Dodaj do ulubionych

Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole

    • mcgoo Re: Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 02.11.09, 08:56
      obowiązek edukacyjny niszczy nasze społeczeństwo
    • affera123 Cóż za geniusz! 02.11.09, 09:06
      Ja myślę, że jeszcze za mało tych kółek zainteresowań, niech się
      chłopak jeszcze na jakieś zapisze, bo się biedaczyna zanudzi.
      Ciekawe tylko, co w przyszłości będzie robił w życiu zawodowym,
      skoro nie ma sprecyzowanych zainteresowań, tylko trochę tego, trochę
      tamtego, może niech zostanie nauczycielem i pokaże, jaki jest dobry!
    • troll_bagienny Elitarność szkół 02.11.09, 10:20
      Jak szkoły kształtują przyszłe elity niech pokaże przykład
      absolwentki liceum im Stefana Batorego w W-wie (szkoła od lat w
      czołówce najlepszych szkół średnich stolicy), niejakiej Anny Muchy,
      która dziś pokazuje cycki w "Playboyu" i robi z siebie idiotkę
      w "Tańcu z Gwiazdami".
      • dzielanski Jeśli cycki ma ładne... 02.11.09, 15:11
        Nie oglądam "tańca z gwiazdami", więc nie bardzo wiem, kim jest owa
        Anna Mucha, ani jak to dziewczę wygląda, ale skoro zamieścili jej
        zdjęcie w Playbou, to cycki musi mieć pierwsza klasa. Więc
        przypuszczam, że przynajmniej WF był u Batorego na jakim takim
        poziomie - pomogli jej wyrobić piersiowce i ma teraz dziewczyna fach
        w ręku.
    • three-gun-max Socjalistyczna propaganda 02.11.09, 10:52
      Wyborcza próbuje przekonywać ludzi, że socjalistyczno-komusze szkoły publiczne są lepsze. Otóż nie. Dobra prywatna szkoła zawsze będzie lepsza od państwowego molocha. Lepsi i lepiej opłacani nauczyciele, mniejsze klasy, mniejsze szkoły gdzie każdy zna każdego.
      Dobre szkoły prywatne są lepsze tak jak i młodzież, która do nich chodzi.
      • ofiara_przemian Co po szkole, jak bachor leniwy? 02.11.09, 16:18
        Mój brat zalicza teraz trzecią szkołę. Pierwsza była muzyczna, dużo
        przedmiotów "zawodowych", ale żenująco niski poziom przedmiotów
        ogólnokształcących, co wyszło potem w szkole prywatnej, która jednak
        dała mu szansę, żeby się nieco podciągnął, na
        zasadzie "bezstresowości" nauczania, no bo prywatnie i za pieniądze.
        Wylali na mordę po 1 semestrze, tata z mamą załatwili
        liceum "renomowane", no bo może nauczyciele w tym poprzednim się
        uwzięli, a ta nowa szkoła miała mu podziałać na ego i ambicję, na
        zasadzie, że będzie podążał za najlepszymi, za elitą. I wtedy
        gó...arz zaczął już "profesjonalnie" wagarować, znowu won na ryj.
        Teraz chodzi do liceum osiedlowego, bo to ostatnia deska ratunku,
        wątpię, żeby się zaczął uczyć, ale fajnie patrzeć, jak starzy,
        którzy gardzili całe życie "osiedlowymi molochami", teraz robią pod
        siebie ze szczęścia, że progenitura nie wylądowała w zawodówce
        (stamtąd to by wyleciał, bo ma dwie lewe ręce i nawet szklanki po
        sobie nie zmyje, więc i gwoździa prosto w ścianę nie wbije). Wniosek
        jest taki: jak dzieciak ma lenia w dupie, to mu żadna szkoła nie
        będzie odpowiadała, pozostaje szkoła życia, z etykietą matoła,
        nieudacznika i bezrobotnego w przyszłości.
    • confused.girl co za bzdury... 02.11.09, 11:51
      Po pierwsze to żadna niespodzianka, że szkoły "elitarne" przede wszystkim się
      lansują i lecą na olimpiadach i konkursach.

      Po drugiej, koło Kacpra nauczyciele skaczą i "umawiają się z nim na spotkania"
      dlatego, że na tle pozostałych dzieci w zwykłym gimnazjum jest wyjątkowo zdolny.
      A w poprzedniej szkole reprezentował taki poziom jak większość uczniów. Ciekawe
      czy ci wszyscy wspaniali nauczyciele interesują się też tak bardzo przeciętnymi
      i słabymi uczniami, jak Kacprem.

      I trzecia, największa bzdura w artykule to teza, że zdolny uczeń jest
      utrapieniem :O Sama miałam bardzo dobre oceni w szkole i jakoś nie pamiętam,
      żebym była dla kogokolwiek problemem. Natomiast tragedią było podejście do
      uczniów mniej zdolnych, czasem też z rodzin patologicznych - to ich ośmieszano
      na lekcjach, a na zajęciach tzw. wyrównawczych zawsze przypominano, że są na
      nich dlatego, że zaniżają poziom klasy. Porażka.
    • olias Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 02.11.09, 12:10
      ma mądrych rodziców. to raz. niełatwo jest zaaprobować taką decyzję i jeszcze
      uwierzyc w rozsadek dziecka. rozróżnianie świata realnego od pozorów tez od
      nich się uczył. znam takich którzy wpadliby w spazmy a potem "wytłukli
      gó...arzowi takie fanaberie z głowy".
      tylko jedno, jedniutkie ale ... "zostawali z nim za darmo po lekcjach i
      poszerzali wiedzę. ALE TO BYŁY WYJĄTKI."
      otóż wolałbym żeby takich nie było. przynajmniej nie w naszej kochanej
      ojczyźnie. Bez przerwy jacyś świetnie zarabiający (albo raczej "dostający"
      kasę oczekują ode mnie bym znowu, kolejną, ważną bo pilną rzecz zrobił. za
      darmo. ściślej ... "w ramach obowiązków służbowych" a co jest moim
      obowi.azkiem służbowym? - "ja nie znaju" jak mawiają nasi bracia Rosjanie.
    • anna-888 Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 02.11.09, 12:39
      Elitana szkola jest chyba lepsza dla snobow, ktorych nie brakuje !!
    • czarny-zuzkaw Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 02.11.09, 12:51
      Nie wiem o co chodzi z tą nagonką na prywatne szkoły. To już kolejny artykuł
      na tym portalu, bardzo wyraźnie sugerujący,że szkoły prywatne są okropne,
      chodzą tam zblazowani lanserzy i nic się w nich ciekawego nie dzieje. Jestem w
      trzeciej klasie prywatnego gimnazjum i czuję się tu fantastycznie. Nie ma tu
      ani jednego nauczyciela, którego by nie obchodził uczeń, zwłaszcza taki chcący
      się rozwijać.w porównaniu do mojej byłej,publicznej podstawówki różnica jest
      niewiarygodna. Od nauczyciela zawsze dowiem się czegoś ciekawego, możemy
      szczerze podyskutować. Jest mnóstwo zajęć dodatkowych, Kacper nie
      miałby żadnego problemu aby chodzić na ulubione przedmioty.

      Ten artykuł jest krzywdzący i nieobiektywny, bo zarówno wśród szkół
      publicznych, jak i niepublicznych zdarzają się lepsze i gorsze placówki !!!
    • beatrix13 rodzice Kacpra nie rozumieją słowa"elitarna" 02.11.09, 13:28
      bo takie owszem są szkoły gimnzjalne,ale nazywają się bezobwodowe,
      do których,aby się dostać nie wystarczy średnia powyżej 5,0,ale
      dodatkowe egzaminy z wiedzy ogólne, języków obcych czy do klas
      matematycznych z matematyki. Im wydawało się,że to elitarna , bo w
      willowej dzielnicy,śmiechu warte!
      Te bezobwodowe gimnazja tworzone są przy najlepszych liceach po to
      właśnie, by najzdolniejsi mogli uczestniczyć w lekcjach i kołach
      zainteresowań dla licealistów.
    • rrosemary Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 02.11.09, 13:43
      Na złą szkołę można trafić wszędzie. Natomiast to, że w tej biednej jest
      program UE i nauczyciele spotykają się po lekcjach z uczniem to jest wynik
      tego, że bogata szkoła nie dostałaby takiego dofinansowania, bo być może
      konkursy były z programu wyrównywania szans, a jak wiadomo takich programów
      nie przeprowadza się w szkołach, które mają sukcesy a dzieci są z tzw dobrych
      (i bogatych) domów (tam koszta ponosi rodzic - albo płacąc w
      prywatnym/społecznym i wymagając od szkoły, albo w państwowym opłacając np.
      korepetycje w domu).
      Druga rzecz to to, że wraz z podniesieniem pensji nauczycielom dołożono im
      godziny do etatu, tyle, że nie bardzo jest jak program poszerzyć, bo dzieciom
      nie można ot tak dodać po jednej lekcji z każdego przedmiotu, stąd właśnie te
      koła zainteresowań (często na papierze, bo wsadzane tam gdzie nauczyciel ma
      okienko, a nie kiedy większość dzieci jest po lekcjach). W nowej szkole
      widocznie wpiszą to sobie jako indywidualna praca z uczniem, a to zawsze
      łatwiej pogadać z jednym, zainteresowanym uczniem niż gromadą zmuszonych.

      Po tych wszystkich uwagach należy jeszcze powiedzieć to, że nauczyciele z
      powołania zdarzają się wszędzie, o tym warto pamiętać.
    • titta problem dzicieciecia wybitnie uzdolnionego... 02.11.09, 14:04
      Oj. cos mi sie wydaje, ze mama z tych zakochanych w potomku...
      Zrobilismy, zalatwilismy...

      Nie przecze, ze srednia osob przyjmowanych do szkoly, nie jest
      wytyczna poziomu szkoly i zaangarzowania. Decyzja zmiany szkoly w
      tym przypadku tez mogla byc sluszna. Ale uogolniac nie wolno.
      Co mnie uderza w tym tekscie? Ja chodzilam do "zwyklej" podstawowki,
      potem do "elitarnego" liceum. Wiekszasc zajec dodatkowych, glownie w
      tej "elitarnej" szkole, ale tez w ostatnich klasach podstwowki
      (czyli odpowiednik gimnazjum) zalatwialismy sobie sami, oddolnie.
      Zaden rodzic sie nie mieszal w to, ze molestujemy "pania z chemi" o
      dodatkowe lekcje. Jakis tam mechanizm wspierania zdolnych ucznow ma
      chyba kazda szkola. Zarowno w mojej podstawowce jak i w liceum
      mozliwy byl tok indywidualny, dzieki ktoremu czesc osob nie
      musiala "kwitnac" na wybitnie nudnych lekcjach (material zdawali w
      formie komisyjnej). W tym czasie bral udzial w zajeciach ze starsza
      klasa (np. ja na biologie chodzilam w pierwszej klasie z trzecia)
      jakiegos kola, lub rozwiazywali zadania z innego przedmiotu. Czasem
      byla to inicjatywa nauczycieli, czasem ucznia. Tak wiem, ze bylo to
      wieeele lat temu. Ale czy szkolnistwo naprawde sie tek zmienilo? Czy
      moze jednak oczekiwanie niektorych rodzicow przerastaja checi i
      mozliwosci dzieci przyzwyczajonych do tego, ze wszystko podaje im
      sie w formie gotowej?

    • ami_lii Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 02.11.09, 14:35
      Wybitną uczennicą to ja nie byłam (ech ta nieszczęsna chemia i
      fizyka :/) ale z przedmiotów Polski i angielski to miałam identyczny
      problem jak Kacper. Anglistkę miałam cudowną, która po zorientowaniu
      sie że mi sie zwyczajnie nudzi na zajęciach, dawała dodatkowe
      zadania, trudniejsze klasówki i wysyłała na przeróżne konkursy.
      Teraz jestem na studiach anglistycznych, i raczej na nudę nie mam
      czasu :)

      Niestety polonistka zachowywała sie zupełnie na odwrót. Omawianie
      lektury u niej polegało na dyktowaniu notatek o lekturze, odpytanie
      tych notatek a potem sprawdzian z notatek. Niestety okazało sie że
      ma paru uczniów którzy (o zgrozo!) czytają lektury, i co gorsza, nie
      zgadzają sie z polonistką! Pierwsze 2 lata to było gnębienie tych
      osób (kolega dostał jedynkę za stwierdzenie że nie zgadza sie z
      opinią pani polonistki na temat postaci Kordiana, z komentarzem pani
      polonistki że ona skończyła Polonistkę i ona wie najlepiej jak
      powinno omawiać sie lekturę, a smarkacze tacy jak my to moglibyśmy
      ją poprawiać gdybymyśmy tak jak ona studia skończyli!). Ja z
      odpowiedzi ustnych dostawałam oceny 3,4 również z komentarzem "ty
      nie mów co myślisz na temat tej lektury, ty mów co ja podyktowałam!".
      • ami_lii Re: Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 02.11.09, 14:40
        Ale w 3 klasie, po maturach próbnych pani polonistka front zmieniła.
        Otóż okazało sie że ci denerwujący uczniowie uzyskali jedne z
        najlepszych wyników z polskiego w całej szkole! Nauczyciele
        sprawdzający pracy nie mogli sie nas nachwalić i gratulowali pani
        polonistce takich wspaniałych uczniów. Oczywiście wtedy sie nagle
        okazało że pani polonistka nas zawsze bardzo lubiła, jedynie chciała
        nas zmotywować :/ Czy fakt że dostała nagrodę od dyrekcji za
        wspaniałe wyniki z normalnej matury z polskiego coś wam mówi?
    • supermacio Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 02.11.09, 14:42
      Hahaha, ale się uśmiałem czytając wszystkie posty - niech żyje Dariuszekxd -
      najlepszA UCZENNICA opisywanego gimnazjum :)
      Ciekawi mnie jedno - jeśli to nie pic na wodę, to na czym problem polega, aby
      ci co bronią stron nie napisali o które szkoły chodzi. Przecież pisząc, że
      szkoła x jest najwspanialsza nikt nie wytoczy sprawy o szarganie opinii...
      Nasuwa mi się jedno podsumowanie - rodzice megalomani i dyrekcje szkół mające
      gdzieś uwagi rodziców są wszędzie. Nie chce mi się wierzyć, że owa elitarna
      szkoła za nic miała opinie rodziców, chyba, że mamuśka to pieniacz zwykły i
      zamiast porozmawiać z dyrekcją zabrała synka. Nie oskarżam mamy, nie bronię
      szkoły, żeby jasnym było.
    • izzo Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 02.11.09, 14:56
      Przyznam, że nie bardzo rozumiem tej "sensacyjności" artykułu. Cóż to za
      odkrycie, że jakaś szkoła, choć zdawała się być renomowana, okazała się
      nieodpowiednia dla jakiegoś ucznia? Czy ktoś rozsądny w ogóle kieruje się w
      wyborze szkoły tym, że "jest w willowej okolicy" (rodzice Kacpra chyba tak,
      skoro tak willowość owej okolicy podkreślają) czy samymi tylko wynikami
      szkoły? Jak ktoś, kto ma dziecko w wieku szkolnym (a już szczególnie zdolne
      dziecko) w ogóle nie robi rozeznania, czy jakaś szkoła będzie odpowiednim
      miejscem dla jego dziecka? Nie pytał, jak wyglądają zajęcia dodatkowe, jacy są
      nauczyciele, jak się wiedzie innym uczniom?
      Doskonale rozumiem i Kacpra, i rodziców, natomiast nie rozumiem tezy tego
      artykułu. Sugeruje on, że szkoły tzw. renomowane, czyli do których trafiają
      lepsi uczniowie, są z zasady gorsze niż zwykłe rejonowe, w których jest
      świetnie i wszyscy są frontem do ucznia. Owszem, jest jakiś procent szkół
      słabszych, które świetnie pracują z uczniami i starają się o fundusze itp. A
      już szczególnie jak trafi im się taki Kacper, to chuchają na niego, bo trafił
      im się rodzynek. Nie zapominajmy, że owa szkoła renomowana też jest czyjąś
      szkołą rejonową, bo nigdzie nie było napisane, że jest to szkoła bezobwodowa.
      Zatem nie piszcie ogólników, że rejonowa jest OK, renomowana jest be. To, że
      akurat taka sytuacja się zdarzyła, nie świadczy, że wszystkie szkoły
      "renomowane" nie potrafią pracować z uczniami zdolnymi, ani że słabe rejonówki
      są takie świetne. Kacper ma i tak farta, że szkołę może sobie wybrać,
      uczniowie przeciętnie tego wyboru najczęściej nie mają. Ważne, żeby z tej
      możliwości wyboru szkoły korzystać mądrze.
      • polonus514 Re: Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 03.11.09, 14:55
        izzo napisała:

        Czy ktoś rozsądny w ogóle kieruje się w
        > wyborze szkoły tym, że "jest w willowej okolicy" (rodzice Kacpra
        chyba tak,
        > skoro tak willowość owej okolicy podkreślają) czy samymi tylko
        wynikami
        > szkoły?

        Ta willowa dzielnica jesst rejonem dla tego gimnazjum. Renomowana
        bo spośród nas jest ogroma większość uczniów ze świetnymi
        świadectwami z rejonu, jeszcze dochodzą uczniowie w miejsca wolne
        ze średnią powyżej 5-eć.
        Ta rejonowa jest wśród bloków i z poza rejonu przychodzą uczniowie
        nawet ze średnią trzy.
        W artykule chodzi o to że w szkole gdzie jest dużo zdolnych dzieci
        lekceważy się je - a wiem to z doświadczenia. my ten artykuł
        rozumiemy.

        choć zdawała się być renomowana, okazała się
        > nieodpowiednia dla jakiegoś ucznia?<
        wielu z nas narzeka i po kątach się mówi że artykuł trafił w 10.

        Chodzi o fałsz że tam gdzie sie mówi że jest super jest gorzej niż
        tam gdzie niby jest żle. Wszyscy idąc tutaj byliśmy pewni że tamto
        gimnazjum jest gorsze od naszego chodzi o towarzystwo i poziom,
        teraz dowiedzieliśmy się że gdzie indziej inaczej wygląda praca z
        uczniem i że podchodzi się do uczniów inaczej raczej lepiej.
        Chcielibyśmy mieć wybór i każdy z klasy żeby mógł wybrać sobie kółko
        jakie chce. Z zazdrością patrzymy jak inne klasy mają więcej
        informatyki i jeszcze dodatkowo koło z ich nauczycielem. Nie mamy
        żadnego wyboru i tyle..
    • ondablue Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 02.11.09, 15:08
      Jestem w podobnej sytuacji, co mama Kacpra. Choć mój syn uczęszcza do innego gimnazjum, to też kółka są o godzinach pasujących nauczycielom, zbyt często odwoływane, kończą się po konkursach przedmiotowych itp. Nauczycieli też ma różnych. Ale szkoły nie zmienię. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Liczy się to, że z przedmiotów, którymi się interesuje ma takich belfrów, których lubi i szanuje, a poza tym w klasie jest spora grupa fajnych dzieciaków, z którymi utrzymuje kontakty po szkole. Zbyt długo już moje dzieci chodzą do szkół, abym uwierzyła, że istnieją takie idealne, jak np. nowa szkoła Kacpra. A tak w ogóle, to uważam,że szkołę należy oceniać po jej zakończeniu, a nie po kilku miesiącach nauki w niej.

      Nie mam też czasu na czekanie, aż coś zmieni się na lepsze szkolnictwie, ani energii aby samej coś zmieniać. Opłacam więc z własnej kieszeni lekcje języków obcych oraz pomagam w przygotowywaniu do szkolnych konkursów.
      I zgadzam się z opinią, że komentowany artykuł powinien dotyczyć jakości szkolnictwa, a nie oceniać postępowania Kacpra i jego mamy.
    • nika_j Re: Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 02.11.09, 20:29
      Ta historia dotyka zjawiska, które pojawiło się u nas całkiem nie tak dawno,
      tzn. powstania tzw. elitarnych szkół. A zjawisko to pojawiło się własciwie wraz
      ze zniesieniem powszechnej kiedyś bezwzględnej rejonizacji szkół (poza szkołami
      średnimi, rzecz jasna). Jakość szkół się polaryzuje. Ze szkół słabszych czy
      choćby położonych w kiepskiej okolicy, z dużą liczbą tzw. marginesu odchodzą
      lepsi uczniowie do tzw. szkół nieco lepszych i przez to słabsze szkoły staja się
      coraz słabsze, mimo że tak naprawde niewiele to ma wspólnego z jakością pracy
      nauczycieli, a bardziej - z jakością "materiału", czyli uczniów. I tak często w
      elitarnych szkołach uczą słabi nauczyciele, a w słabych - lepsi, ale to i tak
      nie ma większego znaczenia, bo i tak to jakość uczniów decyduje w większym
      stopniu, jak się mozna przekonać. Dobrzy uczniowie nawet w szkołach z kiepskimi
      nauczycielami dobrze zdają egzaminy, a uczniowie słabi nawet w szkołach z
      nauczycielami-pasjonatami egzaminy zdają słabo. Mała liczba szkół tzw.
      wspierających dobitnie tego dowodzi.
      Żeby nie było tak prosto, motywy uczniów wybierających szkoly renomowane nie są
      tylko i wyłącznie "naukowe". Wcale niekoniecznie chodzi tylko o wyniki
      nauczania. Część uczniów ucieka z rejonu głównie z powodu potrzeby zmiany
      środowiska. Nie dziwi mnie, że po 6 latach męczenia się z drechami w swojej
      rejonowej podstawówce młodzież ambitniejsza wybiera "elitarne" szkoły poza
      rejonem, żeby wreszcie nie mieć z tą hołotą nic wspólnego, żeby wreszcie móc
      przebywać na co dzień z normalnymi ludźmi. To nie jest więc tak, że młodych
      ludzi wygania poza rejon tylko jakaś mityczna pozycja w rankingu i chęć
      uczęszczania na wszystkie kółka zainteresowań, jakie tylko sa możliwe.
      Środowisko to również ważna sprawa.
      • ondablue Re: Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 02.11.09, 22:07
        nika_j napisała:

        > To nie jest więc tak, że młodych
        > ludzi wygania poza rejon tylko jakaś mityczna pozycja w rankingu i chęć
        > uczęszczania na wszystkie kółka zainteresowań, jakie tylko sa możliwe.
        > Środowisko to również ważna sprawa.

        Właśnie m.in dlatego syn wybrał tzw. renomowane gimnazjum. Gdyby poszedł do rejonowego, spotkałby się w nim z większością kolegów z podstawówki. Nie nazwałabym ich jednak "drechami", a raczej mało zainteresowanych nauką i swoimi w niej postępami, co w konsekwencji skutkuje obniżeniem wymagań nauczycieli. Inaczej większość uczniów musiałaby powtarzać klasę. Uczeń zdolniejszy uważany jest zaś w takiej szkolnej subkulturze za kujona, czyli kogoś gorszego.
        I chociaż w obecnej szkole też nie wszystko jest różowe, to nie zmieniłby jej z powodu godzin kółek lub jednego czy dwóch nie najlepszych nauczycieli.

        • samantaech gratuluję aktywności. 03.11.09, 15:16
          Kazdy jest inny i ma prawo do tego. A mnie ten Kacper imponuje.
          Gdyby artykuł był nieprawdą te wpisy powyżej wyglądałyby inaczej.
          Mowa by była raczej o faktach, mniej by było szyderstw i złości. Jak
          nie ma argumentów to pojawia sie nienawiść, że naruszyło się cos co
          był wygodne.

          Na dzień dzisiejszy widzę, że dariuszkxd to WOS, a dzielanski to
          pani od francuskiego - tak mi serce podpowiada. Gratuluję
          aktywności - a jednak można siedzieć po godzinach.
          • dariuszekxd Re: gratuluję aktywności. 10.11.09, 22:19
            samantaech napisał:
            > Na dzień dzisiejszy widzę, że dariuszkxd to WOS


            a może nie? :)
            to, że jestem uczennicą, która lubi moją szkołę, to nie znaczy, że nauczycielką!
            Czy tak ciężką to kurczę zrozumieć?! Czy wy wszyscy myślicie, że uczniowie, to
            banda idiotów, którzy robą wszystko byle tylko się zerwać ze szkoły, albo
            powiedziec o niej jak najgorsze rzeczy? Razi mnie niesprawiedliwość w każdym
            zakresie, również jeśli dotyczy to szkoły. Zwłaszcza mojej szkoły. Nie zamierzam
            siedzieć bezczynnie gdy ktoś ją oczernia.
    • pimpacho1 Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 04.11.09, 12:22
      Po przeczytaniu tego artykułu , zastanawiałem się co tak naprawdę
      autorka chciała osiągnąć.?
      Czy był to zwykły chwyt marketingowy- wylansowanie swojego syna na
      forum ogólnopolskim?, czy aż taki problem zaistniał w renomowanej
      szkole?
      Czy nie wystarczyło już miejsca na opisy, ile razy dziecko zmieniało
      podstawówkę?
      Nawiasem mówiąc, ubawiło mnie , iż tajemnicą poliszynela stało się
      jakiej i gdzie szkoły to dotyczy.
      Czy czasami szkoła ta nie była szkoła rejonową dla naszego bohatera?
      A li tylko autorka chciała zaznaczyć gdzie mieszka?
    • pimpacho1 Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 04.11.09, 12:22
      Generalnie na forum wypowiadali się uczniowie poprzedniej szkoły, a
      ja chciałem podejść od drugiej strony czyli- molocha na peryferiach,
      czy wg. słów autorki: zwykłego, osiedlowego.
      No , tu szanowna pani użyta nomenklatura była lekko mówiąc nietaktem
      Wydaje mi się , że Kacper nie bez powodu wybrał klasę angielską,
      gdzie dzieci wybierane były pod kątem świadectw i testów z języka.
      Zgoda, że klasa ma bardzo dobrych nauczycieli- z wyjątkiem niestety
      polonistki.
      Dlaczego nie wybrał klasy matematyczno- przyrodniczej?
      Chyba poziom jak na standardy za niskie…
      No, i chyba ten entuzjazm nauczycieli nad genialnością syna, też
      lekko przesadzony.
      Nikt aż tak nie rzuca się i nie wyrywają sobie Kacpra ,żeby brał
      udział w konkursie właśnie z jego przedmiotu .Jak chce, to proszę ,
      nic to szkołę nie kosztuje, choć z założenia dziecko Pani nie ma
      prawa wyjść poza eliminacje szkolne .ALE ZONK!!!!!!!!!!!!
      Czy jak syn nie przejdzie dalej OBRAZI SIĘ PANI NA SZKOLĘ???
      Jest w tym mieście parę prywatnych po 3 lub 4 uczniów .Chętnie go
      przyjmą
      NO I WRESZCIE- DLACZEGO GENIUSZEM NIE ZAJMIE SIĘ KURATORIUM I NIE
      ZAPROPONUJE INDYWIDUALNEGO TOKU NAUCZANA???
      Wydaje mi się, że żeby Pani syn zagrzał gdzieś dłużej miejsce i
      zaaklimatyzował się trzeba niestety zdjąć klapki z oczu i pozbyć się
      pretensjonalnego i roszczeniowego tonu
    • okonamaroko62 Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 04.11.09, 13:59
      ludzie, to chodzi o gimnazjum nr 15 w Łodzi ul. So---skiego , uczeń ten wygrał
      teleturniej "Eu--
    • adipiroman Re: Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 05.11.09, 18:26
      I prorocze były to słowa... z tego co zasłyszałem od znajomych majacych kontakt
      z tą "osiedlową szkołą", lub wręcz tam uczeszczających nasz kolega Kacper
      pierwszego dnia zaliczył lanie... i juz myśli o kolejnej zmianie szkoły-
      "Kacpra" szanowałem i lubiłem. po przeczytaniu tego artykułu widze jak bardzo
      ograniczona wiedze na temat szkoły miała osoba wypowiadajaca sie.
      • zszokowany2 Re: Jak mój syn tracił czas w elitarnej szkole 10.11.09, 22:18
        Witam jestem nowy na tym forum , również znam " Kacperka,heh ".
        Obecnie jestem w I klasie LO, chodziłem do tej szkoły przez 3 lata i
        powiem że jestem zszokowany wypowiedziami niektórych użytkowników,
        może nie byłem najwybitniejszym uczniem ale zawsze dawałem
        radę ,otrzymywałem pomoc wtedy kiedy jej potrzebowałem, nauczyciele
        niektórzy byli bardzo wymagający, lecz nigdy bym nie powiedział że
        źle uczą i w szkole jest źle są świetni nauczyciele między innymi z
        fizyki mówię o panu dyrektorze ,pani od chemi pamiętam że u niej
        zawsze była cisza na lekcji oj ona to potrafiła uczyć tak samo jak
        u pani od geogafii, pan od historii nauczał w taki sposób że kiedy
        cos opowiadał to nie dało rady go nie słuchać, lekcje były zawsze
        ciekawe , co do lekcji języka francuskiego na które prowadziła
        ukochana nauczycielka mamy "kacpra" na które rownież uczęszczałem
        mam do nich kilka zastrzeżeń , nie była to wedłóg mnie wybitna
        nauczycielka , pod koniec roku wstawiała dobre oceny na świadectwie
        nawet jak sie jechało na samych 2 i 3. Szkoda że chyba nikt nie
        wspomniał o tym że ponoć ta nauczycielka uczyła również "kacperka"
        w podstawówce... Tak ta pani tak uczyła że dzisiaj nawet do siedmiu
        liczyć nie umiem po francusku a miałem 4 na koniec klasy trzeciej i
        byłem w grupie "zaawansowanej" Nowych nauczycieli nie znam ale
        uwazam że gożej nie jest na pewno.( Co do kółek to też zastrzeżeń
        nie mam uczęszczałem do gazetki szkolnej , do pck itd nauczycielka
        która to prowadziła poświęcała nam mnóstwo czasu, uczyła
        dziennikarstwa ( dzięki niej zajmowaliśmy wysokie miejsca w
        konkursach dziennikarskich (I i w następnym roku II)) itp. o i nnych
        kółkach się nie mogę wypowiedzieć bo na nie nie chodziłem. Co do
        pani od Wosu tez zastrzezeń nie mam może była troszkę pobłażliwa ,
        ale nauczyć umiała co do tych plusików za gazety myśle że były one
        przede wszystkim dla uczniów słabszych i chwała jej za to. W obecnej
        sytucji w jakiej się znajduje nie mam większych problemów z chemią
        (same 4 i 5 :D ) , fizyką , polskim, historią czy nawet wosem. W tej
        szkole wiele się nauczyłem i bardzo dużo jej zawdzięczam , była
        super atmosfera , fajna pani od biblioteki i wogóle nauczyciele
        poświęcają bardzo wiele czasu każdemu uczniowi , ten cały egzamin
        gimnazjalny nieźle mi poszedł i naprawde nie rozumiem dlaczego
        matka "kacperka" robi całą taką aferę, może to nie jest wina
        nauczycieli którzy nie przypasowali "kacperkowi" tylko może miał
        jakieś problemy z rówieśnikami, słyszałem że wszystkie szkoły się o
        niego biły itp. ohy i ahy skoro "kacperek jest tak wybitny to czemu
        rodzice nie wysłali go do stanów na nauke przecież wygrał tyle
        prestiżowych konkursów ??. Z góry przepraszam za błędy jestem
        dysortografem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka