Dodaj do ulubionych

nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego męża?

22.02.08, 14:25
Witam.Niestety tym razem ja potrzebuję porady albo otrzeźwienia
jakiegoś, sama nie wiem, ech.Wszystko od początku.Swojego partnera
poznałam mając 16 lat, on był rok ode mnie starszy.To była wielka
miłość, byliśmy obydwoje zakochani w sobie po uszy.Bardzo chcieliśmy
założyć rodzinę, być ze sobą do końca swoich dni, typowe zakochanie,
zauroczenie, oddanie.W wieku 18 lat urodziła nam się córka, która w
tym roku kończy 10 lat, my wspolnie jesteśmy od 12 lat...Różne były
momenty w naszym życiu, wielokrotnie nie radziliśmy sobie z naszymi
problemami, były dobre i złe chwile, ale trwaliśmy zawsze przy
sobie, wspieraliśmy się, mogliśmy na siebie liczyć.Tak przynajmniej
mi sie wydaje...Ponieważ sytuacja finansowa była u nas różna,
postanowliśmy, że mąż będzie wyjeżdżał do pracy zagranicę.I tak
było.5 lat w rozjazdach, ja z dzieckiem w kraju, on 8 miesięcy w
roku poza domem, ale czekaliśmy na sibie, wysyłaliśmy setki smsów,
tęskniliśmy bardzo.Przyszedł jednak kryzys, którego można sie
spodziewać, on 1200 km ode mnie....kryzys narodził sie z winy mojego
męża, który prawdopodobnie się zagubił w tym wszystkim i chciał
odejść ode mnie, nie wracać do kraju.Jednak po wielu kłótniach i
rozmowach oszedł do wniosku, że mnie kocha, chce wrócić ale na
zawsze, nie chce już się oddalać ode mnie.Tak też uczyniliśmy,
wrócił, znalazł pracę w kraju i znowu nastało szczęście, znowu było
cudownie, kochaliśmy się wzajemnie, potrzebowaliśmy....
Minęło kilka lat.Były oczywiście te dobre i te złe chwile, wiadomo,
jak to w małżeństwie. Jednak teraz jest kryzys, który chyba nie
jest już do pokonania :( Bardzo sie od siebie oddaliśmy, ja
obudziłam się prawdopodobnie z ręką w nocniku, czując, że mąż sie
mną kompletnie nie interesuje.Zawsze był zaborczą osobą, cholernie o
mnie zazdrosną, każdy dzień zaczynał się od pytań na gg w stylu "jak
się czujesz?".Otwierał tylko oczy i już chciał ze mną rozmawiać,
wypytywał co robię, upominał żebym czasem go nie zdradzała;)
Od dłuższego czasu nie ma już żadnych rozmów chociażby na tym głupim
komunikatorze, żadnych smsów, mogłabym zniknąć na noc i nawet nie
zapytałby mnie gdzie jestem, z kim i czy w ogóle wrócę :( Seksu
między nami nie ma prawie w ogóle, chociaż to już inna historia,
którą opiszę poniżej.
Mąż nie ma potrzeby przytulenia mnie, pogłaskania, nie całowaliśmy
się już od roku... poprostu zero zainteresowania.Oczywiście
próbowaliśmy rozmawiać, te rozmowy go bardzo denerwują, ale
dowiedziałam sie chociaż tyle: kobiety żadnej nie ma, nawet ponoć o
tym nie myśli.Czuje sie wypalony, nie czuje nic gdy leżę od niego,
nie chce mu się seksu, ma wrażenie jakby się miał ochotę wyszaleć,
ale nie wiem w jakim sensie, bo on sie upiera, że poprostu chce
wyjść do baru z kolegami, pośmiać się i to tyle.Nie wiem, ale widzę,
że nie ma już miejsca dla mnie w jego życiu, skoro taki wypalony....
A teraz ja.Kocham tego człowieka nad życie, wystarczyłby jeden jego
gest a byłabym cała jego, jakąkolwiek by mnie pragnął, nie byłoby
problemu, ale on nie chce... Tak strasznie sobie nie radzę z tą moją
chorą, nieodwzajemnioną miłością, od praktycznie miesiąca czasu moje
życie przerodziło sie w koszmar.Jedynie ukojenie przynosi mi alkohol
i muzyka, nawet dziecko zaniedbałam, tak bardzo skupiam się na moim
cierpieniu.Dałabym wszystko by być dla niego kobietą jego życia a
nie obojętną partnerką.Twierdzi, że mnie kocha, że chce ze mna być,
nie chce się rozstawać, ale przecież taki związek nie ma żadnego
sensu, bo niby jaki miałby mieć?Jak można być z człowiekiem, który
patrząc na mnie nie czuje nic?To nie miłość według mnie, to zwykłe
przywiązanie.Praktycznie już w ogóle ze sobą nie rozmawiamy, bo niby
o czym, skoro ja ciągle płaczę, on sie denerwuje,ale nie mogę się
powstrzymać, tak bardzo cierpię.każdego dnia siedząc w pracy czekam
na jedno słowo, na jakiegokolwiek smsa i nie ma nic, jest taka
pieprzona cisza, że kręci mi się w głowie.Wiem, że w tym czasie ma
inne zajęcia, wiem, że siedzi przy komputerze ale nie ma potrzeby
zamiany ze mną chociażby jednego słowa.
Nie wiem, ale czuję się jak w kazirodczym związku, przysięgam.On
twierdzi, że wie, że go kocham, ale on chyba nie jest w stanie dać
mitego czego potrzebuję, więc jeśli tak mam cierpieć przez niego to
może faktycznie się rozstać...
Mam dwa wyjścia prawdopodobnie: albo pogodzić sie z odrzuceniem i
znaleźć sobie jakieś przyjemności w życiu albo się odkochać...tylko
jak?
Obserwuj wątek
    • takasobiekobieta dalsza część 22.02.08, 14:41
      próbuję wszystko zebrać do kupy, jakoś sobie poukładać, co się
      stało, kiedy i czy mam szansę jeszcze powalczyć.W walentynki byłam
      sama, on pojechał z kolegą na kilka dni w ważnej sprawie (mieszkał w
      tym czasie u moich rodziców,wiem po co pojechał i nie była to żadna
      kobieta...).Więc wiedziałam, że są walentynki, że go nie ma, ale
      ponieważ nigdy nie przywiazywałam wagi do walentynek czy dnia kobiet
      (dla mnie to sztuczne jest), to też nie czekałam na życzenia czy co
      innego.I co sie stało?Posłaniec przysłał mi do pracy bukiet pięknych
      róż, z dopiskiem, że o męża.Pomyślałam, cholercia, chyba jednak
      kocha, skoro go stać na taki gest, przecież gdyby nie kochał to
      chyba nie robiłby mi nadziei?Właśnie:( Ale potem wrócił, wstał nowy
      dzień, znowu to milczenie, cały dzień był w domu, przeglądał
      internet, był na gg na pewno ale znowu się nie odezwał, znowu ten
      przerażający brak zainteresowania, nie wytrzymam chyba tego dłużej :
      ( Wczoraj to samo, dzisiaj też.Nie wytrzymałam napiecia, napisałam
      smsa co słychać i czy jest w domu, odpisał, że jest u fryzjera do
      którego umówił się na 12, więc co, trzecią godzinę tam siedzi?A
      teraz ma wyłączoną komórkę :( Bardzo podejrzliwa sie zrobiłam, ale
      mam chyba powód, prawda?Przecież jakis powód musi być, niemożliwe,
      nic nie dzieje się bez powodu.Fakt, że zaczęłam go kontrolować, co
      go bardzo, bardzo irytuje i denerwuje, ale nie potrafię się
      powstrzymać, doszukuję się informacji jakimi pragnieniami zastapił
      swoją żonę.POwtarza tylko w kółko żebym się opanowała, przestała
      wreszcie kontrolować, dała mu oddychać, nie naciskała na nic, nie
      szpiegowała go.Nie wiem, nie potrafię tak, byłam przyzwyczajona do
      innego życia, to co się dzieje teraz to jakiś koszmar :(
      • naf.naf Re: dalsza część 22.02.08, 15:00
        Hmm... Wydaje mi sie ze Twoj mąz przechodzi poważny kryzys uczuc do Ciebie. Z
        tego co piszesz wynika jasno ze na chwile obecna faktycznie jestes mu obojetna.
        A te kwiaty do pracy to wyrzuty sumienia i granie na zwloke, tzn chec uciszenia
        Twoich pretensji na jakis czas. To zrozumiale ze reagujesz na to wszystko checia
        kontrolowania go, domaganiem sie o cieple gesty i zainteresowanie, itd. ale
        lepiej zebys znalazla gdzies w sobie sile zeby sie zdystansowac i faktycznie dac
        mu na pewien czas luz psychiczny, wycofac sie troche. Zajmij sie soba, zapisz
        sie na joge, idz do kina z przyjaciolka, wyjedz na kilka dni gdzies, niech Twoj
        maz widzi w Tobie silna, pogodna kobiete a nie zebzaca o uczucia zaplakana zone.
        Wpedzaniem go w poczucie winy, pretensjami, kontrolowaniem i byciem na kazde
        zawolanie tylko poglebiasz jego kryzys uczuc. Stan sie tajemnicza, kup sobie
        jakis fajny ciuch i nie zwracaj na niego uwagi przez jakis czas - zobaczysz ze
        to go zaintryguje. I moze zacznie "wracac" do Ciebie uczuciowo. Trzymaj sie,
        zycze sily bo przed Toba trudne chwile. Wiem to z autopsji.
        • takasobiekobieta Re: dalsza część 22.02.08, 15:13
          dziękuję za rady.Zastanawiam sie czy będę na tyle silna by tak
          poprostu się zachowywać w stosunku do niego.Normalnie jakieś prochy
          może powinnam zakupić?Są jakieś wzmacniające psychikę?Zastanawiam
          się również czy on jest jednym człowiekiem na kuli ziemskiej nie
          potrzebujacym uczuć, czyjejśc bliskości i seksu?Problem w tym, że
          mnie tego wszystkiego bardzo brakuje, wydaje mi sie, że stad wynika
          również moja histeria.Gdyby mi nie brakowało to usunęłabym się w bok
          bez problemu.Myslę o wyprowadzce do córki do pokoju, ponieważ śpiąc
          z nim w jednym łóżku dopada mnie bezsenność, całą noc potrafie
          patrzeć w ścianę i łzy kapią mi po policzkach.Cholera, zawsze
          myslałam, że jestem silna, radziłam innym, gdyby mnie taktraktował
          rok temu to myślę, że bez mrugnięcia oka wyrzuciłabym go ze swojego
          życia a teraz tak mnie dopadło, ech.A moze powinien sie wyprowadzic
          na jakiś czas...?
          • naf.naf Re: dalsza część 22.02.08, 15:28
            Wydaje mi sie ze wyprowadzka to zbyt drastyczny krok narazie. Sprobuj poki co
            troche odsunac sie od niego, nie zabiegaj, nie domagaj sie niczego od niego, nie
            interesuj sie jego sprawami, nie rob histerii, nie miej pretensji, nie kontroluj
            go. Badz w miare pogodna ale odlegla. Jesli jestes w fatalnym stanie psychicznym
            to moze idz do psychologa zeby dac upust wszystkim zalom i bolowi, moze zazywaj
            jakies antydepresanty. Po jakims czasie, jesli nic sie nie zmieni sprobuj
            porozmawiac z mezem ale rzeczowo i konkretnie, bez lez, pretensji, obwiniania.
            Zapytaj czy juz moze odpowiedzial sobie na pytanie czy chce z Toba byc, czy Cie
            kocha, itd. Ale zrob to SPOKOJNIE! Powiedz ze czujesz ze jest kryzys i ze trzeba
            cos z tym zrobic bo tak sie nie da zyc. Zapytaj jaki ma pomysl na rozwiazanie
            tej sytuacji. Trzymam kciuki!!!
            • takasobiekobieta Re: dalsza część 22.02.08, 15:44
              bardzo mądre są twoje słowa i mnóstwo w nich racji.Myślę, że
              powinnam kupić jakieś antydepresanty i wyprowadzic się do córki do
              pokoju na spanie by poprostu obniżyć sobie poziom hormonów.Myślę, że
              jak zaczne wychodzić to tylko pogłębię to co między nami jest-
              będziemy sobie jeszcze dalsi.Wiem, że mąż skarżył się koledze
              swojemu kilka dni temu, że bardzo mnie kocha, ale przechodzimy
              kryzys, ponieważ zaczęłam się wszystkiego czepiać i kontrolować go
              na każdym kroku.Albo on jest taki głupi albo poprostu przestał mnie
              kochać, ale czeka na mój pierwszy krok, nie wiem już.Ale wiem, że ma
              dość, ja również, tylko że to ja jestem poszkodowana, nie on.Wrócę
              dzisiaj do domu, zrobie obiad, postaram sie być uśmiechnięta,
              przysięgam, najwyżej w nocy zamknę sie w łazience i tam bedę
              płakać.Umówiłam się też z koleżanką na wieczór do kawiarni, weźmiemy
              dzieciaki nasze i pójdziemy posiedzieć, wrócę jak on juz wyjdzie na
              noc do pracy.Postaram się, znaczy na pewno nie wyśle mu absolutnie
              żadnego smsa, jutro też sobie zorganizuje jakieś wyjście.Bardzo,
              bardzo ci dziękuję za pomoc, jeśli miałabyś kiedyś ochotę
              porozmawiać z taką desperatką jak ja to wyslę na skrzynke mój numer
              gg.Życzę miłego dnia.
              • kicia031 Re: dalsza część 22.02.08, 16:30
                Nafnaf ma racje, a jednoczesnie jej nie ma.

                Oczywiscie ktorkoterminowo to, ze zaczniesz wychodzic, dbac o
                siebie, itp pomoze, pewnie zmobilizuje meza.

                Ale na dluzsza mete - jak dlugo wytrzymasz udawanie?

                Moim zdaniem kluczen do udanego zwiazku jest by miec wlasne zycie,
                sprawy, zainteresowania. pasje. sposoby spedzania wolnego czasu.
                przyjaciol.

                Twoj maz sie dusi pod presja twoich uczuc, oczekiwan, pod presja
                pewnosci, ze ty zawsze tam gdzies bedziesz dla niego. zajmij sie
                soba, a obojgu wam bedzie lepiej.
                • takasobiekobieta kochane dziewczyny 22.02.08, 18:35
                  dziekuję Wam ze szczerego serca za Wasze rady! Musicie wiedzieć, że
                  mam zaledwie niecałe 28 lat i nie mogę żyć będąc z kimś a
                  jednocześnie będąc mu do niczego niepotrzebna, zastępowalna :) cały
                  czas żyję nadzieją, że on się opamięta, zobaczy mnie, że znowu
                  będziemy wypełniać się dniem.Narazie wycofuje się, z kamienną twarzą
                  idę do przodu, udawać za bardzo nie dam rady, to pewne, ale zajmę
                  się sobą, będę wypełniać sobie czas żeby nie musieć patrzeć na niego
                  i płakać.Jeśli jemu nie będzie to przeszkadzało, nie opamięta się to
                  poproszę o wyprowadzkę.Uważam, że bez chemi nie ma związku, pewnie
                  już naszego związku nie ma a tylko ja głupia, naiwna młoda
                  dziewczyna mam nadzieje i tymi nadziejami żyję :( POwiem Wam, że
                  dzisiaj jak wyszedł domu o 11 tak wrócił o 18, cały dzień spędził
                  ze swoimi "niezawodnymi" kolegami ha :) Nawet łóżka nie zdążył
                  złożyć bo i kiedy?A pierwsze co wszedł do domu to zapytał "co masz
                  taką minę?".I jeszcze kurde przytulić mnie chciał :( Kurcze, dopóki
                  on sie nie opamięta to nie chcę się przytulać, nie chcę żyć jego
                  zapachem, bo zwariuję, jak ja mam temu zapobiec?przytulać się na
                  siłę czy mu powiedzieć, że nie mam ochoty i żeby spadał....
              • moreno68 Re: dalsza część 22.02.08, 16:31
                Bardzo mądre rady napisła naf.naf.Właściwie nic dodac.Musisz
                postarac się zainteresowac sobą męża na nowo.Bez desperacji i
                histerii.Pomysł z psychologiem też nie jest zły, zawsze ktoś trzeci
                może pomóc nabrac zdrowego dystansu.Sama jestem w związku od 14 lat
                i stara prawda jest taka,że zawsze uczucia trzeba
                pielęgnowac.Powodzenia !!!
                • diana.pl Re: dalsza część 22.02.08, 18:29
                  witaj -mysle ,że powinnaść pomyśleć troche inaczej ,jak byś sie ty czuła gdyby
                  to ciebie kontrolowano na każdym kroku ,sprawdzano i wypytywano chyba nikt tego
                  nie lubi,bo po jakimś czasie czuje się jak w klatce . Może daj mu troche luzu
                  pokaż ,że jesteś osobą godną zaufania ,a nie ino szpiegiem .A może po prostu mąż
                  się w którymś momencie zagubił i sam nie wie co dalej .Sama mówiłaś,że nie ma
                  nikogo ,że cie nie zdradza to może daj na razie spokój rozmową i zacznij
                  dzialś.Kup sobie ładną bieliznę i przejmij inicjatywe,jeśli nie wyjdzie za
                  pierwszym razem to sprobuj jeszcze raz. Myśle że zmięknie i powi Ci w końcu oco
                  mu chodzi czy chce być z tobą czy nie .Często to kobiety piszą,że mają blokade
                  jeśli chodzi o sex i ich męża ,ale może być też tak z mężczyznami.Zycze
                  powodzenia i czymam kciuki ( wiem ,,,,,,,,ze taki sposób nie jest łatwy ale może
                  coś da)
                  • takasobiekobieta Re: dalsza część 22.02.08, 18:41
                    cześć Diana.Nie dam rady na siłę go do seksu przekonywać, tym
                    bardziej, że w tym roku seks uprawialiśmy aż 2 razy,z mojej
                    inicjatywy i był to byle jaki seks, poprostu byle jaki.Ja wceśniej
                    nie zdążyłam już napisać, że dokłądnie 13 miesiecy temu mój małżonek
                    zaczął mieć problemy ze zwodem.Czytał jak opętany różne infrmacje na
                    ten temat, ciągle wypytywał czy przez to, że cos z nim nie tak nie
                    jestem zła.Oczywście, że nie byłam, pytałam czy mogę pomóc,
                    namawiałam na wizytę u seksuloga.Potem odpuściłam, bo przecież za
                    niego do lekarza nie pójdę.Ostatni raz we wrześniu lub październiku
                    mówił, że chyba pójdzie, bo on tak nie da rady (sam podjął ten
                    temat).Ocywiście, że nie poszedł, nic z tym nie zrobił, myśle, że to
                    też może być jeden z powodów odrzucenia mnie, ale może mi się tylko
                    wydaje?A co do sprawdzania, to przepraszam, ale nie robiłam tego
                    specjalnie, absolutnie.Sam zostawiał po sobie ślady w internecie
                    np.Dodatkowo jeśli wychodzi gdzieś to chyba jako żona mam prawo
                    wiedzieć gdzie idzie, no nie?Po co nerwy, wystarczy tylko
                    powiedzieć.Od 12 lat mówił,ja też ZAWSZE a teraz nagle taki
                    tajemniczy?Zresztą nigdy tak nie potrzebował tych swoich kumpli jak
                    teraz ech.
                    • diana.pl Re: dalsza część 22.02.08, 19:07
                      nie wiem co ci powiedzieć ,każdy jest inny inaczej doradza .Musisz to sama
                      rozwiązac .Jak będziesz chciała kiedyś pogadać to daj znać na mejla .Pozdrawiam
                      i czymaj się
                    • mela45 Re: dalsza część 22.02.08, 19:45
                      Jak czytałam twój post to tak jakbym czytała o sobie. Różnimy się tylko wiekiem
                      ale czujemy dokładnie to samo. Jak analizuję swoją sytuację to zastanawiam się
                      jak można przestać kogoś kochać z dnia na dzień. Zwłaszcza, że ponad dwadzieścia
                      lat byliśmy szczęśliwym małżeństwem rozumiejącym się w pół słowa. Dzisiaj czuję
                      się oszukana i zwątpiłam w to, że on w ogóle mnie kochał. Mój mąż też twierdzi
                      że nie ma innej kobiety i wszystko (oprócz okazywanej mi obojętności) na to
                      wskazuje. Sfera seksu jest dla mnie bardzo ważna ale jeśli libido u męża spadło
                      do zera to bez problemu mogłabym z tego zrezygnować. Nie mogę się jednak
                      pogodzić z brakiem jakichkolwiek gestów czułości. Nie wiem jak długo to
                      wytrzymam. Moje noce u jego boku są koszmarem. Czuję dokładnie to co ty
                      opisałaś. Dziękuję ci że zdecydowałaś się o tym napisać bo dzięki temu ja też
                      mogłam się wygadać.
                      Jak zechcesz to napisz do mnie na email.
                      Pozdrawiam i życzę odnalezienia szczęścia na nowo.
                      mela
    • iksantia cos Ci powiem, takasobiekobieto 22.02.08, 20:12
      A wlasciwie napisze
      Twoj facet potrzebuje odosobnienia, wyluzowania, swobody mysli, beztroski..
      Najlepsza reakcja z naszej strony powinno byc to samo: odosobienie, wyluzowanie,
      brak reakcji.. ale nie jest, bo jestesmy kobietami i troszczymy sie o zwiazek.
      Moze sprobujesz sie zdystansowac, sprobuj nie reagowac na niego, sprobuj na
      chwile wyrzucic go ze swego zycia, w sensie teraz jestem ja, skoro Ty jestes
      daleko, sprobuj nie czepiac sie i nie pytac o nic, poczekaj, az on spyta,
      dlaczego Ciebie nie interesuje, ze wychodze wieczorem? Nie jestem psychologiem,
      ale przez takie durne czepianie sie, nie dosc, ze stracilam faceta, to jeszcze
      zaniedbalam rodzine, i zostane babcia ;] poczytaj moj watek ponizej/powyzej.
      Bylo gdzies napisane: jesli cos kochasz pusc to wolno, gdy wroci, bedzie Twoje,
      jesli nie, nigdy nie bylo
      Powodzenia :]

      • mela45 Re: cos Ci powiem, takasobiekobieto 22.02.08, 22:01
        Pewnie masz rację. Ja właśnie tak się zachowuję jak radzisz takiejsobiekobiecie
        ale nie wiem jak to wszystko długo potrwa bo nie jest lepiej a ja psychicznie
        wysiadam. Strasznie boli ta obojętność osoby którą kochasz. Rana się pogłębia i
        nie wiem czy jeszcze uda się ją zaleczyć.
        Podpiełam się pod ten wątek bo mam ten sam problem
        Pozdrawiam
        mela
        • agatar-m Re: cos Ci powiem, takasobiekobieto 23.02.08, 19:03
          hej hej, nie ma co porównywać tych sytuacji, ale jak byłam w drugiej
          ciąży to zamiast cieszyć sie jak nie wiem przez 9 miesiecy to co
          jakiś czas ryczałam w poduszkę. mąz nie chciał się ze mną csałować,
          kochaliśmy się ale nie czułam tej bliskości, nie przytulał nie
          adorowała itd. rozmawiałam, nawet zagroziłam rozwodem, no bo po co
          mam się męczyć, pomogło. tak naprawdę jak urodziłam to wszystko jak
          ręką odjął wrocił do normy. nawet to ja mam dość, oczywiście w
          cudzysłowiu, ciągle chce się całować, przytulać, kochać itd. w
          poierwszej ciaży było normalnie,więc dziwne było ,że w drugiej się
          tak działo, może dlatego,że pierwsze dziecko urodziło się
          chore...nie wiem.też myślałam ,że ma kogoś, trudno mi było
          wychodzić, iść na joge itd, choć chciałam mu pokazać,że jestem
          silna, tobie też radze, ja po prostu nie miałam jak tego zrobić, w
          ciaży z drugim małym dzieckiem...teraz jest idealnie, i wiesz w
          sumie to nie wiem dlaczego się tak zachowywał. chce tylko żebyś
          wiedziała że wiem co przeżywasz i to jest okropne, tak strasznie
          wśrodku boli, trzymam kciuki. sądzę,że jednak rozmowa jest
          najlepsza, nawet wyciśnięcie na siłę. ....
    • kryzysowa_narzeczona75 Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 26.02.08, 09:59
      nie ma jednej cudownej rady na kryzys. Tak jak krok po kroku oddalaliscie sie od
      siebie, tak teraz nalezaloby krok po kroku odbudowac, to co bylo kiedys dobre
      dla ciebie i dla twojego meza. Nie uratujesz niczego na "hura". Ciezko jest od
      nowa przywrocic bliskosc, ale nie jest to niewykonalne. To nie kwestia jednej
      rozmowy (bo akurat nie trafisz na nastroj meza), nie kwestia twojej fizycznej,
      naglej przemiany. Moze to kwestia sprawianie sobie drobnych przyjemnosci?
      Chociazby jak te kwiaty od meza. Albo twoj usmiech. Wspolne wyjscie do kina, bez
      zaczynania rozmowy o kryzysie. Wspolny wypad na weekend, rowniez bez wyrzutow,
      wypominek, czy wspominek. Wypicie wina przy ogladaniu komedii, czy innego filmu.
      Po prostu bycie razem, spedzanie czasu razem. Moze jeszcze nie pora dla twojego
      meza na rozmowe o tym jak ty niekomfortowo czujesz sie w tej sytuacji. On
      zapewne tez tego komfortu nie czuje, a chyba tak jest, ze mezczyznom trudniej
      jest rozmawiac o uczuciach. Moze wlasnie podczas spedzania czasu razem,
      oderwania sie troche od rzeczywistosci temat sam wyplynie... od niego. Gdzies
      sie pogubiliscie w tym wszystkim i zapewne jest tak, ze obydwoje pozwoliliscie
      sobie na to oddalenie. No wiec skoro chcesz ratowac malzenstwo, to jest pierwszy
      krok do tego aby je uratowac. Przekonaj tylko do tego meza, metoda malych krokow
      i... zycze wam powodzenia! :)
    • takasobiekobieta cześć dziewczyny ponownie 19.03.08, 13:21
      Minął kolejny miesiąc cierpienia, wile rzeczy się wyjaśniło, wiele
      słów zostało wypowiedzianych, nie wiem co się zmieniło, bo już sama
      się pogubiłam w moim życiu.Oczywiście, że była inna kobieta.Chociaż
      sama podejrzewałam, to łudziłam się nadzieją, że może jednak nie
      to.Przyznał się a ja nie wiem jak dalej żyć z tą wiedzą.Ponoć poznał
      ją w barze, pisali ze sobą jedynie smsy, siedzieli na
      czacie,przysięga na boga, że nic więcej nie było.Po dwóch tygodniach
      znajomości ponoć ocknął się, że robi coś źle, że marnuje małżeństwo,
      że nie chce takiej znajomości, bo to nie ma żadnego sensu.Ponoć
      spotkał się z nią tylko raz, na kawie w ciągu dnia by powiedzieć,
      żeby nie robiła sobie nadziei, bo nic z tego nie będzie, że chce
      powalczyć o swoje małżeństwo.Ona to już wiedziała.To wersja mojego
      męża.Twierdzi, że nie mógł z tym dłużej żyć, że chciał mi to wyznać
      już wcześniej, ale nie miał odwagi..... Niestety nie wierzę
      mu.Wyobrażam sobie jak musial czuć się dobrze przy boku innej
      kobiety, jak chętnie szukał z nią kontaktu kiedy ja błagalam by się
      opamiętał.Siedzi to we mnie tak głęboko, że nie potrafię sobie
      znaleźć miejsca, poradzić sobie jakoś.Qrwa, jak ciężko :( Wmawia mi,
      że zrozumiał swoje błędy, że mu ogromnie wstyd, ale, że kocha mnie
      ponad wszystko, nie wybaczy sobie jeśli straci mnie, że chce umrzeć
      przy moim boku, zacząć wszystko od nowa itd itp, czyli typowe co
      mówi facet z wyrzutami sumienia.Niby sie stara, pisze, dzwoni,
      zadbał o dom na nowo, widzę poprawę, oprócz łóżka, bo seksu nie
      ma...Wiedza, z którą przyszło mi teraz żyć spala mnie jak diabli.O
      niczym innym nie jestem w stanie myśleć, nie jestem szczęśliwa,
      wszystko co robi wydaje mi się takie przymuszone, nie wiem jak to
      nazwać.W zeszłą sobotę znowu dopadło mnie rozgoryczenie, wyszłam z
      domu, poszłam się przejść.Pojechał za mną samochodem, prosił bym
      wróciła do domu, zgodziłam się, znowu słuchałam jak bardzo mnie
      kocha, ale żebyśmy zaczęli na nowo, bo nie może tak być bym się
      zadręczała, że to do niczego dobrego nie doprowadzi, że on nigdy nie
      popełni żadnego takiego błędu, że pragnie bym była szczęśliwa i cała
      reszta tych pustych słów... Nie wiem co robić dalej ze swoim życiem,
      przyrzekam.Najchętniej rozeszłabym się, bo nie wiem czy jeszcze
      kiedykolwiek będziemy szczęsliwi.Z drugiej strony zastanawiam się
      czy nie stracę czegoś cennego, żyję z myslą, że za kilka lat mogę
      żałować, bo może faktycznie to była zwykła znajomość nic więcej?Sto
      mysli na minutę mam, potrafie się głośno śmiać, za 5 minut płakać,
      bezsens.On jest bardzo wyczulony na moje zachowania, co chwilkę pyta
      co się dzieje, czy na pewno wszystko ok, oczywiście żeby go dłużej
      nie zadręczać udaję, że tak, wszystko w porządku a w srodku płonę,
      płonę tak bardzo mocno.....
    • takasobiekobieta a najgorsze jest to 19.03.08, 13:27
      że czuję się taka nieatrakcyjna, brzydka i niepotrzebna.Widzę, że
      martwi się o mnie, o moje zdrowie, ale...ognia, który płonął nigdy
      już nie będzie.Już wiem, że pewnie przestałam się podobać, podniecać
      go, dlatego szukal fascynacji gdzie indziej.Tak już na pewno
      zostanie-żyję tą myślą i przestać nie mogę.Nie winię siebie ani
      jegoza to wypalenie, ale wolałabym by odszedł niż karmił mnie
      nadziejami, że kocha jak kobietę.....ech.
      • dagi80 Re: a najgorsze jest to 19.03.08, 14:26
        Pisałam Ci w innym watku żebyś sprawdziła czy to o inna nie chodzi, nie wiem czy czytałaś. Jednak się sprawdziło, u mnie było tak samo. Minęlo od tego czasu już ponad pół roku, zostałam z mężem, ale nigdy nie będzie jak było. Mi nie przeszedł żal do niego i dalej nie mogę sobie z tym poradzić. Nie ma dnia bez płaczu, złych myśli. Postanowiłam że zostane dla dzieci, a może będzie dobrze. On sie stara ale to już nie to. Nigdy mnie nie przekona że tylko mnie kocha i pragnie itd, nie ma we mnie już wiary i pewności, zniszczył wszystko swoją zdradą a tak naprawde to nie przyznaniem się do tego tylko słowami, które mówił zanim odkryłam prawde. Trzymaj się będzie Ci potrzeba dużo siły.
        • takasobiekobieta Re: a najgorsze jest to 19.03.08, 14:45
          dziękuję ci bardzo.Widzisz mój twierdzi, że do niczego nie doszło,
          że obudził się z całego tego amoku.Twierdzi, ze od lat żył w
          swiadomości, że jestem bardzo blisko z kolegą z pracy.Wiem o tym, bo
          wiecznie mnie katował brakiem wiary w to, że nic mnie nie łączy.A
          troszke łączyło i powiedziałam mu po tym jak dowiedziałam się o jego
          znajomości.On upiera się, że od dawna się tego domyślał, bo spotkał
          kiedyś tamtego faceta i widział jak ten szybko spuscił głowę na dół
          i zrobił się czerwony.Twierdzi, że ja posunęłam się dalej ponieważ
          doszło do pocałunku.On ponoć jej nawet nie dotknął, ale cieżko mi w
          to wierzyć.To po co utrzymywał przez 2 tygodnie taka znajomość?Co
          chciał sobie udowodnić?No i nadal nie wiem dlaczego tak mnie
          wyrzucił ze swojego życia.....tak nagle.On twierdzi, że to ja go od
          lat wyrzucałam, poniżałam, ciagle unikałam jego obecności, nigdzie
          nie wychodziliśmy razem, prawie nie rozmawialiśmy.Moja mama
          twierdzi, że przykro jej to mówić, ale tak było.Przez 4 tygodnie
          wakacji odezwałam się do niego kilka razy, bo raczej cały czas byłam
          obrażona nie wiadomo na co.Może troszke w tym racji jest, może
          faktycznie od dwóch lat mając zajęcie w godzinach popołudniowych
          unikałam domu, jego, ale czy to nie jest tak, ze on sobie pozwolił
          na wolność, wywalenie mnie z życia, a teraz zrzuca winę na mnie, że
          niby taką załą żoną byłam.Upiera się, że gdyby chciał to dawno
          mógłby mieć inną kobietę a od 12 lat nie miał żadnej innej oprócz
          mnie i nie chce żadnej innej.Że z głupoty utrzymywał kontakt smsowy
          i bardzo tego żałuje, nigdy więcej tego nie zrobi.Nie wiem, no nie
          wiem, ale czuję, że powolutku dorastam do decyzji o rozstaniu.Jest
          wielka poprawa z mojej strony-skończyłam z piciem, bardzo rzadko
          płaczę.Wiem, ze zawsze byłam trudną partnerką, zdaję sobie sprawę,
          ale z drugiej strony człowiek, któremu ufałam od 12 lat spalił to
          wszystko w jeden pieprzony miesiąc....
          • takasobiekobieta Re: a najgorsze jest to 19.03.08, 15:01
            dodam jeszcze, że sam to wszystko mówi nie bedąc pod moją
            presją.Kiedy chciałam żeby odszedł, to spędził godzinę na mówieniu
            do mnie i klęczeniu przy mnie, ja z kamienną twarzą słuchałam nie
            patrząc na niego tylko na ścianę.Stwierdził, że nigdy nie chce już
            wychodzić z kolegami, że byśmy zawsze razem wychodzili, byli blisko
            tak ja kilka lat temu, żebyśmy gdzieś wyjechali, razem spędzali
            czas.Niby to takie oczywiste co mówi.W zasadzie miesiac temu
            prosiłam boga by się opamiętał, a teraz kiedy chyba sie opamiętał to
            ja zaczynam szwankować.I mnie jest ciężko z wiedzą, którą mam i jemu
            ponoć też bardzo cieżko z wiedzą, ktorą on ma.Ale uważa, że
            powinniśmy zapomnieć o wszystkim i zrobić wszystko byśmy do końca
            życia mogli być szczęśliwi i ja i on, żeby się "zrestartować" i iść
            do przodu, bo czasu już ani ja ani on nie cofnie.Niby ja też nie
            jestem bez winy, ale wiem co zrobiłam czego nie, zresztą to nie ja
            go skrzywdziłam pozostając obojętną na jego czułości.Chyba...
            • dagi80 Re: a najgorsze jest to 19.03.08, 16:41
              Czy oni chodza do jednej szkoły?:)))Mój też cały czas powtarza, że czasu nie da się cofnąc żebyśmy zaczęli od nowa i tak jak twój mówi: że
              > powinniśmy zapomnieć o wszystkim i zrobić wszystko byśmy do końca
              > życia mogli być szczęśliwi i ja i on, żeby się "zrestartować" i iść
              > do przodu, bo czasu już ani ja ani on nie cofnie.
              Ale niech w tym wszystkim pomyślą o nas, czasu owszem nie cofnie, ale ja swoich myśli też nie wymaże i nie zaufam już tak samo chyba że podda mnie lobotomii. Czemu tak późno się opamiętali, Twój może nic nie zrobił a mój wszystko co możliwe a ja dałam z siebie dla niego wszystko. Wydawało mi się że jesteśmy idealnym małżeństwem, mamy małe dzieci ja dla niego poświęćiłam wszystko i takie dziękuje dostałam.
              • takasobiekobieta kochana dagi 19.03.08, 22:00
                wiesz.Ja nie wierzę, że mąż mnie nie zdradził, że to były jedynie
                smsy, nie wierzę.Ty byś uwierzyła?Jak można pisać z nieznaną osobą i
                o czym?O pogodzie?Proszę....Jedyną sprawą przemawiającą według mnie
                za tym, że mógłby nie zdradzić byłyby jego problemy ze zwodem, że
                może bałby się kompromitacji?A może spróbował i wyszło mu i w czasie
                kiedy ja czekałam na niego w domu on przeżywał świetny seks?Wiesz,
                miałam w planie spotkać się z tą dziewczyną i zapytać ją o zdanie,
                ale obawiam się, że mogłabym usłyszeć to co ona chciałaby bym
                usłyszała.... korci mnie strasznie żeby poznać prawdę, tylko
                wolałabym usłyszeć ją z ust męża, a on pewnie mi nie powie w obawie,
                że odejdę, jestem tego pewna.Ja nie mam poczucia, że tyle
                poświęciłam i straciłam, raczej czuję się oszukana jak diabli i
                przegrana a to boli.Co mi z tego, że wybrał mnie skoro była inna?
                Wiesz, to był świetny facet, wiedziałam, że bardzo mnie kocha,
                zawsze to czułam.Był cholernie zaborczy, zamęczał siebie i mnie
                myślami, że na pewno go kiedyś zdradzę, trochę zakompleksiony.Ale
                nigdy nie zdradziłam fizycznie (chodzi o seks, bo inna rzecz była o
                której napisałam) i nagle z zakochanego, zaborczego i zazdrosnego
                faceta zmienił sę w obojętnego palanta flirtującego z jakąś
                babką.Jestem silną kobietą, taką się bynajmniej czuję i nagle w
                obliczu takej sytuacji zastanawiam się czy wypieprzyć tego gościa z
                naszego dwunastoletniego życia czy dać szansę o którą prosi.Zapewnia
                o miłości o tym, że się bardzo zagubił, o tym, że objętnością to ja
                go zaraziłam itd itp.Twierdzi, że zrozumiał, że liczę się tylko
                ja...czuję jak każdej nocy trzyma mnie mocno, rano przez nego
                spóźniam się do pracy, ponieważ jak tylko zadzwoni budzik to zaczyna
                mnie mocno przytulać i nie chce puścić.Jeszcze miesiąc temu leżał na
                jednym końcu łóżka, ja na drugim.Teraz niby zmiany są, ale we mnie
                siedzi to czego się dopuścił, nie potrafię wybaczyć.Nawet nie o samą
                kobietę chodzi, ale o to odrzucenie mnie.Zarzucam sobie, że
                zatrzymałam go przy sobie na siłę, że może gdybym wtedy nie nękała
                go to byłby szczęśliwy u boku kogoś drugiego a ja bym powolutku
                wracała do życia w samotności...a tak dręczyłam, męczyłam i on
                odpuścił sobie romans, zapragnął wrócić do mnie....no nie wystarcza
                mi to.Widzę jaki jest spięty, boi się bym znowu nie zaczęła męczyć
                pytaniami.Przedwczoraj zadzwonił z pracy, że po pracy jedzie na 20
                minut do kolegi, ja zażartowałam "tylko na dziwki proszę nie
                chodzić, jedyne do koleg a potem do żony migiem".A wiesz jak
                zareagował na mój żart? "Dobra, to ngdzie nie idę" i nie
                poszedł.Paranoja, kiedyś by mi odpowiedział "tak na szybko ze dwie
                dziwki i wrócę do ciebie" a teraz wyczulony na tym punkcie jak
                diabli....
                Naprawdę rozmyślam czzy odejść i zacząć żyć na nowo.Jestem pewna, że
                znalazłabym sobie kogoś, nie jestem jakaś najgorsza.Z drugej strony
                kocham tego gnojka, kochałam zawsze i nie wiem czy podjęcie
                pochopnej decyzji nie wróci do mnie za kilka lat, czy nie będę
                żałować?Ech, jakie głupie to życie.
            • moreno68 Re: a najgorsze jest to 19.03.08, 18:02
              A najgorsze jest to że łatwiej dostrzec wady faceta niż własne;)Bo
              jeżeli piszesz o odrzucaniu czułości , to jak nazwac Twoje znikanie
              z domu czy brak rozmów na wakacjach... Nie usprawiedliwiam Twojego
              faceta bo wiadomo,że taka forma kontaktu jest podła ale trzeba
              trochę zdystansowac się do sytuacji.Z tego co opisujesz też nie
              byłaś idealna.Może warto żebyś wyjechała gdzieś na parę dni i
              wszysto przemyślała, bo w takich emocjach łatwo podjąc głupią
              decyzje.Ważne żebyś wiedziała czego Ty chcesz dla siebie , nie ma
              sensu zostawac z kimś i do końca życia zadręczac się wzajemnie,
              szkoda odejśc jesli go kochasz- bez spróbowania naprawy związku,bo
              może nie będzie jak dawniej ale pod wieloma względami lepiej.Znam
              parę, która po zdradzie potrafiła byc razem, a nawet jak twierdzi
              moja znajoma wiele spraw jest teraz lepszych...Może psycholog
              pomorze uporządkowac emocje...?Życze trafnej decyzji DLA CIEBIE i
              trochę wiary w siebie też się przyda:)
          • kicia031 Masz wielkie szczescie 20.03.08, 14:28
            Twierdzi, ze od lat żył w
            > swiadomości, że jestem bardzo blisko z kolegą z pracy.Wiem o tym,
            bo
            > wiecznie mnie katował brakiem wiary w to, że nic mnie nie łączy.A
            > troszke łączyło i powiedziałam mu po tym jak dowiedziałam się o
            jego
            > znajomości.On upiera się, że od dawna się tego domyślał, bo
            spotkał
            > kiedyś tamtego faceta i widział jak ten szybko spuscił głowę na
            dół
            > i zrobił się czerwony.Twierdzi, że ja posunęłam się dalej ponieważ
            > doszło do pocałunku.

            On twierdzi, że to ja go od
            > lat wyrzucałam, poniżałam, ciagle unikałam jego obecności, nigdzie
            > nie wychodziliśmy razem, prawie nie rozmawialiśmy.Moja mama
            > twierdzi, że przykro jej to mówić, ale tak było.Przez 4 tygodnie
            > wakacji odezwałam się do niego kilka razy, bo raczej cały czas
            byłam
            > obrażona nie wiadomo na co.Może troszke w tym racji jest, może
            > faktycznie od dwóch lat mając zajęcie w godzinach popołudniowych
            > unikałam domu, jego

            Wiesz co, przeczytaj sobie jeszcze raz to co napisalas - a potem
            kleknij przed swoim mezem, podziekuj ze tyle lat to wytrzymywal i
            obiecaj poprawe. Bo jak sie nadal bedziesz tak zachowywac wobec
            niego, to stracisz wartosciowego faceta wczesniej czy pozniej - a
            raczej wczesniej.
            Opamietania zycze.
            • damap Re: Masz wielkie szczescie 26.03.08, 09:58
              Kicia ma rację w 100% Do tego momentu, w którym to napisałaś, żal
              było mi Ciebie i tej sytuacji w której się znalazłać, ale po
              napisaniu cytowanych przez Kicie zdań, żal zrobiło mi się Twojego
              męża i wszystko zrozumiałam. To od Ciebie się zaczęło i Twojego
              flirtu z innym mężczyzną. A Ty mu zarzucasz obojątność, to, że
              leżycie obok siebie jak obcy sobie ludzie. A może on przyjął taką
              samą taktykę jaką Ci tu polecają- OBOJĘTNOŚĆ i mu się udało,
              zaczęłaś się zastanawiać co się dzieje, jakie są powody jego
              zachowania, wszystko obróciło się przeciwko Tobie. Nieźle to
              zagrał, musiało mu być cholernie ciężko tak jak Tobie teraz.
              Piszesz, że miał problemy w sferze seksu, wcale mu się nie dziwię,
              sama bym miała opory wiedząc, że moją połowę interesuje ktoś inny i
              przez 2 lata to on zajmuje myśli.
              Dziewczyno to Ty się opamietaj. Rada dla Was- wykreślcie te 2
              incydenty ze swojego życia i zacznijcie od nowa bo warto. Jego
              obecna postawa moim zdaniem jest szczera, to, że się stara, że
              błaga, że utwierdza Cię w przekonaniu, że bardzo Cię kocha i chce
              walczyć. Jedyny problem stanowisz teraz Ty. Zapomnij co złe i
              zacznijcie budować swoje szczęście we dwoje od nowa. Jeśli się nie
              przełamiesz i nie zrozumiesz swojego błędu stracisz bardzo wiele.
              Nie warto.
    • dilayla74 Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 21:43
      Witam, historia niczym z mojego życia wzięta. Jesteśmy małżeństwem
      od 14 lat, mamy syna, nam również od dłuższego czasu się nie
      układało, seks? juz dawno zapomniałam co to znaczy. Przed tygodniem
      dowiedziałam się, że jest ta druga, poznana w internecie, młodsza,
      atrakcyjniejsza, pocieszycielka. Powiedział mi na zimno, że juz go
      nie pociągam, że nadal kocha ale nie tak jak dawniej, że ją kocha
      również. Najgorsze jest to, że planuje do niej pojechać, żeby jak
      twierdzi, sprawdzić jak się ich relacje ułożą na "żywo" i , że jak
      postanowi odejść to i tak go nie powstrzymam. Załąmałam się, poszłam
      do lekarza, leczę się biorę leki na depresję, nie wiem już co jest
      prawdą a co kłamstwem. Próbowałam płączu, krzyku, prosiłam ,
      przekonywałąm, ciągle to samo"kontaktu z nią nie zerwę", i
      tłumaczenie także podobne do poprzedniczki"To ty mnie pchnęłaś w
      ramiona innej, bo mnie zaniedbywałąś , rozmawiałaś z facetami na
      czacie, chodziłaś z nimi na spacery etc..."

      Na pewno wiem jedno, wina zawsze leży po środku, szukałąm kogoś
      bliskiego, to byli i są nadal wyłącznie koledzy, nigdy żadnemu nie
      wyznawałąm uczuć, nie robiłam nikomu nadziei, rodzina była dla mnie
      świętośćią. On o wszystkim wiedział, czasem sam mówił "Idź
      odpocznij" A teraz...

      Ja również nie wiem co dalej robić i jak dalej żyć, boję się i
      biedy i samotności, boję się o nasze dziecko, uzależniłam sie przez
      te wszystkie lata od tego człowieka i psychicznie i finansowo...

      Może mi coś doradzicie, być może potępicie, potrzebuję wszelkiego
      wsparcia
      • dilayla74 Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 21:46
        Bardzo przepraszam za błędy, trzęsą mi się dłonie, jestem lekko
        zamroczona lekami, ale potrzebuję sie komus wygadać, to zawsze
        trochę lżej
        • takasobiekobieta Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 22:05
          kochanie.Też się tak trzęsłam pisząc mój pierwszy post :( Ale
          doszłam do wniosku, że tak naprawdę to sama kuję swój los, nikt
          inny.Uwerz, że gdybym usłyszała to co ty to żywiłabym się
          nienawiścią, lekami raczej nie.Żjesz dla dziecka-pamiętaj
          skarbie.Nech twoje dziecko będzie dla ciebie całym życiem, faceta
          zawse sobie znajdziesz, jestem tego absolutnie pewna!!
          • anika73 Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 26.03.08, 20:57
            Witam,
            czytam te wasze posty wszystkie...takasobiekobieto - wiele bym dała,
            żeby mój mąż w ten sposob się zachował.... z tego co piszesz - tez
            bylam czepiajacą się o byle co zoną, po kolejnej awanturze (1,5 roku
            temu) on stweirdził, że chce być sam, że coś pękło...jesteśmy razem
            17 lat, mamy syna 8 lat. A teraz stoję przed perspektywą
            singielki... próbowaliśmy coś naprawiać przez ten czas, byly
            wyjazdy, udany seks, fajne i gorsze chwile... wyznania milości, i
            slowa już cię nie kocham.... obojętność ze strony kochanej osoby to
            straszna rzecz, a najgorsze jest to że nie umiem przestac go kochać,
            że on zyje tym co bylo, a nie tym co jest teraz lepsze... teraz spie
            sama w naszym małzeńskim łóżku i to jest straszne... ale dojrzałam
            do decyzji bo pomimo wielkiej miłości nie mogę tak żyć...życie jest
            takie krótkie, a człowiek je marnuje tkwiąc w jakimś bezsensownym
            uporze. Zamieniłabym się z Tobą, chciałabym, usłyszec takie slowa ze
            strony mojego męża, zamiast już Cię nie kocham.... Naprawdę, warto
            dać mu szansę, nieraz musi się coś popsuć, żeby było super zamiast
            byle jak....trzymam kciuki i powodzenia dziewczyny wiosna idzie,
            trzeba się zakochać, bo bez miłości nie warto życ.... :)
      • takasobiekobieta Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 22:03
        Widzisz.Mój stwierdził, że gdyby chciał to by zdradził, gdyby chciał
        to by odszedł do innej a jednak tego nie zrobił i nie zrobi, bo
        nagle opamiętał się, że kocha tylko mnie i chce ze mną być na
        zawsze.Dziewczyno, współczuję ci bardzo, ale bądź silna i wywal
        wszystkie jego rzeczy, on już dokonał wyboru i twoje łzy go nie
        powstrzymają.Zobaczysz, że to ty wyjdziesz z tego podniesioną głową
        a on za kilka lat będzie patrzał ci w oczy jak zbity pies, bo
        zrozumie co tak naprawdę stracił....
        • dilayla74 Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 22:13
          On też mówi, że przecież ciągle jest ze mną, że go zadręczam, że
          gdyby chciał odejśc to juz by to zrobił, a ja pragnę od niego
          deklaracji, że będziemy razem do końca życia, że potrzebuje jedynie
          odpocząć? Odpocząć? Od kogo ode mnie , syna? Uważa że dziecko
          wszystko zrozumie. Chłopak miał zawsze świadectwa z czerwonym
          paskiem, kończy właśnie szóstą klasę i stwierdził, że juz mu nie
          zależy, bo tatuś chce do innej, a on zostanie bez ojca. Ja wiem,
          każdy udziela innych rad, ja też każdej napisałąbym wywal, niech
          idzie do diabła, ale nie potrafię, i rękami i nogami za wszelka cenę
          chciałabym uratować ten związek, może karmię się złudzeniami, nie
          wiem na razie jestem w rozterce
          • dalliletka Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 22:39
            dilayla
            Ja też walczyłam o swój związek rękami i nogami.Robiłam
            wszystko,żeby chciał czas spędzać z rodziną.Nie udało mi się wybrał
            kolegów,knajpy.No i od dwóch lat ma kochankę.
            Stworzyłam mu piękny,czyściutki dom,dzieci też mają świadectwa z
            paskiem.Ja nie jestem maszkarą.Ale on wybrał inne życie.Nie mogę
            pojąć dlaczego?Przecież,gdy tworzyliśmy rodzinę,dom wprowadziliśmy
            pewne zasady,które nas satysfakcjonowały.Potem mu się odmieniło.

            Od dwóch miesięcy jesteśmy w stanie wojny.On obwinia mnie o
            dosłownie wszystko.To ja go wepchnęłam w ramiona kochanki!!!Wypomina
            mi zupełnie błahe sprawy sprzed dziesięciu lat.
            Wczoraj chciał sprowokować mnie do bicia...przy dzieciach...ale
            łykam silne tabletki na uspokojenie to nie dałam się sprowokować.

            Od kilkunastu lat dom traktuje jak hotel.A teraz na siłe siedzi w
            domu i nie chce się wynieść.

            Nie radzę sobie ze sobą...gdy go nie ma ryczę,gdy jest,jestem
            wściekła...Najgorzej się czuję,gdy pucuje się przed lustrem i
            wychodzi do niej.....wtedy trafia mnie szlag.......

            Za długo z nim byłam,żyłam złudzeniami.Zniszczył we mnie
            kobietę...czuję się potwornie beznadziejnie...

            • dilayla74 Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 23:18
              droga Dillaletko, mój też wypomina mi zmyślone winy sprzed lat, że
              ograniczałąm mu pieniądze(owszem, zrobił to sam na własne życzenie,
              bo przez kumpli wpadłby w alkoholizm), że zrobiłam z niego woła
              roboczego (to ona chciał, żebym przez lata siedziałą w domu i robiła
              mu za przysłowiową kurę domową) od niedawna pracuję, że nigdy nie
              chciałam z nim wychodzić do przyjaciół( do jakich przyjaciół? do
              kumpli siedzących nad kieliszkiem?) Jest takie przysłowie, jeśli
              chce sie uderzyć psa, kij sie zawsze znajdzie, podobno faceci zawsze
              szukaja usprawiedliwień. Mnie też jest ciężko, na razie wraca
              codziennie do domu, nie ograniczył mi dostępu do pieniędzy, sprząta,
              pierze, gotuje, chodzący ideał. Wiem, że na razie z nia nie
              rozmawia, bo pannica wyjechała jemu skończyły sie pieniądze na
              komórce(ma na kartę ) a ona najwyraźniej nie kwapi sie wydawać na
              niego własnych pieniążków. Koleżanka moja z pracy, która przeszła
              identyczna sytuacje powiedziałą mi wczoraj niech jedzie, zobaczy, co
              innego ćwierkać sobie prze internet, a co innego szara
              rzeczywistość, kochance jej męża też się znudził po pewnym czasie, i
              ona nie była juz tak cudowna, bo jak sie okazało ma również swoje
              wymagania, potrzeby, problemy, seks z nia juz nie jest tak cudowny
              jak na początku, a i tematy do rozmów sie skończyły. Wszyscy mi
              mówia głowa do góry, wiem jak to cholernie cięzko ale bardzo sie
              staram, on kiedy widział moje cierpienie czerpał z tego satysfakcję,
              nie możemy sie poddać, podobno co nas nie zabije to wzmocni,

              Pozdrawiam serdecznie
            • dilayla74 Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 23:26
              Daliiletko, to nie Ty powinnaś się czuc beznadziejna, ja pierwsze
              co zrobiłam skierowałam swoje kroki do lekarza, powiedziałam
              kobiecie szczerze o wszystkim, dostałam telefon do poradni
              lekarskiej, juz postanowiłam, że zadzwonie i umówię się z
              psychologiem, najgorzej dusić to w sobie, to styrasznie wypala,
              wyżaliłam się w pracy, musiałam powiedzieć o wszystkim kierowniczce,
              tak mi ustaliła grafik, żebym mogła wziąc się z życiem za bary,
              leczyc, wspomagac robic wszystko co jest teraz mnie potrzebne, moge
              liczyc na wsparcie ze strony przyjaciół jeśli chodzi o pomoc przy
              dziecku(wiadomo trzeba dopilnować, żeby jakis głupot przez nas nie
              narobił) Nie wiem jak sie sprawy ułozą, kocham go i nienawiodzę
              jednocześnie, czekam zgrzytu klucza w zamku kiedy wraca, a
              jednocześnie boje sie tego powrotu, ciągle żyję nadzieją, nawet
              jeśli inni twierdzą, że to sa tylko złudzenia. Czas pokaże
              • dalliletka Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 23:35
                Wiesz,ja przez te dwa miesiące gehenny chyba się odkochałam.Bo na
                początku,to chciałam go nawet prosić żeby wrócił.Nawet prosiłam
                dzieci,żeby prosiły razem ze mną.Córka mi potem powiedziała,mama,ty
                chyba wtedy naprawdę zwariowałaś.Ona ma 13 lat.Strasznie go nie
                nawidzi.
                Dobrze,że tego nie zrobiłam.Chcę być szczęśliwa,ale bez niego..
                Byłam u psychiatry,biorę leki na depresję,narazie nie widzę
                poprawy...
                Czytałaś mój pierwszy wątek?
                Przez te dwa miesiące poznałam bestię...pięknie to ukrywał przede
                mną tyle lat...
                • dilayla74 Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 23:45
                  Czytałam chyba wszystkie wypowiedzi, też jestem troche skołowana
                  bo na lekach. Mój syn też mi powiedział że ojciec jest kompletną
                  świnią, chociaż jak pisałam wcześniej wypłakał mi sie równiez , że
                  jak odejdzie to on straci tatusia, moje dziecko też ma 13 lat.
                  Przyżywa to wszystko tak samo jak my, może źle robie ale póki co
                  okłamuje syna, że wszystko sie ułoży( bardzo bym chciała), teraz
                  przerwa przedświąteczna dziecko jest u babci to przynajmniej
                  psychicznie odpocznie.

                  Ja tez błagałam swojego prawie na kolanach żeby sie opamiętał,
                  jak pisałam to trwa od niedawna, przynajmniej on tak twierdzi, mówi,
                  że to ja rozdmuchałam cała sprawę bo dopóki nie zaczęłam "świrować"
                  to to była tylko koleżanka z internetu, a wtedy nagle uśwaidomił
                  sobie, że ja kocha , trele-morele juz w to wierzę.

                  Nie wyprowadzi się z domu bo nie ma dokąd pójść, no chyba, że
                  przygarnie go któryś z kolesi rozwodników, którzy od nowa przeżywają
                  kawalerskie życie. Rodziców też już nie ma, zostaliśmy mu tutaj
                  tylko my, no chyba , że przygarnie go urocza panna z innego miasta
                  (oby zdechła).

                  Ja teraz przy nim udaję, że nic mnie to nie obchodzi, praca,
                  dom , później solarium, zakupy, niech poczuje że nie jest panem
                  sytuacju, za bardzo sie od niego uzależniłam, wiem, że z trudem mi
                  to przyjdzie ale uczę się samodzielności, i przygotowuje się na
                  każdą ewentualność
                  • dalliletka Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 23:54
                    wiesz,dużo rozmawiałam z dziećmi na temat rozwodu.Czy damy sobie
                    radę bez niego.Syn powiedział,że przecież nie będzie żadnej
                    róznicy,i tak go nigdy nie było.Córka mówi,że fajnie by było mieć
                    tatę,ale nie tego.Zwyczajnie nie lubi tego człowieka.

                    Wiesz jaka zemsta mi się marzy?Żeby ta baba wypędziła go w diabły...

                    • dilayla74 Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 20.03.08, 00:00
                      KOchana, życie bywa sprawiedliwe, i jak to mówia winni zostana
                      ukarani, ja póki co życzę jak najgorzej tamtej, jemu jeszcze nie
                      a z tego co wiem, nie wszyscy oczywiście, ale wielu z nich wraca na
                      łono rodziny z podkulonym ogonem, ja tez boje sie tego czy damy
                      sobie sami radę, jak juz pisałam bardzo boje sie biedy, zapewnił nam
                      dostatnie życie finansowe ale cóz , podobno jak człowiek chce to
                      wszystko może, a i życzliwi ludzie są wśród nas ja juz sie o tym
                      sama przekonałam, Dobranoc, odpocznij, obu nam tego potrzeba
                      • dalliletka Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 20.03.08, 00:03
                        Dobranoc.Moja tabletka już zaczyna działać,oczzy mi się kleją...
                        • dilayla74 Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 20.03.08, 00:04
                          Bo życie to sen wariata, mam nadzieję, że jeszcze porozmawiamy.
                          Spokojnej nocy
                • dilayla74 Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 23:57
                  Odpisałam na Twój wątek, czytałam je wszystkie dokładnie, pora
                  odpocząć, jutro znowu trzeba zwlec sie z łózka i wziąc z życiem za
                  bary, ostatnio przezywam taka huśtawkę nastrojów, że najchętniej
                  chiałabym żeby to był tylko koszmarny sen, z którego mogłabym sie
                  wreszcie obudzić

                  Dobranoc, postaram sie pisać w miarę możliwości, trzymajcie sie
                  wszystkie zdradzone i pokrzywdzone
      • dilayla74 Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 19.03.08, 22:23
        Jedni znajomi mówią to tylko zauroczenie, facet przeżywa kryzys
        wieku średniego, inni, to niemożliwe, żeby sie tak nagle odkochał,
        uchodziliśmy za idealne małżeństwo, ufałam, wierzyłam, nigdy niczego
        nie podejrzewałam, może straciłam czujność, wyręczałam w wielu
        sprawach, bo zmęczony, przepracowany, zawsze zadbana, zawsze chętna,
        a tu nagle świat mi się wali na głowę, nie płaczę juz przy nim, nie
        okazuję bólu, tylko każda, która sama to przeżyła wie jak jest z tym
        ciężko, staram sie brać wszystko "na zimno" a wewnątrz serce mi
        krwawi...
    • katemy Re: nie ma już dla mnie miejsca w życiu mojego mę 28.03.08, 11:31
      To nie prawda że nie masz wyjścia . Ja jestem mężatką od trzech lat
      wcześniej z mężem spotykaliśmy się 3 lata mamy 2,5 letnia córeczke.
      to coo opisujesz coś mi przypomina. jeszcze przed ślubem ja
      studiowałam w innym mieście mąż był oddalony ode mnie o ok 100 km
      spotykaliśmy się w weekendy on mnie ubóstwiał było między nami
      cudownie. pobraliśmy się pojawiła się Oliwka i w kilka miesięcy po
      urodzenu dziecka coś się zmieniło nie z mojej winy bo bardzo dbałam
      o to by po urodzeniau córeczki i mąż i ona byli dla mnie tak samo
      ważni. Mąż dziwnie odsuną sie ode mnie nie chciał się kochać,
      całowaliśmy się bardzo rzadko miałam wrażenie że przestałam mu sie
      podobać że mnie nie kocha, nie podobam mu się. Nie chodziło o zdradę
      mooże trochę o ciężką pracę czułam się tak jak ty to opisujesz .
      Pokonaliśmy to nie wiem jak nie poddałam się mówiłam mu że go kocham
      pytałam o to w pewnym momencie znowu było nam dobrze. czasami są
      takie momenty że mąż jest jakby oziębły ale nie zwracam na to uwagi
      i cierpliwie czekam. Pamiętaj jesteś żoną i matką masz wprowadzić do
      swojego domu słońce. Pokaż mężowi że potrafisz być cierpliwą
      kochającą żoną i cudowną mamą bo na pewno taka jesteś i pamiętaj
      nic na siłę . Powodzenia trzymaj się!!!! Kaska

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka