tunia78
25.05.07, 09:37
Witam Panią, może zacznę od przedstawienia mojej sytuacji rodzinnej-mam 30 lat
i dwoje dzieci ( 1 i 3.3 latka) i męża zagranicą-mąż wyjechał z dwóch powodów
pierwszy aby spłacić długi a drugi powód to ucieczka przed problemami życia
codziennego. Chłopców widuje rzadko, właściwie raz na 2-3 miesiące ale ma z
nimi kontakt internetowy ( skype) –chociaż wątpię żeby 3-latek mógł zrozumieć
że tata to nie fikcyjna postać z komputera. Ja natomiast mimo, iż nasze
małżeństwo jest już w zasadzie zakończone ( oboje tak postanowiliśmy) mam
„chopla” na punkcie obecności ojca dzieci w ich życiu. Codziennie , po kilka
razy przypominam synom że tata ich kocha, noszę jego zdjęcie w portfelu aby
dzieci mogły patrzeć na niego, nawet jak robie kanapki to zawsze dodaje-tatuś
też robi takie pyszne kanapeczki itd…ale ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy
należy tak ciągle i bezustannie przypominać o tacie, który jest tak
sporadycznie. Czy nie lepiej nic nie mówić aby ( zwłaszcza starszy synek) nie
przypominać ciągle o tacie??? Co jest lepsze dla psychiki dziecka?? Dodam
tylko,że absolutnie nie wątpię w bezgraniczną miłość ojca do dzieci , ale co z
tego skoro dzieli ich tysiące kilometrów..