agatina8
07.04.08, 11:40
Tak, mam wrednego meza.
Mamy dwoje dzieci i niewiele pomocy z zewnatrz (czyt. rodziny)i cala
ta sytuacja objawia sie tym, ze ja:
wstaje wczesnie z dziecmi, ubieram je, karmie, wybieram sie do
pracy, robie sniadania, zawoze maluszka do przedszkola, jade do
pracy, na zakupy, po malucha, do domu i do wieczora mam to samo,
czyli dzieci i dom. Z mlodszym w czasie mojej pracy zawodowej jest
opiekunka.
Moj maz:
spi do 8-8:30, wstaje, robi sie na bostwo, je sniadania (zrobione
przeze mnie), czasami zawozi malucha do przedszkola, jedzie do
pracy, wraca pozno, badz jezeli wraca wczesniej, to zjada co mu
przygoyowalam i zajmuje sie starszym dzieckim siedzac na kanapie i
narzekajac...w weekendy chetnie znika na kilka godzin ze starszym,
bo w domu nie mozna wytrzymac, zrobi zakupy, czasami cos ugotuje.
Wieczorem jak jest to czasami polozy starszego.Nie posprzata niczego
po sobie, nie poscieli lozka, nie posklada ubran, jakby sie w
jaskini wychowal...wyjmie cokolwiek z lodowki, nie odlozy na miejsce
Caly obraz.
Ja jestem wykonczona, maluchy czesto choruja, zle sypiaja w nocy, ja
takze cierpie na bezszennosc.
Moj maz caly czas na mnie warczy i obwinia za cala sytuacje, za to
ze sa dzieci, ze ja zmeczona, ze on przezemnie
zaniedbany...najgorsze, ze czesto przy dzieciach mnie chamsko
osmiesza: np. mowi, "bo mamusia to..:, "bo mamusia tamto", "bo twoja
madra matka", to wszysko kpiaco...wiele razy go prosiłam, zeby tego
nie robil, bo po pierwsze stresuje dzieci, bo po drugie umniejsza
ich szacunek do mnie. Oczywiscie moj maz nie robi nic, zeby bylo
milo. Z mojego punktu widzenia na ile to mozliwe to ja sie staram,
ale to nie przynosi zadnych rezultatow.
Powiem szczerze, ze mam dosc, zwlaszcza, ze chyba charakteru nie
zmienie, on tak naprawde niewiele ludzi szanuje, poczawszy od swoich
rodzicow...
Boje sie, (a moze to jakies wyjscie) ze nasze malzenstwo sie rozleci.
Ja osobiscie czuje sie zaszczuta, nic nie warta...on ewidentnie
pracuje nad obnizeniem mojej wartosci.
Sama nawet nie wiem, czego od Was oczekuje, pocieszenia? Zagrzania
do walki? Nie wiem.
Pozdrawiam
Aga