bijące dzieci

11.03.09, 19:03
Mam pytanie: co mam zrobić? Uczę swoje czterolatka, że nie można bić drugiego
dziecka. Mąż jest wściekły i mówi, że mały będzie bity przez innych
rówieśników. Wczoraj przyszła znajoma ze swoim trzyletnim synkiem. Malec nagle
podszedł i uderzył synka z całej siły, dużym autem w głowę. Synek chciał oddać
ale po chwili cofnął rękę i się rozpłakał. Podszedł i się przytulił. Koleżanka
powiedziała do swojego synka , że nie wolno ale ten bez przejęcia odszedł nie
ponosząc żadnych konsekwencji. Wieczorem myjąc dziecku głowę zauważyłam, że ma
wielkiego guza i do tego strasznie płakał. Druga sprawa w przedszkolu - to
samo. Mówi, że kolega go bije. Pytałam się, czy kolega dostał karę i raz mówi,
że tak a raz, że nie. Czasami nie chce iść z tego powodu do przedszkola.
Co mam dziecku mówić? Jak ma się bronić przed takimi dziećmi?
    • violettaa Re: bijące dzieci 11.03.09, 19:34
      ciężka sprawa nie wiadomo co lepsze.Ja bym była za tym żeby oddawał bo inaczej inne dzieci będączuły się bezkarne i będą go bili.
    • kicia031 Re: bijące dzieci 11.03.09, 20:09
      Nie wolno zaczynac bojek, ale wolno, a nawet trzeba sie bronic?
    • efi-efi Re: bijące dzieci 11.03.09, 21:34
      Mam dokładnie ten sam problem. Mój sześcioletni syn chodzi do przedszkola, nigdy
      nie był agresywny, zresztą nie dostał nawet pól klapsa w swoim życiu ,
      rodzeństwo ma starsze, nie zaznał agresji.
      A tu nagle jakiś łebek jeden z drugim go okłada, a ta moja d.. wołowa się nie
      broni.Stoi jak to cielę i patrzy z ufnością, że kolega, który usiłuje mu włożyć
      kredkę do oka nie zrobi tego.
      Moje dziecko ma przykazane, że ma nie zaczynać ( nie ma z tym problemu), ale
      jak ktoś zaczyna to oddać.
      Nie wiem czy to jest wychowawcze czy nie. Chrzanię to.

      Byliśmy kiedyś u ludzi, którzy mieli w domu czterolatka, któego zabawa polegała
      na biciu, popychaniu, kopaniu i ogólnie zaczepianiu. Mój syn większy o głowę
      chwytał za ręce młodego agresorka, abo robił uniki. W końcu mu powiedział albo
      bawisz się jak człowiek, albo wychodzę i podziałało.
      Ale najgorsi w tym wszystkim rodzice, którzy byli wyrażnie dumni ze swojego
      syna, który radzi sobie w życiu.
      I pewnie oni nie są jedyni.
    • morelee Re: bijące dzieci 12.03.09, 09:05
      Miałam to samo, mojego 5 lat syna bił 6 letni ADHD-owiec z przedszkola.
      Powiedziałam mojemu że ma się bronić i podziałało - jest mały ale bardzo sprawny
      fizycznie i następnego dnia wychowawczyni poskarżyła na mojego że uderzył kolegę
      (tego awanturnika ze stwierdzonym ADHD) Skwitowałam to krótkim "i bardzo dobrze"
      . Tez mi się coś robi, ale jeśli wychowawczyni nie jest w stanie zapanować nad
      grupą i dziecko codziennie skarży mi się że jest bite, to musiałam coś zrobić.
      Problem od tego czasu znikł - syn więcej nie skarżył się że ktoś go bije. Żałuję
      jednak bardzo że nie mogę dziecka wychować tak jakbym chciała, bez przemocy.
    • amb25 Re: bijące dzieci 12.03.09, 09:29
      Ja tez powiedzialam mojemu, ze zaczepiac nie moze, ale bronic
      owszem. No i sie broni. Skutecznie i widowiskowo (cwiczyl zapasy i
      karate - w wieku 5 lat). Dlatego panie z przedszkola stwierdzily, ze
      przydalby mu sie psycholog. Dla swietego spokoju pojdziemy, ale jak
      moje dziecko mialo sie nie bronic, skoro inne go caly czas pralo i
      nikt z tym piroracym nie mogl sobie poradzic?
      Jakos uspokoilo sie, gdy powiedziala, ze jesli cos z tym drugim
      dzieckiem nie zrobia to ja zadam spotkania z dyrektorka przedszkola,
      osoba odpowiedzialna za przedszkola i jakosc opieki z ramienia
      miasta i z rodzicami tego pioracego w celu wypracowania wspolnego
      stanowiska, zeby dziecko bylo w przedszkolu bezpieczne a nie
      zmuszane do samoobrony. Jednoczesnie rozmawialam z rodzicami innych
      dzieci, ktore sa tez bite i wiem, ze czesc z nich tez zloztyla
      skarge na to samo dziecko, a wlasciwie na to, ze przedszkole nie
      moze sobie z ta sytuacja poradzic.
      No i o dziwo., nie wiem czy to zbieg okolicznosci, ale sie
      uspokoilo, juz nie widze siniakow na nogach mojego dziecka, a jesli
      sie piora to b. rzadko (a rozumiem, ze dzieci w wieku przedszkolynm
      od czasu do czasu sie piora).
      W przedszkolu sie nie poddawaj. Pogadaj z paniami w przedszkolu i z
      rodzicami tego dziecka. Dowiedz sie, czy on bije tylko twojego czy
      tez inne dzieci.
      Bicie sie w przedszkolu to tez walka o pozycje w grupie. Slabszy,
      ktory chce zajac wyzsza pozycje, wybiera sobie przeciwnika kotrego
      ma szanse pokonac. Brzmi to moze troche dziwnie, ale tak jest bo
      dzieci dzialaja instynktownie i nie zawsze robia to w pelni
      swiadomie. Jaka pozycje w grupie ma twoje dziecko, czy jest lubiane,
      czy tak srednio, czy zawsze bawi sie samo itp. To tez dobrze
      wiedziec.
      Na a skoro on nie chce isc z tego powodu do przedszkola, to jest to
      wg mnie wiekszy problem i powod do zdecydowanej interwencji. Bo moj
      lubi isc do przedszkola nawet jak go kolega pral.
    • monala1 Re: bijące dzieci 12.03.09, 10:47
      Dzięki dziewczyny za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Będzie mi ciężko
      wpoić synowi, że musi się bronić. Rozmawiałam z nim wczoraj i mówił, ze nikt go
      nie uderzył w przedszkolu a on sam nigdy nie oddaje tylko idzie do pani. Sama
      byłam tak uczona przez rodziców, że nigdy się nie oddaje. Jednak świetnie sobie
      radziłam mimo tego, że często lał mnie starszy brat a ja nie pozostawałam jemu
      dłużna. Tylko to też była inna sytuacja bo synek jest jedynakiem - jak na razie.
      Razem z bratem ponosiliśmy te same konsekwencje i to działało.

      Jak tylko nadejdzie okazja, wytłumaczę synkowi, że musi się bronić.
      • twoj_aniol_stroz Re: bijące dzieci 12.03.09, 11:18
        Obrona nie jest złem, to trzeba dziecku wpoić. Atak, zaczepki są
        złe, ale obrona przed nimi jest godna pochwały. Nawet u dorosyłych
        tak jest, że istnieje coś takiego jak obrona konieczna (od niedawna
        normalnie pojmowana w realiach polskich). Zastanów się jak byś
        zareagowała, gdyby Ciebie ktoś napadł i nie miałabyś gdzie uciec.
        Satałabyś jak słup soli, czy raczej się broniła? No oczywiście, że
        byś się broniła i z pewnością nie miałabyś potem kaca moralnego, bo
        w takich sytuacjach po prostu trzeba się bronić. To samo doyczy
        dziecka. Na razie to są tylko kwesie kolega uderzył samochodzikiem,
        ale im dzieci są starsze tym jest to powazniejszy problem i trzeba
        dziecko już wcześniej nauczyć jak ma sie bronić. I to dotyczy nie
        tylko agresji fizycznej, bo z czasem dużo częstsza jest agresja
        psychiczna, róznego typu dręczenie dziecka, naśmiewanie się,
        przezwiska... Oczywiście, że od tego sa nauczyciele, żeby pilnować i
        nie dopuszczać do takich sytuacji, ale kazda grupa ma tzw kozła
        ofiarnego (to specyfika grupy jest) i staje się nim najczęściej
        osoba nie umiejąca się obronić. Po co dziecku fundować taki problem?
        Oczywiście, że można załatwiać to przez nauczycieli, chodzić,
        awanturować się itd, ale jak długo to będziesz robić? Do końca
        podstawówki, w gimnazjum, liceum? Bez sensu. Na razie możesz, bo
        dziecko jest małe, ale synek z czasem będzie dorastał i to on musi
        nauczyć się bronić, Ty nie będziesz w stanie bronić go zawsze.
        I jeszcze jedna kwestia. Rozpuszczone bachory będą zawsze w
        otoczeniu dziecka, bo one były, są i będą i nic nie da wytrząsanie
        się nad złym wychowaniem. Nie zmienisz tego, natomiast Twoim
        zadaniem jest nauczyć dziecko obrony przed takimi bachorami.
        Akurat moja starsza córka miała problem właśnie z pastwieniem się
        nad nią jej kolezanek. Wędrówki do szkoły na niewiele się zdały,
        więc zaczęlam z córką ćwiczyć pyskowanie kolezankom (wiem, że brzmi
        koszmarnie, ale niestety nie było innej rady). Wiesz gdzie był
        największy problem? Były dwa: córka w ogóle nie umiała odszczeknąć
        (mój mąż tez długo tego niepotrafił jak był dzieckiem) i kolejna
        rzecz to bała się dostać uwagę do dzienniczka, bo jak to będzie
        wyglądało. No o wyjaśniłysmy sobie, że z tymi uwagami bywa różnie,
        że nauczyciel tez człowiek i może się pomylić... Minęło pół roku i
        córka ma spokój z kolezankami. Raz zostałam wezwana do nauczyciela
        wraz z mamą jednej kolezanki. Najpierw rozmawiałam ja, potem ta
        druga mama i mi nauczycielka powiedziała, że zdaje sobie sprawę z
        tego, że to ta druga córkę sprowokowała i, że nie ma pretensji do
        Oli, ale musiała mnie wezwać, bo taka jest procedura w szkole. I po
        krzyku. Córka na razie ma problem z głowy.
Pełna wersja