ulkar
08.12.08, 12:05
Pewnie nie dam rady opowiedzieć w szczegółach swojej historii.
Pogmatwane to wszystko i czasem wydaje mi się, że \"żyję
scenariusz\" brazylijskiej telenoweli. Za mąż wyszłam bardzo młodo,
miałam 21 lat. Dzisiaj wydaje mi się, że wyszłam za mąż ze strachu,
że nikt inny się ze mną nie ożeni. Od zawsze właściwie miałam niską
samoocenę. Jakiś udział miała w tym moja mama, jak mi się wydaje, i
to że nigdy nie byłam kruszynka- chudzinką, ale rudym okrąglaczkiem.
Nawet wtedy kiedy byłam szczupła - szkoła śrdnia i studia- wydawało
mi się, że jestem za gruba i nieatrakcyjna. Wracając do małżeństwa.
Było sobie jakoś tam, na początku, lepiej , gorzej. Wówczas wydawało
mi się, że normalnie, przeciętnie. Nie wyobrażałam sobie, że mogę
oczekiwać czegość więcej, czegoś innego niż pretensji za brak zupy,
narzekań, że nie posprzatane, braku udziału w decyzjach odnośnie
większych wydatków z domowego budżetu. Nie czułam się szczęśliwa,
nie czułam się doceniana, kochana, ważna. Każda próba rozmowy
kończyła się stwierdzeniem , że się \"przy__pier...\"...Mieliśmy
syna. Świetnego kochanego chłopca. 9 lat temu okazało się, że syn
jest chory na serce. Zaczęła się moja z synem wędrówka po
szpitalach. CZD, Zabrze. Kiedy byliśmy w zabrzu i decydowało się czy
syn zostanie zakwalifikowany do przeszczepu, prosiłam męża, żeby
przyjechał do nas, bo nie daję sobie rady emocjonalnie. Nie
przyjechał, rzucił słuchwaką. Miał pracę do zrobienia... 6 lat temu
nasz syn umarł, umarł siedząc przy komputerze, niemal na moich
oczach... Mąż po 3 tygodniach zdjął żałobę, po kilku miesiącach
pojechał na wakacje... ja byłam, jestem, matką -sierotą. Po roku od
śmierci syna adoptowaliśmy córeczkę. Nie namawiałam męża na adopcję,
przynajmniej wydawało mi się, że chcielismy tego oboje. Dlaczego tak
szybko? Nie chciałam być babcia dla swego małego dziecka, chciałam
być jego mamą. Miałam 39 lat, mąż 41. Uważałam, że musimy dać nam
szansę, a synek miał chorobe genetyczną serca, więc bałam się, żeby
drugie dziecko biologiczne nie było podobnie chore. 6 miesięcy po
adopcji mąż znalazł sobie kochankę. Wrzeszczał do mnie, że mnie
nienawidzi, że się nie liczę, że jestem złym człowiekiem. Byłam u
kresu wytrzymałości, gdzieś nad przepaścią. Sensem życia była moja
mała dziewczynka. Spróbowałam się ratować. Zdjęłam żałobę po synku
(po 1.5 roku). Powiedziałam sobie - nusisz pomóc sobie sama! Sobie i
córce. Nie rozeszłam się z mężem. Dzisiaj wydaje mi się to dużym
błędem. Miałabym to za sobą. I córka też. Ale wtedy miałam jeszcze
nadzieję, że to chwilowe, że zdarzają się sytuacje kryzysowe i potem
powroty. A poza tym bałam się samotności i chyba bałam się utraty
ostatniego mężczyzny w moim życiu. Pół roku po śmierci synka, zmarł
mój kochany tatuś. Nic z tego. Później nie było lepiej wcale. Mąż
rozstał się ze swoją kochanką na krótko. Ona zresztą od początku
znała całą naszą sytuację. Wiedziała o tragedii z synkiem i o
adopcji córki. Od chyba ok. 3 lat spotyka się z nią znowu. My, tzn.
ja cóka i on mieszkamy w jednym domu. Co prawda nie mamy wspólnego
stołu o łożu nie wspominając, nie spędzamy też wspólnie świąt, nie
obchodzimy wspólnie żadnych uroczystości. Mąż deklaruje, że kocha
córkę, ale spędza z nią bardzo mało czasu. Wszystkie obowiązki
związane z dzieckiem to moje obowiązki. Wszystkie ... Można rzec, że
łoży finansowo na dziecko, bo płaci opłaty związane z utrzymaniem
domu (ogrzewanie, światło , wywóz śmieci itp.), ja ponoszę wszystkie
koszty związane z utrzymaniem córeczki. Przestałam interesować sie
tym co Pan robi poza domem. Nie mam na to od dawna żadnego wpływu.
Wiem, że jeżdzi do kochanki, bo nie trzeba być zbyt bystrym, żeby to
widzieć, mieszkając z kimś od 23 lat.Ostatnio przypadkiem
dowiedziałam się, że kochankę zabiera na uroczystości w swojej
rodzinie, na których są goście znający mnie. Czuję się obrzydliwie
upokorzona po raz kolejny. Najgorsze jest to, że cierpi na tym nasze
dziecko. Niewinne dziecko, z pokręconym po dwakroć zyciorysem. Po
pierwsze porzucone przez biologiczną matkę a po wtóre adoptowane
przez \"po....sranych\" rodziców. Nie potrafię ukryć przed nią swego
nastawienia do \"męża\", swego jednak jakby nie patrzeć żalu do
niego i do siebie, że związałam się z takim człowiekiem. Pewnie
najlepiej byłoby się szybko rozwieść, ale ... no właśnie...
Skutkowałoby to z jednej strony koniecznością wyniesienia się nie
wiadomo dokąd ... nie stać mnie mimo w miare dobrej płacy na kupno
mieszkania czy domu a walka z mężem o majatek byłaby straszna. Na
każdym kroku podkreśla, że dom w którym mieszkamy jest JEGO,
chcociaż budowany był w trakcie trwania małżeństwa. Wiem, że nie ma
racji... ale sterroryzowac potrafi... Po wtóre boję się o małą i
wpływ sytuacji i te która jest ale jeszcze bardziej tej która byłaby
po rozwodzie. Teraz mąż ukrywa swój związek z kochanką przed
dzieckiem i właściwie nawet przede mną w pewnym sensie, jego
kochanka ma 35 lat i jest bezdzietna, boję się, że chciałaby
traktowac moją córkę jak swoje dziecko. Wtedy Zosia miałaby 3 matki?
Jak to miałoby funkcjonować? Telenowela... ciagle od lat życie na
zakręcie:(