dalliletka
08.01.08, 11:15
Głupieję.Wczoraj miałam ochotę zabić mojego męża,za każde
słowo,kazdy gest.Jego i kochankę.Do wczoraj byłam pewna,że chcę
rozwodu,że to jedyna słuszna decyzja.Przecież od dawna się nie
kochamy.Przez dwa lata ukrywał przede mną kochankę.W domu tylko śpi
i czasami wpada na obiad.Dopóki nie wiedziałam o kochance,znosiłam
to.Przyzwyczaiłam się.Nawet było mi dobrze,bo było mało okazji do
kłótni.Myślałam,że z czasem będzie lepiej...Mamy cudowne dzieci...
W nocy coś mi się odmieniło,poprzekręcało,czy co.Nie daję rady...
Cały czas ryczę.Już za nim tęsknię.Za jego dotykiem,za głosem,za to
że jednak codziennie był...interesował się nami...Dzwonił dzisiaj z
pracy,pytał się jak się czujemy,czy łykamy lekarstwa...A gdy
zapytałam,czy przyjdzie na obiad powiedział,że ma inne
plany...Boli...
Nie wiem,czy chcę odejść.Już sama nie wiem...Gubię się w tym...Czego
ja chcę?