przyjaciółka męża

28.07.08, 11:35
Rozmawiałam wczoraj z tamtą kobietą - przyjaciółką męża i okazało się, że w
wielu sprawach mąż mnie okłamał
pierwszy wysyłał do niej sms i trwało to prawie 2 lata (ja o niczym nie
wiedziałam)- powiedziała że czasami nawet 3 tygodnie nie pisał (a spotykali
się w pracy codziennie)
czasem zdarzało się że pisał do niej kilka(naście) sms w ciągu jednego
wieczoru - o tym że np otwarł śmiesznego maila, jakiej słucha piosenki,
cytował jej na skype fragmenty piosenek np. jak jakiejs akurat słuchał i
spodobała mu się - również o miłości, tęsknocie,
zdarzało się, że przychodzili do pracy w soboty - tylko we dwoje, zostawali
też po godzinach
Na jej pytanie czy kocha swoją żonę - nic nie odpowiedział
Rozmawiał z nią o wielu rzeczach - o których zapewniał że nie rozmawiał np o
jej nowym mieszkaniu
zadawała mu pytania jak myślą faceci i zawsze jej odpowiadał np. co sądzi o
sytuacji gdy facet idąc z dziewczyna ogląda się za inną - ja nigdy nie miałam
prawa zadać mu takiego pytania bo stawał się agresywny i zarzucał mi że jestem
zazdrosna. A najczęściej słyszałam - nic nie myślę, to nie ma znaczenia, nie
mam zdania

Powiedziałam mu, ze rozmawiałam z nią i że wszystko mi opowiedziała. Próbował
zaprzeczać, nawet napadać, że komu wierzę jej czy jemu.
Powiedział, że rozbijam rodzinę

On cały czas twierdzi, że nic złego nie robił - tylko rozmawiał i że nie ma
obowiązku mówić mi o wszystkim co robi

Przez 6 miesięcy nie doczekałam sie na konstruktywne rozmowy, wyjaśnienia -
obiecywał ale nigdy nie była odpowiednia pora a jak doszło do rozmowy, to
zamiast rozmawiać o tym co się stało i dlaczego i co dalej to opowiadał jak mu
było w życiu źle i jak cierpiał. Atakował mnie i miał do mnie pretensje. Taka
szarpanina

Nie wiem co zrobić. Powiedziałam mu wcześniej, że nie zamierzam się rozwodzić,
bo wierzę w nierozerwalność i ze względu na dziecko. I jakby wszystko sobie
odpuścił - nawet obietnice.

Ale teraz mam juz dość, już mu nie wierzę, nie wierzę w obietnice i
jakiekolwiek szczere zamiary

I chociaż wie, że rozmawiałam z tą jego przyjaciółką i wie, że wyszły jego
kłamstwa - nie robi sobie z tego nic. Nie widzę żeby się choć trochę
zawstydził, żeby chciał coś wyjaśnić. Jeszcze próbuje traktować mnie z góry.

On nie zabiega o mnie, nie naprawia błędów, bez powodu albo z błahego robi się
nieprzyjemny, nie dąży do wyciągania wniosków i robienia postanowień. Nie
liczy się z moimi uczuciami - w ogóle go to nie obchodzi

Oboje nie potrafią wytłumaczyć słów, które mąż napisał do niej na skype "nie
moglibyśmy razem żyć" On mówi, że taki żart, że tak się u nich w pracy mówi

Dla mnie to są tylko same kłamstwa

Nie wiem co robić
    • kicia031 Re: przyjaciółka męża 28.07.08, 20:06
      Wielu osobom zbawiennie na glowe robi separacja. Moze warto zawiesic zwiazek na
      jakis czas, zastanowic sie spokojnie, czego chcemy od zycia...
      Moze sie okaze, ze ty swietnie czujesz sie bez meza, krtory cie nie ceni i nie
      dba o wasz zwiazek?
      • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 29.07.08, 10:04
        Dziękuję za tę podpowiedź bo właśnie tak chyba zrobię bo juz nie widzę wyjścia...
        Ale mąż wczoraj znów powiedział/napisał że nie bierze takiej opcji pod uwagę -
        choć wcześniej sam zaproponował warunki. Nie wiem czy znów nie będzie szopki
    • kawusiaa Re: przyjaciółka męża 28.07.08, 22:02
      a jak to sie stało ze zaczełas z nią rozmawiac , i w sumie ona tak wszystko
      opowiedziała? jakby jej zależało na rozpadzie waszego związku hmmm. ta
      przyjaciółka to po prostu przygoda i albo on liczy na decyzję z Twojej trony o
      np separacji by nie miec tej odpowiedzialnosci na swoich barkach lub lubi domowe
      ciepełko (o ile jeszcze takowe było) i "kochanke" na bpoku. jakos w przyjaźni
      damsko-meska nie wierze, zawsze któreś ma w tym seksualny interes.
      radze wypic herbatę z melisy lub zażyć jakieś ziołowe tabletki na uspokojenie i
      przyprzeć męża do ściany i wycisnąć szczera prawde. tylko nie daj sie
      sprowokowac do kłótni...... daj znac co z tego doszło i uwazaj na ostre słowa.
      najlepiej wszystko na spokojnie pzretrawic. powodzenia
      • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 29.07.08, 10:02
        To jest najgorsze, bo mąż w żaden sposób nie chce się dać przyprzeć do muru. I
        niestety najczęściej wszystko kończy sie kłótnią, bo ja się denerwuję że tak
        odwraca kota ogonem, a on zamiast mówić na temat to wyciąga jaka to ja byłam zła
        dla niego w przeszłości i to jest efekt, albo że rachunki wyrównane - a ja nie
        wiem jakie rachunki i też nie wyjasni
    • bj32 Re: przyjaciółka męża 28.07.08, 23:39
      Po pierwsze: Czy spali ze sobą? Bo o tym nie piszesz.
      Fakt, nawet jeśli to *tylko* przyjaźń, to trochę przesadził. Ale na
      takie układy [Ty z nim nie o wszystkim możesz porozmawiać, on z Tobą
      też nie, albo tak się jednemu z Was czy obojgu wydaje] pracuja obie
      strony. Czasem wystarczy nietrafiony zart... Czasem naleciałości z
      domu rodzinnego ["żonie sie o pewnych rzeczach nie mówi", "przy
      żonie nie należy się oglądać za innymi kobietami ogladać", "nigdy mu
      nie mów, jak sie nazywa twój ulubiony aktor, bo się zrobi
      zazdrosny"].

      A tak swoją drogą... Jesteś pewna, ze ona mówi prawdę? Za mało jest
      danych. Czy ona też ma jakąś rodzinę? Męża, dzieci? Bo jak nie ma,
      albo chce "zmienić", to ma powody, zeby manipulowaś faktami.

      " o jej nowym mieszkaniu zadawała mu pytania jak myślą faceci i
      zawsze jej odpowiadał np. co sądzi o sytuacji gdy facet idąc z
      dziewczyna ogląda się za inną"
      Nie widzę nic złego w takich pytaniach.

      "Rozmawiał z nią o wielu rzeczach - o których zapewniał że nie
      rozmawiał"
      No, w związku z powyzszym, to jakie - jak sądzisz - miał powody,
      zeby sie kryć?

      "ja nigdy nie miałam prawa zadać mu takiego pytania bo stawał się
      agresywny i zarzucał mi że jestem zazdrosna."
      A nie byłaś zazdrosna, jak sie gapił na inne baby? Bo ja na przykład
      jestem i mówię o tym wprost, ale nieagresywnie; zwłaszcza, ze jak
      widzę atrakcyjną kobietę, to sama lubię popatrzeć. Wiesz coś
      jak: "Ty, zobacz, jaka zgrabna! Tylko nie wybałuszaj gałów, bo cię
      kopnę, a sobie popatrz chwilę.";)))
      "On cały czas twierdzi, że nic złego nie robił - tylko rozmawiał"
      Formalnie nie robił nic złego. Ale może zaniedbał coś, czego nie
      powinien zaniedbać - rozmawiania *z Tobą*.
      "nie ma obowiązku mówić mi o wszystkim co robi"
      Nie ma. Każdy ma prawo do sfery prywatnej. Nie macie wzajemnie
      obowiazku pokazywać sobie swojej korespondencji, opowiadać o
      wszystkich rozmowach. Ba! Jeśli on idzie na ryby [faktycznie na
      ryby] to nie ma obowiązku opowiadać Ci sie, na którym łowisku był. O
      ile na przykład z Warszawy nie wybrał sie na łowiska na Mazurach na
      tydzień. To jakoś wyjaśnić powinien.

      "Na jej pytanie czy kocha swoją żonę - nic nie odpowiedział"
      Jeśli to tylko przyjaźń, to po co mu zadała takie pytanie? I po co
      mówiła Ci tym?
      Wiesz... Mam przyjaciół wieloletnich i oni mogą mnie przy okazji
      jakichś moich żalów spytać "słuchaj, zastanów się, czy go kochasz".
      Ale nie lecą do mojego męża z tym hitem. Chocby ich spytał.
      "Przez 6 miesięcy nie doczekałam sie na konstruktywne rozmowy"
      Czekać to sobie - wybacz - mozesz. Nieodpowiednia pora? Sadzasz
      delikwenta, ewentualnie jak siedzi, to siadasz obok, wyłączasz mu
      TV, monitor czy co tam [niepotrzebne skreślić] i spokojnym tonem w
      skrócie telegraficznym wykładasz, gdzie Cię boli. Próbujesz tak ze
      sześć razy, po czym robisz karczemną awanturę, a potem [jeśli nie
      podziałało] jeszcze dwie. Jeśli i to nie działa - robisz rachunek
      sumienia: czy jesteś pewna, ze chcesz być z tym gościem na resztę
      życia. I w zależniści od wyniku podejmujesz jakieś dalsze kroki.
      Nie ma czegoś takiego w związku, jak nieodpowiednia pora na rozmowę.
      I co Cie w sumie obchodzi jego niegdysiejsze cierpienie? Znaczy,
      owszem, obchodzi. Ale ma z Tobą o tym rozmawiać i wtedy go
      wesprzesz, ale nie ma tego wyrzygiwać z siebie wtedy, kiedy mu
      wgodnie i chce Ci "zamknąć pysk".
      "Powiedziałam mu wcześniej, że nie zamierzam się rozwodzić"
      Bo nie zamierzałaś. Ale nie mówiłaś, ze nigdy nie poweźmiesz takiego
      zamiaru.
      "wie, że wyszły jego kłamstwa"
      No i właśnie, czy te kłamstwa dotyczyły tylko rozmów? Bo jak tylko,
      to warto zawalczyć. Jeśli będzie chciał. I Ty będziesz chciała. A
      jak jeszcze łóżko, to już bardziej przechlapane...
      " Nie widzę żeby się choć trochę zawstydził"
      A chodzi Ci o to, zeby się wstydził? I żeby Twoje było na wierzchu?
      Czy zeby mieć normalny związek?
      "On nie zabiega o mnie, nie naprawia błędów"
      Że nie zabiega to nieładnie. Zazwyczaj tacy "niezabiegający"
      dorabiają się jelenich rogów. I kto wtedy siedzi w kąciku i
      płacze?;)))
      "nie naprawia błędów"
      Zawsze istnieje prawdopodobieństwo, ze nie wie, albo nie rozumie,
      gdzie spartaczył. Mężczyźni są inni niż kobiety i nie zawsze wiedzą,
      ze według nas dali ciałka. Trzeba mu powiedzieć wprost.
      "Oboje nie potrafią wytłumaczyć słów, które mąż napisał do niej na
      skype "nie moglibyśmy razem żyć" "
      Wyrwane z kontekstu niewiele mówi. Ale dość, żeby dojść do wniosku,
      ze nie zamierza Cię opuścić dla tej jakiejś. Czy zdajesz sobie
      sprawę, ze żeby z kimś zyć, mieszkać, jeść razem śniadania,
      zasypiać, mieć dzieci - potrzeba czegoś więcej niż przyjaźni? Czy
      chuci? Ja, gdybym już mężowi grzebała w mailach, GG skypie [sic! -
      nie szukaj - nie znajdziesz] i znalazła coś takiego, to uznałabym to
      za wyznanie miłości dla mnie. Ze mną może żyć. Bo żyje. Jest różnie,
      ale jesteśmy razem. Może warto nad tym popracować?
      "On mówi, że taki żart, że tak się u nich w pracy mówi"
      A jakiej odpowiedzi byś oczekiwała? [Jakkolwiek ta jest wybitnie
      kretyńska; już "nie pamiętam, o co chodziło" brzmiałoby lepiej].


      "Dla mnie to są tylko same kłamstwa

      Nie wiem co robić"
      Szczerze? Wyjedź w cholerę i na drugi koniec kraju sama na dwa
      tygodnie. Zamknij się w pokoju pierwszego wieczoru sam na sam z
      flaszką, potem dwa kolejne wieczory spędź wśród ludzi [dyskoteka,
      dancing, coś w tym stylu]. A potem poszwendaj się po odludziu [las,
      plaża] sama, pozwól biec myślom wolno i zobacz, co z tego wyniknie.
      I potem, jak wrócisz, spójrz na mężczyznę, z którym żyjesz
      i "zapisz" pierwsze wrażenia: czy tęskniłas za nim? A on za Tobą?
      Czy czujesz, że to facet, przy którym chcesz sie zestarzeć? I czy
      odczuwasz z jego strony tak samo [?] ciepłe uczucia? I tak dalej.
      Wtedy będziesz wiedziała.
      Bo na te wszystkie pytania tylko Ty umiesz odpowiedzieć.
      Jak i na pytanie "co robić?".

      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
      • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 29.07.08, 09:59
        Nie przyznają się do sexu. Ale mi to ciągle nie daje spokoju bo np wyjazd
        integracyjny - mąż mówi ze dość wcześnie poszedł spać, bo miał rano wyjechać (a
        to nie było tak daleko żeby nie wiem jak musiał być wyspany i dodatkowo on lubi
        sie napić), zaś ona twierdzi że siedziała z osobami z oddziału z innego miasta-
        więc znów nie ma kto potwierdzić, że nie wyszła z imprezy wcześniej.

        Tak, ja na pewno przyczyniłam się do tego, że nie był szczery, bo byłam
        podejrzliwa, nieufna i mało tolerancyjna - inaczej patrzyliśmy na relacje z
        innymi - ja dystans, on lubił szybkie spoufalanie się.

        Czy ona mówi prawdę? Nie wiem. Zbieram o niej informacje jaka jest - i znów
        sprzeczności - wg męża biedna, znękana życiem, religijna, czasem zrozpaczona. Wg
        niej samej - osoba którą ma b. dobry kontakt z innymi i lubiana. Wg innego
        kolegi - sprośne kawały, luz, panikara.

        Jeśli coś między nimi było więcej niż przyjaźń to wiadomo, że tego mi nie powie.
        Ale to co powiedziała to raczej wybrała takie rzeczy aby załagodzić sytuacje.
        Dziwna tez sytuacja z jej narzeczonym, bo akurat chodziła z nim do 2005, potem
        znajomość z moim mężem 2006-07 i jak to powiedziała do mojego męża "zerwałeś ze
        mną" - pod koniec 2007 i dziwnym trafem znów chodzi ze swoim chłopakiem przełom
        2007/08, który cały czas zabiegał o nią.

        Ogólnie mówią - jak każda - byłam zazdrosna/niepewna o inne kobiety - ale nigdy
        nie chciał o tym rozmawiać. Na prawdę byłam subtelna w zadawaniu pytań na ten
        temat - po prostu chciałam wiedzieć jakim jest facetem, jak "patrzy" na inne
        kobiety będąc juz ze mną. To było takie naturalne - chyba każda to ma. Był to
        dla mnie stres.

        Jeśli chodzi o mówienie sobie - to uważam, ze opowiadanie co się robiło, z kim i
        gdzie jest czymś oczywistym - to pozwala uczestniczyc w życiu drugiej osoby
        nawet jak się długo jest w pracy czy poza domem. Takie rozmowy buduja więź i
        pozwalają się poznawać. W myśl też zasady - nie z obowiązku ale z pragnienia
        dzielenia się wszystkim - myślami, przeżyciami

        Tak właśnie jest z jego strony - robi wszystko (zmienia temat, atakuje) żeby
        tylko nie rozmawiac o faktach, o tym co na prawdę działo się pomiędzy nim a
        tamta kobietą

        Oczywiście nie chodzi o to żeby moje było na wierzchu - bo to bez sensu. Jak on
        nic sobie nie robi z tego że rozmawiałam i że znów nowe kłamstwa to tak jakby
        sie cieszył, że jest obiektem walki o niego - nie wiem?. czy udaje głupa czy co?
        Ja to odbieram ze o najważniejszym to i tak nie wiem i że on to się bawi moim
        kosztem. Nie wiem

        Niestety nie mogę wyjechac bo mam małe dziecko i nie mogę jej zostawić i sobie
        pojechać. ale niepokoi mnie, bo mąż ostatnio był na wyjeździe tydzień i po 1
        dniu znów tydzień - i nie tęskniłam, w domu było spokojnie, oddychałam,
        zapominałam o tych ciężkich przezyciach. On pisał że tęskni, ale ja nie mogłam,
        tak serce zranione, że napawało sie spokojem, chciałam zapomnieć o nim... nie
        wiem co było by po dłuższej rozłące
        • jona666 Re: przyjaciółka męża 05.08.08, 17:11
          Nie chcę Cię martwić, ale moj mąż też miał "przyjaciółkę" Nic o niej
          nie wiem, tylko tyle co wyciągnęłam od niego.
          Trwalo to ok 8 miesięcy. nie było co prawda wyjazdów słuzbowych, czy
          zostawania po godzinach, ale będąc w pracy spędzał czas z nią...
          W domu od czasu "przyjaciółki" skończyły się normalne rozmowy. Mąż
          się całkowicie odizolował i starła się nie dopuszczć do mnie żadnych
          informacji, ani na temat pracy, ani czegokolwiek innego.
          Gdy sie wydało z jakiego to powodu to i tak się nic nie zmieniło,
          nadal byłam gdzieś daleko zawszystkimi jego sprawami. Przeżyłam
          bardzo to wszystko, tym bardziej, że nie okazal mi żadnego wsprcia.
          sytuacja na tę chwilę jest nie do zniesienia. Żadnych rozmów, chyba
          że służbowe, czy dotyczące dziecka. I oczywiście jeżeli zaczyna się
          rozmowa to kończy się wytykaniem błędów i tego, że to ja to
          spowodowałam swoim zachowaniem. Wyprowadzki nic nie dały, a na
          terapię małżeńska nie udalo mi się go namówic. życzę powodzenia
          • karolina33331 Do:Jony 23.08.08, 17:47
            Jona proszę odezwij się ma podobną sytuację.Napisz na priva
    • 18_lipcowa1 Re: przyjaciółka męża 29.07.08, 08:34

      > Nie wiem co zrobić. Powiedziałam mu wcześniej, że nie zamierzam
      się rozwodzić,
      > bo wierzę w nierozerwalność i ze względu na dziecko. I jakby
      wszystko sobie
      > odpuścił - nawet obietnice.
      >

      ja tez bym Cie olala na jego miejsci jakbym po tym wszystkim
      uslyszala ze nie zamieszasz sie rozwodzic.
      wiedzialabym ze moge wszystko wtedy a ty i tak sie nie rozwiedziesz.
      troche honoru dziewczyno.
      • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 29.07.08, 09:24
        O tym że nie chcę się rozwodzić powiedziałam mu przed rozmową z tamtą kobietą.
        Teraz (po tej rozmowie) jestem zdesperowana, bo nie spodziewałam się takiej jego
        postawy, bo juz wydawało się że będziemy jakoś budować
        • 18_lipcowa1 Re: przyjaciółka męża 30.07.08, 20:01
          6jolka6 napisała:

          > O tym że nie chcę się rozwodzić powiedziałam mu przed rozmową z
          tamtą kobietą.
          > Teraz (po tej rozmowie) jestem zdesperowana, bo nie spodziewałam
          się takiej jeg
          > o
          > postawy, bo juz wydawało się że będziemy jakoś budować

          olal Cie totalnie
          troche godnosci
    • triss_merigold6 Re: przyjaciółka męża 29.07.08, 09:15
      A po gwint ma o Ciebie zabiegać skoro i tak się nie rozwiedziesz? To
      naturalne, że frajerow traktuje się z góry.
      • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 29.07.08, 09:21
        Coś w tym chyba jest, bo sprawa toczy się juz od roku i w tym czasie toczyłam
        walkę o prawdę. Najpierw rozpacz, potem "dochodzenie" i rozwód - wtedy mąż się
        wystraszył i poprawił a dopiero później powiedziałam, ze jednak nie chcę rozwodu
        z tych 2 powodów - nierozerwalność i dziecko i on chyba znów poczuł się na luzie
        • triss_merigold6 Re: przyjaciółka męża 29.07.08, 09:28
          Miej trochę godności kobieto, jak będzie chciał odejść do innej to
          odejdzie i nic go nie zatrzyma.
          • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 29.07.08, 10:12
            Uważasz, ze zachowuję sie bez godności?
            Może tak, ale jak dowiedziałam się o tym, że miał tego typu tajemnice, to
            powiedział dziwne zdanie "jak facet może być szczery kiedy chce mieć i żonę i
            dziewczynę". On potem się tłumaczył, że powiedział to jako przykład sytuacji
            kiedy nie da sie byc szczerym i ze on też ma trudności z byciem szczerym.
            Ale ja mam wątpliwości, czy jemu właśnie nie chodziło o to żeby sobie dwie sroki
            za ogon trzymać - i ja nie chcę być tego typu frajerką.

            A jak się przekonać jaka jest prawda - to trudne zadanie. Za dużo tu pytań bez
            odpowiedzi, dziwnych sytuacji

            Ja tez bym wolała żeby poszedł w pierony jak tak chce, ale może on woli mnie
            oszukiwać i jakoś zagłaskać lub przeczekać, aż wszystko ucichnie i ja się zmęczę
            i będę tą przykładną żoną co o wszystko dba i nie odejdzie i nie zdradzi (bo mam
            twarde zasady)
            • kol.3 Re: przyjaciółka męża 30.07.08, 19:35
              W zasadzie nie wiesz, czy mąż tak sobie tylko "konwersował" z
              koleżanką z pracy, czy Cię zdradził. Ta ich znajomość krótka nie
              jest, a wyjazdy integracyjne stwarzały okazję. Ja bym wynajęła
              detektywa, żeby się przekonać co jest grane, przynajmniej miałabyś
              jasność sytuacji, a w przypadku zdrady - twarde dowody dla sądu.
              Nie wiem po co rozmawiałaś z jego koleżnką, stworzyłaś kobiecie
              okazję, żeby Ci dowaliła i zdaje się, że to zrobiła.

              A tak na marginesie - Ty wierzysz w nierozerwalnośc związku, rywalka
              jest religijna, co jej nie przeszkadza starować do cudzego chłopa.
              Zdecydowanie wolę ateistów.
              • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 30.07.08, 23:21
                Detektywa? A czy Ty wiesz ile oni biorą za godzinę? Sama bawię się w detektywa i
                już mi sił brak, bo koniecznie chciałam rozstrzygnąć kwestię - co ich na prawdę
                łączyło. Sprawa ciągnie się od lutego, gdy przeczytałam na skype ich rozmowę.
                Długo zastanawiałam się czy i jak z nią porozmawiać. Wcześniej chciałam ze swoim
                mężem (żeby mieć jakiś punkt odniesienia - chciałam koniecznie sprawdzić, czy
                będą kłamstwa, czy może rzeczywiście to tylko zbyt bliska znajomość - ale i to
                nie chce mi przejść przez gardło), ale on tylko owijał w bawełnę i unikał
                jakichkolwiek konkretów.
                Ta kobieta ma podobno za mąż wychodzić - tak twierdzi mój mąż, ale znów to
                trzeba sprawdzić, bo mu nie wierzę ani za grosz. Niestety.

                Ale czy w sądzie takie rozmowy za plecami, oszukiwanie nie są już dowodem?

                Ona jest religijna - nawet podobno miała się modlić za nas - mnie i mojego męża.
                Nie wyśmiewam sie z tego ale to też mi nie pasuje do całej sytuacji.
                • kol.3 Re: 6jolka6 31.07.08, 17:25
                  A sprawdziłaś ile biorą? Nie musisz wynajmować Rutkowskiego.
                  Profesjonalista będzie wiedział, jak się do tego zabrać.
                  Jak dojdzie do rozwodu (czego Ci jednak nie życzę) Twój mężczyzna
                  może Ci udowodnić winę i wtedy będzie Cię to kosztowało znacznie
                  więcej. W sądzie wygrywa nie ten kto ma rację, tylko ten kto ma
                  lepsze papiery.
                  Z mojego doświdczenia wynika, że takim panienkom jak flama Twojego
                  męża religia zupełnie nie przeszkadza w rozbijaniu małżeństw.
      • ruda110 Re: przyjaciółka męża 04.08.08, 09:52
        "To naturalne, że frajerów traktuje się z góry" Nie dla wszystkich
        to takie naturalne, dla niektórych miłość to przebaczenie,
        cierpliwość, a nie zwykły układ, w którym jedno panuje nad drugum
    • aga320 Re: przyjaciółka męża 30.07.08, 14:38
      Cześć chyba nie potrafię ci pomóc, ale jestem w takiej samej sytuacji-identyczna
      z tym że ja mam dwoje dzieci i z tą jego "koleżanką z pracy" nie rozmawiałam
      tylko mam jej nr telefonu.
      co ja w takiej sytuacji mam zrobić?
    • zyciowa Re: przyjaciółka męża 30.07.08, 20:32
      witam, a ja jestem w roli Twojego męża.To ja mam przyjaciela , z
      którym pisuję regularnie na gg, czasem dzwonimy do siebie, rzadko
      się widujemy.Nasze listy są pełne humoru, czasem rubaszne, ale
      nieszkodliwe, bez podtekstów.Dla mnie jest to relax, natomiast mój
      mąż wyimaginował sobie historię , na podstawie mojego gg, moich
      maili , bilingów z kom.Zaznaczam,że hasła nie stanowią przeszkody w
      czytaniu przez niego mojej korespondencji.GG stało się jego obsesją,
      ja czuję się osaczona przez niego , jak w obozie pod nadzorem.Nie
      zaniedbuję mężą, dziecka ,nie zdradziłam go , ale to co robi
      powoduje niechęć i agresję.Mąż mój też dzwonił do mojego kolegi
      twierdząc ,że ten rozbija rodzinę.Uważam ,że się ośmieszył.Jeżeli
      nie masz dowodów na zdradę to odpuść sobie i jemu.Nie zapędzaj się
      sama w kozi róg , bo po co!
      • kawowaa Re: przyjaciółka męża 09.08.08, 19:21
        najgorsze są własnie takie przyjaciółeczki.. To ze swojej rodzinie robisz
        niezły bałagan w głowie to twoja sprawa.. zreszta nie rozumiem po co? lubisz
        fakt ze on się z tym zle czuje? lubisz patrzec jak cierpi? nie kumam.. a czy
        tamten kolega ma rodzine?. jak mozna tak burzyc rodzinną atmosfere? wywoływac
        niepokoj? A Tobie byłoby miło jak by jakas kobieta regularnie pisywała do
        twojego meza? z pewnoscią nie... czułabys sie fatalnie.. smutna.. miałabys
        pewnie złe samopoczucie.. ale Ty innej kobiecie to niby mozesz..
        nie rozumiem tak podłych zachowan..
    • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 30.07.08, 23:29
      Tak na prawdę wszystko się rozpada. Jest tylko niechęć i agresja. Mąż uparcie
      twierdzi, że jest niewinny, że jedyne złe co robił, to że mi nie mówił.

      Już piszę pozew rozwodowy. Wiem że wszystko się zmieni - materialnie gorzej. No
      i fatalnie dla dziecka. I tak cały czas cierpi - bo sie przy niej kłócimy.
      Ja nie umiem wybaczyć, bo on nie uważa że coś źle zrobił, nie wyjaśnia, nie
      tłumaczy - nie wiem co wybaczyć, nie wiem o czym zapomnieć.

      Jeszcze w niedzielę zapytałam czy na spotkaniu z 2 kolegami była też ona -
      powiedział że nie pamięta(a wiedziałam z rozmowy z nią, że ona tez była na
      spotkaniu z tymi kolegami). Dopiero jak wzięłam za telefon że zadzwonię do tego
      kolegi to mu pamięć wróciła. I jak ja mam wierzyć w to, że jemu zależy na
      rodzinie i na wspólnym życiu skoro on nie zamierza mówić mi prawdy.
      • betka2222 Re: przyjaciółka męża 31.07.08, 09:40
        przezyłam to samo co ty, wg mnie to długotrwały romans w który twój
        mąż zaangażował się emocjonalnie i dalej nie skończył tej
        znajomości, dlaczego tak sądzę? uwaznie przeczytałam twoje posty, te
        same objawy co u mojego męża, złość w stosunku do twojej osoby,
        kłamstwa,nie łudź się jeśli całkowicie się nie odetnie od niej nie
        zmieni się nic na lepsze a ty bedziesz kłębkiem nerwów, jego
        nastawienie do ciebie powoduje że jestes agresywna, czujesz że dalej
        coś nie gra chcesz porozmawiać a on uważa że świrujesz bo przecież
        on "nic nie robi",te same mechanizmy,jak chcesz pogadać szczegółowo
        napisz na prv betka2222@gazeta.pl
        • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 31.07.08, 11:59
          Nawet nie chcę słyszeć, że tak może być - długotrwały romans. To ponad moje siły.
          Próbowałam przyprzeć go do muru - wczoraj w nocy - nic i dzisiaj rano - przed
          pracą. Ok.50 min rozmowy - powtarzałam spokojnie, konsekwentnie i w kółko - "Co
          było w tych smsach, które do niej pisałeś". Uzyskałam tylko tyle, że przestał
          zaprzeczać, że w ogóle były. 50 min. wariactwa z jego strony - od gróźb, poprzez
          płacz i rozpacz - że ten temat przypomina mu jego tragiczne przeżycia z tamtego
          okresu (że chciał się wtedy zabić, a mnie nie było przy nim i musiał się do
          kogoś odezwać). Dowiedziałam się tylko, że pisał np. "jak tam po imprezie" i że
          pił wtedy alkohol i nie pamięta co pisał.
          I też, że mi nie powie bo nie potrafię zrozumieć.

          Pojechał do pracy i przysłał mi sms "jak ją widzę to szlag mnie trafia, że tak
          to zostało zinterpretowane, nigdy nawet iskierka mi nie przemknęła, że mogło by
          mnie coś z nią łączyć". I cisza.

          Wciąż powtarza, że jest gruba i nieładna.

          Miałam jeszcze z nią porozmawiać o szczegółach ale ona znów odwleka.
          Z tego co mąż mówi, odbieram, że się ze sobą komunikują na temat tego co mi
          powiedzieć - choć on oczywiście kategorycznie zaprzecza. Ale może to tylko moja
          wyobraźnia. Są też sprzeczności - ale może tak miało być, żeby nie było zbyt
          podejrzane, że to samo mówią.

          A może on mówi prawdę - nie umiem ocenić.

          Powiedziałam mu wczoraj o rozwodzie, bo nie mogę już znieść życia z nim, tego
          jego "udawania" że nic się nie stało i nie chcę więcej kłótni przy dziecku i że
          już mu nie potrafię ufać. Stwierdził, że to ja powinnam prosić Boga o
          wybaczenie, że tak niszczę dziecku rodzinę.
          Sprawdził w necie informacje na temat rozwodu, alimentów.

          Mówi, że przyniesie w końcu bilingi i rzuci mi w twarz (i ze zrobi to w sądzie).


          Pisze mi na kompie opowieści o tym jak mu było źle w życiu, zamiast rozmawiać.
          Dużo zarzutów w moją stronę, ze egoistka, że przestałam kochać, że z niczego dla
          niego nie zrezygnowałam i ciągle powraca do sytuacji sprzed lat - ze swoją
          pokrętną interpretacją.
          A prawda jest taka, że kochałam, oddałam się małżeństwu bez reszty i nie czułam
          wzajemności. I ciągle się dopominałam o uczucie. To mu nie pasowało, bo czuł się
          osaczany. W końcu przestałam się dopominać i cichutko szlochałam do poduszki -
          nie zauważył tego i kiedy mu dziś o tym mówię nie dowierza. Dla niego było, że
          przestałam go kochać i "mógł robić co chciał" - to jego słowa.
      • memphis90 Re: przyjaciółka męża 03.08.08, 14:46
        > Ja nie umiem wybaczyć, bo on nie uważa że coś źle zrobił, nie wyjaśnia, nie
        > tłumaczy

        Nie? A to:

        Mąż uparcie
        > twierdzi, że jest niewinny, że jedyne złe co robił, to że mi nie mówił.

        A zastanawiałaś się nad tym, że może on RZECZYWIŚCIE Cię nie zdradza? Że ma
        tylko koleżankę, z którą lubi pogadać? Mam wrazenie, że nieważne co on zrobi i
        powie- Ty weszłaś gładko w rolę śledczego, przekonanego o winie i czekasz tylko,
        żeby udowodnić, ze masz rację. Prawda się nie liczy, liczy się udowodnienie
        Twojego przekonania o winie. Mąż jest ten zły i wstrętny, bo nie potrafi
        udowodnić, że na imprezie integracyjnej spał sam, bo nie chce powtarzać słowo w
        słowo o czym rozmawia z koleżanką, bo nie "przyznał się" że rozmawiał z nią o
        jej mieszkaniu... Rany, może zainstaluj mu podsłuch i kamerę w krawacie i na
        bieżąco kontroluj co robi, co mówi- i czy mu wolno...
    • bj32 Re: przyjaciółka męża 31.07.08, 12:11
      Tak czytam Twoje wszystkie wypowiedzi...
      Czy Ty wiesz w ogóle, czego chcesz? Rozwieść się nie... A
      jednocześnie szukasz, grzebiesz, wypytujesz... To wygląda, jakbyś
      sie chciała poumartwiać. Jakby Ci sprawiało jakąś [wybacz]
      perwersyjną radość dowiadywanie się, ze mąż Cię wali po rogach i jak
      bardzo.
      Albo postaw sprawę krótko: ma zakończyć ten ukad, albo niech spada i
      sie rozwodzicie, albo sobie odpuść, pogódź sie z tym, że ma na boku
      inną babę i nie płacz bez sensu.
      Bo na razie masz jakąś wiedzę z rozmaitych źródeł, niepotwierdzoną i
      nic z tego nie wynika oprócz tego, że marudzisz mężowi, a on sie
      wnerwia.
      Mężczyźni to maszyny proste i potrzebują prostych komunikatów, a
      nie "no powiedz, powiedz, spaliście ze sobą? ale tak całkiem, czy
      tylko 6/9? I jak często? I w ogóle... A powiedz, co do niej czujesz?
      A kochasz mnie jeszcze? Buuuu..."
      Określ krótko, o co Ci chodzi i zrealizuj zamierzenia.
      Pozdr.
      • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 31.07.08, 13:47
        Odpowiem o co mi chodzi

        1. chcę poznać prawdę o tym co ich łączyło.
        I jak bj32 myślisz to osiągnąć?
        Mam go zapytać, a on mi grzecznie odpowie? - widzisz jakie odstawia szopki.

        A mam podstawy żeby myśleć, że coś było - zacytuję ich rozmowę na skype - od
        tego właściwie wszystko się zaczęło. A ich znajomość pokryła się też z niechęcią
        męża do mnie - oziębłość sexualna oraz z oglądaniem gołych panienek.

        a oto rozmowa:

        ona: takiego cię lubię …. ale to już przeszłość
        on: dlaczego tak piszesz ????
        ona: piszę to co czuję
        on: ale co jest przeszłością – to że mnie lubisz, czy to że taki jaki byłem już
        nie będę ??
        ona: to że taki byłeś a już nie będziesz
        on: tego nie wiesz, może za mało mnie znasz
        ona: ja cię pamiętam innego, zawsze raczej z tej dobrej strony, do czasu ….
        on: jak myślisz do jakiego czasu
        ona: ten czas już minął … niestety
        on: .. przecież .. nic nie może przecież wiecznie trwać co zesłał los trzeba
        będzie stracić ..
        ona: to są pesymistyczne słowa i ja uważam że tak nie musi być
        on: nie do końca za wszystko w życiu płacimy, za wszystko ale trzeba iść naprzód …
        ona: piękne słowa ….
        on: jesteśmy podobni nie moglibyśmy razem żyć


        I co WY myślicie o tej rozmowie - o czym może ona świadczyć - PROSZĘ O OPINIE.


        2. Zakładając, że w końcu powie jak było to jak mam się przekonać, że już z nią
        skończył i nie oszukują mnie dalej?

        3. Decyzja o rozwodzie nie jest prosta - mamy wspólny dom, kredyt, dość długi
        staż, względy moralne, rodzinne i wiele innych.
        Chciałam się z nim porozumieć i wybaczyć ale on nie deklaruje szczerości i jakby
        sam pcha w stronę rozstania. Dzisiaj sprawy zaszły już chyba za daleko.
        Sam zaproponował, że się wyprowadzi i że rozwiążemy sprawy finansowe, prawne -
        ale wycofał się ze wszystkiego po upływie jednego dnia.

        4. Jestem jak w pułapce - trudno z nim cokolwiek ustalić - zarówno co do
        przeszłości jak i do przyszłości.

        bj32 chyba rozumiesz, że żyć z kimś nie da sie bez zaufania, miłości,
        uczciwości, szczerości, porozumienia, szacunku....
        Podajesz mi 3 wyjścia - ale ja nie umiem jeszcze wybrać i zdecydować. Poza tym
        mój mąż nie jest takim człowiekiem, że się pokornie na to zgodzi co ja zadecyduję.

        Jest to dla mnie duży problem - gdyby nie był nie szukałabym pomocy ani u
        psychologa, ani na forum, ani nigdzie.

        Są we mnie tak silne emocje, ze potrzebuję o tym rozmawiać.
        • bj32 Re: przyjaciółka męża 31.07.08, 18:01
          "chcę poznać prawdę o tym co ich łączyło."
          W jakim celu? Powód do rozstania, czy samoumartwianie?

          "oglądaniem gołych panienek"
          Nie no, to akurat trochę... Hm. Mi sie z mężem układa dobrze, a też
          on sobie lubi pooglądać. To jest dla ludzi. Kurczę, ja sama też
          lubię sobie pooglądać. Ba! Czasem podsyłam mu linki;)))
          Ale jeśli chodzi o reszte i te rozmowę...
          Rozmowa faktycznie wskazuje na to, ze było między nim coś więcej niż
          przyjacielskie pogaduchy. Tylko coś spartaczył i panna sie na niego
          wypięła.
          A tak przy okazji... Skad sie dowiedziałaś, że cos się w ogóle
          dzieje? Tylko nie pisz, proszę, ze "przypadkiem" zajrzałaś mu w
          skypa, maila albo komórkę. Takich przypadków po prostu nie ma...
          "jak mam się przekonać, że już z nią skończył i nie oszukują mnie
          dalej?"
          Stałą inwigilacją. Która spieprzy Ci związek do końca.
          "Decyzja o rozwodzie nie jest prosta - mamy wspólny dom, kredyt,
          dość długi staż, względy moralne, rodzinne i wiele innych."
          Nie. Najważniejsze jest to, czego *Ty* chcesz. Sama piszesz:
          "żyć z kimś nie da sie bez zaufania, miłości, uczciwości,
          szczerości, porozumienia, szacunku...."
          Moze zacznij od kilku wizyt u psychologa. Pomoże Ci to poukładać,
          określić uczucia i to właśnie, czego chcesz. Tu nie ma "dla dobra
          dzieci". Dzieci na takim układzie, jaki opisujesz mogą tylko
          stracić. A jak już bedziesz wiedziała, czego chcesz, to weźmiesz sie
          do działania.
          Innego wyjścia nie widzę.
          Pozdr.
          • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 01.08.08, 13:48
            Chcę poznać prawdę, bo jeśli nie, to do końca życia będę sobie wyobrażała co ich
            łączyło i nigdy się od tego nie uwolnię.

            Jestem zawieszona w próżni i to też nie pozwala mi podjąć ostatecznej decyzji.
            Mąż jest dość dziwnym/trudnym człowiekiem, powiedziałabym, ze bardziej jemu
            przydałaby się wizyta u psychologa, nawet psychiatry.

            Oglądanie gołych panienek było dla mnie szokiem ze względu na to, że poczułam
            się ogromnie oszukana. Robił to w ukryciu, zawsze deklarował się że takie rzeczy
            go nie pociągają. Przyznasz, że gdy ogląda się razem, podsyła sobie, gdy służy
            to zbliżeniu się do siebie - to zupełnie inna sprawa.

            Skąd się dowiedziałam?
            Po kolei - oddalenie, niechęć do sexu ze mną, odkrycie tej erotyki w internecie,
            łączenie faktów - przeczytałam że coś takiego musi pchać faceta do nawiązania z
            kimś romansu (z resztą podobno facet nie kocha się z żoną żeby nie zdradzać
            tamtej), szukałam i w końcu przeczytałam tę rozmowę na skype, potem moje rozmowy
            z mężem i na koniec rozmowa z tą przyjaciółką.

            I z tych wszystkich informacji wynika, że mogli mieć romans ale też mogło
            romansu nie być. Dalej razem pracują - twierdzą, ze w ogóle ze sobą teraz nie
            rozmawiają.

            A ja mam problem, bo straciłam do męża zaufanie, czuję sie oszukana, zdradzona -
            zwłaszcza, że nie potrafi mi tego wszystkiego logicznie wytłumaczyć. Jeśli był
            romans to wszystko robi się jasne, jeśli nie, to dlaczego nie umie mi tego wyjaśnić?
            Nawet jeśli to była tylko przyjaźń - to bardzo trudno jest przełknąć to, że jak
            słyszał fajny kawałek, to do niej słał sms, a nie do mnie; i jak czuł sie
            samotny, to też słał sms lub pisał na skype do niej nie do mnie - choćby nawet
            to były tylko żarty i nic nie znaczące głupoty.
            Przecież jeśli nie było między nimi sexu, to było jak widać jakieś uczucie.

            Napiszcie - czy ja dobrze wnioskuję?

            Mąż oczywiście do niczego sie nie przyznaje - mówi, że traktował ją jak
            siostrę, że takie podejście było bezpieczne, żeby sobie nikt niczego nie ubzdurał.

            Jeszcze nie wiem czego chcę. Będę dalej rozmawiać z mężem - ale inaczej.

            A czytających proszę aby w miarę możliwości napisali mi o czym mogą świadczyć te
            FAKTY - które opisywałam, bo sama mam wielki mętlik i trudno mi logicznie myśleć
            - zbyt wielkie przeżycia. I będąc w emocjach popełniam błędy - również w
            rozmowach z mężem.

            Niektórzy pisali, że jestem frajerką - nie chcę nią być. Ale przyznam, ze w
            całej tej sytuacji czuję się jakby mnie ktoś robił na szaro. Na razie jeszcze
            się szamotam.

            Dziękuję wszystkim za wypowiedzi i pozdrawiam
            • bj32 Re: przyjaciółka męża 01.08.08, 15:18
              "Chcę poznać prawdę, bo jeśli nie, to do końca życia będę sobie
              wyobrażała co ich łączyło i nigdy się od tego nie uwolnię.

              Jestem zawieszona w próżni i to też nie pozwala mi podjąć
              ostatecznej decyzji."
              I do tego Ci właśnie potrzebny psycholog. Załóżmy, że sie dowiesz,
              ze jednak spotykali się w łóżku. I co? Wtedy sie uwolnisz? Czy
              jeszcze szczegóły Ci bedą potrzebne?
              "jemu przydałaby się wizyta u psychologa, nawet psychiatry."
              Psychiatra to lekarz, psycholog to terapeuta. Mylisz pojęcia. Poza
              tym "bycie trudnym" nie oznacza choroby psychicznej. Nie wątpie, że
              jemu by psycholog nie zaszkodził. Albo Wam obojgu terapia małżeńska.
              Jeśli chcecie *oboje* ratować Wasz związek.
              "Oglądanie gołych panienek było dla mnie szokiem ze względu na to,
              że poczułam się ogromnie oszukana. Robił to w ukryciu"
              Nie wiem, ile lat jesteście razem. Mój na początku też deklarował,
              ze nie, on? Gdzie tam! Znalazłam gazetki pod tapczanem i tak sie
              zaczęłam śmiać, ze jak dwie godziny później wrócił z pracy, to dalej
              sie śmiałam. Oglądanie pornografii jest dla ludzi i [moim zdaniem]
              nie jest niczym złym. Mężczyźni często to robią i często im się
              wydaje, że w tajemnicy. To jeszcze nie jest powód do rozwodu.
              "przeczytałam że coś takiego musi pchać faceta do nawiązania z
              kimś romansu (z resztą podobno facet nie kocha się z żoną żeby nie
              dradzać tamtej)"
              Ja zawsze słyszałam, ze jak facet wali zonę po rogach, to: zaczyna
              dbać o siebie, zaczyna dbać o żonę [kwiaty, prezenty, wspólne
              wyjścia itd.], żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia i jakoś jej tę
              zdradę "zrekompensować".
              Zdradzanie kochanki???? Przepraszam, ale dla mnie takie
              sformułowanie jest głupie [nie Ty, tylko samo w sobie określenie].
              "szukałam i w końcu przeczytałam tę rozmowę na skype, potem moje
              rozmowy z mężem"
              A może jak się zaczęło między Wami pierniczyć, to trzeba było zacząć
              od rozmowy, a nie od grzebania po skypie. Nic sie nie dzieje nagle:
              związek nie rozpada sie nagle, problemy nawarstwiają się przez
              dłuzszy czas, romans też nie nawiazuje się nagle. I obie strony na
              to pracują.
              "Nawet jeśli to była tylko przyjaźń - to bardzo trudno jest
              przełknąć to, że jak słyszał fajny kawałek, to do niej słał sms
              (...)"
              Ja Cie świetnie rozumiem, że to trudne. Tylko jeśli Wam sie juz
              wcześniej nie układało, nie potrafiliście się dogadać...
              Wiesz, miałam swego czasu kryzys małżeński. I też miałam
              przyjaciela, do którego mogłam niemal w każdej chwili zadzwonic czy
              posłać smsa. Cholernie mi pomógł. Tylko jak nie robiłam z tego
              tajemnicy i mówiłam mężowi wprost: skoro Ty nie masz czasu i ochoty
              sie zainteresować moimi sprawami, to gadam z kimś, kto czas i ochotę
              ma. Po blisko roku maż zajarzył, o co mi chodzi, a do przyjaciela
              już nie muszę dzwonić. A zawdzięczam mu bardzo dużo: pomógł mi,
              kiedy było mi ciężko i dzięki niemu udało mi się naprawić swój
              związek. Bo umiał słuchać i rozumieć. Nic więcej.
              Wiem, ze to trochę inna sprawa, ale i tak sie zdarza.
              "Przecież jeśli nie było między nimi sexu, to było jak widać jakieś
              uczucie."
              Słuchaj, w przyjaźni też nie ma nic złego. A to też jakieś uczucie,
              nie?

              Na moje oko wygląda, ze Twój mąż się mógł zakochać w tamtej pani,
              możliwe, ze poszli kilka razy do łóżka, ale ona sie na niego
              wypięła, bo jej w czymś nie przypasował. I chrzaniło się między Wami
              już wcześniej, tylko chyba oboje to przeoczyliście, albo wyszliście
              z założenia, ze "jakoś to będzie". No i jest "jakoś".
              Nie jest to, broń Boże, krytyka. Ludzie po prostu tak robią.
              Żeby z tym coś teraz zrobić musisz najpierw sama to sobie poukładać
              i określić, czego chcesz. Dlatego doradzam psychologa. A potem
              postawienie mężowi sprawy krótko: albo jakoś naprawiacie Wasz
              związek, albo niech spada na bambus, bo nie masz powodów znosić
              faceta, który się łajdaczy i Cię okłamuje.
              Pozdrawiam.
            • memphis90 Re: przyjaciółka męża 03.08.08, 15:08
              Skąd się dowiedziałam?
              Po kolei - oddalenie, niechęć do sexu ze mną, odkrycie tej erotyki w internecie,
              łączenie faktów - przeczytałam że coś takiego musi pchać faceta do nawiązania z
              kimś romansu (z resztą podobno facet nie kocha się z żoną żeby nie zdradzać
              tamtej), szukałam i w końcu przeczytałam tę rozmowę na skype, potem moje rozmowy
              z mężem i na koniec rozmowa z tą przyjaciółką.

              Czyli-być może coś zaczęło się psuć, przeczytałaś w necie, że tak jest, jak
              facet zdradza- i szybciutko całą winę zrzuciłaś na niego. I zaczęłaś wyciągać
              różne "fakty" i "dowody". Nikt nie potrafi potwierdzić, że na wyjeździe mąż i
              koleżanka spali osobno- więc na 100% spali razem! Nie pamięta, ze rozmawiał z
              nią o mieszkaniu= na pewno bzykają się w firmowym kantorku do upadłego!

              > A ja mam problem, bo straciłam do męża zaufanie, czuję sie oszukana, zdradzona
              > -
              > zwłaszcza, że nie potrafi mi tego wszystkiego logicznie wytłumaczyć. Jeśli był
              > romans to wszystko robi się jasne, jeśli nie, to dlaczego nie umie mi tego wyja
              > śnić?
              Bo jeśli NIC nie było, to co ma wyjaśniać? Jak udowadniać?

              > Nawet jeśli to była tylko przyjaźń - to bardzo trudno jest przełknąć to, że jak
              > słyszał fajny kawałek, to do niej słał sms, a nie do mnie; i jak czuł sie
              > samotny, to też słał sms lub pisał na skype do niej nie do mnie - choćby nawet
              > to były tylko żarty i nic nie znaczące głupoty.
              Skoro Ty potrafisz tylko wyciągać od niego dowody zbrodni, to czemu ma czerpać z
              rozmową z Tobą jakąkolwiek przyjemność?

              > Napiszcie - czy ja dobrze wnioskuję?
              IMO- źle. Gdyby coś było na rzeczy, to facet dawno by odszedł do kochanki. Musi
              Cię kochać i musi mu jednak zależeć, inaczej nie zniósłby Twojego zachowania...
              To jest jakiś koszmar!

              > A czytających proszę aby w miarę możliwości napisali mi o czym mogą świadczyć t
              > e
              > FAKTY - które opisywałam, bo sama mam wielki mętlik i trudno mi logicznie myśle
              > ć
              > - zbyt wielkie przeżycia. I będąc w emocjach popełniam błędy - również w
              > rozmowach z mężem.
              Ale nie ma żadnych faktów, są tylko urojenia i wymysły...
        • memphis90 Re: przyjaciółka męża 03.08.08, 14:54
          Powiedz od razu, że jedyna odpowiedź, jaka Cię usatysfakcjonuje to "tak, mamy
          romans, ona jest wspaniałą kochanką, bzykamy się do utraty tchu na każdym
          wyjeździe służbowym i w soboty po południu". Przynajmniej facet będzie wiedział,
          że nie chodzi Ci o prawdę, tylko o potwierdzenie własnych przekonań.
        • memphis90 Re: przyjaciółka męża 03.08.08, 15:01

          > I co WY myślicie o tej rozmowie - o czym może ona świadczyć - PROSZĘ O OPINIE.

          O WSZYSTKIM! Np. pokłócili się w pracy i z męża wyszedł nagle kawał chama, bo
          powiedział coś niezbyt miłego. Albo miał zły dzień i rzucał k... w towarzystwie
          kobiet (mnie to b. wkurza i taki facet traci w moich oczach). Mój kolega
          potrafił powiedzieć "gdyby nie Twój mąż i moja dziewczyna, to kto wie...". I
          były to tylko żarty, bo między nami nic nie było i nie mogłoby być. Bo nie.

          > 2. Zakładając, że w końcu powie jak było to jak mam się przekonać, że już z nią
          > skończył i nie oszukują mnie dalej?
          Związki opierają się na zaufaniu. Albo ono jest, albo go nie ma. Swoją drogą
          dlaczego miałby być z Tobą, jeśli by tego naprawdę nie chciał?

          Dzisiaj sprawy zaszły już chyba za daleko.
          > Sam zaproponował, że się wyprowadzi i że rozwiążemy sprawy finansowe, prawne -
          > ale wycofał się ze wszystkiego po upływie jednego dnia.
          Też bym miała dosyć... Ale Ty zyskałaś kolejne wymuszone potwierdzenie swoich
          urojeń...

          > bj32 chyba rozumiesz, że żyć z kimś nie da sie bez zaufania, miłości,
          > uczciwości, szczerości, porozumienia, szacunku....
          Nie da się. Twój mąż też nie może. A nie okazujesz mu ani zaufania, ani
          szacunku, ami miłości...
      • memphis90 Re: przyjaciółka męża 03.08.08, 14:52
        Ja mam wrazenie, że autorka jest przekonana o zdradzie męża i doszukuje się
        dowodów tej zdrady w każdym słowie, czynie sprzed miesięcy i lat (nie pamięta co
        było w smsie- kłamie! pamięta, co było- na pewno zmówili się z kochanką! nie
        chce mówić o sms'ach- oszukuje! trafia go szlag i ma dość inwigilacji- jest
        nieczuły, agresywny i nie chce rozmawiać!). Ja na miejscu faceta sama bym
        odeszła, zamiast w kółko udowadniać, że jestem wielbłądem. Albo bym w końcu
        rzeczywiście zdradziła- żeby przynajmniej wiedzieć za co obrywam. Bo gdybym
        rzeczywiście wcześniej MIAŁA szczęsliwy romans z boskim kolegą z pracy- to na
        pewno nie nastawałabym na utrzymanie związku z takim oficerem śledczym... Po co?
        • bj32 memphis90 04.08.08, 00:45
          Nie atakuj. Dziewczyna ma problem, działa jakoś, mniej lub ardziej
          udanie, ale to nie powód żeby jej dokopać. Postaw się w obu
          wersjach, jej i jego. I jego też w obu: jednostki zdradzającej i
          niewinnej.
          Bo ja tu mam wrażenie, że nie tyle o wielbłąda chodzi co o ogólnie
          związkowe niedomówienia.
          • olicaja Re: memphis90 04.08.08, 09:44
            myślę,że powinnaś wyjechać jeśli masz taką mozliwość,na jakiś
            czas,odpocząć od tego wszystkiego,od męża
            no i zamias rozwodu dobrym wyjściem moze być separacja
            bez szukania winnych itd.
            on już cię zranił i nic nie zmieni dochodzenie jaka jest prawda
            musisz od tego odpocząć,nabrać dystansu,znaleźć w sobie spokój
            jemu tez moze pozwoli to zobaczyć na czym na prawdę mu zależy
            czy jesteś dla niego ważna
            a na rozwód zawsze będzie czas
            cierpliwości
          • memphis90 Re: memphis90 04.08.08, 16:35
            Ale tu wszyscy głaszczą ją po główce, a nikt nie rozważa właśnie tej drugiej
            opcji- a co, jeśli żadnego romansu nie było? Celowo twardo stoję w opozycji, bo
            historia może naprawdę skrajnie inaczej wyglądać ze strony partnera. Coś się
            akurat rozlazło w związku, mąż znalazł kogoś do pogadania, zwierzenia- i tylko
            do tego? Sprawa się sypnęła, żona poczuła się zazdrosna i jest przekonana o
            romansie. A jak facet ma się przyznać, skoro mogło do niczego nie dojść?
            Dlaczego nie rozważyć tego od tej strony? Logicznie patrząc i interpretując-
            jeśli facet ma/miał romans, małżeństwo się popsuło, nie kocha już żony, jest
            winny jak cholera- dlaczego nie powie "tak, masz rację, nie układało mi się,
            jestem z nią szczęśliwy, odchodzę"? Czemu godzi się na to wszystko, na awantury,
            na rękoczyny, na wypytywanie, na czytanie gg i sms'ów, na udowadnianie, że do
            niczego nie doszło? W imię czego? Świetosci związku małżeńskiego?
    • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 02.08.08, 14:18
      Psycholog?
      Byłam u jednej pani psycholog - opowiedziałam o swoich problemach - słuchała
      znudzona i stwierdziła, że na miejscu mojego męża też by ode mnie uciekała.
      Drugi raz poszłam sie tylko pożegnać z nią.
      Do drugiego psychologa tez chodziłam systematycznie co tydzień przez 3-4
      miesiące - opowiadałam, wypłakiwałam sie , ona słuchała, kiwała głową i tak
      wszystko stało w martwym punkcie. Przestałam chodzić.
      Ja potrzebuję porady co zrobić w mojej sytuacji, jak rozpoznać kłamstwo i nie
      dać się zwariować.
      Mój mąż potrzebuje psychiatry, bo nie panuje nad sobą i zachowuje się jak
      nienormalny.
      Np. Ta "przyjaciółka" twierdzi, że kilka razy byli sami w pracy i jeszcze
      przyjechał po nią pod blok. On sie wypiera. Więc mówię - zróbmy konfrontację -
      niech ona sie wytłumaczy dlaczego kłamie. Wpadł w złość - krzyczał "dobrze ale
      po rozwodzie, bo wtedy będę was traktował jednakowo".
      Czy ktoś umie mi wyjaśnić o co mu chodziło?
      • memphis90 Re: przyjaciółka męża 03.08.08, 15:13
        Byłam u jednej pani psycholog - opowiedziałam o swoich problemach - słuchała
        > znudzona i stwierdziła, że na miejscu mojego męża też by ode mnie uciekała.
        I ja się z p. psycholog w 100% zgadzam! W związku był kryzysik, winą obarczyłaś
        męża wmawiając mu romans i cała żyjesz teraz poczuciem krzywdy. I chodzi Ci już
        tylko o to, żeby udowodnić mężowi ten romans. Nie spoczniesz, póki tego z niego
        nie wydusisz, inaczej musiałabyś przyznać, że obydwoje zapędziliscie się w kozi
        róg i OBYDWOJE musicie nad związkiem popracować...

        > Czy ktoś umie mi wyjaśnić o co mu chodziło?
        O to, że ma już dość udowadniania, że nie ma romansu.
        • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 03.08.08, 19:52
          memphis90 piszesz jakbyś to Ty była tą jego przyjaciółką. Odnosisz sie do rzeczy
          których ja nie podałam, jesteś napastliwa.
          Ja prosto rozumuję - to wszystko co tu opisałam jest zrozumiałe jeśli mieli
          romans. Natomiast jeśli romansu nie było, to mąż powinien umieć wyjaśnić swoje
          własne słowa i choćby pisanie smsów do innej kobiety w ukryciu. Nikt nie ukrywa
          jeśli nie ma nic na sumieniu. Jego wyjaśnienia są mętne i często zaprzecza sam
          sobie.
          Piszesz, że mam urojenia - jakbym słyszała męża. A powiedz - dlaczego miałabym
          te wszystkie fakty uznać za "nic takiego". Przecież tam padały konkretne słowa -
          nie pamiętam czy już było, że np. ona napisała do niego w sms "i ty uważasz że
          nie pasujemy do siebie?"

          A psycholog jest od tego żeby pomóc człowiekowi, a nie "wyśmiać".
          Właśnie ludzie z problemami tam sie udają po pomoc.

          Oczywiście psuło się w małżeństwie, ale to nie ja nie chciałam rozwiązywać
          naszych problemów. Mąż powiedział, że nad niczym nie będzie pracował i wolał
          sobie inaczej zorganizować czas, po co miał się trudzić jeśli tamta tak chętnie
          się z nim "zbliżyła" i słodziła mu. Tak dobrze się rozumieli itd.

          Ufałam mężowi, wierzyłam w każde jego słowo - aż zaczął się dziwnie zachowywać -
          i wtedy dopiero zaczęłam szukać.

          Ty twierdzisz, że należy nie być czujną i może cieszyć się kiedy coś złego się
          zauważy - niechby robił co chce, a ja mam wierzyć, ufać jak głupia?
          • memphis90 Re: przyjaciółka męża 04.08.08, 16:29
            Nie jestem tą przyjaciółką:) Nigdy nie byłam w związku z żonatym facetem, nigdy
            nie byłam "tą trzecią", nigdy nie zdradziłam męża. Może dlatego mój związek jest
            szczęśliwy i udany od 10 lat, że nie szukam winy tylko w nim, ale też w sobie.
            Rzecz jasna łatwe to nie jest i jak jestem wściekła o coś, to przez głowę
            przelatują mi myśli "bo ty nigdy... bo ty zawsze... itd", ale na trzeźwo zdaję
            sobie sprawę z własnych ograniczeń i wad.

            > Piszesz, że mam urojenia - jakbym słyszała męża. A powiedz - dlaczego miałabym
            > te wszystkie fakty uznać za "nic takiego".
            Bo nie ma faktów. Są podejrzenia i wnioski, które można naprawdę różnie
            interpretować. Chcesz faktów-wynajmij detektywa.

            > Ty twierdzisz, że należy nie być czujną i może cieszyć się kiedy coś złego się
            > zauważy - niechby robił co chce, a ja mam wierzyć, ufać jak głupia?
            Ja jestem zdania, że przykuć się faceta nie da. Jak będzie chciał odejść,
            pokocha inną, przestanie kochać mnie- to niech odchodzi i nie marnuje mi życia.
            Zaboli jak cholera, ale przezyję, widać nie taki z niego ideał, jak się zdawało.
            Jak mnie kocha- to nie chcę wiedzieć o ewentualnym skoku w bok, niech się kisi
            sam ze swoimi wyrzutami sumienia i mnie nimi nie obarcza.
      • bj32 Re: przyjaciółka męża 04.08.08, 10:21
        "Byłam u jednej pani psycholog"
        Nie zawsze się trafi od razu dobrze.
        "ona słuchała, kiwała głową i tak wszystko stało w martwym punkcie."
        A czego oczekiwałaś? e da Ci receptę na naprawę związku? To Ty
        musisz z tym coś zrobić, nie psycholog. Terapeuta jest właśnie od
        teggo, zeby słuchać. Nie żeby dawać dobre rady.
        "Ja potrzebuję porady co zrobić w mojej sytuacji, jak rozpoznać
        kłamstwo i nie dać się zwariować."
        jeszcze raz: po co? Chcesz z nim być, czy nie?
        "Mój mąż potrzebuje psychiatry, bo nie panuje nad sobą i zachowuje
        się jak nienormalny.
        Np. Ta "przyjaciółka" twierdzi, że kilka razy byli sami w pracy i
        jeszcze przyjechał po nią pod blok. On sie wypiera. Więc mówię -
        zróbmy konfrontację - niech ona sie wytłumaczy dlaczego kłamie.
        Wpadł w złość - krzyczał "dobrze ale po rozwodzie, bo wtedy będę was
        traktował jednakowo".
        Czy ktoś umie mi wyjaśnić o co mu chodziło?"
        Na moje oko on się zachowuje całkiem normalnie i psychiatry mu nie
        trzeba. Ty się uparłaś, żeby z niego wyciągać informacje na temat
        ewentualnej kopulacji z przyjaciółką, konfrontacji i diabli wiedzą,
        czego jeszcze. Wypracowałaś sobie całkiem ładną obsesję na tym tle i
        żądasz, żeby mąż Cię z niej leczył. I na plaster Ci to? Męczysz
        siebie, jego i tą jakąś. Zastanów sie na spokojnie, co Ci przyjdzie
        z tego, że skonfrontujesz [na przykład] i się dowiesz, że faktycznie
        byli sami w pracy. I do czego Ci ta wiedza? Żeby mu udowodnić, że
        kłamał? A po co chcesz mu to udowodnić? Do rozwodu Ci to potrzebne,
        czy jak?
        Wybacz, ale z każdym postem odnoszę wrażenie, że szukasz penisa do
        odbytu i uparłaś się rozwalić sobie małżeństwo za wszelką cenę i z
        winy męża. Możesz mnie oświecić, jaki masz w tym cel? Bo jakoś tego
        nie rozumiem...
      • karolina33331 Do:6Jolka6 23.08.08, 17:50
        Napisz na priva, pomogę Ci
    • etaniella222 Re: przyjaciółka męża 04.08.08, 11:01
      Witam... od pewnego czasu podczytuje twój wątek.
      Kiedys dawno temu bylam w bardzo podobnej sytuacji .. mimo iz z
      tamtym człowiekiem nie wiazało mnie malzeństwo.
      Chciałabym troszke pomóc i podać Ci pomysł który kiedys ja
      wprowadzilam w zycie... aby dowiedziec sie prawdy.
      Moja rada jest troche drastyczna... ale kładac na szali swoje
      dalsze "zycie" trzeba sie czasami do takich posunąć.

      Proponuje postawic męża pod scianą ... powiedziec ... " no to juz
      teraz wiem rozmawiałam z nią wszytsko mi w koncu wyspiewala ...
      dlaczego mnie z nia zdradziłes ? ... powiedz ze Ci powiedziala
      wszystko.... i patrz na reakcje.... jesli ostro sie wqrwi ... mówi
      prawde i najprawdopodobniej nic wiecej ich nie laczylo . Natomiast
      jesli zacznie sie glupkowato tlumaczyc chowac glowe w piasek albo
      mowic ze oszalala ale delikatnie ... jakby sie wstydzil to
      najprawdopodobniej niestety Cie zdradził.

      wiem ze jest to drastyczne ale to jedyny sposób zeby przynajmniej
      lekko rozeznac sie w sytuacji. W moim przypadku takie "klamstewko"
      pomoglo i facet wyspiewal wszytsko mimo iz tak naprawde wcale nie
      rozmawialam z ta dziewczyna z ktora mnie faktycznie zdradzil.

      zycze powodzenia i trzymam kciuki za poztywny rozwój sytuacji !
      • bj32 Re: przyjaciółka męża 04.08.08, 12:46
        Serio myślisz, że kłamstwem osiągnie jakieś pozytywne efekty?
        Ja w ogóle nie wiem, po co to wszystko... No nie rozumiem i już.
    • eastern-strix Re: przyjaciółka męża 04.08.08, 14:31
      wybacz,ale mi sie widzi, ze ten Twoj maz to burak jest.
      nie zalezy mu na zwiazku - ja wiem,ze w Polsce ciagle jest popularna socjobiologia,ale naprawde,wierz mi,jak on idzie z Toba ulica i sie oglada za innymi to nie dlatego,ze 'biologia mu kaze' tylko dlatego,ze szuka lepszego (jego zdaniem!) materialu

      ja bym dala spokoj,ale to juz musi byc Twoja decyzja.

      jest duza szansa,ze jak go odseparujesz od stolu i loza na jakis czas to on sie opamieta. niektorzy nie doceniaja tego,co maja, az to straca

      nie win tamtej kobiety, zapytala,czy maz Cie kocha,wiec byla przygotowana na kazda odpowiedz. ona chyba glupia nie jest i wydaje mi sie,ze to on probowal urobic ja sobie na 'nowy material', zeby nie zostac na lodzie jak Wasz wizek sie rozsypie

      to brzmi okropnie,ale faceci bardzo rzadko rzucaja kobiety jesli nie maja nowej na horyzoncie.... takie asekuranckie podejscie....
    • eastern-strix Re: przyjaciółka męża 04.08.08, 14:31
      wybacz,ale mi sie widzi, ze ten Twoj maz to burak jest.
      nie zalezy mu na zwiazku - ja wiem,ze w Polsce ciagle jest popularna socjobiologia,ale naprawde,wierz mi,jak on idzie z Toba ulica i sie oglada za innymi to nie dlatego,ze 'biologia mu kaze' tylko dlatego,ze szuka lepszego (jego zdaniem!) materialu

      ja bym dala spokoj,ale to juz musi byc Twoja decyzja.

      jest duza szansa,ze jak go odseparujesz od stolu i loza na jakis czas to on sie opamieta. niektorzy nie doceniaja tego,co maja, az to straca

      nie win tamtej kobiety, zapytala,czy maz Cie kocha,wiec byla przygotowana na kazda odpowiedz. ona chyba glupia nie jest i wydaje mi sie,ze to on probowal urobic ja sobie na 'nowy material', zeby nie zostac na lodzie jak Wasz wizek sie rozsypie

      to brzmi okropnie,ale faceci bardzo rzadko rzucaja kobiety jesli nie maja nowej na horyzoncie.... takie asekuranckie podejscie....
    • anika305 Re: przyjaciółka męża 04.08.08, 15:00
      A mi się wydaję, że nawet jeśli nie zdradził Cie fizycznie to się zaangażował
      uczuciowe.
      Jego zachowanie jakie opisujesz świadczy o tym, że albo przeginasz ze swoją
      paranoją w udowadnianiu mu romansu, albo o tym że jest z kimś innym związanym
      emocjonalnie. Tak jak powinien być związany z żoną. Przeniósł uczucia i
      fascynację na kogoś innego dlatego jest oziębły i opryskliwy w stosunku do
      Ciebie. I albo się naprostuje albo znienawidzicie się całkiem.
      Czas na odpoczynek i przemyślenie waszego zachowania i związku.
      Czy ludzie którzy się kochają zachowują się w ten sposób?
    • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 04.08.08, 16:01
      Dzięki etaniella222 ale niestety, to już nie przejdzie, poza tym ja nie potrafię
      rozpoznać kiedy on mówi prawdę, a kiedy kłamie.

      Właśnie po tej rozmowie z tą kobietą powiedziałam mu "rozmawiałam z nią i
      wszystko mi opowiedziała .... co było w tych smsach ...", on zapytał bardzo
      spokojnie "zacytowała ci?", odpowiedziałam "tak", a on na to równie spokojnie i
      poważnie "i co teraz zrobisz".
      I to był kluczowy moment i ja to spaliłam. Bo ona nic takiego mi nie zacytowała
      (zawahała się jak zapytałam i potem wycofała, że nie pamięta), a mąż zareagował
      jakby to było coś znaczącego.
      Za kilka dni powiedział mi (jak był po alkoholu), że pisał jej, że ją kocha,
      żeby z nim skoczyła z 10 piętra. A faktem jest, że cały tamten czas kręci się
      również wokół jego "tragicznych" przeżyć, które jak mówi pchały go do
      samobójstwa. Nieraz mówi, że chciał "dotrzymać przysięgi aż do śmierci".

      I skąd ja mam wiedzieć, czy tak mnie już chciał "zadowolić", czy jest w tym
      jednak prawda. Zwłaszcza, że powiedziałam mu jeszcze, że gdyby powiedział, że
      pisał "kocham cię nad życie" to było by to bliższe prawdy, a on później jakby
      uśmiechając się dopytywał się kto mi coś takiego powiedział - bo wie, że próbuję
      sie czegoś dowiedzieć od innych osób.

      I jak zinterpretować takie zachowanie, taką reakcję męża? Bo ja nie wiem już co
      jest prawdą.

      Jestem strasznie zmęczona. Ale gorsze jest to, że bardzo zniechęcona i zwątpiłam
      praktycznie we wszystko. Biorę tabletki na wyciszenie ale wszystko straciło dla
      mnie sens.

      bj32 uparcie mnie pytasz jakie ma dla mnie znaczenie co było między nimi, że
      ważne, że on chce być teraz ze mną.
      Wiesz dla mnie jest to obce, nielogiczne myślenie. Ja tak nie mogę. Bo widzisz -
      prosta sprawa - jeśli on nie umie mówić mi prawdy, to jak ja mam z nim żyć,
      kochać, ufać? Na czym się oprzeć, jeśli on ma "taki" stosunek do mnie (że np.
      mnie lekceważy)? Czuję się jakby wokół mnie były same zgliszcza. I wolałabym
      żeby znikł z mojego życia, wolałabym zapomnieć, jakby nigdy nie istniał.
      I wczoraj, kiedy kolejny raz poszłam do niego żeby jeszcze raz porozmawiać - tak
      jak napisałam - inaczej, powiedziałam mu to wszystko, jak się czuję. I jakby do
      niego dotarło w końcu, że to nie jest żadna gra.

      Dlaczego tak czuję?
      Bo nie potrafię znieść, ze osoba najdroższa na świecie (przynajmniej do niedawna
      taką była) potrafi oszukiwać, kręcić, być okrutną ...
      Tłumaczył sie trochę dlaczego kłamie ... ale ja nienawidzę czegoś takiego i
      powiedziałam mu, że nawet jakbym wiedziała, że mnie zabiją to mówię prawdę.

      Czytam opowieści różnych osób:
      - jedni mówią, że zdrajca nie przyzna się za żadne skarby, chyba że masz
      konkretny dowód (mój mąż idzie w zaparte - nawet na te wyjazdy sobotnie
      stwierdził, że ja mogę go tylko wypuszczać - i stara się wybadać co wiem,
      zamiast powiedzieć prawdę)
      - inni, że po zdradzie, zwłaszcza takiej "niekonkretnej" tzn gdy zdrajca do
      ostatniej kropli krwi wypiera się, życie jest w sumie koszmarem. Nie sposób
      takiej osobie zaufać, ciągle się człowiek boi, zastanawia, sprawdza.
      Kto czegoś takiego nie przeżył niech nie ocenia i nie wypowiada się, o zaufaniu
      i inwigilacji. Choć z drugiej strony wypowiedzi takich osób czasem pomagają
      otrząsnąć się.

      - najlepiej jak zdrajca przyzna się sam i żałuje - to najlepszy wariant jeśli
      już do zdrady dochodzi.

      Mąż nie chce rozwodu - chce być z rodziną, ale nie wiem na ile jest uczciwy tzn
      czy nie chce grać na dwa fronty. Mi rozwód też nie jest do niczego potrzebny.
      Nie mam żadnych konkretnych dowodów zdrady, choć takie oszukiwanie jak jego jest
      już dla mnie zdradą - ale do rozwodu pchnąć mnie może tylko jego bezczelność i
      gdyby były dalsze kłamstwa.

      Choć powinna być szczera rozmowa, bliskość są fortele, podchody jak na wojnie.

      Czeka mnie jeszcze jedna rozmowa z tą kobietą i wiele rozmów z mężem. I tak
      zastanawiam się kto kogo w końcu złamie, przekona czy wykpi.

      Pisałam też z tą kobietą smsy w imieniu męża. Na jego(mój) sms "rozumieliśmy się
      prawie bez słów" odpisała "i ty po tym smsie mówisz, że nie pasujemy do siebie?"
      Wynika stąd, że tak jej musiał powiedzieć. Dla mnie to jakby nastąpiło zerwanie.
      Z resztą ona też powiedziała "zerwałeś ze mną". I to jakby jest zgodne, bo
      jeszcze wcześniej mąż mi mówił, że skończył ze wszystkim, ale niestety nie mówi
      konkretami tylko wciąż niedomówieniami, jakby lubił dręczyć mnie.
      I to też jest kolejny powód, że nie wiem jak z nim dalej żyć - jak żyć z
      człowiekiem, który tak dręczy, jakby czerpał z tego przyjemność. Chce sobie
      zostawić te tajemnice dla siebie - kim jestem dla niego? Powinnam być wszystkim,
      jednością. Oddaję mu siebie całą - on wypełnia mnie sobą - tak powinno być (i
      wcale nie wykluczam tu samorealizacji, rozwoju, znajomych itd.) A tymczasem ....
      - mam zadowolić się tym co rzuci Pan.

      Po co to wszystko tak opisuje w szczegółach - bo łatwiej jest mi to ogarnąć,
      inni coś dopowiedzą, zwrócą mi uwagę na coś czego nie dostrzegam. Nie umiem tego
      wszystkiego trzeźwo ocenić ani też zbagatelizować- dla mnie to pewna porażka
      życiowa ale może uda się z tego wyjść jak z płonącego wieżowca.
      • anika305 Re: przyjaciółka męża 04.08.08, 17:12
        To trzeba jakoś posprzątać. Jeśli nie potraficie się dogadać w cywilizowany
        sposób bez rozmów o śmierci, szantażu emocjonalnego, wywlekania jakiś zaszłości
        powinniście skorzystać z pomocy specjalisty albo jakiegoś przyjaciela rodziny.
        oboje się już zakręciliście w tej "zdradzie", kłamstwach i niedopowiedzeniach.
        Czy Twój mąż ma jakiś poważny problem ze sobą chodzi mi o te teksty o samobójstwie?
        Wydaje mi się że sexu nie było ale emocjonalnie związanie na pewno.
        A co Ty mu takiego zrobiłaś, że jest na Ciebie wściekły i twierdzi,że wyrównał
        rachunki? Może Ty też masz za co przepraszać?
        Żeby było lepiej ktoś musi zrobić pierwszy krok a na razie rozdrapujecie to co
        było. Z tego nic dobrego nie będzie.
      • kag73 Re: przyjaciółka męża 18.08.08, 20:54
        rozumiem Twoje uczucia i rozumiem, ze ciagle to Cie dreczy, nie mozesz po prostu nacisnac guziczka i wylaczyc mysli.
        Mysle, ze owszem Twoj maz chcial wlasnie na dwa fronty i zone i przyjaciolke, zwlaszcza, ze robil to potajemnie, niby nic a jednak mial cos do ukrycia. Naawet jezeli z nia nie sypial, naduzyl Twojego zaufania. Jednak najgorsze jest to, ze teraz zachowuje sie nie fair, wine zwala na Ciebie i "podskakuje".
        Nie zachowuje sie jak osoba, ktora kocha i okazuje skruche.
        Na Twoim miejscu przemyslalabym co zrobic i czego chcesz, postawila warunki, ma byc tak, tak i tak i to Ty stawiasz warunki, on ma sie dopasowac, bo to nie on decyduje o tym czy sie z nim rozstaniesz czy nie, jasno bym mu to powiedziala, bo to nie Ty mialas 6 m-cy przyjaciela po kryjomu, tyko on mial przyjaciolke. I nie daj sobie wmowic, ze to Twoja wina. Nie pozwol, zeby Cie "dreczyl", tylko dlatego, ze zna Twoje podejscie do malzenstwa i do klamstw, przeciez zdanie i podejscie mozna zmienic.
        Czy takie jest jego podejscie do malzenstwa, mamy przed soba tajemnice, jezeli tego chce, mozesz i Ty zaczac miec tajemnice.
        Powiedz mu co Ci sie w jego zachowaniu nie podoba, czego oczekujesz, co musi sie zmienic i nie daj sie zbic z tropu odpowiedziami typu wyrownalismy rachunki. A skoro tak trudno mu zrozumiec co czujesz, niech sprobuje sobie wyobrazic, co by bylo gdybys to Ty pare m-cy miala przyjaciela.
        Prawdy pewnie nie dociekniesz, pozostana watpliwosci i gorzki posmak. Szanse macie tylko wtedy jezeli jego stosunek do Ciebie sie zmieni, potrzeba troche czasu, moze mu wybaczysz, na pewno nie zapomnisz, niemniej jednak musi sie zachowywac wzorowo, skoro mu zalezy i nie chce rozwodu. No moj, drogi, powiedzialabym, postarac sie musisz.
    • kag73 Re: przyjaciółka męża 18.08.08, 19:49
      hmm, mysle, ze Twoj maz mysli, ze ma jak w banku. Moze sobie na wszystko pozwolic, bo Ty "wierzysz w nierozerwlanosc zwiazku". Kto by tutaj sie jeszcze staral? Nigdy w zyciu nie powiedzialabym facetowi czegos takiego, wrecz przeciwnie, powinien wiedziec i zdac sobie z tego sprawe, ze na nic w zyciu nie ma gwaracji, rowniez nie na wieloletnie malzenstwo.
      • 6jolka6 Re: przyjaciółka męża 18.08.08, 21:18
        Dawno mnie tu nie było.
        Potrzebuję dużo spokoju. Wyciszyć myśli i emocje.
        kag73 dzięki za rady. Muszę wyciągnąć dla siebie wnioski, być silna i wiedzieć
        czego chcę, nie dać się zwieść z tematu.
        Z moim mężem bardzo trudno się rozmawia. Ale utrudniają też rozmowy moje emocje,
        napięcie.
        Trudno mi stawiać jakiekolwiek warunki - bo on wtedy traktuje to jak walkę. Sam
        pierwszy krzyczy o rozwodzie, o tym, że się zabije itd itp. Ale robi to by się
        bronić, by mnie wystraszyć, zniechęcić. Najbardziej odpowiada mu by dalej razem
        żyć spokojnie, deklaruje miłość i lepsze życie ale z drugiej strony mówi, że sam
        siebie nie jest pewien, że siebie nie rozumie i że jest smutny i ze jutro mogę
        się obudzić przy innym człowieku, ale cały czas że kocha ....
        Przyjaciółkę miał przez jakieś 2 lata, a dowiedziałam się kilka miesięcy temu.
        Wypowiada się o tym niejednoznacznie i bardzo denerwuje przy moich próbach
        rozmowy na ten temat. A ja potrzebuję o tym z nim rozmawiać, potrzebuję jego
        szczerości, potrzebuję poczuć się, że mu zależy, że go obchodzą moje uczucia ...
        bo póki co, to wszystko kręci sie wokół niego - tego co robił i dlaczego ...

        nie lubię stosować metod typu zastraszenie, trzymanie w niepewności - ale
        niestety nie wszyscy potrafią to docenić .... wolałabym żyć w harmonii i
        prawdzie i oddaniu .... ale widzę, ze trzeba będzie trochę kombinacji,
        manipulacji zastosować - przykre .. ale może to jest konieczne, bo mój mąż (jak
        pewno każdy chłop) nie lubi nudy, przewidywalności
    • karolina33331 Re: przyjaciółka męża 23.08.08, 17:44
      mój mąż tez ma przyjaciółkę, tylko u mnie doszło do rozpadu
      rodziny.Jeśli chcesz pogadać pisz na priva
Pełna wersja