buka28
02.06.08, 13:42
...bezradnosc - to uczucie zdominowalo mnie przez ostatnie
miesiace.Ten post to raczej chcec wygadania sie, chociaz i prosba o
rade bo najzupelniej w swiecie nie wiem co robic.
We wrzesniu ubieglego roku przeprowadzilam sie z nowym partnerem do
nowego miasta.Szybko znalazlam prace,rownie szybko zaszlam w
ciaze.Poczatki pamietam jak przez mgle:totalne wycienczenie
spowodowane duza iloscia godzin i ciaza,ciagly brak gotowki,stres i
niepewnosc.Moj partner z dnia na dzien popadal w co raz wieksza
depresje,bo nie mogl znalezc pracy.Ja zrywajac sie z rana przed 6.00
jak litanie powatarzalam,ze dam rade i mam jeszcze duzo sily,on
natomiast mial swoja:wszytsko bylo do dupy i nie warto sie bylo
starac.On calymi dniami gral w gry komputerowe,ja po 21.00 w drodze
z pracy robilam zakupy a potem kolacje.Złościlam sie,ze mieszkanie
wyglada jak chlew,on ze chce z niego zrobic kure domowa.Moj brzuch
rosl,jego malal,ja skupialam sie na ogromie pracy,on na zabijaniu
przeciwnikow w wojnie komputerowej.W marcu cos sie ruszylo,dostal
prace ale zarobki marne i nieregularne.Dowiedzialam sie,ze te
niewielkie pieniadze jakimi dysponowal do tej pory pochodzily z
pozyczek,ktore teraz trzeba bylo spłacic.Ja tez pograzalam sie w
dlugach.Zaczal sie okres jeszcze wiekszej hustawki nastrojow -
Łatwiej zaczelo nam przychodzic wspieranie sie,juz zobaczylismy
swiatelko w tunelu,zeby za chwile na nowo pograzac sie w jego
ogromnym zwatpieniu.Tydzien abstynencji,3 picia.
Najwiekszy bol pochodzi z tego,ze nie czuje wsparcia z jego
strony.Nie pamietam kiedy ostatni raz poszlismy razem spac.Co
wieczor scenariusz jest ten sam - on gra w gry komputerowe do
rana,ja staram sie sama zasnac z calym tym natlokiem mysli w
glowie.Prosze go,zeby ze mna polezal,ze bardzo go potrzebuje,ze
czuje sie samotna, on odpowiada, ze nie chce mu sie spac,ze nie
powinnam sie martwic,a on musi pograc bo go to relaksuje.Doszlo do
tego,ze gdy siada do komputera robi mi sie slabo,bo co raz czesciej
przegrywam z maszyna.Odnosze wrazenie,ze gdyby komputer jeszcze
robil kawe,zupelnie bym byla zbedna.Jego zdaniem to niedorzeczne,ale
on mowi wiele rzeczy nijak majacych sie do rzeczywistosci,a ja
przestaje mu wierzyc.
Czuje ogromna presje odpowiedzialnosci za siebie,dziecko i
partnera.Problemy finansowe mnie przytlaczaja,i w duzej mierze musze
je sama rozwiazywac(m.in sprawe zakupu wyprawki dla synka.Termin mam
za 2 tygodnie i kompletna pustke w szafach i portfelu).Łatwiej by mi
bylo sobie z tym poradzic gdybym miala z kim o tym
porozmawiac,znalezsc wyjscie,spojzec z innej perspektywy - ale
jestem tu kompletnie sama,a partner,mimo moich jasnych komunikatow,
wydaje sie skupiac tylko na sobie,na tym co zrobic zeby nie mysles o
problemach.
Zaczynam histeryzowac,czesto placze bez konkretnego powowdu, mam
ataki paniki i dusznosci.Ta bezradnosc mnie niszczy.Co zrobic,zeby
komputer nie byl dla niego jedyna rzcza warta uwagi, i zeby choc w
czesci staral sie uwzglednic moje (moim zdaniem malo wygorowane)
potrzeby emocjonalne?
Staram sie z tym wszytskim walczyc.Skupiam sie na dziecku, na swoim
hobby, duzo czytam i wychodze z domu.Ale to wszytsko,robione w
samotnosci - wydaje sie nie miec sensu.
Postanowilismy,ze rodzic bede w rodzinnym miescie a pierwsze dni po
porodzie spedze z rodzicami.Na ten wyjazd czekam jak na
zbawenie:rodzice, znajomi, w koncu ktos do rozmowy,poczucie
bezpieczenstwa. Co raz czesciej jednak lapie sie na tym,zeby stamtad
nie wracac,zeby nie dac sie z synkiem zabrac spowrotem w to bledne
kolo.Chce byc ze swoim partnerem,naprawde go kocham,ale ta jego
ignorancja mnie niszczy.