Dodaj do ulubionych

chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-((

27.08.09, 19:51
Pod koniec sierpnia mija nasza ...o rany 18ta rocznica ślubu. Mam 38 lat, dbam o siebie, podobam się facetom, no właśnie- a ja potrzebuję zainteresowania ze strony męża. Uczucia, miłych gestów, ciepłych słów i przede wszystkim szacunku i poważania w oczach męża...tego mi brak. Patrząc z perspektywy czasu, chyba nie udało nam się stworzyć fajnego ciepłego domu wypełnionego miłością. Co się dzieje z ludźmi z upływem czasu? Przecież na początku o siebie zabiegamy, chcemy spędzać ze sobą każdą wolną chwilę, pragniemy bliskości. Wiem to chemia, po latach przychodzi rutyna, przyzwyczajenie itp. I to jest również cudowne. po latach powinna być przyjaźń, powinniśmy być najlepszymi przyjaciółmi, wspierać się i takie tam.....
To dlaczego ja się czuję w tym związku jak zbity pies? Nie wiem ile nocy przepłakałam z powodu przykrości od mojego ślubnego. Wrzeszczy na mnie z byle powodu (np na ulicy wrzasnął na mnie ze trzaskam drzwiami jego ukochanej Toyoty. Kiedy chciałam mu pokazać kabinę prysznicową w necie jaka mi się spodobała, skwitował,że się na tym nie znam i nie będzie oglądał jakiejś chińszczyzny..itp przykłady można by mnożyć.
Nasuwa się rada, ze należy szczerze porozmawiać i powiedzieć jasno facetowi ze czuje się źle,ze mnie obraża itp.
Ależ odbyła się rozmowa i to nie jedna.
W zeszłym roku maż miał urodziny, przygotowałam z tej okazji imprezkę-niespodziankę wspólnie z moimi koleżankami. Mogę tylko powiedzieć, że atrakcje przygotowane męża zatkały...i co? Podczas imprezki tulił się do mojej przyjaciółki, na zwierzenia jej się zebrało, a on biedaczek musiał jej słuchać przytulony i na odchodne nie omieszkał powiedzieć : ... przychodź do nas częściej, odwiedzaj nas ! Potem oczywiście odbyłam poważna rozmowę, powiedziałam o swoich odczuciach...spuścił głowę, powiedział coś w rodzaju ,,przesadzasz"
Sytuacja powtórzyła się na moich urodzinach. Zaprosiłam moich znajomych do restauracji. Mój małżonek usadowił się w sporej odległości ode mnie, rękę nie omieszkał położyć na krześle mojej koleżanki, mnie podczas tej imprezki chyba by prawie wcale nie dostrzegł, bo zaczął adorować koleżankę, ale zwróciłam mu uwagę że przyszła z mężem i zachowuje się nieodpowiednio. Gdybym nie poprosiła go do tańca, to pewnie by się nie domyślił, ze na urodzinach żony należałoby z nią zatańczyć :-((
Znowu było mi przykro , rozmowa nic nie dała, został niesmak, żal...
To nie jest tak,że mąż ma tylko wady. Jest bardzo pracowitym człowiekiem, dba o finanse dla domu i rodziny, kocha dzieci a szczególnie córkę. Wiem,że ma dużo atutów, w oczach moich koleżanek i kolegów uchodzi za odpowiedzialnego, umiejącego zarobić kaskę, rzetelnego człowieka. Fakt, tak jest rzeczywiście. Dla obcych ma zawsze czas żeby w czymś pomóc, wytłumaczyć, jest dla nich naprawdę uczynny. Tylko dla czego ze mną rozmawia jak z wrogiem? Wyłącza telefon, bo nie ma czasu rozmawiać, krzyczy, kpi itp...?
Ja już tak dłużej nie mogę, nie chcę. Rozmowy nic nie dają, ciche dni nic nie dają. Nie udało nam się to wspólne życie.
Ja już nie mam o czym rozmawiać z tym człowiekiem, źle się czuje w jego towarzystwie, po prostu go nie lubię, a co dopiero mówić o miłości?????
w pracy cieszę sie poważaniem, jestem lubiana przez koleżanki i kolegów. Wiem,ze mogę się podobać. Nigdy jeszcze nawet nie przyszło mi do głowy zdradzić męża, ale chciałabym wreszcie poczuć się kobietą, usłyszeć kilka miłych słów....
Poza domem jestem cenionym pracownikiem, w towarzystwie fajnym kompanem, dobrą przyjaciółką,a w domu....
Dbam o dom i dzieci, nigdy nie dałam mężowi powodów do wstydu i zazdrości. On za to on na moich oczach prawie spółkował z inną... dawno to było, za dużo alkoholu, puściłam w niepamięć, ale teraz z perspektywy czasy stwierdzam, ze może wtedy trzeba było już zakończyć ten związek ? przybyło jeszcze jedno dziecko, które obydwoje kochamy, mamy działkę o jakiej marzyliśmy, szczególnie ja...stoi domek postawiony rękoma mojego zdolnego małżonka- mówi że przecież robi to dla nas, dla mnie ! Może i tak, może mi się w głowie przewraca, czego ja chcę ? Kasy nie brakuje, mąż robi to DLA MNIE..tylko dlaczego ja się z tego nie potrafię cieszyć, choć tak bardzo bym chciała?
Śniło mi się, że zostawiłam to wszystko mężowi i się rozstaliśmy.
W życiu to nie jest takie proste. Mąż mówi,że przy rozwodzie oskubała bym go ze wszystkiego bo kocham kasę..., tak? to dlaczego wszystkie moje dodatkowe premie wydaję na niego? A kino domowe na gwiazdkę, nawigacja na imieniny itp
Kolejna rocznica, kolejne rozterki.
Moje małżeństwo jest moją porażką. Chciałabym to zakończyć, ale jak?
Może jak córcia podrośnie, teraz nie jestem w sanie zgotować jej takiej traumy.
Na co mam dziś ochotę? Na kolacje przy świecach, na ciepłą rozmowę, na dotyk dłoni, na spacer brzegiem morza, na spokój ducha, na ciepełko w sercu....
Czy dojdzie dojdzie do tego,że zacznę tego szukać poza domem?
Coraz częściej o tym myślę.
Obserwuj wątek
    • szachula30 Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 27.08.09, 21:02
      Smutne :( Ale może kiedyś będzie tak jak sobie zamarzysz? Pozdrawiam
      serdecznie i życzę powodzenia!
    • marzeka1 Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 27.08.09, 21:23
      "Dbam o dom i dzieci, nigdy nie dałam mężowi powodów do wstydu i zazdrości. "-
      no ale GDZIE ty w tym wszystkim jesteś???? Bo jakby ciebie nie było, jakbyś nie
      była ważna TY. Nawet premie zamiast SOBIE zafundować weekend w SPA, wydajesz na
      kogoś, kto ciebie nie szanuje, uwodzi inne itp. Mam 2 lata większy staż od
      ciebie, przykro się czyta twój post, bo wiem,że mimo upływu czasu ciągle może
      być dobrze, fajnie, spacer za rękę itp. tylko że ja nigdy nie przestałam być
      ważna dla siebie, może to zaprocentowało?
      Po takich akcjach jak uwodzenie znajomych przy tobie po prostu zaczęłabym
      ignorować męża imieniny/urodziny, żadnych niespodzianek itp. Nie wiem,czy
      wyjściem jest romans, nawet wątpię. Córka i tak pewnie widzi, że mąż nie
      szanuje, traumy na pewno by nie miała, gdybyś inaczej postąpiła.
      Dlaczego nie zacząć praktykować zdrowego egoizmu, w którym nie pan mąż byłby
      najważniejszy, ale ty?
    • joanna35 Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 27.08.09, 21:26
      Moni, jak dobrze Cię rozumiem. Jestem 13 lat po ślubie i chyba
      nadszedł dla mnie jakiś czas rozliczeń ze swojego życia we
      wszystkich jego aspektach, a wnioski do jakich doszłam są - oględnie
      mówiąc - dołujące. Też chcę, żeby mąż mnie kochał i szanował,
      ale....mam pełną świadomość tego, że to nie będzie ten - aktualny -
      mąż. Owszem, mogłabym dla dobra dzieci( a mam pod tym względem nieco
      skomplikowaną sytuację) pooszukiwać samą siebie przez kolejnych
      kilka lat, tylko wtedy to będą kolejne stracone lata u boku
      człowieka na którego coraz częściej nie mogę patrzeć, a uczucia do
      którego miotają się między życzliwą obojętnością a nienawiścią.
      Uczciwie na nie zapracował:-/
    • kol.3 Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 27.08.09, 21:58
      Ty szalejesz, wymyślasz mężowi niespodzianki, urządzasz mu imprezy,
      a on Cię olewa. Tylko Ty się starasz, jednostronnie, a on wręcz
      przeciwnie. Zacznij go też olewać, zajmij się sobą, kup sobie coś
      ładnego, wyjedź, wypocznij, wychodź z domu, organizuj sobie
      rozrywki. Jeśli jemu zależy, niech on się postara o Ciebie, a
      jak ,to będzie czas na myślenie, czy warto utrzymywać ten związek.
      • verdana Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 27.08.09, 22:25
        A ja nie bardzo wierze w idealna jedna strone i wyłącznie winną
        drugą. To znaczy wierze w to, co napisałas o mężu, ale czy Ty nie
        masz sobie nic do zarzucenia?
        • sebalda Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 28.08.09, 10:00
          Mam nieco podobną sytuację w domu i poza nim też (praca, znajomi) z tą różnicą,
          że mąż nigdy nie dał mi powodu do zazdrości, jest wierny i uczciwy. Ale inne
          cechy świadczące o braku szacunku do mnie i moich uczuć, wypisz, wymaluj. Dzielą
          nas poglądy na model małżeństwa i wychowanie dzieci, poza tym cała masa
          drobiazgów życiowych stwarzających zapalne sytuacje. Po latach kłótni jesteśmy
          już chyba na siebie uczuleni i denerwują nas w sobie nawet drobiazgi. Mąż jest
          szalenie przewrażliwiony na swoim punkcie, przypisuje mi często nieprawdziwie
          złe intencje, to mnie bardzo stresuje, bronię się, dochodzi do eskalacji
          przemocy słownej i tak w kółko. Ja, mimo że to nie leży w moim charakterze, przy
          nim też stałam się bardziej przewrażliwiona, przyznaję.
          Jest u mnie jeszcze jedna różnica, którą jestem ciekawa, jak ocenicie.
          Mianowicie mój mąż miewa chwile dobroci dla rodziny. Zamienia się wtedy w
          czułego i kochającego męża, ojca rzadziej (jest szalenie zazdrosny o moje
          uczucia do dzieci). Potrafi wyznać mi miłość (22-letni staż małżeński), być
          czuły, namiętny, zakochany. Prawi mi komplementy. Ale to trwa chwilę. Ja w tym
          czasie stopniowo taję, zaczynam nabierać nadziei na poprawę, wybaczam, nabieram
          się na piękne słówka i gesty. A wtedy - łup! Rano wyznania miłosne, wieczorem
          piekielna awantura o nic z najgorszymi wyzwiskami, krzykami bez najmniejszego
          liczenia się z tym, że dzieci słyszą i inne podobne akcje. Wykańcza mnie ta
          huśtawka, bo ta przemiana jeszcze bardziej boli. Ja się odsłaniam, staję się
          bardziej miękka, a on wtedy z największym impetem uderza.
          Myślę, że on tego nie robi celowo, bo przecież widzę, że jemu też jest dobrze,
          jak jest dobrze. Zwyczajnie nie panuje nad złymi emocjami, mimo tysiąca rozmów,
          jakie na ten temat przeprowadziliśmy. Wina jest zawsze po mojej stronie. To ja
          go wyprowadzam z równowagi, czasami wystarczy niewinna (w moim odczuciu) uwaga,
          nie ten ton głosu, krzywy uśmieszek czy znaczące chrząknięcie.
          Znajomi mówią o nas: małżeństwo po włosku. Ale w takim małżeństwie jest miłość i
          nienawiść. U nas o tym pierwszym raczej już mowy nie ma. Przez tyle lat już za
          dużo ran zostało zadanych, za dużo nadziei zmarnowanych, podeptanych. Ja nie
          widzę już światełka w tunelu.
          Nie wiem, co robić.
          • nat.wroclaw Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 28.08.09, 10:10
            Sebalda, odbierzesz maila na gazecie?
            • sebalda Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 28.08.09, 10:26
              Droga Nat, nie mam poczty na nicka sebalda. Napiszę do Ciebie i podam swój inny
              adres, ok?
              Pozdrawiam:)
          • sebalda Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 28.08.09, 10:23

            Przepraszam, rozpisałam się o sobie, ale mi się nazbierało, zwłaszcza ostatnio.
            W Twoim przypadku zalecałabym całkowite (czasowe) lekceważenie męża. Koniec z
            niespodziankami i prezentami za swoją premię. Ja na Twoim miejscu zadbałabym o
            siebie szczególne, gdzieś wyszła i może zaczęła bardzo niewinnie, dyskretnie
            dawać mężowi do zrozumienia, że się podobasz, że masz powodzenie u facetów.
            Jestem ciekawa, jak by na to zareagowal. Może zauważy wtedy w Tobie na powrót
            atrakcyjną kobietę. Niektórym odrobina zazdrości świetnie robi. Ale zaznaczam,
            że to bardzo ryzykowne. Jeśli sam ma ochotę na skok w bok, to może być dla niego
            bodżcem, pretekstem. Dlatego potrzeba wiele rozwagi w realizacji tego planu,
            żadnych konkretów, same niedomówienia;)
            • nat.wroclaw a ja się nie zgadzam 28.08.09, 10:38
              (niezależnie od naszej prywatnej korespondencji - no właśnie mail
              na "sebalda" nie doszedł, jak to mozliwe? napisz, napisz ;-)


              Nie zgadzam się z Sebaldą. Takie zachowanie - lekceważenie na pokaz
              to manipulacja. Nie da sie zmanipulować dorosłej wolnej (w sensie
              psychologicznym) ososby. lekceważenie męża nie bedzie
              zagospodarowaniem przeciez Twojej części świata, gdzie czujesz się
              dobrze, komfortowo, gdzie adoracja i uwaga ze strony męża nie jest
              Ci potrzeba by czuć sie szczęśliwą. Przeciwnie - pozorna
              niezaleznośc to tylko sposób na uzyskanie konkretnego zachowania od
              męża.

              Cos mi mowi, że mozesz sie mocno sfrustrować widząc, że mąż nie daje
              sobą manipulowac i pozostaje wierny swoim wolnym wyborom.

              Skłaniałabym sie raczej ku zyskaiu niezalezności realnej - nie
              instrumentalnej. Czyli takiego poukładania emocji i wartosci,
              by "głaski" od męża nie stanowiły o twoim "jestem / nie jestem"
              szczęsliwa. Bo jak na razie jesteś niewolnikiem. Czasem smutnym z
              poczuciem odrzucenia i braku szacunku a czasem zadowolonym w chwili
              okazania Ci przez męża czułości. tak czy siak - ciagle niewolnikiem.
              • sebalda Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 10:48
                nat.wroclaw napisała:
                Skłaniałabym sie raczej ku zyskaiu niezalezności realnej - nie
                instrumentalnej. Czyli takiego poukładania emocji i wartosci,
                by "głaski" od męża nie stanowiły o twoim "jestem / nie jestem"
                szczęsliwa. Bo jak na razie jesteś niewolnikiem. Czasem smutnym z
                poczuciem odrzucenia i braku szacunku a czasem zadowolonym w chwili
                okazania Ci przez męża czułości. tak czy siak - ciagle niewolnikiem.

                Droga nat, pogubiłam się trochę. Rozumiem, że pierwsza część wypowiedzi jest
                skierowana do autorki wątku. Ale ta druga może się odnosić zarówno do niej, jak
                i do mnie. Więc mimo wszystko odpowiem.
                Moje bycie lub nie szczęśliwą chyba jednak nie zależy od "głasków" męża. Ja już
                jakiś czas temu przestałam się na nie nabierać (przynajmniej tak sobie wmawiam).
                To tylko chwile wytchnienia w niekończącej się walce mąż-żona. Ja nie chcę
                walczyć, chcę spokoju, normalności, stabilności emocjonalnej, nawet za cenę
                obojętności, byle nie cierpieć. Nie chcę walki, ale też nie potrafię być potulną
                ofiarą, bronię się. To sytuacja bez wyjścia. Bardzo chciałabym, żeby ktoś jednak
                wskazał mi droge do tego wyjścia, bo jestem jednak z natury optymistką,
                niepoprawną:)
                • nat.wroclaw Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 10:56
                  Sebalda - do Ciebie jest epistoła na privie juz :)

                  A mój powyżej wpis kierowałam w całości do Moni - czyli autorki
                  wątku.

                  :)
                • triss_merigold6 Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 13:07
                  Ależ jest wyjście - rozwód. Bardzo proste. Dzieci masz duże więc
                  mnóstwo problemów organizacyjnych odpada.
                  BTW w innym wątku piszesz o kryzysie wiary u córki. Nie sądzisz, że
                  przyczyną może być wieloletnia obserwacja domowego piekiełka?
                  Dziewczyna mogła całkiem rozsądnie uznać, że katolicyzm się nie
                  opłaca skoro zmusza kobietę do tkwienia w takim syfie.
                  • sebalda Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 13:49
                    Ooo, nie sądziłam Triss, że tak uważnie śledzisz moje wypowiedzi, to mi pochlebia;)
                    Piszesz dosadnie, ale może po części masz rację.
                    Problem w tym, że syn ma 14 lat i teraz najbardziej potrzebuje ojca.Wiem, wiem,
                    napiszecie, że taki ojciec robi większą krzywdę, że życie w toksycznej rodzinie
                    i wiele tym podobnych. I ja sama tak piszę, ale kobietom, które mają jeszcze
                    małe dzieci, takie, które aż tak boleśnie nie odczują utraty ojca. Ale
                    nastolatkowi zawala się świat. Choćby nawet już widział i umiał ocenić złe
                    zachowania ojca, to ciągle jest ojciec. Czasami bardzo się starający, ogólnie
                    uczciwy, w swoim mniemaniu oddany rodzinie, tylko te nerwy, złe emocje.....
                    Poradzę sobie sama, i z domem i z finansami (ciężko, ale dam radę), z emocjami
                    własnymi też (właściwie odetchnę), ale czy poradzi sobie syn, który ojca kocha
                    mimo jego wszystkich wad? Może mi wybaczy, że doszło do rozbicia rodziny (bo to
                    ja wezmę sprawę w swoje ręce i ja będę inicjatorką rozejścia, tak to on
                    odbierze), ale na pewno nie od razu, może dopiero po wielu latach. Jego
                    dotychczasowy świat się zawali. Nie umiem mu tego teraz zrobić.
                    Syn jest cudowny, mądry, zdolny, grzeczny, taki rozumny i zrównoważony, czy nie
                    zmieni się o 180 stopni w akcie buntu, że rodzice mu to zrobili?
                    A może jednak po części jest taki, jaki jest, bo mąż, w przeciwieństwie do mojej
                    tolerancji, umie być stanowczy i wymagający? Może ja sama za bardzo byłabym
                    wyrozumiała i pozwalałabym na wszystko, co też do końca być może nie jest
                    dobre? Nie wiem, nic już nie wiem....
                    • triss_merigold6 Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 14:03
                      Nie śledzę Twoich wypowiedzi tylko czytam masochistycznie
                      forum "wychowanie w wierze". Interesują mnie procesy myślowe i
                      decyzyjne osób wierzących, tak z czysto poznawczego punktu widzenia.

                      Masz swoje racje i podejście kompletnie odmienne od mojego. Ja sobie
                      wprogramowałam zdrowy egoizm jako mocno dorosła kobieta, bo
                      wychowywana byłam w typowym dla tego kraju kodzie obyczajowym.
                      Ryzykujesz, że syn i córki powtórzą ten wzorzec we własnych
                      związkach.
                      • sebalda Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 14:21
                        Ryzykuję też, że będą szukać odwrotności;) Mój ojciec był dziwkarzem, zmarnował
                        mamie życie, ja szukałam uczciwego - znalazłam, ale jak się okazało uczciwość to
                        nie wszystko.
                        Córka już znalazła odwrotność tatusia - człowieka spokojnego, zrównoważonego,
                        szanującego ją i jej uczucia. Ale czy za jakiś czas nie wyjdą inne jego wady? A
                        może ona z takim zbyt ustępującym też nie będzie szczęśliwa, tym bardziej, że
                        czasami przejawia niektore cechy tatusia; z pewnością do zrównoważonych nie
                        należy, no ale to mogą jeszcze byc hormony. Bardzo jednak licze na ten związek,
                        bo partner jest naprawdę dobrym człowiekiem, zazdroszczę jej i mam nadzieję, że
                        ona bedzie umiała to docenić.
                        A co do mojego małżeństwa, ja ciągle jakoś tak naiwnie myślę, że przecież mój
                        mąż nie jest najgorszy. Moge na niego liczyć w potrzebie, nigdy mnie nie zawiódl
                        w ważnych sytuacjach, mamy sobie zawsze wiele do powiedzenia i dużo rozmawiamy,
                        mamy wspólne zainteresowania i światopogląd ( w ogólnym tego słowa pojęciu).
                        Wiem, że w jego mniemaniu on jest wspaniałym ojcem i mężem, takim oddanym
                        rodzinie (czemu trudno właściwie zaprzeczyć), rzeczywiście jesteśmy dla niego
                        najważniejsi, nigdy nas nie traktował jako mniej ważnych niż jego rodzina czy
                        przyjaciele, nie chodzi na wódkę (choć czasami bym chciała, może rozmowy z
                        innymi trochę by mu się przydały). I nawet on sam wie, że nie panuje nad złymi
                        emocjami, ale twierdzi, że a. nie jest w stanie nad nimi zapanować, b. to ja
                        zawsze go prowokuję, nigdy się nie wścieka bez powodu. A to ostatnie niestety
                        często nie jest prawdą, ale on często węszy mój podstęp lub niecheć i z
                        niewinnej uwagi robi aferę. Tego niestety już nie widzi.
                        Wiem, że się nie zmieni. Ważąc jego zalety i wady - dostaję kota.
                        Nie wiem, co robić.
                        • annb Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 14:37
                          sebaldo, moze to zabrzmi jak cytat z amerykańskich filmów, ale każdy
                          problem należy ze sobą przepracować.Zeby nie popełniać wciąż tych
                          samych błędów.
                          jesli nie terapeuta to przynajmniej zakupić parę książek i znaleźć
                          odpowiedź na pytanie, dlaczego się weszło w taki układ i dlaczego
                          się w nim tkwi.

                          A nad złymi emocjami zawsze można zapanowac
                          Ciezkie i wymaga wysiłku ale to się da zrobic.
                          aha
                          to ze cos jest twoją winą to częsty tekst przemocowców
                          • sebalda Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 14:52
                            Annb, ale ja doskonale wiem, dlaczego weszlam do tego związku: chciałam uniknąć
                            losu mojej mamy sponiewieranej przez ojca dziwkarza. I uniknęłam pod tym
                            względem. Mój mąż był oddany, wierny, mogłam na nim polegać, był szaleńczo
                            zazdrosny, co brałam z dowód miłości i bardzo mi to imponowało. A to, że przez
                            to zapamiętale się kłóciliśmy, to już taki szczegół. Najważniejsze, że kochał,
                            szalał z miłości, nie odstępował na krok. A której to kobiecie nie imponuje?
                            Teraz wiem, że jego zazdrość to nie był dowód miłości, tylko brak pewności
                            siebie, kompleksy, choroba w pewnym sensie, bo to była zazdrość chorobliwa. Ale
                            do tego doszłam dopiero po wielu latach.
                            A dlaczego tkwię: już napisałam, dla przeraźliwie smutnych oczu mojego syna, gdy
                            pada słowo rozwód. To też odpowiedź dla Nat. Moj syn robi się przeraźliwie
                            smutny, tak smutny, jak tylko smutny może być własny syn, gdy widzi, że skaczemy
                            sobie do oczu tak, że rozwód aż wisi w powietrzu. Mały (189 cm wzrostu;) jest
                            taki delikatny, taki słodki, wrażliwy i jednocześnie taki rozumny:( Nat, masz
                            małą córeczkę, ale wiesz co dla matki znaczy stres dziecka.Ja nie projektuję, ja
                            wiem, że dla niego byłby to koniec świata.
                            • triss_merigold6 Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 15:08
                              Oj przestań, słabo mi się robi.
                              Skoro ojciec kocha syna a syn ojca to nic nie stoi na przeszkodzie
                              aby po rozwodzie mieszkali razem. Albo, żeby ojciec nadal
                              uczestniczył w życiu dzieci. No, bo skoro kocha i ma własne
                              koncepcje wychowawcze to powinien uczestniczyć niezależnie od tego
                              czy żyje z żoną czy nie.
                              Dzieci postawione przed faktem dokonanym wiele rzeczy potrafią
                              znieść i się przystosować. Na razie uprawiacie iluzję szczęśliwej
                              rodziny z normalnymi partnerskimi relacjami, co w kontekście Twoich
                              opisów jest skrajną hipokryzją. Owszem, nastolatkowi może się
                              wydawać, że rozwód rodziców to koniec świata ale chyba ów nastolatek
                              nie żyje na pustyni i widzi, że ludzie się rozstają. Rozstają i
                              żyją, jest im fajnie, mniejszy stres.
                              Tez mi się wydaje, że projektujesz. Nastolatek komunikat w
                              stylu "Podjęłam decyzję, game over" powinien przyswoić, tłumaczyć
                              się nie musisz.
                              • sebalda Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 15:30
                                Triss, masz bardzo wiele racji, w tym, co piszesz. Mam tylko pytanko, bo ja z
                                kolei nie zawsze zwracam na wszystko dokładnie uwagę: czy masz dzieci? A jeśli
                                tak, to kiedy rozstałaś się ze swoim, ile wtedy miały lat i jak to przyjęły?
                                Wybacz, ale jeśli nie masz dzieci, to trochę teoretyzujesz. Ponadto każde
                                dziecko, tak jak każdy człowiek, jest inne. Jedne odetchną z ulgą i przejdą do
                                porządku dziennego, inne nie. Ot, życie.
                                • triss_merigold6 Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 17:44
                                  Mam prawie pięcioletniego syna, od męża odeszłam kiedy dziecko miało
                                  niecałe 2 lata. Syn był i jest bardzo związany z ojcem, nie raz
                                  słyszę, że tęskni za tatą. Prawie eks mąż jak dotąd z dzieckiem ma
                                  kontakt regularny (mimo pojedynczych obsuw, które mnie doprowadzają
                                  do szału), zabrał go też na 2 tygodnie wakacji, w wychowaniu i
                                  podejmowaniu decyzji okołodziecięcych uczestniczy.

                                  Powód odejścia? Lekceważenie. Narastające aczkolwiek w wersji
                                  znacznie mniej hard corowej niż w opisywanych tu przypadkach. Facet
                                  jako ojciec bdb, jako partner przestał liczyć się z moimi
                                  potrzebami. Uprzedzałam lojalnie, że znajdę sobie kochanka i
                                  znalazłam, romans był krótki, potem roczna przerwa w jakichkolwiek
                                  kontaktach i po zerwaniu z mężem zeszłam się z tym drugim. Ten drugi
                                  nie był przyczyną, w ogóle nie brałam go pod uwagę, romans był na
                                  zimno. Przyczyną bezpośrednią było przekonanie, że nie chce takiego
                                  życia i coraz silniejsze objawy depresji.
                                  W rodzinie generalnie mam opinię stukniętej, nieodpowiedzialnej
                                  qrwy, bo przecież nic strasznego się nie działo. Z poczuciem winy
                                  poradziłam sobie przy pomocy psychologa - jakieś 8 miesięcy spotkań
                                  co tydzień.
                    • nat.wroclaw Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 14:16
                      sebalda napisała:

                      >> syn ma 14 lat i teraz najbardziej potrzebuje ojca.
                      >> nastolatkowi zawala się świat.

                      >> ale czy poradzi sobie syn, który ojca kocha mimo jego wszystkich
                      wad?

                      >>Może mi wybaczy, że doszło do rozbicia rodziny (bo toja wezmę
                      sprawę w swoje ręce i ja będę inicjatorką rozejścia,

                      >>tak to on odbierze), ale na pewno nie od razu, może dopiero po
                      wielu latach.

                      >>Jego dotychczasowy świat się zawali.

                      >>Nie umiem mu tego teraz zrobić.


                      Wiesz co Sebalda .. mam taka silna fantazję, że bardzo mocno
                      przezywasz emocje syna. Projektujesz to, co on mógłby przeżywać i w
                      swoich planach starasz sie za wszelka cene (cenę pozostawania w
                      niedobrym dla Ciebie związku) - uchronic syna przed tymi uczuciami.

                      Przyszło mi na myśl, że byc może warto załozyc, że syn może inaczej
                      wasze rozstanie odbierze. Byc moze jego realne rozumienie tej
                      sytuacji jest inne, byc może nie idealizuje on wartosci "mama i tata
                      razem" widząc jak w istocie w domu jest? Nie wiem .. pisze byc
                      może ..

                      I jeszcze hmm .. gdy czytam twoje slowa przychodzi mi do głowy inna
                      fantazja - popatrz:

                      >> mam (??) lat i teraz najbardziej potrzebuje męża.
                      >> zawali mi się świat.
                      >> ale czy poradzę sobie - kochając męża mimo jego wszystkich wad?
                      >> Czy wybaczę sobie rozbicie rodziny? (bo toja wezmę sprawę w swoje
                      ręce i ja będę inicjatorką rozejścia,
                      >>Mój dotychczasowy świat się zawali.
                      >>Nie umiem sobie tego teraz zrobić.




                      • sebalda Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 14:43
                        Wiesz Nat, jedną z największych pretensji, jakie żywi do mnie mąż jest moja
                        nadmierna (w jego pojęciu) miłość i troska wobec dzieci. Twierdzi, że dzieci są
                        dla mnie najważniejsze, a powinien być on i w każdym konflikcie na linii
                        on-dzieci ja powinnam stać po jego stronie, tworzyć wspólny z nim front. I
                        teoretycznie oczywiście on ma rację, konsekwencja postępowaniu obojga rodziców
                        jest niezwykle ważna, ale niestety on nie bierze pod uwagę, że dla mnie dzieci
                        są najważniejsze nie tylko dlatego, że to naturalne dla matki, ale dlatego, że
                        on zwyczajnie nie daje mi najczęściej powodów do tego by być najważniejszym,
                        urzadzając mi srednio raz w tygodniu karczemne awantury i że dzieci mam naprawde
                        takie, jakie tylko mozna sobie wymarzyć, daję słowo, że nie przesadzam.Niestety
                        on w tej konkurencji, przez swoje postępowanie, naprawde przegrywa, ale swojej
                        winy nie widzi. Czarne jest czarne, biale jest białe i matka musi w pierwszej
                        kolejności kochać i wpierać męża, dopiero potem dzieci. Tak ma być i koniec. I
                        dopiero wtedy wszyscy moga być szczęśliwi, bo szczęśliwi, kochający rodzice dla
                        dzieci to jest ważniejsze niż nadmiernie troskliwa matka. I w sumie trudno się z
                        tym nie zgodzić (sama widzę, jakie dzieci są [były kiedyś] szczęśliwe, gdy przez
                        chwilę żyliśmy w zgodzie i harmonii, gdy się przytulaliśmy), ale to dziala tylko
                        wtedy, gdy rodzice mają za co się kochać, mają ku temu podstawy, nie są w swojej
                        miłości bez przerwy torpedowani i zrażani, jak ja wciąż jestem. I on, w jego
                        mniemaniu, też.
                        • moni071 Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 16:07
                          Twoja sytuacja jednak różni się od mojej, chociaż wcale nie jest łatwa.
                          Padło pytanie, czy ja także nie jestem winna takiemu stanowi rzeczy? Na pewno jestem, mam swoje wady. Jak mnie wkurza małżonek to palnę, że jest beznadziejny, chamski itp moja 7mio letnia córcia bardzo przeżywa nasze potyczki, zaraz płacze, także staramy się oszczędzić jej tych przeżyć. widziała jednak nie raz moje łzy i było jej przykro, pyta się mnie potem czy jestem szczęśliwa...
                          Ja w przeciwieństwie do ciebie nie mam o czym rozmawiać z mężem,on ze mną także nie, wynika to z obustronnej niechęci i antypatii.
                          Zresztą nasze rozmowy często kończyły się zanim się na dobre zaczęły, po słowach ,,nie bij piany" albo ,,przejdź do rzeczy" odechciewało mi się tych rozmów. Efekt jest taki,że nie mamy sobie nic do powiedzenia i zaofiarowania też już nic.....:-((
                          Jasne ze ja także jestem winna takiej sytuacji w naszej rodzinie, ta moja niechęć narasta od pewnego czasu bardzo. Jednak myślę, że ON sobie na nią zapracował solennie.
                          Wczoraj nie mogłam spać, długo myślałam o mojej sytuacji.
                          Narazie jest ona bez wyjścia.
                          Muszę się wziąć w garść. Córcia idzie do pierwszej klasy, zapisałam ją na basen 2 razy w tygodniu jak chciała. Ja natomiast też 2 razy w tygodniu będę chodzić na fitness - czas będzie zajęty, mniej czasu na myślenie.
                          Synuś to już prawie dorosły facet, trudny wiek, trudne rozmowy, pierwsza miłość, och kiedy to było...jakie to piękne !
                          Nie opuszcza mnie jednak poczucie winy, że nie udało mi się zbudować szczęśliwej, fajnej rodzinki, wzoru do naśladowania dla moich dzieci.
                          • marzeka1 Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 16:57
                            "Ja w przeciwieństwie do ciebie nie mam o czym rozmawiać z mężem,on ze mną także
                            nie, wynika to z obustronnej niechęci i antypatii. "- to może jednak lepiej
                            rozwód lub separacja? Tym bardziej, że córka przeżywa to, jak jest między wami?
                    • earl.grey Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 16:25
                      ale przecież rozwód rodziców nie oznacza w żaden sposób utraty ojca. Może syn
                      mieszkac z ojcem, a ciebie odwiuedzać, może mieszkać troche tu i troche tu.
                      Chyba przy tak duzym dziecku da się to jakoś ułozyć przy współpracy z samym
                      dzieckiem, a nie ponad nim, tak jak przy maluchach
                      • kornela24plus Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 17:17
                        Najprościej jest poradzić rozwiedz się jak ci nie odpowiada. Ale to nie jest takie proste. Wiem co piszę, bo sama jestem w podobnej sytuacji. Mój mąż też jest tak zwana złota rączka, stara się dla domu kocha nasze dzieci, lecz też jest wiele goryczy w moim małżeństwie, szczególnie przez jego wybuchowy charakter. Czasami mam wrażenie, że mnie nie kocha, jeżeli z taką nienawiścią się do mnie odnosi, ale mamy dzieci, zbudowaliśmy dom i naprawdę ciężko tak to wszystko zmarnować. Też byłam już prawie zdecydowana na rozwód. Ale próbuję to wszystko posklejać.Tzn. razem się staramy. Na pewno będzie jeszcze wiele ciężkich chwil, ale warto, bo nawet jak masz poczucie, że nie stworzyliście swoim dzieciom ciepłej rodzinnej atmosfery, to na przyszłość warto stworzyć im ten dom rodzinny do którego będą powracać, chociaż nie był on zawsze idealny. Zawsze jakieś miłe wspomnienia będą się wiązały z domem rodzinnym. U mnie był już kryzys prawie nie do opanowania. Napiszę jak ja sobie radziłam. Po wielu latach olewania mnie przez męża, bo w garażu ma coś do zrobienia, bo trzeba komuś coś pomóc, a ja wiecznie sama z problemami, nie mogłam wymóc na nim aby poświęcał więcej czasu dla rodziny, jak prosiłam o coś stawał się nie miły i arogancki. Też wiele nocy przepłakałam , bo jestem z tych romantycznych, które chodzą z głową w chmurach, też marzył mi się ktoś kto będzie mnie adorował, chodził na romantyczne spacery, wspólnie zajmował się naszymi dziećmi, ale niestety tak się nie stało, było rozgoryczenie, że nie jestem szczęśliwa. Ale jest takie przysłowie,że " co cię nie zabije to cię wzmocni" i teraz jestem faktycznie silniejsza. Teraz bardziej szanuję siebie, nauczyłam się cieszyć z tego, że jestem sama ze sobą, absolutnie nie rozpaczam przy mężu, nie chodzę smutna, ani nadąsana, przestałam zabiegać o jego obecność w moim życiu. To wywarło też pozytywny wpływ na mojego męża. Wiem, że teraz i on pragnie się zmienić i chcemy nadal budować szczęśliwą rodzinę mimo tylu niepowodzeń.

                        Myślę, że i tobie się uda dokonać naprawy swojego związku. Czego ci serdecznie życzę.
                        • moni071 Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 17:30
                          Tak tez sobie postanowiłam !!! zajmę się sobą i dziećmi. Nie chce już pokazywać
                          mojej słabości. Chcę być silna. Przecież jestem inteligentna, przebojowa, mogę
                          się podobać...mam atuty o których zapomniałam dzięki mojemu mężowi.
                          Rozwód mnie nie uszczęśliwi, ale nie chcę już na siłę ratować nasz związek. Czas
                          pokaże. Dzieci nie powinny widzieć łez, słyszeć obraźliwych słów. Chcę, żeby
                          miały jak najlepsze wspomnienia z dzieciństwa, na ile się tylko da.
                          Zostało mi jeszcze wiele powodów do radości, bardzo wiele. Mam za co dziękować
                          Bogu. Życie mamy przecież tylko jedno.
                          Trzymam za WAS i za siebie kciuki bardzo mocno. wszystkiego najlepszego kornelo :-)
                          • kornela24plus Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 17:49
                            Zobaczysz za jakiś czas jak będziesz, bardziej zauważała swoje potrzeby Twój mąż zapragnie Ciebie, sam będzie zabiegał o Twoje względy. Naprawdę to działa. Podobno najpierw sami musimy siebie pokochać, aby ktoś chciał kochać nas. Zawsze miej na twarzy miły uśmiech, a jak ci źle i smutno i musisz się wypłakać to schowaj się w takie miejsce, żeby Cię małżonek nie widział. Wiem, że to przykre, że człowiek sobie wyobrażał inaczej, ale niestety życie nieraz jest szorstkie i wyboiste. Pozdrawiam.
                            • triss_merigold6 Zróbcie sobie konkurs 28.08.09, 18:57
                              Zróbcie sobie konkurs, która z szerszym uśmiechem poniesie swój
                              krzyż.
                              Wolałabym odgryźć sobie rękę niż zawsze mieć na twarzy miły uśmiech,
                              bez względu na to jak najbliższa osoba się do mnie odnosi, bez
                              względu na to czy mnie ceni, lubi, szanuje.
                              Przekazujecie swoim córkom ten parszywy kod. Przykre.
                              • kornela24plus Re: Zróbcie sobie konkurs 28.08.09, 19:06
                                A wiesz ile satysfakcji daje to, że jednak się coś wywalczyło, chociaż okupione
                                to było dużym wysiłkiem. Oczywiście to również zależy od charakteru, poglądów.
                                Jeżeli Moni pisze i jest przekonana, że rozwód by jej nie uszczęśliwił, to co
                                ma usiąść i płakać, użalać się nad sobą?
                                • triss_merigold6 Re: Zróbcie sobie konkurs 28.08.09, 19:14
                                  Moni by się przydało parę spotkań z psychologiem, bo na razie biedna
                                  nie ma pojęcia co by ją uszczęśliwiło. Do tego stopnia wyparła
                                  własne potrzeby i odczucia, że zastanawia się nad tym czy ma prawo
                                  być nieszczęśliwa. Nie ona jedna, tysiące takich kobiet w tym kraju.

                                  Nie odczuwam satysfakcji z wywalczenia czegoś oczywistego w
                                  relacjach partnerskich. Zwłaszcza jeśli zostało to okupione dużym
                                  wysiłkiem. Uważam swoje zdrowie i nerwy za zbyt cenne.
                        • triss_merigold6 Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 18:01
                          I widzisz, ja się na taki układ kompletnie nie zgadzam. Budzi mój
                          opór sytuacja, w ktorej długofalowo miałabym - formalnie będąc w
                          związku - zajmować się sama sobą i dzieckiem/dziećmi i czerpać z
                          tego satysfakcję. Mogę, ok. ale SAMA. Ze świadomością, że jestem
                          singlem/samotną matką. Bez faceta w mieszkaniu i w życiu, nie licząc
                          przygodnych znajomości.
                          Finansowo jestem niezależna, mieszkaniowo i organizacyjnie w miarę
                          również więc jeśli mam być z panem to musi zgadzać mi się bilans
                          zysków i strat. Daję = dostaję. Przy czym dostaję to na czym MNIE
                          zależy a nie to co wydaje się panu słuszne i stosowne i np. nie
                          zależy mi na wysokich zarobkach czy odpowiednio ambitnym stanowisku
                          partnera.
                          I oczekuję adoracji, szacunku oraz miłych gestów. Czasu dla mnie.
                          Liczenia się z tym, że jak werbalizuję swoje potrzeby to nie po to
                          aby mówić do ściany/komputera/tv. Cierpliwość mam nieziemską dopóki
                          widzę, że facet się stara, może popełniać błędy ale się stara,
                          słucha. Może mieć inne zdanie ale nie lekceważy mojego.
                          • kornela24plus Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 18:52
                            Ja nie miałam na myśli aby taka sytuacja trwała zawsze, raczej, aby to co
                            proponuję było takim wstrząsem,impulsem dla obojga, próbą zwrócenia w pozytywny
                            sposób na siebie uwagi. Bo nadal podtrzymuję, że warto związek ratować, jeżeli
                            są jakieś szanse. Bo rozwieść się to też w pewnym sensie stchórzyć.
                            • triss_merigold6 Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 19:08
                              Komu opowiadasz bajki? U Ciebie i autorki wątku taka sytuacja trwała
                              wiele lat. Mnie wystarczyły niecałe dwa lata i było pozamiatane.
                              Szanuję swój czas, zdrowie i cenną energię, nie będę inwestować
                              jednostronnie.
                              Nie interesuje mnie odbiór rozwodu jako tchórzostwa. Za tchórzostwo
                              uważam tkwienie z miłym uśmiechem w układzie z kimś kto nie szanuje,
                              drze mordę, lekceważy i ogólnie ma maniery pana i władcy. Za to nie
                              ma dla partnerki i dzieci czasu.
                              • kornela24plus Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 19:15
                                Tak jak napisałam zależy to od charakteru i priorytetów, którymi się kierujemy.
                                I masz prawo się nie zgadzać. Pozdrawiam.
                          • moni071 Re: a ja się nie zgadzam 28.08.09, 20:11
                            Ja też oczekuje tego co ty, naprawdę. Wątpię, że da mi to mój obecny, ale nie
                            zamykam się przed światem, ja się dopiero dla niego otwieram !
                            wiem,że mam prawo do szczęścia i bardzo go pragnę. Wierzę,że mnie jeszcze kiedyś
                            spotka. Chcę w to wierzyć.
                            • natimila Re: a ja się nie zgadzam 06.09.09, 23:10
                              moni, smutno mi sie czytalo twojego posta.
                              jedyne co przyszlo mi do glowy to to, ze przydalaby ci sie terapia.
                              po tylu latach "meceracji" i psychicznego miazdzenia, szanse na to,
                              ze ktos nastepny kogo spotkasz bedzie inny od poprzedniego, sa
                              niewielkie. zycze ci powodzenia w odnajdywaniu siebie i tego co
                              czyni cie szczesliwa. ale przede wszystkim sily w walce o siebie.
            • awaaawa Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 22.09.09, 23:46
              No nie wiem, ja tak zrobiłam - w znaczącym stopniu odmieniłam swój
              wygląd, zadbałam o wypoczynek i dobre samopoczucie (o ile może byc
              dobre z tego typu facetem) - i... nic. Stwierdził tylko obojętnym
              tonem, że ciekaw jest dlaczego ta odmiana. Wszyscy znajomi,
              współpracownicy etc - chwalili w sympatyczny sposób. Zapytałam go
              więc jak to odbiera - powiedział, że mu to obojętne.
              A swoją drogą to twój mąż jest chyba niezłym egoistą. Pewnie nie
              zaprząta sobie nawet głowy tym, że może Ci sprawiac przytkrość jego
              zachowanie a juz tym bardziej tym, że może bez Twojego zaangażowania
              jego świat byłby mniej barwny i na pewno mniej wygodny? Traktuje Cię
              jak firmę usługową odpowiadająca za organizację imprez ku jego czczi
              i zapewne też za prowadzenie domy, wychowywanie dzieci (o ile się
              tym tematem w ogóle interesuje) - a może raczej sprawienie by mu nie
              przeszkadzały?
              Doskonale rozumiem Twoje uczucia, bo sama mam podobne. Ale tez nie
              wiem, co z tym fantem zrobić. Z drugiej strony kierowanie się tzw
              dobrem dzieci też nie zawsze jest chyba słuszne. Moja sąsiadka
              rozwiodła się z mężem, który ja tak traktował a jej młodszy syn
              (gimnazjum) powiedział, mamo, nareszcie. Teraz zyją w zgodzie,
              pomieszkuja u siebie wzajemnie i wyglądają - oboje- na zadowolonych,
              choć ona mówi, że nie potrafi całkiem zapomnieć i jeszcze boli...
              Pozdrawiam. A.
    • uczula Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 16.09.09, 10:15
      szczerze? - mysle ze cie zdradza.
    • ma-lwina Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 18.09.09, 09:26
      Nie zostawaj z mężem dla syna. To nienaturalne. Z mężem powinno się być dla
      męża. Syn patrzy "zbitym" wzrokiem? Bo chce mieć spokój i milość w rodzinie. Ale
      żeby nie wiem jak patrzył i żebyś ty też nie wiem jak chciała (skąd wiesz, czy
      nie masz takich samych smutnych oczu jak syn?) to nie przywróci harmonii w
      rodzinie. Twoja jedyna szansa to utworzyć spokojny i poukladany dom bez męża...
    • asia_i_p Re: chcę żeby mnie mąz kochał i szanował...:-(( 27.09.09, 20:08
      A powiedziałaś mu konkretnie, czego chcesz? To znaczy, że chcesz kolacji przy
      świecach, żeby mówił do ciebie miłym tonem i tak dalej - konkrety, a nie
      ogólniki "kochaj mnie i szanuj"?
      Jeśli jeszcze nie, to powiedz mu to. Daj mu szansę - może wcale nie jest taki
      zły i chce wypełniać twoje potrzeby, tylko po prostu nie wie, jakie są.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka