Dodaj do ulubionych

czy to depresja?

25.08.08, 22:59
Coraz częściej w mojej głowie pojawia się to pytanie. Od dłuższego
czasu (właściwie od ponad roku) mam strasznie obniżony nastrój.
Przeprowadziłam się do męża, gdzie nie miałam żadnych koleżanek ( i
dalej nie mam). Zaszłam w ciążę, musiałam najpierw się oszczędzać,
później leżeć. Nikt nawet nie zadzwonił. Czuję się samotna. Całymi
dniami siedzę sama w domu, opiekując się dzieckiem, nie mogę nawet
wyjść, bo mamy psa, który wszystko niszczy, gdy zostaje sam
(próbowałam już chyba wszystkiego). Mąż cały dzień w pracy, wraca,
jak ja kąpię Małego, a później, to już tylko chce mi się spać...
Często płaczę, czasem bez powodu, nie mam na nic siły. Boję się
powrotu na studia, bo widzę w tym tylko jeszcze więcej obowiązków,
nie potrafię się niczym cieszyć, gdy się uśmiecham, to na siłę, żeby
nikogo nie martwić, albo, żeby dziecko nie widziało mnie smutnej.
Jak np Mały się wykrzywia, zamiast jeść, choć wiem, że jest głodny-
czuję, jak wszystko się we mnie gotuje. Wtedy czuję się okropną
matką. Jak zaczynam zwierzać się mężowi, mówi mi, że on to już
słyszał milion razy i nic mi na to nie poradzi. Gdy powiedziałam raz
mamie, usłyszałam, że nikt mi w ciążę nie kazał zachodzić i teraz
nie powinnam narzekać. Nikogo więcej nie mam. Wszystkie żale dławię
w sobie i jest mi coraz gorzej. Dużo siedzę przed komputerem, żeby
choć trochę mieć kontaktu z ludźmi- wtedy czuję się trochę lepiej,
chyba bardziej sama sobie wmawiam, że są tu ludzie, którzy mnie
akceptują i po prostu pogadają, wesprą, niż jest w rzeczywistości.
Czasem też zaczynam sprzątać, wszystko jedno o której godzinie- w
dzień, w nocy- to chyba mój sposób na odreagowanie stresów- wtedy
nie muszę nawet spać. Poza tym zaczynam być chyba coraz większą
paranoiczką- nie wychodzę z dzieckiem na balkon, nie zostawiam
samego nawet na moment, bo oczami wyobraźni widzę, jak spada, albo
coś mu się dzieje. Mam wrażenie, że nie potrafię już normalnie
funkcjonować- nie umiem już chyba rozmawiać, często w połowie zdania
odpływam gdzieś myślami i już sama nie wiem, o co mi chodzi. Czuję
się głupia i nic nie warta i taka... pusta w środku...
Obserwuj wątek
    • czarnyraider Re: czy to depresja? 25.08.08, 23:22
      pewnie tak.

      Mialam podobne stany swego czasu. szczegolnie siedzac w domu z
      dzieckiem na maciezynskim.
      Musialam cos ze soba zrobic i zapisalam sie na fitness. Im bardziej
      mi sie nie chcialo isc tym szybciej tam pedzilam. Znajdz sobie cos,
      cokolwiek. Jesli nie fitness to silownia, moze jakis kurs jezykowy.
      Z zywymi ludzmi, nie klawiatura. Pomaga. Sprobuj, co masz do
      stracenia ? Trzymam kciuki :)
    • annb Re: czy to depresja? 26.08.08, 09:58
      jak to maz nic na to nie poradzi?
      to odciazyc nie moze?
      moim zdaniem to jest ogromne przemęczenie
      Pracownik najemny zgodnie z kodeksem pracy ma ustawowo zapewnione 26
      dni urlopu
      ty nie masz ani jednego
      to skad masz czerpac sily?
    • triss_merigold6 Re: czy to depresja? 26.08.08, 11:02
      To przemęczenie obłędną monotonią.
      Pies pana męża jest? To niech pan mąż psa wychowa albo odda albo sam
      z nim siedzi i pilnuje żeby nie niszczył.
      Dałaś się wsadzić w układ w którym Twoje potrzeby są na ostatnim
      miejscu. Jedź na te studia, do jakiejkolwiek pracy, wyrwij sie z
      zamknięcia.
      • naughty-angel Re: czy to depresja? 26.08.08, 11:32
        Chciałabym się wyrwać z tego, ale nie wiem, czy umiem. Jakoś
        straciłam wiarę w siebie i w to, że cokolwiek jeszcze potrafię. Pies
        (męża, choć on woli mówić, że to NASZ pies) miał być oddany już z
        tysiąc razy, ale oczywiście tu nie ma czasu, tu cośtam. Poza tym- co
        z oczu, to z serca. Jak pan przychodzi z pracy do domu, to piesio
        się wita, cieszy, a wszystkie ślady jego szkodliwej działalności są
        posprzątane. Przeze mnie oczywiście. Słowa nie mają takiej siły, jak
        obraz nędzy i rozpaczy, który rozpościera się przede mną, po tym,
        jak gdy tylko ja nie patrzę, a temu idiocie przyjdzie coś do głowy.
        Już miałam plany po prostu wyjść, zostawić go samego i przyjść po
        powrocie męża, ale szkoda mi mieszkania, bo to ja głównie spędzam tu
        całe dnie. Z resztą nie bardzo miałabym gdzie pójść, a włóczyć się z
        półrocznym dzieckiem po mieście nie mam ochoty. Wygląda na to, że
        jestem aż tak żałosna, że nie umiem sobie sama z tym wszystkim
        poradzić. Przydałoby mi się wsparcie, chociaż emocjonalne, ale póki
        co- ni widu ni słychu...
        • triss_merigold6 Re: czy to depresja? 26.08.08, 11:39
          Nie jesteś żałosna tylko upierd...na w chałupie z dzieckiem. Tysiące
          kobieta mają takie myśli tylko kod kulturowy nie pozwala się
          przyznawać. Dziecko niańce albo żłobek i wyrwij się do jakiejkolwiek
          pracy to odżyjesz.
        • annb Re: czy to depresja? 26.08.08, 12:17
          dziewczyno jestes przemeczona
          dlatego w siebie nie wierzysz
          musisz cos dla siebie zrobic bo inaczej pewnego pieknego dnia nie
          wstaniesz
          i jeszcze bedą miec do ciebie pretensji ze ona lezy a tutaj nie
          posprzatane
          Lubię zwierzęta ale nie lubięnieodpowiedzialnych wlascicieli
          nie sprzątaj po psie
          moze kolega malzonek zauwazy ze cos jest nie tak i poszuka
          szkolenia.nie ma zlych psow, sa tylko nieodpowiedzialni wlasciciele.
          a ty dziecko mezowi do rak i wyjdz
          wyjdz gdzies
          na godzinę
          na dwie
          ale miej czas tylko dla siebie
          idz nawet do kosmetyczki
          ale wyjdz
          i nie odbieraj telefonow z domu
    • marzeka1 Re: czy to depresja? 26.08.08, 12:46
      Naughty-angel, czy mi się zdaje, że dodatkowo tera planujesz ślub, a raczej wszytko łacznie z garniturem i sukienką robi za ciebie teściowa? Jakoś niedawno twój watek czytałam. Jesli przy takim stanie umysłu i samopoczucia, planujesz jeszcze weselicho- to kanał, po prostu kanał. Jesteś przemęczona,żyjesz monotonnie, brak ci wsparcia, kto mówi, że wszystko masz robić sama??? Zdrowy egoizm to jest droga, by nie mieć takich jazd.
      • naughty-angel Re: czy to depresja? 26.08.08, 13:08
        Tak, masz rację marzeka1. Myślałam właśnie, że to planowanie da mi
        więcej radości, bo zawsze byłam aktywną osobą, poza tym wybieranie
        sukni, tortu, planowanie dekoracji to sama przyjemność! Cóż... po
        pierwsze wybór ten polega na robieniu na przekór teściowej i
        kłótniach z nią (męczące), dokańczanie spraw, które miał załatwić
        mój luby, ale pozaczynał tylko i większość spadła na mnie (męczące)
        do tego jeszcze monotonia życia, dziecko, sprzątanie, pies, chwila
        snu i tak w kółko (męczące). I jeszcze argument mojego męża- ja
        pracuję, nie mam czasu, a dom i dziecko to coś w rodzaju TWOJEJ
        pracy. Spoko... tylko, że ja swoją pracę zaczynam o 7.00, kiedy mały
        się budzi, a kończę o 23.00, kiedy zasypia na dłużej niż na chwilę,a
        później jeszcze nocne karmienia. Cóż, prawda jest taka, że dopóki on
        nie spędzi chociaż jednego całego dnia tak jak ja, nie zrozumie, a
        to jest niewykonalne. Dzięi Wam jednak zaczynam się utwierdzać się w
        przekonaniu, że ten dziwny "podział" obowiązków jest nierówny i
        niesprawiedliwy i przynajmniej nie czuję się już tak podle, bo to
        nie jest jakieś przestępstwo, że sobie nie radzę.
        • krzysztof-lis Re: czy to depresja? 26.08.08, 13:35
          > I jeszcze argument mojego męża- ja pracuję, nie mam czasu, a dom i
          > dziecko to coś w rodzaju TWOJEJ pracy. Spoko... tylko, że ja swoją
          > pracę zaczynam o 7.00, kiedy mały się budzi, a kończę o 23.00,

          Ale jednak w czasie tej pracy znajdujesz czas dla siebie... W końcu siedzenie tu
          na forum, czy przy komputerze ogólniej, nie jest jej elementem...
          • triss_merigold6 Re: czy to depresja? 26.08.08, 14:02
            Każdy pracownik ma prawo do przerwy w pracy. Kodeks gwarantuje.
            • krzysztof-lis Re: czy to depresja? 26.08.08, 14:14
              Mhm. Nie wmówisz mi jednak, że wolny czas w opiece nad dzieckiem i zajmowaniem
              się domem w godzinach 7-23 sumuje się do wymiaru zgodnego z wymaganiami kodeksu.
              • triss_merigold6 Re: czy to depresja? 26.08.08, 14:19
                Od 7 do 23 to jest 16 godzin. O osiem za dużo.
                Można krótko pracować przez 16 godzin na dobę o ile jest to
                zajebiście dobrze płatne. O ile wiem zajmowanie się półrocznym
                dzieckiem nie jest ani płatne (w przypadku matki) ani szczególnie
                doceniane przez otoczenie.
                Mając porównanie powiem tyle, że jak wrócilam do pracy to zaczęłam
                odpoczywać.
                • krzysztof-lis Re: czy to depresja? 26.08.08, 14:29
                  > Od 7 do 23 to jest 16 godzin. O osiem za dużo.

                  A ile z tego czasu faktycznie zajmuje praca?
                  • naughty-angel Re: czy to depresja? 26.08.08, 15:18
                    Wiesz, to nie jest tak, że ja siedzę non stop przed komputerem i
                    jeszcze narzekam. Piszę, jak już np wstawię pranie, albo jak usypiam
                    dziecko, popychając wózek nogą. Dziewczyny, które miały, bądź mają
                    do czynienia z takim małym dzieckiem wiedzą, ile jest pracy, że
                    komuś z boku może się wydawać, iż to sama przyjemność i to wszystko
                    jest takie łatwe. Poza tym są takie dni, ze mam kompletnie dość.
                    Dziś np jest taki dzień. Nie chce mi się nawet kolejny raz prać
                    zasikanego przez psa dywanu. Poza tym jest jeszcze jedna sprawa-
                    nikt w jakiejkolwiek pracy nie pracuje non stop (pomijam to, ze
                    dostaje za to odpowiednie wynagrodzenie). Poza tym przy okazji z
                    kimś pogada, pożartuje itp. A ja albo mówię do dziecka, albo znowu
                    krzyczę na psa (po prostu szczyty intelektualnego rozwoju). Albo
                    piszę na forum, zęby nie zwariować. Poza tym wybacz, ale jeśli
                    wydaje Ci się, że nie mam prawa narzekać bo mam chwilę, żeby usiąść
                    i coś napisać na forum, to wybacz, ale to jest ignorancja.
                    • krzysztof-lis Re: czy to depresja? 26.08.08, 15:20
                      > Poza tym wybacz, ale jeśli wydaje Ci się, że nie mam prawa narzekać
                      > bo mam chwilę, żeby usiąść i coś napisać na forum, to wybacz, ale to
                      > jest ignorancja.

                      Napisałem tyle: masz wolny czas i nie powinnaś się obruszać na męża, który
                      twierdzi, że go masz.
                      • triss_merigold6 Wolny czas 26.08.08, 15:53
                        Chyba mamy inne definicje wolnego czasu.
                        W moim świecie wolny czas oznacza możliwość robienia tego na co ma
                        się ochotę. Dla siebie. Wolny czas to czas bez konieczności
                        pilnowania dziecka. Siedzenie przy kompie kiedy dziecko śpi nie jest
                        spędzaniem wolnego czasu ponieważ małe dziecko może obudzić się w
                        każdej chwili i wymagać animacji. Sprzątanie, prasowanie, gotowanie
                        przy okazji snu potomka równiez nie jest spędzaniem wolnego czasu.

                        Te pół godziny kiedy robię zakupy wracając z pracy zanim dotrę do
                        przedszkola nie jest "wolnym czasem". Weekend kiedy dziecko zabiera
                        do siebie jego ojciec - owszem to wolny czas, bo mogę robić co chcę:
                        spać, iść do kina, na rower, do znajomych etc.

                        Pani miałaby wolny czas gdyby wręczyła mężowi potomka i udała się na
                        weekend do SPA. Byłby to bardzo cenną lekcją poglądową dla jej
                        partnera.
                    • premeda Re: czy to depresja? 27.08.08, 08:22
                      To nie pierz tego dywanu niech chłop to po powrocie z pracy zrobi,
                      zresztą z psem też nie jest najlepiej, skoro takie rzeczy wyczynia.
                      Proponuję tak: psa na terapię, Ciebie na terapię, a chłop na trochę
                      niech przejmie ten cały kierat. Jak już będzie z Tobą dobrze i z
                      psem też, to dokonanie nowego podziału obowiązków i konsekwentne go
                      egzekwowanie. Jak sie uda to dobrze i jest szansa, że z chłopa coś
                      będzie, a jak się nie uda to cóż w małżeństwo, wogóle zwiazek z kimś
                      takim nie wchodziłby w grę.
                    • die_blume Re: czy to depresja? 27.08.08, 17:33
                      Na psa nie krzycz, bo to nic nie da, lepiej go chyba skarcić czy wygonic na
                      swoje miejsce, o ile je ma, bo mój na przykład nie ma:-)A któregos dnia, jak
                      małżonek wróci z pracy, wręcz mu dziecko i idź sobie na przykład na jakieś
                      zakupy. Dopóki sama nie zrobisz czegos, to nic się nie zmieni. Czy mwówisz
                      czasem mężowi, że potrzebujesz jego pomocy? I nie chodzi o ogólne wylewanie
                      żalów czy wypominki, tylko konkretna sytuacja: zwyczajna prosba o pomc -
                      kochanie, wykąp dziś Ty małego, a ja wstawie pranie (jakas lzejsza robota) albo
                      cos w tym stylu.
                      • naughty-angel Re: czy to depresja? 27.08.08, 19:04
                        Często go proszę o pomoc. Zwykle nie są to wyrzuty, tylko prośba po
                        prostu. Rezultat? "Nie mogę, bo zaraz muszę wyjść, bo sklep zamkną",
                        albo coś takiego. W efekcie ja robie coś sama, a on i tak nigdzie
                        nie wychodzi, ale co, powiem mu- "kłamiesz!!!"? Czasem jednak zdarza
                        mu się pomóc, nie powiem, że nie, ale to zwykle po awanturze dzień
                        wcześniej. Ech....wydaje mi się, że jego problem polega na tym, że
                        jest jedynakiem i zawsze domem itp. zajmowała się jego mama,a on był
                        rozpieszczany. Teraz ja muszę walczyć z jego egoizmem. Dzięki, że
                        mogę Wam trochę ponarzekać, bo najgorsze, to dusić wszystko w sobie.
                        No a poza tym czuję się zobligowana Waszymi komentarzami, do
                        zrobienia "czegoś". Zaczynam nieśmiało walczyć o nową pozycję,
                        trochę szantażem, trochę presją...Fakt, mój błąd, że nie zrobiłam
                        tego wcześniej, ale skąd mogłam wiedzieć, że on wykorzysta moje
                        dobre serce aż do tego stopnia! A co do psa- wczoraj wieczorem, ze
                        złości, że pan nie wrócił jeszcze z pracy, zasikał panu łóżko (ja
                        śpię narazie w pokoju dziecka), więc ma rewelacyjny klimat do
                        przemyśleń...
        • annb nie ma rzeczy niemozliwych 26.08.08, 15:07
          to dziwne ale w moim srodowisku wiekszosc mezczyzn po pracy zajmuje
          sie swoimi dziecmi.
          widzę ich na swoim osiedlu, jak zasuwają z wozkami, albo z dzieckiem
          na rowerku.
          niektorzy nawet sie nie przebieraja z garnituru ale spacer byc musi.
          wiem ze wiekszosc znanych mi panow swoje dzieci wieczorami kapie i
          czyta bajeczki
          wiem, bo sie tym chwala-a pracuje w wybitnie meskiej zalodze.
          maja opanowana program wieczorynek i wiedza w jaki dzien co leci
          czyli sie da.
          ale oni szanuja swoje zony
          albo inaczej
          ich zonom sie udalo ze wyszly za gosci ktorzy wiedza ze opieka nad
          dzieckiem to cięzka praca
          a na sasiednim osiedlu furorę robi pan_znany_aktor_telewizyjny z
          malusią coreczką na hustawce.
          i to jest widok bardzo czesty
          da sie
          wszystko się da
          a moze tutaj jest moda na bycie ojcem zaangazowanym?
          bo przeciez nie kazdy z tych panow mial pozytywne wzorce z domu
          wiekszosc z nich widzialo ojca klode na tapczanie
          ale sami tego nie powielili
          • naughty-angel Re: nie ma rzeczy niemozliwych 26.08.08, 15:23
            Mój problem generalnie polega na tym, że zawsze bardziej liczą się
            dla mnie wszyscy inni niż ja sama. Może to kwestia wychowania.
            Zawsze robiłam wszystko, żeby to komuś innemu nie było przykro, żeby
            nie czuł się zmęczony. A mój ukochany, choć na początku sam gotował,
            prał, sprzątał i zapewniał, że jak urodzę, to będzie mi pomagał- nie
            wywiązał się z obietnicy. Ale ja zdaję sobie sprawę, że to przeze
            mnie- najpierw mu pomagałam, później wyręczałam, a teraz wszystko
            stało się moim obowiązkiem. No i mam doła, bo nie wiem, jak z tego
            wybrnąć- kto ma miękkie serce...
            • marzeka1 Re: nie ma rzeczy niemozliwych 26.08.08, 15:39
              "A mój ukochany, choć na początku sam gotował,
              prał, sprzątał i zapewniał, że jak urodzę, to będzie mi pomagał- nie
              wywiązał się z obietnicy"- a ty dalej radośnie ślub i wesele planujesz??? Myślisz,że potem będzie sama radość i wyręczanie cię we wszystkim??? Jesli teraz nawala, tym bardziej potem będzie nawalał, do tego niefajna wtrącająca się teściowa- i masz kanał, w który sama się pokujesz.

              "Mój problem generalnie polega na tym, że zawsze bardziej liczą się
              > dla mnie wszyscy inni niż ja sama."- mam męza i 2 synów, gdybym tak myślała, padłabym na twarz,a tak jestem zadowolona z życia i rodziny, 3 facetów równo pomaga i dzieli ze mną obowiązki. Zdrowy egoizm- tu jest klucz do udanego życia osobistego. Musisz zrozumieć, że także ty i twoje potrzeby, oczekiwania, pragnienia są ważne, a jeśli ty niewiele możesz zadecydować nawet w sprawie własnego ślubu, to wybacz- czarno widzę przyszłość.
            • triss_merigold6 Re: nie ma rzeczy niemozliwych 26.08.08, 15:58
              To typowy w tym kraju kod kulturowy. Dziewczynki przyucza się do
              poświęcania dla innych i niedbania o siebie. Jeśli Ty o siebie nie
              zadbasz to NIKT tego nie zrobi. Mężczyzna Twojego wyręczania,
              pomagania i rezygnacji z potrzeb nie doceni, zapewniam Cię. Z paroma
              panami w życiu byłam i mam bogate doświadczenie w tym względzie.

              Jeśli ktoś inny będzie zmęczony to trudno. Nie zawsze tylko Ty
              musisz być zmęczona. Że będzie komuś przykro? Cóz, skoro wolisz,
              żeby było przykro Tobie...
              To tylko kod kulturowy i da się go zmienić. Otoczenie oczywiście się
              sprzeciwia, bo zmieniając kod działasz wbrew cudzym interesom. Ale
              idzie otoczenie przyzwyczaić.
              • premeda Re: nie ma rzeczy niemozliwych 27.08.08, 08:13
                To typowy w tym kraju kod kulturowy. Dziewczynki przyucza się do
                > poświęcania dla innych i niedbania o siebie.
                Tutaj sie nie zgadzamm, bo ja bym powiedziała, że skończyły się
                czasy gdy matka polka nie musiała o siebie dbać. Ma mieć czas dla
                męża, dzieci, opiekę nad rodzicami i jeszcze na zadbanie o siebie
                (nienaganna firgura, fryzura i seksowne ciuchy tylko koniecznie nie
                za drogie).
                • triss_merigold6 Re: nie ma rzeczy niemozliwych 27.08.08, 10:09
                  Ale owo "dbanie o siebie" jest kolejnym obowiązkiem a nie
                  przyjemnością. Żeby dbać o siebie z przyjemnością trzeba mieć na to
                  czas i pieniądze a w tym kraju kobieta, owszem, powinna ale nie
                  kosztem rodziny, dzieci, domowego budżetu, prania, zakupów etc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka