najkana
25.12.14, 19:39
Co robić z osobą, z którą kontakt jest tylko "w jedną stronę"?
Zaproponuję coś do zrobienie wspólnie, czasem jak jej pasuje to się zgodzi. Ale nie zrewanżuje się podobną propozycją. Nie ma za bardzo potrzeby ze mną pobyć, pogadać. Dawniej jeszcze się zdarzało, od kiedy ma faceta to jakby się zapadła w egocentryczną dziurę.
Jak zadzwonię i wypytam o jakieś jej sprawy to krótko odpowie, ale sama z siebie nic nie opowie o sobie, ani specjalnie nie pyta o moje sprawy, tyle ile wypada by nie milczeć.
Zaproponowałam wspólny wyjazd, zgodziła się, zachorowałam więc przeprosiłam i odwołałam, równocześnie ponawiając propozycję na po świętach- nie skomentowała. Kilka dni później od innych dowiaduję się, że wyjechała za granicę do chłopaka na nie wiadomo jak długo. Mi w rozmowie ani słowa o tym nie powiedziała, domownikom ledwo dzień przed wyjazdem. To nie pierwszy raz kiedy ich nie uprzedza o swoich planach, stawia przed faktem dokonanym, alienuje się od nich. Chodzi milcząca, reszta ma się domyślać? czytać w myślach?
Wcześniej pytałam czy będzie w święta u rodziców (tradycyjnie kupujemy prezenty dla obecnych na wigilii) , twierdziła, że nie wie jeszcze czy będzie. Wyjechała, nie wysyłając nawet jednego smsa z informacją że jej nie będzie.. to, że wcześniej pytałam nic nie znaczy? Itd itp.
Od lat staram się mimo wszystko, mimo jej zamkniętego charakteru jednak odzywać się, podtrzymywać kontakt, wspierać w jej niełatwych relacjach z rodzicami z którymi mieszka i którzy podarowali jej swój dom, za co niespecjalnie jakoś jest im wdzięczna.
I chyba mi się cierpliwość skończyła.
Ileż można za kimś biegać by zechciał się odezwać ?
Nie przysłała na święta nawet smsa. Do nikogo z rodziny. A z pozostałymi kontakty ma jeszcze gorsze niż ze mną. Odpowiedziała tylko tym, kto jej przysłał pierwszy.
Nie zadzwoniła z życzeniami świątecznymi do starych rodziców.
Są załamani, dla nich to emocjonalnie życiowa klęska. A sami nie umieją zadzwonić za granicę, bo wtedy by już dawno za nią dzwonili. Zamartwiają się o nią.
Normą było zawsze, że w święta wszyscy się kontaktujemy gdziekolwiek byśmy byli... Ale do tej pory święta spędzała na miejscu.. w domu rodziców gdzie była wigilia i gdzie wszyscy przyjeżdżali lub dokąd dzwonili.
Czy mam wreszcie zrozumieć, że siostra nie chce kontaktu z nasza rodziną ,w tym ze mną ,
i "uszanować" jej wybór?
Przestać z nią utrzymywać kontakty?
Uznać ostatecznie, że swoim zachowaniem pokazuje że właśnie tego chce, że jest dorosła i bierze na siebie konsekwencje swojego zachowania?
Czy nadal dzwonić, proponować, pytać, usiłować "rozgadać", budować kruchą wspólnotę?
Czy zamilknąć tak samo i czekać na kontakt z jej strony, ryzykując, że tego kontaktu nie będzie wcale?
Pani Agnieszko ratunku. :(