Dodaj do ulubionych

Od lat na zakręcie

08.12.08, 12:05
Pewnie nie dam rady opowiedzieć w szczegółach swojej historii.
Pogmatwane to wszystko i czasem wydaje mi się, że \"żyję
scenariusz\" brazylijskiej telenoweli. Za mąż wyszłam bardzo młodo,
miałam 21 lat. Dzisiaj wydaje mi się, że wyszłam za mąż ze strachu,
że nikt inny się ze mną nie ożeni. Od zawsze właściwie miałam niską
samoocenę. Jakiś udział miała w tym moja mama, jak mi się wydaje, i
to że nigdy nie byłam kruszynka- chudzinką, ale rudym okrąglaczkiem.
Nawet wtedy kiedy byłam szczupła - szkoła śrdnia i studia- wydawało
mi się, że jestem za gruba i nieatrakcyjna. Wracając do małżeństwa.
Było sobie jakoś tam, na początku, lepiej , gorzej. Wówczas wydawało
mi się, że normalnie, przeciętnie. Nie wyobrażałam sobie, że mogę
oczekiwać czegość więcej, czegoś innego niż pretensji za brak zupy,
narzekań, że nie posprzatane, braku udziału w decyzjach odnośnie
większych wydatków z domowego budżetu. Nie czułam się szczęśliwa,
nie czułam się doceniana, kochana, ważna. Każda próba rozmowy
kończyła się stwierdzeniem , że się \"przy__pier...\"...Mieliśmy
syna. Świetnego kochanego chłopca. 9 lat temu okazało się, że syn
jest chory na serce. Zaczęła się moja z synem wędrówka po
szpitalach. CZD, Zabrze. Kiedy byliśmy w zabrzu i decydowało się czy
syn zostanie zakwalifikowany do przeszczepu, prosiłam męża, żeby
przyjechał do nas, bo nie daję sobie rady emocjonalnie. Nie
przyjechał, rzucił słuchwaką. Miał pracę do zrobienia... 6 lat temu
nasz syn umarł, umarł siedząc przy komputerze, niemal na moich
oczach... Mąż po 3 tygodniach zdjął żałobę, po kilku miesiącach
pojechał na wakacje... ja byłam, jestem, matką -sierotą. Po roku od
śmierci syna adoptowaliśmy córeczkę. Nie namawiałam męża na adopcję,
przynajmniej wydawało mi się, że chcielismy tego oboje. Dlaczego tak
szybko? Nie chciałam być babcia dla swego małego dziecka, chciałam
być jego mamą. Miałam 39 lat, mąż 41. Uważałam, że musimy dać nam
szansę, a synek miał chorobe genetyczną serca, więc bałam się, żeby
drugie dziecko biologiczne nie było podobnie chore. 6 miesięcy po
adopcji mąż znalazł sobie kochankę. Wrzeszczał do mnie, że mnie
nienawidzi, że się nie liczę, że jestem złym człowiekiem. Byłam u
kresu wytrzymałości, gdzieś nad przepaścią. Sensem życia była moja
mała dziewczynka. Spróbowałam się ratować. Zdjęłam żałobę po synku
(po 1.5 roku). Powiedziałam sobie - nusisz pomóc sobie sama! Sobie i
córce. Nie rozeszłam się z mężem. Dzisiaj wydaje mi się to dużym
błędem. Miałabym to za sobą. I córka też. Ale wtedy miałam jeszcze
nadzieję, że to chwilowe, że zdarzają się sytuacje kryzysowe i potem
powroty. A poza tym bałam się samotności i chyba bałam się utraty
ostatniego mężczyzny w moim życiu. Pół roku po śmierci synka, zmarł
mój kochany tatuś. Nic z tego. Później nie było lepiej wcale. Mąż
rozstał się ze swoją kochanką na krótko. Ona zresztą od początku
znała całą naszą sytuację. Wiedziała o tragedii z synkiem i o
adopcji córki. Od chyba ok. 3 lat spotyka się z nią znowu. My, tzn.
ja cóka i on mieszkamy w jednym domu. Co prawda nie mamy wspólnego
stołu o łożu nie wspominając, nie spędzamy też wspólnie świąt, nie
obchodzimy wspólnie żadnych uroczystości. Mąż deklaruje, że kocha
córkę, ale spędza z nią bardzo mało czasu. Wszystkie obowiązki
związane z dzieckiem to moje obowiązki. Wszystkie ... Można rzec, że
łoży finansowo na dziecko, bo płaci opłaty związane z utrzymaniem
domu (ogrzewanie, światło , wywóz śmieci itp.), ja ponoszę wszystkie
koszty związane z utrzymaniem córeczki. Przestałam interesować sie
tym co Pan robi poza domem. Nie mam na to od dawna żadnego wpływu.
Wiem, że jeżdzi do kochanki, bo nie trzeba być zbyt bystrym, żeby to
widzieć, mieszkając z kimś od 23 lat.Ostatnio przypadkiem
dowiedziałam się, że kochankę zabiera na uroczystości w swojej
rodzinie, na których są goście znający mnie. Czuję się obrzydliwie
upokorzona po raz kolejny. Najgorsze jest to, że cierpi na tym nasze
dziecko. Niewinne dziecko, z pokręconym po dwakroć zyciorysem. Po
pierwsze porzucone przez biologiczną matkę a po wtóre adoptowane
przez \"po....sranych\" rodziców. Nie potrafię ukryć przed nią swego
nastawienia do \"męża\", swego jednak jakby nie patrzeć żalu do
niego i do siebie, że związałam się z takim człowiekiem. Pewnie
najlepiej byłoby się szybko rozwieść, ale ... no właśnie...
Skutkowałoby to z jednej strony koniecznością wyniesienia się nie
wiadomo dokąd ... nie stać mnie mimo w miare dobrej płacy na kupno
mieszkania czy domu a walka z mężem o majatek byłaby straszna. Na
każdym kroku podkreśla, że dom w którym mieszkamy jest JEGO,
chcociaż budowany był w trakcie trwania małżeństwa. Wiem, że nie ma
racji... ale sterroryzowac potrafi... Po wtóre boję się o małą i
wpływ sytuacji i te która jest ale jeszcze bardziej tej która byłaby
po rozwodzie. Teraz mąż ukrywa swój związek z kochanką przed
dzieckiem i właściwie nawet przede mną w pewnym sensie, jego
kochanka ma 35 lat i jest bezdzietna, boję się, że chciałaby
traktowac moją córkę jak swoje dziecko. Wtedy Zosia miałaby 3 matki?
Jak to miałoby funkcjonować? Telenowela... ciagle od lat życie na
zakręcie:(

Obserwuj wątek
    • chloe30 Re: Od lat na zakręcie 08.12.08, 12:16
      Gdyby mój mąż nie przyjechał do chorego syna to więcej by mnie nie
      oglądał. A ty sobie drugie zafundowałas z gnojem.
      I teraz jeszcze zamiast stanąć na nogi i dac dziecko spokojny dom,
      trzymasz sie tych męskich portek.
      Fuuj.
      • ulkar Re: Od lat na zakręcie 08.12.08, 12:23
        Mówiąc prawdę nie potrzebuję ocen. Potrzebuję rzeczowej porady i
        wsparcia. Trzeba chwile poświęcić, żeby wyobrazi.ć sobie sytuację, w
        której człowiek się znajduje. Właściwie to potrzebuje porady
        psychologa żeby poradzić sobie z negatywnymi emocjami i nie
        przenosić ich na dziecko (tzn, żeby ono nie czuło moich negatywnych
        emocji) i tylko dlatego napisałam tutaj.
        Akurat dziecka sobie nie zafundowałam, ja bardzo się cieszę z tego,
        że Ją mam... tylko żałuję, że nie adoptowałam jej sama ... miałaby
        spokój...
        • vickydt Re: Od lat na zakręcie 08.12.08, 13:34
          to ze pan i właTca mowi, ze dom jest jego, to niech sobie mowi.
          Rozwiedz sie z nim a nie szukaj wymowki, ze nie mozesz tego zrobic!
          Dobrze wiesz, ze dom jest Wasz, a nie jego.
          Jakbym swoja matke slyszala. Tez sobie z gnojem (moim ojcem) zycie
          zmarnowala wmawiajac wszystkim naokolo, ze siedzi z nim dla naszego
          dobra. Byla wspaniala, tryskajaca energia, kochajaca wszystkich
          dziewczyna, teraz jest zgryzliwa pochorowana smutna kobieta.
          Niestety. A moglo byc inaczej...

          Tak sobie mysle na podstawie historii blizszych i dalszych (swoich
          tez, a jakze), ze kobieta to popierniczone stwoerzenie, ktore
          uwielbia swoja martyrologie i omatkuboskość. Cierpi, znaczy, ze ma
          wartosc. Moze sobie pojęczeć i zbliza sie tym do Boga. Tadaam. I
          poki nie zobaczy z boku, jakie to nudne i plaskie, jak trujace dla
          niej i otoczenia, to tego nie zmieni.
          • ulkar Re: Od lat na zakręcie 08.12.08, 14:03
            To nie tak... muszę mieć takie warunki, żebym mogła zapewnić córce
            normalne życie w normalnym mijscu a nie w wynajmowanej norze. Pan
            nie zrezygnuje z domu, nie sprzeda i się pieniedzmi nie podzieli. To
            bedzie walka na lata i w tym czasie musimy mieć normalne mieszkanie.
            mam perspektywę zarobków zapewniających mi wolnośc ekonomiczną.
            Jakieś dwa, może jeszcze 3 lata pracy. Ale muszę ten czas przetrwac
            i potrzebuję wsparcia....
            • vickydt Re: Od lat na zakręcie 08.12.08, 15:26
              ale rownie dobrze dom mozesz sprzedac Ty. Dom budowany byl w okresie
              trwania malzenstwa=Wasz dom. Po prostu sie rozwodzisz z orzeczeniem
              dysponowania domem (tzn w orzeczeniu ma byc podzial hacjendy). Aaa,
              poszpieguj pana, nagraj dowody zdrady. Wtedy pokusilabym sie o
              zorwod z jego winy, a przynajmbiej tym bym go postraszyla. Aler
              zakrec sie za dowodami.
              • yellow.pen Re: Od lat na zakręcie 09.12.08, 09:54
                Jak spojrzec na Twoja historie z boku, bez emocji, to faktycznie
                widac tylko kobiete, ktora...no wlasnie.. chyba wciaz jest bardzo
                slaba. Czy doswiadczenia zyciowe nie wzmocnily Cie? Masz coreczke
                ktora szczegolnie potrzebuje dobrego domu, a Ty co jej fundujesz?
                Twojemu męzowi jest dobrze jak jest, a i Tobie nic by nie
                przeszkadzalo w sumie tak mocno, gdyby nie coreczka.. Skoro jednak
                mowisz ze jej dobro jest na pierwszym miejscu, to postaw sie w jej
                sytuacji... i zobaczymy, czy to co robisz, na pewno jest w jej
                najlepszym interesie. Wierz mi, dla dzieci pieniadze nie maja az
                takiego znaczenia. Wazna jest milosc, bezpieczenstwo, zrozumienie, a
                potem na dalszym planie warunki finansowe, ktore dla Ciebie są tak
                istotne. W mojej ocenie, jakkolkiek rozumiem jak trudno byc
                samodzielna, kiedy tak naprawde NIDGY sie nia nie bylo (wczesnie
                malzenstwo, maz o wsyzstkim decyduje). Ten strach to chyba
                podstawowy problem. Ale uwierz mi - DASZ RADE. TO nie jest takie
                trudne. A przynajmnie bedziesz miala jasne i przejrzyste zycie. Brak
                męża to naprawde nie tragedia, zycie w takim zaklamaniu - i to niby
                dla dobra dziecka - to przerazajace.
          • sanciasancia Re: Od lat na zakręcie 09.12.08, 13:28
            > Tak sobie mysle na podstawie historii blizszych i dalszych (swoich
            > tez, a jakze), ze kobieta to popierniczone stwoerzenie, ktore
            > uwielbia swoja martyrologie i omatkuboskość. Cierpi, znaczy, ze ma
            > wartosc. Moze sobie pojęczeć i zbliza sie tym do Boga. Tadaam. I
            > poki nie zobaczy z boku, jakie to nudne i plaskie, jak trujace dla
            > niej i otoczenia, to tego nie zmieni.
            Tylko wtedy jest prawdziwą Matką Polką Niezłomną.
            • vickydt Re: Od lat na zakręcie 10.12.08, 23:23
              > Tylko wtedy jest prawdziwą Matką Polką Niezłomną.

              tyle, ze to takie...egoistyczne. Tkwienie na pozycji świątka przydrożnego, co to
              i samochod ochlapie, i ptszek z gory narobi. Ale swiątek to świątek, frasobliwą
              minę ma, reszta nie jest wazna. A na forum w 2 poscie świątek pisze "nie po to
              przyszlam! POTRZEBUJE tego i tego..." Przyszla "po cos", pojojczyła, krwi
              napsula i sobie pojdzie obrazona.

              Nie zrobi nic, bo ma w nosie dzieciaka. Będzie pietrzyc problemy, bo przeca
              nagrac zdrady to tyyle problemu. Nasmarowac pozew to tez nie do przeskoczenia. A
              juz pokazac dziecku wzorzec czlowieka walczacego o swoje to - nie w tym wcieleniu.

              Bycie chlopcem do bicia po trupach, nie wazne, ze obrywaja przy tym inni (tu
              adoptowane dziecko pani, ktora ma misje bycia ofiara i tylko taka wizje kobiety
              pozna). I nie daj Bog dopuscic do glosu przypuszczenie egoizmu takiego
              postepowania. Gdziezby swiątek byl egoistyczny. Tak ludzkie uczucie jak egoizm
              nie przystoi. Wiele ludzkich uczuc świątkowi nie przystoi. Kochac aktywnie
              dziecko tez.
    • mama-cudownego-misia Re: Od lat na zakręcie 09.12.08, 10:14
      Ulkar, przykro mi, że inne forumowiczki Cię oceniają. Niepotrzebnie i nie po to
      tu przyszłaś, żeby ktoś sobie Twoim kosztem humor poprawiał.

      Rada jest jednak jedna: idź do prawnika. To nie kosztuje dużo (porada 100-300
      zł, sam rozwód kilka tys.) - zaręczam Ci, ze on Cię nie tylko uspokoi w kwestii
      domu i finansów, ale podpowie, jak kochanego mężusia upupić. Myślę, ze
      najlepszym rozwiązaniem dla Ciebie byłby rozwód i wystąpienie o alimenty oraz
      dom - przy odrobinie szczęścia to Ty w tym domu zostaniesz z dzieckiem, a
      mężusia będziesz musiała spłacić (wystarczy, że weźmiesz kredyt, który będziesz
      spłacać z alimentów). Nigdzie się nie wyprowadzaj na czas rozprawy rozwodowej,
      bo i po co?

      Przykro mi z powodu synka :-(
      • ulkar Re: Od lat na zakręcie 09.12.08, 10:34
        Taaaa... nie wyprowadzaj się ... wiesz to byłaby jatka, z
        zagrożeniem życia włącznie ... dopiero mała miałaby jazdę ...
        Teraz jest spokój, ja się Panem nie interesuję ... nie pytam dokąd
        jeździ i co robi... jedynie kiedy muszę wyjechać służbowo to go
        angażuję... z pozytywnymi rezultatami kiedy idzie o dzień lub
        dwa ....
        Gadanie, że kiedy nie przyjechał do Zabrza to trzeba było go pogonić
        jest hmm... delikatnie mówiąc brakiem wyobraźni... zacząć sprawy
        rozwodowe kiedy dziecko stoi na granicy życia i śmierci? Zafundować
        synowi taką traumę? Trzeba być bez serca i bez rozumu ... sorry ...
        A potem to nie miałam sił ... śmierć dziecka to dla matki
        niewyobrażalna trauma... i tylko ktoś kto nie ma dzieci chyba nie
        jest w stanie tego zrozumieć ... jeśli się ma odrobinkę serca i
        samemu jest się dzieckiem normalnych rodziców, to chyba wtedy też
        można sobie wyobrazic ból i rozpacz matki...
        • mama-cudownego-misia Re: Od lat na zakręcie 09.12.08, 12:59
          Prawie straciłam dziecko i jest to tak straszne uczucie, ze nie wyobrażam sobie,
          co Ty przeżyłaś tracąc swoje. Chyba bym nie miała tyle siły, żeby sie podnieść...

          Dalej jednak myślę, że potrzebny Ci jest dobry adwokat, który Tobą pokieruje i
          pokaże Ci, że nie jesteś bezbronna, że nawet przy zwykłej awanturze możesz
          wezwać policję (swoją drogą, takie wzywanie policji przy każdej burdzie obróci
          się na Twoją korzyść w sądzie). Jakby jazdy były duże, to się wyprowadzisz na
          czas sprawy, ale będziesz mieć podkładkę, że musiałaś, bo on Cię prześladował.
          Alternatywą jest utrzymanie tego stanu rzeczy bez końca (chyba, że np. kochanka
          zajdzie w ciążę, albo Ty spotkasz kogoś wartego Ciebie. Co wtedy?).
        • vickydt Re: Od lat na zakręcie 09.12.08, 13:29
          Wiesz, jak widze takie podejscie "ci ktorzy sugerują mi zmianę życia sa bez
          serca i bez rozumu" to mam ochotę takie jojczace baby kopnąć w zad. Bo tylko
          głaskania oczekują. Kup sobie cos puchatego i sie o to wyczochraj, a nie oczekuj
          glaskania od obcych ludzi, ktorzy maja Ci cos konkretnego do doradzenia, a
          ktorych nazywasz potem tymi "bez serca i rozumu". Fundujesz w calej wielkosci
          swojego serca gó...ane życie wlasnemu dziecku. Pa.
      • vickydt Re: Od lat na zakręcie 09.12.08, 13:29
        jesli przyszla "po cos" to niech za to zaplaci wlasnie. Najlepiej niech idzie do
        prawnika, ktory skasuje ją tyle, ile napisalas, a powie mniej wiecej to, co my
        poswiecajac swoj wolny czas.
        • mama-cudownego-misia Re: Od lat na zakręcie 09.12.08, 15:10
          > jesli przyszla "po cos" to niech za to zaplaci wlasnie.
          Nie, nie nie, to tak nie działa. Jeśli idzie do adwokata, to wie, że on ma takie
          a takie stawki. Tu nie jest nigdzie napisane, że posty na forum zamieszczamy na
          własną odpowiedzialność po to, żeby jakiś frustrat mógł sobie podreperować ego
          używając naszej osoby w charakterze worka treningowego.

          Innymi słowy - porada tak, ale już jechanie na cudzym nieszczęściu jak na łysej
          kobyle niekoniecznie.
          • moreno68 Re: Od lat na zakręcie 09.12.08, 15:27
            Owszem ale warto brac pod uwagę ,ze porada może byc inna od naszego
            postrzegania świata.I po to zamieszca się post,żeby poznac inne
            poglądy.Nie tylko po to żeby inni nam współczuli ale może też
            patrząc na pewne sprawy z boku,,potrząsneli ,, nami.
            Współczuje tej Pani przeżyc , ale też uderzyła mnie chęc trwania
            nawet jeśli tylko przez 3 lata w takim zwiazku.Takie bezwolne
            poddanie się losowi i przepraszam ale postawa,,nalezy mi
            współczuc,,bo winny jest mąż.
            Propozycja z adwokatem jest jak najbardziej trafna, dla mnie warto
            jeszcze dodac rozmowę z psychologiem.
            Warto wiedziec na jaką jakośc życia się godzimy .Dla mnie ta Pani
            jednak godzi się na takie traktowanie, i gdzieś czytajac ten post
            też odczuwałam zirytowanie jej biernością.
            Nie można brak woli do działania usprawiedliwiac tylko tym co nas
            spotkało w przeszłości.Rozumowanie o 3 matkach w zyciu tego
            adoptowanego dziecka też jest dziwne,Czy dziewczynka utrzymuje
            kontakt z biologiczną matką?Czy po rozwodzie nie może widywac się z
            ojcem i jego partnerką?
            Nie jest to dla mnie takie czarno-białe.
            • moreno68 Re: Od lat na zakręcie 09.12.08, 15:37
              I jeszcze jedno pytanie...Skąd taka obawa ,że kochanka zechce
              traktowac córkę jak swoje dziecko?Strzasznie silna jest Twoja obawa
              przed utratą miłosci dziecka.Twoja córka nawet nie zna tej Pani, a
              Tobie wydaje się ,że może byc dla niej bardziej atrakcyjna.Masz
              niskie poczucie własnej wartosci i warto o tym pomyślec żebyś z tej
              miłości nie zagłaskała córki.
              A może bardziej prawdopodobne,że Twój mąż będzie miał też dziecko z
              tą Panią.
              A może nie ma co tak się zadręczac myslami i spróbowac jak
              najszybciej rozwiązac te sytuację.
              • yellow.pen Re: Od lat na zakręcie 09.12.08, 16:03
                Przypominam, ze ta rodzina wziela na siebie wielka odpowiedzialnosc.
                Przeszli zapewne pozytywnie testy psychologiczne itp. i stali sie
                adopcyjnymi rodzicami. Przeciez nie daja dzieci ot tak sobie,
                przeciez dziecko to nie lek na wlasne nieszczesliwe zycie czy
                substytut jakiejkolwiek innej niezaspokojonej potrzeby. Podjeli sie
                wychowac dziecko. Podjeli sie nie lada wyzwania, bo to dziecko z
                przeszloscia..Obiecali cos tej dziewczynce. uznano, ze dadza rade.I
                co? Czy byli szczerzy w osrodku adopcyjnym? Nie wiem.. Rozumiem
                rozpacz, kryzys malzenski, trudnosci.. ale oni swiadomie podjeli
                decyzje. I teraz co? Mamo Misia - uwazasz, ze to przede wszystkim
                Ulkar nalezy wspolczuc? Tu chodzi o zywe dziecko, ktoremu cos
                obiecano. Obiecano normalne zycie, dom..
                I dlatego trudno tu spokojnie powiedziec..biedna Ulkar. Owszem -
                biedna. Ma bardzo trudna sytuacje, i musi wiedziec, ze to nie bedzie
                tak, ze ktoregos dnia sie obudzi i juz wszystkie klopoty znikna.
                Obiecala, ze wychowa dziecko, da mu normalny dom, opieke, milosc.
                Dlatego musi znalezc sile aby tak zrobic, aby tak bylo.
                Gdyby nie to, ze powierzono jej dziecko - bardzo bym jej wspolczula.
                Ale teraz to MUSI dzialac.
                • premeda Re: Od lat na zakręcie 10.12.08, 09:32
                  Ja się ciągle zastanawiam, jak facet, który olał własne rodzone
                  dziecko (faceci są bardziej pod tym względem przeczuleni) te testy
                  przeszedł? Chociaz skoro u mnie w rodzinie był przypadek, znęcania
                  się nad adoptowanym dzieckiem to w Polsce wszystko można.
          • vickydt Re: Od lat na zakręcie 09.12.08, 20:38
            w takim razie istotne jest zastanowienie sie, jak "dziala" forum. Czy "forum" to
            grupa darmowego wsparcia vs. grupa jojczacych, czy tez grupa osob na jednym
            poziomie. I jesli mam "robic za wsparcie" to niech mi to czasem przedstawiciel
            jojczacych, czyli osoba z miejsca przedstawiajaca sie jako biorca, to ulatwi. Bo
            i na wampiryzm energetyczny trzeba sobie zasluzyc.Z reguly wampir najpierw
            dygnie, usmiechnie sie, omota, a dopiero potem wpija kły. Osoby jojczące po
            forach pomijają etap oczarowywania swoja osoba. Wpijaja kly, a jak kto czosnek
            wystawia, to prychaja z obrzydzenia.

            Ta pani, obojetnie w jakiej jest teraz sytuacji, nie zrobila nic, by zaskarbic
            sobie energie darmowych doradzaczy. I tak porade dostala, ale jak tysiace innych
            jojczacych tu pan prycha, gdy slyszy nie to, co by chciala. A chcialaby tylko
            uslyszec "o ty bieednnaaa" a dalej "notak, biednas, ale siedz ze swym oprawca".
            Sorki, ale tego ode mnie nie uslyszy. Predzej zlituje sie nad jej dzieckiem, bo
            wlasnie tez jestem dzieckiem kobiety, ktora w imie strachu przed samotnoscia
            spieprzyla sobie zycie. I do takiej opinii mam prawo.
            • ulkar Re: Od lat na zakręcie 11.12.08, 14:15
              No właśnie, dostałam ocenę. Tylko, że nikt z oceniających nie wie,
              i nawet nie próbował się wczuć w to co może czuć matka po smierci
              dziecka... Rzucić faceta, bo nie dba.. to nic, że dziecko ma chore
              serce, to nic, że zburzy to jego spokój, a co tam... ambicja jest
              najwazniejsza.... ech....
              Teraz ... no tak teraz jest inaczej... i mogłabym... Zabrac zabrac
              córke do wynajmowanego mieszkanka, z którego tatulo raz w tygodniu
              zabierałby ją do jej dawnego domu... z prezentami i zerem
              odpowidzialności za wychowanie, zerem oczekiwań... i bezdzietną 36
              latenia panią, która w imieniu mojej córki już pisała listy do
              ojca... podpisując sie ZOSIA .. i co dalej? Czy sądzicie, że nie
              bezie uzurpowała sobie praw do zajęcia w zyciu mojej córki jakiegoś
              miejsca? Moja córka nie pamięta biologicznej matki, ale o jej
              istnieniu będzie musiała wiedzieć, tego się nie ukrywa...

              Prosto jest ocenić ...
            • ulkar Re: Od lat na zakręcie 11.12.08, 14:21
              Nie rozumiem tylko dlaczego większość odpowiadających się tu na mnie
              wydziera i próbuje obrażać... Potrzebuje rady, a nie wrzasku i
              oceniania potrzebuje opinii... wsparcia , jak napisałam, ale nie
              okładania mnie kijami... no i trochę wczucia się w sytuację ... ale
              gdzieżby tam, jak pisze biedny chłop oooo to panie wtedy współczują,
              doradzają... ale kobietę.... ot zwykła... ....... ech...
              • vickydt Re: Od lat na zakręcie 11.12.08, 15:29
                kobieto, a kogo interesuje, czego Ty potrzebujesz? A ja potrzebuje gwiazdki z nieba.
                Dorosnij zesz i patrz na potrzeby dziecka, ktore wzielas pod swoj dach.
                • mama-cudownego-misia Ulkar 12.12.08, 16:49
                  > kobieto, a kogo interesuje, czego Ty potrzebujesz?
                  wiesz co... potraktuj posty vickydt jak trolla. Po prawej stronie nad menu masz
                  nawet taką zakładkę "posty Twoich przyjaciół i nieprzyjaciół" - wsadź ją do
                  nieprzyjaciół a jej posty będą automatycznie wygaszane. Po co masz się
                  denerwować i czytać coś na tym poziomie?
                  Ja zresztą zrobię to samo.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Od lat na zakręcie 10.12.08, 21:33
      Przeżyła Pani w swoim życiu trudne chwile w tym jedną z najgorszych, śmierć
      dziecka. Jednak to co czym Pani pisze i co jest podstawowym kłopotem , to nie
      relacje macierzyńskie czy żałoba, ale relacja z mężem.
      Mąż dokonał w Waszym związku bardzo nielojalnego wyboru i w nim trwa. Pani zaś
      się na to godzi. I ta zgoda nie jest neutralna. Przeżywa Pani w związku z nią
      rozmaite uczucia. Upokorzenia, złości rozczarowania. Potrzebuje Pani wsparcia. A
      jednak nie decyduje się Pani na odejście, choć nie ma Pani przeświadczenia, że
      mąż jest dobrym ojcem albo choćby dobrym towarzyszem codzienności. Ma Pani do
      niego , z pewnością słuszne, ale jedynie pretensje. Nic nie wskazuje na to aby
      rozstanie, formalne czy nie , z wyprowadzką którejś ze stron, było niemożliwe.
      Nie jestem tak radykalna jak część forumowiczek, ale jest coś w tym co Pani
      pisze z masochizmu, i takiego trwania w niewygodnej pozycji bez możliwości
      zmiany. Warto się nad ty zastanowić. Również w kontekście dziecka, które widzi
      i przeżywa całą sytuację i uczy się złych wzorców. Chyba, że potrzebowała Pani
      tylko opisać tutaj swoją bardzo smutną historię. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • ulkar Re: Od lat na zakręcie 11.12.08, 14:17
        Pani Agnieszko, nieformalne rozstanie się stało już dawno, to ja
        oddzieliłam swoje pieniądze od pieniedzy pana męża, każde z nas żyje
        swoim życiem. Nie ma burd, kłótni bo nie ma o co.. przestałam sie
        już dawno interesować tym co on robi... Tylko racja, wzorce ma
        dziecko do bani... I nad tym boleję i dlatego czekam na to co powie
        psycholog ...
        • vickydt Re: Od lat na zakręcie 11.12.08, 15:30
          nio wlasnie, czekasz. Nie zauwazylas nawet, ze psycholog sie juz wypowiedzial.
          • ulkar Re: Od lat na zakręcie 12.12.08, 08:15
            vickydt współczuję... Twoje życie musi być jeszcze trudniejsze dla
            ciebie niż moje dla mnie ... Widać kompletnie nie radzisz sobie ze
            swoimi problemami skoro tutaj poprawiasz sobie samopoczucie czyimś
            kosztem... Ale jesli to Ci pomaga.. to świetnie ... Pójdź do
            psychologa... widać, że bardzo potrzebujesz pomocy ... atakujesz i
            rozdajesz razy na ślepo ... niedobrze...
            • kaz-oo Re: Od lat na zakręcie 12.12.08, 09:07
              Ulkar, skoro zdecydowałaś się opisać swoją historię na forum to musisz pogodzić
              się z tym, że jesteś oceniana, czasem nawet bardzo ostro.
              Jeśli rzeczywiście oczekujesz porady, a nie jedynie współczucia i potwierdzenie
              słuszności swojego postępowania, to zastanów się czy "krytykanci" nie mają
              jednak racji, choćby po części...
            • moreno68 Re: Od lat na zakręcie 12.12.08, 09:20
              Ulkar ciężo przyjąc słowa krytytki.Ale czasami odmienny punkt
              widzenia na pewne sprawy nie jest zły tylko dlatego że diametralnie
              różni się od Twojego.Zmotywuj się do zmian bo inaczej ten zakręt
              będzie trwał do końca życia.I obawiam się ,że jeśli oczekujesz tylko
              współczucia i pocieszania to tak naprawdę żadnych zmian wykonac nie
              chcesz.
              A pod koniec życia nawet Twoja córka może nie dostrzec poświęcającej
              się dla niej Matki Polki tylko zgorzkniałą ,marudzącą ,,starą babę,,
              Bez urazy:)
            • mamapodziomka Re: Od lat na zakręcie 12.12.08, 14:20
              Hej,

              Rzeczywiscie Twoja historia jest smutna, i na pewno jest i Tobie i twojej corce
              nielatwo. Jak wiekszosc czytajacych nie rozumiem tak do konca czego sie boisz,
              kiedy myslisz o rozstaniu? Pogorszenia sytuacji majatakowej? Na pewno tak
              rzeczywiscie bedzie, ale czy cena jaka w tej chwili placisz jest na pewno tego
              warta? Przeciez uplywaja lata Twojego zycia, lata zycia Twojego dziecka.

              Tego, ze kobieta Twojego meza "zabierze" ci dziecko? Nie slyszalam jeszcze (poza
              sytuacja patologiczna), zeby dziecko mialo problemy z rozroznianiem pomiedzy
              mama, a macocha. Mama, to mama i juz. Zadna nawet najfajniejsza macocha nie
              zajmie jej pozycji. Na dodatek wydaje mi sie, ze troche przeceniasz "fajnosc"
              tej sytuacji. Z reguly bycie macocha jest sprawa bardzo skomplikowana, i choc
              daje sie to ulozyc poprawnie, to wiekszosc kobiet nie odczuwa z tego powodu
              olbrzymiej radosci. A cokolwiek ta osoba wypisuje o swoich odczuciach do Twojej
              corki w tej chwili, nie ma najmniejszego znaczenia, bo ona jej przeciez w ogole
              nie zna. Wiec czego tu sie bac? Zreszta tatus tez nie jest specjalnie wyrywny do
              opieki nad mala, baaardzo watpie, zeby to sie w razie rozwodu zmienilo. A gdyby
              nowa pani naprawde zapragnela miec dziecko na wlasnosc, to zapewne je sobie po
              prostu urodzi (zakladajac brak innych przeszkod).

              W tej chwili nie tylko fundujesz malej fatalne wzorce zwiazku, ale tez jak sama
              piszezs nie potrafisz ukryc niecheci do meza. Ustawiasz ja na pozycji bardzo
              niekomfortowej, bo jesli na przyklad ona tate lubi, to bedzie odczuwac konflikt
              lojalnosci wobec ciebie, ktory bardzo boli. Rozstajac sie i pozwalajac na
              spotkanie, ktorych nie musisz ogladac ulatwilabys sobie zycie, bo uniknelabys
              konfrontacji z eksem.

              Na dodatek dzialajac teraz mozesz uprzedzic cios. Najprawdopodobniej neksia nie
              bedzie chciala do konca zycia godzic sie z sytuacja jaka jest teraz. Zreszta jak
              piszezsz juz w tej chwili w rodzinie meza, jest ona traktowana jak jego
              pelnoprawna partnerka. Ona bedzie dazyc do tego, zeby stac sie nia takze w domu,
              musisz liczyc sie z tym, ze kiedys jej sie to uda. Ta sytuacja moze co prawda
              byc wybawieniem dla Ciebie, bo nie bedziesz musiala podejmowac decyzji, ale moze
              tez byc znaczynm utrudnieniem, bo w tej chwili dysponujesz czasem, ktory mozesz
              przeznaczyc na szukanie mieszkania, znalezienie lepszej pracy, wizyte u
              prawnika, ustawienie sobie zycia jak najwygodniej.

              Wiem, ze w Twoim zyciu wydarzylo sie bardzo wiele tragicznych momentow, ale masz
              tez atuty w reku. Masz dziecko, prace, wiesz, ze potrafisz poradzic sobie w
              trudnych momentach, takze sama, jesli pomoc nie jest mozliwa. Uwierz mi, to
              bardzo wiele.
            • vickydt Re: Od lat na zakręcie 22.12.08, 23:39
              jedyna odpowiedz jojczących tu bab, ktore ani mysla zmienic los (pal licho wasz,
              ale tych, za ktoryh wzielyscie odpowiedzialnosc) to "wspolczuje ci innych
              pogladow". A wspolczuj sobie. Nie sadze, by lekarz czy specjalista jakiejkolwiek
              masci potrafil zmniejszyc moja alergie na egoizm przykryty omatkuboskoscia.
              Ty chcesz tylko jojczec. No to sobie jojcz.

              Mam tylko nadzieje, ze choc jedna taplająca sie w swym
              nieszczesciu_na_wlasne_zyczenie pokazowa ofiara czytajac takie watki nie wezmie
              dziecka jako przytulanki i lekarstwa na swoje klopoty. Zrobilas z dzieciaka
              zabawke do wlasnych celow i gdy ktos ci to wytyka, wsciekasz sie.

              Biedna to bym byla, gdyby mi sie takie okrucienstwo podobalo. Nawet palnelbym
              sobie w leb.
              • ulkar Re: Od lat na zakręcie 23.12.08, 08:42
                V-cos tam ... nie innych poglądów Ci współczuję, a agresji jaką w
                sobie nosisz ... to przykre ...
                Każdy ma trudne chwile i potrzbuje zwyczajnie wylać z siebie
                frustracje.. każdy i ja i ty... i to rozumiem... ale żeby tak bez
                przerwy kąsać? Trzeba byc bardzo nieszczęśliwym i nie pogodzonym z
                samym sobą człowiekiem ... i na tym dyskusję z tobą zamykam ...
                przemyśl sobie moje "inne poglądy" na swój temat, może dojdziesz do
                jakichs wniosków i zmienisz swoje życie, które p[ozwoli ci na
                wiekszą życzliwośc wobec ludzi i większa do nich sympatie i kiedy
                już to osiągniesz, to wtedy dopiero zdecyduj się na dziecko.. bo
                inaczej będzie miało toksyczną i ziejącą agresją mamę ..
                Pozdrawiam..
                • izabelski Re: Od lat na zakręcie 23.12.08, 15:10
                  a czy nie moglibyscie podzielic domu na 2 zesci - zrobic z niego
                  dwoch mieszkan?
    • ibggraf Re: Od lat na zakręcie 12.12.08, 12:58
      Myśle, że trwanie w malżeństwie, w opisanej przez ciebie sytuacji
      nie ma sensu i wpływa negatywnie na dziecko. Sytuacja rodzinna
      istotnie wpływa na dzieci i często ma przełożenie w ich dorosłym
      życiu. Dla dobra swojego i dziecka powinnaś podjąć decyzję o
      rozwodzie.Nie ma sytuacji bez wyjścia. Masz pracę i to już dużo. Mąż
      jest zobowiązany do alimentacji na rzecz córki, a gdybyś się
      postarała o zdobycie dowodów (co nie jest takie trudne) zapewne
      mogłabyś uzyskać rozwód z orzeczeniem o wyłącznej winie męża, co
      uprawnia cię do alimentacji na swoją rzecz.Dom, jako majątek wspólny
      jest do podziału. Dlaczego to ty musiałabyś opuścić dom? Wręcz
      przeciwnie, sprawując opiekę nad dzieckiem jesteś w uprzywilejowanej
      sytuacji. Są jeszcze inne rozwiązania prawne, o których warto
      wiedzieć. Dlatego polecam skorzystanie z porady prawnika. Odnoszę
      wrażenie, że boisz się męża - jego reakcji i konsekwencji
      związanych z rozwodem,a wg mnie jest to jedyne rozwiązanie, bo jak
      sama piszesz w obecnym stanie rzeczy jest ci żle i jesteś
      nieszczęśliwa. Decyzję tę musisz jednak podjąć sama i w niej
      wytrwać. Powodzenia
    • izabelski Re: Od lat na zakręcie 12.12.08, 18:58
      a skad wiesz, ze kochanka chce sie wiazac z twoim mezem?
      jej moze byc tak wygodnie jak jest

      nie zakrecaj sobie i dziecku zycia bardziej niz juz jest

      idz do psychologa
      poczytaj o zwiazkach toksycznych
      jak zrosumiesz jak jestees wplatana to zaczniesz znajdowac drogi
      wyjscia
      sprawy materialne za wazne ale nie wazniejsze niz zdrowie psychiczne

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka