oficerka99
16.04.08, 09:49
Tydzień temu skończyłam 30 lat a wczoraj podjęłam decyzję, że chcę
się rozstać z moim mężem (5 lat małżeństwa).Dawałam mu kilkakrotnie
szanse, były różne chwile, dużo by pisać, ale kochałam i
wybaczałam. A przeżyłam naprawdę wiele, od ubliżeń w ciąży,
przeklinania do telefonu, bo go nie odebrałam na czas w pracy,
zaciągnięcia ręcznego hamulca w czasie jazdy, gdy kierowałam autem,
do całkowitego lekceważenia. Nie będę się cierpliwośćdawać
cierpliwość szczegóły, bo już nie mam na to siły. Jednak
cierpliwość się skończyła, a skoro on nadal nie zrozumiał swoje
błędu, to nigdy tak się nie stanie, więc nie ma sensu się męczyć.
Mam dwójkę kochanych, zdrowych dzieci: synek 4 latka a córeczka
1,5 roczku. Jesteśmy samodzielni finansowo, mamy domek, samochód,
oboje pracujemy. Nie brakuje nam niczego…Ale mój mąż, który od
zarania był zazdrośnikiem w kwestii o innych mężczyzn jak i o moje
bardzo rzadkie wyjścia służbowe, dwa razy do roku wyjazdy służbowe,
kontakty z moimi rodzicami, i wreszcie o moją dużo lepszą płatną
pracę….nie poradził sobie z tym problemem.
Jest osobą konfliktową, musi mieć zawsze jakiegoś kozła ofiarnego.
Jak ze mną w miarę ok., to do rodziców moich jakieś wąty, a jak ze
mną na bakier to dla nich milutki . To nie jest normalne.
Akceptowałam jego różne zachowania, ale ostatnio zaważyły: zaczął
się o wszystko czepiać, pierw zarzucił, że nie dbam o siebie, ale
jak kupiłam nowy ciuch, poszłam do pracy w spódnicy, poszłam do
kosmetyczki, fryzjera i zapisałam się na aerobik, to się zaczęło,
że za dużo sobie pozwalam. A ten aerobik to jedyna moja rozrywka
(raz w tygodniu 2 godziny!)
Usłyszałam, że nie umiem robić zakupów, bo zawsze czegoś brakuje,
że za dużo wydaję, że kupiłam zły ser, że wędlina niedobra , że
chleb nieświeży (bo kupi cały bochenek, po czym zje 4 kromki a na
drugi dzień jest niedobry!) Kiepsko coś ugotować dla naszej
czteroosobowej rodzinki, bo on nie lubi jarzyn, drobiu,
wieprzowiny… a gotuje to co on lubi… Gotuje, zmywa podłogi, myje
łazienkę, bo pracuje na zmiany i ma dużo wolnego czasu gdy jest w
domu z córeczką. Ja pracuje na pełen etap ale wracam z pracy, to
sprzątam kuchnię, doprowadzam do porządku ten rewir. Mamy dzieci i
je wspólnie wychowujemy ale moje uwagi traktuje ZERO. To, żeby
tłumaczył dużo synkowi, gdy coś zrobi źle, a nie dawał mu w DUPĘ,
jak to on mówi. Żeby nie krzyczał na mnie i używał niecenzuralnych
słów przy DZIECIACH….one chłoną jak gąbka… ale to są bzdury wg.
Niego, głupie zasady, których się naczytałam z Internetu! On wie
jak dzieci wychowywać!
Proszę, żeby pobawił się czasem z córeczką, nauczył co do czego
służy, nie, ona się umie sama bawić a on w tym czasie ogląda TV… to
jest wychowawcze?
Gdy synek po przedszkolu się skarżył się, ze go kolega uderzył, to
tato nie wytłumaczył mu, żeby powiedział o tym pani tylko, żeby
tamtemu oddał! To jest dobre wychowanie? Ale moje zdanie się nie
liczy, ja nie mam racji.
Starałam się jak mogłam, przeszłam naprawdę dużo, niedługo moje
poczucie właśnej wartości sięgnęło by ZERA, ale w porę uświadomiłam
sobie, że lepiej jak dzieci nie będą widziały tych awantur,
skwaszonej miny taty, ciągłych uwag mamy typu: uśmiechnij się,
czemu się burmuszysz, dlaczego się nic nie odezwałeś itp…
Mogłam rozstać się przed ślubem, bo były oznaki, ale co ludzie
powiedzą, zaproszenia wydrukowane, koszty itp… ale to było nic w
porównaniu z tym co do tej pory się uzbierało. Później ciężko było
się rozstać, bo byłam w ciąży, a teraz dorobek dwóch dzieci ale nie
boję się….jestem silniejsza, bo mam dla kogo żyć.
Nie zasłużyłam na takie traktowanie. No i jeszcze jeden problem,
sex… nie ma mowy o odmowie, co drugi dzień musi być. Ja nie mogę
narzekać, nie może mnie boleć głowa. Przecież ja nic nie robię. To
co ja robię, to on nie widzi. To z jego psychiki wynika, że on jest
mały w stosunku do mnie. Ale to jego problem. Ja go nieraz
chwalę ,gdy ugotuje coś dobrze, gdy posprząta, że zajmuje się
córeczką, ale ja z jego strony nie usłyszę pochwał, dopiero gdy się
zapytam…jest łaskaw…
Ostatnio ugotowałam zupę i mój tato, szwagier zachwycali się i
chwalili, że bardzo smaczna. Miło było usłyszeć coś takiego…taki
drobiazg… Zaraz po ślubie pisałam na małych karteczkach, ze kocham,
tęsknie itp.. mówiłam, patrz jakie fajne, miłe….NIGDY się nie
doczekałam odzewu… więc przestałam być romantyczna… i tam wszystko
zanikło…
Dodam, że rano wstaję pierwsza, ubieram dzieci, daję śniadanie,
ubieram się a mąż łaskawie wstaje gdy wychodzę, bo on zostaje z
dzieckiem młodszym w domu. No sielanka.
Ale to jest nic. Za łatwo mu wszystko poszło, nie musiał budować
domu, harować by utrzymać rodzinę. On co wieczór odpoczywa, póki co
zaprzestał gier komputerowych, komputerowych po uśpieniu dzieci
ogląda TV, pije piwko….a do mnie: co się tłuczesz w kuchni (gdy
opróżniam zmywarke)? Nie miałaś kiedy zrobić? Lub : teraz wieszasz
pranie ? Najwięcej pracy masz wieczorem! (w domyśle, a nie dla
mnie!)
Gdy mu wypadnie dyżur w pracy w weekend, ja wtedy jestem
caly dzien z dziecmi i moi rodzice tez maja wolne, to proponuja ,że
nas wezma na spacer, do miasta, na wycieczke, żeby nam uprzyjemnic
czas… Ja uwazam z e nic w tym zlego! Pozniej od męża słyszę
wymówki, że nie usiedze w domu, ze z mamusia i tatusiem musze wyjsc
jak rodzinka…. Zazdrość ? To moja interpretacja…
Niestety mamy inne podejście do wychowania dzieci, do
spędzania czasu wolnego, do życia. Gdy komuś coś się złego
przytrafi, ja współczuję a on stwierdza: przecież go nie znam,
trudno, tak bywa!
Najgorsze jest to, że tylko ja znam prawdę, nawet jego rodzice nie
zdają sobie sprawy z jego zachowania. Gdy jesteśmy u nich z
wizytą, to widzą pewne rzeczy i przytakują mi, więc wtedy widzę, że
też mają takie zdanie. Żeby dziecku nie dawac klapsa, nie krzyczec
za mocno itp.
To już nie te czasy ,że do grobowej deski, że muszę się męczyć, w
imię czego ? Dzieci będą szczęśliwsze, gdy mama będzie uśmiechnięta
a nie zagryziona i nerwowa. Tacie też będzie lżej , bo nie będzie
się musiał z żoną użerać… po co sobie nawzajem targać nerwy i
grać , udawać ? To nie teatr, na dłuższą metę się nie da… A on mi
wczoraj na moje uwagi mówi, że on poczeka jak dzieci dorosną to mik
pokaże….Boże mój, co mi pokaże ?! Po co czekać jak dzieci dorosną ?
Lepiej im oszczędzić przykrego dzieciństwa!