Dodaj do ulubionych

Co ja zrobiłam?

08.12.08, 11:58
Jestem mężatka od ladnych kliku lat.Mamy z mezem wspolne 2 dzieci.2
lata temu poznalam faceta,nie wiem czy to byla milosc?Szukalam w
kims oparcia.Maz moj oddalil sie odemnie.Bylo zle miedzy
nami.Zaszlam w ciaze w listopadzie zeszlego roku.Jak sie tylko ot ym
dowiedzialam zostawilam tamtego.Maz byl szczesliwy ,nasze malzenstwo
ozylo.Ciaza przebiegla bezproblemowo,i bylo tak cudownie.
Chociaz ja nie widxialam kto jest ojcem.!W koncu urodzila sie
coreczka.No i wydaje mi sie ze to dziecko tamtego.Teraz czuje sie
okropnie,czuje ze nie kocham jej tak jak bym tego chciala,wiem ze
wina jest tylko moja.Bede zyla z tym do konca zycia,nie wiem trylko
czy powiedziec o tym mezowi ,boje sie ze dowie sie kiedys
przypadkiem.Ja nie wiem co myslec.Jestem taka glupia.
Co robic w takiej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • moreno68 Re: Co ja zrobiłam? 08.12.08, 12:11
      może najpierw zrobic testy DNA, są firmy wykonujące takie badania
      wysyłkowo.zyskasz pewnośc
    • krzysztof-lis Re: Co ja zrobiłam? 08.12.08, 13:12
      > Bede zyla z tym do konca zycia,nie wiem trylko czy powiedziec o tym
      > mezowi ,boje sie ze dowie sie kiedys przypadkiem.

      Na jego miejscu chyba wolałbym wiedzieć.
    • bj32 Re: Co ja zrobiłam? 08.12.08, 14:25
      A na plaster masz się z mężem dzielić tą wiedzą? Żeby i on znielubił
      dziecko? Ty musisz z tym żyć, sama sobie strzeliłaś w stopę. Ale
      karać za to całą rodzine? Bez sensu i okrutnie. A jesli teraz żyje
      Wam sie dobrze to na cholerę chcesz to popsuć? Poczucia winy to nie
      zmniejszy ani niczego nie naprawi. Odpuść.
    • marzeka1 Re: Co ja zrobiłam? 08.12.08, 16:22
      Twój mąz nie będzie ani pierwszym,,ani ostatnim jeleniem,,który będzie wychowywał nieswoje dziecko.Życie.
      • kiecha3 Re: Co ja zrobiłam? 08.12.08, 17:02
        a co ma zmienić to że powiesz mężowi...?
        Dzieci się dobrze chowają? Jest między wami (tobą i mężem) lepiej? To po jakiego grzyba chcesz to psuć?
        Zrobiłaś skok w bok.. masz dziecko nie wiadomo z którym panem.. jak już ktoś napisał wcześniej.. życie..
        Jeśli nie chcesz niszczyć rodziny to sobie daruj rozdrapywanie ran..

        A jeśli wszystko opowiesz ślubnemu, a okaże się ze to jego dziecko?
        • gagu Re: Co ja zrobiłam? 30.04.09, 12:33
          sory, nie kupuje tego, kobieta robi na boku dzieciaka - jest ok, "poco on ma
          wiedzieć" itd. facet robi dzieciaka na boku, albo "tylko" zdradza - miliony
          postów na tym forum i jeszcze więcej odpowiedzi, w których czytamy, jaki to
          facet zły, egoista, nieszanujący swojej kobiety itd.
          kobieta pod pozorem np. zakupów idzie na całego z innym, a facet z kumplami na
          piwie nie może się spotkać, bo wielka awantura
          taka mała dygresja...
    • alfika Re: Co ja zrobiłam? 08.12.08, 23:14
      a jak z grupami krwi?
      może testy dna nie są potrzebne
      jeśli nadal nei ma pewnosci, po przyjrzeniu się grupom krwi (jesli
      sama się an tym nei znasz, to zadzwon do szpitala do serologii, tam
      Ci na pewno wytłumaczą, jeśli podasz grupę krwi dziecka i męża)
      mając jasnosc, pomyślisz, co z tym dalej chcesz zrobic

      i nie o dorosłych tu bym się martwiła, ale o dziecko

      gdybys była moją przyjaciółką i nie mogła sobie wybaczyc,
      poszukałabym ci psychologa i namawiała na wizyty, to ułatwia czasem
      inne spojrzenie na sprawę i wybaczenie sobie

      bo z takim ciężarem ciężko się żyje
      i to i Tobie, i dziecku, które odczuje jakies zakamuflowane
      odrzucenie
    • tosina Re: Co ja zrobiłam? 09.12.08, 08:54
      No coz. Jesli powiesz mezowi to w 100% nie bedzie szczeliwego
      zakonczenia.Za dlugo klamiesz, za dlugo oszukujesz by mogl wybaczyc
      i zrozumiec.
      Wiec zdecyduj sie albo oczyszczasz sobie sumienie i rozpier..... ta
      rodzine albo iidziz do psychologa b samej sobie poradzic z ta
      wiedza. Ty robilas piwa ty je pijesz.Chcesz by znienawidzil
      dziecko??
      • abasia471 Re: Co ja zrobiłam? 09.12.08, 12:36
        A co Ty nagle taka szczera się zrobiłaś? Myślisz, że jak się
        wyspowiadasz przed mężem to będzie po sprawie? Moim zdaniem, sama
        powinnaś wypić piwo którego nawarzyłaś. W życiu za wszystko trzeba
        zapłacić, ale, to nie mąż i dziecko powinni płacić cenę Twojego
        błędu. Szczerość jest bardzo ważna, ale nie należy wyrywać się ze
        szczerością tego rodzaju. No chyba, że chcesz przerzucić ciężar na
        męża i raz jeszcze skrzywdzić rodzinę. Idź do psychologa, żeby
        sobie pomóc, bo to jedyne co możesz z tym zrobić.
        • brak.polskich.liter Re: Co ja zrobiłam? 09.12.08, 13:18
          Odnioslam wrazenie, ze autorka kieruje nie tyle chec podtarcia sumienia, a po
          prostu zwykly strach, ze sprawa sie rypnie i maz zachwycony nie bedzie, ze ujme
          to oglednie.
          Jesli pan, u ktorego autorka szukala - jak napisala - oparcia ze skutkiem
          zaplodnienia, znaczaco rozni sie wizualnie od meza, to obawy pani sa w pelni
          uzasadnione.

          Proponuje zatem kuc zelazo poki gorace. Jesli kochanek byl - dajmy na to -
          wysokim Afrykaninem o sokolim wzroku, zas maz jest kartoflowatym,
          wschodnioeuropejskim blondynem-krotkowidzem, mozna od czasu do czasu mimochodem
          wspomniec prapradziadka Makumbe, ktorego zdjecia nie zachowaly sie, niestety,
          ale legendy o jego wzroku, wypatrujacym antylop wsrod sawanny - i owszem. Na
          wszelki wypadek rowniez spotkalabym sie ponownie z ekskochankiem, celem
          pozyskania odrobiny materialu genetycznego i zamrozenia (oczywiscie, zamrozic
          nalezy material, a nie kochanka). Na wszelki wypadek, gdyby historia o
          prapradziadku Makumbie jednak nie przekonala meza i domagalby sie twardych
          dowodow w postaci testow DNA. Stosujac odwieczne kobiece sposoby, mozna probki
          podmienic i - hey presto! Malzenstwo zostanie ocalone.
          Rozwazylabym rowniez strzelenie sobie kolejnego potomka, tym razem z mezem.
          Alimentow na trojke dzieci facet nie dzwignie, chyba, ze zarabia naprawde
          sporo. A potem - dla wszelkiej pewnosci - kolejne dziecko. Wtedy juz mozna spac
          spokojnie, bo facet, kombinujacy, jak kon w kieracie, jak tu utrzymac liczna
          rodzine, nie bedzie mial zbyt wiele wolnego czasu i testy DNA beda ostatnia
          rzecza na jego liscie priorytetow.

          W koncu czego sie nie robi, zeby walczyc o szczescie rodzinne, nie?
          • bj32 Re: Co ja zrobiłam? 10.12.08, 10:34
            Coś mi mówi, że w dziadka Makumbę to mąż mógłby uwierzyć, gdyby
            akcja sie działa w słonecznej Italii, albo gdyby był kompletnym
            idiotą. O zidioceniu nic autorka nie pisze.
            Jakie są szanse, ze sprawa się rypnie sama z siebie, oprócz
            dramatycznych, opisanych przez Ciebie, różnic wizualnych?
            Spotkanie z ekskochankiem, moim prywatnym zdaniem, też dziewczynie
            potrzebne jak rak wargi. Tak, jak i trzecie dziecko. Zwłaszcza, ze
            gdyby to podejrzane jednak okazało sie nie męża to i tak alimentów
            na nie płacił nie będzie.
            Poczucie winy i obawy, że sama sie sypnie powinna wyleczyć u
            psychologa i chociażby sprawdzając grupę krwi wątpliwego potomka.
            Swoją i męża grupę zna, a resztę mozna sprawdzić na necie bez
            zdobywania uniwresyteckiej wiedzy.
            Dla mnie w ogóle trochę od czapy jest, ze tak jej sie nagle na
            zwierzenia zebrało i moim zdaniem to nie rozsadek, a wyrzuty
            sumienia nią targają i tyle. Rozsądek raczej wywołuje używanie
            antykoncepcji, jak się meżowi wieniec jeleni serwuje, a nie
            wyrzygiwanie z siebie grzechów rok później.
            A co do szczęścia rodzinnego... Na bank oświecenie męża wzgledem
            poroża tego szczęścia wybuchu nie wywoła...
            • alfika Re: Co ja zrobiłam? 10.12.08, 23:57
              nie jest również możliwe szczęście rodzinne przy niezałatwieniu ze
              sobą przez autorkę wątku sprawy i życie z takim obciazeniem

              a niezależnie od osobistych ocen moralnych i dawania sobie do nich w
              ogóle prawa, jest to jednak sprawa bolesna dla kobiety, jak widac -
              czy to komus się podoba, czy nie
              • bj32 Re: Co ja zrobiłam? 11.12.08, 18:03
                Ależ ja nie twierdzę nic innego. Tylko to się kwalifikuje do
                psychologa, a nie, żeby lecieć z tym do męża.
                Pod względem moralnym nie zwykłam oceniać z tej prostej przyczyny,
                ze gdyby mąż mój w którymś momencie mnie w jakić=ś sposób zaniedbał,
                to ja wcale nie ręczę, czy nie skoczyłabym sobie z kimś w bok. A
                skoro nie wiem, czy ja bym wierność aż po grób zachowała
                w "sprzyjających" okolicznościach, to jak mogę oceniać innych?
                Zwłaszcza, ze czytając to forum i z obserwacji w realu mi wynika, że
                w różnych okolicznościach tak mężowie jak i żony dostają rogi i
                zazwyczaj winne są obie strony.
                Pytanie: jak to potem rozwiązać, to już rzecz indywidualna...
            • karolina331 Re: Co ja zrobiłam? 07.05.09, 11:04
              Mąż będzie płacił alimenty.
              Nawet jeśli się wykryje, że to nie jego dziecko.
              Polskie prawo stanowi, że dziecko urodzone w małżeństwie jest
              DZIECKIEM MĘŻA kobiety. I już.
              Jeśli mąż do tej pory nie wystąpił SĄDOWNIE o uznanie jego ojcostwa,
              to już się może obejść ze smakiem.
              Miał na to zaledwie parę miesięcy czasu.

              Rozwodu (ewentualnie) też mąż nie dostanie z winy niewiernej żony,
              bo ta może spokojnie pójść w zaparte i twierdzić, że dziecko jest ze
              stosunku (płciowego) małżeńskiego.
              A dodatkowo żona może przed sądem sugerować, że to mąż - podły
              zdrajca - miał brudnawą i puszczalską kochankę i zapłodnił niewinną
              małżonę plemnikami po gachu tejże kochanicy.

              Pomysł z pradziadkiem Makumbą - doskonały.
              Warto jeszcze dorzucić (tak na wszelki wypadek) prabacię Azjatkę i
              już całkiem profilaktycznie wspomniać coś "o zapatrzeniu".
              Wiadomo przecież ogólnie, że wielu rasowych hrabiów było podobnych
              do lokaja przez zapatrzenie właśnie.
        • mam_na_nia_alergie Re: Co ja zrobiłam? 17.12.08, 16:19
          Wiesz, mnie sie wydaje ze powinnas chociaz sprobowac powiedziec mezowi, kto wie
          po dlugiej burzy o ktorej tu wszyscy mowia moze cie zrozumie, a tak bedziesz sie
          bala do konca zycia a jak sie przypadkiem dowie to bedzie jeszcze gorzej.
    • yellow.pen Re: Co ja zrobiłam? 10.12.08, 10:58
      No cóż, to jedna z tych rzeczy ktorych sie nie da okręcic.. Ani
      odpokutowac, po wyznaniu win. Dobrze dziewczyny radzą. Jest źle, ale
      na razie tylko Tobie, wiec niech tak zostanie.. Niestety, nie da sie
      juz obejsc bez konsekwencji. "Ja juz nie bede" nic tu nie zmieni.
    • alexxa6 Re: Co ja zrobiłam? 10.12.08, 11:31
      Pomijając wszystkie inne aspekty. Ale dlaczego dorosła kobieta, matka, żona i
      kochanka nie pomyślała o zabezpieczeniu się przed ciążą idąc z kochankiem do łóżka?
      Też jestem przeciwko takiej nikomu do niczego nie potrzebnej szczerości.Przy
      dużej dozie szczęścia sprawa może się nigdy nie wydać(jeśli dziecko faktycznie
      nie jest męża),ale to życie jak z bombą ze spóźnionym zapłonem, w strachu, nie
      pewności.Ludzie! jak już zdradzacie waszych partnerów to róbcie to do końca z
      głową!Nie wystarczy skrzętnie ukrywanie samego faktu zdrady, używajcie środków
      antykoncepcyjnych.
      • alfika Re: Co ja zrobiłam? 10.12.08, 23:58
        własnie :D
        i ciekawe, dlaczego ewka zjadła to jabłko w ogóle, na dodatek
        podając je również adamowi!
        :D
    • mama-cudownego-misia Re: Co ja zrobiłam? 10.12.08, 16:38
      Podobno 1/3 dzieci w Wielkiej Brytanii nie jest biologicznymi dziećmi tego, kto
      myśli, że je spłodził. Samo życie. Ważne, ze tata kocha dziecko, a dziecko
      pokocha tatę. A Ty po prostu zakop to wspomnienie i te wątpliwości i żyj dalej...
      • nowy99 Re: Co ja zrobiłam? 11.12.08, 17:09
        To b. skomplikowana sytuacja. A życie jest złośliwe i na 100% kiedyś
        to się wyda (operacja, dawca krwi, konflikt serologiczny u córki np.
        i różne inne złośliwego losu wymysły. I wtedy nie będziesz
        wiedziała, czy bardziej oszukałaś męża, czy to dziecko właśnie - bo
        ono najboleśniej to odczuje, zarzuci Ci, że nie powiedziałaś mu, że
        ojciec to ktoś inny... I to może zaprzepaścić na resztę życia Twoje
        z tym dzieckiem relacje.
        Nie słuchaj rad przypadkowych ludzi.
        Przede wszystkim zrób badanie genetyczne (tylko do niego potrzebna
        jest krew ojca - na potwierdzenie, lub drugiego faceta - na
        wykluczenie, cholera...)
        Idź do dobrego przychologa. On pokaże Ci WSZYSTKIE aspekty tej
        skomplikowanej sytuacji. Ocenicie za i przeciw, może pomoże w tych
        badaniach - pokieruje gdzie, jak to zrobić. Pomoże Ci podjąć
        decyzję, życiową decyzję.
        Powodzenia
        • nowy99 Re: Co ja zrobiłam? 11.12.08, 17:15
          A tak poza tym to proponuję, aby forum pełniło jednak funkcję
          doradczą i wspomagającą, a nie oceniającą.

          Darujcie sobie ocenianie. Wszak - do diabła - nie kopie się leżącego!
        • bj32 Re: Co ja zrobiłam? 11.12.08, 18:16
          Nowy... Ja tu sprzątam i widzę, że poza kilkoma osobiście tak
          potraktowanymi przypadkami [żony zdradzone przez mężów i vice versa]
          to nikt raczej nie ocenia. No chyba, że pan/pani napisze "zrobiwszy
          skok w bok i jest mi z tym znakomicie!".
          Operacjami dziewczyny nie strasz. Wystarczy, ze sprawdzi dziecku
          grupę krwi [swoją i meża już zna] i ma z czapy.
          A psycholog przy terapii nie wskazuje aspektów i nie ocenia za i
          przeciw. Przeprowadza przez samodzielny proces myślenia,
          żeby "pacjent" osobiście doszedł do pożądanych wniosków. Psycholog
          to nie lekarz, terapia to nie recepta.
          I, na litość, na jakie badania ma ją kierować? Psychitryczne?
          Genetyczne? Gastrologiczne [jak jej się z nerw wrzody na żołądku
          porobią]?. Decyzja tez należy do pacjenta...
          • izabelski Re: Co ja zrobiłam? 17.12.08, 18:12
            z grupami krwi nie jest tak prosto - a co jesli obaj panowie maja
            taka sama?
            • alfika Re: Co ja zrobiłam? 21.12.08, 23:28
              a może nei mają?

              przeciez nie będzie kobieta robiła badan genetycznych, bo panowie
              MOŻE mają tę samą...
    • kicia031 Re: Co ja zrobiłam? 12.12.08, 15:30
      ja bym zaczela od upewnienia sie, czyje to dziecko. moze
      niepotrzebnie sie stresujesz.
      • mam_na_nia_alergie Re: Co ja zrobiłam? 17.12.08, 16:20
        Wiesz, mnie sie wydaje ze powinnas chociaz sprobowac powiedziec mezowi, kto wie
        po dlugiej burzy o ktorej tu wszyscy mowia moze cie zrozumie, a tak bedziesz sie
        bala do konca zycia a jak sie przypadkiem dowie to bedzie jeszcze gorzej.
        • mazda25 Re: Co ja zrobiłam? 17.12.08, 20:29
          Wybadaj meza co zrobilby w takiej sytuacji.Mozesz go sprowokowac do
          takiej rozmowy.Statystycznie co trzecie dziecko jest z nieprawego
          loza!
        • magda_mp Re: Co ja zrobiłam? 30.04.09, 13:20
          a to "spróbować powiedzieć" to bardzie powiedzieć czy niepowiedzieć?
    • katarzynam22 Re: Co ja zrobiłam? 21.12.08, 20:26
      Już jak kłąmać to chyba do końca... zresztą teraz przypomniała mi
      się pewna scena z dobrego amerykańskiego filmu. Jak kochające się
      małżeństwo żegna się na łozu śmierci. on umiera.... i resztkami sił
      wyznaje swojej rozczulonej, kochającej żonie, że zdradzał ją przez
      całę życie i prosi ją o wybaczenie...a co ona zrobiła. Napluła mu w
      twarz i wyszła. a ona umerała w samotności. Nie popełnaij tego
      błędu. a może mąż wie to,ale nie chce nawet sam przed sobą się do
      tego pzryznać? znam mężczyznę, który jest przekonany, że jego syn to
      tak naprawdę nie jego, ale kocha go bardzo i nawet nie myśli, żeby
      wyciągać od żony tak intymne informacje. To jego wybór. Nie
      uszczęśliwiaj na siłę swoego męża. nawet jak się dowie kiedyś... to
      wtedy będziesz się martwic... tearz. po co? Niech cóka ma
      dzoeciństwo z ojcem. powodzenia
      • alfika Re: Co ja zrobiłam? 21.12.08, 23:32
        ani kłamac do końca, ani sceny z filmu, kurczę, przeciez to życie,
        nei 90 minut rozrywki!

        za siebie mogę powiedziec, że bym powiedziała
        chocby po to, by wiedziec, z kim żyję
        i żeby on wiedział, kogo kocha albo nie

        i zawsze będę pamiętała historię dziewczyny, co na studia jeździła
        jeździła
        i jeździła, kilka lat - aż zrobiłą dyplom prawniczy
        założyła biuro
        wyszła z amąż
        i straciłą jedną ciążę
        drugą ciążę
        a potem zaczęli szukac przyczyn, również u psychologa, i jakos
        wyszło, że ona bała się przyznac, ze ze studiów to jakos na początku
        wyleciała
        a dyplom to kupiła
        i ze strachu umiera, żeby się wydało

        i co z tego, że rozwód?
        ale ta ulga... i normalne życie
        a nie nowotwory, kłamstwa, lęki i inne takie... poronienia...
        • nowy99 Re: Co ja zrobiłam? 09.01.09, 10:32
          ...A ja jednak NIE POWIEDZIAŁABYM - po co burzyć życie, na zawsze
          już, tylu niewinnym ludziom: mężowi, dziecku, rodzeństwu, całej
          rodzinie? Gdyby sytuacja kiedykolwiek wydałaby się, udałabym
          przysłowiowego Greka i grałabym tak samo zaskoczoną... wtedy
          przyznalabym się, rzecz jasna, do swej dawnej zdrady, ale nie
          przyznałabym się za nic, że wiem, że dziecko jest właśnie jego... i
          tyle.
          Jeśli kiedyś po latach się to wyda, jeśli się wyda (bo może nigdy
          się nie wydać) powtarzam, to i tak będą już ze sobą zżyci, kochać
          się - wspólne rodzinne piękne lata to przykryją...
          • alfika Re: Co ja zrobiłam? 12.01.09, 14:30
            to granie zasoczonej po latach to rzeczywiscie nei zburzy nikomu
            życia :)
            ale pomysł najbardziej zabawny w tej dyskusji :)

            jak zawsze, są dwie opcje :)

            może najlepiej postawic sie w skórze męża i pomyslec, czy samej
            chciałoby sie wiedziec o zdradzie i dziecku z tej zdrady czy nie?
            albo w skórze dziecka? czy znajomosc biologicznego ojca może cos da?
            czy wiadomosc po latach, że sie jest dzieckiem kogos innego nei
            wzbudzi żalu?
            nie ma tu jakiegos jedynie miłego rozwiązania, są do wyboru dwa
            mniejsze zła
            i wnioski do wyciągnięcia

            i antykoncepcja :)
    • amb25 Re: Co ja zrobiłam? 09.01.09, 10:48
      Na poczatku przepraszam za czcionki.
      Wlasne dziecko kocha sie bez wzgledu na ojca (normalnie). Moze masz
      po prostu depresje poporodowa i widzisz wszystko w czarnych barwach.
      Ja tez uwazam, ze najpierw powinnas wyjasnic sprawe ojcostwa.
      No i jesli twoj maz nie jest ojcem to ma prawo o tym wiedziec. Jak
      rowniez ojciec biologiczny, bo moze kochac to dziecko. I oczywiscie
      przedewszystkim dziecko powinno wiedziec kto jest jego biologicznym
      ojcem.
      Ale gdybym ja byla w takiej sytuacji to nie wiem co bym zrobila.
      Chyba bym powiedziala. Mysle, ze moj maz by sie z tym pogodzil, on
      lubi dzieci nawet obce, ale biologiczny ojciec musialby placic na
      utrzymanie dziecka.
    • mmarrta Re: Co ja zrobiłam? 01.05.09, 15:35
      A ja uważam, że wrabianie faceta w nie jego dziecko jest skończonym
      qurestwem. Nawet nie sama zdrada, bo jeśli faktycznie facet kobietę
      zaniedbał to można zrozumieć poszukiwanie poza związkiem tego czego
      w związku nie ma, ale na wrabianie faceta w dziecko kochanka to po
      prostu brak słów.. To powinien być jego własny wybór, a nie matki
      dziecka, czy je uzna i będzie chciał wychowywać czy nie. Jego pełne
      prawo cudzego dzieciaka nie uznać. Dla niektórych więzy krwi mogą
      być mniej ważne, ale dla innych to podstawa i nigdy nie pokochają i
      nie uznaja cudzego dziecka za własne. A jak się rodzina rozwali to
      niech ta pani weźmie konsekwencje swojego zachowania na klatę. Jak
      facet w porządku to dla pierwszego, swojego dziecka zawsze może być
      porządnym i zaangażowanym ojcem, a drugim dzieckiem niech się zajmie
      ojciec biologiczny. Jestem kobietą, ale takie zachowanie innych
      kobiet mnie brzydzi. Facet nie jeleń, ma prawo wiedzieć i ma prawo
      wyboru.
      • efi-efi Re: Co ja zrobiłam? 01.05.09, 22:06
        Coś mi mówi, że w dziadka Makumbę to mąż mógłby uwierzyć, gdyby
        akcja sie działa w słonecznej Italii, albo gdyby był kompletnym
        idiotą.

        - a moja sąsiadka posiadająca tójkę dzieci wyjechała na jakieś roboty , po roku
        wróciła z dzieckiem 2-mieisęcznym na ręku i wmówiła mężowi, że to jego . Synuś
        ma 14 lat i jest oczkiem w głowie "tatusia".


        Po jakiego bola mącić facetowi w głowie.
        • kacpercio1 Re: Co ja zrobiłam? 07.05.09, 08:29
          efi-efi napisała:

          > - a moja sąsiadka posiadająca tójkę dzieci wyjechała na jakieś
          roboty , po roku
          > wróciła z dzieckiem 2-mieisęcznym na ręku i wmówiła mężowi, że to
          jego . Synuś
          > ma 14 lat i jest oczkiem w głowie "tatusia".

          dobre:) naprawde
          >
          > Po jakiego bola mącić facetowi w głowie.
    • twojabogini Re: Co ja zrobiłam? 07.05.09, 14:33
      Najpierw się uspokój. Nie zmienisz przeszłości, nie naprawisz tego
      co już się stało. Ale możesz mądrze pokierować przyszłością.
      Ureguluj najpierw kwestię swoich uczuć do córki. To mała bezbronna
      istosta, która potrzebuje twojej miłości i czułości. Nic nie
      zawiniła. Nie przenoś na nią swoich lęków i nie czyń jej obiektem i
      dowodem twojego poczucia winy.
      Decydując się na powiedzenie mężowi, ryzykujesz, że go stracisz.
      Jeśli kiedys się wyda przypadkiem - stracisz go tym bardziej, do
      poczucia zdrady dojdzie jeszcze poczucie, ze tyle lat był
      oszukiwany.Ale ryzyko jest niewielkie. Tylko czy ty dasz rady żyć w
      kłamstwie?Jedni to potrafia, inni nie...
      Jeśli zdecydujesz się powiedzieć, to pamiętaj parę istotnych rzeczy:
      rozmowa na gruncie neutralnym - restauracja wydaje się okej, własny
      dom - nie, zaczekaj z rozmową, az mąz nie będzie miał trudnego
      okresu w pracy, kłopotów ze zdrowiem, itp., ale nie zwlekaj zbyt
      długo, nie dramatyzuj, przedstaw fakty. Powiedz, że nadal go kochasz
      i dlatego postanowiłaś go nie okłamywać. Nie manipuluj. Nie oczekuj,
      ze on cię po wszystkim przytuli i powie, że nic się nie stało. Ma
      prawo odczuc gniew, żal i zawód. Daj mu po rozmowie czas na podjęcie
      decyzji, co dalej. Tyle ile będzie potrzebował.
      Skoro miałas kochanka, to na pewno zrób sobie badania w kierunku
      HIV. Skąd możesz wiedziec ile pań i jakiego autoramentu pocieszał
      wczesniej tówj kochanek? Jesteś odpowiedzialna za człowieka, który
      dzieląc z tobą życie powierzył ci swoje życie i zdrowie.
      Każdy z nas popełnia błędy. Błąd nie przekreśla człowieka.

      Pozdrawiam serdecznie ciebie i twoją córeczkę, która na pewno jest
      prześliczna. Życzę ci z calego serca, abyś odkryła w sobie miłość do
      niej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka