20.06.07, 15:57
Witam
Po pierwsze chciałam powiedzieć, ze niezmiernie się ciesze, że znalazłam to
forum. Nikt z moich znajomych nie wie jak to jest zostać samemu, mam
nadzieję, że tutaj odnajde bratnie dusze.
A teraz do sedna:
Zastanawia mnie kiedy "pozbyliscie się" z szafy rzeczy zmarłych bliskich.
Mineło dwa miesiące od śmierci męza a ja nadal mam wszystko w szafie. Wiem,
że muszę je stamtąd wyjąć, oddać komuś..ale jeszcze nie potrafię...

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • agama30 Re: Ubrania 20.06.07, 16:42
      30 czerwca minie 3 lata od śmierci Sławka, a Jego ubrania wiszą i leżą nadal na
      półkach. w łazience na półkach stoją Jego perfumy, krem do golenia, a w
      szufladach przybory toaletowe. Mimo, że kupiłam nowe mieszkanie, to przeniosłam
      do niego każdy drobiazg należący do Sławka. Nie wiem czy kiedyś pozbędę się
      Jego rzeczy, nie jestem na to gotowa. Nic na siłę. Aga
      • aniawdowa Re: Ubrania 20.06.07, 17:30
        U mnie mija rok i 3 miesiace przez pierwsze pół roku nic nie ruszałam w
        przedpokoju stały Pawła buty szczoteczka na miejscu wszystkie kosmetyki ubrania
        wszystko było jak zawsze. Potem przeprowadzałam sie do nowego domu wszystkie
        Pawła ubrania spakowałam w dużą walizke i tak mam je schowane nikomu ich nie
        wydam nie wyobrazam sobie zeby ktoś inny mógł nosic te ubrania. Zostawie je byc
        moze kiedys nasz synek bedzie chciał cos z tego zabrać. W nowym mieszkaniu w
        łazience nadal mam Pawła perfumy i kilka jego rzeczy. I co nie zostało ruszone
        to jego szuflada z narzedziami pod telewizorem podczas przeprowadzki wszystkie
        półki były puste tylko nie ta. Ta do dzis jest tak jak zostawił Paweł. I chce
        zeby tak zostało.
        Mysle ze u kazdego z nas inaczej przychodzi moment aby sprzatnac rzeczy
        ukochanego(ej) moze tez byc tak ze bardzo długo wszystko zostaje po staremu.
        Mysle ze gdyby nie moja przeprowadzka to nadal wszystkie Pawła rzeczy były tak
        jak je pozostawił.
        Pozdrawiam
        Ania
        • zeng Re: Ubrania 20.06.07, 18:36
          8 miesięcy i nic się nie zmieniło, ubrania w szafie, kapcie na miejscu, nawet
          perfumy w łazience stoją. W końcu to tak samo jej jak moje mieszkanie, ja to
          odczuwam tak, że jakbym to powyrzucał to jakbym ją wyrzucił... a przynajmniej
          pamięć i należne jej miejsce w naszym domu. Może kiedyś zmienię to podejście,
          na razie jest takie.

          Za to pewna nowość, pewnie wszystkich dłuższych tu stażem zdziwi... kiedy jest
          powyżej 30 stopni to nie chodzę ubrany na czarno, nawet już mi się zdarzyło
          zupełnie jasno być ubrany... i jakoś to przeżyłem... nawet bez większych
          wyrzutów.

          Pozdrawiam,
          Daniel
      • nella77 Re: Ubrania 20.06.07, 20:02
        mój mąż tez miał na imię Sławek...
    • dryfujacabezcelu Re: Ubrania 20.06.07, 20:59
      Ja po trzech miesiacach robiłam remont Naszej sypialni.. siłą rzeczy musiałam
      wszystko poprzewieszać... choć nie robiłam tego osobiście, bo nie potrzfiłam,
      zrobiła to moja mama... teraz wszystko wisi w szafie na strychu razem z moimi
      kolorowymi rzeczami.. chciałam je przewiesić spowrotem ale się nad tym
      zastanawiam, czy to zrobić.... na zawsze będzie obok mnie ale może łatwiej mi
      będzie jeśli rzeczy nie będą w sypialni? Na razie tego nie robię ze względu na
      to, że nie wolno mi się stresować, bo to bardzo źle wpływa na ciążę, a przecież
      nie mogę sobie pozwolić żeby coś stało się małej - mam tylko ją.... jeden
      sweter jest w naszym łóżku na poduszce obok... inne rzeczy tkie jak kosmetyki,
      buty, szczoteczka do zębów - wszystko na swoim miejscu... czasem zdarza mi się
      umyć Jego żelem pod prysznic - żeby choćtak poczuć Jego bliskość..............

      Co do ubrań Danielu, to wcale nie jest dziwne... ja też nie zakładam całych
      czarnych rzeczy, zawsze mam jakieś dodatek biały - w ten upał w ciąży nie
      wytrzymałabym cała na czarno, raz tak wyszłam z domu i mało co nie zemdlałam...
      musieli mi ludzie pomagać trzymać się w pionie.... a poza tym ważne co w sercu
      nie na zewnątrz... a ból z serca nie minie chyba nigdy
      • aneri59 Re: Ubrania 20.06.07, 21:36
        Minęły dwa miesiące, a wszystkie rzeczy męża leżą na swoich miejscach,
        tak jakgdyby mąż dopiero co wyszedł. Nie potrafię niczego ruszyć,
        a myśl żeby komuś oddać jego ubrania nie mieści mi się w głowie.
        Nie wyobrażam sobie żebym kogoś zobaczyła w jego ubraniach.
        W łazience na półkach stoją jego kosmetyki.
        Wiem, że do tego żeby jego rzeczy usunąć potrzeba dużo czasu.
        Wiem jak było po śmierci rodziców. Jest to bardzo trudna i indywidualna sprawa.
        Sama zakładam zawsze coś czarnego np. spodnie czy spódnicę , ale góra już jaśniejsza, po prostu potrzebuje tego moja psychika i nie chcę już na siebie zwracać uwagę bo żałoba to sprawa w moim sercu,a nie obcych ludzi.
    • inseg Re: Ubrania 21.06.07, 03:18
      Wyciągnęłam wszystko z szafy wyniosłam na sad. Tam długo siedziałam
      układając rzeczy w jeden stos.
      Potem odcięłam swój warkocz i ułożyłam na stosie.
      Ogień trawił materię która ulatywa w niebo razem z moimi listami. Nikt
      nie będzie chodził w tych rzeczach....
      On przychodzi we snach, a ja piszę listy i oddaje je niebu . Tak pisujemy
      do siebie. Musi chyba je czytać, skoro bez zapowiedzi przybiega o świcie
      gdy sen jeszcze mam w powiekach ...
      • zeng Re: Ubrania 21.06.07, 07:40
        zazdroszczę Ci tych spotkań...
    • magdatysz Re: Ubrania 21.06.07, 18:08
      Ja przez dłuższy czas nic nie ruszłam - nie mogłam - oprócz szczoteczki do
      zębów którą wyrzuciłam niemal natychmiast. Po jakims czasie zaczełam "wydawać"
      pewne rzeczy - głównie ubrania - częśc ma mój brat, część teść. Cześć ubrań
      nadal wisi w szafie i leży na półce, mimo że tyle czasu upłynęło a w części
      chodzę ja (np. stary polar w którym Rafał przeszedł niejeden górski szlak).
      Znaczną cześć ubrań spakowałam i oddałam do PCK - wolę żeby ktoś to nosił,
      używał, żeby komuś służyły, komuś kto może nie ma w co się ubrać. Rafał zawsze
      wszystkim służył swoja pomocą więc czemu jego rzeczy miałyby leżeć nieużywane
      lub zostać spalone? Myslę ze mu nie przeszkadza że ktoś je używa. A w szafie
      został m.in. smoking w którym Rafał brał ślub, mundur harcerski, meksykańskie
      ponczo i kilka rzeczy które może kidyś założy Łukasz...
      • ivonekk Re: Ubrania 21.06.07, 23:25
        wszystko na swoim miejscu: buty w przedpokoju, kurtki na wieszaku, rzeczy w
        szafach, bielizna w szufladzie. A to juz 4 okropne miesiące....Oczywiście
        perfumy, szczoteczka i maszynka do golenia tez na swoim miejscu. Chciałam jej
        kiedyś użyć (maszynki), ale nie zrobiłam tego, dlatego że jest tam jeszcze Jego
        zarost.....W dzień wypadku tylko posprzątałam Jego szuflady. Dość długo nie
        mogłam sie zdobyć na wypranie Jego rzeczy, które były w koszu z brudną
        bielizną.... do dzisiaj mam koszulkę, którą miał ubraną dzień
        wcześniej...wyciągam ja rzadko... żeby powąchać i się wtulić... rzadko, żeby
        zapach nie wywietrzał...dbam o to...a podczas prania pościeli, w której jeszcze
        ze mną spał-serce mi się krajało...ja nie chce tego wszystkiego przeżywac.ja
        chcę, żeby wrócilo moje poprzednie życie...dlaczego???????......
        • zeng Re: Ubrania 22.06.07, 06:40
          jak to dlaczego... bo było najlepsze z możliwych. Wymarzone. Zaplanowane.
          Osiągnięte. Twoje. To teraz jest takie obce...
    • hope13 Re: Ubrania 22.06.07, 09:27
      Po 1.5 roku od śmierci męża zaczęłam usuwać jego rzeczy. Sporą część ubrań
      oddałam jego bratu - żona brata jest osobą bardzo dbającą i szanującą ubrania -
      to było dla mnie ważne, ponieważ Rafał miał piękne rzeczy i ja o nie bardzo
      dbałam. Ubrania trochę bardziej znoszone wysłałam do dalszej rodziny. Część
      rzeczy oddałam do PCK. Kilka koszul teściowa przerobiła mi na fajne bluzki.
      Kilka ulubionych zostawiłam sobie na pamiątkę. Przybory toaletowe, komputer, i
      inne schowałam głęboko do szaf. Przychodzi taki moment, że jest się gotowym
      na "pozbycie się" rzeczy po zmarłym. Mi to bardzo pomogło. Nie warto robić ze
      swojego domu muzeum czy sanktuarium, bo to tylko potęguje ból.
      • zeng Re: Ubrania 22.06.07, 12:43
        masz racje hope, to potęguje ból. nawet świadomie chyba czasem już tylko
        dlatego zostawiamy te rzeczy, patrzymy je nadal, wąchamy, przytulamy, żeby
        potęgować swój ból. Ale czy ten ból jest zły, czy go nie chcemy ? Ja nadal
        czasami chcę.
        • hendik Re: Ubrania 02.07.07, 18:37
          U mnie minęło 8 miesięcy ( no minie za 3 dni) wszystko leży jak Paweł zostawił.
          Wyjątek to jego ubrania które trzymał na krześle - kupiłam w Ikea takie pudełko
          i tam to zapakowałam. Ostatnio do tego pudełka dołożyłam Pawła buty. W
          łazience stoją jego kosmetyki. Regularnie ładuję jego komórkę. W jego szafce
          nocnej nic nie ruszam. leżą tam te cholerne leki. Mam zgryz z jego rowerem,
          jest stary , stoi na balkonie. Myślałam by dać go teściowi. Hm no ale
          generalnie zerwałam kontakt. Hm ten rower to pierwsza rzecz, którą chcę gdzieś
          wydać.
    • luccio1 Re: Ubrania 02.07.07, 21:31
      Dwa lata po śmierci Mamy wykorzystałem szansę, by zmienić i stan cywilny
      (zawarcie małżeństwa), i mieszkanie. Kilka ulic dalej od dawnego domu
      rodzinnego, więc jeśli chodzi o miasto, pozostałem w tym samym miejscu - a
      jednak nowym: przed przeprowadzką zrobiłem "czystkę" w rzeczach, a na nowym
      miejscu poustawiałem stare rzeczy w nowy sposób, po swojemu (na starym,
      cokolwiek bym zrobił, zasadniczy układ mebli pozostałby taki, jak je kiedyś,
      lata temu ustawili Rodzice).
    • luccio1 Re: Ubrania 03.08.07, 23:02
      Kiedy po śmierci Mamy i po przeprowadzce porządkowałem już na nowym miejscy
      rzeczy po Rodzicach, znalazłem stary zegarek kieszonkowy Taty, od dawna nie
      chodzący. Pomyślałem: a gdyby tak go ożywić? Zegarmistrz, do którego z nim
      poszedłem (jeden z niewielu już specjalistów od zegarków mechanicznych, jacy
      zostali w Krakowie), obejrzawszy go powiedział, że to tandeta porównywalna
      z "ruhlą": ani jednego kamienia, luzy w mechaniźmie... Mimo to zrobił go -
      starczyło tego raptem na dwa miesiące, poczym zegarek znów stanął. Więcej już
      niczego z nim nie próbowałem - po prostu odłożyłem go do pudełka i do szuflady.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka