Dodaj do ulubionych

Mezczyzna, ktory nie chce dzieci?

25.10.07, 18:18
Do niedawna bylam w paroletnim zwiazku ze znacznie starszym ode mnie facetem,
ktory zdecydowanie nie chce miec dzieci. Ja jestem mloda kobieta, chce przezyc
uroki macierzynstwa, i, mowiac szczerze, chcialam miec dziecko wlasnie z nim,
z mezczyzna, ktorego kocham. On chcial slubu, wspolnego zycia ale bez dzieci.
Dlugo myslalam, analizowalam swoje potrzeby, emocje, ale nigdy nie potrafilam
sie pogodzic z wizja braku potomstwa. W koncu postanowilismy sie rozstac,
chociaz do konca zadne z nas tego nie chcialo. Powodem byl brak porozumienia w
tej jednej kwestii. Nie brak milosci, ale niemoznosc wspolnego patrzenia w
przyszlosc. Nie potrafie sobie przetlumaczyc dlaczego mezczyzna potrafi
zrezygnowac z kobiety, ktora kocha, z ktora chce spedzic cale zycie, a nie
potrafi zyc z dzieckiem z tego zwiazku? Skad ta bezwzglednosc? Czy powinnam
dla zwiazku zrezygnowac z glebokiej potrzeby posiadania w przyszlosci dziecka?
Czy jakakolwiek osoba moglaby spokojnie podjac taka decyzje: zwiazek lub
dziecko? Dla mnie obie te kwestie wydaja sie byc rownie wazne...
Obserwuj wątek
    • hajba Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 18:30
      ja tez nie chce dzieci ani moj maz,jestesmy mlodzi,po szkolach,to ze
      nie chcemy nie czyni nas gorszymi(jak wiekszosc spoleczenstwa
      mysli),to wielka bzdura,jakis zabobon....moza zyc nie majac
      dzieci,nie rezygnujac ze swoich marzen!wartosci czlowieka nie
      oblicza sie wedlug liczby posiadanych dzieci!duzo kobiet decyduje
      sie na dziecko aby zatrzymac(z litosci chyba meza,faceta)przy
      sobie,to jest chore,albo przelewaja cala swoja milosc na dziecko,bo
      maz pije,bo zdradza...
      • miacasa Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 19:25
        Hajba, no i chwała Wam za to, przynajmniej nie przekażecie swoich "wartości"
        następnemu pokoleniu :) to już coś, może teściowa jednak nie myliła się w ocenie
      • gooochab Hajba 25.10.07, 19:28
        Hajba, przeczytaj swoją wypowiedź zanim ją wyślesz zawsze, czy aby napewno jest
        na temat.

        "moza zyc nie majac
        > dzieci,nie rezygnujac ze swoich marzen!"

        "duzo kobiet decyduje
        > sie na dziecko aby zatrzymac(z litosci chyba meza,faceta)przy
        > sobie,to jest chore,albo przelewaja cala swoja milosc na dziecko,bo
        > maz pije,bo zdradza..."

        Te oba urywki Twoich wypowiedzi w ogóle tu nie pasują, to nie na temat, nie
        widzisz tego?
        • creme_de_la_creme Re: Hajba 25.10.07, 19:52
          Racja! To nie ten temat:-)

          Potrzebuje Waszej pomocy w zrozumieniu trudnej dla mnie sytuacji. Nie chce
          nikogo oceniac, udowadniac wyzszosci moich pogladow nad innymi, nie chce tez,
          zeby oceniano mnie.
    • brak.polskich.liter Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 19:21
      Wolalabys, gdyby facet Cie zwodzil, unikal tematu, mamil obietnicami bez
      pokrycia, albo gral w "moze za pare lat/jak kupimy wieksze mieszkanie/obronie
      habilitacje/dostane lepsza prace/etc"? Fajnie, ze zagral w otwarte karty, szacunek.

      > Nie potrafie sobie przetlumaczyc dlaczego mezczyzna potrafi
      > zrezygnowac z kobiety, ktora kocha, z ktora chce spedzic cale zycie, a nie
      > potrafi zyc z dzieckiem z tego zwiazku?

      Poniewaz kategorycznie nie chce miec dzieci, proste. Pytanie mozna odwrocic:
      dlaczego Ty potrafisz zrezygnowac z mezczyzny, ktorego kochasz, a nie potrafisz
      pogodzic sie z wizja braku potomstwa? Bo posiadanie potomstwa jest dal Ciebie
      czyms waznym, prawda? To teraz odwroc sytuacje. Przypuszczalnie dla Twojego eks
      nie posiadanie potomstwa jest rowniez bardzo wazne. To tak trudno zrozumiec?

      Coz, czasem kompromis nie jest mozliwy. Zwyczajnie. Nie da sie miec dziecka
      tylko czesciowo, byc w ciazy tylko troche, po roku zmienic zdanie. Ty jestes
      pewna, ze chcesz miec dzieci (i dobrze), on jest pewien, ze dzieci miec nie chce
      (tez dobrze). Przykra sprawa, ale obawiam sie, ze tych dwoch wizji zycia nie da
      sie pogodzic.



      • creme_de_la_creme Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 19:49
        Obawiam sie, ze o tym wiem... Tych dwoch wizji nie da sie pogodzic... Z tym, ze
        ja od samego poczatku mowilam o tym, iz kiedys chcialabym miec dzieci, on
        zapewnial, ze nie spotkal jeszcze takiej kobiety, z ktora chcialby je miec, ze
        jestem jedyna i obiecywal, ze zrobi wszystko co w ludzkiej mocy, zebysmy mogli
        je miec. Niedawno oswiecil mnie slowami, ze uczucia mu sie zmienily i
        zdecydowanie nie chce dzieci. Chce mnie, mloda dziewczyne przepelniona hormonami
        i potrzeba (zarowno biologiczna, jak i psychiczna) posiadania potomstwa, ale nie
        widzi w swojej przyszlosci dzieci. "Dzieci sa drogie, glosne i smierdza".

        Racja, ja tez nie potrafie zrezygnowac z potrzeby posiadania dziecka dla tego
        zwiazku. Jestem egoistka? Oszukac biologie, oszukac swoje marzenia? Jesli nie
        moge zaspokoic swoich potrzeb w zwiazku, to gdzie to zrobie? I kto to zrobi,
        jesli nie on lub ja sama? Czuje sie przez niego bardzo oszukana. Nie potrafie
        zrozumiec mentalnosci czlowieka, ktory moze byc szczesliwy u boku z ukochana
        kobieta (i wice wersa), ale tylko na jego warunkach. Oboje tracimy PRZYJAZN,
        MILOSC.

        Mezczyzni walcza ze swoimi hormonami, popedami, kobiety ze swoimi. Dlaczego
        oceniac, ktore z nich sa dobre, ktore zle?

        To bardzo mnie boli:-(
        • brak.polskich.liter Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 20:47
          Biologii nie oszukasz. I bardzo dobrze, ze nie starasz sie tlumic w sobie checi
          posiadania dzieci, skoro ona juz sie pojawila. Chec posiadania potomstwa nie
          powinna generowac poczucia winy - normalne, ze chcesz miec dzieci, tak, jak
          normalne jest, ze twoj eks ich miec nie chce. Po prostu bywa i tak, i tak.
          Zrozumiale, ze czujesz sie rozgoryczona i zawiedziona, ale twierdzenie, ze on
          Cie oszukal, jest deko nie na miejscu. Facet zachowal sie bardzo w porzadku,
          lojalnie i uczciwie Cie informujac o tym, ze dzieci posiadac nie zamierza i ze
          kompromis w tej kwestii nie jest mozliwy.
          Coz, czasem bywa tak, ze drogi kochajacych sie ludzi sie - z roznych powodow -
          rozchodza. Nie wyszlo Wam i tyle. Przykre, ale zdarza sie.
          Odplacz, odzaluj i postaraj sie uporac sie z poczuciem straty. A potem zyj
          dalej. Fajnych i wartosciowych mezczyzn, ktorzy chcieliby miec dzieci, jest
          calkiem sporo. Jest spora szansa, ze spotkasz takiego, ktorego z wzajemnoscia
          pokochasz i z ktorym w kwestii posiadania potomstwa (i tysiaca innych) bedziecie
          zgodni. Czego szczerze zycze,

          bpl
    • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 20:06
      Nie wiem co Ci na to powiedzieć. Może posłuchaj jak było ze mną. Ja w pewnym
      czasie przestałam chcieć mieć dziecko. Oczywiście w rozmowach z mężem chcieliśmy
      oboje, ale "kiedyś"- wiesz co to znaczy... No i my też mieszkaliśmy ze sobą już
      parę ładnych lat. Ja byłam strasznie zadowolona z faktu nie posiadania
      potomstwa- brak obowiązków, totalny luz, praca, kasa, zawsze można iść na fajną
      imprezkę, kupić sobie coś fajnego. Decyzja o dziecku zaczęła wydawać mi się
      strasznie odległa, nagle zdałam sobie sprawę, że ja nawet nie lubię dzieci!
      Powiem Ci tyle, że gdybym nie zaszła w ciążę (trochę przez przypadek- jeśli
      można tak to nazwać), to chyba nigdy nie zdecydowałabym się na nie nigdy. Brak
      dziecka był dla mnie strasznie wygodny, jak dowiedziałam się o ciąży, byłam
      przerażona. W sumie do dziś jestem, jeszcze jestem w ciąży.
      Rozumiem Twojego mężczyznę, bo sama właściwie nie chciałam chyba mieć dziecka-
      są przecież okropne. Teraz już chyba przyzwyczaiłam się do tej myśli, ale nie do
      końca. Nadal się boję tego dziecka, chociaż już je chyba pokochałam.
      • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 20:12
        gooochab napisała:

        > jak dowiedziałam się o ciąży, byłam przerażona. [...] sama
        > właściwie nie chciałam chyba mieć dziecka- są przecież okropne.
        > [...] Nadal się boję tego dziecka

        To smutne. Pomyśl o tym, że Twoje dziecko czuje Twój lęk i niechęć
        do niego. A co będzie czuło, kiedy się wreszcie urodzi?
        • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 20:37
          Nie przesadzajmy, nie można szału hormonów początków ciąży traktować w takich
          kategoriach, takie dziecko nie czuje i nie rozumie tego. A mój lęk jest
          całkowicie naturalny. Nadal się boję, ale dobrze wiem czego- odpowiedzialności
          przede wszystkim, bo odpowiedzialna nigdy nie musiałam być- jedynie za siebie.
          To chyba lepsze podejście, niż totalna beztroska???
          Zauważ, że nie napisałam, że nadal go nie chcę- wiele się zmieniło. W trakcie
          ciąży strasznie przesuwa się horyzont- zarówno u mojego męża jak i u mnie. Nie
          jestem do końca dojrzała do macierzyństwa i boję się tego dziecka. Nie wstydzę
          się tego powiedzieć.

          Ale proszę nie traktujmy dziecka, które jeszcze się nie urodziło jak dorosłego
          człowieka. Nie panikujmy, ono nic takiego nie czuje, dobrze o tym wiesz. Nie mów
          mi, że mój lęk Cię smuci, bo mnie smuci beztroska gó..arzy, którzy robią sobie
          dzieci i porzucają je, albo maltretują - to jest smutne.


          Tak właściwie to chciałam pokazać tylko co czuje osoba, która nie chce dzieci-
          tylko po to napisałam. Tak czułam kiedyś.

          I jeszcze raz- nie krytykujcie mojej postawy, bo wszystko, co napisałam powyżej
          jest napisane W CZASIE PRZESZłYM!!!
          • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 21:07
            gooochab napisała:

            > Ale proszę nie traktujmy dziecka, które jeszcze się nie urodziło
            > jak dorosłego człowieka. Nie panikujmy, ono nic takiego nie czuje,
            > dobrze o tym wiesz

            "Dobrze o tym wiem", że jest inaczej. Być może warto się dowiedzieć
            trochę więcej na temat tego, co czuje a czego "nie czuje" dziecko w
            Twoim brzuchu? Może warto poważnie zająć się problemem Twojego lęku
            przed dzieckiem zanim ono się urodzi? Co się stanie z tym lękiem w
            momencie, gdy dziecko się urodzi? Jak ten lęk wpłynie później na
            Twój stosunek do noworodka?
            • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 21:23
              Nie, nie potrzebuję psychologa. To, co czuję jest normalne, każda dziewczyna w
              ciąży ma takie wahania. Jedna mniejsze, druga większe, nie demonizujmy. Nie
              zabiję go w napadzie szału, bądź depresji poporodowej.

              A dziecko może czuć mój lęk, czy niepokój, ale napewno nie rozumie go w takich
              kategoriach jak my. Nie przejmuj się, nie zostanie mu potem uraz do końca życia,
              nie będzie miał problemów z zawarciem związków czy przyjaźni.
              Właściwie to nie bardzo wiem o co Ci chodzi
              • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 21:34
                gooochab napisała:

                > Nie, nie potrzebuję psychologa.

                A w którym miejscu pisałam cokolwiek o psychologu?

                > A dziecko może czuć mój lęk, czy niepokój, ale napewno nie rozumie
                > go w takich kategoriach jak my.

                Deprecjonujesz rolę uczuć. Już umniejszasz dziecko (i to co może i
                czego nie może czuć i "rozumieć"), które się jeszcze nie urodziło.
                Jak chcesz szanować wszystkie uczucia tego dziecka, kiedy się urodzi?

                > nie zostanie mu potem uraz do końca życia
                mylisz się. I to bardzo.
                • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 21:43
                  Ja nie siedzę w miejscu sparaliżowana strachem- to mogłoby zaszkodzić dziecku.
                  Mój lęk ma bardziej konstruktywny charakter, raczej rozwiązuję pewne dylematy z
                  nim związane, czytam, dowiaduję się, uczę się, przygotowuję się- zarówno
                  fizycznie jak i finansowo czynię pewne kroki, by móc potem bez żadnych przeszkód
                  zająć się nim. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że to skrzywdzi moje dziecko do
                  końca życia? Ja raczej powiedziałabym, że mogłoby zostać skrzywdzone, gdybym
                  tego nie robiła.
                  • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 23:49
                    gooochab napisała:

                    > przygotowuję się- zarówno fizycznie jak i finansowo czynię pewne
                    > kroki

                    A psychicznie, emocjonalnie? Wszystko pięknie, ale pominęłaś ten
                    ważny aspekt przygotowania się do rodzicielstwa.

                    A ponieważ czytasz, rozwijasz się, masz otwarty umysł, to polecam
                    sięgnąć po książki Alice Miller ("Dramat udanego dziecka", "Bunt
                    ciała", "Zniewolone dzieciństwo", etc.). Napisałaś, że nie wiesz, o
                    co mi chodzi. Przeczytaj chociaż jedną pozycję Miller - zrozumiesz!
                • creme_de_la_creme Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 10:04
                  Arwen8, nie chce urazic Twoich uczuc, ale bardzo nieprzyjemnie mi sie czyta, to
                  co piszesz do gooochab. Dlaczego rzucasz w nia kamieniem? Dlaczego ja oceniasz?
                  Wszyscy roznimy sie miedzy soba. I to jest dobre. Sami tez musimy przezyc SWOJE
                  zycie, nikt inny za nas tego nie zrobi. Pozwol dziewczynie samodzielnie uporac
                  sie z jej "dylematami". Mam wrazenie, ze gdyby potrzebowala Twoich porad,
                  poprosilaby o to. NIE O ZBAWIANIE SWIATA CHODZI W TYM WATKU! Jesli juz ktos sie
                  uprze i chce zbawiac, to moze lepiej zaczac od siebie samego i wlasnego ogrodka?

                  Moze masz dobre intencje, ale ton w jaki przekazujesz to, co czujesz wzgledem
                  gooochab jest, moim zdaniem, bardzo roszczeniowy.

                  Tylko szczesliwi rodzice moga wychowac szczesliwe dzieci.
                  • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 13:51
                    creme_de_la_creme napisała:

                    > bardzo nieprzyjemnie mi sie czyta, to co piszesz do gooochab.

                    Masz pełne prawo do takich lub innych odczuć. Jak również masz prawo
                    nie czytać postów adresowanych do innych Forumowiczek.

                    > Dlaczego rzucasz w nia kamieniem? Dlaczego ja oceniasz?

                    Fascynująca interpretacja! Szkoda, że nie podajesz konkretnych
                    cytatów, które wzbudziły w Tobie tak mocne uczucia. Warto się
                    zastanowić, co (w imieniu Gooochab!) odebrałaś jako "kamień", a co
                    jako "ocenę". Czy wystraszyła Ciebie myśl o tym, że dziecko może
                    mieć uczucia z którymi warto się liczyć? Czy przeraża Ciebie
                    świadomość tego jak potężna jest więź matki z dzieckiem (nawet
                    nienarodzonym)? Których z moich pytań do Gooochab wystraszyłaś się
                    najbardziej? Czy wiesz dlaczego?

                    Po raz kolejny piszesz o ocenie (poglądów, zachowań, wyborów, etc.).
                    Przeraża Ciebie już samo to słowo. Czy wiesz dlaczego? Być może
                    byłaś notorycznie od małego oceniana i umniejszana (np. przez
                    rodziców), być może zostało w Tobie nieuświadomione poczucie
                    niesprawiedliwości, być może jesteś uzależniona od opinii innych na
                    Twój temat i panicznie boisz się jakichkolwiek (również domniemanych
                    czy skierowanych pod innym adresem) przejawów krytyki? Dlatego
                    publicznie odmawiasz sobie prawa do oceny i prosisz by inni też
                    powstrzymali się od oceniania zarówno Ciebie jak i innych?
                    Jednocześnie jednak sama oceniasz (chociażby np. swojego partnera).
                    Tyle że w Twoim przypadku jest to ocenianie całkowicie nieświadome,
                    wyparte, "zakazane".

                    W odpowiedzi na Twoje pytanie mogę tylko powiedzieć, że oceniam,
                    ponieważ jest to oczywiste i naturalne prawo każdej myślącej i
                    czującej osoby. Czy z tym się zgadzasz, czy nie, ale bez
                    zastanawiania się, wartościowania i właściwego oceniania nie jest
                    możliwe podejmowanie decyzji i zdrowe funkcjonowanie. Strach przed
                    ocenianiem i byciem ocenianym pojawia się wtedy, gdy nie ma się
                    pewności co do własnych wartości, gdy jest się uzależnionym od
                    opinii innych na nasz temat, gdy zmusza się (wbrew swoim prawdziwym
                    uczuciom) do bezwzględnego, bezwarunkowanego kochania i szanowania
                    wszystkich dookoła.

                    > Pozwol dziewczynie samodzielnie uporac sie z jej "dylematami".

                    Gooochab nie ma "dylematu". Podjęła już, jak wynika z jej postów,
                    świadomą decyzję. Aczkolwiek wbrew sobie. Gooochab nie próbuje
                    uporać się z "dylematami" lecz z lękiem. Całkiem realnym,
                    obezwładniającym, przerażającym lękiem (który nie jest
                    synonimem "dylematu"). Lękiem, który również udziela się jej
                    dziecku. Negowanie lub niedostrzeganie tego związku może mieć
                    traumatyczne skutki.

                    > NIE O ZBAWIANIE SWIATA CHODZI W TYM WATKU!

                    To prawda. W tym wątku przede wszystkim chodzi o DZIECKO, a więc
                    również o jego uczucia, których zawszę będę bronić. Dlatego też
                    polecam wszystkim książki Alice Miller.

                    > Tylko szczesliwi rodzice moga wychowac szczesliwe dzieci

                    Czy teraz już rozumiesz decyzję i poglądy swojego partnera?
                    • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 15:00
                      "Podjęła już, jak wynika z jej postów,
                      > świadomą decyzję. Aczkolwiek wbrew sobie."

                      Skąd to wzięłaś, nie wiem. Nie wiem do czego to się tyczy- czy ciąży w ogóle,
                      czy decyzji o urodzeniu dziecka. Decyzji o ciąży nie podejmowałam, bo ciąża nie
                      była planowana; ale nigdy nie przeszło mi przez myśl usunąć ciążę, więc nie
                      rozumiem co zrobiłam wbrew sobie (w Twoim odczuciu).



                      "Całkiem realnym,
                      > obezwładniającym, przerażającym lękiem "

                      dobre. Pozwól, że nie skomentuję tego po raz drugi, już raz pisałam jaki
                      charakter mają moje lęki i czego sie tyczą.


                      "polecam wszystkim książki Alice Miller. "

                      Wiesz, ja nie mam ani czasu, ani ochoty na czytanie o tym, co dzieje się w mojej
                      głowie. Jestem w pełni świadoma tego, że moje życie zmienia się na zawsze, moje
                      ciało będzie teraz inne, ale nie przeszkadza mi to. W jednej z pierwszych moich
                      wypowiedzi napisałam, że uczę się i chyba już pokochałam to dziecko. To jest
                      długotrwały proces, którego nie da się rozwiązać książką, nawet Pani Miller. Nie
                      przeczę, napewno jest świetną autorką i może nawet fachowcem w dziedzinie, ale
                      taką lekturę podsuwaj dziewczętom, które naprawdę tego potrzebują. Ja radzę
                      sobie z moimi lękami, nie jest on napewno "obezwładniający, przerażający", a
                      raczej konstruktywny.

                      Wiesz, mimo wszystko nasuwa mi się takie wrażenie, kiedy czytam Twoje
                      wypowiedzi, że Ty nigdy nie byłaś w ciąży, nie przeżyłaś tego, tylko
                      przeczytałaś parę (wydaje się) mądrych, lub pseudomądrych książek i próbujesz
                      szukać problemów tam, gdzie ich nie ma.

                      I nie tłumacz nikomu o umniejszaniu dziecka, bo to nie prawda.
                      • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 16:01
                        gooochab napisała:

                        > więc nie rozumiem co zrobiłam wbrew sobie

                        Skoro dziecka mieć nie chciałaś i w ogóle nie planowałaś, to decyzja
                        o urodzeniu tego dziecka jest decyzją, którą podjęłaś wbrew sobie.
                        Teraz próbujesz się do tego przekonać, próbujesz "pokochać to
                        dziecko", racjonalizujesz i usprawiedliwiasz swoją decyzję. Ale
                        wszystko wewnątrz Ciebie krzyczy z przerażenia.

                        > Wiesz, ja nie mam ani czasu, ani ochoty na czytanie o tym, co
                        > dzieje się w mojej głowie.

                        Olbrzymi, przerażający błąd! Tak bardzo nienawidzisz siebie, że nie
                        chcesz nawet poznać, "co dzieje się w Twojej głowie". Boisz się
                        tego, co mogłabyś odkryć. Oprócz lęku prawdopodobnie masz też
                        ogromne, nieuświadomione poczucie winy.

                        Człowiek kochający i szanujący siebie zawsze łaknie wiedzy o tym, co
                        się z nim dzieje, jak funkcjonują poszczególne jego częśći, skąd się
                        biorą jego uczucia i reakcje. Niechęć do wiedzy o sobie samym
                        świadczy o niskim poczuciu własnej wartości a często też o
                        nieświadomej nienawiści do siebie. I ogromnym lęku, sięgającym
                        korzeniami dzieciństwa...

                        > i chyba już pokochałam to dziecko.

                        Tak, rozsądkiem. Ale na poziomie uczuć wszystko w Tobie się buntuje.
                        Bo nie da się wmówić sobie miłości do dziecka. Nie da się
                        tego "nauczyć", przekonać się do tego. Odrzucasz swoje prawdziwe
                        uczucia. A to "chyba" jest bardzo znaczące...

                        > taką lekturę podsuwaj dziewczętom, które naprawdę tego potrzebują.

                        Dlatego właśnie poleciłam ją Tobie. Kiedyś sama też byłaś dzieckiem.
                        Teraz planujesz urodzić swoje dziecko. Wszystko jest ze sobą
                        powiązane.

                        > nie jest on napewno "obezwładniający, przerażający", a
                        > raczej konstruktywny.

                        Czy mogłabyś przedstawić swoją definicję lęku konstruktywnego?

                        > próbujesz szukać problemów tam, gdzie ich nie ma.

                        Teraz umniejszyłaś siebie i swoje uczucia, które opisywałaś w każdym
                        wcześniejszym poście. Czy wiesz dlaczego?

                        > I nie tłumacz nikomu o umniejszaniu dziecka, bo to nie prawda.

                        Ogromnie się mylisz. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Boisz się tej
                        myśli. Być może ciąża przypomniała Ci o twoim własnym dzieciństwie?
                        Na pewno słowa o uczuciach dziecka i umniejszaniu tych uczuć
                        wywołały w Tobie niewygodne wspomnienia, inaczej nie reagowałabyś w
                        taki sposób za każdym razem, kiedy mowa jest o uczuciach dziecka i
                        umniejszaniu. Kogo chcesz chronić zaprzeczając faktom? Kogo się
                        boisz? Kto umniejszał Ciebie, kiedy byłaś małą dziewczynką? Kto
                        zabraniał Ci bać się, złościć się, być sobą? Przeciw komu tak
                        naprawdę się buntujesz? I co stało się z tą małą Gooochab
                        (Gosieńką?), którą kiedyś byłaś?

                        Odpowiedz SOBIE na te pytania.
                        • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 17:14
                          "Tak bardzo nienawidzisz siebie,"

                          Nigdy nie myślałam o sobie w ten sposób, ja siebie uwielbiam!!!




                          "Oprócz lęku prawdopodobnie masz też
                          > ogromne, nieuświadomione poczucie winy."

                          Poczucie winy? A czemu ja miałabym być winna? To nie jest dziecko zrobione
                          ukradkiem przed rodzicami, w pokoju obok!!!




                          "Czy mogłabyś przedstawić swoją definicję lęku konstruktywnego?"

                          Jasne, chociaż napisałam o konstruktywnym charakterze lęku, a nie o lęku
                          konstruktywnym. To różnica.
                          Więc po pierwsze potrzeba określić czego tak naprawdę konkretnie lęk dotyczy i
                          jakie są tego powody. Tzn. co sprawia, że boję się macierzyństwa- czy
                          doświadczenia koleżanek, czy nieumiejętność zajmowania się noworodkiem, czy inni
                          ludzie, którzy np zagrażają bezpieczeństwu, czy sam okres ciąży i porodu, czy
                          niepewność przyszłości, czy praca, bądź jej brak i można tak wyliczać...

                          Potem trzeba określić faktyczny stopień zagrożenia (np. mam pracę- napewno ją
                          stracę po ciąży, czy może mnie nie zwolnią- jakie jest prawdopodobieństwo?)

                          Kolejny krok- niwelowanie skutków ewentualnego zwolnienia- zapewnienie sobie
                          czasowego bezpieczeństwa finansowego (np. ubezpieczenie porodowe, szukanie
                          innych źródeł dochodu zawczasu)

                          W tym przypadku w ten właśnie sposób rozwiązałam ten problem i tak rozwiązuję
                          kolejne- krok po kroku- np. czytam o opiece nad niemowlęciem, o chorobach, o
                          pierwszej pomocy, o pielęgnowaniu pępka itd.
                          Doprowadzam do tego, że przestaję się bać, bo znam już problem i mu zaradziłam.
                          To mam na myśli pisząc o konstruktywnym charakterze lęku.


                          Kto
                          > zabraniał Ci bać się, złościć się, być sobą?
                          "I co stało się z tą małą Gooochab
                          > (Gosieńką?), którą kiedyś byłaś? "

                          Odkąd pamiętam byłam typem chłopczycy i buntowniczki. Nie wiem czy masz tu
                          rację, nie pamiętam, więc nie kłócę się- nie wiem.




                          Mam wrażenie, że starasz się na podstawie książek Pani Miller zinterpretować i
                          zaszeregować innych. To nie jest takie łątwe, a napewno nie wolno robić tego na
                          podstawie jednej książki. Tu trochę więcej potrzeba.


                          • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 28.10.07, 19:46
                            gooochab napisała:

                            > ja siebie uwielbiam!!!
                            ...
                            > Wiesz, ja jestem egoistką

                            Tu pozwolę sobie jedynie przytoczyć wyjątkowo trafny cytat z Ericha
                            Fromma, ku refleksji:

                            "Egoizm i miłość własna nie tylko nie są tym samym, ale są wręcz
                            przeciwstawne. Egoista kocha siebie nie za wiele, ale za mało; w
                            rzeczywistości nienawidzi siebie. Ten brak czułości i troski o
                            siebie, który jest tylko jednym z przejawów braku produktywności,
                            sprawia, że egoista czuje się pusty i zawiedziony. Nieuchronnie
                            staje się nieszczęśliwy i gorączkowo usiłuje ciągnąć z życia
                            zadowolenie, którego osiągnięcie sam sobie uniemożliwia. Wydaje się,
                            że człowiek taki zbytnio dba o siebie, w rzeczywistości jednak
                            dokonuje tylko bezowocnych prób, aby ukryć i jakoś zrekompensować
                            niepowodzenia w pielęgnacji swojego prawdziwego ja. Freud utrzymuje,
                            że egoista pełen jest samouwielbienia, jakby odwrócił swoją mitość
                            od innych i skierował ją ku własnej osobie. Prawda, że egoiści nie
                            potrafią kochać innych, ale nie potrafią też kochać siebie samych."

                            > Poczucie winy? A czemu ja miałabym być winna? To nie jest dziecko
                            > zrobione ukradkiem przed rodzicami, w pokoju obok!!!

                            Nie, nie jest. Jest to natomiast dziecko, "zrobione" (że użyję
                            Twojego określenia) wbrew własnym planom i pragnieniom, wbrew
                            sobie: "przestałam chcieć mieć dziecko", "byłam strasznie zadowolona
                            z faktu nie posiadania potomstwa", "zdałam sobie sprawę, że ja nawet
                            nie lubię dzieci", "gdybym nie zaszła w ciążę, to chyba nigdy nie
                            zdecydowałabym się na nie nigdy", "brak dziecka był dla mnie
                            strasznie wygodny", "jak dowiedziałam się o ciąży, byłam
                            przerażona", "sama właściwie nie chciałam chyba mieć dziecka- są
                            przecież okropne", "chyba przyzwyczaiłam się do tej myśli, ale nie do
                            końca", "nadal się boję tego dziecka"...

                            > kolejne- krok po kroku- np. czytam o opiece nad niemowlęciem, o
                            > chorobach, o pierwszej pomocy, o pielęgnowaniu pępka itd.

                            Dlatego właśnie odwołałam się do Twojego otwartego umysłu, zwracając
                            Twoją uwagę na bardzo ważny, aczkolwiek usilnie przez Ciebie
                            negowany, aspekt rozwoju dziecka. Chodzi oczywiście o jego uczucia.
                            Być może pielęgnacja uczuć dziecka (zaczynając już od okresu
                            prenatalnego) nie wydaje Ci się w tej chwili aż tak istotna, jak
                            pielęgnacja pępka, ale warto zwrócić na to szczególną uwagę. Warto
                            też zwrócić uwagę na to, dlaczego odwołanie się do uczuć dziecka
                            wzbudziło w Tobie tak mocną reakcję.

                            > Odkąd pamiętam byłam typem chłopczycy i buntowniczki. Nie wiem czy
                            > masz tu rację, nie pamiętam, więc nie kłócę się- nie wiem.

                            Na pewno warto się zainteresować, przypomnieć sobie, zadać sobie
                            wiele pytań i poszukać odpowiedzi. Nie, nie na forum, ale w
                            absolutnej ciszy, będąc sam na sam ze sobą.

                            > Mam wrażenie, że starasz się na podstawie książek Pani Miller
                            > zinterpretować i zaszeregować innych. To nie jest takie łątwe, a
                            > napewno nie wolno robić tego na podstawie jednej książki. Tu
                            > trochę więcej potrzeba.

                            Na podstawie tylko jednej książki jednej autorki nie
                            próbowałabym "zinterpretować i zaszeregować" nawet siebie samej, a
                            co dopiero próbować zrozumieć innych ludzi. Szkoda, że zapomniałaś o
                            takich istotnych pojęciach, jak doświadczenie (zarówno osobiste jak
                            i doświadczenie innych osób), obserwacja, refleksja, dociekliwość
                            oraz fakty.
                    • creme_de_la_creme Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 17:38
                      Droga Arwen8.
                      Tak sie sklada, ze to Ty piszesz w watku, ktory jest dla mnie wazny, ktory
                      zreszta ja zalozylam, a nie ja w Twoim. Dlatego bardzo Cie prosze o poszanowanie
                      uczuc moich, jak i innych osob, ktore swoim doswiadczeniem staraja sie pomoc mi
                      zrozumiec zaistniala sytuacje.

                      Nie bede bronic moich racji, bo nie widze sensu walki z Toba. W przeciwienstwie
                      do Ciebie, ja nikogo w tym watku nie atakuje, staram sie niczyich uczuc nie ranic.

                      Bardzo Cie prosze, zachowaj dla siebie Twoje charakterologiczne analizy mojej
                      osoby, zlosliwosci i porady. Przykro mi, ze stawiasz sie w pozycji osoby, ktora
                      ma prawo oceniac innych. Mam wrazenie, ze to prawo zostalo Ci dane od innego
                      Boga, niz moj.

                      Z gory dziekuje za poszanowanie mojej prosby.
                      • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 28.10.07, 19:49
                        creme_de_la_creme napisała:

                        > Dlatego bardzo Cie prosze o poszanowanie uczuc moich, jak i innych
                        > osob

                        Proszę o podanie konkretnego przykładu mojej wypowiedzi, którą
                        odebrałaś jako brak szacunku dla Twoich uczuć.

                        > Nie bede bronic moich racji, bo nie widze sensu walki z Toba.

                        Jestem przekonana, że prowadzimy w tym wątku dyskusję, a
                        nie "walkę". Jednak jeśli postrzegasz to w kategorii "walki", to
                        spróbuj odpowiedzieć sobie dlaczego masz takie odczucie, a nie inne.

                        > W przeciwienstwie do Ciebie, ja nikogo w tym watku nie atakuje,
                        > staram sie niczyich uczuc nie ranic.

                        Proszę o podanie konkretnego przykładu mojej wypowiedzi, którą
                        odebrałaś jako "atakującą" (szczególnie Ciebie) i/lub "raniącą
                        uczucia" (szczególnie Twoje).

                        > Bardzo Cie prosze, zachowaj dla siebie Twoje charakterologiczne
                        > analizy mojej osoby, zlosliwosci i porady.

                        Proszę o podanie konkretnego przykładu mojej wypowiedzi, którą
                        odebrałaś jako "charakterologiczną analizę Twojej osoby", "poradę",
                        a szczególnie jako "złośliwość".

                        > Przykro mi, ze stawiasz sie w pozycji osoby, ktora ma prawo
                        > oceniac innych.

                        Masz prawo do takich uczuć. Warto jednak zadać sobie pytanie, skąd
                        ten lęk przed ocenianiem i byciem ocenianą i poszukać w sobie
                        odpowiedzi na to pytanie.

                        Powtórzę raz jeszcze, że "stawiam się w pozycji osoby, która ma
                        prawo oceniać innych" ponieważ jestem osobą myślącą, czującą,
                        obserwującą i analizującą. Na podstawie takiego oceniania dokonuję
                        właściwych wyborów. Dodam tylko, że w okresie, w którym podobnie jak
                        Ty odmawiałam sobie prawa do oceny i tak samo potwornie się bałam
                        bycia ocenianą, popełniłam wiele błędów, krzywdząc tym samym siebie
                        i innych.

                        Odmawianie sobie prawa do oceny zawsze wiąże się z lękiem przed
                        głębszą refleksją. A konsekwencje braku refleksji są raczej
                        oczywiste. Zresztą, tak naprawdę KAŻDY z nas ocenia innych. Różnica
                        polega jedynie na tym, że większość osób ocenia zupełnie
                        nieświadomie, jednocześnie głośno od tego odżegnując się i nawołując
                        wszystkich dookoła do "nieoceniania". Nieliczne osoby potrafią
                        szczerze przyznać, że ocena jest w życiu niezbędna, ponieważ
                        umożliwia podjęcie odpowiednich decyzji.

                        > Mam wrazenie, ze to prawo zostalo Ci dane od innego Boga, niz moj.

                        Nie uznaję istnienia istot ponadnaturalnych i nie opieram się w
                        życiu na twory wyobraźni obcych ludzi. Powoływanie się na "Boga" w
                        tym temacie jest bardziej aktem desperacji (brak merytorycznych
                        argumentów) niż próbą prowadzenia konstruktywnej rozmowy.

                        > Z gory dziekuje za poszanowanie mojej prosby.

                        Niestety, nie sprecyzowałaś na czym ma polegać owe "poszanowanie".
                        Niewykluczone, że mamy odmienne postrzeganie pojęcia "szacunek".
      • creme_de_la_creme Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 20:27
        Ja tez sie boje posiadania dziecka, zwiazanej z tym odpowiedzialnosci,
        wyrzeczen! Mysle, ze tylko wariat nie ma w sobie tego typu obaw. Ale mysle, ze
        taki maluszek, owoc milosci dwojga ludzi, moze nadac zyciu nowy wymiar. I
        poprzez min. tego typu "wymiary":-) mozemy sie rozwijac, przekraczac swoje
        ograniczenia, walczyc z niedoskonalosciami, nadawac nowy sens zwiazkom. Dla
        dzidziusia jestes i dugo, dlugo bedziesz calym swiatem:-) To ponoc mile uczecie
        byc bezinteresownie kochanym przez kogos tak interesownego:-) Szczegolnie w
        swiecie, gdzie prawdziwa milosc jest na wage zlota.
        • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 20:45
          Masz rację, ale staram Ci się wytłumaczyć co czuje człowiek, który nie chce.
          Takie argumenty są dla osób, które chcą mieć dzieci, mnie nie przekonałabyś nimi.
          Człowiek, z którym byłaś związana miał już swoje lata, przyzwyczajenia, nawyki.
          Poukładany rozkład dnia, hierarchię wartości, przyjaciół, hobby, mieszkanie
          umeblowane "pod siebie", niczym niezmącony spokój i pełną dyspozycyjność.
          Przede wszystkim nie musiał być nigdy za nic i za nikogo odpowiedzialny, nigdy
          na nikogo nie musiał uważać (poza wyjątkami).
          Pojawienie się dziecka to straszna rewolucja- wszystko to, co latami poukładało
          się naprawdę cudownie- nagle wali się.
          Ja tak czułam

          • creme_de_la_creme Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 20:57
            A mozemy sie zamienic miejscami:-)?
            A tak powaznie, ciesze sie, ze masz przy sobie kogos, z kim mozesz wspolnie isc
            dalej kiedy wszystko sie wali dookola (albo Ty tak to odbierasz). Moj swiat tez
            sie teraz wali... Wali sie bo nie moge sie zrealizowac w mojej milosci jako
            kobieta, matka i kochanka. Bo zostalam zmuszona do dokonania tak bardzo trudnego
            dla mnie wyboru pomiedzy zwiazkiem a checia posiadania dziecka. Wali sie, bo nie
            potrafie zrozumiec DLACZEGO. Tak duzo mnie laczy z moim facetem, dlaczego tak
            duzo nas tez dzieli? I dlaczego ja tak bardzo za nim tesknie?
            • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 21:14
              To musi być strasznie trudne, ciężko zrozumieć i pogodzić się. Zrezygnowałaś z
              mężczyzny, którego bardzo kochasz... czy jesteś pewna, że pokochasz kogoś innego
              tak, żeby mieć z nim dziecko?
              Czy jesteś pewna, że Twój mężczyzna nie zatęskni teraz za Tobą? Może to nie
              będzie koniec związku?
              Nie wiem jak postąpiłabym na Twoim miejscu, nie chcę nic podpowiadać. Ja bardzo
              dużo robiłam dla mojego męża, gdyby on nalegał bardzo na dziecko, pewnie
              zdecydowałabym się na nie wbrew sobie, gdyby bardzo tego chciał. Pomimo tego, że
              to też byłby dla mnie bardzo trudny wybór. On dla mnie też wiele robił, nie znam
              takiego drugiego człowieka.
              • creme_de_la_creme Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 10:13
                Nie, nie jestem pewna, ze kiedys pokocham kogos innego, ze bede chciala miec
                dzieci wlasnie z tym czlowiekiem. Posiadanie dziecka, dla samej checi
                posiadania, jest w moim odczuciu, dosyc okrutne (zarowno dla samotnej matki jak
                i dziecka). Zostalam zmuszona do dokonania bardzo trudnego dla mnie wyboru. Z
                jednej strony mam milosc, przyjazn, calkiem fajne zycie (koncerty, wspolne
                wyjazdy, mezczyzne, przy ktorym zasypiam i ktory gladzi mnie po twarzy i
                scalowuje stress, gdy mam zly sen), z drugiej strony pozostaje mi tylko
                NADZIEJA. Bo tak naprawde zostaje teraz z niczym: ani mezczyzny ani dziecka. I
                nie wiadomo, czy kiedykolwiek ktores z nich kiedys bedzie u mojego boku.
                Wybralam NADZIEJE, ale czy na dlugo jej starczy? I czy da sie zyc sama nadzieja?

                Czy mozliwe jest szczesliwe zycie bez nadziei?
              • creme_de_la_creme Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 10:16
                Czy to nie jest tak, ze z reguly kobiety bardziej sklonne sa do poswiecen dla
                MILOSCI? Chetnie uslysze Wasze opinie na ten temat. Co sadza na ten temat panowie?
                • maxxt Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 14:41
                  w mym slowniku nie ma słowa "poswiecenie". wzdryga mnie gdy ktos go uzywa.
                  staram sie zyc nie czyniac krzywdy innym ale bez zadnych poswiecen z mej strony.
                  owszem- kompromis. owszem- przelozenie czegos na pozniej. ale wyrzeczenia? nie.
                • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 15:34
                  To właściwie patowa sytuacja. Ciężko jest nie móc znaleźć rozwiązania, ciężko
                  czekać i żyć nadzieją. Życie podsuwa nam naprawdę niesamowite rozwiązania,
                  dziwne niespodzianki. Czasem zastanawiam się jak to jest, że tak nas zaskakuje i
                  każe sprostać dziwnym wyzwaniom.

                  Tak, myślę, że kobiety są bardziej skłonne do poświęceń, są bardziej elastyczne.
                  To napewno ma związek z wychowaniem- kobieta jako kapłanka domowego ogniska+
                  mężczyzna jako silny i nieustępliwy. Niestety stereotypy rządzą i na to wpływ
                  mamy słaby.

          • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 21:13
            A więc może ten, kto naprawdę nie chce mieć dziecka nie powinien je
            mieć? Po co robić coś wbrew sobie? Tym bardziej, że postępując w ten
            sposób zawsze krzywdzimy siebie lub innych.
            • verdana Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 22:49
              Jezeli jedna osoba w związku nie potrafi zrozumieć potrzeb drugiej,
              jeżeli woli zakonczyć zwiazek, niż spełnić - dosyć naturalne
              marzenie - o dziecku - to nie ma na co liczyc. Tu nie chodzi tylko o
              dziecko. Chodzi o to, ze nie jestes kochana tak bardzo, aby druga
              strona zdobyła sie na poświęcenie. I jednak, jednak mimo wszystko
              nie widze tu rownoważnosci. Dla wielu osób cheć posiadania dziecka
              jest instynktowna, biologiczna i nie da się jej przytłumic czystym
              zdrowym rozsądkiem. A brak dziecka jest często uwazany za
              nieszczęście. Natomiast niecheć do dziecka jest dla mnie zrozumiała,
              nie oceniam jej w kategoriach moralnych - ale wydaje sie, ze z
              miłosci do drugiej osoby można ustapić. W odwrotną strone - nie da
              się, bez zmarnowania sobie zycia.
              Moim zdaniem - odejdź.
              • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 25.10.07, 23:45
                verdana napisała:

                > Chodzi o to, ze nie jestes kochana tak bardzo, aby druga
                > strona zdobyła sie na poświęcenie.

                Przy tego typu "poświęceniach" zawsze najbardziej cierpi dziecko.
                Albo obydwie osoby świadomie pragną mieć dziecko, albo nie. Jeśli
                jedna osoba pragnie, a druga się "poświęca", to nic dobrego z tego
                nie wyjdzie. Najzdrowszy, najpiękniejszy związek to taki, w którym
                nikt nie musi się "poświęcać", cierpieć, ustępować czy ciągle iśc na
                kompromis (kosztem własnych wartości czy pragnień).

                Nie warto tkwić w związku, w którym ktoś musi się "poświęcać"...
                • creme_de_la_creme Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 10:36
                  Zgadzam sie z Toba w tym sensie, ze zmuszanie sie do poswiecen w zwiazkku jest
                  zle, tak samo jak zmuszanie tej drugiej osoby do poswiecen. Ale jesli sie
                  naprawde kocha, to czlowiek CHCE sie poswiecac dla drugiej osoby. Osobiscie
                  niejednokrotnie udowodnilam, ze bylabym w stanie poswiecic wiele dla naszej
                  milosci. Wiele, ale nie potrafie wszystkiego... Podazajac za wczesniejszym
                  rozumowaniem: skoro on NIE CHCE moze mnie nie kocha, tak jak deklaruje? Moze
                  dalam sie zwiesc jakiejs okrutnej uludzie milosci? Ja naprawde wielokrotnie
                  CZULAM sie kochana... A teraz czuje sie odrzucona z calym moim jestestwem.
                  • miacasa Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 14:27
                    Nikt z nas nie siedzi w głowie twojego partnera, jednak w pełni zgadzam się z
                    opinią Verdany, chęć posiadania dziecka jest czymś naturalnym i uniemożliwianie
                    spełnienia tej potrzeby drugiemu człowiekowi to okrucieństwo, dla mnie taka
                    odmowa to rodzaj manipulacji i narzędzie kontroli nad partnerem, posunęłabym się
                    nawet do określenia tego mianem egoizmu i dość przedmiotowego traktowania
                    drugiej strony. Nie odważę się w tym miejscu szacować siły uczuć jakimi darzy
                    Cię ten człowiek, powiem tylko, że choć teraz trudno Ci w to uwierzyć, to
                    najprawdopodobniej nie ten facet. Tego kwiatu pół światu, spotkasz jeszcze kogoś
                    kto będzie pragnął i Ciebie i Waszych dzieci.
                    • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 14:40
                      miacasa napisała:

                      > chęć posiadania dziecka jest czymś naturalnym

                      Nie dla każdego. Wartości dwóch dorosłych osób mogą być diametralnie
                      różne i nie ma w tym nic złego aż do chwili, kiedy wkrada się
                      pojęcie "poświęcenia się". Sęk w tym, by znaleźć takiego partnera z
                      którym nie będzie mowy o "poświęcaniu się" i rezygnacji z
                      podstawowych wartości.

                      > uniemożliwianie spełnienia tej potrzeby drugiemu człowiekowi to
                      > okrucieństwo

                      Dokładnie takim samym okrucieństwem jest zmuszanie drugiej osoby do
                      bycia rodzicem, nie sądzisz?
                  • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 14:32
                    creme_de_la_creme napisała:

                    > Ale jesli sie naprawde kocha, to czlowiek CHCE sie poswiecac dla
                    > drugiej osoby.

                    Miłość wyklucza "poświęcanie się". Być może powtarzasz jedynie mocno
                    wpojone religijne komunały, nie próbując je dogłębnie przeanalizować
                    i "przepuścić" przez siebie.

                    "Poświęcenie się" oznacza świadomą rezygnację z czegoś, co jest dla
                    nas ważne. Rezygnację z części siebie, robienie czegoś wbrew sobie,
                    w nadziei, że będzie z tego pewna "większa" korzyść. Jeśli jakiś
                    związek, uczucie lub sytuacja wzbudza w Tobie "chęć" rezygnacji z
                    istotnej części siebie, to nie ma to nic wspólnego z miłością.

                    Miłość polega na wzajemnym dawaniu i braniu, ale "dawanie" w tym
                    kontekście nie jest wcale tożsame z "poświęceniem się". Daję to co
                    mogę i chcę dać, nie rezygnując przy tym z tego, co jest dla mnie
                    istotne, a partner również nie oczekuje ode mnie takiej rezygnacji.
                    W przypadku "poświęcenia się" osoba "poświęcająca się" wcześniej lub
                    później poczuje się wykorzystana, niedoceniona, zdradzona, etc. i
                    znajdzie sposób, by przypomnieć drugiej osobie o swoim "poświęceniu
                    się" dla niej. Przypomnij sobie chociażby przykłady rodziców, którzy
                    mówią swoim dorosłym dzieciom "tyle dla Ciebie zrobiliśmy, gdzie
                    Twoja wdzięczność!?"

                    > skoro on NIE CHCE moze mnie nie kocha, tak jak deklaruje?

                    Miłość do Ciebie nie musi automatycznie oznaczać chęć posiadania
                    potomstwa, zarówno jak brak takiej chęci nie musi oznaczać braku
                    miłości. Miłość, małżeństwo i dziecko to nie są pojęcia tożsame,
                    chociaż wielu wciąż próbuje je utożsamiać.

                    > Ja naprawde wielokrotnie CZULAM sie kochana...

                    Skoro wyraźnie to czułaś, to znaczy, że byłaś kochana. Byłaś kochana
                    tak, jak Twój partner potrafił Ciebie kochać, chociaż nie koniecznie
                    tak, jak TY pragnęłaś być kochana. Nie ma w tym nic złego, wydaje mi
                    się też , że nie było w tym też żadnej "ułudy". Po prostu pragniesz
                    więcej, niż ten konkretny partner może Ci dać bez rezygnacji z
                    własnych wartości i części siebie. Ani on nie musi się "poświęcać" i
                    być ojcem wbrew sobie, ani Ty nie musisz się poświęcać i rezygnować
                    z upragnionego macierzyństwa. Jeśli posiadanie/nie posiadanie
                    dziecka jest tak istotną wartością dla Was, to nie wolno z tej
                    wartości rezygnować. W przeciwnym razie zawsze najbardziej ucierpi
                    na tym przyszłe dziecko.
                    • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 15:14
                      "Miłość wyklucza "poświęcanie się".

                      Absolutnie sie z tym nie zgadzam. Poświęcenie to nie jest kategoria religijna,
                      to najnaturalniejsza na świecie chęć uszczęśliwiania drugiej osoby, to radość z
                      efektu, jaki niesie ze sobą poświęcenie.




                      " robienie czegoś wbrew sobie,
                      > w nadziei, że będzie z tego pewna "większa" korzyść"

                      nie, to o czym piszesz, to materializm (niekoniecznie finansowy!)
                      Poświęcanie nie polega na liczeniu na korzyści. Poświęcenie ma na celu tylko tą
                      drugą osobę. Mylisz pojęcia.





                      "W przypadku "poświęcenia się" osoba "poświęcająca się" wcześniej lub
                      > później poczuje się wykorzystana, niedoceniona, zdradzona, etc. i
                      > znajdzie sposób, by przypomnieć drugiej osobie o swoim "poświęceniu "

                      Nie. Bo poświęcanie się (właściwie rozumiane- czyli nie liczące na korzyści jak
                      ty to błędnie rozumiesz) to tak jak dawanie komuś prezentu. Właściwie rozumiane
                      poświęcenie ma na celu tylko zadowolenie drugiej osoby, nie moje ewentualne
                      późniejsze korzyści.




                      I znów mam wrażenie, że swoją wiedzę czerpiesz z książek- sorrki, ale nie
                      potrafię się takiemu wrażeniu oprzeć.
                      • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 16:22
                        gooochab napisała:

                        > to najnaturalniejsza na świecie chęć uszczęśliwiania drugiej osoby

                        Kosztem siebie, kosztem rezygnacji z czegoś, co jest dla Ciebie
                        bardzo ważne. Nie można "uszczęśliwić" kogoś jednocześnie rezygnując
                        z siebie. Więcej w tym krzywdy niż "korzyści".

                        > Poświęcanie nie polega na liczeniu na korzyści. Poświęcenie ma na
                        > celu tylko tą drugą osobę.

                        Dokładnie o tym piszę. Chodzi o "korzyść" tej drugiej osoby. Lub
                        trzeciej, jak np. w przypadku rodzin, gdzie rodzice "poświęcają się"
                        i są ze sobą ze względu na "dobro dziecka", bojąc się rozwieść.
                        Chore pojmowanie "korzyści".

                        > poświęcanie się to tak jak dawanie komuś prezentu.

                        To zależy czy np. bierzesz kredyt by móc zafundować taki prezent
                        (który tej drugiej osobie może być zupełnie niepotrzebny). W ogóle
                        przykład prezentu nie jest do końca trafiony, ponieważ "poświęcenie
                        się" a "dawanie" to nie to samo. "Poświęcenie się" jest ZAWSZE
                        związane z wyrzeczeniem się istotnej części siebie. W przeciwnym
                        razie to nie jest "poświęcenie się". Warto rozróżniać pojęcia!

                        > poświęcenie ma na celu tylko zadowolenie drugiej osoby

                        "Tylko zadowolenie drugiej osoby", no właśnie! A gdzie w tym
                        wszystkim jesteś TY? Wyrzekasz się siebie by móc zadowolić drugą
                        osobę i to jest właśnie szkodliwe.

                        > I znów mam wrażenie, że swoją wiedzę czerpiesz z książek

                        Niestety, znów się mylisz. To zdanie również świadczy o tym, że
                        niezbyt dużo wiesz o obserwacji innych osób, być może nie lubisz
                        tego robić (i nie lubisz oceniać?), być może tylko nie zwracasz na
                        to uwagi, nie analizujesz tego, co zauważasz.

                        P.S. Cała ta gorliwa obrona "poświęcenia się" ma tylko jeden cel w
                        Twoim przypadku - usprawiedliwienie i zracjonalizowanie Twojego
                        własnego poświęcenia się (nieplanowana ciąża). Warto byś przyjrzała
                        się temu, co piszesz, bo jest to niezwykle istotne. W takiej
                        obronie "poświęcenia się" czai się niebezpieczeństwo, że kiedyś
                        powiesz dziecku "tak się dla Ciebie poświęciłam, gdzie jest Twoja
                        wdzięczność?!" A może Ty sama słyszałaś podobne słowa zbyt często?
                        Może stały się one dla Ciebie czymś norlamnym? Może wzbudzają
                        poczucie winy i wdzięczności? Stąd te peany na cześć poświęcających
                        się kobiet? Zawsze warto się zastanowić...
                        • miacasa Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 16:43
                          Arwen, Twoje wypowiedzi są porażające, czego Ty się nasłuchałaś w dzieciństwie,
                          że tak ludzi atakujesz? Skrzywdził Cię ktoś? Porzucił? Wyluzuj trochę...
                          • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 17:09
                            miacasa napisała:

                            > że tak ludzi atakujesz?

                            Konkretnie które moje słowa odebrałaś jako "atak" (na siebie?) ?
                        • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 16:49
                          Pisząc to nie miałam na myśli dziecka, tylko relacje kobiet i mężczyzn. Nie
                          uwzględniłam w swojej wypowiedzi (lub jak wolisz -pomniejszyłam) dziecka w
                          ogóle, bo nie ono jest tu istotą sprawy.




                          "Więcej w tym krzywdy niż "korzyści".

                          To zależy od płaszczyzny postrzegania. Ja nie traktuję poświęcenia jak swoją
                          krzywdę. A poświęceniem dla mnie było np. przeprowadzenie się do innej
                          miejscowości na życzenie męża (powody miał istotne). Poświęcenie to wybór, nie
                          krzywda.



                          "To zależy czy np. bierzesz kredyt by móc zafundować taki prezent
                          > (który tej drugiej osobie może być zupełnie niepotrzebny)."


                          Nie mówimy tu o "poświęceniu- niespodziance" (???), tylko o spełnieniu jakiegoś
                          pragnienia kogoś kochanego.




                          "A gdzie w tym
                          > wszystkim jesteś TY?"

                          Wiesz, ja jestem egoistką, ale uwielbiam sprawiać radość mojemu mężczyźnie.
                          Wiem,że on też lubi spełniać moje marzenia, też zachowując dużą dozę egoizmu i
                          miłośći własnej.
                          A w takim układzie poświęcanie się nie jest związane z wyrzeczeniem.

                          Powtarzam Ci- ja nie "poświęcam się" dla dziecka. Nie rezygnuję z niczego
                          istotnego, po prostu, jest to dla mnie trochę dziwny okres. Trudno zrozumieć z
                          dnia na dzień szaleńcze tempo zmian, trudno za nim nadążyć, ale to jest do
                          zrobienia. I nie trzeba tu używać takich słów jak "poświęcenie", bo nie o to tu
                          chodzi.


                          • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 28.10.07, 19:51
                            gooochab napisała:

                            > Nie uwzględniłam w swojej wypowiedzi (lub jak wolisz -
                            > pomniejszyłam) dziecka w ogóle, bo nie ono jest tu istotą sprawy.

                            Przy każdym rozważaniu tematu ciąży dziecko staje się "istotą
                            sprawy", czy tego chcesz, czy nie. A więc zastanawiając się nad
                            problemem "mezczyzny, ktory nie chce dzieci", warto m.in. pomyśleć o
                            możliwych uczuciach tego przyszłego dziecka.

                            A propos, czy wiesz na czym polega umniejszanie i dlaczego o tym
                            napisałam?

                            > Ja nie traktuję poświęcenia jak swoją krzywdę. [...]
                            > Poświęcenie to wybór, nie krzywda.

                            Wiem. Dla wielu osób "poświęcenie" (podobnie jak "cierpienie") ma
                            wydźwięk pozytywny i jest uznawane za cnotę. Wiele osób nie potrafi
                            dostrzec wyrządzanej im krzywdy, jak również i tej, którą sami sobie
                            wyrządzają. Wiąże się to m.in. z brakiem zdrowej miłości własnej
                            oraz z lękiem przed ocenianiem (pisałam o tym w innych postach).
                            Taki przykład: kobieta "poświęca się" dla dziecka i tkwi w
                            małżeństwie z maltretującym ją i dziecko alkoholikiem, którego broni
                            i usprawiedliwia. Zaprzecza, że jest krzywdzona i uważa swój wybór
                            ("poświęcenie") za godny szacunku i wdzięczności (których to uczuć
                            będzie później się domagać od dziecka).

                            > Powtarzam Ci- ja nie "poświęcam się" dla dziecka. Nie rezygnuję z
                            > niczego istotnego

                            Czyż nie jesteś "czymś istotnym" dla siebie samej? Próbujesz
                            zaprzeczać wszystkiemu, co napisałaś w pierwszym poście. Dlaczego?
                            • triss_merigold6 Krótka piłka 28.10.07, 20:54
                              Posiadanie dziecka zazwyczaj wymaga rezygnacji z pewnych rzeczy,
                              zachowan, upodobań, nawyków albo przynajmniej istotnej modyfikacji
                              tychże. Poświęcam swoje niegdysiejsze zamiłowanie do balowania po
                              nocach ponieważ jest to nie do pogodzenia z potrzebami trzylatka.
                              Proste? Na zasadzie "widziały gały co brały" - decydując sie na
                              dziecko przyjęłam do wiadomości fakt, że moje życie w dużym stopniu
                              ulegnie zmianie. Coś za coś.
                              • arwen8 Re: Krótka piłka 28.10.07, 21:51
                                triss_merigold6 napisała:

                                > Posiadanie dziecka zazwyczaj wymaga rezygnacji z pewnych rzeczy,
                                > zachowan, upodobań, nawyków albo przynajmniej istotnej modyfikacji
                                > tychże.

                                Owszem. Jednak mowa była o poświęceniu, co nie jest zwykłą
                                rezygnacją "z pewnych rzeczy". Poświęcenie to rezygnacja z życiowo
                                ważnych dla Ciebie wartości. Czy nocne balowanie było dla Ciebie
                                życiowo ważną wartością, częścią Twojego prawdziwego Ja (tak,
                                prawdziwego, a nie kreowanego według oczekiwań innych)?

                                Wiesz, co jest najbardziej charakterystycznym przejawem
                                toksyczności "poświęcenia"? Przypominanie o tym osobom, dla których
                                się poświęciło, czynienie zarzutów, np. "to ze względu na Twoje
                                dobro nie rozwiodłam się z ojcem", "to dla Ciebie rzuciłem
                                studia", "kazałeś mi się przeprowadzić do tego miasta, a teraz
                                co?", "tak się napracowałam przy tej pieczeni, a Ty nie chcesz jej
                                nawet spróbować", "siedzę po 12 godzin w pracy, zarabiam na nasze
                                godne życie, a Ty masz jeszcze do mnie pretensje", "kupiłam Ci tę
                                zabawkę za ostatnie grosze, a Ty nie chcesz się nią bawić",
                                przykłady można mnożyć w nieskończoność.

                                Osoba przypominająca o swoim poświęceniu nieświadomie pragnie być za
                                to doceniona ale tak naprawdę nic nie będzie w stanie dostarczyć jej
                                pełnej satysfakcji.
    • hajba Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 18:27
      to jest chore,chory zwiazek,chory uklad,traktujesz faceta jak
      reproduktora,jak maszynke do robienia dzieci!wstydz sie!
      • gooochab hajba 26.10.07, 19:31
        • gooochab Re: hajba 26.10.07, 19:36
          nie masz racji. Chory układ to taki, w którym kobieta bez względu na to, czy
          mężczyzna chce, czy nie- robi sobie z nim dziecko. To jest traktowanie go jak
          maszynkę do dziecka.
          A creme_de_la_creme nie zrobiła tego jak widzisz i to nie jest chore. Chora jest
          moim zdaniem Twoja postawa całkowicie negująca czyjeś argumenty. To, że Ty nie
          masz/nie chcesz dzieci nie znaczy, że inni tez tak muszą. Pogódź się z tym, że
          inni ludzie mają odmienne od Twoich priorytety, w przeciwnym razie Twoje kłopoty
          z teściową nie będą jedynymi międzyludzkimi.
    • gooochab arwen8 26.10.07, 18:36
      wiesz, im dłużej Cię czytam, tym bardziej dochodze do wniosku, że Ty nie masz
      pojęcia o czym piszesz. Wydaje mi się, że nigdy nie byłaś w ciąży, w przeciwnym
      razie wiedziałabyś o czym mówię. Żadna ciąża nie jest pasmem westchnień i
      uniesień, każda ciąża niesie ze sobą wiele dylematów, lęków, chwil zwątpienia.
      Gdybyś to przeżyła, wiedziałabyś o czym piszę. Ale Ty nie wiesz. Starasz się
      wmówić mi coś, co jest totalną bzdurą, wiele razy Twoje stwierdzenia wywoływały
      u mnie uśmiech- i nie z tego powodu, że masz rację lub nie, ale dlatego, że
      Twoje wnioski są jakby z sufitu- kompletnie nie mają odzwierciedlenia w
      rzeczywistości. Nie wiem na jakiej podstawie wysnuwasz swoje domysły, ale nie ma
      to nic wspólnego z psychologią, o której piszesz.

      Zapewniam Cię, że Pani Miller miałaby inne spojrzenie na oba tematy podejmowane
      w wątku, zarówno mój, który tak naprawdę nie jest problemem, co próbujesz mi
      wmówić; jak i creme_de_la_creme, która stara się zrozumieć coś dla niej bardzo
      ważnego. Nie odwołuj się więc do jej autorytetu chcąc za każdym razem poprzeć
      bzdurę, którą wymyślisz. Nie czytałam jej, ale widzę jak wielkie wrażenie
      wywołała jej praca. Uwierz mi, jedna książka nie wystarczy, by zgłębić tajniki
      ludzkiej psychiki, do tego czasem studia nie wystarczają.

      Zaczęłam pisać w wątku starając się postawić w pozycji mężczyzny
      creme_de_la_creme, starałam się przekazać swoje powody, dla których odsuwałam w
      czasie posiadanie dzieci (nie przekreślałam, ale odsuwałam) i tym samym chciałam
      pokazać jego pozycję w sprawie. Jednak Twoja obecność na forum wytrąciła mnie z
      tematu, jak i wiele innych osób. Mało tego- nie zauważyłaś ani razu, że pisałam
      w czasie przeszłym, co też bardzo Cię zdradza i eleminuje jako domorosłego
      psychologa .


      Wróćmy więc do tematu wątku i nie rozdrabniajmy się.

      Wnoszę o nieodpisywanie na bzdury arwen8.

      • triss_merigold6 Re: arwen8 - niewiarygodne brednie 26.10.07, 21:22
        Biorąc pod uwagę, że znakomita wiekszość ciąż w historii ludzkości
        była i jest nieplanowana to ciężarnym towarzyszą różne odczucia. Od
        euforii po lęk, przerażenie, niechęć, depresję etc. Nie przeszkadza
        to milionom kobiet być dobrymi, kochającymi matkami dla urodzonych
        dzieci. Powiedziłabym wręcz, że skrajna euforia i widzenie
        wszystkiego w różowych barwach przy pierwszej ciąży świadczy o
        pewnym braku wyobraźni przyszłej matki.
        Arwen, skoro nie pojmujesz podanego wyżej przykładu reakcji na
        nieplanowaną ciążę to może podam Ci przykład planowanej? Tydzien po
        pogrzebie swojej mamy test ciążowy pokazał mi dwie krechy. Ciąża
        planowana. I co? G....o. Ciąża była mi równo obojętna mniej więcej
        do usg połówkowego. Uczucia towarzyszące pierwszej połowie ciąży -
        mało fajne, biorąc pod uwagę głęboką i niespodziewaną żałobę. Zalewu
        macierzyńskiej miłości tuz po porodzie równiez nie poczułam, to nie
        amerykański film. Później owszem ale miłość przyszła z czasem. Teraz
        syn ma 3 lata, jest hiper normalnym, zrównoważonym, pogodnym,
        otwartym dzieckiem, pozytywnie nastawionym do ludzi i świata. Gdyby
        moje uczucia podczas ciąży miały na niego choć cień wpływu to
        powinien mieć przynajmniej poważne zaburzenia psychiczne i
        emocjonalne. Bądź więc uprzejma - teoretyczko - nie pisać bredni
        dziewczynie w ciązy.
        • arwen8 Re: arwen8 - niewiarygodne brednie 28.10.07, 19:58
          triss_merigold6 napisała:

          > Nie przeszkadza to milionom kobiet być dobrymi, kochającymi
          > matkami dla urodzonych dzieci.

          Zarówno jak i nie przeszkadza to milionom kobiet być zaborczymi,
          toksycznymi, umniejszającymi, krzywdzącymi matkami. Niestety, nie
          jest to zbyt trafny argument. Myślę, że lepszym rozwiązaniem byłoby
          zastanowienie się nad tym, co czyni jedną matkę kochającą, a inną
          krzywdzącą. I nie mówię tu o skrajnie patologicznych przykładach.

          > Powiedziłabym wręcz, że skrajna euforia i widzenie wszystkiego
          > w różowych barwach przy pierwszej ciąży świadczy o
          > pewnym braku wyobraźni przyszłej matki.

          Być może nie spotkałaś przyszłej matki, która by przeżywała swoją
          ciążę właśnie w taki sposób. Ja miałam przyjemność pracy z takimi
          osobami oraz obserwacji rozwoju ich dzieci. Mówienie o "braku
          wyobraźni" w przypadku tych osób jest raczej niestosowne.

          > nie pojmujesz podanego wyżej przykładu reakcji na
          > nieplanowaną ciążę

          Czego dokładnie "nie pojmuję"? Proszę o podanie konkretnego
          przykładu.

          > Zalewu macierzyńskiej miłości tuz po porodzie równiez nie poczułam

          Czy bezpośrednio po porodzie położono Ci nagiego noworodka na
          bruch/pierś? Czy miałaś możliwość dotknąć dziecko tuż po porodzie?

          > Gdyby moje uczucia podczas ciąży miały na niego choć cień
          > wpływu to powinien mieć przynajmniej poważne zaburzenia
          > psychiczne i emocjonalne.

          Opisujesz przykład planowanej ciąży i dziecka, które było chciane od
          początku. Nie wspomniałaś o uczuciu lęku, przerażenia czy niechęci
          do dziecka, opisywałaś raczej obojętność i smutek z powodu śmierci
          mamy. Potrzebowałaś czasu by poradzić sobie z tymi emocjami i móc
          skupić się na dziecku. Twoja sytuacja i uczucia były zupełnie inne
          niż np. Gooochab.
          • triss_merigold6 Re: arwen8 - niewiarygodne brednie 28.10.07, 20:50
            Co czyni? Okoliczności tzw. życiowe, relacja z partnerem, brak
            wiedzy o potrzebach dzieci, cechy osobowości etc. - są setki powodów.

            Owszem, spotkałam kobiety przezywające ciąże w ten sposób. Na ich
            wydolność wychowawczą to nie wpłynęło, wręcz przeciwnie, idealizacja
            zaburza racjonalny ogląd rzeczywistości. Te euforyczne dużo
            większego doła zaliczały po porodzie i są znacznie bardziej
            obsesyjnie skupione na dzieciach.

            Owszem, bezposrednio po porodzie miałam noworodka na brzuchu. Full
            wypas zgodnie z aktualnymi zaleceniami.;) Poród lightowy. To co
            czułam to był jak najbardziej pierwotny instynkt ochrony potomstwa
            przed zagrożeniem a nie miłość - zdaję sobie sprawę z własnych uczuć.

            Arwen, sprobuję Ci jeszcze raz coś wyjaśnić: ciąża była mi obojętna
            do pewnego momentu, robiłam badania prenatalne inwazyjne po to, żeby
            wykluczyć wady genetyczne i rozwojowe płodu - w przypadku złych
            wyników ciążę bym zwyczajnie usunęła za granicą. Nie sądzę aby 15
            tygodniowy płód kojarzył moje odczucia. Gwoli ścisłości ryzyka nie
            było tylko moja prosta niechęć do urodzenia dziecka upośledzonego.
            Nie zdarzyło mi się rozmawiać z brzuchem, mówić do płodu po imieniu,
            puszczać mu Mozarta czy w ogóle nawiązywać z nienarodzonym dzieckiem
            jakiegoś emocjonalnego kontaktu. Wynikało to między innymi z
            racjonalnego podejścia do ciąży i braku innych niż fizjologiczne
            więzi.
            Nie musiałam "radzić sobie z uczuciami" tylko je zwyczajnie
            przeżywałam. Wybacz ale jestem na tyle obczytana w literaturze z
            zakresu psychologii i pedagogiki, żeby uznać żargon jakim się
            posługujesz za niestrawny.
            • arwen8 Re: arwen8 - niewiarygodne brednie 28.10.07, 21:12
              triss_merigold6 napisała:

              > ciąża była mi obojętna do pewnego momentu

              Dokładnie o tym napisałam. Uczucie obojętności to nie to samo, co
              uczucie przerażenia i lęku.

              > Nie zdarzyło mi się rozmawiać z brzuchem, mówić do płodu po
              > imieniu, puszczać mu Mozarta czy w ogóle nawiązywać z
              > nienarodzonym dzieckiem jakiegoś emocjonalnego kontaktu.

              Bo absolutnie nie o to chodzi!

              > Nie musiałam "radzić sobie z uczuciami" tylko je zwyczajnie
              > przeżywałam.

              Dokładnie o tym pisałam. Dlatego ten fragment był troche dziwny w
              tym kontekście: "Gdyby moje uczucia podczas ciąży miały na niego
              choć cień wpływu to powinien mieć przynajmniej poważne zaburzenia
              psychiczne i emocjonalne". Nie przeżywałąś podczas ciąży uczuć,
              które mogłyby wpłynąc w tak destrukcyjny sposób na Twoje dziecko.

              To chyba oczywiste, że smutek, obojętność czy żal wpływa na organizm
              inaczej niż przerażenie.
            • chalsia Re: arwen8 - niewiarygodne brednie 28.10.07, 22:17
              Triss, to możemy sobie podać łapkę - wszystko co opisałaś w tym
              poście było u mnie identyczne
          • gooochab Re: arwen8 - niewiarygodne brednie 29.10.07, 00:12
            arwen, widzę, że ty nic nie rozumiesz. Cały czas próbowałam Ci coś wyjaśnić, co
            wydawałoby się- każdy zrozumie. Ale niestety Ty z każdym postem jesteś bardziej
            przekonana do swoich dziwnych racji, całkowicie oderwanych od rzeczywistości.
            Większość problemów spłaszczasz, bądź sprowadzasz do rangi patologicznych.
            Dziwię się takiemu podejściu, nie potrafie go zrozumieć. Ale nie o to chodzi,
            rzeczy czasem trzeba przyjmować takimi, jakimi są- bez dorabiania do nich
            jakichś teorii z prostego powodu- te rzeczy są proste.
            Szkoda tylko, że tak wiele wyolbrzymiasz i demonizujesz, szkoda, że wyciągasz
            zbyt daleko idące wnioski i tego nie widzisz. Nie każ mi przedstawiać
            konkretnych wyrywków, cytatów, bo nie chce mi się. Z resztą cały Twój tekst
            mogłabym kopiować, w każdym prawie zdaniu przedstawiasz stanowisko, z którym się
            nie zgadzam. Trudno arwen, dziwnie się pisze z kimś, kto całkowicie nie
            przyjmuje moich racji. Nie w tym problem, że nie zgadzam się z Tobą, ale w tym,
            że Ty całkowicie nie zauważasz innego punktu widzenia- tylko Ty masz rację i nie
            dajesz sobie nic wytłumaczyć. NIC. Każde słówko wyrwane z kontekstu
            wyolbrzymiasz i starasz się mylnie interpretować.

            Ok, jeśli tak chcesz- niech będzie- jestem rozhisteryzowaną wariatką, która
            trzęsie się z przerażenia od bladego świtu po późną noc. Nie jestem w stanie
            logicznie myśleć, w ogóle powinnam usunąć, bo tak byłoby ok, mogłabym dalej pić
            i balować-bo to robiłam przedtem. W ogóle najprawdopodobniej jak moje dziecko
            dorośnie- wypomnę mu wszystko, bo przecież to wszystko jego wina, nie? Kurdę,
            tyle mnie omija, że nie macie dziewczyny pojęcia. O to Ci arwen chodziło? czy
            jeszcze coś ominęłam?
            • arwen8 Re: arwen8 - niewiarygodne brednie 30.10.07, 17:53
              gooochab napisała:

              > Większość problemów spłaszczasz

              Proszę o podanie konkretnego przykładu mojej wypowiedzi, którą
              odebrałaś jako "spłaszczanie problemu" (kilka postów wcześniej
              pisałaś, że nie ma żadnego problemu).

              > bądź sprowadzasz do rangi patologicznych.

              Proszę o podanie konkretnego przykładu mojej wypowiedzi, która Twoim
              zdaniem sprowadza problem "do rangi patologicznych". Co konkretnie,
              według Ciebie, ja uznaję za "patologię" w tym przypadku?

              > Dziwię się takiemu podejściu, nie potrafie go zrozumieć.

              Doskonale rozumiem Twoje zdziwienie.

              > rzeczy czasem trzeba przyjmować takimi, jakimi są- bez dorabiania
              > do nich jakichś teorii z prostego powodu- te rzeczy są proste.

              To, co wiele osób uznaje za "dorabianie teorii" jest zazwyczaj próbą
              zrozumienia pewnych zjawisk, próbą ich przeanalizowania. "Przyjmować
              takimi, jakimi są" - a więc JAKIMI są? To zdanie sugeruje brak chęci
              dotarcia do sedna sprawy.

              > Szkoda tylko, że tak wiele wyolbrzymiasz i demonizujesz,

              Proszę o podanie konkretnego przykładu mojej wypowiedzi, którą
              odebrałaś jako "wyolbrzymienie" i "demonizację".

              > szkoda, że wyciągasz zbyt daleko idące wnioski i tego nie widzisz.

              Wnioski zostały wyciągnięte już bardzo dawno temu i mają niewiele
              wspólnego ze mną. Ja jedynie przypominam o nich ponieważ wciąż są
              generalnie zaniedbywane.

              > Nie każ mi przedstawiać konkretnych wyrywków, cytatów, bo nie chce
              > mi się.

              Rozumiem. Przecież nie musisz mieć takiej ochoty. Warto jednak
              odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie dlaczego. Ta niechęć może np.
              wiązać się ze zwyczajnym brakiem argumentów lub lękiem przed nim.
              Swoją droga warto zwrócić uwagę na utożsamianie przez Ciebie
              mojego "proszę" z rozkazem. Jak myślisz, skąd ta wyraźna awersja do
              próśb?

              > w każdym prawie zdaniu przedstawiasz stanowisko, z którym się
              > nie zgadzam.

              Czy czujesz przymus lub potrzebę zgadzania się z każdym moim
              stanowiskiem? Czy czujesz przymus zgadzania się ze stanowiskiem
              większości? Ważne byś zgadzała się ze swoim własnym stanowiskiem i
              tego się trzymałaś.

              > dziwnie się pisze z kimś, kto całkowicie nie przyjmuje moich
              > racji.

              Proszę o podanie konkretnego przykładu mojej wypowiedzi, którą
              odebrałaś jako "CAŁKOWITE nie przyjmowanie" Twoich racji. Jak bardzo
              ważne jest dla Ciebie przyjmowanie przez innych Twoich racji? Jak
              się czujesz, kiedy ktoś się całkowicie z Tobą nie zgadza?

              > Ty całkowicie nie zauważasz innego punktu widzenia

              Owszem, zauważam. Jednak "zauważać" nie oznacza "zgadzać
              się", "akceptować" czy "szanować". Szczególnie kiedy zauważam, że
              pewne rzeczy/teorie/poglądy są sprzeczne z rzeczywistością.

              > Każde słówko wyrwane z kontekstu wyolbrzymiasz i starasz się
              > mylnie interpretować.

              Proszę o podanie konkretnego przykładu mojej wypowiedzi, którą
              odebrałaś jako "wyolbrzymianie" czy "mylną interpretację". Zakładam,
              że potrafisz rzeczowo i logicznie udowodnić omylność owej
              interpretacji.

              > Ok, jeśli tak chcesz- niech będzie- jestem rozhisteryzowaną
              > wariatką, która trzęsie się z przerażenia od bladego świtu po
              > późną noc. Nie jestem w stanie logicznie myśleć, w ogóle powinnam
              > usunąć, bo tak byłoby ok, mogłabym dalej pić i balować-bo to
              > robiłam przedtem.

              Zauważ, że to własnie TY napisałaś te słowa, TY w taki a nie inny
              sposób "wyolbrzymiłaś" (że użyję Twojego określenia) to, o czym
              pisałam. Dlaczego w ten sposób przedstawiłaś siebie powyżej? Skąd
              wypłynęły słowa "rozhisteryzowana wariatka"? Czy ktoś już wcześniej
              w ten sposób określał Ciebie? Czy obawiasz się, że jesteś przez
              kogoś w ten sposób postrzegana? Czy Ty sama tak właśnie postrzegasz
              siebie czasem? Wbrew pozorom są to bardzo ważne pytania, właśnie
              dlatego, że określenie "rozhisteryzowana wariatka" zostało uzyte
              przez CIEBIE, nie mnie. Są pewnym kluczem do Ciebie samej...

              Wcześniej napisałaś o braku poczucia winy. W powyższym cytacie
              wspomniałaś o piciu i balowaniu. Jaki masz stosunek do tych
              wspomnień?

              > czy jeszcze coś ominęłam?

              Owszem - dziecko, jego uczucia i ich pielęgnację.
              • gooochab Re: arwen8 - niewiarygodne brednie 30.10.07, 19:21
                błagam Cię! To już stało się męczące.
      • arwen8 Re: arwen8 28.10.07, 19:57

        gooochab napisała:

        > każda ciąża niesie ze sobą wiele dylematów, lęków, chwil
        > zwątpienia.

        Owszem. Jednak poruszyłaś konkretny temat nieplanowanej, niechcianej
        ciąży. Czy według Ciebie lęki i dylematy kobiety w planowanej ciąży
        są dokładnie takie same, jak lęki kobiety w ciąży nieplanowanej?
        Odnoszę wrażenie, że próbujesz teraz przekonać siebie, że Twój lęk
        nie jest tak istotny, jak wydawało Ci się (i wynikało dość wyraźnie
        z pierwszego postu) na początku. Czy zauważyłaś może w którym poście
        nastąpiła ta zmiana Twojego stosunku do własnego lęku? Jest bardzo
        wyraźna.

        > Starasz się wmówić mi coś, co jest totalną bzdurą

        Proszę o podanie konkretnego przykładu mojej wypowiedzi, którą
        odebrałaś jako "wmawianie Ci czegoś, co jest totalną bzdurą". Proszę
        również o wyjaśnienie, co konkretnie uważasz za "totalną bzdurę".

        > Twoje wnioski są jakby z sufitu- kompletnie nie mają
        > odzwierciedlenia w rzeczywistości.

        Proszę o podanie konkretnego przykładu moich wniosków które, Twoim
        zdaniem, "nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości".

        > Nie wiem na jakiej podstawie wysnuwasz swoje domysły

        Powtórzę raz jeszcze - na podstawie własnego doświadczenia,
        doświadczenia innych osób oraz wieloletnich obserwacji i analizy
        faktów. Jeśli znasz lepsze podstawy do "wysnuwania domysłów", to
        chętnie się z nimi zapoznam.

        > Zapewniam Cię, że Pani Miller miałaby inne spojrzenie na oba
        > tematy

        Fascynujące! Uważam, że tak zapewniać mogłaby jedynie osoba, która
        jeśli nie zna osobiście "Pani Miller" albo nie prowadzi z nią
        korespondencji, to przynajmniej przeczytała wszystkie jej pozycje
        oraz całą korespondencję z czytelnikami. Używanie słów "zapewniam
        Cię" np. po przeczytaniu jedynie kilku powierzchownych recenzji
        książek lub opinii innych dotyczących autorki uważam za niestosowne
        ("Nie czytałam jej, ale widzę jak wielkie wrażenie wywołała jej
        praca").

        > zarówno mój, który tak naprawdę nie jest problemem, co próbujesz mi
        > wmówić

        Skoro problemu żadnego nie ma, a Ty żyjesz całkiem świadomie i
        zgodnie ze swoimi prawdziwymi uczuciami i wartościami, to jak
        mogę "wmówić" Tobie jakikolwiek problem?

        > Nie odwołuj się więc do jej autorytetu chcąc za każdym razem
        > poprzeć bzdurę, którą wymyślisz.

        Proszę o podanie konkretnego przykładu tego, co uważasz za "bzdurę".
        Gwoli wyjaśnienia, odwołuję się jedynie do faktów które, tak się
        składa, najlepiej naświetliła właśnie Alice Miller. Gdyby tak samo
        empatycznie naświetliła je np. "Gooochab" odwołałabym się do jej
        książek. Są fakty i są "autorytety", to prawda. Ja jednak odwołuję
        się do tych pierwszych.

        > Uwierz mi, jedna książka nie wystarczy, by zgłębić tajniki
        > ludzkiej psychiki, do tego czasem studia nie wystarczają.

        Tak się składa, że niczego nie przyjmuję na wiarę. Natomiast z
        powyższym zdaniem zgadzam się w zupełności, ponieważ wiem. Wiem, że
        do zgłębienia "tajników ludzkiej psychiki" oprócz odpowiednich
        książek (i ewentualnie studiów) niezbędne jest
        jeszcze "przepuszczenie" tych książek przez siebie i sprawdzenie ich
        słuszności (lub omylności) na podstawie wnikliwej obserwacji
        rzeczywistości. Potrzebne jest zrozumienie własnej psychiki, uczuć i
        reakcji oraz współczucie dla siebie, by móc zrozumieć innych.

        > Jednak Twoja obecność na forum wytrąciła mnie z tematu, jak i
        > wiele innych osób.

        To ciekawe. Może warto się zastanowić dlaczego? Co konkretnie w
        moich postach "wytrąciło" Ciebie? Zauważ też, że napisałaś "Twoja
        obecność", a nie "Twoje posty". Nie przypadkowo. Ale nieświadomie.

        Dobór naszych słów jest zawsze wyjątkowo fascynujący, spróbuj się
        temu czasem przyjrzeć.

        > nie zauważyłaś ani razu, że pisałam w czasie przeszłym,

        Zauważyłam. Zauważyłam również te same uczucia opisywane w czasie
        teraźniejszym: "teraz już chyba przyzwyczaiłam się do tej myśli, ale
        nie do końca", "nadal się boję tego dziecka", "mój lęk jest
        całkowicie naturalny", "nadal się boję", "nie jestem do końca
        dojrzała do macierzyństwa i boję się tego dziecka"...

        > co też bardzo Cię zdradza i eleminuje jako domorosłego
        > psychologa .

        Może właśnie dlatego, że "domorosłym psychologiem" nie jestem.
        • hajba Re: arwen8 no walnij swoj komentarz "idz poczytac 29.10.07, 04:25
    • burza4 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 20:11
      Nie powinnas rezygnować z marzeń o dziecku, bo nigdy nie będziesz
      szczęśliwa z facetem, który cię macierzyństwa pozbawił.

      natomiast sytuacja odwrotna - wcale nie jest tak oczywista!
      znam wielu facetów, którzy choć dzieci nie planowali/nie chcieli(a
      przynajmniej nie w tym momencie) - w roli ojca świetnie się
      odnaleźli.

      naturalnie nie zalecam "wpadki kontrolowanej", chodzi mi po prostu o
      to, że nie można z góry zakładać, że jeśli to on nagiąłby się Z
      MIŁOŚCI do niej do posiadania dziecka - to wówczas byłby
      nieszczęśliwy.

      natomiast z ogromną dozą prawdopodobieństwa, graniczącego z
      pewnością można powiedzieć - że gdyby ona swoje marzenie poświęciła -
      szczęśliwa nie będzie.

      generalnie zgadzam się z Verdaną - że widać nie dość kochał. Kwestia
      priorytetów - czy ważniejsza jest ta "ukochana" ? kobieta, czy
      własny komfort. Bo zdaje się że głębszych powodów niechęci tam nie
      ma.

      Tak na marginesie - znacie kogoś, kto ŻAŁUJE że ma dziecko?
      • verdana Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 20:21
        Tak, znam - ale dziecko było planowane.
      • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 26.10.07, 20:28
        wiele jest takich osób, które żałują, ale raczej wśród nizin społecznych- ludzie
        biedni, rozczarowani życiem, spychający winę za całe niepowodzenia na dzieci.
        Osobiście raczej ich nie znam.

        Myślę, że masz rację
        "nie można z góry zakładać, że jeśli to on nagiąłby się Z
        > MIŁOŚCI do niej do posiadania dziecka - to wówczas byłby
        > nieszczęśliwy.",




        Ja jednak nadal chyba będę naiwnie wierzyć, że On jednak będzie chciał być z
        creme_de_la_creme i jakoś nie potrafię uwierzyć, że można tak wyrzec się
        wszystkiego, co było. Chyba będę mieć nadzieję na ciąg dalszy ich historii.
      • brak.polskich.liter Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 27.10.07, 00:07
        burza4 napisała:

        > Tak na marginesie - znacie kogoś, kto ŻAŁUJE że ma dziecko?

        Owszem. Dwa przypadki, jeden w dosc bliskiej rodzinie, drugi wsrod znajomych. W
        jednym przypadku - ciaza jak najbardziej planowana, w drugim - wpadka (ale
        podejrzewam, ze byla to tzw. wpadka jednostronna, czyli zaaranzowana akcja).
        W obydwu przypadkach - tragedia dla wszystkich zainteresowanych.
      • arwen8 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 28.10.07, 20:08
        burza4 napisała:

        > znacie kogoś, kto ŻAŁUJE że ma dziecko?

        Żal, że urodziło się dziecko nie musi wcale być określony słowami.
        Dlatego możesz nigdy nie spotkać osoby, która powie Ci
        szczerze "tak, żałuję, że mam dziecko!" O wiele bardziej trafną
        odpowiedź na swoje pytanie uzyskasz z obserwacji zachowań rodziców w
        stosunku do dziecka oraz m.in. komentarzy na tematy nie związane z
        dzieckiem.

        W Twoim pytaniu jednak wyczuwam przede wszystkim niedowierzanie, że
        ktoś w ogóle może żałować czegoś tak niesamowitego. To
        niedowierzanie może wiązać się też z innym wielkim niedowierzaniem -
        że rodzice moga nie kochać swoje dziecko, że mogą je krzywdzić.
        • verdana Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 29.10.07, 11:37
          Mam troje dzieci - dwoje zaplanowanych co do miesiaca, trzecie -
          totalną wpadkę. Nie powiem, abym wszystkie ciąże przezywala tak
          samo - pierwszą z niepokojem, drugą z radoscią, trzecią, hm... z
          niechęcia, przynajmniej przez pierwszy okres. Mój stosunek do dzieci
          po porodzie tez nie był taki sam - dwoje pokochalam w momencie ich
          zobaczenia, jedno - później. W zadnen sposób nie przekłada się to
          do ani do radosci z ciąży, ani do ostatecznych uczuć wobec dziecka.
          Nawet w ułamku procenta.
          Najbardziej radosne i zrównowazone psychicznie jest dziecko z
          nieplanowanej ciązy.
          Natomiast w moim śrdowisku, wsrod osób jak najbardziej
          wykształconych, co najmniej dwie osoby planujace ciążę i cieszace
          się na dziecko, teraz uwazają, ze dziecko zmarnowało im życie.
          Chociaz je kochaja, bo to nie to samo - kochaja, ale żałują. Znam
          też przypadek, kiedy dziewczyna skakaly z radosci, ze poroniła.
          Miala dwoje dzieci, to byla trzecia ciąża. Po paru latach urodziła
          trzecie dziecko - bardzo kochane.
          Naprawde, sprawy uczuć nie daja się wtłoczyć w żaden logiczny
          schemat.

          • chusteczka_only Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 16.11.07, 08:32
            > Mam troje dzieci - dwoje zaplanowanych co do miesiaca, trzecie -
            > totalną wpadkę. Nie powiem, abym wszystkie ciąże przezywala tak
            > samo - pierwszą z niepokojem, drugą z radoscią, trzecią, hm... z
            > niechęcia, przynajmniej przez pierwszy okres. Mój stosunek do dzieci
            > po porodzie tez nie był taki sam - dwoje pokochalam w momencie ich
            > zobaczenia, jedno - później. W zadnen sposób nie przekłada się to
            > do ani do radosci z ciąży, ani do ostatecznych uczuć wobec dziecka.
            > Nawet w ułamku procenta.
            > Najbardziej radosne i zrównowazone psychicznie jest dziecko z
            > nieplanowanej ciązy.





            To które z trójki dzieci będzie w przyszłości SZCZERZE SZCZĘŚLIWE będzie można okreslic dopiero po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach. To że w wieku kilku lat jest szczęśliwym bobasem to o niczym nie świadczy....;)
    • kai_30 Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 29.10.07, 12:34
      Creme - napiszę krótko.

      Zazdroszczę, że potrafiłaś się zdobyć na rozstanie.
      • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 29.10.07, 13:51
        Otóż to, może nie tyle zazdroszczę, co podziwiam Cię za to. Strasznie trudna
        decyzja i naprawdę nie wiem jak postąpiłabym na Twoim miejscu. Ale rozstania
        sobie nie wyobrażam po prostu. Jesteś strasznie odważną i silną osobą, bardzo
        chciałabym, żebyś odnalazła szczęście po raz kolejny.
    • creme_de_la_creme Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 30.10.07, 20:18
      Dziekuje wszystkim, ktorzy podzielili sie ze mna swoim doswiadczeniem, badz
      wsparli w tej trudnej dla mnie chwili. Kiedys przeczytalam, ze "trudni
      mezczyzni/trudne zwiazki pojawiaja sie z naszym zyciu, zebysmy nauczyli sie
      kochac samych siebie". Mysle, ze jest w tym duzo prawdy. Probuje optymistycznie
      patrzec w przyszlosc i wierzyc, ze przede mna jeszcze wiele wspanialych chwil.
      Czasami nachodzi mnie chwila zwatpienia, ale wtedy przypominam sobie, ze
      chociazby na tym forum, mozna spotkac wielu madrych, zyczliwych ludzi, i robi mi
      sie jakos lzej na sercu:-)
      • gooochab Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 30.10.07, 22:14
        Bardzo żałuję, że nie mogłam Ci pomóc. Powodzenia w każdym razie!!!
        • chusteczka_only Re: Mezczyzna, ktory nie chce dzieci? 16.11.07, 08:38
          gooochab przeczytaj jeszcze raz arwen8 Ja wiem o czym ona pisze, nie wzięła tego z sufitu...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka