magda_369
25.08.16, 12:43
Nie wiem już co o tym wszystkim myśleć. Jakiś czas temu mąż z powodów problemów w firmie poprosił abyśmy podpisali intercyzę, czyli rozdzielność majątkową aby zabezpieczyć rodzinę przed problemami. Na początku myślałam, że to może być dobry pomysł ale coś mi nie pasowało i poszłam do znajomej, jest osobą która wie trochę w tych kwestiach. No i doradziła mi żeby nie podpisywać. Po pierwsze poręczyłam jako żona dwa kredyty na jego firmę, poza tym jestem na wychowawczym i nie mam teraz dochodów, chyba, że przepisze wszystko na mnie to mozna się zastanawiać. A poza tym nawet po rozdzielności po dwóch latach dopiero będę w strefie bezpieczeństwa, czyli nie odpowiadam za jego problemy finansowe itp. Po tym co usłyszałam, stwierdziłam, że faktycznie nie zmienia to naszej sytuacji bo nawet po rozdzielności musi każdemu pokazać naszą rozdzielność abym nie miała wierzycieli na głowie. Zadała mi też ważne pytanie, dlaczego nie chciał rozdzielnośći przed podpisaniem kredytów? wtedy byłoby to najrozsadniejsze. Powiedziałam, że nie zgadzam się na to i po wielu burzliwych rozmowach w końcu przyjął moją odmowę. Teraz temat znowu się pojawił bo chce kolejną działalność otworzyć i chce rozdzielności. Cały czas mówi o problemach w firmie i z płatnościami. Powiedziałam, że może faktycznie jest to dobry pomysł ale potem powiedział, że po rozdzielności nie ma potrzeby aby przelewał mi pieniądze i przepisywać samochód, bo i tak to nic nie zmienia.
Jestem na wychowawczym ale szukam teraz pracy. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
Między nami popsuło się i nie potrafimy się dogadać. Ostatnio podczas awantury powiedział, że przed ślubem gó... miałam i żebym nie myślała bo nie jestem od myślenia. Przeprosił mnie potem ale po tych słowach coś we mnie pękło i od tamtego momentu nie ufam mu i nie wierzę.