Dodaj do ulubionych

między młotem a kowadłem

01.06.09, 14:19
Witam,
kilka miesięcy temu szukałam rady na tym forum i uzyskałam
odpowiedź, która w tamtym czasie pomogła. Teraz jednak mam do
podjęcia poważną decyzję. Od trzech lat jestem w związku z DDA,
jesteśmy rówieśnikami, 28 lat. Od półtora roku mieszkamy razem.
Niestety nasze wspólne życie nie przypominało bajki, jego ciągłe
humory, ignorowanie moich potrzeb, przywiązanie do telewizora i do
kanapy, jego brat, który ciągle u nas przesiadywał itd. itd.
Kłóciliśmy się, ni podobało mi się jak mnie traktuje, nie podobało
się to rónież mojej siostrze i mamie, które nie mogły uwierzyć, że
tak mnie sobie podporządkował. To był mój pierwszy tak długi
związek, pierwszy raz zamieszkałam z facetem, starałam się. Kilka
razy chciałam odejść, wyprowadzić się, wrócić do rodziców. Za każdym
razem coś mnie jednak powstrzymywało.Powrót byłby dla mnie porażką,
więc ukrywałam to, że nie jestem szczęśliwa i robiłam dobrą minę do
złej gry. Aż w końcu przyszedł dzień ślubu mojej siostry, na którym
świadkowałam. T. przez cały tydzień miał o coś pretensje, dwie noce
spał na kanapie itd. Ja byłam mocno zestresowana i nawet nie bardzo
się tym przejmowałam, całą uwagę skupiłam na weselu. Byłam z rodziną
i przyjęłam, że mu przejdzie. Na wesele był też zaproszony jego
brat, ale z góry było ustalone, że młody nie pije, że będzie
kierowcą. Na weselu najpierw T. z bratem byli markotni, bo mecz
Górnika, a oni nie mogą obejrzeć więc im powiedziałam, żeby jechali
jeśli tak bardzo chcą. Pojechali. W tym czasie wszyscy pytali gdzie
jest Tomek, kiedy wrócił nie był mną specjalnie zainteresowany i
szybko mocno się upił. Potem chciał się bić z bratem pana młodego,
poszło o jakieś rozliczenia z kawalerskiego. Cała moja rodzina nie
mogła się nadziwiwć, jak on może mnie tak traktować, nie zwracać na
mnie uwagi itd. Ja się przyzwyczaiłam i nawet nie bardzo się
przejmowałam, ale potem też znajomi zaczęli zwracać na to uwagę. Na
weselu był kolega pana młodego, z którym 4 lata temu przyżylismy
epizod na imprezie sylwestrowej. Ten kolega był mną mocno
zainteresowany, wodził za mną wzrokiem i prosił do tańca. T. był tak
zajęty wygłupami, że nawet nie zauważył. Tak czy inaczej wesele
miałam popsute ostatecznie gdy w tańcu usłyszałam pytanie czy jestem
szczęśliwa. Popłakałam się. Tomek nadal niczego nie zauważył.
Wróciłam do codzienności z dziwną zadrą i nie mogłam sobie poradzić,
zrobiłam listę plusów i mniusów. Tych drugich było znacznie więcej,
przedstawiłam ją Tomkowi mówiąc że chcę się zdystansować i że się
wyprowadzam. Nie pozwolił, prosił o ostatnią szansę więc mu ją w
końcu dałam, ale już nie wierzę w przyszłość tego związku. W sobotę
wyjezdzam z mama na tydzien nad morze, pomyslec.
W między czasie kolega K. zaczal przysylac smsy i maile i wynika z
nich, że bardzo mocno oszalał na moim punkcie, chce zebysmy byli
razem. Jest miedzy nami straszna chemia, ale nic z tym nie
zrobilismy. Pojecia nie mam co robic!
Oczywiscie T. sie teraz bardzo stara, kwiaty dostaje wlasciwie
codziennie. Dzisiaj jest nasza rocznica i kurier przywiozl mi
ogroooomny bukiet z kartką od T.
Żeby bylo smieszniej K. ma dzisiaj urodziny i chce zebym poszla z
nim na kawe.
K. jest dwa lata ode mnie młodszy i jest zawodowym żołnierzem, T.
jest przedstwicielem handlowym, który się przepracowuje. Zaplątałam
się, czy mam być wyrachowana i niby-szczesliwa z T. Czy dać szanse
K. którego praktycznie nie znam?
Obserwuj wątek
    • trelek-morelek Re: między młotem a kowadłem 01.06.09, 14:29
      co odpowiedziałaś na pytanie czy jestes szczęsliwa??
      zastanawiam się po co tkwisz w związku, w którym jak sama piszesz
      nie jesteś szczęśliwa, w związku dla którego jak sama piszesz
      przyszłości nie widzisz?????


      kwiaty teraz przysyła dopóki Cie nie udobrucha ..potem sie skończą i
      wszystko wróci do codzienności ...do codzienności w której Ty
      kobieto poprostu cierpisz ....

      skoro wszyscy zauważają że coś jest nie tak to chyba raczej jest coś
      nie tak ....


      jeśli chodzi o tego twojego kolege K. to przecież nawet jeśli
      zdecydowałabyś sie z nim spotykać to nie oznacza że od razu musicie
      yć ze sobą do końca życia ....

      spróbuj ....może to własnie akurat on da Ci szczęście ...

      po co być z kimś na siłe?? wierz mi że lepiej być samemu a
      szczęśliwym .niż z potworem .. który i tak nie zwraca na Ciebie
      uwagi ...

      powodzenia .bede śledziła Twój wątek :)
      • ilekropek Re: między młotem a kowadłem 01.06.09, 15:03
        Dzięki za zainteresowanie.

        Sytuacja nie jest czarno biała, on nie jest potworem tylko nie
        bardzo się mną przejmuje, za to bardzo przejmuje się sobą i tym czy
        ma przygotowany obiad. Argumentów za zerwaniem tego związku jest
        dużo więcej niż te, które tu wymianiłam.

        Rzecz w tym, że on obiecuje, że się zmieni i mi go żal. Żal mi też
        naszych wspólnych planów, stabilizacji. Zerwanie z nim oznacza
        zaczynanaie od początku i dlatego muszę mieć absolutną pewność, że
        postępuje właściwie. Że nie kieruję się chwilowym pociągiem do K.

        Poza tym wpakowałam oszczędności w mieszkanie T. Niby mamy umowę, że
        w razie rozpadu związku odda mi te 15 tys. no ale przecież do sądu z
        nim nie pójdę.

        Ja wiem, że idealistka powiedziałaby "dasz sobie radę, olej drania,
        bądź szczęśliwa" ale to nie jest takie proste.
        • serendepity Re: między młotem a kowadłem 01.06.09, 15:27
          Czyli z powodu 15tys i strachu, ze bedziesz sama wolisz meczyc sie dalej i byc
          nieszczesliwa? Ile jeszcze potrzebujesz czasu, zeby zrozumiec, ze masz tylko
          jedno zycie i jesli je bedziesz marnowac bedac w nieudanym zwiazku to nikt nie
          odda Ci tego czasu?

          Zal Ci faceta, a nie zal Ci siebie samej? Czy myslisz, ze jemu jest zal Ciebie
          jak Cie ignoruje i pomiata Toba?

          Po co podpisalas umowe skoro na pozyczone pieniadze skoro nie chcesz teraz jej
          egzekwowac? Dlaczego nie pojdziesz do sadu o zwrot pieniedzy? Po to wlasnie
          podpisalas te umowe, zeby moc to zrobic.

          Nie wchodz w nastepny zwiazek, jesli nie jestes pewna siebie. Po prostu wyjsc z
          obecnego i daj sobie troche czasu. A pan K. jak mu zalezy to poczeka chwile.

          Pamiej, jesli Ty nie zadbasz o siebie i swoje sprawy to nikt inny tego nie
          zrobi. Twoj facet nie zmieni sie.
          • serendepity Re: między młotem a kowadłem 01.06.09, 15:29
            Przepraszam za bledy i zjedzone literki ;)
        • kicia031 Re: między młotem a kowadłem 01.06.09, 20:55
          Absolutnie nie powinnas sie kierowac chwilowym pociagiem do kogokolwiek tylko
          stala pot5zeba szacunku i normalnosci.

          Pomijajac juz wszelkie kwiatki, chcesz spedzic reszte zycia z pijakiem, ktory na
          imprezach po uchlaniu sie urzadza awantury? Juz samo to zachowanie
          dyskwalifikuje pana jako zyciowego partnera...
    • i_vovin Re: między młotem a kowadłem 01.06.09, 18:18
      Krótko:
      czas to pieniadz...
      Odżałowac 15tys PLN, kopnać w d... palanta, w miłym towarzystwie
      szybko zarobisz nowe.
      Wyciągnąć wnioski i na nowego patrzec uważnie, czy nie zachowuje sie
      jak poprzedni, jeżeli tak to zadać sobie pytanie przed lustrem:
      dlaczego znou wybrałam palanta i kogo z mojej rodziny on
      przypomnina...?
      Pójść do terapeuty przed znalezieniem kolejnego.
      Trzymam kciuki
      • ilekropek Re: między młotem a kowadłem 03.06.09, 11:36
        Wiem doskonale kogo T. przypomina. Oczywiście mojego tatę,
        oczywiście pomijając wulgaryzmy i chamskie zachowanie. Jego i mojego
        tatę łączy przede wszystkim miłość do piłki nożnej, mecz jest
        najważniejszy, wtedy ucisza się rodzinę. Miałam tak w domu, wkurzało
        mnie to, a potem sama weszłam w związek gdzie telewizor z meczem
        jest oknem na świat. Poza tym T. jest zaradny, jak mój tata. Do
        wszystkiego doszedł sam, nie ma bogatych rodziców, ani pleców.
        Podobnie jak mój tata. Jest oszczędny w okazywaniu uczuć, kolejna
        analogia. Niestety z alkoholem też jest u nich podobnie, nie
        potrafią powiedzieć dość. Nie piją często, nie chodzą do baru na
        piwo, ale czasem na imprezach typu urodziny czy imieniny
        przesadzają. Co mnie bardzo, ale to baaaaardzo złości.
        Teraz mój tata uważa oczywiście, że T. to prosty, ale dobry chłopak
        i ze powinnam dać mu szansę.
        Zanim zaczniecie krytykować mojego tatę chcę zaznaczyć, że jest dla
        mnie najważniejszym mężczyzną w życiu i tworzą z moją mamą bardzo
        udany związek od ponad 30 lat.
    • chicarica Re: między młotem a kowadłem 01.06.09, 18:26
      Ja bym się rozstała z kiepskim gościem, zwłaszcza że już masz kogoś nowego na
      oku. Kwiaty, przeprosiny, a potem wszystko wróci do chorej normy. Daj szansę
      nowemu, nie marnuj życia z beznadziejnym facetem, który Cię nie szanuje i nie
      kocha, tylko mu się pies ogrodnika włączył.
      • marzeka1 Re: między młotem a kowadłem 01.06.09, 18:42
        "Ja się przyzwyczaiłam i nawet nie bardzo się
        przejmowałam, ale potem też znajomi zaczęli zwracać na to uwagę" - powiedz
        jedno: DLACZEGO z takim uporem chcesz zmarnować sobie życie przy faccice, który
        nie szanuje cię, co widzą także inni, on nawet z tym się nie kryje. Co z tego,
        że przysyła kwiaty itp teraz- wrócisz, ulegniesz i znowu będzie tak samo. A może
        jesteś z tych naiwnych kobiet,które wierzą, że "on się zmieni".
        Żałośnie w twojej opowieści brzmią dla mnie słowa: "przyzwyczaiłam się do tego".
        DLACZEGO uważasz, że musisz przyzwyczajać się do takiego traktowania???? By po
        latach stwierdzić, że zmarnowałaś je na kogoś, na kogo nie warto?
        • pipsia5 Re: Twoje szczęście najważniejsze! 01.06.09, 21:50
          Jeśli przed ślubem wykręca Ci takie numery, np. na ślubie siostry jedzie
          obejrzeć mecz, to na 100% po ślubie będzie jeszcze gorzej. Jestem po ślubie i
          wiem, że kwiaty itp. to tylko przykrywka. Człowiek nie zmieni się o 180 stopni i
          będzie kochany dla Ciebie. Dobrze się zastanów bo życie trwa całe życie. Powodzenia.
    • sheer.chance Re: między młotem a kowadłem 02.06.09, 04:08
      <Rzecz w tym, że on obiecuje, że się zmieni i mi go żal. Żal mi też
      naszych wspólnych planów, stabilizacji.>

      Dziewczyno, zobacz jakimi zludzeniami zyjesz! Jakie wspolne plany??? planowaliscie zdaje sie isc razem na impreze, i, zakladam, dobrze sie bawic. Planowaliscie, ze nie bedzie pil itd. I co?

      Stabilizacja??? Z takim gosciem nie ma stabilizacji. Jest ciagla szarpacka, nadzieja pomieszana z niepewnoscia, zludzenia z rozczarowaniami, rosnaca niechec do faceta, co zawiodl i do siebie, ze sie nie ucieklo w pore.

      Radze, zwiewaj, poki masz motywacje.
      Z takim gosciem, to jak z partia. Jak obiecuje, ze sie zmieni, to obiecuje.
      • ilekropek Re: między młotem a kowadłem 02.06.09, 09:40
        Dzięki za wszystkie odpowiedzi. Pewnie macie rację. Wczoraj
        spotkałam się jednak z K. Przyjechał specjalnie z Krakowa do
        Katowic. Miałam zajęcia na studiach podyplomowych więc się wyrwałam
        na godzinę. Poszliśmy na obiad i było sympatycznie. K. jest
        zupełanie inny niż T. i z jakiegoś powodu jest przekonany, że tak
        miało być. Jest gotowy przenieść się na Śląsk, żeby być bliżej mnie.
        Zauważył nawet, że o ton zmieniłam kolor włosów, po weselu (jaki
        facet widzi takie rzeczy?). Mam wrażenie jakibym śniła, ilość
        komplementów jakie dostaję teraz od obu panów powinna mnie już
        wpędzić w samozachwyt.
        Ja tymczasem nie śpię po nocach. T. wymyślił, że spotka się z moją
        mamą i z moją siostrą, żeby je przeprosić za wesele i inne swoje
        zachowania. Np. za to, że kiedy przed domem moich rodziców
        wsiadaliśmy do samochodów, żeby jechać do pałacu ślubów jemu
        zadzwonił telefon. Odebrał i długo rozmawiał,w końcu się wkurzyłam,
        że nie wsiada do samochodu i krzyknęłam na niego, na co on
        odburknął: "ku..., rozmawiam!" Wtedy chyba nikt tego nie słyszał,
        ale pode mną się nogi ugięły i nie chcaiłam z nimi jechać (z nim i
        jego bratem). Cofnęłam się do samochodu rodziców, ale zanim wsiadłam
        pomyślałam, że nie mogę robić afery na ślubie siostry więc wróciłam
        do braci.
        Oczywiście to też chciałam ukryć, zapomnieć jak o wielu innych
        rzeczach, ale przy robieniu tej listy postanowiłam powiedzieć o
        wszystkim mamie i siostrze, bo to moje najbliższe przyjaciółki. One
        są wściekłe i zasmucone, że tak długo nie mówiłam im całej prawdy.
        Dlatego T. wymyślił, że je do siebie przekona. Jako przedstawiciel
        handlowy potrafi czarować ludzi. Moja siostra bardzo lubi K. o
        którego istnienu T. nie wie.
        Bagno!
        Dobrze, że w sobotę wyjeżdżam. Przynajmniej ten tydzień będę miała
        spokojny.
        • wanioliowa Re: między młotem a kowadłem 02.06.09, 09:47
          Rzeczywiście jesteś między mlotem a kowadłem.

          Pan K to to mile kowadełko - i daj sobie czas na znajomość z nim. Wydaje się być
          fajnym miłym facetem i na prawdę warto podszlifować conieco i zobaczyć jak się
          sprawy potoczą.

          Twój mam nadzieję już ex - T - to w tym układzie MŁOT. I to taki młot, że aż
          dziwię się że potrzebujesz aż tygodnia żeby sama dojść do takiego wniosku :)
          pozdrawiam i życzę udanego zrywania z tym chamskim prostakiem.
    • renata.39 Re: między młotem a kowadłem 02.06.09, 10:05
      Uwierz w siebie i odejdź od niego. On się nie zmieni ja z takim człowiekiem żyję
      mamy już dziecko, miał być rozwód, ale tak samo jak Ty wycofałam się teraz żałuję.
      Pozdrawiam
    • mala-beti Re: między młotem a kowadłem 02.06.09, 10:28
      Witam żal mi ciebie bo wiem że ciężko zrezygnować z życia do jakiego
      człowiek się przyzwyczaił.
      Ale z tej sytuacji jest tylko 1 wyjście!!!!
      Zostawić go i ułożyć sobie życie od nowa!!!
      Pomyśl zaczniesz wszystko od nowa, tak jak TY chcesz, bedziesz czuła
      do siebie szacunek, będziesz pewna siebie! Być może niegługo gotowa
      na nową miłość.
      Przecież on cię w ogóle nie szanuje , traktuje jak za przeproszeniem
      szmatę..
      Jesteś w naprawdę dobrej sytuacji! Nie jesteście po ślubie, nie
      czeka cię więc rozwód, na ten krok jest się o wiele trudniej
      zdecydować.
      Jesteś z nim bez ŻADNYCH zobowiązań i kiedy chcesz możesz powiedzieć
      KONIEC.
      Nadszedł ten czas. Powiedz to KONIEC i odejdź.
      Gdy będzie przepraszał za wesele powiedz, "nie chdzi tylko o wesele
      ale o nasz caly związek. O twoją postawę, o twój brak zaangażowania,
      o brak szacunku do mnie.Nie będę marnowala życia dla kogośkto mnie
      nie kocha i nie szanuje.To ostateczna decyzja,niezmienie zdania."

      Zrób to przed wyjazdem nad morze nie po powrocie.
      Zobaczysz jaką ulgę poczujesz. A nad morzem "odpoczniesz już "po"
      tym wszystkim.
      Wrócisz jako NOWA TY. Być może gotowa na nowy związek..
      Pozdrawiam :)
      • trelek-morelek Re: między młotem a kowadłem 02.06.09, 11:56
        może własnie nad morzem odpoczniesz i wszystko sobie
        poukładasz ...ale wiesz po twoich wypowiedziach widać że tak w
        zasadzie Ty już decyzje podjęłaś tylko nie zabardzo wiesz jak zrobić
        ten krok ....
        lepiej szybciej niż później ...
    • e-emma-e Re: między młotem a kowadłem 02.06.09, 14:21
      Z opisu wynika, że ten facet nie nadaje się do małżeństwa. Nawet
      przed ślubem nie dostrzega potrzeb kobiety. Wiej od niego czym
      prędzej.
      • ilekropek Re: między młotem a kowadłem 03.06.09, 10:27
        Pewnie wyjdę na naiwną dziewczynkę, ale może on się jednak zmieni?
        Rzecz w tym, że są w nim jakby dwie osoby, jest spod znaku bliźniąt
        i mimo, że nie bardzo wierzę w horoskopy w tym przypadku
        ta "dwulicowość" bardzo się sprawdza. Teraz jest jak w transie, od
        dwóch tygodni jest chodzącą dobrocią, że mnie kocha powtarza 10 razy
        dziennie, że zrozumiał, że nie może się zachowywać jak gó...arz, że
        chce być mężczyzną, chce mieć ze mną dzieci i dom, jak planowaliśmy.
        Powtarza, że przez całe życie nikt nie dał mu tyle miłości i
        czułości i że może się przestraszył i dlatego mnie odpychał i ranił.
        Jest nawet gotowy iść do psychologa, żeby nam pomógł. Ja nie chcę,
        ale zaczynam się wahać, bo może ja też zawiniłam.
        • kacpercio1 Re: między młotem a kowadłem 03.06.09, 10:48
          ilekropek napisała:

          > Pewnie wyjdę na naiwną dziewczynkę, ale może on się jednak zmieni?

          Tak wyjdziesz na naiwną, jeśli dasz się złapać na te typowe , tanie
          sztuczki..

          > Rzecz w tym, że są w nim jakby dwie osoby, jest spod znaku
          bliźniąt
          > i mimo, że nie bardzo wierzę w horoskopy w tym przypadku
          > ta "dwulicowość" bardzo się sprawdza. Teraz jest jak w transie, od
          > dwóch tygodni jest chodzącą dobrocią, że mnie kocha powtarza 10
          razy
          > dziennie,

          No a co myślałaś że będzie robił? właśnie to sobie założył, kwiaty
          dam, posłodzę i znów będzie moja i będzie jak dawniej...

          że zrozumiał, że nie może się zachowywać jak gó...arz, że
          > chce być mężczyzną, chce mieć ze mną dzieci i dom, jak
          planowaliśmy.

          BO się cholernie boi że dasz dyla więc argumentów będzie teraz dawał
          i sypał jak z rękawa!

          > Powtarza, że przez całe życie nikt nie dał mu tyle miłości i
          > czułości i że może się przestraszył i dlatego mnie odpychał i
          ranił.
          > Jest nawet gotowy iść do psychologa, żeby nam pomógł.

          Ja nie chcę,
          > ale zaczynam się wahać, bo może ja też zawiniłam.

          Klasic- szukanie winy w sobie. Dziewczyno opamiętaj się! Sama
          pisałaś, że przyszłości z nim nie widzisz, że teraz podlizuje się
          twojej mamie, siostrze itp, udaje dobrego.
          Czy ty naprawdę wierzysz że NAGLE się zmieni???!!
          Przypomnij sobie co czułaś,kiedy kolega na weselu zapytał cię czy
          jesteś szczęśliwa?
          Teraz mu dasz szansę, a za 2 tygodnie będziemy czytali znów podobny
          post od ciebie, a za rok czy dwa post pod tytułem - "jestem
          nieszczęśliwą mężatką"

          To oczywiście twój, wybór twoje życie ale właśnie marnujesz szansę
          na lepsze,szczęśliwe życie.

          Pozdrawiam
          • kacpercio1 Re: między młotem a kowadłem 03.06.09, 10:57

            .."Na weselu najpierw T. z bratem byli markotni, bo mecz
            Górnika, a oni nie mogą obejrzeć więc im powiedziałam, żeby jechali
            jeśli tak bardzo chcą. Pojechali. W tym czasie wszyscy pytali gdzie
            jest Tomek, kiedy wrócił nie był mną specjalnie zainteresowany i
            szybko mocno się upił. Potem chciał się bić z bratem pana młodego,
            poszło o jakieś rozliczenia z kawalerskiego. Cała moja rodzina nie
            mogła się nadziwiwć, jak on może mnie tak traktować, nie zwracać na
            mnie uwagi itd..."

            ...."kiedy przed domem moich rodziców
            wsiadaliśmy do samochodów, żeby jechać do pałacu ślubów jemu
            zadzwonił telefon. Odebrał i długo rozmawiał,w końcu się wkurzyłam,
            że nie wsiada do samochodu i krzyknęłam na niego, na co on
            odburknął: "ku..., rozmawiam!" Wtedy chyba nikt tego nie słyszał,
            ale pode mną się nogi ugięły i nie chcaiłam z nimi jechać (z nim i
            jego bratem). Cofnęłam się do samochodu rodziców, ale zanim wsiadłam
            pomyślałam, że nie mogę robić afery na ślubie siostry więc wróciłam
            do braci"

            Boże - W życiu nie chciałabym mieć takiego prostaka i chama za
            partnera, a co dopiero za męża i ojca moich dzieci!
            Nie wiem nad czym tu się zastanawiać..

            i w cale bym się nie zdziwiła gdyby któregoś dnia zaczął cię bić..
            • pipsia5 Re: On się nie zmieni! 03.06.09, 11:22
              To jest niemożliwe aby dorosły facet zmieniła się w czułego, dobrego,
              kochającego etc. w ciągu 2 tygodni!!! Wiem, że Ci ciężko, że przeżyłaś z nim
              również piękne chwile, ale uwierz że jeśli Twój facet (i to jeszcze przed
              ślubem) wykręca Ci takie rzeczy to być pewna, że po ślubie będzie jeszcze
              gorszy. Minie czas, zapomnisz i ułożysz sobie życie z kimś wartym siebie. On się
              teraz boi samotności dlatego tak Ci słodzi. Pomyśl tylko, jeśli wyszłabyś za
              niego, mielibyście dzieci i np. poprosiłabyś go o opiekę nad dzieckiem a on
              wtedy odpowiedziałby Ci - "nie wkur..... mnie, właśnie wychodzę na piwo..."
              Pomyśl o tym.
        • serendepity Re: między młotem a kowadłem 03.06.09, 11:49
          Tak, jestes naiwna dziewczynka i na dodatek jestes na prostej drodze do
          zmarnowania sobie zycia, ale oczywiscie to Twoje zycie i mozesz je marnowac
          jesli tak bardzo chcesz.

          Juz jestes jego ofiara, bo szukasz winy w sobie, gdy tymczasem to on ma problem,
          a nie Ty.
          • trelek-morelek Re: między młotem a kowadłem 03.06.09, 13:25
            tak to jest niestety typowa reakcjaofiary - widzisz Ty już szukasz w
            sobie winy ..jeszcze kilka jego komplementów i Ty bedziesz go
            przepraszac a nie on Cebie ...
            • ilekropek Re: między młotem a kowadłem 03.06.09, 14:03
              W odpiwedzi na pytanie kogo z mojej rodziny przypomina T.
              odpowiedziałam wyżej:
              "Wiem doskonale kogo T. przypomina. Oczywiście mojego tatę,
              oczywiście pomijając wulgaryzmy i chamskie zachowanie. Jego i mojego
              tatę łączy przede wszystkim miłość do piłki nożnej, mecz jest
              najważniejszy, wtedy ucisza się rodzinę. Miałam tak w domu, wkurzało
              mnie to, a potem sama weszłam w związek gdzie telewizor z meczem
              jest oknem na świat. Poza tym T. jest zaradny, jak mój tata. Do
              wszystkiego doszedł sam, nie ma bogatych rodziców, ani pleców.
              Podobnie jak mój tata. Jest oszczędny w okazywaniu uczuć, kolejna
              analogia. Niestety z alkoholem też jest u nich podobnie, nie
              potrafią powiedzieć dość. Nie piją często, nie chodzą do baru na
              piwo, ale czasem na imprezach typu urodziny czy imieniny
              przesadzają. Co mnie bardzo, ale to baaaaardzo złości.
              Teraz mój tata uważa oczywiście, że T. to prosty, ale dobry chłopak
              i ze powinnam dać mu szansę.
              Zanim zaczniecie krytykować mojego tatę chcę zaznaczyć, że jest dla
              mnie najważniejszym mężczyzną w życiu i tworzą z moją mamą bardzo
              udany związek od ponad 30 lat."

              Zaczęłam się nad tym zastanawiać i dochodzę do wniosku, że T. miał
              mi w pewnym sensie zastąpić tatę. Chyba tym się kierowałam, bo kiedy
              się poznaliśmy byłam jakby w szoku. Mój tata miał poważny wypadek z
              urazem kręgosłupa szyjnego, był spraliżowany od szyi w dół. Trzy
              miesiące przeleżał w szpitalu. Byłam tam każdego dnia, wiele godzin.
              Moja mama i siostra też, ale one miały jeszcze inne sprawy (studia,
              praca) a ja skupiłam się tylko na tym, żeby tata zaczął chodzić.
              Zastępowałam rehabilitanta, nauczylam sie wszystkich ćwiczeń,
              chodziliśmy razem, najpierw z chodzikiem, potem po schodach. Tata
              doszedł do niemal pełnej sprawności. Teraz jest na rencie, ale
              założył firmę i jakoś sobie radzi. Mnie jednak wszystko to dużo
              kosztowało, z czego nie zdawałam sobie sprawy. Dopiero kiedy
              zaczęłam pisać pracę mgr na temat wizerunku osób niepełnosprawnych w
              mediach zaczęłam się łamać. Właśnie wtedy poznałam T. To było 10
              miesięcy po wypadku, w marcu tata przeszedł poważną operację. My
              poznaliśmy się w czerwcu. Nie mogłam przebrnąć przez te wszystkie
              artykuły, nie mogłam nie myśleć o wszystkim co nas spotkało.
              Potrzebowałam wsparcia i T. mi je dał. Naturalnym wydawało się to,
              że on ma swoje oczekiwania wobec mnie. Po roku wiedzieliśmy już, że
              chcemy razem zamieszkać. I tak to się potoczyło... Nie tak, jak
              myślałam.
              • serendepity Re: między młotem a kowadłem 03.06.09, 16:16
                Mam nadzieje, ze Twoj ojciec nie pomiata matka i przez udany zwiazek nie masz na
                mysli tego, ze matka sprytnie ukrywa wszystkie spory z ojcem i nie jest jego
                ofiara.
                • ilekropek Re: między młotem a kowadłem 04.06.09, 10:30
                  Właśnie o to chodzi, że nie jest. Moja mama prowadzi własną firmę od
                  kilkunastu lat. Moi rodzice są partnerami i wszyscy, którzy ich
                  znają zazdroszczą trwałości uczucia, które wypadek jeszcze pogłębił.
                  Wiem, że wystawiłam się na publiczne oceny prosząc o radę, ale w
                  związku moich rodziców nie ma sięc zego czepić. To oni pokazali mi i
                  siostrze, na czym polega miłość. Siostra znalazła mężczyzne, który
                  od ponad 6 lat jest dla niej dobry i troszczy się o nią. Właśnie
                  wzięli ślub i pan młody płakał z radości, że staje się częścią
                  naszej rodziny i będzie mógł do moich rodziców będzie mógł mówić
                  mamo i tato.
                  • mala-beti masz TYLKO jedno życie! 04.06.09, 10:58
                    ilekropek napisała:


                    > Wiem, że wystawiłam się na publiczne oceny prosząc o radę, ale w
                    > związku moich rodziców nie ma sięc zego czepić. To oni pokazali mi
                    i
                    > siostrze, na czym polega miłość.

                    Skoro tak to robisz z tym mężczyzną skoro to nie taka miłość
                    jaką pokazali wam rodzice? Wiesz o tym dobrze to dlaczego nie
                    odejdziesz??

                    Siostra znalazła mężczyzne, który
                    > od ponad 6 lat jest dla niej dobry i troszczy się o nią. Właśnie
                    > wzięli ślub i pan młody płakał z radości, że staje się częścią
                    > naszej rodziny i będzie mógł do moich rodziców będzie mógł mówić
                    > mamo i tato.

                    ???? Zrozum - twój chłopak taki NIE JEST jak mąż siostry , a ty
                    chyba chciałabyś być też tak szczęśliwa jak ona, prawda?
                    Masz więc doskonały przykład jaki powinien być, jak powinien cię
                    traktować.
                    I dalej będziesz go bronić?? Nie rozumiem cię naprawdę.. Na własne
                    życzenie marnujesz sobie życie, a gdzieś tam czeka na ciebie twoja
                    miłość(nie mówię tu o nowopoznanym), której nie dajesz szansy bo
                    tkwisz w toksycznym związku.

                    Ale jak my "obcy" ludzie mamy cię zrozumieć skoro twoja najbliższa
                    rodzina cię nie poznaje i nie rozumie !

                    To twoje życie.. jedno życie.. mozesz je zmarnować..

                    • ilekropek Re: masz TYLKO jedno życie! 04.06.09, 11:18
                      Wiem o tym. Dojrzewam do tej decyzji. Macie rację nie powinnam się
                      kierować sercem, ale rozumem. Nie mogę zrozumieć dlaczego w tym
                      sercu ciągle jest T. Budzę się rano i myślę co zabrać, a co
                      zostawić. Co zrobić z poduszkami i pierzyną od babci, którą dała nam
                      na nowe mieszkanie, z moimi kwiatkami w doniczkach, jak spakować
                      wszystkie te rzeczy, ramki ze zdjęciami, mój rower treningowy... Jak
                      wyjść z tego życia i przetrwać? Teraz mam taki etap, że wściekam się
                      na T. o wszystko, o gary, o śmieci, o zakupy, o pytanie o której
                      wrócę z pracy. Jestem jak bomba zegarowa.

                      Powiedziałam mu, że nad morzem zadecyduję. On się domyśla, że to już
                      koniec i że sam to spieprzył, do czego się przyznał wczoraj mojej
                      siostrze.

                      Od 3 lipca przeprowadzam się do mieszkania siosrty, zeby zajac sie
                      ich psem, w trakcie ich podróży poślubnej. Dwa tygodnie z szalonym
                      bokserem. Zapowiedziałam już T. że zamieszkam tam sama.

                      Wcześniej T. 17 czerwca ma urodziny i ten dzień jeszcze z nim spędzę
                      w imię starych czasów, które były lepsze. Nie wiem, jak stawić czoła
                      jego rodzinie, oni mnie lubią i pewnie będą zaskoczeni takim obrotem
                      spraw...
                      • mala-beti Re: masz TYLKO jedno życie! 04.06.09, 12:27
                        ilekropek napisała:

                        > Wiem o tym. Dojrzewam do tej decyzji. Macie rację nie powinnam się
                        > kierować sercem, ale rozumem. Nie mogę zrozumieć dlaczego w tym
                        > sercu ciągle jest T.

                        Bo kochasz "obraz który masz w głowie, jaki chcialabys zeby T był i
                        nadzieję, że taki będzie.. ale NIE BĘDZIE!

                        Budzę się rano i myślę co zabrać, a co
                        > zostawić. Co zrobić z poduszkami i pierzyną od babci, którą dała
                        nam
                        > na nowe mieszkanie, z moimi kwiatkami w doniczkach, jak spakować
                        > wszystkie te rzeczy, ramki ze zdjęciami, mój rower treningowy...

                        To chyba najmniejszy problem, prawda? Popakować w pudła, worki,
                        poprosić rodzinę o pomoc w przenoszeniu lub fachową ekipę. Zabrać to
                        na czym ci zależy.

                        Jak
                        > wyjść z tego życia i przetrwać?


                        UCIĄĆ TO SZYBKO I BEZBOLEŚNIE (najlepiej przed wyjazdem)
                        i dłużej będziesz zwlekać, tym będzie ci się trudniej zdecydować.

                        Później- rodzina będzie cię wspierać i czas pomoże..


                        Teraz mam taki etap, że wściekam się
                        > na T. o wszystko, o gary, o śmieci, o zakupy, o pytanie o której
                        > wrócę z pracy. Jestem jak bomba zegarowa.

                        W sumie to chyba nie dziwne?


                        > Powiedziałam mu, że nad morzem zadecyduję.

                        Tak jak pisałam, powinnas zdecydowac wczesniej, a nad morzem
                        zapominać..

                        On się domyśla, że to już
                        > koniec i że sam to spieprzył, do czego się przyznał wczoraj mojej
                        > siostrze.


                        Eureka!

                        >
                        > Od 3 lipca przeprowadzam się do mieszkania siosrty, zeby zajac sie
                        > ich psem, w trakcie ich podróży poślubnej. Dwa tygodnie z szalonym
                        > bokserem. Zapowiedziałam już T. że zamieszkam tam sama.
                        >
                        > Wcześniej T. 17 czerwca ma urodziny i ten dzień jeszcze z nim
                        spędzę
                        > w imię starych czasów, które były lepsze.

                        Hmm.. jak dla mnie to ty chcesz z nim dalej być i poddawać się tej
                        tymczasowej fali fałszywej dobroci z jego strony...zamiast to uciąć
                        bo to dla ciebie najlepsze, aby zapomnieć , musisz się z nim NIE
                        WIDYWAĆ, przynajmniej do czasu jak ci to przejdzie.


                        Nie wiem, jak stawić czoła
                        > jego rodzinie, oni mnie lubią i pewnie będą zaskoczeni takim
                        obrotem
                        > spraw...


                        A dziwisz się , że będą zaskoczeni skoro przed całym światem (nawet
                        mama i siostrą) ukrywałaś jego prawdziwe oblicze i to jak cię
                        traktuje????

                      • serendepity Re: masz TYLKO jedno życie! 04.06.09, 12:54
                        Nie mysl o tym co pomysli czyjas rodzina tylko mysl o sobie. Czy jesli rodzina
                        pomysli o Tobie zle, to w imie tego zostaniesz z obecnym partnerem i bedziesz
                        dalej nieszcesliwa? Czy opinia innych jest dla Ciebie wazniejsza niz wlasne
                        szczescie?
    • vadera12345 Re: między młotem a kowadłem 03.06.09, 13:53
      Ilekropku. Cokolwiek zrobisz = zrobisz źle.

      Wariant pierwszy - godzisz się z T.
      Wkrótce wychodzisz za niego za mąż, rodzisz dzieci, Twój związek okazuje się się
      związkiem toksycznym, związkiem, gdzie T. ma w dupie Twoje potrzeby i Waszych
      dzieci. Rozwód, zostajesz samotna matka obarczona przychówkiem.

      Wariant drugi - zrywasz z T, wiążesz się z K.

      Jakkolwiek wybrałaś K, to w głębi serca marzysz o T. Po dwóch, trzech latach
      małżeństwa zdradzasz K z T - zdrada wychodzi na jaw, Urażony K odchodzi, T -
      śmiejąc się Ci w twarz mówi, jeżeli myślałaś, że będę z Toba to byłaś chyba
      głupia. Rozwód, zostajesz samotna matka obarczona przychówkiem.


      Ta gra, to gra o Twoją przyszłość, o szczęście Twoje i Twoich dzieci, dlatego
      niestety w przypadku takich ludzi jak T, trzeba dokonać wyboru nie sercem, ale
      rozumem.
      • serendepity Re: między młotem a kowadłem 03.06.09, 16:15
        Ja widze opcje trzecia:
        -rozstaje sie z obecnym partnerem i daje sobie czas dla siebie. W tym czasie
        podnosi sie z poprzedniego zwiazku, nabywa pewnosci siebie i szacunku dla samej
        siebie (zeby znowu nie zwiazac sie z kims, kto bedzie nia pomiatac) i dopiero
        wtedy mysli o kolejnym zwiazku.

        Teraz nowy partner jest alternatywa dla obecnego, ale wcale nie musi byc dobrym
        wyborem. Jestem taka niezla odskocznia, ktora moze niestety skonczyc tylko jako
        odskocznia.
    • agatek28 Re: między młotem a kowadłem 03.06.09, 15:54
      Niestety...zgadzam się z wypowiedziami moich poprzedników i
      poprzedniczek...Dodam tylko , że skoro jest przedstawicielem to musi mieć
      gadane...by wcisnąć ludziom jakiś kit. Rewelacyjnie robi to z tobą...!! Akurat
      to jest przykre;( Współczuję ci..ale do niczego nie zmuszę. Sama zdecyduj co
      zrobisz ze swoim życiem.Mimo wszystko trzymam kciuki i będę śledziła twoje
      postanowienia.;)
    • mala-beti Przeczytaj sobie.. 04.06.09, 11:13
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=96173099&a=96173099
    • kati1973 Re: między młotem a kowadłem 04.06.09, 20:58
      a z kim chcesz byc?
      Jesli nie wiesz pobądz sama, zeby pomyslec czego chcesz od zycia
    • anka780 Re: między młotem a kowadłem 05.06.09, 22:53
      Czytam twoją wypowiedź i widzę siebie sprzed kilku lat. Powiem Ci tak - w porę
      nie uciekłam z toksycznego związku (scenariusz bardzo podobny do Twojego) i
      teraz bardzo żałuję. Jestem prawie trzy lata po ślubie i mąż wyciął mi takie
      numery, że szkoda gadać... Nie chcę się na ten temat rozpisywać na forum, gdybyś
      chciała pogadać i usłyszeć coś więcej na ten temat to napisz na priv. W każdym
      razie będąc powtórnie w takiej sytuacji na pewno ewakuowałabym się póki czas.
      • ilekropek Jeśli sądziłam, że wcześniej było ciężko to... 15.06.09, 11:17
        Jeśli sądziłam, że wcześniej było ciężko to nie wiem, jak określić
        mój obecny stan.

        Nad morzem dużo rozmawiałam z mamą, jednego wieczoru sięgnęłyśmy tak
        głęboko w przeszłość, w to jak tata pojechał na stypendium do
        Niemiec mimo, że miałam się urodzić i jak później wyglądało życie
        młodej mężatki z dwójką dzieci. Powiedziałam mamie o rzeczach, które
        do tej pory ukrywałam, żeby chronić T. Po tej rozmowie mama nie
        miała wątpliwości, że muszę odejść, że znajdę w sobie siłę.
        Będąc tam napisałam kilka listów do T., w których wyjaśniałam
        dlaczego ja już nie mogę z nim być. Umówiliśmy się, że w tym
        tygodniu miał do mnie nie dzwonić i wysyłać smsów. Raz dostałam
        bukiet 11 czerwonych róż, wpadłam we wściekła histerię. Nie mogłam
        się opanować, dopiero po kilku godzinach ochłonęłam.
        W drodze powrotnej byłam rozdygotana i płaczliwa. T. przyjechał po
        mnie pod dom rodziców, taka była umowa, że jadę z nim do naszego
        mieszkania. Z mamą ustaliłam, że zostanę z T. do jego urodzin. Jak
        tylko wsiadłam do jego samochodu nie mogłam opanować płaczu,
        prosiłam tylko żebyśmy jechali do nas i pogadali na miejscu. On też
        był zdenerwowany i tak się cieszył, kiedy mnie zobaczył.
        Wnieśliśmy moje rzeczy na górę i zanim zdążyłam zdjąć kurtkę T.
        poprosił żebym zaczekała, że coś dla mnie ma, napisał dla mnie
        wiersz. Siadłam na łóżku, a on przeczytał ten wiersz i uklęknął… i
        wyjął pierścionek. Rozpłakałam się na całego i powiedziałam, że nie
        mogę go przyjąć. T. tłumaczył, że pierścionek zamówił jeszcze w
        kwietniu i miał zamiar oświadczyć się w moje urodziny, w sierpniu.
        To, że tak wyskoczył z tym pierścionkiem było aktem desperacji, bo
        wiedział co mam zamiar powiedzieć. Już w samochodzie na pytanie czy
        zgodzę się iść z nim na kolację z okazji mojego powrotu
        powiedziałam, że pogadamy o tym w domu. Wiedział, że nie może czekać
        ani chwili.
        Płakaliśmy oboje, jeszcze kilka miesięcy temu tak marzyłam o byciu
        jego narzeczoną, o tym momencie, o pierścionku i obietnicy, że będę
        jego żoną.
        Nie przyjęłam jego oświadczyn i on rozumie dlaczego, ale chce dalej
        o mnie walczyć. Powiedział, że będzie na mnie czekał ile będzie
        trzeba, że zgadza się na moją wyprowadzkę, ale mam mu nie oddawać
        kluczy. Chce mieć jeszcze nadzieję, że do niego wrócę. Żeby mi
        pokazać, jak się stara pomalował ścianę w sypialni, która już od pół
        roku na to czekała. Ściągnął też w końcu fachowca do kafelkowania.
        Chce mnie zabrać na wakacje i chce, żebym nosiła pierścionek jako
        dowód jego miłości. Na co się nie zgodziłam. Nie wiem, jak brzmi to
        co piszę, wiem, że nie jestem obiektywna, nie mam dystansu i
        chciałabym by ć twardsza niż jestem. T. chce żeby to była separacja,
        a nie definitywny koniec. A ja? Ja nie wiem czego chcę, bo nie mam
        planu B. A on tak się stara i tak na mnie patrzy…
        Powiedziałam mu, że muszę być egoistką i jak się wyprowadzę nie
        myśleć czy on ma co jeść, czy sobie radzi beze mnie. On musi się
        nauczyć żyć sam i ja muszę wiedzieć, że on chce być ze mną nie
        dlatego, że sobie nie poradzi sam, ale dlatego, że szanuje moją
        niezależność, że nie będzie chciał mnie sobie znowu podporządkować.
        Zarzeka się, że zależy mu na partnerstwie i będzie szedł na
        kompromis. Wczoraj byliśmy razem na rowerach i było sympatycznie. Ja
        wiem, że mam dopiero 28 lat i może nic nie wiem o życiu, ale może
        są jeszcze jakieś nadzieje, że on coś zrozumiał?
        • efi-efi Re: Jeśli sądziłam, że wcześniej było ciężko to.. 15.06.09, 11:59
          Żal mi Cię dziewczyno....
          • marianka_marianka Re: Jeśli sądziłam, że wcześniej było ciężko to.. 15.06.09, 12:18
            Wypunktuj na kartce to wszystko co Ci robił i jak się wtedy czułaś.
            Czytaj to sobie aż do znudzenia. Najlepiej przed jego opowieściami o wykafelkowanej ścianie, która na Ciebie czeka w waszym gniazdku miłości.
            Zapytaj go o jedną rzecz: Dlaczego nie okazywał Ci takiej miłości kiedy z nim byłaś?
            To wszystko tylko pozory, które mają jeden cel - zwabić Cię z powrotem.
            Chcesz tego?
            Masz 28 lat, a emocjonalność nastolatki.
            I jeszcze jedno: Jeżeli się z kimś przestaje być, to się z nim nie spotyka, bo: ma urodziny, jego pies ma gorączkę, kot zwichnął nogę, rybka wyskoczyła z awarium a on sam depresję itp.
        • chalsia Re: Jeśli sądziłam, że wcześniej było ciężko to.. 15.06.09, 12:13
          myślałam, że masz maksymalnie 22-23 lata, a tu taki zonk.
          • ilekropek Re: Jeśli sądziłam, że wcześniej było ciężko to.. 15.06.09, 12:43
            Już w pierwszym poście pisałam, że mam 28 lat. Poza tym co to ma za
            znaczenie? Ok nie jestem nastolatką i pewnie za pare lat chciałabym
            mieć dzieci, może to "tylko" wynika z tego, że ostatnio rozmawiałam
            z osobami dużo ode mnie starszymi. Nie wiem, jaki jest cel
            atakowania mnie za mój wiek. Chyba, że czegoś nie rozumiem...
            • chalsia Re: Jeśli sądziłam, że wcześniej było ciężko to.. 15.06.09, 13:56
              > Chyba, że czegoś nie rozumiem...

              no własnie.
              Nie rozumiesz.
              Masz kobito 28 lat a jesteś naiwna/Latwowierna jakbyś miała
              maksymalnie ze 23.
              Wydoroślej, a póki to nie nastapi - posłuchaj się swojej mamy.
              Plus to co napisała przedpiszczyni - jak się zrywa, to sie nie
              jeździ razem na wycieczki itp.
            • marianka_marianka Postaram się wyjaśnić 15.06.09, 14:01
              ilekropek napisała:
              " Nie wiem, jaki jest cel atakowania mnie za mój wiek. Chyba, że czegoś nie rozumiem..."

              Widać, że nie rozumiesz. Postaram się wyjaśnić.
              Piszesz, że:
              -dostałam bukiet 11 czerwonych róż, wpadłam we wściekła histerię
              -byłam rozdygotana i płaczliwa
              -Płakaliśmy oboje
              -napisałam kilka listów do T., w których wyjaśniałam dlaczego ja już nie mogę z nim być
              -napisał dla mnie wiersz siadłam na łóżku, a on przeczytał ten wiersz i uklęknął… i wyjął pierścionek. Rozpłakałam się na całego
              -marzyłam o byciu jego narzeczoną, o tym momencie, o pierścionku i obietnicy, że będę jego żoną

              Tego typu zachowania niezbędne są w serialach wenezuelskich, gdzie dorosłe kobiety zachowują się jak egzaltowane podlotki.
              Jeżeli Twój związek polega na ciągłym płaczu, zamartwianiu się, rozchwianiu emocjonalnym itp to nie jest on normalnym związkiem. Kiedyś jakiś psycholog wypowiadał się o związkach (nie pamiętam kto) i spodobało mi się określenie, że dobry związek to taki, gdzie nie ma skrajnych emocji takich jak czarna rozpacz lub ekstaza naprzemiennie. Jest spokojna miłość, zadowolenie z życia, zaufanie i pewność. Dobry związek nie może nas wyniszczać pod żadnym względem, ale dawać siłę do życia poza nim.
              • ilekropek Re: Postaram się wyjaśnić 15.06.09, 14:34
                Ok, dziękuję za to wyjaśnienie.
        • ilekropek Czy naprawdę nie ma nikogo, kto by uważał, że.. 16.06.09, 11:07
          on może się zmienić? Pisałam wcześniej, że on jest DDA, że nie miał
          łatwego dzieciństwa. Wiem, że weszłam w rolę i zaczęłam mu matkować.
          A on mnie odpychał, ale teraz twierdzi, że zrozumiał. Ma łzy w
          oczach, kiedy na mnie patrzy. W jakiś sposób czuję się
          odpowiedzialna za to, co z nim będzie. Nie ma na tym forum nikogo
          kto dał kolejną szansę i się udało?
    • all_those_y_esterdays Re: między młotem a kowadłem 16.06.09, 21:24
      cześć,
      moja historia jest baaardzo podobna,ale nie chce Ci odpowiadać na
      forum,
      napisz do mnie jesli chcesz na adres: nina_z@wp.pl
      napisz proszę, to bardzo ważne co chcę Ci powiedziec!
      ale wiem na pewno, że Twój Tomek nie poradzi sobie bez terapii DDA.
      Cokolwiek zdecydujesz namów go na wizytę u psychologa,dobrze, że sam
      wyraził taką chęć. to co czują ci ludzie dla nas, dziewczyn z
      normalnych rodzin, jest nie do pojęcia. on ma duży problem, ale to
      nie jest nieodwracalne i mogą siebie zmienić. On pewnie nawet nie
      wie dlaczego pojawiły się w nim takie mechanizmy. Problem DDA bez
      pomocy może zrujnować życie, dlatego trzeba w porę działać. namów
      go, choćby po to, by - jesli spotka inną dziewczynę - nie popelniał
      tych samych błędów.
      ps.trzymaj się ciepło,
      pozdrawiam

      • phantomka Re: między młotem a kowadłem 16.06.09, 23:06
        Polecam lekture tego forum www.forum.niebieskalinia.pl/
        Pamietaj, skup sie na objawach, malych elementach tych historii,
        ktore pozniej rosly do rozmiarow potwornych tragedii. Bo widze, ze
        nie chcesz poznac prawdy nt. ewentualnych konsekwencji bycia z tym
        czlowiekiem (bez odpowiedniej terapii dla niego) dlatego nie skupiaj
        sie na tym, co ci partnerzy robia teraz swoim rodzinom (chodzi mi o
        gwalty, przemoc fizyczna) tylko poczytaj o tym, jak to sie wszystko
        zaczynalo i jak one sobie to tlumaczyly. Jestes na dobrej drodze do
        bycia ofiara, bo juz teraz masz potrzebe wybielania, ukrywania,
        tlumaczenia.
    • ilekropek wyprowadziłam się 21.06.09, 12:41
      Czuję pustkę, nie wiem co dalej. Wczoraj przewiozłam rzeczy do
      rodziców. Jestem tu i tyle. Boli cały czas.
      • kacpercio1 Re: wyprowadziłam się 22.06.09, 08:54
        ilekropek napisała:

        > Czuję pustkę, nie wiem co dalej. Wczoraj przewiozłam rzeczy do
        > rodziców. Jestem tu i tyle. Boli cały czas.

        Bardzo dobry krok - gratuluję!!!
        Co dalej- daj sobie czas.. powoli teraz będziesz układać sobie życie
        od nowa, na razie sama-bez żadnego partnera, aby poznać samą siebie
        i wiedzieć co chcesz w życiu robić i kim być
        Będzie bolało, ale minie, całuje i trzymam kciuki! :)
        • dortis Re: wyprowadziłam się 22.06.09, 11:21
          Wiadomo,boli,bo jednak bardzo,choć nie zasługiwał na to
          uczucie,kochałaś T...Z czasem jednak będzie ci łatwiej.Powtarzaj
          sobie,że postąpiłas słusznie i że bolałoby o wiele bardziej,gdyby
          się za kilka lat okazało,do czego jeszcze ten facet jest zdolny i
          ile jeszcze uczuc w Tobie by zniszczył...Lepiej pocierpiec
          trochę,zachowac choć cień miłych wspomnień o T,niż skończyc z
          poszarpanymi nerwami i coraz niższą samooceną...Porozmawiaj też
          szczerze z K o tym,co przeszłas i o swoich wątpliwościach na temat
          związków itd,żeby go za bardzo nie zwodzić.Poukładaj sobie w głowie
          wnioski po tej historii,może przyda Ci sie lektura "Kobiety,które
          kochają za bardzo".Trzymaj się mocno,powodzenia!!!
    • ilekropek wolna 02.07.09, 09:56
      Zaczęłam ten wątek ponad miesiąc temu, przyznaję, że byłam wtedy
      mocno zagubiona i nie chciałam wierzyć, że to już koniec
      mojej "bajki" jaką miało być życie z T.

      Podjęłam decyzję o wyprowadzce i mieszkam od dwóch tygodni z
      rodzicami, wypłakałam już swoje, wyzłościłam się, a teraz jestem
      gotowa na nowe. Cokolwiek przygotował dla mnie los.

      Już się nie boję!

      Dzięki za wsparcie i przykre słowa, które musiałam usłyszeć, żeby
      się obudzić.

      Innym kobietą, które znalazły się w podobnej sytuacji życzę
      powodzenia i odwagi. Głęboko wierzę, że za tym zakrętem czeka mnie
      moja droga!

      Pójdę w banał cytując Osiecką, ale co mi tam:

      Trzeba mi wielkiej wody;
      tej dobrej i tej złej.
      Na wszystkie moje pogody,
      niepogody duszy mej.

      Trzeba mi wielkiej drogi
      wśród wiecznie młodych bzów.
      Na wszystkie moje złe bogi,
      niebogi z moich snów.

      Oceanów mrukliwych
      i strumieni życzliwych.
      Czarnych głębin niepewnych
      i opowieści rzewnych.

      Drogi biało srebrzystej,
      dróżki nie uroczystej,
      piachów siebie niepewnych
      i ptasich rozmów śpiewnych.

      I tylko taką mnie ścieżką poprowadź,
      gdzie śmieją się śmiechy w ciemności
      i gdzie muzyka gra, muzyka gra...
      Nie daj mi Boże, broń Boże skosztować
      tak zwanej życiowej mądrości.
      Dopóki życie trwa, póki życie trwa.

      Trzeba mi wielkiej wody;
      tej dobrej i tej złej.
      Na wszystkie moje pogody,
      niepogody duszy mej.

      Trzeba mi wielkiej psoty,
      trzeba mi psoty - hej!
      Na wszystkie moje tęsknoty,
      ochoty duszy mej.

      Wielkich wypraw pod Kraków,
      nocnych rozmów rodaków,
      wysoko-nogich lasów
      i bardzo dużo czasu.
      • ilekropek Re: wolna 02.07.09, 09:59
        ilekropek napisała:

        Innym kobietom - oczywiście!
        • ilekropek kolejna wyprowadzka 05.02.10, 14:17
          Witam,
          od dłuższego czasu nie odwiedzałam forum. Zajęłam się układaniem życia, jak
          radziłyście ;-) Dzisiaj przenoszę się do mieszkania, które wynajęłam. W między
          czasie zdążyłam zmienić pracę na lepiej płatną i zawrzeć nowe znajomości.

          K. wytrwał, razem remontowaliśmy mieszkanie, on zdecydował, że będzie dojeżdżał
          do pracy z Katowic do Krakowa. Zaczynam kolejny etap, trochę się boję, ale jak
          się przekonałam, zmiany wychodzą mi raczej na dobre.

          Nie tracę wiary w miłość ;-)
          • mojko-2 Re: kolejna wyprowadzka 05.02.10, 14:50
            Lubię szczęśliwe zakończenia :-)
            Swoja drogą forumowiczki i forumowicze dobrze ci radziły. T bez terapii na pewno
            komuś zrobi krzywdę . Wiem co mówię , sama jestem DDA

            powodzenia
            • baszi Re: kolejna wyprowadzka 06.02.10, 15:13
              aż mi się łezka w oku zakręciła :)
              brawo!!!
            • ilekropek Re: kolejna wyprowadzka 08.02.10, 14:37
              :-) co do T. to oczywiście ciągle nie daje o sobie zapomnieć. W nocy
              z piątku na sobotę dzwonił do mnie o 4.00, nie odebrałam.
              Rano dostałam smsa, że przeprasza, że dzwonił, ale oglądał nasze
              zdjęcia i chciał mnie usłyszeć. W pewnym sensie jest mi go żal i
              chciałabym, żeby on też poukładał sobie życie. Wiem, że ostro
              imprezuje i pociesza się przygodnym seksem. Pewnie krzywdzi te
              dziewczyny, a może one się na to godzą.

              Nie chce go ranić bardziej. On wie, że jestem z kimś innym, ale nie
              chce tego uszanować. W sylestra też zadzwonił przed północą i mówił,
              że nigdy nie będzie już szczęśliwy, bo mnie stracił.

              Każde "dobre" zakończenie ma swoje ciemne strony.
              • sukienkawgrochy Re: kolejna wyprowadzka 15.02.10, 00:15
                Najważniejsze, że postąpiłaś słusznie i rozsądnie odchodzącod T. W
                pierwszym poście jak Cie czytałam,pomyślałam soebie o Tobie "co za
                głupie i naiwne dziewczę. Niechże ona sobie sama skrupulatnie
                przeczyta to co napisała i puknie się porządnie w głowę, jeśli
                zrozumiała treść tego co napisała, a nadal chce zostać z tym
                toksycznym związku z tym egoistą widzącym wyłącznie czubek własnego
                nosa" Z góry sorry za ten osąd. Ale mile mnie mnie zaskoczyłaś. Nie
                postąpiłaś naiwnie. Potrafiłas podjąć bądź co bądź bardzo
                trudną,życiowądecyzję i odejść od niego, próbując na nowo ułożyć
                sobie życie. Gratuluję. Z tym człowiekiem nic dobrgo by cie nie
                czekało - Skoro juz wczesniej przejawial słabe zainteresowanie twoja
                osobą, to po ślubie lepiej by nie było. A te jego zabiegi kwiatowo
                pierścionkowe to tylko tanie chwyty kogoś komu grunt pali sie pod
                nogami bo nie w smak mu utrata kogoś kto do tei pory był
                jego "własnością" na każde zawołanie. Z naiwnego dziewczęcia, jak o
                tobie myślałam początkowo, stałaś się mądrą kobietą umiącą podjąć
                właściwą decyzję. I tak trzymaj. Nie daj sobą pogardzać, nie ulegaj
                ładnym slowom i czczym obietnicom i nie daj sobą manipulować.
                Okazałaś się silna mimo wcześniejszym słabościom i dylematom. Mam
                nadzieję, że czujsz, żedobrze wybrałaś. Życzę powodzenia i zawsze
                klarownych sytuacji.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka