klotliwaogrodniczka
30.03.09, 22:17
Moja teściowa nie jest najgorsza, mam ją od prawie 9 lat i jakoś wytrzymuję. Ale jest kilka klimatów, których nie cierpię. Jednym z nich jest temat świąteczny. Sądzę, że wiele osób ma z tym kłopot. Gdzie spędzić święta? U swoich rodziców, gdzie miło i przyjemnie, czy u teściowej, gdzie człowiek poci się ze zdenerwowania, ale zasady dyplomatyczne nakazują uśmiechać się, uśmiechać się. Szczerze mówiąc nawet lubię spędzać święta u teściów, pomijając to, że nic mi nie smakuje, jak już się przyzwyczaję do atmosfery to jest nawet miło. Kwasy są zawsze przed świętami, bo moja teściowa nie ma zwyczaju nas zapraszać. Twierdzi, że możemy do niej przyjść w każdej chwili, że to nasz dom i zawsze jesteśmy w nim mile widziani. Niby miło... Ale jak się przyjdzie w święta, a tu teściowa w dresie przed telewizorem to już mniej przyjemnie (ojej, nie spodziewałam się was...) Dlatego zawsze dzwonię przed świętami i pytam. Do niedawna mieszkaliśmy kątem u moich rodziców, więc nie mogłam zaprosić do siebie teściowej, mogła zrobić to moja mama ale nie chciała. Moja teściowa zawsze wyznaczała jakiś termin i przychodziliśmy, ale było mi głupio, że wymuszam odwiedziny. Zależy mi na kontaktach z teściami, mam 2 córeczki, które uwielbiają odwiedzać babcię i dziadka. Od półtorej roku mieszkamy na swoim i zaczęłam wychodzić z inicjatywą i ja ich zapraszać. Dzisiaj zaprosiłam ją na obiad na poniedziałek wielkanocny. Teściowa: 'obiad? myślałam, że tylko śniadanie i będziemy mieli z głowy...' no to ja 'ok. zapraszam na śniadanie' Teściowa: 'poniedziałek to już taki na luzie dzień, myślałam, że pojedziemy sobie do znajomych...' Ja: 'to nie spotkamy się w święta?' T: 'nie, nie spotkamy się, przecież ciągle się spotykamy' (kurna, przypadkiem na ulicy chyba).
Pożegnałam się i rozłączyłam, żeby nie stracić panowania nad sobą. Nie ma jak teściowa, babcia wnucząt. Żale wylałam na głowę mężowi. Wszystko przyjął na klatę, na szczęście widzi jak zachowują się jego rodzice względem nas i naszych dzieci.
Ogólnie teściowa do nas nie dzwoni, odwiedza tylko jak musi, dziećmi zajmuje się też jak musi a nie jest to często, bo nie mam zdrowia jej o to prosić... Nie muszę dodawać, że uważa się za babcię i mamę idealną.