sabkab
06.09.07, 12:57
Witam, jesteśmy normalnym małżeństwem, mamy lepsze i gorsze dni ale
kochamy się, ponadto mamy dwoje dzieci w wieku przedszkolnym.
Mąż dużo pracuje i często wyjeżdźa, również na wyjazdy zagraniczne.
W sierpniu poinformował mnie, że firma zamierza otworzyć oddział w
obcym kraju i wyjadą w delegację na rekonesans. Przyjełam to
normalnie, każdy ma jakies obowiązki w pracy.
Zresztą staramy się być dla siebie partnerami, wychodzimy razem ale
też osobno, mamy wspólnych znajomych ale nie tylko. Odkąd urodziły
się dzieci częściej on gdzieś wychodzi bo wiadomo, ktoś musi zostać
z dziećmi. Niby mogłyby zostać z babcią , ale moja mama niedawno
owdowiała, natomiast nie lubię kiedy teściowa zajmuje się dziećmi,
ze względów osobistych. Nie mam nic do spospbu zajmowania się
wnukami.To jako dopowiedzenie do ogólnej sytuacji.
Mąz od jakiegoś czasu wspomina o wyjeździe wspólnym, ja oczywiście
zgadzam się ale na max.4 dni, ale nie zamierzam angażować się w
zorganizowanie takiego wyjazdu, bo mąż był kilkakrotnie
niezadowolony kiedy ja organizowałam, zawsze coś było nie tak. W
związku z tym czekam aż on coś znajdzie, ale brak reakcji.
I właśnie wczoraj dowiedziałam się, że mąż nie jedzie w delegację,
ale na wyjazd wypoczynkowy na ponad tydzień z kolegami. Nie potrafię
opisac jak się poczułam. Przykrość, żal, wsciekłość....
Mąz tłumaczy, że nie chciał mi robić przykrości, ale ja tego nie
rozumiem , jak on mógł mnie tak okłamać...
Rozumiem, że chce pojechać, chcociaz pewnie jak by mi powiedział ,
to nie byłabym szczęśliwa, ale tak ukryć prawdę..
Tłumaczy to w ten sposób, że on chciał pojechać ze mną ale ja nie
chcę zostawiac dzieci, czyli wina jest moja, że on jedzie a ja mam
mu dać przyzwolenie.
Co o tym wszytskim myśleć? Mam mętlik w głowie, jest mi źle.
Podpowiedzcie, proszę o radę jak się zachować