asiamars
13.09.07, 21:10
Odwiedziła mnie kuzynka męża, opowiedziała mi jakie słuchy chodzą po rodzinie na temat Marcina. Na wieść, że wszyscy obwiniają, go o to, że jeździł motocyklem byłm gotowa, jednak dowiedziałam się większych rewelacji. Rodzina męża uważa, że wcale mi nie żal po Jego śmierci. Na jakiej podstawie wygadują o mnie takie bzdury? Za dobrze sobie radzę? Bo nie płaczę przy ludziach? Bo zajmuję się dziećmi? Bo jednak buduję dom? A może dlatego, że nie chodzę ubrana na czarno? A może dlatego, że nie chodzę na msze za Niego - jestem ateistką nie potrafiątego uszanować. Jakim prawem tak mnie osądzają? Robię wszystko tak, żeby dzieci nie cierpiały i żeby jakoś to wszystko przeżyć, robię tak jak On by chciał. I jak mnie ludzie widzą? To tak jakby opowiadali, że Go nie kochałam. Brak mi słów, żeby opisać jaka jestem wścekła i zraniona. To co? Powinnam usiąść i się załamać, żeby wszyscy widzieli jak bardzo cierpię. Nikt nie wie jak bardzo przeżyłam stratę ukochanego męża, przyjaciela, kochanka...