relacje rodzinne.

29.07.09, 23:23
Kurna no nie wiem co myslec.
Pisze tu bo nie wiem co myslec o tej sytuacji. Jestesmy malzenstwem
ponad15lat.Mamy 3 dzieci. Nie wiedzialam ale czulam ze nie jestem
ukochana synowa, a jako ze tak czulam to zaskrabialam ich łaski jak
umialam.Nigdy nie odmawialam pomocy(przywiez-zawiez, kup,
pomoz),nigdy nie wchodzilam w starcia z tesciowa nawet gdy bywala
malo mila dla mnie.Podobnie bylo z szwagierka. Nie mialysmy nigdy
zazylych kontaktow jak juz to mile zyczliwe ale bez zaangazowania.

Ale podczas ostatniej u nich wizyty moja tesciowa po razz N w zyciu
zaczela mowic o mojej tuszy o tym ze kiedys to a bylam taka chuda a
teraz.. tłumacze im ze mam usunieta macice, ze mam klopoty tez
hormonalne, wiec trudno mi ot tak sobie schudnac. Na co moja
szwagerka ze zaraz sie obraze , bo ja sie zawsze obrazam one mi nie
moga nigdy nic powiedziec a ja im mowie zawsze co mysle.

to zrobilam oczy jak 5 zlotowki.Na pytanie kiedy tak bylo, kiedy je
urazilam ,obrazilam albo powiedzialam cos robiac przykrosc.Nikt nie
mogl nic powiedziec,ani sprecyzowac. Poprostu zadna nie miala nic do
powiedzenia. Zrobilo mi sie okropnie przykro 1raz wzyciu poplynely
mi publicznie lzy.

15lat lizania rowkow, unikania konflikow wszelkich .A one mi
zarzucaja cos co w moich odczuciach nie mialo miejsca nigdy.Poczulam
sie zraniona i skrzywdzona.


Moja tusza to moj kompleks z ktory walcze ciagle. Nie jem
duzo,przestrzegam wszelkich zasad ale trudno mi zrzucic.Nikomu nie
jest milo gdy wytyka sie mo jego kompleksy.A takie przytyczki i
teksty o tym ile waze to nie 1 raz.Przeszlam juz przez depresje. I
od pewnego czasu zaczelam znowu lubiec siebie taka jaka
jestem .Zaczelam sie znowu ubierac, malowac , dbac o siebie.A one
wbily mnie tym w ziemie.


Wszystko to zostalo powiedziane przy moim mezu , ktory na moje
pytanie do nich "kiedy tak bylo"powiedzial ostro"przestan sie
nakrecac" oraz tesciu .Ktory gdy zobaczyl ze placze powiedzial ze
nie mam sie przejmowac ze one juz tak maja najpierw mowia potem
mysla.Poniewaz wszystko mialo miejsce u moich tesciow wiec
poprosilam bysmy poszli do domu.I tak sie stalo.


Mam zal do meza ze pomimo iz wiedzial ze to mnie rani nie powiedzial
nic.

Mam zal do tesciowej i szwagierki nigdy nie wystapilam przeciwko
nim , nigdy nie powiedzialam nic co mogloby je zranic.A one w jeden
wieczor zniszczyly spokojne relacje jakie z nimi nawiazalam.Bo jakos
przeszla mi ochota na bycie dobra pomocna synowa.




Mam prawo do takich uczuc?Czy mialam prawo oczekiwac zeby maz zajal
jakies tanowisko.Tym bardziej ze wiedzial iz to dla mnie zenujacy
temat .Ktory tesciowka nie raz porusza w rozmowach ni z pietruszki a
ja zawsze ignorowalam.
    • weronika.3 Re: relacje rodzinne. 30.07.09, 04:10
      Witaj w klubie!
      Zacznę od końca. "Mam prawo do takich uczuc?Czy mialam prawo
      oczekiwac zeby maz zajal jakies tanowisko." Jasne że masz prawo do
      takich uczuć! Do wszystkich, które nosisz w sercu i wszystkich,
      które do Twojego serca napływają.Rozumiem także Twoje uczucie żalu
      wobec reakcji męża. W tym wypadku jedynym jego usprawiedliwieniem
      jest to, że to facet. Pewnie chciał zakończyć rozmowę. Pewnie jak to
      facet zbyt późno zorientował się, że teściowa i szwagierka "jeżdżą"
      po Tobie. I jak typowy facet zrobił to jak słoń w składzie
      porcelany. A poza tym, mam wrażenie, że Twój mąż w jakiś sposób
      czuje się "synkiem swojej mamusi". Natomiast wielkie brawo dla
      teścia. Powiedział esencję prawdy. I na jego słowach warto się
      skupić.
      Miałam podobnie jak Ty.Też czułam,że nie jestem ukochaną synową.Też
      nigdy nie odmawiałam teściom, a jednak mimo, że się starałam naszym
      relacjom czegoś brakowało. Też mam usuniętą macicę i kłopoty z
      nadwagą.I po mnie też jeździli.I tak pewnie by było do tej pory,tyle
      że dałam sobie spokój i przestałam zabiegać o coś czego oni nie
      umieli mi dać, albo nie było ich stać na to - akceptacji mnie taką
      jaką jestem. Przestawiłam swoją uwagę z nich na siebie. Skoro inni
      nie mogli mi dać tej akceptacji, dałam ją sobie sama. Zrób podobnie.
      Przestań im dogadzać. Dlaczego to Ty masz zaskarbiać ich łaski? Aż
      tak Ci na nich zależy? Gadają o Twojej otyłości? Też gadaj! " Kiedy
      byłam taka szczuplutka jak kiedyś, to dopiero byłam laseczka.
      Faceci się za mną oglądali. Aż dziwię się że wyszłam za mąż
      za...Przecież u was w rodzinie mało która jest taka zgrabna jak ja
      byłam" itp. itd.
      Dbaj o siebie jeszcze bardziej. I pamiętaj nadwaga, to efekt
      cywilizacji, a więc jesteś kobietą postępową i nowoczesną. Interesuj
      się dalej dietami i podejmuj próby. Podobmo w Łodzi jestjakiś
      doskonały ośrodek. Solidny.Poszukaj w internecie.Pojedź tam.
      Rozpiszą Ci bardzo dokładną dietę uwzględniając Twój stan zdrowia,
      wyniki badań. Widziałam na własne oczy dziewczynę po kuracji u nich.
      Nie odchudzaj się "domowymi sposobami" ale sięgnij do specjalistów i
      to z najwyższej półki. Warto. I jeszcze jedno. Zacznij wzmacniać
      poczucie pewności siebie. Uwierz we własną wartość. Masz pełne prawo
      poczuć się urażona, masz prawo odmówić, masz prawo przestać dogadzać
      teściowej i szwagierce. Poczytaj literaturę o tym jak dodać sobie
      pewności siebie. A jak spotkasz się z nimi, to nie czuj się
      zażenowana, nie tłumacz. Dotknęły Twojego wrażliwego miejsca i nawet
      nie powiedziały "przepraszam", tylko wymyśliły bzdury, że to Twoja
      wina.
    • kaz-oo Re: relacje rodzinne. 30.07.09, 06:44
      Masz absolutne prawo czuć to co czujesz, natomiast teściowa i szwagierka
      absolutnie nie powinny robić Ci takich uwag, tym bardziej wiedząc, że trafiają w
      Twój czuły punkt. 15 lat jednostronnych starań o dobre stosunki rodzinne to aż
      nadto. Daj sobie spokój i nie pozwól im więcej na takie wycieczki w Twoim
      kierunku. Jasno i wyraźnie daj im odczuć, że nie życzysz sobie takich uwag. No i
      bądź bardziej asertywna, nie musisz być gotowa na każde skinienie rodziny.
      Trochę zdrowego egoizmu naprawdę nie zawadzi. Zastanów się czy przypadkiem Twoje
      ustępstwa w konfliktowych sytuacjach, starania o dobre rodzinne relacje, ciągła
      gotowość do pomocy są właściwie oceniane i doceniane. Czy nie stały się w ich
      odczuciu Twoim psim obowiązkiem, choć tak naprawdę są tylko i wyłącznie
      Twoją dobrą wolą. Niestety w rodzinach często powstają takie dziwne niczym nie
      uzasadnione podziały na tych którym wszystko się należy i tych co zawsze
      wszystko muszą.
    • kiecha3 Re: relacje rodzinne. 30.07.09, 07:23
      Kobieto!
      Masz pełne prawo czuć się urażona i zawiedziona...
      Mąż, jak ostatni się zachował.. ale ktoś już wyżej napisał dlaczego... Warto mu jednak zwrócić uwagę, że rycerzem to on nie jest...

      Musisz zrozumieć że jesteś pełnowartościową, super babką.. Nie wierzę, że sama (w głębi duszy) tak nie myślisz o sobie...
      Tusza..?? Jedni mają krzywe nogi, inni garba, a ty masz nadwagę.. Pamiętaj.. zawsze możesz ją zrzucić.. Możesz też tym wrednym powiedzieć, że ci z ciałkiem lepiej, bo więcej mężczyzn się za tobą teraz ogląda - facet nie pies, na kości nie poleci.. A niech im idzie w pięty...
      Acha.. i przestań być (wybaczcie) dupolizem...
      Skoro im się nie podoba.. bądź sobą, znaj swoją wartość i nie daj nikomu po sobie jeździć.. Jak tylko zaczną ci wjeżdżać o tuszy zapytaj po co to robią?
      i jak zdartą płytę powtarzaj "po co mama/szwagierka o tym mówi?" Aż nie uzyskasz odpowiedzi...i dodałabym coś ze szpilą, np.: "czy ja mówię, ze mamusia jest stara?? A szwagierka samotna/wredna/złośliwa/brzydka" A przy kolejnej próbie takiego zachowania wstań i wyjdź ze słowami "nie jestem u Was mile widziana, więc wychodzę. Żegnam." Oni nie są przyzwyczajeni do tego, że stawiasz granice.. będą bardzo zdziwieni.. ale i niezadowoleni, że popychadło jakim byłaś postawi się im. Musisz znać swoją wartość i nie dać po niej deptać..
      Po co się starać, skoro nie masz z tych starań przyjemności ani efektów..??
      Odpuść sobie...
      Na złość im bądź piękna i szczęśliwa... To dopiero im pójdzie w pięty..
      • krzysztof-lis Re: relacje rodzinne. 03.08.09, 18:55
        > Musisz zrozumieć że jesteś pełnowartościową, super babką..

        Przecież nie jest. Przecież jest gruba.

        > Tusza..?? Jedni mają krzywe nogi, inni garba, a ty masz nadwagę..

        No tak
        • cichociemnylas Re: relacje rodzinne. 04.08.09, 09:28
          aby stwierdzic, ze czyjes problemy z waga maja charakter, o ktorym
          piszesz (tj. nie dbanie o siebie) warto poobserwowac te osobe.
          Proponuje Ci przeczytac pierwszy post, a bedziesz wiedzial z czego to
          wynika. Pozatym trzeba sie akceptowac, a czyjes niedoskonalosci nie sa
          usprawiedliwieniem dla ataku 3 na 1, albo 2 na 1, zwlaszcza wsrod
          bliskich meza. Jak mozna kogos tak gnebic i ponizac? To podle i nic
          tego nie usprawiedliwia, spychanie do naroznika, przed wlasna
          publicznoscia przez dwie osoby na jedna to nie BOHATERSTWO, a zwykle
          CHAMSTWO i prostactwo.
        • sulla Re: relacje rodzinne. 05.08.09, 13:48

          > > Musisz zrozumieć że jesteś pełnowartościową, super babką..
          >
          > Przecież nie jest. Przecież jest gruba.

          Krzysztof, pamiętam jak kiedyś rozmawiałam z Tobą w innym wątku, i mimo iż nie
          zgadzałam się z Tobą cały czas starałam się traktować Cię z szacunkiem. Otóż po
          tych Twoich słowach choćbym bardzo chciała nie mogę już Cię szanować. Są pewne
          granice przyzwoitości, których się nie przekracza. Właśnie je przekroczyłeś.
    • nat.wroclaw Re: relacje rodzinne. 30.07.09, 07:43
      Hej .. ten fragment zwrócił moją uwagę:

      15lat lizania rowkow, unikania konflikow wszelkich .A one mi
      zarzucaja cos co w moich odczuciach nie mialo miejsca nigdy.Poczulam
      sie zraniona i skrzywdzona.


      No . ja czytam to tak: 15 lat zaniedbywania własnego prawa do
      godności, okazywania szacunku dla Twoich uczuć i przekonań ... nie
      przez Twoja tesciowa i szwagierke ale .. przez Ciebie sama. 15 lat
      pokazywalas im, ze twoje potrzeby - nawet dla Ciebie samej nie sa
      wazne - wiec tym bardziej nie staly sie wazne dla nich. Nie masz
      wplywu na innych ludzi (taka prawda psychologiczna) - one byc moze
      sie kiedys zmienia, byc moze nie. Jedni czlonkowie rodziny majac
      taka synowa jak Ty - nawiazaliby przyjazne stosunki - one - tak nie
      zrobily. Nie masz na to wplywu. Jedyne na co masz wplyw to na swoja
      postawe. A Ty w imie podlizywania sie mamie i siostrze Twojego meza
      oddalilas sie od NAJWAZNIEJSZEGO obszaru Twojego zycia - swoich
      potrzeb, uczuc i respektowania ich przez siebie samą.

      Przez te 15 lat zamiast wozić, usmiechać się i przytakiwać w tych
      cwilach gdy byłas zła, trzeba było się złościc, gdy bylaś zmęczona /
      zajęta - trzeba było grzecznie odmawiać / gdy nie miałaś ochoty ich
      odwiedzać - wiedząc, że nie lubisz spotkań akurat z tymi osobami -
      trzeba było nie chodzić. Trzeba było działać WPROST - zgodnie z tym
      co czujesz. Nie wiem jak wówczas ułozyłyby się relacje z Twoją
      teściową i szwagierką - byc może wyglądałyby tak samo, a być może
      nie. Ludzie zwykle z większym szacunkiem podchodzą do osób, które są
      pewne swojej wartości i nie szukają jej potwierdzenia na zewnątrz.

      Najwiecej racji miał Twój teść - olać ich gadanie cienką strugą i
      nie brać do siebie. Ty sama wiesz ile jesteś warta, sama wiesz ile
      warte dla Ciebie jest Twoje ciało, trud, który przeszłaś, a
      przeszłaś bardzo wiele - masz doświadczeń, mądrości życiowej i
      dojrzałości więcej niż 100 rozmazanych rozkapryszonych facetek,
      które lamentują o byle co.

      Doceń to, jaka jesteś w kontakcie ze SOBĄ. Nie walcz z teściową, ale
      pogadaj ze soba samą i zyj w zgodzie z tym, co TY potrzebujesz i co
      czujesz. Mąż mógł zachowac się bardziej elegancko, well, moje
      doświadczenie jest takie, że mąż baaardzo żadko wchodzi w
      konfrontację ze swoją matką / siostrą. Mnie tez teściowa nie kocha,
      a małżonek podczas ewentualnych spięć mówi dokadnie to samo:
      przestancie sie baby nakręcać. Faceci juz tak mają. Zdystansuj sie
      do ich gadania. Zawsze na świecie znajdzie się ktoś komu nie podoba
      się nasz wyglą / charakter. Ale jeszcze sie taki zdolny nie
      narodził, żeby był nielubiamy przez wszystkich. Ty też taka artystką
      nie jesteś. Wystarczy że na tym forum w ciagu paru godzin juz kilka
      osób powiedziało Ci coś, co myślę ma wiele racji: jesteś fajną
      ciekawą, mądrą kobietą. jetsem pewna że w realu jest tych osób
      znacznie wiecej.


      Nie dostaniesz głasków od teściowej? Olał ..dostaniesz od innych, a
      przede wszystkim - od siebie samej.


      Pozdrawiam Cię mocno
      N.
    • black_tangens Re: relacje rodzinne. 30.07.09, 08:38
      Zrobilas pare bledow w zyciu i to sie msci. Te bledy to:
      1) Jesli ktos cie nie lubi jak twoja tesciowa to nie narzuca mu sie, nie
      podlizuje mu sie. Bo wtedy taka osoba mysli, ze nie masz charakteru i jezdzi po
      tobie ile wlezie - co sie u ciebie zdarzylo. Rodzina mojego meza mnie nie lubi,
      bo im zabralam syna (to jest ten powod, naprawde) ale mnie szanuja, bo od
      poczatku przybralam strategie ich olewajaca, czyli absolutnie nie zamierzalam im
      sie podlizywac i zylam wlasnym zyciem
      2) Jesli ktos ci wytyka twoje wady to nigdy sie nie placze. Placz jest oznaka
      slabosci (mozesz poplakac sobie oczywiscie w zaciszu domu). Tylko nalezy
      odplacic pieknym za nadobne. Czy twoja tesciowa nie jest czasem stara? Ja to bym
      jej bezczelnie powiedziala: lepiej mlodziutka z cialkiem niz stara zlosliwa
      baba. A ta twoja szwagierka to tez miss? Nie ma zadnych brakow: uzebienie,
      figura, wlosy, zmarszczki? Zacznij im sie odgryzac, bo inaczej cie zjedza.
      Teraz powinnas sie na nie smiertelnie obrazic i je olewac. Absolutnie nie
      narzucaj sie im.
      Aha, przypomnialo mi sie takie powiedzenie: "Kochanego cialka nigdy za duzo"
    • kicia031 Re: relacje rodzinne. 30.07.09, 10:18
      Nie szanowalas siebie, to i inni cie nie szanuja.

      Wiem, ze to trudne - zmienic swoj sposob postepowania. Ja bym sie
      nie obraza, tylko konsekwentnie trzymala wobec nich dystans. Pokaz
      klase, przestan sie podlizywac, jak plota glupoty, to milcz
      uprzejmie, ignoruj zaczepki albo ucinaj je stanowczo.

      Trzymaj sie
    • annb Re: relacje rodzinne. 30.07.09, 11:13
      Dziewczyno-zacznij się szanowac


      "nie zyczę sobie takich uwag"
      wstajesz
      wychodzisz
      nawet jakbys miala do domu na piechotę wrocic to wstajesz i
      wychodzisz


    • kati1973 Re: relacje rodzinne. 30.07.09, 11:39
      Trzeba asertywnie było powiedzieć:
      Ze masz nadwegę
      To nie ich problem
      A mowienie o tym publicznie, jest niedelikatne, jesli nawet
      niegrzeczne.
      Ty masz nadwage, a one nie maja taktu.
      Wedlug mnie to gorzej ;)
    • marzeka1 Re: relacje rodzinne. 30.07.09, 12:06
      Masz prawo do takich uczuć, ale prawdę mówiąc na taką reakcję i traktowanie
      trochę sama zapracowałaś. Uważałaś, że musisz się podlizywać, że twoje potrzeby
      są nieważne.No to nie liczą się z tobą.

      "Moja tusza to moj kompleks z ktory walcze ciagle. Nie jem
      duzo,przestrzegam wszelkich zasad ale trudno mi zrzucic"- wiesz, może zwyczajnie
      źle się do tego zabierasz, nie ma nic gorszego niż kolejne diety. Mam w rodzinie
      kobietę, która zawsze była gruba, ma ponad 50 lat, a to wiek, kiedy trudniej
      schudnąć. Zaczął je wysiadać kręgosłup i stawy, lekarz kazał się odchudzić dla
      zdrowia, ale nie na własną rękę jakąś super dietą, która po jakiś czasie wywoła
      jojo. Poszła do dietetyka,ściśle przestrzegała jego wskazań, w ciągu 9 miesięcy
      schudła 30 kg, z rozmiaru 48 weszła w 38- da się, tylko trzeba to robić z głową,
      no i musi być motywacja, dla niej, było to zdrowie, bo czuła się przez tuszę
      chora, była chora.Dlatego, skoro to dla ciebie taki kompleks, może dobry dietetyk.
    • wanioliowa Re: relacje rodzinne. 03.08.09, 00:39
      powiem ci coś o nadwadze Najskuteczniejszym sposobem - jest zamiana kompleksu w
      zaletę. Oczywiście nie wierzę, ze zrobisz to w realu - bo sama mówisz, że to
      twoja bolączka. Ale przynajmniej w ich oczach stań się osobą, ktora kocha swoje
      ciało, swoją tuszę i lubi się taką jaką jest.
      To odbiera wszystkie argumenty, docinki, wyrażanie opinii. No bo jeśli powiesz -
      ja się taką lubię, podobam się sobie i mężowi, chcę taka być bo mi tak dobrze -
      to cóż ci jeszcze mogą powiedzieć?

      Powiem ci że kompleksy da się wyczuć. Ja akurat jestem chudzinka i generalnie
      może nie wiem jak się czujesz - ale znam kilka osób o wadze zbliżonej do 160kg.
      Te które uczyniły z tego zaletę, atut, coś co jest częśćią ich osoby - takie
      stawały się w oczach innych.
      To też zamyka usta ludziom - przykladem są amerykanki - ktore w wielu wypadkach
      są ogromne, wielkie i mają gigantyczne pupy :) i te afroamerykanki najczęściej -
      trzęsą pupką do kamery, dotykają się po wielkich faldkach i kpią sobie z
      płaskich tyłków i bycia wieszakiem. Mają tak ogromną przewage dzięki akceptacji
      i temu, ze siebie uważaja za ideał. A z takim argumentem się nie dyskutuje ;)

      na koniec autentyk o tym jak bardzo twoja opioinia - zmienia opinię innych.
      znajoma pracowała w przeszkolu, gdzie chodziła dziewczynką, która została
      adoptowana jak miała 3 lata. temat nie byl tajemnicą - dlatego wielokrotnie dało
      się slyszeć chamskie odzywki, zaczepki, kwestie bycia nieprawdziwym dzieckiem
      etc. - Jak to dzieci potrafią być okrutne. Chodziaż dziecko nie wydawało się
      smutne opiekunki byly wściekłe na grupę i na taką dyskrymiancje. Pewnego dnia
      rozmawiano o problemie adopcji z dziećmi w grupie tlumacząc dzieciom temat
      bardzo dokładnie... jednak jedyną osobą która zlewała ten problem - była
      właśnie adoptowana dziewczynka. Pani w końcu zasugerowała jej że ma powiedzieć
      dzieciom aby nie kpiły sobie z tego, bo jest jej przykro - jednak dziewczynka z
      uśmiechem powiedziała do wszystkich:
      - Ale mnie nie jest przykro że jestem adoptowana, bo jestem lepsza niż inne dzieci.
      Opiekunki zrobiły wielkie oczy, dzieci tez, niemo zadając pytanie - jakim cudem?

      Dziewczynka widząc zdziwienie dopowiedziała - ja jestem lepsza, bo te wszystkie
      dzieci się tak po prostu zwyczajnie urodziły. A ja - ja zostałam wybrana!

      Na drugi dzień rodzice zgłaszali, że dzieci skarżyły im się w domu, ze wolałyby
      być adoptowane niż urodzone :)
    • mowita Re: relacje rodzinne. 03.08.09, 10:12
      masz prawo do wszystkich uczuć jakie Tobą targają , w końcu jesteś człowiekiem i może nie warto być już taką grzeczną dziewczynką bo grzecznych dziewczynek się nie szanuje :( pomyśl nad tym i nie pozwalaj się lekceważyć....
    • eastern-strix wybacz, ale... 03.08.09, 14:49
      po co lizalas rowki przez tyle lat?

      wydaje mi sie,ze masz wprogramowany jakis idealny obraz wielopokoleniowej
      rodziny ordem z Klanu albo innej Plebanii i jakos przeoczylas fakt, ze ludzie z
      krwi i kosci sie do takich ustawek nie nadaja. A nienadaja sie dlatego,ze sa
      ludzmi i popelniaja bledy.

      Proponuje przestac lizac rowek i nie stawiac siebie samej w pozycji ofiary i
      podnozka.

      Proponuje wiecej asertywnosci a mniej uzalania sie nad soba. Ludzie tak maja, ze
      jak im sie nadstawiasz z tylkiem,to na pewno cie w niego kopna, wiec nie ma co
      sie nad soba uzalac po fakcie, tylko zapobiegac.

      Mam wrazenie,ze jestes bardzo zewnatrzsterowalna i wiekszosc czasu spedzasz na
      dogadzaniu innym,bo opinia otoczenia o Tobie ma dla Ciebie najwieksze znaczenie.

      Moja rada to olac otoczenie i zaczac robic to, co Ty lubisz,a nie oni. W kwestii
      wagi podobnie - to tylko i wylacznie Twoja sprawa.

      Zycie jest jedno,nie zmarnuj go na dogadzanie innym.
    • cichociemnylas Re: relacje rodzinne. 03.08.09, 16:32
      To bardzo przykre co piszesz mi swego czasu robiono uwagi na temat
      mojej chudosci (teraz jestem w ciazy wiec temat zanikl) i pracy
      naukowej (zbyt ambitna etc...).

      Masz prawo czuc zal, masz prawo czuc sie obrazona i oburzona, obie
      panie na dietach odchudzily sobie mozgi i zasoby kultury osobistej i
      powinny Cie przeprosic bezwzglednie.

      To Ty jestes tam gosciem, i zaatakowal Cie klan dwoch rozwscieczonych i
      pewnie zakompleksionych kobiet.

      Ja swego czasu gdy sluchalam od ciotek mojego meza (widzialy mnie ze 3-
      4 w zyciu), od tesciowej (problemy z odzywianiem) o swojej chudosci
      wstalam powiedzialam ze znudzilo mi sie ich impertynencja i chamstwo, i
      ze wypraszam sobie tak chamskie zachowanie i wyszlam.

      Poczulam sie o wiele lepiej. Nikt nie ma prawa Cie obrazac i sprawiac
      Ci przykrosci.
      • k1234561 Re: relacje rodzinne. 03.08.09, 21:42
        Jak ja dobrze rozumiem autorkę wątku.Też jestem raczej nielubianą
        synową,ponieważ mąż ośmielił się wbrew woli mamy ożenić się jednak
        ze mną a nie z dziewczyną,kórą akceptowała mama i którą mama
        traktowała jak własną córkę.Zapomniała tylko mama,że do tanga trzeba
        dwojga...
        Ja oprócz teściowej mam jeszcze przeciw sobie całą (z drobnymi
        wyjątkami)rodzinę męża.Bynajmniej nie jestem z marginesu.Mam wyższe
        wykształcenie,biegle znam angileski,co pomaga mojemu mężowi w
        kontaktach bizesowych,pochodzę z tzw.dobrego domu z zasadami,moi
        rodzice to bardzo kulturalni ludzie,ciepło i otwarcie nastawieni do
        zięcia,ale to wszystko w niczym mi nie pomogło zaskarbić sympatii
        teśćiowej.Czarę goryczy dopełniło urodzenie dziecka,które ośmieliło
        się przyjśc na świat jako dziewczynka i to leworęczna.Cała męża
        rodzina z teściową na czele przy okazji rodzinnych spotkań wypomina
        mi to,że mamy tylko jedno dziecko.Mam jedno bo tak chcę i już nikomu
        nic do tego.Niestety uszczypliwym uwagom nie ma końca.Ostatnio tez
        trochę przytyłam.Jako że za 2 tygodnie mamy wesele w rodzinie męża
        już słyszę te kąśliwe docinki jak to "dobrze" wyglądam,a czasem to
        nawet wprost mi powiedzą:"ale ty przytyłaś".Jest mi wtedy bardzo
        przykro.Nie potrafię się odgryźć,dlatego jeśli na forum jest ktoś
        bardziej zaprawiony w słownych bojach to proszę o cięte riposty,dla
        wujka Stefana a propos braku drugiego dziecka,braku syna,a dla cioci
        Krysi coś na odczepnego gdy przy powitaniu usłyszę jak to strasznie
        utyłam.Jeśli autorka wątku oczywiście nie ma nic przeciw,że się
        lekko wcinam ,prosząc o cięte riposty,ale myślę,że to nam obu się
        przyda.;)
        • bas-122 Re: relacje rodzinne. 04.08.09, 06:21
          Też mi się tak wydaje. Gdyby ja_inaczej miała super figurę, 3 fakultety
          i znała 6 języków obcych, prawdopodobnie rodzina Jej męża i tak znalazłaby
          pretekst aby coś skrytykować i do czegoś się przyczepić, bo mam wrażenie, że to
          nie Jej tuszy nie akceptują, tylko nie akceptują wyboru Jej męża.
          • cichociemnylas Re: relacje rodzinne. 04.08.09, 09:18
            Zgadzam sie w 100%, zawsze mozna tak szukac, aby znalezc. Sama mam
            brata i bratowa i nie wyobrazam sobie by stworzyc kiedykolwiek
            sytuacje, w ktorej bratowa czulaby sie niezrecznie w towarzystwie
            rodziny swojego meza.

            Poza tym jak mozna nie szanowac uczuc wlasnej bratowej, czy synowej to
            nasza rodzina.

            A fakultety + jezyki obce + super zarobki, coz moga storzyc pretekst do
            innych docinek, typu "tyle ma moglaby sie podzielic, a tu nic". My moim
            tesciom swego czasu dalismy plyte elektryczna indukcyjna, odkurzacz,
            czesc mebli, komputer, polki do lazienki (budowali dom etc....), a oni
            i tak ciagle mowia, ze nic bym im nie dala i ze jestem samolubem i
            egoistka........ bo rzeczywiscie nie zgodzilam sie pozyczac im co i
            rusz naszego samochodu, ktory dalej splacamy, ponbiewaz oni niczego nie
            szamuja, kiedys pozyczylismy samochod i oddali bez prawego lusterka :-)
            ot taka ze mnie egoistka.

            Sa rodziny, w ktorych synowe i zieciowie to OBCY ;-) przykre to
            zwlaszcza dla osob, ktore pochodza z innych domow.
            • w_ania Re: relacje rodzinne. 05.08.09, 11:49
              Ech skąd ja to znam książkę mogłabym napisać na temat stosunków z moją teściową.
              Po kilkunastu latach wiem jedno że ona inaczej postrzega wszystkie gesty i fakty
              niż my i tego już się zmienić nie da.
              Mi tez zależało na początku na dobrych relacjach ale kilka miesięcy po ślubie
              remontowaliśmy mieszkanie przyszedł teść i powiedział tu zrobicie tak tu
              wyburzycie ścianę przejął inicjatywę i rozmawiał z ekipą co i jak ma wyglądać.
              Wtedy 1 raz w życiu mój nowo upieczony mąż powiedział NIE teść -jakby dostał
              pięścią nie wiedział co się stało obrócił sie na pięcie i wyszedł mówiąc "to
              wszystko przez ciebie" ja odparła tak i poszedł od tego czasu kilkanaście razy
              krytykowali np płytki w łazience, moja pracę, moją pomoc np podczas imienin itd.
              Podczas imienin posprzątaliśmy ze stołu pomyliśmy potworną ilość garów
              pochowaliśmy do szafy i moja teściowa nie wiedząc że słyszę skomentowała" ten
              cholerny zezol(noszę okulary) porozlewał mi wodę w kuchni"-(nie wie że to
              słyszałam) od tego czasu a minęło 10 lat nie pomogłam nic przynieść ani wynieść
              ze stołu.
              Ona biega jak przyjedziemy. Stosunki mamy zawsze poprawne bez zaangażowania. Ona
              i tak się nie zmieni a ja mam swoje życie i to ja mam wpływ jakie będzie czy
              zakompleksione bo tez trochę przytyłam po porodzie i od 6 lat jakoś brak mi
              motywacji aby zgubić:-)czy spędzone z np bieganiem po podwórku z dziećmi lub
              czytaniu bajek i z uśmiechem.
              Mam to gdzieś co mówi i robi i jak żyje i ona wie że na to wpływu nie ma
              żadnego. Ale jest jedno ale na samym początku była rozmowa z mężem że zawsze ale
              to zawsze w stosunku do rodziców i teraz dzieci musimy trzymać jedna stronę
              niezależnie od tego czy zgadzam się z mężem czy nie to już można obgadać potem w
              domu bez świadków ale zawsze stoimy po tej samej stronie i oni o tym wiedzą.
              Moja teściowa skończyła tylko zawodówkę używa słów których znaczenia nie zna
              nigdy jej nie zwróciłam uwagi przez szacunek dla starszych ale zawsze mnie
              krytykowała i stwierdziłam z czasem że to jej podświadomy kompleks (ja
              skończyłam studia, mam fajną pracę i długi czas dzięki temu utrzymywałam naszą
              rodzinę)i zawsze coś znajdzie aby mogła poczuć sie lepsza. A jeśli wie że ciebie
              tym zraniła tym większa satysfakcja.

              Twojemu mężowi brakuje do rycerza ale ty powinnaś się odciąć i zmienić temat.
              Albo odpowiedz w ten sposób nie będę utrzymywać dalej z wami tej konwersacji
              gdyż jest żenująca a po wnikliwej analizie stwierdzam iż nie dorastacie do
              mojego poziomu intelektualnego.

              powodzenia
Pełna wersja