Dodaj do ulubionych

wyjazd z kraju

02.01.08, 21:06
jest to moj problem nie dajacy mi spokoju.mam wyjechac z Polski na
stale do innego kraju.Maz tam pracuje ,ja tez mam zapewniona
prace ,mam dwoje dzieci,(2latka ,10 lat)i z nimi mam wlasnie duze
obawy.Na pewno poprawilaby sie moja sytuacja finansowa bo tu nie
jest najlepsza.mam tam zapewnione mieszkanie ,warunki dobre.niestety
nie moge jak na razie podjac dobrej decyzji.ciagle mysle ze
skrzywdze dzieci ,jest im tu dobrze ,mam wlasne mieszkanie ,sa
bardzo zwiazani z dziadkami ,szczegolnie ten starszy .z drugiej
strony ja mam tam meza dzieci ojca .maz na razie nie chce wracac do
Polski bo dobrze tam mu ,dobrze zarabia itd.ja sama tez jakos nie
wyobrazam sobie zycia na obczyznie ,bardzo to przezywam.juz nie wiem
co mam robic bo czas mnie gonii i musze juz podjac decyzje ale
ciezko mi idzie .boje sie o dzieci ze sie tam nie odnajda ze starszy
zawali szkole .stoje na rozdrozu bo chcialabym byc z mezem ale nie
chcialabym skrzywdzic dzieci.moze zle mysle ale nie potrafie juz
sobie z tym poradzic .
Obserwuj wątek
    • mama-cudownego-misia Re: wyjazd z kraju 03.01.08, 08:37
      Jak miałam 3 latka, pojechałam z rodzicami na rok do Francji. Jak
      miałam 10 lat, rodzice zabrali mnie na 5 lat do Afryki. Za każdym
      razem teskniłam - za babcią, za kotem, za koleżankami - i za każdym
      razem adaptacja do nowego miejsca trwała może z tydzień (to samo
      zresztą po powrocie do Polski). Do tej pory uważam, że te wyjazdy
      dały mi ogromnie dużo - pozwoliły liznąć innej kultury i nauczyć się
      pewnego zdrowego relatywizmu, dały możliwość perfekcyjnego
      opanowania języków, nauczyły (z konieczności) szybko nawiązywać
      kontakty, dały cenną lekcję tolerancji i nietolerancji, sprawiły, że
      właściwie nigdzie nie czuję się zagubiona, nawet jeśli nie znam
      języka.
      Podróże, szczególnie te wiążące się z dłuższym pobytem zagranicą,
      rozwijają, kształcą w sposób, jakiego nie wyobraża sobie średni
      Kowalski jeżdżący na 2 tygodnie do Chorwacji. Jak nasza córcia
      trochę podrośnie, mam nadzieję, że uda mi się wyciągnąć małżonka w
      jakąś przygodę życia - najlepiej do RPA, Boliwii, Indii czy na inny
      Madagaskar, gdzieś, gdzie kultura jest skrajnie inna. Dla jej dobra.

      Babci na pewno mi będzie szkoda, ale wiem, ze taka już jest kolej
      rzeczy - musimy wyfrunąć z gniazda, bo inaczej nasze dzieci zostaną
      takimi nielotami, które nigdy same nie rozprostują skrzydeł.

      Podsumowując: jedyne, o co się martw, to jak wynająć mieszkanie
      (możesz to zlecić agencji lub powierzyć rodzicom) i jak zachować
      kontakt z dziadkami (może fundnij im internet, słychawki do skype i
      kamerkę?).
    • karolina.chonly Re: wyjazd z kraju 03.01.08, 14:48
      Hmmm... popatrz na to z innej strony. Wydaje Ci sie, ze wyjezdzajac
      skrzywdzisz dzieci. Moim zdaniem wrecz odwrotnie. Bo jesli np. Twoj
      maz zostanie tam gdzie jest, Ty gdzie indziej z dziecmi, to jak
      sobie to na dluzsza mete wyobrazasz? Za chwile dzieci beda
      nieszczesliwe, bo bez ojca. Szczegolnie mlodsze, ktore go prawie nie
      bedzie znalo (!!!), Ty bedziesz nieszczesliwa, bo dzieci beda
      nieszczesliwe... tak, brzmi to jak bledne kolo, ale tak wlasnie
      jest.
      Na pierwszym planie nusisz postawic CALA rodzine, tzn.: Ty + Twoj
      maz + Wasze dzieci. To super, ze dzieci maja dobry kontakt z
      dziadkami, ale to niestety nie wszystko.
      Do tego piszesz, ze znacznie poprawilaby sie Wasza sytuacja
      finanskowa, ze wszystko macie zapewnione. Tu sie naprawde nie ma nad
      czym zastanawiac.
      U mnie sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Ja wyjechalam
      niedawno z kraju do mojego meza (jeszcze bez dzieci, wadawaloby sie
      proste). Zostawilam rodzicow. Teraz jestem w ciazy i jasne, ze mi
      smutno, ze dziecko bedzie moich rodzicow rzadko widzialo, ale
      trudno. Do tego dochodzi jeszcze opcja opuszczenia kraju w ktorym
      teraz mieszkamy... i to jak dziecko podrosnie powiedzmy do wieku
      szkolnego. Jak wyjedziemy to najprawdopodobniej jeszcze dalej, co
      juz w ogole ograniczy kontakt z dziadkami. Dziecko bedzie mialo tez
      pewnie maly kontakt z rodzenstwem (maz ma juz dzieci z poprzedniego
      zwiazku). Jasne, ze szkoda jak sie pomysli o wszystkim, ale
      stwierdzilismy z mezem, ze zawsze razem, ze tworzymy jedna calosc,
      nie mozemy zostac tylko ze wzgledu na innych gdzies, gdzie np. nie
      jestesmy szczesliwi..., bo wtedy nasza rodzina tez nie bedzie
      szczesliwa, a chyba nie o to chodzi.
      Troche dlugo i zawile, wiem, ale mam nadzieje, ze chociaz troszke
      pomoze w podjeciu wlasciwej decyzji. Wlasciwej dla TWOJEJ rodziny :)
      Pozdrawiam
    • karolina.chonly Re: wyjazd z kraju PS: 03.01.08, 14:55
      PS: a przeciez jak sie poprawi sytuacja finansowa, to moze bedziecie
      mogli czesciej przyjezdzac do kraju, albo rodzice Was odwiedzac. Jak
      mlodsze dziecko podrosnie, to co stoi na przeszkodzie, zeby oboje
      spedzali np. wakacje u dziadkow? Jak juz tam sie sytuacja
      ustabilizuje i sie zaaklimatyzujecie (co jak inna Forumowiczka
      napisala, u dzieci trwa bardzo krotko) spojrzysz na to zupelnie
      inaczej. :)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: wyjazd z kraju 06.01.08, 18:17
      Trudno nie mieć dylematów podejmując taką decyzję. Tym niemniej, jak
      już napisano w tym wątku, priorytet musi stanowić Pani rodzina.
      Podjęliście Państwo już jakąś decyzję. Mąż wyjechał, pracuje, jest
      zadowolony, jest też w tym miejscu praca dla Pani.W pewnym sensie
      już wyraziła Pani zgodę na taką zmianę. Mężowi konsekwencja przyszła
      łatwiej. Statystycznie mężczyzźni są bardziej zdecydowania w
      podobnych kwestiach, mniej ambiwalentni i mniej sentymantalni. Pani
      ma większe rozterki. I dobrze ,bo z nich wyniknie być może
      ściślejszy kontakt z krajem, rodzicami, językiem. Ale te rozterki
      nie powinny oznaczać destabilizacji rodziny.
      Dla dzieci ważni są rodzice. Dziadkowie także, ale jednak już w
      innej formie i nie oni są najważnieszymi postaciami. Chyba, że
      rodzice uczynią je z nich
      Będąc za granicą rodzice już razem pomogą dzieciom w adaptacji,
      poznaniu nowych warunków i ich akceptacji. Trzeba oczywiście
      uwzględniać ich uczucia związane z rozstaniami, nowością,
      odmiennością życia. Ich uczucia, czasem może wyrażane negatywnie,
      będą naturalne i nie muszą wyrokować o złym wyborze.
      W dzisiejszych warunkach i wobec różnych form mobilności
      spełeczeństw nie powinno być kłopotu z utrzymaniem więzi z krajem.
      Nie należy w tym wszystkim niedoceniać życia emigranta. Pewnie będą
      i trudniejsze chwile, ale to jest wpisane w ryzyko każdej życiowej
      decyzji.
      Nie można też przewidzieć dziś konsekwencji tej decyzji w
      przyszłości. Zarówno dla Państwa jak i dla dzieci. Może będzie to
      dla nich dobre i rozwojowe doświadczenie, a może stworzy trudności w
      przyszłości. Ale to znów nie powinno oznaczać rezygnacji z decyzji.
      To oznacza, że każda nasza decyzja ma swoje skutki. Nie jest bowiem
      wiadomo jak wpłynie na dzieci rozłąka z ojcem. Dlatego jechać i na
      bieżĄco podejmować decyzje i prowadzić obserwacje. Powodzenia.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
    • yavina Mialam podobny dylemat 06.01.08, 18:56
      4 lata temu. Decyzja była o tyle trudna, ze mój partner jest obcokrajowcem, w
      dodatku nie jest ojcem moich dwojga dzieci (obecnie 8 i 5 lat) Ponad rok się
      wahałam : przeprowadzić się czy nie. Fakt, moje dzieci były jeszcze wtedy bardzo
      małe, wiec ich zdolności adaptacyjne nieograniczone, ale... tez było mi ciężko
      zostawić ukochanych rodziców i przyjaciół w Polsce, pozbawić dzieci dziadków do
      których były bardzo przywiązane. W dodatku ta wielka niewiadoma : czy mój nowy
      związek okaże się na tyle silny, ze przetrwamy wszystkie adaptacyjne
      niedogodności? Czy nie będę żałowała? Czy dzieci naucza się języka i poradzą
      sobie w obcojęzycznym przedszkolu?

      Na szczęście przeprowadzka dotyczyła miejsca klimatycznie o wiele
      przyjemniejszego od Polski, a dzieci uwielbiały swojego przyszywanego tatę.
      Przygotowałam je odpowiednio wcześniej, dużo o przeprowadzce mówiłam, opisywałam
      nasz nowy dom w samych superlatywach. Pojechałam z myślą, ze jakby coś się nie
      udało, to przecież zawsze można wrócić...:) Ale udało się, maluchy
      zaaklimatyzowały się bardzo szybko (teraz są idealnie dwujęzyczne) jesteśmy
      pełna rodzina, do Polski latamy co pól roku i właściwie nawet przez moment nie
      żałowałam mojej decyzji.

      Ciezko jest podjąć taka decyzje, bo wywraca ona życie do góry nogami. Ale tylko
      pozornie, bo w gruncie rzeczy życie rodzinne toczy się nadal tak samo, tyle ze
      w innej rzeczywistości. Takie zmiany są bardzo wzbogacające dla dzieci, które
      maja większe niż dorośli zdolności adaptacyjne. Gdy dorosną, będą miały dwie
      ojczyzny, dwie kultury i możliwość wyboru w przyszłości gdzie chcą żyć. O
      językach już nie wspomnę!

      Pozdrawiam, życzę odwagi i powodzenia! Pamiętaj ze jakby co, zawsze można
      przecież wrócić!


    • kasia27.net Re: wyjazd z kraju 31.01.08, 14:38
      Już od jakiegoś czasu borykam się z tym samym problemem,wyjechać czy
      nie,boję się ale to chyba normalne a głównie chodzi o moją
      córkę,jest to zmiana klimatu,ona często choruje więc też nie wiem
      jak by sobie poradziła tam...,do tego jechać i siedzieć całymi
      dniami w pustym mieszkaniu,bo mąż pracuje,to czy nie lepiej
      tutaj,skoro ma się bliskich wokół siebie!?dodatkowo tamtego języka
      nie znam ani odrobinki.A Ty jaką decyzję podjęłaś?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka