Dodaj do ulubionych

całe życie na mojej głowie

10.03.09, 13:37
Zachęcony wieloma pojawiającymi się tu rozwiązaniami trudnych problemów,
postanowiłem podzielić się i moim problemem i poprosić o pomoc w jego rozwiązaniu.

### Wprowadzenie.

Znamy się od maja 2006. Małżeństwem jesteśmy od maja 2008. Mieszkamy razem od
maja 2007. Żona ma lat 22, ja mam lat 25. W lutym urodził się nam syn.

Ja od niemal trzech lat (minie w kwietniu) pracuję na cały etat. Oprócz tego
hobbystycznie zajmuję się prowadzeniem różnych stron internetowych, na czym
też zarabiam. Etat mnie nudzi, strony bawią, więc docelowo chciałbym
utrzymywać się tylko z tych stron. Jestem przekonany, że jest to możliwe.

Żona studiuje zaocznie do licencjata. Powtarzała jeden z semestrów drugiego
roku studiów. Do końca 2007 roku pracowała na pełen etat, potem nie
przedłużono jej umowy. Od tamtego czasu nie ma pracy, tylko pomysły:
* doradztwo finansowe (początek zeszłego roku, niemal nie było z tego pieniędzy),
* tipsy (kurs zrobiła jeszcze w 2007 roku, od czasu do czasu robi tipsy),
* przedłużanie rzęs (kurs zrobiła w ubiegłym roku),
* firma
Obserwuj wątek
    • mama-cudownego-misia Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 13:51
      > Chcę wykorzystać ostatnie 6 tygodni urlopu macierzyńskiego a później pójść na
      > urlop wychowawczy. Założenie sprzed pół roku było takie, że żona będzie w tej
      > kosmetyce zarabiać więcej niż ja na etacie, więc to ja pójdę na urlop
      > wychowawczy.
      Widać założenie jest błędne. Szczerze mówiąc nie znam kosmetyczki (a znam 6),
      która byłaby w stanie na poziomie utrzymać 3-osobową rodzinę, nie mówiąc już o
      zaoszczędzeniu na budowę domu. Kryzys nie jest tez dobrym momentem, by "płotki"
      zajmowały się doradztwem finansowym, więc zysków z tego raczej wielkich nie będzie.
      Poza tym w lutym urodził Wam się syn, nie ma jeszcze połowy marca, a Ty ją
      wyganiasz do roboty. Plisss...
      Proponuję na pół roku-rok zawiesić plany budowy domu. Działka nie ucieknie, te
      oszczędności, które masz, możesz już wpakować w projekt i np. fundamenty (co
      sprawi, ze nie zeżre ich ewentualna inflacja).
      Za rok ustalicie, co dalej, a na razie ciesz się synkiem.
      I gratulacje :-)
      • mama-cudownego-misia Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 13:55
        A tak ogólnie to widziały gały, co brały. Wybrałeś sobie żonę bierna, pozbawioną
        energii czy motywacji, pewnie nie wierzącą we własne siły... Musisz albo
        wzmacniać jej poczucie wartości, i właśnie "ręcznie nią sterować", albo
        zaakceptować ją z całym dobrodziejstwem inwentarza i cenić za inne zalety, które
        na pewno posiada.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 14:11
        Pozwolę sobie odpowiedzieć na obie Twoje wypowiedzi podpinając się pod jedną.

        > Widać założenie jest błędne.

        Teraz to widać. Jednak trudno jest mi pozbyć się tej myśli, że już za kilka
        miesięcy powiem "pa pa" obrzydliwemu etatowi i już nigdy więcej nie pójdę do pracy.

        > Szczerze mówiąc nie znam kosmetyczki (a znam 6), która byłaby w
        > stanie na poziomie utrzymać 3-osobową rodzinę, nie mówiąc już o
        > zaoszczędzeniu na budowę domu.

        Żona cały czas twierdziła, że będzie zarabiać co najmniej 5 000 miesięcznie. To
        więcej, niż teraz zarabiam na moim etacie i na moich stronach internetowych.

        > Kryzys nie jest tez dobrym momentem, by "płotki" zajmowały się
        > doradztwem finansowym,

        Ten etap, szczęśliwie, jest już dawno za nami.

        > Poza tym w lutym urodził Wam się syn, nie ma jeszcze połowy marca,
        > a Ty ją wyganiasz do roboty. Plisss...

        Wyganiam i uważam, że słusznie.

        Przykładowo te nieszczęsne rzęsy przedłuża się raz a potem trzeba to
        przedłużenie uzupełniać. Jeśli żona odpuści sobie całkowicie na te kilka
        miesięcy tę robotę, straci przez ten czas już pozyskane klientki.

        Branie przeze mnie urlopu na jeden-dwa dni w tygodniu pozwoliłoby jej jeździć do
        pracy nawet na 3 dni co tydzień, przez co nie straciłaby tych klientek.

        > Proponuję na pół roku-rok zawiesić plany budowy domu.

        No ale co dalej? :)

        > I gratulacje :-)

        Dziękuję! :)

        > A tak ogólnie to widziały gały, co brały. Wybrałeś sobie żonę
        > bierna, pozbawioną energii czy motywacji, pewnie nie wierzącą we
        > własne siły...

        Właśnie sęk w tym, że tego nie było widać dalej, niż powiedzmy pół roku temu.
        Celowo napisałem tę całą historię włącznie z datami, żeby się przed tym zarzutem
        obronić. Gdy obydwoje pracowaliśmy (jak było na początku naszego wspólnego
        mieszkania) i zarabialiśmy, mogłem doczepiać się tylko o rozrzutność.

        Dlatego szukam innego rozwiązania, niż to "zdalne sterowanie". Wzmacnianie
        poczucia wartości
        • attiya Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 14:14
          ale jazda.....
          trzeba było założyć rodzinę mając 30 lat
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 14:17
            > ale jazda.....
            > trzeba było założyć rodzinę mając 30 lat

            1. Co by to zmieniło?
            2. Co zmienia ta informacja w moim dzisiejszym życiu?
            • attiya Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 14:41
              fakt - wiek nie jest wyznacznikiem.
              Czy coś zmieni? Może gdyby nie ta informacja o pogonieniu hehe żony do pracy po
              miesiacu od urodzenia dziecka, to powazniej potraktowałbym swą odp. No chyba, że
              faktycznie jest tak jak napisałeś - a co z relacją drugiej strony? Sory ale lata
              nie gwarantują poważnego podejścia do życia gdy ktoś za tą osobę myśli, robi
              wszystko, doradza itd itd....
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:15
                > Może gdyby nie ta informacja o pogonieniu hehe żony do pracy po
                > miesiacu od urodzenia dziecka, to powazniej potraktowałbym swą odp.

                Przecież to nie działa tak, że mówię "żono, jutro jedziesz do pracy".

                Ustaliliśmy, że na pierwsze dwa tygodnie po urodzeniu się dziecka, biorę urlop.
                Potem będę go brał w razie potrzeby, nawet dwa dni w każdym tygodniu, żeby żona
                mogła jeździć do pracy. I tych ustaleń się trzymam.

                Co nie oznacza, że żonę do roboty wyganiam. Dziś sama pojechała...

                > Sory ale lata nie gwarantują poważnego podejścia do życia gdy ktoś
                > za tą osobę myśli, robi wszystko, doradza itd itd....

                Właśnie tego się obawiam, że czekanie niczego nie zmieni...
        • mama-cudownego-misia Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 14:37
          > > Poza tym w lutym urodził Wam się syn, nie ma jeszcze połowy marca,
          > > a Ty ją wyganiasz do roboty. Plisss...
          >
          > Wyganiam i uważam, że słusznie.
          To niestety powinno zależeć wyłącznie od jej stanu. Jak się czuje na siłach,
          niech jeździ. jednak poród to naprawdę ciężkie przeżycie, a i wysiłek dla
          organizmu niemały, a i potem do dziecka człowieka ciągnie. Weź to pod uwagę.
          Generalnie w ogóle radziłabym dostosowywać plany do realiów, a nie realia na
          siłę naciągać, żeby pasowały do planów.

          > > Proponuję na pół roku-rok zawiesić plany budowy domu.
          >
          > No ale co dalej? :)
          Za pół roku zobaczysz, czy to już, czy jeszcze trzeba czasu. Oczywiście nasze
          rozwiązanie nie jest jedynym słusznym, ale my zawiesiliśmy marzenia o domku na
          jakieś 5-6 lat - po podliczeniu, ile czasu trzeba na rozkręcenie firmy i wzięciu
          poprawki na to, że zegar biologiczny tyka i chciałoby się mieć jeszcze jedno
          dziecko, na razie nas na domek nie stać i czasowo, i finansowo. Nie musimy mieć
          wszystkiego od razu, jak domek będzie za 10 lat, też wytrzymamy.
          A na razie, żeby Ci oszczędności nie przepadły - projekt, fundamenty...
          Wszystko poza dachem możesz robić po kawałku (pod warunkiem, że ściany nie będą
          z siporexu). Dom mojej mamy budował się 7 lat.

          > Właśnie sęk w tym, że tego nie było widać dalej, niż powiedzmy pół roku temu.
          Hormony, a potem dziecko zmieniają priorytety? Daj kobiecie trochę czasu, to nie
          plan dziesięcioletni...

          > Dlatego szukam innego rozwiązania, niż to "zdalne sterowanie". Wzmacnianie
          > poczucia wartości
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:13
            > To niestety powinno zależeć wyłącznie od jej stanu.

            No i zależy. Nie będę przecież jej wyganiać z domu do roboty, gdy nie będzie w
            stanie.

            > Generalnie w ogóle radziłabym dostosowywać plany do realiów, a nie
            > realia na siłę naciągać, żeby pasowały do planów.

            Plany są nie po to, by dopasowywać je do realiów. Inaczej nie byłyby planami. ;p
            • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:15
              > Plany są nie po to, by dopasowywać je do realiów. Inaczej nie byłyby planami. ;
              > p

              ale to właśnie sztywne trzymanie nie niezbyt realistycznego planu rodzi frustrację
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:24
                > ale to właśnie sztywne trzymanie nie niezbyt realistycznego planu
                > rodzi frustrację

                Na pewno
                • mama-cudownego-misia Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:30
                  No nie, przede wszystkim dlatego, że trzymasz się nierealnego wyobrażenia żony.
                  W efekcie jak nie dociąga do wymagań, to ją deprecjonujesz (patrz np.: nic
                  niewarte studia). Absolutnie nie chcę Cię atakować, ale z całą sympatią powtórzę
                  raz jeszcze: człowieku, zatrzymaj się, przestań myśleć w kółko o tym, czego
                  oczekujesz i czego byś chciał, a nie masz. Ciesz się synkiem, daj żonie się nim
                  nacieszyć i dojść do siebie, wspieraj ją i nie deprecjonuj (bo widziały gały, co
                  brały i co to "coś" studiuje), codziennie rano powtórz, jakie ma zalety (jej
                  też, ale przede wszystkim sobie)...
                  Na wszystko jest czas. Przed Tobą jeszcze z 50-70 lat życia, zdążysz sobie ten
                  dom wybudować.
          • aiczka Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 18:18
            A w naszym związku jest tak, że od czasu do czasu któreś z nas wpada w nastrój
            typu "niczego nie umiem, nic mi nie wychodzi, nie wiem, co robić i jak my sobie
            poradzimy". Wtedy ta druga osoba
            - zapewnia o swojej miłości, co kolwiek by się działo,
            - przywołuje wszelkie osiągnięcia podłamanego,
            - przedstawia jego sytuację umiejętnościowo-zawodową, wybierając wszystkie
            pozytywne aspekty,
            - zagrzewa do działania, zapewniając, że podłamany da sobie radę,
            - jeszcze raz zapewnia o swojej miłości i chęci wspierania,
            - podpowiada w miarę możliwości konstruktywnie, jakie podjąć działania (np. jak
            porozmawiać z szefem o pieniądzach).
            Oboje czujemy, że gdyby nie tego rodzaju wsparcie, zdecydowanie słąbiej
            radzilibyśmy sobie w życiu.

            W przypadku Twojej żony pozytywna motywacja może obejmować:
            - kończysz studia i wtedy będziesz miała wyższe wykształcenie, w wielu pracach
            wymagają go domyślnie (choć może niepotrzebnie),
            - masz doświadczednie zawodowe i już MASZ klientki, zadbaj by ich nie stracić,
            na pewno sobie z tym świetnie poradzisz, bo najtrudniej jest znaleźć klientów a
            potem to już sobie polecają itd.
            - gdyby udało Ci się zarabiać, mielibyśmy szanse na dom,
            - pamiętasz, kiedy pracowałaś na etacie zarabiałaś 2200 - teraz też na pewno Ci
            się uda przynajmniej tyle,
            - pochwały za każde małe osiągnięcie.

            Bardzo dobry pomysł z pomocą w planowaniu zakupów. Przy robieniu listy warto
            przejrzeć stan lodówki/szafek (jakich podstawowych produktów brakuje lub się
            kończą) i zaplanować sobie, co będzie potrzebne na obiady/śniadania/kolacje w
            ciągu kilku najbliższych dni. Dobrze jest wykombinować sobie kilka zestawów dań
            (mam na myśli coś takiego, że jak jednego dnia jeszcz na śniadanie ananasa z
            jogurtem, to następnego dodajesz ananasa do sosu słodko-kwaśnego na obiad -
            takie podpowiedzi można znaleźć na forum Kuchnia).
            • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:24
              > Oboje czujemy, że gdyby nie tego rodzaju wsparcie, zdecydowanie
              > słąbiej radzilibyśmy sobie w życiu.

              Dziękuję za tę sugestię.
        • chicarica Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 22:33
          Pół roku temu, psitku, to wg moich obliczeń twoja żona była w ciąży. I to w tym
          najbardziej rzygająco-zdechłym okresie. Nic dziwnego że nie miała energii i
          motywacji, żeby te rzęsy przedłużać, walcząc z pawiem i zastanawiając się czy
          zaraz nie obrzyga klientki. Nienormalny jesteś - od niecałego roku jesteście
          małżeństwem, przez większość tego czasu żona była w ciąży, teraz macie maleńkie
          dziecko, a ty się dziwisz że ona nie jest prężną businesswoman? Chory jesteś i
          tyle.
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 23:14
            > Pół roku temu, psitku, to wg moich obliczeń twoja żona była w ciąży.
            > I to w tym najbardziej rzygająco-zdechłym okresie.

            Droga psitko, była w ciąży, ale nie w stanie rzygająco-zdechłym.

            • chicarica Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 09:16
              Ok. To ja bym jeszcze na twoim miejscu sprawdziła, jak na ciążę wpływa wdychanie
              megaśmierdzących rozpuszczalników do akrylu. Gdzieś swego czasu o tym czytałam.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 09:47
                > Ok. To ja bym jeszcze na twoim miejscu sprawdziła, jak na ciążę
                > wpływa wdychanie megaśmierdzących rozpuszczalników do akrylu. Gdzieś
                > swego czasu o tym czytałam.

                Znam sprawę. Przez okres ciąży żona robiła tylko tipsy żelowe.
                • chicarica Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 10:53
                  A co z klientkami na akryle? Poodchodziły! Co za straty! Jak ona mogła!
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 12:18
                    > A co z klientkami na akryle? Poodchodziły! Co za straty! Jak ona
                    > mogła!

                    Sam jej powiedziałem, że ma nie robić tipsów akrylowych. Widzisz, żebym marudził
                    z tego powodu?
    • evelne hmmm... 10.03.09, 14:57
      tak sobie myślę, że Twoja żona (i Ty też!) jesteście w bardzo młodym
      wieku... widzę, że wcześnie założyliście rodzinę, ale może daj jej
      trochę czasu? w tym wieku z reguły studiuje się i imprezuje, a nie
      myśli o obowiązkach utrzymania rodziny. skoro już jest matką, daj
      jej trochę czasu do namysłu, co tak naprawdę chce robić. przede
      wszystkim powinieneś ją wspierać w ukończeniu studiów.
      • krzysztof-lis Re: hmmm... 10.03.09, 14:59
        > może daj jej trochę czasu?

        Trochę czasu na co?

        > w tym wieku z reguły studiuje się i imprezuje,

        Ja tam imprezować nie lubię, żony też specjalnie nie ciągnie. Albo o tym nie wiem.

        > przede wszystkim powinieneś ją wspierać w ukończeniu studiów.

        No tak, to jasne, ale jej studia naprawdę niewiele w naszej sytuacji zmienią, bo
        są niewiele warte.
    • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:09
      Na wszystko w życiu przychodzi odpowiedni czas, teraz macie czas na odchowanie
      dziecka i odnalezienie się w roli rodziców. Naiwnie uwierzyłeś w bajkę o złotym
      interesie i dopasowałeś swoje życie do tego wyobrażenia. Czas dopasować życie do
      realiów a realia są takie, że o wychowawczym to sobie możesz pomarzyć. Jesteście
      bardzo młodzi i wcale nie jest to bez znaczenia bo inaczej na życie patrzy osoba
      po zawodówce, która pracuje od osiemnastego roku życia a inaczej ktoś, kto
      studiując dziennie miał przywileje dorosłego a obowiązki dziecka (jeszcze co
      nieco pamiętam z tego uroczego okresu). Za dużo chyba od swojej żony oczekujesz,
      ona musi jeszcze dorosnąć, poznać siebie, odnaleźć własną drogę (z tego co
      piszesz to właśnie jest na etapie poszukiwań, jeszcze jej nie odnalazła).
      A jak twoja żona zapatruje się na zostawienie dziecka i udanie się do pracy?
      Chce tego? A może zmieniła zdanie i nie widzi tymczasem takiej możliwości, może
      oczekuje bardziej elastycznego podejścia. A to, że jest od ciebie teraz zależna
      to naturalny etap w życiu i nie staraj się tak jej za rączkę prowadzić bo etap
      zamieni się w stały układ.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:24
        > Naiwnie uwierzyłeś w bajkę o złotym interesie i dopasowałeś swoje
        > życie do tego wyobrażenia.

        Zgadza się.

        Żona mi naopowiadała jaki to złoty interes a ja w to uwierzyłem, bo nie znam się
        na tym, by móc to zweryfikować.

        > Czas dopasować życie do realiów a realia są takie, że o
        > wychowawczym to sobie możesz pomarzyć.

        Rzeczywiście, zaczynam to sobie uświadamiać. Jednak nie chcę się pogodzić z tym
        i dlatego, między innymi, założyłem ten wątek.

        > Za dużo chyba od swojej żony oczekujesz, ona musi jeszcze
        > dorosnąć, poznać siebie, odnaleźć własną drogę (z tego co piszesz
        > to właśnie jest na etapie poszukiwań, jeszcze jej nie odnalazła).

        Żona jest pod tym względem dziwna.

        Po maturze wcale nie chciała iść na studia. Bo wcale nie miała ochoty dalej się
        uczyć. Chciała od razu iść do pracy. Jak dziś o tym pomyślę, wynika to chyba z
        tego, że chciała wreszcie mieć swoje własne pieniądze i gospodarować nimi bez
        czyjegoś nadzoru. Tak czy siak poszła na zaoczne studia w prywatnej szkole, na
        jakiejś turystyce, żeby sobie w tygodniu pracować a w weekendy pochodzić do
        fajnej szkoły. Bo usłyszała, że w tym konkretnie miejscu studia są fajne.

        Ja na te studia patrzę z przymrużeniem oka, bo wiem, ile warci są tacy
        absolwenci z "kupionym" licencjatem na marnej uczelni i na równie marnym kierunku.

        > A jak twoja żona zapatruje się na zostawienie dziecka i udanie się
        > do pracy? Chce tego?

        Z tego, co mi wiadomo, tak.

        Ale może się jej jeszcze odmieni, w końcu to dość nowa sytuacja.

        > A może zmieniła zdanie i nie widzi tymczasem takiej możliwości,
        > może oczekuje bardziej elastycznego podejścia.

        Może tak
        • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:34
          Tu naprawdę trudno cokolwiek radzić. Jak się mocniej zastanowię to Bogu
          dziękuję, że nie wyszłam za mąż za żadnego ze swoich "narzeczonych" ze studiów,
          nie żeby to byli źli chłopcy, zwyczajnie bylibyśmy niedopasowani (zakochanie to
          za mało, są jeszcze poglądy, wartości, plany, sposób spędzania czasu, stosunek
          do wydawania/zarabiania pieniędzy, układy rodzinne). Mam wrażenie, że
          przypisałeś żonie cechy, których być może nie posiada a które chciałbyś by miała
          i czujesz się oszukany. Tylko, że najgorzej jest gdy sami siebie zwiedliśmy iluzją.
        • graue_zone Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 13:35
          "A ja nie godziłem się na to, by mieć na głowie utrzymanie całej rodziny. I
          dlatego przed tym się buntuję."
          To co z Ciebie za mężczyzna? Może należało żonę ze szpitala batem do roboty
          popędzić, żeby straty nie było? Czytałam Twoje wypowiedzi do tej pory i już się
          niczemu nie dziwię. Młody jeszcze jesteś i żyjesz na poziomie fantazji, że
          wszystko da się w życiu zaplanować. A nie da się, czasem trzeba zrezygnować,
          zmodyfikować palny.
          • eastern-strix Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 13:05
            he he naiwna...

            czasy kiedy to mezczyzni utrzymywali dom a kobiety siedzialy w nim z dziecmi juz
            bezpowrotnie minely... i wiesz co? ja sie ciesze z tego (a jestem kobieta), bo
            mezczyzni traktowali wtedy kobiety jak sprzet domowy - bylo nawet specjalne
            prawo mowiace, jak grubym kijem mozna zone bic i za co.

            jak chcesz miec Pana i Wladce to polecam wycieczke do Iranu. Tylko sie nie
            zdziw, bo realia moga znacznie odbiegac od Twojego cukierkowego wyobrazenia.

            Jesli ludzie sie umawiaja,ze jedo siedzi w domu a drugie pracuje to ok, ale nie
            wiem, skad wynika to polskie myslenie ze jedna plec powinna utrzymywac druga.
            Utrzymuje to sie dzieci i one nie maja za duzo do powiedzenia wlasnie dlatego,ze
            sa od doroslych zalezne. Jesli Ci taki uklad odpowiada,to ja sie nie wtracam,ale
            nie mysl, ze mozesz z tego uczynic powszechnie obowiazujacy model.
            • graue_zone Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 20:48
              A umiesz czytać ze zrozumieniem? Gdzie ja napisałam, że "jedna pleć powinna
              utrzymywać drugą?" Napisałam o braku dojrzałości autora, pośrednio o jego
              egoizmie i lenistwie. O jakim Panu i Władcy piszesz? Gdzie to u mnie widzisz?
              Pisałam o podziale ról w pewnym momencie życiowym, kiedy ewidentnie rolą
              mężczyzny jest zaopiekować się żoną i NOWO NARODZONYM dzieckiem, a nie wymagać
              od niej skoku w życie zawodowe zaraz po porodzie. Pisałam, że jet to normalnym
              odruchem, każdego dojrzałego i normalnego mężczyzny. autor wątku sprawia
              wrażenie rozpieszczonego, niedojrzałego chłopczyka, którmy obraża się na los, że
              nie układa się tak, jak sobie zaplanował. I jeszcze raz polecam czytanie ze
              zrozumieniem (ja wiem, że to trudne) i nie przypisywanie mi słów, których w
              mojej wypowiedzi nie ma.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 20:51
                > niedojrzałego chłopczyka, którmy obraża się na los, że
                > nie układa się tak, jak sobie zaplanował.

                Chłopczyk obraża się na żonę, że nie zachowuje się tak, jak miała się zachowywać.
            • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 20:53
              > Jesli ludzie sie umawiaja,ze jedo siedzi w domu a drugie pracuje to
              > ok,

              O to chodzi!

              Gdybym chciał mieć żonę, która siedzi w domu i sprząta (albo lepiej
    • sanciasancia Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:34
      Przypomina mi się mój dentysta, który strasznie chciał się ożenić z miłą
      dziewczyną, niezbyt ambitną, żeby z nim starała się nie konkurować, z dużym
      instynktem macierzyńskim, a potem się zdziwił, że wszystkie decyzje są na jego
      głowie.
      Rozumiem, że tak logicznie myślący mężczyzna, jak Ty, wybrał sobie żonę z pełną
      świadomością konsekwencji swojego wyboru.
      Teraz masz dwa wyjścia - pokochać odpowiedzialność, która na Tobie spoczywa albo
      próbować coś zmienić, ale Twoja żona wygląda mi na twardą sztukę, a z takimi
      twardymi sztukami obydwojga płci najlepiej działa stawianie przed faktami. A
      poza tym, nie oszukujmy się, fajne ma życie. Też na jej miejscu pewnie nie
      chciałabym niczego zmieniać.
      A próbowałeś z nią po prostu porozmawiać, co Cię boli? Przedstawić jej swój
      punkt widzenia? I znaleźć rozwiązanie kompromisowe, które satysfakcjonowałoby
      obie strony?
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:48
        > Rozumiem, że tak logicznie myślący mężczyzna, jak Ty, wybrał sobie
        > żonę z pełną świadomością konsekwencji swojego wyboru.

        Owszem. Trochę czuję się oszukany, bo decyzję podjąłem w obliczu, jak widać,
        niepełnej informacji o tym, jaka żona jest.

        > Twoja żona wygląda mi na twardą sztukę, a z takimi twardymi
        > sztukami obydwojga płci najlepiej działa stawianie przed faktami.

        No stosowane przeze mnie metody na pewno nie działają. ;)

        > A próbowałeś z nią po prostu porozmawiać, co Cię boli? Przedstawić
        > jej swój punkt widzenia? I znaleźć rozwiązanie kompromisowe, które
        > satysfakcjonowałoby obie strony?

        Nie raz i nie dwa.

        Takie rozmowy kończą się zawsze tak samo.

        Ja się wściekam, ona ryczy i wyrzuca mi "a co ty myślisz, że ja chcę, żeby tak
        było?!".

        A ja myślę, że chce. A nawet, jeśli nie chce, to nic nie robi, by to zmienić.
        Tak to przynajmniej odbieram.

        Właśnie zastanawiam się też nad tym, jak ma zatem wyglądać to rozwiązanie
        kompromisowe. Chyba pora powoli odzwyczajać się od pomysłu urlopu wychowawczego
        w lipcu. Ale to pozostawia jedynie wyjście, w którym żona będzie coś dorabiać w
        domu. I naprawdę nie wiem, ile musiałaby dorabiać, żeby było nam lepiej. Co
        najmniej ze 2 000 miesięcznie. Nie bardzo to sobie wyobrażam.
        • vienetta Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:56
          A w ogóle to tak sobie dzisiaj na forum usiadłam, a wszędzie pełno
          Ciebie Krzysiu...Może weź się za pracę, bo od pisania na forum to Ci
          nie przybędzie pieniędzy. Powiem Ci szczerze, że poczytując trochę
          Twoich wpisów zaczynam czarno widzieć to Twoje małżeństwo. I szkoda
          mi tej kobiety i dziecka, bo pewnie jak wyjdzie z pieluszek, to
          zagonisz je do roboty.
          A w ogóle to na małzeństwo z taką młódką i zrobienie jej dzidziusia
          to moze sobie pozwolić tylko facet albo bogaty (patrz Czaruś Pazura)
          albo pracowity:) A Ty do żony masz pretensje, że nie macie
          pieniędzy...tak to jest jak się nie myśli głową tylko główką...Nie
          udzielaj się tak na tych forumach bo Twoje pretensje życiowe
          zaczynają się robić żenujące:(
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:25
            > A w ogóle to tak sobie dzisiaj na forum usiadłam, a wszędzie pełno
            > Ciebie Krzysiu...

            Mam urlop, to sobie siedzę na forach.

            > Może weź się za pracę, bo od pisania na forum to Ci nie przybędzie
            > pieniędzy

            Mylisz się. ;)

            > A Ty do żony masz pretensje, że nie macie pieniędzy...

            Przeczytaj tytułowy wpis w wątku, bo chyba nie zrozumiałaś, o co mam pretensje
            do żony.

            • vienetta Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:32
              > Przeczytaj tytułowy wpis w wątku, bo chyba nie zrozumiałaś, o co
              mam pretensje
              > do żony.

              Masz pretensję o bierność i niepracowanie:)
              Rozumiem to doskonale, stąd własnie moje odpowiedzi takie a nie
              inne, bo czasem sam się prosisz o złośliwości:) Szkoda mi Ciebie i
              Twojej żony, a najbardziej szkoda mi dzidziusia. Oddajcie mi to
              maleństwo, to ja z nim posiedzę:) Swoje ostatnie jescze karmię
              piersią, to co mi tam, pokarmię i Wasze, a Twoja żonka może w końcu
              zrobi karierę.
              A poważnie mówiąc, to moze ona w domu ma taki własnie wzorzec
              odpowiedzialności? (absatrahując od jej młodego wieku)
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:34
                > A poważnie mówiąc, to moze ona w domu ma taki własnie wzorzec
                > odpowiedzialności?

                Gdyby wcielała w życie model z domu rodzinnego (ojciec i matka pracują, matka
                zajmuje się domem), byłoby naprawdę sielankowo. ;)
                • sanciasancia Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 12:34
                  > Gdyby wcielała w życie model z domu rodzinnego (ojciec i matka pracują, matka
                  > zajmuje się domem), byłoby naprawdę sielankowo. ;)
                  Dla Ciebie? Nie wątpię. Dla żony chyba mniej.
                  Może po prostu Twoja żona świetnie wie, co ją w klasycznym małżeństwie czeka i
                  torpeduje wszelkie próby zaprowadzenia czegoś, co jej "prawdziwym patriarchatem"
                  pachnie.
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 13:02
                    > Może po prostu Twoja żona świetnie wie, co ją w klasycznym
                    > małżeństwie czeka i torpeduje wszelkie próby zaprowadzenia czegoś,
                    > co jej "prawdziwym patriarchatem" pachnie.

                    Jeśli rzeczywiście spodziewa się tego, że będzie musiała zarówno pracować na
                    etacie jak i w domu, to nie dziwię się, że tego pierwszego unika. :)
                  • boryska_only Re: całe życie na mojej głowie 12.05.09, 11:26
                    Krzys potrzebuje woła nie żony :(
                    • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 12.05.09, 13:31
                      > Krzys potrzebuje woła nie żony :(

                      Jeśli "żona" to według definicji "kobieta niepracująca", to owszem
        • sanciasancia Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:17
          > Owszem. Trochę czuję się oszukany, bo decyzję podjąłem w obliczu, jak widać,
          > niepełnej informacji o tym, jaka żona jest.
          Ludzie się zmieniają, tylko zwykle problemem jest to, że na gorsze.
          > Ja się wściekam, ona ryczy i wyrzuca mi "a co ty myślisz, że ja chcę, żeby tak
          > było?!".
          >
          > A ja myślę, że chce. A nawet, jeśli nie chce, to nic nie robi, by to zmienić.
          > Tak to przynajmniej odbieram.
          To jej to powiedz. Że zachowuje się tak, jaby naprawdę tego chciała i było jej
          wygodniej i zostaw ją z tym, niech sobie przemyśli. Tylko na spokojnie, nie w
          nerwach.
          > Właśnie zastanawiam się też nad tym, jak ma zatem wyglądać to rozwiązanie
          > kompromisowe. Chyba pora powoli odzwyczajać się od pomysłu urlopu wychowawczego
          > w lipcu. Ale to pozostawia jedynie wyjście, w którym żona będzie coś dorabiać w
          > domu. I naprawdę nie wiem, ile musiałaby dorabiać, żeby było nam lepiej. Co
          > najmniej ze 2 000 miesięcznie. Nie bardzo to sobie wyobrażam.
          Twój urlop wychowawczy w takiej sytuacji jest chyba poza dyskusją.
          A poza tym może należy zmierzyć zamiary podług sił i nie oczekiwać za dużo.
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:26
            > To jej to powiedz. Że zachowuje się tak, jaby naprawdę tego chciała
            > i było jej wygodniej i zostaw ją z tym, niech sobie przemyśli. Tylko
            > na spokojnie, nie w nerwach.

            Ten etap przerobiliśmy. Czekam na efekty. ;)
    • vienetta Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:42
      Krzysiu drogi, to co opisałeś przypomina mi moje małżeństwo sprzed
      lat. Miałam 21 lat jak urodziłam 1-sze dziecko, a mąż 27. Jak sobie
      przypominam z obecnej perspektywy tamtą siebie, to widzę, jakim ja
      byłam dzieckiem. Na szczęście mój mąż był bardziej dojrzały i wziął
      odpowiedzialność za rodzinę i niedojrzałą kobietę (mnie)z którą się
      związał. Na szczęście pozwolił mi dojrzeć i cieszyć się
      macierzyństwem. Nie musiałam pracować, bo najważniejsze według nas
      było dobro dziecka i zapewnienie mu najlepszego dzieciństwa. Potem
      przyszło kolejne i nie pracowałam w sumie 7 lat. W tym czasie
      skończyłam studia, które wobec mojego męża też były zbędne (a mąż ma
      wykształcenie wyższe:) i dzięki studiom poznałam ludzi, którzy
      zaprotegowali mnie do pracy jako osobę inteligentną, odpowiedzialną
      i pracowitą (jak widzisz studia się jednak opłacają, może nie od
      razu, ale w dłuższej perspektywie na pewno tak).
      Niech żona zajmie się wychowaniem dziecka, a Ty zajmij się
      zarobieniem na nich - w końcu to Ty myślałeś, że żona będzie na
      Ciebie zarabiała, ale stało się odwrotnie i też trzeba tą żabę
      zjeść. Piszesz, że etat Cię nudzi - nie rozumiem tu czegoś, bo sam
      żonę wysyłasz do jakiejkolwiek roboty, a Ciebie praca
      nudzi,hmmmm...Ona miesiąc temu urodziła dziecko, nawet pewnie nie
      minął jeszcze termin połogu...pewnie żona karmi dziecko piersią, jak
      Ty sobie dalej to wyobrażasz, że pójdzie do pracy i będzie
      tak "latać" jak pies z jęzorem, a Ty będziesz w domu stronki sobie
      robił i siedział z dzdziusiem, będziesz dziecko butelką karmił? Jak
      jesteś taki oszczędny to zapewne wiesz, że naturalny pokarm jest
      najlepszy i najtańszy.
      Macie takie różne charaktery i niestety musisz ze swoją
      oszczędnością i pracowitością wziąć na wstrzymanie, a Twoja kobieta
      jest naprawdę jeszcze dzieckiem. A studia w życiu są teraz naprawdę
      niezbędne, ponieważ bez studiów nie ma dobrej pracy.
      Twoje plany są nierealne i warto by było abyś się z tym pogodził, bo
      inaczej bedziesz żył w ciągłej irytacji. Wyznacz sobie plany metodą
      małych kroczków i pamiętaj, że w tym biegu do majątku nie mozesz
      zagubić najważniejszej rzeczy: dobra rodziny. Bo nikt jeszcze nie
      udowodnił, że pieniądze są w życiu najważniejsze:) A poważnie to
      ludzie mogą żyć na różnej stopie majątkowej i są szczęsliwi,
      dysonans pojawia się dopiero wtedy, kiedy rzeczywistość rozmija się
      z oczekiwaniami. Moze warto na razie cieszyć się rodziną i
      wychowaniem dziecka, a nie planować postawienia pałaców? Pojawienie
      się dziecka ZAWSZE przewartościowuje małżonków i jest dla nich
      testem, życzę Ci, abyście z niego wyszli zwycięsko i dobądź ze
      swojego wnętrza pokłady cierpliwości:)
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:06
        > Nie musiałam pracować, bo najważniejsze według nas było dobro
        > dziecka i zapewnienie mu najlepszego dzieciństwa.

        To podobna sytuacja, jak u nas
        • vienetta Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:24
          krzysztof-lis napisał:

          > > Nie musiałam pracować, bo najważniejsze według nas było dobro
          > > dziecka i zapewnienie mu najlepszego dzieciństwa.
          >
          > To podobna sytuacja, jak u nas
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:29
            > Pogódź się z tym, że Twoja żona jest osobą, która nie znajdzie
            > teraz pracy, bo: nie ma wykształcenia, nie ma doświadczenia, jest
            > niedojrzała, i najważniejsze powinna zająć się uszczęśliwieniem
            > małego dzidziusia, który potrzebuje matki.

            Dlatego nie chodzi o to, by żona szukała etatu, tylko korzystała z tego, co już
            ma
            • vienetta Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:47
              krzysztof-lis napisał:

              > > Pogódź się z tym, że Twoja żona jest osobą, która nie znajdzie
              > > teraz pracy, bo: nie ma wykształcenia, nie ma doświadczenia, jest
              > > niedojrzała, i najważniejsze powinna zająć się uszczęśliwieniem
              > > małego dzidziusia, który potrzebuje matki.
              >
              > Dlatego nie chodzi o to, by żona szukała etatu, tylko korzystała z
              tego, co już
              > ma
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 17:11
                > POTRZEBY NOWORODKA MOŻE ZASPOKOIĆ TYLKO MATKA (CHYBA ŻE NIE ZYJE)!!!

                Które? Które konkretnie?

                > To się z nią rozwiedź, wygląda na to, że zrobisz jej
                > przysługę...Ręce i cycki opadają....

                Wiesz, myślałem o tym, ale nie chcę się rozwodzić.
                • aiczka Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 18:01
                  > > (CHYBA ŻE NIE ZYJE)!!!

                  A co, wtedy dziecko też umiera, czy jak?
            • attiya Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 09:29
              krzysztof-lis napisał:
              opiekunka.
              >
              > > Robisz z tej swojej żony jakiąś monstrualną pijawkę, a ona jest
              > > miesiąc po porodzie!!!
              >
              > Nie miesiąc, tylko 12 dni po porodzie.
              >
              no teraz przegiąłes.....a do pracy moze isc od następnego poneiziałku czy od jutra?
              ja 12 dni po porodzie nie miałam jeszcze wszystkich szwów zdjęcych i ledwo
              chodziłam.
              bredzisz...naprawdę bredzisz....
              > I nie czepiam się tego, że teraz siedzi w domu, tylko tego, że od 14 miesięcy
              > jest na moim utrzymaniu i nie robi praktycznie nic, by to zmienić.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 09:49
                > no teraz przegiąłes.....a do pracy moze isc od następnego
                > poneiziałku czy od jutra?
                > bredzisz...naprawdę bredzisz....

                Niech idzie do pracy od kiedy będzie mogła, byle w ogóle poszła. Byle w ogóle
                zaczęła cokolwiek robić w tym kierunku. Przecież może zarabiać pieniądze siedząc
                również w domu.
                • attiya Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 10:02
                  krzysztof-lis napisał:

                  > > no teraz przegiąłes.....a do pracy moze isc od następnego
                  > > poneiziałku czy od jutra?
                  > > bredzisz...naprawdę bredzisz....
                  >
                  > Niech idzie do pracy od kiedy będzie mogła, byle w ogóle poszła. Byle w ogóle
                  > zaczęła cokolwiek robić w tym kierunku. Przecież może zarabiać pieniądze siedzą
                  > c
                  > również w domu.
                  ktoś juz tu pisał, żebys spokojnie pogadal z żoną, raz, drugi, piąty, dziesiąty.
                  Przeanalizowac wszystko, zastanowic sie. Niech dojdzie do siebie, wykorzysta
                  cały macierzyński bo jej sie nalzey jak psu buda. I nie pisz, ze siedziala 14
                  m-cy bo to inna sytuacja była - i odejmij 9 miesięcy ciązy - ja wiem ze tonie
                  choroba ale co innego pisze facet a co innego mysli kobieta jak w ciazy chodzi.
                  Jelsi żona wg ciebie MA pacowac, to tez niech przemysli swą sytuację - jesli nie
                  chce i lepiej jej będzie bez ciebie - moze tez taki scenariusz wezmiesz pod
                  uwage - to zyjcie oddzeilnie - ty będizesz dorabiał sie a ona z rodzicami
                  siedziała i ono bedą ją utrzymywac.....no jeszcze o alimentach na dziecia pamietaj
            • mala-beti Oj ja Bym Cię Pogoniła !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 06.05.09, 17:53
              krzysztof-lis napisał:

              > > Pogódź się z tym, że Twoja żona jest osobą, która nie znajdzie
              > > teraz pracy, bo: nie ma wykształcenia, nie ma doświadczenia, jest
              > > niedojrzała, i najważniejsze powinna zająć się uszczęśliwieniem
              > > małego dzidziusia, który potrzebuje matki.
              >
              > Dlatego nie chodzi o to, by żona szukała etatu, tylko korzystała z
              tego, co już
              > ma
              • krzysztof-lis Re: Oj ja Bym Cię Pogoniła !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 06.05.09, 23:15
                > Człowieku plany i kasa ci przesłoniły normalne spojżenie na życie!

                Co to jest "normalne spojrzenie na życie"? Bo chyba nie jest nim harówka przy
                braku wkładu finansowego drugiej strony.

                > Razem podjeliśmy taką decyzję, dla niego nie ma żadnego problemu,
                > że utrzymuje nas troje. Bo chciał, aby synek rok posiedział z
                > mamą.

                Ale widzisz
      • kklekss Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:14
        Nie dorosłeś do roli męża a tym bardziej OJCA . Po co wogóle
        zakładałeś rodzinę? Ty męczysz żonę , która teraz cały czas powinna
        poswięcić maleństwu.Okropny jesteś .I na dodatek leń.
        • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:29
          > Nie dorosłeś do roli męża a tym bardziej OJCA . Po co wogóle
          > zakładałeś rodzinę? Ty męczysz żonę , która teraz cały czas powinna
          > poswięcić maleństwu.Okropny jesteś .I na dodatek leń.

          Dziękuję za ten jakże konstruktywny komentarz.
          • kklekss Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:35
            Żal mi Twojego dziecka Ty okropny materialisto.
          • moreno68 Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 16:39
            tak powinien brzmieć Twój infantylny wpis.Dla mnie nie dorosłeś do
            roli męża, do roli ojca tym bardziej nie.Miesiąc po porodzie
            wysyłasz kobietę do pracy ,może zapatrzyleś się na film z De Niro i
            sobie piersi do karmienia dzieciaka przykleisz.
            Najbardziej Ci żal utraconych wyimaginowanych zarobków żony , nie
            biorąc pod uwagęże czas jaki teraz poświęci dziecku jest dla jego
            rozwoju najważniejszy.
            Dobrze,że na porodówce nie kazałeś jej przykejac rzęs i tipsów
            położne, w sumie sam poród to takie mało dochodowe zajęcie.
            Dla mnie jesteś zdziecinniałym leniem o wielkim ego;)
            przynajniej wiem czemu Twoje forumowe wpisy są takie infantylne.
            A tak na marginesie gratuluje Teściowej .Obiadki smakują , bo sam
            masz chyba dwie lewe ręce żeby przygotować?
            może tania zupa w proszku z supermarketu , będzie taniej.Bo
            Teściowej chyba za kucharzenie płacisz...wkońcu to też praca;)
            • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 16:44
              > Miesiąc po porodzie wysyłasz kobietę do pracy ,

              Jak już wspomnieliśmy, nie MIESIĄC po porodzie, tylko 12 dni.

              I nie wysyłam jej do pracy dziś, tylko od 14 miesięcy. To chyba ma znaczenie,
              prawda?

              > Najbardziej Ci żal utraconych wyimaginowanych zarobków żony , nie
              > biorąc pod uwagęże czas jaki teraz poświęci dziecku jest dla jego
              > rozwoju najważniejszy.

              Gdyby żona pracowała przez ten czas, bylibyśmy o, lekko licząc, 30 000 PLN do
              przodu. Tak, szkoda mi tych utraconych pieniędzy.

              > A tak na marginesie gratuluje Teściowej .Obiadki smakują , bo sam
              > masz chyba dwie lewe ręce żeby przygotować?

              Jak mi ktoś oferuje pomoc, dzięki której będę miał więcej czasu, nie zwykłem
              odmawiać. Bo i po co?
              • moreno68 Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 16:49
                nie dość ze leń to jeszcze wygodnicki;0)Że z darmowej pomocy nie
                zrezygnujesz to już wiadomo po Twoich wpisach.
                A te 30000 to urojona suma ,która powstała w Twojej głowie z
                absurdalnych wyliczeń.Naprawdę tego nie widzisz.
                A jeśli od porodu minęło 12 dni to tym bardziej gratuluję
                krótkowzrocznosci.
                Rozumiem,że bycie ojcem nic nie zmieniło w Twojej głowie?Nadal tylko
                masz w niej kalkulator;)
                • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:07
                  > A te 30000 to urojona suma ,która powstała w Twojej głowie z
                  > absurdalnych wyliczeń.Naprawdę tego nie widzisz.

                  Żona zarabiała ponad 2 000 netto miesięcznie. Pracę straciła 14 miesięcy temu.
                  Nie trzeba być orłem, by przemnożyć jedno przez drugie i uzyskać dodatkowy
                  dochód w wysokości ok. 30 000 PLN.
                  • moreno68 Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:33
                    14000 x 2000= 28000 nie trzeba być orłem żeby to policzyć.Oczywiście
                    przy założeniu ,że nie wolno jej nic wydać z zarobionej kasy.
                    wogóle szczerze dziwię się ,że żonie udało się zajść w ciąże...taki
                    facet u boku to najlepszy i najtańszy środek antykoncepcyjny.

                    A teraz konkretnie
                    jeżeli nie dojrzejesz do roli ojca i męża wróżę krótki żywot waszego
                    związku.
                    • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:53
                      > 14000 x 2000= 28000 nie trzeba być orłem żeby to policzyć.

                      To wpisz to do kalkulatora i zobacz, czy aby na pewno dobrze policzyłaś. :)

                      14 miesięcy razy 2 200 PLN miesięcznie = 30 800 PLN.

                      > Oczywiście przy założeniu ,że nie wolno jej nic wydać z zarobionej
                      > kasy.

                      Te 30 800 PLN mielibyśmy więcej w naszej wspólnej kasie. Tej naszej wspólnej
                      kasie, z której ona wydaje pieniądze.
                  • moreno68 Straciłeś o 40000 tys więcej...;) 10.03.09, 18:05
                    Raz piszesz 2000 netto póżniej 2200 a teoretycznie miała zarabiać
                    5000...
                    W wirtualnej gotówce jesteś niezły;)
                    No a 14 x teoretyczne 5000 =70.000

                    Chłopie straciłeś o 40000tys więcej ...To już powód do rozwodu;)

                    i cały czas zero kasy na własne wydatki bez Twojej zgody...
                    tylko takich kwot nie przenieś na PIT Roczny....bo jeszcze oprócz
                    żony będziesz mieś Urząd Skarbowy
                    • krzysztof-lis Re: Straciłeś o 40000 tys więcej...;) 10.03.09, 19:23
                      > Raz piszesz 2000 netto póżniej 2200 a teoretycznie miała zarabiać
                      > 5000...

                      Napisałem:
                      > Żona zarabiała ponad 2 000 netto miesięcznie.
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92484308&a=92494535
                      2 200 to PONAD 2 000? Czy może się mylę.

                      Twierdziła, że po kursie robienia rzęs i założeniu firmy będzie zarabiać te 5
                      000 netto miesięcznie.

                      > i cały czas zero kasy na własne wydatki bez Twojej zgody...

                      O czym Ty piszesz?
                  • boryska_only Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 12.05.09, 11:56
                    a to ona nic nie wydawałaby ze swojej pensji?ze taka okrągła sumka
                    ci wyszła?
                    • kacpercio1 Lepiej: Cale życie -czytaj rok- na mojej głowie;) 12.05.09, 13:09
                      no tak "całe życie" bo Pan autor ma już ponad 50 lat i szeroki
                      wachlarz doświadczeń;)
                      • krzysztof-lis Re: Lepiej: Cale życie -czytaj rok- na mojej głow 12.05.09, 13:31
                        > no tak "całe życie" bo Pan autor ma już ponad 50 lat i szeroki
                        > wachlarz doświadczeń;)

                        Pisząc "całe życie" nie miałem na myśli długiego okresu, tylko szeroki zakres
                        zagadnień, które są na mojej głowie.
                    • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 12.05.09, 13:33
                      > a to ona nic nie wydawałaby ze swojej pensji?ze taka okrągła sumka
                      > ci wyszła?

                      Wydatki żony niewiele się zmieniły. A skoro po stronie przychodów mielibyśmy o
                      30 000 PLN więcej to przy niezmiennej stronie kosztów, dokładnie tyle by nam
                      zostało.

                      Może nie będzie to 30 000 złotych, tylko 25 000 albo 20 000. Rozumiem, że to
                      zasadniczo zmienia postać rzeczy?
              • vienetta Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 16:51
                Nie dosyć, że paskudny, to jeszcze hipokryta...
                Oj, kup dzieciaku duże lustro i się w nim przejrzyj...
                Pozbądź się problemu, jak już wcześniej mówiłam, ja chętnie
                zaadoptuję twojego dzidziusia:), a mój mąż Twoją młodą żonkę:)
                • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:06
                  > Nie dosyć, że paskudny, to jeszcze hipokryta...
                  > Oj, kup dzieciaku duże lustro i się w nim przejrzyj...

                  Cieszy mnie, vienettko, że tak dobrze bawisz się w tym wątku.

                  Powstał on jednak nie po to, byś mogłam nie zwymyślać tylko po to, byś mogła mi
                  pomóc.

                  Chyba, że chcesz mi pomóc mieszając mnie z błotem. Zmartwię Cię jednak, bo to
                  niewiele zmieni. Naprawdę. Szkoda Twojego czasu.
              • denay Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 16:55
                krzysztof-lis napisał:

                > > Miesiąc po porodzie wysyłasz kobietę do pracy ,
                >
                > Jak już wspomnieliśmy, nie MIESIĄC po porodzie, tylko 12 dni.

                Tym gorzej o Tobie świadczy
                6 tygodni trwa połóg i kobieta ma prawo
                do absolutnie ŚWIĘTEGO SPOKOJU w tym czasie
                proponuje nieco dokształcić się w temacie fizjologii
                kobiety po porodzie

                >
                > I nie wysyłam jej do pracy dziś, tylko od 14 miesięcy. To chyba ma
                znaczenie,
                > prawda?
                >
                > > Najbardziej Ci żal utraconych wyimaginowanych zarobków żony , nie
                > > biorąc pod uwagęże czas jaki teraz poświęci dziecku jest dla jego
                > > rozwoju najważniejszy.
                >
                > Gdyby żona pracowała przez ten czas, bylibyśmy o, lekko licząc, 30
                000 PLN do
                > przodu. Tak, szkoda mi tych utraconych pieniędzy.

                było dziecka nie płodzić skoro tak na kasie Ci zależy...

                >
                > > A tak na marginesie gratuluje Teściowej .Obiadki smakują , bo sam
                > > masz chyba dwie lewe ręce żeby przygotować?
                >
                > Jak mi ktoś oferuje pomoc, dzięki której będę miał więcej czasu,
                nie zwykłem
                > odmawiać. Bo i po co?


                Przy tym wszystkim dobrze jest mieć jednak świadomość,
                że po tym łez padole chodzą normalni mężczyźni,
                którym mózgu nie przeżarła idea
                dopasowywania całego świata do własnych wyobrażeń
                jak do matrycy na zasadzie: "bo ja uważam, że tak będzie najlepiej"
                • vienetta Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:00
                  Odpowiadając na posta Krzysia-lisa nie spodziewałam się aż takiego
                  bagna... Całe szczęście, że ja mam takiego męża, jakiego mam, bo
                  jakbym trafiła na krzysiopodobny egzemplarz, to porażka.
                • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:09
                  > Tym gorzej o Tobie świadczy
                  > 6 tygodni trwa połóg i kobieta ma prawo
                  > do absolutnie ŚWIĘTEGO SPOKOJU w tym czasie

                  Rozumiem, że w połowie kwietnia mogę żonę literalnie wykopać z domu do pracy?

                  > było dziecka nie płodzić skoro tak na kasie Ci zależy...

                  1. To nie ze względu na dziecko nie mamy tych pieniędzy, tylko ze względu na to,
                  że żona nie pracuje. Chyba nie doczytałaś.
                  2. Kasa to środek do osiągnięcia celu a nie cel sam w sobie.

                  > jak do matrycy na zasadzie: "bo ja uważam, że tak będzie najlepiej"

                  Jak więc, według Ciebie, będzie najlepiej?

                  Ale napisz konkretnie, jak sobie wyobrażasz życie moje i rodziny w takiej
                  sytuacji, jaką opisałem.
                  • kklekss Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:22
                    Jesteś bardzo niedojrzały albo gł... .
                  • demonsbaby Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:22
                    krzysztof-lis napisał:

                    > > Tym gorzej o Tobie świadczy
                    > > 6 tygodni trwa połóg i kobieta ma prawo
                    > > do absolutnie ŚWIĘTEGO SPOKOJU w tym czasie
                    >
                    > Rozumiem, że w połowie kwietnia mogę żonę literalnie wykopać z domu do pracy?

                    Przepraszam za chamstwo... Czy to, drogi Krzysiu, tobie dupę przy porodzie
                    rozerwało czy jej? Przede wszystkim mówisz o 22letniej dziewczynie, którą w
                    głównej mierze ciężko obarczać odpowiedzialnością za brak precyzji planów co do
                    założonego przez Ciebie celu. Znam kobiety dojrzałe, którym macierzyństwo
                    wywróciło też świat wartości i codzienny tryb życia do góry nogami. Czasu wymaga
                    pogodzenie roli rodzica małego dziecka i rodzica pracującego.
                    >
                    > > było dziecka nie płodzić skoro tak na kasie Ci zależy...
                    >
                    > 1. To nie ze względu na dziecko nie mamy tych pieniędzy, tylko ze względu na to
                    > ,
                    > że żona nie pracuje. Chyba nie doczytałaś.

                    Jak to nie doczytała? Próbowała swoich sił w różnych kierunkach. To, że grzejesz
                    dupsko w 3letniej stało etatowej posadce - tym bardziej kreuje Cię w moich
                    oczach jako całkowitego ignoranta w stosunku do kobiety, która w lutym (na Boga
                    w lutym) dała Ci syna!!!
                    Powtórzę się po raz kolejny - kobietom cięzko wrócić po 4mcach macierzyńskiego
                    do pracy - bo żal im rozstać się z maleństwem, przywiązanym do cycka i
                    wymagającego szczególnej troski!
                    A czy TY jej robisz łaskę - pomagając w codziennych obowiązkach domowych, skoro
                    sobie nie radzi jak świeża mama???? Łaska???? TO JEST TWÓJ OBOWIĄZEK!!!! A jeśli
                    ciężko ci pojąc takie zależności - to właśnie w rolki ojca się
                    zdyskwalifikowałeś. Brak ci kasy??? To rozwiedż się z żoną i zakładaj rodzinę z
                    karierowiczką, a jej przynajmniej skończysz truć w życiu!

                    > 2. Kasa to środek do osiągnięcia celu a nie cel sam w sobie.
                    >
                    > > jak do matrycy na zasadzie: "bo ja uważam, że tak będzie najlepiej"
                    >
                    > Jak więc, według Ciebie, będzie najlepiej?
                    >
                    > Ale napisz konkretnie, jak sobie wyobrażasz życie moje i rodziny w takiej
                    > sytuacji, jaką opisałem.

                    Najlepiej będzie jak wyżej.
                    • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:38
                      > Przepraszam za chamstwo... Czy to, drogi Krzysiu, tobie dupę przy
                      > porodzie rozerwało czy jej?

                      Ani mnie, ani jej.

                      > Przede wszystkim mówisz o 22letniej dziewczynie, którą w głównej
                      > mierze ciężko obarczać odpowiedzialnością za brak precyzji planów
                      > co do założonego przez Ciebie celu.

                      Nie mam do żony pretensji o "brak precyzji planów" (cokolwiek to znaczy), tylko
                      o to, że jest bierna i nie chce zmienić sytuacji, w której jesteśmy od
                      kilkunastu miesięcy.

                      > Znam kobiety dojrzałe, którym macierzyństwo wywróciło też świat
                      > wartości i codzienny tryb życia do góry nogami.

                      Mojej żonie wiele to nie zmieniło w życiu, tak siedziała w domu, tak i teraz
                      będzie siedzieć. Tyle tylko, że nie będzie mogła spać do 10.

                      > Jak to nie doczytała? Próbowała swoich sił w różnych kierunkach.

                      2 próby w ciągu 14 miesięcy to mało. A może się mylę?

                      > Powtórzę się po raz kolejny - kobietom cięzko wrócić po 4mcach
                      > macierzyńskiego do pracy - bo żal im rozstać się z maleństwem,
                      > przywiązanym do cycka i wymagającego szczególnej troski!

                      Powtórzę po raz kolejny
                      • demonsbaby Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 18:08
                        krzysztof-lis napisał:

                        > > Przepraszam za chamstwo... Czy to, drogi Krzysiu, tobie dupę przy
                        > > porodzie rozerwało czy jej?
                        >
                        > Ani mnie, ani jej.

                        Wybacz do wyjątków medycznych należą pierworódki, które rodząc naturalnie nie mają nacinanego krocza ... bądź to krocze rozerwały. No chyba, że mówimy o cesarce - po tym się dochodzi ciężej do siebie niż po naturalnym.

                        Powtarzam Ci z uporem maniaka: TO TY NIE DOROSŁEŚ DO ROLI OJCA.
                        • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 19:23
                          > Powtarzam Ci z uporem maniaka: TO TY NIE DOROSŁEŚ DO ROLI OJCA.

                          Dziękuję za kolejną zupełnie bezużyteczną wypowiedź.

                          Ani nie sprawi ona, że nagle dorosnę, ani nie zmieni mojej sytuacji.
                          • demonsbaby Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 21:34
                            O bezużyteczności obiektywnej odpowiedzi obiketywnego obserwatoa może jedynie
                            świadczyć twoja ignorancja.
                            Zweryfikuj własna postawę, kto wie, może dojdziesz do konstruktywnych wniosków.
                            • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 22:19
                              > O bezużyteczności obiektywnej odpowiedzi obiketywnego obserwatoa
                              > może jedynie świadczyć twoja ignorancja.

                              Rozumiem, że gdy ktoś obiektywny powie Ci, że jesteś głupia, pomoże Ci to w życiu?
                              • demonsbaby Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 11.03.09, 08:42
                                krzysztof-lis napisał:

                                > > O bezużyteczności obiektywnej odpowiedzi obiketywnego obserwatoa
                                > > może jedynie świadczyć twoja ignorancja.
                                >
                                > Rozumiem, że gdy ktoś obiektywny powie Ci, że jesteś głupia,
                                pomoże Ci to w życ
                                > iu?

                                hahaha z pewnością słysząc to od 80 na 100 pytanych - zaczęłabym
                                odbierać takie stwierdzenie jako obiektywizm. Tutaj masz jednak 100%
                                podzielających moją opinię, że NIE DOROSŁEŚ:
                                - DO ZAKŁADANIA RODZINY I BYCIA JEJ GŁOWĄ;
                                - OCHRONY WŁASNEJ ZAŁOŻONEJ JUŻ RODZINY;
                                - RODZICIELSTWA

                                • demonsbaby Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 11.03.09, 08:43
                                  P.s zabawnie było poczytać inne twoje wypowiedzi -chcoiazby na temat
                                  uprawienia seksu na "drugą dobę" po porodzie :)))
                                • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 11.03.09, 09:50
                                  > Tutaj masz jednak 100% podzielających moją opinię, że NIE DOROSŁEŚ:

                                  I powiedz, co z tego ma dla mnie wynikać?

                                  W żaden sposób nie pomaga mi to w rozwiązaniu problemu.
                                  • triss_merigold6 Z tego ma wynikać zmiana 11.03.09, 11:25
                                    Z tego powinna wynikać zmiana. Wszelkie zmiany zaczynamy OD SIEBIE,
                                    powie Ci to każdy psycholog, psychiatra, terapeuta, mediator etc.
                                    Ty masz zmienić nastawienie i założenia a na początek zrezygnować z
                                    realizacji planu, który nie wytrzymał konfrontacji z realem.
                                    Żony nie zmienisz więc zmień siebie i dostosuj sie do nowych
                                    okoliczności.
                                    • krzysztof-lis Re: Z tego ma wynikać zmiana 11.03.09, 12:19
                                      > Żony nie zmienisz więc zmień siebie i dostosuj sie do nowych
                                      > okoliczności.

                                      Rozumiem, że ta zasada obowiązuje w każdym małżeństwie, a nie tylko tam, gdzie
                                      to mężczyźnie żona nie pasuje?
                                      • triss_merigold6 Re: Z tego ma wynikać zmiana 11.03.09, 12:26
                                        Interesują Cię wszystkie małżeństwa czy Twoje? Nie ma uniwersalnego
                                        wzoru na relacje pary ani uniwersalnej recepty co robić kiedy
                                        oczekiwania i możliwości nie idą w parze.
                                        Być może jeśli Ty zmienisz nastawienie i schematy zachowań to żona
                                        również się zmieni. Być może.
                                        Nie myśl za dużo tylko przyjmij real na klatę albo za chwilę
                                        będziesz upierdliwie zamieszczał posty na temat wygórowanej
                                        wysokości alimentów.
                                        • krzysztof-lis Re: Z tego ma wynikać zmiana 11.03.09, 12:32
                                          > Interesują Cię wszystkie małżeństwa czy Twoje?

                                          Nie o to mi chodziło
                                  • demonsbaby Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 11.03.09, 13:16
                                    Pronuję zacząc naukę od cztyania tekstu ze zrozumieniem. Przede
                                    wszystkim, powtórzę się poraz kolejny, WERYFIKACJA WŁASNEJ POSTAWY
                                    (ROSZCZĄCEJ).
                  • verdana Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:22
                    Najlepiej? Nie ma najlepiej - b Ty w małzenstwie widzisz tylko
                    siebie. Żona do pracy nie moze teraz wrocic, nawet z punktu widzenia
                    prawa - nie wolno podejmowac pracy na urlopie macierzyńskim, wlasnie
                    po to m in. by chciwy mąż nie wyganiał do pracy żony, lekcewaząc jej
                    zdrowie i dobro dziecka, a liczac wyłącznie na pieniądze. Nie
                    rozumiem tez, po co Ci dziecko - to jest dopiero strata pieniędzy.
                    Myślę, ze wyslesz jed do pracy w pierwszym możliwym momencie, by
                    przynosilo dochod, a nie zajmowalo się głupia szkołą.
                    jest dla kazdego myslacego człowieka oczywiste, ze przez pewien
                    czas, gdy rodzi się dziecko, jedna osoba utrzymuje cały dom - facet
                    najczęściej. Nie wpadło Ci to do glowy?
                    Rozumiem, zę idealna sytuacja jest taka, ze żona ma cały dom na
                    glowie - bo Twoja wizja zajmowania się niemowleciem to zmarnowanie
                    dziecka na 100%.
                    • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:31
                      > Najlepiej?

                      Tak. Najlepiej.

                      > jest dla kazdego myslacego człowieka oczywiste, ze przez pewien
                      > czas, gdy rodzi się dziecko, jedna osoba utrzymuje cały dom - facet
                      > najczęściej.

                      Jak już napisałem, ten wątek nie dotyczy mojej sytuacji od 12 dni, tylko mojej
                      sytuacji od 14 miesięcy. Sytuacji, w której to jedna osoba utrzymuje dom a druga
                      nie stara się tego zmienić.

                      > Rozumiem, zę idealna sytuacja jest taka, ze żona ma cały dom na
                      > glowie - bo Twoja wizja zajmowania się niemowleciem to zmarnowanie
                      > dziecka na 100%.

                      W jaki sposób ta wypowiedź ma mi w czymkolwiek pomóc?
                      • demonsbaby Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:41
                        krzysztof-lis napisał:

                        >
                        >
                        > W jaki sposób ta wypowiedź ma mi w czymkolwiek pomóc?
                        W uświadomieniu Ci człowieku, żebyś przeanalizował swój świat wartości ponownie
                        - jeśli po takiej czynności nie dojdziesz do konstruktywnych wniosków w stosunku
                        do własnej osoby, to my ci tu pomożemy ... dojść do wniosku, że rola ojca nie
                        jest Ci pisana, podobnie jak rola człowieka, który swoją rodzinę chronić powinien.
                  • vienetta Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:26
                    Ależ wszyscy Ci to już napisali, przeczytaj uważnie dyskusję od
                    początku, bo powtarzanie tego samego nie ma sensu.
                    Piszesz, że Cię mieszam z błotem, ale to nieprawda, tylko po prostu
                    Ty nie chcesz żadnych rad, tylko przytaknięcia Twoim pomysłom na
                    życie. A od myślących inaczej oczekujesz jakiejś innej "formy" na
                    życie, która Ci zapewni to samo, co chciałeś w poprzedniej "formie"?
                    Tak się NIE DA.
                    Oczekujesz od ludzi recepty na życie i zarabianie pieniędzy?
                    Oczekujesz recepty na zmianę żony?
                    Oczekujesz biznesplanu, dzięki któremu zrealizujesz swoje plany?
                    To Twoje życie i od Ciebie tylko zależy jakie będzie, a będzie
                    zapewne przykre, jeżeli nie zmienisz swojego podejścia do żony,
                    dziecka i pieniędzy.
                    Żal mi po prostu tego dzieciaczka, kiedy się pytasz, do czego
                    potrzebna mu mama. Żal mi tej kobiety, że chcesz z niej na siłę
                    zrobić kogoś, kim nigdy nie była, a o czym doskonale wiedziałeś. Żal
                    mi jej matki, przychodzącej zrobić obiadki dla zięciula, który
                    uważa, że tak mu się po prostu należą.
                    Jesteś jakimś wyjątkowo nieczułym, niewdzięcznym osobnikie, w
                    dodatku myślącym, że wszystkie rozumy pozjadał. Więcej pokory, bo co
                    będzie, jak przydarzą Ci się jakieś nieoczekiwane losowe sprawy?
                    Po prostu żal ściska, jak się czyta te Twoje przepełnione
                    kalkulacjami posty.
                    • moreno68 Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:39
                      Planowaliście dziecko czy to była wpadka?Bo ciąża trwa z reguły 9
                      miesięcy , może być zagrożona i nie można pracować.W okresie ciązy
                      trzeba wyluzować i odpoczywać , a Ty wyliczasz utracone dochody nie
                      biorac tego pod uwagę.
                      14miesięcy - 9 ciąża= 5 miesięcy
                      5 x 2000 = 10.000 tys.

                      A ruszyć samemu dupsko do lepiej płatnej pracy to nie łaska.Skoro
                      jesteś takim geniuszem stron internetowych;)
                      • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:57
                        > Planowaliście dziecko czy to była wpadka?Bo ciąża trwa z reguły 9
                        > miesięcy , może być zagrożona i nie można pracować.

                        Nie była zagrożona. Żona mogła pracować. Nie biorę więc pod uwagę wariantu,
                        który istnieje tylko w teorii.

                        > 14miesięcy - 9 ciąża= 5 miesięcy
                        > 5 x 2000 = 10.000 tys.

                        Okay
                    • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:47
                      > Ty nie chcesz żadnych rad, tylko przytaknięcia Twoim pomysłom na
                      > życie.

                      Chcę rad, jak zmienić nastawienie żony do tego małżeństwa. Uważam, że
                      oczekiwanie partnerskich relacji w związku jest jak najbardziej na miejscu.

                      Nie interesuje mnie wysłuchiwanie, że:
                      * krzysiopodobny egzemplarz to byłaby porażka,
                      * jestem paskudnym hipokrytą,
                      * jestem dzieciakiem,
                      * pieniądze wypaliły mi głowę,
                      * zrobię żonie przysługę rozwodząc się,
                      * jestem wyjątkowo nieczułym osobnikiem,
                      * pozjadałem wszystkie rozumy,
                      * nie myślę głową, tylko główką.

                      To wyciągnięte wyłącznie z Twoich wypowiedzi. I Ty twierdzisz, że nie mieszasz
                      mnie z błotem?

                      > A od myślących inaczej oczekujesz jakiejś innej "formy" na życie,
                      > która Ci zapewni to samo, co chciałeś w poprzedniej "formie"?

                      Zgadza się, bo nie podoba mi się życie w schemacie, w którym to tylko jedna
                      osoba jest odpowiedzialna za życie rodziny. Choć dla kobiety takiej jak moja
                      żona jest to z pewnością spełnienie marzeń.

                      > Oczekujesz od ludzi recepty na życie i zarabianie pieniędzy?

                      Tę już mam.

                      > Oczekujesz recepty na zmianę żony?

                      Tak
                      • vienetta Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:56
                        Czsami musi być dosadniej, bo jeden zrozumie od razu, a inny nie:(
                        Ty jesteś własnie tym drugim przypadkiem.
                        Ale i tak nie zrozumiałeś, bo zamiast się zastanowić na treścią, to
                        wyławiasz z tekstu co smakowitsze kąski i rozmieniasz je na drobne.
                        Nic nie wyniosłeś z całej dyskusji.
                        Zamiast analizy proponuję syntezę.
                        Ale w sumie te przytoczone przykłady moich wypowiedzi to doskonała
                        ilustracja Twojego zachowania:)
                        I nie dziw się ludziom, że nie rozumieją twojego podejścia do żony,
                        dziecka i życia, bo ono jest poniekąd oryginalne.
                        • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 18:03
                          > Czsami musi być dosadniej, bo jeden zrozumie od razu, a inny nie:(

                          Czyli jednak przyznajesz, że wielokrotnie mieszałaś mnie z błotem? Dobre i to...

                          > Nic nie wyniosłeś z całej dyskusji.

                          O ile mieszanie mnie z błotem nazywasz dyskusją
                          • moreno68 krzysiu nie jesteś mężczyznom.... 10.03.09, 18:07
                            posiadanie penisa jeszcze Ciebie nim nie czyni...:)Nie pochlebiaj
                            sobie ;)
                            • moreno68 Re: krzysiu nie jesteś mężczyznom.... 10.03.09, 18:12
                              dodam ze literówka zamierzona bo poczucia humoru i dystansu też u
                              Ciebie brak;)
                          • vienetta Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 18:16
                            krzysztof-lis napisał:

                            > > Czsami musi być dosadniej, bo jeden zrozumie od razu, a inny nie:
                            (
                            >
                            > Czyli jednak przyznajesz, że wielokrotnie mieszałaś mnie z błotem?
                            Dobre i to..

                            Miało być dosadnie i było, bo miało wywołać u Ciebie żywsze emocje,
                            a nie tylko kręcenie się w kółko (ale jak widać nie udało się)


                            > .
                            >
                            > > Nic nie wyniosłeś z całej dyskusji.
                            >
                            > O ile mieszanie mnie z błotem nazywasz dyskusją
                            • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 19:12
                              > Myślisz, że nie rozumiem Twojego problemuy biernej żony i ze czujesz
                              > się oszukany? Doskonale rozumiem, ale wybrałeś jak najgorszy czas na
                              > rozwiązanie tego problemu.

                              Lepiej przygotować się do tego teraz i wdrożyć w życie za kilka miesięcy, niż za
                              kilka miesięcy pytać o wskazanie drogi.
                              • vienetta Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 21:13
                                Jak zwykle pominąłeś to, co Ci nie pasuje...Ech życie, życie....
                                • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 21:23
                                  > Jak zwykle pominąłeś to, co Ci nie pasuje...Ech życie, życie....

                                  To znaczy co konkretnie?

                                  Z dyskusji polegającej tylko na udowadnianiu mi, że jestem niedojrzały,
                                  rzeczywiście nie wyniosłem nic. Gdyby ta dyskusja była konstruktywna, coś bym
                                  pewnie z niej wyciągnął.

                                  > To skoro jesteś za taką emancypacją to zacznij karmić noworodka
                                  > piersią (również w nocy), wsadź sobie podpaskę i rozchechłaj
                                  > małego, zeby Ci z niego krew leciała przez 6 tygodni.

                                  Te 6 tygodni to mały fragment w stosunku do 14 miesięcy, o których mowa. Nie
                                  awanturuję się tu o to, że mi jest TERAZ źle, tylko o to, że jest źle od
                                  długiego czasu. Tak, to zły moment na jakiekolwiek zmiany, ale cierpliwość mi
                                  się wyczerpuje i wolę coś wymyślić ZANIM mi się ona wyczerpie.

                                  > A następnie zapłać żonie i teściowej za jej pracę w domu (podobno
                                  > praca sprzątaczki i niani to razem około 3 tysięcy - wychodzi
                                  > więcej niż wyimaginowane dochody Twojej żony, których nie
                                  > osiągnęła.)

                                  Nianią to moja żona może być od 12 dni. Przez 14 miesięcy pracy po 2h dziennie
                                  nad sprzątaniem i gotowaniem, przy założeniu, że w miesiącu są 22 dni robocze (w
                                  weekendy robiliśmy to wspólnie) a za taką pracę należy się 10 PLN za godzinę,
                                  "zarobiłaby" ok. 6 200 PLN. Nijak się to nie ma do tego, co by zarobiła, gdyby
                                  poszła do pracy. Posiadanie gospodyni zamiast pracującej żony w naszym wypadku
                                  się nie kalkuluje. Jak by nie liczyć.

                                  > Czasem odnoszę wrażenie, że Ty się na żonie teraz mścisz i
                                  > odgrywasz za ten czas niepracowania, bo uważasz,że za duzo
                                  > pozwalała sobie w ciąży, a że teraz już nie jest to można sobie na
                                  > niej pofolgować.

                                  Mylisz się. Ja nie zamierzam jej teraz gonić do roboty. Ja chcę, żeby zmieniła
                                  się jej postawa, żeby zaczęła myśleć o przyszłości a nie zadowalać się taką
                                  bylejakością, jaką mamy teraz. Tu nie o same pieniądze chodzi, tylko o postawę
                                  żony. Chodzi o to, by to założenie o moim pójściu na urlop wychowawczy było
                                  możliwe do zrealizowania. Przy aktualnej postawie żony jest niemożliwe.
    • amb25 Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 17:38
      hej, a moze nasz Krzys sobie te historie wymyslil, bo jest temat do
      nowej dyskusji, bo ja nie wierze, zeby normalny czlowiek gonil
      kobiete w zaawansowanej ciazy i w pologu do pracy. A wydawalo mi
      sie, ze on ma w miare zdrowe poglady :)
      Lis to sprytne stworzonko.
      • vienetta Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 17:39
        Odsłonił swoje prawdziwe oblicze:)
        • moreno68 A bajka o lisku chytrusku....;) 10.03.09, 17:42
          Jego żona o takiej ni słyszała i teraz ma;)Takiego lisia obiboka
          Krzysia;)
          • jagodzianka05 Re: A bajka o lisku chytrusku....;) 18.03.09, 10:52
            Pracowałam od 19 roku życia, skończyłam ponoć "marne studia" pedagogikę, po
            porodzie straciłam pracę w szkole , razem podjeliśmy decyzję że znajdę nową po
            kilku miesiącach.Mąż pracował dosyć cięzko ale wciąż brakowało, wysyłałam
            podania ale tak naprawdę modliłam się żeby nie odpowiedzieli... nie dlatego że
            mi się nie chciało lub bo miałam złe nastawienie tylko po prostu pokochałam moje
            dziecko całym sercem, wiedziałam że przez pewien czas ja dla niego będę
            naj...potrzebniejsza-naj lepsza naj ukochańsza itp...
            Mąż to zrozumiał sam też tak myślał..
            Mąż zmienił pracę na baaardzo ciężką , po 10 godzin, lepiej płatną fizyczną
            Czy kiedyś się skarżył?
            Tak na bolące plecy, bolesne przetarcia na rękach, przemarznięcie, ale...NIGDY
            nie usłyszałam że nie ruszam tyłka do pracy, że nie robię tego czy tamtego w
            domu a bywało różnie choć bardzo się starałam.
            Ale usłyszałam za to że Jagoda cudownie się rozwija, jest nad wiek rozwinięta MA
            UMIEJĘTNOŚCI WYPRZEDZAJĄCE RÓWIEŚNIKÓW ...
            Mąż JEST DUMNY.
            Wiem jest mu ciężko ale oboje wiemy że taka sytuacja potrwa już niedługo, bo
            istnieje przedszkole, że za jakiś czas wyjdziemy wreszcie sami, że się zabawimy,
            że on zmieni stare auto na wymarzone za jakiś czas.
            My wiemy że tak będzie.
            Czekamy na to patrząc na naszą córkę, jak wspaniale rośnie, każde z nas wkłada w
            to wile z siebie, takie jest życie i na wszystko przyjdzie odpowiedni czas, są
            rzeczy ważne i ważniejsze.
            Ale nie kazdemu jest dane być mądrym odpowiedzialnym człowiekiem, mającym taką
            hierarchię wartości,gdzie rodzina jest najważniejsza
            • krzysztof-lis Re: A bajka o lisku chytrusku....;) 18.03.09, 20:30
              > Ale nie kazdemu jest dane być mądrym odpowiedzialnym człowiekiem,
              > mającym taką hierarchię wartości,gdzie rodzina jest najważniejsza

              Jagodzianko, przeczytaj raz jeszcze cały wątek (albo choćby moją pierwszą
              wypowiedź) i zastanów się, czy na pewno chodzi mi o sytuację, jaką Ty opisujesz.
              Czy może o "trochę" inną, w której siedzenie w domu mojej żony nie było
              uzasadnione ani wychowywaniem dziecka ani kłopotami zdrowotnymi w ciąży.

              Ale rozumiem, że i rodzina składająca się z leniwej żony powinna być najważniejsza.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 17:50
        > hej, a moze nasz Krzys sobie te historie wymyslil,

        Fajnie by było, naprawdę.

        > nie wierze, zeby normalny czlowiek gonil kobiete w zaawansowanej
        > ciazy i w pologu do pracy.

        Aleście się uparły na ten połóg i zaawansowaną ciążę. Przypominam, że chodzi o
        okres trwający 14 miesięcy.
        • moreno68 Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 17:57
          Jeżeli tak liczysz przyszłe zyski ....jak te 14 miesięcy sprawoności
          żony do pracy to już widać ze orłem z matematyki nie jesteś.
          Umawiałeś się z żoną przed ciążą , że 12 dni po urodzniu dziecka
          będzie pracować;)
          Bo jeśli nie umawialiście się tak wcześniej to skąd wiesz ,że tak
          być powinno.
          Może jeszcze lepiej było ustalić to przed ślubem?wtedy miałbyś
          jasność sytuacji?

          Wszak usta umowa i jej dotrzymywanie to Twoja super recepta na
          problamy innych.Czemu nie działa u Ciebie?
          Naprawdę zapomniałeś uzgodnic to przed ślubem albo chociaż przed
          ciążą?..Trudno uwierzyć;)
        • denay Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 17:59
          ostatnie 14 m-cy
          w trakcie których 9 m-cy Twoja żona byla w ciązy
          żeby nie zapomnieć o 12 dniach od porodu...
          czyli w sumie około pół roku wychodzi.

          Szczerze mówiąc to nikt Ci nie poda prawdy objawionej
          żeby mieć pełny obraz to trzeba dwóch stron wysłuchać
          I być może od Twojej ślubnej usłyszelibyśmy
          zupełnie inną wersję wydarzeń niż Ty raczysz opisywać.

          Jedno co widzę w tym co piszesz...
          Podobną sytuację sama znam z autopsji.
          Net to net, więc bez szczegółów.
          Mozesz mi wierzyć, możesz i nie
          ale Twoje podejście - bez zwracania życzliwej
          uwagi na partnera i usiłowanie dopasowania go do własnych wizji
          tylko i wyłącznie na własnych zasadach
          to równia pochyła...
          Prawdopodobnie Twoja żona pewnie będzie stawała okoniem, a
          jednocześnie obiecywała, chociaż i tak dalej będzie robiła swoje.
          Ty będziesz coraz bardziej sfrustrowany, że taka ona
          śmaka owaka, nie docenia Twoich wysiłków, że to przecież
          "dla naszego dobra"...
          A ona po prostu będzie broniła siebie, własnego ja
          (jakiekolwiek by ono nie było), usiłując nie dopuścić
          do zmian, od których Ty uzależniasz dalsze "być/nie-być"
          aż się możesz - czego w zasadzie nie życzę, obudzić
          z ręką w nocniku.
          I zupełnie szczerze - skoro nie chcesz się rozwodzić
          chcesz mieć rodzinę
          to poszukaj dobrego terapeuty.
          Czasami od środka żadna ze stron problemu nie widzi...
        • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 18:07
          To po jakiego grzyba płodziłaś długotrwale bezrobotnej, niezaradnej,
          bluszczowatej kobiecie dziecko?
          Zapewniam cię, że twoja wizja posiadania dużej ilości czasu na robienie stron
          internetowych podczas urlopu wychowawczego jest jeszcze bardziej utopijna niż
          wizja doradcy finansowego twojej żony. Wasze dziecko to noworodek, który je, śpi
          i wymaga zmiany pieluchy. Już za dwa tygodnie rozpoczniecie ciekawy etap kolek
          związany z niedojrzałością przewodu pokarmowego. Maraton wielogodzinnych
          wieczorno-nocnych wrzasków, brak snu, potworne zmęczenie i huśtawka nastrojów
          żony jeszcze przed tobą. Obawiam się, że nie podołasz tej sytuacji, brakuje ci
          siły, dystansu i pokory.
          • verdana Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 18:15
            I jak wyliczyłeś te 10 tysiecy, ktore stracileś? Te 10 tysiecy
            najwyzej straciliscie oboje, chyba że uwazasz, ze masz prawo
            zabierac zonie całą kase - czyli stracileś najwyżej 5 tysiecy...
            % tysiecy to niecałe 500 zł. miesiecznie - wiesz co? Jak Ci tak
            straszliwie żal pieniedzy, to dlaczego chcesz iść na wychowawczy,
            zeby zona Cię utrzymywała - lepiej dajcie dziecko do źłobka i
            pracujcie oboje.
            • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:15
              > I jak wyliczyłeś te 10 tysiecy, ktore stracileś?

              Ja wyliczyłem 30 000, które straciliśMY.

              > Jak Ci tak straszliwie żal pieniedzy, to dlaczego chcesz iść na
              > wychowawczy, zeby zona Cię utrzymywała - lepiej dajcie dziecko do
              > źłobka i pracujcie oboje.

              Pieniądze nie są dla mnie celem samym w sobie. Chcę za jakiś czas zostawić w
              cholerę etat i urlop wychowawczy jest doskonałym momentem do tego.

              Tak, jak napisałem
            • kklekss Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:21
              A gdzie miłość do żony i do dziecka ? Ty nie wiesz co to jest
              rodzina i niepotrzebnie ją zakładałeś .Nie dorosłeś do tego.Smutne ,
              że widzisz tylko kasę , przeciez całe życie przed tobą i co
              dalej?????????? Będziesz żył w/g jakiegoś planu , dzieciom też
              ułożysz jakiś plan.Rozpisz swoje życie na kartce i żyj w/g planu.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:26
                > A gdzie miłość do żony i do dziecka ?

                Nie rozumiem, w jaki sposób moja postawa wyklucza miłość do żony i do dziecka?

                > Ty nie wiesz co to jest rodzina i niepotrzebnie ją zakładałeś .Nie
                > dorosłeś do tego.Smutne , że widzisz tylko kasę , przeciez całe
                > życie przed tobą i co dalej?????????? Będziesz żył w/g jakiegoś
                > planu , dzieciom też ułożysz jakiś plan.

                Abstrahując od tego, czy się z tym zgadzam, czy nie
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:13
            > To po jakiego grzyba płodziłaś długotrwale bezrobotnej, niezaradnej,
            > bluszczowatej kobiecie dziecko?

            W maju zeszłego roku nie wyglądała na długotrwale bezrobotną, niezaradną i
            bluszczowatą. Zresztą o dziecko staraliśmy się kilka miesięcy.

            > Obawiam się, że nie podołasz tej sytuacji, brakuje ci siły,
            > dystansu i pokory.

            Niewykluczone, że masz rację.
            • verdana Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:32
              Powtarzasz jak manre "To mi nie pomaga". człowieku, jestes podobno
              dorosly - nie rozumiesz, ze nic ci nie pomoze? Marzysz o domu i
              wysokich dochodach, a masz mentalność 13-latka - sadzisz, ze ktos ci
              te pieniadze zarobi, że masz dziecko, ale to nie powinno wplynąć na
              zdolność zarobkowania Twojej żony, ze masz dziecko, ale zajmowanie
              sie nim, to w ogole nie jest żadna praca, bo dziecku niczego procz
              jedzenia i przewijania nie potrzeba.
              Powim Ci cos, co Ci na pewno nie pomoże - jestes niedojrzay, za
              wczesnie się ozenileś, za wczesnie miales dziecko. Domu nie
              postawisz, choćby żona zaharowala sie na śmierć, dziecko zmarnujesz.
              A nawet, jak sie rozwiedziesz, to nic nie zyskasz - bedziesz mosiał
              placic alimenty.
              Czyli - albo sam sobie pomozesz, weźmiesz się do pracy, pozwolisz
              zonie odpocząć po porodzie, nie będziesz chciał stawiac domu nie
              majac kasy, albo wlasnie zmarnowałeś sobie zycie.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:53
                > Powtarzasz jak manre "To mi nie pomaga".

                Nie pomaga mi to, że piszecie, że jestem niedojrzały.

                Tak jak mojej żony nie zachęca do wysiłku awantura o to, że nic nie robi.

                > Czyli - albo sam sobie pomozesz, weźmiesz się do pracy,

                Co konkretnie masz przez to na myśli?

                > sadzisz, ze (...) masz dziecko, ale to nie powinno wplynąć na
                > zdolność zarobkowania Twojej żony,

                Nie w stopniu, który uniemożliwiłby jej przez 14 miesięcy zarobienie dających
                się zauważyć pieniędzy.
                • mama-cudownego-misia Krzysiu, 11.03.09, 15:55
                  Ubawiłam się setnie i pozwolę sobie jednak być niekonstruktywna. Mam nadzieję,
                  że ona Cię puści w skarpetkach i znajdzie sobie kogoś dojrzałego. Obawiam sie,
                  że tu sprawa jest przegrana, ale nie z winy żony, która najpierw pracy znaleźć
                  nie mogła, potem nie zarabiała tyle, ile zaplanowaliście, a teraz się nie daje w
                  miesiąc po cesarce wykopać do pracy. Wina leży tu po stronie nieprzemakalnego na
                  argumenty i roszczeniowego egocentryka o dziwacznych i mocno usztywnionych
                  priorytetach, który uważa, że cały świat się powinien dostosować do jego
                  oczekiwań. Ułatw kobiecie zadanie i weź się rozwiedź, zamiast jej głowę zawracać.
                  A jak nie, to idź do psychologa, może on coś pomoże...
                  • kicia031 Re: Krzysiu, 11.03.09, 16:41
                    ona Cię puści w skarpetkach

                    No wlasnie, bo dopoki dziecko nie skonczy 3 lat, to matka swobodnie
                    moze ubiegac sie rowniez o alimenty na siebie, zwlaszcza jesli
                    dodatkowo studiuje. Sama pobieralam alimenty na siebie w takich
                    okolicznosciach, i rozwod nie jest do tego niezbedny.
          • martabmw Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 20:50
            Zapewniam cię, że twoja wizja posiadania dużej ilości czasu na robienie stron
            > internetowych podczas urlopu wychowawczego jest jeszcze bardziej utopijna niż
            > wizja doradcy finansowego twojej żony.

            bingo... pan zrezygnuje z etatu, założy działalność, będzie zarabiał na
            stronkach, wózek postawi przy kompie, coby niemowlę pobujać. Za pół roku
            poczytamy posty znerwicowanej żony, że mąż chyba pracoholik;)
        • musiavicky Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 20:58
          jesli chodzi o te 14 miesiecy ktore byly to po jaka cholere sie nad
          tym rozczulasz teraz kiedy wlasnie rozpoczal sie nowy , cudowny etap
          w waszym zycie. poco teraz w tym momencie stresujesz zona. BADZ
          MEZCZYZNA( facetem z j..) i nie rozczulaj sie nad soba. ciesz sie ze
          macie co jesc urodzilo wam sie zdrowe dziecko. pozwol zonie
          dorosnac. mnie sie noz w kieszeni otwiera jak czytam te twoje
          teksty. poczatek malzenstwa, 14 miesiecy biedaczyna musial na zone
          pracowac. juz zapomniales co przyzekales przed oltarzem. partnerswo
          partnerswtem ale to nie ty byles 9 miesiecy w ciazy!!!!!!!!!!!!!!!!!
          liczysz na to ze ci ktos pomoze ze poradzi ale jak widac ze nikt nie
          jest w stanie ci doradzic bo nikt sie z toba nie zgadza. i to juz
          powinno dac ci do myslenia. otrzasnij sie i nie rob niczego za
          wszelka cene. piszesz ze ty tak sobie wyorbarzasz zycie a pytales
          zony jak ona to sobie wyobraza? nie wszytko da sie przeliczyc na
          pieniadze, nie wszytko ma realna wartosc. Ludzie dlugie lata buduja
          dom dochodza do wszystkiego a ty sobie cos ubzdurales. zaplanowales.
          Rany dorosniej. jestes dlowa rodziny i twoim obowiazkeim jest
          zepewnienie bytu. ja nie wierze w ta twoja wersje partnerstwa bo
          napisales ze ojciec i matka zony pracuja , matka zajmuje sie domem a
          to jest sytuacja 100 % sielankowa!!!!!!!!!!!!!!!!smieszny
          jestes!!!!!!
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 21:12
            > jesli chodzi o te 14 miesiecy ktore byly to po jaka cholere sie nad
            > tym rozczulasz teraz kiedy wlasnie rozpoczal sie nowy , cudowny etap
            > w waszym zycie.

            O rany, tak się złożyło, że teraz nastąpiło to zmęczenie materiału. Przecież nie
            robię tego celowo w momencie, w którym wprowadzenie jakichkolwiek zmian jest
            trudniejsze, niż kiedykolwiek było czy będzie.

            > jak widac ze nikt nie jest w stanie ci doradzic bo nikt sie z toba
            > nie zgadza. i to juz powinno dac ci do myslenia.

            Nie jest aż tak źle, że NIKT się ze mną nie zgadza.

            Zresztą nie spodziewałem się głaskania po główce ze strony kobiet, które dość
            wybiórczo traktują zagadnienia związane z równouprawnieniem w związku.

            > piszesz ze ty tak sobie wyorbarzasz zycie a pytales zony jak ona
            > to sobie wyobraza?

            W sytuacji, w której konkretne plany dotyczące mojego odejścia z pracy na urlop
            wychowawczy snujemy wspólnie, można powiedzieć, że tak.

            > Rany dorosniej. jestes dlowa rodziny i twoim obowiazkeim jest
            > zepewnienie bytu.

            To prawda. Co nie zmienia faktu, że czuję się z tym źle.

            Podobnie obowiązkiem niepracującej kobiety jest opiekowanie się dzieckiem i
            domem, a wątków z marudzeniem na ten temat jest tu sporo.

            > ja nie wierze w ta twoja wersje partnerstwa bo napisales ze ojciec
            > i matka zony pracuja , matka zajmuje sie domem a to jest sytuacja
            > 100 % sielankowa!!!!!!!!!!!!!!!!smieszny jestes!!!!!!

            Przecież nie napisałem, że tak ma wyglądać moje małżeństwo, prawda? To byłaby
            sielanka, ale nawet o takim wariancie nie marzę.
    • brak.polskich.liter Motywacja 10.03.09, 19:34
      Interesujace... Nie tak dawno temu lansowales zgola inny poglad na kwestie
      odpowiedzialnosci finansowej i motywacji w pozyskiwaniu pieniedzy, gdy ma sie
      male dziecko w perspektywie. Poniewaz to, co wtedy napisales, brzmialo dosc
      sensownie, zastanawiam sie, skad taka radykalna zmiana rozmaitych koncepcji?
      Tylko, pliz, nie pisz, ze ta zmiana to dlatego, ze z malzonki nagle wyszedl
      bluszcz i meduza.

      "Z drugiej strony przyznać trzeba, że gdy się ma dziecko, ma się większą
      motywację, by zarabiać pieniądze, niż gdy się go nie ma. Na moim przykładzie,
      nie mam motywacji by napisać pracę dyplomową. Motywację bym miał, gdybym miał
      dziecko w drodze i wiedział, że za pół roku muszę mieć lepszą pracę, bo będę
      potrzebować więcej pieniędzy."

      Swiete slowa, swiete slowa. W zwiazku z tym mam pytanie - co z ta zmiana pracy
      na lepiej platna? Pomysl upadl? To byloby jakies rozwiazanie Twoich problemow -
      ktore, zreszta, sam zaproponowales poltora roku temu.
      Sorry, ze odswiezylam Ci pamiec, ale slowa napisane na forum maja te wlasnosc,
      ze nie znikaja.
      • kklekss Re: Motywacja 10.03.09, 19:53
        A tu nie chodzi o dziecko i jego potrzeby ale o urlop wychowawczy
        dla 'tatusia'.
        • krzysztof-lis Re: Motywacja 10.03.09, 19:58
          > A tu nie chodzi o dziecko i jego potrzeby ale o urlop wychowawczy
          > dla 'tatusia'.

          Tak
        • brak.polskich.liter Re: Motywacja 10.03.09, 20:00
          No, sam tatus circa about poltora roku temu inaczej spiewal - vide
          zamieszczony cytacik.
          Ale coz - okolicznosci przyrody sie zmienily - i spiewka wraz z nimi, najwyrazniej.
          Z grzecznosci nie zapytam o te prace dyplomowa, ktorej motywatorem mialo byc
          rowniez dziecko w drodze...
          • krzysztof-lis Re: Motywacja 10.03.09, 20:53
            > Z grzecznosci nie zapytam o te prace dyplomowa, ktorej motywatorem
            > mialo byc rowniez dziecko w drodze...

            Praca dyplomowa się obroniła półtora roku temu, we wrześniu 2007. :)

            Ale do dziś dyplomu z uczelni nie odebrałem, bo do niczego nie jest mi
            potrzebny. Jak będzie potrzebny, to po niego pojadę.

      • krzysztof-lis Re: Motywacja 10.03.09, 19:57
        > Interesujace... Nie tak dawno temu lansowales zgola inny poglad na
        > kwestie odpowiedzialnosci finansowej i motywacji w pozyskiwaniu
        > pieniedzy, gdy ma sie male dziecko w perspektywie. Poniewaz to, co
        > wtedy napisales, brzmialo dosc sensownie, zastanawiam sie, skad
        > taka radykalna zmiana rozmaitych koncepcji? (...)
        >
        > "Z drugiej strony przyznać trzeba, że gdy się ma dziecko, ma się
        > większą motywację, by zarabiać pieniądze, niż gdy się go nie ma.
        > Na moim przykładzie, nie mam motywacji by napisać pracę dyplomową.
        > Motywację bym miał, gdybym miał dziecko w drodze i wiedział, że za
        > pół roku muszę mieć lepszą pracę, bo będę potrzebować więcej
        > pieniędzy."
        >
        > Swiete slowa, swiete slowa. W zwiazku z tym mam pytanie - co z ta
        > zmiana pracy na lepiej platna? Pomysl upadl? To byloby jakies
        > rozwiazanie Twoich problemow - ktore, zreszta, sam zaproponowales
        > poltora roku temu.
        > Sorry, ze odswiezylam Ci pamiec, ale slowa napisane na forum maja
        > te wlasnosc, ze nie znikaja.

        Nie przepraszaj, bo nie ma za co. Sytuacja trochę różni się od tej, o której
        wtedy pisałem.

        Póki co moje dzisiejsze zarobki wystarczą na utrzymanie domu i rodziny. Chęć
        osiągnięcia wolności finansowej (czyli tych zarobków z internetu) i budowy domu
        nie jest aż tak wielka, by zaharowywać się na śmierć i pracować więcej niż do
        tej pory. Albo żeby szukać innej, lepiej płatnej pracy.

        Dlatego jej nie szukam.

        Ale może rzeczywiście masz rację, może powinienem żonie dać tyle czasu, ile
        będzie potrzeba a dopiero potem przykręcić śrubę. ;) Z drugiej strony chcemy
        mieć trójkę dzieci, więc to "potem" wypadnie lekko licząc za jakieś 6-10 lat...
        • brak.polskich.liter Re: Motywacja 10.03.09, 20:12
          Yyy, chyba nikt nie proponowal "zaharowania sie na smierc" ani niczego w tym
          guscie. Ot, skoro aktualna sytuacja finansowa nam nie odpowiada (bo chcemy kupic
          wieksza chalupe, bo mamy dziecko, ktore generuje koszty, bo mamy w planie wiecej
          takich generatorow, whatever) robimy cos, zeby te sytuacje zmienic na lepsza -
          bardziej nam odpowiadajaca. Oczywiste i normalne, IMHO.
          Lepiej platna praca to niekoniecznie praca w _wyzszym_ wymiarze godzin i
          niekoniecznie na etat, to tak na marginesie.

          Poniewaz w ilus-tam-postach narzekasz na aktualna sytuacje polaczona z
          biernoscia malzonki, totez zaproponowalam cos, co moglbys zrobic TY SAM,
          niezaleznie od zony, celem poprawy wlasnej sytuacji. A teraz Ty z kolei
          twierdzisz, ze w zasadzie to problemu nie ma, bo nie jest az tak zle i potrzeby
          zmieniania czegokolwiek tez w zasadzie nie ma...
          W zwiazku z czym mam propozycje: facet, okresl sie.
          • krzysztof-lis Re: Motywacja 10.03.09, 21:00
            > Yyy, chyba nikt nie proponowal "zaharowania sie na smierc" ani
            > niczego w tym guscie.

            Nie, naturalnie. :)

            Tyle tylko, że czuję się przytłoczony tą odpowiedzialnością za rodzinę i
            zastanawiam się, dlaczego tylko ja mam pracować aby zrealizować nasze wspólne cele?

            > Ot, skoro aktualna sytuacja finansowa nam nie odpowiada (...)
            > robimy cos, zeby te sytuacje zmienic na lepsza - bardziej nam
            > odpowiadajaca.

            Dokładnie to chcę osiągnąć. Tyle tylko, że zachęcając żonę do zarabiania
            pieniędzy a nie samemu szukając dodatkowych źródeł pieniędzy, z powodu opisanego
            wyżej.

            > teraz Ty z kolei twierdzisz, ze w zasadzie to problemu nie ma, bo
            > nie jest az tak zle i potrzeby zmieniania czegokolwiek tez w
            > zasadzie nie ma...

            Zaraz zaraz...

            Tak naprawdę to nie ma potrzeby zmieniania czegokolwiek. Mamy gdzie mieszkać.
            Nie musimy budować domu. Na utrzymanie nas stać i jeszcze trochę zostaje. Status
            quo da się utrzymać. W zacytowanym przez Ciebie fragmencie odnosiłem się do
            sytuacji, w której sytuacja zmienia się do tego stopnia, że trzeba pracować
            więcej. Gdyby nagle z jakiś przyczyn okazało się, że MUSIMY mieć więcej
            pieniędzy a żona nie może pójść do pracy, to bym zacisnął zęby i pracował
            więcej, lepiej, zarabiał więcej, itd.

            Tymczasem czuję, że moja żona mogłaby zarabiać pieniądze, gdyby tylko chciała.
            Mogłaby robić to w sposób, który by nie kolidował z wychowaniem dziecka. Bo nie
            uważam, by wygospodarowanie dwóch czy trzech dni w tygodniu przez matkę na pracę
            byłby jakąś krzywdą dla niego. Tak teraz jak i w perspektywie kilku lat. Okazuje
            się jednak, że żonie jest dobrze tak jak jest
            • chicarica Re: Motywacja 11.03.09, 09:20
              Czy ty normalny jesteś? W 12, no faktycznie - dzisiaj już 13 ;) - dni po
              urodzeniu dziecka żona ma wygospodarować czas na pracę nie kolidującą z
              wychowaniem dziecka? Facet, ty nie możesz być prawdziwy, przyznaj się, jesteś
              projektem internetowym...
              • krzysztof-lis Re: Motywacja 11.03.09, 09:52
                > Czy ty normalny jesteś? W 12, no faktycznie - dzisiaj już 13 ;) -
                > dni po urodzeniu dziecka żona ma wygospodarować czas na pracę nie
                > kolidującą z wychowaniem dziecka?

                Tak się zastanawiam, ile razy będę jeszcze w tym wątku tłumaczyć, że nie jestem
                wielbłądem.

                Moja frustracja bierze się z tego, że żona od 14 miesięcy nie przyniosła
                zauważalnych pieniędzy do domu. Nie oczekuję, że pójdzie do pracy teraz, choć
                mam nadzieję, że stanie się to tak szybko, jak tylko to możliwe. Jeśli nie,
                potem będzie jej w ogóle trudno cokolwiek zarobić.
            • attiya Re: Motywacja 11.03.09, 10:47
              krzysztof-lis napisał:
              >
              > Tymczasem czuję, że moja żona mogłaby zarabiać pieniądze, gdyby tylko chciała.
              > Mogłaby robić to w sposób, który by nie kolidował z wychowaniem dziecka. Bo nie
              > uważam, by wygospodarowanie dwóch czy trzech dni w tygodniu przez matkę na prac
              > ę
              > byłby jakąś krzywdą dla niego. Tak teraz jak i w perspektywie kilku lat. Okazuj
              > e
              > się jednak, że żonie jest dobrze tak jak jest
              • chicarica Re: Motywacja 11.03.09, 11:06
                Nie wiem tylko jak ten gościu chce mieć trójkę dzieci i oprócz tego ma ambitne
                plany typu firma, budowa domu, skoro na razie problemy są przy jednym dziecku i
                to dopiero co narodzonym. Trójka dzieci to kolejne ciąże i urlopy macierzyńskie
                żony, on chyba sobie nie wyobraża, że żona w ciąży i z maleńkimi dziećmi przy
                piersi będzie prężnie prowadzić tipsiarnię?
    • kicia031 uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 10.03.09, 20:15
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=92022971
      • rumpa Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 10.03.09, 21:19
        hehe, dawno nie pisałam, ale nie wytrzymałam...
        drogie panie, nie zapominajcie że Krzysztof jest 25 letnim
        inżynierem.
        No jak sie miał pochwalić że został ojcem? prawdę mówiac czegos
        takiego oczekiwałam :)))
        gdyby to był wygadany romantyczny humanista, ale mamy do czynienia z
        geekiem, tak się to nazywa?
        mnie tamn wręcz czasem wzrusza choc czasem i irytuje, jak wszystko
        chce skontrolować, dobrze ustawić itd... jakby chcial siebie
        zapewnić, że wszystko przewidział, jasno powiedział, sprecyzował,
        nie skłamał, jest w porzadku, przyszłość jest opanowana ( żeśmy
        wzielismy kontrakt dogadalismy) i bezpieczna.
        Oczywiście dupa z tego ale tego sie musi jeszcze nauczyć, dajcie
        spokój, ma 25 lat i uczyć się chce.A skoro od lat głównie siedzi
        przed kompem, to skąd ma to wiedzieć?
        Co do pracy żony, to dociera do mnie że ma problem bo babka te 5
        miesięcy przed ciążą nie pracowała, a nie że ma natychmiast lecieć
        do pracy...
        sama wiele lat nie pracowałam, mój mąż na tym tle dorobił się
        nadcisnienia - strach przed utrata pracy jest naturalny, strach, co
        będzie jak jemu coś się stanie - też...
        Tyle że teraz to nie najlepszy moment...na obgadywanie tego z
        żoną...
        poglądy na karmienie piersią - kuriozalne, jux od czasów
        eksperymentu Fryca wielkiego bodajże wiadomo, jak na dziecko wpływa
        przytulanie i bliski kontakt z ciałem matki - ciagle pamietam
        rozkosz, jaką jest przytulanie maleńkiego ciałeczka do piersi,
        gołego albo zapobiegliwie w pieluszce. Ile godzin spędziłam po
        prostu rozkoszując sie tym - chwilo trwaj - niestety skończyła się
        za szybko :((( czas tak szybko płynie...
        żeby było jasne, a propos lęków o seks - ja byłam z tych co już
        tydzień po porodzie miały ochotę, ale...ale...uczucie jakiego
        doświadczałam przytulając maluszka do nagiego ciała - to był kosmos,
        orbitowałam.
        co do zaś optymistycznych wyobrażeń o pracy na urlopie ojcowskim -
        wiesz Krzysztof, rozkoszuj się bezproblemowym noworodkiem. Niedługo
        zaczną się kolki, ząbki, wielogodzinne spacery - a zapewniam cie że
        jest masa dzieci co bez pudła rozpoznają czy są wożone czy kołysane
        nogą ( jakbys sobie wyobrażał że z laptopikiem w parku...) i w tym
        drugim wypadku wściekle protestują - miałam i taki i taki
        egzemplarz, starszego w ogóle musiałam nosić jak nie spał, bo furii
        dostawał że widzi tylko niebo i gałęzie, młodszemu ten widok
        wystarczał w zupełnosci,ilośc snu też się zmniejsza piorunująco,
        gotujesz obiadek i gadasz, sprzątasz i gadasz, potem siedzenie
        chodzenie
        pracowałam i po 12 godzin dziennie, ale nigdy nie byłam tak zmęczona
        jak "siedząc" z dzieckiem w domu - pod wieczór zdarzało się że po
        prostu patrzyłam tępo w scianę - totalne wyplucie - ale moje dziecko
        starsze było z tych co ADHD miało już w brzuchu - jak tylko nauczył
        się stać, usiłował wyskoczyć z kojca i prawie mu sie udało - znaczy
        złapałam w ostatniej chwili
        może się zdarzyć Krzysztof, że za parę miesięcy będziesz błogosławił
        nieruchawośc biznesową żony - zwłasza jak znajdziesz sobie ciekawszy
        etat i z ulga zamkniesz drzwi za dzieckiem cierpiacym trzeci tydzień
        bo ta cholerna pierwsza jedynka nie chce wyjść, zapryszczona buzia,
        katar, gorączka i żałosny płacz, popuchniete dziąsełka, które trzeba
        masować zimną grzechotką ... mówię ci luz blus
        I jeszcze jedno - Twoja żona 12 dnia po porodzie, o ile dobrze
        zrozumiałam pojechała do klientki. Człowieku, czego Ty chcesz?
        To buldożer nie kobieta :)))
        12 dni po porodzie to w jednym wypadku miałam 40 stopni gorączki z
        powodu zaczopowania się kanalika mlecznego, a w drugim - osłabiona
        cukrzycą i anemią - ledwo stałam na nogach i dojście do kibla 5m
        było problemem.
        Chyba jej nie doceniasz, naprawdę...

        • krzysztof-lis Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 10.03.09, 21:29
          > No jak sie miał pochwalić że został ojcem? prawdę mówiac czegos
          > takiego oczekiwałam :)))

          Dokładnie celem tamtego wątku było pochwalenie się, ale co tam. I tak nikt nie
          uwierzy. ;)

          > wszystko chce skontrolować, dobrze ustawić itd... jakby chcial
          > siebie zapewnić, że wszystko przewidział, jasno powiedział,
          > sprecyzował, nie skłamał, jest w porzadku, przyszłość jest
          > opanowana ( żeśmy wzielismy kontrakt dogadalismy) i bezpieczna.

          Masz rację
          • rumpa Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 10.03.09, 22:48
            Masz rację
            • krzysztof-lis Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 10.03.09, 22:54
              > albo wóz albo przewóz - przecież taki buldożer nie kierowany mógłby
              > zboczyć z jedynie słusznej drogi :)))

              No kurde, ale ja się nie pisałem na etat operatora buldożera. ;)

              > naprawdę, to nie jest przypadek że poślubiłeś tę właśnie kobietę
              > :)))
              > przecież ona doskonale do Ciebie pasuje

              Nie do końca to widzę, do mnie raczej pasowałaby kobieta, która umie wziąć
              sprawy we własne ręce i MNĄ pokierować. Bo ja sam sobą pokierować nie potrafię a
              co dopiero kierować całą rodziną...

              > może nieco zluzuj kontrolę, może jakaś terapia,

              Rozważam to. :)

              > pamietasz jak napisałeś że tobie komp nie zaszkodził mimo że dużo
              > czasu przy nim spędzasz?

              Pamiętam. Upośledził mnie społecznie, przez co nie wyszalałem się w momencie,
              gdy normalni ludzie w moim wieku by się wyszaleli. Ale to nie wina samego
              komputera, tylko splotu okoliczności (moja osobowość, przeprowadzka, komputer).
              • rumpa Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 10.03.09, 23:05
                albo wóz albo przewóz - przecież taki buldożer nie kierowany mógłby
                > > zboczyć z jedynie słusznej drogi :)))
                >
                > No kurde, ale ja się nie pisałem na etat operatora buldożera. ;)
                >

                może i nie, ale jeśli nie znosisz sytuacji nieprzewidywalnych,
                nowych, to wyjasnij mi jakim cudem mógłbyś zrezygnowac z tej
                funkcji?

                przecież byś zwariował ze stresu...

                Nie do końca to widzę, do mnie raczej pasowałaby kobieta, która
                umie wziąć
                > sprawy we własne ręce i MNĄ pokierować. Bo ja sam sobą pokierować
                nie potrafię
                > a
                > co dopiero kierować całą rodziną...

                to widać :))) że rzeczywistość nieco cie przerasta
                ale jak już zauważyłam, to by oznaczało że tracisz kontrolę, dzieją
                się rzeczy tak jak chce ta pani a nie jak ty - chyba że
                optymistycznie zkładasz że ta pani chciałaby dokładnie tak jak ty -
                jakaś mamusia, co wie co najlepsze dla dziecka?

                Ale to nie wina samego
                > komputera, tylko splotu okoliczności (moja osobowość,
                przeprowadzka, komputer).

                no jasne, dobrze że to widzisz

                Krzysiek, terapia, zanim sobie życiorys spieprzysz
                mądry z ciebie facet, starasz się, pytasz, nie obrażasz, do analizy
                skłonnosci masz, weź i opracuj z jakimś profesjonalistą schemat
                budowy emocjonalnej Krzysztofa, popraw parę śrubek, stwórz
                podręcznik obsługi i ... puść ten buldożer na żywioł :)))
                ide spać
                • krzysztof-lis Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 10.03.09, 23:17
                  > może i nie, ale jeśli nie znosisz sytuacji nieprzewidywalnych,
                  > nowych, to wyjasnij mi jakim cudem mógłbyś zrezygnowac z tej
                  > funkcji?

                  No chodzi o to, by wykształcić tego przewidywalnego i kompetentnego kierowcę
                  buldożera. :)

                  > to widać :))) że rzeczywistość nieco cie przerasta

                  Nie da się ukryć.

                  > ale jak już zauważyłam, to by oznaczało że tracisz kontrolę, dzieją
                  > się rzeczy tak jak chce ta pani a nie jak ty - chyba że
                  > optymistycznie zkładasz że ta pani chciałaby dokładnie tak jak ty -
                  > jakaś mamusia, co wie co najlepsze dla dziecka?

                  Rozmawiałem z żoną na te tematy na tyle dużo razy, by tak zakładać.

                  > Krzysiek, terapia, zanim sobie życiorys spieprzysz
                  > mądry z ciebie facet, starasz się, pytasz, nie obrażasz, do analizy
                  > skłonnosci masz, weź i opracuj z jakimś profesjonalistą schemat
                  > budowy emocjonalnej Krzysztofa, popraw parę śrubek, stwórz
                  > podręcznik obsługi i ... puść ten buldożer na żywioł :)))

                  Dziękuję. :)

                  > ide spać

                  Ale zajrzyj tu jutro, plizz. :)
                  • rumpa Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 13.03.09, 14:58
                    No chodzi o to, by wykształcić tego przewidywalnego i kompetentnego
                    kierowcę
                    > buldożera. :)

                    ale aby go wykształcić, sam musiałbyś mieć papiery mistrzowskie, a
                    jak sam już zauważyłeś, do nich Ci daleko...

                    Rozmawiałem z żoną na te tematy na tyle dużo razy, by tak zakładać.
                    >

                    ona jest młoda i ty też - generalnie teraz to moxna zkładać - nogę
                    na nogę żeby zacytować klasyka
                    takie rzeczy wychodzą w praniu a nie w ogniu hormonalnych dyskusji
                    geeka i dziewczynki - oboje z ambicjami i marzeniami

                    A teraz z mojej beczki - czujesz się oszukany itd... bo nie tak
                    miało być
                    Jakbym siebie słyszała - ja to się tak oszukana w końcu poczułam, że
                    rok seksu nie było, prawie "gnoja" znienawidziłam i małżeństwo
                    prawie poszlo się kisić.
                    Mąż też czuł się oszukany i niezrozumiany, wykorzystany i
                    niedoceniany...
                    Dziwnie nam się symatrycznie te uczucia układały...
                    też chciałam dom i najpierw uwaxałam że mąż też chce, potem
                    zauważyłam że nie za bardzo, więc go postanowiłam...zmotywować, potm
                    się obraziłam że się nie dał zmotywować więc, to chyba jasne co z
                    ciebie za fecet, inni to...
                    a potem otrzeżwiałam i zaczęłam się zastanawiać, co ja wyrabiam i w
                    zasadzie , po co mi ten dom aż tak bardzo, żeby gnoić drugiego
                    człowieka za to że ma nieco inny projekt na życie. wyszło przy tym
                    szydło z worka, dlaczego, jak i po co mi ten dom - było cos tam z
                    ambicji, chęci pokazania się, i ponieważ ja z rozbitej rodziny -
                    namalowania sobie w rzeczywistości takiego domku z pomarańczowymi
                    firankami i czwórką dzieci. To była ułuda. Okazzało się że o czworce
                    dzieci mogę zapomnieć, bo dwójka wykancza mnie dostatecznie i
                    zajmuje wystarczjąco duxo czasu, a dom - cóż, obecnie mieszkam w
                    jeszcze mniejszym mieszkaniu nix kiedykolwiek i - jestem szczęśliwa.
                    Dom będzie albo i nie, fajnie jak będzie, ale jak nie - przecież nie
                    zarżnę męża.
                    Teraz jesteś w takim momencie, że zakochanie się przechodzi w
                    miłość. W zakochaniu to jest tak że jakos tak wychodzi że z tą drugą
                    osobą to będziemy świat podbijać, wszystko co najlepsze, wszystko da
                    się załatwic - tak naprawdę kochamy samych siebie i jakis
                    nieszczęsny bialkowy nośnik, który nam pasuje do realizacji siebie.
                    Miłość jest inna - jest druga osoba, inna, są niespodzianki i to
                    masa , bo wreszcie zamiast własnych wyobrażeń widzi się człowieka -
                    nie mów mi ,że ty byłeś racjonalny i przemyslałeś sprawę - to sie
                    zawsze tak wydaje, tak to działa ( palę, bo lubię ), mnie tex sie
                    tak wydawało ,, zresztą ja podobna chyba jestem do Ciebie, i teraz
                    śmiac mi sie chce jak sobie przypominam jak zgrabnym umysłowym
                    saltem omijalam i tłumaczyłam sobie wszystko co mi nie pasowało, ale
                    widzę to dopiero teraz, po latach nastu.
                    Tutaj nie za bardzo widać że masz żonę, bo ONA jest dla ciebie
                    ważna, raczej że wziałeś babke, o której myslałeś że załatwi ci
                    ważne dla ciebie sprawy. Mam złą nowine - nikt nie załatwi twoich
                    spraw tak dobrze jak ty sam. Zawsze będzies miał jakąs pretensję i
                    żal a i jej się nic za bardzo nie będzie chciało, troche na złość
                    może, że te plany są ważniejsze niż ona.
                    Polecam książki
                    "Pomóż sobie, daj światu odtechnąć", " Kobieta bez winy i wstydu"
                    "Zdradzony przez ojca" " Miłość to wybór" " Związki i rozwiązki
                    miłosne" i druga częśc o małżeństwach, i przede wszystkim " jak
                    mówić,żeby dzieci słuchały, jak słuchać żeby dzieci mówiły" - to się
                    naprawdę bardzo przydaje, i w rozmowach z dorosłymi.
                    Spadam na urlop od moich dzieci
                    wszystkiego najlepszego Krzysztof i zadbaj o siebie, a żonę chwilowo
                    zostaw w spokoju - masz dosyć własnych problemów i ona ci ich nie
                    rozwiąże.

                    A co do gadki o panience po maturze co robi tipsy w wykonaniu jednej
                    pani dość często robiącej sobie dobrze online - no cóx ja znam
                    panienke z doktoratem z genetyki co robi tipsy, bo to lubi, doktorat
                    leży w szufladzie - i współczuję każdemu takiego rozumku co pozwala
                    na wygłoszenie podobnych sądów .
                    I więcej szacunku do siebie i żony - za cos takiego powinieneś ostro
                    babkę pojechać, a jesli podzielasz jej zdanie - to masz naprawdę
                    cholerne kłopoty,


                    • krzysztof-lis Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 14.03.09, 11:04
                      > I więcej szacunku do siebie i żony - za cos takiego powinieneś ostro
                      > babkę pojechać, a jesli podzielasz jej zdanie - to masz naprawdę
                      > cholerne kłopoty,

                      Przyznam szczerze, że nie wiem, czyją wypowiedź masz na myśli, bo chyba ją
                      przeoczyłem.
        • sanciasancia Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 18.03.09, 20:59
          > gdyby to był wygadany romantyczny humanista, ale mamy do czynienia z
          > geekiem, tak się to nazywa?
          Nie. To się nie nazywa ani geek ani nerd. Co najwyżej troll.
          Żaden nerd ani geek nie wejdzie na forum kobiece bez przystawienia naładowanego
          pistoletu do skroni i groźby zniszczenia jego unikatowej kolekcji zawierającej
          atari, commodore'a i 8086 (i ukradzione części od Odry).
          • krzysztof-lis Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 18.03.09, 21:21
            > Nie. To się nie nazywa ani geek ani nerd. Co najwyżej troll.

            Jeśli mamy tylko te dwie opcje do wyboru, to raczej geek niż troll.
            • sanciasancia Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 19.03.09, 15:22
              Nie mój drogi, geekiem nie jesteś.
              Z ilości i jakości postów wynika, że do trolla Ci bliżej.
              Bycie geekiem wymaga odpowiedniego poziomu introwersji i olania wszystkiego poza
              zainteresowaniami. Interfejsem geeka wielokrotnie jest jego własna żona
              (odpowiadając na pytanie po co geekowi żona - żona jest geekowi niezbędna do
              kontaktów ze światem i organizacji życia).
              Geek nie pisze komentarzy na emamie ani na Zyciu rodzinnym. Co najwyżej na blogu
              Linusa bądź LWN-ie albo innym branżowym piśmie albo forum o błędach w kernelu,
              bo na fora na gazecie o d.M. mu szkoda czasu. Nie zaprząta sobie głowy tym, czy
              jego żona robi tipsy czy nie, bo bardziej interesuje go jej komentarz na temat
              nowego artykułu, który napisał Stallman i co sądzi w zmianach w licencji GNU
              GPL. Jak ma poczucie, że żona traci czas, to jej mówi z wyrzutem, a miałaś się
              nauczyć pythona (tu wstawiamy wybrany ulubiony język programowania geeka).
              Ostatnia naprawdę krwawa dyskusja, w kórej wziął udział była na studiach i
              dotyczyła wyższości emacsa nad vi'em (i zakończyła się uruchomieniem klienta
              poczty na emacsie w stanie wskazującym na spozycie). Ta przedostatnia była o
              tym, czy Tolkien był wielkim pisarzem, czy tylko mediewistą.
              Nie muszę chyba dodawać, że geek swoje pliki uwielbia edytować sedem.
              Za mało piszesz o odnawialnych źródłach energii a za dużo na gazecie, żeby Cię
              wziąć za geeka.
              • krzysztof-lis Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 19.03.09, 18:59
                > Z ilości i jakości postów wynika, że do trolla Ci bliżej.

                Jeśli za trolla rozumiesz osobę, która ma inne zdanie niż większość tego forum,
                to z pewnością.
                • sanciasancia Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 20.03.09, 10:23
                  W definicji trolla uwzględnione jest pisanie kontrowersyjnych opinii po to by
                  wywołać dyskusję.
                  IMHO ten wątek o 6 tygodniach połogu bez współżycia można spokojnie zaliczyć do
                  trollowania. Do geekowania raczej nie.
                  • krzysztof-lis Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 20.03.09, 17:50
                    > W definicji trolla uwzględnione jest pisanie kontrowersyjnych
                    > opinii po to by wywołać dyskusję.

                    No dobrze
                    • sanciasancia Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 21.03.09, 10:17
                      > > IMHO ten wątek o 6 tygodniach połogu bez współżycia można
                      > > spokojnie zaliczyć do trollowania.
                      >
                      > Aha.
                      To był wątek na serio?
                      Myślałam, że w szkole uczą biologii.
                      • krzysztof-lis Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 21.03.09, 10:38
                        > To był wątek na serio?

                        To był wątek, którego celem było pochwalenie się, że dziecko już się urodziło.

                        > Myślałam, że w szkole uczą biologii.

                        Nie wiem jak teraz, ale za moich czasów uczyli.
                        • sanciasancia Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 30.03.09, 11:40
                          > Nie wiem jak teraz, ale za moich czasów uczyli.
                          To chyba niezbyt skupiali się na rozmnażaniu, higienie ciąży i połogu.
                          I chwalisz się dzieckiem, narzekając na to, że z seksu nici?
                          Jestem pod wrażeniem.
                          • krzysztof-lis Re: uwaga, nie dla wrazliwych (intelektualnie) 30.03.09, 19:04
                            > To chyba niezbyt skupiali się na rozmnażaniu, higienie ciąży i
                            > połogu.

                            Nie mam zielonego pojęcia, zupełnie tego nie pamiętam.

                            > I chwalisz się dzieckiem, narzekając na to, że z seksu nici?

                            Przeczytałaś tamten wątek? Bo ja właśnie przejrzałem wszystkie moje wypowiedzi i
                            nie znalazłem miejsca, w którym byłyby moje narzekania.
    • triss_merigold6 I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 20:43
      Powtórzę za inną forumowiczką: za wcześnie się ożeniłeś, żona jest
      za młoda, za wcześnie zdecydowaliście na dziecko.
      Pokory synu, trochę.
      Zrobiłeś dziecko bardzo młodej kobiecie, bez pracy, bez
      wykształcenia i bez doświadczenia zawodowego. Oczekujesz, że będzie
      generować kasę?! Za jakieś 4-5 lat może tak pod warunkiem, że
      skończy przyzwoite studia.
      Dorosły facet uwierzył, że tpisy dają 5 tysięcy miesięcznie?!
      Ojacieeee, miszcz biznesu. Gdyby Twoja żona prowadziła z matką znany
      na rynku salon kosmetyczny to może owszem takie dochody byłyby
      realne. Ale na 100% nie osiągnie takich dochodów panienka, która
      klei paznokcie znajomym.
      Etat chcesz rzucić powiadasz... miszcz interesów... w momencie
      kryzysu na rynku pracy... A kto Was ubezpieczy, przepraszam?

      O budowie domu zapomnij. Cokolwiek wyliczyłeś pomnóż to 3 razy. To
      są naprawdę duże koszty i z klejenia tipsów oraz dłubania w
      stronkach internetowych budowalibyście ten dom ze 30 lat.
      Pani niech skończy te turystykę i zaczepi się w jakimś biurze
      podróży, te 1500 zł pracując spokojnie za biurkiem wyciągnie.
      • krzysztof-lis Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 21:05
        > Pokory synu, trochę.

        O ile pokora ma oznaczać wysłuchiwanie w milczeniu kolejnych obelg pod swoim
        adresem, na to liczyć nie możesz.

        Założyłem ten wątek by uzyskać pomoc w realizacji moich pomysłów, wcale
        jednocześnie nie wiedząc, czy są najlepsze w naszej sytuacji albo czy są w ogóle
        dobre. Ten wątek powstał też po to, by je zweryfikować.

        > Dorosły facet uwierzył, że tpisy dają 5 tysięcy miesięcznie?!

        Bardziej chodziło o to przedłużanie rzęs, które kosztuje znacznie więcej, niż te
        tipsy. Perspektywy, które przedstawiała żona wyglądały całkiem realistycznie.
        Uczciwie stwierdzam, że się na tym nie znam, więc nie byłem w stanie tego
        porządnie ocenić.

        > Etat chcesz rzucić powiadasz... miszcz interesów... w momencie
        > kryzysu na rynku pracy... A kto Was ubezpieczy, przepraszam?

        Plan przewidywał pójście na urlop wychowawczy na 3 lata. A to nie jest
        definitywne rzucenie pracy, prawda? Nie rozumiem za bardzo, co masz na myśli
        pytając o ubezpieczenie.

        > O budowie domu zapomnij. Cokolwiek wyliczyłeś pomnóż to 3 razy.

        Liczyłem, że potrzebujemy 200 000 PLN i uważam, że w tych pieniądzach można się
        z powodzeniem zmieścić.

        > Pani niech skończy te turystykę i zaczepi się w jakimś biurze
        > podróży, te 1500 zł pracując spokojnie za biurkiem wyciągnie.

        Jak ma pracować za 1 500 to niech idzie do McD, szkoda czasu i kasy na studia.
        Zresztą za takie pieniądze to się jej nie opłaci iść do pracy, skoro więcej
        zapłacilibyśmy opiekunce...
        • triss_merigold6 Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 21:25
          Pytasz o zdanie kobiety, które w znakomitej większości są od Ciebie
          znacznie starsze i mają większe doświadczenie życiowe więc bądź
          łaskaw słuchać i myśleć.

          Nie trzeba się na czymś znać dokładnie, żeby być w stanie
          zweryfikować rojenia - to a propos zarobków z rzęs i tipsów. KRYZYS
          = ludzie rezygnują z usług, które nie są niezbędne. Te nie są.

          Na wychowawczym masz ubezpieczenie, zgadza się.

          Nie zmieścisz się w 200 000 zł. Zapomnij. Mój aktualny chłop parę
          lat pracował w branży budowlanej, rynek materiałów i usług zna
          bardzo dobrze a kwestię ceny budowy domu już analizowaliśmy. I nie
          wyjdzie tyle nawet przy założeniu, że 75% pracy wykonuje się we
          własnym zakresie - samemu wylewa fundamenty, stawia sciany etc. nie
          mówiąc o wykończeniówce.

          W biurze turystycznym na początek dostanie 1500 zł ale ma szanse
          poznać rynek i robić coś sensownego zgodnie z wykształceniem a potem
          iść dalej. Z McDonalda dalej nie pójdzie, chyba, że do biedronki na
          kasę.

          Przyzwyczaj się do myśli, że skoro nie ożeniłeś się z korporacyjną
          suką to Ty masz utrzymywać dom.
          • miacasa Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 21:28
            Triss, noszsz dreszczy dostałam na myśl o korporacyjnej suce ;)
          • krzysztof-lis Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 21:33
            > Nie trzeba się na czymś znać dokładnie, żeby być w stanie
            > zweryfikować rojenia - to a propos zarobków z rzęs i tipsów. KRYZYS
            > = ludzie rezygnują z usług, które nie są niezbędne. Te nie są.

            O firmie z rzęsami mowa była w wakacje, gdy o kryzysie świat nie słyszał.

            BTW
            • annb Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 21:45
              efekt szminki dotyczy kompensacji
              zamiast samochodu kupie sobie szminke, bo musze sobie podarowac
              odrobine luksusu
              ale nie pojde przedluzac rzes, ani kłaśc żelu bo za miesiac
              moge stracic prace, a jak na rozmowe o nową iśc z zaniedbanymi(bo
              oszczedzam kase) paznokciami czy z rzesami tęskniącymi do salonu.
              lakier jest tanszy wiec poprzestane na nim
              no przykro mi
              nie pociesze
            • ivoncja Re: I tak się rozwiedziecie 14.03.09, 19:57
              > O firmie z rzęsami mowa była w wakacje, gdy o kryzysie świat nie słyszał

              Jaki ten świat niedobry, nie chce się do twoich precyzyjnych planów
              dostosować...Obawiam się, że do takiej myśli będziesz zmuszony się przyzwyczaić
              a nawet z nią pogodzić, inaczej wylądujesz u psychiatry z głęboką depresją.
              Gdyby wszystko w życiu układało się tak, jak to sobie zaplanujemy, byłoby na
              pewno dużo łatwiej żyć, ale pociesz się że nikt tak nie ma. Skoro starcza wam na
              życie i jeszcze trochę zostaje, to przestań wreszcie wyliczać swojej żonie, ile
              to już nie zarobiła kasy i ciesz się, że nie musicie liczyć na finansową pomoc
              rodziców, jak wiele młodych małżeństw. I jeszcze jedno- odpowiedzialność za
              rodzinę to nie tylko zarabianie, zarabianie, zarabianie... Nie każdy musi mieć
              dom wybudowany za własne pieniądze już przed trzydziestką, może wy też nie
              musicie. Z tego co piszesz wynika, że zarabianie i odkładanie jest dla ciebie
              życiowym priorytetem. I jeszcze jedno- gdyby dzieci potrzebowały tylko i
              wyłącznie karmienia i przewijania, ludzie już dawno wynaleźliby do tych
              czynności automaty. Dzieci potrzebują przede wszystkim miłości i zainteresowania
              rodziców. Z powodu braku tych dwóch czynników rodzą się patologie. Skup się
              więc na tym, co twoja żona jako matka może dać dziecku, a nie na tym, czego nie
              może dać tobie.
              • krzysztof-lis Re: I tak się rozwiedziecie 16.03.09, 22:24
                > Jaki ten świat niedobry, nie chce się do twoich precyzyjnych planów
                > dostosować...

                Nie świat niedobry, tylko żona niedobra. Na siłę wyższą bym się nie obrażał.

                > Nie każdy musi mieć dom wybudowany za własne pieniądze już przed
                > trzydziestką, może wy też nie musicie.

                Nie muszę, ale chcę. I jeśli moja żona też tego chce (albo mówi, że tego chce),
                oczekuję że będzie starać się ten cel osiągnąć.

                > Z tego co piszesz wynika, że zarabianie i odkładanie jest dla
                > ciebie życiowym priorytetem

                Zarabianie i odkładanie jest tylko środkiem do osiągnięcia celu. Tej budowy
                domu. Która zresztą nie jest dla mnie najważniejsza, bo ważniejsze jest
                posiadanie dzieci i rezygnacja z etatu w perspektywie kilku lat. Na dziecko
                zdecydowaliśmy się świadomie, wiedząc że opóźni to budowę domu. Tak samo
                świadomie chcę odejść z pracy gdy nadarzy się okazja (zamiast np. wynająć
                nianię) choć to też tę budowę domu opóźni.
        • rumpa Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 21:27
          Krzysiek i te 200 tys mnie upewnia że bujasz w obłokach i na bakier
          jesteś z rzeczywistoscią - zajrzyj na forum Muratora i tam spotkasz
          tych co jeszcze nie wybudowali i uważają że za 200 tys się da i tych
          co wybudowali - i wiedzą że sie nie da.
          Nawet wszystko robiąc samemu.
          Masz tu akurat pecha albo szczęście, bo ja mam fioła na punkcie
          budowy domu i od 10 lat wiszę na forach, czytam wszystkie muratory,
          ładny dom , i co tam sie jeszcze nowego pojawiło, i dlatego wiem -
          wróć na ziemię, za 200 tys nie wybudujesz i tyle, chyba że 70- 80
          metrów w stanie "deweloperskim".
          Ale skoro wspominałeś coś o trójce dzieci to chyba to miałby być
          raczej sam garaż...
          Pozdrawiam
          • krzysztof-lis Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 21:36
            > Krzysiek i te 200 tys mnie upewnia że bujasz w obłokach i na bakier
            > jesteś z rzeczywistoscią - zajrzyj na forum Muratora i tam spotkasz
            > tych co jeszcze nie wybudowali i uważają że za 200 tys się da i tych
            > co wybudowali - i wiedzą że sie nie da.

            Na forum muratora jestem dłużej, niż tu. ;)

            > Masz tu akurat pecha albo szczęście, bo ja mam fioła na punkcie
            > budowy domu i od 10 lat wiszę na forach, czytam wszystkie muratory,
            > ładny dom , i co tam sie jeszcze nowego pojawiło,

            A to w marcowym muratorze powinien być w jednym artykule cytat z moich ust. ;)
            Coś odnośnie oszczędzania energii. ;)

            > za 200 tys nie wybudujesz i tyle, chyba że 70- 80 metrów w stanie
            > "deweloperskim".

            Ja chcę dom konstrukcji szkieletowej. Instalacje i prąd zrobię we własnym zakresie.

            domnajtaniej.pl/cennik-nowak-110.php
            To strona mojego znajomego, taki dom chcę mniej więcej zbudować. Liczę, że jako
            znajomy zrobi mi to rzeczywiście za tyle pieniędzy...
            • annb Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 21:49
              omojbosze
              klekajcie narody
              caly cytat
              tylko ze co z tego?
              teoretykiem jestes
              pogodz sie z tym
              A jak ty ten dom chcesz stawiac z dzieckiem pod pacha?
              a moze pod powala dzieciaka powiesisz zeby nie przeszkadzal w
              budowie?
              zejdz na ziemie
              • krzysztof-lis Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 22:24
                > omojbosze
                > klekajcie narody
                > caly cytat
                > tylko ze co z tego?

                Nic, pochwalić się tylko chciałem, że jednak na pewnych rzeczach się znam.

                > teoretykiem jestes

                W wielu kwestiach
            • chicarica Re: I tak się rozwiedziecie 11.03.09, 09:35
              Patrzę na ten kosztorys i nijak nie widzę tam 200 tys. Że już nie wspomnę o tym,
              że to jest stan przed wykończeniem, a wykończenie to - lekko licząc - 1/3
              kosztów budowy, pod warunkiem że nie zaszalejesz.
              No i nie wiem czy w konstrukcji szkieletowej to też będzie 1/3, bo coś mi się
              wydaje że bardziej 1/2.
              • krzysztof-lis Re: I tak się rozwiedziecie 11.03.09, 09:53
                > Patrzę na ten kosztorys i nijak nie widzę tam 200 tys. Że już nie
                > wspomnę o tym, że to jest stan przed wykończeniem, a wykończenie to
                > - lekko licząc - 1/3 kosztów budowy, pod warunkiem że nie
                > zaszalejesz.

                Poczytaj o tym, jak wygląda dom w stanie tam opisanym i zastanów się, czy można
                już w nim mieszkać.

                Bo naprawdę gołe płyty wiórowe na ścianach czy wiszące luzem gniazdka są do
                zaakceptowania, gdy się człowiek wyprowadza z ciasnego mieszkania.

                > No i nie wiem czy w konstrukcji szkieletowej to też będzie 1/3, bo
                > coś mi się wydaje że bardziej 1/2.

                Co to zmienia w mojej sytuacji? Czy sprawia, że potrzeba nam MNIEJ pieniędzy?
                • chicarica Re: I tak się rozwiedziecie 11.03.09, 10:55
                  "Poczytaj o tym, jak wygląda dom w stanie tam opisanym i zastanów się, czy można
                  już w nim mieszkać."
                  Przeczytałam. Odbierałam mieszkanie w stanie bardziej zaawansowanym niż taki dom
                  i gwarantuję ci, że nie można w czymś takim mieszkać na pewno. A wyprowadzałam
                  się też z 35 m.
                • chicarica Re: I tak się rozwiedziecie 11.03.09, 10:58
                  Nie sprawia, że potrzeba wam mniej pieniędzy, pokazuje natomiast, że twoje plany
                  są kompletnie oderwane od rzeczywistości i że trzeba zacząć od skonkretyzowania
                  tychże planów i skonfrontowania ich z warunkami prawdziwego życia, a dopiero
                  potem próbować znaleźć sposoby na zrealizowanie tych planów.
                • ivoncja Re: I tak się rozwiedziecie 14.03.09, 20:03
                  > wiszące luzem gniazdka są do
                  > zaakceptowania, gdy się człowiek wyprowadza z ciasnego mieszkania.

                  Ale nie w sytuacji, gdy się ma małe dziecko albo i trójkę dzieci. Mam wrażenie,
                  że zapomniałeś, że pojawienie się dziecka zmienia mocno, żeby nie powiedzieć
                  diametralnie życie jego rodziców.
                  • krzysztof-lis Re: I tak się rozwiedziecie 16.03.09, 22:25
                    > > wiszące luzem gniazdka są do
                    > > zaakceptowania, gdy się człowiek wyprowadza z ciasnego mieszkania.
                    > Ale nie w sytuacji, gdy się ma małe dziecko albo i trójkę dzieci.

                    Ale wiesz, to był tylko przykład. Rzeczywiście, rzucony zupełnie bezmyślnie, bez
                    uwzględnienia tego, że wiszące gniazdka nie są bezpieczne. Może więc podam inny
          • triss_merigold6 Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 21:41
            Toż mówię, mam chłopa, który tematem zajmował się dośc długo i jest
            w stanie sam mnóstwo rzeczy zrobic + wie gdzie co kupować. A ja mam
            fioła na punkcie budowy/kupna domu i tez czytam. Z dwa razy większą
            kwotą to może bym się zastanawiała, podkreślam MOŻE.
            Oszczędzic to sobie można kładąc panele zamiast parkietu albo
            linoleum zamiast terakoty ale nie na samej budowie.
            • krzysztof-lis Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 22:22
              > Z dwa razy większą kwotą to może bym się zastanawiała, podkreślam
              > MOŻE.

              To stawia mnie (nas?) tylko w jeszcze trudniejszej sytuacji. Rozumiem, że w
              związku z tym mam w ogóle z pomysłu przeprowadzki z 35-metrowego mieszkania do
              własnego domu? Kredytu przecież nikt o zdrowych zmysłach mi nie da, ja zresztą
              resztki rozsądku mam i w kredyt do końca życia się nie wpakuję.
              • annb Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 22:27
                na poczatk moze nie poczynaj tej kolejnej dwojki z ustalen
                bo bedzie wam i ciezko, i ciasno
                a marzeniami miski nie napelnisz
                • krzysztof-lis Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 22:32
                  > na poczatk moze nie poczynaj tej kolejnej dwojki z ustalen
                  > bo bedzie wam i ciezko, i ciasno

                  Może to i dobrze, miałbym motywację, by coś zmienić. ;)

                  > a marzeniami miski nie napelnisz

                  Podobnie jak dobrymi chęciami żony.
                  • annb Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 22:33
                    wiesz
                    ty ją wybrales
                    nikt ci nie kazal...
                    • krzysztof-lis Re: I tak się rozwiedziecie 10.03.09, 22:51
                      > wiesz
                      > ty ją wybrales
                      > nikt ci nie kazal...

                      Nic nie wskazywało na to, że kobieta, w której się zakochałem, jest bierna i nie
                      zamierza aktywnie uczestniczyć w realizacji marzeń i planów, które się jej tak
                      bardzo spodobały. A całe swoje poczucie obowiązku i przyzwoitości ładuje w
                      obiadki i porządki...

                      Naprawdę, gdybym wiedział, że tak będzie, postąpiłbym na pewno inaczej. Z
                      pewnością nie zdecydowałbym się na dziecko w takiej sytuacji, w jakiej byliśmy
                      wtedy. Wtedy cały czas łudziła mnie, że to tylko stan przejściowy.
    • arieta Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 21:00
      Wydaje mi sie, ze ogolnie jestes po prostu rozczarowany tym jak sie wszystko potoczylo. Mialo byc inaczej. Mialo byc wiecej pieniedzy i szybciej.
      Jestes sfrustrowany, ze ciebie mlodego czlowieka z perspektywami cos trzyma za ogon. To sa moje domysly.
      Ja tez tak mialam, no i nie oszukujmy sie, dalej tak mam, w wielu kwestiach, ze chce by bylo super i to juz.
      Pamietam z poczatkow mojego malzenstwa, ze czekanie na zmiany trzy miesiace wydawalo mi sie smieszne, jest niesprawiedliwe i ma sie zmienic juz. A w rzeczywistoscia okazywalo sie, ze trwalo to dwa lata, rok, czasem pol roku. Zmiany przychodzily, ale po prostu w moim odczuciu powoli.


      Wyglada tez na to, ze nie wiesz czego tak naprawde oczekuje twoja zona. Chyba tego samego czego ty, ale o czym innym swiadcza jej czyny. A mozliwe, ze ona oczekiwala, ze ty bedzesz bardzo szczesliwy, ze urodzila wam dziecko, ze sie nim i domem zajmuje, ze bedziesz ja za to docenial, kochal, chwalil. Ze ona Cie bedzie tym uszczesliwiala i sama sie cieszyla w tym czasie macierzynstwem. Moze liczyla na to ze bedziesz sie czul spelniony utrzymujac ich. Moze nie mowi tego na glos, ale mozliwe ze cos takiego miala w glowie. Moze cie to teraz bulwersowac, bo nie tak sie umawialiscie.

      No ale tak konkretnie w twojej sytuacji, ja wiedzac teraz czego nie wiedzialam 3 lata temu powiedzialabym...

      Podziel przez dwa swoje oczekiwania i dodaj dwa lata do ich realizacji. Zapowiedz zonie, ze czujesz sie sfrustrowany taka sytuacja i oczekujesz ze bedzie szukala pracy, kiedy np dziecko skonczy pol roku. Wiadomo, ze wtedy polowa ciezarow, z tym zwiazana spada na ciebie, ale sadzac po twoich wczesniejszych wypowiedziach to nie problem I jak dziecko skonczy pol roku przypomnij o tym. Moze ci powie, ze ona nie chce, ona sie widzi jako gospodynie domowa, albo ci powie, swietnie, juz nie moge zniesc siedzenia w domu.Moze cie sie jej reakcja spodoba, a moze poczujesz sie oszukany Wtedy zadecydujesz co dalej. W tej chwili juz nie wyrzucaj jej jej brakow i nie podkreslaj na kazdym kroku jak bardzo cie rozczarowala i jak bardzo jestes z jej postawy wobec pracy niezadowolony, bo to jest zly na to czas i nie da oczekiwanych efektow. Nie da to efektow wiec po co pogarszac sytuacje.

      Na pocieszenie powiem, ze ja jestem mezatka od 5 lat, pierwsze dwa lata nie pracowalam, szukalam pracy... ale chyba tak ze modlilam sie by jej nie znalezc:) Maz nie robil mi wymowek, zloty czlowiek:) W kazdym razie od trzecha lat pracuje, awansuje, dostaje podwyzki, rozwijam sie. Skonczylam studia jeszcze zanim zaczelam pracowac, teraz od roku znow wrocilam do nauki - zdobywam profesjonalne kwalifikacje zadowowe. Idzie ku dobremu, ale nic na to nie wskazywalo 3 lata temu. Tez mi chyba czasu na dorosniecie potrzeba bylo.
      • verdana Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 21:03
        A tak na marginesie - jak sytuacja sie zmienila i ja uznalam, ze
        trzeba wiecej kasy (mąż zadowoli sie para spodni i tym, ze jest co
        jeść), to JA poszukałam kolejnej pracy, a nie wysylalam do niej
        męża, ktory najwyraxniej tych pieniedzy nie potrzebował.
        Mam potrzeby - to sobie zarobię. Ty nie mozesz?
        • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 21:14
          > A tak na marginesie - jak sytuacja sie zmienila i ja uznalam, ze
          > trzeba wiecej kasy (mąż zadowoli sie para spodni i tym, ze jest co
          > jeść), to JA poszukałam kolejnej pracy, a nie wysylalam do niej
          > męża, ktory najwyraxniej tych pieniedzy nie potrzebował.
          > Mam potrzeby - to sobie zarobię. Ty nie mozesz?

          Czuję, że to trochę nie fair, gdy tylko jedna osoba zarabia na realizację planów
          obydwojga. A druga, choć może, nie robi tego.
        • triss_merigold6 Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 21:49
          To w sumie bardzo ciekawa koncepcja. A mąż w kwestii dzieci tez
          uważał, że wystarczy im para spodni i karma? Minimalizm jest super
          dla singla, przy dzieciach odpowiedzialnemu mężczyźnie nie powinen
          wystrczać dochod na poziomie minimum biologicznego.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 21:08
        > Wydaje mi sie, ze ogolnie jestes po prostu rozczarowany tym jak
        > sie wszystko po toczylo. Mialo byc inaczej. Mialo byc wiecej
        > pieniedzy i szybciej. Jestes sfrustrowany, ze ciebie mlodego
        > czlowieka z perspektywami cos trzyma za ogon.

        Myślę, że można to tak podsumować.

        > Wyglada tez na to, ze nie wiesz czego tak naprawde oczekuje twoja
        > zona. Chyba tego samego czego ty, ale o czym innym swiadcza jej
        > czyny.

        WYDAJE MI SIĘ, że tego samego, co ja. Przynajmniej takie wrażenie odnosiłem z
        naszych rozmów. Ale właśnie... jej czyny świadczą inaczej...

        Za pomysł z odłożeniem frustracji na pół roku dziękuję! :)
      • kklekss Re: do autora 10.03.09, 21:24
        Jestes psychicznie chory i tylko tyle.Koniec.
        • verdana Re: do autora 10.03.09, 21:45
          E tam. Raczej ocenilabym autora na człowieka, ktory kocha pieniądze
          bardziej od zony i dziecka , ale jest za leniwy, aby chciało mu sie
          pracować. To jest jego podstawowy problem i tyle.
          • krzysztof-lis Re: do autora 10.03.09, 21:51
            > E tam. Raczej ocenilabym autora na człowieka, ktory kocha pieniądze
            > bardziej od zony i dziecka , ale jest za leniwy, aby chciało mu sie
            > pracować. To jest jego podstawowy problem i tyle.

            Na pewno jest zbyt leniwy, by tylko on miał pracować na osiągnięcie celów
            własnych i żony. I czułby się w takiej sytuacji wykorzystywany.
          • triss_merigold6 Re: do autora 10.03.09, 21:53
            Jak mówię - było brać korporacyjną sukę. Mają tylko minus, znaczy
            wysokie wymagania, odnośnie zarobków i wkładu własnego w życie
            rodzinne panów też. I Krzysztof by nie doskoczył po prostu do tej
            półki więc ma laskę po maturze, która robi tipsy.
            • krzysztof-lis Re: do autora 10.03.09, 22:20
              > I Krzysztof by nie doskoczył po prostu do tej półki więc ma laskę po
              > maturze, która robi tipsy.

              Dołujące trochę jest to, co piszesz.

              Ale w sumie mobilizuje do udowodnienia sobie, że tak nie jest. Pytanie tylko,
              kto na tym tak naprawdę skorzysta.
              • chicarica Re: do autora 11.03.09, 09:30
                Jeśli chodzi ci o to, że w ramach udowadniania sobie czegoś znajdziesz sobie
                korporacyjną sukę, to gwarantuję ci że najbardziej skorzysta żona ;)
                • krzysztof-lis Re: do autora 11.03.09, 09:54
                  > Jeśli chodzi ci o to, że w ramach udowadniania sobie czegoś
                  > znajdziesz sobie korporacyjną sukę, to gwarantuję ci że najbardziej
                  > skorzysta żona ;)

                  Jeśli nauczy się sama kierować własnym życiem
                  • triss_merigold6 Ona ma w sumie szansę 11.03.09, 12:38
                    Młoda jest, 2-3 lata i dziecko odchowa, akurat do jakiejś pracy
                    biurowej po licencjacie pójdzie i lekkim twistem znalazłaby nowego
                    faceta. Ty - niezależnie od wszystkiego musiałbyś płacić alimenty.
                    Tylko nie twórz teorii na temat braku sznas kobiet z dziecmi na
                    ułożenie sobie życia, bo tu na forum i w realu jest bardzo wiele
                    przykładów świadczących o czymś zupełnie innym.

                    BTW bardzo podobał mi sie tekst a propos spacerów "a moja mamusia
                    mogła ze mną kilometr do przychodni... etc.". Mój jeszcze mąż też
                    pare razy takim tekstem pojechał, że jego mamusia mogła. Zapomniał
                    biduś, że nie jestem jego mamusią i nie mam genu poświęcania sie.
    • barbasia017 Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 21:55
      Obyś skończył jak Midas.
    • chicarica Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 22:29
      "Moim pierwszym pomysłem było, żeby wziąć się za żonę i zagonić ją do roboty. "

      Krzysiu, podaj adres, z chęcią przyjadę (samochodem, a jak, na ten szczytny cel
      na paliwie oszczędzać nie będę) żeby cię piznąć w łeb torebką. W lutym urodził
      się wam syn. Halooooo, mamy marzec. 10 marca konkretnie. Ty chcesz żonę miesiąc
      po urodzeniu dziecka zaganiać do roboty? Ja pierniczę, ty się lecz, człowieku.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 22:33
        > Ty chcesz żonę miesiąc po urodzeniu dziecka zaganiać do roboty? Ja
        > pierniczę, ty się lecz, człowieku.

        Przecież napisałem w następnym zdaniu, że nie chcę załatwiać spraw w ten sposób,
        prawda?

        Streszczę Ci całość wątku
        • swinka-morska Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 23:04
          Miesiąc po porodzie - miszcz wybrał optymalny moment na zgłaszanie
          zastrzeżeń do żony, he he.
          Już usłyszałeś w tym wątku - trzeba było zawiązać interes na supeł i
          nie robić dziecka studentce.
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 23:17
            > Już usłyszałeś w tym wątku - trzeba było zawiązać interes na supeł i
            > nie robić dziecka studentce.

            Usłyszałem to wiele razy, ale niewiele razy usłyszałem jakieś konstruktywne
            uwagi, których najbardziej mi potrzeba.
            • chicarica Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 09:29
              Ja mam dla ciebie konstruktywną uwagę.
              Ponieważ te zastrzeżenia do żony trzeba było zgłaszać ZANIM jeszcze zmontowałeś
              jej dzieciaka, to teraz - chwilę po narodzeniu dziecka - naprawdę nie jest dobry
              moment na jakiekolwiek zgłaszanie. Poczekaj z tym do końca macierzyńskiego co
              najmniej. Jak dziecko będzie mieć minimum pół roku (a najlepiej rok), będzie
              czas na zmiany w tej kwestii.
              Patrzę sobie na ten wątek, na twoją dzisiejszą aktywność na forum i widzę jedno
              - jak na ojca kilkunastodniowego dziecka, masz stanowczo za dużo wolnego czasu
              na rozmyślania. Zrobiłbyś coś przy dziecku, a jak dziecko śpi to spędził miło
              czas z żoną, zamiast produkować dziesiątki postów - to naprawdę lepiej
              wpłynęłoby na wasze małżeństwo, niż produkowanie się tutaj. No ale rozumiem,
              bzykać się nie można, to pewnie nie widzisz potrzeby spędzania czasu z żoną, nie? ;)
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 10:09
                > Poczekaj z tym do końca macierzyńskiego co najmniej. Jak dziecko
                > będzie mieć minimum pół roku (a najlepiej rok), będzie czas na
                > zmiany w tej kwestii.

                Chcemy mieć trójkę dzieci, w możliwie niedużych odstępach, więc będzie trudno.

                Ale w tej sytuacji, jaką mamy teraz, nie widzę mieszkania w jednopokojowej
                kawalerce z więcej niż jednym dzieckiem...

                > No ale rozumiem, bzykać się nie można, to pewnie nie widzisz
                > potrzeby spędzania czasu z żoną, nie? ;)

                Nie. :)
                • chicarica Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 11:03
                  To może trzeba było NAJPIERW spróbować z pracą, domem itp. a dopiero później się
                  mnożyć. Teraz możesz tylko naciągnąć gumę na instrument i spróbować nie dokładać
                  do nieciekawej sytuacji kolejnej dwójki potomstwa. Zrobisz też przysługę żonie -
                  w razie czego zawsze łatwiej zawinąć jednego dzieciaka pod pachę i odejść, niż
                  trójkę.
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 12:33
                    > Teraz możesz tylko naciągnąć gumę na instrument i spróbować nie
                    > dokładać do nieciekawej sytuacji kolejnej dwójki potomstwa.

                    Zgadza się.
                • ivoncja Re: całe życie na mojej głowie 14.03.09, 20:12
                  > Chcemy mieć trójkę dzieci, w możliwie niedużych odstępach

                  Czy na pewno OBYDWOJE tego chcecie??
                  >
        • chicarica Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 23:10
          14 miesięcy bierności, z czego 9 to była ciąża?
          Z drugiej strony, sam piszesz że chcesz żeby żona TERAZ te rzęsy robiła, żeby
          klientek nie stracić...
          Wiesz co, stary, tak to jest jak dzieci biorą ślub i mają dzieci.
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 23:19
            > Z drugiej strony, sam piszesz że chcesz żeby żona TERAZ te rzęsy
            > robiła, żeby klientek nie stracić...

            Tak, chcę, bo inaczej to już w ogóle nic z tej żony firmy nie będzie a nasze
            pieniądze zainwestowane w kurs doklejania rzęs nie zwrócą się nigdy...

            • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 00:07
              > Tak, chcę, bo inaczej to już w ogóle nic z tej żony firmy nie będzie a nasze
              > pieniądze zainwestowane w kurs doklejania rzęs nie zwrócą się nigdy...
              >

              Za naukę się płaci, to też jest lekcja...
              Rada konstruktywna jest taka byś żale i dąsy schował na czas jakiś do kieszeni,
              rękawy do pracy zakasał, żonę i synka ucałował i pomyślał, że będzie dobrze bo
              będzie tylko musicie dać sobie szansę i sporo czasu. Dużo teoretyzowałeś zanim
              pojawiło się dziecko ale teraz twoje teorie rozbiły się o rzeczywistość i nie
              jesteś wyjątkiem. Każdy komu urodziło się dziecko musiał przez to przejść, każdy
              wyobrażał sobie, że będzie inaczej. U ciebie to dopiero rozgrzewka, będzie dużo
              gorzej to pewne ale dacie sobie radę jeśli będziecie ze sobą współgrać a nie
              szarpać każde w swoją stronę. Przykro czytać jak nisko cenisz swoją żonę, jej
              studia, marzenia... Ocknij się bo to TWOJA żona, matka TWOJEGO dziecka, staraj
              się by była TWOJA przyjaciółką. To co popsujesz w waszych relacjach teraz gdy
              jest od ciebie tak bardzo zależna trudno ci będzie kiedykolwiek odrobić, pewne
              rzeczy trudno wybaczyć, zwłaszcza kopanie leżącego. Szacunek, miłość,
              wyrozumiałość, pokora, oddanie, podziw - warto o nich pamiętać.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 10:00
                > Dużo teoretyzowałeś zanim pojawiło się dziecko ale teraz twoje
                > teorie rozbiły się o rzeczywistość i nie jesteś wyjątkiem.

                Plany zaczęły się rozjeżdżać dawno przed pojawieniem się dziecka i TO właśnie
                mnie najbardziej denerwuje...

                Nie spodziewałem się, że dziecko w jakikolwiek sposób naszą sytuację poprawi.
                Nie spodziewałem się jednak, że do urodzenia dziecka będzie aż tak kiepsko.
                Spodziewałem się, że z dwóch etatów zrobi się jeden. Tymczasem tego drugiego
                praktycznie nie było.

                Rozumiem, że teraz nie jest dobry moment na zmienianie czegokolwiek. Myślę, że
                trzeba było napisać to w pierwszym wpisie.

                > Przykro czytać jak nisko cenisz swoją żonę, jej studia, marzenia...

                Tak naprawdę żona nie ma żadnych marzeń, planów, celów do osiągnięcia. Jak
                pisałem, ona żyje dniem dzisiejszym i nie zastanawia się, co będzie dalej. Gdy
                pytałem o jej plany czy marzenia, to o domu usłyszałem
                • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 10:17
                  > Tak naprawdę żona nie ma żadnych marzeń, planów, celów do osiągnięcia. Jak
                  > pisałem, ona żyje dniem dzisiejszym i nie zastanawia się, co będzie dalej. Gdy
                  > pytałem o jej plany czy marzenia, to o domu usłyszałem
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 12:22
                    > Jesteś teraz na urlopie, pakuj młodego do wózka i idź na spacer.

                    Na ten wiatr? Świeżo ulęgniętego noworodka? Zresztą nie chcę żonie odbierać
                    przyjemności pierwszego wspólnego spaceru. :)
                    • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 12:28
                      żartujesz, prawda? dziecko do -5 można już trzeciego dnia po przyjściu ze
                      szpitala zabrać na spacer (dzień wcześniej werandowanie, piszę jako mama dwóch
                      urodzonych w mroźne zimy córeczek) a twój syn to stary koń 2 tygodnie bez
                      porządnego dotlenienia to trochę długo (u mnie nie wieje, piękna słoneczno
                      pogoda, może do was też dotrze wiosna)
                      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 12:40
                        > żartujesz, prawda?

                        Nie, piszę całkiem poważnie. Wiem tyle, co usłyszę od żony i przeczytam w mniej
                        lub bardziej mądrych książkach. A do tej pory usłyszałem tyle, że w ciągu
                        pierwszych dwóch tygodni to się dziecko weranduje a nie spaceruje.

                        Dziękuję za skorygowanie mojego światopoglądu. :)

                        > (u mnie nie wieje, piękna słoneczno pogoda, może do was też dotrze
                        > wiosna)

                        Słońce to i u mnie jest, ale wieje. Dobrze, bo chociaż pranie szybko schnie. ;)
                    • attiya Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 14:07
                      krzysztof-lis napisał:

                      > > Jesteś teraz na urlopie, pakuj młodego do wózka i idź na spacer.
                      >
                      > Na ten wiatr? Świeżo ulęgniętego noworodka? Zresztą nie chcę żonie odbierać
                      > przyjemności pierwszego wspólnego spaceru. :)

                      eeee tam - ja dziecia zapakowałam w chustę i poszłam kółko zrobiłam. I żadne
                      wiatr nie był nam straszny :-) To bierz ja pod rękę i idzcie razem.
                      I nie zapomnij o hiacyncie - ładnie pachnie :-)
                • chicarica Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 11:01
                  > Plany zaczęły się rozjeżdżać dawno przed pojawieniem się dziecka i TO właśnie
                  > mnie najbardziej denerwuje...

                  Trzeba było sobie tego dziecka nie robić, tylko NAJPIERW skłonić żonę do
                  rozwinięcia działalności. Teraz możesz tylko zacisnąć zęby i ciągnąć ten wózek.
                  Widać że sytuacja cię przerosła.
              • tukata Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 10:29
                Szacunek, miłość,
                > wyrozumiałość, pokora, oddanie, podziw - warto o nich pamiętać.

                Nic dodać nic ująć. Tego wszystkiego u ciebie brak.
                Zacznij pracować nad sobą a nie nad żoną, już na początku waszej
                wspólnej drogi przydałaby się terapia, inaczej będziesz stałym
                gościem na forum dla rozwodników.
                Przeanalizuj wszystkie odpowiedzi i wyciągnij konstruktywne wnioski
              • aiczka Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 11:53
                > Ocknij się bo to TWOJA żona, matka TWOJEGO dziecka, staraj
                > się by była TWOJA przyjaciółką.

                Dodałabym, że być może częste rozmowy z wyjaśnianiem, po co potrzebne Wam są
                pieniądze, wciąganie jej w rozmowy na temat przyszłości, dopytywanie o plany -
                tak, żeby poczuła bardziej, że to są także jej a nie tylko Twoje i że są
                osiągalne może trochę przygotuje ja do działania. Moga to być rzeczy, o których
                i tak nie ma co teraz dcydować - np. czy każde dziecko powinno mieć osobny pokój
                - ot tak, żeby zaczęła w myślach urządzać ten przyszły dom.

                Planowanie odległej przyszłości w młodym wieku jest trudne, ze względu na małe
                doświadczenie, zmienność rynku pracy, niepewność tego, co chciałoby się w
                przyszłości robić (ja np. wybrałam tymczasem jakąś dziedzinę a ostatnio okazuje
                się, że bardziej wciąga mnie inna, pochodna z którą w międzyczasie się
                zetknęłam), fakt, że młodzież zatrudnia się najchętniej na umowy o dzieło,
                zlecenia itp., zmienność rynku nieruchomości. Nie dość, że trudno sobie
                wyobrazić siebie za kilka lat, to jeszcze z góry wiadomo, że te wyobrażenia może
                trafić szlag. Zdecydowanie inaczej jest, gdy pracuje się od kilku lat na
                bezterminowej umowie w państwowej instytucji (małe ryzyko zwolnienia itp.).
                • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 12:23
                  > Dodałabym, że być może częste rozmowy z wyjaśnianiem, po co
                  > potrzebne Wam są pieniądze, wciąganie jej w rozmowy na temat
                  > przyszłości, dopytywanie o plany - tak, żeby poczuła bardziej, że
                  > to są także jej a nie tylko Twoje i że są osiągalne może trochę
                  > przygotuje ja do działania.

                  Słuszna sugestia.
                  • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 12:29
                    ja bym poczuła się osaczona takimi rozmowami gdybym nie była wewnętrznie gotowa
                    do samodzielnego chwycenia byka za rogi
                    • aiczka Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 14:02
                      Racja, przesadzać nie można. Tu niestety uwidacznia się konflikt pomiedzy
                      sytuacją życiową dziewczyny a jej wiekiem. Plany w rodzaju budowy domu są
                      wyzwaniem w każdym wieku, ale szczególnie ciężko ogarnąć coś takiego, kiedy się
                      jest młodym, niezdecydowanym itd. Teraz normą staje się raczej, że po skończeniu
                      szkoły idzie się na studia i "dorosłe życie" zaczyna raczej w wieku ok. 25 niż
                      20 lat.
                      Oczywiście można znaleźć wiele kontrprzykładów, ale np. pośród moich szkolnych
                      kolegów wcześniejszą "dorosłość" osiągały osoby, które po szkole zatrudniały się
                      np. w firmie rodziców albo na jakiejś innej nieskomplikowanej, ale pewnej
                      posadzie. Jak się w wieku 22 lat ma już trzyletni staż w jednej pracy i
                      perspektywę pozostania w niej - słowem uporządkowane życie, ma się do życia inne
                      podejście niż po roku pracy, w trakcie studiów zaocznych i po kolejnych próbach
                      znalezienia ścieżki w życiu.
                      Myślę, że żona Krzysztofa jest nieźle zagubiona w sytuacji, która ją
                      niewątpliwie przerosła (o czym świadczy chociażby nieumiejętność zaplanowania
                      zakupów). Chyba nie do końca wierzy w swoje siły a pretensje (nawet zasłużone)
                      niestety na to nie pomogą.

                      A tak w ogóle, to, Krzysztofie, poczytaj o depresji poporodowej u mężczyzn, np.
                      tu dziecko.onet.pl/1494,6,41,smutek_swiezo_upieczonych_ojcow,artykul.html
                      Nie twierdzę, ze na nią cierpisz, ale jak się przekonasz, obecnie już nie ulega
                      wątpliwości, że świeżoupieczony ojciec (ale także w ogóle tzw. "ojciec rodziny")
                      podlega silnej presji, wielkim obawom o przyszłość, boleśnie odczuwa ciężar
                      odpowiedzialności, zwłaszcza gdy oczekuje isę od niego, by ponosił ją sam
                      (niestety podejście "mężczyzna ma zarobić na rodzinę" wciąz pokutuje). Masz
                      prawo czuć się obciążony i dobrze, że umiesz choćby nam napisać o swoich
                      uczuciach (mimo, że nie znajdujesz na tym forum wiele zrozumienia). Może
                      powienieneś również w tym duchu porozmawiać z żoną? Mówić jej, że Ciebie także
                      przytłacza nieco życie i że powinniście wspierać się nawzajem? Podkreślaj, że
                      nie chcesz zrzucać na nią całej odpowiedzialności. Po prostu musicie tworzyć
                      zespół, żęby jakoś sobie ze wszystkim poradzić.
                      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 14:18
                        > A tak w ogóle, to, Krzysztofie, poczytaj o depresji poporodowej u
                        > mężczyzn, (...) Może powienieneś również w tym duchu porozmawiać z
                        > żoną? Mówić jej, że Ciebie także przytłacza nieco życie i że
                        > powinniście wspierać się nawzajem? Podkreślaj, że nie chcesz zrzucać
                        > na nią całej odpowiedzialności. Po prostu musicie tworzyć zespół,
                        > żęby jakoś sobie ze wszystkim poradzić.

                        Dzięki za te pomysły! :)
                    • attiya Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 14:14
                      miacasa napisała:

                      > ja bym poczuła się osaczona takimi rozmowami gdybym nie była wewnętrznie gotowa
                      > do samodzielnego chwycenia byka za rogi

                      tak miacasa - ale skoro dziewczyna została matką to niestety nie ma zmiłuj się i
                      trzeba przestawić się na inne tory i myśleć o przyszłosci....Jakby była panną na
                      utrzymaniu rodziców - co innego - jeśli rodziców stac to hulaj dusza.....
                      Fakt - facet też powinien o tym myslec w momencie jak sie idzie do łóżka ale
                      dziewczyny to także nie zwalniało z obowiązku.
                      Macierzyństwo macierzyństwem ale z czegoś żyć też trzeba. Dać dziewczynie jakiś
                      okres przejściowy a później trzeba dobrze się zastanowić co dalej.
    • mala.el Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 00:13
      I ja napiszę tu kilka słów.
      Czujesz, że wszystko na Twojej głowie, że to Ty musisz martwić się o
      pieniadze, pracę ... Skoro tak czujesz, to pewnie tak jest. Myślę,
      że może to wynikać z tego, że starasz się być zapobiegliwy, chcesz
      wszystko przewidzieć, dograć, a także z braku cierpliwości w
      realizacji celów. Może też być tak, że chcesz wszystkim dyrygować,
      bo sądzisz, że Ty wiesz najlepiej i najlepiej to zrobisz. Narzucasz
      żonie tempo, w pewien sposób wyręczasz Ją w tym, co sama powinna
      zrobić (np. promocja jej interesu na Allegro). Może być też tak, że
      skoro Ty przejmujesz na siebie aktywność, Ona może już nie czuć pola
      dla własnej idywidualnej aktywności i rzeczywiście zaczyna Jej z tym
      być coraz bardziej wygodnie.
      Chcesz, by Ona czuła sie równie odpowiedzialna za Wasze plany jak Ty
      sam, by była aktywna.
      Jak to zrobić?
      Trzeba zacząć od siebie - musisz zmobilizować siebie do zostawiania
      pewnych spraw i decyzji żonie i nie wyręczania Jej, nie matkowania.
      Niech Ona złapie oddech, niech ma mozliwość zobaczenia braków, tzn.
      mozliwość zmartwienia się, poczucia współodpowiedzialności za Wasze
      wspólne plany. Zacznie główkować, kiedy dostrzeże braki - np. nie
      będzie mogła dowoli zaspokajać swoich potrzeb, np. co do jakości.
      Może sie mylę w diagnozie, ale wydaje mi się, że Ty chcesz wszystko
      przewidziec i zaplanować. Planowanie jest potrzebne, ale czasami
      trzeba pozwolić, żeby ten drugi sie nawet sparzył, by mógł się
      przebudzić, zaistnieć, by mógł poczuć, że od niego też dużo zależy,
      by mógł poczuć się odpowiedzialny za. Czasami trzeba stracić, by
      później wiele zyskać.

      Uzyskałeś mnustwo cennych porad w kwestii dziecka. Uczucie, miłość,
      bliskość, czas - to sa te rzeczy, których teraz maluch potrzebuje (i
      zwykle rodzice też) i tym trzeba się cieszyć - żadna kwota pieniędzy
      tego nie zastąpi.

      Rzeczywiście szkoda, ze żona nie pracowała przed ciążą i nie mogła
      pobierać 100% pensji będąc na zwolnieniu lekarskim w trakcie (chocby
      przez jakis czas) i na macierzynskim - bo to sie normalnie należy -
      trzeźwe kalkulacje są potrzebne w tych sprawach.

      Dobrze żeby pracowała, ale dopiero po macierzyńskim (klijentki
      poczekają, zrozumieją, są kobietami) - to i dla zdrowia psychicznego
      jest wskazane - ale najwyżej na 1/2 etatu, by miała czas dla
      dziecka. Na początku nie musi zarabiać kokosów - ważne żeby poczuła,
      że chce to robić, bo jak na razie, to Ona mota się, nie wie co chce
      robić - i nie jest to dziwne, bo ma 22 lata i jeszcze może wiele
      razy zmienić profesję.

      Rozumiesz co to jest satysfakcja z wykonywanej pracy.

      I budować dom, nie oglądać się, że na dzień dzisiejszy nie ma kwoty
      na całość. Te fundamenty, potem sciany i wizja wnętrza mogą
      mobilizować do aktywności również żonę.
      • mamusiafranusia Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 01:08
        Nie pozostaje nic innego tylko wymienić żonę na inną :(
        Tyle tylko,że za nim ta następna wypowie "świadoma praw i obowiązków..." musi
        koniecznie podpisać umowę,w której zobliguje się do zarabiania określonej przez
        ciebie sumy.
        Bezwzględnie daj jej także do przeczytania wszystkie posty w tym wątku.

        Wydaje mi się,że najbardziej brak ci inteligencjii emocjonalnej.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 10:07
        > Trzeba zacząć od siebie - musisz zmobilizować siebie do zostawiania
        > pewnych spraw i decyzji żonie i nie wyręczania Jej, nie
        > matkowania.

        Wydaje mi się, że warto spróbować. Dziękuję za pomysł.

        > Dobrze żeby pracowała, ale dopiero po macierzyńskim (klijentki
        > poczekają, zrozumieją, są kobietami) - to i dla zdrowia
        > psychicznego jest wskazane - ale najwyżej na 1/2 etatu, by miała
        > czas dla dziecka.

        Właśnie się zastanawiam, jak zgrać jej pół etatu z moim etatem.

        Na razie wyobrażam sobie pracę żony tak:
        * w czasie urlopu macierzyńskiego będzie jeździć raz-dwa razy w tygodniu na te
        rzęsy, wtedy będę brać urlop wypoczynkowy.
        * na ostatnie 6 tygodni urlopu macierzyńskiego idę ja
    • kicia031 Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 10:57
      Jako ososba od lat zyjaca z zarzadzania projektami, czyli planowania
      i wdrazania planow chcialabym dac ci kilka rad:

      1. jeśli chcesz cos osiaganac, miej na podoredziu nie tylko
      plan A, ale B, C, D, E i może nawet jeszcze kilka wersji.
      2. zawsze opieraj swoje plany na rzetelnych badaniach – rynku,
      opini publicznej, trendow ekonomicznych – a nie na tym, co ci ktos
      powiedzial.
      3. to, ze ci ktos cos obiecal, czy zaplanowal z toba, nie
      oznacza, ze to zrobi, nie licz na to za bardzo, a nie doznasz
      rozczarowania – bądź przygotowany na wybor innego spososbu dojscia
      do celu, gdy partner w projekcie zmienia zdanie
      4. plany nadmiernie ambitne koncza się kleska
      5. brak elastycznosci we wdrazaniu planu konczy się kleska
      6. jedyna nad czym masz – i to nie calkowita, ale jakas tam
      kontrole – to twoje wlasne zachowanie i fakt ten trzeba brac pod
      uwage w planowaniu czegokolwiek co wymaga wsparcia innych.

      Jak dla mnie, kompletna glupota było staranie się o dziecko w
      momencie, gdy jego przyszla matka nie ma pracy na etacie – dzieki
      któremu mielibyscie srodki finasowe także podczas zagrozonej ciazy,
      problemow zdrowotnych, oraz swiadczenia macierzynskie przez
      niebagatelny okres 20 czy ile to tam teraz jest, tygodni.
      Przedstawiony przeze mnie przykład dobitnie pokazuje wartosc twojego
      planowania – jest ono oderwane od rzeczywistosci i albo szybko
      postarasz się odbudowac ten zwiazek, alebo czeka cie zycie w
      wiecznej frustracji.

      Na zakonczenie – historia prawdziwa. Mialam dobiegacza, który miał
      zwyczaj w soboitnie popoludnia obchodzic sklepy z plytami. Kiedy
      wyjechalismy z gory – okolice zakopanego – koles w sobote zarzadzal,
      bysmy pojechali do Krakowa, bo on na kazda sobote ma zaplanowane
      chodzenie po sklepach z plytami.
      Nieelestatycznosc to straszna wada. LOL
      • kadewu1 Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 12:07
        Muszę się dopisać.
        Krzysiu, czy ty nie jesteś aby pozbawiony empatii? Mój mąż też inżynier, ale
        gdyby nie miał empatii oraz intuicji, nie byłby moim mężem.
        Czytając powyższe posty wyrobiłam sobie następujący obraz twojej żony - jakiejś
        pasożytniczej pustej lali, nieroba. Chyba skrzywiony, prawda? Te 14 miesięcy
        przed narodzinami dziecka, czyli jej bezrobocie, bardzo cię bolą i ciążą.
        Odpuść. Stało się - to jest przeszłość. Teraz myśl do przodu, ale włącz w to
        planowanie żonę.

        Teraz o mnie. Urodziłam dziecko mając 10 lat więcej, niż twoja żona. Mąż był z
        nami przez 2 tygodnie,by cieszyć się dzieckiem (miał oficjalny urlop - byłam po
        cc). Jestem odporną osobą, czułam się doskonale fizycznie, ale zawsze przecież
        odczuwa się mniejszy czy większy baby bluesik, niepokój o zdrowie malucha itd.
        Kolek nie było. Ale i tak było nam obojgu bardzo trudno. Potworne zmęczenie. To
        nie jest czas na zaczynanie czegokolwiek nowego. Ja 3 tygodnie po porodzie
        wróciłam do tłumaczeń (w domu)- takie przyjęłam zobowiązania. Było mi trudno,
        ale z dzieckiem przy piersi dałam radę. Chciałam pracować. Lubię pracować. Kiedy
        mały miał 7 miesięcy, wróciłam na etat. Dziś mały ma 3 lata. Uważam, że zrobiłam
        wszystko, co mogłam i dla dziecka, i dla finansów domowych - trzy lata karmienia
        piersią to ogromne oszczędności :-) i zachowanie prozdrowotne :-) Mąż mnie do
        pracy nie gonił. CHIAŁAM pracować. Miałam także wieloletnie doświadczenie
        zawodowe i jakąś tam pozycję (stałych klientów).
        Twoja żona nie chce i na razie nie może pracować. Jest też bardzo młoda i
        początkująca. Tak jak piszą dziewczyny wyżej - dla niej priorytet to maluszek
        oraz studia. Zrobi licencjat, pójdzie na mgr (albo nie - ale ma otwarta furtkę).
        Zapomnij o tym, co było przed dzieckiem. Wasze stare życie się w pewnym sensie
        skończyło. Teraz macie nowe i konieczne są przewartościowania. Brak planu nie
        jest niczym złym, więc odpuść choć na parę miesięcy! Wspieraj żonę. Może gnębi
        ją depresja? Czuje się bezwartościowa? Pomyśl o tym. Czy ty nie gardzisz żona?
        "Niech idzie do McDonalda" to nie jest zdanie, jakie chciałabym usłyszeć od
        kogokolwiek.
        Pomyśl o tym, bo przy tak dużych różnicach światopoglądowych rozejdziecie się.
        Nie ma jednego klucza. Wprost: nie mam algorytmu, który zmusi twoja żonę do
        pracy. Pamiętaj, dorosłej osoby nie można zmienić, jeśli sama tego nie chce.
        Dotyczy to was obojga.
        Naucz się odpuszczać sobie.
        K
        • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 12:28
          > Te 14 miesięcy przed narodzinami dziecka, czyli jej bezrobocie,
          > bardzo cię bolą i ciążą. Odpuść. Stało się - to jest przeszłość.
          > Teraz myśl do przodu, ale włącz w to planowanie żonę.

          Przecież właśnie to robię
    • attiya Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 11:43
      a wiesz, że po przeczytaniu tych wszystkich twoich wypowiedzi i odpowiedzi to
      podziwiam Cię - pomijam tu mój trochę inny punkt widzenia - ale to nie o to
      chodzi. Odpowiadasz na każdy post, nie obrażasz się krytycznymi uwagami,
      polemizujesz i to nawet czasem nieźle wychodzi :-0
      Cierpliwość to jednak ty masz :-) Ja dawno hmmm zdenerwowałabym się delikatnie
      rzecz ujmując.
      Może jednak uda wam się dogadać - czego wam życzę :-)
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 12:36
        > a wiesz, że po przeczytaniu tych wszystkich twoich wypowiedzi i
        > odpowiedzi to podziwiam Cię (...)Odpowiadasz na każdy post, nie
        > obrażasz się krytycznymi uwagami, polemizujesz i to nawet czasem
        > nieźle wychodzi :-0

        Uważam, że znam się na wielu rzeczach, ale są też zagadnienia, o których nie mam
        zielonego pojęcia. Nie wstydzę się tego, więc przychodzę tu po pomoc i porady.
        Jeśli z czymś się nie zgadzam albo muszę naprostować coś, co zostało źle
        zrozumiane(*), nie mam innego wyjścia jak uczestniczyć w tej dyskusji. :)

        > Ja dawno hmmm zdenerwowałabym się delikatnie rzecz ujmując.

        Nie raz i nie dwa miałem ochotę odpowiedzieć coś w stylu "pier--l się i
        zdychaj", ale staram się jednak do tego nie dopuścić. ;)

        (*) Gdybym teraz rozpoczynał ten wątek, kilka rzeczy bym doprecyzował, żeby
        nacisk nie był położony na "żona teraz po porodzie ma się wynosić do pracy" (jak
        zostało to zinterpretowane), tylko "co zrobić w ogóle, żeby było lepiej".
        • attiya Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 12:51
          no wiesz - kilka Twoich wypowiedzi zostało tak właśnie zinterpretowanych :-)
          Może faktycznie daj sobie przez kilka tygodni na luz....Pisałam o rachunkach, o
          potrzebie rozmawiania na temat "jak sobie dalej będziemy radzić" Zobacz co żona
          powie - nie daj sie zbyć "jakoś to będzie" bo to oznacza, że wcale nie będzie.
          No i są też takie sytuacje - znam kilka, że żona faktycznie po macierzyńskim
          wraca do pracy - jesli u was ty bedziesz mógł zostać w domu i połączyć
          wychowawczy - czyli pilnowanie dziecka z pracą to oki.
          Ale poczekaj jeszcze trochę z tym.
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 13:03
            > jesli u was ty bedziesz mógł zostać w domu i połączyć wychowawczy -
            > czyli pilnowanie dziecka z pracą to oki.

            Z wychowawczym jeszcze nie wiem jak będzie, ale na końcówkę macierzyńskiego (6
            tygodni) powinienem pójść ja. Ja przynajmniej będę miał za to płacone. ;)
            • dorinn2 Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 13:12
              a mnie dziwi, ze Krzys ma tyle czasu na te odpowiedzi i polemike.. moj partner
              jak urodzilam syna (7 mieiecy temu) urlop wykorzystal na opieke nad nami.
              Gotowal, sprzatal, lezelismy sobie w trojke godzinami, przytulalismy sie, nosil
              Malego itp. Z tego co widze to Ty godzinami siedzisz ale chyba przed komputerem.
              Juz nie chce mi sie rozpisywac jaki Ty biedny jestes bo "cale zycie na Twojej
              glowie" a zla zona do roboty od 14 miesiecy nie chce isc i wlasnie teraz tak
              strasznie Cie to boli. Chlopie! opamietaj sie!

              P.S jak ja bylam w ciazy zaplanowalam, ze wroce do pracy po trzech miesiacach.
              Leci 7,5 miesiaca a mi jakos nie spieszno..tylko mnie nikt do niczego nie zmusza.
              • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 13:28
                > P.S jak ja bylam w ciazy zaplanowalam, ze wroce do pracy po trzech miesiacach.
                > Leci 7,5 miesiaca a mi jakos nie spieszno..tylko mnie nikt do niczego nie zmusz
                > a.

                Oj, jest takie powiedzenie, że jak chcesz Pana Boga rozśmieszyć to powiedz mu
                jakie masz plany.
                Sama jestem dobrym tego przykładem. Planowaliśmy dwoje dzieci na jednym
                wychowawczym i mój powrót do pracy gdy młodsze będzie miało 1,5 roku. Jestem już
                w domu 6 lat :)))) i jeszcze kilka zostanę. Nie uzgadniając tego z nami i
                zupełnie nie zważając na nasze plany rodzice męża zmarli niespodziewanie (moja
                mama nie żyje od lat), mój tata dostał zawału i mieszka od niedawna z nami (sam
                wymaga mojej opieki). Drugie dziecko urodziło się jako wcześniak, wymagało
                rehabilitacji i ogromnej troski, a żadna opiekunka nie wytrzymywała z dwójką tak
                żywiołowych dzieci. Tak więc nie pozostało mi nic innego jak zwolnić się ze
                swojej pracy po zakończonym urlopie wychowawczym :( ale zanim urlop się skończył
                założyłam własną firmę, którą prowadzę w domu. Od września i młodsze dziecię
                jest w przedszkolu, ale nadal potrzebuję pomocy męża w prowadzeniu firmy bo
                przedszkolaki często chorują (to było dla mnie zaskoczeniem ogromnym - choroby
                wieku dziecięcego nie były ujęte w planach).
                • cleopa Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 12:13
                  Po raz kolejny dziekuje Bogu że urodziłam sie wczesniej..wtedy
                  mężczyźni uwazali za normalne że dba sie o zone i o rodzine , że
                  łoży sie na zonę ktora dopiero co urodzila dziecko bo taka jest
                  rola męża i ojca..Dlaczego nie jestes w stanie pojąć że facet ma
                  dbać o swoja rodzine i dać jej poczucie bezpieczeństwa. Żona
                  urodziła ty teraz zaopiekuj sie nia i dzieciątkiem a nie kwicz o
                  pieniądzach..
                  Przykry jest twoj stosunek do zony jako kobiety
                  do zony jako kobiety w ciąży
                  do zony po porodzie i jako mlodej matki :(
                  Z tego co wyczytalam budziles ja wczeniej o 8 aby nie spala do
                  10 ...logika przemawia ze byla wtedy w ciąży i Ty twierdzisz ze
                  jestes normalny????
                  Skad na Boga wiesz czlowieku jak odczuwa kobieta okres,jak odczuwa
                  ciąże i jak boli po porodzie..A moze dziewczyna ma depresje
                  poporodową co by nie bylo takie dziwne przy twojej postawie..
                  Martwi mnie ze coraz więcej mlodych mężczyzn ma wlasnie taka
                  postawe roszczeniowo-bez litości w stosunku do partnerek i zycia
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 16:01
                    > Martwi mnie ze coraz więcej mlodych mężczyzn ma wlasnie taka
                    > postawe roszczeniowo-bez litości w stosunku do partnerek i zycia

                    Podziękuj feministkom. :)
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 13:55
                > zla zona do roboty od 14 miesiecy nie chce isc i wlasnie teraz tak
                > strasznie Cie to boli. Chlopie! opamietaj sie!

                Tak się złożyło, że teraz o tym napisałem. Wkurza mnie to co najmniej od paru
                miesięcy.
              • kicia031 Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 14:00
                Gotowal, sprzatal, lezelismy sobie w trojke godzinami, przytulalismy
                sie, nosil
                > Malego itp. Z tego co widze to Ty godzinami siedzisz ale chyba
                przed komputerem

                U nas bylo podobnie, chlop do kompa nawet sie nie zblizyl przez
                pierwsze 2 - 3 tygodnie, za to mam uwiecznione na setkach zdjec, jak
                sie przytulaja, jak wscieklak spi u taty na klacie, jak go nosi,
                obcalowuje, przewija i co tam jeszcze sobie Frania zyczy.
                Do tej pory maja swietna, bliska wiez.
                • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 14:19
                  Przewijam, karmię, noszę żeby mu się odbiło. No ale przecież nie będę mu stać
                  nad głową jak śpi. ;)
                  • kicia031 Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 15:17
                    karmię,

                    karmicie 12-dniowe dziecko butelka? sodomia i gomoria.
                    --
                    • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 15:25
                      > karmicie 12-dniowe dziecko butelka? sodomia i gomoria.

                      Mając wybór karmienia butelką albo odłożenia głodnego do łóżeczka, wybieramy to
                      pierwsze.
                • zlosnica100 Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 14:52
                  No prosze kogo my tu mamy ;)
                  Moje zdanie na temat seksu i związków osób młodych znasz bo kiedys
                  sie w temacie "przemówiliśmy".

                  A tak na serio; Krzysztof zakladasz taka mozliwosć ze taka postawa
                  zony jest jej "prawdziwym" obliczem i sie nigdy nie zmieni?
                  Co wtedy?
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 15:10
                    > A tak na serio; Krzysztof zakladasz taka mozliwosć ze taka postawa
                    > zony jest jej "prawdziwym" obliczem i sie nigdy nie zmieni?

                    Nie zakładam takiego scenariusza...
            • kai_30 Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 14:16
              krzysztof-lis napisał:

              > > jesli u was ty bedziesz mógł zostać w domu i połączyć wychowawczy -
              > > czyli pilnowanie dziecka z pracą to oki.
              >
              > Z wychowawczym jeszcze nie wiem jak będzie, ale na końcówkę macierzyńskiego (6
              > tygodni) powinienem pójść ja. Ja przynajmniej będę miał za to płacone. ;)

              A jesteś pewien, czy tak sobie tylko wymyśliłeś, podobnie jak wymyśliłeś sobie
              inne teorie życiowe, nijak nie przystające do rzeczywistości (typu: noworodek
              nie potrzebuje matki)? Urlop macierzyński przysługuje ojcu dziecka, gdy matka
              zrzeknie się jego części. Zatem aby móc skorzystać z tego prawa, Twoja żona
              musiałaby obecnie przebywać na płatnym urlopie, a tak nie jest, prawda?
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 14:21
                > A jesteś pewien, czy tak sobie tylko wymyśliłeś, (...) Urlop
                > macierzyński przysługuje ojcu dziecka, gdy matka zrzeknie się jego
                > części. Zatem aby móc skorzystać z tego prawa, Twoja żona musiałaby
                > obecnie przebywać na płatnym urlopie, a tak nie jest, prawda?

                Żona prowadzi firmę i z tej racji przysługuje jej również płatny urlop
                macierzyński.
                • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 14:27
                  no ale jest pewnie na ulgowym ZUS-ie i tego macierzyńskiego jest tyle co kot
                  napłakał, załatwiaj ten swój "tacierzyński" a o żonę dbaj, chwal i zachęcaj, pod
                  dobroci, po dobroci...
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 15:10
                    > no ale jest pewnie na ulgowym ZUS-ie i tego macierzyńskiego jest
                    > tyle co kot napłakał,

                    Zgadza się, dlatego tym bardziej warto, bym to ja wziął te 6 ostatnich tygodni.

                    > o żonę dbaj, chwal i zachęcaj, po dobroci, po dobroci...

                    Okay. :D
                • kai_30 Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 14:28
                  krzysztof-lis napisał:

                  > > A jesteś pewien, czy tak sobie tylko wymyśliłeś, (...) Urlop
                  > > macierzyński przysługuje ojcu dziecka, gdy matka zrzeknie się jego
                  > > części. Zatem aby móc skorzystać z tego prawa, Twoja żona musiałaby
                  > > obecnie przebywać na płatnym urlopie, a tak nie jest, prawda?
                  >
                  > Żona prowadzi firmę i z tej racji przysługuje jej również płatny urlop
                  > macierzyński.

                  Taaa? W takim razie skąd sarkastyczne "ja przynajmniej będę miał za to płacone"?
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 15:11
                    > Taaa? W takim razie skąd sarkastyczne "ja przynajmniej będę miał za
                    > to płacone"

                    Ona dostawałaby jakieś 100 czy 200 PLN miesięcznie. Czyli prawie nic... Ja będę
                    dostawać znacznie więcej.

                    To nie było sarkastyczne, naprawdę!
    • marianka_marianka Cóż za wspaniały wątek:))) 11.03.09, 14:43
      Witaj, gratuluję synka! Jaki gigantyczny odzew na Twój post:))) Musisz być zadowolony!
      Postaram się w skrócie:)
      1. Znacie się krótko, widocznie zbyt krótko, żeby zauważyć "zapędy" żony w kierunku nicnierobienia w życiu;
      2. Twoja żona jest BARDZO młoda, a już ma dziecko i męża, który aktywnie wymusza na niej postawy, do których jeszcze nie dojrzała lub nie dojrzeje nigdy (wersja pesymistyczna, ale mniej prawdopodobna niż pierwsza);
      3. Rozumiem doskonale Twoją frustrację - jesteś człowiekiem oszczędnym (żona niepotrzebnie wydaje pieniądze), planującym co najmniej kilka kroków naprzód (żona nie myśli o przyszłości), buntujesz się przeciwko nierównomiernym rozłożeniu sił w małżeństwie, które miało wpisane w statut - partnerskie (żona nie widzi problemu, kłócicie się, w rezultacie Ty wychodzisz na nieczułego egoistę, a Ona na lenia bez ambicji) I obydwojgu Wam z tym źle…
      4. Główny problem to " żona przed ślubem się określiła, teraz mówi i robi zupełnie inaczej"… Próbuję sobie siebie przypomnieć w wieku 22 lat… Byłam młodą dziewczyną, imprezowałam, studiowałam dziennie, poznawałam ludzi, zwiedzałam świat no i określałam się BARDZO powoli do tego co chcę robić za parę lat… W tej chwili mam męża, dzieci, swoje życie, swoją rodzinę, swoje plany na przyszłość, odpowiedzialność za rodzinę, wspólne życie… Myślę inaczej niż jeszcze kilka lat temu.
      5. MUSISZ dać żonie czas na DOJRZEWANIE do świadomego bycia żoną, matką, partnerką. Uprzedzam, że może to potrwać kilka lat. Jeżeli będziesz z uporem maniaka wprowadzał swoje wizje, to może skończyć się tym, że się rozstaniecie.
      6. Naprawdę rozumiem Twoje rozżalenie, rozczarowanie tym co się aktualnie dzieje w Twoim życiu. Wydaje mi się, że nie dobraliście się pod względem oczekiwań wobec życia i oboje z tego powodu cierpicie. Tak jak napisałam wcześniej, MUSISZ pozwolić żonie się rozwinąć w którymkolwiek kierunku.
      7. Oczywiście możesz nią dalej sterować, ale prędzej czy później Ona Cię znienawidzi, a ty będziesz wypalonym, sfrustrowanym człowiekiem, który nie będzie potrafił cieszyć się tak po prostu życiem. Chociaż wydaję mi się, że już teraz tego nie potrafisz. Zagubiłeś gdzieś radość życia w tym całym planowaniu wszystkiego…
      8. Pamiętaj o ważnej rzeczy: Dziecko to najmniej planowalna i przewidywalna sprawa w życiu:) Możesz sobie do setki zaplanować życie, uwzględnić kilkanaście wersji wydarzeń, a Twoje dziecko i tak napisze swój scenariusz. Na razie jest malutkie, ale to dopiero początek długiej drogi, podczas której musisz się przygotować do całego wachlarza różnorodnych uczuć towarzyszących wychowaniu… Głęboka miłość, zachwyt, uwielbienie, wściekłość, frustracja….
      9. Z Twoich wypowiedzi przebija chłodna kalkulacja… Brakuje mi ciepłego spojrzenia na żonę, widzenia w niej kobiety którą pokochałeś… Odnoszę wrażenie, że jak patrzysz na nią to widzisz tylko mnożące się cyfry… A właściwie odejmujące się, bo przecież potrafisz doskonale wyliczyć ile każdego dnia " nie zarobiła" do wspólnej kasy… Strasznie to smutne, ale rozumiem że taki jesteś i nie zmienisz swojego podejścia. Kwestia tego jak Twoja żona widzi to w tej chwili, bo wiadomo przedślubne "widzenie" ukochanej osoby będzie zgoła inne niż po…
      10. W skrócie:
      - Daj żonie czas na dojrzewanie (minimum do końca macierzyńskiego, maksimum kilka lat);
      - Nie widzę nic złego w kwestii robienia od czasu do czasu na macierzyńskim tipsów, czy rzęs, jeżeli chce zachować swoje klientki, pod warunkiem że głownie Ona na to nalega;
      - Rozsądnie jest kupować tyle produktów spożywczych , żeby nie musieć ich wyrzucać; Ja też nie lubię marnotrawstwa żywności, co nie znaczy że od czasu do czasu też coś niecoś się zmarnuje - bez przesady; A co do tel. kom dlaczego go zmienia co pół roku? Psuje się czy jak? Niepotrzebny wydatek.
      - Przez okres macierzyńskiego odwieś plany na kołek, ciesz się żoną i dzieckiem, powstrzymaj się od uwag; powiedz że porozmawiacie pod koniec macierzyńskiego i wtedy spróbujcie określić się co do dalszych planów; Możliwości naprawdę jest wiele;
      - Co do budowy domu, zrób sobie raczej plan na pewno powyżej 5 - letni myślę, że jest realny, mimo kolejnych dzieci. Małe dzieci to małe wydatki porównaniu z momentem pójścia dziecka do szkoły. Jeżeli interesuje Cię budowa domu drewnianego, mogę Ci pomóc w określeniu realnych kosztów (siedzę w temacie);
      - Myślę, że musisz trochę uelastycznić podejście do życia, mieć kilka wersji w zapasie, nie trzymać się sztywno planów, nie chcieć zbyt wiele i nauczyć cieszyć się małymi szczęściami i każdym dniem, który tak szybko i niepostrzeżenie nam ucieka:)
      - Wiele mądrych i cennych uwag napisano powyżej… Śledzę z wielką uwagą wątek, który rozwija się naprawdę w błyskawicznym tempie i mam zamiar wynieść coś dla siebie… Zresztą z innych wątków już wyniosłam:)) Powodzenia!

      • krzysztof-lis Re: Cóż za wspaniały wątek:))) 11.03.09, 15:17
        > Witaj, gratuluję synka!

        Dziękuję! Za całą Twoją wypowiedź również!

        > Jaki gigantyczny odzew na Twój post:))) Musisz być zadowolony!

        Odzew mnie zaskoczył. Opinie również trochę, choć mniej pozytywnie.

        > 1. Znacie się krótko, widocznie zbyt krótko, żeby zauważyć
        > "zapędy" żony w kierunku nicnierobienia w życiu;

        Równie dobrze te jej zapędy mogą być tylko chwilowym spadkiem formy, który
        nastąpił w niesprzyjających okolicznościach. Rzeczywiście, gdybyśmy znali się
        dłużej, miałbym pewnie inny pogląd na sprawę.

        > kłócicie się, w rezultacie Ty wychodzisz na nieczułego egoistę,

        O tak tak!

        Widać to też w tym wątku. ;)

        > - Daj żonie czas na dojrzewanie (minimum do końca macierzyńskiego,
        > maksimum kilka lat);

        Przyjąłem do wiadomości. :)

        > Jeżeli interesuje Cię budowa domu drewnianego, mogę Ci pomóc w
        > określeniu realnych kosztów (siedzę w temacie);

        Dzięki! Postaram się nie zapomnieć. ;)

        > - Rozsądnie jest kupować tyle produktów spożywczych , żeby nie
        > musieć ich wyrzucać; Ja też nie lubię marnotrawstwa żywności, co
        > nie znaczy że od czasu do czas u też coś niecoś się zmarnuje - bez
        > przesady;

        Widzę, że na tę sprawę patrzymy podobnie.

        > A co do tel. kom dlaczego go zmienia co pół roku? Psuje się czy
        > jak? Niepotrzebny wydatek.

        Bo chce mieć nowy telefon. Żeby jeszcze stary od razu sprzedała, ale musiałem to
        wywalczyć. ;)

        > - Myślę, że musisz trochę uelastycznić podejście do życia, mieć
        > kilka wersji w zapasie, nie trzymać się sztywno planów,

        Rzeczywiście
    • asia_i_p Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 15:14
      Doczytałam wątek do połowy i zbrakło mi cierpliwości.
      Uwaga, tu rzeczywistość:
      - żona pracy prawdopodobnie nie dostanie, nawet jeśli powie, że ty
      będziesz siedział na wychowawczym - bo pracodawca jej nie uwierzy,
      będzie się bał, że zrezygnujecie z tego rozwiązania i w ogóle
      znajdzie 10 powodów, żeby zamiast niej zatrudnić młodego faceta z
      uregulowanym stosunkiem do służby wojskowej;
      - teraz jest najgorszy moment, żeby z żoną o tym rozmawiać, bo teraz
      ona potrzebuje męża, który ją wesprze, a nie organizatora kariery,
      który ją krytykuje i daje kopa do przodu;
      - jeżeli żona jest, jak twierdzi bierna, to może nie była to wasza
      wspólna wizja tylko twoja, a ona przytakiwała dla świętego spokoju?

      Opisałeś sytuację bardzo dokładnie, mój wniosek jest taki - macie
      rozbieżne wizje waszej przyszłości. Plus twoje przekonanie o swojej
      racji i przywiązanie do swoich planów doprowadziło do tego, że w
      zasadzie nie wiesz, jaka jest wizja żony. Ona zna twoją, ale jej ta
      wizja nie odpowiada, a ty nie znasz jej i nawet nie próbujesz się
      dowiedzieć, tylko dalej przekonujesz ją do własnej.

      Jedyna rada jaką widzę to rozmowa z żoną jakiej chyba jeszcze nie
      próbowałeś - ona mówi, a ty słuchasz. Opowiada, jak widzi waszą
      przyszłość. Jeżeli ta wizja cię przeraża, to jej to powiedz, ale nie
      na zasadzie "ja na ciebie nie będę robił darmozjadzie" "nie tak się
      umawialiśmy", tylko uczciwe "nie chcę/boję się być jedynym
      utrzymującym naszą rodzinę".

      Bardzo dużo chcesz - ustal swoje priorytety. Co jest dla ciebie
      ważniejsze - dywersyfikacja źródeł dochodu rodziny czy robienie
      pracy, która cię interesuje? Ustal to i walcz o to jedno, zamiast
      bronić tego idealnego planu, którego żona najwyraźniej nie chce.

      I zacznij traktować żonę jak osobę, którą chciałbyś, żeby była.
      Chcesz mieć dorosłą odpowiedzialną partnerkę, a traktujesz ją jak
      dziecko. Budzisz o 8-mej, zapędzasz do nauki. To nie ona jest
      bierna, to ty wyrywasz jej z rąk całą aktywność, sterujesz jej
      życiem co do minuty, a potem oczekujesz inicjatywy. Jeżeli ją
      będziesz traktować jak malutką dziewczynkę, to tak się będzie
      względem ciebie zachowywała.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 15:24
        > - żona pracy prawdopodobnie nie dostanie,

        Liczę się z tą możliwością, dlatego myśląc o pracy miałem na myśli raczej własną
        działalność.

        > może nie była to wasza wspólna wizja tylko twoja, a ona
        > przytakiwała dla świętego spokoju?

        Jest i taka możliwość, choć w takiej sytuacji oczekiwałbym, że powie mi, że moja
        koncepcja jej się nie podoba. Przynajmniej bym się na te plany tak nie napalał...

        > Opisałeś sytuację bardzo dokładnie, mój wniosek jest taki - macie
        > rozbieżne wizje waszej przyszłości. (...) ty nie znasz jej i nawet
        > nie próbujesz się dowiedzieć, tylko dalej przekonujesz ją do
        > własnej.

        Kilka razy na ten temat rozmawialiśmy, nie udało mi się poznać jej wizji naszej
        przyszłości. Dowiadywałem się, że ona nie ma własnej wizji tego, co będzie się z
        nią czy z nami działo. Poza hasłami w rodzaju kontynuowania studiów do
        magisterki, ale jeszcze nie wiadomo w jakim kierunku. Więcej nie pamiętam
        • asia_i_p Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 21:12
          A jeszcze jedno przyszło mi do głowy - nie jest tak, że ona się boi
          tej twojej docelowej koncepcji, to znaczy obydwojga pracującego na
          swoim? To zawsze większe ryzyko niż praca etatowa no i brak np.
          wychowawczego, a planujecie trójkę dzieci w krótkim czasie. Może
          wie, że cię nie przekona, i blokuje pomysł w jedyny, jej zdaniem,
          skuteczny sposób?
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 21:49
            > nie jest tak, że ona się boi tej twojej docelowej koncepcji, to
            > znaczy obydwojga pracującego na swoim?

            Na pewno jest to bezpieczniejsza koncepcja niż jedno niepracujące wcale. ;)

            > Może wie, że cię nie przekona, i blokuje pomysł w jedyny, jej
            > zdaniem, skuteczny sposób?

            Jeśli tak ma wyglądać komunikacja w partnerskim związku, to dziękuję...
            • asia_i_p Re: całe życie na mojej głowie 12.03.09, 13:26
              Ale ja myślałam, że już ustaliliśmy, że wasz związek partnerski na
              razie nie jest i najwyżej ma być partnerski w przyszłości. Myślałam,
              że o tym jest ten wątek.
              Nie możesz się bić z rzeczywistością, najpierw musisz ją przyjąć do
              wiadomości, potem można próbować coś zmieniać.
    • moniafigiel Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 15:52
      krzysztofie,
      Ty i Twoja żona jesteście jeszcze bardzo młodzi.
      Wasze dziecko głównie je i śpi i wydaje Ci się że tak bedzie zawsze.
      A zapewniam Cie że nie, czeka Was jesze mnóstwo wyzwań i wysiłku
      żeby malucha wychować. Z twojej wypowiedzi nie wynika, żebyś był w
      dziecku zakochany, żebyś się z niego cieszył. Że jest zdrowe i całe
      twoje. A jego matka cudowna, bo Ci to dziecko urodziła. Nie
      pomyslałeś że przeżywacie teraz niewzykłe chwile, a pieniadze
      jeszcze zdążycie zarobić, razem a nie Ty czy Ona.
      Masz tylko pretensje. Mnóstwo kobiet nie pracuje, tylko zajmuje się
      dzieckiem czy dziećmi i domem. I rodzina może i tak funkcjonować.
      Jestem mamą córeczki w wieku przedszkolnym, spędziłam z nią 1,5 roku
      w domu. Żyliśmy przez ten czas skromnie, ale mój mąż (też inzynier
      swoją drogą) nie gonił mnie do pracy, wręcz prosił żebym jeszcze z
      dzieckiem posiedziała. Bo ten czas jest dla dziecka bezcenny i mama
      jest mu potrzebna jak prawie nic na świecie. I na pieniadze i na
      karierę też przyjdzie czas tak jak i u nas przyszedł.
      Na szczęście hierarcha wartości mojego męża jest inna niż Twoja.
      Naszym fundamentem jest rodzina, miłość i szacunek dla siebie
      nawzajem a nie pieniadze.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 16:34
        > pieniadze jeszcze zdążycie zarobić, razem a nie Ty czy Ona.

        Gdybym miał tę pewność, nie byłoby tego wątku.
    • nataliak9 ale jestem szczesliwa, 11.03.09, 17:20
      ze nie jestem twoja Krzysiu żoną, i że mam normalnego DOROSŁEGO,
      cudownego męża.takie posty jak twoje, raz po raz mnie w tym
      przekonuja, że jestem prawdziwą szczęściarą. współczuję twojej
      żonie, że urodziła dziecko komus takiemu jak ty.
      • krzysztof-lis Re: ale jestem szczesliwa, 11.03.09, 18:00
        Cieszy mnie, że poprawiłaś sobie humor. Szkoda, że Twoja wypowiedź jest
        bezużyteczna.
        • kklekss Re: !!!!!!!!!!!!!!! 11.03.09, 18:22
          Ty jesteś zwykły leń i egoista, który założył sobie wizje siedzenia
          w domu przed komputerem .Skoro żonę po kilku dniach od porodu
          wyganiasz do pracy to jak to nazwać? To nie normalne a Ty naprawde
          jesteś chory.Nie kochasz żony ani dziecka .Dziwak jesteś
          brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
          rrrrr
          • krzysztof-lis Re: !!!!!!!!!!!!!!! 11.03.09, 18:42
            Czy zdaje Ci się, że im więcej wykrzykników i literek "r" wpiszesz, tym większe
            wrażenie zrobi na mnie Twoja wypowiedź?

            Jeśli tak, to masz rację
            • kammik Re: !!!!!!!!!!!!!!! 11.03.09, 20:37
              > Czyli siedzenie w domu przed komputerem polegające na pracy przy nim jest
              > lenistwem a siedzenie w domu z dzieckiem już jest ciężką pracą?

              Aha. Mam trzymiesięczną córkę - owo słynne "siedzenie w domu" powoduje, że bolą
              mnie ręce, nogi, wszystko tylko nie dupsko. Praca przy tym to pikuś. Od
              przyszłego tygodnia zaczynam pracę w domu - ale nie mam złudzeń, że będę
              pracować przy dziecku - wyłącznie wtedy, kiedy będzie spała. Świetne masz te
              wizje - słodkie bobo gaworzące w łóżeczku a tatuś dzielnie zarabiający na
              kolejną cegłę. Uhm, uhm, oczywiście.
    • violettaa Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 19:44
      Az mi szkoda ciebie za duzo wziołeś sobie na błowę.Przypuszczam ze zonie jest z tym wygodnie.
      • ladaco2 Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 11:33
        Jestem totalnie w szoku!!! Ponad godzinę zajęło mi przeczytanie tego
        wszystkiego. Totalka!!!
        Krzysztofie!
        Nie chcę powielać tu tego, co napisały moje przedmówczynie, ale jedno ciśnie mi
        się na usta, kompletnie brakuje Ci inteligencji emocjonalnej. Mam chwilami
        wrażenie, że czytam wypowiedzi robota. Wiem, że to mało konstruktywne, ale nie
        mogłam się oprzeć. Z drugiej strony podziwiam Cię za to, że chcesz coś robić,
        zmieniać, masz wątpliwości. To znaczy, że jednak może jest jakaś nadzieja dla
        Ciebie. Chcesz rady, to posłuchaj...
        Twoja żona nie pracowała, nie wiem dlaczego, ale w końcu zdecydowała się na
        założenie własnej działalności. To wymaga odwagi i swego rodzaju desperacji. Ona
        się na to odważyła. Odpowiedz na pytanie - Jak duży był Twój udział w tej
        decyzji? Niekoniecznie był bezpośredni, wystarczyły ciągłe wyrzuty, że nic nie
        robi. Kiedy już odważyła się, zapaliła sią do tego pomysłu i sama siebie chciała
        przekonać, że to świetna idea i wymyśliła sobie, na podstawie niekoniecznie
        dobrych danych ile może zarobić. Ty uwierzyłeś w to, bo chciałeś uwierzyć. Nie
        ma co teraz opowiadać, że nie znasz się na tym. Przyszła ciąża - pamiętam kiedy
        sama zaszłam w ciążę. byłam wtedy na studiach, w połowie III roku, mniej więcej
        w wieku Twojej żony. Z największym trudem zdałam egzaminy na końcu roku. Nie
        dlatego żebym źle znosiła ciążę - wręcz przeciwnie, w życiu nie czułam się tak
        dobrze. Hormony sprawiły jednak, że nie byłam w stanie skupić się na niczym,
        poza swoim ciałem, ciążą i dzieckiem. Zaraz po zdaniu egzaminów wzięłam na rok
        dziekankę i dzięki temu resztę ciąży i pierwsze 8 miesięcy spędziłam z córeczką
        i mężem w domu. Nie było łatwo. Mąż pracował w fabryce i pieniędzy ledwo nam
        starczało do końca miesiąca. Kolejne lata, zanim skończyłam studia też nie były
        łatwe. Pracę dyplomową dałam w prezencie mężowi. Był to wg niego najpiękniejszy
        prezent jaki kiedykolwiek dostał. Chcę przez to powiedzieć, żebyś nie obwiniał
        żony, że nie pracowała podczas ciąży tak intensywnie jakbyś to sobie wyobrażał.
        To po prostu niewykonalne. Potem przyszedł poród i połóg. Nie wyobrażasz sobie
        jaki to stres dla organizmu i psychiki matki. Z dziewczynki ma się nagle zmienić
        w matkę. Dostaje do rąk coś, co rosło w niej 9 mies. a teraz jest od niej
        całkowicie zależne. Tak ona to w każdym razie czuje. To ciężar często ponad
        siły, stąd te baby blues, depresje, itp. sprawy. Spróbuj ją zrozumieć - teraz
        jesteś jedynym człowiekiem, u którego może szukać pomocy. Tylko czy chce? Dałeś
        jej w ostatnim okresie tyle ciepła, miłości i zrozumienia, żeby miała na to
        odwagę? Chyba nie... Musi być strasznie samotna i przestraszona... Jak jej
        podziękowałeś za poród i syna? Przyniosleś kwiaty? Otaczasz ją miłością i
        ciepłem? Podajesz śniadanie do łóżka? Chodzisz na zakupy? Dbasz, żeby nie
        musiała niepotrzebnie wstawać?Taki pocięty brzuch potwornie boli, tak samo jak
        rozerwane krocze. Zachęcasz do karmienia piersią? Młode matki zwykle boją się,
        że mają za mało pokarmu. Chcą dokarmiać butelką (zdaje się, że to właśnie
        robicie), a to ogromny błąd. Ważcie malucha po karmieniu piersią, żeby przekonać
        się ile się napił. Niech to będzie Twój pomysł - żeby dodać jej pewności siebie.
        Powiedz jej, że świetnie sobie daje radę w prowadzeniu domu i opiece nad małym
        liskiem. Spróbuj to wszystko robić przez jakiś czas. Zobaczysz, może z czasem
        to wystraszone zwierzątko zacznie do ciebie mówić, a kiedy to się stanie -
        zamknij buzię i słuchaj. Nie czekaj i nie układaj sobie w myśli odpowiedzi.
        Słuchaj.
        Wszystko potoczyło się tak szybko, że nie nadążasz złapać oddechu. Zapomnij na
        chwilą o Waszych (TWOICH) planach i ciesz się, że możesz poleżeć z mamą swojego
        synka i synkiem w łóżku przy karmieniu. Pokaż jej, że Ty się chcesz nią
        opiekować. Ugotuj im obiad. Daj sobie luz. Zobaczysz, że kiedy przyjdzie do
        siebie będzie chciała Ci to oddać, a potem możecie układać plany wspólnie, od
        nowa, w nowej rzeczywistości.
        • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 16:50
          > Twoja żona nie pracowała, nie wiem dlaczego, ale w końcu
          > zdecydowała się na założenie własnej działalności. To wymaga odwagi
          > i swego rodzaju desperacji. (...) Odpowiedz na pytanie - Jak duży
          > był Twój udział w tej decyzji?

          Gdyby był mały, nie zakładałbym tego wątku. Założyłem go, bo cała inicjatywa
          dotycząca działania mojej żony pochodzi zasadniczo ode mnie.

          > Jak jej podziękowałeś za poród i syna? Przyniosleś kwiaty?

          Tak samo jak ona mnie za spłodzenie syna.

          > Chcą dokarmiać butelką (zdaje się, że to właśnie robicie), a to
          > ogromny błąd. Ważcie malucha po karmieniu piersią, żeby przekonać
          > się ile się napił.

          Wychodzimy z założenia, że jeśli po nakarmieniu (gdy pokarm się skończy) dziecko
          dalej chce jeść, to trzeba mu to jeść dać. Więc dostaje jeszcze butelkę.
          • ladaco2 Re: całe życie na mojej głowie 14.03.09, 07:54
            Gdyby był mały, nie zakładałbym tego wątku. Założyłem go, bo cała inicjatywa
            > dotycząca działania mojej żony pochodzi zasadniczo ode mnie.

            - no widzisz, już tutaj o tym pisano - zmuszasz żonę do czegoś czego nie chce a
            potem się dziwisz, że to nie wychodzi. Daj jej wolną rękę i czas na dojrzewanie
            do własnych decyzji i nie dziw się, że to będzie trwało. A będzie o wiele dłużej
            niż gdyby mogła być samodzielna od początku. teraz przyzwyczaiłeś ją do
            wykonywania rozkazów i dziwisz się, że jest bierna.

            Jak jej podziękowałeś za poród i syna? Przyniosleś kwiaty?
            >
            > Tak samo jak ona mnie za spłodzenie syna.

            najpierw piszesz takie debilizmy a potem dziwisz się i płaczesz, że Cię tu
            napadają i mieszają z błotem, zamiast Ci poradzić. Kiedy radzę Ci jak pomóc
            żonie stać się samodzielną, to odpisujesz coś tak bezgranicznie głupiego (byle
            tylko napisać - odciąć się) nie zastanawiając się nad sednem sprawy, a do owego
            sedna się nie odnosisz.

            Wychodzimy z założenia, że jeśli po nakarmieniu (gdy pokarm się skończy) dzieck
            > o
            > dalej chce jeść, to trzeba mu to jeść dać. Więc dostaje jeszcze butelkę. - To
            najlepszy sposób na szybką utratę pokarmu. Dziecku powinien zostać po karmieniu
            pewien niedosyt, bo im więcej wypije z piersi tym więcej mleka się wytworzy.
            Podczas pierwszych kilku tygodni ta równowaga się ustali i dziecko już nie
            będzie głodne. Jeżeli po karmieniu zaserwujesz mu butelkę, dłużej będzie
            nasycone i pokarmu w piersi bądzie stopniowo coraz mniej. Jeżeli chcecie,
            możecie ewentualnie po karmieniu podać jeszcze czystej wody, albo herbatki, ale
            nie mleka. To czy dziecko wypiło dość sprawdza się ważeniem po każdym karmieniu
            i kontrolowanie przybierania na wadze. Każdy pediatra Ci to potwierdzi.
            • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 14.03.09, 10:42
              > - no widzisz, już tutaj o tym pisano - zmuszasz żonę do czegoś
              > czego nie chce a potem się dziwisz, że to nie wychodzi. Daj jej
              > wolną rękę i czas na dojrzewanie do własnych decyzji i nie dziw
              > się, że to będzie trwało.

              Że zmuszanie to zła metoda, już wiem. Po to, by poznać inne, założyłem ten wątek.

              > najpierw piszesz takie debilizmy a potem dziwisz się i płaczesz,
              > że Cię tu napadają i mieszają z błotem, zamiast Ci poradzić. Kiedy
              > radzę Ci jak pomóc żonie stać się samodzielną, to odpisujesz coś
              > tak bezgranicznie głupiego (byle tylko napisać - odciąć się) nie
              > zastanawiając się nad sednem sprawy, a do owego sedna się nie
              > odnosisz.

              Głupie pytanie
              • ivoncja Re: całe życie na mojej głowie 14.03.09, 20:44
                Jak jej podziękowałeś za poród i syna? Przyniosleś kwiaty?
                >
                > Tak samo jak ona mnie za spłodzenie syna.

                Głupie pytanie
                • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 14.03.09, 21:45
                  > Uuu, i tu już przechlapałeś sobie na amen, cyborgu z kalkulatorem
                  > zamiast mózgu.

                  Jestem zwolennikiem równouprawnienia. Nie widzę powodu, by dziękować żonie za
                  poród czy za syna.
                  • ivoncja Re: całe życie na mojej głowie 14.03.09, 23:21
                    Skoro tylko ona nosiła przez 9 miesięcy wasze dziecko i tylko ona przeszła trudy
                    porodu i połogu, to mógłbyś spuścić z tonu, ale skoro tak się bardzo przejąłeś
                    równouprawnieniem to w kolejną ciążę zajdź sam. Jesteś śmieszny z ciągłym
                    wyskakiwaniem z tym argumentem równouprawnienia. Powiedziałbyś lepiej coś o
                    empatii, jeśli wiesz co to takiego empatia, miłość, serce, szacunek (poza
                    szacunkiem dla pieniądza, którego niewątpliwie ci nie brak) To wartości
                    bezcenne, choć dla ciebie mogą być niewiele warte, bo niepoliczalne...
                    • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 09:36
                      > skoro tak się bardzo przejąłeś równouprawnieniem to w kolejną
                      > ciążę zajdź sam. Jesteś śmieszny z ciągłym wyskakiwaniem z tym
                      > argumentem równouprawnienia.

                      Jak Ty to sobie wyobrażasz?

                      Ja doskonale rozumiem, że kobietom równouprawnienie jest potrzebne by uzyskać
                      dodatkowe prawa, ale w dalszym ciągu życzą sobie wyjątkowego traktowania ze
                      strony mężczyzn. Ale bez przesady.

                      > Powiedziałbyś lepiej coś o empatii,

                      A co mam Ci o niej powiedzieć? Nie jest to mechanizm, który kieruje moim życiem.

                      • ivoncja Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 12:57
                        > > skoro tak się bardzo przejąłeś równouprawnieniem to w kolejną
                        > > ciążę zajdź sam. Jesteś śmieszny z ciągłym wyskakiwaniem z tym
                        > > argumentem równouprawnienia.
                        >
                        > Jak Ty to sobie wyobrażasz?

                        Nie jestem aż taką fantastką, żeby sobie to wyobrażać, chciałam ci tylko
                        uświadomić, że pewnych spraw mimo najszczerszych chęci nie da się w małżeństwie
                        rozłożyć po równo, o co tak zaciekle walczysz.


                        > Ja doskonale rozumiem, że kobietom równouprawnienie jest potrzebne by uzyskać
                        > dodatkowe prawa, ale w dalszym ciągu życzą sobie wyjątkowego traktowania ze
                        > strony mężczyzn.

                        Może właśnie dlatego uważamy, że nam się to należy, ponieważ to my ponosimy
                        trudy porodów, połogów, macierzyństwa i w większej części wychowania dzieci.
                        Tego nie da się niczym wyrównać, więc miło byłoby gdyby facet chociaż powiedział
                        "kochanie, wspaniale sobie z tym poradziłaś, jestem z ciebie dumny, urodziłaś
                        nam wspaniałe dziecko", nawet jeśli nie czuje takiej potrzeby.
                        Po przeczytaniu całego wątku dochodzę do wniosku że jesteś niereformowalny, nie
                        chcesz zmieniać nic w sobie, tylko w otoczeniu- tak aby zaczęło w końcu
                        przystawać do twoich precyzyjnych planów. Uelastycznij się trochę i zrozum że
                        nie wszystko musi być tak jak zostało zaplanowane. Inne warianty też mogą być
                        dobre i niekoniecznie twoje. A jaki mechanizm kieruje twoim życiem, to już chyba
                        wszyscy czytający ten wątek szybko zdążyli się zorientować. Smutne to wszystko,
                        cieszę się że mój mąż nie ma tak materialistycznego podejścia do życia.
                        • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 14:20
                          > Może właśnie dlatego uważamy, że nam się to należy, ponieważ to my
                          > ponosimy trudy porodów, połogów, macierzyństwa i w większej części
                          > wychowania dzieci.

                          Ach, rozumiem. W takim razie rzeczywiście nie mamy o czym rozmawiać.

                          > Po przeczytaniu całego wątku dochodzę do wniosku że jesteś
                          > niereformowalny, nie chcesz zmieniać nic w sobie, tylko w
                          > otoczeniu- tak aby zaczęło w końcu przystawać do twoich
                          > precyzyjnych planów.

                          Mylisz się. Chcę zmienić swoje podejście do żony.

                          > Uelastycznij się trochę i zrozum że nie wszystko musi być tak jak
                          > zostało zaplanowane.

                          Powiem tak
                          • ivoncja Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 15:34
                            > Mylisz się. Chcę zmienić swoje podejście do żony.
                            To ty się mylisz- chcesz zmienić swoje podejście do żony, ale po co? Nie po to,
                            żeby np.ona czuła się szczęśliwsza, tylko po to, żeby wreszcie zaczęła działać
                            tak, jak ty tego chcesz, bo coś jej się popsuło i jak tak dalej pójdzie, trzeba
                            będzie wymienić sprzęt zwany żoną. No ale w końcu w innym poście pisałeś, że
                            najważniejsze jest twoje szczęście własne, na drugim miejscu jest szczęście
                            partnera, na trzecim dopiero szczęście dziecka... Nie przyszło ci do głowy że
                            małżeństwo a zwłaszcza rodzicielstwo będzie czasem wymagać poświęceń?
                            Zastanawiam się, po co "pracowaliście" nad dzieckiem, przecież to ani użyteczne,
                            ani kasy nie przysparza, a wręcz przeciwnie, jest skarbonką bez dna, o czym się
                            wkrótce przekonasz.
                            Mierzi mnie to, że człowiek jest dla ciebie tyle wart, ile zarabia (wspomniałeś
                            gdzieś, że ludzie którzy nie pracują, są dla ciebie ludźmi drugiej, gorszej
                            kategorii). Pozostaje ci tylko mieć nadzieję że nigdy nie spotka cię w życiu
                            żadne nieszczęście (choroba, kalectwo) które spowoduje że nie będziesz mógł
                            pracować i zarabiać. Swoją drogą, są ludzie którzy nie mogą pracować, bo np.
                            mają niepełnosprawne dzieci- co byś zrobił gdyby ciebie to spotkało (czego ci
                            oczywiście nie życzę) i żona byłaby skazana na nieustanną opiekę nad dzieckiem?
                            Pewnie odpowiesz "nie to jest przedmiotem dyskusji" albo "nie mam potrzeby
                            zastanawiać się nad tym"... Może oddałbyś dziecko do zakładu opiekuńczego, żeby
                            żona mogła zarabiać (i to nie daj boże mniej od ciebie!), a może po prostu
                            zostawiłbyś żonę, bo nie tak się umawialiście przed ślubem... Niby gadasz jak
                            dorosły facet, a w środku siedzi w tobie szczeniak, co tupie nogą, bo coś jest
                            nie po jego myśli...
                            • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 22:20
                              > To ty się mylisz- chcesz zmienić swoje podejście do żony, ale po
                              > co?

                              Po to, by osiąganie (jak sądziłem) wspólnych celów nie było wyłącznie na moich
                              barkach.

                              > Nie po to, żeby np.ona czuła się szczęśliwsza,

                              Być może dla mojej żony sensem życia jest siedzenie w domu i wychowywanie
                              dzieci. Jeśli tak jest, mam prawo czuć się oszukany.

                              Chciałbym, by żona sama z siebie pragnęła robić w życiu coś więcej niż tylko to
                              siedzenie w domu. By widziała, że praca, którą wykonuje, ma jakiś cel i ona tą
                              pracą przybliża się do jego osiągnięcia. Nie chcę, by żona pracowała tylko z
                              poczucia obowiązku.

                              > tylko po to, żeby wreszcie zaczęła działać tak, jak ty tego
                              > chcesz, bo coś jej się popsuło i jak tak dalej pójdzie, trzeba
                              > będzie wymienić sprzęt zwany żoną.

                              Jeśli dopiero teraz by się okazałoby, że żona wyobraża sobie życie zupełnie
                              inaczej niż ja, byłby to uzasadniony powód, by żonę zmienić.

                              > Nie przyszło ci do głowy że małżeństwo a zwłaszcza rodzicielstwo
                              > będzie czasem wymagać poświęceń?

                              Małżeństwo nie jest dla mnie celem samym w sobie, zatem nie uważam, by dla jego
                              dobra należało cokolwiek poświęcać jeśli nie ma takiej konieczności.

                              > Zastanawiam się, po co "pracowaliście" nad dzieckiem, przecież to
                              > ani użyteczne, ani kasy nie przysparza, a wręcz przeciwnie, jest
                              > skarbonką bez dna, o czym się wkrótce przekonasz.

                              Posiadanie dzieci jest jednym z celów mojego życia. Jak widać po kolejności
                              realizacji tych celów, jest to jeden z priorytetów.

                              Dzieci się ma po to, by je mieć. Chyba, że ja o czymś nie wiem.

                              > Mierzi mnie to, że człowiek jest dla ciebie tyle wart, ile zarabia
                              > (wspomniałeś gdzieś, że ludzie którzy nie pracują, są dla ciebie
                              > ludźmi drugiej, gorszej kategorii).

                              Nie przypuszczam, bym napisał coś takiego
                              • ivoncja Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 09:18
                                > > Mierzi mnie to, że człowiek jest dla ciebie tyle wart, ile zarabia
                                > > (wspomniałeś gdzieś, że ludzie którzy nie pracują, są dla ciebie
                                > > ludźmi drugiej, gorszej kategorii).
                                >
                                > Nie przypuszczam, bym napisał coś takiego
                              • ivoncja Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 09:20
                                > (wspomniałeś gdzieś, że ludzie którzy nie pracują, są dla ciebie
                                > ludźmi drugiej, gorszej kategorii).

                                Nie przypuszczam, bym napisał coś takiego
            • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 09:31
              > - To
              > najlepszy sposób na szybką utratę pokarmu. Dziecku powinien zostać po karmieniu
              > pewien niedosyt, bo im więcej wypije z piersi tym więcej mleka się wytworzy.
              > Podczas pierwszych kilku tygodni ta równowaga się ustali i dziecko już nie
              > będzie głodne. Jeżeli po karmieniu zaserwujesz mu butelkę, dłużej będzie
              > nasycone i pokarmu w piersi bądzie stopniowo coraz mniej.

              No ale o to chyba Krzysztofowi chodzi, o szybkie zakończenie laktacji i
              przejście na pokarm sztuczny, to da kolejny "argument" za tym by to on był na
              urlopie wychowaczym a żona zajęła się zarabianiem na dom
          • kai_30 Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 02:05
            krzysztof-lis napisał:
            >
            > Wychodzimy z założenia, że jeśli po nakarmieniu (gdy pokarm się skończy) dzieck
            > o
            > dalej chce jeść, to trzeba mu to jeść dać. Więc dostaje jeszcze butelkę.

            Wychodzicie z błędnego założenia. W takich przypadkach podaje się drugą pierś.
            Pokarm w piersi nie może "się skończyć", bo piersi to nie magazyn, a raczej
            fabryka - produkcja trwa na bieżąco, ssanie ją napędza, "powiadamia" pierś, ile
            potrzeba pokarmu. Jeśli faktycznie dziecko się nie najada (a skąd to wiecie,
            nota bene?) należałoby skorzystać z porad doradcy laktacyjnego, który podpowie,
            co robić.

            No ale po co w sumie, skoro Krzysztof wie wszystko najlepiej, nie? :P
            • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 09:37
              > Wychodzicie z błędnego założenia. W takich przypadkach podaje się
              > drugą pierś.

              Rozumiem, że gdy dziecko skończy jeść z drugiej piersi, podaje mu się trzecią?

              Dziękuję bardzo za uwagi na temat karmienia i laktacji, ale nie to jest tematem
              tego wątku.
              • kammik Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 10:23
                Chciałes zapewne błysnąć, ale tak, tak to sie okresla - podaje sie mu trzecia,
                czyli wraca do pierwszej. Dokształć się, dziecko ci bedzie wdzieczne.
          • asia_i_p Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 15:56
            > > Jak jej podziękowałeś za poród i syna? Przyniosleś kwiaty?
            >
            > Tak samo jak ona mnie za spłodzenie syna.
            Krzysztof, będę wulgarna - w sumie niegdy nie bzykałam się jako
            mężczyzna, ale podejrzewam, że wysiłek jest jednak nieporównywalny z
            porodem. Może się mylę.
            • abasia471 Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 21:53
              asia_i_p napisała:

              > > > Jak jej podziękowałeś za poród i syna? Przyniosleś kwiaty?
              > >
              > > Tak samo jak ona mnie za spłodzenie syna.

              > Krzysztof, będę wulgarna - w sumie niegdy nie bzykałam się jako
              > mężczyzna, ale podejrzewam, że wysiłek jest jednak
              nieporównywalny z porodem. Może się mylę.

              Asiu, (też będę wulgarna) możesz się mylić. Skoro Krzyś stawia
              płodzenie potomka jednej płaszczyźnie, to chyba wie co mówi.
              Jemu chyba tylko zarabianie pieniędzy przychodzi łatwo a cała
              reszta, to dla niego siermiężna robota. Może on jest taki z gruba
              ciosany nie tylko w kwestii empatii i uczuć, ale fizycznie też jest
              mało sprawny.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 22:12
                > Skoro Krzyś stawia płodzenie potomka jednej płaszczyźnie, to chyba
                > wie co mówi.

                Nie rozumiemy się. Mogę żonie pogratulować, że się jej udało, że wytrzymała, że
                sobie poradziła, że zniosła (i znosi) ból. Mogę powiedzieć jej, jak bardzo się
                cieszę, że ma to za sobą, że wytrzymała te męki, że urodziła dziecko.

                Ale PODZIĘKOWAĆ za to nie jestem w stanie. Podziękować mogę jej za zrobienie
                herbaty, obiadu, przyniesienie listu z poczty (co zresztą robię, bo takich
                uprzejmości staram się nie skąpić). Ale nie za urodzenie dziecka.

                Nie mogę jej podziękować za coś, co zrobiła nie tylko dla mnie. To tak, jakbym
                jej dziękował za to, że wzięła ze mną ślub...

                > Może on jest taki z gruba ciosany nie tylko w kwestii empatii i
                > uczuć, ale fizycznie też jest mało sprawny.

                Jeśli chodzi o fizyczne możliwości to zdecydowanie jestem z tej dolnej półki.
            • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 22:08
              > Krzysztof, będę wulgarna - w sumie niegdy nie bzykałam się jako
              > mężczyzna, ale podejrzewam, że wysiłek jest jednak nieporównywalny z
              > porodem. Może się mylę.

              Na pewno masz rację.
    • efi-efi Re: teraz ja! 11.03.09, 22:11
      Masz 25 lat. W swoim mniemaniu jesteś dojrzałym człowiekiem. Na pewno uważasz
      się za osobę inteligentną. Postaraj się chwilę nie myśleć w sposób analityczny
      tylko empatyczny.
      Twoja żona to dzieciak, nie wiem czy wpadliście i stanąłęś na wysokości zadania
      czy jak tam było, ale dzieciak urodził dziecko.
      Ponieważ większość facetów nie rozumie fizjologii kobiety wytłumaczę Ci to jak
      krowie na miedzy.
      Kobieta jak ma PMS jest okropna, płacze, złości się , ma napady gniewu. W ciąży
      buzują jej hormony na maxa, więc je dziwne rzeczy, ma ochotę na seks 6 x
      dziennie albo wcale, po porodzie bardzo często może mieć depresję i masę innych
      objawów, których nie ma babka singielka.

      Wymagasz od swojej żony mega aktywności przez cały ochronny okres ciąży i
      połogu - ten połóg może się przeciągnąć nawet do roku.
      Nie dziwi mnie, że nie rozumiesz , że wpływ na życie kobiety mają również
      hormony. Wydaje Ci się , że nad wszystkim można zapanować . Otóż nie zawsze.
      Wytłumaczę Ci to prosto.
      Obojętne czy lubisz alkohol czy nie , wypij powiedzmy 0,75 litra jakiejś whisky
      czy brandy czy co tam chcesz byle wysokoprocentowe.
      I masz nie bełkotać, masz stać prosto na nogach i zapanować nad wszystkimi
      niepożądanymi reakcjami .
      Nie da się?
      Jak to się nie da? Zmuś się. Obiecałeś itp...


      Daj tej swojej kobiecie czas

      I skoro Ci tu ileś babek pisze tak samo, może w różny sposób to może coś w tym
      jest , niekoniecznie spisek przeciwko Tobie.


      • cleopa Re: teraz ja! 13.03.09, 12:15
        Po raz kolejny dziekuje Bogu że urodziłam sie wczesniej..wtedy
        mężczyźni uwazali za normalne że dba sie o zone i o rodzine , że
        łoży sie na zonę ktora dopiero co urodzila dziecko bo taka jest
        rola męża i ojca..Dlaczego nie jestes w stanie pojąć że facet ma
        dbać o swoja rodzine i dać jej poczucie bezpieczeństwa. Żona
        urodziła ty teraz zaopiekuj sie nia i dzieciątkiem a nie kwicz o
        pieniądzach..
        Przykry jest twoj stosunek do zony jako kobiety
        do zony jako kobiety w ciąży
        do zony po porodzie i jako mlodej matki :(
        Z tego co wyczytalam budziles ja wczeniej o 8 aby nie spala do
        10 ...logika przemawia ze byla wtedy w ciąży i Ty twierdzisz ze
        jestes normalny????
        Skad na Boga wiesz czlowieku jak odczuwa kobieta okres,jak odczuwa
        ciąże i jak boli po porodzie..A moze dziewczyna ma depresje
        poporodową co by nie bylo takie dziwne przy twojej postawie..
        Martwi mnie ze coraz więcej mlodych mężczyzn ma wlasnie taka
        postawe roszczeniowo-bez litości w stosunku do partnerek i zycia
        • kicia031 Re: teraz ja! 13.03.09, 12:41
          tego co wyczytalam budziles ja wczeniej o 8 aby nie spala do
          > 10 ...logika przemawia ze byla wtedy w ciąży i Ty twierdzisz ze
          > jestes normalny????

          Cleopa, budzil ja zeby mu zrobila kanapaki do pracy.
          Nie zartuje, sam to opisal!
          • krzysztof-lis Re: teraz ja! 13.03.09, 16:17
            > Cleopa, budzil ja zeby mu zrobila kanapaki do pracy.

            A to ciekawostka. Ja wychodzę do pracy ok. 6:40. Jak żona miałaby niby robić mi
            te kanapki, skoro wychodziłem grubo przed jej wstaniem?

            > Nie zartuje, sam to opisal!

            Nie pier--l głupot. Czekam na dowód, że tak napisałem, albo na przeprosiny.

            • kicia031 No to doczekales sie dowodu 13.03.09, 16:40
              Nie pier--l głupot. Czekam na dowód, że tak napisałem, albo na
              przeprosiny.


              Ależ ja robię i robiłem w domu bardzo dużo. W momencie, gdy moja
              żona pracowała.
              Od czasu gdy nie pracuje nie zamierzam w domu robić nic. Nawet
              kanapki do pracy
              przestałem sobie robić, bo to jest nieprzyzwoite, żebym ja wstawał o
              6:05
              zamiast o 6:15 żeby zrobić sobie kanapki podczas gdy moja żona śpi
              sobie do 9:00
              i ma przed moim powrotem czas na oglądanie telewizji.

              Dzieci nie mam, ale niedługo się to zmieni. Termin mamy obliczony na
              28 lutego.

              Napisales to 19 lutego, koles.
              • krzysztof-lis Re: No to doczekales sie dowodu 13.03.09, 16:46
                Czy tu jest napisane, że żona wstaje rano, by zrobić mi kanapki? A może tylko
                to, że ona mi je robi?

                Pokaż jeszcze z którego wątku to wzięłaś
    • uli Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 12:51
      PRZECIEŻ 2 TYGODNIE TEMU PISAŁES ŻE NIE MASZ DZIECI! Na pytanie czy znasz jakies
      dziecko powiedziałeś, że znasz dziecko "siostry męża" czy coś równie
      intersującego. Ale z Ciebie paskudny TROL :/
      • kicia031 Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 13:15
        Uli, bo to nowe dziecko, ma 13 dni ;-))
        • uli Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 14:23
          No fakt! Ten wątek jest tak głupi, że aż śmieszny :D Nie dość, że "świeżo
          upieczony" tata kłamie, to jeszcze nieudolnie. Wychodzi na to, że w dniu porodu
          w najlepsze gadał sobie z kolezankami na forum, np w tym wątku:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92065922&a=92072456
          Jak i każdego innego dnia życia tego "nowego dziecka"...

          Powinszować inteligencji :)
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 16:21
            > Nie dość, że "świeżo upieczony" tata kłamie, to jeszcze nieudolnie.

            Ale masz jakieś wsparcie? Jesteś w stanie to udowodnić, że kłamię?

            Bo jak nie, to należą się i od Ciebie przeprosiny.

            > Wychodzi na to, że w dniu porodu
            > w najlepsze gadał sobie z kolezankami na forum, np w tym wątku:
            > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92065922&a=92072456

            Śmieszna jesteś. Dziecko urodziło mi się w lutym, a wszystkie wypowiedzi w tym
            wątku są z 01.03. Co więcej, napisane są po godzinie zakończenia odwiedzin w
            szpitalu, w którym wtedy jeszcze była żona z dzieckiem.
            • asiara74 Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 17:58
              Czas, który spędzasz na forum mógłbyś spożytkować na zarabianie kasy na
              wymarzony dom. Przestań poganiać batem tą swoja młodą żonke, matkę twojego syna.
              Nie rób tego w tym właśnie konkretnym momencie jej, waszego życa Jest to
              niegodne prawdziwego mężczyzny.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 18:04
                > Czas, który spędzasz na forum mógłbyś spożytkować na zarabianie
                > kasy na wymarzony dom.

                Sam bym na to nie wpadł, doprawdy.

                > Nie rób tego w tym właśnie konkretnym momencie jej, waszego życa
                > Jest to niegodne prawdziwego mężczyzny.

                Przeczytaj raz jeszcze ten wątek, może zrozumiesz, w czym jest mój problem.



                • triss_merigold6 Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 18:17
                  Twój problem polega na niedostosowaniu życzeń do reala.
                  Najwyższyczas żebyś przestał jęczeć i wziął się do roboty.
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 18:24
                    > Najwyższyczas żebyś przestał jęczeć i wziął się do roboty.

                    Od dwóch dni w tym wątku nie jęczę. Nie zwróciłaś uwagi?

                    Do jakiej roboty?
                • asiara74 Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 18:20
                  Sam bym na to nie wpadł, doprawdy.


                  Takie lakoniczne odpowiedzi niewiele wnosza, domu jak nie było tak nie ma i być
                  może dlugo nie będzie jesli liczysz na znaczącą pomoc swojej żony. Sam jej pokaż
                  jak to się robi aby do 30 tki chawirę wystawić, na pewno to wiesz.
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 18:30
                    > Takie lakoniczne odpowiedzi niewiele wnosza, domu jak nie było tak
                    > nie ma i być może dlugo nie będzie jesli liczysz na znaczącą pomoc
                    > swojej żony.

                    Być może nie będzie go nigdy. :) Nic strasznego się zresztą nie stanie, to nie
                    jest najważniejszy cel do osiągnięcia w moim życiu.

                    Ale tak sobie myślę, że to właśnie ten dom mógłby być dobrym sposobem do
                    zmotywowania żony do zarabiania pieniędzy. Bo jeśli nawet byłbym w stanie sam
                    ten dom popchnąć, to na pewno nie spełniałby on oczekiwań żony. Aby więc mógł on
                    te jej oczekiwania spełniać, musiałaby się do tego sama przyłożyć.

                    > Sam jej pokaż jak to się robi aby do 30 tki chawirę wystawić, na
                    > pewno to wiesz.

                    Z moją żoną jest taki kłopot, że z mojego przykładu niechętnie się uczy. Według
                    niej, cały czas spędzam przy komputerze na bzdurach. A ja tu wbrew temu co ona
                    myśli sporo pracuję. Ona zaś tego nie zauważa.

                    Nie sądzę, bym wiedział, jak samemu wystawić ten dom do 30-tki.
              • pyzz Re: całe życie na mojej głowie 14.03.09, 00:16
                > Czas, który spędzasz na forum mógłbyś spożytkować na zarabianie kasy
                ...
                > Przestań poganiać batem tą swoja młodą żonke, matkę
                > twojego syna
                ...
                > Jest to
                > niegodne prawdziwego mężczyzny.

                Doprawdy, jak czytam takie wypowiedzi, to mi się przypomina ten dowcip o trzech
                ulubionych zwierzątkach kobiety: Jaguarze w garażu, norkach w szafie i ośle,
                który na to haruje...

                Do autora:
                Nie wiem co zrobić z żoną. Może powinieneś zacząć zwracać uwagę żony na swoją
                sytuację? Bo dopóki cała Wasza rozmowa dotyczy jej i jej starań, osiągnięć,
                procedur, trudności to ona w wyniku takich rozmów nadal myśli tylko o sobie.
                Jeżeli pokażesz żonie, jak trudne i szkodliwe jest dla Ciebie występowanie w
                roli tego trzeciego zwierzątka, że też chcesz mieć możliwość budowania więzi z
                dzieckiem a nie być sprowadzany do roli bankomatu, to może ona zacznie myśleć
                również o Twojej sytuacji?
                • asiara74 Re: całe życie na mojej głowie 14.03.09, 10:02
                  B. wybiórczo zasytowałeś mój post, dodałam jeszcze że w tym szczególnym momencie
                  mógłby swój bat odłożyć. Jego kobieta jest w połogu a wcześniej była w ciąży. No
                  chyba że wg iebie to dobry moment na zarabianie dużej kasy szczególnie że nie ma
                  się pomysłu jak to zrobić.
                  Chłop, który marnuje kupę czasu na daremne dysputy na forach i ma pretensje do
                  żony że ta nie chce się wziąść do roboty 10 dni po porodzie to chyba jakiś chory
                  znak naszych czasów.
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 14.03.09, 10:39
                    > Jego kobieta jest w połogu a wcześniej była w ciąży. No chyba że wg
                    > iebie to dobry moment na zarabianie dużej kasy szczególnie że nie
                    > ma się pomysłu jak to zrobić.

                    Ale jest to doskonały moment, by właśnie wpaść na ten pomysł.

                    Większym kłopotem jest nie to, że żona nie pracuje (bo teraz nie może) tylko to,
                    że nie ma pomysłu i wcale tego pomysłu nie szuka.
                • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 14.03.09, 10:40
                  > Jeżeli pokażesz żonie, jak trudne i szkodliwe jest dla Ciebie
                  > występowanie w roli tego trzeciego zwierzątka, że też chcesz mieć
                  > możliwość budowania więzi z dzieckiem a nie być sprowadzany do roli
                  > bankomatu, to może ona zacznie myśleć również o Twojej sytuacji?

                  W jaki sposób mam to jej pokazać?
            • uli Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 17:33
              Ja mam udowadniac, że jesteś fikcyjny? Jaki ja mam w tym interes?
              Potrafię czytać, to i widzę.
              Nie ma żony, nie ma dziecka. Prawdziwy jest tylko Twój mizoginizm, który wyziera
              niezależnie od daty i nicku, którego używasz.
              Za co mam Cię przepraszać?
              Mogłabym Ci ewentualnie współczuć, ale chyba nie wyjdzie mi to szczerze, bo jak
              tu współczuć komuś, kto pogardza wszystkim co kobiece? Kto nie potrafi nie
              rywalizować nawet z dzieckiem?
              To własnie jest Twój problem. Niecierpisz kobiet, ale nie potrafisz bez nich
              żyć, a żadna nie wytrzyma z takim autokratą.

              Jak często-gesto radzą moje forumowe kolezanki - pomysl o terapii, może nie
              wszystko stracone.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 18:05
                > Ja mam udowadniac, że jesteś fikcyjny? Jaki ja mam w tym interes?

                Wystarczy, że udowodnisz, że kłamię.

                > Prawdziwy jest tylko Twój mizoginizm, który wyziera niezależnie od
                > daty i nicku, którego używasz.

                A jakich nicków, według Ciebie, używam?

                > Za co mam Cię przepraszać?

                Za pomówienie.
                • uli Re: całe życie na mojej głowie 18.03.09, 13:09
                  Hahaha, dobre. To, że nie mogę ci niczego udowodnić, wcale nie znaczy, że muszę
                  ci wierzyć. I nie wierzę. Prawda leży poza słowami.
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 18.03.09, 20:31
                    > Hahaha, dobre. To, że nie mogę ci niczego udowodnić, wcale nie
                    > znaczy, że muszę ci wierzyć. I nie wierzę. Prawda leży poza słowami.

                    Nie musisz mi nic udowadniać. Ale jak już ośmielasz się twierdzić, że kłamię,
                    warto byłoby te słowa czymś poprzeć.

                    Chyba, że lubisz "robić z gęby cholewę".
    • lisaa33 Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 22:54
      a ja myślę, że Ty po prostu sknerus jesteś a nie oszczędny. Chcesz
      szybko do czegoś dojśc? tak się nie da mój drogi. Chciałeś miec
      panią? zasuwaj na nią! a ona dalej będzie to wykorzystywac, bo która
      by tego nie zrobiła? weź jej powiedz że ma dawac połowę kasy na
      opłaty i na utrzymanie a druga połowa to Twój problem. A jak nie
      będzie dawac bo nie ma, to niech też nie ma na fryzjera i
      kosmetyczkę to może kopnie się w tyłek i ruszy do pracy ale
      zaczekaj, na litośc boską aż dziecko będzie lekko odchowane.
      Powodzenia i siły Ci życzę
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 14.03.09, 09:23
        > a ja myślę, że Ty po prostu sknerus jesteś a nie oszczędny.

        Być może, ale to trudna sprawa. Z jednej strony nie wydaję pieniędzy na wiele
        rzeczy, które według żony powinienem kupić (choćby nowe ciuchy bo rzadko kupuję
        sobie coś do ubrania), z drugiej strony sporo kasy wydaję na swoje hobby.

        Oczywiście jakbym tej kasy na hobby nie wydawał, dom zbudowalibyśmy szybciej.
        Ale wtedy już w ogóle czułbym się jak ten osioł, który haruje na dom odmawiając
        sobie przyjemności.

        > weź jej powiedz że ma dawac połowę kasy na opłaty i na utrzymanie
        > a druga połowa to Twój problem. A jak nie będzie dawac bo nie ma,
        > to niech też nie ma na fryzjera i kosmetyczkę to może kopnie się w
        > tyłek i ruszy do pracy ale zaczekaj, na litośc boską aż dziecko
        > będzie lekko odchowane.

        Taki właśnie mamy układ, że połowę płacimy na wydatki na życie. A ona nie ma.
        Więc nie płaci. Nie ma też na swoje wydatki. I nie jest to wystarczający motywator.

        Z zagonieniem żony do roboty oczywiście poczekam. :)
        • dorula114 Re: całe życie na mojej głowie 14.03.09, 23:48
          Nie wierzę! Istniejesz naprawde, czy jestes kosmitą? Czy twoja
          biedna żona udziela się na jakimś forum? Chętnie jej poradzę, w jaki
          sposób ma z tobą zrobić porządek, bo widzę, że to Ona potrzebuje
          pomocy, nie ty. Ale pewnie nie ma dostępu do netu, bo przeciez nie
          zarabia...Masakra...powiedz Jej ode mnie, że z kazdego bagna da się
          wyjść. Nawet z takiego...
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 09:15
            > Ale pewnie nie ma dostępu do netu, bo przeciez nie zarabia...

            Mylisz się. Powiem więcej
            • notting_hill Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 14:50
              No, to podziel się z nami jej reakcją na Twoje wypowiedzi na jej
              temat.

              Najbardziej intryguje mnie co musi myśleć kiedy w niecałe dwa
              tygodnie po porodzie czyta, że jeśli nie weźmie się za zarabianie
              kasy w możliwie jak najszybszym terminie, swoje plany życiowe
              będziesz realizował bez niej. Cudne... To, oraz sposób w jaki piszesz
              o niedoskonałościach cielesnych swojej 22- letniej żony (to z innego
              wątku), która jeszcze nie doszła do siebie po cesarce... Myślę, że
              właśnie swoimi gołymi rękami zacisnąłeś śmiertelną pętlę na szyi
              waszego małżeństwa.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 22:21
                > No, to podziel się z nami jej reakcją na Twoje wypowiedzi na jej
                > temat.

                Ale to już nie dziś, bo teraz żona śpi. Przypomnij mi proszę jutro, dobrze?
                • uli Re: całe życie na mojej głowie 18.03.09, 13:03
                  Żona zapadła w zimowy sen. Zupełnie jej się zapomniało, że to już marzec, i
                  teraz biedny Krzyś nie może jej zapytać, co tak naprawdę myśli o tym, że jej mąż
                  wypisuje, jaka to ona jest leniwa, beznadziejna i paskudna (pomijając już
                  kwestię, że żona jest fikcyjna i tak naprawdę Krzyś pyta samego siebie).

                  Ach, te kobiety! Jakie one dziwne!
        • musiavicky Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 00:41
          uff doczytalam do konca. Ja sobie tak teraz siedze i mysle ze bardzo
          mi jest zal ttej Twojej zony. ja byla z moze nadal jetsem w tej
          samej sytuacji. Skonczylam wprawdzie studi i to na 2 kierunkach. rok
          przed ukonczeniem poznalam moejgo obecnego partnera. Ukonczylam
          szcesliwie szkoly i przeprowadzilam sie do niego za granice.
          pierwszy rok zap.. z nimm w restauracji, pomagalam ile moglam do
          tego dom na glowie, potem ciaza w czasie ktorej badzo chcialam
          ukonczyc kursy jezyka udalo sie w tym samem czasie nadal pracowalam
          w rest. dziecko urodzilo sie z 3 miesiecznym wyprzedzeniem. sters
          ogromny, obawy o zdrowie dziecka, obcy kraj, brak rodziny, jezyk, 3
          miesiace w szpitalu maz nas odwiedzal ale glownie pracowal. potem ja
          sma w z dzieckiem i caly dom na glowie bo on pracowal. mieszkalismy
          w mieszkaniu, ja otrzymywalam pieniadze na dziecko nie jakies kokosy
          ale zawsze bylo i wszystko oddawalam na dom, moja rodzina i znajomi
          kupili dziecku wszystko, wozek, lozeczko , ubrania itp. ja staram
          sie byc oszczedna i ubrania kupuje na wyprzedarzach, ide na zakupy z
          lista;) itd. w miedzy czasie powiedzialam mu ze nasza znajoma ktora
          ma niepelnosprane dzieko powiedziala ze gdyby miala kogos szukac do
          pomocy to ta osoba mialaby byc taka jak ja i on sobie ubzdural ze
          ona chiala zebym dla nich pracowala. ale jego nie obchodzilo ze ta
          praca nie jest dla mnie i nawet gdybym mogla tam pracowac to nie
          wykorzytlalabym tych znajomych i wrazliwosci tego dziecko do
          wlasnych celow. bo on uwarzal ze moglabym tam pracowac rok i potem
          robic co chce, ale co z tym dzieckiem ktory moglobys sie
          przyszyczaich i co matka by przezywala gdy on zniane nauczyciela
          przezywa juz 2 lata przed?
          cale szczesie dzicko nasze dobrzes ie rozwijalo wiec gdy miala 1.5
          roku poslalam ja do przedszkola a sama poszlam do szkoly aby
          szlifowac jezyk na tych plaszczyznach ktore sa mi potrzebne w pracy
          zawodowej. badzo chce pracowac w wyuczonym zawodzie ale od wrzesnia
          2008 bezskutecznie szukam pracy:( jestem troche zfrustrowana bo w
          meidzy czasie nie raz uslyszalam przy klotniach pytanie ile godzin
          przpracowalam. ze juz powinnam isc do pracy i dawac polowe na zycie
          i utzrymanie. ze ja tylko wymagam domu , fajnego samochodu najlepiej
          to nie powinnam sie odzywac,
          ja mialam inne wyobrazenia, chcialam odchowac dziecko do momentu az
          bede pewna ze wszystko jest ok, nie mamy tutaj nikogo do pomocy,
          nigdy go nie stresowalam domem czy fajnym samochodem, zawsze
          powtarzalam ze mamy na to czas, dajmy szczesliwe dziecinstwo
          dziecku, chce pracowac w zawodzie bo poswiacilam temu 5 lat mojego
          zycia i nie zagowoli mnie praca sprzataczki tylko dlategoz ze jestem
          polka w obcym kraju.
          za szkole mi placa, wszsytko oddaje na dom nadal zyje oszczednie i
          robie w domu wszystko doslownie...
          jestesmy razem 4 lata i nadal placimy jaies jego dlugi, zawsze tak
          pracowal jak teraz czyli ciagle a niczego sie nie dorobil. ja
          stworzylam mu dom, jestem zaradna i pracowita ale nie moge znalezc
          pracy uz wyslalm chyba 100 zgloszen.
          on wyluzowal ale doszlo do tego ze czuje sie zfrustrowania, nie
          cieszy mnie dom ani samochod. mam do niego zal ze mnie tutaj
          sciagnal i teraz ma pretensje bo w Polsce pewnie dawno bym juz
          pracowlaam i mialabym rodzicow i rodzenstwo do pomocy na opieka nad
          dzieckíem tytaj nie mam nikogo.
          Moj partner podobnie jak Ty o wszytskim chcial decydowac sam, nie
          pytajac mnie o zdanie( bo przeciez nie zarabiam) wiec stalam sie
          bierna jesli chodzi o plany. teraz tylko marze o pracy, on zmienil
          swoje nastawienie choc do konca w to nie wierze.
          Krzysiu pomysl o tym ze Twoja zona bardzo zle sie z tym czuje i ja
          rozumiem jej biernosc i zrezygnowanie bo z tego co mowiz TY jestes
          wiecznie niezadowolony. Ona na swoj sposob sie stara ale pewnych
          rzeczy nie da sie przeskoczyc.
          Prosze cie zapomnij o tym partnerstwie teraz i zajmnmij sie nia, daj
          jej poczucie bezpieczenstwa, zrozumienia a naprawde wszystkos sie
          ulozy.
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 09:19
            > Krzysiu pomysl o tym ze Twoja zona bardzo zle sie z tym czuje i ja
            > rozumiem jej biernosc i zrezygnowanie bo z tego co mowiz TY jestes
            > wiecznie niezadowolony.

            Jak to "wiecznie"? Gdy żona pracowała, byłem bardzo zadowolony.

            > Ona na swoj sposob sie stara ale pewnych rzeczy nie da sie
            > przeskoczyc.

            Właśnie tego "starania się" nie widać.
        • 3-mamuska Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 00:50
          wiesz twoje plany tak wspaniale tylko czy te plany to plany twojej zony ,rozmowy
          na ten temat mogly wygladac tak ze ty mowiles ona tylko przytaknela ,druga
          sprawa to to ze teraz jej swiat sie zmienil i jej najwazniejsza rzecza jest
          dziecko ,mysle ze masz jakies zaburzenia bo masz straszna obsesje na punkcie
          planowania ,to zly objaw moja siostra sie tym interesuje i to nic dobrego.zony
          nie zagonisz na sile do pracy nie mam mowy ,myslisz ze dziecko to kukla wloza do
          wozka nakarmie i tyle ze prze CALY okres wychowawczego bedzie grzecznie lezec,a
          ty od czsu do czasu dasz flaszke i zmienisz pieluche ,czy ty widziales jak
          zachowuje sie dziecko w wieku 4 5 6 miesiecy ,jak zaczyna raczkowac i wszystko
          sciaga i myslisz ze przy takim maluchu bedziesz pracowal caly dzien na
          komputerze MARZYCIEL.Pozatym te 14 miesiecy w stecz juz nie wroca,zegar leci do
          przodu,mysle ze poprostu przeraza cie mysl ze musisz byc dorosly i
          odpowiedzialny za druga osobe,nie wiem ile kosztuje budowa domu ale msle ze bez
          kredytu to mozesz pomazyc a chyba lepiej wziasc kredyt postawic dom i splacac go
          (wcale nie do konca zycia tylko w twoim przypadku do 45 lat)niz gonic za
          marzeniami ktore sie nie spelnia.Mam kolerzanke kosmetyczke tez mysli ze duzo
          kasy zarobi pokupla wszystko do paznokci ,henny, tipsow itp.nawet wizytowki
          zrobila i co zarabia w okresie wakacyjnym od maja do wrzesnia ok 20 funtow
          tygodniowo moze 40 lub 60 jesli akurat zejd sie klijetki lub dziewczyny jada ma
          wesela lub ida na imprezy,druga kuzyna zona tez kosmetyczka dom zbudowali ,ale
          wiesz z czego z pola siali kukurydze itp. i sprzedawali na pasze bo najmniej
          roboty przy tym, do tego ziemie od tescow dostali, a ojciec i brat jego maja
          firmy budowlane i on tez i wiekszosc prac robili sami ,maja 2 dzieci ona z
          kosmetyki nic nie zarabia, tylko co zrobi rodzinie lub znajomym a i tak tylko
          dol maja wykonczony, miala miec salon w domu tylko ze stoi nie skonczony jak
          gora domu jesle chciales dom trzeba bylo dziecka nie robic jestescie mlodzi i
          mogliscie poczekac nawet ok 5 lat, bo teraz to na pewo nie uda ci sie nadgonic z
          planem ,a napewno odlozyc tyle kasy na caly dom.pozatym tak zyta sie twoje
          wypowiedzi to sa tak strasznie obdarte z uczuc jakby twoja rodzinna to roboty a
          nie zywe istoty
          • 3-mamuska krzysiek 15.03.09, 01:12
            czy wszystko w twoim zyciu musi byc uzyteczne ,nie moze cos istniec dla samego
            istnienia, ciagle odpisujesz dzieczyna ze ich wypowiedzi sa bez uzyteczne
            .Chlopie zglos sie na terapie potrzebujesz pomocy, moze jak sie wyleczysz bedzie
            ci sie lepiej zylo.A nie pomyslales ze kiedys moze zona zachoruje i juz nigdny
            nie bedzie mogla pracowac ?zlozysz reklamacje czy oddasz do osrodka, bo zakluca
            twoj plan ,spalasz sie tylko bo plan ci nie wychodzi, moze pora zastanowic sie
            czy plan byl kiedykolwiek do realizacji czy to byly tylko wygurowane ambicje i
            zmodyfikowac go troch rozciagna w czsie i isc do przodu mniejszymi kroczkami
            • krzysztof-lis Re: krzysiek 15.03.09, 09:31
              > czy wszystko w twoim zyciu musi byc uzyteczne ,nie moze cos istniec
              > dla samego istnienia,

              Ależ może. Tylko frajdy z tego mieć nie będę.

              > Chlopie zglos sie na terapie potrzebujesz pomocy, moze jak sie
              > wyleczysz bedzie ci sie lepiej zylo

              To znaczy z czego mam się wyleczyć? Z tego, że oczekuję od żony aktywnego wkładu
              w nasze życie?

              > spalasz sie tylko bo plan ci nie wychodzi, moze pora zastanowic sie
              > czy plan byl kiedykolwiek do realizacji czy to byly tylko
              > wygurowane ambicje

              Myślę, że był. Gdy żona pracowała byliśmy w stanie odłożyć bez specjalnych
              problemów niemal 3 000 PLN miesięcznie. W tym tempie przez te 14 miesięcy
              mogliśmy odłożyć ponad 40 000 złotych. Teraz (w perspektywie powiedzmy 4
              miesięcy, gdy żona skończy urlop macierzyński) gdyby zarabiała tyle, ile chciała
              zarabiać, moglibyśmy odkładać nawet więcej. I w przyszłe wakacje moglibyśmy
              zbudować dom, w razie potrzeby pożyczając niezbyt dużo pieniędzy.

              > zmodyfikowac go troch rozciagna w czsie i isc do przodu mniejszymi
              > kroczkami

              Słusznie! Nie mam nic przeciwko. Oby tylko się nie okazało, że to ja sam będę
              ten plan tymi mniejszymi kroczkami realizować.
              • kawka1313 Re: krzysiek 15.03.09, 11:22
                Teraz (w perspektywie powiedzmy 4
                > miesięcy, gdy żona skończy urlop macierzyński) gdyby zarabiała
                tyle, ile chciał
                > a
                > zarabiać, moglibyśmy odkładać nawet więcej.
                Ale ona to wymyśliła wtedy, kiedy kompletnie nie miała pojęcia co
                będzie czuła i myślała po urodzeniu dziecka. Bo tego się po prostu
                nie da przewidzieć. Może dla mężczyzn, którzy nie przechodzą burzy
                hormonów, nic się nie zmienia... Dla kobiet zmiana jest diametralna.
                I chyba tego nie możesz zrozumieć, że obecnie nie ma nawet co robić
                planów... Ona potrzebuje z pół roku, może rok, nie wiem... Łatwiej
                jest wrócić do pracy, z której się odeszło przed urodzeniem dziecka
                na urlop. Dużo ciężej jest szukać nowej i wymyślać pomysły zarabiania
                pieniędzy w okresie, kiedy cały twój organizm jest skierowany na
                dziecko. Ciężko mi to wytłumaczyć, bo to nie jest do końca świadome u
                kobiety. Jakiś zew natury, który każe, jej może nawet wbrew jej woli,
                już od okresu ciąży w kółko myśleć o tym dziecku. Może twoja żona
                nawet by chciała, ale obecnie nie potrafi inaczej.
                Pozdrawiam.
                • krzysztof-lis Re: krzysiek 15.03.09, 14:14
                  > Może twoja żona nawet by chciała, ale obecnie nie potrafi inaczej.

                  Przepraszam, czy ja piszę niewyraźnie, czy w jakimś obcym języku?

                  Nie chodzi mi o to, że żona OBECNIE siedzi w domu bo to jest zupełnie naturalne.
                  • kawka1313 Re: krzysiek 15.03.09, 20:50
                    A czy wszyscy, którzy do ciebie piszą, piszą niewyraźnie lub w jakimś
                    obcym języku, żebyś OBECNIE jej po prostu odpuścił?
                    Ja rozumiem, że ty chcesz pomysłu na przyszłość, ale nie wymyślisz go
                    przecież sam, tzn. bez niej (chyba że o to ci chodzi), bo to nie jest
                    właściwy czas na myślenie o finansach i planach dla kobiety. To
                    starałam się powiedzieć ci w poście powyżej, ale widać bezskutecznie.
                    • krzysztof-lis Re: krzysiek 15.03.09, 22:07
                      > A czy wszyscy, którzy do ciebie piszą, piszą niewyraźnie lub
                      > w jakimś obcym języku, żebyś OBECNIE jej po prostu odpuścił?

                      Przecież jej odpuściłem...

                      > Ja rozumiem, że ty chcesz pomysłu na przyszłość, ale nie wymyślisz
                      > go przecież sam, tzn. bez niej (chyba że o to ci chodzi), bo to
                      > nie jest właściwy czas na myślenie o finansach i planach dla
                      > kobiety.

                      1. Dlaczego nie jest to właściwy czas?
                      2. Nie chodzi o to, bym JA ten pomysł na przyszłość SAM wymyślał. To już było,
                      nie zadziałało. Chodzi o to, żeby i ONA zaczęła myśleć. Uważam, że te
                      kilkanaście tygodni urlopu macierzyńskiego to doskonały czas, by właśnie o tej
                      przyszłości powoli myśleć.
                  • graue_zone Re: krzysiek 17.03.09, 11:44
                    Ty ogólnie piszesz w jakimś nie zrozumiałym języki i mam wrażenie, że kompletnie
                    nie rozumiesz, co się do Ciebie pisze. Trzeba było mieć pretensje PRZED ciążą, a
                    jeszcze lepiej przed ślubem. Naprawdę cieszę się, że nie znam mężczyzny z takim
                    podejściem jak Twoje.
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 09:26
            > druga sprawa to to ze teraz jej swiat sie zmienil i jej
            > najwazniejsza rzecza jest dziecko ,

            Po raz kolejny przypominam, że cały wątek nie dotyczy sprawy "teraz po urodzeniu
            dziecka", tylko "w ciągu ostatnich 14 miesięcy".

            > mysle ze masz jakies zaburzenia bo masz straszna obsesje na punkcie
            > planowania

            Myślę, że wyznaczanie sobie celów do osiągnięcia nie jest jakąś straszną
            obsesją. Przecież nie wyznaczam sobie ścieżki do ich osiągnięcia, tylko staram
            się jakoś wcisnąć te cele w życiową sytuację (stąd pomysł z wykorzystaniem
            urlopu wychowawczego). Nawet nie wyznaczam sobie terminów osiągnięcia tych
            celów, co akurat jest błędem.

            > zony nie zagonisz na sile do pracy nie mam mowy

            Zauważyłem. Dlatego chcę zmienić podejście
            • 3-mamuska oj jak grochem o sciane 15.03.09, 13:19
              te 14 miesiecy to juz przeszlosc odposc wreszcie ,czasu nie cofniesz.Moze sie
              zdazyc tak ze plan bedziesz ciagnal sam bo ona bedzie ciagnac inny plan dziecko
              i dom .Leczyc sie wlasnie z chorobliwego planowania swojego zycia i wsciekolsci
              zalu pretensji ze plan nie wypalil ,nie pisze tego zlosliwie ,mysle ze nie
              miales za szczesliwego dziecinstwa zostalo w tobie dzieko ktore usiluje byc
              dorosle i musi miec plan bo inaczej nic mu sie w zyciu nie uda ,albo bez planu
              bedzie takie jak jego rodzice.A z dziecka sie nie cieszysz przeciez ono istnieje
              dla samego istnienia,przynajmniej na razie,ale widzac ile czasu spedzasz przy
              komputerze to widac ze nie ma u was zycia rodzinnego.Pomysl o leczeniu jakiejs
              terapi bo naprawde moze ci pomoc ,bez wsparcia zony bedziesz sie szarpal i
              spalal a z twoim podejsciem ona nie bedzie wspolpracowac.
              • krzysztof-lis Re: oj jak grochem o sciane 15.03.09, 14:17
                > te 14 miesiecy to juz przeszlosc odposc wreszcie ,czasu nie
                > cofniesz.

                Cofnąć nie cofnę, nie takie jest moje zamierzenie. Chcę wiedzieć co zrobić, by
                nasza przyszłość wyglądała INACZEJ niż te 14 miesięcy.

                > Moze sie zdazyc tak ze plan bedziesz ciagnal sam bo ona bedzie
                > ciagnac inny plan dziecko i dom .

                Wtedy na pewno nie będę go ciągnął. :)

                > bez wsparcia zony bedziesz sie szarpal i spalal a z twoim
                > podejsciem ona nie bedzie wspolpracowac.

                Właśnie
              • abasia471 Re: oj jak grochem o sciane 15.03.09, 14:24
                Jestem matką dorosłej córki i po przeczytaniu tego wątku doszłam do
                wniosku, że koniecznie muszę jej pokazać Twoje wypowiedzi.
                Oczywiście tytułem ostrzeżenia, bo jakby nie daj Boże trafiła na
                takiego Krzysia, to powinna uciekać gdzie pieprz rośnie.
                Tobie zaś powiem, że mężczyzna-mąż, to ktoś, kto daje opiekę,
                poczucie bezpieczeństwa i nie odmierza na aptekarskiej wadze, co
                kto komu i za ile. Tobie małżeństwo pomyliło się z umową o dzieło.
                Rozliczasz, oceniasz i pilnujesz, żeby przypadkiem nie włożyć
                więcej niż partnerka. Moim zdaniem, zamiast mózgu masz w tym swoim
                planistycznym łbie liczydło a empatia, miłość, to nieznane Ci
                pojęcia. Dlatego najlepszym wyjściem dla Ciebie byłoby znalezienie
                sobie operatywnej partnerki, która podobnie jak Ty najpierw
                widziałaby interes, pieniądze a na koncu człowieka jako instrument
                do osiągania zamierzonych celów. Prowadzilibyście wtedy zgodne
                życie a gdybyś z jakichś względów przestał zarabiać, to szybko by
                się Ciebie pozbyła, oczywiście w wyniku kalkulacji zysków i strat.
                Pomyśl więc pragmatycznie i nie marnuj cennego czasu na szukanie
                porady, jak przeprogramować nieudaną żonę. Twojej żonie życzę,
                żebyś jak najszybciej stracił do niej cierpliwość, bo wtedy może
                znajdzie sobie pasującego do niej "faceta nieroba" i będą
                szczęsliwie żyli ciesząc się sobą a nie pieniędzmi.
                • verdana Re: oj jak grochem o sciane 15.03.09, 14:48
                  A ja się jeszcze zastanawiam, jak to sie dzieje, ze pieniądze
                  zarobione przez zone traktujesz jak swoje. Ty masz wobec nich plany,
                  Ty chcesz je wydac - jakby zona i dziecko nie mogly miec do nich
                  żadnych praw. Powiedzmy, ze rzeczywiscie, Twoja zona pójdzie do
                  pacy, dołozy do domu, ale będzie chciała nie odkladac na jakiś
                  iluzoryczny dom (swoją drogą, moj 14-latek ma bardziej realistyczne
                  wyobrazenie o budowie domu niż TY), ale na rzeczy dla dziecka, kur
                  jezykowy itd? Nie ma prawa? Tylko Twoje marzenia maja się w tym
                  zwiazku spełniać? Żona i dziecko sa tylko dodatkiem do Twojego
                  zycia, ktore ma byc przyjemne i krecić sie wokol Twoich potrzeb?
                  Nigdy nie będziesz szczęśliwy - to jest jedyne, co moge Ci powiedzie
                  na 100%. Nie utrzymasz ani tego związku, ani zadnego innego.
                  • krzysztof-lis Re: oj jak grochem o sciane 15.03.09, 14:59
                    > A ja się jeszcze zastanawiam, jak to sie dzieje, ze pieniądze
                    > zarobione przez zone traktujesz jak swoje.

                    Skądże znowu!?

                    > Ty masz wobec nich plany, Ty chcesz je wydac - jakby zona i
                    > dziecko nie mogly miec do nich żadnych praw.

                    Gdy żona pracowała, odkładaliśmy na oszczędności sporo pieniędzy. Liczę, że
                    wrócimy do tej dobrej tradycji gdy tylko żona zacznie znowu zarabiać. Czy to dziwne?

                    > Powiedzmy, ze rzeczywiscie, Twoja zona pójdzie do pacy, dołozy do
                    > domu, ale będzie chciała nie odkladac na jakiś iluzoryczny dom
                    > (...), ale na rzeczy dla dziecka, kur jezykowy itd?

                    Będę czuł się głęboko rozczarowany. Nie po to się PRZED ślubem rozmawia o
                    celach, które chce się osiągnąć w życiu, by się potem dowiedzieć, że jednak
                    drugiej połowy one nie interesują i że ona jednak chce od życia czegoś zupełnie
                    innego.

                    Nie wiem jednak, czy zdajecie sobie sprawę z tego, że kwestia budowy domu jest
                    kwestią wyprowadzki ze zbyt małego mieszkania. Póki co mieszkamy w
                    jednopokojowej kawalerce, na dłuższą metę będzie to bardzo kłopotliwe a budowa
                    domu nie będzie wiele droższa, niż kupno mieszkania.

                    > Tylko Twoje marzenia maja się w tym zwiazku spełniać?

                    Cały czas żona nie powiedziała mi, że nie podziela moich marzeń, więc jak
                    rozumiem wałkujemy tu nie MOJE a NASZE marzenia.

                    > Żona i dziecko sa tylko dodatkiem do Twojego zycia, ktore ma byc
                    > przyjemne i krecić sie wokol Twoich potrzeb?

                    Związki są po to, by zaspokajać własne potrzeby. A dzieci nie są moim celem w życiu.
                    • ivoncja Re: oj jak grochem o sciane 15.03.09, 15:40
                      > Nie po to się PRZED ślubem rozmawia o
                      > celach, które chce się osiągnąć w życiu, by się potem dowiedzieć, że jednak
                      > drugiej połowy one nie interesują i że ona jednak chce od życia czegoś zupełnie
                      > innego.
                      Wszyscy ci tutaj tłuką do głowy, że gdy kobieta staje się matką, cały świat
                      się jej przewartościowuje, zmieniają się priorytety, a ty dalej swoje,
                      nieprzemakalny na argumenty. Sądzisz że każdy trzyma się jak pijany płotu tego,
                      co sobie ustalił mając 20 lat i tak do końca życia? W pewnym momencie powinieneś
                      zrozumieć, że prawdziwe życie ma to do siebie, że weryfikuje nasze plany mocno-
                      ale jest to element dojrzewania, może jeszcze do tego nie dorosłeś.
                      • krzysztof-lis Re: oj jak grochem o sciane 15.03.09, 16:37
                        > Wszyscy ci tutaj tłuką do głowy, że gdy kobieta staje się matką,
                        > cały świat się jej przewartościowuje, zmieniają się priorytety,
                        > a ty dalej swoje,

                        Bo nie rozmawiamy o tym, że jej się te priorytety zmieniły TERAZ.

                        > W pewnym momencie powinieneś zrozumieć, że prawdziwe życie ma to
                        > do siebie, że weryfikuje nasze plany mocno- ale jest to element
                        > dojrzewania, może jeszcze do tego nie dorosłeś.

                        Ja to doskonale rozumiem. Natomiast nie rozumiem, dlaczego zmiana nastawienia
                        ŻONY, która najwyraźniej miała miejsce kilkanaście miesięcy temu traktowana jest
                        przez Was jako "weryfikacja planów przez życie". Tak, jakby moja żona nie miała
                        na to najmniejszego wpływu.
                • krzysztof-lis Re: oj jak grochem o sciane 15.03.09, 14:52
                  > Tobie małżeństwo pomyliło się z umową o dzieło.

                  Och nie, natomiast nie pomyliła mi się rola męża z rolą robobankomatu.

                  > Rozliczasz, oceniasz i pilnujesz, żeby przypadkiem nie włożyć
                  > więcej niż partnerka.

                  Jednak przez rok z górką wkładam więcej. Nie mam prawa być z tego powodu
                  rozczarowanym?

                  > Pomyśl więc pragmatycznie i nie marnuj cennego czasu na szukanie
                  > porady, jak przeprogramować nieudaną żonę.

                  Dziękuję za sugestię.

                  > Twojej żonie życzę, żebyś jak najszybciej stracił do niej
                  > cierpliwość, bo wtedy może znajdzie sobie pasującego do niej
                  > "faceta nieroba" i będą szczęsliwie żyli ciesząc się sobą a nie
                  > pieniędzmi.

                  Byle tylko mieli co do garnka włożyć.
                  • abasia471 Re: oj jak grochem o sciane 15.03.09, 21:40
                    krzysztof-lis napisał:

                    > > Tobie małżeństwo pomyliło się z umową o dzieło.
                    >
                    > Och nie, natomiast nie pomyliła mi się rola męża z rolą
                    robobankomatu.

                    O roli męża nie masz pojęcia. A co do bankomatu, to nic dziwnego,
                    że tak się kojarzysz, skoro wszystko widzisz przez pryzmat mamony.

                    > > Rozliczasz, oceniasz i pilnujesz, żeby przypadkiem nie włożyć
                    > > więcej niż partnerka.

                    > Jednak przez rok z górką wkładam więcej. Nie mam prawa być z tego
                    powodu
                    > rozczarowanym?

                    Moim zdaniem większym powodem do bycia rozczarowanym jest Twój
                    materializm, ale to jakoś cię nie rozczarowuje.

                    > > Pomyśl więc pragmatycznie i nie marnuj cennego czasu na szukanie
                    > > porady, jak przeprogramować nieudaną żonę.
                    >
                    > Dziękuję za sugestię.
                    >
                    Bardzo proszę.
                    > > Twojej żonie życzę, żebyś jak najszybciej stracił do niej
                    > > cierpliwość, bo wtedy może znajdzie sobie pasującego do niej
                    > > "faceta nieroba" i będą szczęsliwie żyli ciesząc się sobą a nie
                    > > pieniędzmi.
                    >
                    > Byle tylko mieli co do garnka włożyć.

                    Pusty garnek to faktycznie problem, ale puste serce, to tragedia,
                    tyle Ci powiem. Chcesz budować dom, ale nawet gdy Ci się to uda, to
                    będą to tylko ściany i meble, bo domu z takim podejściem do
                    bliskich nie stworzysz nigdy.
                    A teraz kończę tę jałową polemikę, bo Ty wiesz lepiej, że jedynie
                    Twoje racje są słuszne a o radę pytasz pro forma.
                    • krzysztof-lis Re: oj jak grochem o sciane 15.03.09, 21:53
                      > A co do bankomatu, to nic dziwnego, że tak się kojarzysz, skoro
                      > wszystko widzisz przez pryzmat mamony.

                      Napisałem o ROBObankomacie a nie bankomacie, szkoda że uszło to Twojej uwadze.

                      > Moim zdaniem większym powodem do bycia rozczarowanym jest Twój
                      > materializm, ale to jakoś cię nie rozczarowuje.

                      Powodem do rozczarowania są rozjeżdżające się oczekiwania względem żony i jej
                      postawa.

                      > Twoje racje są słuszne a o radę pytasz pro forma.

                      Zapytałem o konkretną radę
        • asia_i_p Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 16:05
          Facet, czyś ty oszalał? Nie zarabia, to nie ma na swoje wydatki?
          Traktujesz ją bez cienia szacunku, a wymagasz, żeby była człowiekiem
          z inicjatywą? Ty się módl, żeby ona teraz nie zaczęła zarabiać, bo
          po czymś takim od ciebie odejdzie, jak tylko zacznie zarabiać.
          Przez dwa lata pracowałam, mąż usiłował rozkręcić działalność,
          większość tego, co zarobił, wcinał ZUS (nie załapał się na zniżki).
          Potem prawie trzy lata pracował tylko mąż, ja siedziałam z
          dzieckiem. Teraz pracujemy oboje. I przez cały czas pieniądze były
          nasze. Nie składaliśmy się po połowie, nie wydzielaliśmy kasy
          proporcjonalnie do zasług - po prostu to były nasze pieniądze i
          staraliśmy się wspólnie, żeby starczyły na to, czego potrzeba.
          Takiego modelu małżeństwa, w którym bezrobotny lub z innych powodów
          chwilowo niepracujący małżonek ma obcinane kieszonkowe w ramach
          motywatora nie widziałam nawet w serialach, nie mówiąc już o realu.
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 15.03.09, 16:40
            > Facet, czyś ty oszalał? Nie zarabia, to nie ma na swoje wydatki?

            Przeczytaj raz jeszcze to, co zostało napisane do tej pory w tej gałązce wątku.
            Ułatwię Ci to...

            lisaa33 napisała:
            > weź jej powiedz że ma dawac połowę kasy na opłaty i na utrzymanie
            > a druga połowa to Twój problem. A jak nie będzie dawac bo nie ma,
            > to niech też nie ma na fryzjera i kosmetyczkę to może kopnie się w
            > tyłek i ruszy do pracy

            krzysztof-lis napisał:
            > Taki właśnie mamy układ, że połowę płacimy na wydatki na życie. A
            > ona nie ma. Więc nie płaci. Nie ma też na swoje wydatki. I nie
            > jest to wystarczający motywator.

            Nie chodzi do fryzjera i kosmetyczki. Mam ją do tego zmuszać, bo "mamy wspólne
            pieniądze"?

            > Takiego modelu małżeństwa, w którym bezrobotny lub z innych powodów
            > chwilowo niepracujący małżonek ma obcinane kieszonkowe w ramach
            > motywatora nie widziałam nawet w serialach, nie mówiąc już o realu.

            Kieszonkowe to mogą mieć dzieci.
            • asia_i_p Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 17:53
              I dlatego celowo użyłam słowa kieszonkowe. Bo taki model to
              traktowanie partnera jak dziecko.
              Nie masz jej zmuszać do fryzjera i kosmetyczki. Niczego w ogóle nie
              masz, bo to twoje małżeństwo i ja ci nie powiem, co masz robić.
              Sugeruję tylko, że dobrze się żyje, jak wspólnotę majątkową ma się
              nie tylko na papierze, ale też naprawdę odbiera się pieniądze jako
              wspólne i odpowiedzialność jako wspólną.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 19:06
                > Sugeruję tylko, że dobrze się żyje, jak wspólnotę majątkową ma się
                > nie tylko na papierze, ale też naprawdę odbiera się pieniądze jako
                > wspólne i odpowiedzialność jako wspólną.

                Dokładnie
                • asia_i_p Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 18:39
                  Ale ty nie chcesz odpowiedzialności wspólnej. Ty chcesz
                  odpowiedzialność po połowie. To nie to samo.
                  • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 17.03.09, 20:16
                    > Ale ty nie chcesz odpowiedzialności wspólnej. Ty chcesz
                    > odpowiedzialność po połowie. To nie to samo.

                    Mylisz się. No chyba, że to, co przedstawiłem w pierwszym wpisie w wątku jest w
                    Twojej opinii współodpowiedzialnością.
    • krzysztof-lis bilans pierwszych 300 wpisów 15.03.09, 22:05
      Założony przeze mnie wątek osiągnął dziś liczbę 300 wpisów i jest w tej chwili
      najdłuższym na forum. Mam jednak wrażenie, że tak naprawdę niewiele z tego wątku
      wynika. Znaczna część z Was twierdzi, że to dlatego, że jestem nieprzemakalny na
      argumenty. Mnie z kolei zdaje się, że zostałem przez Was niezrozumiany.

      Tu naprawdę nie chodzi o to, że moja żona ma przeze mnie wyznaczone swoje
      miejsce w rodzinie i listę obowiązków zaczynającą się od "przynosić co miesiąc
      do domu XXXX PLN".

      Jak się okazało, żona nie należy do osób z dużą inicjatywą. Nie było tej
      inicjatywy widać przez ten opisywany przeze mnie wielokrotnie czas kilkunastu
      miesięcy. CHCĘ, BY MIAŁA WIĘCEJ INICJATYWY i ENERGII do wymyślania pomysłów na
      życie, na zarabianie pieniędzy, na dochodzenie do czegoś. Nie oczekuję, że dziś
      zacznie przynosić do domu pieniądze. Oczekuję za to, że w końcu (w możliwie
      niedługim czasie, na przykład po zakończeniu urlopu macierzyńskiego) weźmie się
      w garść i zobaczymy jakieś efekty jej pracy.

      Ten czas, gdy będzie na urlopie macierzyńskim, powinna (moim zdaniem)
      wykorzystać na rozglądanie się po świecie i poszukiwanie dla siebie miejsca,
      kariery, pracy, biznesu
      • kklekss Re: Podsumowanie 15.03.09, 22:26
        Ty jestes poprostu głupi.
      • miacasa Re: bilans pierwszych 300 wpisów 15.03.09, 23:18
        Powtórzę się: cofnij się pamięcią 4 lata i przypomnij sobie samego siebie w tym
        wieku, swoją zaradność, biznesowe zacięcie i dorzuć sobie noworodka do tego.
        Źle wybrałeś żonę, bardzo się różnicie a twoje życzenie:
        CHCĘ, BY MIAŁA WIĘCEJ INICJATYWY i ENERGII do wymyślania pomysłów na
        > życie, na zarabianie pieniędzy, na dochodzenie do czegoś.
        ma w sobie coś z histerii dwulatka przy stoisku z zabawkami

        zdumiewa twóje podejscie do sensu urlopu macierzyńskiego:

        > Ten czas, gdy będzie na urlopie macierzyńskim, powinna (moim zdaniem)
        > wykorzystać na rozglądanie się po świecie i poszukiwanie dla siebie miejsca,
        > kariery, pracy, biznesu
        • krzysztof-lis Re: bilans pierwszych 300 wpisów 16.03.09, 18:46
          > To Ty niczego nie zrozumiałeś, urlop macierzyński to czas, który
          > matka poświęca opiece nad niemowlęciem, to czas kiedy mąż/ojciec
          > dziecka otacza swoją rodzinę szczególną opieką i TROSKĄ, również
          > materialną.

          Co jednakowoż nie przeszkadza matce planować własnej przyszłości.
          • miacasa Re: bilans pierwszych 300 wpisów 16.03.09, 19:55
            > Co jednakowoż nie przeszkadza matce planować własnej przyszłości.

            Owszem, przeszkadza i to bardzo planować własną przyszłość ponieważ "ja"
            zepchnięte jest w tym okresie w obszary bardzo odległe.
      • enith Re: bilans pierwszych 300 wpisów 15.03.09, 23:24
        Krzysztofie, wymagasz od nas, forumowiczów, rzeczy niemożliwej. Pytasz, jak osobę nieambitną, nienawykłą do pracy, nie wykazującą inicjatywy zamienić w zorganizowaną, pracującą na najwyższych obrotach i energiczną kobietę. Nie da się, po prostu. Tak, jak nie możesz wymagać od bałaganiarza, by na zawołanie stał się miłośnikiem porządku. Tak, jak od wiecznego spóźnialskiego wymagać, by był zawsze na czas. Nie da się. Brak ambicji, brak zorganizowania, słomiany zapał są cechami charakteru, z którymi ciężko walczyć, a żona tej walki nawet nie podejmuje. Jedyne, co możesz w tej chwili zrobić, to zaakceptować żonę taką, jaka jest. Nie poznaliście się najwyraźniej dobrze przed ślubem, trudno, tak bywa. Teraz jednak, skoro mleko się już wylało (jesteście po ślubie, macie dziecko), musisz przyjąć do wiadomości, że utrzymywać rodzinę będziesz wyłącznie ty. Im wcześniej się z tą myślą oswoisz, tym lepiej. Mniej będzie twoich rozczarowań wynikających z drastycznej rozbieżności planów i celów, mniej frustracji z jej strony, że wymagasz od niej rzeczy, do robienia których ona się nie nadaje, bądź nie chce z sobie znanych powodów ich robić. Oczywiście abstrahuję tu od waszej obecnej sytuacji (żona na macierzyńskim, w domu noworodek), bo nikt o zdrowych zmysłach nie będzie od kobiety miesiąc po porodzie wymagać, by zasuwała do roboty. Faktem jest jednak, że ów brak inicjatywy u żony zauważyłeś już dawno temu, a teraz się to wszystko po prostu "wylało". Wspieraj żonę w opiece nad maluchem i póki co, nie podnoś tematu jej "nieróbstwa". Nie potrzeba jej w tej chwili dodatkowych negatywnych bodźców. Możecie wrócić do tematu, jak mały trochę podrośnie, ale nie liczyłabym na to, że żonie cudownie się odmieni pogląd na pracę i wkład w gospodarstwo domowe. Niewykluczone, a nawet całkiem prawdopodobne, że jest osobą wierzącą w tradycyjny podział ról w małżeństwie (kobieta w domu, mąż zarabia), nawet, jeśli początkowo deklarowała, że jest inaczej. Jeśli to ten przypadek, nie pozostaje ci nic innego, jak zaakceptować ten fakt.
        • 3-mamuska tak mi przyszlo do glowy 16.03.09, 00:53
          ze czasem ludzie mowia rzeczy, ktore chcemy uslyszec,a nie te ktore naprawde
          mysla.Zona widziala jaki jestes, a ze byla zakochana chciala z toba byc wiec
          mowila ci rzeczy ktore chciales slyszec ,zebys jej nie zostawial.Znajomej maz 3
          lata ja oklamywal ,sprzatal gdy ona patrzyla ,nawet myl sie dla niej, bo gdy
          wyjezdzala na wakacje to prawie sie nie myl ,chodzi brudny ,sprzatal przed jej
          przyjazdem lub powrotem z pracy a caly dzien wszystko olewal od paru lat nie sa
          razem ,kilka tygodni temu jak go spotkalam to za mnie zatkalo, wygladal jak
          bezdomny a mnieszka z bracmi,wsystko sie o nim dowiedziala ,gdy byli w separacji
          a jeszcze przez pewien czas mieszkali razem.
        • krzysztof-lis Re: bilans pierwszych 300 wpisów 16.03.09, 18:40
          > Teraz jednak, skoro mleko się już wylało (jesteście po ślubie, macie
          > dziecko), musisz przyjąć do wiadomości, że utrzymywać rodzinę
          > będziesz wyłącznie ty. Im wcześniej się z tą myślą oswoisz, tym
          > lepiej.

          Och nie. Nie będę sam utrzymywać tej rodziny. Jeśli za powiedzmy dwa czy trzy
          lata żona w dalszym ciągu będzie chciała siedzieć w domu, rozwiodę się z nią.

          > Faktem jest jednak, że ów brak inicjatywy u żony zauważyłeś już
          > dawno temu, a teraz się to wszystko po prostu "wylało".

          Pierwszych kilka miesięcy tego braku inicjatywy wyglądało raczej na "staram się,
          ale nie wychodzi". A potem był ślub.

          > Niewykluczone, a nawet całkiem prawdopodobne, że jest osobą
          > wierzącą w tradycyjny podział ról w małżeństwie (kobieta w domu,
          > mąż zarabia), nawet, jeśli początkowo deklarowała, że jest
          > inaczej. Jeśli to ten przypadek, nie pozostaje ci nic innego, jak
          > zaakceptować ten fakt.

          Nie ma takiej możliwości.
      • kai_30 Re: bilans pierwszych 300 wpisów 16.03.09, 01:55
        krzysztof-lis napisał:

        CHCĘ, BY MIAŁA WIĘCEJ INICJATYWY i ENERGII do wymyślania pomysłów na
        > życie, na zarabianie pieniędzy, na dochodzenie do czegoś.

        CHCIEĆ to Ty sobie możesz. Już wielokrotnie padło tutaj stwierdzenie, że skoro
        chciałeś mieć ambitną bizneswoman, to trzeba było się z taką ożenić. Chcesz mieć
        żonę z inicjatywą? To sobie taką znajdź. A z obecną się rozwiedź i przestań ją
        krzywdzić.

        > Ten czas, gdy będzie na urlopie macierzyńskim, powinna (moim zdaniem)
        > wykorzystać na rozglądanie się po świecie i poszukiwanie dla siebie miejsca,
        > kariery, pracy, biznesu
        • ladaco2 Re: bilans pierwszych 300 wpisów 16.03.09, 09:57
          Robisz bilans? To policz ile kobiet się tu wypowiedziało. Policz ile kobiet
          powiedziało Ci o tym jaka to zmiana - ciąża, poród, połóg, karmienie piersią i
          opieka nad niemowlęciem. Policz ile razy posłano Cię do diabła, do terapeuty, do
          sali na rozprawę rozwodową. Ile razy zarzucono Ci brak uczuć? Ile razy, że nie
          słuchasz żony? Policz... przecież to lubisz. A potem się zastanów: DLACZEGO?
          Dlaczego jedyne rady, które tu dostajesz sprowadzają się w gruncie do tego
          samego: pogódź się z tym, że żona nie zarabiała, pogódź się z tym, że w bliskiej
          i dalszej przyszłości nie będzie zarabiała, że dziecko jest dla niej
          najważniejsze, że nigdy nie będzie orłem biznesu, że czasem trzeba zrezygnować
          ze swoich planów, że nie poznałeś żony wystarczająco przed ślubem a teraz ją za
          to obwiniasz. Dlaczego to są jedyne rady, które dostajesz?

          Pisałeś, że dałeś żonie do przeczytanie ten wątek - nigdzie nie napisałeś, co na
          to powiedziała.

          Na sam koniec policz ile czasu spędziłeś by ten wątek (i inne) współtworzyć a
          tym samym o ile Twojego czasu okradłeś swoją rodzinę - żonę, która potrzebuje
          Twojego wsparcia i synka, który potrzebuje miłości swojego Taty?
          • notting_hill Re: bilans pierwszych 300 wpisów 16.03.09, 11:50
            Bardzo słusznie napisała ladaco2.

            Dodam jeszcze, że z Twoich dotychczasowych wypowiedzi w różnych
            wątkach na różnych forach wynika, że masz dość sztywne przekonania,
            zupełnie nie wynikające z doświadczenia życiowego.

            Nie dziw się więc, że panie próbują korygować Twój punkt widzenia na
            pewne sprawy (karmienie piersią, nastrój, działanie hormonów pod
            wpływem porodu, itp.), bo to wszystko ma kolosalne znaczenie przy
            rozpatrywaniu spraw, które Ty chciałbyś widzieć osobno. Nie da się
            tego widzieć bez szerszego kontekstu, a Ty uparcie odmawiasz wzięcia
            tego kontekstu pod uwagę, bo "to nic nie wnosi". Wnosi, wnosi, tylko
            trzeba chcieć i potrafić to zauważyć.

            Ja chyba mam teorię dlaczego żona nie "współpracuje" z Tobą. Bo chyba
            już wie, że Twoje plany sobie, a życie sobie. Bo swoje plany opierasz
            na kompletnie błędnych założeniach (np. kompletna niewiedza o
            fizjologii porodu i połogu, wyobrażenia o "siedzeniu w domu" na
            wychowawczym, brak realizmu co do kosztów budowy domu, etc.)
            Masz także zdaje się całkowicie nierealistyczne przekonania co do
            posiadania dzieci i życia rodzinnego. Raz piszesz, że dzieci
            (trójka!) są Twoim priorytetem, drugi raz że nie są Twoim celem, a
            znowu gdzieś indziej, że najbardziej pożądana (choć wiesz już że
            nierealizowalna) jest opcja stosunków rodzinnych Twoich teściów,
            czyli że żona przy trójce dzieci zasuwa na dwa etaty. I jeszcze przy
            tym się nie starzeje, nic jej nie obwisa i zawsze ma ochotę na seks.
            No takie rzeczy ta naprawdę tylko w Erze! Trza dorosnąć, nie ma rady.
            • krzysztof-lis Re: bilans pierwszych 300 wpisów 16.03.09, 18:51
              > Ja chyba mam teorię dlaczego żona nie "współpracuje" z Tobą. Bo
              > chyba już wie, że Twoje plany sobie, a życie sobie.

              Jeśli tak uważa, powinna mi o tym powiedzieć wprost a nie te plany sabotować.

              Analogicznie jak kobieta, która nie chce mieć dzieci a jej mąż bardzo
              • notting_hill Re: bilans pierwszych 300 wpisów 16.03.09, 19:21
                > Jeśli tak uważa, powinna mi o tym powiedzieć wprost a nie te plany
                sabotować.

                Brak u Was elementarnej komunikacji w związku. Uważaj, bo to
                najpoważniejszy przyczynek rozpadu.

                > > Raz piszesz, że dzieci (trójka!) są Twoim priorytetem, drugi raz
                > > że nie są Twoim celem,
                >
                > Wydaje mi się, że nie zrozumiałaś. Chcę mieć dzieci i posiadanie
                dzieci jest dl
                > a
                > mnie ważniejsze w hierarchii niż posiadanie domu.

                Niestety, nic nie wskazuje na to, że realnie rozumiesz co to znaczy
                posiadanie (i wychowanie) trójki dzieci i jaki to ma wpływ na całość
                planów życiowych wszystkich zainteresowanych stron.

                > Napisałem, że byłoby fajnie, co nie znaczy, że tego oczekuję.
                No właśnie, gdyby życzenia mogły się spełniać....
          • krzysztof-lis Re: bilans pierwszych 300 wpisów 16.03.09, 18:48
            > Robisz bilans? To policz ile kobiet się tu wypowiedziało. (...)
            > Dlaczego to są jedyne rady, które dostajesz?

            Obstawiam, że wynika to z profilu odpowiadających.

            > Pisałeś, że dałeś żonie do przeczytanie ten wątek - nigdzie nie
            > napisałeś, co na to powiedziała.

            Nic nie powiedziała.

            Jak ją teraz zapytałem, powiedziała że nie ma ochoty się na ten temat wypowiadać.

            > Na sam koniec policz ile czasu spędziłeś by ten wątek (i inne)
            > współtworzyć a tym samym o ile Twojego czasu okradłeś swoją
            > rodzinę - żonę, która potrzebuje Twojego wsparcia i synka, który
            > potrzebuje miłości swojego Taty?

            Wątek ten pisałem we własnym wolnym czasie. Nic, poza moim hobby, na tym nie
            ucierpiało.
        • krzysztof-lis Re: bilans pierwszych 300 wpisów 16.03.09, 18:45
          > Chcesz mieć żonę z inicjatywą? To sobie taką znajdź. A z obecną się
          > rozwiedź i przestań ją krzywdzić.

          Przepraszam
      • wysoki.brunet Babska Hipokryzja 16.03.09, 10:17
        Wychodzi tu babska hipokryzja jak cholera. Jak ty masz oczekiwania względem żony to dostajesz odpowiedź: masz taką jaką sobie wziąłeś. Ciekawe dlaczego zatem takiej samej miarki nie przykładają one do swoich facetów? Cały czas słychać tu babskie narzekania że leń, że nie rogi tego czy tamtego. A jak się nie angażuje, nie zależy mu to jedna rada: kopnij go w dupę. Ciekawe dlaczego jedna z drugą takiej rady ci nie dała?
        Zarzuty o stratę czasu w internecie przez faceta gdzie 95% wpisów jest bab jest po prostu zabqawne :)
        • vienetta Re: Babska Hipokryzja 16.03.09, 12:07
          Wysoki brunecie, przeczytaj dokładnie wpisy, bo pełno jest rad, aby
          się rozwiódł i dał kobiecie żyć, a znalazł sobie ambitną
          bizneswomen:) (nawet mój z początku). Proszę o nienajeżdżanie na
          babską hipokryzję, bo tu pachnie męskim szowinizmem
        • kai_30 Re: Babska Hipokryzja 16.03.09, 14:18
          wysoki.brunet napisał:

          > Wychodzi tu babska hipokryzja jak cholera. Jak ty masz oczekiwania względem żon
          > y to dostajesz odpowiedź: masz taką jaką sobie wziąłeś. Ciekawe dlaczego zatem
          > takiej samej miarki nie przykładają one do swoich facetów? Cały czas słychać tu
          > babskie narzekania że leń, że nie rogi tego czy tamtego. A jak się nie angażuj
          > e, nie zależy mu to jedna rada: kopnij go w dupę. Ciekawe dlaczego jedna z drug
          > ą takiej rady ci nie dała?

          O, przepraszam - ja dałam. I nie ja jedna.
        • krzysztof-lis Re: Babska Hipokryzja 16.03.09, 18:52
          > Cały czas słychać tu babskie narzekania że leń, że nie rogi tego
          > czy tamtego. A jak się nie angażuje, nie zależy mu to jedna rada:
          > kopnij go w dupę. Ciekawe dlaczego jedna z drugą takiej rady ci nie
          > dała?

          Solidarność jajników
          • vienetta Re: Babska Hipokryzja 17.03.09, 10:26
            I znowu kłamiesz Krzysiu.
            Kiedy wreszcie spojrzysz prawdzie w oczy, zamiast wyciągać
            poszczególne zdania z postów, pasujące do twojej wizji świata.
            Ja jeszcze raz powtarzam, zrób swojej żonie przysługę i jak
            najszybciej rozwiedź się z nią, bo ty jej nie kochasz, a nawet nie
            lubisz.
            • krzysztof-lis Re: Babska Hipokryzja 17.03.09, 20:04
              > I znowu kłamiesz Krzysiu.

              Udowodnij.

              Jesteś chyba trzecią osobą, która mi to tu zarzuca. Żadna z poprzednich tego nie
              udowodniła. Może Ty będziesz w stanie?

              Bo wiesz, inaczej należą się przeprosiny.
              • vienetta Re: Babska Hipokryzja 18.03.09, 09:06
                Przecież dałam Ci radę, żebyś ją zostawił. Za tą radę nawet byłeś na
                mnie obrażony:)- Jak chcesz dowodu, przeczytaj moje poprzednie
                wypowiedzi, na pewno to znajdziesz:) Zaczynasz się trochę plątać,
                ato nie pasuje do twojego wizerunku, jaki usiłujesz tu stworzyć.
                • krzysztof-lis Re: Babska Hipokryzja 18.03.09, 20:27
                  > Przecież dałam Ci radę, żebyś ją zostawił. Za tą radę nawet byłeś na
                  > mnie obrażony:)- Jak chcesz dowodu, przeczytaj moje poprzednie
                  > wypowiedzi, na pewno to znajdziesz:)

                  Napisałem, że takie rady przeczyłyby solidarności jajników. Nie, że nikt takich
                  rad mi tu nie udzielił.

                  Przeczytaj ponownie to, co napisałem bodaj cztery wypowiedzi wyżej i zastanów
                  się raz jeszcze, czy kłamię.
                  • vienetta Re: Babska Hipokryzja 19.03.09, 10:37
                    o, litości, co ty bredzisz, bye bye wypisuję z "rozmowy" z mentalnym
                    gó...arzem. Szkoda mojego cennego czasu na udowadnianie ci
                    czegokolwiek.
                    • krzysztof-lis Re: Babska Hipokryzja 19.03.09, 18:57
                      > o, litości, co ty bredzisz, bye bye wypisuję z "rozmowy" z mentalnym
                      > gó...arzem.

                      Pozostawię to do oceny innych czytelników wątku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka