Schematy rodzinne

03.06.15, 11:51
Nie macie wrażenia, że raz uruchomiona gdzieś w rodzinnych korzeniach przemoc i agresja jest jak zaraza, mimo prób leczenia na różne sposoby zawsze wychodzi na wierzch, jedynie zmienia formę. Zawsze myślałam, że przy odpowiedniej dawce zaangażowania, starania złe schematy można zmienić, pozbyć się rodzinnych obciążeń. Tymczasem wokoło obserwuję, że owszem, wiedza teoretyczna wielu jest ogromna, deklaracje co do dobrych chęci jeszcze większe, a praktyka tak samo kiepska jak w poprzednich pokoleniach, tylko trochę inaczej realizowana ze względu na poboczne aspekty np ekonomiczne.
Z najbliższych znajomych tam gdzie dziadkowie pili, w kolejnym pokoleniu była przemoc emocjonalna, w następnym znowu uzależnienia i problemy z dziećmi. Ktoś miał alkoholika w rodzinie, to sam nie pije, ale wiąże się z osobą zaburzoną, agresywną, lub uzależnioną od czegoś innego. Kuzynka ktora wydawało się z boku, po wielu wcześniejszych problemach się ładnie ogarnęła i ma obecnie idealny związek, jak się okazuje w środku związku nadmierna zazdrość i awantury, córka w ciąży w wieku 16 lat, syn uzależniony... I nie mowimy o ludziach prostych bez wykształcenia, ale o inteligencji, z całymi szafami mądrych książek na ścianach. Chyba się pora pogodzić, że raz uruchomione zło nie kończy się, jedynie na chwilę przycicha by za jakiś czas wyplynąc pod zmienioną postacią.
    • vilez Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 12:03
      Zaraz polecisz Herlingerem ;)
      Oczywiście, że mamy skłonność do powtarzania schematów wyniesionych z domu czy innego obszaru socjalizacji. Jak się nie przepracuje złych schematów, to się będą powtarzały. Przepracowanie to praca i siła woli. I daje efekty.
      • vilez Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 12:04
        Tfu..Hellingerem.
        • ludvi Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 12:12
          Boszzz... czytałam to co napisałaś równocześnie myśli mając zajęte czymś innym i doczytałam, że napisałaś "polecisz harlekinem" :D:D:D
          Wokoło widzę, że ludzie dużo wysiłku wkładają w to, żeby było lepiej niż w poprzednim pokoleniu, a w zdecydowanej większości przypadków kończy się schematem wielu lat kopania się z koniem, aż do rezygnacji i poddania się złu. Nie jest to optymistyczne.


          • vilez Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 12:25
            W Harlekinie wszystko kończy się happy endem ;)
            Bo to sporo samoświadomości wymaga, a tę zdobywa się z wiekiem.

          • pade Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 13:59
            Moim zdaniem najlepiej przepracować te schematy na terapii, szybciej i skuteczniej niż samemu.
    • differentview Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 12:06
      ludvi napisała:

      > Nie macie wrażenia, że raz uruchomiona gdzieś w rodzinnych korzeniach przemoc i
      > agresja jest jak zaraza, mimo prób leczenia na różne sposoby zawsze wychodzi n
      > a wierzch, jedynie zmienia formę. Zawsze myślałam, że przy odpowiedniej dawce
      > zaangażowania, starania złe schematy można zmienić, pozbyć się rodzinnych obc
      > iążeń.

      uwazam, ze masz racje- schematy, ktorymi nasiakamy w dziecinstwie beda jakos dawaly o sobie znac w zyciu doroslym bez wzgledu na to jak duza inteligencje i wiedze teoretyczna mamy; niby terapia daje mozliwosc "przepracowania tego" na glebszym poziomie, emocjonalnym, nieswiadomomym ale jednak zmian na bardzo glebokich warstwach psychiki nie zawsze da sie przeprowadzic; mniej lub bardziej ale jakos jestesmy obciazeni
    • aandzia43 Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 12:18
      Też mam takie wrażenie. Ale im lepiej przepracowany problem, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że złe wylezie. Więc "róbmy swoje" z nadzieją, że.wystarczy.
    • alpepe Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 12:33
      Denerwuje mnie to przemilczanie, że jesteśmy zwierzętami i schemat postępowania mamy zapisany w genach. Po prostu, organizm funkcjonuje tak, a nie inaczej, wydzielają się hormony, które już nami sterują. Jest powiedzenie: Polak głodny to Polak zły. Chodzi nie o narodowość, a o spostrzeżenie, że jak nam cukier spadł, jesteśmy rozdrażnieni i skłonni do nadreagowania, a wystarczyłoby nas nakarmić i wszystko byłoby ok.
      Tu piszesz o całym życiu, ale schemat funkcjonowania organizmu jest w ciągu życia stały. Jak ja się zaczynam wściekać i czepiać córki, to staram się zamknąć,a nie nakręcać, idę coś zjeść, obliczam, czy to pms już jest i staram się zastopować reakcję. I teraz sama mam dwie córki, jedna ewidentnie po ojcu, spokojnie reagująca, druga tak dopalona, jak mój ojciec, chmura gradowa z szybkimi zmianami nastroju, niepodatna na krytykę, reagująca płaczem lub agresją na słowo nie, choćby to była odmowa wypuszczenia na dwór bo deszcz mocno pada. I ta młodsza jest fizycznie podobna do mnie, a właściwie to do mojego ojca. Po prostu geny "dopalenia" przejęła ode mnie, a ja mam je po ojcu. Do tego nie da się jej łatwo uspokoić słowami: zjedz coś, bo ona się wzbrania, że nie jest głodna.
      Jesteśmy, jacy jesteśmy, nie da się reakcji chemicznych przepracować na terapii. Możemy jedynie sobie uświadomić, z czego to wynika i usiłować nieco wpłynąć na własne reakcje. Ale organizm działa niezależnie od nas, nie wszystko da się załatwić tabletką z hormonem tarczycy czy insulną.
      Poza tym na tym forum stale jest śniony sen o idealnej rodzinie. Ideałów nie ma, a awantury i zazdrość mogą być również różnie postrzegane, np. jako "pieprzyk" w związku.
      • verdana Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 13:11
        Zgadzam się. Poza tym dodam, ze pewne wzorce postępowania wyuczone w dzieciństwie są dosyć trwałe - można je "przepracować", świadomie zmienić, ale te wzorce nadal są. Nadal, jesli robimy coś niezgodnie z nimi, to raczej świadomie, sprzeciwiając się własnej "pierwszej reakcji". Moze w ten sposób powstać coś nowego, ale nadal oparte na wzorcach, one służą jako przykład czy kontrprzykład, ale są.
        Mam też wątpliwości, czy przerobienie np. żywiołowo reagującego, nie do końca odpowiedzialnego człowieka na zrównoważonego, kierującego sie rozsądkiem nie przerabia często ludzi nienaturalnych w swoiste zombie. Niestety, znam takich.
        • vilez Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 14:52
          Nie chodzi o zmianę usposobienia, które jest wrodzone. Chodzi o rozpoznanie, co jest w ogóle (gdzie jest problem)- i co w ramach tego jest zmienialne, a co- nie. Część rzeczy jest zmienialnych, część nie.
          • verdana Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 15:23
            Problem jednakże w tym, ze bardzo wielu ludzi chce zmienić niezmienialne.
      • aandzia43 Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 13:54
        Jasne, że biologia to biologia i na tym poziomie niczego raczej nie zmienimy. Czasem udaje się metodami wychowawczymi i doborem środowiska rówieśniczego skanaliowac instynkty ku pożytkowi wszystkich zainteresowanych.
        • paris-texas-warsaw Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 14:13
          Jedna sprawa to są jakieś skrypty rodzinne (schematy?) - robimy coś tak a tak w każdym pokoleniu, a druga - patologia nie wprost przekazywana;) Despota wychowa osobę zależną, osoba zależna z kolei osobę wyobcowaną, osoba wyobcowana - umrze bezpotomnie;) To tylko taki przykład, że z ojca alkoholika może nie wyjść żaden syn alkoholik, a zupełnie doś innego, nałoży się na to geny i wpływ matki i otoczenia. Wydaje mi się, że samemu w ogóle się takich spraw nie widzi, choć wydaje się, że tak jest, a terapia powoli otwiera oczy.
          Jakby ktoś chciał porozmawiać w temacie, to ja bardzo polecam Katarzyny Schier (tej od parentyfikacji) "Krewni i znajomi Edypa". Opisane jak rodzice wpędzają dzieci w choroby, przykłady cięższego kalibru pokazują jaki jest wpływ rodziców, nie ma tego prostego przełożenia, że dziecko bedzie podobne, ale na pewno nie obejdzie się bez jego krzywdy zamierzonej czy nie (ale czy to ostatecznie ważne?).
          Dlatego ostatnie rozmowy na forum przebaczyć czy nie rodzicom? są wg mnie takim uproszczeniem. Przebaczyć jednorazowe molestowanie - ok czy nie ok?, ale to, że się było 20 lat wychowywanym przez regularnego świra - jak to w sobie wyodrębnić, pokonać, zmienić, w ogóle dostrzec zależność.
          • paris-texas-warsaw Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 14:29
            "Wokoło widzę, że ludzie dużo wysiłku wkładają w to, żeby było lepiej niż w poprzednim pokoleniu, a w zdecydowanej większości przypadków kończy się schematem wielu lat kopania się z koniem, aż do rezygnacji i poddania się złu. Nie jest to optymistyczne."

            Wydaje mi się, że to własnie wynika z tego, że ludzie zwalczają coś, co im nie odpowiada, ale nie rozumieja głębszych przyczyn czy uwarunkowań, nie mają też siły by pewne rzeczy faktycznie zmienić, bo maja pewne ograniczenia, i stąd nie mogą tego zwalczyć, tylko mogą wręcz "dociskać" się w swoim problemie. Ja jak zwykle jestem fanem terapii, doświadczenie terapeuci tez czasem muszą iść do kogoś po pomoc (ostatnio czytałam o terapeucie koło 60 z ogromnym doświadczeniem, który był zadziwiony jak szybko jego problem rozwikłał ktoś z boku, a sam przeszedł w życiu wiele szkół i pisał podręczniki dot. psychologii i psychoterapii), bo to są takie ograniczenia poznawcze, które jest bardzo trudno pokonać.
            • paris-texas-warsaw Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 15:04
              www.cogitoterapia.pl/terapia-schematu/wczesne-dysfunkcyjne-schematy
              Lubię to forum, bo zawsze sobie coś na boku przeczytam:) Np. takie schematy rodzinne - kto to sam u siebie wyczai i zniweluje?
      • ludvi Re: Schematy rodzinne 05.06.15, 11:15
        To też ciekawe. Bo np na ile za późniejsze uzależnienia odpowiadają geny, a na ile psychika.
        Wybieramy sobie męża, zakochujemy się w idealnym wręcz obiekcie, a okazuje się że jest elementem powielenia negatywnego schematu rodziny.
        Albo jesteśmy nerwowi, zrzucamy to na trudne dzieciństwo i zaniedbania rodziców, a okazuje się że to nasz organizm ma problem czysto fizyczny z nieprawidłowym działaniem któregoś z hormonów.
        Więc ile o nas decydują geny i biofizyka, a ile głowa i psychika. Może z wieloma "psychicznymi" aspektami swojego charakteru ludzie o wiele lepiej by się czuli, gdyby byli świadomi swojego ciała a nie koncentrowali się wyłącznie na swoich DDD,DDA,DD...DD..DDT.
    • tully.makker Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 14:36
      Tak sobie mysle, ze nie da zyc bez okreslenia sie wobes schematow wyniesionych z dziecinstwa - czasami pozytywnie, czasami negatywnie - na ile skutecznie, trudno ocenic, choc wielu sie stara, niewielu wychodzi.



      W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
      Wiedzmowo
    • milamala Re: Schematy rodzinne 03.06.15, 20:57
      ludvi napisała:

      "> Nie macie wrażenia, że raz uruchomiona gdzieś w rodzinnych korzeniach przemoc i
      > agresja jest jak zaraza, mimo prób leczenia na różne sposoby zawsze wychodzi n
      > a wierzch, jedynie zmienia formę."

      Powiem tak, zgadzam sie i jednoczesnie nie zgadzam sie. U mnie byla przemoc przekazywana w rozmaitej formie z pokolenia na pokolenie. Dokladnie tak jak to opisujesz.
      Ja sama jestem juz swiadoma i czuje na sobie obowiazek przerwania wianuszka.
      Ale juz teraz wiem ,ze pod pewnymi wgledami bedzie to niemozliwe. A niemozliwe, bo choc nie powielam schematow przemocy to bedac ofiara takowej odczuwam jej skutki a co za tym idzie podswiadomie przekazuje je corce. Ona nie ma calkowicie normalnej matki, wolnej od obciazen i w tym sensie, choc otrzymuje od nas ogrom milosci i czulosci to itak posrednio dotyka ja przemoc z mojego dziecinstwa.
      Dlatego uwazam, ze musi minac conajmniej jedno uswiadomione wolne od przekazywania przemocy pokolenie aby moc skutecznie przerwac lancuszek przemocy. A w praktyce to kto wie, moze nawet wiecej.
      • ludvi Re: Schematy rodzinne 05.06.15, 11:21
        O tym właśnie napisałam; czy matka mająca wrodzone(?/wyuczone) schematy bycia ofiarą jest w stanie nauczyć dziecko czegoś innego. Na podstawie kilku historii z otoczenia wychodzi mi, że choćby na uszach stawała , to nie przeskoczy tego, dziecko częściowo a czasem w pełni powieli wzór związku opierający się na agresji, nie wprost takiej jak matka, ale to nie zniknie.
    • kachaa17 Re: Schematy rodzinne 04.06.15, 09:39
      " I nie mowimy o ludziach prostych bez wykształcenia, ale o inteligencji, z całymi szafami mądrych książek na ścianach."

      Posiadanie a nawet przeczytanie książek nie wystarczy. Po prostu człowiek jest bardziej skomplikowany. Bo gdyby było inaczej to wystarczyłoby przeczytać parę książek i byłoby pięknie. A tu potrzeba woli zmiany, pracy nad sobą i głębszego rozumienia swoich konfliktów wewnętrznych.
      A propos konfliktów to przypomniało mi się jak byłam na terapii grupowej i jeden chłopak powiedział: bo ja już się zacząłem bać, ze mam jakieś schizy a nasz pan psychiatra swoim łagodnym ojcowskim głosem powiedział: Panie Piotrze pan nie ma schiz, pan ma konflikty wewnętrzne.
Pełna wersja