milena-83
08.08.09, 15:43
Witam wszystkich odwiedzających ten watek, z góry dziękuję za
komentarze zarówno te pozytywne jak i negatywne :)
Jestem szczęśliwa mężatka z 3 letnim stażem, mam dwuletniego
cudownego synka, mieszkamy u moich rodziców, ale powoli dobiega do
końca budowa naszego domku. Mam problem z moimi rodzicami ów problem
polega na tym, iż moi rodzice nie potrafią zaakceptować, że ja i mój
mąż mamy inne zdanie niż oni.
Moja mama ignoruje moje prośby dotyczące dziecka (zajmuje się nim
jak ja jestem w pracy) a wręcz reaguje na nie nerwowo- jak jej
zwrócę uwagę żeby czegoś nie robiła lub mu nie dawała zaczyna
krzyczeć, czasami płakać, mówiąc "to co ja juz dziecka nie umiem
wychować " potem nie odzywa się do mnie, chodzi zapłakana jakbym ja
co najmniej pobiła - takim zachowaniem dręczy mnie psychicznie mam
poczucie winy że jej zwróciłam uwagę, a przecież to moje dziecko i
chce decydować w sprawach związanych z nim.
Poza tym ma do mnie pretensje że nie bierzemy jej na wakacje, do
teściów w odwiedziny i w ogóle że nie potrafię czytać w jej myślach
odnośnie zaspokojenia jej potrzeb.
Sprawy podobnie się maja z moim ojcem tylko związku z budowa mojego
domu otóż mój ojciec miesza się w budowę chciał by decydować co,
kiedy i z jakich materiałów, (chce zaznaczyć, że dom budujemy z
własnych oszczędności lecz na działce która dostałam od ojca), jak
mój mąż sprzeciwi się tacie że ma być inaczej (przy robotnikach i
rodzinie) to tata z tej złości zaczyna pić do nieprzytomności tak
około 4-5 dni później trzeźwieje następne 4 dni i tak od starcia do
starcia.
Oczywiście razem z mężem nie dajemy sobą dyrygować zawsze stawiamy
na naszym zarówno jeśli chodzi o mamę jak i o tatę ale jest mi z tym
bardzo ciężko i mam poczucie winny, że ich nie słucham, że ich
zawodzę, kiedy mam swoje zdanie i przede wszystkim staje po stronie
mojego męża.
Proszę napiszcie co sadzicie o takiej sytuacji czy ulegać rodzicom
(dla świętego spokoju) czy trwać przy swoim (zaznaczam ze sytuacja
coraz bardziej się zaognia) oni czuja się zawiedzeni i rozgoryczeni
moja postawa, jak ta sytuacja wygląda z boku.
pozdrawiam i dziękuję za wszystkie komentarze.