takise98x
13.12.18, 16:57
Witam, mimo to że to forum dla kobiet to postanowiłem tu napisać. Mieszkam od jakiegoś 7 roku życia z moją mamą (ona jest po rozwodzie) i jej partnerem u niego. Teraz mam 20 lat. Było wiele sprzeczek między mną a nim i te relacje zazwyczaj przypominały relacje dwóch wiecznie na siebie złych sąsiadów. Kilka razy próbowałem się z nim pogodzić ale najczęściej wszystko wracało do punktu wyjścia po jakimś krótkim czasie. O wszystko musiałem ze tak powiem walczyć. Dopiero jak znalazłem pracę w miarę się jakby uspokoiło ale to i tak nie jest koniec. Na przestrzeni czasu stawiał mi jakieś warunki że jak zacznę robić x to będzie lepiej, no to się starałem i jakoś mi te czynności weszły w krew. Od poprostu jakieś nic nie warte codzienne pierdoly. Przedtem o wszystko byla wojna. Co z tego ze siedze sobie u siebie w pokoju i nie mam doslownie nic do roboty, albo jestesmy u kogos z rodziny i widze ze temat juz mnie nie interesuje i NIC bym nie wniosl do niego to mimo wszystko musze siedziec przy stole i sluchac a np. nie moge sobie pojsc na kanape i popisac z kims na telefonie. Dopiero sytuacja sie zmienila jak kupilem sobie za wlasne pieniadze telefon, to bylo widac ze troche sie odczepil. Teraz gdy kupilem za swoje pieniadze komputer, dalem 3 stowy na rachunki zeby nie bylo ze licznik sie kreci to i tak gada ze mam ten komputer spakowac, oczywiscie ja zly bo z jakiej niby kurwa racji. Zapracowalem na niego i wszystko kupilem sam. Od mamy uslyszalem ze jego ponoc boli to ze nie zapytam sie czy w czyms pomoc, cos zrobic mimo tego ze on kiedys mowil ze jak ma sie jakis problem czy cos to od tego jest buzia zeby mowic. Hipokryta. Jak sie czegos chce, pomocy czy cokolwiek innego to sie raczej idzie do tej osoby i sie pyta np. czy pomoze mi wysprzatac garaz a nie czeka az nagle ta osoba zamieni sie w jasnowidza i przyjdzie sama sie zapytac.
Macie jakiś pomysł rozwiązania tego konfilktu?