IP: *.cytanet.com.cy 30.06.05, 13:18
Krótka historia o tym, jak wyjechałem na Cypr i jak tu tak naprawdę jest.
Poprzez ulotki informacyjne o wyjazdach do pracy na Cypr, dotarłem do
przedstawiciela Agencji Pośrednictwa Pracy „Krystyna Ciosek” z/s w Stalowej Woli.
Składając swoje zgłoszenie, jedynym kosztem było zrobienie zdjęć. Po około 2
tygodniach dostałem telefon, z informacją, że jest oferta pracy, z której mogę
skorzystać.
Decyzje o wyjeździe do tej pracy musiałem podjąć w ciągu 24 godz., po
telefonicznym zapoznaniu się z warunkami oferty. Telefon otrzymałem około
południa we wtorek a wylot w piątek w nocy z lotniska w Warszawie.
Po podjęciu decyzji o wyjeździe, musiałem się stawić osobiście w biurze w/w
agencji pracy, celem podpisania umowy „dotyczącej skierowania do pracy za
granicą Pracobiorcy”.
§2 umowy mówi: „Warunki pracy i wynagrodzenia, a także przysługujące
Pracobiorcy, z tego tytułu świadczenia to ubezpieczenie socjalne, posiłki w
godzinach pracy, za które nie będzie pobierana odpłatność. Płaca minimum … CYP
+ premie miesięczne. Pracodawca zapewni nieodpłatnie zakwaterowanie.”
Płaca minimalna wpisana odręcznie zgodnie z przesłaną faksem ofertą z Cypru: 280.
Umowę współpracy, co było równoznaczne z przyjęciem tej oferty pracy,
podpisałem a agencja pobrała ode mnie 610 PLN brutto za pośrednictwo.
Po podpisaniu umowy zostałem wysłany do „zaprzyjaźnionego” z agencją biura
podróży, gdzie za kwotę 1250 PLN zakupiłem bilet na lot z Warszawy do Larnaki.
Bilet LOT-u w dwie strony a powrót mogę zrealizować w ciągu roku.
W Larnace byłem około godziny 3.00 rano czasu lokalnego. Odbierał nas (około 5
osób) pracownik prywatnej cypryjskiej agencji pośrednictwa pracy „Stalagmite
Enterprises Ltd.”, z którą współpracuje agencja ze Stalowej Woli. Tym
pracownikiem była polka – pani Dagmara. Około godz. 5 rano byliśmy w Limassol,
w domu, w którym mieliśmy oczekiwać na odbiór nas przez pracowników cypryjskich.
Zaraz po rozlokowaniu nas, pracownik agencji – Cypryjczyk - zarządzał
pieniędzy – 250 euro, za pośrednictwo pracy i „opiekę” na Cyprze. Byłem
uprzedzony o tej opłacie w Polsce przez panią Ciosek. Nie dostałem żadnego
pokwitowania.
Dom, w którym zostałem umieszczony jest starym dwupiętrowym budynkiem,
niewyremontowanym, bieżąca woda tylko zimna, ciepła dostępna w łazience
poprzez załączenie automatu, jednak nie można było tego takze nazwać normalnym
dostępem.
Okna zamiast całych szyb, mają szklane żaluzje, które są zardzewiałe na
elementach ruchomych, przez co cały czas niedomknięte.
Zostałem umieszczony w pokoju bez okien, nieumeblowanym, tylko wstawione dwa
łóżka. Nie dostałem żadnej pościeli. Przez wszystkie dni pobytu tam, spałem
pod jakimś prześcieradłem z głową na poduszce zrobionej z ręczników. Cypr nie
jest w tych miesiącach (listopad/grudzień) taki ciepły. Wszystkie poranki
budziłem się zmarznięty, mimo spania w ubraniu, bo oczywiście nie było
zamontowanego żadnego ogrzewania.
Od samego początku pobytu tam nie byłem poinformowany, kiedy przybędzie po
mnie mój pracodawca. Dopiero po kilku dniach powiedziano mi, że ten pracodawca
zerwał współprace z agencją. Po kilku dniach znalaziono dla mnie nowe miejsce
pracy.
Przez cały czas pobytu w tym domu, przebywając z Polakami, którzy rezydowali
już dłuższy czas na Cyprze, wysłuchałem dużo historii ich pobytu. Z moją
niepewną sytuacją i głową „nabitą” tymi opowieściami, był to dla mnie bardzo
stresujący czas.
Do tej pracy, do której przybyłem, a która okazała się nieaktualną, miał ze
mną przylecieć jeszcze jeden Polak, jednak jak się dowiedziałem, poprzez
trudne warunki pogodowe nie dotarł na lotnisko i przylot przesunięto o
tydzień. W czasie rozmów z panią Dagmara dowiedziałem się, że człowiek ten nie
został poinformowany o fakcje, że nie ma tej pracy. Gdy zapytałem tej pani o
to, co zamierzają w związku z tym, że przylatuje i nie ma dla niego zastępczej
pracy, odpowiedziała mi: „w sumie to jeszcze nie wiemy, co z nim zrobimy”.
Podczas pobytu w tym domu, zażądałem od agencji umowy lub pokwitowania na te
250 europ. Pani Dagmara oznajmiła mi, że firma nie prowadzi pośrednictwa
pracy, a wszystkie kontakty biznesowe są oparte na umowach ustnych, czy to z
pracodawcami, czy pracobiorcami. Oczywiście, było to kłamstwem, ponieważ
oficjalnie na reklamach i wizytówkach firmy jest oferowana usługa pośrednictwa
pracy. Po konsultacji z szefem, pani Dagmara następnego dnia zaproponowała mi
fakturę wystawioną na usługę zakwaterowania i transportu z Larnaki do
Liamssol. Wiedząc, że nie dostanę od nich niczego innego, zgodziłem się na ten
dokument.
Podczas „dyskusji” z panią Dagmarą (bardzo krzykliwa i chamska osobowość),
dowiedziałem się, przypuszczam, niezamierzeni z jej strony, że 60 euro z
każdej kwoty im przekazanej, przez ludzi przybywających do pracy jest wysyłane
pani Ciosek. Wnioski myślę nasuwają się same. Wszystko to odbywa się na
półlegalnie, a pani Ciosek i cypryjska agencja uzyskuje nieudokumentowane dochody.
Rozmawiając z Polakami przybywającymi do pracy na Cypr, dowiedziałem się, że
są także pobierane wyższe pieniądze przez agencję, np. 350 euro za pośrednictwo.
Wysłuchałem wielu historii ludzi, którzy trafiali do różnych pracodawców; duża
liczba tych przypadków to praca po więcej niż 40 godzin tygodniowo i
zamieszkanie w warunkach poniżej przyjętego minimum sanitarnego. Zdarzały się
przypadki lokowani ludzi w miejscach gdzie są karaluchy i szczury.
Gdzie ja trafiłem?
Znaleziono mi miejsce w cukierni. Warunki, jakie przedstawił pracodawca, to
praca od 7.30 do 18.30, z godzinną przerwą obiadową (posiłek dostarczany przez
pracodawcę) i dwoma przerwami po 15 minut każda; zamieszkanie z dwoma Polakami
i jednym Syryjczykiem w umeblowanym i wyposażonym „mieszkaniu”, znajdującym
się w budynku firmy nad pomieszczeniami cukierni; praca 6 dni w tygodniu, za
320 funtów „do ręki”.
Mieszkanie faktycznie było umeblowane i wyposażone, ale nie można było tego
nazwać całkowicie mieszkaniem, ponieważ były to zaadaptowane pomieszczenia
biurowe.
Wyraziłem zgodę na tą pracę, chcąc rozpoznać bardziej sytuację, w jakiej się
znalazłem i odrobić koszty wyjazdu, które wyniosły około 3300 PLN.
Jak się okazało, czas pracy, który był mi przedstawiony na początku był
fikcją. Rzadko kończyliśmy o 18.30. Jednogodzinna przerwa obiadowa trwała 30
min. a 15-minutowych przerw po prostu niebyło. Sytuacja ta odnosiła się tylko
do naszej czwórki, Cypryjczycy zatrudnieni tam kończyli przeważnie po 8
godzinach pracy, gdzie my w tym czasie pobiljaliśmy rekordy np. 16 godzinna
dniówka!
Pracując tam, chciałem też osiągnąć jeszcze jeden cel, mianowicie
zarejestrowanie w cypryjskim lokalnym biurze pracy i przyznanie numeru
ubezpieczenia socjalnego, a także zalegalizowanie mojego pobytu na Cyprze.
Uzyskanie numeru ubezpieczenia socjalnego i certyfikatu rezydenta jest
wymagane przez tutejsze prawo i trzeba tego dokonać w ciągu 3 miesięcy.
Umowy o pracę, jako takie między cypryjskimi pracodawcami i zagranicznymi
pracownikami, nie funkcjonują. Przeważnie warunki pracy oparte są na zapisach
związanych z aplikacją składaną do urzędu emigracyjnego, gdzie umieszcza się
liczbę godzin pracy i wynagrodzenie. Nasz pracodawca, przedstawił nam do
podpisania niewypełnione aplikację a upomniawszy się o wpisanie w/w warunków
współpracy, zostały wpisane przez niego: 66 godzin pracy w tygodniu i 320
funtów wynagrodzenia miesięcznego. Wiedząc, że jest to niezgodne z prawem
pracy, zarówno cypryjskim, jak i dyrektywami Unii Europejskiej, byłem bardzo
ciekawy jak tą aplikację odbierze urząd. Po odbiór certyfikatów musieliśmy się
stawić osobiście w urzędzie i tam też poprosiłem pracownika tejże jednostki o
skserownie dla mnie tej aplikacji. Jak dobrze przeczuwałem, zostały
podmieniona strona z warunkami pracy.
Przyłapałem pracodawcę na fałsz
Obserwuj wątek
    • Gość: rzad sie wyzywi Re: cypr a spawa polskich bialych murzynow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.05, 13:50
      nic dodac, sprawa z 1 reki,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka