Dodaj do ulubionych

moja historia

25.08.07, 14:01
Witam. Chciałabym prosić o radę. Może jak ktoś spojrzy na to z boku
to da mi jakąś sensowną opinię. Mam 30 lat, od 5 lat jestem
szczęśliwą żoną a od 2,5 mamą. Zaraz po ślubie zamieszkaliśmy z
moimi rodzicami. Wtedy ja, mąż i mój Tata pracowaliśmy. Mama nigdy
nie pracowała, zajmowała się domem. około 2 latemu zaczeły się
nieporozumienia w domu. W tym czasie mąż stracił pracę ( czasowo -
teraz pracuje na dużo lepszym i bardziej opłacalnym stanowisku),
tata przeszedł na emeryturę a ja urodziłam dziecko. Zaczęło się od
aluzji Taty w stronę męża że leń, że nie potrafi gwożdzia w ścianę
wbić, że stawia buty nie tak w korytarzu, że jego rodzice to ubecy.
W tym czasie okazało się że dziecko jest niepełnosprawne i aby
poprawić jego stan i dać szansę na w miarę normalne funkcjonowanie
potrzebna jest operacja. W Polsce jest 2 specjalistów od takich
operacji. Tata "załatwił" kontakt z jednym a teściowie z drugim. Z
racji tego że tamten zaproponował bliższy termin wybraliśmy
specjalistę teściów. I tym samych zasłużyliśmy sobie na "Won z
domu". Mieliśmy oszczędności na resztę wzielismy kredyt i kupiliśmy
50 metrowe mieszkanko. Ojciec z męzem się nie widuje, ja ich
odwiedzam, czasami nawet dzień dobry nie odpowie a czasami sam z
własnej inicjatywy o coś zapyta. Z małą się bawi, wozi na
rehabilitacje. Faktem jest że ma dość specyficny charakter, nie
znosi sprzeciwu i każdego kto ma inne zdanie nazywa głukiem, gnidą,
padalcem itd. Dodam tylko że nie jest jakąś jednostką patologiczną.
Całe życie zajmował kierownicze stanowiska, był uznanym
społecznikiem. problem który mnie dręczy dotyczy Mamy. Często
dochodzi między nimi do awantur typu "to ja zbudowałem ten
dom" "Ty? to mój ojciec dał na ogrzewanie i podłogi" "Tak ale
dopiero jak nalegałem"
Albo w kłotni mama mówi" Na samochód mój ojciec dał nam pieniądze a
Ty nawet nie podziękowałeś" Tata jest w tym samym stylu odpowiada.
I po każdej takiej kłotni mama mówi że wyprowadza się do mnie. że
całe życie poświęciła na wychowanie mnie, że nie pracowała, że teraz
nie będzie miała pieniędzy na życie. Póki co Ojcie daje pieniądze na
utrzymanie. Dzisiaj Mama mi powiedziała że przed wyjazdem do
samatorium na 3 tyg zostawił Jej 400 złoty a po zapłaceniu rachunków
to za mała kwota. Albo wręczając mi prezent na imieniny mówi " Masz
córciu bo kto wie czy za rok będzie mnie stać na prezent dla
ciebie". Strasznie mi Jej żal ale dopiero zaczęłam "żyć na swoim"
świetnie układa mi się z mężem Z drugiej strony czuję się winna że
nie proponuję Jej mieszkania z nami. Proszę napiszcie czy jestem
wyrodną córką? Czasami gdy gdzieś jadę z mężem np nad jezioro mam
wyrzuty sumienia że Mama siedzi w domu, że nie ma zadnych
przyjemności. Z drugiej strony kiedyś Ojciec proponował Jej wyjazd
do kołobrzegu ( 50 km) Raz była a póxniej wszem i wobec mówiła że
więcej nie pojedzie, co miała zobaczyć to zobaczyła. Marzeniem Mamy
byłoby chyba mieszkanie z nami gotowanie, pranie i sprzątanie dla
nas. A ja chcę sama się tym zajmować w swoim domu. Ona to jednak
odbiera jak atak na siebie: że już mnie nie potrzebujecie. Proszę
napiszcie co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • pi-k Re: moja historia 25.08.07, 14:30
      Twoja Mama odczuwa coś co się nazywa "puste gniazdo". Do pwenego czasu była
      potrzebna i miała dużo spraw na głowie, gotowanie, sprzątanie itp. A teraz... ma
      więcej czasu i odczuwa to jakby była niepotrzebna. Po żadnym pozorem nie pozwól
      aby pomagała Wam młodemu małżeństwu na każdym kroku, bo może przyjść taki czas,
      że będziecie chcieli wyjechać na wakacje a Rodzice będą mieli pretensje,że nie
      chcecie Ich zabrać no bo jak to tyle przecież dla Was zrobili, pomagali...etc. A
      Wy jesteście niewdzięcznicy...
      Co do konatktów Z Tatą, hm widocznie ma takie poglądy i tyle no zdarza się...nie
      wszyscy są konformistami no i nie muszą przecież nimi być... Unikaj z Rodzicami
      konfliktów, choć zdaje sobie sprawę, że niezawsze się to uda.
      Co do pomocy finansowej...przecież taka jest chyba kolej rzeczy... opieka
      rodzcielska nie kończy się na etapie dojścia do pełnoletności bądź
      usamodzielnienia... Przcież rodzice zawsze pomagają... tylko bez przesady...
      Zachowuj spokój tzw. dyploamtyczny.. Jeśli masz wątpliowści porozmawiaj z mężęm,
      powiedz, że sięmartwisz przecież jego ten problem też pewnie dotyczy, przede
      wszytskim przez wzgląd na Ciebie.
      A i jeszcze jest jeden argument, który jest mocny: Rodzice się starzeją, kto im
      jakby co pomoże jak im się coś stanie?? Skłócona i obrażona przez nich córa??
    • dalis Re: moja historia 25.08.07, 15:08
      Współczuję. Twoja mama chyba nie potrafi sobie poradzić w tej
      sytuacji. Chciałaby odejść od męża, ale przeraża ją konieczność
      usamodzielnienia się. Chce wymusić na Tobie to, co będzie dla niej
      wygodne - zamieszka z Wami i będzie czuć sie bezpiecznie. Bierze
      Cię na litość - "ja się dla ciebie poświęciłam, więc teraz powinnaś
      mi się odwdzięczyć". Co będzie z Twoim małżeństwem, gdy u Was
      zamieszka? Nie daj się w to wmanewrować. Pomóż jej albo ułożyć
      poprawnie kontakty z mężem albo pomóż jej się usamodzielnić. Twoja
      mama nie wymaga chyba opieki innych osób. Czujesz się winna, że nie
      proponujesz mamie wspólnego zamiszkania, bo ona u Ciebie celowo
      wzbudziła to poczucie winy.
    • jakataka4 Re: moja historia 25.08.07, 15:52
      Albo w kłotni mama mówi" Na samochód mój ojciec dał nam pieniądze a
      > Ty nawet nie podziękowałeś" Tata jest w tym samym stylu odpowiada.
      > I po każdej takiej kłotni mama mówi że wyprowadza się do mnie. że
      > całe życie poświęciła na wychowanie mnie, że nie pracowała, że
      teraz
      tak to juz jest kiedy "doroslym" lecz nie dojrzalym dzieciom kupuje
      sie :domy,ssamochody,wakacje a te tego nie moga docenic bo im sie
      wydaje ze to sie po prostu nalezy!

      wniosek:zle wychowanie-przyzwyczajanie do wiecznego"dawania"
      dziecko-zle roszczenia wobec rodzica.
      to tyle..
      • jakataka4 Re: moja historia 25.08.07, 15:55
        a co do matki-typ wiecznie niezadowolony,(przyklad z wakacjami z
        Kolobrzegu)zyjacy zyciem innych ludzi,pewnie ma "maskowana" depresje!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: moja historia 26.08.07, 00:38
      Zachęcam Panią do przeczytania mojej odpowiedzi do wątku pt" ja,
      mąż, nasi rodzice" szczególnie w pkt 2 tej odpowiedzi.
      Poza tym proszę zostawić małżeństwo rodziców w spokoju. To są
      dorośli ludzie. Przeżyli ze sobą wele lat i sami ( i mama i tata w
      równym stopniu) stworzyli kulturę tego związku. Skoro przetrwał tak
      długo, to znaczy, że coś ich trzyma razem i to nie jest wyłącznie
      zależność finansowa. Nie warto nawet zgadywać na czym polega ta
      więź, ale trwa. Mama, jak jej będzie naprawdę źle, to znajdzie
      sposób na taką sytuację. To jest dorosła osoba i sama odopowiada za
      siebie. Nie Pani jest od tego aby zajmować się rodzicami i ich
      wzwnętrznymi konfliktami. Chyba, że istnieje bezpośrednie zagrożenie
      życia czy zdrowia kokokolwiek, ale o niczym takim Pani nie pisze.
      Proszę pielęgnować swoje małżeństwo, uważa na swoje granice w
      relacji z mamą i tyle. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • tubisa Re: moja historia 26.08.07, 08:40
      Bardzo dziękuję za odpowiedź. Nie wiem na czym to polega ale teraz
      wszystko wydaje mi sie prostrze.Mam skupić sie na mężu i dziecku.
      Do jakataka - nie wiem czy dobrze mnie zrozumiałaś. Te zdania o
      pomocy finansowej dotyczyły moich rodziców i dziadków z obojga
      stron. To moi dziadkowie dali rodzicom to czy tamto a teraz po 30
      latach oni wciąż do tego wracają. Ja w chwieli wyprowadzki mogłam
      zabrać tylko to co w całości kupiłam za swoje pieniądze. Prezenty od
      nich, prezenty ślubne i wszystkie przedmioty z czasów panieńskich
      musiały zostać. Ale tutaj się zgadzam - nie zapracowałam na to.
      • 0ttolina Re: moja historia 27.08.07, 15:19
        tubisa napisała:


        > Prezenty od nich, prezenty ślubne i wszystkie przedmioty z czasów
        > panieńskich
        > musiały zostać. Ale tutaj się zgadzam - nie zapracowałam na to.


        Kompletne nieporozumienie. Prezenty naleza do ciebie. Prezentow w cywilizowanym
        swiecie sie nie odbiera.
        • luka76 Re: moja historia 27.08.07, 15:50
          Droga Tubisa - mysle ze nie jestes odosobniona i wiele corek ma podobne do
          Ciebie relacje ze swoimi matkami. Jest takie powiedzenie "nie badzmy matkami
          wlasnych matek". Nasze mamusie / niektorych z nas/ bardzo lubia wzbudzac
          poczucie winy , czestokroc robia to nieswiadomie / mam taka nadzieje/. Przez
          lata uzalezniaja sie od "panow i wladcow", nie pracuja, nie zadbaja o "swoja"
          starosc a potem maja pretensje ze maz odchodzi do innej albo ze przestal dawac
          na zycie . Wielokroc wtedy chca znalezdz "schronienie" u wlasnych dzieci - co
          zreszta niektorym sie udaje - ale czesto tez to poczatek konca ,malzenstwa ich
          dzieci.Moim zdaniem - a wiem ze mame kochasz- powinnas postawic granice i
          porozmawiac z mama, delikatnie acz stanowczo wytllumaczyc jej , iz nie jest
          mozliwe mieszkanie pod wspolnym dachem ani z nia ani z rodzicami meza / tak dla
          rownowagi mozesz to powiedziec/ Zycze wszystkiego najleszego i nie daj sie.
          Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka