moni071
27.08.09, 19:51
Pod koniec sierpnia mija nasza ...o rany 18ta rocznica ślubu. Mam 38 lat, dbam o siebie, podobam się facetom, no właśnie- a ja potrzebuję zainteresowania ze strony męża. Uczucia, miłych gestów, ciepłych słów i przede wszystkim szacunku i poważania w oczach męża...tego mi brak. Patrząc z perspektywy czasu, chyba nie udało nam się stworzyć fajnego ciepłego domu wypełnionego miłością. Co się dzieje z ludźmi z upływem czasu? Przecież na początku o siebie zabiegamy, chcemy spędzać ze sobą każdą wolną chwilę, pragniemy bliskości. Wiem to chemia, po latach przychodzi rutyna, przyzwyczajenie itp. I to jest również cudowne. po latach powinna być przyjaźń, powinniśmy być najlepszymi przyjaciółmi, wspierać się i takie tam.....
To dlaczego ja się czuję w tym związku jak zbity pies? Nie wiem ile nocy przepłakałam z powodu przykrości od mojego ślubnego. Wrzeszczy na mnie z byle powodu (np na ulicy wrzasnął na mnie ze trzaskam drzwiami jego ukochanej Toyoty. Kiedy chciałam mu pokazać kabinę prysznicową w necie jaka mi się spodobała, skwitował,że się na tym nie znam i nie będzie oglądał jakiejś chińszczyzny..itp przykłady można by mnożyć.
Nasuwa się rada, ze należy szczerze porozmawiać i powiedzieć jasno facetowi ze czuje się źle,ze mnie obraża itp.
Ależ odbyła się rozmowa i to nie jedna.
W zeszłym roku maż miał urodziny, przygotowałam z tej okazji imprezkę-niespodziankę wspólnie z moimi koleżankami. Mogę tylko powiedzieć, że atrakcje przygotowane męża zatkały...i co? Podczas imprezki tulił się do mojej przyjaciółki, na zwierzenia jej się zebrało, a on biedaczek musiał jej słuchać przytulony i na odchodne nie omieszkał powiedzieć : ... przychodź do nas częściej, odwiedzaj nas ! Potem oczywiście odbyłam poważna rozmowę, powiedziałam o swoich odczuciach...spuścił głowę, powiedział coś w rodzaju ,,przesadzasz"
Sytuacja powtórzyła się na moich urodzinach. Zaprosiłam moich znajomych do restauracji. Mój małżonek usadowił się w sporej odległości ode mnie, rękę nie omieszkał położyć na krześle mojej koleżanki, mnie podczas tej imprezki chyba by prawie wcale nie dostrzegł, bo zaczął adorować koleżankę, ale zwróciłam mu uwagę że przyszła z mężem i zachowuje się nieodpowiednio. Gdybym nie poprosiła go do tańca, to pewnie by się nie domyślił, ze na urodzinach żony należałoby z nią zatańczyć :-((
Znowu było mi przykro , rozmowa nic nie dała, został niesmak, żal...
To nie jest tak,że mąż ma tylko wady. Jest bardzo pracowitym człowiekiem, dba o finanse dla domu i rodziny, kocha dzieci a szczególnie córkę. Wiem,że ma dużo atutów, w oczach moich koleżanek i kolegów uchodzi za odpowiedzialnego, umiejącego zarobić kaskę, rzetelnego człowieka. Fakt, tak jest rzeczywiście. Dla obcych ma zawsze czas żeby w czymś pomóc, wytłumaczyć, jest dla nich naprawdę uczynny. Tylko dla czego ze mną rozmawia jak z wrogiem? Wyłącza telefon, bo nie ma czasu rozmawiać, krzyczy, kpi itp...?
Ja już tak dłużej nie mogę, nie chcę. Rozmowy nic nie dają, ciche dni nic nie dają. Nie udało nam się to wspólne życie.
Ja już nie mam o czym rozmawiać z tym człowiekiem, źle się czuje w jego towarzystwie, po prostu go nie lubię, a co dopiero mówić o miłości?????
w pracy cieszę sie poważaniem, jestem lubiana przez koleżanki i kolegów. Wiem,ze mogę się podobać. Nigdy jeszcze nawet nie przyszło mi do głowy zdradzić męża, ale chciałabym wreszcie poczuć się kobietą, usłyszeć kilka miłych słów....
Poza domem jestem cenionym pracownikiem, w towarzystwie fajnym kompanem, dobrą przyjaciółką,a w domu....
Dbam o dom i dzieci, nigdy nie dałam mężowi powodów do wstydu i zazdrości. On za to on na moich oczach prawie spółkował z inną... dawno to było, za dużo alkoholu, puściłam w niepamięć, ale teraz z perspektywy czasy stwierdzam, ze może wtedy trzeba było już zakończyć ten związek ? przybyło jeszcze jedno dziecko, które obydwoje kochamy, mamy działkę o jakiej marzyliśmy, szczególnie ja...stoi domek postawiony rękoma mojego zdolnego małżonka- mówi że przecież robi to dla nas, dla mnie ! Może i tak, może mi się w głowie przewraca, czego ja chcę ? Kasy nie brakuje, mąż robi to DLA MNIE..tylko dlaczego ja się z tego nie potrafię cieszyć, choć tak bardzo bym chciała?
Śniło mi się, że zostawiłam to wszystko mężowi i się rozstaliśmy.
W życiu to nie jest takie proste. Mąż mówi,że przy rozwodzie oskubała bym go ze wszystkiego bo kocham kasę..., tak? to dlaczego wszystkie moje dodatkowe premie wydaję na niego? A kino domowe na gwiazdkę, nawigacja na imieniny itp
Kolejna rocznica, kolejne rozterki.
Moje małżeństwo jest moją porażką. Chciałabym to zakończyć, ale jak?
Może jak córcia podrośnie, teraz nie jestem w sanie zgotować jej takiej traumy.
Na co mam dziś ochotę? Na kolacje przy świecach, na ciepłą rozmowę, na dotyk dłoni, na spacer brzegiem morza, na spokój ducha, na ciepełko w sercu....
Czy dojdzie dojdzie do tego,że zacznę tego szukać poza domem?
Coraz częściej o tym myślę.