ilekropek
01.06.09, 14:19
Witam,
kilka miesięcy temu szukałam rady na tym forum i uzyskałam
odpowiedź, która w tamtym czasie pomogła. Teraz jednak mam do
podjęcia poważną decyzję. Od trzech lat jestem w związku z DDA,
jesteśmy rówieśnikami, 28 lat. Od półtora roku mieszkamy razem.
Niestety nasze wspólne życie nie przypominało bajki, jego ciągłe
humory, ignorowanie moich potrzeb, przywiązanie do telewizora i do
kanapy, jego brat, który ciągle u nas przesiadywał itd. itd.
Kłóciliśmy się, ni podobało mi się jak mnie traktuje, nie podobało
się to rónież mojej siostrze i mamie, które nie mogły uwierzyć, że
tak mnie sobie podporządkował. To był mój pierwszy tak długi
związek, pierwszy raz zamieszkałam z facetem, starałam się. Kilka
razy chciałam odejść, wyprowadzić się, wrócić do rodziców. Za każdym
razem coś mnie jednak powstrzymywało.Powrót byłby dla mnie porażką,
więc ukrywałam to, że nie jestem szczęśliwa i robiłam dobrą minę do
złej gry. Aż w końcu przyszedł dzień ślubu mojej siostry, na którym
świadkowałam. T. przez cały tydzień miał o coś pretensje, dwie noce
spał na kanapie itd. Ja byłam mocno zestresowana i nawet nie bardzo
się tym przejmowałam, całą uwagę skupiłam na weselu. Byłam z rodziną
i przyjęłam, że mu przejdzie. Na wesele był też zaproszony jego
brat, ale z góry było ustalone, że młody nie pije, że będzie
kierowcą. Na weselu najpierw T. z bratem byli markotni, bo mecz
Górnika, a oni nie mogą obejrzeć więc im powiedziałam, żeby jechali
jeśli tak bardzo chcą. Pojechali. W tym czasie wszyscy pytali gdzie
jest Tomek, kiedy wrócił nie był mną specjalnie zainteresowany i
szybko mocno się upił. Potem chciał się bić z bratem pana młodego,
poszło o jakieś rozliczenia z kawalerskiego. Cała moja rodzina nie
mogła się nadziwiwć, jak on może mnie tak traktować, nie zwracać na
mnie uwagi itd. Ja się przyzwyczaiłam i nawet nie bardzo się
przejmowałam, ale potem też znajomi zaczęli zwracać na to uwagę. Na
weselu był kolega pana młodego, z którym 4 lata temu przyżylismy
epizod na imprezie sylwestrowej. Ten kolega był mną mocno
zainteresowany, wodził za mną wzrokiem i prosił do tańca. T. był tak
zajęty wygłupami, że nawet nie zauważył. Tak czy inaczej wesele
miałam popsute ostatecznie gdy w tańcu usłyszałam pytanie czy jestem
szczęśliwa. Popłakałam się. Tomek nadal niczego nie zauważył.
Wróciłam do codzienności z dziwną zadrą i nie mogłam sobie poradzić,
zrobiłam listę plusów i mniusów. Tych drugich było znacznie więcej,
przedstawiłam ją Tomkowi mówiąc że chcę się zdystansować i że się
wyprowadzam. Nie pozwolił, prosił o ostatnią szansę więc mu ją w
końcu dałam, ale już nie wierzę w przyszłość tego związku. W sobotę
wyjezdzam z mama na tydzien nad morze, pomyslec.
W między czasie kolega K. zaczal przysylac smsy i maile i wynika z
nich, że bardzo mocno oszalał na moim punkcie, chce zebysmy byli
razem. Jest miedzy nami straszna chemia, ale nic z tym nie
zrobilismy. Pojecia nie mam co robic!
Oczywiscie T. sie teraz bardzo stara, kwiaty dostaje wlasciwie
codziennie. Dzisiaj jest nasza rocznica i kurier przywiozl mi
ogroooomny bukiet z kartką od T.
Żeby bylo smieszniej K. ma dzisiaj urodziny i chce zebym poszla z
nim na kawe.
K. jest dwa lata ode mnie młodszy i jest zawodowym żołnierzem, T.
jest przedstwicielem handlowym, który się przepracowuje. Zaplątałam
się, czy mam być wyrachowana i niby-szczesliwa z T. Czy dać szanse
K. którego praktycznie nie znam?