31.10.08, 19:47
tak się zaplątałam
wyszłam za mąż lat temu ileś, mam dwoje dzieci.
I nie wiem co dalej.
Chyba nie kocham już męża.
Gdy sie poznalismy, był dynamicznym facetem. Wtedy zdarzył sie tylko
jeden wypadek, ale znamienny - jak poszłam na pierwszą wizytę do
przyszłych teściów, tesc zgnoił go kompletnie. a on siedział ze
zwieszoną glową i milczał. mamusia otworzyla twarz tylko po to żeby
dorzucić - i prawa jazdy nie zrobiłes.
Teraz myślę że powinnam była wtedy wiać gdzie pieprz rośnie. Ale
wtedy pomyslałam, że oni wstretni że go tak nie doceniają - nie
przyszlo mi do glowy, że jesli on to znosi - to jest ciężko chory...
zamieszkalismy razem, zaszłam w ciąże - miesiąc później tylko i na
własne życzenie stracił pracę - nie przygotowł się do wewnętrznego
egzaminu. Ciąża była zagrożona, potem się uspokoiło, pracy dalej nie
szukał, tylko grał, ewentualnie czytał gazety które sąsiedzi
wywalali na śmietnik - zmusiłam go do terapii, mimo że powinnam byla
leżeć pojechałam z nim, bo podobno nie ma miejsc, wyladowalm na dwa
tygodnie w szpitalu z krwawieniam i skurczami, poszedł na tę
terapie, urodzilam dziecko, do pracy wrócił jak mały miał prawie
rok. Wyszłam za niego za mąż jak dziecko miało 8 miesiecy, nie żebym
bardzo chciala,ale ... żeby czuł że mam nadzieje i wiarę. Pracę
stracił po dwu miesiacach. Potem poszedł pracowac do Providenta. jak
przyjechał na spotkanie w domu jego szef, wysprzatalam cale
mieszaknie na błysk, miałam okres, a on mi tylko powiedzial że nie
zrobiłam wrażenia. Przeprosił potem. Praca w Providencie mu
odpowiadała, jak mi się wydaje , bo to był zapieprz non stop, do
późnej nocy, również w weekendy. No i spotykał w niej ludzi przy
których czuł się bogiem - intelektu, kasy, wszystkiego.
Po paru latach zagroziłam rozwodem jak pracy nie zmieni. zmienił. na
lepszą. Po jakimś czasie zaszłam w ciążę drugi raz - bałam się, ale
stwierdziłam że nie należy popadac w paranoję. I znowu stracił
pracę. Na poczatku bylo ok. Wydawalo się że szuka. Wtedy z roboty
wyawlili kilka osób, w tym jego szefa i tenże szef mial mu załatwic
kolejna robotę. I wtedy doszła nowa atrakcja - wykryli u mnie w
drugim miesiacu - toksoplazmozę. w skrócie - szanse na zdrowe
dziecko w tym okresie zakarzenia - bardzo małe. Iles razy ponawialam
badania - za każdym razem to samo - zagrożenie maloglowiem, głuchota
ślepota
mój mąż grał
spotykał się z byłym szefem który już już miał mu zalatwic pracę a
jednoczesnie mi mówił, że to patologiczny kłamca, ktory łże nawet
swojej dziwczynie przez komórkę, gdy on siedzi obok.
sam nie szukał nic
bralam leki żeby obniżyć ryzyko zakażenia płodu
on grał
zaginał mój ojciec - grał
dzieki Bogu okaząło sie w 6 miesiącu - że byl błąd i nie ma
zakażenia
on grał
dostałam anemii i cukrzycy ciażowej - grał
w koncu robote załtwił mu inny kolega, w dniu porodu :(
patrę miesiecy pźniej znaleziono mojego ojca martwego, i tylko mojej
rodzinie zawdzieczam xe nie musialam rozpoznawać w tym co z niego
zostało - po paru miesiacach w wodzie - mojego ojca
od tametj pory mineło pare lat
mąż pracuje
wraca do domu i siada przed naszą klasą, o2,
z dziecmi ma kontakt mizerny raczej organizuje im takie atrakcje
żeby sie od niego odczepiły
ide po syna, dokonczę później w nocy
Obserwuj wątek
    • gdziejestdom Re: co dalej 31.10.08, 20:39
      no i dalej
      mieszkaliśmy w mieszkaniu, które odstapiła nam babcia - zwłasnej
      woli, przeniosła się do matki
      potem non stop słyszałam, że matka się nad nią znęca, że wszystko
      jej się trzęsie itd
      chciałam żebyśmy wyremontowali to mieszkanie - przed urodzniem
      dziecka wymienilismy okna i ogrzewanie.
      po paru latach uznałam że dziury w ścianach trzeba by załatać,
      niestety tylko ja, jemu nie przeszkadza, jak się raczył wyrazić. No
      to załatałam i położyłam gładz w całym mieszkaniu sama. Nawet gipsu
      mi nie chciał zamieszać, zamykał się w kiblu, zemdlał w markecie
      budowlanym.
      Zmusiłam go do kupna dzialki, gdy się okazało, że dostał kasę od
      rodzicow. Sama sprawa zresztą dziwna, bo wiedział od lat że ma
      dostac pieniądze na ślub - nic mi nie powiedział, sprawa sie wydała
      dopiero gdy jego siostra zażądała swojej kasy przy okazji swojego
      ślubu. Zarobił na tej działce jux ponad 200 tys, ale cały czas
      podkresla że to jego pieniadze i jego działka.
      Ostatnio wyjechalismy za granice, ma dobra pracę, ale mieszkamy w
      okropnych warunkach, wyjechałam, bo angielski dla dzieci, i chyba
      dlatego że straciłam nadzieje nie tylko na własny dom, ale nawet
      wyremontowanie mieszkania, do którego zreszta wprowadziła sie
      babcia.
      I nagle do mnie dotarło, xe nie mam nic swojego, nie mam gdzie
      wracać, nie mam domu, nie mam faceta, bo jakąkolwiek namietność
      straciłam, nie chcę uprawiac z nim seksu, nie szanuję go
      jakiś czas temu synek poskarxył się że dziadek rzucił nim o kanapę -
      jego ojciec naduxywa alkoholu - chcialam go zmusić, aby tę sprawę z
      własnym ojcem załatwil, ale gdzie tam - podkulił ogon
      jak rozmawia z kolega z pracy, nawet nie szefem, to piszczy tak, że
      mi się niedobrze robi - po latach przestalo mnie jux wzruszać że ma
      problemy, ponieważ absolutnie nic z nimi nie zrobił, trudno w takich
      kategoriach potraktować 6-tyg terapię nascie lat temu. Chciałam na
      terapię małżeńską, bylismy u dwóch psychologów, bo babka to by była
      po mojej stronie :( obaj mu powiedzieli, że czas z dziecmi to on
      spędza tylko w swojej wyobraźni i że sam powinien jak najszybciej
      sie ostro przeleczyć. no i na tym się terapia skonczyła.
      I tak jak piszczy do szefa czy kumpla i włazi w dupe, tak jest cały
      groźny i pryncypialny jesli chodzi o dzieci - zwłaszcza o starszego.
      Kiedy je wreszcie zauważy, bo mu za bardzo przeszkadzają.
      Na mnie leci i sie lepi, czuły nawet jest, ale mnie to jux tylko
      drażni - jak lukier na splesniałym chlebie,
      Przepraszma że tak długo, ale nie za bardzo mam z kim pogadać -
      tutaj.
      Sama utknęłam przed kompem, dre się na dzieci, nie wyrabiam
      psychicznie - jutro przechodze na silniejsze antydepresanty.
      Dominujące jest uczucie zapetlenia i beznadziei.
      gdyby chociaż pił i bił, wiem, głupoty mówię, bo tak serio, to o co
      ja się czepiam?
      przecież to normalne życie jak mi napisała matka w życzeniach
      urodzinowych
      zapomniałam sobie kupić ciastka, ale jest chyba wino
      pozdrawiam wszystkich
    • marzeka1 Re: co dalej 31.10.08, 20:47
      Cóż, nie czytałam dokładnie wszystkie (za dlugie),ale widzę, że to zatrważające jak ludzie pieprzą sobie życie na własne życzenie. Tylko dzieci żal, że z taką traumą wejdą w dorosłość.
      • eastern-strix najlepiej skopac lezacego... 31.10.08, 21:28
        .... brak slow....

        do autorki watku: coz, wyglada na to, ze Twoj maz potrzebuje przyslowiowego kopa
        w d... .
        Proponowalabym szczera rozmowe, wiem,ze robilas to setki razy,ale zrob raz
        jeszcze i poinformuj, ze wakacje sie skonczyly i jesli sie nie polepsz to ty sie
        usamodzielnisz ale juz bez pana. Potem nie bedzie mial argumentu,ze nic mu nie
        mowialas i zrobilas cos za jego plecami.
        Ja bym postawila ulitmatum - albo malzenska terapia na ktora bedzie chodzil,
        albo rozwod z orzeczeniem o winie + sadownie zasadzone alimenty na Ciebie i dzieci.

        i zacznij zbierac papaierki - od psychologa, lekarza, recepty itp.

        To,co robi Twoj maz to znecanie sie psychiczne tak samo grozne jak fizyczne. Do
        tego wydaje mi sie,ze jest manipulantem i uzywa swojej choroby zeby wzbudzic
        litosc i byc lzej traktowanym.
        Sama mialam niezle jazdy w domu rodzinnym a dom mojego emza to byla zwyczajna
        patologia z maltertowaniem wlacznie, Mamy swoje momenty i wspieramy sie
        nawzajem,ale nigdy zadne nie uzylo rpzeszlosci zeby sie nad soba uzalac.

        czas na zmiany.

        pozdrawiam

        • eastern-strix Re: najlepiej skopac lezacego... 01.11.08, 02:00
          wybacz literowki, pisze w bardzo niewygodnej pozycji - z kotem na klawiaturze ;)
    • estutweh Re: co dalej 01.11.08, 12:08
      DDA? A czemu terapia sie skonczyla tak jak sie skonczyla? On nie chcial
      kontynuowac?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka