sarah2016
20.04.16, 00:42
Mieszkam w innym kraju. Mam tu pewna kolezanke. Nie jest to jakis zyciowy problem, ale staram sie w jej przypadku zachowywac tzw. dojrzale i jakos nie wiem jak.
Nie wiem jak to ocenic.
Poznalam ja pare lat temu na kursie jezyka. Wtedy pomyslalam, ze to choc jedyna Polka to w polskiej rzeczywistosci nigdy nei zostalaby moja kolezanka. Nic jej nie dolegalo, ale po prostu "nie bo nie". Ja nie jestem typem szukajacym znajomym, a ona wrecz przeciwnie.
Nieswiadomie ma duzy kompleks (ma trudne dziecinstwo za soba) odnosnie swojej polskosci. Do wlasnych dzieci mowi w miejscowym jezyku (bolesnie fatalnym zreszta) i wsrod przyjaciol wlasnych dzieci widzi tylko miejscowych. Gdy nasze dzieci poszly razem do szkoly zagalopowala sie i stwierdzila: no jak jej dziecko sie z nikim tutejszym nie zaprzyjazni, to najwyzej jej i moje dziecko beda sie razem bawic.
Probowala sie z tego niezdarnie wytlumaczy "ze nie o to jej chodzilo" ale do dzis nie wiadomo "o co jej chodzilo".
Jednym slowem moje dziecko ma byc takim zastepczym przyjacielem.
Zreszta jej dziecko tak tez traktuje moje, jak nie ma nikogo innego do zabawy to moje dziecko jest ok, ale jak tylko pojawi sie ktokolwiek inny to zachowanie tego dzieciaka zmienia sie diametalnie, przestaje zauwazac moje dziecko.A to moje naiwne cielatko ciagle lubi tamto.
Mysle tez, ze mnie tez tak zastepczo traktuje, jak tylko na horyzoncie pojawi sie ktos 'bardziej atrakcyjny towarzysko" to odrazu mnie eliminuje.
Mialam kolezanke z ktora ja poznalam, bo jej dziecko tez chodzi z naszymi. Znac jej sie kolezanka na atrakcyjniejsza wydala bo po paru wspolnych kawach, zaczely sie obie spotykac nie zapraszajac mnie na te spotkania. Znajac owa kolezanke moge powiedziec, ze to wychodzi jedynie z jej strony. Nieustaje w zapraszaniach na kawe, placeniach za owa kawe, zglaszaniem sie do opieki nad dzieckiem itp. Niezwykle pomocna, az chce sie uciekac.
Noi co, takie zycie.
Tyle, ze ta kolezanka mnie jeszcze nie dawno bardzo pomogla. Wlasciwie nawet trudno byloby sie odpedzic od tej pomocy, a ja zreszta sie od tej pomocy nie odpedzalam. Duzo dla mnie zrobila. Mowila przy tym o przyjazni.
I tak, te jej obecne zagrywki z eliminowaniem mnie z towarzystwa moglabym sobie olac, ani ona mnie ani ja jej nie jestem potrzebna , bo juz ma kogos atrakcyjniejszego niz ja.
Tylko stoi mi w gardle ta jej pomoc.
Jak powiedziec czlowiekowi: mozesz mnie eliminowac z towarzystwa, nie zabronie ci, ale sa tego konsekwencje w postaci wyeliminowania mnie z tego zycia i zakonczenie relacji, ktora robi sie cokolwiek toksyczna.
Ona dalej stara sie usilnie te "wiez"ze mna podtrzymywac jak gdyby nigdy nic sie nie stalo. Jakby mozna bylo czlowieka odstawic, a potem sobie wziac spowrotem jak zabraknie chwilowo innych zabawek (ta druga kolezanka zaczela prace, i nie ma juz tyle czasu na kawki). A ja jestem stara i dalej glupia bo miotam sie pomiedzy tym, ze mam poczucie, ze jest wampirem enegetycznym a zobowiazujacym poczuciem wdziecznosci.
Wiem ,ze jej schematy dzialania (to nieomalze kupowanie sobie zyczliwosci) to efekt jej dziecinstwa, ze jest w sumie dobrym czlowiekiem. Nie potrafie w tym dziwnym ukladzie odnalezc swojej mocy.
I jeszcze te nasze dzieci w jednej klasie.
Nie potrafie tego ogarnac.