cytrynowy-sad
25.10.16, 20:42
Witam!
Zwracam sie do Was z prosba o jakas rade, naprowadzenie, bo juz nie jak mam sie do tego odniesc.
Jestem z partnerem od trzech miesiecy. Mieszkamy razem i jest on kims bardzo dobrym, opiekunczym i kochanym. W lozku uklada sie swietnie, mamy tez wspolne zainteresowania etc.
Moglabym nawet smialo stwiedzic, ze o kims takim wlasnie marzylam.
Jednak mieszkajac razem jak to czesto bywa, wychodza pewne zgrzyty. Moj partner ma jedna powazna wade, z ktora na razie marnie sobie radze. Otoz...obraza sie o pierdy. Wiem, wiem, zaraz zapytacie co to za pierdy i czy na pewno sa bzdurami, czy moze tylko ja je tak postrzegam. No wiec, np. ostatnio obrazil sie o to, ze nie zasmialam sie z jegoo zartu w sklepie, przy sprzedawczyni. Albo, ze nie wysluchalam jego rady odnosnie spodnicy, ktora chcial mi kupic. Obraza sie o jakies male rzeczy, a nastepnie milczy przez kilka dni. Ja traktuje to jako manipulacje i niepotrzebna presje, najczesciej sie wkurzam i urzadzam mu scene zlosci. Nastepnie znikam i jade do siebie na kilka dni. Po jakims czasie do mnie pisze, ze teskni, ze mam wrocic itd. Kiedy probuje z nim o tym rozmawiac, sprawia wrazenie jakoby to co uczynilam masakrycznie go zabolalo i nie jest w stanie ot tak wrocic do porzadku dziennego.
Poniewaz sytuacje obrazalstwa zaszly juz kilka razy, postanowilam powaznie z nim porozmawiac. Przyznal, ze jego wczesniejszy 15 zwiazek sie przez to posypal. Spytalam co mam robic w takich sytuacjach i powiedzialam, ze mi one przeszkadzaja. Stwierdzil, ze mam zostac z nim i nie zwracac uwagi. Ze on potrzbuje czasu na przetrawienie. Latwo mowic, ale mnie trafia szlag. Jak tylko widze jego obrazona mine pieciolatka , ktoremu nie dano kokakoli to sie wnerwiam, zapominam wszystkie pozytywy i trzaskam drzwiami.
Ostatnio w czasie jego sceny obrazalstwa postanowilam jednak sie nie wkurzac, ale to ignorowac. Znaczy nie przymilac, jak to wczesniej robilam, nie chodzic i probowac objac, ale po prostu zyc swoim zyciem. Jest to jednak dla mnie straszne obciazenie. Nie umiem zyc z kims kto milczy, w takiej zimnej atmosferze. Mam ochote szybko to wyjasnic i przejsc do porzadku rzeczy, ale z drugiej strony mam juz dosc tego, ze to ja musze sie naginac i naprawiac stosunki. Sprawia to dla mnie wrazenie jakby mnie o cos obwinial, nie wiadomo o co. Ja nie czuje sie niczemu winna. Nawet pomimo tego, ze jestem grzeczna dziewczynka i staram sie zawsze najpierw widziec wine w sobie, to tym razem naprawde nie moge sie niczego doszukac. Widze jedynie, ze moj partner chce moze jakies stuprocentowej atencji i moze sam sobie z tego calkowicie sprawy nie zdaje.
Nie wiem, pomozcie moze zobaczyc to z innej strony. A moze ktos mial podobne doswiadczenia.