczekaj aż przyjdzie do ciebie starość i niedołęstwo. Zobaczysz jak ci będzie różowo. Tylko nie zapomnij że twój majątek należy się dziecku a nie tobie. W zamian za nic. :D
        Współczuję starcom w tym kraju. Jak widać z tego wątku wszędzie są stada pazernych potomków którzy zjawiają się tylko u notariusza by brać, ale do obowiązku wobec się nie poczuwają. Znam takiego syna, matka została w zaniedbanym domu w którym synek palcem nie ruszy, wyjechał bo z matką się tylko kłócił, ale domu jej nie zwrócił. Matka chciałaby się przeprowadzić do bloku, żeby miała cieplej i łatwiej. Nie może, bo formalnie dom nie jest jej, nie ma innego majątku. A zajmuje się nią córka która kiedyś w swej naiwności sama matkę namówiła, żeby majątek dała synowi to może się zacznie poczuwać do czegoś..bo syn wcześniej mieszkając w tym domu nie dokładał się do kosztów twierdząc że dom nie jego więc... Zapewne matka była wredna że wychowała wrednego syna. Ale to nie umniejsza faktu, że syn jest zwykłym wyrachowanym egoistą. Niestety żyję już wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że cwaniactwo jest opłacalne i wcale takich egoistów jakas wymierna kara nie spotyka.
        • aqua48 Re: Sprytne 29.12.14, 18:07
          fituq napisała:

          > Jak będziesz stara to wybudowany swoimi rękami dom dasz dziecku a sama przeni
          > esiesz się do taniego domu opieki, żeby biedne dziecko nie czuło presji.

          Tak, to najlepsze i najuczciwsze wobec dzieci rozwiązanie.

          > Znam takiego syna, matka została w zaniedbanym domu
          > w którym synek palcem nie ruszy, wyjechał bo z matką się tylko kłócił, ale domu
          > jej nie zwrócił. Matka chciałaby się przeprowadzić do bloku, żeby miała cieple
          > j i łatwiej. Nie może, bo formalnie dom nie jest jej, A
          > zajmuje się nią córka która kiedyś w swej naiwności sama matkę namówiła, żeby m
          > ajątek dała synowi to może się zacznie poczuwać do czegoś..

          No własnie podstawowym błędem jest dawanie czegokolwiek w nadziei że w zamian osoba obdarowanie "zacznie się do czegoś poczuwać". To bardzo egoistyczne i krótkowzroczne podejście..
          Matka powinna była,zamiast przekupywać syna majątkiem od razu sprzedać dom, kupić mieszkanko a za resztę pieniędzy, żyć dobrze, lub opłacać sobie opiekunkę...
          • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 18:13
            Na kilku przykładach w otoczeniu, to myślę, że rodzice nie powinni za życia nikomu swojego domu zapisywać. Do końca być u siebie a nie starać się zrobić dzieciom dobrze rozdawaniem wcześniej majątku by dzieci miały gotowe. Niech się dzieci kłócą o schedę po ich śmierci :) A za życia niech dzieci same zapracują na swoje utrzymanie, jak pomieszkają latami w wynajętych klitkach to przyjdą do rodziców po dom z pocałowaniem ręki w podzięce, że w ogóle chcą im coś dać.

            • vilez Re: Sprytne 29.12.14, 18:19
              A nie, nie, zapisywac majątek za życia można. Byle nie JEDYNY majątek i byle nie NIESPRAWIEDLIWIE.
              Ja np. dzieciom w odpowiednim momencie podaruję majatek za mojego życia. Ale nie ten, w którym mieszkam. I nie w sposób, że jednemu dziecku coś dam, a innemu- nie.
            • drogikocie Re: Sprytne 29.12.14, 18:29
              "Niech się dzieci kłócą o schedę po ich śmierci :) "

              Oczywiście.

              "A za życia niech dzieci same zapracują na swoje utrzymanie, jak pomieszkają latami w wynajętych klitkach to przyjdą do rodziców po dom z pocałowaniem ręki w podzięce, że w ogóle chcą im coś dać. "

              Oczywiście, że nie:) Uważam, że zakładanie, że w zyciu chodzi o to, żeby dzieci z pocałowaniem ręki wyrażały rodzicom wdzięczność jest efektem własnego poczucia nieszczęścia i niesprawiedliwości.

              Chciałabym, żeby moje dziecko świetnie radziło sobie samo, i nie musiało czekać na spadek jako na rozwiązanie swoich kłopotów mieszkaniowo-finansowych. Żeby większe znaczenie miała dla niego sentymentalna pamiątka po matce niż zastrzyk finansowy. I żeby wiedziało, że ewentualne "tułanie się po wynajetych mieszkaniach" nie jest karą, ani synonimem nędzy, czy odrzucenia tylko jego fajnym, życiowym wyborem. I, zże matka nie skrobie marcheweczki z zachwytem typu "beze mnie sobie nie poradzi a musi czekać aż zejdę, wow!"
              • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 18:39
                Oczywiście, że twoje dziecko będzie piękne, zdolne, przebojowe i bogate. Ale rownie dobrze może pracować za najniższą krajową, korzystać z zasiłków z mops by przeżyć, paść ofiarą oszustwa i mieć milionowy dług, być schorowane i nie umieć na siebie zarobić albo popaść w uzależnienie. I niestety to nieudane dziecko nadal będzie twoje i będziesz się musiała wobec niego opowiedzieć. I może nawet z nim mieszkać mając alternatywę, że albo masz je na głowie na zawsze albo idzie na bruk.
          • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 18:16

            > błędem jest dawanie czegokolwiek w nadziei że w zamian osoba obdarowanie "zacznie się do >czegoś poczuwać"

            Tu akurat klasyka pobożnych życzeń była. Facet był leniwy już wcześniej i ktoś rozsądny by wiedział, że ktoś taki palcem przy domu nie ruszy, bo szuka wygody i niewysilania się w życiu, tak samo przed jak i po darowiźnie.
        • vilez Re: Sprytne 29.12.14, 18:15
          Ponieważ podpisałam się pod tym , co napisała Drogikocie, więc Twoje uwagi odnosza się także do mnie ;) A zatem:
          1. Ani moi rodzice, ani ja nie byliśmy/nie jesteśmy tak niemądrzy, by dzieci obdarzać i majątkiem i prawami NIERÓWNO. W ogóle bym opieki nade mną nie warunkowąła majątkiem, bo to jest kupowanie sobie opieki, a to uważam za CHORE. Z wielu względów chore. Np. podstawowego, ze kupioneaopieka nie będzie taka, o jaką chodzi.
          2. To, że znasz patologiczne przypadki, to są dowody anegdotyczne, czyli -żadne.
          3. Opieka nad rodzicami nie oznacza podporządkowania rodzicom całego swojego życia.
          3. Rodzenstwo nie obdarowane nie jest zwolnjone z opieki nad rodzicami.
          4. Rodzenstwo nie jest iupowaznione do kontrolowania siostry w żadnym stopniu i zakresie.

          Cwaniactwo nie zaistnieje, jeśli rodzice będą mądrze postępować.
          • drogikocie Re: Sprytne 29.12.14, 18:21
            Zgadzam się, Vilez.

            Dodam tylko, że umowa darowizny z opieką jest konkretną umową o opiekę, nie o niewolnictwo :)
            A w opisywanym przypadku dziewczyna podpisąła, że będzie sie opiekować, a ma byc niewolnicą calej rodziny.
            IMO opieka nie wyklucza zapraszania chłopaka (śmiesznie zresztą brzmia zarzuty wobec 40 letniej panienki, że śmiała zaprosić nieznanego rodzinie chłopaka:P), nie wyklucza też mozliwości posiadania i kontynuownaia konfliktów czy niechęci z innymi cżłonkami rodziny (np nieskładania im życzeń na święta) i nie wykklucza opcji bycia zwykłym, omylnym, nieperfekcyjnym człowiekiem (który nie potrafi w porę lub bez pomocy ogarnąc awarii ogrzewania;P)

            Otrzymanie domu/mieszkania/miliona dolarów w złocie/kolorowanki z Batmanem nie uczyni z nikogo idealnego członka rodziny ani perfekcyjnego robota. Jeżeli rodzina na to liczyła - współczuję, nie da się.
            • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 18:34
              Przekręcasz fakty świadomie czy manipulujesz?
              najkana napisała:
              > Rodzicom trzeba zorganizować lekarzy, za
              > wieźć ich tam, przypominać czy wzięli leki, zwrócić uwag ą że chodzą w poplamio
              > nym swetrze, itd. Siostra jakby się wkurzała, że inni też się zajmują rodzicam
              > i (trudno żeby nie, jeśli ona się nie odezwie i nie mówi co zamierza, co zrobi,
              > czy ma czas, jest słownie agresywna więc rodzice się boją ją o coś prosić wolą

              > formuje ich. Gdy jej facet przyjechał też rodzicom nie powiedziała że będzie w
              > domu z rodzicami mieszkał kilka tygodni. Nie mieliby nic przeciwko, ale kto z
              > was by był zadowolony, gdyby mu dziś obcy facet wszedł do mieszkania i został n
              > a długo, korzystając z wspólnej łazienki? Postawiła przed faktem dokonanym, sp
              > rowadzając rodzicom na głowę faceta którego widziała wcześniej raz, kompletnie
              > bez uprzedzenia,
              że ktoś do niej przyjedzie. I tym podobne kwiatki na okrągło.

              > Ciągle skrajności i brak jasnego stanowiska.
              > Nie chciała by się jej "wtrącać" do gospodarstwa, ogrodu, to przestaliśmy przyc
              > hodzić pomagać, za chwilę foch,
              że ona sama nie będzie robić, i np wyjeżdża gdz
              > ieś na weekend nie mówiąc nikomu żeby wpadł się zwierzętami zajął.
              • drogikocie Re: Sprytne 29.12.14, 18:38
                Nie widzę tu przekręcania ani manipulacji.
                • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 18:42
                  No nic dziwnego. Za 20 lat zauważysz :D
                  • drogikocie Re: Sprytne 29.12.14, 18:44
                    ?

                    Nie, nie sądzę, że za 20 lat zauważę.
                    • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 18:50
                      Nie dziwię się :D
          • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 18:27
            Twoje teorie w tym poście są nadinterpretacją tematu, jasno było napisane, że rodzeństwo się rodzicami też zajmuje, kontrolę sobie dopowiedziałaś, tak samo podporządkowanie życia rodzicom, itd.
            I jedna uwaga, póki co nie jesteś stara. Więc możesz sobie pisać epopeje o tym jak to dzieci się będą tobą chętnie bezinteresownie zajmować. Ale jak cię nie będzie stać na zapłacenie z własnej kieszeni za opiekunki i leczenie, to ktoś tą kasę będzie musiał wyłożyć, albo któreś dziecko się poświęcić i za opiekunkę robić, tracąc swoje możliwości zarobkowania. Może się okazać, że wcale nie ma wszystkich chętnych dzieci by na opiekę nad starą Vilez wykładac żywą gotówkę. A opiekę trzeba zapewnić przez 15 lub więcej lat.
            • vilez Re: Sprytne 29.12.14, 18:38
              Ależ jest ta kontrola - polegająca na wtrącaniu si? w życie osobiste siostry: że gościła partnera (wtf?), że do niego wyjechała, że się nie zwierza siostry, ze jest małomówna (wtf??), wreszcie- że nie powiadomiła siostry o wyjeździe, choź rodziców powiadomiła, że wyjechała a w tym czasie zaczęły ciec kaloryfery itd. Co to jest., jak nie kontrola? Bo normalne to z pewnością nie jest.

              Wiesz, jestem wystarczająco stara., by wiedzieć, jakie są w moje rodzinie wzorce. Takie mianowicie, że się rodzicami opiekuje. Moje dzieci to widziały (tę KONKRETNĄ opiekę), ba- same brały udział (na swoim poziomie) w opiece nad dziadkami. Starszy syn godzinami wysiadywął w szpitalu, młodszy wisiał na telefonie i pisał listy. Jakoś jestem spokojna o moje dzieci i nasze pzryszłe relacje.. Choć oczywiście, będę się starała nie wikłąć dzieci w moje życie bez koniecznej potrzeby, a finansowo już teraz się zabezpieczam na starość.
              • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 18:41
                Aha. Czyli jak ja teraz napiszę że Vilez siedzi na forum i pisze, to znaczy że cię kontroluję.
                Ciekawa teoria :D
                • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 18:42
                  Kolejna ciekawa teoria którą głosisz: pozostałe dzieci mają się rodzicami zajmować, ale nie powinny zauważac cieknących kaloryferow jak siostry nie ma. Bo to nadmierna kontrola! :D
                  • drogikocie Re: Sprytne 29.12.14, 18:46
                    Nie powinny obwniać siostry o to, że kaloryfery zaczęły przeciekać w czasie jej nieobecności; wiązać w sposób nieuzasadniony wyjazdu siostry z awarią kaloryferów. Vilez napisała to wyjątkowo precyzyjnie.
                    • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 18:55
                      Ale to wy sobie to związałyście. A nie autorka. Autorka stwierdza fakt, wyjazdu, zostawienia starych rodziców, braku kontaktu, awarii, braku ustaleń z siostrą przez jej milczący styl bycia. To wy dodajecie jakąś chorą nadbudowę w której rodzeństwo jest złe i niepomagające rodzicom a siostra jedna pokrzywdzona, ale rozumiem, że potrzebujecie jako córki mocno uwikłane w problemy ze swoimi matkami, usprawiedliwiać taka interpretacją same siebie. To widać dość wyraźnie.
                      • drogikocie Re: Sprytne 29.12.14, 19:10
                        Nie. Nie mam takiej opinii, jaką mi przypisujesz. Uważam, że wszystkie dzieci są pokrzywdzone, a nie jedna siostra.
                  • vilez Re: Sprytne 29.12.14, 18:58
                    Cóż, kaloryfery mogą zacząć ciec w każdej sytuacji (przypadłość rzeczy martwych- psucie się). Wtedy zabezpiecza awarię ten, kto jest najbliżej/najbardziej mobilny itp. Czyli: zabepieczają rodzice, reszta rodzenstwa lub wezwani fachowcy. Nie widzę powodu., dla którego ewentualność zepsucia się czegokolwiek w domu miałaby być powodem ODKŁADANIA wyjazdu kogokolwiek. To absurd.
                    • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 19:05
                      A gdzie wyczytałaś, że siostra nie ma prawa wyjechać bo kaloryfery mogą się zepsuc?????
                      Porażająca jest skala twojej jednokierunkowo negatywnej nadinterpretacji.... Cierpisz na jakąś traumę? Manię? Bo coraz wyraźniej widzę, że wykłócasz się tu nie z napisanymi faktami ale z własnymi interpretacjami, jakąś własną historią którą sobie dopowiedziałaś, własnymi obsesjami nieodpępowienia emocjonalnego od rodziców i oskarżasz o to jakichś przypadkowych ludzi.. Weź może odpocznij od internetu. Albo z psychologiem pogadaj. Bo brniesz..
                      • vilez Re: Sprytne 29.12.14, 19:25
                        Jesteś agresywna.
                • vilez Re: Sprytne 29.12.14, 18:51
                  Jeśli zacznie Cie zajmwoac mój czas wolny, który wykorzystuję na pisanie na forum, to i owszem.
              • fituq Re: Sprytne 29.12.14, 18:44
                Jeszcze pytanie Jesteś jedynaczką?
                • vilez Re: Sprytne 29.12.14, 18:53
                  Nie. Mam brata. A do czego Ci to?
          • 71tosia Re: Sprytne 29.12.14, 20:39
            i myslisz ze w przypadku problemu opisanego w tej dyskusji 'danie po rowno' zmieniloby nastawienie jednej z siostr ktora zaczelaby sie wywiazywac z opieki nad rodzicami? Smiem bardzo watpic. Rodzienstwo nie powinno kotrolowac sistry ale siostra ma obowiazki wiec powinna sama miec na tyle przyzwoitosci by przynajmniej informowac rodzenstwo wyjezdzam i to na ile i gdzie a rodzicom zorganizowac pomoc. A nie znikac nie wiadomo gdzie i na ile, wszystskim przez to komplikujac zycie.
            • marsylvik Re: Sprytne 29.12.14, 21:53
              71tosia napisała:

              > i myslisz ze w przypadku problemu opisanego w tej dyskusji 'danie po rowno' zmi
              > eniloby nastawienie jednej z siostr ktora zaczelaby sie wywiazywac z opieki nad
              > rodzicami? Smiem bardzo watpic.

              Oczywiście, że nie. Zmieniłoby podejście reszty rodziny do ich własnego poczucia obowiązku opieki nad rodzicami, a nie postawę tej córki, która się nimi zajmuje na codzień.

              Co więcej, żeby zacząć się wywiązywać musiałaby wcześniej się nie opiekować. A nie wydaje mi się, żeby jej wyjazd bez słowa stworzył taki wielki problem, gdyby tego do tej pory nie robiła.

              > Rodzienstwo nie powinno kotrolowac sistry ale
              > siostra ma obowiazki wiec powinna sama miec na tyle przyzwoitosci by przynajmni
              > ej informowac rodzenstwo wyjezdzam i to na ile i gdzie a rodzicom zorganizowac
              > pomoc. A nie znikac nie wiadomo gdzie i na ile, wszystskim przez to komplikuja
              > c zycie.

              Powinna informować. No, chyba że rodzice Nie wiadomo tylko, czy to kwestia przyzwoitości, wyobraźni, rozumu, jej prawidłowej lub nieprawidłowej oceny sytuacji, czy skonfliktowania z rodziną. Nie wiadomo czemu tego nie zrobiła.

              Czy w opisanej sytuacji krytykowanie jej pomoże zapewnić opiekę dla rodziców w jej wykonaniu? Śmiem wątpić.
              • drogikocie Re: Sprytne 29.12.14, 21:58
                > Co więcej, żeby zacząć się wywiązywać musiałaby wcześniej się nie opieko
                > wać. A nie wydaje mi się, żeby jej wyjazd bez słowa stworzył taki wielki proble
                > m, gdyby tego do tej pory nie robiła.

                O, to ciekawy trop, Marsylvik
                (heh, długo czytałam twój nick MARYS VILK i się zastanawiałam, jaki wilk????)

                Faktycznie, gdyby dziewczyna się NIE OPIEKOWAŁA nie byłoby takiej apokalipsy tylko dlatego, że wyjechała. Bo nie byłoby różnicy.
                Hm, może o to jej chodziło?
                Jeśli jest taka intro, to może lepiej umie zaplanować pokazówkę niż wypowiedź:P a pokazówka, jak widać, wyszła nieźle, tylko czy wnioski też za tym pójdą?
        • marsylvik Re: Sprytne 29.12.14, 18:27
          Kuriozalna odpowiedź :D
          Najbardziej mi się podoba początek: z braku obowiązku przyjmowania darowizn wysnucie wniosku, że przedmówca uważa inaczej, niż napisał :D

          Proszę, skopiuj i zacytuj dokładnie fragmenty, na podstawie których uważasz, że przedmówca (lub ktokolwiek z tutaj dyskutujących):
          - uważa, że należy się na starość wyprowadzić do domu opieki z domu, który został przekazany w darowiźnie z dożywociem
          - że presja ograniczenia wolności w swoim domu wynika z plątania się po nim jakiejś starej matki

          W innym przypadku nie pozostaje mi nic innego, niż uznać, że wpychasz komuś w usta nie jego słowa.
          • 71tosia Re: Sprytne 29.12.14, 20:52
            rodzice mieszkaja oddzielnie, jakos sobie radza, ani mnie ani bratu nic nie zapisywali a jednak momo ze dorosli i 'wolni' wyjezdzjac na wakcje korelujemy z bratem swoje plany by starzy rodzice nie zostali bez pomocy. Nie wyobrazam sobie wyjechac nie zostawiajac kontaktu. Brat musi musi miec mozliwosc skonsultwoania sie ze mna, gdyby cos sie dzialo a rodzice sa w takim wieku ze czesto cos sie dzieje. Opieka nad schorowanymi i starymi rodzicami uszczupla nasza wolnosc, trudno. Moja rodzina jest nienormalna?
            • drogikocie Re: Sprytne 29.12.14, 21:40
              "ani mnie ani bratu nic nie zapisywali a jednak momo ze dorosli i 'wolni' wyjezdzjac na wakcje korelujemy z bratem swoje plany by starzy rodzice nie zostali bez pomocy."

              myślę, że tak jest idealnie.
              Że niezależnie od tego czy się jest obdarowanym czy wcale nieobdarowanym ma się z tyłu głowy myśl o potrzebujących opieki członkach rodziny.

            • vilez Re: Sprytne 29.12.14, 21:54
              Nie, Twoja rodzina jest normalna. U nas też tak było. Aż do samej śmierci obojga.
              Ale rozumiem, że może być zupełnei inaczej- np. w chorej rodzinie. Taka rodzina jest inaczej uwarunkowana, i inaczej się ją powinno rozpatrywać.
            • marsylvik Re: Sprytne 29.12.14, 21:55
              Eeee... a czemu podpięłaś się pod tę akurat wypowiedź? Co to ma wspólnego z tym, o czym w tym miejscu pisałam?
Pełna wersja