Dodaj do ulubionych

jestem materialistką?

17.07.09, 11:04
Mam 30 lat, dwójkę małych dzieci i męża. Mieszkamy w moim starym
mieszkaniu, które dostałam od rodziców przed ślubem. Jest zapisane
na mnie. Wartość 130tys.zł.
Na horyzoncie pojawiła się szansa, że babcia męża przepisze na niego
działkę ze starym domem, w centrum miasta, wartość około
400tys.zł.Dom jest do rozbiórki albo całkowitego remontu.
Musielibysmy wziąć spory kredyt, nawet 300tys.zł. Kredyt bęziemy z
mężem spłacać współnie. Ale on nie chce słyszeć o tym, żeby mi
przepisac połowę nieruchomości. Mówi, że jeśli będe tego wymagała od
niego to jestem materialistką.
Z drugiej strony czemu mam spłacać kredyt, a potem po 20 latach on
się ze mną rozwiedzie (różnie w życiu jest), a ja nie będę
zabezpieczona materialnie, bo dom, w który inwestowałam całe życie
będzie tylko jego własnością? Kto ma rację?
Obserwuj wątek
    • cegielka612 Re: jestem materialistką? 17.07.09, 11:16
      Nie jesteś - trzeba myśleć o sobie, bo różne rzeczy się w życiu
      zdarzają.
      Wyjście pierwsze: skoro on nie chce przepisać działki to Ty nie
      sprzedawaj mieszkania - wynajmuj i z tego dokładaj się do kredytu,
      bo to jest majątek wspólny (tj. dochód z nieruchomości). I tak
      będziesz mieć roszczenie o zwrot nakładów, ale to cieżka i długa
      droga w razie katastrofy.
      Wyjście drugie - sprzedajesz mieszkanie - aktem notarialnym nabywasz
      od męża połowe działki - bierzecie wspólnie kredyt, który spłacacie
      razem. Aczkolwiek pieniądze są wtedy tylko męża, jeśli wyda je na
      dom to w końcu i jemu przysługuje roszczenie o zwrot nakładów - ale
      za to dowodzenie tego, że je faktycznie na ten cel przeznaczył
      przerzucasz na jego strone - to oczywiście wszystko w najgorszym
      wypadku.
    • kicia031 Re: jestem materialistką? 17.07.09, 11:20
      Moim zdaniem ty masz racje.

      My na szczescie nie jestesmy malzenstwem, ale mieszkanie w ktorym
      mieszkamy jest kupione przeze mnie, ja wzielam kredyt i ja go
      splacam.
      • mauveflower Re: jestem materialistką? 17.07.09, 11:31
        Faktem jest, że nie układa nam się ostatnio zbyt dobrze, w sumie
        jest coraz gorzej. W sumie nie dziwię się, że on chce się
        zabezpieczyć, ale jeśli zdecydujemy się razem tam przeprowadzić i
        współnie remontować dom to jego zachowanie jest irracjonalne i
        egoistyczne.
        Jego postawa nie wpływa na polepszenie naszych relacji...mamy
        jeszcze trochę czasu, może nawet rok albo 2 zanim sytuacja do końca
        się wyklaruje. Ale dla mnie to nie jest normalna postawa, jeśli mamy
        byc razem. A ja nie jestem łowczynią "majątków".
        Swojego mieszkania nie sprzadam, myslałam własnie o podnajmie, żeby
        z kasy spłacać kredyt.
        • marzeka1 Re: jestem materialistką? 17.07.09, 11:58
          Ty masz rację, bo kredyt ma być duży i ty też masz go spłacać. Poza tym, jednak
          bałabym się tak dużych zobowiązań finansowych w sytuacji, gdy masz w związku kryzys.
      • kag73 Re: jestem materialistką? 17.07.09, 13:45
        kicia031, to tez nie najlepsze wyjscie. Nie szkodzi,ze nie jestescie
        malzenstwm, jestescie z soba i pewnie planujecie z soba zostac.
        To on chociaz musialby dolozyc sie do spaty albo placic Ci cos w
        rodzaju czynszu. Wiem, ze jak splacisz bedzie tylko Twoje, ale
        jezeli byscie sie rozstali, to znaczyloby, ze on sobie caly czas
        mieszkal za darmoche, albo hmm...byl Twoim gosciem.
        Chyba, ze on z kolei placi za inne rzecz a Ty nie.
        • kicia031 Re: jestem materialistką? 17.07.09, 13:53
          Trudno znalezc dobre wyjscie. ja zarabiam duzo wiecej i ja nie tylko
          splacam kredyt, ale tez w wiekszym stopnu dokladam sie do utrzymania
          rodziny. Staramy sie wynegocjowac dobre rozwiazanie, i je wdrozyc,
          ale nie jest to latwe.
          Z 2 strony - kocham tego faceta, chce z nim byc i zapraszam go, by
          mieszkal u mnie - to tez chyba rozwiazanie do przyjecia?
          • amb25 Re: jestem materialistką? 18.07.09, 12:22
            Biorac pod uwage Twoje radykalne raczej poglady w roznych kwestiach, rozwiazanie
            troche dziwne. :)
            Ale kazdy ma prawo zyc jak chce.
    • ibelin26 Re: jestem materialistką? 17.07.09, 12:09
      Skoro dom ma być tylko męża to nich sam spłaca kredyt.
      • burza4 Re: jestem materialistką? 18.07.09, 18:57
        ibelin26 napisała:

        > Skoro dom ma być tylko męża to nich sam spłaca kredyt.

        a co to zmieni? w przeciętnej rodzinie mąż nie zarabia tyle, żeby
        spłata z "jego" pensji nie oznaczala większego obciążenia drugiej
        osoby pozostalymi wydatkami. Czyli jedno się dorabia kosztem
        drugiego.

        zresztą - pensja męża i tak jest wspólna, więc z czego niby "sam"
        miałby spłacać?
    • wanioliowa Re: jestem materialistką? 17.07.09, 13:19
      kredyt po pół do i dom po pół - powiedz mu, ze jak będzie wymagał od ciebie
      płacenia miesięcznie za coś, co nie jest twoje - to sam jest materialistą - i
      tyle w tym temacie.

      z drugiej strony chyba wartości nabywane w trakcie trwania małżeństwa i tak są
      wspólne i nie wiem czy przypadkiem podczas ew. rozwodu i tak połowa tej
      nieruchomości nie będzie należeć do ciebie.
      • mauveflower waniliowa 17.07.09, 13:38
        darowizny i spadki nie wliczają się do współności majątkowej.
    • marianna72 Re: jestem materialistką? 17.07.09, 13:29
      Uwazam ,ze masz racje Ty.Sama w tym roku po 10 latach malzenstwa
      poprosilam meza o przepisanie na mnie polowy domu ,w ktorym
      mieszkamy.Maz zgodzil sie bez problemu dom byl jego kupiony przed
      slubem ale ja w miedzy czasie w niego sporo zainwestowalam.
      Sprzedalam teren, ktorym mialam aby splacic kiedyt , ktory
      zaciagnelismy aby wyremontowac dom a i wczesniej z moich
      oszczednosci przedslubnych pokrywalismy rozne koszty dotyczace
      naprawy domu. Nie robilismy szczegolowych obliczec i le co i kiedy
      ustalilismy ,ze sprawiedliwie bedzie jesli dom bedzie pol na pol
    • leni6 Re: jestem materialistką? 17.07.09, 13:36
      Podchodząc do tego od strony rachunków to: maż otrzymuje dom za 400 tys. zł.
      Bierzecie kredyt 300 tys. czyli po 150 tys. na każde z was. Udział męża w tym
      domu jest więc (400+150)/700 = ok 79%. Zatem nie dziwie się, że mąż nie chce
      przepisać na ciebie połowy domu. Tym bardziej, żę ty również masz swój majątek
      odrębny - on też chce mieć swój, który mu się należy.
      • mauveflower Re: jestem materialistką? 17.07.09, 13:40
        no ale czy w małżeństwie tak się postępuje? Takie wyliczanie co do
        grosza? to tak jakbym teraz żądała połowy kasy na czynsz, bo mieszka
        w "moim" mieszkaniu...

        Jesli ludzie się kochają to chcą sobie wszystko podarować...

        A moje mieszkanie też moge na niego przepisać.
        • marianka_marianka Re: jestem materialistką? 17.07.09, 21:55
          mauveflower napisała:
          "... tak jakbym teraz żądała połowy kasy na czynsz, bo mieszka w "moim" mieszkaniu..."
          Rozumiem, że tylko Ty pokrywasz opłaty związane z mieszkaniem?
          A mąż?
          Uważam, że skoro małżonek podchodzi do tematu w stylu płać i nie dyskutuj, postaw sprawę jasno - przepisuje na Ciebie albo bierze kredyt na siebie.
          No i nie sprzedawaj mieszkania.

          A ktoś wyżej napisał, że zasugerował mężowi przepisanie połowy domu po 10 latach małżeństwa - świetny pomysł! Muszę przyznać, że nie myślałam do tej pory w takich kategoriach. Dom jest męża, ale wspólnie go urządzaliśmy.
          • marianna72 Re: jestem materialistką? 18.07.09, 15:42
            marianka_marianka napisała:

            > > A ktoś wyżej napisał, że zasugerował mężowi przepisanie połowy
            domu po 10 latac
            > h małżeństwa - świetny pomysł! Muszę przyznać, że nie myślałam do
            tej pory w ta
            > kich kategoriach. Dom jest męża, ale wspólnie go urządzaliśmy.

            To ja napisalam .U mnie powod byl jeszcze jeden ,mam syna z
            poprzedniego malzenstwa , ktory nie dziedziczy po moim obecnym
            mezu .Kiedy wiec sprzedalam teren po moich Dziadkach i pokrylam
            kredyt , ktory wzielismy na remont domu oraz dolozylam sie do innych
            prac stwierdzilam ,ze moj syn wychodzi na tym niekorzystnie.
            Bo w przyszlosci gdyby mnie juz zabraklo dziedziczyl by ten teren
            razem ze swoimi bracmi w tej sytuacji nie dziedziczy nic tylko moi
            dwaj nastepni synowie.Takie tam przeliczenia , z ktorymi moj maz sie
            calkowicie zgadzal.Moj maz wniosl do naszego malzenstwa nieruchomosc
            ja gotowke , ktora sie rozeszla na wspolne potrzeby .

        • leni6 Re: jestem materialistką? 18.07.09, 01:55
          > grosza? to tak jakbym teraz żądała połowy kasy na czynsz, bo mieszka
          > w "moim" mieszkaniu...

          Nie, zyski z nieruchomości są wspólne a nie tylko twoje. Mieszkania jak dotąd
          nie przepisałaś, to była twoja decyzja, a teraz się dziwisz mężowi ze on chce
          zrobić to samo.
      • kicia031 Re: jestem materialistką? 17.07.09, 13:50
        79% - 21% to jest propozycja do negocjacji. 100% - 0% nie jest IMO.
      • morekac Re: jestem materialistką? 17.07.09, 14:23
        Nowe mieszkanie to koszt:400 (on) + 130 (ona)+300 (wspólny kredyt)
        =830 zł.
        Jego wkład: 400+150=550 (ok 66%)
        Jej wkład: 130+150=280 (ok 34%)
        • agusia-g Re: jestem materialistką? 17.07.09, 16:29
          Być może życie jest życiem a jak dla mnie też dziwną sprawą jest, aby sobie w
          małżeństwie wyliczać. Ja wraz z mężem tez mamy spory kredyt na mieszkanie i jego
          urządzenie ale nigdy nie podejmowaliśmy dyskusji co będzie jak. Jak dla mnie to
          żaden materializm z Twojej strony zapisanie Ci połowy domu powinno być
          automatyczne. Ja w ogóle w całej tej sprawie zaproponowałbym , że sprzedajemy
          mieszkanie w którym dotychczas żyliśmy bierzemy kredyt na remont domu, który
          zapisujemy po połowie na siebie. Chociażby by uniknąć takiej sytuacji, że gdyby
          nie daj boże coś mężowi stało (śmierć mam na myśli ) to Ty i dzieci zostajecie
          tylko z połową bo drugą dziedziczą albo rodzice albo rodzeństwo w linii męża.
          Nie wiem ale ja tak to widzę , a jeśli mąż nadal by się upierał to nigdy bym nie
          zaciągnęła wspólnego kredytu. W takiej sytuacji masz prawo jak już ktoś
          wspomniał Ty go osądzać o materializm.
          • olenka_a agusia-g 17.07.09, 18:05
            jeśli żyją dzieci i małżonek zmarłego to tylko oni dziedziczą.
            Rodzice i rodzeństwo wchodzą w miejsce spadkobierców tylko w
            przypadku, gdy zmarły nie miał ww.krewnych.
            • agusia-g olenka_a 17.07.09, 18:33
              tak tak masz rację trochę się zakręciłam:)
    • kornel-ka123 Re: jestem materialistką? 17.07.09, 23:50
      mauveflower napisała:
      > Z drugiej strony czemu mam spłacać kredyt, a potem po 20 latach on
      > się ze mną rozwiedzie (różnie w życiu jest), a ja nie będę
      > zabezpieczona materialnie, bo dom, w który inwestowałam całe życie
      > będzie tylko jego własnością? Kto ma rację?

      Będzie jego własnością a Tobie będzie przysługiwał zwrot nakładów na
      budowę domu. Musisz jednak wiedzieć, że zwrot będzie dokonywany na
      podstawie wartości rynkowej z dnia orzeczenia sądu i to tylko samego
      budynku a nie całej nieruchomości. Czyli teoretycznie jeżeli - czego
      nie życzę - rozwiedziecie się po 20 latach, otrzymasz połowę
      wartości rynkowej 20-letniego budynku. Działka natomiast będzie
      tylko i wyłącznie męża i warto zauważyć, że jej wartość po tych 20
      latach będzie prawdopodobnie relatywnie dużo wyższa niż wartość
      domu. Teoretycznie jeżeli swój udział w budowę domu zainwestowałabyś
      teraz w ziemię, to po 20 latach taka inwestycja opłaciłaby Ci się
      dużo bardziej niż inwestycja w cudze cegły.

      Warto jeszcze zauważyć, że jeżeli działka pozostanie tylko
      własnością męża to w razie rozwodu nie będziesz miała prawa dalej
      mieszkać w tym domu i nawet dzieci nie pomogą - nawet jeżeli
      zasponsorujesz całą budowę.

      Spróbuj podpytać prawnika czy mąż może zapisać Ci udziały w działce
      skoro masz również partycypować finansowo w budowie domu, może w
      takiej sytuacji jakiś rodzaj umowy? A może przepisz na męża swoje
      mieszkanie w zamian za dopisanie Ciebie do działki? Osobiście
      odradzam inwestowanie dużych kwot, a już nie daj Boże sprzedaż
      mieszkania, w cudzy majątek.

      A może pomyśl też nad tym, że z drugiej strony jeżeli nie macie
      rozdzielności majątkowej w razie rozwodu będziesz mogła starać się o
      zwrot połowy nakładów na budowę domu nawet jeżeli nie włożysz w nią
      ani złotówki czy będziesz inwestować (spłacać kredyt) w stopniu
      minimalnym.

    • 18_lipcowa1 nie, jestes rozsadna. 18.07.09, 09:15
      jesli macie kredyt splacac razem to nie jestes materialistka
    • burza4 Re: jestem materialistką? 18.07.09, 19:09
      Kwestia podstawowa - czy mąż w ogóle jest skłonny do rozmów na ten
      temat, jakichkolwiek negocjacji? bo jeśli nie - to w ogóle nie ma o
      czym mówić.

      natomiast wydaje mi się, że oczekiwanie połowy działki wartej 100
      tys. więcej niż maksymalna kwota inwestycji jest po prostu
      nadmiarowe, bo CAŁA nieruchomość będzie warta o wiele więcej niż 700
      tys. - to co "spłacisz" będzie nieadekwatne do połowy wartości domu
      z działką.

      może poradzić się notariusza, w jaki sposób uregulować sprawę
      kredytu żebyś była zabezpieczona?

      choć nakłady z majątku wspólnego na majątek odrębny małżonka wcale
      nie są tak trudne do wywalczenia.
      SZczegolnie jeśli w grę wchodzi kredyt - dowody są niepodważalne, i
      dość łatwo uzyskać rekompensatę nakładów.
      • mauveflower Re: jestem materialistką? 18.07.09, 20:30
        Hmm, czy mąz jest skłonny do negocjacji? Nie wiem, w sumie to ja nie
        mam ochoty na nim nic wymuszać ani negocjować.

        Druga sprawa, to wyliczanie, że mąz więcej zainwestuje...
        zapomniałam, że będziemy musieli spłacic jeszcze jednego
        współwłaściciela, tak więc z tych 400tys.zł, mąż będzie miał prawo
        tylko do części nieruchomości, pewnie 100tys.zł wyniesie spłata
        tantej drugiej osoby.

        Ale moim zdaniem to jest głupie takie wyliczanie w małżeństwie -
        71%, 56%...
        • kornel-ka123 Re: jestem materialistką? 18.07.09, 21:34
          jasne, że głupie. Tak nie powinno być. Ukochany mąż nie powinien się
          targować szczególnie gdy są dzieci.
          Ale co zrobisz, życie potrafi napisać taki scenariusz..
          A niektórzy są nieodporni na sukces.

          Masz tu garś rad i wiedz co Cię czeka. Np. zwrot nakładów z majątku -
          bardzo szybko i łatwo się to pisze. W praktyce - na taki zwrot
          będziesz czekała co najmniej 4-5 lat od momentu złożenia (przez
          Ciebie czy przez niego) pozwu rozwodowego bo jeżeli ktoś waha się na
          początku to nie sądź, że później będzie Cię spłacał po dobroci, a
          tyle niestety trwają sprawy w sądzie. Do tego kilkanaście tysięcy na
          adwokata i sąd + cała masa bieganiny i nerwów, wyprowadzka z
          urządzonego przez Ciebie domu, a nie daj Boże jeszcze z małymi
          dziećmi, z którymi na szczęście masz gdzie się podziać, albo jeszcze
          spłacanie kredytu pomimo tego że w 'majątku' już nie mieszkasz i nie
          czerpiesz zysków z najmu mieszkania.

          Dlatego myślę, że warto uregulować sprawy majątkowe na samym
          początku i spać spokojnie, nawet jeżeli to będzie tylko 40/60 dla
          Ciebie.



    • mala-beti Re: jestem materialistką? 18.07.09, 21:17
      Nie jesteś, myślisz i podchodzisz do tego racjonalnie i normalnie.
      Natomiast mąż ma dziwne podejście do sprawy, co jest lekko
      niepokojące.Ja bym się nie zgodziłą na taki układ, kedyt splacamy
      razem , papiery własnościowe na nas obojga.
      pozdrawiam
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: jestem materialistką? 20.07.09, 00:07
      Myślę, że sprowadzanie, przez męża, takiej sprawy jedynie do Pani rzekomego
      materializmu, może mieć na celu wzbudzenie w Pani poczucia winy i uznania Pani
      za osobę małostkową i przyziemną, a w konsekwencji zażegnania tematu. Wydaje się
      jednak, że gwarantowanie sobie stabilności materialnej i własnościowej, poczucia
      bezpieczeństwa swojego i dzieci, prawidłowego obrotu gotówką i zobowiązaniami
      pieniężnymi, jest raczej wyraz.em roztropności i małżeńskiej wzajemności
      Mam wrażenie, że sprawa raczej sprowadza się do szczególnego braku wzajemnego
      zaufania. Więc może warto to między Wami wyjaśnić. I jeśli rozmawiać , to nie o
      procentach wspólnego i odrębnego majątku, a o tym co się dzieje między Wami i co
      przybiera postać kłótni czy też nieporozumień w sprawie pieniędzy i stanu
      posiadania.
      Warto też się przyjrzeć czy taki stan jest czymś nowym, czy też to cecha Waszego
      związku od dawna.
      Pomijam w swojej wypowiedzi istotne kwestie prawne, które niewątpliwie trzeba
      brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Warto się koncentrować na obu
      aspektach i nie dać sobie wmawiać, ze jeśli bierze Pani pod uwagę realny aspekt
      sprawy a nie ten bardziej górnolotny jest Pani materialistką, co w tym
      kontekście brzmi jak wyrzut lub nawet obelga. Agnieszka Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka