Dodaj do ulubionych

długie ale bardzo pilne!zdecydowałam się-to koniec

16.04.08, 09:49
Tydzień temu skończyłam 30 lat a wczoraj podjęłam decyzję, że chcę
się rozstać z moim mężem (5 lat małżeństwa).Dawałam mu kilkakrotnie
szanse, były różne chwile, dużo by pisać, ale kochałam i
wybaczałam. A przeżyłam naprawdę wiele, od ubliżeń w ciąży,
przeklinania do telefonu, bo go nie odebrałam na czas w pracy,
zaciągnięcia ręcznego hamulca w czasie jazdy, gdy kierowałam autem,
do całkowitego lekceważenia. Nie będę się cierpliwośćdawać
cierpliwość szczegóły, bo już nie mam na to siły. Jednak
cierpliwość się skończyła, a skoro on nadal nie zrozumiał swoje
błędu, to nigdy tak się nie stanie, więc nie ma sensu się męczyć.
Mam dwójkę kochanych, zdrowych dzieci: synek 4 latka a córeczka
1,5 roczku. Jesteśmy samodzielni finansowo, mamy domek, samochód,
oboje pracujemy. Nie brakuje nam niczego…Ale mój mąż, który od
zarania był zazdrośnikiem w kwestii o innych mężczyzn jak i o moje
bardzo rzadkie wyjścia służbowe, dwa razy do roku wyjazdy służbowe,
kontakty z moimi rodzicami, i wreszcie o moją dużo lepszą płatną
pracę….nie poradził sobie z tym problemem.
Jest osobą konfliktową, musi mieć zawsze jakiegoś kozła ofiarnego.
Jak ze mną w miarę ok., to do rodziców moich jakieś wąty, a jak ze
mną na bakier to dla nich milutki . To nie jest normalne.
Akceptowałam jego różne zachowania, ale ostatnio zaważyły: zaczął
się o wszystko czepiać, pierw zarzucił, że nie dbam o siebie, ale
jak kupiłam nowy ciuch, poszłam do pracy w spódnicy, poszłam do
kosmetyczki, fryzjera i zapisałam się na aerobik, to się zaczęło,
że za dużo sobie pozwalam. A ten aerobik to jedyna moja rozrywka
(raz w tygodniu 2 godziny!)
Usłyszałam, że nie umiem robić zakupów, bo zawsze czegoś brakuje,
że za dużo wydaję, że kupiłam zły ser, że wędlina niedobra , że
chleb nieświeży (bo kupi cały bochenek, po czym zje 4 kromki a na
drugi dzień jest niedobry!) Kiepsko coś ugotować dla naszej
czteroosobowej rodzinki, bo on nie lubi jarzyn, drobiu,
wieprzowiny… a gotuje to co on lubi… Gotuje, zmywa podłogi, myje
łazienkę, bo pracuje na zmiany i ma dużo wolnego czasu gdy jest w
domu z córeczką. Ja pracuje na pełen etap ale wracam z pracy, to
sprzątam kuchnię, doprowadzam do porządku ten rewir. Mamy dzieci i
je wspólnie wychowujemy ale moje uwagi traktuje ZERO. To, żeby
tłumaczył dużo synkowi, gdy coś zrobi źle, a nie dawał mu w DUPĘ,
jak to on mówi. Żeby nie krzyczał na mnie i używał niecenzuralnych
słów przy DZIECIACH….one chłoną jak gąbka… ale to są bzdury wg.
Niego, głupie zasady, których się naczytałam z Internetu! On wie
jak dzieci wychowywać!
Proszę, żeby pobawił się czasem z córeczką, nauczył co do czego
służy, nie, ona się umie sama bawić a on w tym czasie ogląda TV… to
jest wychowawcze?
Gdy synek po przedszkolu się skarżył się, ze go kolega uderzył, to
tato nie wytłumaczył mu, żeby powiedział o tym pani tylko, żeby
tamtemu oddał! To jest dobre wychowanie? Ale moje zdanie się nie
liczy, ja nie mam racji.
Starałam się jak mogłam, przeszłam naprawdę dużo, niedługo moje
poczucie właśnej wartości sięgnęło by ZERA, ale w porę uświadomiłam
sobie, że lepiej jak dzieci nie będą widziały tych awantur,
skwaszonej miny taty, ciągłych uwag mamy typu: uśmiechnij się,
czemu się burmuszysz, dlaczego się nic nie odezwałeś itp…
Mogłam rozstać się przed ślubem, bo były oznaki, ale co ludzie
powiedzą, zaproszenia wydrukowane, koszty itp… ale to było nic w
porównaniu z tym co do tej pory się uzbierało. Później ciężko było
się rozstać, bo byłam w ciąży, a teraz dorobek dwóch dzieci ale nie
boję się….jestem silniejsza, bo mam dla kogo żyć.
Nie zasłużyłam na takie traktowanie. No i jeszcze jeden problem,
sex… nie ma mowy o odmowie, co drugi dzień musi być. Ja nie mogę
narzekać, nie może mnie boleć głowa. Przecież ja nic nie robię. To
co ja robię, to on nie widzi. To z jego psychiki wynika, że on jest
mały w stosunku do mnie. Ale to jego problem. Ja go nieraz
chwalę ,gdy ugotuje coś dobrze, gdy posprząta, że zajmuje się
córeczką, ale ja z jego strony nie usłyszę pochwał, dopiero gdy się
zapytam…jest łaskaw…
Ostatnio ugotowałam zupę i mój tato, szwagier zachwycali się i
chwalili, że bardzo smaczna. Miło było usłyszeć coś takiego…taki
drobiazg… Zaraz po ślubie pisałam na małych karteczkach, ze kocham,
tęsknie itp.. mówiłam, patrz jakie fajne, miłe….NIGDY się nie
doczekałam odzewu… więc przestałam być romantyczna… i tam wszystko
zanikło…
Dodam, że rano wstaję pierwsza, ubieram dzieci, daję śniadanie,
ubieram się a mąż łaskawie wstaje gdy wychodzę, bo on zostaje z
dzieckiem młodszym w domu. No sielanka.
Ale to jest nic. Za łatwo mu wszystko poszło, nie musiał budować
domu, harować by utrzymać rodzinę. On co wieczór odpoczywa, póki co
zaprzestał gier komputerowych, komputerowych po uśpieniu dzieci
ogląda TV, pije piwko….a do mnie: co się tłuczesz w kuchni (gdy
opróżniam zmywarke)? Nie miałaś kiedy zrobić? Lub : teraz wieszasz
pranie ? Najwięcej pracy masz wieczorem! (w domyśle, a nie dla
mnie!)
Gdy mu wypadnie dyżur w pracy w weekend, ja wtedy jestem
caly dzien z dziecmi i moi rodzice tez maja wolne, to proponuja ,że
nas wezma na spacer, do miasta, na wycieczke, żeby nam uprzyjemnic
czas… Ja uwazam z e nic w tym zlego! Pozniej od męża słyszę
wymówki, że nie usiedze w domu, ze z mamusia i tatusiem musze wyjsc
jak rodzinka…. Zazdrość ? To moja interpretacja…
Niestety mamy inne podejście do wychowania dzieci, do
spędzania czasu wolnego, do życia. Gdy komuś coś się złego
przytrafi, ja współczuję a on stwierdza: przecież go nie znam,
trudno, tak bywa!

Najgorsze jest to, że tylko ja znam prawdę, nawet jego rodzice nie
zdają sobie sprawy z jego zachowania. Gdy jesteśmy u nich z
wizytą, to widzą pewne rzeczy i przytakują mi, więc wtedy widzę, że
też mają takie zdanie. Żeby dziecku nie dawac klapsa, nie krzyczec
za mocno itp.

To już nie te czasy ,że do grobowej deski, że muszę się męczyć, w
imię czego ? Dzieci będą szczęśliwsze, gdy mama będzie uśmiechnięta
a nie zagryziona i nerwowa. Tacie też będzie lżej , bo nie będzie
się musiał z żoną użerać… po co sobie nawzajem targać nerwy i
grać , udawać ? To nie teatr, na dłuższą metę się nie da… A on mi
wczoraj na moje uwagi mówi, że on poczeka jak dzieci dorosną to mik
pokaże….Boże mój, co mi pokaże ?! Po co czekać jak dzieci dorosną ?
Lepiej im oszczędzić przykrego dzieciństwa!
Obserwuj wątek
    • rafalkrzysztof Re: długie ale bardzo pilne!zdecydowałam się-to k 16.04.08, 10:44
      hm..prawie że odbicie lustrzane mojego przypadku..
      współczuję.
      życzę Tobie wytrwałości i zdrowia.
      może będzie lepiej. :)
    • bj32 Re: długie ale bardzo pilne!zdecydowałam się-to k 16.04.08, 10:45
      Trochę to chaotyczne...
      A nie zastanawiałaś sie nad wizytą w poradni rodzinnej? Bo mi
      wychodzi, ze oboje macie problem. Zresztą nigdy nie jest tak, że
      tylko jedna strona jest winna.
      Nie wiem, ile się znaliście przed ślubem i kiedy zauważyłaś, ze on
      Ci niespecjalnie odpowiada. Tak mnie zastanawiają niektóre rzeczy:
      "Dawałam mu kilkakrotnie szanse"
      Czyli rozmawialiście? Jak? Co mu mówiłaś i co on na to?
      "o moje bardzo rzadkie wyjścia służbowe, dwa razy do roku wyjazdy
      służbowe"
      Formalnie to nie jego brocha: praca to praca.
      "o moją dużo lepszą płatną pracę….nie poradził sobie z tym problemem"
      I co z tym zrobił? Znalazł lepszą? Zrezygnował z pracy całkiem?
      "on nie lubi jarzyn, drobiu, wieprzowiny…"
      To co je? Wyłącznie szampana i kawior? Czy kleiki?
      "a gotuje to co on lubi…"
      To raczej nie jest dziwne zachowanie. Też tak robię. I mój mąż
      również.
      "Gotuje, zmywa podłogi, myje łazienkę, bo pracuje na zmiany i ma
      dużo wolnego czasu gdy jest w domu z córeczką"
      A to chyba nie jest powód do rozpaczy i rozwodu...
      "Mamy dzieci i je wspólnie wychowujemy ale moje uwagi traktuje ZERO.
      (...) On wie jak dzieci wychowywać!"
      To w końcu wspólnie, czy każde po swojemu? Bo jak po swojemu, to
      biedne te dzieci faktycznie... Pogubią się w tym.
      "ciągłych uwag mamy typu: uśmiechnij się, czemu się burmuszysz,
      dlaczego się nic nie odezwałeś itp…"
      Jakby ktoś ode mnie wymagał, zebym była cały czas promiennie
      uśmiechnieta to też by mnie szlag trafił. Jeszcze jakby mi *ciągle*
      serwował takie uwagi to tym bardziej.
      "Ja go nieraz chwalę ,gdy ugotuje coś dobrze, gdy posprząta, że
      zajmuje się córeczką, ale ja z jego strony nie usłyszę pochwał,
      dopiero gdy się zapytam…jest łaskaw…"
      Oboje jesteście już dość dorośli, zeby wiedzieć, co to są obowiązki.
      Owszem, jak mi coś wybitnie dobrze wyjdzie [o jedzeniu mówię], to
      miło usłyszeć pochwałę. Ale bez przesady! Ty go *nieraz* chwalisz, a
      widzi mi się, ze on to Cię powinien ciągle...
      "sex… nie ma mowy o odmowie, co drugi dzień musi być"
      I co? Jak odmówisz to Cię zgwałci? Pobije? Pójdzie do innej? Czy do
      łazienki sam sobie ulżyc? Bo jakoś tego nie rozumiem...
      "ugotowałam zupę i mój tato, szwagier"
      Wy jakoś hurtem mieszkacie? Czy to był obiad proszony? A może Twoja
      rodzina często Was tak odwiedza, a mąż nie musi sie tym zachwycać...
      Mój też nie jest towarzyski. Ani ja...
      "Zaraz po ślubie pisałam na małych karteczkach, ze kocham, tęsknie
      itp.. mówiłam, patrz jakie fajne, miłe…."
      I co on odpowiadał?
      "NIGDY się nie doczekałam odzewu…"
      A prosiłaś o odzew, czy tylko mówiłaś, ze fajne i czekałaś aż sie
      domyśli?
      "więc przestałam być romantyczna…"
      Wiesz, taniec w świetle księżyca to fajna sprawa, takie drobne gesty
      są miłe. Ale życie toczy się swoją drogą i na codzień ciężko gadać
      do siebie białym wierszem.
      "On co wieczór odpoczywa"
      A co powinien robić? Skoro sprzątnął, ugotował, pozajmował sie
      dzieckiem, był w pracy, to trudno, zeby wieczorem nie chciał
      odpocząć.
      " Nie miałaś kiedy zrobić? Lub : teraz wieszasz pranie ?"
      I co mu odpowiadasz?
      "Gdy mu wypadnie dyżur w pracy w weekend, ja wtedy jestem caly dzien
      z dziecmi i moi rodzice tez maja wolne, to proponuja ,że nas wezma
      na spacer, do miasta, na wycieczke, żeby nam uprzyjemnic czas… Ja
      uwazam z e nic w tym zlego! Pozniej od męża słyszę wymówki, że nie
      usiedze w domu, ze z mamusia i tatusiem musze wyjsc jak rodzinka….
      Zazdrość ?"
      A jak mu nie wypadnie dyżur to jak spędzacie czas? Idziecie we
      czwórkę na spacer? Czy co? Może faktycznie jesteś nadmiernie
      zintegrowana ze swoimi krewnymi...?
      "Niestety mamy inne podejście (...) do spędzania czasu wolnego, do
      życia. Gdy komuś coś się złego przytrafi, ja współczuję a on
      stwierdza: przecież go nie znam, trudno, tak bywa!"
      I co w związku z tym? On się powinien dopasować?
      "Najgorsze jest to, że tylko ja znam prawdę,"
      To czemu przez te pięć lat z nikim o tym nie gadałaś?
      "Gdy jesteśmy u nich z wizytą, to widzą pewne rzeczy i przytakują mi"
      To wiedzą, czy nie wiedzą? I zgadzają sie z Tobą, czy z nim [jeśli
      jednak wiedzą]? Bo już całkiem nic nie rozumiem...
      "To już nie te czasy ,że do grobowej deski, że muszę się męczyć"
      I sądzisz, ze rozwód to najlepsze wyjście?

      Nie chcę się czepiać, ale wydaje mi się, ze trochę przesadzasz.
      Miałaś jakąś wizję romantycznego związku, mąż jej nie spełnił i
      czujesz sie rozgoryczona. Ale nie porozmawiasz z nim o tym, tylko
      stwierdzasz "bo to on jest niedobry". Być może on tak samo myśli o
      Tobie. A może w ogóle nie wie o problemie. Więc moze zacznij od
      przeanalizowania tego, co Cię boli i od *porozmawiania* z mężem. Bo
      słowo Ci daję, że każdemu się zdarza gorszy okres w życiu, a rozwód,
      podział majątku i co tam jeszcze też dzieciom nie będzie służyć. Nie
      mówię, ze nie masz racji, albo ze względu na dzieci masz sie
      umartwiać z mężem. Ale to, co opisałaś to - na moje oko - jest
      całkiem normalne życie. Nikt, po prostu nikt nie bedzie Cię
      rozpieszczał i nosił na rękach codziennie. Bo na to zwyczajnie nie
      ma czasu i siły.
      • oficerka99 odpwiadam BJ32 16.04.08, 11:09
        Trochę to chaotyczne...
        > A nie zastanawiałaś sie nad wizytą w poradni rodzinnej? Bo mi
        > wychodzi, ze oboje macie problem. Zresztą nigdy nie jest tak, że
        > tylko jedna strona jest winna.
        > Nie wiem, ile się znaliście przed ślubem i kiedy zauważyłaś, ze
        on
        > Ci niespecjalnie odpowiada.

        ODP>:znalismy sie 2 lata,byl innym czlowiekiem,malowmowny ale
        kulturalny,nie uzywal przeklenstw itp. w poradni rodzinnej bylismy
        juz za pierwszym razzem, poskutkowalo na chwile jak widac.

        Tak mnie zastanawiają niektóre rzeczy:
        > "Dawałam mu kilkakrotnie szanse"
        > Czyli rozmawialiście? Jak? Co mu mówiłaś i co on na to?

        ODP>: pisalam,ze nie wdaje sie w szczegoly,ale jak maz mowi przy
        dzieciach kur... ty glupia idiotko,nic nie umiesz
        itp.spierd....,nie mamy o czym rozmawiac i wychodzi to jest FER?

        > "o moje bardzo rzadkie wyjścia służbowe, dwa razy do roku wyjazdy
        > służbowe"
        > Formalnie to nie jego brocha: praca to praca.

        ODP>: no wlasnie, a on tej kwestii nie rozumie, gdy jestem na
        koolacji i dochodzi 22.30 a mnei nei ma,to wydzwania, arogancko sie
        wypowiada-a ostatnio tekst - jak nie masz klucza,bedziesz spala pdo
        wycieraczka,bo ja nie bede czekal! humor mialam zajeb.na kolacji,-
        przeciez nie wyjde pierwsza,bo z dziecmi jest maz, nie?

        > "o moją dużo lepszą płatną pracę….nie poradził sobie z tym
        problemem"
        > I co z tym zrobił? Znalazł lepszą? Zrezygnował z pracy całkiem?

        ODP> ustalilismy razem,ze od na razie na zmainy,bo jest z corka ale
        nie przymieza sie do zmiany...dorownac mi bedzie ciezko...ale
        kwesta dogrania, ja przynosze kase a on wyrecza w czym innym i nie
        musi przynosic kokosow,byle byl zadowolony z pracy i nie robil mi
        wymowek z innych powodow,mousi sie pogodzic z afktem ze jego zona
        utrzymuje dom,albo znalkezc zone ktora bedzie utrzymywal z 1.400 zl.
        ale o tym wiedzial rpzed slubem i podobala mu sie moja zaradnosc.:

        > "on nie lubi jarzyn, drobiu, wieprzowiny…"
        > To co je? Wyłącznie szampana i kawior? Czy kleiki?

        ODP> moglby zywic sie wylacznie pizza, zapiekanka, kebabem!!!

        > "a gotuje to co on lubi…"
        > To raczej nie jest dziwne zachowanie. Też tak robię. I mój mąż
        > również.

        ODP> zle zrozumiane,bo czasem dla dzieci trzeba ugotowac cos
        specjalnie, nie kaze mu robic gulaszu z serc, zoladkow itp.!

        > "Gotuje, zmywa podłogi, myje łazienkę, bo pracuje na zmiany i ma
        > dużo wolnego czasu gdy jest w domu z córeczką"
        > A to chyba nie jest powód do rozpaczy i rozwodu...

        odp.: to bylo na jego usprawoiedliwienie,ale nie robi tego
        codziennie!, wiec nie kazdego dnia jest zmeczony!!!!

        > "Mamy dzieci i je wspólnie wychowujemy ale moje uwagi traktuje
        ZERO.
        > (...) On wie jak dzieci wychowywać!"
        > To w końcu wspólnie, czy każde po swojemu? Bo jak po swojemu, to
        > biedne te dzieci faktycznie... Pogubią się w tym.

        ODP>: wspolnie,ale czasem ma sie jakas uwage,nie?mam milczec i
        przytakiwac na bicie dziecka!!!???

        > "ciągłych uwag mamy typu: uśmiechnij się, czemu się burmuszysz,
        > dlaczego się nic nie odezwałeś itp…"
        > Jakby ktoś ode mnie wymagał, zebym była cały czas promiennie
        > uśmiechnieta to też by mnie szlag trafił. Jeszcze jakby mi
        *ciągle*
        > serwował takie uwagi to tym bardziej.

        ODP> ja mu nie serwuje tych uwag ciagle,ale moglby odpowiedziec:
        mam zly dzien kochanie,musze odreagowac, to zrozumiem ale nie
        odpowiedzi: COOOOO??????? z krzykiem

        > "Ja go nieraz chwalę ,gdy ugotuje coś dobrze, gdy posprząta, że
        > zajmuje się córeczką, ale ja z jego strony nie usłyszę pochwał,
        > dopiero gdy się zapytam…jest łaskaw…"
        > Oboje jesteście już dość dorośli, zeby wiedzieć, co to są
        obowiązki.
        > Owszem, jak mi coś wybitnie dobrze wyjdzie [o jedzeniu mówię], to
        > miło usłyszeć pochwałę. Ale bez przesady! Ty go *nieraz*
        chwalisz, a
        > widzi mi się, ze on to Cię powinien ciągle...

        ODP: nie ciagle chwalic,z tym sie pogodzilam,ale
        podziekowac,smaczne bylo kochanie... ja widze jak nasi znajomi sie
        odnosza do siebie, mile slowa to wystarczy.

        > "sex… nie ma mowy o odmowie, co drugi dzień musi być"
        > I co? Jak odmówisz to Cię zgwałci? Pobije? Pójdzie do innej? Czy
        do
        > łazienki sam sobie ulżyc? Bo jakoś tego nie rozumiem...

        ODP> nie, ale nie bedzie sie odzywal, bedzie zly na caly swiat...

        > "ugotowałam zupę i mój tato, szwagier"
        > Wy jakoś hurtem mieszkacie? Czy to był obiad proszony? A może
        Twoja
        > rodzina często Was tak odwiedza, a mąż nie musi sie tym
        zachwycać...
        > Mój też nie jest towarzyski. Ani ja...

        ODP> nie,mieszkamy sami,to byl poczestunek,bo akurat nas
        odwiedzili...kazdy z osobna,ale milo bylo uslyszec cos mielgo (bo
        nigdy tego nie slysze z ust meza!)
        a rodzinka nas nie odiwedza czasto, zyjemy po swojemu, a to ze
        teraz czasy na izolacje to swoja droga takie czasy wredne...

        > "Zaraz po ślubie pisałam na małych karteczkach, ze kocham,
        tęsknie
        > itp.. mówiłam, patrz jakie fajne, miłe…."
        > I co on odpowiadał?
        > "NIGDY się nie doczekałam odzewu…"
        > A prosiłaś o odzew, czy tylko mówiłaś, ze fajne i czekałaś aż sie
        > domyśli?

        ODP> akurat wiem,ze do faceta trzeba powiedziec bezposrednio i
        MOWILAM,ze tez moglby taki gest wykonac...ale NIC

        > "więc przestałam być romantyczna…"
        > Wiesz, taniec w świetle księżyca to fajna sprawa, takie drobne
        gesty
        > są miłe. Ale życie toczy się swoją drogą i na codzień ciężko
        gadać

        ODP jasne, codziennosc, to codziennosc,ja nie naczytalam sie
        romansidel, tylko chce uczucia, ciepla raz na jakis czas!!!

        > do siebie białym wierszem.
        > "On co wieczór odpoczywa"
        > A co powinien robić? Skoro sprzątnął, ugotował, pozajmował sie
        > dzieckiem, był w pracy, to trudno, zeby wieczorem nie chciał
        > odpocząć.
        > " Nie miałaś kiedy zrobić? Lub : teraz wieszasz pranie ?"
        > I co mu odpowiadasz?

        odp.: a kedy mialam zrobic jak bylam w pracy.... pozniej sie
        zajmowalam dziecmi, nie jest to zawsze, bo czasem dzieci sie bawia
        a ja w tym czasei zajmuje sie pranie itp.

        > "Gdy mu wypadnie dyżur w pracy w weekend, ja wtedy jestem caly
        dzien
        > z dziecmi i moi rodzice tez maja wolne, to proponuja ,że nas
        wezma
        > na spacer, do miasta, na wycieczke, żeby nam uprzyjemnic czas… Ja
        > uwazam z e nic w tym zlego! Pozniej od męża słyszę wymówki, że
        nie
        > usiedze w domu, ze z mamusia i tatusiem musze wyjsc jak
        rodzinka….
        > Zazdrość ?"
        > A jak mu nie wypadnie dyżur to jak spędzacie czas? Idziecie we
        > czwórkę na spacer? Czy co?

        ODP>: idziemy we czworke!!! razem organiMoże faktycznie jesteś
        nadmiernie
        > zintegrowana ze swoimi krewnymi...?
        > "Niestety mamy inne podejście (...) do spędzania czasu wolnego,
        do
        > życia. Gdy komuś coś się złego przytrafi, ja współczuję a on
        > stwierdza: przecież go nie znam, trudno, tak bywa!"
        > I co w związku z tym? On się powinien dopasować?
        > "Najgorsze jest to, że tylko ja znam prawdę,"
        > To czemu przez te pięć lat z nikim o tym nie gadałaś?
        > "Gdy jesteśmy u nich z wizytą, to widzą pewne rzeczy i przytakują
        mi"
        > To wiedzą, czy nie wiedzą? I zgadzają sie z Tobą, czy z nim
        [jeśli
        > jednak wiedzą]? Bo już całkiem nic nie rozumiem...
        > "To już nie te czasy ,że do grobowej deski, że muszę się męczyć"
        > I sądzisz, ze rozwód to najlepsze wyjście?
        >
        > Nie chcę się czepiać, ale wydaje mi się, ze trochę przesadzasz.
        > Miałaś jakąś wizję romantycznego związku, mąż jej nie spełnił i
        > czujesz sie rozgoryczona. Ale nie porozmawiasz z nim o tym, tylko
        > stwierdzasz "bo to on jest niedobry". Być może on tak samo myśli
        o
        > Tobie. A może w
        • oficerka99 Re: odpwiadam BJ32 16.04.08, 11:12
          Widze ze zle sie wyrazilam,skoro masz inne spojrzenie na te
          sprawe...ciezko opisac moje zycie w mailu,to bylo kilka
          przykladow.Jezeli ktos jest na tyle uparty i nie usiluje wysluchac
          co ma do powiedzenia druga strona, to wybacz...ale jak tu sie
          dogadac?
          • m_zonka Re: odpwiadam BJ32 16.04.08, 11:26
            Jak dla mnie, to jest w tym wszystkim przemoc psychiczna,
            ekonomiczna i manipulowanie. Nikt nie ma prawa nikomu uwłaczać w
            taki sposób jak Twój mąż Tobie. Słowa też mogą być jak ciosy i mogą
            psychicznie skatowac człowieka. Tyle że w naszym wspaniałym (o
            ironio!) społeczeństwie w najlepszym razie jak trafi się na kogos
            odrobinę myslącego, to jedynie fizyczne znęcanie się uznaje się za
            nadużycie.

            Dobrze, oficerko, że nie chcesz dłużej tolerowac takich zachowań i
            chcesz chronić dzieci. Może jednak na poczatek spróbować separacji
            mediacji? Jasna decyzja i konsekwentne postepowanie. Wyprowadzam
            się, składam w sądziw wniosek o separaję, Ty - mężu robisz coś z tym
            problemem (jestem otwarta na współpracę) i próbujemy coś tu naprawić
            z pomocą osób z zewnątrz. Jak jest wola w panu i władcy to
            próbujemy. Jak nie ma, to rozwód dla ochrony siebie i dzieci.
            Uważam, zę warto tak zrobić (choćbys nie miała już sił, ochoty,
            nadziei itd) choćby dlatego żeby kiedyś dzieci Ci nie zarzuciły (i
            Ty sobie też), że "coś można było zrobić a nie zostało to zrobione".
            Bo to nie do końca jest tak, że wyłacznie kat ponosi
            odpowiedzialność. układ kat - ofiara jest zawsze układem
            symbiotycznym. Dlatego wykorzystaj najpierw wszystkie mozliwe środki
            poprawy sytuacji.
            • kati1973 Re: odpwiadam BJ32 16.04.08, 11:48
              popieram tę decyzję...
              Pytanie czy zechce sam opóścić dom, wielu się nie zgadza i siedzą na
              karku
          • bj32 Re: odpwiadam BJ32 16.04.08, 11:38
            Spokojnie, ja Cię nie atakuję. Chciałam tylko mieć szersze
            spojrzenie.
            Wiesz, skoro on sie do Ciebie w taki sposób odnosi, to ja Ci się nie
            dziwię, ze jesteś wnerwiona.
            Tylko, widzisz... Ja nie pracuje zawodowo. Też nie codziennie gotuję
            i myję podłogę, ale nawet taka zwykła krzątanina może zmęczyć... Pod
            tym względem jestem w stanie zrozumieć Twojego męża. Ciebie zresztą
            też, zeby nie było, ze nie.
            Skoro raz Wam wizyta w poradni pomogła, to może jakaś dłuższa
            terapia pomoże na dłużej. Chyba, ze zwyczajnie *nie chcecie* ze sobą
            rozmawiać, to faktycznie bez sensu.
            A moze któregoś wieczora odpuść sobie to prasowanie, czy co tam,
            otwóż sobie piwo [jak już dzieci pójdą spać], wyłącz mężowi
            telewizor i spróbuj grzecznie oświadczyć, ze albo się dogadacie,
            albo się rozwiedziecie i krótka piłka. Tylko na spokojnie i bez
            wrzasku, a jak zacznie Cię wyzywać to [również spokojnie] zauważ, że
            *to* nie jest rozmowa tylko awantura. Ja wiem, że to trudne i się
            człowiekowi wulgaryzmy na usta cisna, ale da sie, mozesz mi wierzyć.

            Co do seksu - ja bym się nie przejmowała jego dąsami. Niech sie dąsa
            do rozpęku. Skoro on wieczorem odpoczywa po cieżkim dniu to Ty też
            masz prawo. To Twoje ciało i Ty o nim decydujesz, a nie męża fochy.
            Mój jakby zaczął takie sztuki pokazywać to tym bardziej by się nie
            doczekał. Trochę go sama przyzwyczaiłaś...
    • shemreolin Re: długie ale bardzo pilne!zdecydowałam się-to k 16.04.08, 14:25
      Z tymi pochwałami to ja cię dobrze rozumiem. Ja jestem na urlopie wychowawczym i
      zajmuje sie domem. Mój NM wraca z pracy, zje, wstanie, wrzuci talerz do zlewu
      itd. Jak pytam czy dobre to powie tylko "yhm" i koniec. Czasami mam takie zrywy,
      że eksperymentuje w kuchni i wtedy bardzo jestem łąsa na pochwały, ale nic z
      tego. Czasami jak super posprzątam to tez bym chciała usłyszeć cos miłego, ale
      zazwyczaj słyszę tylko dzwonienie w uszach od ciszy, a jak sie dopomnę o uwagę
      to mi mówi, że raz od wielkiego dzwonu zrobiłam porządki i chce tylko
      komplementów. Po tym rzeczywiście nie chce mi sie nawet myć naczyń...

      Jak pracowałam to dostawałam od współpracowników rożne miłe uwagi i
      podziękowania, dostawałam premię, wynagrodzenie itd. A teraz jestem w domu i za
      to co robię nie dostaje nawet miłego słowa. moja motywacja jest równa zero i
      przez to sprzątam rzeczywiście coraz rzadziej.

      Każdy lubi byc doceniany za to co robi, bo to buduje poczucie naszej wartosci i
      przez to chetniej coś robimy. No niestety najbliżsi ludzie potrafia w idealny
      sposób zrównać nasze poczucie własnej wartosci z ziemią.
    • eastern-strix dobra decyzja...choc relacja jednostronna ;) 16.04.08, 17:13
      wiesz, wydaje mi sie, ze podjelas sluszna decyzje choc oczywiscie nie znam
      relacji meza. Ale sa miedzy Wami tak wielkie roznice dotyczace podstawowych
      spraw jak wychowanie dzieci, spedzanie wolnego czasu itp,ze nie moge sobie
      wyobrazic, co wlasciwie spowodowalo,ze zdecydowaliscie sie na malzenstwo?

      Mysle,ze maz ma zupelnie inna filozofie zyciowa od Twojej, jest dosc
      konserwatywny i frustruje sie na mysl,ze wiecej zarabiasz,wiec jak wracasz do
      domu,to stara Ci sie pokazac, kto rzadzi... stad ten seks co drugi dzien- to
      jest nienormalne! A jak akurat masz okres to co, zmusza Cie?

      mysle,ze on w dosc prymitywny sposob okazuje swoja frustracje i bije z niego
      poczucie nizszosci,ale to nie jest Twoj obowiazek tylko jego sobie z tym radzic...

      z tego co piszesz fajna z Ciebie babka, skoro uwazasz,ze lepiej osobno, to
      mysle,ze to przemyslalas i masz racje.

      a drob i jarzyny sa bardzo zdrowe, jak on nie lubi,to gotuj zdrowo dla siebie i
      dzieci, a on niech je co lubi. :)

      pozdrawiam.
      • scalla "lepiej im oszczędzic przykrego dzieciństwa" 19.04.08, 03:03
        jako o 2 lata młodsze od ciebie dziecko z rozbitej rodziny, powiem
        tylko ze to najlepsze co możesz zrobić dla swoich dzieci
    • oficerka99 cd 21.04.08, 10:42
      witam,
      dzieki za odpowiedzi.No wiec ja zlozylam pozew o separacje,maz sie
      dopytywal czy skladam ,nie dazyl do zalagodzenia sytuacji wiec
      zlozylam ale juz nie pytal,wiec nie wiem czy na 100%.
      Nie wyprowadzil sie,mieszkamy razem ale traktuje go chlodno...nie
      jest latwo ale jest w sozku,bo zawsze gora 2 dni po klotni ja
      prosilam o zgode ze nie dam rady tak zyc itp..on teraz staje na
      glowie,pokazuje jaki to on dobry itp...nie zdaje sobie sparwy z
      tego co zrobil. czekam na ciag dalszy, jak dlugo wytrzyma (moje
      fochy)...ja mam spokoj...
      • kicia031 Re: cd 21.04.08, 16:10
        To znaczy czemu mial sluzyc ten pozew - rozstaniu czy tez szantazowi?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka